Ilustracja: Rodolfo Clix

Niemoralna propozycja urzędnika (III). Jak się popieści...

1 maja 2021

14 min

Wiem, że krótko. Ale być może nie będę kontynuowała, więc daję to co napisałam :)

Czuję, jak wyuzdany, rozochocony kierownik gramoli się na mnie. Sapie, przeszkadza mu w tym niemały brzuch.
Ja nieustannie protestuję.
- Panie kierowniku... proszę... nie tutaj... nie rozkręciłam się jeszcze... nie przygotowałam...

Jeszcze głośniej sapie, sadowiąc się na mnie. Czuję na sobie jego ciężar. Czuję, jak uchwyt do pasa bezpieczeństwa wpija mi się w plecy.

- Proszę... nie... - biadolę, próbując go odpychać - i tak się panu oddam...

Tymczasem jego łapa już zadziera moją spódnicę.
- Paniusiu... ale ja nie potrzebuję twojego nastawienia. Potrzebuję tylko tego, co masz pod kiecką!

W jednej sytuacji ten, zdawałoby się, niemal dżentelmeński mężczyzna, przeistacza się w grubianina.

- Nie… nie… - proszę go.

Ku swemu zaskoczeniu, odkrywam, że zarówno jego natarczywość, jak i moje opieranie, niezwykle mnie podniecają…

Tymczasem jego nachalna dłoń już chwyta delikatny materiał moich majtek, zsuwa je na bok, obnażając mą bezbronną szparkę.

„A więc zaraz… teraz się to stanie. Impertynencki urzędas wyciągnie na wierzch swojego wacka i ulokuje go między moimi nogami… zapewne naprze brutalnie. Wejdzie we mnie bez obcyndalania się… Posiądzie mnie na leśnym parkingu… czyli miejscu, gdzie tacy jak on zwykle chędożą tirówki… rumuńskie dziwki… Do takiej roli zostałam sprowadzona…”

Już sięga do rozporka. Tym samym traci równowagę i całym cielskiem opiera się na mnie.

„Boże! Jaki on ciężki! Zaraz wyzionę ducha!”

Naprawdę, z trudem mogłam oddychać.

Tymczasem Antoni, jakby dla dodania sobie animuszu, leżąc na mnie, jeszcze chwyta mnie za cycek! Maca go przez materiał bluzki i stanika.

- Cudo! – sapie – Cyc jak marzenie! Powiedz, jak ty mogłaś przejść przez miasto, żeby cię nie zaczepiali?!

Ściska tę pierś, potem drugą. Ściska? Raczej – gniecie! Jakby dłonią urabiał glinę.

- Panie Antoni… jest pan zbyt brutalny… - szepczę

 Jednocześnie obawiam się, że mój ton głosu mniej wyraża dezaprobatę, a bardziej uznanie…

Chyba istotnie tak to odbiera! Nie dość, że zaciska dłoń bardziej, to dodaje:

- No jak już trafiła mi się taka cycata damula jak ty, to muszę to do cna wyzyskać!

Natychmiast sięga znów do rozporka, a ja miast być przerażoną z zaciekawieniem czekam, by przekonać się co za oręż skrywają jego spodnie.

Lecz z upodobaniem cicho protestuję:

- Nie… nie… panie Antoni… nie… nie jestem gotowa…

Nie zważając na me lamenty, urzędnik wysupłuje z rozporka swą męskość. Dzierży ją w dłoni, niczym berło, zdając się prawić: „Patrzaj dziewko, co za monstrum na ciebie dybie! Szykuj się na niezawodną katorgę!”

Istotnie. Jest wielka. Wręcz monstrualna. Równocześnie ogarniają mnie dwa uczucia. Jedno, to bezapelacyjnie przerażenie. Zarówno nieuchronnością tego co się wydarzy, jak i obawą przed rozmiarami „pytonga”… Z drugiej strony… ten kaliber… intryguje… podnieca…

Kierownik, dumny ze swych gabarytów, dzierży go w dłoni, właśnie jak miecz, zdaje się, że jest żądny pochwał:

- Widzisz paniusiu, mojego zwierzaka?

Patrzę, czuję presję. Znajduję coś ekscytującego w możliwości połechtania jego próżności.

- O mój Boże!  Co za bestia!

Wiem, że taka moja reakcja jedynie dodaje mu wigoru. Antoni uśmiecha się słysząc te słowa, chyba czuje się jakby miał znowu dwadzieścia lat, patrzy z pożądaniem, aż ślina kapie mu z ust, Widzę, że łaknie teraz jedynie jednego, wpakować swą bestię w ciasną jamkę. Wbić się w nią aż do końca. A ja, nie mam najmniejszych nawet szans mu w tym przeszkodzić. Ba! Błysk w jego oku dowodzi, że z furią pokona każdą przeszkodę. Cóż… rozumiem, że mogę opierać się jedynie „pro forma”…

- Ach… panie Antoni… nie… proszę…

Chyba już oboje sobie zdajemy sprawę, że moje nieśmiałe protesty podniecają nas oboje.

Urzędnik walczy z oporem, atakuje to z lewej, to z prawej strony, jednak nie poddaję się, zaciskam uda. Czysto symbolicznym gestem próbuję osłaniać się spódnicą.

Widać już pot na skroni kierownika, ogarnia go zniecierpliwienie. Nerwowo szarpie moją kieckę do góry.

- No paniusiu! Nie taka była umowa! Obiecałaś! Obiecałaś mi dać! To teraz rozkładaj nogi!

Próbuje siłą rozewrzeć moje uda, a ja zaciskam je, jak dziewica.

- Panie kierowniku… nie… tak się boję…

Antoni, zdaje się, z jednej strony czuje zniecierpliwienie, lecz z drugiej wyraźnie podoba mu się, że się opieram… że może poczuć się, jak dziki zdobywca, a już zwłaszcza, gdy ma świadomość swej zdecydowanej przewagi.

- Damulko… poniechaj oporu… przecie widzisz, że nic ci to nie da…

Wreszcie poluzował moje uda, zbyt słabą okazuje się kobietką, by go powstrzymać. Natychmiast miedzy moimi udami ląduje jego kolano – nie odpuści zdobytego terenu! Ani piędzi!

Myślę – "wsadził stopę między drzwi, to zaraz wejdzie cały, cały się znajdzie między moimi nogami… opór rzeczywiście nie ma już sensu".

Jeszcze tylko ostatnie protesty.

- Panie Antoni… może jednak nie tutaj…

Ale pod wpływem jego natarczywości i beznadziei sytuacji, ulegam i rozchylam uda.

Urzędas natychmiast ląduje między nimi. Jest wniebowzięty, szczerzy zęby jakby wygrał milion w totolotka.

- Nareszcie mam cię! Już mi nie uciekniesz! Szykuj się na przyjęcie mojego zwierza!

Początkowo patrzę mu prosto w oczy, ale gdy przyłożył łeb swego węża do mojej szparki, odchylam głowę, żeby nie widzieć jego miny.

Czuje, jak główka napiera. Lecz nie może wejść.

Stary trochę zdenerwowany, postanawia pomóc sobie palcem.

- Jak się popieści, to się pomieści! – sapie, wpychając we mnie środkowy palec.

- Achhh! – jęknęłam, gdyż zrobił to dość niedelikatnie.

Palec toruje Antoniemu drogę, w ślad za nim, napiera swą męskością by wreszcie wedrzeć się do środka.

Gdy już wydaje się, że to ten moment, kiedy urzędas wejdzie we mnie, kiedy mnie posiądzie w swoim starym aucie, na tym zaśmieconym leśnym parkingu, nagle wdziera się jakiś hałas. To na dużej prędkości wjeżdża auto z muzyką ustawioną na full, zatrzymuje się z piskiem opon blisko nas…

Antoni, jak niepyszny, klnąc pod nosem, złazi ze mnie. Ja sama, rozdygotana zarówno tym, co się wcześniej wydarzyło, jak i niepożądanymi gośćmi, w panice myślę – „Boże! Jacyś ludzie zobaczyli mnie, z podciągniętą spódnicą i rozłożonymi nogami, pod starym grubasem! Co za wstyd! Co sobie mogą o mnie pomyśleć!? Żeby tylko to nie okazali się to jacyś znajomi… przecież niezbyt daleko za miasto odjechaliśmy…”

Najchętniej nie pokazywałabym twarzy nieoczekiwanym przybyszom, jednak kierownik wstaje i w pośpiechu zapina rozporek. Postanowiam szybko czmychnąć z tylniego na przednie siedzenie. Jednak tuż po wyjściu, gdy poprawiam spódnicę, dostrzegam twarze pasażerów sąsiedniego auta.

Zmroziło mnie! To moi uczniowie z maturalnej klasy!

„Boże! Przecież widzieli mnie! Widzieli dokładnie! Co sobie pomyśleli?! No ale co mieliby sobie innego pomyśleć, widząc kobietę z zadartą kiecką, w pończochach, w takim miejscu, z takim typkiem! Jezu! Co za wstyd! Taka wieść gruchnie w szkole jak lawina! Koniec z moją nieskazitelną reputacją… A podobno mam… miałam... opinię cnotki-niewydymki".

Antoni za kierownicą wygląda na roztrzęsionego. Przez kilka minut nie odzywamy się do siebie.

Wreszcie zagaja.

- Te chłystki z samochodu na parkingu wyglądali mi na wiek szkoły średniej. Mogą kojarzyć panią ze szkoły?

No i co mam mu powiedzieć? Rzucam zdawkowo.

- Mogą.

- Uuuu! Czyli pewnie panią znają! Pani uczniowie?! Niemożliwe!

Czuję jakąś dziwną potrzebę ujawnienia swego powodu zawstydzenia, jakbym chciała, żeby mógł to wykorzystać.

- Zgadł pan. To są moi uczniowie… Widzi pan, na co zostałam narażona?

Urzędas uśmiecha się na poły chytrze, na poły lubieżnie. Zaczęło go to podniecać?

- Uuuu! To teraz powstaną legendy na temat pani historyczki i jej prowadzenia się – zarechotał – chłopaczki zrobią pani reklamę! Ha ha ha!

- No wie pan… - rzucam oschle, jednocześnie odpychając rękę, która ląduje na moim kolanie.

Antoni zaś niezrażony moją postawą, ciągnie wątek.

- A to chłoptasie będą mieli zagwozdkę! Się będą biedzić, żeby rozwikłać – jak to się stało, że ich najporządniejsza i najelegantsza pani profesor wylądowała na leśnym parkingu, gdzie miejsce dla tirówek… i to pod takim starym i niewyględnym ramolem, jak ja? Pomyślą, że dla kasy puszcza się ich nauczycielka?

Słowa urzędnika kłują mnie jak szpile. „Tirówki… puszcza się… dla kasy…” – ładnie mnie to określa.

Z drugiej strony – myślę sobie – a czy to nie jest prawda?

„Może się nie puszczam? Nie robię tego wszystkiego dla kasy? Do tego ten parking tirówek – czyż nie znalazłam się tam rozłożona na tylnym siedzeniu, z zadartą kiecą i rozłożonymi nogami? Pierwszorzędna, nieposzlakowana postawa idealnej pani pedagog. Godny podziwu wzór do naśladowania, kurwa jego mać!”

Kierownik nakręca się, znów łapie moje kolano, wyobrażenia uczniów rozprawiających o reputacji ich nauczycielki najwyraźniej go pobudza.

- Martusiu, nie broń mi się! Przecie na coś umawialiśmy się!

Po czym jego dłoń wjeżdża pod moją spódnicę i poczyna macać uda.

Nie bronię się. Choć teraz nasila mi się wrażenie, że wszyscy kierowcy, jadący z naprzeciwka, doskonale widzą to, co robi mi Antoni.

- Ależ ty masz zgrabniusie te nózie! Martusiu! Muszę się tobą nacieszyć!

Gładzi moje uda, masuje.

- No i te pończoszki! Marzenie! Ależ mają śliczne koronki!

- Panie kierowniku… proszę się skupić na drodze. Nie czuję się zbyt bezpiecznie…

Urzędnik śmieje się na głos.

- Lubię jak kobietka nie czuje się zbyt bezpiecznie!

Po czym przenosi prawą dłoń na mój biust.

- Sprawdzam, czy pas bezpieczeństwa dobrze leży. Ha ha ha!

Teraz moje poczucie, że kierowcy z naprzeciwka widzą, co stary mi wyprawia, przeradza się w pewność. Czuję co najmniej konsternację, gdy spora łapa suwa się po moich piersiach.

- Oj masz ty Martusiu czym oddychać! Biust wprost idealny na Hiszpana!

Zawstydzają mnie te słowa. Nie wiem, jak reagować. Odpychać tę rękę?

- Ależ panie kierowniku… – staram się nadać bardziej oficjalny ton, jednocześnie odwodząc jego dłoń z moich cycków – proszę przestać… ludzie patrzą…

- Ha ha ha! A to mi pewno zazdroszczą! – I znów ścisnął cycek.

Tak mnie to wszystko peszy, ale jednocześnie dostrzegam, że wywołuje to we mnie specyficzny rodzaj podniecenia… Nie odpycham teraz jego ręki.

- Martusiu! Ależ mnie tym rozrajcowałaś! Nie wytrzymam! Musisz mi ulżyć! Zjadę tu na pobocze. Za tymi drzewami nie będzie nas widać.

- Nie! Panie Antoni! Co pan znowu zamierza!?

Nie mam sił,  nie jestem w stanie go powstrzymać. Z pożądania aż go skręca.
Żąda, żeby „zrobiła mu dobrze” ręką… Wzdrygam się, ale wiem, że opór nie ma sensu. Posłusznie sięgam do jego rozporka, delikatnie rozpinam go.

Zaparkowaliśmy co prawda za jakimiś brzozami, ale mam nieodparte wrażenie, że wszyscy widzą, jak wysupłuję ze spodni naprężonego olbrzyma…

- O tak! Ściśnij go! Chcę poczuć twoją delikatną, kobiecą rączkę na mojej twardej kutandze!

- Panie kierowniku… ale ja nie mam w tym doświadczenia…

- Oooo…  dobrze… Nnnie maszzzz?

Okłamałam go celowo, żeby zrobić wrażenie bardzo porządnej belferki. Jednocześnie przypominam sobie, jak to samo robiłam Michałowi… gdy zaczęłam z nim chodzić, a jeszcze nie zgodziłam się pójść z nim do łóżka. Raz zrobiłam mu dobrze w restauracji, w toalecie… Pamiętam doskonale. Zatrzasnęły się wtedy drzwi. Jak je otworzono, cała restauracja biła nam brawo.

Masuję kuśkę urzędnika powoli, ruchami – góra – dół. Stary przymyka oczy, wygląda na szczęśliwca.

Oglądam jego instrument z bliska. Iście, potwór! "Czy on aby na pewno się we mnie zmieści? Moja pochwa jest ciasna... A jeśli już wtranżoli się? Jak to odczuję? Da mi niezły wycisk! A raczej... wcisk..."

Oczywiście nie ma szans, żebym objęła go w obwodzie palcami. Ale ściskam, jakbym próbowała to zrobić.

- Taaakkk... achhhh... - sapie rozanielony kierownik - ściskaj go... trzymaj dziarsko!

Więc dzierżę mocno. Suwam dłonią od nasady, do grzybka. Czuję pod palcami, jak staje się jeszcze twardszy.

- Trzep go! Trzep kapucyna, jak na to zasługuje! - pan Antoś ponagla mnie do większego zaangażowania.

Więc przyspieszam ruchy. Góra, dół! Góra, dół!

"A może, jak mu tak strzepię, to spowoduję wytrysk? A wtedy przejdzie mu ochota na amory?"

Wkładam całą siebie, zasuwam na najwyższych obrotach. Góra, dół! Góra, dół!

- Aaaa... aaaaaaa! - stęka.

"A więc dopięła swego? Koniec amorów?!"

4,700
2.95/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 2.95/10 (30 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (7)

Jakub · 3 maja 2021

+5
-1

Skąd aż tak niskie oceny?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Edi · 3 maja 2021

+5
-1

Jakim cudem to weszło na stronę główną?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Marta · 1 dni temu

0
0

Właśnie brakuje mi uzasadnień - pierwsze dwie części oceniane na ponad "9", a to na "1". Zastanawia mnie nie tyle ta niska ocena, ile rozbieżność między częściami...
Czy ktoś mi coś zasugeruje?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

historyczka · Autor · 1 dni temu

+1
-2

Pytałam wcześniej czytelników, w jakiej osobie pisać i w jakim czasie.
Przytłaczająca wręcz większość żądała - w pierwszej osobie i w czasie teraźniejszym
Zdecydowanie wolę pisać w trzeciej osobie, ale ok. - w pierwszej też napisałam kilka tekstów, pisze się znacznie gorzej, lecz jest to absolutnie wykonalne.
Natomiast pisanie w czasie teraźniejszym - kompletnie mi nie leży. Pogubiłam się i namieszałam w czasach... Za co przepraszam, dygając wdzięcznie jak mała, grzeczna dziewczynka 🙂

Właśnie przed chwilą postarałam się to poprawić - i naniosłam zmiany w tekście,

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Jakub · 1 dni temu

0
0

Przecież opowiadanie jest utrzymane w podobnym stylu jak poprzednie. Językowo poprawne. Może trochę bardziej chaotyczne. Czyżby nasza historyczka aż tak komuś podpadła? może napiszesz o tym opowiadanie?😉 Komu i czego odmówiła nasza Marta...

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Jakub · 1 dni temu

0
0

Myślę, że to po prostu kwestia gustu. Nie każdy lubi ruskie pierogi, ale są tacy którzy za nie dali by się zabić.. Jedni wolą budowlańców, inni rozmiłowanego w historii karła a inni tak prostackie urzędnicze podejście. Dla mnie to hit, ponieważ nie przepadam za urzędnikami. Pani Historyczko, a może wyolbrzymić wady tego gatunku ludzkiego...?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Enklawa25 · 1 dni temu

0
0

Opowiadanie jest dobrze napisane. Podoba mi się czekam na kolejne. Tylko nie wiem dlaczego takie niskie oceny.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

Pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.