Przebudzona (XV)
20 sierpnia 2026
Przebudzona
13 min
Nic tak nie dopinguje pisarza do dalszej pracy, jak opinie i rekomendacje czytelników. Proszę Was zatem o wejście na Empik.com lub lubimyczytac.pl i zostawienie opinii i oceny pod moimi książkami.
W ramach podziękowania – poniżej kolejny fragment mojej powieści :)
Rozdział 15
Mało jest bardziej ekscytujących momentów niż te, w których strach zostaje wymieszany z podnieceniem. Gdy perwersja ukrytych pragnień przetyka błoga bezsilność, a żądza ucieczki jest tak samo silna, jak chęć, by zostać i poddać się.
Jakby dzień wczorajszy nie miał żadnego znaczenia, a jutro miało się nigdy nie wydarzyć.
Mężczyzna, choć niewidoczny w mroku, stał się dla niej wyrazisty innymi zmysłami. Tym szóstym również. Zadbał o to, żeby poczuła jego obecność. Przepełnione wilgocią powietrze niosło delikatny zapach męskości i egzotycznych perfum. Na skraju świadomości zamajaczyło wspomnienie, że zna ten zapach. Pamięta go. Pragnie.
Przywarł do niej i objął ramionami. Wyczuła jego podniecenie. Członek uwierał jej pośladki. Początkowy strach zastąpiła ekscytacja i zgoda na szaleństwo. Nie mogła przecież świadomie godzić się na to, co się dzieje, będąc jednocześnie w pełni władz umysłowych. Ucieczka w obłęd była jedynym wyjściem. Zwłaszcza, że zamiast niebezpieczeństwa, wyczuła pieszczotę.
Mężczyzna pocałował ją w szyję. Delikatnie. Poczuła drapiący zarost. Ciarki przeszły jej po plecach aż do krocza. Polizał ucho. W brzuchu obudziły się uśpione motylki. Westchnęła. Tak cicho, że nie mógł tego usłyszeć w kakofonii ulewnego deszczu. Rosnąca żądza paliła jej wnętrze. Złapała się na tym, że odczuwa wdzięczność za to, że strażnicy kneblują jej działanie. Że nie może uciec, krzyknąć, wyrwać się. Dziękowała za coś takiego!
Niżej upaść nie mogła.
Rozpiął jej spodnie. Emocje szalały w niej coraz silniej. Czy dojdzie do czegoś więcej? Czy zgwałci ją? A jeżeli ona tego chce?
Wygiął jej ciało tak, że wypięła się pośladkami. Chwycił włosy w kucyk. Zakręcił wokół dłoni i szarpnął zdecydowanie, jednocześnie rzucając ją na mokrą ścianę. Przemoczona do suchej nitki nie czuła chłodu. Ogarnęło ją czyste, nieposkromione pożądanie. Ogień rozpalanej z sekundy na sekundę chuci. Cielesnej. Zmysłowej. Niepowstrzymanej.
Chwycił ją w pasie i obrócił. Naparł i przykleił plecami do ściany. Szarpnęła się lekko w ostatnim odruchu buntu, lecz poskromił ją jednym gestem. W szaleńczym rytmie bicia serca, które czuło, że nareszcie żyje, wyciągnęła dłoń w ciemność. Wyczuła go. Opuszkami palców czytała jego szczękę, krótki zarost, prosty nos, gęste włosy. Delikatnie popieściła go po policzku i wyczuła, że się uśmiecha.
Nagle chwycił jej nadgarstek. Opuścił w dół i razem z drugą dłonią, ścisnął za jej plecami. Tym gestem unieruchomił jej ramiona i jednocześnie skrócił dystans. Wtopił się w nią. Wyczuła naprężone mięśnie, które przygniotły piersi. Zbliżył do niej twarz. Prawie czuła usta. Jego egzotyczny zapach. Ugięły się pod nią kolana. Dotknął delikatnie jej twarzy. Zaskoczona wciągnęła powietrze. Przeczuwała, co się za chwilę wydarzy. Mimo mroku, który odbierał wszystkie bodźce wizualne, zamknęła oczy. Był tuż tuż. Jego oddech pobudzał, niczym narkotyk. Trzymając dłoń na jej policzku, zbliżył usta do jej warg. Powoli, budując napięcie do granic możliwości. Sara zaczęła dyszeć. Serce domagało się tego, co za moment się wydarzy. Nie liczyło się nic, poza tym, by wreszcie ją pocałował. W tym krótkim momencie, chwili przed przekroczeniem ostatecznej granicy do głowy jej nie przyszło, że ma męża, który ją kocha. Któremu przysięgała wierność. I którego chyba ona też kocha.
Niczego w swoim życiu nie pragnęła, jak tego, by wreszcie się to stało.
Wyciągnęła głowę w oczekiwaniu na nieuchronne. Jego usta były milimetry od jej. W końcu wykonał ostatni krok i złożył na jej wargach pocałunek. Sara poczuła zawrót głowy. Jego wargi delikatnie zamknęły się na jej ustach. Były pełne, miękkie, spragnione nie mniej, niż jej własne. Smakował miętą i słodyczą. Oddała pocałunek z dziką namiętnością. Ich języki złączyły się w początkowo delikatnym tańcu, jakby badały własną reakcję, siebie nawzajem, by po chwili, poznając własne podniecenie, rozpocząć szaleńczy i dziki pląs.
Poczuła łzy spływające po policzku. Nie przyszło jej do głowy, żeby się wstydzić. Można przecież płakać w deszczu i nikt tego nie zauważy. W środku rozpływała się ze szczęścia. Mężczyzna tymczasem wsunął dłoń w jej spodnie i od razu odnalazł to, czego szukał. Z ulgą otworzyła się na niego. Chciała tego. Pragnęła dać wszystko, co tylko zechce wziąć.
Ich usta rozłączyły się, ale tylko na tak krótką chwilę, by zaczerpnąć oddechu, po czym ze zdwojoną łapczywością przywarły do siebie ponownie. Wyszarpnęła ramiona zza pleców i oplotła go nimi, jakby nie zamierzała nigdy go wypuścić. Dłoń dotarła do jej krocza. Mokra od żądzy cipka płonęła podnieceniem. Rozwarł jej wargi i zanurzył w niej palec. Oderwała się od jego ust.
- Ohhhhh – westchnęła głośno. – Takkk…
Nie potrzebował zachęty, by działać dalej. Zanurzył w pochwie drugi palec. Sara wtuliła się w jego kark i z rozkoszą oddała się pocałunkom szyi, karku, policzków. Oszalała z rozkoszy. Język tajemniczego mężczyzny zatańczył na obojczyku, co doprowadziło ją na skraj orgazmu. Pierwszego orgazmu, którego nie zafundowała sobie sama! Palce pracowały między jej nogami. Z zapałem i entuzjazmem. Z cipki lało się z podniecenia.
Pocałował ją po raz kolejny. Zamknął na niej swoje usta i wbił językiem do jej wnętrza. Jednocześnie nie przerywał palcówki. Sara czuła, że zbliża się na szczyt. Zaczynało brakować jej tchu. Serce biło, jak oszalałe. Oderwała się od niego, jednocześnie nabijając kroczem na palce. Chciała, żeby wszedł w nią mocniej. Silniej. Bardziej. Chciała jego kutasa. W chwili, gdy nadszedł orgazm ugryzła go w ucho i zawisła na jego dłoni. Dyndając nad ziemią drgającymi nogami poczuła, jak odlatuje. Świat znikł, ustępując pulsującemu spełnieniu. Skurcze pochwy ściskały jego palce. Poczuła wylewającą się z niej wilgoć i łapczywie zaczerpnęła oddechu. Zupełnie, jakby podczas takiego orgazmu oddychanie było opcjonalne.
W ostatnim, niekończącym się momencie rozkoszy naprężyła mięśnie, po czym zwiotczała, dysząc ciężko. Opadła na mężczyznę, który w nagrodę pocałował ją delikatnie. Następnie wyjął z niej palce i zrobił coś, co zagotowało ją od emocji. Odsunął się od jej warg i włożył w jej usta palce. Te same, które przed momentem penetrowały jej pochwę. Sara zadrżała z ekscytacji. To było tak szalone, tak zwariowane i dzikie, że prawie doszła drugi raz. Serce zakuło boleśnie od poziomu przygody i emocji, które musiało przetrawić. Tego było za wiele.
Ale chciała więcej.
Znacznie więcej.
Marzyła o tym, żeby się odwdzięczyć. Czyli, nie przymierzając – o jego kutasie. Pragnęła poczuć go, ssać, lizać, wkładać w siebie aż do zakrztuszenia. Aż do utraty tchu. A później nadziać się tak, aż poczuje go w sobie w pełni. Do końca. Aż do eksplozji szczęścia w szycie rozkoszy.
Mężczyzna odsunął się nagle od niej. Pochłonął go mrok i nieobecność. Została sama ze swoimi pragnieniami. Samotność uderzyła ją w splot słoneczny, niczym cios pięścią. Dlaczego się odsunął? Zaczęła szukać go ramionami. Trafiła w pustkę. Czując narastającą rozpacz, napędzaną czystą, zwierzęcą chucią, rzuciła się w mrok.
Pusto.
Została sama.
Po tajemniczym kochanku pozostał ulatniający się już subtelny zapach perfum i jej wygasające po orgazmie ciało.
Piorun rozorał niebo i sekundę później grzmot przetoczył się po okolicy, jakby obwieszczając skalę jej rozczarowania.
Ten krzyk burzy ocucił ją jednak. Jakby z głębokiego letargu. Odzyskała świadomość. Zdumiona tym, co zaszło dostrzegła, że strażnicy odeszli. Była sama.
Pomiędzy jej kryjówką a furtką była przestrzeń wypełniona morzem deszczu.
Wyszła z mrocznej wnęki na przetykany promieniami światła bruk. Zajrzała za narożnik. Pusto. Nie zastanawiając się długo, puściła się pędem przez ogród, do furtki. Do lasu.
Dopadła do niej i przekroczyła bramę. Poczuła smutek, że opuszcza tę magiczną krainę. Przecudowny świat, który dał jej tak wiele. Obudził ją. Jej pragnienia. Zburzył mury dekad kłamstw i bzdur, które wpajali jej rodzice, kościół, nauczyciele a później mąż. No i również ona sama. Jej ciało płonęło zaspokojeniem i domagało się powtórki. Nigdy nie zapomni tego, co właśnie przeżyła. Pierwszego orgazmu, który podarował jej mężczyzna. Ze wzruszenia zbierało się jej na płacz. Wszystko niby było, jak wcześniej, ale już całkiem inne. To samo powietrze, ten sam świat, a oddech inaczej smakował. Piersi unosiły się, jakby narodziła się na nowo.
Dopadła do altany i postanowiła schronić się pod jej dachem, dopóki nie minie nawałnica. Burza ustępowała powoli. Przemoczone ubranie zaczęło ciążyć i kleić się do ciała. Utrudniać ruchy. Ponieważ była sama, zdjęła spodnie i zaczęła wykręcać w rękach. Zwinięty materiał odłożyła na drewniany stół i po chwili zajęła się wykręcaniem bluzy. Postanowiła przeczekać, aż deszcz ustanie. Nie chciała wsiadać tak przemoczona do samochodu. Nie czuła zimna. Czuła szczęście. I tęsknotę. Za tym, co było. Za tym, do czego nie doszło.
Stojąc w samej bieliźnie sprawdziła torbę. Wydawało się, że przetrwała oberwanie chmury. Chociaż to.
Nagle poczuła znowu ten zapach. Podniosła wzrok. Przed jej oczami, na tle ciemnego podszycia lasu, zamajaczył cień. Dopadł ją w sekundę. Nagle i z zaskoczenia.
Natychmiast zamknął jej usta pocałunkiem i uniemożliwił krzyk. Dłonie kochanka zaczęły taniec na piersiach, biodrach i ramionach. Rozpoznała go w ułamku sekundy. Wrócił.
Zapalczywie wtopiła się w niego. Zaczęła jęczeć z podniecenia. Dyszeć dziko. Wrócił do niej.
Chwycił ją pod pośladki i uniósł, niczym piórko. Położyła dłonie na rękawach marynarki i poczuła naprężone mięśnie ramion. Oplotła go udami i zaparła się. Zdecydowała, że już go nie puści. Okazja, gdy już się nadarzy, powinna być wykorzystana.
Sprawnym ruchem rozpiął stanik. Uwolnione z tekstylnego więzienia piersi poczuły jego śliski język i gorące pocałunki. Zassał jej sutek. Zaczęła wić się na nim, jęcząc z pobudzenia. Wiedziała, że jeżeli za sekundę w nią nie wejdzie, własnoręcznie go powali na ziemię i nadzieje na niego.
Mężczyzna z zaułka nie miał zamiaru oddawać jej pola. Ewidentnie to on decydował o dalszym przebiegu tego spotkania. Chwycił za materiał jej majtek i szarpnął mocno. Bielizna rozdarła się i pofrunęła w mrok. Uczepiona udami czuła mokry materiał garnituru, który miał na sobie. On ubrany a ona całkowicie nago. Otwarta i spragniona. Kręciło ją to nieziemsko. Poczuła chłód nocy na wilgotnej z podniecenia cipce. Pośladki pokryła gęsia skórka.
- Zerżnij mnie – szepnęła do jego ucha. – Proszę, chcę cię. Nie wytrzymam już…
Zanim skończyła prosić, poczuła jak coś ociera się o jej wargi sromowe. Coś ciepłego i twardego. Czyżby? – Pomyślała przez moment. – Czy to się dzieje?
Nie miała pojęcia, kiedy zdążył rozpiąć rozporek i wyjąć narząd, który ocierał się właśnie o jej wargi, ale cieszyło ją, że tak sprawnym okazał się fachowcem. Zaczęła kręcić biodrami i gdy tylko wyczuła, że główka penisa jest na właściwym miejscu, opadła na niego.
- O Bożeee!!! – jej wrzask zagłuszył na moment huk nawałnicy. Twardy członek zanurzał się w niej powoli. Był gruby. Znacznie grubszy od narządu jej męża. Śliska i podniecona pochwa przyjmowała go dzielnie. Zachłannie. Milimetr po milimetrze, aż poczuła, że dobił do jej dna i dalej nie sięgnie. Myliła się jednak.
Wyczuł, że dotarł do dna, lecz uniósł ją i opuścił na swojego grubego członka.
- Aaaa!!! – Sara poczuła impulsu bólu. – Za duży! Wielki! Wyjmij – zawyła błagalnie.
Wycofał się z niej. Złapała oddech i z dziką wściekłością wrzasnęła.
- Rżnij mnie! Wkładaj! Już! Jeszcze!
Pchnął. Krzyknęła z podniecenia. Pochwa przyjęła go całego. Nadziana, jak na męski hak, zaczęła taniec bioder, poznając swoim wnętrzem ten rozkoszny dla niej narząd. Nie było jej dane trwać w tym bezruchu długo, ponieważ kochanek zamierzał spełnić jej życzenie. I swoją zachciankę.
Zaczął rżnąć. Pieprzyć. Z siłą kafara wbijał się w jej cipkę a ona obdarzyła okolicę wrzaskiem i jękiem.
- O kurwaaa!!! – Krzyknęła, gdy ścisnął jej pierś. Mocno i zdecydowanie. – Tak! Tak! Jeszcze! O, jak cudooooownieeee!!!
Mężczyzna widocznie nienawykły do tego, że ktoś wydaje mu rozkazy, zdjął ją nagle i posadził na stole. Sara, nie w ciemię bita i przez życie nauczona, że nadarzające okazję należy wykorzystywać bez marudzenia, skorzystała z tej chwili. Zeskoczyła z blatu i kucnęła przed nim. W sekundę chwyciła narząd i poczuła, jak gruby, obwiązany żyłami członek sterczy twardością i gorącem. Wzięła go w usta i westchnęła. Marzenia się jednak spełniają – przemknęło jej przez głowę.
Zaczęła ssać i lizać z zachłannością dzikiej, napalonej ninfomanki. Zupełnie tak, jakby niczego na świecie nie chciała tak posmakować, poczuć, zbadać, jak tego właśnie kutasa, który co dopiero penetrował jej gorące wnętrze. Językiem ślizgała po twardym, obwiązanym żyłami członku. Ssała gładką żołądź, wbijając się językiem w czubek. Ten sam, z którego miała nadzieję posmakować jego soku.
Z zadowoleniem przyjęła to, że kochanek wzdychał coraz mocniej.
Nie chciał jednak kończyć w taki sposób. Złapał ją za włosy i podniósł, przerywając ten akt oddania. Nadal nie miała pojęcia, jak ten obcy mężczyzna wygląda. Znała tylko jego twarz, wybadaną wyłącznie opuszkami palców. Wiedziała, że nosi się elegancko, co nie dziwiło, zważywszy na charakter uroczystości, której musiał być gościem. Teraz liznęła go również od innej strony. Smak jej soków i śluzu penisa wprowadził ją w amok.
Kochanek nie chciał widocznie dłużej czekać. Odwrócił ją tyłem i trzasnął w pośladek.
- Ała! – krzyknęła i wypięła się mocniej. Świadoma tego, że otworzyła się przed nim, jak tylko kobieta może przed mężczyzną, chwyciła pośladki dłońmi i rozwarła tak, aż poczuła zimno w środku. Chwycił jej biodra i nakierował w samo sedno. Znalazł to, czego szukał. Pchnął. Mocno. Pchnięta upadła na blat. Oparta nagimi piersiami o deski zaczęła najpierw dyszeć, później jęczeć, wyć – aż w końcu wrzeszczeć z rozkoszy. A on rżnął. Stale i bez przerwy. Bez wytchnienia. Zapanował nad nią totalnie. Oddała mu się całkowicie. Chociaż tak faktycznie, to on wziął, jak swoje a ona oddała, nie targując się o cenę.
Właśnie otrzymywała wynagrodzenie. Nogi zaczęły jej drżeć. Orgazm zbliżał się nieubłaganie.
Nagle zawyła, wyprężyła się i z całą siłą nadziała mocniej na penisa. Mężczyzna poczuł, jak mięśnie pochwy miażdżą jego członka. Falujący orgazm zatrzepotał nią, jak burzowy wiatr liściem nad ich głowami. Zaczęła rzucać się w drgawkach i konwulsjach na blacie. Białka oczu poleciały w górę a uda nie kończyły drżeć, jak pod prądem. Nigdy w życiu nie przeżyła czegoś takiego. Nawet cienia tak intensywnych emocji.
Mężczyzna wykonał jeszcze kilkanaście pchnięć. Nie przejmował się, że kochanka odleciała. I tym, że prawdopodobnie nie oddycha zakneblowana orgazmem. Nie miał zamiaru przestawać. Brał, jak swoje.
- Aaaa!!! – zawyła Sara, gdy odzyskała oddech. Wyskoczył z niej. Ta natychmiast trysnęła z krocza, zaskakując tak samo siebie, jak i jego. Mokre ciepło rozlało się po jej nogach, a on uniósł ją i ponownie nadział przodem na siebie. Zaczął całować. Zapalczywie, zachłannie, mocno. Sara nie zwracała uwagi na spływające po policzkach łzy szczęścia. Poczuła za to, że mężczyzna nagle westchnął, sprężył się w sobie, zamarł na sekundę i… I pchnął najmocniej, jak mógł. Gorące fale spermy strzeliły do jej wnętrza, wypełniając pochwę nasieniem. Tego było za wiele. Cipka zapulsowała ponownie w łagodnym, miękkim i wdzięcznym orgazmie. Szczytowali razem.
Nie myślała o konsekwencjach. Wyłączyła myślenie. Liczyła się tylko ta chwila. Ten moment zjednoczenia. Sekundy, które powinny trwać wieczność.
Czas, ten na ułamek sekundy zatrzymany, wydawał się trwać wiecznie, uwieczniając tę chwilę, jak światło na kliszy fotograficznej. Jakby ten moment miał nigdy już nie poznać następnej chwili. Kolejnego uderzenia przepełnionego szczęściem i spełnieniem serca.
Oddech ruszył w końcu ze świstem a serce, spragnione życia i miłości, zatrzepotało pomiędzy jej piersiami. A w brzuchu szalały motyle.
Zaspokojona i szczęśliwa całowała go w usta, policzki, skronie. Miała w sobie jego nasienie. Dała mu prawdziwą rozkosz. Poczuła ciepło, które może dać tylko drugi człowiek. Ten człowiek.
Wysunął się z niej i delikatnie pocałował. Nie rozumiała jeszcze tego, ale to był całus na pożegnanie. Przeczuwała to, ale nie miała czasu żałować lub protestować.
Jej kochanek oddalił się w ciszy. Zanurzył w mrok. Pozostawił po sobie ślad w jej sercu, pochwie i wieczną pamięć o nim.
O tym co jej dał.
Sperma zaczęła wypływać z jej wnętrza i spływać po udach. Uśmiechnęła się do siebie.
- Zajebiście – powiedziała i sięgnęła dłonią między nogi. Zagarnęła spory ładunek na dłoń i podniosła lepkie palce do twarzy. Powąchała. Westchnęła szczęśliwa. Uwielbiała ten zapach. Bez namysłu oblizała palce pełne nasienia.
- Już na zawsze zostaniesz ze mną – powiedziała takim tonem, jakby wygłaszała zaklęcie. Znała już jego zapach. Namiętność pocałunków. Kształt obwiązanego żyłami penisa. A teraz również smak nasienia. Na zawsze zostanie z nią.
A jeżeli los okaże się łaskawy – pozna jego twarz.
Gdyby jednak los marudził, trzeba mu będzie dopomóc.
Paul J. Simmons
Jak Ci się podobało?