Specyficzny poezjotekst

Silmad Silmad

24 lipca 2016

hourglass 11 min

To nie jest konwencjonalne opowiadanie, po prostu nie mam zielonego pojęcia jak to inaczej nazwać/sklasyfikować. Eksperymentalny styl pisania.

1. Zmęczenie jest przytłaczające niczym stos ciemnych, szorstkich kamieni spoczywających na barkach. Ciążą one, usztywniając wszystko czego dotykają i nie chcą łatwo odejść. Takie zmęczenie można wręcz usłyszeć jak szeleści i stuka na twoich plecach. Co gorsza, jest zimne w dotyku, wyciągając i wysysając ciepło i energię, powoli choć nieustannie. A im więcej tej wewnętrznej, napędzającej życie energii wyssie, tym bardziej rośnie w siłę, niczym kamienny wir. Z początku takie zmęczenie daje się tolerować. Jednak narasta i narasta, stając się coraz bardziej nieprzyjemne, aż wreszcie przekroczy próg i wręcz ożyje. Ożyje i nabierze własnej świadomości. Jak ucieleśnienie złego zamiaru zacznie wysysać tę życiową siłę sam z siebie i wtedy jest już za późno. Wtedy nie można się go już samodzielnie pozbyć. Wtedy trzeba oddalić się od jego źródła i wręcz skupić się na zrzuceniu tego stosu kamieni.
Te kamienie zmęczenia, szorstkie i kanciaste, zimne w dotyku niczym szary lód, z niemalże ostrymi krawędziami, potrafią trwale odcisnąć swoje piętno. Piętno, które niczym górska lawina, osuwa się w głąb ciała i świadomości dopóki nie zanieczyści nawet szpiku kości. Wtedy zmęczenie przekształca się, zmienia, przestaje być tylko zmęczeniem i zmienia się w potrzebę uwolnienia. W tę przyciągającą wszelką uwagę potrzebę, która przypomina brak wewnętrznego ciepła, takiego ciepła które byłoby w stanie rozgrzać te nieprzyjemnie twarde bloki i pozwolić im wyciec przez wszelkie pory.
Jednak to ciepło, to pragnienie rozluźnienia nie zawsze można odnaleźć wewnątrz siebie. Nie można wtedy poczuć, że sama myśl czy słowo jest w stanie rosnąć w siłę do momentu uwalniającej eksplozji. Czasami wnętrze, przytłoczone ciężarem, niczym zawalona przez potężną burzę jaskinia jest na tyle zablokowane, że wyzwala tęsknotę. Taką tęsknotę za pewnym uczuciem, które byłoby w stanie uwolnić zziębniętą, przemoczoną jaskinię od jej nieubłagalnego zmęczenia, przybierającego wręcz wygląd złego cienia i oprawcy. Taka tęsknota, ulotna niczym przelotna szara deszczowa chmura, może przybrać rozmaite kształty. Może być rozległą, mroczną, gęstą kołdrą odcinającą wszelkie rozgrzewające promienie nadziei, lub może być też prześwitującym puchem na niebieskim niebie.
Taka tęsknota, w całej swej tajemniczej i nieznanej głębi, może powoli wyzwalać swego rodzaju oczekiwanie. Wszakże powód jej dyskomfortu wcale nie musi być nieznany. Być może powraca ona raz po raz, i za każdym razem zostaje w ten sam pewny sposób zwyciężana. Ta tęsknota, pełna nieubłagalnej, wszechogarniającej ciszy i niepewności, może wtedy zmienić się w oczekiwanie. Oczekiwanie na kolejny poranek, oczekiwanie kiedy po raz kolejny zdarzy się coś, co niczym wznoszące się Słońce podczas swego wschodu rozświetliło by mrok, pobudziło by wszelkie życie od najmniejszych żyjątek po śpiewające wesoło ptaki i osadziło by życiodajną rosę na bujnie rosnącej zielonej trawie.
Oczekiwanie na to potężne uczucie, które niczym wręcz niemożliwa fala wpierw zacznie delikatnie łaskotać zewnętrzną powierzchnię jaskini wesołymi, rozgrzewającymi liźnięciami. Powoli narastając w siłę przemieni się w stanowcze, powalające uczucie, które objęłoby ją w całej okazałości. Objęło mocno i pewnie, choć kojąco i bezpiecznie. Wtedy, w tym magicznym momencie, kiedy nawet najgłębszy kamień blokujący owe wnętrze zacznie być przemywany, owe wnętrze może odczuć swego rodzaju podniecenie. Podniecenie, które niczym ciepło rozchodzące się w postaci malutkich, kolorowych motylków, które z każdą chwila trzepoczą skrzydłami coraz bardziej i ocierają się ich koniuszkami o skórę, rozgrzewając i zaczerwieniając ją.
To podniecenie, w postaci tej podekscytowanej i zaintrygowanej grupy motylków, stopniowo narastałoby w siłę, krążąc i krążąc w tańcu, nabierając szybkości i mocy, zmieniając to, co normalne, w to, co rozgrzane. A to co rozgrzane, w to co gorące, do momentu wrzenia i parowania. Powoduje to narastanie tego podniecenia, tej ekscytacji z najgłębszego wnętrza, które staje się coraz bardziej niestabilne, coraz bardziej drżące niczym te chaotyczne motyle, które każdym fragmentem ocierają się o ciało pobudzając nawet najmniejsze nerwy.
W miarę narastania, to podniecenie, to wręcz uzależniające podniecenie, coraz bardziej cię otacza. Rozszerza się i rozszerza, aż stanie się wręcz wszechogarniające. Wyzwala on wtedy przedsmak rozkoszy, takiej skroplonej, gęstej rozkoszy która cała aż drży z powodu swojej siły i potencjału. I wciąż rośnie i rośnie, wiruje i kręci się, aż w końcu energia zawarta w niej staje się zbyt potężna do powstrzymania. Zbyt silna do zatrzymania. I zbyt przyjemna i rozkoszna, by jakakolwiek część świadomości chciała się jej oprzeć. W potężnej eksplozji, która wstrząsa najgłębszym wnętrzem, w niesamowitej fali plazmy rozchodzącego się gorącą zalewa wszelkie zakamarki wnętrza, zakamarki o których istnienia na co dzień nie zdajesz sobie nawet sprawy.
Fala ta roztapia wszelki ciężar, pokonuje wszelkie przeszkody i powoduje pęknięcie wszystkich wiążących łańcuchów, uwalniając z wszelkiego dyskomfortu i zapewniając wręcz nieopisaną ulgę, ucieczkę do raju które można odnaleźć tylko po przejściu przez przytłaczający wysiłek. I ta ulga zalewa twoją świadomość, i zalewa sprawiając, że w swego rodzaju uwalniający sposób wszystkie mięśnie rozluźniają się a ty opadasz na niesamowicie miękką, puchatą, komfortową nawierzchnią, wciąż otoczona przez to uczucie, to wszechogarniające istnienie które wyzwoliło w tobie tę rozkosz i ulgę.
Ta ulga, zbyt duża i potężna, zbyt kojąca, żeby utrzymać zwyczajną świadomość na jawie, przyciąga cię i przyciąga do tej magicznej przestrzeni nieświadomości która odwiedzasz każdej nocy. I ty w nią odpływasz i odpływasz, przy kojącym łomotaniu otaczającego cię uwalniającego uczucia, i zasypiasz, prawdziwie spełniona.


2. Samotność. Słowo, które dla wielu przywodzi przerażający obraz bycia niczym rozbitka na bezludnej wyspie. Samotnie stojąca na gorących piaskach plaży, przy głośnym szumie morza i fal, których słona woda raz po raz obmywa stopy. Z przejrzystym, niebieskim niebem nad sobą, bez cienia i chmur. Z wysoko wiszącym, olbrzymim oślepiającym Słońcem, którego palące promienie światła wręcz parzą skórę. Unoszący się w powietrzu zapach soli morskiej, a w tle okazjonalne krakanie nielicznych mew. W tej samotności na plaży bezludnej wyspy owa rozbitka może nie do końca zdawać sobie sprawę ze swojej sytuacji, chwilowo przytłoczona cudownym pięknem natury. Wciąga ona łapczywie zapachy i świeże, morskie powietrze, wsłuchuje się w naturalny, cichy hałas, i szeroko otwiera oczy by zobaczyć wszelkie piękno jakie jest do zobaczenia.
Nie myśli ona wtedy o przyszłości, ani o tym z czego zda sobie już wkrótce sprawę. Nie myśli o uczuciu samotności, które nawet najcudowniejsze piękno natury potrafi przeistoczyć w wizję więzienia i klatki, które całkowicie zatraca wszelkie kolory w odcienie szarości, która przytępia wszystkie zapachy, która przemienia powtarzające się dźwięki w irytujące hałasy od których nie można uciec niczym nieświadomy umysł nie może uciec od porannego alarmu budzika. I wreszcie o sposobie w jaki samotność przetransformuje się w strach.
Strach odnośnie niepełnego uczucia bezpieczeństwa, strach odnośnie niepewnej przyszłości, i strach, który złowrogo szepcze, że już nigdy nie zamieni się słowa z drugą osobą. Na początku strach jest mały, cichy i bezsilny. Jedyna jego moc, to wywołanie gęsiej skórki i lekkiego zjeżenia włosów. Jednak rośnie on w siłę, najpierw powoli, lecz z każdym dniem coraz szybciej. Strach ten nabiera siły i impetu dlatego, że nie można go zwalczyć, nie można się mu oprzeć. Jedyną tarczą i ochroną jest własne poczucie ja, własne ego, które dzień po dniu jest wystawiane na próbę trwałości. Próbę wytrwania w obliczu poszukiwania pożywienia czy też ucieczki przed wzbudzającymi grozę oznakami niebezpieczeństwa. Próbę wytrwania w obliczu całkowitego braku wiedzy o tym co przyniesie jutro. I wreszcie, najcięższą próbę z nich wszystkich, czyli próbę opanowania własnego przerażenia kiedy jedynym zrozumiałym, sensownym głosem jaki jest w stanie usłyszeć jest jej własny.
I wkrótce samotna rozbitka, z mocno opaloną skórą od palących promieni Słońca, z niepokojem odkryje, że z ptakami nie można porozmawiać. Nie można ich zapytać o pogodę ani o samopoczucie. A pytanie samej siebie o te informacje spełza na niczym, ciekawość wygaszana przez pustkę przy znanych odpowiedziach nawet i przed otworzeniem ust.
Jednak ten strach nie jest złym, szkodliwym duchem, którego jedynym pragnieniem jest załamanie. Przy odrobinie otworzenia swojej własnej głębi i akceptacji tego uczucia do wewnątrz, nawet paraliżujący strach może zmienić się w sojusznika i kompana. Może stać się towarzyszem, który ujawnia, że zamiast uciekać od nieubłaganej prawdy lepiej ją zaakceptować i razem z nią rosnąć w wiedzę o samym sobie. Strach wtedy ujawnia swoje prawdziwe oblicze, jakim jest odwaga.
Tak, samotna dziewczyna która co dzień zanurza się w chłodnym, słonym morzu, czy też wędruje po nagrzanych piaskach plaży, zaczyna na nowo odkrywać zapomniane wcześniej piękno dzięki tej odwadze. Otwiera się ona, i pozwala wszystkim jej wewnętrznym uczuciom wchłonąć się, wejść w jej centrum.
Odkrywa wtedy ona znaczenie tej odwagi, poznaje jak czuje się działając pewnie i z wiarą w siebie. Taka odwaga w obliczu wszelkiej niepewności jest w stanie ujawnić siłę jej charakteru. Charakteru, który niczym wewnętrzny prąd krążący w tętnicach razem z krwią, charakteru który upłynnia się i tężeje naprzemian, wsiąka i przesiąka jej osobę do samych kości.
Charakter który ujawnia się jako owoc jej przerażającego położenia, charakter który okazuje się być jej własnym, prawdziwym ja. I rozbitka przestaje być jedynie rozbitką, a zmienia się w tą właśnie stopioną, astralną energię która podróżuje z nią przy każdym kroku. Jest to takie uczucie, które najbardziej przypomina pewien magiczny moment. Moment swego rodzaju omylności własnej percepcji, kiedy to nie zdajesz sobie sprawy z ciężaru jakiejś torby, i podnosisz ją w górę z wielką siłą. I wtedy odkrywasz, że torba, która wydawała się tak pełna ciężaru, jest w istocie pusta, całkowicie rozmyta ze swojej pierwotnej prezencji.
I w taki sam sposób odkryty własny charakter pokazuje swą moc, jako moc która wielokroć przekracza nawet najbardziej wzbudzające grozę uczucia. Wtedy charakter, ten potężny, krążący prąd, łaskoczący i pieszczący twoje ciało od wewnątrz, staje się twoim najgłębszym źródłem wewnętrznej siły. Źródłem, które powiększa się w miarę poznawania samej siebie, i powiększające się od malutkiego strumyczka do olbrzymiego wodospadu. I jest on w stanie podnieść i znieść na bok każdą przeszkodę, każdy problem.
I z tą wewnętrzną siłą zaczynasz odkrywać dzień na nowo. Odkrywasz jak nagrzany piasek i promienie gorejącego Słońca, które tak nieubłagalnie parzyły skórę, stają się przyjemnym ciepłem, rozlewającym się przez całe twoje połyskujące ciało. Jak mewy, krążące w pobliżu, zdają się krzyczeć "Witaj, piękna damo!". Jak chłodne morze, w którym wcześniej znajdywałaś ochłodę, zmienia się w wesołego przyjaciela, pełnego sił, który swoimi falami obejmuje twoje ciało i unosi w górę, śmiejąc się razem z tobą. Spoglądasz wtedy w górę, w niebieskie niebo, z szerokim uśmiechem, pełna ufności we własną przyszłość, a morze szepcze ci na ucho czule "Świat jest twój, kochanie."
Dodaj do ulubionych
4,956
Podziel się ze znajomymi
5.65/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 5.65/10 (20 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (4)

Krystyna

Krystyna · 25 lipca 2016+0

Znasz moje zdanie. Fajnie, że "oszlifowałeś", chociaż chyba zabrakło samozaparcia, aby poprawić wszystko. Daj sobie kilka dni i sprawdź tekst ponownie, będzie łatwiej wyłapać.
Czytając, przeniosłam się w inną rzeczywistość, poczułam ciężar, chłód, żar i wiele innych, które tak obrazowo przedstawiłeś. Byłam Rozbitką.
Nie zrażaj się otrzymanymi jedynkami. Dali je czytelnicy szukający innych doznań. Byli też tacy, który ocenili wysoko i patrząc na to pomyśl, że warto było. Pal licho niedociągnięcia (z czasem je wyłapiesz i poprawisz) .. ode mnie masz 10/10

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
MarySue

MarySue · 26 lipca 2016+0

A ja uważam, że krzywdzisz siebie i ten tekst publikując na pokatne.pl To nie jest miejsce gdzie ten rodzaj pisania może zostać odpowiednio oceniony i doceniony. Na portalu lub forum mniej erotycznym, a bardziej literackim miałbyś lepszy odbiór.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Krystyna

Krystyna · 26 lipca 2016+0

@MarySue nie zgodzę się z Tobą. Tu również wchodzą czytelnicy, którzy z przyjemnością przeczytają taki tekst, zamiast zwykłej "rąbanki" czy erotyku, jak kto woli (o czym świadczą wysokie oceny, które również dostał) Pokatne.pl nie rości sobie praw do wyłączności i zamieszczenie tekstu tu nie zamyka drogi do przedstawienia go również na innych portalach.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
NeverShoutNever

NeverShoutNever · 27 lipca 2016+0

Ja dałam 7 czyli "dobre", bo moim zdaniem był to dobry tekst pokazujący coś z innej perspektywy... Nie wybitny, nie słaby, ale coś w sobie ma. Naprawdę nie zasługuje na mniej niż co najmniej 6, bo nie ma podstaw by dać 1. Nie wiem skąd takie oceny....

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania Silmad: