Przebudzona (XVI, XII, XIII) - część 1
23 października 2026
Przebudzona
17 min
Poniżej kolejny fragment.
Enjoy!
Wasz Paul J.
Rozdział 16
Andrzej siedział w salonie i gapił się na telewizor. Mecz nie dawał mu tyle radości, co zwykle. Myślami był zupełnie gdzieś indziej.
Przyłapanie go przez Sarę nie dawało mu spokoju. Kochał żonę. Musiał tylko po drodze coś spieprzyć.
By ulżyć sumieniu, udał się do jedynego miejsca, które mogło oczyścić jego duszę i zmyć grzechy. Ale spowiedź nie pozbawiła go poczucia winy i palącego trzewia wstydu. Ksiądz w konfesjonale wygłosił za to prawdę objawioną, zesłaną niezbicie przez samego Wszechmogącego. Dogmat ten głosił, że jeżeli mężczyzna popełnił błąd, to musi się do tego swojej kobiecie przyznać, przeprosić i sowicie zadośćuczynić. A jeżeli błąd popełniła kobieta, to mężczyzna musi postąpić odwrotnie: najpierw zadośćuczynić ten czyn, później przyznać, że to wszystko jego wina a na końcu przeprosić za to, że go to dotknęło. Niby facet w sukience, jak mawiali złośliwcy, nie miał prawa niczego wiedzieć o partnerstwie i małżeństwie, ale przecież był pośrednikiem tajemnic, rozmów i spotkań z tysiącami ludzi. Parami, małżeństwami. Znał perspektywę lepiej, niż niejeden psycholog.
Osobistych doświadczeń proboszcza Andrzej nie podejrzewał.
W tym konkretnym przypadku jednak to on zawinił. Bezsprzecznie. Sara nigdy w życiu mu nie wybaczy, jeśli się nie pokaja i nie zadośćuczyni krzywdy. Oraz nie obieca poprawy.
Tak, dał dupy. Popełniał grzech Onana, masturbując do pornosów, zamiast zająć się piękną i, jak się okazało, chętną – żoną.
Swoją drogą – zastanowił się – ciekawe, gdzie się podziewa? Powinna już wrócić.
Sięgnął po komórkę.
Czekając na połączenie przyszła mu do głowy pewna myśl.
Jak to jest, że on wyznaje wszystkie zasady, prawa i przykazania. Oczywiście, błądzi, jak każdy, jednak i tak nie czuje się w życiu szczęśliwym.
Czy to z nim było coś nie tak, czy te zasady po prostu nie działały?
W jego przypadku, oczywiście.
Sara odebrała po trzecim dzwonku.
Rozdział 17
- Cholera! – zaklęła widząc zdjęcie męża na komórce. Połączenie przychodzące.
Wypuściła powietrze i z duszą na ramieniu odebrała.
- Cześć kochanie – starała się brzmieć swobodnie. – Dlaczego dzwonisz? Coś się stało?
- Coś długo nie wracasz – w jego głosie zdawało się słyszeć troskę. – Wszystko w porządku? Jak spotkanie?
- Przeciągnęło się – kłamała, jak z nut, czując narastającą gulę w gardle. – Musieliśmy jeszcze coś omówić w redakcji. To całkiem świeża sprawa.
- Kiedy będziesz? – zapytał z troską w głosie. – Przygotować kolację?
Sara poczuła, że oczy zachodzą jej łzami. Nienawidziła się w tym momencie.
- Nie – odparła resztkami sił i dodała – jak się wyrobię, to będę za godzinę. Nie czekaj na mnie. Jestem skonana.
- Zaczekam na ciebie. To hej.
- Pa.
Rozłączyła się i wybuchła rykiem. To nie był zwykły płacz. Wyła tak rozdzierającym żalem, jakby jej serce pękło na pół. Jedna połowa emanowała szczęściem za to, czego właśnie doświadczyła. Druga z kolei grzęzła w mule wyrzutów sumienia, gotowa na wieczyste potępienie w ogniach piekielnych.
- Spierdalaj! – wrzasnęła do głosu, który kazał jej przywdziać wór pokutny i udać się w pielgrzymkę przeprośną do samego Lourdes.
Nie potrafiła pociągnąć za klamkę drzwi. Siedziała w aucie przed domem i poddawała się ostrej połajance przez moralną część swojego wychowania. Gromy krzyczały głosami matki, ojca, nauczycieli i księdza dobrodzieja. Ten ostatni, chociaż ostatecznie dziwnie zniknął z parafii po jakiejś aferze, krzyczał w jej wyobraźni o jej grzechu najgłośniej.
Zza tego marszu pokutnego wrzeszczała w jej jaźni stojąca z gołymi cyckami kobieta, która w owacjach na stojąco zlewała tę drugą stronę ciepłym moczem i mówiła “zuch dziewczyna”. To był głos od jej przebudzonej części kobiecości. Tej nowej.
Siły te, napierające z mocą wodospadu, ścierały się w środkowym miejscu jej istoty, nieruchomym i zranionym. I szczęśliwy zarazem.
Dwie przeciwstawne siły, potężne walczące ze sobą, w rezultacie nie potrafiły przesunąć niczego nawet o milimetr. Jak dwa ściskające się ze sobą ramiona z naprężonymi mięśniami nie potrafiły przesunąć zwartych ze sobą dłoni w żadną stronę.
Mimo wszystko gryzła się z myślami. Zdradziła męża. Zrobiła coś niewybaczalnego.
Burzliwą drogę z krainy grzesznej szczęśliwości przebyła częściowo w milczeniu, zalana łzami, a częściowo wrzeszcząc na siebie, wyzywając od kurew, dziwek i ladacznic.
A teraz od kwadransa siedziała sparaliżowana w aucie.
Co powie Andrzejowi? Jak mu to wytłumaczy? Czy powinna się przyznać? A może siedzieć cicho? Tylko czy ona da radę z tym żyć? No, ale co mu powie? Czy on zrozumie? Czy pojmie, dlaczego to zrobiła? I że tak naprawdę nie miała w zasadzie wyboru? Nie miała? Faktycznie? Ona tylko… to tylko jej praca…
- Pies jebał tę zmianę kariery – rzuciła ostro i pociągnęła klamkę. – Połknę tę żabę. Nie ucieknę.
Pamiętała jeszcze o jednej, zakazanej i brudnej technice, która w takiej sytuacji mogłaby się przydać.
Kłótnia.
Zawaliła po całości, fakt, ale jak znajdzie pretekst, żeby się na nim wyżyć, jakoś zagłuszy wyrzuty sumienia, a on nie będzie drążył.
Poniżej pasa?
No i co z tego, skoro działa? Połowa ludzkości tak robi i świat się nie zawalił.
Jednak, czy zniży się do tego?
Wyszła z auta. Mężowi powiedziała, że wróci dopiero za około godzinę, ale przecież nie musi się tłumaczyć, kiedy wraca do domu.
Nawet, jeżeli to powrót z najlepszego rżnięcia, miłosnego uniesienia i transcendentalnego przemienienia w życiu.
Wrzeszczało w niej, żeby z kimś podzielić się swoim szczęściem, swoim grzechem. ale to była mina z odbezpieczonym zapalnikiem. Musiała nie tylko milczeć, ale zachowywać pozory, jakby nic się nie stało.
A co będzie później? Od czego jest kobieca improwizacja?
Cicho weszła do mieszkania. Ciągle czuła w cipce nasienie obcego. Krocze materiału spodni lepiło się do jej warg.
A jeśli on zechce się kochać? – Ta myśl przeszyła ją na wskroś. Zamarła w bezruchu. Wyczuje to? Andrzej? Wątpliwe. Ale czy to wypada?
Ale pieprzysz, babo – pomyślała kwaśno – godzinę temu uprawiałaś seks z obcym facetem, który wypierdolił tak, jak nigdy nikt żadną, a ty się przejmujesz, czy wypada dać mężowi dupy?
Chociaż… może to niegłupi pomysł?
Wykoncypowała, że to byłoby niejakie zmazanie jego win z zabawianiem się ze sobą. Może to przebaczenie obejmie aportem jej własne grzechy?
Co z tego, że niewyobrażalnie większe?
To przecież nie licytacja.
Z tą myślą weszła do salonu.
Zastałą ją cisza.
Czyżby Andrzej poszedł faktycznie spać? – pomyślała zaskoczona. – Ale dziesięć minut temu mówił, że zaczeka na mnie. O co chodzi?
Postanowiła go poszukać. Kierując się instynktem lub głosem intuicji, otworzyła drzwi do gabinetu.
W środku siedział Andrzej. Z zaangażowaniem godnym naukowca wpatrywał się w ekran komputera i z nie mniejszym zapałem pracował nad swoim kutasem.
Masturbował się.
W jednej chwili strzeliła ją kurwica.
- Co do jasnej cholery?! – wrzasnęła jak oparzona. – Andrzej! Co ty robisz? – rzuciła piszczącym głosem, chociaż obraz nie pozostawiał pola do interpretacji.
Zagotowała się w milisekundę.
Poderwał się, jak oparzony, jednocześnie próbując zatrzymać wideo, schować sterczące prącie, zamknąć drzwi, przez które właśnie weszła i skutecznie cofnąć czas.
Żadna z tych czynności nie miała prawa się powieść.
- O Jezu! – wrzasnął imię nadaremno, świadom, że już nic go nie uratuje. – Sara?! Ty tu? Miałaś być za godzinę!?
Patrzyła na niego w bezsilności. Zrezygnowana pokiwała głową. Odebrał ten gest tak, jak wyobrażał sobie w najgorszych snach.
Wyrzuty sumienia Sary uleciały w niebyt. Natychmiast poczuła się rozgrzeszona. Proporcji zbrodni nie miała zamiaru na tę chwilę mierzyć, bo coś chyba nie przy tej samej szalce moralności można by je postawić, ale pretekst nadarzył się doskonały.
Kombinowała, jak to zrobić, a on sam dał jej pretekst.
Nie rzuciła się na niego z pięściami. Nie wybuchła płaczem. Nie zwyzywała od perwersów. Zamiast tego, co zdumiało ją samą, zmieniła taktykę. Gdy głupota jest nie do ogarnięcia, trzeba działać racjonalnie.
- Dość walenia konia, złotko – powiedziała twardo, zaskakując samą siebie. – Chodź tu.
Chwyciła zaskoczonego męża za koszulę.
- Wyłącz te kurwy!
- Co? – zapytał tak skołowany, jakby właśnie porwało go UFO.
Nie powtórzyła polecenia. Pochyliła się do biurka i wyszarpnęła z gniazdka listwę napięciową. Komputer zgasł w chwili, gdy blondyna przyjmowała wytrysk na twarz.
- To ja jestem twoją żoną. – Wypowiedziała te słowa szorstko i powoli. – I to dla mnie, do mnie, we mnie i na mnie masz tryskać. Zrozumiałeś?
Nie odezwał się. Trudno się gada z rozdziawioną jak u pelikana, gębą. Był już pewien, że to sen, albo – co gorsza – ktoś podmienił mu żonę.
- Czeka nas wiele zmian, kochany – powiedziała to czule, kładąc go jednocześnie na podłodze. – Leż. I utrzymuj jako tako twardość, bo za chwilę się na ciebie nadzieję.
W Andrzeju kotłowało się milion myśli, wrzasków, czerwonych lampek i alarmów. O jakiej nadziei ona mówiła? O co może jej chodzić? Ma leżeć w nadziei?
Jest przy nadziei? Nie, to absurdalne. A może…
Chce go zatłuc? Ukarać?
Sara tymczasem wyprostowała się, górując nad nim i zaczęła zdejmować ubranie.
Zrozumiał, że za chwilę wydarzy się coś…
Nie. W sumie nie miał pojęcia co.
Rzeczywistość przybrała formę abstrakcji z obrazu Salvadora Dali.
Wątpliwości, domysły i niedopowiedzenia rozwiała Sara we własnej osobie.
- Zaraz cię przelecę, mężu. A ty, grzecznie i lepiej, żeby nie było to od razu, spuścisz cały ładunek przygotowany dla tych dziwek z internetu, wprost do mojej piczki. Mam poczuć twój wytrysk aż na wejściu do macicy. Rozumiesz? Do samego środka. Tam – pokazała palcem, gdzie, gdyby miał jeszcze jakieś ostatnie wątpliwości, co do miejsca złożenia depozytu.
Zamarł. Skołowanie wymieszane z dzikim podnieceniem pompowały w niego miliony wątpliwości, śpiewanych jednocześnie z psalmami pochwalnymi.
Jak to? – kotłowało się w nim. – Inaczej, niż każe pismo? Tylko dla zaspokojenia zwierzęcej chuci? Dla zboczenia i ulgi swoim prymitywnym instynktom? Jak zwierzęta?
Nawet sobie nie zdawał sprawy, jak w świetle tego, że ogląda hard porno, absurdalne to były wnioski.
Zaczęła zdejmować resztę ubrania. To jeszcze wilgotne po nocnej przygodzie w deszczu nie chciało tak łatwo odkleić się od jej ciała. Zaczęła się wić. Ten przedziwny pląs, by wykluć się z odzienia, Andrzej odebrał, jako przygotowany dla niego naprędce erotyczny taniec. Nie wnikając w detale, jakiż to czort mu te wnioski podpowiedział, podniecenie leżącego na podłodze sięgnęło prawie zenitu.
Sara kręcąc biodrami zdjęła wreszcie spodnie. Poczuła, jak odklejają się od jej zalanej nasieniem innego mężczyzny pochwy. Dostrzegła plamę na materiale. Spermy, która wypłynęła wprost z jej zaspokojonej, ale budzącej się w rosnącym podnieceniu pochwy. Zrolowała natychmiast tę część garderoby i rzuciła spodnie w kąt.
- Gdzie masz majtki? – zapytał zaskoczony Andrzej.
- Zdjęłam ze spodniami – kiwnęła głową w stronę dowodu, który tak naprawdę obalał jej linię obrony. Przypuszczała, że nie spodobałaby mu się opowieść o tym, jak jej majtki rozerwał boski facet, który rzucił je w noc, by za chwilę zerżnąć ją w środku lasu pod parasolem drewnianej altany i szalejącej wokół burzy. Podejrzewała, nie bez podstawy zresztą, że mogła mu to nawet wyznać. Był jej mężem. Porządnym człowiekiem. Poza tym, że dogadzał sobie do pornosów, oczywiście. Ale poza tym – do rany przyłóż.
I na pewno by jej nie uwierzył.
Nie wiedziała, czy to było smutne, czy wkurzające.
Dywagacje te, chociaż w normalnych okolicznościach zajmujące, musiały być odłożone na bok, ponieważ Sara stanęła w rozkroku nad mężem, prezentując przed nim cały swój prospekt. Andrzej nigdy niczego takiego nie widział na własne oczy. Na żywo – znaczy.
Miliony pytań pozostały za granicą szaleństwa i dzikości, która, co oboje czuli, zmieni ich relację na zawsze.
- Szykuj pałkę, mężu – powiedziała z dzikim grymasem, po czym zaczęła opadać na twardego od podniecenia penisa. Chwyciła dłonią narząd i odgięła od jego brzucha. Stojący w pionie błyszczał bordową żołędzią i preejakulatem sączącym się z czubka. Kucnęła i nakierowała. Poczuła go w miejscu, które jeszcze niedawno gościło innego, po czym żołądź zanurzyła się w jej wargach sromowych.
W tym momencie Andrzej przewrócił białkami oczu i we właściwy dla młokosów sposób dał znać, że właśnie przekracza rubikon.
Zaczął szczytować.
- Nie tryskaj! – krzyknęła Sara. – Nie waż się!
Ale zatrzymanie nieuchronnego graniczyło z misją powstrzymania góry lodowej, zdmuchnięcia pożaru lasu lub zatrzymania lecącej w kierunki Ziemi asteroidy.
Wygiął się w łuk i nieprzytomny od ekstazy daj jej odpowiedź w ratach. Pulsujący, pierwszy z zapłaty ładunek spermy wystrzelił na jej piersi, dekorując lewy sutek mlecznym lukrem. Następna salwa dopadła łona. Trzeci ładunek ochlapał samo krocze i udo. Sara w ostatnim odruchu nadziała się na niego, zatykając kapiący kranik i wpychając twardego, jak skała kutasa do wnętrza. Pulsujący członek wbił się po naoliwionym przez innego tunelu i złożył ostatnie ładunki już we wnętrzu. Tam, gdzie przynależy.
Andrzej sapał, jakby samodzielnie wyciągnął łańcuchem ciężarówkę z ładunkiem gruzu na Rysy. Przez chwilę obawiała się, czy skończy się to zawałem, ale szybko zaczął uspokajać oddech. Chwała Bogu – przeszło jej przez myśl – jakbym to wytłumaczyła ratownikom?
Rozmazała nasienie i wydała werdykt.
- Chyba masz problem z przedwczesnym wytryskiem, mężu – brzmiała profesjonalna diagnoza. – Fajnie, że tak się nakręcasz, ale ja, jak widzisz, niczego z tego nie mam.
Podniosła się i wypuściła mięknącego penisa. Natychmiast zaczęły wyciekać z niej krople nasienia. Drugi raz tego dnia i pierwszy raz legalnie.
Uśmiechnęła się do siebie w duchu, ponieważ dostała właśnie pretekst do realizacji nikczemnego planu. Perwersyjnego, ożywiającego ich małżeństwo i dodającego kolorytu jej życiu, w którym aż ulewało się od nijakości i marazmu.
Trzeba wszystko przemyśleć – wpadło jej do głowy.
- Wybacz, kochanie – odezwał się umęczony Andrzej. – Nie wiem, dlaczego tak się dzieje.
- A ja wiem – odparła, po czym wstała i ponownie stanęła nad nim w rozkroku. – Za bardzo cię nakręcam.
Wstydził się. Widziała to. Nie miała jednak zamiaru głaskać go po główce.
Tej zamocowanej na szyi.
Górowała nad nim i z satysfakcją patrzyła, jak ostudzony orgazmem mąż walczy przed odruchem gapienia się na jej cipkę, z której kapie jego własna – między innymi – sperma.
A Andrzej?
Oczywiście za milion lat nie mógłby nawet przypuszczać, że ktokolwiek inny był gościem w miejscu, które tak cieszyło jego oczy. Krople spełnienia wypływały pulsująco na uda.
Z jednej strony kręciło go to niesamowicie, ale z drugiej czuł, że tak nie wolno. Nie wypada. To wbrew zasadom.
Sara z kolei dziś pieprzyła je wszystkie.
Zasady, oczywiście.
I dzięki temu zaliczyła cudowne chwile z nieznajomym.
Nie miałam wyboru – usłyszała w głowie usprawiedliwiający głos – musiałam, bo by mnie złapali. To nie moja wina. Co innego mogłam zrobić?
Machnęła ręką, odpędzając odpowiedzi na te pytania i wyszła z gabinetu. Andrzej leżał jeszcze chwilę, po czym wstał i poczłapał za nią.
Dogonił ją w łazience. Pod prysznicem.
- Wchodzisz? – przekrzyczała szum lejącej się wody i wykonała zapraszający gest.
- Byle nie za gorąca.
- Nie wiem, czy to woda jest bardziej gorąca, czy niezaspokojona ja, ale ustawię trochę zimnej, żeby ci skóra z pleców nie zeszła. Wchodź.
Andrzej ostrożnie, jakby wkraczał na pole minowe, przekroczył próg brodzika i zniknął w obłoku pary.
- Musimy pogadać – powiedzieli wspólnie, gdy tylko krople wody zaczęły moczyć ich ciała.
Bezsprzecznie, czekała ich poważna rozmowa.
*
Niestety, ale konwersacja musiała zaczekać.
Podczas prysznica okazało się, że są zbyt zmęczeni.
Tak naprawdę to Sara padała z nóg. Miała ku temu powody, zważywszy na ilość przygód. Poprosiła męża o przełożenie dyskusji, po czym parująca – i po raz pierwszy całkowicie naga – wślizgnęła się pod kołdrę.
Nie miała ochoty na seks, po prostu brakowało jej sił na ubieranie.
Zanim Andrzej skończył opłukiwać kabinę – zasnęła.
Rozdział 18
Ranek obudził ją świergotem ptaków za oknem, ciepłem promieni słonecznych i wyrzutami sumienia. W świetle dnia nie da się już ukryć grzechu popełnionego w mroku nocy. Wyskakuje przed oczy niczym potwór z horroru.
- Najpierw kawa – odezwała się do pustych ścian, żeby odciągnąć wpadające w panikę sumienie – a później się pomyśli. Siku, siku.
Weszła do łazienki i usiadła na sedesie. Zastanawiało ją, gdzie podział się Andrzej. Nie to, że to coś dziwnego, bo często wstawał i wychodził przed nią, ale tym razem chciała wiedzieć, czy wyszedł do pracy, czy dlatego, że coś do niego dotarło i nie mógł z nią wytrzymać.
A może były inne, gorsze powody jego nieobecności?
Panika nasilała się.
Powinnam zadzwonić – wpadła na pomysł. – Nie! To zły pomysł. Wyczuje moje zdenerwowanie i co?
Otworzyła messenger i wpisała wiadomość.
“Gdzie jesteś? Wszystko ok?”
Wysłała.
Umyła zęby, wpatrując się w lustro. Ze zdumieniem graniczącym z podziwem rozpoznała emocje, które ją trawią, ale nie było wśród nich poczucia winy. Był strach, panika, moralnometr wywaliło poza skalę, ale gdyby miała to powtórzyć…
Usłyszała charakterystyczne ping. Mąż. Odczytała: “Idę do kościoła. Wrócę za godzinę. Pa.”
Czyli wydawało się wszystko okay.
Odetchnęła z ulgą. Dokończyła czynności i wyszła do kuchni. Kawa sama się nie zrobi, a przecież miała mnóstwo pracy.
Kolejny ping. Ze zdumieniem dostrzegła, że to wiadomość od jej szefowej – Anny Romilczak.
“Wpadnij jutro do biura. Musimy pogadać o zadaniu.”
Tyle. Krótko. Niepokój znowu zmroził jej serce, bo taka wiadomość w niedzielę rano zwiastowała kłopoty. Problemy te urosną jeszcze wielokrotnie, dopóki jutro nie przestąpi progu jej biura i nie dowie się, że prawdopodobnie chodzi o pierdołę.
Wyjęła ulubiony kubek i włączyła ekspres.
Ale przecież to musi być coś poważnego – jej wyobraźnia już zaczęła działać. W tym tempie jutro przed wizytą w redakcji odwiozą ją na OIOM.
Podniosła kubek i niczym kofeinowa narkomanka zaciągnęła się aromatem. Tresowana, jak suka Pawłowa, natychmiast tym zapachem uspokoiła emocje. Jak za naciśnięciem guzika.
Usiadła przy stole w jadalni i rozłożyła akta sprawy, nad którą wczorajszej nocy z takim poświęceniem pracowała. Jej zaangażowanie w to zadanie było godne podziwu i sama musiała przyznać, że stanęła na wysokości zadania. Tak wiele wszak musiała znieść. Parsknęła śmiechem na wspomnienie o tym, że mało nie posikała się ze strachu, gdy leżała plackiem za kępami wysokich traw, żeby nie dać się zauważyć strażnikom. Tak, teraz wydawało się to śmieszne. Mózg to nieodgadniony narząd. Przerażające doświadczenie zamienia się w śmieszne wspomnienie.
Wyparcie?
Może.
Za to pozostałe chwile nie przekształciły się w żartobliwe scenki kabaretowe. Wróciła pamięcią do mrocznego zaułka. Zapachu mężczyzny. Jego zdecydowania i tego, co z nią robił. Tego, jak oparł o ścianę, ustawiał tak, jak chciał.
I ten absolutnie boski pocałunek.
- Cholera! – zaklęła, ponieważ natychmiast poczuła mrowienie w kroczu. Cipka zareagowała natychmiast. W sekundę. – Ja pierdole. Co ze mną nie tak? Nimfomanka, czy co?
Poczuła, że wilgotnieje. To jakieś szaleństwo. Na samo wspomnienie?
Westchnęła i zamknęła oczy. Obrazy zalały jej jaźń. Na ekranie wyobraźni natychmiast wyświetlił się kolorowy film 3D.
Oto mężczyzna, którego w pełnym sensie zdążyła już poznać, stanął przed nią. Nie wiedziała, kim jest. Ale jego personalia, choćby je znała, nic by jej nie powiedziały. Potrzebowała nadać temu wyobrażeniu twarz. Szukała długo, ze zdumieniem odkrywając, że jej katalog facetów do fantazji seksualnych jest praktycznie pusty. Hollywoodzkie persony znudziły się szybko i spłowiały. I nagle przypomniała sobie scenę na pasach. Wychodzącego z Maserati tajemniczego mężczyznę o piorunującym spojrzeniu. To, jak na nią patrzył. Bezczelnie, otwarcie i bez cienia skrępowania filował jej intymne zakątki i krągłości. Poczuła natychmiast rodzący się żar pomiędzy nogami. Wstała i usiadła na sofie. Chociaż raczej: położyła się. Rozszerzyła nogi i odsunęła skrawek bielizny. Cipka płonęła pożądaniem. Wyobraźnia to cudowna rzecz. Za jej sprawą człowiek zbudował całą cywilizację. Wyszedł z jaskini, zorganizował okres agrarny, hodowczy, industrialny… Wyobraźnia – słyszała to nie raz – jest tym, co nierzeczywiste w realne potrafi przemienić.
Sara wyraźnie prawie czuła dłonie kochanka na piersiach. Mogłaby przysiąc, że szturcha ją twardym członkiem. Jego kształt, grubość i twardość miała już okazję poznać, więc wyobraźnia w tej scenie przeszła na tryb odtwarzania. Rozszerzyła wilgotne wargi i włożyła palec do pochwy.
- Uuuuhh – westchnęła. – Tak…
Obrazy pod zamkniętymi powiekami zaczęły przyspieszać. Kutas, którego w wyobraźni masowała, stawał się większy i twardszy. Mężczyzna bardziej brutalny i władczy. A ona mniejsza, coraz bardziej uległa.
Włożyła w pochwę drugi palec w chwili, gdy on chwycił ją brutalnie za włosy i pociągnął aż zapiszczała. Następnie strzelił w wypięty pośladek, aż prawie to poczuła na żywo.
Uwielbiała ten obraz. W jej cipce gotowało się od podniecenia. Palce pracowały z zapałem godnym eksperta zapieprzającego na akord. Postawiła dać obrazowi popłynąć i solidnie zaangażowała się w ostrą masturbację.
Gdyby Andrzej mnie teraz zobaczył – przeszło jej przez myśl – miałby prawo się wkurwić i wyzwać mnie od hipokrytek.
Chociaż nie! Nie oglądała przecież porno z obcymi kurwami.
Obraz na ekranie wyobraźni był o niebo lepszy! A mężczyznę, który właśnie wbijał się w jej ciasną, mokrą cipkę swoim grubym drągiem znała przecież. Niejako. Od pewnej strony. Tej lepszej.
- O Jezu! – wyszeptała, wijąc się z rozkoszy, gdy do jej nieznajomego dołączyło kilku innych, nie mniej seksownych facetów. – Wszystkie ręce na pokład!
Męskie dłonie zaczęły ją pieścić. Nie miała pojęcia, ile ich było. Zdumienie, że tego typu fantazja pojawiła się pod jej powiekami, wywołała ostre spięcie żądzy i moralności. Pragnienia zaspokojenia i grzechu. Ta wyzwolona kontrastem energia zasiliła dół brzucha, by falami podniecenia zejść wprost do pracujących nad jej pochwą palców.
Jeszcze parę razy, kilka ruchów i zdobędzie szczyt.
Jeszcze, jeszcze, chwila, prawie…
Paul J. Simmons
Jak Ci się podobało?