Trzy dziewczyny. Justyna (IV)

17 sierpnia 2021

Opowiadanie z serii:
Trzy dziewczyny

36 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o dziewczynach, o mnie i o tym dlaczego ten tekst się tutaj znalazł, przeczytaj pierwszą historię tej serii.
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci nie jest przypadkowe a wszystkie wydarzenia opisane w tekście wydarzyły się naprawdę.

Na wstępie słowo wyjaśnienia, żebyśmy wszyscy wiedzieli o czym będzie mowa. W mojej firmie pracujemy na bardzo specjalistycznych maszynach. Producent tych maszyn ma siedzibę w Monachium i 2 razy w roku prowadzi "szkolenie certyfikujące" na kolejny rok. Wiąże się to z coroczną delegacją na weekend w celu odnowienia certyfikatu i szkolenia na nową wersję oprogramowania i obsługę tych nowych funkcjonalności na maszynach. Oczywiście moglibyśmy to olać i pracować cały czas na jednej wersji, ale w ten sposób zyskujemy stanowisko partnera co daje nam jako firmie różne przywileje. Szkolenia są w kwietniu (małe) i październiku (duże), wymagana jest obecność co najmniej na jednym. W październiku jest również organizowany oficjalny coroczny bankiet w prezesami itp przez co na październikowe szkolenie można zabrać ze sobą osobę towarzyszącą. I tutaj już na pewno domyślacie się przebiegu tej historii.

 

Mamy piątek. 05.10.2018.

 

Od ostatniego opisanego spotkania minęły 2 tygodnie. Jak wspominałem w historii wstępnej nie zawsze spotykamy się tylko na seks, więc w ciągu tych dwóch tygodni widziałem się z Justyną ot tak, po prostu. Raz przyjechała do mnie na grilla na zakończenie wakacji, raz gdzieś wyszliśmy. Takie tam. Ale cały ten czas próbowałem mocno wybadać czy ten weekend będzie miała wolny. Dowiedziałem się, że meczu nie ma, do rodziców nie wyjeżdża, w pracy też ma wolne. To dobrze wróżyło. W międzyczasie poczyniłem pewne hm… zamówienia. Przydadzą się w dalszej części. Ale do sedna…


[Co robisz wieczorem?]

[Nic, chyba nic. A co?]

[Wyjdziemy gdzieś?]

[Gdzie?]

[A to ważne?]

[W sumie nie. Jak mam się ubrać?]

[Zupełnie normalnie, wygodnie.]

[O której będziesz?]

[Przed 18.]

[Ok]

 

Rybka złapała przynętę. O 14 skończyłem pracę, pojechałem do domu spakować torby i przestać się chociaż z godzinkę, czeka nas długa podróż.

 

Chwilę po 18 byłem już po Justynę. Wyszła ubrana tak, jak prosiłem. Swobodnie. Trampki, legginsy, koszulka, bluza przewieszona przez ramię i miniplecaczek, bo nie znosi torebek.

 

- To gdzie jedziemy?

- Zobaczysz.

- Niespodzianka?

- No... w pewnym sensie…

 

Starałem się jak najbardziej ją zagadać, żeby nie skupiała się na drodze. Po trochę ponad godzinie zauważyła pomnik Chrystusa w Świebodzinie…

 

- Marek… A w sumie to gdzie my jedziemy?

- Jadę Cię sprzedać do niemieckiego burdelu.

- Ehh… to średnio Ci się to opłaca. Wiele Ci za mnie nie zapłacą.

- Już zapłacili.

- Ile?

- Dużo.

- No dobra, a poważnie to gdzie jedziemy?

- Ufasz mi?

- Yyyy… Tak. Chyba tak.

- Chyba czy tak?

- Tak.

- Do Monachium.

- Co…?

- No. Taka wycieczka krajoznawcza.

- Ty żartujesz prawda?

- No nie…

- Marek, czemu nie mówiłeś?

- No z niespodziankami już tak jest że się o nich nie wie.

- A że tak zapytam, kiedy wracamy?

- W niedzielę w nocy.

- Napiszę do Aśki żeby się nie martwiła…

 

Aśka to współlokatorka Justyny, przyjechała niedawno do mieszkania i dość szybko przyzwyczaiła się, że Justyna nie wraca na noc do domu.

 

- Marek… a co my będziemy tam robić?

- Ja jadę na szkolenie. A ty na wycieczkę.

- Ale ja przecież nic ze sobą nie mam…

- O to się nie martw. Ja jutro od rana mam pierwszy blok szkolenia a ty zaliczysz zakupy.

- Nie, nie, nie, nie!

- Nie kłóć się…

- Ehh… A po tym szkoleniu?

- Po pierwszym bloku jest przerwa na obiad a potem drugi blok. A potem…

- A potem?

- A potem jest bankiet.

- Idziesz tam?

- IdzieMY tam.

- No chyba zwariowałeś?! Ja nigdzie nie idę!!!

- Jeszcze to przedyskutujemy…

 

Dalsza część drogi upłynęła nam na rozmowie o tym szkoleniu, bankiecie itp. Aż dojechaliśmy do Berlina. A dokładnie na obrzeża Berlina, do małej knajpki w której co roku zatrzymuję się na posiłek na trasie. Zresztą, nie tylko ja, bo zatrzymuje się tam sporo osób z naszej firmy i zawsze można tam kogoś "swojego" spotkać. Nie inaczej było tym razem.


Słowem wyjaśnienia, moja była żona nigdy nie chciała jechać na szkolenie więc fakt, że tym razem zabrałem kogoś był interesujący dla współpracowników sam w sobie. A jak dorzucimy do tego siedemnastoletnią różnicę wieku… Cóż, będą plotki.


Zamówione jedzenie przyszło nam zjeść przy stoliku z moimi współpracownikami. Oczywiście przedstawiłem Justynę ale, że średnia wieku oscylowała koło 40+ Justyna siedziała nieśmiało obok i intensywnie skupiała się na frytkach.

 

Zjedli, ruszyli w dalszą drogę.


- Maruś...czemu Ty mnie tu zabrałeś?

- Bo chciałem, po prostu.

- Ale…Nie mam ze sobą żadnych rzeczy, nikogo nie znam…

- Już Ci mówiłem, o rzeczy się nie martw, a ludzi poznasz.

- Ehh. Marek. Jak ty coś wymyślisz…

 

Dochodziła 23. Justyna postanowiła się zdrzemnąć. Następny przystanek - kawa na stacji w Lipsku, później kolejna na stacji w Norymberdze. A potem już Monachium.

 

Wyruszyliśmy o 18, w hotelu byliśmy przed 5.00. Pierwszy blok zaczyna się o 10.00. Zameldowaliśmy się, odebraliśmy klucze, poszliśmy do pokoju. Odstawiłem torby i padłem na łóżko. Justyna zaoferowała, że je rozpakuje. Zgodziłem się, zabroniłem tylko dotykać tej mniejszej. I poprosiłem o pobudkę koło 8.00. Reszty już nie pamiętam.

 

Justyna rozpakowała torbę dość szybko, więc po chwili ona też wylądowała w łóżku.

 

Budzik był okrutny… No ale trzeba. Szybki wspólny prysznic i zaraz na szkolenie.

 

- Marek, co jest w tej torbie? - spytała Justyna wskazując na tę zakazaną torbę.

- Nieważne…

- Nie możesz mi powiedzieć?

- Dowiesz się w swoim czasie.

- No okej…


Kiedy już gotowy wychodziłem z pokoju, poprosiłem Justę żeby zrobiła zakupy pod moją nieobecność. Nie znała miasta, ale niedaleko było całkiem spore centrum handlowe Olympia. Zgodziła się bez wahania, zostawiłem na szafce listę zakupów i 1000€. Justa układała włosy w łazience.

 

Na liście zakupów były:

 

- sukienka na bankiet

- przybory do makijażu i włosów

- buty (conajmniej 8 cm)

- pończochy/rajstopy (w zależności od sukienki)

- ubrania zwykłe (musisz mieć w czym chodzić)

- jedzenie (wybierz co chcesz)

 

PS. Reszta dla Ciebie, baw się dobrze i nie oszczędzaj.

 

I wyszedłem z pokoju.


Szkolenie było w sali konferencyjnej w tym samym hotelu. Blisko, ale nie zdążyłem nawet wysiąść z windy kiedy dostałem wiadomość.

 

[Wracaj natychmiast!]

 

No cóż. Wróciłem.

 

- Co jest?

- No powaliło Cię do reszty…

- Czemu?

- 1000 EURO? Żartujesz sobie?

- Za mało?

- Nawet mnie nie denerwuj, przecież ja…- nie dokończyła, musiałem wejść jej w słowo.

- Justyna, ja za chwile zaczynam. Możesz przestać, jak zwykle, marudzić tylko zrobić to o co Cię poprosiłem? Jeśli chcesz możesz do mnie pisać, ale muszę już iść.

 

Nie czekając na jej odpowiedź wyszedłem.

 

Pierwszy blok szkolenia to głównie BHP i omówienie nowych funkcji w teorii. Nuda, nuda jeszcze raz nuda. Człowiek walczy żeby nie zasnąć po tej podróży.

 

Gdzieś w okolicach 11.00


Pik- pik. Nie wyciszyłem telefonu…

[Justyna przesyła zdjęcie]

[Ta czy ta?]

 

Na zdjęciu są dwie sukienki. Jedna bordowa, bez ramion i do kolan, druga butelkowa zieleń, krótsza.

 

[Chyba bordowa, ale sama wybierz co Ci bardziej pasuje.]

[Do bordowej nie muszę zakładać stanika]

[A pasuje?]

[Tak]

[To weź]

 

11.30.

Pik- pik

[Justyna przesyła zdjęcie]

[Te czy te?]

 

Tym razem buty. Z jednej strony bordowe, wysokie szpile, nieco "kurewskie", z drugiej do bólu klasyczne czarne szpilki z małą platformą.

 

[Weź czarne]

[Tak myślałam]

 

12.00

Pik- pik

[Justyna przesyła zdjęcie]

[Ładna?]

 

Tym razem na zdjęciu była Justyna w czerwonej spódniczce.

 

[Tak]

[Justyna przesyła zdjęcie]

[A ta?]

 

Tenisowa, różowa spódniczka.

 

[Też ładna]

 

[Justyna przesyła zdjęcie]

 

Justyna, w majtkach i zakolanówkach w przymierzalni. Bez stanika

[ ;) ]

 

13.00.

Koniec szkolenia. Idziemy do hotelowej restauracji na obiad.

 

[Justa, idziemy na obiad, idziesz z nami?]

[Nie, zjem tutaj coś]

 

O 14.00 byłem w pokoju. Justyna jeszcze nie wróciła, więc wróciłem do salki żeby pogadać z ludźmi trochę o szkoleniu i nie tylko.


- A kogo to ja widzę, Mareczek!

 

Na te słowa odwracam się i widzę mojego serdecznego kolegę z innego oddziału firmy. Kiedyś pracował u nas ale przeprowadził się do innego miasta i tam zaczął prace w tej samej firmie.

 

- Cześć, kopę lat. Co u Ciebie?

- U mnie nic, ale słyszałem, że ty masz nową dziewczynę! - mówiąc to rozgląda się po sali - Gdzie ona jest?

- Spokojnie, wysłałem ją na zakupy. A ty skąd wiesz?

- No jak skąd? Już wszyscy wiedzą!

 

No świetnie… Ale drugi blok już się zaczynał, więc nie miałem czasu się zastanawiać. Ten blok jest bardziej praktyczny. Wykorzystywanie nowych funkcji w praktyce.


16.00

Pik- pik

[Wróciłam!]

[Jak było?]

[Jestem zmęczona…]

[Odpocznij, o 18.00 kończe, na 20 jest impreza]

[Oki!]

 

17.30

Pik- pik

[Marek, jak mam się pomalować?]

[A ja wiem? Tak żeby Ci pasowało do sukienki]

[Ale wolisz delikatnie czy ostro?]

[Zawsze ostro]

 

O 18.20 byłem już w pokoju. Cały, ale dosłownie cały pokój był zawalony torbami, torebkami i zakupami. Justyna siedziała na łóżku w majtkach i ręczniku na głowie i zawzięcie szukała czegoś w telefonie. Tak zawzięcie, że nie zauważyła że wróciłem.

 

- Widzę, że zakupy się udały?

- Marek, ja Cie zabije. Przecież ty mi dałeś 4000 zł na zakupy!!!

- No i co…?

- Przecież ja Ci muszę 10 razy dać za to!

- To teraz tak się będziemy rozliczać?

- No nie...ale tak nie można…

- Jezu, daj już spokój. Czego tam tak szukasz?

- Inspiracji na oczy.

 

Cokolwiek to znaczy…

 

Poszedłem pod prysznic, po armagedonie w łazience wywnioskowałem że Justyna już tu była i chyba walczyła o życie. Chociaż z jej relacji to brała prysznic, umyła włosy i smarowała się kremem. Ja nie wnikam.

 

Gdy wyszedłem Justyna siedziała obstawiona kosmetykami i rozpoczęła proces upiększania. Malowała, zmywała, malowała, zmywała, kombinowała.

 

Ja w międzyczasie zająłem się sobą. Facet ma prościej. Garnitur, koszula, buty i do wyjścia. No prawie, bo trzeba poczekać na Damę.


Dama zakończyła wszystkie rozpoczęte procesy. Wyglądała obłędnie. Zawsze proste włosy pokręciła, zawsze naturalna twarz została lekko podrasowana, oko wymalowane na czarno, długie kreski, czerwone usta. Gdyby nie to, że była tu ze mną, nie poznałbym jej. Bordowa sukienka, czarne rajstopy (albo pończochy, w sumie nie zwróciłem uwagi), czarne szpilki.

 

Idziemy. W końcu!

 

W windzie Justyna złapała mnie za rękę.

 

- Marek...A kim ja właściwie dla Ciebie jestem?

- A kim chcesz być?

- Nieważne kim ja chce. Kim jestem?

- Przyjaciółką? Dziewczyną?

- Dziewczyną?

- No...trochę tak…

- O chodzenie nie pytałeś.

- Więc przyjaciółką?

- Suką. Ale dziś będę "dziewczyną"...

 

Bankiet, jak to bankiet, do północy trwała część oficjalna. Rozmowy na poważne tematy, delikatny alkohol, ciepłe posiłki, kontakt z zazwyczaj nieuchwytnym prezesem. Później rozdanie nagród wewnątrz firmy czyli część którą ja nazywam "lizaniem się po własnych jajach". Justyna oczywiście zrobiła furorę, w końcu była najmłodszą osobą na sali. Na szczęście początkowy stres szybko ustąpił i złapała wspólny język z osobami nierzadko dwukrotnie od niej starszymi. Pierwsze cztery godziny upłynęły w oka mgnieniu. Po części oficjalnej, po "lizaniu sobie jaj" (co przez Justynę zostało skomentowane "Polizać twoje?") nastąpiła część nieoficjalna. Prezesostwo się ewakuowało, na stoły wjechał mocniejszy alkohol, żywsza i głośniejsza muzyka zapraszała wszystkich do tańca. Moja Dama zniknęła mi z oczu. Byłem przekonany, że ktoś ją porwał na parkiet. Pomyliłem się, ale nie tak zupełnie. Po chwili znalazła mnie na sali i wcisnęła mi coś w rękę, pochyliła się do mojego ucha.

 

- Nie mam na sobie majtek! - wyszeptała.

 

Zrozumiałem, że to je właśnie trzymam w dłoni. Delikatnie wilgotne. Czyli Justyna jest już podpita, skoro hamulce puszczają. I w tym właśnie momencie, kiedy Justyna wisiała mi na ramieniu podszedł do nas jeden z moich kolegów.


- Mareczku, nie będziesz miał nic przeciwko, jak porwę twoją młodą towarzyszkę do tańca prawda?

 

Niby zadał pytanie, ale na odpowiedź nie czekał. Złapał ją za rękę i pomaszerowali na parkiet. Justyna odwróciła się jeszcze do mnie i puściła mi oczko. Nie jestem typem zazdrośnika, ale poczułem dziwne ukłucie w sercu na myśl, że będzie on tańczył dosyć żywy kawałek z moją dziewczyną. Bez majtek.

 

Mogłem się tego zresztą spodziewać. Justyna, kiedy już trafiła na parkiet bardzo, bardzo długo z niego nie schodziła. A ja… A ja stałem przy barze, sączyłem rum ze szklanki i patrzyłem jak moja Dama wywija na parkiecie z co i rusz innym mężczyzną. Zapyta ktoś czemu ja nie poszedłem tańczyć. Cóż. Nie potrafię. Nigdy nie potrafiłem. Zawsze kiedy próbowałem wyglądało to przekomicznie, jakby się pijana małpa gibała niekoniecznie w rytm muzyki. Nie chciałem jej psuć zabawy, nie chciałem wyjść za zazdrośnika. Więc stałem i obserwowałem jak przy szybszych obrotach jej sukienka niebezpiecznie się podnosi.


Ale nie przewidziałem jednego. Na tej imprezie będzie też Sławek. Kim jest Sławek? Sławek pracuje ze mną, jego córka gra w drużynie z Justyną. To on zabrał mnie na ten pamiętny mecz.

 

- Ej Marek, to jest Justyna? - zapytał kiedy stałem przy barze.

- Tak. To Justyna.

- Prawie jej nie poznałem, wy się spotykacie?

- Można to tak nazwać…

- Przecież ty mógłbyś być jej ojcem!

- Sławek, to nic wielkiego, przyjaźnimy się tylko.

- No ja nie wiem Marek, ja nie wiem…

 

Sławek zaczął wykład na temat związków z dużą różnicą wieku. A ja straciłem Justynę z oczu. Na dłuższą chwilę. Niebezpiecznie dłuższą. Przeprosiłem Sławka i poszedłem zobaczyć gdzie moja podopieczna się podziewa. Znalazłem ją na zewnątrz hotelu, siedzącą na ławce z rozmazaną szminką.

 

- Justyna, a ty co tu robisz?

- A wyszłam się przewietrzyć trochę.

- Sama?

- Tak.

- A ta szminka?

- Szminka?

- Masz rozmazaną szminkę. Co robiłaś?

- A to nawet nie wiem.

 

Justyna ruszyła do łazienki. Ale nie ma tak łatwo.

 

- Justyna, czy ty tutaj wyszłaś z kimś?

- A co?

- Pytam.

- Zazdrosny jesteś?

- Nie, po prostu pytam.

- Sama wyszłam, odpocząć.

- A szminka sama Ci się rozmazała?

- Ty jesteś zazdrosny!

- Nie, odpowiedz.

- Sama.

- Czy ktoś Ci pomógł?

- A to nie mogę zaszaleć z innymi?

 

No właśnie. Może czy nie? Może! Ale przyznam, że serce zaczęło mi tłuc.

 

- Możesz, nie jesteśmy razem, ale dziś jesteś ze mną i wolałbym, żeby tak zostało.

- Eh Marek. Sama wyszłam, sama się rozmazałam. Musiałam nie zauważyć jak ocierałam usta ręką.

 

Faktycznie, wierzchnią część nadgarstka też miała w szmince.

 

- Z nikim się nie całowałam, nikomu loda nie zrobiłam.


Zbliżyła się do mnie i szepnęła.


- W końcu jestem twoją suką. I na razie tak zostanie.


Musiałem się napić po tym wyznaniu. Wróciliśmy na salę. Justyna na parkiet, ja do baru dalej sącząc rum.

 

I trwaliśmy tak, z przerwami na toast i jakieś przekąski aż nastała godzina 4.00. Muzyka ucichła, światła się zapaliły. Justyna bez problemu odnalazła mnie przy barze. Zmęczona, zdyszana, spocona ale szczęśliwa. I wciąż bez majtek.

 

- Napiję się czegoś i możemy iść. - oświadczyła zamawiając ostatniego drinka.

 

Złapała oddech, wypiła, zdjęła buty (co było okraszone dużą ilością "Aua!" i "Aaa!") wzięła buty w jedną rękę, mnie złapała drugą ręką i pożegnawszy się ze wszystkimi odmaszerowaliśmy do pokoju. W windzie Justyna przytuliła się do mnie,na co mój mały przyjaciel zareagował błyskawicznie. Nie umknęło to jej uwadzę, jednak nie skomentowała tego. Pogłaskała go tylko i uśmiechnęła się zalotnie. Gdy tylko weszliśmy do pokoju padła na łóżko. Poleżała tak chwilę obserwując jak zdejmuję garnitur i siadam na łóżku.

 

- A ty się nie rozbierasz? - zapytałem patrząc na nią

- Sam mnie rozbierz! Rozbierałeś mnie dziś wzrokiem setki razy, jeden raz w tę czy w tamtą…

- Z pewnością nie tylko ja dzisiaj rozbierałem Cię wzrokiem.

- Ale to ty masz moje mokre stringi w kieszeni.

 

Nie dało się odmówić jej racji. Justyna wstała i poprosiła żebym rozpiął jej sukienkę. Stanąłem za nią i złapałem za suwak który po krótkiej walce ustąpił uwalniając jej piersi. Nie omieszkałem za nie złapać i przez chwilkę się nimi pobawić.

 

- Zdejmuj, zdejmuj - usłyszałem ponaglenie.

 

Zsunąłem sukienkę poniżej bioder, dalej już spadła sama. Jednak wybrała pończochy. Wypięła lekko tyłek delikatnie ocierając się o mnie i powodując, że nasz mały przyjaciel postanowił rozbić namiot. Odwróciła się przodem do mnie i lekko pchneła na łóżko, aż usiadłem. Sama też szybko usiadła na moich kolanach dopadając łapczywie moich ust. Puściła je dopiero po chwili.


- Marek, bo wiesz co? Muszę Ci się do czegoś przyznać… - szepnęła wisząc nade mną.

 

A więc jednak do czegoś doszło przed hotelem! No wiedziałem! Wiedziałem, po prostu wiedziałem.

 

- Ale obiecaj, że nie będziesz zły… - szeptała dalej

 

No jasne że będę! Co i komu robiły twoje usta? Te usta które przed sekundą mnie całowały! Loda? Komu? Połknęłaś? Wściekłość we mnie aż kipiała! No ale…

 

- Nie, nie będę. Mów o co chodzi.

- Bo jak wyszedłeś na szkolenie, to ja zajrzałam do tej torby…

 

Pyk. Balonik pękł. Powietrze uszło. Jednak była grzeczna…

- No i co tam znalazłaś?

- To co znalazłam…Ja chcę spróbować!

- Jest przed 5.00. Na pewno?

- Tak. Później mogę zmienić zdanie.

- Wypakuj torbę.

 

Justyna wstała, rozpięła torbę i zaczęła wyciągać znajdujące się w niej przedmioty.

 

To stąd jej się wzięła ta "suka" dzisiaj...

 

Na łóżko trafiły kajdanki skórzane, lina, ogonek analny, wibrator, obroża i opaska na oczy.

 

Trochę się dokształciłem od kiedy Justyna zabawiała się stópkami.

 

- Załóż szpilki.

- Marek, moje nogi…

- Zakładaj.

 

Założyła. Cierpiała, ale założyła. Stanęła przodem do mnie. Przez chwilę podziwiałem jej piękne, zmęczone ciało, a potem zapiąłem obrożę na jej szyi. Odwróciłem ją tyłem i spiąłem ręce kajdankami. Na oczy nasunąłem opaskę i poleciłem nie ściągać, dopóki jej na to nie pozwolę. Potem lekko docisnąłem za ramiona dół. Zrozumiała, że musi klęknąć. Zdjąłem swoje bokserki i trzymając ją za włosy rytmicznie posuwałem jej usta. Czerwona szminka zostawiała wyraźny ślad. Żeby nasze after party nie skończyło się zbyt wcześnie, pomogłem jej wstać i pocałowałem. I tak pewnie byłem cały brudny od szminki. Po tym pocałunku podeszliśmy do szafki, oparła się na niej mocno wypinając tyłek w moją stronę. Cała aż błyszczała z podniecenia. Pogłaskałem ją po tyłeczku, po czym używając wibratora spenetrowałem. To musi być ciekawe uczucie, z jednej strony penetracja, z drugiej można swobodnie rozmawiać niemal twarzą w twarz. Następna stacja, łóżko. Justyna weszła i położyła się na brzuchu, twarz zatopiła w poduszkach. Ja usiadłem za nią, na jej udach i powoli wsunąłem penisa w jej gorącą i mokrą szparkę. Nigdy nie robiłem tego szybko, lubię to uczucie. Złapałem za spętane dłonie i mocno pociągnąłem do siebie. Uniosła górną część ciała. Na plecach czułem jej obcasy, podniosła nogi gdy tak ją ujeżdżałem. Wyszedłem z niej, ale tylko na chwilę. Podniosłem jej biodra i szeroko rozstawiłem nogi. I z powrotem, do środka. Justyna cicho pojękiwała, nie mogła być głośniejsza bo w pokojach obok była zakwaterowana reszta firmy. Jednak po chwili takiej zabawy orgazm targnął jej ciałem a ona opadła bezwładnie na łóżko.


- Daj…mi…chwilę…odpocząć…. - poprosiła.

 

Rozpiąłem kajdanki, pozwoliłem jej położyć się na poduszce, ale nie mogła zdjąć opaski. Pięć minut przerwy, w ciągu których ona bawiła się moim penisem a ja patrzyłem jak jej piersi unoszą się w rytm szybkich oddechów.

 

Teraz wziąłem linę. A właściwie 4 kawałki liny, Po jednym na obie ręce i obie nogi. Przywiązałem je do łóżka tak, że nie mogła się wyrwać. A potem zacząłem mocno denerwować. Jak? Trochę łaskotałem, trochę bawiłem się łechtaczką, wsuwałem kawałek palca i dawałem jej do polizania. Masowałem ją penisem i wkładałem go do ust. Kiedy widziałem, że znów jest podniecona, znów wjechałem w jej ciasną szparkę. Justyna już prawie się nie hamowała, była coraz głośniejsza. Nie pozwoliłem jednak na drugi orgazm. Rozwiązałem ją i poprosiłem żeby weszła na mnie i wzięła do ust. Była przekonana że dochodzę więc zaczęła bardzo intensywnie się zabawiać. Musiałem ją wyhamować bo to mogło się naprawdę szybko skończyć. Siedziała już na mnie, więc poprawiłem nieco jej ułożenie i zbliżyłem język do jej łechtaczki. Zacząłem od delikatnych ruchów na które moja kochanka zareagowała wyciągnięciem się jak kotka i cichym pojękiwaniem, żeby następnie przejść do bardziej agresywnych zabaw na które reakcja nie była już tak subtelna. Justyna opadła na moje ciało i znów wzięła go do ust. Mieliśmy teraz regularne 69. Przez cały ten czas trzymałem dłonie na jej pośladkach, czas jednak zacząć nową zabawę. Delikatnie zacząłem zabawiać się jej drugą dziurką, czekając na jej reakcję. Nie było żadnej, więc zacząłem poczynać sobie coraz śmielej, aż koreczek z ogonkiem znalazł się dokładnie na swoim miejscu. Justyna zeszła ze mnie i stanęła na podłodze.

 

- To jak? Teraz już rasowa suka? Obroża, ogonek…

- ...pończochy, szpilki... - dokończyłem za nią.

 

Podszedłem do niej. Dotknąłem jej brzucha swoim nabrzmiałym penisem. Wzięła go w rękę.

 

- Mogę zdjąć opaskę? - zapytała bawiąc się dłonią.

- A mogę dojść? - zrewanżowałem się pytaniem.

- Oczywiście, że możesz.

- Gdzie?

- Gdzie tylko chcesz.

- Mogę na twarzy?

- Możesz.


Klęknęła przede mną i zsunęła opaskę. Chwilę jeszcze possała czubek i wróciła do zabawy rączką. Doszedłem w mgnieniu oka. Wytrysk trafił na jej włosy, twarz, trochę na piersi. Zlizała z niego to, co zostało po wytrysku i usiadła na łóżku. Tam, tradycyjnie już zebrała pozostałą spermę na palec i zlizała. Znowu popchnęła mnie na łóżko i weszła na mnie. Znowu nasze usta spotkały się w namiętnym, dłuuugim pocałunku.

 

Zasnęliśmy.

 

Nie na długo. Gdy budzik zadzwonił sperma pozostała na włosach Justyny wciąż była jeszcze mokra. Mnie czekało szkolenie, więc niestety chłodny prysznic i do restauracji hotelowej po kawę. Wszyscy wyglądali, jak zawsze, na mocno zmęczonych, więc mój stan nie wyróżniał się na tle innych. Niedzielny blok to w założeniu głównie panel dyskusyjny i zgłaszanie naszych uwag. Jak się domyślacie, nikomu nie chciało się dyskutować.

 

Pik- pik

[Justyna przesyła zdjęcie]

 

A na zdjęciu Justyna, w łóżku, w bardzo erotycznej pozycji, z wyeksponowanym ogonkiem. Serce zabiło mocniej, mały przyjaciel znów się uaktywnił.

 

[Takie zdjęcia to ja mogę zawsze oglądać… Chcesz drugą rundę?]

[Nie dam chyba rady, ale ty się nie krępuj]

[W sensie?]

[Możesz dojść, jeśli chcesz]

[Sam?!]

[Pomóc Ci?]

[Poproszę]

[Rączką? Czy nóżką?]

[Hmm.. a dasz radę nóżką?]

[Dam]

[To nóżką]

[To czekam!]

 

I poranek jakoś tak zrobił się weselszy. Ze szkolenia oczywiście puścili nas szybciej bo pytań z sali praktycznie nie było. Podbili szkolenia, certyfikat ważny na kolejny rok. Pożegnanie i do zobaczenia. Chyba nigdy aż tak nie mogłem doczekać się końca szkolenia.

 

Już w windzie miałem poważny problem ze spodniami. W pokoju Justyna wciąż leżała na łóżku z ogonkiem, ale szpilki już zdjęła.

 

- Zapraszam. Zdejmij spodnie i wygodnie usiądź. - powiedziała i gestem potwierdziła zaproszenie.


Posłusznie zdjąłem spodnie i oparty o ścianę usiadłem na łóżku. Justyna usiadła naprzeciwko i najpierw pobawiła się chwilę ręką, jakby chciała sprawdzić czy aby na pewno jest gotowy. Potem chwyciła go między stopy i zaczęła ruszać nimi w górę i w dół. W międzyczasie zabawiała się końcówką ogonka dotykając nią raz łechtaczkę, raz język…

 

Chwila zabawy i mamy to, co chcieliśmy. Sperma wylądowała na jej stopach w pończochach.

 

To był fantastyczny widok. Oto siedziała przede mną naprawde ładna, zgrabna dziewczyna w obroży i pończochach, z ogonkiem, z włosami posklejanymi spermą i z makijażem totalnie rozpłyniętym po twarzy. Tym razem Justyna nie zlizała spermy. Zdjęła po prostu pończochy, zdjęła obróżkę i oświadczyła mi, że idzie pod prysznic. A ja najpierw miałem ambitny plan żeby się spakować, ale po tym orgaźmie ogarnęła mnie nieprzebrana senność. Chociaż z godzinkę…

 

Obudziłem się po trzech. W pokoju było już posprzątane, wszystko spakowane. Justyna założyła tę różową tenisową spódniczkę i zakolanówki. Kiedy otworzyłem oczy, siedziała obok z telefonem.

 

- O, wstałeś!

- Jeeeezu. Ile spałem?

- Ze 3 godziny, ogarnęłam już wszystko.

- Mhm… niech ja się ogarnę teraz.

 

Minęło z 5 minut zanim wszystko do mnie dotarło, zanim wszystkie systemy znów działały sprawnie. Ubrałem się i zeszliśmy do samochodu. Znowu czekało nas jakieś 11- 12 godzin podróży.

 

Ale droga powrotna zawsze szybciej mija. Atmosfera była zdecydowanie luźniejsza niż po "porwaniu", tematów do rozmowy też jakby więcej. Justyna odsunęła sobie fotel i zarzuciła nogi na deskę rozdzielczą. Pogadaliśmy trochę o firmie, o bankiecie. No i o nas.

 

- Justa, kim ja dla Ciebie jestem? - zapytałem

- A ja dla Ciebie?

- Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.

- Czymś więcej niż przyjacielem.

- Sponsorem?

- Nie. To źle brzmi. Raczej…Opiekunem.

- Opiekun… i jego suka?

- Suka tylko w obroży. Jak bez to podopieczna.

- O, jeszcze stawia warunki…

- Naprawdę byłeś o mnie zazdrosny?

- Eh… byłem, byłem. Byłem cholernie zazdrosny.

- Czemu? Przecież nie jesteśmy razem.

- Wiem. I ja Ci niczego nie zabraniam.

- A gdybym zrobiła loda komuś tam, pod hotelem?

- A zrobiłaś?

- Nie...Nie głuptasie. Ale gdybym? To co?

- Nic. Niczego Ci nie zabraniam.

- Nie zrobiłam. Chciałam podejść do Ciebie ale stałeś tam z tatą Agaty…

- I tak Cię rozpoznał. Agata już na pewno wie, że się spotykamy.

- Trudno.

- A jak ogonek?

- Fajny ale… to lepiej wygląda na filmach.

- Nie chcesz spróbować jeszcze raz?

- A Tobie się podobał?

- Mi bardzo.

- Chciałbyś więcej?

- Więcej? To znaczy?

- No… Anal?

- A Ty chcesz?

- Nie wiem… nigdy nie miałam.

- Pierwszy raz?

- Jak wiele z Tobą…

- Hm?

- Co "hm?" ? Niewielu rzeczy próbowałam w życiu.

- Na przykład?

- No… Zabawa stopkami… I do ust, i na twarz. I ogonek.

- Naprawde? Przecież ty miałaś chłopaków.

- Tak, dwóch, ale…

- Ale?

- Ale żadnemu nie pozwoliłam na tak dużo.

- To czemu mi pozwoliłaś?

- Nie wiem…

 

10,243
9.94/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.94/10 (33 głosy oddane)

Z tej serii

Komentarze (0)

brak komentarzy

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.