Nemezis (II). Konfrontacja

DesperateBunny DesperateBunny

17 maja 2016

hourglass 31 min

Parę drobnych uwag...
Przeczytanie części pierwszej jest konieczne, by zrozumieć wydarzenia w drugiej. Tag „gej” pełni funkcję ostrzegawczą, ale geja jako takiego w opowiadaniu nie ma. Są za to dwaj faceci uprawiający seks (chyba nie muszę dodawać, że przeciwnicy takich klimatów powinni sobie odpuścić). Jeżeli ktoś ma jakieś zastrzeżenia co do treści/formy opowiadania itd., niech śmiało wyleje swoje gorzkie żale w komentarzu. Konstruktywna krytyka jest z pewnością lepsza niż anonimowa jedynka nie poparta żadnymi argumentami. Zapraszam do lektury ;)

Okno jest uchylone. Od strony wrzosowisk dociera lekki powiew wiatru, nieznacznie poruszający koronkową firaną. Światło oraz cień przenikają się wzajemnie na starych, drewnianych deskach podłogi. Podnosi powoli wzrok i oślepia go słońce. Tak ma być. W końcu czasami lepiej nic nie widzieć.
W pomieszczeniu panuje cisza, lecz stopniowo - jakby z oddali – zaczynają się wyłaniać dwa męskie głosy. Gdy wreszcie stają się wystarczająco wyraźne, udaje mu się rozróżnić słowa.

- Nawet nie próbuj mnie dotknąć, zboczeńcu. Podejdź krok bliżej a złamię ci rękę.
- Tak się zwracasz do swojego dobroczyńcy? Jesteś bezczelny, zupełnie jak twój ojciec.
- Dobroczyńcy...? Już dawno nie słyszałem czegoś równie zabawnego. Może powinienem mówić do ciebie „stryjku”? Poważnie, jeżeli wszyscy w tej rodzinie są tacy jak ty, nic dziwnego, że ojciec nie chciał mieć z wami nic wspólnego...
- Nie uważałem go w ogóle za brata. Był tylko zwykłym śmieciem ze skłonnością do dziwek. Wszyscy plotkowali o tym, że twoja matka za młodu się puszczała, a gdy dowiedziałem się o drugim dzieciaku, którego zrobił z prawdziwą kurwą, wszystko stało się jasne. Przez cały ten czas nie myliłem się co do niego. I kto musiał się wami zająć, kiedy wreszcie poszedł do piachu? Kto płaci za waszą edukację? JA. Więc skorzystaj wreszcie z tej swojej dziewczęcej buźki i spróbuj się odwdzięczyć.
- Czyli podpisujesz kontrakt z kolejnym perwersyjnym dziadem, który mnie sobie upatrzył? Naprawdę, nie mam pojęcia skąd ty ich wszystkich bierzesz. Najwidoczniej swój do swego ciągnie.
- Właściwie tym razem nie chodzi o ciebie. Twierdzi, że jesteś dla niego zbyt rozwinięty, więc wolałby Williama.
- Willa...? O czym ty, kurwa mówisz? Przecież to jeszcze dzieciak...! Sprzedasz własnego bratanka jakiejś obleśnej świni, byle rozkręcić interes?! To ty jesteś tutaj prawdziwym śmieciem!
- Więc może zajmiesz jego miejsce? Dotychczas mieszkałeś w internacie, ale teraz nie będziesz miał już dokąd uciec.
- Na pewno nie pozwolę ci sprzedać Willa...!
- Ten gówniarz ci ufa i posłucha każdego twojego słowa. Wystarczy, że zaprowadzisz go w miejsce, które ci wskażę, a zapewnię ci spokój.
- Chyba śnisz.
- Tak się składa, że jutro przyjedzie tu z wizytą dziesięciu moich znajomych. Daję ci prosty wybór. Zrobisz dokładnie to, co powiedziałem, albo każdy po kolei zerżnie cię we wszystkie dziury. Przemyśl w nocy, czy jesteś gotowy oddać swoje ciało za dzieciaka, którego ledwo znasz...

Sceneria zmienia się niespodziewanie. Ciemno. Z mroku wyłania się czyjaś twarz, nie potrafi jednak rozpoznać rysów tego człowieka. O ile jest to człowiek. Nie dostrzega nic innego oprócz wyszczerzonych zębów i warg, po których spływa gęsta, ciemnoczerwona substancja. Krew?
Zęby są coraz bliżej i bliżej, jeżeli zaraz nie ucieknie, to...

Zdradziłeś go, Allen, a to jest twoja kara.

Gdy otworzył oczy, wokół nadal panowała ciemność.
Gdzie ja jestem?
Minęło kilkanaście sekund nim dotarło do niego, że znajduje się we własnym łóżku. Pościel była całkiem mokra od potu, tak jakby ktoś nie dosuszył jej po praniu.
Sen...
Bicie serca uspokoiło się powoli, stało się bardziej ciche i równomierne, tak samo oddech. Przez chwilę czuł bliżej nieokreśloną ulgę - zupełnie jak dziecko, które dowiedziało się, że potwór pod łóżkiem jest jedynie wytworem jego bujnej wyobraźni. Niestety, nie trwało to długo. Kiedy tylko otępiały gwałtownym przebudzeniem mózg zaczął wreszcie powracać do rzeczywistości, przypomniały mu się ostatnie dwa dni i zrozumiał, że potwór istnieje naprawdę.

Dzień wcześniej spotkali się na korytarzu. Leo szedł w towarzystwie kilku osób, najprawdopodobniej klientów, więc na szczęście nie miał możliwości by nawiązać bliższy kontakt. Zbliżając się spojrzał Allenowi w oczy, a jego usta rozciągnęły się w ledwo zauważalnym, lecz nieprzyjemnie wieloznacznym uśmiechu. Nikt inny nie dostrzegł tego porozumiewawczego grymasu - nic dziwnego, w końcu nie był on przeznaczony dla pozostałych. Gdy się mijali, Leo nieznacznie nachylił się w stronę Allena. Nie rób sobie nadziei. Czy naprawdę usłyszał ten szept, czy było to zaledwie wrażenie pobudzone przez narastający w nim od rana niepokój? Tak czy inaczej cofnął się odruchowo, zupełnie jak w obawie przed atakiem dzikiego zwierzęcia. Mógł się założyć, że ta mimowolna reakcja nie uszła uwadze mężczyzny i przez resztę dnia zadręczał się faktem, że publicznie stracił zimną krew. Nagle w jego życiu pojawiło się coś niespodziewanego i niszczycielskiego. Coś, co mogło zachwiać starannie przemyślanym wizerunkiem, którego kreowaniu poświęcał się przez ostatnie paręnaście lat.

Po tamtym wydarzeniu w rezydencji czuł nieustanne wyrzuty sumienia - tak dokuczliwe, że przez jego umysł przemknęła myśl o pożegnaniu się ze światem raz na zawsze. Dla kogo miał żyć? Matki nie pamiętał, ojciec zmarł, Will trafił do szpitala z amnezją i nie było wiadomo, kiedy wróci do normalnego stanu, a także czy to właściwie nastąpi. Dowodów na winę stryja zabrakło, bo skurwiel zawsze był zapobiegawczy. Allen wiedział, że jeśli nawet zacznie zeznawać to szansa, że ktoś mu uwierzy jest zerowa.
Jaki los spotkał zboczeńca, który obiecał stryjowi podpisanie intratnej umowy w zamian za Williama? Zgarnęła go policja, ale skończyło się na przesłuchaniu. Pieniądze pozamykały wszystkim usta i sprawę umiejętnie zamieciono pod dywan - w końcu nie został złapany na gorącym uczynku. Może gdyby Allen był wówczas starszy, spróbowałby zdziałać trochę więcej. Może tak, a może nie. Przecież poniekąd sam tkwił w tym bagnie, a przynajmniej czuł, że w nim tkwi. Uznał, że ciężar jego odpowiedzialności nie różni się zbyt wiele od winy stryja. Postanowił jednak nie rezygnować z życia. Istniała w końcu ewentualność, że William dojdzie do siebie i zacznie z powrotem funkcjonować w społeczeństwie. Wykorzystał więc swój dar przekonywania, by przynajmniej częściowo odpokutować za czyny, których się dopuścił. Jego celem stało się zapewnienie Williamowi świeżego startu, lecz sam nie posiadał żadnych środków mogących to umożliwić. Jedynym wyjściem zdawało się być szantażowanie stryja. Ten prędko przystał na warunki, chcąc za wszelką cenę uniknąć dalszego węszenia ze strony policji i zainteresowania mediów. Ryzyko opłaciło się – Allen zyskał zarówno praktyczne rozwiązanie problemu, jak i namiastkę zemsty.
Tym sposobem Will znalazł się pod opieką profesjonalnego terapeuty. Pamięci – ku uldze Allena - nie odzyskał, ale gdy tylko doszedł do równowagi psychofizycznej kontynuował edukację w najlepszych szkołach w kraju. Następnie dostał się na prestiżową uczelnię, którą ukończył z wyróżnieniem i otrzymał propozycję pracy w zagranicznej filii Carlley Company. Miał rzecz jasna nie powrócić do kraju...

Allen śledził z ukrycia kolejne sukcesy młodszego brata i czuł, jak jego wyrzuty sumienia powoli blakną. Gdzieś we wnętrzu cieszył się, że już nigdy nie będzie musiał spojrzeć mu w oczy. Skąd miał w końcu wiedzieć o propozycji transferu, którą otrzymał William? O ile ten niefortunny splot wydarzeń mieścił się nadal w granicach prawdopodobieństwa, o tyle nie przewidywał nawet w najśmielszych snach pojawienia się po piętnastu latach Leo Dawesa. Im dłużej o tym myślał, tym mniej przypadkowe mu się ono wydawało... Ostatecznie doszedł do wniosku, że teoria „zbiegu okoliczności” niczego nie wyjaśnia. Zawsze doceniał chłodny obiektywizm oraz logikę, nic zatem dziwnego, że i tę sytuację wolał wytłumaczyć sobie w sposób racjonalny. Postanowił, że zachowa spokój i postara się znaleźć wyjście z pułapki, w którą został wciągnięty.

Dlaczego zatem samo zobaczenie tego mężczyzny tak go poraziło? Czy po prostu przeceniał swoją siłę psychiczną? Leo nie musiał wykonywać żadnego znaczącego ruchu, a on już zaczynał reagować jak pies Pawłowa. Nie mógł jednak dziwić się swojemu umysłowi, skoro również jego ciało w dalszym ciągu odczuwało bolesne rezultaty ich „spotkania po latach”.
Gdybym tylko potrafił go zabić – myślał, dźwigając się z przepoconej pościeli. Dochodziła szósta. Rozpoczynał się kolejny dzień konfrontacji. Miał nieodparte wrażenie, że tym razem nie zdoła uciec. Nie rób sobie nadziei. Słowa, które usłyszał wcześniej, zabrzmiały niczym gong w jego głowie. Nadzieja... Stracił ją już tak dawno temu, że zapomniał, czy kiedykolwiek rzeczywiście ją odczuwał.


Skupienie się na wprowadzaniu poprawek do nowego projektu okazało się trudniejsze niż przypuszczał. Kiedy już wydawało mu się, że coś dostrzega, myśli zdawały się wyparowywać jakby nigdy ich tam nie było. Żeby nadrobić zaległości, postanowił zostać w biurze nieco dłużej. Najwidoczniej druga niemalże bezsenna noc zrobiła swoje z jego dotychczasową efektywnością. Nie, nie powinien się oszukiwać... Niewyspanie stanowiło jego najmniej znaczący problem.
Czy już zawsze będzie musiał przeżywać wszystko na nowo, wchodząc do tego pomieszczenia? Czy już zawsze będzie zmuszony pracować przy biurku, na którym wcześniej płakał i jęczał jak podrzędna aktorka porno, posuwany przez innego faceta? Czy istniała możliwość, że Leo celowo wybrał miejsce, które nie pozwoli mu zapomnieć o tym upadku nawet na chwilę...? Właśnie wtedy, gdy ponownie uświadomił sobie perfidię swojego przeciwnika, krótki dźwięk zawiadomił go o przyjściu nowego SMS-a.

Dwunaste piętro, WC. Masz dziesięć minut.

Numer był zastrzeżony, ale wiedział aż nazbyt dobrze do kogo należy. Rozkazujący ton wiadomości wyprowadził go z równowagi, lecz zdawał sobie sprawę z tego, że to nie arogancją Leo powinien się teraz martwić. Co zrobisz? Znowu pozwolisz mu by sobie z tobą pogrywał? Tak. Przecież podjął decyzję...
Jadąc windą czuł wewnętrzną pustkę. Zanim Leo wziął go siłą dwa dni wcześniej, obiecywał sobie, że nie będzie zachowywał się jak ofiara idąca na ścięcie. Teraz właśnie tak wyglądał. Nie oznaczało to bynajmniej, że zaakceptował swoją sytuację. Szczerze wątpił, by w którymkolwiek momencie swojego życia mógł pogodzić się z czymś takim. Nawet pod „opieką” stryja nigdy nie przestawał walczyć. Świadomość, że to czego obawiał się w młodości dopadło go po tylu latach - w najmniej spodziewanym momencie - była zwyczajnie załamująca.

Dwunaste piętro świeciło pustkami. Gdy dotarł wreszcie na uzgodnione miejsce, stał przez dłuższą chwilę wpatrując się w klamkę. „Masz dziesięć minut” - przypomniał sobie o ograniczeniu czasowym podanym w wiadomości. Nie wiedział czego dokładnie oczekiwał po otwarciu drzwi, ale raczej nie tego, że nie zastanie w środku Leo. Pierwszą, spontaniczną reakcją była ulga, lecz zarówno rozum i intuicja podpowiadały mu coś innego. Zdążył już zaobserwować, że jego szantażysta nie jest osobą działającą bezcelowo. Czy tym razem zakpił sobie z niego, a może stanowiło to kolejny sposób na podkreślenie kto w ich relacji rozdaje karty?
Mam tu na niego grzecznie czekać? - pomyślał, zaciskając zęby ze złości i frustracji. Nachylił się nad umywalką po czym przekręcił kurek, uwalniając strumień zimnej wody. Nabrał jej nieco w dłonie i przemył sobie twarz. Sam nie miał pojęcia czy robi to żeby się orzeźwić, czy żeby po prostu zająć się czymkolwiek...
- Chyba na dobre straciłeś czujność. Nie zauważyłeś ani kiedy wszedłem, ani kiedy stanąłem za twoimi plecami.
Podniósł prędko głowę tylko po to, by napotkać w lustrze ironiczne spojrzenie zielonych oczu.
- W każdym razie widzę, że wiernie na mnie czekałeś. Czyżbyś już zdążył się nauczyć, kto jest teraz twoim panem?
Przeczuwał, że Leo chce go sprowokować, jednakże mimo tego niejasnego przeświadczenie postanowił podjąć rękawicę.
- „Panem”? Nie wiem, co ci się przyśniło, ale to niezdrowo mieszać fantazje z rzeczywistością...
- Czyli to, że przedwczoraj doszedłeś dwa razy też mi się przyśniło...?
Niestety, obydwaj doskonale zdawali sobie sprawę z tego, kto ma rację. Allen poczuł, że krew napływa do jego policzków, pozostawiając nieprzyjemne wrażenie gorąca. Odruchowo poluzował krawat.
- Więc nawet ty potrafisz się zaczerwienić. – Leo zaśmiał się obcesowo. – Mam wrażenie, że od kiedy cię przeleciałem stałeś się bardziej... ludzki? Wcześniej przypominałeś porcelanową lalkę bez serca, a teraz widać, że potrafisz przeżywać emocje. Co prawda dotyczą one wyłącznie twojej dumy i Williama, jednak to zawsze postęp. Widocznie przez cały ten czas potrzebowałeś tylko porządnego rżnięcia.
- Chyba sobie jaja robisz! Jestem hetero, zawsze uprawiałem seks z kobietami i tak powinno być nadal!
Rozumiał, że nie powinien tak zareagować. Piętro wydawało się puste, ale nadal znajdowali się w miejscu pracy. Istniało nikłe prawdopodobieństwo, że ktoś zostający po godzinach mógłby przyjść tutaj z ciekawości, usłyszawszy podniesione głosy. Mimo że Allen przywykł do bycia obiektem zainteresowania, nie chciał by pojawiły się jakiekolwiek plotki łączące go z Leo.
- Więc przez te piętnaście lat pieprzyłeś się z laskami? Hmm... muszę przyznać, że chciałbym to zobaczyć. Ciekawe czy nie wydawało im się, że posuwa je inna kobieta.
- Zamknij się – warknął Allen, tym razem uważając, by nie mówić zbyt głośno. – W przeciwieństwie do ciebie jestem normalny i w życiu nie chciałem tego robić z drugim facetem...
- Dziwne, skoro już przy swoim pierwszym analu gdzieś od połowy sam zacząłeś ruszać biodrami.
- Kła... - Nie zdążył dokończyć, bo Leo chwycił go brutalnie za ramię i siłą wepchnął do pierwszej kabiny z brzegu.
- Co ty na to, żebyśmy zrobili eksperyment tu i teraz? - W oczach mężczyzny pojawiły się niepokojące błyski. - Dałem ci aż zbyt długą przerwę, więc czas go wsadzić z powrotem. Upewnimy się, czy aby na pewno nie jesteś facetem, który jęczy z kutasem w dupie.
Leo nie miał zamiaru dłużej czekać i zaczął ściągać spodnie.
- Chyba żartujesz...? Nie możemy tego zrobić tutaj... Każdy może wejść i usłyszeć! Gdyby ludzie się dowiedzieli, dla ciebie byłoby to tak samo niekorzystne!
- A zaproponujesz jakieś alternatywne wyjście? Spójrz, sprawa jest dosyć nagląca. – Leo wymownym ruchem wskazał na swoją odznaczającą się przez spodnie erekcję. – Specjalnie wczoraj nie zwaliłem konia, żeby zachować całą energię dla ciebie.
- Mam być wzruszony? Nie pierdol.
Przez chwilę Leo nie odzywał się. Przypominał trochę dziecko stojące przed wystawą sklepową, zmuszone by wybrać pomiędzy piłką i samochodzikiem.
- Tak, to całkiem dobry pomysł... - mruknął w końcu pod nosem, a jego uśmiech wydał się nagle jeszcze bardziej złowieszczy.
- O co znowu chodzi?
Allen starał się nie sprawiać wrażenia przestraszonego, lecz zdradziło go drżenie głosu. Przebywanie w ciasnych czterech ścianach z Leo było wystarczająco przytłaczające samo w sobie, a teraz - na domiar złego - sprawiał on wrażenie wyjątkowo zadowolonego. Allen dobrze znał to zadowolenie i wiedział, że nie zwiastuje ono niczego dobrego.
- Oj, Aoi... Kiedy wreszcie zrozumiesz, że nie powinieneś mi pyskować? To sprawia, że mam ochotę cię czymś zatkać.
Allen poczuł dreszcz przechodzący wzdłuż kręgosłupa.
- Nie... nie mogę TEGO zrobić!
- Wybacz, ale opcje ci się wyczerpały... W końcu do ręcznej roboty nie potrzebuję twojej pomocy. Albo grzecznie otworzysz buzię, albo cię znowu zerżnę i nie będę się przejmował tym, czy ktoś tutaj wejdzie. A to chyba niezbyt dobry pomysł, biorąc pod uwagę jak głośno zachowywałeś się ostatnio.
Nic nie odpowiedział, wbił tylko wzrok we własne buty. Jednak prześladowca nie miał wcale zamiaru czekać na potwierdzenie. Bez słowa pchnął go na podłogę i wydobył ze spodni nabrzmiałego penisa. Twarz Allena dzieliło od krocza Leo zaledwie parę centymetrów. Ze zgrozą uświadomił sobie, że to pierwszy raz kiedy widzi z tej odległości narząd innego mężczyzny. Co prawda Leo już raz użył jego ust, lecz wówczas z ledwością zachowywał przytomność i pamiętał tamto wydarzenie jak przez mgłę. Teraz był aż nazbyt świadomy sytuacji, w której się znajdował...

Leo powoli zbliżył dłoń do opadających na plecy włosów Allena i chwycił je z całej siły, zmuszając go tym samym by odchylił głowę. Allen odruchowo zacisnął powieki szukając ratunku w ciemności, ale drażniąca, intensywna woń obcego samca nadal unosiła się w powietrzu i docierała do jego nozdrzy. Poczuł na swoich wargach dotyk czegoś wilgotnego i gorącego. Nie! Nie! Nie! Panika, obrzydzenie, wstyd – wszystkie uczucia i emocje, których wolałby nigdy nie doświadczać, przenikały go na wskroś w tym właśnie momencie.
- Ostatnio odwaliłem robotę za ciebie, więc tym razem sam musisz się trochę postarać. – Usłyszał dobiegający z góry szyderczy głos.
Zrobić coś takiego drugiemu facetowi... Allen odchylił twarz na bok, na tyle na ile pozwalała mu na to dłoń Leo trzymająca bezlitośnie jego włosy.
- Nie... Nie zrobię tego – wycedził.
Niespodziewany, siarczysty cios w policzek zmusił go do otworzenia oczu - z całą pewnością poleciałby na ścianę, gdyby nie stalowy uścisk Leo. Twarz piekła go intensywnie i z ledwością powstrzymywał łzy. W końcu faceci nie płaczą. Tylko czy on, klęcząc przed czyimś rozpiętym rozporkiem miał prawo nazwać się mężczyzną?
- Myślisz, że możesz teraz zgrywać księżniczkę? Nie zapędzaj się, suko. Nie jesteś tutaj dlatego, że cię o to poprosiłem. Jesteś tutaj dlatego, że kazałem ci przyjść. Przestań się opierdalać, bo zadzwonię do twojego braciszka i porozmawiamy w trójkę o starych dobrych czasach. Pewnie chciałby się wreszcie dowiedzieć, kto przyczynił się do jego wczasów w szpitalu...
Allen skinął głową. To twoja kara – przypomniał sobie słowa ze snu, po którym obudził się zlany potem. Nie zorientował się nawet, kiedy przestał ze sobą walczyć. Rozchylił wargi i poczuł jak twardy trzon wsuwa się coraz głębiej i głębiej, pozostawiając w środku ścieżkę wyciekającego nasienia. Smak był ostry, charakterystyczny i nieznośny.
- Zrób to sam – rozkazał Leo. – Uważaj na zęby i używaj języka, bo inaczej nie dojdę za miesiąc.
Allen ostatkiem sił przemógł instynktowny sprzeciw i zaczął powoli ssać. Z jednej strony ulżyło mu, że Leo odpuścił sobie gwałcenie jego gardła, jednak z drugiej strony fakt, że musi go zaspokoić własnymi staraniami wzbudzał w nim jeszcze większy wstręt.
- Patrz mi w oczy.
Zastanawiał się jak bardzo zeszmacony zostanie, zanim ten szantażysta poczuje się wreszcie usatysfakcjonowany. Ku własnemu przerażeniu zatęsknił nagle za pierwszym razem, kiedy to był zbyt zszokowany i wykończony by rozmyślać o tym co robi. Gdyby mógł zatrzymać działanie swoich zmysłów... Ale nie. Wręcz przeciwnie, odczuwał wszystko dwa razy mocniej niż zazwyczaj. Każda cząstka ciała skupiała się na tej jednej, znienawidzonej czynności, która zdawała się nie mieć końca.

Malachitowe tęczówki Leo płonęły teraz dziwnym, zimnym blaskiem. Nie miało to zbyt wiele wspólnego z naturalną ludzką żądzą - jego źrenice sprawiały wrażenie wręcz nienaturalnie rozszerzonych, zupełnie jakby widział coś zapierającego dech w piersiach. Nie przypominał napalonego faceta czekającego na zaspokojenie swoich fizycznych potrzeb, a raczej miłośnika sztuki, któremu udało się zawiesić na ścianie niezwykle cenny oryginał. Był to wzrok kogoś, kogo normalny stosunek nie jest w stanie zadowolić. Dlaczego ja? - na okrągło zadawał sobie pytanie Allen.
- Naprawdę cieszę się, że wreszcie cię spotkałem. – Leo wydobył z siebie stłumiony śmiech. – Kobiety już jakiś czas temu zaczęły mnie męczyć. Każda po jednym ruchaniu oczekiwała, że namówi mnie na poważny związek. Zabawne, co nie? Z kolei chodzenie na dziwki stało się zbyt nudne. Nie interesuje mnie ktoś, kto z chęcią rozłoży nogi gdy mu zapłacę. Ty zapewniasz mi dużo więcej rozrywki, no i jesteś bardziej ciasny niż każda z nich...
Skurwysyn! Allen poczuł nieodpartą chęć by ugryźć wbijającego się w jego usta kutasa, lecz wiedział, że nie może pozwolić sobie na nieprzemyślane działania. Nawet jeżeli - Leo nadal posiadałby informacje o przeszłości, a wtedy nie byłoby już żadnych szans na zachowanie wszystkiego tajemnicy.

W tej samej jednak chwili wydarzyło się coś, co sprawiło, że natychmiast zapomniał o całym upokorzeniu. Usłyszał kroki. Tak, nie wydawało mu się... Ktoś naprawdę wszedł do łazienki. Przez szparę między podłogą a drzwiami kabiny mógł nawet dostrzec błyszczące, eleganckie buty oraz fragment grafitowych nogawek spodni. Spojrzał na swojego oprawcę spanikowanym wzrokiem i zrozumiał, że on także zdaje sobie sprawę z pojawienia się intruza. Mężczyzna bez ostrzeżenia odciągnął głowę Allena od pokrytego śliną członka.
Gdy zorientował się do czego zmierza Leo, nie miał już szans by zareagować - zdążył tylko zacisnąć powieki i poczuł gęstą maź lądującą na twarzy. Znalazł na oślep kawałek papieru toaletowego i zaczął się nerwowo wycierać, lecz dźwięk otwieranej zasuwki przerwał te gorączkowe czynności. Nie! - chciał krzyknąć, ale gardło odmówiło mu posłuszeństwa. Szczęki bolały go intensywnie, a język i wargi były całkiem zdrętwiałe. Co on, kurwa, wyprawia?!
- Och... nie spodziewałem się spotkać cię w takim miejscu. Masz coś do załatwienia na tym piętrze? - Leo odezwał się do kogoś swoim „profesjonalnym” i spokojnym głosem.
- Można powiedzieć, że się z kimś umówiłem – odparł przybysz.
- Zabawny zbieg okoliczności, ja również byłem tu z kimś umówiony. Co prawda już zdążyliśmy załatwić swoje sprawy...
Leo odwrócił się do Allena z szerokim uśmiechem.
- Rozliczymy się przy następnym razie – oznajmił i odszedł, zostawiając za sobą otwarte na oścież drzwi kabiny.
Rozliczymy...? O czym on...

Błyszczące, eleganckie buty, grafitowe spodnie i marynarka tego samego koloru... Podnosił wzrok powoli, centymetr po centymetrze, tak naprawdę nie chcąc nigdy dotrzeć do końca. Pewien fragment umysłu Allena przeczuwał w końcu, czyją twarz zobaczy. Rysy stojącego naprzeciwko mężczyzny były nieco podobne do jego własnych, miał on jednak dłuższy nos, wydatniejszą szczękę oraz jasne oczy o stalowych tęczówkach, zasłonięte szkłami prostokątnych okularów.
Co dostrzegł w tych oczach? Szok, wstręt, złość? Wiedział, że powinien wstać, ale nie mógł się ruszyć, zupełnie jakby coś przymurowało go do posadzki. Światło przymocowanej do sufitu jażeniówki wydało mu się nagle dziwnie oślepiające. Panowała cisza. Było tak cicho, że stawało się to niemal nieznośne.
- Will... - Imię brata mimowolnie wymknęło się z jego ust.
Nagle, niczym wybudzony z letargu, sięgnął ręką do twarzy. Z przerażeniem uświadomił sobie, jak musi właśnie wyglądać – klęcząc na podłodze, z resztką spermy na policzku i wargach.
- Will – szepnął niemal błagalnie, oczekując na jakąkolwiek reakcję.
- Nie mogłem w to uwierzyć... – odezwał się w końcu William, ani na sekundę nie odwracając wzroku od Allena. - Naprawdę to robisz. Wiadomość była prawdziwa...
- Will, o czym ty mówisz...?
Allen spróbował wstać, opierając się o ścianę. Nogi miał jak z waty i cały drżał. Wydostał się z kabiny, prawie się przy tym przewracając. William podtrzymał go, lecz zaraz odsunął się, tak jakby przez przypadek dotknął insekta.
- Wiem, co robisz. Jakiś czas temu dostałem maila ze zdjęciami. A dzisiaj... ta osoba napisała do mnie, żebym tu przyszedł jeżeli chcę mieć niepodważalny dowód.
Mylisz się, to kłamstwo – chciał powiedzieć, ale milczał. To część planu Leo, więc musi wziąć udział w jego grze. Will nie może się za nic dowiedzieć.

Dokładnie przemył twarz wodą i nie oglądając się za siebie wyszedł z łazienki. Uderzyła go świadomość, że właśnie odbył pierwszą prywatną rozmowę z Willem od czasu ich spotkania parę miesięcy wcześniej. Z pewnością nie mógł sobie wymarzyć lepszych okoliczności...
Kiedy tylko poczuł, że odzyskuje pełną sprawność w odrętwiałych nogach, natychmiast przyśpieszył kroku. Chciał znaleźć się jak najdalej od potępiającego spojrzenia Williama, lecz - jak na złość – ciągle widział twarz młodszego brata przed oczami. Po co było to wszystko? Dlaczego spotkanie zostało zaaranżowane w taki sposób, by uczynić Willa świadkiem tej upokarzającej sceny?
Skręcił gwałtownie w korytarz wiodący w stronę windy i prawie wpadł na Leo, który stał z założonymi rękami opierając się o ścianę. Co on tu robi? Widok tak nonszalanckiej pozy niemal doprowadził Allena do białej gorączki, jednak postanowił wyminąć go bez słowa. Leo miał najwyraźniej inne plany.
- Próbujesz mnie zignorować? Nieładnie, specjalnie na ciebie zaczekałem – stwierdził kąśliwie, odrywając znudzony wzrok od sufitu.
- Nadal ci mało? - wycedził w odpowiedzi jasnowłosy. - Planujesz coś jeszcze oprócz tego żałosnego przedstawienia?
- Chciałem zaledwie dowiedzieć się, jak tam przebiegła wasza braterska rozmowa, ale podejrzanie długo zajęło ci dotarcie tutaj. Może odpuściłeś sobie słowne wyjaśnienia i jemu też obciągnąłeś?
Nie odpowiedział. Zacisnął z całej siły pięści, boleśnie wbijając paznokcie w skórę dłoni. Jego krew przyśpieszyła gwałtownie. Chyba obaj nie przewidzieli dalszego przebiegu wydarzeń... Dotarło do niego co zrobił dopiero wtedy, gdy ujrzał Leo osuwającego się po ścianie z niedowierzaniem w oczach. Mężczyzna cały czas trzymał się za szczękę, którą najwidoczniej dosięgnął niespodziewany cios.
To koniec! Teraz na pewno powie Willowi o wszystkim...! Allen nie miał zamiaru czekać, aż Leo dojdzie do siebie. Niewiele myśląc pobiegł w stronę windy. Dopiero na parterze uświadomił sobie, że całe policzki ma mokre od łez.


Minęło parę godzin nim udało mu się zasnąć. Kiedy wreszcie jego świadomość zaczęła powoli zanikać, poczuł jak ogarnia go zimna pustka. W swoim śnie upadał na dno oceanu. Wyciągał ręce w stronę światła przenikającego przez powierzchnię wody, lecz stopniowo rozpływało się ono coraz bardziej, aż w końcu nie widział niczego oprócz ciemności.
Po przebudzeniu się mechanicznie wykonał wszystkie poranne przygotowania - trochę jak nakręcana zabawka poruszająca się w określony sposób tylko dlatego, że nie potrafi niczego innego. Co ma zrobić, jeżeli Will poznał prawdę? Spakować walizki i wsiąść do pierwszego samolotu? Nawet jeżeli wyprowadziłby się za granicę, nadal nie byłby w stanie zmienić swojego życia i ruszyć naprzód. Nieważne czy pozostanie w Carlley Company czy ucieknie, obojętnie czy uda mu się uwolnić spod wpływu Leo czy też nie, zawsze będzie więźniem własnego sumienia. Nie mógł cofnąć czasu i zmienić swoich decyzji... Nie miał również siły ani odwagi na to, by obmyślać co powie w razie spotkania z Willem. Pozostało mu pójść do pracy, zupełnie jakby nic się nie wydarzyło.


Poprawianie projektu szło mu jeszcze gorzej niż poprzedniego dnia. Musiał zmobilizować całą marną resztkę energii, żeby zmusić swój mózg do najmniejszego wysiłku związanego z pracą. Rozumiał, że nie będzie mógł w nieskończoność „jechać na rezerwie”. Prędzej czy później ktoś zauważy drastyczną zmianę jaka w nim zaszła i zaczną się piętrzyć podejrzenia. Cóż, z całą pewnością nawet ci odznaczający się najbardziej bujną wyobraźnią nie zgadną, co się wydarzyło w rzeczywistości. Już mógł sobie wyobrazić krążące wśród pracowników niestworzone historie o swoim romansie z zabójczo piękną, ale zamężną kobietą. Tak... stanowczo wolałby, żeby właśnie ta wersja okazała się prawdziwa. W końcu najbardziej zazdrosny, zaborczy i mściwy mąż nadal byłby lepszy niż Leo Dawes.

Rozmyślenia Allena przerwało stanowcze pukanie do drzwi. Leo...? Nie, nie ma szans. On z pewnością nie wysilałby się na żadne grzecznościowe gesty.
- Proszę – powiedział, automatycznie przybierając swój „profesjonalny” ton.
Jednak całe to zawodowe opanowanie prysło, kiedy zorientował się kto postanowił złożyć mu wizytę. Na progu stał jego przyrodni brat...
Allen odruchowo zerwał się z miejsca. Rzecz jasna natychmiast przyszedł mu do głowy najczarniejszy scenariusz – Leo wyjawił prawdę o przeszłości.
- Wybacz, że przeszkadzam ci w czasie pracy - zaczął William nieco oschłym tonem. – Zwłaszcza, że przyszedłem omówić... prywatne kwestie.
Czy naprawdę sprawiałby wrażenie tak nieporuszonego gdyby wiedział?
- Nie szkodzi, w końcu jesteśmy rodziną – odparł Allen, któremu jakimś cudem udało się zachować pokerową twarz.
- Chyba obaj dobrze wiemy, że w przeszłości zdarzył się pewien wypadek...
Allen niemalże poczuł, jak krew zamiera mu w żyłach. William najwidoczniej niczego nie spostrzegł, bo kontynuował niezrażony.
- Lekarze poinformowali mnie, że miałem uraz głowy i byłem nieprzytomny przez pewien czas, a także że straciłem część wspomnień. Zdaję sobie sprawę z tego, że piętnaście lat temu mieszkaliśmy razem, jednak cię nie pamiętam, tak samo jak innych spraw związanych z tamtym okresem. Mimo wszystko chciałem cię ponownie spotkać, kiedy tylko dowiedziałem się o naszym pokrewieństwie. Niestety, w czasie mojego pobytu w szpitalu wyprowadziłeś się na drugi koniec kraju...
- Tak... Bardzo chciałem zostać przy tobie, po prostu nie miałem wyjścia. Byłem wtedy za młody, by móc decydować o takich rzeczach – odparł spokojnie Allen i sam zdziwił się, jak gładko przeszło mu przez gardło to kłamstwo.
Zawsze sądził, że jeśli będzie rozmawiał z Willem, wyrzuty sumienia nie pozwolą mu na mijanie się z prawdą. Tymczasem czuł się tak, jakby przemawiał za niego ktoś inny, a on sam zaledwie obserwował całą konwersację z boku.
- W każdym razie cieszę się, że nadal postrzegasz mnie jako część swojej rodziny – zapewnił Will, a jego spojrzenie stało się nagle bardziej intensywne. - Oznacza to, że mogę z czystym sumieniem wypowiedzieć swoje zdanie na temat wczorajszego zajścia.
Usłyszawszy te słowa, przygryzł wargę i utkwił wzrok w podłodze. Dobrze wiedział dokąd zmierza ta rozmowa i nie podobało mu się to. Skoro Leo nie zdradził tajemnicy, gra również się nie skończyła.
- A czy jest o czym rozmawiać? - spytał cicho, lecz wyraźnie. - Owszem, nadal uważam cię za część rodziny i nigdy się to nie zmieni... Ale chyba sam nie zaprzeczysz, że moje życie seksualne nie jest kwestią, którą musiałbym uzgadniać ze swoim młodszym bratem.
Allen po raz kolejny tego dnia miał ochotę pokłonić się przed własnymi zdolnościami aktorskimi. Na samą myśl o nazwaniu chorej rozgrywki między nim a Leo „życiem seksualnym”, coś skręcało się w jego żołądku. Tym dziwniejsze wydawało się to, że zdołał wypowiedzieć tę kwestię tak autentycznie.
- Każesz mi w takim razie zignorować fakt, że się prostytuujesz? - Mimo że głos Williama nie był podniesiony, dało się wyczuć jak bardzo jest zdenerwowany. - Twierdzisz, że to nie moja sprawa?
- Uspokój się. To nie czas ani miejsce...
- Więc chcesz w dalszym ciągu robić za substytut kobiety dla jakiegoś dupka? - bezceremonialnie przerwał mu William.
Allena zszokowała przepaść pomiędzy poważną aparycją mężczyzny a tym nagłym wybuchem. Tak czy inaczej, przedstawienie musi trwać.
- Ja ci nie zaglądam do łóżka i byłbym wdzięczny gdybyś postępował tak samo.
- Do łóżka...? Nawet jeżeli robilibyście to w łóżku, nie zmienisz faktu, że nadal jest to nienormalne! A wy na domiar złego urządziliście sobie schadzkę w kiblu na dwunastym piętrze. Nie spodziewałem się, że jesteś tak bezwstydny...
- Przykro mi, że zawiodłem twoje oczekiwania jako starszy brat, ale niestety nie potrafię zmienić swoich preferencji tylko dlatego, że tego żądasz.
- Nie zapominaj, że ktoś oprócz mnie wie o tych twoich „preferencjach”. Nie obawiasz się szantażu?
Szantaż... Nie podejrzewasz jak blisko prawdy się znalazłeś, Will.
- Każdy ma coś do ukrycia, William – szepnął Allen i usłyszał, jak niespodziewanie jego własny głos się załamuje. - Każdy ma też coś, co chce chronić za wszelką cenę. Nawet, jeżeli tą ceną jest postawienie na szali innych cennych wartości. Może po prostu jesteś jeszcze za młody, by to zrozumieć...
- Powiedz, czy ty... kochasz go? Tego faceta...?
- Jeśli powiem, że tak, odpuścisz wreszcie?
- Nie wierzę... - William odwrócił się, zaciskając pięści. - Nie obchodzi mnie, czy go kochasz czy nie. Nie myśl, że pozwolę ci to kontynuować, Allen.
Gdyby nie zwalniacz, drzwi zapewne zamknęłyby się z trzaskiem.


Allen zaparkował na swoim stałym miejscu. Apartamentowiec, w którym mieszkał już od paru lat oraz podziemny parking łączyła winda. Zamknął drzwi samochodu i westchnął. Rozmowa z Williamem dodatkowo skomplikowała całą sytuację, samą w sobie wystarczająco zagmatwaną i koszmarną. Nie była to bynajmniej jedyna niepokojąca kwestia... Przez cały dzień nie spotkał Leo ani nie otrzymał od niego żadnej wiadomości. Wyglądało również na to, że nie zdradził on niczego Willowi...
Usłyszał za plecami cichy szmer. Jakiś sąsiad? Tylko po co miałby się za nim skradać, nie witając się? Nagle ktoś chwycił go za kark stanowczym ruchem. Allen niewiele myśląc zaatakował, jednak napastnik sprawnie zablokował cios i przewalił go na ziemię. Nie widział dokładnie co się dzieje. Poczuł jak czyjaś silna ręka unieruchamia go od tyłu, po czym spostrzegł dłoń w czarnej, skórzanej rękawiczce zbliżającą się do jego twarzy. Dłoń trzymała coś białego... Do nozdrzy Allena dotarł charakterystyczny, słodkawy zapach chloroformu. Nie! - otworzył usta by krzyknąć, lecz było za późno na wzywanie pomocy. Półmrok panujący na parkingu zastąpiła całkowita, nieprzenikniona czerń.

- Chyba nie sądziłeś, że ci odpuszczę, Aoi – odezwał się znajomy głos, ale Allen nie mógł go już usłyszeć.
Dodaj do ulubionych
6,362
Podziel się ze znajomymi
8.08/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.08/10 (12 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (9)

Gon

Gon · 19 maja 2016+0

Fajnie sie czyta, kiedy nastepna czesc?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 19 maja 2016+0

To zależy od paru kwestii... Niestety przez kolejne dwa miesiące mam dosyć napięty grafik. Nie wiem też ile osób będzie chętnych, by w ogóle czytać kontynuację tej historii wink. Tak więc nie mogę napisać kiedy dokładnie powstanie trzecia część, a nawet czy w ogóle powstanie (chociaż mimo wszystko chcę ją napisać, bo zostawienie cliffhangera to coś, czego osobiście nie lubię). Tak czy inaczej dziękuję za opinię smile.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Nazca

Nazca · 19 maja 2016+0

Napisz, napisz...

Mam pewne przypuszczenia co do zakończenia tej historii i ciekaw jestem czy się sprawdzą wink

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 19 maja 2016+0

Teraz to ja z kolei jestem ciekawa... Twoich przypuszczeń grin

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Nazca

Nazca · 19 maja 2016+0

Pytanie - masz już konkretnie zaplanowaną tę historię i wiesz jakie będzie zakończenie czy będziesz improwizować?

Ja np zanim zacznę pisać nowe opowiadanie mam wizję rozpoczęcia, rozwinięcia akcji i zakończenia. Jednak, gdy już zacznę pisać, to zazwyczaj mam sporo nowych pomysłów i zazwyczaj gotowe opowiadanie wygląda zupełnie inaczej od tego zaplanowanego.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
DesperateBunny

DesperateBunny · 19 maja 2016+0

Zazwyczaj gdy piszę mam już obmyślaną ogólną wizję historii, ale podobnie jak Ty w pewnym momencie zaczynam płynąć z prądem i moje plany dotyczące akcji czy zakończenia szybko się zmieniają smile.
Jednak akurat w tym przypadku koncepcja jest bardzo konkretna, włącznie z zakończeniem. Owszem, zostawiam sobie małą furtkę na improwizację, ale raczej odnośnie samego przebiegu wydarzeń niż finału całej serii, który na 99% pozostanie niezmieniony wink.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Elijah

Elijah · 23 maja 2016+0

Obydwie części przypadły mi do gustu. Liczę na kontynuację!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Lady_in_red

Lady_in_red · 25 maja 2016+0

Nie mogę doczekać się kolejnej części...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Jockinger

Jockinger · 4 czerwca 2016+0

Bardzo dobre opowiadanie. Czekam na kolejną część.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub