Ilustracja: Ketut Subiyanto

Lekcja rozkoszy. Powrót zła

21 lipca 2026

Opowiadanie z serii:
Dzikość Karpat

35 min

Poniższe opowiadanie to w zasadzie dwie części, erotyczna eksploracja i horror połączone ze sobą aktorami i czasem pokazywanych zdarzeń.

Wychodząc z założenia, że czytelnik patrzy na odbywającą się historię z perspektywy narzuconej przez pisarza, postanowiłem pokazać nieco szerszy kadr i to, co działo się wokół naszych postaci, a o czym żadne z nich nie miało prawa wiedzieć.

Miłej lektury

I

Blada mgiełka kadzideł wypełniała obszerną salę rzadkimi kosmykami wonnego dymu. Jedynym źródłem światła były regularnie rozstawione świece, ustawione w glinianych świecznikach i ciepły blask bijący od wysokiego kominka z fantazyjnym herbem u szczytu. Szerokie plamy światła rozpraszały się na drewnianej boazerii i miękko rozświetlały grube,  dywany i derki. Spomiędzy purpurowych kotar z grubego sukna widać było fragmenty luster, które pokrywały większość ścian. Zasłonięto je, by nie peszyć dodatkowo nieco spiętych uczestników tego niezwykłego spotkania. Z kopulastego, wysoko sklepionego sufitu sali, która dawniej mogła służyć za balową, na nieregularnie rozrzuconych uczestników patrzyły spękane i niszczejące freski. Mitologiczne bestie i czarnoskrzydłe anioły zdawały się wirować w tańcu, jakby miały zaraz spaść z niebios na siedzących na wysokich poduchach ludzi.

Młoda, atrakcyjna blondynka o tlenionych, spiętych w kucyk włosach siedziała w kucki opleciona ramionami przystojnego bruneta o orlim, mocno zarysowanym nosie i luźno spływających włosach. Gładził partnerkę po kształtnej, wysuwającej się spod puchatego szlafroka łydce, od czasu do czasu, sięgając pomiędzy luźno, rozsunięty materiał. Wysoka dama o czarnych, długich włosach i oliwkowej cerze siedziała po turecku w głębi sali. Próbowała zachować chłodną pewność siebie, chociaż z trudem powstrzymywała się od nerwowego skubania kosmyków włosów. U jej stóp siedział młodszy od niej mężczyzna o delikatnych rysach.
 Po przeciwnej stronie usiadła niska, nieco pulchna brunetka. Byli najstarsi w tej grupie i sprawiało to, że czuła się nieswojo. Przyszła tu zachęcona przez koleżankę na zakupach. Ostatnio ich związek przeżywał cięższe chwile, chociaż im głębiej się nad tym zastanawiała, tym bardziej traciła nadzieję na jego ocalenie. Szpakowaty, postawny mężczyzna, który za nią siedział, oświadczył się jej przeszło dwadzieścia siedem lat wcześniej, a prawie rok temu świętowali dwudziestą piątą rocznice ślubu. Przez dłuższy czas traktował lekcję tantry i masażu dla par, jako stratę czasu, ale w końcu udało mu się go namówić.

Ostatnia para siedziała niemal w środku. Szczupła, wysoka brunetka o krótko obciętych włosach poprawiła jasny materiał, próbując znaleźć dla siebie wygodniejszą pozycję. Jej mąż, architekt z dużym doświadczeniem siedział znacznie mniej swobodnie na dużej poduszce. Nigdy nie towarzyszył jej podczas zajęć jogi, chociaż nigdy też ich nie krytykował. Nawet jeśli czasami kwitował jej wyjazdy, jako zachcianki i wymówki do picia drinków z koleżankami, to zawsze czekał na nią na lotnisku. W swojej ocenie miał nieco racji, zresztą nie po to leci się na Mauritius albo na Bali, by uprawiać ascezę. Zwłaszcza, gdy miała wokół tyle plaż i olśniewających widoków. Przewijało się tam, też wielu mężczyzn, często atrakcyjnych i dobrze zbudowanych. Camilla była w pełni świadoma, że dla części jej koleżanek, niemal wyłącznie mężatek, wyjazdy te były doskonałą okazją do wyrwania się od mężów, dzieci i oddaniu się wszelkim rozkoszom ciała.  Doskonale pamiętała widok pani Valescu, na co dzień żony wziętego adwokata, z którą to chodziła na zajęcia jogi i cotygodniowy stretching na siłowni, gdy pewnego wieczoru na Mauritiusie wróciła szybciej do hotelowego pokoju. Nigdy nie opowiedziała o tym mężowi, ale widok tej na co dzień zadbanej pani domu poddawanej innemu zgoła rozciąganiu przez dwóch, czarnoskórych mężczyzn, wyrył jej się w pamięci ze wszystkimi, żylastymi i nabrzmiałymi szczegółami. Cieszyła się, że tamta zbyt zajęta nie zauważyła jej, gdy stała w drzwiach przyglądając się całej scenie z otwartymi ustami. 

Luca również mimo stażu i permanentnego braku czasu, ze względu na nowe projekty kochał ją mocno, chociaż czuł, że przez ostatnie miesiące, coraz bardziej się oddalają od siebie. Miewał czasem wątpliwości, czy za wyjazdami żony nie kryję się nic więcej, ale ufał jej. Zresztą sam miał dość okazji do zdrady, ale nigdy z nich nie skorzystał, co najwyżej dochodząc do niewinnego flirtu z tą, czy inną pracującą z nim kobietą. Nigdy nie rozumiał sensu jogi. Zdecydowanie bardziej służyło mu bieganie i podnoszenie ciężarów w domowej siłowni, którą stworzył w piwnicy ich podmiejskiego domu. Wciąż nie mógł przywyknąć do miękkich, wciągających poduch i co chwilę rozcierał cierpnące od siedzenia po turecku nogi.
 

Wciąż zastanawiała go ta wiejska posiadłość, z zaniedbanym ogrodem. Już na samym początku, jak tylko tutaj przyjechali, rozbawił go widok starego, ceglastoczerwonego Volkswagena Garbusa, mogącego mieć dobre czterdzieści lat, stojącego dumnie pomiędzy nowymi Audi i Porsche. Sam ogród, pełen starych rzeźb, półludzkich hybryd i hermafrodytów, wkomponowanych pomiędzy starymi, zapomnianymi drzewami miał w sobie coś tajemniczego. Nie wiedział, czego spodziewać się po dzisiejszej nocy. Żona wspominała mu, że mają uczestniczyć w kursie tantrycznej medytacji oraz masażu, również erotycznego. Zwłaszcza to ostatnie go zaintrygowało, wnosząc ciekawą nutę nowości w nich nieco zatęchłe życie erotyczne. Gdy jednak oboje świeżo wykąpani i pachnący od olejków usiedli w ciszy, owinięci jedynie w szlafroki na sali, czekając na prowadzącą, czuł coraz silniejszą tremę. Było bardzo cicho, a blask świec jedynie podkreślał dziwnie uświęconą atmosferę.

Nagle jego rozmyślenia przerwały odgłosy kroków niosące się z głębi posiadłości. Towarzyszyły im odgłosy, przypominające dzwonki. Gdy kobieta weszła do pokoju, Luca głośno przełknął ślinę. Nie tego się spodziewał. Mimo wieku ich mistrzyni zasługiwała na miano piękności. Kaftan z czarnego, półprzeźroczystego materiału luźno spływał z jej ramion, idealnie podkreślając bardzo obfite, nieco tylko obwisłe piersi. Złoty haft na skraju delikatnego materiału jedynie podkreślał ciemne, kręgi brodawek odznaczające się pod spodem. Miała głęboko osadzone oczy, skrzące się władczą siłą i charyzmą. Pełne usta rozświetlał jedynie tajemniczy uśmiech. Jeden z tych, który idealnie skrywa emocje i sprawia, że ludzie padają takim kobietom do stóp. Pożerał ją wzrokiem i nie był w tym odosobniony. Z każdym ruchem imponujących bioder ich mistrzyni, rozbrzmiewały ciche szemranie dzwoneczków wplecione w jej włosy. Podeszła do nich bliżej, jakby dając każdemu czas, by mógł napatrzyć się na nią. Była wyraźnie świadoma swojej urody i wpływu na zebrane tu osoby. Lekko ukłoniła się w cichym pozdrowieniu i usiadła w pozycji lotosu, poprawiając jedynie szeroką opaskę biodrową.

– Witajcie. Cieszę się, że przybyliście – powiedziała głębokim, nosowym głosem, ale na tyle cicho, że musieli niemal wstrzymać oddech, by ją dobrze usłyszeć. – Zanim przejdziemy do pierwszej sesji medytacji, pragnę, byście się rozluźnili. Usiądźcie wygodnie, znajdźcie pozycje, w której czujecie się bezpiecznie. Wszyscy jesteśmy tutaj równi. A teraz zaczniemy kilkoma głębokimi oddechami. Niech każdy wdech zabiera ze sobą cząstkę stresu i niepokoju. Zostawcie to, kim byliście przed wejściem tutaj. Wdech – zaczerpnął powietrze. Patrzył, jak jego żona wygodnie rozsiada się, jej barki opadają – poszukajcie punktów, gdzie wasze ciała dotykają podłogi. Skierujcie tam całą waszą uważność. Wydech.

Cykl się powtarzał. Miał wrażenie, że w nieskończoność. Oddechy i wydechy przyśpieszały, czuł ciepłe pulsowanie w brzuchu i lekkość. Z każdym wdechem woń kadzideł, ziół i czegoś więcej, czegoś pierwotnego wypełniała jego płuca. Miał wrażenie, jakby z każdym wydechem, gorzał w nim płynny ogień.

Jej ogromne piersi unosiły się w rytm jej ruchów i kołysząc się hipnotycznie. Gdy skończyli, rozsiedli się wygodniej, ciężko dysząc. Szlafrok blondynki rozsunął się na boki. Kątem oka widział jej pełne, duże piersi, zbyt równe i sterczące, jak na dzieło samej Matki Natury. Po chwili wszyscy wzięli przykład z mistrzyni, pozwalając ubiorom opaść aż do pasa.

– Sztuka, w której tajniki dzisiaj was wprowadzę, pozwoli wam odkryć granice rozkoszy, odkryć was i waszych partnerów w nowy sposób. Podstawą masażu tantrycznego jest rozbudzenie drzemiącej w was energii. Pokonanie blokad i ograniczeń narzuconych wam przez sztywne – wstała z głośnym szumem dzwoneczków. Gdy powoli przechadzała się pomiędzy studentami, długie splecione w dredy włosy, poprzeplatane dzwonkami i wstążkami, kołysały się za jej plecami, jakby żyły własnym, nieprzewidywalnym życiem – ramy społeczeństwa.

Kolejno podchodziła do każdej pary, kładąc dłonie na ich piersiach i po cichu rozmawiając. W momencie, gdy stanęła przed Lucą, poczuł, że dziwne drżenie ogarnia jego ciało. Na widok tej kobiety, tej całej sytuacji, czuł podniecenie. Pocierał spocone dłonie o poduszkę, próbując skryć rosnącą erekcję. Nagość otaczających ludzi, ta dziwna kobieta, sprawiały, że nie umiał się pohamować. Dotknęła ich piersi. Nie słyszał jej słów, miał wrażenie, że mamrocze coś, a jednocześnie w pełni rozumiał głęboki sens. Dopiero na odchodne kobieta pochyliła się, zbliżając usta do jego uszu.

– Celebruj to – wyszeptała i zsuwając dłoń z jego wilgotnej od potu piersi, musnęła wybrzuszenie szlafroka, pod którym znajdował się jego wzbudzony penis. Zawstydzony, jak mały chłopiec przyłapany na masturbacji, siedział jak zamrożony.

Nic sobie z tego nie robiąc, rozsunęła jego szlafrok, a na wpół stojący członek uniósł się, zaprezentowany reszcie. Nie wiedział, czego się spodziewać. Patrzyli na niego, ale jednocześnie pochłaniali go wzrokiem. Dziwne ciepło wypełniło jego lędźwie.

– Sięgnij po ten ogień – powiedziała władczo, idealnie odczytując rozwijające się w nim emocje. Jego żona patrzyła na niego zaintrygowana. Widział, jak dyszy, kropelki potu zrosiły jej czoło. – Nie bój się. Poznacie dziś siebie nawzajem głębiej niż kiedykolwiek wcześniej. Oddychaj. Skieruj swoją uwagę na ten płomień, rozpal go. Po to właśnie tu jesteśmy  – mówiła, unosząc głos.  Po chwili wstała, szeleszcząc bransoletkami, wracając na swoje miejsce, przed wszystkimi zgromadzonymi.

Rozejrzała się, omiatając wszystkim wzrokiem.

 – Uważajcie, obserwujcie, a potem powtarzajcie. Moi drodzy, nie chodzi o to, byście osiągnęli coś tak pierwotnego, jak spełnienie. Droga do tego spełnienia jest najważniejsza. Droga Lotosu, wedle sekretnych pism tantry, to krocząc tą wąską ścieżką, na samej krawędzi spełnienia, dopiero wtedy poznacie potęgę drzemiącą w was samych. Nie bójcie się zwalniać, dawajcie sobie i waszym partnerom i partnerkom czas niezbędny, by ochłonęli. Wasz dotyk ma być ledwie muśnięciem. Dzisiaj to wy jesteście świętymi przewodnikami i przewodniczkami wedle Kamaladhvan, Drogi Lotosu.

Gdy tak przemawiała, dwie milczące sylwetki wynurzyły się z głębi domostwa, wnosząc mebel, niski, obity czarną skórą szezlong. Ustawili go niczym tron przodem do widzów. Niższa postać była ubrana w białą, lnianą szatę. Jej twarz ginęła pod głębokim kapturem. Druga wyższa, mocniej zbudowana była ubrana w ciemnoszarą szatę. Po chwili niższa postać odeszła. Mistrzyni ceremonii okrążyła pozostającego na sali pomocnika.

– Pragnę wam przedstawić, jednego z moich dawnych uczniów, który dzisiaj będzie moim męskim modelem. Poznajcie Nicolasa – powiedziała cicho, rozwiązując ciemnoszarą szatę. Po chwili zdjęła szatę ze swojego ucznia, ukazując jego muskularny tors. Był wysoki, szczupły, ale z dobrze zarysowanymi mięśniami. Mógł służyć za modela dla greckich rzeźbiarzy. Długie, lekko falowane ciemne włosy, opadały kaskadą na ramiona młodego mężczyzny, a dumne, ciemne, głęboko osadzone oczy były wpatrzone, gdzieś w dal. Nagle mistrzyni uniosła dłoń i kotary rozsunęły się, odsłaniając pokrywające ściany lustra. Doskonale widzieli w nich swoje ciała, a także odbijające się ciało modela. Kobiety i mężczyźni z cichą fascynacją wpatrywali się w niezwykłego modela. Był zupełnie nagi, prezentując długiego i dość szerokiego penisa, który teraz na wpół śpiący zwisał między wymodelowanymi udami. W lustrze widać było doskonale pośladki umięśnione pośladki. Po chwili nowo przybyły usadowił się na szezlongu.

– W wiklinowych pudełkach, za waszymi pufami znajdziecie olejki do masażu. Najlepiej, by panowie wygodnie usiedli na poduszkach, a panie po waszej lewej stronie.

Luca rozsiadł się wygodnie, nie mógł oderwać wzroku od monstrualnych piersi mistrzyni i jej modela. Zerknął kątem oka na Camille. Ona też, jakby zawstydzona zerkała na przystojnego mężczyznę, to na męża.

– Zdejmijcie szlafroki.

Po chwili nic już ich nie okrywało. Mężczyzna rozglądał się nerwowo. Szybko zdał sobie sprawę, że chociaż wszyscy obecni zachowywali dobrą formę, to ich ciała różniły się istotnie. Bez osłony ubrań uwidaczniały się rozstępy, nierówne piersi, zamaskowane blizny, po cesarskim cięciu i geometryczne tatuaże, pokrywające dół pleców, niczym idealna mandala. Przy tym czuł się zaskakująco dobrze. Wstyd z bycia nagim w towarzystwie innych osób szybko ustąpił.

Właściwa część najwyraźniej się zaczęła, bo mistrzyni wzięła odrobinę olejku na dłonie i powolnymi kręgami zaczęła rozsmarowywać go. Najpierw na skroniach i barkach modela, a potem małymi, powolnymi kółeczkami posuwała się niżej. Co chwilę robiła pauzy, dając czas nadążyć.

– Wczujcie się, przyzwyczajcie ciała do dotyku. Skupcie uwagę na miejscach, gdzie wasze partnerki dotykają was palcami. Zbadajcie zmysłami nacisk i ciepło ich dłoni. A teraz panowie wdech i powoli wydech.

Wcześniejsza trema odchodziła w niepamięć, gdy powoli rozpływał się w delikatnym dotyku małżonki. Mistrzyni pokazywała kolejne metody masażu, robiąc przy tym przerwy. Zbliżała się wtedy do poszczególnych par, prowadząc dłonie kobiet. Po chwili podeszła do jego żony.

– Nie bój się nacisnąć mocniej. Zbadaj napięcie w jego mięśniach. Niech pozna twoje dłonie.

Po każdej prezentowanej na modelu serii pieszczot krążyła między parami, pokazując paniom, jak zastosować kolejne poziomy dotyku i pieszczoty.

Napiął się nagle, jak porażony, ale po chwili z głośnym westchnieniem wyprostował. Widział lekki uśmiech na twarzy żony, która musiała zauważyć jego reakcję. Mimo woli budziły się w nim fantazje, umysł sam podsuwał obrazy. Marzył o ogromnych piersiach mistrzyni, a potem o nagiej małżonce dosiadającej go przed tymi wszystkimi ludźmi. Pragnął wodzić penisem po jej rozgrzanym ciele, penetrując wilgotną kobiecość. Zachwycało go jej skupienie na tym, by dać mu największą i najdłuższą rozkosz.

 Nie wiedząc, czemu nagle utkwił wzrok na Nicolasie. Jego prącie, już w pełnej erekcji wyglądało niczym, śniady, idealnie wyrzeźbiony pal. Uświadomił sobie, że nie może oderwać wzroku od jego ciała. Żona zaczęła zbliżać się do penisa. Zgodnie z kolejnymi instrukcjami wcierała krople olejku w jądra, rozprowadzała je po wewnętrznej stronie ud. Z satysfakcją przyjął, użycie ciepła oddechu. Patrzył, jak usta mistrzyni zbliżają się do ciała jej partnera, a po chwili jej język niemal dotyka go, markując i obiecując pieszczotę. Gdy ciepły język Camilli dotknął jego żołędzi, nagle napiął się, z trudem pohamowując napływający orgazm.

– Wolniej – wyszeptał.

Camilla zrobiła chwilę przerwy, skupiając się na brzuchu i udach. Po chwili jednak z zaskoczeniem ujrzał, że młody mężczyzna unosi i wygodnie rozsuwa nogi. Bezwiednie powtórzył jego ruch. To było dziwne, bo miał wrażenie, jakby wszystkie słowa docierały do niego spowolnione. Małżonka kontynuowała pieszczoty, a on przyłapał się, że pragnie poczuć w ustach ten wielki pal. Gdy żona zbliżyła palce do wejścia odbytu, prawie zerwał się, jak oparzony, nagle napinając się. 

Prowadząca podeszła do nich znowu. Z namaszczeniem polała go porcją olejku, a po chwili powiodła palcami wzdłuż ud. Naciskała i rozmasowywała mięśnie, a gdy zbliżyła się do odbytu, nawet na moment się nie zatrzymała. Poczuł, jak zanurza w nim wskazujący palec. Jęknął, napinając mięśnie. Po chwili wycofała się, pozostawiając miejsce, by Camilla powtórzyła jej gesty. Kropla ejakulatu spłynęła na jego brzuch. Miał wrażenie, że ten proces trwał w nieskończoność. Gdy wreszcie nieznośnie napięcie niemal go rozrywało, a niedawny płomień w lędźwiach zmienił się w potworny pożar, przyszło spełnienie. Głośne męskie jęki wypełniły salę, odgłosami ulgi. Opadł na koc bez sił. 

Po tej sesji dano im pół godziny przerwy. Mijał w korytarzu pozostałych. Na nagich wydepilowanych ciałach lśnił pot, olejki i blade smugi spermy.

Druga sesja była równie długa. Nicolas zniknął za kulisami, a jego miejsce na szezlongu zajęła młoda kobieta – Amelia. Niższa, o ciemnych, kręconych włosach i oliwkowej cerze i piegach, rozsypanych, jak pieprz na jej ciele. Niewielkie piersi dumnie sterczały na jej młodziutkim ciele. Mogła mieć dwadzieścia parę lat. Z przyjemnością patrzył na jej piękną, wydepilowaną brzoskwinkę, z jedynie małą kępką skręconych włosów. Małe, ciemne sutki sterczały kusząca.

Pierwsze dotknięcie rozgrzanej skóry żony było niemal szokiem. Z czystą fascynacją masował płatki jej uszy, mocno zarysowane kości policzkowe i rozchylone usta. Pragnął jej posmakować, wodzić ustami po karku. Pożądał jej, jak nigdy wcześniej. Zbliżył się, ciesząc się jej zapachem, schodząc wolno wzdłuż szyi i po obojczykach w kierunku delikatnie opadających piersi. Był w pełni posłuszny zaleceniom prowadzącej. Wkrótce jego całym światem stało się nieduże wgłębienie pomiędzy obojczykami, błyszczące teraz od olejku, powolne ruchy klatki piersiowej i łagodny rytm uderzeń serca ukochanej. Obdarzył jej piersi drobnymi uszczypnięciami, okrężnymi ruchami rozcierając napięte sutki i szerokie brodawki. Jej ciche pojękiwanie było dla niego głośne niczym dzwon.

Obserwował, jak zaciska palce, napinając mięśnie, jakby poszukiwała wybawienia od zbliżającego się nieuchronnie orgazmu. Gdy przyszła pora na jej miękki brzuch, jeszcze próbowała przygryzać wargi i zatrzymywać dźwięki rozkoszy, ale wystarczyło niemal przypadkowe muśnięcie jej łona, by głośny jęk wybrzmiał. Luca spojrzał na nauczycielkę, która z namaszczeniem pokazywała, w jaki sposób najlepiej przygotować partnerkę do pieszczot łechtaczki. Część świec niemal całkiem się stopiła. Freski i obrazy wokół zdawały się ożywać w rozmigotanym świetle. Kobiece jęki wznosiły się unisono, wzajemnie potęgowane i napędzane. Partnerki błagały o przerwę i odroczenie. Rozejrzał się wokół, kątem oka dostrzegając elegancką damę, kurczowo zaciskającą zbielałe palce na poduszce. Słyszał, jak błaga i prosi o spełnienie. Słyszał jej wypowiadane półszeptem obietnice. 

Nigdy wcześniej nie poznał, tylu sposobów, by nawet nie zbliżając się do łechtaczki, samą sugestią dotyku sprowokować w partnerce taką eksplozję podniety. Uświadomił sobie, jak wilgotna stała się poduszka, mokra od spływających soków. Mistrzyni pozwoliła paniom na odpoczynek, przenosząc uwagę grupy na łydki i stopy. Rozgrzane i wilgotne bramy, mokre od soków wargi, czekały na zgłębienie. Zanim to jednak nastąpiło, wystarczyło muśnięcie palców bliżej napiętego odbytu, dotknięciem palcem rozgrzanego sromu, by wstrząs przeciął biodra ukochanej. Tak długo krążyła na skraju orgazmu, że teraz najmniejszy dotyk działał, jak rozpalony pręt. Z premedytacją wsunął w nią palec, rozmasowując od środka napięte mięśnie, nic sobie nie robiąc z głośnych okrzyków ukochanej.

To był moment, na który prowadząca czekała, by pozwolić im dokończyć dzieło. Głośne okrzyki orgazmu wypełniły sale, westchnienia ulgi zmieszały się ze zwierzęcymi, w swojej naturze odgłosami. Drobna, niska brunetka krzyczała przeciągle, wygięta w łuk, wysoka brunetka łkała, próbując odepchnąć partnera, Camilla drżała, słowa zamierały w jej ustach, wykrzywionych spazmem rozkoszy.

Po wszystkim również one zniknęły w łaźni. Na drżących nogach, nagie i mokre wracały na salę, zajmując miejsca przy partnerach.

– Dziękuję wam za naszą sesję. Możecie pozostać do jutra w naszych skromnych progach. Udajcie się teraz do pokojów. Czeka na was przygotowany specjalnie na was posiłek. Cieszcie się tym wieczorem i kochajcie.

II

Gdy sala opróżniła się z uczniów kobieta, która pełniła tu rolę mentorki i gospodyni usiadła z głośnym plaśnięciem na podłodze. Naszyjniki i świecidełka zadzwoniły z każdym jej ruchem. Co zaskakujące jej kształty wydawały się teraz jeszcze pełniejsze. Skóra lśniła dziwnym, nierealnym blaskiem, a nieliczne zmarszczki wygładziły się, odmładzając kobietę o kilka lat. Przez moment pomyślała o uczestnikach, dwóch parach, które odnajdą dzisiaj odnowienie związku i nową nadzieję, jednej, która nauczy się, że czasem czułość wymaga większej odwagi niż twardy pejcz i ostatniej, która odnajdzie odwagę, by się rozstać. Wzruszyła ramionami, nie wszystkich da się ocalić, ale można próbować. Wcześniej poprosiła Amelię, by zajrzała do ciemnowłosej żony kierownika banku, przyda jej się dzisiaj odrobina wsparcia. Oblizała pełne wargi, w ciszy kontemplując dzisiejszą lekcję.

Wysoki mężczyzna pojawił się z niewinnym uśmiechem na usta. Miał na sobie lniane spodnie i luźną, granatową koszulę. Splecione w kitkę włosy opadały na plecy.

– Lady Constantino? – spytał z namaszczeniem.

– Tak Niko.

– Czy my kiedyś skończymy z tym teatrzykiem?

– Kiedyś – powiedziała z rezygnacją kobieta, rozpinając kolejne bransoletki i rozmasowując nadgarstki. Błyskotki tworzyły niewielki, szybko rosnący stosik metalu. – Znowu masz wątpliwości?

– Czy te bajki o ścieżkach i prastarych tantrycznych manuskryptach są naprawdę konieczne? Oni i tak do nas przyjdą. Zawsze znajdą się chętni. 

– Nie chodzi o samą ich obecność albo chęć bycia i zaakceptowanie pewnych rzeczy. Łatwo uwierzyć w prastare mądrości z dalekich Indii, w to, że dawni mędrcy, twórcy Kamasutry i jogi wiedzieli o świecie coś więcej niż my. Jednak jak w miejscu świętego męża posadzisz psychoterapeutów z Niemiec albo ekonomistę z oskarżeniem o molestowanie na koncie to ta magia znika. My nie prowadzimy spa z lekcjami seksu – powiedziała, nieco ostrzej.

– Co w tym złego?

– To, że tutaj mają znaleźć w sobie nawzajem coś więcej, a jeśli potrzebują do tego bajek – urwała, upijając niewielki łyk wina, po czym rozsmakowała się w wytrawnym alkoholu. 

– To brzmi jak uczciwa wymiana.

– Mhm, chociaż brzmiałam przekonująco? – spytała z uśmiechem.

– Bardzo, ale uprzedź mnie następnym razem, bo jak patrzę na tych ignorantów, zasłuchanych w twoje historyjki, mam ochotę parsknąć śmiechem.

– To nie pierwsza nasza sesja przyjacielu. A właśnie, gdzie nasza mała?

– W kuchni z Ionutem. Szykuje poczęstunek dla gości.

– Przeciągnęłam ich trochę dzisiaj – roześmiała się do swoich myśli, odchylając głowę do tyłu. Cały budynek rezonował od seksualnej energii wyrzucanej przez kopulujące pary. Przymrużyła oczy na moment, przyglądając się światu innym wzrokiem. Na mrocznych ekranach zamkniętych powiek wykwitły spektralne tęcze, rozbłyski bladego światła, szerokim strumieniem spływającego do miejsca, gdzie siedziała – Przyda im się dobry posiłek. Rano wstaną bardzo wyczerpani.

– Moi przyjaciel ze szpitala w Kluż opowiedział mi ciekawą anegdotkę – mężczyzna dopił swoją porcję wina i teraz uważnie przyglądał się ostatniej kropli, która pozostała na dni lampki.

– Mhm – Lady spojrzała na niego. W jej oczach rozbłysła ciekawość.

– Chodzi o tego chłopaczka z klubu.

– Tego, którego musiałam od ciebie odrywać, bo prawie zaliczyłeś go na parkiecie?

– Ehm. No cóż, był całkiem ładny.

– Nie musisz rzucać się na wszystko, co się rusza i nie szczeka – prychnęła. Już wcześniej strofowała go za to. Oboje czuli, że wokół chłopaka kłębiła się aura, niczym szlachetna pleśń zmieniająca zwyczajny ser, w znakomity rarytas. Siła, która go naznaczyła, sprawiła jednocześnie, że chłopiec przyciągał uwagę.

– Każdy musi od czasu do czasu jeść, a on był bardzo kuszącym kąskiem – stwierdził, przypominając sobie, jak go pociągał. Cielesne pożądanie mieszało się z najczystszym głodem – Najwyraźniej znaleziono jego i jego dziewczynę w górach po prawie trzech dniach od zaginięcia. Zrzucono to na niedźwiedzia i oboje odizolowano w szpitalu. Mój znajomy widział ich tylko przez chwilę, zanim przyszli nieznani ludzi ze służb wewnętrznych i kazali opróżnić połowę piętra szpitala. Nawet lekarzy ściągnęli z zewnątrz.

– Powiedział ci coś jeszcze?

– Nigdy nie widział niedźwiedzia, który zostawia na ciałach ofiar śluz, ślady parzydełek i przyssawek. Na szczęście pielęgniarka jest miejscowa, chociaż małomówna. Udało mu się z niej wyciągnąć, że w trakcie obdukcji, lekarze odkryli liczne ślady forsownej penetracji. Do tego mieli bardzo podwyższone poziomy kortyzolu i zaburzenia ciśnienia. Jednym słowem, coś zapędziło ich w kozi róg i wycisnęło, co się da. Jakimś cudem uciekli, ale są w ciężkim szoku.

– Łudziłam się, że to tylko Matka nauczyła się nowych sztuczek. To. co zrobiła Sylwii te lata temu, miało w sobie ten chaotyczny aspekt, ale nigdy nie pomyślałabym, że aż tak daleko to zajdzie. Zazwyczaj wystarczali jej wyznawcy, którzy sami szli do niej mamieni obietnicą raju, przynoszoną w snach w parne noce. Przymus i piętno przemiany, które nałożyła – Kobieta zadrżała na samą myśl. W przypadku Sylwii piętno zdawało się z wolna zmieniać ją, ale wciąż pozostawiając wolną wolę. Chłopak nie miał tego komfortu, nigdy nie widziała, żeby coś takiego rozwijało się w takim tempie – wskazuje, że bardzo jej zależy na świeżych ofiarach.

– To kolejna ofiara w tym roku – Nico powiedział cicho. Już wcześniej na prośbę Lady przeszukiwał lokalną prasę, szukając zaginięć i niewyjaśnionych wypadków. Dopiero gdy pojechał na przeszpiegi w dalekie górskie wioski, odkrył, że sytuacja się tylko pogorszyła.

– Kiedyś wystarczyła jej jedna na dekadę, ale dzisiaj – Constantina zawahała się – jakby na coś zbierała siły.

– Albo, ktoś jeszcze żywi się przy jej stole – mężczyzna, dolał wina im obojgu.

– Coś z mackami, zdolne do psychicznego pasożytnictwa i manipulacji i do tego żarłoczne ponad miarę. Stosunkowo nieliczni mają know-how potrzebny, by dokonać czegoś takiego.

– Myślałem, że już dawno przepadli. Tylko czytałem o nich w twoich księgach.

– Wygnano ich bardzo dawno temu, ale najwyraźniej znaleźli drogę powrotną. Może po prostu sprzymierzyli się z Matką Rozpusty?

– Nie wiemy, co ich łączy. Możemy uderzyć, korzystając z tego, że są wciąż słabi – zaproponował.

– Mieli czas na przygotowania. Poza tym pamiętaj, że nie wiemy, co się stało z Matką. Ona była silna i bardzo stara. Pamiętała świt ludzkości, gdy składało się ofiary, by Słońce wzeszło, a na ścianach jaskiń malowano podobizny dzików i koni, by łatwiej na nie polować. Dakowie i Tracy budowali dla niej ołtarze, a kobiety wznoszą w ciche noce modły i zostawiają dary w mrocznych rozpadlinach. Nie wiemy, czy sprzymierzyła się z nimi, czy one ją sobie podporządkowały. Obie opcje są złe i na każdą musimy się właściwie przygotować. Weź Amelię, pojedźcie do miasta i spróbujcie zbliżyć się do chłopca i dziewczyny. Może dowiecie się czegoś więcej.

Mężczyzna wstał w ciszy. Czuć było na nim ciężar rozkaz i wiedzy na temat tego, co gdzieś tam czeka. Chtonidzi wracali z wygnania z dziwnych przestrzeni pomiędzy wymiarami. Zadrżał na samą myśl o tej zarazie. Już sama myśl o Matce Rozpusty, jednym z pierwotnych bytów, będącej pod ich wpływem wywołał w nim poczucie lęku.


– Nawet, nie wiesz, jak chcę się z tobą dziś kochać – wyszeptała, gdy zamykał za sobą drzwi pokoju. Luca nie zastanawiając się, pchnął partnerkę na potężne łoże. Mebel zadrżał, a w oczach jego kobiety malowała się zaskoczenie i głębokie podniecenie. Dopadł do niej, rozgrzanej od chuci i niesamowicie chętnej. W dzikim szale, zarzucił jej nogi na barki i wszedł w nią, potężnym, mocnym pchnięciem. Była cudownie mokra i otwarta, przyjmując jego kolejne, szybkie pchnięcia z głośnymi westchnieniami rozkoszy. Nigdy, jej takiej nie widział. Oczy uciekały jej na boki, a skurcze wstrząsały umięśnionymi łydkami. Zdał sobie spraw ę, że nie tylko jej krzyki słyszy, jęki kobiet i mężczyzn z sąsiednich pokoi zlewały się ze sobą. Wszyscy wpadli na ten sam pomysł.

Zrobił chwilę przerwy, wbijając w nią język i usta. Pragnął poczuć jej smaku, czerpać z jej ciała w pełni. Gdy dotknął ponownie jej odbytu, zadrżała podniecona i ku jego zaskoczeniu przyjęła jego palce w swoim ciepłym, ciasnym wnętrzu.

– Chyba będziemy częściej korzystać z tej dziurki – powiedział z uśmiechem.

– Mhm, ale powoli. Najpierw to ja chcę, byś usiadł mi na twarzy kochanie. – Przyciągnęła go ku sobie.

Zdziwiło go to, ale zajął wygodną pozycję. Wzięła w usta jego rozluźnione jądra i zaczęła je drażnić językiem, po chwili wypuściła go i znowu przyciągnęła gestem, biorąc jego penisa do ust. Nie musiała długo czekać zanim jej małżonek rozleje swoje nasienie, wprost na jej usta i piersi. Nawet nie zauważyli, gdy drzwi się odchyliły i dziewczyna w rozpiętej szeroko koszuli i krótkich spodenkach weszła do środka, niosąc ciężką srebrną tacą. Lekko się uśmiechnęła, chłonąc wyciekającą wokół energię. Przez moment przyglądała się mokrej od soków kobiecości i napiętym pośladkom mężczyzny. Po chwili wyszła, zostawiając parę samym sobie.

– Miałaś doskonały pomysł kochanie – Luca powiedział ochrypłym głosem, kładąc się obok żony. Penis go bolał od kolejnego wytrysku, ale wciąż czuł w sobie niedosyt.

– Prawda – odpowiedziała nieskromnie.

– Chyba ktoś przyniósł nam kolację – stwierdził zaskoczony, patrząc na przykrytą metalowym nakryciem, idealnie wypolerowaną tacę.


Był środek nocy i jedynie stary woźny mył podłogi wolnymi ruchami mopa. Szpital w nocy potrafił wywoływać ciarki w większości młodych, ale on nauczył sobie z tym radzić. Pogwizdywał cichutko starą, zapomnianą melodię, dodając sobie animuszu i próbując przełamać ciszę, przerywaną trzaskami starych jarzeniówek i odgłosami śpiących w pokojach pacjentów. Wtedy dostrzegł sylwetkę młodej pielęgniarki. Pierwszy raz widział ją tutaj w szpitalu, a jej strój przywodził mu na myśl młodzieńcze czasy. Odruchowo potarł obrączkę na palcu, przez moment myśląc, czy to nie duch małżonki nawiedza go na stare lata. Szybko jednak doszedł do wniosku, że jeśli to ona, to musiała po śmierci wypięknieć. Uśmiechnął się do siebie i gwizdnął, jeszcze jeden takt melodii przypatrując się zgrabnej, lekko kołyszącej się pupie nieznajomej. Ciemny, kwiecisty wzorek ciągnął się wzdłuż okrywającej pełną łydkę czarnej pończochy. Nagle dziwny chłód przeszył go, a kilka jarzeniówek zamigotało i zatrzeszczało. Spojrzał jeszcze raz w kierunku drzwi na schody, ale nikogo tam już nie było. Pokręcił niemo głową i odstawił wiadro i mop pod ścianą. Zbyt długo tu pracował, by lekceważyć omeny i duchy. Ostrożnie wycofał się i odszedł w przeciwną stronę, wolał trzymać się z daleka od tej dziwnej pielęgniarki.

Dziewczyna zniknęła za drzwiami, nic nie robiąc sobie z samotnego obserwatora. Czuła na sobie jego wzrok i wiedziała, że po kilku chwilach, w umyśle starszego mężczyzny zostanie tylko niewyraźny ślad. Łagodny urok otoczył ją eterycznym całunem zapomnienia. Telefon w kieszeni zawibrował krótko. Pojedynczy sygnał oznaczał, że przed nią droga wolna. Jedynym, co stało teraz między nią, a jej celem był młody policjant. Duży zwalisty dryblas siedział na niewielkim krzesełku pod drzwiami prowadzącymi na piętro i wpatrywał się w ekran telefonu. Przez chwilę pomyślała, czy nie wzmocnić wiszącego nad nią uroku i nie ominąć go, jednakże szybko zrezygnowała. Jeśli usłyszy coś z pokoju, gdzie leżeli młodzi ludzie i zajrzy do środka, bardzo ciężko będzie jej wyjaśnić swoją obecność. Słysząc dźwięk jej butów na beżowym gumoleum, uniósł wzrok, przecierając przy tym zmęczone oczy. Wstał ciężko z krzesełka, poprawiając mundur, który ciasno opinał szerokie, umięśnione barki. Nawet jeśli mięśniacy nie byli szczególnie w jej typie, to doceniała dobrze wyrzeźbione męskie ciało. Uśmiechnęła się ciepło, nasycając urok większą dawką mocy. Spodziewała się, że chłopak szybko się podda. Nie sprawiał wrażenie zbyt lotnego.

– Nie można wchodzić – warknął odruchowo, ale nagle spojrzał w oczy nadchodzącej kobiety i zadrżał. Była bardzo atrakcyjna, a jej oczach drzemała pokusa. Ciemne, wyraziste brwi i kruczoczarne, kręcone włosy kusiły – Czy ma pani przepustkę? – spytał grzeczniej, głośno przełykając ślinę.

– Ta nie wystarczy? – wskazała na identyfikator wpięty w szpitalny kitel.

– Niestety. Jedynie wyznaczony personel może tam wchodzić.

– Pani Ioveanu prosiła, bym sprawdziła, jak się mają pacjenci i uzupełniła ich karty o najnowsze wyniki krwi.

– Eee… nie za późno na to? – spytał niepewnie.

– Wie pan, jak jest ta stara jędza. Jest strasznie zazdrosna o wszystkie młodsze i ładniejsze od niej pielęgniarki i gania nas po nocy. Zresztą dużo się dzisiaj działo i nie dałabym rady wcześniej, a teraz jest przynajmniej cicho i spokojnie.

– Ja, jestem Gavril, żaden pan i no, wygląda na taką.

– Prawda? Ja jestem Amelia, miło mi – uścisnęła jego dłoń. Kropelki potu wystąpiły na jego czoło.

– Musi być o ciebie strasznie zazdrosna – zagadnął cicho.

– A to dlaczego?

– Skoro jest taką jędzą dla wszystkich młodych i ładnych kobiet, to taka… – zamarł i zaczerwienił się, zawstydzony.

– Mmm? – nacisnęła, bawiąc się włosami.

– No atrakcyjna kobieta nie ma u niej łatwo – wydusił z siebie.

– Dziękuję. Jesteś bardzo miły. Pozazdrościć dziewczynie, która czeka na ciebie w domu.

– Żeby to jakaś czekała. Ta praca… Nie ułatwia – rzucił cicho.

– Oj, to ważny zawód. Oboje taki mamy – powiedziała cicho kobieta. – To jak będzie? Zerknę na te wyniki dla starej zołzy, a potem może…

– Co…? – wydusił z siebie cicho chłopak. W oczach tajemniczej pielęgniarki czaiła się obietnica.

– Oj, te wszystkie pokoje są puste prawda?

– No.

– Może urwiesz na chwilkę ze stanowiska

– Ale ja nie mogę. Ja muszę meldować każde wyjście…

– Nawet do toalety? Raczej nikt poza nami się tu nie kręci. Nie musisz tu siedzieć, chyba aż tak non stop. Najwyżej powiesz, że poszedłeś do łazienki – puściło do niego oko.

– No niby tak – powiedział. Myśl o kochaniu się z tą młodą pielęgniarką na szpitalnym łóżku, szybko wyparła wszystkie wątpliwości.


Nikodem z żalem opróżnił kubek z kawą. Perspektywa picia szpitalnej lury z automatu wzbudziła w nim obrzydzenie. Zegarek wskazywał drugą w nocy. Większość okien była wygaszona, jedynie od strony izby przyjęć dobiegało światło. Najwyraźniej nawet nie mieście było spokojnie, bo karetki pojawiały się nielicznie.

„Spokojna noc” – pomyślał, odpalając papierosa. Miał nadzieję, że Amelia da sobie radę. Ostatecznie zdecydowali, że ona jest lepsza w grzebaniu w głowach, a jemu przypadło stanie na czatach. Jeszcze raz wyjął niewielką wojskową lornetkę i przyjrzał się, czy nikt nie idzie w kierunku skrzydła, gdzie znajdowali się młodzi. Jedyne blade światełko jarzyło się w oknie wychodzącym na korytarz, gdzie powinien stać dyżurujący policjant.

Zaciągnął się głęboko, zamknął oczy i powoli wypuszczając papierosowy dym, wyobraził sobie, że otwiera powieki. Na czarnym ekranie zamkniętych oczu pojawiły się świetliste smugi aury. Każda część szpitala jarzyła się na swój sposób. Piętra wibrowały żółtawymi smugami żalu i ciemnoczerwonymi rozbłyskami bólu, zgniłozieloną poświatą choroby. Wszystko to zaledwie promieniowanie tła, pozostałości po pacjentach. Gdzieniegdzie z pokojów paliły się niczym latarnie niespokojne rozbłyski, chociaż większość pacjentów spała spokojnie. Rozejrzał się powoli z lekkim rozbawieniem, widząc łunę, przypominającą kolorem świeżo rozkrojonego buraka bijącą z niewielkiego parkingu, tuż obok kostnicy, doskonale widoczna na tle bladej poświaty straty i żalu.

„Ciekawe, kto idzie bzykać się pod kostnicę” – przeszło mu przez myśl. Niektórzy mieli bogatą fantazję. Będzie musiał spytać o to miejsce swojego znajomego. Chłodny powiew wiatru i nagłe uderzenie zimna zmusiły go do postawienia stójki płaszcza. Blada mgiełka rozciągała się po parkingu niczym ledwie widoczny całun.

Nagle uderzył go posmak kwaśnych, fermentujących jabłek i rozkładu. Rozejrzał się odruchowo, ale jabłka miały jeszcze długo wisieć zielone na drzewach. Jakaś obecność kroczyła przez szpital. Zajrzał innym wzrokiem, a włosy na karku stanęły mu dęba na widok jasnych flar strachu, zmieszanych z purpurowymi, niemal brunatnymi odcienia chuci. Widać było niemal, jak istota przechodzi przez korytarz, przysparzając pacjentom koszmarów i mokrych, niespokojnych snów. Nie było wątpliwości, że to czegoś szuka, coraz bardziej zbliżając się do skrzydła, gdzie obecnie przebywała Amelia. Zerknął w jej stronę. Czerwona świeca namiętności biła z miejsca, gdzie stał strażnik, a z jednego z pokojów widać było całą barwną tęczę, z której powoli zanikały, co bardziej odstręczające odcienie. Wyjął telefon i wybrał jej numer i wysłał krótką wiadomość „mamy gości. Uważaj” i pobiegł w kierunku nadchodzącego zagrożenia. Postanowił go zatrzymać w szerokim łączniku, z daleko od innych pacjentów.

Zasapany wypadł na korytarz tuż przed nadejściem nieznajomego. Drzwi z drugiej strony otworzyły się nagle i stanął w nich niski, pękaty mężczyzna ubrany jedynie w granatową, szpitalną koszulę. Błękitne światło karetki wpadło przez okna, oświetlając jego pokrytą kilkudniowym zarostem, brzydką twarz. Poruszał nieskładnie ustami, powoli zmierzając w stronę młodszego mężczyzny.  

– Chcę przejść – powiedział tamten, z trudem artykułując głoski, jakby starał się zapanować nad nieswoim gardłem.

– Gdzie idziesz?

– Nie twoja sprawa – warknął skrzekliwie.

– Dzisiaj to moja sprawa – chłopak powiedział spokojnie.

– Przepuść mnie! – tamten doskoczył do drzwi i szarpnął za klamkę z zadziwiającą siłą.

– Odejdź. Są pod moją ochroną – popchnął nieznajomego, odrzucając go na ponad metr. Odruchowo odszukał  w kieszeni kastet i zacisnął na nim palce.

– Miałem zająć się dwójką – zagulgotał tamten. – Ale skoro nalegasz – rzucił, paskudnie szczerząc przy tym zęby.  

Z każdą chwilą uświadamiał sobie, że w lichym ciele grubaska, kryje się coś znacznie gorszego i nienaturalnego. Obcy wyszczerzył się paskudnie, oblizując spękane wargi. Długi, szpiczasty język zadrgał, jak u jaszczurki, smakując powietrze. Rzucił się wściekle do przodu, ale przeciwnik w porę uchylił się przed ciosem i wyprowadził celny kopniak w bok atakującego. Usłyszał głośny trzask, ale najwyraźniej to nie wystarczyło, by go zatrzymać.

Szpitalna koszula pękła rozdarta od środka. Coś zdawało się rozciągać go od środka. Zwłaszcza opasłe, nabrzmiałe podgardle mężczyzny jeszcze bardziej się rozciągnęło i zaokrągliło. Skóra napięła się i popękała, wypuszczając eteryczne macki, które szybko stały się namacalne. Nikodem czuł, że mimo przewagi wzrostu, nie ma szans w bezpośrednim starciu z nieludzkim stworem. Kątem oka odszukał czegoś, co mogłoby posłużyć za broń, zyskać tak konieczny dystans.

Jedyną szansą na zwycięstwo było odesłanie stwora w Niebyt. Żałował, że nie ma przy sobie broni. Nie przewidywał zagrożeń i teraz musiał radzić sobie z tym, co znajdzie na miejscu. Kątem oka dostrzegł ustawiony pod ścianą mop i ciężkie wiadro. W myślach formował potrzebną inkantację, ale potrzeba było czasu, by nasycić formuły mocą. Stwór zagulgotał głośno i przysiadł na ziemi niczym paskudna ropucha, gotowy, by skoczyć na swoją ofiarę. Opasłe brzuszysko zadrżało i cofnęło się, jakby trawione od środka i spod niego wychynęła gruba, jak przedramię wypustka. Gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, widział paskudny grymas na twarzy tamtego. Żabowaty potwór wyskoczył nagle, wyrzucając przed siebie macki i kończyny. Najwyraźniej planował chwycić mężczyznę w plugawy uścisk, ale niedoszła ofiara odskoczyła w nieludzkim tempie i uderzyła z głośnym plaśnięciem włączniki światła, zalewając korytarz ostrym blaskiem jarzeniówek. Pomiot ciemności zadrżał i przypadł na ziemię. Kaprawe oczka łypały oślepione, jakby oczekiwał, że ostre światło go zrani, tak się nie stało, chociaż osłabł wyraźnie. Zebrał się do kolejnej szarży, ale w połowie drogi potwór dostrzegł rozpędzony kij. Odgłos skwierczenia, niczym topiącego się plastiku wypełnił powietrze, gdy ociekająca wodą, zaimprowizowana broń uderzyła go w krzywe nogi, przewracając na ziemię. Dla obu walczących skuteczność tego ataku okazała się zaskoczenie. Właśnie zdołał sformować pełną inkantancję w myślach. Potrzebował jedynie chwili, by stwora zatrzymać w miejscu. Tamten otrząsnął się i ruszył rozjuszony, ale tylko po to, by znowu oberwać w pysk wilgotnym mopem. Z głośnym zgrzytem chwycił kij i złamał go jednym szybki ruchem. Widać było, że wilgotny materiał go rani niczym kwas.

– Chciałem cię tylko udusić, ale teraz będziesz błagał, bym z tobą szybko skończył  – zagulgotał, a spotworniałe prącie, jakby na potwierdzenie pragnień istoty.   

Zbliżył się i nagle rzucił się na przeciwnika. Poczuł na sobie uścisk żelaznych łap stwora, blokujących jego rękę. Macki wystrzeliły w stronę gardła, próbując go udusić. 

Ten, jednak w porę chwycił ciężkie wiadro i oblał przeciwnika brudną, śmierdzącą wybielaczem wodą. Potwór puścił go i cofnął się porażony. Popalone tkanki z trudem się zrastały. Stworzenie podniosło pełen wściekłości wzrok, zupełnie nie spodziewając się, że zaraz nadejdzie potężny psychiczny cios inkantacji. Słowa mocy niemal wgniotły go w ścianę. Młody mężczyzna padł na kolana, ale nie przerywał. Krew odpłynęła mu z twarzy, a potworny chłód wypełnił w serce, jak tajemna formuła karmiła się jego energią. Każda macka, każda część stworzenia była odrywana od ciała i duszy nosiciela, a potem w ogniu znikała pochłaniana przez Niebyt.  Wkrótce na ziemi pozostał tylko mały, nagi mężczyzna. Nikodem padł na podłogę bez sił.


Po chwili Amelia zamykała za sobą drzwi pokoju. W półmroku widziała szczupłe, delikatne sylwetki chłopaka i dziewczyny pogrążone w niespokojnym śnie. Zapaliła jedno ze świateł, po czym podeszła wpierw do dziewczyny. Jej ciało i aura wyglądały na mocno pokiereszowane. Przyglądała się nierówno przepływającym, zaburzonym falom energii, wskazującym, że coś musiała mocno zmienić ciało tej biednej dziewczyny. Była bardzo niespokojna. Przez moment rozważała obudzenie dziewczyny, ale szybko zrezygnowała. Wystarczyło jedno spojrzenie na nią, by dostrzec paskudne blizny pozostawione w jej umyśle. Coś, co ją dopadło, musiało jej dopadło, wyrządziło w jej ciele wielu szkód i organizm dopiero uczył się, jak sobie z tym radzić. Nie chciała rozrywać świeżo zabliźnionych ran, widząc w tym jedynie bezpośrednią drogę do końca tego młodziutkiego życia.

– Mogłabyś nie przeżyć – wyszeptała do siebie, sięgając do jej rozgrzanego czoła.

Weszła w jej myśli, koncentrując swój talent empatki. Nagle zakołysała się jakby uderzona. Zajrzała przez ledwo uchylone drzwi do umysłu dziewczyny i doświadczyła tego, co ona przez ostatnie tygodnie. Dziwne, nierealne obrazy przepłynęły przez nią, pozostawiając paskudny posmak zepsucia, deprawacji i gwałtu. Mieszały się one ze skrytymi fantazjami dziewczyny. To wszystko było niczym rozpałka dla przemiany. Po chwili w umyśle dziewczyny dostrzegła coś więcej. Ponure, wijące się sylwetki, bezmyślne, oślizgłe macki i wynaturzone łono, w którym spoczywała. Sny i koszmary, a raczej wspomnienia innych osób, wspomnienia ofiar i sprawców przewalały się w jej umyśle. Zapewne ktoś musiał zmusić ją do ich ponownego przeżywania, licząc, że zdoła wycisnąć z ciała dziewczyny jeszcze więcej witalnej energii. Wzięła głęboki wdech i wyobraziła sobie przed oczami pieczęć. Sygil rozbłysł czystym ogniem w jej umyśle, nasycony wewnętrzną energią. Z ulgą pchnęła symbol w głąb umysłu śpiącej, zamykając koszmary za bezpieczną barierą. Niczym chirurg kauteryzowała tą niewidoczną ranę, świadoma, że pozbawiony dopływu świeżych emocji fragment jaźni w końcu ulegnie atrofii.

Gdy skończyła, poczuła się strasznie osłabiona. Pozostał jeszcze chłopiec. Jego umysł lepiej zniósł ostatnie wydarzenia, chociaż gdy dotarła do wydarzeń z jaskini, poczuła całą sobą tą mackowatą bestię. Ponownie sporządziła psychiczną pieczęć i zamknęła te drzwi w jego umyśle.

W końcu mogła odetchnąć z ulgą. Na odchodne wydobyła z kieszeni niewielki woreczek, zakończony lakowym dyskiem z jednej strony. Włożyła talizman z szczelinę pod łóżkiem chłopca. Pod naciskiem lak pękł i psychiczna mgła wypełniła pomieszczenie. Jej zadanie tutaj zostało wykonane.

Wyszła z pokoju, z trudem maskując zmęczenie. Młody policjant przyglądał się jej uważnie.

– Czy wszystko dobrze?

– Ja… Tak. Czy możesz mnie zaprowadzić do łazienki. Muszę… – zakołysała się i niemal upadła. Refleks chłopaka go nie zawiódł i w ostatniej chwili ją złapał w silne ramiona. Spryskanie twarzy chłodną wodą, na chwilę pomogło. Gavril stał przy drzwiach szczerze zatroskany.

– Czy dobrze się czujesz?

– Tak. Chyba za mało dziś jadłam – stwierdziła cicho.

– Ehm. Chyba mam jeszcze kanapki – powiedział cicho.

– Nie, dzięki. Nie trzeba, ale wiesz co… – wypowiedziała cicho – dziękuję za pomoc.

– Ja… Jasne. Żaden problem.

– Może, wejdziemy na chwilę – pokazała gestem drzwi opustoszałego pokoju.

– Ale…, jesteś pewna?

– Chyba muszę na chwilę usiąść i się wyprostować – rzuciła kokieteryjnie – Posiedzisz ze mną, będziemy słyszeli, jakby ktoś nadchodził.

W ciszy ruszył za nią, a w jego oczach malowało się niedowierzanie. Nagle poczuł się wdzięczny losowi, że wziął tą dodatkową, wieczorną zmianę. Gdy pielęgniarka wygodnie usiadła na jednym z łóżek, tuż przed nim, nie do końca wiedział, co począć dalej. Nie zdążył nic powiedzieć, gdy jej delikatna dłoń przesunęła się po jego męskości, masując go przez materiał munduru, aż wstała naprężona. Szybko pochylił się, łapczywie całując ją w usta. Z zaskoczeniem obserwował, jak te przed chwilą mdlejąca dziewczyna, nagle nabiera siły i hardości. Rozpiął spodnie, pozwalając by szybkim szarpnięciem uwolniła jego męskość. Gdy zaczęła z rozmysłem gładzić jego muskularne ramiona, chwycił ją mocno unosząc z łóżka. Od dawna pragnął wziąć kobietę na stojąco. Z przyjemnością stwierdził, że ona też tego pragnęła. Gdy biała spódnica podjechała do góry jego oczom okazała się mała kępka ciemnych włosków.

– No, no – wyszeptał z uznaniem, na widok nieosłoniętej niczym kobiecość.

– Podoba ci się? – spytała retorycznie, widząc żar płonący w jego oczach.

– Jesteś przepiękna.

– Nie gadaj tyle. – powoli wracały jej siły, dodatkowo karmione energią policjanta. Z szaleńczym uśmiechem, oplotła go nogami. Był idealnym posiłkiem regeneracyjnym.


Gdy dziewczyna wyszła przed szpital, Nikodem siedział na masce jej Garbusa, rozcierając poobijany bok.

– Słabo wyglądasz – stwierdziła, patrząc na świeżo formujący się siniec – i śmierdzisz wybielaczem.

– Coś przylazło, by dopaść naszą parę.

– Widzę. Zgaduje, że to dopadłeś? – spytała z obawą głosie.

– Pomiot Chtonidów, na szczęście dość słaby.

– Właśnie widzę. Zdrowo oberwałeś.

– Raczej wszystkie kości całe – zawyrokował.

– A ten wybielacz.

– Okazuje się, że nie przepadają za chlorem. Działa na nie jak kwas.

– Musimy pogadać z Lady. To nie wygląda dobrze. Oni nie powinni móc ingerować w rzeczywistość poza domeną Matki. Są znacznie silniejsi, niż się spodziewaliśmy – powiedziała zdenerwowana.  – Przy okazji, trochę połatałam te dzieciaki. Zdrowo im się dostało przez ostatnie tygodnie

Po chwili oboje zajęli miejsca w samochodzie i ruszyli.

– Auć. Mogłabyś kupić, coś wyższego – Niko rzucił w powietrze, obijając się głową o podsufitkę.

– Pomyślę o tym – rzuciła z kpiną.

– A na razie jedź ostrożniej, bo zaraz będziesz miała dziurę w dachu. 

Koniec.

363
7/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 7/10 (1 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.