Ilustracja: Manki Kim

Niemoralna propozycja (II)

23 lutego 2021

15 min

- To są pończochy.

Czuję jakiś rodzaj podniecenia, zdradzając mu swój sekret skrywany pod spódnicą.
Pończochy! Wiedz, że będziesz miał łatwy dostęp... wystarczy, że zadrzesz mi kieckę - myślę w duchu.
Znów dźwięk smsa. Błyskawicznie odpowiada.

- Dziękuję Pani! To fantastyczna wiadomość! Ubóstwiam kobietki w pończoszkach! Czy może Pani teraz wyjść do łazienki i zrobić zdjęcie, tak, bym widział Pani nóżeczki w tych nylonkach?

- Nie! - wpisuję w wiadomości. Jednak nie mam odwagi mu jej wysłać.
Kurcze... przecież prawdopodobnie za kilka godzin on będzie mnie miał... Zrobi ze mną, co zechce... Zatem takie żądanie, choć właściwie to prośba, stanowi najniewinniejszą broń z jego rozpustnego arsenału.

Przepraszam uczniów i wychodzę. Serce bije mi jak oszalałe, gdy zmierzam do toalety. Zamykam główne drzwi. Dziwne uczucie towarzyszy mi, gdy podciągam spódnicę.
Pstryk.
Na ekranie widzę mocno erotyczną scenkę - widoczną zadartą kieckę i długie nogi w szpilkach i pończochach. Wyraźnie rysują się koronki nylonów, oddzielające je od obszaru ciała.

Ty stary pryku! - myślę sobie, patrząc w telefon - teraz dopiero nabierzesz na mnie ochoty... Nie przepuścisz mi... oj... nie przepuścisz...

Tym razem dłużej czekałam na sms-a.

- Paniusiu! Nawet nie wiesz, jak wielką radość mi sprawiłaś! Doskonałe, rozkoszne ujęcie! Nie muszę chyba mówić, co się dzieje w moich spodniach. Ależ nabrałem na Ciebie ochoty...
Ale w takim razie poproszę jeszcze jedno zdjęcie, Pani. Twej słodkiej brzoskwinki.

A to cham! - zagrzmiałam na niego w myślach.
Taka propozycja wydała mi się totalnym naruszeniem mojej intymności. Planowałam mu odpisać bardzo dosadnie.
Jednak po chwili zaczęłam oswajać się z tą myślą. Oburzające żądanie, z upływem każdej minuty, nie tylko emocjonowało mnie, wywołując uczucie uopokorzenia, lecz także... podniecenia.
Głos wewnętrzny jakby polemizował ze mną:
- Za kilka godzin  będziesz musiała nie tylko pokazać to co masz między nogami! Ale także pozwolić mu, by sobie tam poużywał, jak tylko żywnie zapragnie!
Przegrywam dyskusję sama z sobą.
- Racja... będę należała do niego... i moja piczka... Zdjęcie? Czym przy tym jest zdjęcie?

Tym razem do toalety idę na przerwie. Drżącą ręką wkładam telefon pod spódnicę. Wcześniej zsuwam koronkowe majtki. Tylko trochę rozchylam nogi.
Pstryk.
Patrzę w ekranik.
Boże! Nigdy wcześniej nie widziałam jej z takiej perspektywy! Nawet nie sądziłam, że zdjęcie mojej waginy będzie aż tak wyraźne...

Tuż na początku kolejnej lekcji przyszedł sms zwrotny.
- Wyśmienita! Jakże przeurocza różyczka! Smakowita brzoskwinka! Pomyśleć, że już na mnie czeka! Już się sposobi, żeby się ze mną zaznajomić!

Już teraz droczy się ze mną... - pomyślałam - dobrze, że nie ma kolejnych poleceń...

Dokładnie w tym momencie przychodzi kolejny sms. Podskoczyłam.
Co jeszcze mi napisał?

- Bardzo podoba mi się ten wąski paseczek nad nią. Uwielbiam takie! No i co za oprawa - te koronkowe majtusie zsunięte na bok - mistrzostwo świata.
A czy może mi Pani wyznać, czy ta jamka jest ciasna?

A to gagatek! Pastwi się nade mną. Chce, żebym sama zdradzała mu swe intymne sekrety.
A niech wie! Niech wie, że trafi mu się ciasna piczka!

Odpisuję:
- Ciasna.

Nie muszę czekać długo na odpowiedź.
- Doskonała! Marzenie!

Zastanawiam się, jakie teraz perwersyjne żądanie otrzymam?
Może - udowodnienie tej ciasności... - włożenie dwu paluszków i zrobienie wtedy zdjęcia...
Aż dreszcze przechodzą mnie na samą myśl o tej scence, gdy wykonuję taką fotkę w kiblu...
A może jego rozpustna natura podpowie mu jeszcze bardziej perwersyjne rozwiązanie...?
Na przykład, może zechcieć, żebym tymi paluszkami suwała w mej jaskince... Symulowała ruchy frykcyjne??? Ach! To by było dopiero!
A może jeszcze - nie robiła wcale zdjęć, lecz... - nakręciła do tego filmik!
Boże! Nie...
Do tego, jego chora fantazja mogłaby mu podpowiedzieć, żebym podczas tej "produkcji filmowej" dodatkowo - jęczała!
Teraz dopiero przeszły mnie dreszcze! Wyobraziłam sobie dokładnie tę scenę w nauczycielskiej toalecie... jak to wykonuję tam zboczone polecenie, a z kabiny obok - ktoś mnie podsłuchuje!

Na szczęście już żadego tego typu sms-a nie dostaję. Poza tym, w którym polecił mi czekać na przystanku autobusowym przy ryneczku. Pisze, jak bardzo nie może się doczekać... Nie oszczędzając mi pikantnych słów, które jasno wskazują na jego podniecenie:
- Proszę przygotować swoją słodką, wypielęgnowaną i ciaśniutką myszkę na istną katorżniczą przeprawę...
No i znów przebiegają mnie ciarki pod wpływem tych słów. Przymykam oczy i wyobrażam sobie tę scenę, w której tak hucznie dostaję do wiwatu...

Do końcalekcji nie myslę o niczym innym, jak tylko o tym co mnie czeka. Wciąż zastanawiam się, gdzie będę musiała mu się oddać? Czy będzie brutalny, wulgarny? Jak dojdzie do tego aktu? Gdzie, mówiąc pospolicie będę musiała "rozłożyć nogi"...? Jak to będzie? Czy wystarczy mu, że raz mnie "wyobraca"? Czy będzie mnie trzymał całą noc i kilka razy będę musiała mu "nadstawić tyłka"? Czy będzie wchodził we mnie delikatnie? Czy  wprost przeciwnie - okaże się bezpardonowy, drapieżny... i jego pchnięcia przejawią agresję czy wręcz okrucieństwo?

Na koniec lekcji czekam jak na ścięcie. Wychodząc ze szkoły, nie zauważam ani uczniów, którzy mówią mi: "do widzenia", ani kolegi - matematyka. Marek komentuje to: "głowa w chmurach - chyba jesteś zakochana!"
Jasne - myślę w duchu i zaraz sobie sama dodaję - a czyż nie idę kochać się?

Gdy stoję na tym pieprzonym przystanku, minuty dłużą mi się, odnoszę wrażenie, że wszyscy dokoła patrzą na mnie i perfekcyjnie domyślają się, po co czekam. Wydaje mi się, że czytam w ich myślach. Wydaje mi się, że mężczyzna po pięćdziesiątce w skórzanym kapeluszu dedukuje: - "Czeka tu na absztyfikanta, żeby mu dać! Po to tak się ubrała! Założyła specjalnie taką szeroką spódnicę, żeby wygodniej nadstawić zadek do wyryćkania!"
Natomiast ten szczyl w wielkich okularach, sprośnie fantazjuje: "Zaraz będzie klęczała, z wielkim fiutem w ustach, trzymana mocno za te jej śliczne włosy!"
Płonę ze wstydu.

Wreszcie podjeżdża duży, nieco wysłużony opel. Kierowca zaprasza mnie do środka. Kulturalnie się wita, nawet całuje mnie w rękę! Może wydaje mu się, że im bardziej jestem damą, tym większy honor dla niego, gdy mnie posiędzie...

Mimo kulturalnych manier, w jego wzroku wyczuwam coś niepokojącego, jakby drapieżnego. Jakby w duchu mówił sam do siebie - "Upalę ja sobie tę sikorkę, oj upalę! Pociupciam sobie! I to porządnie!"
- Dokąd jedziemy? - pytam próbując ukryć drżenie głosu.
- Trochę za miastem jest przytulny motelik. Za bardzo znają panią w tym miasteczku, a mnie też w pewnych kręgach...

Siedzę jak na szpilkach, mimo, że zagaja coś o pogodzie.
- Przepraszam za moje sms-y, chyba nadto obcesowe... ale pani daruje, nie mogłem się powstrzymać. - Uśmiechając się, kładzie mi dłoń na kolanie i je ściska.
Przecież w normalnej sytuacji natychmiast odepchnęłabym tę rękę...
Ale to przecież nie jest normalna sytuacja, więc dozwalam, by je teraz masował.

- Pani zdjęcia na prawdę mnie rozpaliły... - szepnął, ściskając moją nogę powyżej kolana. Jego dłoń wsunęła się pod spódnicę, lecz ja nadal nie reagowałam, w końcu zgodziłam się na wiele więcej...
- Nawet nie wie pani, jak się cieszę, że się pani zgodziła... Jest pani najatrakcyjniejszą kobietą w tym naszym miasteczku... i najelegantszą cizią... - w tym momencie pakuje dłoń jeszcze wyżej pod moją spódnicę, do koronki manszet - uwielbiam damuli, które noszą pończochy...

Zupełnie nie wiem, jak reagować. Jednak przecież nie pozostaje mi nic innego niż pozwalać się obmacywać...

- Pani Marto, przepraszam, że znowu pytam obcesowo, ale czy ma pani narzeczonego?

Ciekawe, czy chce wiedzieć, czy z kimś regularnie sypiam, czy może chce mieć uciechę z przyprawiania komuś rogów?

- Nie... nie mam... Dlaczego pan pyta?

- A nie... nic, nic... Tak o pani gadają, że pani wybredna i żadnemu chłopu nie pozwala się pani zdobyć. Pono nawet dyrektor liceum, który odgrażał się, że panią zaliczy, zaliczył... czarną polewkę...

- Cóż...

- Przepraszam, ale zadam kolejne obcesowe pytanie... pewnie potraktuje je pani jako nietaktowne... ale... Rozumiem, że nie jest pani dziewicą?

To pytanie dotyka sedna mojej intymności. Czuję sie, jak penetrowana... I o dziwo, to dociekanie mych najskrytszych tajemnic, sprawia mi specyficzny rodzaj przyjemności... Do tego przypomina mi, że jestem od niego zależna... To też zaczyna mnie podniecać. Chyba dletego odpowiadam tak:

- Zadaje pan zbyt intymne pytania... Dlaczego interesuje to pana, czy jestem dziewicą? A co gdybym powiedziała, że tak?

Wpatruję się w jego twarz, która nabiera teraz dziwnego wyrazu, jakby chciał mi obwieścić: "Maleńka, chętnie zerwę ci gwinta! Zapamietasz swój pierwszy raz na całe życie!"

Zaś powiedział:
- Paniusiu... gdybyś oznajmiła, że tak - byłbym najszczęśliwszym z ludzi...
Palce jego dłonni, niczym szpony, zacisnęły się na moim udzie.

Błysk w jego oku wydaje mi się szczególnie niepokojący... Żeby ostudzić jego zapały, dementuję:
- No dobrze... skoro i tak mam się z panem przespać... niech będzie... nie jestem dziewicą... Niestety nie zafunduję panu przyjemności pozbawienia mnie cnoty...

Nie potrafię opisać zawodu, jaki wymalował się na jego twarzy.
- Tak myślałem, a jednak wielka szkoda, że nie dane mi będzie... że tak użyje slangu... "zdjąć simloka"... Zdeflorować taką damulkę... ależ to byłoby marzenie!

Ściskał mi udo i wpychał rękę coraz bardziej pod spódnicę. Miałam wrażenie, że kierowcy jadący z naprzeciwka, doskonale to widzą. Choć przecież to nie było możliwe.
Jednak i tak, słysząc jego słowa i czując dłoń buszującą coraz śmielej pod moją kiecką - peszyłam się, czerwieniłam i spuszczałam wzrok.

A on, jakby czytał w moich myślach.
- Wie pani co? Jak patrzę na tych tirowców, którzy nas mijają, wydaje mi się, że oni muszą mi strasznie zazdrościć tak ślicznej dżagi, siedzącej obok mnie...

Popatrzyłam, rzeczywiście rozpierała go duma.

- I wie pani co? Oni chyba widzą, że prowadzę auto jedną reką. Chyba nie mają wątpliwości, gdzie znajduje się druga...?

Uśmechnął się złowieszczo, masując jednocześnie moje udo - wsunął się już poza koronkę pończochy i macał już nagie ciało...

Oczywiście nie odpowiadam na to prowokacyjne pytanie. Co zresztą miałabym rzec? - "Tak, oni domyślają się, że trzymasz łapę pod moją kiecką?!"

Zdaję sobie sprawę, jak bardzo czuję się upokorzona.
Ignacy tymczasem klepie mnie po udzie, jakby "zaklepując" swoją własność. Tym bardziej odczuwam fakt bycia podporządkowaną.

- Wie pani co? Na swój sposób podnieciła mnie pani wyznaniem o stracie cnoty... Jakoś strasznie mnie intryguje, kto miał ten niewątpliwy honor?

Nie mam wątpliwości, że to go intryguje, gdyż napastliwa ręka, harcująca pod moją spódnicą, już niemal ociera się o majtki.
Krępuje mnie to pytanie, jak cholera, ale też jak cholera podnieca... Onieśmielam się, a z drugiej strony chcę, pragnę go prowokować moimi wyznaniami.

- No wie pan... o tak intymne sekrety pytać kobietę... Chce mnie pan zawstydzić... No... ale tak... zdaję sobie sprawę, że jestem w pańskiej władzy... w pańskim władaniu...

- Zatem?
Jego dloń była już blisko mego łona.

- Cóż... niech będzie... Wianka pozbawił mnie... taki chłopak... Tomasz... niewierny, jak się okazało, Tomasz, w akademiku... Niewierny... taki swego rodzaju kolekcjoner cnót studentek...

Rumienię się, a on trze dłonią oba moje uda.

- Jak ja mu zazdroszczę! Ech! Miał farta zafajdaniec! A gdzie to się zadziało? W jakim miejscu miał zaszczyt przebijać najcudniejszą błonkę?!

Przymykam powieki, przed oczami staje mi ta scena. Tylnie siedzenie starego żęcha, poplamiona i wytarta tapicerka, w samochodzie śmierdzi olejem silnikowym, choć prubuje to wytłumić zapach zielonego jabłuszka. Leżę na plecach, a ta kreatura na mnie. Zadziera mi spódnicę (doskonale pamietam tę chabrową kieckę z czasów studenckich). Mówię, że jeszcze nie czas... że musi jeszcze poczekać... Sięga do moich majtek. Krępuję się jak diabli. Obiecuję mu, że będzie mnie miał, ale jeszcze nie teraz. Ściąga moje koronkowe stringi silnym szarpnięciem. Jeszcze go cicho proszę, żeby mi odpuścił, ale już wiem, że go nie powstrzymam. Wchodzi we mnie. Czuję ból. Każe mi szerzej rozłożyć nogi. Słyszę głośną pracę wysłużonych resorów. Porusza się we mnie tak mocno, dziko, jakby chciał mnie rozwiercać... A więc nie jestem już cnotką...

- Ejże! Paniusiu, coś się tak zamyśliła? - Ignacy przywraca mnie do rzeczywistości.

Wyznaję mu, w jakże prozaicznym miejscu straciłam cnotę.
- W aucie...
Natychmiast uświadamiam sobie, że przecież teraz też jesteśmy w samochodzie.

Urzędnik szalenie się rozochocił moim wyznaniem, co dał wyraz masując przez koronkę majtek moje łono. Musiał wyobrazić sobie scenę, gdy niewierny Tomasz rozdziewiczał mnie w aucie... Bo zapałał tym samym pragnieniem!

- Pani Marto! Nie chcę czekać do tego pieprzonego motelu! Chcę cię mieć tu i teraz! Na tylnim siedzeniu! Na tym parkingu w lesie!

Roztrzęsiony otwiera mi drzwi i wysadza z samochodu.
Tłumaczę mu, że to dla mnie duże zaskoczenie, że nie jestem przygotowana... nastawiona psychicznie, że to ma się odbyć teraz...
Ale on nie słucha.

- Bardzo pana proszę... Poczekajmy do tego motelu... Ja... jestem nieprzygotowana... Słowa dotrzymam... pójdę z panem do łóżka... ale potrzebuję się nastawić... no i tu takie warunki...

Nie przekonałam go jednak.

- A tamtemu chłoptasiowi, to co? Dałaś bez szemrania! Może nawet na masce cię ładował?!

- Nie... nie... proszę...

- Studentka z cnotką popuściła szpary w samochodzie, a doświadczona kobita boi się rozłożyć nóg!

Czuję, że za bardzo jest rozogniony, a ja za słaba by go powstrzymać. Popychana ląduję na tylniej kanapie na plecach.

9,631
8.68/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.68/10 (10 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (2)

historyczka · Autor · 24 lutego 2021

0
0

Mam bardzo mieszane uczucia... Rozumiem, że można stawiać przeróżne stopnie - np. 3, 4, 5, 6, 8 - co przy obecnej ocenie, nie powinno dziwić - lecz gdy dominują - 10-tki i "jedynki" - jestem kompletnie głupia... Gdybby mi ktoś powidział - język zbyt wulgarny - poprawiłabym to, gdyby ktoś powiedział - za malo ostro - też bym to zmieniła... gdyby ktoś się domagał bardziej wyszukanego słownictwa - nie miałabym z tym problemu... Lecz jeśli jedni mówią - 10 - nic nie poprawiaj, a drudzy - 1 - "jesteś do tego stopnia beznadziejna, że żadne poprawki nie uratują tekstu" - czuję się kompletnie bezradna...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Diabełwgłowie · 24 lutego 2021

0
0

Historyczko, ocenianie to emocjonalna sprawa. Wydaje mi się, że jest jakaś grupa czytelników, którzy nie oceniają sposobu pisania, tylko tematykę. Jeśli tematyka im nie odpowiada, to ocena będzie negatywna, niezależnie od tego, czy jest napisane dobrze, czy źle 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

Pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.