Historia pewnego nieporozumienia (V)

motylewnosie motylewnosie

25 września 2013

hourglass 25 min

Czasem nie wiem, co mam tu pisać?

Jak żyć, kiedy życie nagle straciło sens?
Byłam wolna, mogłam wrócić na studia, znów zacząć spotykać się z przyjaciółmi, umawiać na randki...
No właśnie. Tylko, że ja nie miałam ochoty. Każdy był nie taki; za niski, za młody, za szczupły, za wesoły, za poważny. Uczciwie musiałam przyznać, że żaden po prostu nie był Gabrielem. Nie miał jego szarych oczu, mocnych dłoni i wyrazistej twarzy, cholernej pewności siebie i ironicznego uśmieszku. Żaden też nie mówił do mnie króliczku. Zresztą niechby spróbował!
Zima jeszcze minęła jako tako. Tylko, że potem nadeszła wiosna, czas zakochanych, ćwierkających ptaszków i miłości wiszącej w powietrzu.
Siedziałam w parku, udając, że czytam książkę. Pewnie i czytałam, ale słowa przeciekały przez mój umysł jak przez sito, nie pozostawiając po sobie absolutnie nic.
Smętnie spojrzałam na wielobarwny dywan tulipanów. Na niewielką fontannę tuż za nimi. Na parę zakochanych mizdrzących się kilka ławek dalej.
Coś ścisnęło mnie w gardle. Ona była ładna, on zaledwie znośny, ale dużo bym dała, by ktoś na mnie patrzył w ten sposób.
Nie, nie ktoś. Gabriel.
Scenka była idealna, dookoła szalejąca wiosna, a wśród tego wszystkiego oni, niczym ostatni element szlifu dla impresjonistycznego krajobrazu.
Brakowało tylko ptaszka, słodko przyśpiewującego i tworzącego znakomitą oprawę muzyczną.
Pomyślałam, że jeśli się jakiś znajdzie, to zwariuję. Los zechciał wypróbować moją cierpliwość i tuż obok rozległy się słodkie trele.
Sapnęłam i rozejrzałam się dookoła. Ukradkiem chwyciłam leżący za ławką nieduży kamień, wycelowałam i rzuciłam w pierzastego gnojka.
Trafiłam bezbłędnie i zapanowała błoga cisza. Odetchnęłam zadowolona, ale po chwili znów się zachmurzyłam. Trwałam tak w ponurej zadumie, nad własnym nędznym losem, gdy poczułam, że ktoś kładzie rękę na moim ramieniu. Już miałam wybuchnąć złością, gdy napotkałam roześmiane spojrzenie oczu Daniela, mojego kolegi ze studiów.
– Ida! – ucieszył się. – Jak mógłbym nie poznać tych wspaniałych, czerwonych włosów.
– No tak – zerknęłam na gruby warkocz – rudy niczym marchewka.
– Raczej w odcieniu kasztanów. Co porabiasz? Tak nieczęsto odpisywałaś ostatnio na moje maile, przez ubiegłe miesiące prawie wcale! – Usiadł tuż obok i bez krępacji położył rękę za moimi plecami. Pozwoliłam mu na to, bo od pierwszego roku studiów wszyscy wiedzieli, że Daniel był pedałem. Ten tego, gejem chciałam powiedzieć, żeby nikogo nie obrazić.
Osobiście mnie to nie przeszkadzało. Był miły, uczynny i zawsze uśmiechnięty. W nosie miałam jego upodobania seksualne. Do tego przystojny, w taki romantyczny, nieco już niemodny sposób – miał falujące kasztanowe włosy, szczupłą twarz, szafirowe oczy i uroczy dołeczek w brodzie. Także wysoki, smukły, o idealnie proporcjonalnej sylwetce. Niejednokrotnie byłam świadkiem, jak podrywały go różne lasencje, co stanowiło niezły ubaw i urozmaicenie wielu imprez.
– Aktualnie nic. – Przytuliłam się do jego boku. Mogłam sobie pozwolić, bo jeśli miałam wśród mężczyzn przyjaciela, to był nim właśnie Daniel. – Nie wiedziałam, że wróciłeś?
– Dwa dni temu. Właśnie dzwoniłem do ciebie do domu i Irmina powiedziała mi, że jesteś w parku. Dziewczyno, kup sobie w końcu ten telefon!
– Nie chcę – oznajmiłam kapryśnie. – Jak pobyt na obczyźnie?
– Doskonale. Hiszpania to piękny kraj, a Hiszpanie... Ech! Idziemy na kawę, wszystko ci opowiem.
– Pewnie poznałeś mężczyznę swoich marzeń?
– Tak jakby. A ty?
– Ja też – odparłam ponuro, pakując książkę i napoczętą kanapkę do torby.
Spojrzał pytająco, a później rycersko podał mi ramię. Kiedy już wygodnie umościliśmy się w kawiarnianych fotelach, zamówiliśmy po dużym cappuccino i jeszcze większym deserze lodowym, zostałam uraczona plotkami z wielkiego świata. Obejrzałam przy tym całą masę zdjęć w telefonie Daniela i co chwilę wybuchałam śmiechem, słuchając jego opowieści.
– Ale ciacho! – stwierdziłam z podziwem patrząc na zdjęcie niejakiego Carlosa. – On naprawdę woli panów?
– Ech, Ida ty niedowiarku. Skąd u ciebie przekonanie, że każdy gej to pryszczaty, pokręcony potwór?
– Wcale nie kretynie. Po prostu ten jest taki ładniutki, że mogłabym się w nim zakochać, a tu klops. On woli ciebie.
Daniel spojrzał na mnie uważniej.
– Mów – rzucił krótko.
– Nie wiem czy jest co?
– Mów, a ja ocenię.
Dobrze było go znów mieć przy sobie. Od chwili, gdy na drugim roku zmienił kierunek, nasz kontakt zaczął jakby kuleć, ale widać, że stara przyjaźń nie rdzewieje. No i mogłam się przy nim czuć całkowicie bezpiecznie – żadnych ukrytych zamiarów, przypadkowych macań, błagalnych spojrzeń oraz pozostałych głupot.
Wyrzuciłam z siebie wszystko. Nie tylko suche fakty, ale i myśli, uczucia, marzenia... Troszkę sobie przy tym popłakałam, bo zanadto się rozczuliłam, ale Daniel miał poważną, niemal surową minę.
– No i co ty na to?
– Ida! Chyba oszalałaś. Ten facet mógłby być twoim ojcem!
– Ale nie jest.
– On jest za stary, to po pierwsze. A po drugie – może sobie gadać te głupoty o poligamii i hormonach. Zakochał się w tobie, tak samo jak ty w nim. No, i teraz spokojnie mogą wyłączyć światło w okolicy i usunąć słońce. Ten bijący z ciebie blask, oświetliłby wszystko.
– Myślisz? – spytałam drżącym głosem.
– Tak sądzę. Ale pewności nie mam, nie wiedziałem was razem.
– Co mam zrobić?
– Nic. Cokolwiek byś nie zrobiła, on i tak nie zmieni zdania. Taki uparty i zgorzkniały typ, nawet pod karą śmierci nie przyzna się do własnych uczuć.
– Pod karą śmierci to nie – powiedziałam powoli, obserwując Daniela w zamyśleniu. – Ale inna perswazja mogłaby odnieść skutek?
– Ida, nie ma mowy. Doskonale wiem, co kombinujesz w tej swojej ślicznej główce.
– Kochaniutki, zgódź się! Błagam! Tylko raz, jak się nie uda, daję słowo, że odpuszczę choć serce to mi chyba pęknie z rozpaczy!
– Serce to ty masz ze stali i tytanu, dziewczyno.
– Daniel! – wyjęczałam dramatycznie, padając na kolana. Trochę to wyglądało jakbym znienacka postanowiła zrobić mu loda.
Podniósł mnie i i uważnie spojrzał w oczy. W zamyśleniu przygryzł wargi.
– Nie zrobiłbym tego, gdyby nie fakt, że wyglądem przypominasz cień tej dziewczyny, którą pamiętam. Ale jeśli odniesiesz porażkę, będzie to bolało jeszcze mocniej, zdajesz sobie z tego sprawę?
– Muszę to zrobić! Muszę choćby spróbować!
Westchnął i przytulił mnie.
– Ale pamiętaj, cały plan musisz konsultować ze mną. Bez spontanicznych wybryków, zgoda?
– Tak jest! – roześmiałam się uradowana. Tylko dlatego, że na horyzoncie pojawiła się mała, maluteńka szansa. Pojawił się zakręt, za którym nie wiadomo czy nie czekała na mnie cudowna przyszłość.

***

Z zadowoleniem przejrzałam się w lustrze. Miałam na sobie białą, romantyczną, rozkloszowaną sukienkę, z szeroką czerwoną szarfą przewiązaną w pasie. Do tego delikatne białe szpileczki i czerwony kwiat wpięty w rozpuszczone włosy.
Efekt był więcej niż zadawalający.
Daniel również się spisał i oglądali się za nami wszyscy bez wyjątku, zarówno kobiety jak i mężczyźni.
Dwa tygodnie czekałam na to wyjście. Kiedy dowiedziałam się, że Gabriel organizuje kameralne spotkanie dla znajomych w Fidello, zadzwoniłam do Daniela, a ten zarezerwował jeden z nielicznych wolnych stolików.
Nie dopuszczałam do siebie myśli, że coś może się nie udać. Po prostu nie mogłam.
Z gracją zajęłam miejsce na krześle podsuniętym mi przez kelnera. Potem chwyciłam w obie ręce przepiękny bukiet kwiatów – mój przyjaciel pomyślał jak widać o wszystkim. Zatopiłam w nim nos i westchnęłam. Szkoda, że życie bywa tak popieprzone, że to nie Daniel jest moim ukochanym i że to wszystko nie jest prawdziwe.
– Witaj króliczku – usłyszałam tuż obok drwiący głos.
Jasny gwint! Czy on nie może przestać nazywać mnie tym idiotycznym króliczkiem czy zajączkiem? Czy ja mam futerko i duże uszy? Jestem puszysta i milusia?
Całe szczęście, że połowę twarzy miałam zatopionej w kwiatach, bo potrzebowałam chwili, by przybrać odpowiedni wyraz twarzy.
Nic się nie zmienił, stwierdziłam, gdy uniosłam w górę oczy. Chociaż...
– Cześć – odpowiedziałam krótko, odkładając bukiet na bok.
Gabriel bez pytania zajął miejsce przy naszym stoliku.
– A to kto? – wskazał głową na Daniela.
– Mógłbym zadać to samo pytanie? – odpowiedział tamten marszcząc brwi. – To dość niegrzeczne przysiadać się bez pozwolenia i niszczyć nastrój naszego spotkania, swoją niepożądaną obecnością.
– Mój były szef Gabriel. Mój obecny chłopak Daniel. Skoro już wiesz, to możesz zostawić nas samych?
– Nie. – W tym słowie pobrzmiewała prawdziwa stal. – Specjalnie go tu przyprowadziłaś?
– To ja zaprosiłem ją w to miejsce. Nawet trochę protestowała, teraz już wiem dlaczego.
Gabriel prychnął niedowierzająco.
– Romantyczna kolacja akurat w moim lokalu? Z kwiatami? A gdzie pierścionek z diamentem? – dorzucił szyderczo.
– Będzie w odpowiednim momencie – ze spokojem odparł Daniel. – A teraz proszę uprzejmie, abyś nas opuścił.
– Bo co mi zrobisz? To moja restauracja, w każdej chwili mogę was wywalić!
– Nie trzeba. Sami pójdziemy. – Ze spokojem podniosłam się z miejsca. – Mówiłam, że to kiepski pomysł.
– Teraz ci wierzę.
Ujęłam szarmancko podane mi ramię. Potem przytuliłam do policzka kwiaty i uśmiechnęłam się lekko, tylko dlatego, że poczułam ich zapach.
Przy największych staraniach nie mogłam wywołać lepszego efektu. Gabriel wyglądał jakby strzelił w niego piorun, ba!, nawet kilka.
Miałam ogromną ochotę spojrzeć na niego jeszcze raz. Ale opanowałam pokusę i przytulona do ramienia Daniela, dostojnie opuściłam lokal.
Dopiero kiedy odjechaliśmy spory kawałek, zatrzymał się i zaczął śmiać.
– Co jest? – spytałam zdezorientowana.
– Och, Ido! Ta jego mina!
– A konkretnie? Nie męcz mnie dłużej!
– Wiesz, sam bym go wziął z całym dobrodziejstwem inwentarza.
– Podobno dla mnie był za stary?
– Zmieniłem zdanie. Ale i tak nie miałbym szans. Jeszcze nie widziałem nikogo tak dziko zazdrosnego.
– Zazdrosnego? – powtórzyłam osłupiała. – Niby z czego te wnioski? Ja myślę, że był po prostu wkurzający. Jak zawsze.
– Zapowiada się świetna zabawa – oznajmił rozbawiony Daniel, ponownie zapalając silnik. – Następnym razem cię pocałuję, więc nie bądź zaskoczona.
– No dobrze. To już po spotkaniu? Odwozisz mnie do domu?
– A wiesz, nie. Skoczymy na piwko na Stary?
– Jedź. Upiję się w trupa i wrócę taksówką. Dawno nie miałam okazji.
Dwie godziny później siedziałam na kolanach Daniela, czując dziwną błogość i obojętność wobec problemów własnych i całego świata. Zaśmiewałam się z kawałów opowiadanych przez jego przyjaciół i piłam dalej.
– Ida, może wystarczy? – wyszeptał mi na ucho.
– Raz, a dobrze. Nie żałuj przyjaciółce, która właśnie skończyła z duchową żałobą.
– Dobrze, drink dla ciebie, a potem potrenujemy całowanie.
Nie zgłosiłam pretensji, tylko radośnie się roześmiałam. Nie zdziwiło mnie nawet to, że Daniel z taką ochotą przystąpił do realizacji pomysłu z pocałunkiem.
Delikatnie rozsunął językiem moje wargi, otarł się o zęby, a potem rozpoczął intymny taniec w ciepłym wnętrzu moich ust. Alkohol zrobił swoje i ja również ochoczo przystąpiłam do zabawy.
Pocałunek pogłębił się. Stawał się coraz bardziej szalony i namiętny. Usiadłam na nim okrakiem, otuliłam ramionami i zapomniałam o bożym świecie. Przynajmniej do chwili, gdy nie poczułam TEGO!
– Daniel?! – zachłysnęłam się z wrażenia. – Przecież jesteś gejem? Jak może...
– Sam nie wiem – wymruczał. – To dziwne, ale jestem tak podjarany, że zrobiłbym to tutaj i teraz.
– Ale ze mną?
Przerwał pocałunek i wpatrywał się coraz bardziej zdumiony w moje oczy.
– Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło – powiedział poważnie. – Wyobraź sobie, że tylko z tobą. Znaczy się jeśli chodzi o kobiety.
– Powinniśmy przerwać zanim...
Nie dokończyłam, bo znów mnie pocałował. Zachłannie, dziko, zupełnie inaczej niż poprzednio. I wtedy dojrzałam stojącego kilka metrów dalej Gabriela.
Trwał nieruchomo, popychany przez pijanych imprezowiczów, z doskonale widoczną wściekłością malującą się w oczach i na twarzy.
Tak więc sprawę pocałunku miałam załatwioną.
Potem odwrócił się gwałtownie i zniknął.
Wyplątałam się z uścisku Daniela, poprawiając zadartą sukienkę i rozczochrane włosy. Nie zaprotestował, bo sam wyglądał na oszołomionego.
– To się porobiło!
– Ida? Ja nie rozumiem? Boże! – chwycił się za głowę. – Zdradziłem swojego chłopaka i to na dodatek z kobietą!
O mało co nie spadałam z kanapy, wybuchając nieposkromionym śmiechem.
– No co? – spytał z pretensją.
– Ale... ha, ha! To tak... Hi, hi! Zabawnie zabrzmiało! Poza tym jeszcze go nie zdradziłeś.
– Jak to nie!
– Wiesz co powinieneś zrobić? Kupić bilet i lecieć na kilka dni do Barcelony. Jak spuścisz trochę pary to wróć, będziemy kontynuować nasz niecny plan.
– Może masz rację – powiedział bez przekonania. – Na dziś wieczór mam w każdym bądź razie dosyć. Dzwonię po taksówkę.
Nie protestowałam Euforia wywołana nadużyciem alkoholu minęła, za to pozostały zawroty głowy i dziwne uczucie w żołądku.
Do łóżka poszłam tym razem ubrana, w rozmazanym makijażu i z miską, trzymaną w kurczowo zaciśniętej prawej dłoni.

***

Daniel wyleciał zgodnie z moimi zaleceniami.
Wzruszyłam ramionami i zabrałam się za pracę zleconą, w końcu za coś trzeba było wyjechać na wakacje.
Tego dnia, gdy zmęczona wróciłam do domu, tuż od progu powitała mnie Irmina, z niezwykle tajemniczą i rozanieloną miną.
Na moje pytanie o co chodzi, odparła, że sam zobaczę.
– No co jest? – spytałam niecierpliwie.
– W twoim pokoju – odpowiedziała, wywracając oczami.
Odrobinę rozzłoszczona pomaszerowałam na piętro, otwarłam drzwi i zamarłam.
Dosłownie.
– Cudowne prawda? – Dopiero teraz dotarł do mnie sens tego co widziałam.
Cały pokój tonął w różach. Było ich setki, różnych gatunków, kolorów i wielkości. Poukładanych artystycznie lub w całkiem chaotycznie.
A ten zapach!
– Co to jest? – spytałam osłupiała.
– Nie wiem od kogo, ale ten facet musi być w tobie szaleńczo zakochany!
Energicznie podeszłam do biurka, na którym leżała niewielka koperta. W środku była kartka, na której zapisano zaledwie kilka słów: „Sama przyznaj, że to lepsze niż jeden, nędzny bukiecik. Gabriel”.
Wstrząs był tak silny, że nogi się pode mną ugięły i z hukiem usiadłam na podłodze.
No wszystkiego bym się w życiu spodziewała, ale nie tego!
– Jak?...
– Wpuściłam pracowników kwiaciarni. Dasz mi tego trochę?
– Nie mam mowy! – Wstałam energicznie i ruszyłam w kierunku telefonu. – Zaraz zadzwonię, by to zabrali!
– Ależ Ida! Kompletnie zwariowałaś?
– To przysłał Gabriel.
– Ten Gabriel? – wybałuszyła niedowierzająco oczy. – No co ty?
– Sama widzisz, że muszę to odesłać.
– Nic nie musisz. Ale jaja! Nie myślałam, że on może się w tobie zakochać?
– Nie zakochał. To zwykła przekora, chce po prostu coś mi udowodnić.
Moja siostra nadal nie była przekonana. Raczej zachwycona.
Po kwadransie wiedziałam już, że kwiaciarnia nie przyjmie zwrotu. Jeśli chcę mogę po prostu wszystko wyrzucić. Żal mi się zrobiło kwiatków, więc porozstawiałam róże po całym domu. I tak jeszcze pozostała mi cała masa w pokoju.
Potem, wykąpałam się, ubrałam w dżinsy i koszulkę, zawiązałam trampki i wciąż wściekła udałam się pod znajomy adres.
– Co to ma być do cholery? – wybuchałam, gdy tylko otworzył drzwi. – Ten ogród botaniczny w moim pokoju?
– O, Ida! Możesz przyjść później, mam gości?
W odpowiedzi kopnęłam nogą drzwi i wpadłam do środka, niemal warcząc ze złości.
– Teraz, nie później!
– To chodź do gabinetu.
Dlaczego nie? Pewne kwestie musiałby zostać dzisiaj wyjaśnione. Po to przecież przyszłam.
Starannie zamknął drzwi za nami drzwi. Potem usiadł za biurkiem, mierząc mnie beznamiętnym wzrokiem.
– Nie życzę sobie więcej takich szaleństw. Lepsze niż jeden, nędzny bukiecik? Ależ masz tupet!
– Niektóre z tych róż zostały sprowadzone nawet z innego kontynentu.
– A co mnie to obchodzi? Kazałam ci?
– Sama widzisz co tracisz.
– Nieee! Czy do ciebie cokolwiek dotarło?
– A owszem. Były kwiaty, czas na romantyczną kolację. Wybierz miejsce, gdziekolwiek na ziemi, bez względu na cenę.
– Co chcesz udowodnić? – spytałam cicho.
– Tylko to, że lepszego kandydata niż ja nie znajdziesz.
– O tym nie decydują niechciane gesty.
– Musisz się określić Ido, teraz, zaraz. Mam zamiar oświadczyć się Ewelinie, jeśli ty odmówisz.
Po prostu ręce opadają! Zachowywał się niczym dziecko. A wystarczyłoby jedno proste, szczere wyznanie. Choć czy byłoby szczere?
– To dobrze. Masz moje błogosławieństwo. – Wstałam z fotela, zamierzając odejść. – Przynajmniej będę miała z głowy twoje niesmaczne i nietaktowne zaloty. Życzyć wam szczęścia z powodu korzystnej transakcji? – dodałam ironicznie.
Siedział w milczeniu, z ogromną siłą zaciskając szczękę. Tylko nozdrza nieznacznie mu drgały i w oczach mogłam wyczytać prawdziwą wściekłość.
– No dobrze – powiedział powoli się podnosząc. – Zależy mi, abyś to ty zostałam moją żoną.

Na idealnie gładkiej powierzchni ukazały się pierwsze rysy. Skorupka odrobinę pękła. Wbrew wszystkiemu, cała ta sytuacja stawała się coraz bardziej komiczna. I naprawdę zachciało mi się śmiać.
– A mnie nie. Już nie. – Odwróciłam się, chcąc wyjść. Nie zdążyłam jednak nawet nacisnąć klamki, gdy błyskawicznie do mnie doskoczył i przycisnął do drzwi.
– Nie?! Przekonajmy się!
Nie był delikatny. Nie był czuły. Był brutalny, nieustępliwy i nieco przerażający. Nikt nigdy nie całował mnie z taki żarem, z taką siłą miażdżąc moje usta, wpychając bezczelny język.
Jedną dłoń zacisnął z całą siłą ma mojej piersi – aż jęknęłam ze sprzeciwu, tak zabolało. Drugą bezczelnie usiłował wepchnąć w spodnie, co okazało się niezwykle łatwym zadaniem, gdyż zaskoczona z samego początku, nie broniłam się. Potem jednak energicznie przystąpiłam do kontrataku i po prostu go ugryzłam. Nie przerwał, tylko jeszcze mocniej wpił się w moje wargi, całkowicie ignorując sprzeciw.
Paznokciami rozorałam jego policzek, drugą dłonią usiłując go od siebie odepchnąć, ale to była przysłowiowa walka z wiatrakami. Tym bardziej, że czułam nie tylko ból. Gabriel aż mruknął z zadowolenia, gdy dotarł do mojej ciasnej szparki i wyczuł sączącą się z niej wilgoć.
– Zdradza cię własne ciało – wyszeptał, przerywając pocałunek.
– Nic mnie nie zdradza! – splunęłam mu w twarz. – Puszczaj, bo...
Myślałam, że mnie uderzy. Ale nie, on po prostu objął mnie w pasie i nie zważając na wymierzane razy, położył na biurku, z którego uprzednio zmiótł wszystko ręką. Potem docisnął z jeszcze większą siłą i ponieważ ciężko mu było poradzić sobie ze ściągnięciem dżinsów, rozdarł je i odrzucił na bok.
Już drugi raz w życiu byłam tak bezradna. Za pierwszym razem chciał mnie tylko nastraszyć, a teraz?
Wrzasnęłam, ale ten krzyk urwał się w połowie, gdy tylko poczułam jak Gabriel dotknął czubkiem języka mojej nabrzmiałej łechtaczki. Zaczął intensywnie ją pieścić, coraz szerzej rozchylając moje uda. Już nie protestowałam, nie byłam w stanie. Wplotłam dłonie w jego włosy, jeszcze bardziej przyciągając go ku sobie, cicho jęcząc i naprężając całe ciało.
Co on ze mną wyprawiał?
Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że to może być tak cudowne. Mój sprzeciw stał się mglistym wspomnieniem, teraz chciałam jeszcze więcej i więcej!
To był błąd, ale nie potrafiłam wygrać bitwy z własnym pożądaniem.
Dreszcze przyjemności rozchodziły się po moim ciele z coraz większą siłą, sprawiały, że oddech stawał się coraz głośniejszy, świszczący, urywany. Czułam wilgoć wylewającą się z mego wnętrza, która moczyłam uda i twardy blat, na którym leżałam. Dłonie Gabriela, na moich biodrach, pośladkach, brzuchu.
Jego język z premedytacją pieszczący najbardziej wrażliwy punkt w ciasnej szparce.
Całkowicie przestałam się kontrolować. Liczyło się tylko to, co sprawiało tak nieziemską, nieopisaną przyjemność, zmuszając mnie do krzyków i jęków.
To, co wstrząsnęło moim ciałem, było całkiem nowym doświadczeniem, czymś niewyobrażalnym. Fala za falą przetoczyło się i odeszło, pozostawiając jednak wspomnienie czegoś, co ośmieliłabym nazwać się orgazmem.
Wciąż leżałam na biurku, ciężko dysząc i wpatrując się w pochylonego nade mną Gabriela.
– Więcej dostaniesz, gdy zostaniesz moją żoną – powiedział z wyraźną drwiną w głosie.
To kawał drania. W jednej chwili odzyskałam zdrowe zmysły. Podniosłam się i pchnęłam go na fotel znajdujący się za jego plecami. A potem usiadłam okrakiem na kolanach i ściągnęłam bluzkę. W pierwszym momencie chciał zaprotestować, ale wtedy błyskawicznie pozbyłam się stanika i przyciągnęłam jego głowę tak, że wtulił twarz pomiędzy moje piersi. Od razu przeszła mu ochota na protesty. Byłam teraz całkiem naga i delikatnie zaczęłam się poruszać, ocierając się o twardą męskość, doskonale wyczuwalną przez materiał jego spodni. Gabriel jęknął, choć dźwięk był stłumiony i dłońmi ścisnął moje pośladki.
Ale z mojej strony to był zaledwie pierwszy ruch.
– Przyszła narzeczona na ciebie czeka – powiedziałam wrednie, zataczając delikatne kręgi pupą.
– Narzeczona? – Uniósł lekko głowę i spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
– Ewelina.
– Jaka Ewelina?
O, słodki smak zwycięstwa! Ale bynajmniej nie zamierzałam na tym poprzestać.
– Ta, której zamierzałeś się oświadczyć. – Ujęłam jedną pierś w dłoń i stwardniałym sutkiem musnęłam jego wargi. Łapczywie chwycił go zębami i zaczął pieścić, ssąc i przygryzając na zmianę. Jednocześnie lekko mnie uniósł i rozpiął rozporek.
– O, nie! Nie tak szybko mój kochany – mruknęłam, wspominając jego pogardliwe słowa o tym, że sama do niego przyjdę. Odepchnęłam go i osunęłam się na kolana. Drżącymi dłońmi zsunęłam spodnie, a Gabriel lekko uniósł biodra, umożliwiając przy tym również zdjęcie bokserek.
Moim oczom ukazał się nabrzmiały, gruby członek. Był ogromny, twardy jak kamień, sterczący w pełnym wzwodzie.
Pochyliłam się i musnęłam go czubkiem języczka. Potem delikatnie wsunęłam pomiędzy wargi i zaczęłam ssać, jednocześnie zakreślając wewnątrz niewielkie kółka. Podniosłam wzrok, napotykając spojrzenie szarych oczu Gabriela. Chciałam by dokładnie zapamiętał ten widok, moich ust obejmujących jego członka. Nie całego oczywiście, na to był zbyt ogromny, ale przynajmniej znacznej części.
Widziałam w jego wzroku fascynację i pożądanie. Zapomniał o tym, że obok czekają na niego goście, że w każdej chwili ktoś może tu wejść. Liczyłam się tylko ja i przyjemność, której mu w tej chwili dostarczałam.
Wplótł dłonie w moje włosy, czułam jak się napręża, słyszałam jego świszczący oddech. Do finału nie było daleko. Ale bynajmniej nie zamierzałam dać mu tej satysfakcji...
Jeszcze kilkakrotnie przesunęłam ustami po gorącym, wilgotnym od mej śliny penisie, pieszcząc jednocześnie dłonią wnętrze ud i nabrzmiałe jądra. Później czule pocałowałam czubek i przerwałam.
Podniosłam się, a gdy napotkałam nieco zdezorientowany wzrok Gabriela, bezczelnie się roześmiałam.
– Więcej dostanie tylko ktoś, kto będzie mnie kochał – powiedziałam drwiąco, zapinając stanik. Sięgnęłam po bluzkę, a on wciąż siedział w milczeniu, patrząc na mnie z oszołomieniem.
– I co ja mam teraz zrobić? – wskazałam na podarte dżinsy. Chyba czekała mnie podróż do domu w samych tylko majtkach.
– Ida! Ty mała, podła... Masz natychmiast dokończyć to, co zaczęłaś! – Miał schrypnięty, pełen złości głos.
Zrezygnowałam z owinięcia się resztkami spodni. Jak najszybciej należało się ewakuować. W pośpiechu chwyciłam torebkę porzuconą na podłodze, machnęłam ręką na buty i ruszyłam w kierunku drzwi. Chyba się zorientował w moich zamiarach, bo zerwał się z fotela i pobiegł za mną.
Na szczęście udało mi się wymknąć z pokoju. Gabriel ryknął rozwścieczony, ale głupio mu było gonić mnie tak bez spodni, z członkiem w pełnym wzwodzie. Za to ja umykałam niczym spłoszony źrebak, w samych gaciach, na bosaka, w ramionach piastując resztę dobytku.
W dodatku zataczałam się ze śmiechu i skręciłam nie w kierunku wyjścia, tylko salonu.
Przystopowało mnie dopiero, gdy znalazłam się w pomieszczeniu pełnym wytwornie ubranych ludzi, gdzie w tle grała cicha jazzowa muzyka, a kelner pod muchą serwował szampana i kawior.
Stanęłam jak wryta. Oni gapili się na mnie, ja na nich.
– Ida!!! – rozległ się ryk nad moim uchem. Na placu boju ukazał się Gabriel, co prawda w spodniach, ale za to nie dopiętych. Nie mówiąc już o tym, że nic nie zamaskowało by ogromnej wypukłości w okolicach jego krocza.
Zgorszone i zaciekawione spojrzenia przeniosły się na niego.
W tym momencie dostałam takiego napadu śmiechu, że zgięło mnie w pół, a z oczu popłynęły łzy. Odwróciłam się i w tej pozycji, racząc szanowne grono widokiem wypiętej pupy, w przejrzystych koronkowych majtkach, uciekłam.
Uspokoiłam się dopiero siedząc w aucie. Przez całą drogę pokwikiwałam ze śmiechu. Ponadto zastanawiałam się, czy Gabriel skręci mi kark przy następnym spotkaniu?
– Boże! Ida! Co się stało? – Od progu powitała mnie przerażona siostra.
– Nic. Hi, hi!
Jakoś udało mi się opowiedzieć całość, oczywiście bez wdawania się w szczegóły. Nie chodziło mi o demoralizację smarkatej, tu akurat byłabym spóźniona, ale o intymność niektórych wydarzeń.
Irmina choć rozbawiona, wydawała się jednocześnie zgorszona moim postępowaniem.
– Teraz to już na pewno z ciebie zrezygnuje!
– No i co z tego? Niech rezygnuje.
– Zostaniesz starą panną, która do końca życia będzie broniła swoje świętego dziewictwa.
– Bredzisz babo. A Gabriel do mnie wróci, jestem gotowa założyć się o miesięczne sprzątanie łazienki.
Irmina zrobiła dziwną minę, ale propozycji zakładu nie przyjęła.
Dodaj do ulubionych
20,363
Podziel się ze znajomymi
9.52/10

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.52/10 (48 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (12)

wrrrr

wrrrr · 25 września 2013+0

Błagam, błagam ! Litości Kobieto!!! Błagam o jak najszybszy ciąg dalszy nienawidzę zaczynać czytać, a potem nagle urywka i czekanie. Tak nie można unhappy

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
tyryrry

tyryrry · 25 września 2013+0

Znakomita część jak wszystkie! Kiedy możemy spodziewać się następnej ?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
bloom

bloom · 25 września 2013+0

słoneczka, opowiadanie jest w całości dostępne na blogu blackjack. polecam

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
motylewnosie

motylewnosie · 26 września 2013+0

A dzięki. Ręczę, że na "żywo" też to nieźle wychodziło... :-))))

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
laid_back

laid_back · 26 września 2013+0

Dziewczyna powinna zdecydowanie nosić ubrania lepszej jakości-tak łatwo się rozdzierają...;-)
Żałuję swojej niecierpliwości i przeczytania reszty na blogu.Już nie mam na co czekać:-((( Jak zwykle super!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Suravi

Suravi · 27 września 2013+0

Wspaniale się czytało smile Ida i Gabriel to niezwykłe osoby smile. Dałaś im dużo charakteru... No po prostu kocham ich tongue
Ja chyba również nie wytrzymam i przeczytam ich dalsze losy na blogu smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
motylewnosie

motylewnosie · 27 września 2013+0

Wytrzymaj. Poprawiłam zakończenie ;-)

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Suravi

Suravi · 28 września 2013+0

Aa ja niecierpliwa unhappy
Przeczytałam na blogu (jeżeli zaglądałaś to pewnie zauważyłaś po widniejącym tam moim komentarzu) smile ale i tu przeczytam z chęcią smile
Odgrzewane niekoniecznie musi być już niesmaczne, a jak jeszcze poprawiłaś zakończenie... Hmm grzecznie czekam smile

Pozdrawiam smile

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
motylewnosie

motylewnosie · 28 września 2013+0

Z rana zauważyłam, że mój trolik wrócił. Tylko teraz zamiast jedynek stawia dwójki smile)) O mało się nie udusiłam kawa przy śniadaniu ze śmiechu ;-)

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
ona

ona · 29 września 2013+0

Moge prosic o dokladny adres bloga ?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
motylewnosie

motylewnosie · 29 września 2013+0

Mika, wiem smile Dlatego mnie to rozbawiło.
A propos, adres bloga przy nicku.
Kurczę, muszę się zalogować, bo te kody potwierdzające są kompletnie nieczytelne...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
viola

viola · 17 listopada 2013+0

Ile wspolnego ma Black Jack z babeczkarnią?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

lub

Inne popularne opowiadania motylewnosie: