Iza i Tomek (XVIII). Historia zatacza koło
8 marca 2026
Iza i Tomek
23 min
– Jesteście nienormalni – wykrztusił Adam, ale w jego oczach był podziw dla naszej odwagi.
– Jesteśmy szczęśliwi – odparła, dopijając whisky. – Tomek na to czekał. Serio. Z tobą w naszych głowach za każdym razem mieliśmy odjazdowy seks. Boję się głośno powiedzieć, co on mi wtedy robił i ja mu na wszystko pozwalałam… a czasami i tak było mi mało.
Przesunęła dłonią po jego ramieniu, patrząc mu prosto w rozszerzone źrenice.
– Więc nie musisz się niczego obawiać. On by chciał, żeby to nie były jedynie fantazje. Dzisiaj, kiedy wrócę do domu przesiąknięta twoim zapachem … nie da mi spać do rana.
Adam patrzył na nią, nie mogąc wykrztusić słowa.
– Ja już zdecydowanie jestem na to za stary, Iza – Pokręcił głową z niedowierzaniem. – Na te wasze gierki, na to dzielenie się tobą… To jest chore.
– To nie jest choroba, to wolność – szepnęła mu prosto w usta, nie dając mu uciec wzrokiem. – I wcale nie jesteś za stary, dyrektorze. Inaczej oparłbyś się moim pokusom, prawda?
Uśmiechnęła się drapieżnie, widząc, jak pod dotykiem jej dłoni znów napinają mu się mięśnie szczęki.
– Teraz już wiesz, dlaczego nie mogłam pozwolić ci wyjechać, dopóki istniałeś tylko w naszych chorych fantazjach – kontynuowała, gładząc go po rozpiętej koszuli. – Musiałam się przekonać naprawdę. I chciałam ci też wynagrodzić to, że napsułam ci tyle krwi.
Zachichotała zalotnie i cmoknęła go w policzek, zostawiając na jego skórze wilgotny ślad szminki. Odstawiła szklankę z denerwującym wręcz spokojem. Poprawiła torebkę na ramieniu, a jej wzrok na sekundę spoczął na czarnej koronce, która wciąż leżała na blacie jak porzucone, zmięte trofeum.
– Muszę je wziąć. Na dowód dla męża – wyjaśniła chłodno, sięgając po materiał.
Odwróciła się na pięcie, gotowa wyjść i zostawić go sam na sam z rozszalałymi myślami.
– Ach, zapomniałabym – rzuciła nagle.
Podeszła do szafki na klucze wiszącej tuż przy drzwiach sekretariatu.
– Muszę jeszcze zabrać coś ze swojej klasy – powiedziała, po czym obdarzyła go powłóczystym spojrzeniem i wyszła.
Dźwięk kroków na pustym korytarzu dotarł do niej, zanim jeszcze Adam pojawił się w drzwiach. Spojrzała na niego z wyćwiczonym zdziwieniem.
– Jeszcze nie wyszedłeś? – zapytała obojętnie, jakby między nimi nic się wydarzyło. – Nie musisz na mnie czekać. Mam klucze.
– Tak się zastanawiałem… nad tym, co mi powiedziałaś. O Tomku, o was… – zaczął, nieco się jąkając.
– To wszystko prawda – ucięła, zarzucając torebkę na ramię. Zgarnęła z biurka skórzaną teczkę i ruszyła w stronę wyjścia, dając do zrozumienia, że się spieszy. – Możesz być spokojny. Nikt nie ucierpi przez to, co zrobiliśmy.
Minęła go zdecydowanym krokiem, jakby stał się nagle elementem wyposażenia sali, który przestał ją interesować. Ale w Adama jakby wstąpił demon. Zanim zdążyła zrobić drugi krok, ubiegł ją i zatrzasnął drzwi tuż przed jej nosem. Drugą ręką chwycił ją mocno za ramię, obrócił do siebie, dociskając plecami do skrzydła drzwi.
– Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie skończysz mi tej waszej opowieści – powiedział twardym głosem, który wybrzmiał prawie jak groźba. – Chcę wiedzieć. Co kazałaś mu sobie wyobrażać, kiedy się kochaliście?
Iza uśmiechnęła się szeroko, widząc ogień w jego oczach. Ta brutalna szczerość Adama podobała jej się bardziej niż cokolwiek innego.
– Naprawdę chcesz wiedzieć? – upewniła się, zarzucając mu ramiona na szyję i przyciągając go tak blisko, że poczuł na ustach gorący, alkoholowy oddech.
– Mów! – uciął krótko, a jego dłonie zacisnęły się na jej talii z siłą, która nie znosiła sprzeciwu.
– Uwielbiam, gdy tracisz panowanie… – szepnęła, wbijając paznokcie w jego skórę tuż pod linią włosów. Spojrzała mu w oczy raz jeszcze, bezwstydnie, wyzywająco.
– Mówiłam mu, że tu za drzwiami wcale nie jesteś tym miłym facetem, za którego wszyscy cię biorą. Że pod tą maską kryje się nieobliczalny tyran, który nie cofnie się przed niczym, by postawić na swoim.
Adam parsknął krótkim, suchym śmiechem, ale po sekundzie jego twarz stężała, przybierając maskę lodowatego spokoju.
– A najbardziej irytuję cię ja – kontynuowała gorącym szeptem. – Mówiłam mu, że jesteś twardym dyrektorem, który ma szczerze dosyć krnąbrnej nauczycielki. Że w końcu musisz mnie ukarać za te wszystkie docinki, ironiczne uśmiechy i podważanie twojego autorytetu.
– Jak to robię? – spytał, a w jego głosie pojawiła się niebezpieczna chrypka.
– Tomka najbardziej podniecało to, jak pokazujesz, kto ma władzę. Jak przycierasz mi nosa – odparła, wodząc palcami po jego karku. – Opowiadałam mu, że rzucasz mną o to biurko jak rzeczą, a potem mnie bierzesz … od tyłu. Głęboko i bez czułości, jakbyś chciał mi raz na zawsze zamknąć usta. Uwielbiał słuchać o tym, jak patrzysz na moje wypięte pośladki, podczas gdy ja szlocham z rozkoszy, przyciśnięta twarzą do blatu.
Wzrok Adama pociemniał, a mięśnie szczęki zadrgały z ledwo powściąganą furią. Nie dał jej czasu na kolejny prowokujący uśmiech. Gwałtownym ruchem wykręcił jej ramię za plecy i pchnął na biurko, dokładnie tak, jak przed chwilą opisywała.
Iza upadła klatką piersiową na blat, a jej dłonie, szukając instynktownie oparcia, rozrzuciły stertę klasówek, które z szelestem spadły na podłogę.
– Skoro tak barwnie mu to opisałaś – warknął tuż przy jej uchu, dociskając ją całym ciężarem swojego ciała do zimnej płyty – to nie możemy go rozczarować, prawda? Zobaczmy, czy rzeczywistość dorówna twoim fantazjom.
Nie tracił czasu. Zadarł jej spódnicę; zrolowany materiał zatrzymał się na plecach, odsłaniając jasne pośladki, które odcinały się ostrym kontrastem od ciemnej powierzchni biurka. Czuła na karku jego przyspieszony, gorący oddech i twardość ciała, która potwierdzało, że jej opowieść zadziałała dokładnie tak, jak zaplanowała. Widok wypiętego tyłka bez bielizny zaparł mu dech swoją brutalną surowością. Adam dostrzegł na jej skórze wyraźne, karmazynowe ślady własnych palców – bolesne pamiątki po poprzedniej serii pchnięć, które teraz wyglądały jak pieczęcie jego władzy. Między mocno rozchylonymi udami lśniła nabrzmiała, ciemna od podniecenia cipka. Wszystko było otwarte, bezbronne i ociekające, jakby każdy centymetr jej ciała domagał się kolejnego mocnego seksu.
Iza zamarła, oddychając płytko i chrapliwie. Poddała mu się całkowicie, nieruchoma w oczekiwaniu na to, co nadejdzie. A on natychmiast przylgnął do niej całym sobą, czując, jak to roznegliżowane, bezwstydne ciało wbija się w jego uda. Rozstawił jej nogi szerzej, kopiąc czubkami butów w jej szpilki, dopóki nie uznał, że jest wystarczająco otwarta i dostępna.
– Mówiłaś mu, że wykręcam ci ręce? – wycharczał jej prosto w kark.
Chwycił jej nadgarstki i wyciągnął je wysoko na plecy, unieruchamiając ją całkowicie potężnym uściskiem. Wolną ręką rozsunął spodnie i naprowadził twardy, pulsujący członek na rozpalone krocze. Nie wszedł w nią od razu. Celowo zwlekał, przesuwając żołędzią wzdłuż nabrzmiałych warg sromowych i zbierając wilgoć, która obficie z niej wypływała. Czuł, jak drży, desperacko pragnąc wypełnienia, podczas gdy on delektował się jej bezsilnością.
– Tak… mówiłam, że nie będziesz pytał, czy boli… tylko wejdziesz tak głęboko, jak się da – wyjęczała, przyciskając policzek do blatu.
Wbił się w nią od tyłu, do samego końca, a ona krzyknęła prosto w blat biurka, który stłumił dźwięk jej rozkoszy. Zaczął ją posuwać brutalnymi pchnięciami, które sprawiały, że całe biurko waliło o stojącą za nim ławkę. Klasę wypełnił surowy, mięsisty odgłos zderzających się ciał i ciężki oddech Adama, który z każdym ruchem coraz bardziej tracił kontrolę. Iza wyrzucała z siebie urwane jęki, które mieszały się z rytmicznym stukotem mebla. Podciągnął jej skrzyżowane nadgarstki jeszcze wyżej, niemal pod same łopatki, zmuszając ją do głębszego wygięcia kręgosłupa i jeszcze pełniejszego wystawienia się na jego członka.
– Pamiętasz rady pedagogiczne? – warknął jej do ucha. – Te twoje ironiczne uwagi? To, jak podważałaś każde moje słowo przy wszystkich nauczycielach? – Jego głos był teraz niski, przesiąknięty mroczną satysfakcją. – Myślałaś, że ujdzie ci to na sucho, bo jesteś ładna, inteligentna i bezczelna? – kontynuował, nie zwalniając tempa. – Dzisiaj skończyło się stawianie, ty mała cwaniaro. Pokażę ci, gdzie jest twoje miejsce i kto tu dyktuje warunki.
Z rozmachem wymierzył jej siarczystego klapsa prosto w wypięty pośladek. Odgłos uderzenia był głośny jak wystrzał z pistoletu. Iza krzyknęła, a jej ciało stężało. Adam poczuł, jak mięśnie pochwy zaciskają się w nagłym skurczu wokół penisa. Spodobało mu się to – ta mieszanka kary i bezwstydnej przyjemności, którą z niej wydobywał.
Odetchnęła gwałtownie, a piekący ból na pośladku natychmiast zamienił się w pulsujące gorąco. Odwróciła głowę na tyle, na ile pozwalał ucisk, i posłała mu przez ramię błyskający, kpiący uśmiech.
– Tylko na to cię stać, panie dyrektorze? – wycharczała, prowokując go resztkami tchu. – Myślałam, że pod tym garniturem kryje się ktoś, kto naprawdę potrafi mnie ujarzmić, a nie mizia jak grzeczną dziewczynkę.
Adam poczuł, jak ogarnia go fala czystej, białej gorączki. Jej bezczelność w takim momencie i widok czerwonego śladu dłoni na skórze była paliwem, którego potrzebował. Wymierzył kolejny klaps, a potem następne, raz po raz. Iza nie miała już siły na ironię. Jej ciało drżało w niekontrolowanych spazmach, Szloch rozkoszy, o którym wcześniej wspominała, w końcu wyrwał się z jej gardła.
– Powiedz to. Wyduś to z siebie – syknął, a chłód w jego głosie kontrastował z żarem ich ciał. – Powiedz, że właśnie, tego pragnęłaś, prowokując mnie tymi wszystkimi spojrzeniami. Że marzyłaś, abym cię wziął jak swoją własność, bez pytania.
Iza poruszyła się, trąc brzuchem o krawędź blatu. Próbowała unieść tułów, ale trzymał ją twardo.
– Tak… – wykrztusiła w końcu. – Tak, dyrektorze… Kręci mnie, kiedy mnie poniżasz. Lubię czuć twoją siłę i to, że nie mam nic do powiedzenia. Rób ze mną co tylko chcesz.
– No widzisz. I po co było się tak rzucać – uciął krótko, po czym puścił jej ręce i obiema dłońmi mocno chwycił ją za biodra.
Naparł na nią potężnym pchnięciem, które niemal przesunęło ciężki mebel. Iza krzyknęła, a jej głos odbił się od zimnych ścian pracowni. Zaczął ją brać w regularnym, brutalnym rytmie. Każde uderzenie jego ciała o pośladki brzmiało jak mokry, mięsisty klaszczący dźwięk, który wypełniał ciszę wieczornej szkoły. Przyciśnięta twarzą do drewna, mogła tylko przyjmować kolejne ciosy, czując, jak Adam z każdym ruchem wchodzi w nią coraz głębiej, coraz boleśniej, upadlając ją jak płatną dziwkę, ale wcale jej to nie raziło. Gdy poczuł, że kulminacja jest nieunikniona, wbił w nią głęboko palce, a sam odchylił się mocno do tyłu. Naprężył mięśnie, celebrując każde z ostatnich, najgłębszych pchnięć, i patrzył z góry na jej bezbronne plecy.
– Zapamiętaj ten moment – wycharczał niskim głosem. – Zapamiętaj go, kiedy jutro rano powiesz mi znowu, że coś ci się nie podoba.
Pochwa Izy zacisnęła się w nagłym skurczu. Adam ryknął, a potem kilkoma, automatycznymi ruchami usztywnionych lędźwi zostawił w swojej wyimaginowanej podwładnej ogromną porcję świeżej spermy. Przez kilka długich sekund trzymał ją tak, wbity w nią do końca, ich ciała drżały w spazmatycznych drgawkach, klasówki szeleściły pod butami.
Kiedy powoli się z niej wysunął, Iza nie poruszyła się. leżała na biurku, z policzkiem przyciśniętym do chłodnego blatu, czując, jak drżą jej kolana. Wtedy wydarzyło się coś, czego się nie spodziewała. Zamiast chłodnego polecenia, by się ubrała, poczuła na plecach delikatny, niemal czuły dotyk. Jego dłonie nie były już stalowymi kleszczami, przesuwały się miękko po jej ramieniu, a potem pomógł jej wstać, podtrzymując ją pod łokieć z troską, jakby przed chwilą nie rzucał nią o to biurko jak przedmiotem.
– Przepraszam cię. Chyba… mnie poniosło bardziej, niż planowałem – powiedział, a jego głos odzyskał tę znajomą, ciepłą barwę, którą tak uwielbiali uczniowie i rodzice.
Spojrzała na niego oszołomiona. Jego twarz, przed chwilą wykrzywiona drapieżną furią, teraz znów była gładka, a w oczach pojawił się łagodny, niemal opiekuńczy blask. Zaczął powoli poprawiać jej spódnicę, wygładzając materiał dłońmi z taką uwagą, jakby dotykał najdroższego jedwabiu.
– Nie chciałem ci sprawić bólu – szepnął, muskając kciukiem jej zaczerwieniony policzek. – Jesteś cała?
Ta nagła zmiana była dla niej bolesna. Ten „ciepły Adam” był w pewien sposób bardziej niebezpieczny niż ten, który wykręcał jej ręce – bo sprawiał, że zrobiło jej się go żal, a miała dla niego kolejną niespodziankę, która teraz naprawdę mogła go jedynie dobić.
– Tak… wszystko w porządku – wykrztusiła, próbując odzyskać rezon i drżącymi palcami zapiąć guziki koszuli.
Sięgnęła ręką do półki za biurkiem, tam gdzie zazwyczaj trzymała dodatkowe podręczniki i pokazała mu smartfon, który był oparty o stertę książek.
Ekran wciąż świecił. Trwało połączenie wideo.
Zmroziło go. Spojrzał na wyświetlacz. Zobaczył tam moją twarz. – Byłem blady, spocony, siedziałem w ciemnym pokoju z telefonem w dłoni. Moje oczy były szeroko otwarte, utkwione w obrazie, który transmitowała Iza. Odwróciła się powoli, ocierając usta wierzchem dłoni. Spojrzała na Adama z uśmiechem, który sprawił, że poczułem zimny dreszcz na plecach.
– Widziałem, Iza… Jezu, to było lepsze, niż kiedykolwiek opowiadałaś – wysapałem, ciężko oddychając. – Adam… – zawahałem się, lecz w moim głosie pojawiła się nuta drapieżnego uznania. – Nie znałem cię od tej strony. Cholera, nie wiedziałem, że potrafisz być takim zwierzęciem.
Iza natychmiast zmarszczyła groźnie brwi, ucinając moje zachwyty.
– Zamknij się, Tomek – rzuciła ostro.
Spojrzała na dyrektora, który stał przed nią niemal nagi w swoim upokorzeniu. Wiedziała, że i tak przeczołgała go wystarczająco okrutnie. Nie chciała go niszczyć – on po prostu stał się przypadkowo kluczowym elementem naszego popapranego życia, żywym rekwizytem w teatrze pożądania, który zbudowaliśmy. Dał nam to, czego potrzebowaliśmy: surowy, niekontrolowany impuls.
Poprawiła spódnicę, pod którą wciąż nie miała bielizny, i wbiła wzrok w ekran telefonu.
– Wracam.
Nie musiała dodawać nic więcej. Nie było potrzeby instruowania mnie, bym był gotowy, czekał, przygotował się na to, co się wydarzy. W tym jednym „Wracam” zawarta była cała obietnica tej nocy – zapach Adama na jej skórze, majtki pod spódnicą, zbroczone jego nasieniem i furia, z jaką rzucę się na nią w przedpokoju.
Rozłączyła się bez pożegnania.
Siedziałem w ciemności, wciąż słysząc w uszach jęki i głośne klapsy. Wiedziałem, że za piętnaście minut wejdzie do domu, a ja dokończę to, co on tylko zaczął.
Kiedy drzwi skrzypnęły, nie poruszyłem się. Czułem na plecach powiew chłodnego, powietrza, które wdarło się za nią do pokoju, niosąc ze sobą duszny aromat whisky i obcy, męski zapach, który miał być dla mnie policzkiem. Usłyszałem, jak jej oddech nagle rwie się w połowie. Spodziewała się zastać mnie wściekłego, gotowego do konfrontacji, żądającego wyjaśnień, bo znowu „zapomniała” skonsultować ze mną swoje plany. Ale widok mojej nagiej sylwetki na tle okna, nieruchomej i napiętej jak struna, kompletnie ją obezwładnił. To był dla niej kolejny strzał adrenaliny, paliwo, które natychmiast rozżarzyło resztki opanowania.
Odwróciłem się do niej powoli, pozwalając, by ciężar mojego spojrzenia spoczął na niej w pełnej ciszy. Stała tam, wbijając we mnie wzrok – wyzywający, niemal bezczelny, a jednocześnie zamglony tym tępym pożądaniem, którego nie potrafiła ukryć, rzucając mi nieme wyzwanie: „I co teraz z tym zrobisz?”. Zero wstydu. Tylko ta jej cholerna, lubieżna satysfakcja, która biła od niej mocniej niż zapach perfum.
Mierzyliśmy się spojrzeniami jak w jakimś chorym pojedynku. Ona była ubrana, ale pozorne okrycie tylko potęgowało perwersyjną prawdę. Widziałem pogniecioną koszulę, ślady obcych dłoni odciśnięte w tkaninie, włosy w nieładzie. Wiedziałem dokładnie, że pod tym ubraniem chowa piętno szybkiego, ostrego seksu. Ja stałem przed nią całkowicie nagi. Nie miałem nic do ukrycia, pokazując, jak bardzo jej chcę,
Bez słowa, patrząc mi w oczy, wsunęła dłonie pod spódnicę. Widziałem ruch bioder, słyszałem cichy, mokry szelest materiału, który przylepił się do jej rozpalonego ciała. Zsunęła majtki powoli, z prowokacyjną precyzją, pozwalając, by przez chwilę owinęły się wokół jej ud, zanim ostatecznie zdjęła je z kostek. To, co trzymała w dłoni, nie było już tylko bielizną – to był dowód zdrady. Zwinęła je w ciasny, ciężki kłębek i bez ostrzeżenia rzuciła prosto we mnie. Złapałem je odruchowo w obie dłonie. Były ciepłe, ciężkie od wilgoci i nienaturalnie lepkie. Nie potrzebowałem ich nawet przybliżać do twarzy, by poczuć uderzenie tego zapachu, ale zrobiłem to – powoli, niemal w transie, wbiłem nos w zwiniętą koronkę. To był zapach czystego, fizycznego wyuzdania. Materiał był tak przesiąknięty, że niemal sztywniał w palcach, polepiony białymi smugami, które w świetle lamp lśniły niczym perłowy dowód upokorzenia.
– Ile razy cię zerżnął? – rzuciłem roztrzęsiony, zaciskając palce na tkaninie tak mocno, że lepka wilgoć zwilżyła mi skórę. – Całe posklejane, Iza… Jezu, on cię po prostu zalał. Powiedz mi prawdę: ile razy cię miał, że doprowadziłaś je do takiego stanu?
Iza patrzyła, jak delektuję się jej bezwstydem, a na jej ustach błąkał się pijany, zwycięski uśmiech.
– Może trzy, może cztery… – podpuszczała mnie, czując, jak mój wzrok pali ją bardziej niż obite pośladki. – Nie liczyłam, Tomeczku, ale dostałeś wszystko, co we mnie zostawił. Każdą kroplę.
Zrobiła powolny, drapieżny krok w moją stronę. Sprawnym ruchem dłoni zwolniła guzik spódnicy, która z miękkim szelestem opadła na wykładzinę, zostawiając ją w samych pończochach i tej białej, wymęczonej bluzce. Przytuliłem ją gwałtownie, a ona przez chwilę drżała – cała ta adrenalina, zapach Adama i duszna atmosfera gabinetu wciąż w niej żyły i pulsowały pod skórą.
– Masz, o co tak prosiłeś – szepnęła mi do ucha.
Cofnąłem lekko głowę i spojrzałem na nią, kompletnie oszołomiony.
– Co? O czym mówisz…? – wydusiłem, autentycznie zdezorientowany. – Tym razem o nic cię nie prosiłem.
Przez moment patrzyliśmy sobie w oczy, ale z jej spojrzenia biła jakaś nieustępliwa pewność siebie.
– Nie pamiętasz? – zapytała przekornie, smakując każde słowo. – Tej chorej obsesji, kiedy wmówiłeś sobie, że z nim flirtuję… że go prowokuję. Tych nocy, kiedy kazałeś mi o nim opowiadać. Naprawdę już zapomniałeś?
Serce uderzyło mi mocniej.
– Pamiętam … – wychrypiałem, zbity z tropu. – Też cię to kręciło.
Uśmiechnęła się wolno, pewnie. Zbyt pewnie.
– Oczywiście – powiedziała cicho, przesuwając palcami po mojej piersi i muskając materiał koszuli. – Tylko że wtedy nauczyłam się, jak łatwo można tobą zawładnąć i przy okazji… jak mocno nakręcić samą siebie. Doceń mój wysiłek, Tomeczku – mruknęła, powoli popychając mnie w stronę łóżka – bo teraz ci o wszystkim opowiem …
Zrobiła krótką pauzę, celowo przeciągając napięcie.
– I uwierz mi – dodała ciszej – to nie będą już domysły. To będzie czysta prawda. Prosto z jego biurka. Spodoba ci się.
Pchnęła mnie mocniej. Opadłem plecami na materac, a ona zaśmiała się – niby miękko, ale z nutą wyzwania. Klęknęła na brzegu łóżka i płynnie opadła na czworaka, a potem zwinnym, kocim ruchem zaczęła się do mnie zakradać. Wyglądała jak drapieżnik osaczający ofiarę, którą zamierza powoli i metodycznie rozszarpywać. Znałem tę kobietę od lat, była moją żoną, ale w tej chwili nie było w niej ciepła – stała się dzikim wampem, bezlitosną suką, która wiedziała, jak rzucić mnie na kolana samym spojrzeniem. Po skórze przebiegły mi ciarki, a gardło nagle wyschło. Biła od niej czysta, wyzywająca siła.
– Patrz na mnie – mruknęła, po czym okraczyła mnie w pasie i zaczęła powoli pełznąć w górę, przesuwając się wyżej, w stronę klatki piersiowej. Jej ciało zostawiało na mojej skórze wyraźny mokry i palący ślad – lepką ścieżkę ich wspólnego orgazmu. Zatrzymała się dopiero wtedy, gdy jej twarz znalazła się nad moją. Patrzyła na mnie z góry, delektując się moim pożądaniem i faktem, że jestem pod nią. Przez cały czas mamiła mnie tym swoim gorącym, zachrypniętym od krzyku głosem, snując bezwstydną opowieść z gabinetu Adama, opisując momenty, których nie zarejestrowała kamera.
— No i co? — powiedziała w końcu, z mrocznym triumfem w głosie, kiedy opowieść dobiegła końca, a ja drżałem, gotów ją rozszarpać. — Tęskniłeś za swoją dyrektorką?
Chwyciła mnie za nadgarstki, kładąc sobie moje dłonie na biodrach. Uniosła się na kolanach, powoli prostując plecy. Krocze oderwało się od mojego brzucha, zostawiając na nim mokry ślad — lepką pieczątkę ich finału, która teraz na mnie stygła. Nie puszczając nadgarstków, poprowadziła moje dłonie niżej, zsuwając je prosto na pośladki i wtedy przeszył mnie dreszcz. Jej tyłek nie był po prostu gorący – on pulsował żywym ogniem. Pod opuszkami palców wyraźnie wyczułem delikatne obrzmienie i nienaturalne ciepło miejsc, w które uderzał Adam. Pośladki płonęły, będąc namacalnym dowodem tego, co jeszcze przed chwilą oglądałem na ekranie telefonu.
Patrzyła mi w twarz, chłonąc z satysfakcją mój szok i podniecenie.
— Czujesz to? — mruknęła, dociskając moje palce jeszcze mocniej do rozżarzonej skóry. — To nie jest twoja fantazja. On zrobił ze mną, co chciał… a ty nie mogłeś zrobić nic — poza patrzeniem.
Jej słowa zadziałały jak iskra rzucona na benzynę. Wbiłem palce w pośladki, czując pod skórą ich obrzmienie, i przyciągnąłem ją do siebie gwałtownie, aż nasze biodra zderzyły się z głuchym odgłosem.
— Zaraz wyrzucę go z tej twojej chorej głowy. Zobaczysz — warknąłem, trzęsąc się od pożądania i furii. — Zaleję cię spermą tak mocno, że zapomnisz o wszystkim innym. Wymażę go z ciebie.
Mówiłem dokładnie to samo co lata temu, kiedy po raz pierwszy wbiłem sobie do głowy, że muszę zostawić na jej ciele mocniejszy ślad niż Adam. Głupia obsesja, a jednak wracała za każdym razem. To był nasz rytuał — surowy, momentami brutalny, ale paradoksalnie oczyszczający.
Iza parsknęła krótkim, kpiącym śmiechem, w którym słychać było dziką satysfakcję. Czułem pod palcami, jak drży – nie ze strachu, ale z chorej ekscytacji, którą właśnie we mnie pompowała.
— O tak, zrobisz to… — syknęła, wbijając mi paznokcie w ramiona i patrząc w oczy z bezczelnym wyzwaniem. — Ale jeśli chcesz być od niego lepszy, musisz go najpierw ze mnie wyssać.
Uniosła biodra i zjechała wzrokiem w dół, gdzie ze szparki nadal sączył się lepki, ślad jego wytrysku.
– Do ostatniej kropli — syknęła z perfidnym grymasem, w którym rozkaz mieszał się ze słodyczą.
Puściła moje dłonie i chwyciła się oparcia łóżka, napinając ramiona tak mocno, że pod skórą zagrały jej wszystkie mięśnie. Powoli, z lubieżną precyzją opuściła się, siadając mi na twarzy. Pierwsze co poczułem to żar rozpalonego ciała i gęsty, odór mieszanki nasienia, potu i śluzu. Zakręciło mi się w głowie nie tylko od zapachu, ale też od bezwstydnego widoku. Jej cipka była nienaturalnie rozchylona i rozciągnięta – brutalny dowód na to, że Adam nie miał dla niej ani krzty czułości. Szerokie wargi sromowe, nabrzmiałe i purpurowe od tarcia, lśniły od wilgoci. Kiedy zawisła nade mną rozwarta, niczym krwawiący owoc wystawiony na żer, z jej wnętrza zaczęły powoli wypływać gęste, perłowe smugi.
Wbiłem język w to rozpalone, chłonne ujście, zapominając o delikatności. Musiałem dotrzeć do samego dna, tam, gdzie nasienie Adama wciąż pulsowało żywym ciepłem. Wtedy poczułem ten smak, surowy ciężki i bezlitośnie słony. To była czysta, pornograficzna rzeczywistość. Gęsta, kremową konsystencja ich perwersyjnych relacji lepiła się teraz do podniebienia, smakując lepiej niż whisky. Każdy ruch języka wydobywał z niej kolejną porcję perłowej mazi, którą od razu połykałem z dławiącym uwielbieniem. Palce wbiły się w jej pośladki, tam gdzie skóra wciąż płonęła od klapsów. Rozchyliłem ją jeszcze szerzej, niemal rozrywając tkanki, by nie uronić ani jednej kropli, które miały być domknięciem moich najgorszych fantazji.
Iza oszalała. Zaczęła gwałtownie tłuc biodrami o moje usta, dusząc mnie, chcąc, bym lizał ją jak najgłębiej. Trzęsła się w konwulsjach, pończochy szurały o prześcieradło, a każdy ruch języka sprawiał, że z jej gardła wydobywał się pełen uwielbienia i wstydu bełkot. W końcu nie wytrzymała. Zsunęła się ze mnie i gwałtownie pociągnęła mnie, jakby szukała pomocy.
— Teraz ty! — wrzasnęła, chwytając mnie za ramiona. — Pokaż, że jestem tylko twoja.
Rozłożyła szeroko nogi, wciąż w pończochach, które teraz, pościągane, wyglądały jeszcze bardziej wyzywająco. Wszedłem w nią jednym pchnięciem, niemal przybijając ją do łóżka.
— Tomek! — Jej krzyk odbił się od ścian pokoju, dławiąc echo głosu Adama.
Chwyciłem ją za dłonie, splatając nasze palce i dociskając jej ręce do materaca, by nie mogła odwrócić wzroku. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy, w których odbijało się wszystko: odraza, pożądanie, miłość i obłęd. Moje biodra pracowały wściekle, uderzając o jej ciało z mokrym, rytmicznym mlaśnięciem. Jej źrenice rozszerzały się, usta bezgłośnie wymawiały moje imię, zagłuszając imię tamtego.
— Tak! Tak właśnie lubię!
— Jesteś moja! Słyszysz?! — ryknąłem, wbijając się w nią tak głęboko, że poczułem pod żołędzią twarde, rytmiczne pulsowanie macicy.
To nie był już tylko seks, to była brutalna egzekucja moich praw własności. Iza nie odpowiedziała słowami, tylko wbijała paznokcie w moje dłonie i parła biodrami w górę, za wszelką cenę próbując wypełnić każdą szczelinę swojego ciała moją obecnością. Byliśmy mokrzy od potu, płuca wypełniał nam duszny zapach seksu i whisky. W ostatniej chwili, niemal walcząc z samym sobą, wysunąłem się z niej i uniosłem na ramionach. Iza wydała z siebie bolesny, zawiedziony jęk, ale nie pozwoliłem jej się odwrócić. Zacisnąłem dłoń u nasady członka, niemal miażdżąc go w palcach i wycelowałem w nią siną żołądź, która drżała pod wpływem tętniącej w niej krwi. Ona zdążyła jeszcze popatrzeć z fascynacją na napiętą, pękającą powierzchnię główki i wtedy nastąpiła egzekucja. Pierwszy wystrzał był tak gwałtowny, że wrząca biel uderzyła prosto w jej twarz, rozbryzgując się na policzku, powiece i ustach. Drgnęła, ale jej oczy, pełne drapieżnego zachwytu, śledziły każdy kolejny strumień. Druga kreska wylądowała w rozchylonym dekolcie, tworząc palące, lepkie plamy i brudząc koszulę. Iza chłonęła ten widok z jakąś chorą fascynacją, patrząc, jak biały symbol mojego ostatecznego zwycięstwa nad Adamem znaczy jej skórę. Pompowałem członka w całkowitym amoku – coraz szybciej i mocniej, śmigając ręką w obłędnym, desperackim rytmie, jakbym chciał wyrzucić z siebie całą wściekłość ostatnich godzin. Pośladki napięły się mi niczym kamień, a całe ciało pokryło siatka nabrzmiałych żył. W końcu, gdy poczułem, że mięśnie miękną, a w kolanach pojawia się bezwładna wata, przysiadłem ciężko na piętach. Ostatnie, gęste krople spermy spadły na jej brzuch, spływając leniwie po rozgrzanej skórze i zlewając się w pępku w małą, lśniącą kałużę. Iza patrzyła na to z lubieżnym zachwytem, a kiedy skończyłem, przesunęła dłonią po brzuchu, rozmazując moje nasienie z namaszczeniem, jakby nakładała na siebie najcenniejszy balsam. Zanim zdążyła nabrać tchu, z powrotem wsunąłem się pomiędzy jej rozwarte nogi i chociaż byłem już pusty, penis wciąż pozostawał sztywny i żądny odwetu. Kilkoma szybkimi, mocnymi pchnięciami wynagrodziłem jej ten krótki, pornograficzny wybryk, doprowadzając ją do obłędu. To było jak ostateczne przypieczętowanie. Skleiliśmy się ze sobą w brudnym, spoconym uścisku. Każde moje drżenie przenosiło się na nią, a każda fala gorąca, która od niej biła, paliła mnie od środka. Oplotła mnie nogami, a ja wgniatałem ją ciężarem w materac. Leżałem na niej, czując się jak zdobywca, który właśnie odzyskał dla siebie utracone terytorium. Iza była cudownie niechlujna. Włosy, splątane w dzikie kołtuny, przylgnęły do mokrego czoła, biała koszula, która rano była symbolem biurowej dyscypliny, teraz była żałosną szmatą – pogniecioną, wilgotną i rozprutą aż do połowy brzucha. Koronkowy biustonosz zwisał smętnie z jednego ramienia, odsłaniając pierś naznaczoną czerwonawymi śladami moich zębów.
Spojrzałem na nią, mrużąc oczy, i nie mogłem powstrzymać parsknięcia.
— No, gratuluję reżyserii, skarbie. Takiego domknięcia wątku z Adamem nie powstydziłby się sam Tarantino — mruknąłem, wciąż próbując unormować oddech.
Iza zaśmiała się cicho, z trudem łapiąc powietrze. Powolnym, niemal leniwym ruchem starła wierzchem dłoni policzek, a potem zatrzymała rękę przed samą twarzą. Przyglądała się spermie, która lśniła na jej skórze i lepiła się do palców.
– Szkoda, że tego nie nagraliśmy… — rzuciła chrapliwie, nie odrywając wzroku od swojej dłoni, jakby napawała się tym widokiem. — Za taki pokaz zdobylibyśmy Oscara.
Patrzyłem, jak zaciska i rozluźnia dłoń, obserwując, lepką maź, która ciągnęła się między jej palcami. Nie było w niej ani grama zażenowania – tylko ta mroczna, drapieżna duma.
— Za to, co tu dzisiaj odstawiłaś, powinni cię od razu wywalić z tego dyrektorskiego fotela — wychrypiałem, przesuwając kciukiem po jej dolnej wardze. — Siejesz zgorszenie, kochanie. Jesteś chodzącą patologią.
Iza tylko mruknęła, uśmiechając się w sposób, który mówił, że ta wizja jest dla niej najlepszym komplementem, jaki mogła usłyszeć.
— Półśrodki już nam nie wystarczają, co? — mruknęła, leniwie przesuwając stopą po moich łydkach. — Poza tym, bądźmy szczerzy: odkąd wsadziłeś mi tego drania do głowy, nie działa na mnie normalne, grzeczne pieprzenie.
Podparła się na łokciu, a jej kpiący uśmieszek sprawił, że poczułem dreszcz na karku. Wyglądała jak diablica, która właśnie zamierzała mnie pożreć.
— Mało ci było tego, że po prostu cię kochałam i byłam ci wierna jak pies? — syknęła. — Musiałeś mi namieszać? No to teraz masz, co chciałeś, i ani mi się waż pisnąć, że przesadzam.
Przesunęła dłonią po udzie, rolując porwaną pończochę.
— Jeśli myślisz, że to, co dzisiaj odstawiliśmy, to szczyt naszych możliwości, jesteś w cholernym błędzie — syknęła, a jej wzrok spoczął na moich ustach, jakby już planowała kolejny ruch. — Zamierzam sprawdzić, czy za mną nadążysz. Bo ja dopiero się rozkręcam.
Zaśmiałem się, czując, jak wraca mi energia.
— Brzmi jak groźba, Iza.
— Bo to jest groźba — odparła, mrugając do mnie. — Ale obiecuję, że kara będzie ci się kurewsko podobać.
koko
Jak Ci się podobało?