Kurier Maksym. Cash on Delivery (IV)

4 września 2026

Opowiadanie z serii:
Kurier Maksym. Cash on Delivery

16 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

Maksym powoli wyciągnął dłoń i szorstkim opuszkiem kciuka zaczął drażnić moje usta.

– Pięknie zrobione – wyszeptał, przesuwając palcem po mojej dolnej wardze.

Uchyliłam wargi, chwyciłam jego palec i delikatnie zaczęłam go ssać, wpatrując się przy tym prosto w jego ciemne oczy.

– Piękne usteczka… – mruknął głęboko, a jego oddech stawał się z każdą chwilą coraz bardziej cięższy.

Po chwili wypuściłam jego palec z ust i powoli wstałam z kolan. Zbliżyłam twarz do jego twarzy. Maksym natychmiast zareagował. Złapał mnie mocno za biodra, przyciągając do siebie. Przesunął swoje usta do moich – dokładnie tak, jak zrobił to Błażej na chwilę przed wyjściem, z tą jedną różnicą, że on nie zamierzał się cofać.

Z początku pocałowałam go lekko, ledwie muskając jego wargi. Ułamek sekundy później zwierzęcy instynkt, uwięziony w naszych rozgrzanych ciałach wziął górę. Maksym oddał pocałunek z absolutną zachłannością. Z każdą kolejną chwilą pragnęliśmy się siebie bardziej…

Nie przerywając pocałunku, zaczął napierać na mnie swoim ciałem, wprowadzając mnie tyłem z przedpokoju prosto do kuchni. Z każdym krokiem czułam, jak mocno jest napalony. W końcu przycisnął mnie do kuchennej szafki.

Całkowicie poddałam się temu ciężarowi. Zaczęłam ocierać się o niego. Z każdym krokiem wbijał we mnie swoje napięte krocze. Wtedy, tuż przy jego uchu, wypowiedziałam na głos swoją najbardziej niezaspokojoną fantazję tego poranka, błagając go wprost:

– Proszę, bądź dla mnie skurwysynem. Proszę, zerżnij mnie ostro.

Moje słowa były jak rzucenie krwawego ochłapu wściekłemu psu. Z każdym kolejnym wypowiedzianym zdaniem czułam, jak wyłączają się w nim jakiekolwiek hamulce i znikają resztki czegoś co można by nazwać szacunkiem. Czułam jak pożąda mnie jeszcze mocniej, całkowicie gotowy na to, by wziąć to, o co sama tak gorączkowo prosiłam. Jego głowa powędrowała niżej, prosto na moje piersi. Zaczął je całować, a po chwili poczułam ostre, bolesne wręcz ugryzienie w sutek. Jęknęłam, wyginając się w łuk na kuchennej szafce. Przerwał na moment, uniósł głowę i spojrzał mi prosto w twarz z tym swoim drwiącym, bezczelnym uśmiechem.

– A cycuszki jeszcze nie zrobione? – zapytał, a w jego głosie pobrzmiewała czysta kpina. – Dlaczego? Co, nie stać męża? – naciskał tonem przesłuchującego policjanta. 

W ułamku sekundy przed oczami stanął mi Błażej i nasza rozmowa o poranku. „Najpierw dziecko, a później się nimi zajmiemy” – powtarzał to zdanie jak mantrę, jakby moje ciało było tylko narzędziem, które ma najpierw spełnić swój prokreacyjny obowiązek, zanim on pozwoli mi znowu czuć się atrakcyjną kobietą. Te słowa huczały mi w głowie, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie na głos żadnego słowa w odpowiedzi na pytania Maksyma.

Zamiast odpowiadać, chwyciłam Maksyma za głowę i przyciągnęłam go z powrotem do moich piersi. Zaczął je znów całować, tym razem z absolutnym oddaniem i niemal zwierzęcym pragnieniem, jakby chciał je pożreć. Po chwili jego silne dłonie były już pod moimi pośladkami. Podniósł mnie jednym, pewnym ruchem i posadził na drewnianym stole.

Z głośnym łomotem odsunął nogą krzesło, na którym każdego ranka Błażej pije swoje idealnie zaparzone espresso, przeglądając notowania giełdowe. Teraz to ja tam byłam – naga, rozpalona i całkowicie oddana obcemu mężczyźnie.

Maksym szeroko rozchylił moje uda.

– Perfekcyjna… idealna… – mruczał pod nosem, przybliżając twarz do mojego krocza.

Zaczął delikatnie lizać moją cipę od wierzchu, drażniąc łechtaczkę czubkiem języka. Byłam już tak mokra, że moje soki od razu zwilżyły jego usta.

– O kurwa, ale ona jest perfekcyjna… – powtarzał, wsuwając we mnie powoli palec wskazujący.

Ssał mnie tak namiętnie i głęboko, jakby chciał wyssać ze mnie wszystko, co wracało, żeby nawilżać moją cipę. Wgryzał się w moje wargi sromowe jak w dojrzałą, ociekającą sokiem brzoskwinię, która od dawna błagała swoim kolorem, by ktoś w końcu wbił w nią zęby. Robił to po mistrzowsku, z wprawą, która nie pozostawiała złudzeń – nie robił tego pierwszy raz w życiu. Wydawałam z siebie miękkie, niekontrolowane jęki, które niosły się po głodnym tych dźwięków mieszkaniu.

W pewnym momencie oderwał się ode mnie na sekundę. Jego usta lśniły od moich płynów, a w oczach płonął brudny triumf.

– Охренний персик (Okhrennyy persyk) – wychrypiał, uśmiechając się drapieżnie. – Zajebista brzoskwinka.

Te ukraińskie słowa, uderzające we mnie twardo zrolowanym “r” i wypowiedziane tym niskim, zachrypniętym głosem, wywoływały kolejną falę dreszczy. Spojrzałam na niego przez przymrużone z rozkoszy powieki. Ten gardłowy, obcy akcent brzmiał tak brudno i męsko.

– Przestań… – wyszeptałam twardo, kręcąc głową. – Mów do mnie tylko po ukraińsku. Chcę słyszeć tylko ten język.

Maksym uniósł brwi. Uśmiechnął się szerzej, a jego duże kciuki zaczęły powoli, miarowo drażnić moją mokrą cipę, wciskając się płytko w rozchylone wargi.

– A kiedy nie będzie mnie pani rozumieć? – zapytał z kpiną w głosie, z premedytacją używając jeszcze języka polskiego, żeby mnie sprowokować.

Wprowadzona w absolutny obłęd tym dotykiem, przechyliłam się do przodu i zbliżyłam swoją twarz tuż przed jego usta.

– Zgwałcisz mnie wtedy – wyrzuciłam z siebie bez cienia wahania.

Jego ciemne oczy błysnęły niebezpiecznie. Zrozumiał, że właśnie dostał całkowite, bezwarunkowe przyzwolenie na absolutnie wszystko.

– Як забажаєте (Yak zabazhayete) – odpowiedział już w swoim języku, cedząc chłodno, że zrobi dokładnie tak, jak pani sobie życzy. Ten surowy dźwięk przyspieszył bicie mojego serca.

W tym samym momencie jego wzrok powędrował za moje ramię i zauważył otwarte drzwi do naszej sypialni. Nie czekając ani sekundy dłużej, wsunął ramiona pod moje uda i plecy, po czym z łatwością podniósł mnie z kuchennego blatu. Zaniósł mnie pewnym krokiem prosto do pokoju i bezceremonialnie rzucił na łóżko – prosto na to samo, wymięte prześcieradło, na którym jeszcze rano próbowałam postawić fiuta Błażejowi.

Stanął nade mną w rozkroku.

– А тепер повернись, бо будеш мені смоктати (A teper povernys’, bo budesh meni smoktaty) – warknął ostro.

Nakazał mi się odwrócić, żebym mu obciągała. Zmarszczyłam brwi, nie znając wtedy tych konkretnych słów, ale nie musiał mi tego tłumaczyć. Zamiast tego wykonał jednoznaczny gest ręką, obracając palcem w powietrzu, po czym złapał się za krocze. Zrozumiałam, o co mu chodzi… 

Zrobiłam to w ułamku sekundy. Odwróciłam się na kolanach, czując dogorywający zapach mojego męża w pościeli. Łapczywie wyciągnęłam ręce w stronę Maksyma i jednym szarpnięciem ściągnęłam jego robocze spodenki wraz z bokserkami.

Odsłonił się. Przed moją twarzą stanął potężny, twardy i żylasty kutas, z gęstym, ciemnym owłosieniem u nasady.

Nie wahałam się ani chwili. Wzięłam go do ust i zaczęłam ssać zdesperowana i głodna twardego chuja. Od razu uderzył mnie jego wyraźny, ostry smak. Wciągnęłam powietrze nosem i uderzył mnie intensywny zapach męskiego potu, zmieszany z resztkami żelu z wziętego kilka godzin wcześniej prysznica. Ten naturalny, samczy zapach zadziałał na moje zmysły o wiele, wiele mocniej niż drogie perfumy mojego męża.

Zsunęłam wargi w dół, do samego końca, i zaczęłam zachłannie lizać jego ciężkie jaja. Czułam pod dłońmi, jak spinają się jego uda. Doskonale wiedziałam jak mu z tym dobrze. Ssłam go jak opętana, dławiąc się jego fiutem, pracując językiem i ustami tak, jak Błażej dzisiaj rano mógł tylko pomarzyć.

Maksym chwycił mnie z góry za włosy, narzucając mi jeszcze ostrzejsze tempo.

– Браво… прекрасно… ще (Bravo… prekrasno… shche) – mruczał po ukraińsku prosto nad moją głową. Brawo, pięknie, jeszcze. Rozumiałam doskonale to twarde „szcze”, które wprawiało moje wargi w jeszcze szybszy ruch.

Na dźwięk tych słów i pod naporem jego wbijającego się w moje gardło fiuta, straciłam nad sobą resztki kontroli. Zaczęłam głośno, głęboko jęczeć, mając jego twardego kutasa głęboko w ustach, pozwalając, by ten mój bełkot niósł się po całym mieszkaniu.

Z każdym jego pchnięciem na moim języku gęstniał, słony smak jego podniecenia. Na moim języku pojawił się słony smak preejakulatu. Wiedziałam, że jeśli tak dalej pójdzie, zaraz dojdzie, a ja nie zamierzałam mu jeszcze na to pozwolić. Zwolniłam tempo delikatnie drażniąc go już tylko wargami i językiem.

Maksym to wyczuł. Szarpnął mnie lekko za włosy, zmuszając, bym wypuściła jego nabrzmiałego fiuta z ust.

– Повернись іншим боком і стань рачки (Povernys’ inshym bokom i stan’ rachy) – warknął po ukraińsku, wymagając ode mnie, bym obróciła się w drugą stronę i wypięła się na czworaka.

Nie wiem, dlaczego zrozumiałam to od razu, ale ton jego głosu i uścisk na moich biodrach były językiem uniwersalnym. Gotowa na ostateczne uderzenie, odwróciłam się tyłem, opadając na łokcie i kolana. Wypięłam się pożądliwie prosto dotykając mokrymi z podniecenia sutkami o pomięte prześcieradło. 

Nagle usłyszałam za sobą charakterystyczny, ostry szelest rozerwanego opakowania. Prezerwatywa. Nosił ją w kieszeni swoich roboczych spodenek – był przygotowany na takie okazje, jebany skurwiel. Miałam tylko wielką nadzieję, że jestem jego pierwszą klientką dzisiaj, którą rżnie, bo na pewno nie byłam jedyną w ogóle.

Błyskawicznie odwróciłam głowę przez ramię i złapałam go za rękę, fizycznie zatrzymując jego ruch.

– Nie rób tego – powiedziałam twardo, patrząc mu prosto w te ciemne, pożądliwe oczy. – Chcę cię poczuć bez tego. Biorę tabletki, spokojnie. – Skłamałam. Tak desperacko pragnęłam poczuć go w sobie bez żadnej bariery. 

Maksym przez ułamek sekundy wyglądał na całkowicie zaskoczonego. Prawdopodobnie nie tego spodziewał się po idealnej żonie bogatego męża. Ale nie zamierzał protestować. Odrzucił rozerwaną folię gdzieś na bok.

– Як забажаєте (Yak zabazhayete) – odpowiedział z mrocznym, drapieżnym uśmiechem. Formalny, posłuszny zwrot, jak pani sobie życzy, kontrastował z tym, co zaraz zamierzał mi zrobić.

Złapał mnie mocno za biodra i bez żadnego ostrzeżenia wszedł we mnie ostro, wbijając się do samego końca. Moja cipa, wylizana przez niego przed chwilą, przyjęła go z mokrym, głośnym plaśnięciem. Zaskomlałam z bólu i palącej, obezwładniającej rozkoszy.

Zaczął mnie rżnąć dokładnie tak, jak tego pragnęłam. Traktował mnie jak najtańszą dziwkę we własnym małżeńskim łóżku, w którym jeszcze przed chwilą próbowałam postawić fiuta mojego męża. Jego nagi, gruby kutas pulsował głęboko w mojej cipie. Z każdym ostrym, bezlitosnym ruchem, kiedy niemal całkowicie ze mnie wychodził, wyciągał ze mnie gęste soki, które dodatkowo nawilżały jego twarde mięśnie.

W pewnym momencie jego duże dłonie zsunęły się z moich bioder i wędrując po żebrach, mocno chwyciły mnie za piersi. Zaczął je boleśnie ściskać i ugniatać, jednocześnie pochylając się i całując mnie gorączkowo po karku.

– Гарні, такі маленькі… (Harni, taki malen’ki...) – szepnął mi po ukraińsku tuż nad uchem. Ładne są, takie malutkie.

Pomimo podniecenia słyszałam w jego głosie podtekst. Mówił to w taki sposób, jakby podświadomie chciał, żeby były większe, pełniejsze. W mojej głowie niczym w odruchu Pawłowa znów pojawiły się słowa Błażeja: Najpierw dziecko, a później się nimi zajmiemy. Znów wrócił ten dławiący ucisk w gardle. Ale to trwało zaledwie ułamek sekundy. Maksym wbił się we mnie z tak potężną siłą, że swoim grubym chujem wręcz dosłownie wybił mi głos Błażeja z głowy.

Zatrzymaliśmy się na moment. Maksym pociągnął mnie za ramiona, odwracając mnie płynnie na plecy. Zmieniliśmy pozycję na klasycznego misjonarza. Zawisł nade mną, opierając się na przedramionach, i spojrzał mi prosto w oczy.

– А тепер зробимо це так, як ти робиш це з чоловіком – powiedział drapieżnie. Nie znałam tych słów, ale ton i sposób, w jaki z impetem przygwoździł mnie do łóżka, były uniwersalne. Zrozumiałam, że teraz weźmie mnie dokładnie tak, jak robi to mój mąż. 

To było jak ostateczne upokorzenie naszej małżeńskiej sypialni. Wszedł we mnie z impetem i zaczął mnie ostro całować, dociskając mnie swoim ciężarem do materaca. Całował perfekcyjnie, mokro i głęboko, podczas gdy jego kutas uderzał we mnie z miarową, niszczycielską siłą. Zaczęłam głośno wyć i histerycznie wykrzykiwać jego imię. Maksym! Maksym! Wtedy gwałtownie oderwał usta od moich i zakrył mi usta swoją szeroką dłonią.

– Тшш, тихо, мала (Tshsh, tykho, mala) – warknął ostrzegawczo. Ciii, cicho, malutka.

Zamilkłam, tłumiąc jęki pod jego palcami. Widziałam, jak krople potu spływają po jego czole i klatce piersiowej, spadając prosto na moje obnażone ciało. Popychał mnie swoim kutasem z taką furią, dokładnie tak, jak tego chciałam i o co błagałam go w kuchni. Najpierw przyspieszył, wbijając mnie w materac, po czym nagle, drażniąco zwolnił.

– Тобі подобається на боці? (Tobi podobayet’sya na botsi?) – zapytał po ukraińsku, świdrując mnie wzrokiem. Pytał, czy lubię to robić na boku.

Zmarszczyłam brwi, kręcąc lekko głową pod jego dłonią. Nie wyłapałam w ogóle znaczenia tych słów, zagubiona w jego obcym, twardym akcencie.

Maksym zmrużył oczy, wyraźnie zdenerwowany moim brakiem odpowiedzi, i powtórzył to samo pytanie ostrzej, głośniej. Kiedy znów nie zareagowałam, wziął sprawy w swoje ręce i jednym gwałtownym ruchem obrócił mnie na bok.

I znowu we mnie wszedł. Był tak niewiarygodnie twardy, rozpychał mnie od środka przy każdym ruchu. Rżnął mnie na boku, a kiedy lekko uniosłam głowę do góry, próbując zaczerpnąć powietrza, zadał mi kolejne pytanie po ukraińsku, chwytając mnie za biodro.

– Скільки коштувала ця красива пизда? (Skil’ky koshtuvala tsya krasyva pyzda?) – zapytał chłodno, chcąc wiedzieć, ile kosztowała ta piękna cipa o kształcie dojrzewającej brzoskwini. 

Znowu nic nie rozumiałam. Ten jego chropowaty język działał na mnie jako tło do brutalnego gwałtu, którego tak bardzo pragnęłam. Mój mózg był odcięty od logiki, zalany endorfinami i brudnym porządaniem. W odpowiedzi zaczęłam tylko bezwiednie mamrotać jego imię, błagając o więcej.

– Ну добре, раз ти не відповідаєш на питання… (Nu dobre, raz ty ne vidpovidayesh na pytannya...) – powiedział zimno. No dobrze, a skoro nie odpowiadasz na pytania… – тепер я зроблю те, що ти хотіла (teper ya zroblyu te, shcho ty khotila). To teraz zrobię to, co chciałaś. To ostatnie zdanie, wibrujące obcą groźbą, zrozumiałam na poziomie instynktu.

Nie dał mi nawet sekundy na reakcję. Gwałtownie przewrócił mnie z powrotem na plecy. Wszedł we mnie tak głęboko, że aż krzyknęłam z bólu, ale dźwięk ten pomiędzy myślą, a próbą wypowiedzi uwiązł mi w gardle. Maksym z całej siły zakrył moje usta dłonią i zaczął mnie rżnąć. Jego ciężkie jądra z potężnym plaśnięciem odbijały się od mojej cipy.

W pewnym momencie jego wzrok padł na naszą ślubną fotografię w srebrnej ramce, stojącą na szafce nocnej Błażeja. Maksym, nie zwalniając ani na sekundę tempa, wyciągnął długie ramię i chwycił ramkę ze zdjęciem. Rzucił ją na poduszkę, tuż obok mojej twarzy. Zbliżył usta do mojego ucha.

– Дивись на нього (Dyvys’ na n’oho) – syknął. Patrz na niego. – Patrz na tego swojego idealnego cuckolda, kiedy napełniam cię swoją spermą. Powiedz to. Powiedz: „Mój mąż to żałosny śmieć”.

Zadrżałam, patrząc na uśmiechniętą twarz Błażeja z dnia naszego ślubu. Mój umysł był już złamany, ale gdzieś głęboko tliła się jeszcze resztka skurwiałej lojalności. Zaczęłam protestować, kręcąc gwałtownie głową na boki, próbując odwrócić wzrok od zdjęcia.

Maksym prychnął, widząc mój opór. Jego palce nagle zsunęły się wyżej i szczelnie zacisnęły na moim nosie. Zablokował mi usta i nos, rżnąc mnie przy tym z niezmienną siłą. Wpadłam w panikę, a moja klatka piersiowa unosiła się desperacko w poszukiwaniu tlenu. Ale jednocześnie uświadomiłam sobie coś przerażającego: pomimo tego, że dusiłam się i nie mogłam nabrać powietrza, wcale nie potrafiłam, ani nawet nie chciałam protestować. Wiedziałam, że to nienormalne, ale to, jak dusił mnie, w połączeniu z ukraińskim akcentem, doprowadzało mnie do absolutnego obłędu. Chciałam, żeby robił to jeszcze dłużej. Trwało to niecałą minutę – wydawało się wiecznością, ale nie poddałam się. Nie wypowiedziałam tych słów. W końcu lekko rozluźnił uścisk, pozwalając mi złapać krótki, świszczący haust.

Ale nie czekał na moją odpowiedź. Nim zdążyłam napełnić płuca, zrobił to po raz drugi.

Zacisnął dłoń jeszcze mocniej. Tym razem trwało to wyraźnie dłużej. Zaczęłam się dusić, moje ciało zaczęło się wyginać, a oczy zaszły łzami. Miałam problemy z tym, żeby walczyć o oddech. Pod jego miażdżącą dłonią nie umiałam wydobyć z siebie ani jednego dźwięku. Gdy byłam już na granicy utraty przytomności, puścił mnie na ułamek sekundy, żebym mogła zaczerpnąć powietrza. W tej krótkiej, desperackiej chwili, zamiast błagać o litość, jedyne, co miałam ochotę z siebie wykrztusić, to ciche, błagalne: „jeszcze”. Zanim jednak zdążyłam wypowiedzieć to słowo, warknął mi do ucha w swoim języku:

– Наступного разу буде ще довше (Nastupnoho razu bude shche dovshe). Następnym razem będzie jeszcze dłużej.

Nie rozumiałam dokładnie tych szorstkich słów, ale ton jego głosu, zimne spojrzenie i fizyczny nacisk były oczywiste – wiedziałam, że grozi mi czymś jeszcze bardziej bezwzględnym. A jednak, wpędzona w ten chory amok, broniłam siebie samą przed tym, żeby cokolwiek powiedzieć. 

Wtedy zacisnął palce po raz trzeci.

Tym razem bolało jeszcze bardziej. Chciałam wrzeszczeć, poddać się, błagać, ale on nie zdejmował dłoni. Rżnął mnie jak szmacianą lalkę, podczas gdy ja dławiłam się własnym przerażeniem zmieszanym z rosnącym podnieceniem. Niewyobrażalnie nakręcało mnie to, że ten ukraiński kurier odbiera mi dech i siłą zmusza mnie do tego, abym ostatecznie upokorzyła własnego męża. Nie umiałam przestać tego pragnąć. Dopiero po bardzo długiej chwili, kiedy byłam już całkowicie wiotka i omal nie straciłam przytomności, puścił mój nos i usta.

Zachłysnęłam się powietrzem, łapiąc je łapczywie, a z oczu poleciały mi łzy. Patrzyłam na ślubne zdjęcie Błażeja i przez łzy orgazmicznej rozkoszy, nie mając już w sobie grama woli walki, wykrzyczałam zachrypniętym głosem to, czego żądał:

– Mój mąż to żałosny śmieć!

Maksym uśmiechnął się z czystym sadyzmem. Zadowolony z tego, jak mnie ostatecznie złamał, odpowiedział z aprobatą:

– Дуже гарно, завдання виконано (Duzhe harno, zavdannya vykonano). Bardzo ładnie, zadanie zaliczone.

Zaraz po tym znów przyspieszył. Czułam to zbliżające się, nieuchronne napięcie. Z głośnym, surowym stęknięciem doszedł. Zalał mnie w samym środku, strzelając we mnie gęstą, gorącą spermą. Każdy kolejny, głęboki wytrysk, napełniał moją cipę dokładnie tym, czego Błażej nie potrafił mi dziś rano dać.

Wyciągnął go ze mnie z głośnym, mokrym mlaśnięciem. Leżałam z rozchylonymi nogami. Moja cipa była tak pełna, że sperma natychmiast zaczęła z niej wypływać. Maksym spojrzał w dół, po czym powoli, z absolutną premedytacją, wsunął dwa grube palce prosto do mojego ociekającego nasieniem krocza. Zagarnął nimi jak najwięcej tej lepkiej, gorącej mazi.

Wyciągnął dłoń i stanowczym ruchem wcisnął mi swoje palce głęboko do ust.

– Смачно? (Smachno?) – zapytał, patrząc, jak dławię się w łóżku męża mieszanką własnych soków i jego spermy. Nie musiał tego tłumaczyć. Doskonale wiedziałam, że pyta, czy mi to smakuje.

Posłusznie zamknęłam wargi wokół jego palców. Zlizywałam z nich wszystko do ostatniej kropli, czując w ustach cierpki, obezwładniający smak własnego zepsucia.

Gdy wyciągnął palce, jego kutas był wciąż mokry, lśniący od resztek nasienia, które nie zmieściły się we mnie. Zamiast sięgnąć po chusteczki, leżące obok na stoliku, Maksym złapał mnie za włosy i pociągnął moją głowę prosto do swojego krocza.

– А тепер прибери за собою (A teper prybery za soboyu) – warknął chłodno, każąc mi teraz po sobie posprzątać.

Nie miałam wyboru, byłam dla niego jedynie posłuszną kurwą. Otworzyłam usta i zaczęłam dokładnie zlizywać z jego fiuta gorące nasienie, czyszcząc go językiem do sucha, podczas gdy on patrzył na mnie z góry z absolutną wyższością, rzucając mi tylko milczące spojrzenie.

Dopiero kiedy skończyłam, wciągnął na siebie bokserki i robocze spodenki, a na końcu naciągnął firmową, czerwoną koszulkę. Ja podniosłam się na łokciach – obolała i ociekająca jego sokami, pachnąca tanim potem i męskim nasieniem. Maksym nie zastanawiając się, ruszył do przedpokoju.

Wciąż całkowicie naga, narzuciłam na ramiona szlafrok i poszłam za nim. Zatrzymał się przy drzwiach. Sięgnęłam po portfel, wyciągnęłam z niego jeszcze dwa banknoty po sto złotych i wcisnęłam mu je w dłoń. Patrzyłam mu prosto w oczy z naiwną nadzieją, że chociaż na pożegnanie mnie pocałuje, że zostawi cokolwiek poza bólem.

Ale on tylko spojrzał na pieniądze, schował je, skinął krótko głową i rzucił na odchodne, swoim szorstkim, twardym akcentem:

– Дякую (Dyakuyu). Dziękuję.

Wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi i zostawiając po sobie jedynie zapach ulicy i taniej wody po goleniu. Oparłam się plecami o chłodne drewno i zsunęłam się na podłogę. Błażej pewnie siedział teraz na swoim ważnym spotkaniu, a ja siedziałam na kafelkach naszej idealnie zaprojektowanej, małżeńskiej oazy, ociekająca spermą ukraińskiego kuriera.

I wcale nie czułam się winna. Wręcz przeciwnie, byłam cały czas głodna kolejnego fiuta… 

29
bd/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 0/10 (0 głosy oddane)

Z tej serii

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.