Ilustracja: Andriyko Podilnyk

Iza i Tomek (XV)

11 stycznia 2026

Opowiadanie z serii:
Iza i Tomek

50 min

Witam!
Z radością oddaję wam obiecaną, piętnastą już odsłonę przygód Izy i Tomka. Ta część to ścisła kontynuacja wątków z kilku ostatnich opowiadań – wierni czytelnicy na pewno od razu odnajdą się w akcji. Mam nadzieję, że ten rozdział ciekawie dopełni historię, którą wspólnie śledzimy.
Muszę przyznać, że, kiedy już zabrałem się do racy, pisało mi się wyjątkowo lekko i zanim się obejrzałem, wyszła z tego prawdziwa kobyła. Żeby nie męczyć Was jednym, długaśnym blokiem tekstu, postanowiłem podzielić tę historię na pół. Dzisiaj prezentuję pierwszą część, kolejna odsłona wkrótce.
Na koniec mam tę samą prośbę: zostawcie po sobie głos. Tak jak wspominałem wcześniej, to właśnie głosy są dla mnie jedynym realnym miernikiem popularności i sygnałem, że chcecie czytać dalej. Sama liczba odsłon o niczym nie świadczy, dlatego każdy Wasz głos ma znaczenie.
Miłej lektury.

Kiedy wszedłem do salonu Empiku, sala była już niemal całkowicie wypełniona. W powietrzu unosił się ten specyficzny, cichy szmer rozmów, przerywany co chwilę przytłumionym śmiechem i suchym szelestem kartek. Niemal każdy trzymał w dłoniach własny, jeszcze pachnący drukarnią egzemplarz. Obiecany w zaproszeniu podpis autora nie był dla tych ludzi tylko zwykłym autografem – miał się stać osobistym śladem i pieczęcią spotkania, którą chcieli zabrać ze sobą do domu niczym małą, materialną pamiątkę.

Rozejrzałem się po rzędach krzeseł. Zdecydowaną większość stanowiły kobiety w różnym wieku – od młodych dziewczyn z wypiekami na twarzach, po dojrzałe, eleganckie damy. Czy mnie to dziwiło? Ani trochę. To one były w pierwszej kolejności adresatkami jego gęstej, nasyconej emocjami prozy.

Nie chcąc rzucać się w oczy, zająłem jedno z ostatnich wolnych miejsc w tylnych rzędach, wtapiając się w półmrok sali. Po chwili na niewielką scenę, oświetloną ciepłym punktowym światłem, wyszła kierowniczka salonu. Jej wyprostowana sylwetka i lekki, wyćwiczony uśmiech zdradzały mieszankę tremy i zawodowej dumy. Gdy witała zgromadzonych, w jej głosie drżało autentyczne wzruszenie. Zapowiadała gościa wieczoru – pisarza, którego nowa powieść w zaledwie kilkanaście dni po premierze, stała się literackim fenomenem, brutalnie rozbijając rankingi sprzedaży.

To prawda. Ostatnie lata były dla Jakuba nieprzerwanym pasmem sukcesów, ale najnowsza powieść naprawdę namieszała. Czytelnicy, przyzwyczajeni do jego sprawnie napisanych kryminałów z obyczajowym tłem, tym razem zostali brutalnie wyrwani ze strefy komfortu. Jakub poszedł na całość, obnażając mroczne kulisy internetowego biznesu erotycznego – temat tyleż kontrowersyjny, co hipnotyzująco aktualny. Zrobił to w swoim najlepszym wydaniu: w plastycznym stylu, doprawionym dawką inteligentnego, choć lekko złośliwego humoru. Powieść bezwstydnie ociekała erotyką i dla wielu konserwatywnych krytyków mogła uchodzić za skandalizującą; jednak na tle dziesiątek banalnych romansów wyraźnie biła po oczach jakością. Jakub nie popadł w tandetę; przeciwnie, bogactwo psychologicznych niuansów i gęste splątanie wątków nadały tej historii głębię, której nikt się po tym gatunku nie spodziewał. Efekt był do przewidzenia. Sprzedaż wystrzeliła w zawrotnym tempie, a on z dnia na dzień stał się kimś więcej niż tylko popularnym pisarzem – stał się marką. Zyskał ogólnokrajowy rozgłos i status literackiego prowokatora.

Wszedł na scenę przy akompaniamencie gromkich braw. Uśmiechnąłem się pod nosem, widząc, jak kobiety – niezależnie od metryki – wlepiają w niego wzrok z tą samą mieszanką tęsknoty i uwielbienia, jaką rezerwuje się dla gwiazd popu, a nie autorów literatury faktu czy kryminałów. W przeciwieństwie do reszty nie przyjechałem tu jednak, by analizować konstrukcję jego narracji czy słuchać anegdot o procesie twórczym. Znałem go ze zdjęć, krótkich migawek na YouTubie i dusznych, pełnych niedopowiedzeń opowieści Izy, ale teraz, gdy stanął w świetle reflektorów i posłał publiczności pewny siebie, drapieżny uśmiech, wszystko stało się jasne. Ten facet wiedział, jak zjednać sobie ludzi.

Jego głos był niski, miękki i niepokojąco spokojny – każdy żart rzucony mimochodem trafiał w punkt, rozluźniając atmosferę dokładnie tak, jak zaplanował. Miał w sobie ten rodzaj lekkości, który sprawia, że człowiek mimowolnie się odpręża i daje porwać temu, co słyszy.

Słuchałem jego głosu i patrzyłem na ten nienachalny urok, który miał w sobie, lecz moje  myśli uciekały ku Izie. Zastanawiałem się, co tak naprawdę poczuła, gdy ich drogi skrzyżowały się po raz pierwszy. Co takiego ją w nim urzekło, że moja chłodna, wyrachowana uwodzicielka nagle straciła kontrolę? Próbowałem odtworzyć w głowie ich pierwsze spotkanie, klatka po klatce. Czy patrzyła na niego z tym samym głodnym zachwytem, co te kobiety w pierwszych rzędach? Czy zadziałał na nią ten jego magnetyzm?

Jakub skończył odpowiadać na pytania, a publiczność ruszyła w stronę stołu, przy którym miał podpisywać książki. Stałem w kolejce, czując się jak intruz, który przypadkiem zabłądził do środka cudzej imprezy. Co chwila spoglądałem na okładkę książki, którą trzymałem w dłoniach. To był ten sam egzemplarz, który Iza przyniosła do domu pewnego wieczoru, rzucając go na nasz sypialniany stolik z dziwnym błyskiem w oku. Pamiętam, jak później czytała mi wybrane fragmenty na głos.

– Było tak? Naprawdę mu na to pozwoliłaś? – dopytywałem, kiedy z tym swoim prowokującym uśmiechem akcentowała szczególnie pikantne momenty. 

– A jak myślisz? – rzucała bezczelnie, mrużąc oczy w sposób, który wytrącał mnie z równowagi. – Wiesz, taki pisarz jak on potrafi kreować sytuacje nie tylko na papierze –dodawała z udawaną niewinnością, patrząc z rozkoszą, jak drżę w emocjach.

Potem, gdy napięcie stawało się nie do zniesienia, zamykała książkę i odkładała ją na bok. Nachylała się wtedy nade mną, dusząc mnie zapachem perfum i siłą niewypowiedzianych pragnień.

– Nie powiem ci wszystkiego, kochanie – szeptała, muskając wargami moje ucho. – Resztę musisz sobie wyobrazić. Albo go o to zapytaj – rzucała żartem.

W końcu stanąłem naprzeciwko niego. Dzielił nas tylko wąski blat stołu i zapach drogiej kawy zmieszany z aromatem nowej farby drukarskiej.

– Dzień dobry – powiedział rutynowo, nie podnosząc jeszcze wzroku znad blatu. – Dla kogo podpisujemy?

Bez słowa położyłem przed nim książkę, otwartą na stronie tytułowej, gdzie widniała dedykacja: „Dla Izy, mojej inspiracji i kochanki, bez której ta książka nie byłaby taka sama”.

Pióro, którym właśnie miał złożyć kolejny zamaszysty podpis, zamarło w jego dłoni milimetr nad papierem. Brwi drgnęły, jakby w jego starannie wykreowanym świecie nagle powstała wyrwa. Podniósł na mnie wzrok – najpierw kompletnie neutralny, jakby nie dotarło do niego jeszcze, z czym musi się zmierzyć. Nachyliłem się nieznacznie nad stołem, z uśmiechem, który musiał wyglądać jak krzywe odbicie uprzejmości:

– Żona nie mogła przyjść – wyjaśniłem swobodnym, beztroskim tonem, który przeczył stalowemu spojrzeniu, jakim go świdrowałem. – A bardzo zależało jej na autografie.

Zamarł. W ułamku sekundy cała ta starannie wypracowana maska literackiej gwiazdy pękła, odsłaniając pod spodem kogoś znacznie bardziej bezbronnego.

– Rozumiem – odpowiedział powoli. – Przykro mi, że… że jej nie ma.

Podsunąłem książkę o centymetr dalej, przypominając mu bez słów, że wciąż ma do wykonania zadanie.

– Myślę, że żona będzie… wzruszona – rzuciłem, kładąc szczególny nacisk na ostatnie słowo, które w tej dusznej atmosferze zabrzmiało niemal jak groźba.

Jego spojrzenie w tej jednej chwili było wszystkim naraz: winą, niepokojem, wspomnieniem, oraz jakimś nieporadnym, desperackim wysiłkiem, by zachować twarz.

– Oczywiście – odparł cicho i z trudem opanowując drżenie dłoni, złożył podpis – szybko, chaotycznie, jakby chciał jak najszybciej pozbyć się tego dowodu rzeczowego.

– Dziękuję – powiedziałem z uderzającym spokojem, odbierając książkę. – Na pewno ucieszy się, że… pan o niej jeszcze pamięta.

Nie odpowiedział. Nawet nie spróbował podjąć walki na słowa. Cała ta błyskotliwa swoboda i pewność siebie, z jaką jeszcze przed chwilą brylował na scenie, uleciały z niego bez śladu. Skinął tylko sztywno głową, jak człowiek, który pierwszy raz w życiu naprawdę nie wie, co powiedzieć.

Kiedy zabrałem książkę, na blacie stolika pozostała biała, złożona kartka papieru, którą mu sprytnie podrzuciłem. Jakub rzucił mi krótkie, niespokojne spojrzenie, ale ja świadomie go nie odwzajemniłem. Odwróciłem się i ruszyłem w stronę wyjścia, czując na plecach ciężar jego wzroku. Dopiero gdy byłem już przy drzwiach, zerknąłem przez ramię. Kątem oka dostrzegłem, jak ostrożnie ją rozkłada i zaczyna czytać.

Kilka minut później siedziałem przy barze w pubie naprzeciwko. Sączyłem whisky i obserwowałem, jak kolejne osoby wychodzą z salonu, ściskając w dłoniach książki, które  z podpisem autora zyskiwały rangę prawdziwych skarbów. Wiedziałem, że Jakub odczytał wiadomość. I co ważniejsze – że bezbłędnie zrozumiał przekaz. Z dziką satysfakcją wyobrażałem sobie chaos, który teraz musiał panować w jego głowie. Jeszcze chwilę temu był w centrum uwagi, karmiony podziwem, pytaniami, uśmiechami. A teraz … moment chwały, na który pracował latami, runął w jednej sekundzie. Wystarczył jeden nietypowy autograf i jeden czytelnik, który nigdy nie powinien pojawić się na jego spotkaniu. Dopijając szklankę, poczułem dreszcz.

Niepewność działała lepiej niż groźby.

Zdarłem z niego tę elegancką maskę sukcesu i rzuciłem mu ją pod nogi. Dałem mu do zrozumienia, że wiem wszystko; pokazałem, że przyjemność nigdy nie rodzi się w próżni. Każda niezdrowa zachcianka zostawia ślad, a każdy wybór ciągnie za sobą konsekwencje, które w końcu trzeba spłacić. Rachunek nie zniknął – po prostu cierpliwie czekał. Facet nie miał wyjścia. Musiał przyjść i zmierzyć się ze mną na moich warunkach. Ucieczka nic by mu nie dała; byłoby to tylko żałosne odraczanie wyroku, bo prędzej czy później i tak dopadłoby go to, co nieuchronne.

Bez słowa podsunąłem barmanowi puste szkło, nie odrywając wzroku od drzwi naprzeciwko.

– To samo? – spytał krótko.

Skinąłem tylko głową. Musiałem przygasić rozedrgane emocje, nabrać lodowatej hardości i absolutnej pewności siebie. Barman napełnił szklankę bursztynowym trunkiem i odszedł, zostawiając mnie z moimi myślami.

To był kluczowy element planu, który zakiełkował w mojej głowie tamtej nocy na Zanzibarze, gdy Iza opowiedziała mi ich historię – dosadnie, mięsisto i bez żadnego znieczulenia. Tak, od lat bawiliśmy się w eksperymenty, w ostrożne przesuwanie granic, ale tym razem Iza poszła na całość – podpaliła beczkę z prochem, fundując mi prawdziwy, emocjonalny koszmar. Co, do cholery, nią kierowało? Głupota? Czysta lekkomyślność? A może to drapieżne zauroczenie, które nagle wymknęło się spod wszelkiej kontroli?

Dlatego po pierwszym, paraliżującym szoku, całą moją wściekłość, zazdrość i chorą miłość przekułem w czysty, brutalny seks. Tamtej nocy brałem ją w każdej pozycji, w każdy otwór, brutalnie i na przemian delikatnie, jakby fizyczne zawłaszczenie jej ciała miało być dowodem na to, że wciąż należy do mnie. Tylko do mnie. Tyle że to nie wystarczyło. Wciąż brakowało jednego elementu, ostatniej części tej popierdolonej układanki, bez której nie było mowy o powrocie do normalności – musiałem skonfrontować fantazję z rzeczywistością.

Jakub zwlekał, zostając w środku, dopóki ostatni goście nie opuścili księgarni. W końcu zerknął wymownie na zegarek i krótkim skinieniem głowy dał kierowniczce znać, że musi kończyć. Wyszedł na ulicę i zatrzymał się na ułamek sekundy. Jego wzrok instynktownie powędrował ku oknom lokalu po przeciwnej stronie. Wtedy nasze spojrzenia się spotkały – choć on widział tylko swoje niewyraźne odbicie w szybie, ja widziałem go jak na dłoni.

Wyobrażałem sobie ten moment dziesiątki razy. Przerabiałem w głowie każdy możliwy scenariusz, każde cięte słowo, każdą reakcję. Przygotowałem się na każdą ewentualność, podczas gdy on szedł prosto w nieznane. Nie miał pojęcia, co czeka go za rogiem.

Pchnął ciężkie drzwi baru i wszedł do środka. Rozejrzał się nerwowo, aż w końcu wyłowił moją sylwetkę przy kontuarze. Usiadł na stołku obok, nie za blisko, nie za daleko.

– To samo, co ten pan – rzucił w stronę barmana, unikając mojego wzroku.

Poczekałem, aż pracownik postawi przed nim szklankę wypełnioną ciemną whisky. Atmosfera między nami była tak gęsta, że barman ulotnił się na zaplecze szybciej niż zwykle.

– Jeśli chodzi o Izę… – zaczął, po czym nagle urwał. W końcu zebrał się w sobie i spojrzał mi prosto w oczy. – Nie wiedziałem, że ma męża. Przysięgam.

Skinąłem głową ze spokojem, który musiał go przerażać bardziej niż jakikolwiek wybuch agresji.

– A jednak ma. I to, Jakubie, dramatycznie zmienia dynamikę tej waszej małej powieści.

– Mówię serio – ciągnął dalej, a w jego głosie pojawiła się nowa, twarda nuta, jakby próbował odzyskać choć resztki godności. – Gdybym wiedział, nie dotknąłbym jej. Mam swoje zasady. Cudzych małżeństw nie ruszam.

Upiłem łyk, delektując się pieczeniem w gardle i pozwalając, by cisza między nami zaczęła działać. Chciałem, żeby poczuł każdą sekundę tego upokarzającego oczekiwania.

– Ale jednak w to wszedłeś – powiedziałem w końcu. – I to wystarczy. Teraz liczą się tylko fakty. A fakt jest taki, że moja żona chyba za bardzo się zaangażowała.

Milczał, wpatrując się w dno szklanki, jakby szukał tam wyjścia awaryjnego. Atmosfera gęstniała z każdą sekundą, aż w końcu struna napięcia pękła. Nie wytrzymał.

– Ja… – zaczął ostrożnie, a jego głos stał się nagle wyższy, podszyty desperacją. – To nie było tak, jak myślisz. Nie spałem z nią. Przysięgam. Ja tylko… patrzyłem. Jak tańczyła przed kamerą. Jak się rozbierała. Płaciłem za jej prywatne pokazy, owszem. Ale nie było fizycznego kontaktu. Nic więcej.

Poczułem, jak krew pulsuje mi w skroniach. Ten tani wybieg, był bardziej obraźliwy niż przyznanie się.

– Nie pierdol, Jakub. – Podniosłem dłoń, ucinając jego wywód w pół zdania.

Mój głos był teraz jak ostrze noża.

– Nie rób ze mnie idioty i nie psuj mi nastroju. – Nachyliłem się do niego, czując, że teraz to ja trzymam go za gardło, choć moje ręce spoczywały spokojnie na blacie.

– Wiem dokładnie, co robiliście – powiedziałem z naciskiem. – Wiem, gdzie się spotkaliście, wiem gdzie siedziałeś, co piłeś.

Odwrócił się do mnie gwałtownie, zaskoczony. Spojrzałem mu w oczy po raz pierwszy od początku tej rozmowy– twardo, bez mrugania, jak drapieżnik, który w końcu przestał się bawić ofiarą.

– Skąd ty to wszystko…?

– Bo mi opowiedziała – przerwałem mu, delektując się każdym sylabą. – Ze szczegółami, Jakubie. Z takimi detalami, których nie odważyłeś się przelać nawet na papier.

W jego oczach pojawił się nagle pierwotny strach. Ten facet miał na sumieniu zbyt wiele, by teraz udawać niewiniątko, a ja nie miałem najmniejszego zamiaru niczego mu ułatwiać. 

– Zerżnąłeś ją w tyłek – wycedziłem przez zęby, niemal czując destrukcyjną siłę tych słów.

Zbladł tak gwałtownie, jakby cała krew odpłynęła mu do stóp.

– Podobało ci się, co? – kontynuowałem, nie dając mu odetchnąć. – Taka ciasna, gorąca dziurka, która ściska kutasa jak nic innego. Jej też się podobało. Opisywała mi to drżącym głosem, zaraz po tym, jak wróciła od ciebie

Uśmiechnąłem się lodowato, widząc, że Jakub zaczyna się trząść. Przez chwilę wyglądał, jakby chciał się zerwać i wyjść, ale nie ruszył się. Tylko przełknął ślinę, głośno.

– Ale tobie nadal było mało, prawda? – naciskałem dalej, bez litości. – Nie wystarczyło ci, że mogłeś ją posuwać bez zabezpieczenia. Ty musiałeś ją całować i mamić, chciałeś by była twoją własnością, a nie tylko ciałem do wynajęcia.

Zastygł. W jego oczach kotłowało się wszystko naraz: wstyd, który próbował zagłuszyć, chorobliwe podniecenie wywołane moimi opisami i paraliżujący strach przed tym, co nastąpi. W końcu, nie mogąc znieść ciężaru mojego wzroku, spuścił głowę i wbił oczy w blat baru.

– Chryste, człowieku… – mruknął ochryple. – Co ja mam ci, kurwa, powiedzieć? – podniósł na mnie wzrok, w którym tliła się teraz desperacka próba obrony. – Nie wiedziałem… Przecież ona była w sieci. Ogłaszała się, sprzedawała dostęp, pokazywała ciało za pieniądze każdemu, kto zapłacił. Skąd, do cholery, miałem wiedzieć, że wraca potem do domu, do męża? Myślałem, że to tylko biznes!

Uśmiechnąłem się, ale był to uśmiech pozbawiony jakiegokolwiek ciepła.

– Biznes? – powtórzyłem cicho. – Biznesem były pokazy przed kamerą. Może nawet taniec w apartamencie, ale uczucia … to już nie był biznes, Jakubie. To była kradzież. A ja przyszedłem odebrać dług z odsetkami.

Nie podniósł wzroku. Wiedział, że każda kolejna próba wybielenia się, tylko pogłębi dół, w którym właśnie się znalazł.

– Do diabła… – wyszeptał w końcu, tak cicho, że ledwo go dosłyszałem w barowym zgiełku. – Jeśli chcesz mi przywalić, zrób to teraz i miejmy to z głowy – dodał po chwili.

W jego głosie nie było już walki, tylko tępa rezygnacja. Był złamany. Jego spojrzenie prześlizgnęło się po sali, nerwowo sprawdzając, ilu świadków zobaczy, jeśli za chwilę poleje się krew.

– Wiedziałeś? – rzucił nagle, decydując się na kontratak. – Wiedziałeś, że twoja żona dorabia na OnlyFans? Że pokazuje się każdemu, kto rzuci parę dolarów?

Liczył na to, że ten cios mnie zamroczy, szukając w mojej twarzy wahania, cienia wstydu – czegokolwiek, co mogłoby przywrócić mu przewagę. Chciał, żebym poczuł się tak samo upokorzony jak on.

Uśmiechnąłem się tylko, powoli i z wyższością, bo dokładnie na ten ruch czekałem.

– Jakubie… – zawiesiłem głos, bawiąc się szklanką. –  Iza nigdy nie pokazywała się „każdemu”. Ona nie była tanią rozrywką dla mas za kilka dolarów. Była towarem luksusowym, dostępnym tylko dla nielicznych, starannie wyselekcjonowanych graczy. Takich, którzy potrafili docenić klasę i byli gotowi za nią słono zapłacić. Sam coś o tym wiesz, prawda?

– Poza tym, jak myślisz, kto trzymał kamerę podczas jej najlepszych nagrań? Kto ustawiał światło tak, żebyś mógł widzieć każdy szczegół jej skóry, za który tak chętnie przelewałeś tysiące? Sam ją do wszystkiego namówiłem.

Patrzył na mnie z niedowierzaniem, próbując wyczytać z mojej twarzy choćby cień blefu. Ale ja byłem śmiertelnie poważny.

– To była taka nasza gra, Jakubie – ciągnąłem dalej. – Widziałem każdy film, zanim trafił do sieci. A potem siadała ze mną i opowiadała mi. Co pisali faceci tacy jak ty, czego od niej chcieli, jak bardzo się nakręcali. O tobie opowiadała mi najwięcej.

– I wiesz, co mnie kręciło najbardziej? – szepnąłem, niemal dotykając go słowami. – Nie to, że inni na nią patrzyli. To było wtórne. Najbardziej podniecało mnie to, że ona w tym samym czasie, kiedy wy śliniliście się przed ekranami, pieprzyła mnie w głowie tymi waszymi pragnieniami. Byliście tylko dla nas paliwem.

Wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami. Szok zamroził mu rysy twarzy, a szklanka w jego dłoni zaczęła drżeć tak mocno, że lód zadzwonił o szkło.

– Kurwa… – zaklął ponownie. – Czyli ty… to wszystko działo się za twoim pozwoleniem?

– Z mojej inicjatywy – poprawiłem go z lodowatym spokojem. – Ale żeby cię pocieszyć, Jakubie… ty naprawdę byłeś dla niej kimś specjalnym.

Spojrzał na mnie uważniej, szukając w moich słowach kłamstwa lub kpin, lecz nic takiego nie dostrzegł.

– Spośród setek innych, ty byłeś jedynym, z którym zdecydowała się spotkać poza ekranem.

– Nie kumam – wychrypiał. – I co… nie byłeś zazdrosny?

– Byłem – przyznałem bez mrugnięcia okiem. – Ale widzisz, zazdrość to dla mnie nie problem, tylko paliwo. Dzięki temu, chciałem jej dziesięć razy mocniej.

Parsknął nerwowym śmiechem, bardziej z bezradności niż rozbawienia.

– Dasz mi w mordę? – zapytał nagle. – Bo szczerze mówiąc, mam już w głowie mętlik.  Teraz już kompletnie nie rozumiem celu tego spotkania.

Pokręciłem głową.

– Wyluzuj. Czy ja wyglądam na faceta, który rozwiązuje problemy, bijąc innych po mordzie?

Widziałem, że odetchnął z ulgą, chociaż starał się tego po sobie nie pokazać. 

Rzeczywiście – mój drogi garnitur, opanowanie i brak jakichkolwiek nerwowych gestów mogły go uspokoić. Nie wyglądałem na zdesperowanego furiata, owładniętego żądzą zemsty.

– W takim razie o co chodzi? – zapytał, tym razem bez owijania w bawełnę.

– Mam dla ciebie propozycję.

Zmrużył oczy, a w jego spojrzeniu obok strachu pojawił się cień zdziwienia.

– Jaką?

– O ciąg dalszy – powiedziałem z nienaturalnym spokojem.  – Ale tym razem na moich zasadach.

Dostrzegłem w jego oczach iskrę. To była ta chora, niebezpieczna ciekawość, która pcha faceta prosto w ogień, choć instynkt wrzeszczy, żeby uciekać. Świadomość, że właśnie otwiera drzwi, których lepiej nie dotykać, a mimo to jego ręka już zaciskała się na klamce.

– Zainteresowany? – zapytałem cicho, niemal niedbale.

– Zdezorientowany – wykrztusił. – I coraz mniej pewny, czy chcę znać finał.

 

Mówiłem krótko, rzeczowo, bez zbędnych metafor. Podałem mu gotowy scenariusz, wyjaśniłem, jaką ma odegrać w nim rolę. Kiedy skończyłem, Jakub był blady. Dłonie mu drżały, więc splótł palce na blacie, próbując nad nimi zapanować.

– Przemyśl to – powiedziałem, sięgając do wewnętrznej kieszeni marynarki. Wyjąłem kartonik z numerem telefonu i położyłem go na blacie.

Spojrzał na wizytówkę, potem na mnie. W jego spojrzeniu tliło się ostatnie pytanie.

– A jeśli odmówię?

Uśmiechnąłem się ledwie zauważalnie, dopijając ostatni łyk whisky.

– Wtedy ta historia zostanie niedopowiedziana. A szkoda by było – dodałem, zniżając głos. – Jesteś pisarzem i może trafia ci się materiał na jedyną w swoim rodzaju kontynuację twojej powieści. Nie wykorzystasz takiej szansy, Jakubie?

Zostawiłem go z tym pytaniem. Wyszedłem.

 

Odezwał się szybciej, niż się spodziewałem. W tym krótkim: „Zgoda”, była pełna świadomość, że właśnie pakuje się w jedną z najbardziej nienormalnych sytuacji w swoim życiu. Mimo to zdecydował się odegrać rolę, którą dla niego przygotowałem. Druga część planu zależała już tylko od Izy.

Przez następny tydzień knułem, kłamałem i cierpliwie czekałem na odpowiedni moment, który ostatecznie urzeczywistnił się w piątkowe popołudnie, dziesięć dni po spotkaniu z Jakubem. Zaproponowałem jej wypad do Warszawy, kusząc wizją eleganckiej kolacji. Potem mieliśmy jechać do naszego nowego mieszkania, które kupiliśmy jako inwestycję na wynajem. Mieliśmy już dwa inne, ale to było szczególne. W starej kamienicy w centrum, wysokie sufity, klasyczne sztukaterie i ten dyskretny luksus, który tak bardzo kochała. Drogie jak cholera, ale klientów na tego typu apartamenty przybywało. Iza widziała je tylko raz, zaraz po zakupie, a potem tylko zdjęcia z poszczególnych etapów remontu i wykończenia, które wziąłem na siebie. Dlatego była podekscytowana i nie mogła się doczekać, kiedy je wreszcie zobaczy „na żywo”.

Atmosfera lokalu, dreszcz wyczekiwania i przede wszystkim alkohol szybko zrobiły swoje, bo jeszcze w trakcie kolacji Iza poczuła nagle ochotę na swoje drapieżne gierki. Wypiła trzy kieliszki wina i widać było, jak z każdym łykiem alkohol rozlewa się po jej ciele, rozluźniając mięśnie i rozpalając spojrzenie. Ja poprzestałem na wodzie – tej nocy przypadła mi rola trzeźwego obserwatora i jej osobistego szofera.

Nagle odstawiła szkło, pochyliła się w moją stronę i wypaliła z pomysłem:

– A może zostaniemy tam dziś na noc? – spytała, mrużąc oczy w ten swój sposób, z miną pełną wyuzdanej insynuacji.

Odchrząknąłem, udając, że się krztuszę, ale w środku wyłem z podniecenia. Wszystko układało się idealnie – dokładnie według scenariusza.

– Nie wzięłaś piżamy, kochanie – zażartowałem, wodząc wzrokiem po jej odsłoniętych ramionach. W eleganckiej sukience, którą sam pomogłem jej wybrać, wyglądała obłędnie, a brak biustonosza pod cienkim materiałem, o którym tylko ja wiedziałem, dodawał jej propozycji drapieżności.

– Myślisz, że będzie mi potrzebna? – odparła zalotnie, ślizgając leniwie palcami po moim nadgarstku, zostawiając za sobą palący ślad.

– W takim razie ja swojej też nie potrzebuję – powiedziałem, czując przyjemne mrowienie w podbrzuszu. – Uwielbiam te twoje pomysły, kochanie.

– Grzeczny chłopiec – szepnęła, zaciskając mocniej palce na mojej dłoni. – Nie odchodź nigdzie. Skorzystam tylko z łazienki i jedziemy.

Odprowadziłem ją wzrokiem, patrząc, jak wyzywająco kołysze biodrami. Dawała mi jasny sygnał, że tej nocy mogę z nią zrobić wszystko, na co przyjdzie mi ochota. Gdy tylko zniknęła za rogiem, wyjąłem telefon i drżącymi z podniecenia palcami wystukałem wiadomość. Wysłałem ją i błyskawicznie schowałem aparat do kieszeni, zanim zdążyła wrócić. Oparłem się wygodnie o krzesło, czując, jak rozpiera mnie czysta, zimna satysfakcja. Byłem z siebie cholernie dumny, bo wszystko szło tak gładko, że aż trudno było w to uwierzyć. Wszystkie pionki ustawiały się na planszy dokładnie tam, gdzie chciałem. Pomyślałem, że zmarnowałem talent. Z takim zmysłem do intryg i manipulacji mógłbym zawodowo pisać scenariusze thrillerów albo mroczne powieści. Tylko że żadna książka nie dałaby mi takiego kopa, bo rzeczywistość, którą stworzyłem, biła na głowę każdą literacką fikcję.

 

– No i jesteśmy – powiedziałem, gdy wyszliśmy z windy do obszernego holu.

Iza uniosła brwi, rozglądając się wokół, jakby próbowała na nowo odnaleźć się w tej przestrzeni.

– To tutaj? – upewniła się, wskazując na ciężkie skrzydło drzwi po lewej stronie.

Była tu tylko raz, a wtedy te drzwi miały  inny kolor.

– Hmmm – potwierdziłem niskim, przeciągłym mruknięciem.

Roześmiała się nagle jak nastolatka, a w jej oczach rozbłysło tysiące małych iskier.

– Cholera, nie wiem, czy to alkohol tak mi szumi w głowie, czy te wszystkie emocje… Ale jestem totalnie nakręcona – wyznała, przysuwając się bliżej. – Pokaż mi je wreszcie.

– Zaraz, zaraz – rzuciłem z rozbawieniem, blokując jej drogę do klamki. – Nie wszystko od razu.

Sięgnąłem do kieszeni marynarki i powolnym, niemal teatralnym ruchem wyciągnąłem pasek czarnego, atłasowego materiału. Zmrużyła oczy, rozpoznając chłodną w dotyku tkaninę. Wiedziała, że to nie jest zwykła apaszka.

– Ty coś kombinujesz – rzuciła podejrzliwie.

– Zawsze – odparłem spokojnie. – Premiera wymaga odpowiedniej oprawy, kochanie.

– Odwróć się – rozkazałem, a ona posłusznie zawirowała na pięcie, śmiejąc się cicho pod nosem.

Uwielbiała takie gierki – im bardziej nieprzewidywalne, tym lepiej. Gdy poczuła chłód atłasu na powiekach, pisnęła cicho, ale to nie był sprzeciw – tylko czysta, elektryzująca radość.

– Tomek, ty naprawdę nie musisz się tak starać – wymruczała lubieżnie. – I bez tego jestem już nieźle napalona. Wpuść mnie do środka, a zerżnę cię tak, że cała kamienica będzie słuchać twoich jęków.

Patrzyłem na jej rozchylone usta i wiedziałem, że jeśli zaraz nie znajdziemy się w środku, po prostu wezmę ją od tyłu pod samymi drzwiami, mając w dupie, czy ktoś nas zobaczy.

– Wiem, kochanie – szepnąłem jej prosto do ucha, szczypiąc wargami płatek małżowiny. – Ale teraz bądź grzeczną dziewczynką i daj mi się prowadzić.

Zawiązałem węzeł, czując pod palcami jej miękkie, pachnące włosy i gorącą skórę karku.

– Nie podglądaj – ostrzegłem, a ona w odpowiedzi przygryzła wargę, uśmiechając się wyzywająco.

– Już nic nie widzę, szoferze… – wymruczała, szukając po omacku moich dłoni. – Prowadź mnie, zanim pęknę z ciekawości.

Przekręciłem klucz, objąłem ją w talii i wprowadziłem do środka. Co chwilę parskała śmiechem, udawała, że się potyka, specjalnie zbaczała w bok, chciała sprawdzić, czy ją złapię.

– Mogę już odsłonić? – spytała zniecierpliwiona. – Chcę wreszcie zobaczyć to gniazdo rozpusty.

Uniosła dłonie, aby zsunąć z głowy opaskę, ale ją powstrzymałem.

– Jeszcze nie – mruknąłem. – Najlepsze dopiero przed nami.

Poprowadziłem ją kilka kroków dalej, delikatnie asekurując przy łokciu. Poruszała się niepewnie, badając stopami grunt, aż w końcu zupełnie straciła orientację.

– Duży ten salon? – chichrała się. – Bo czuję, że mogę się zgubić.

Nic już nie udawała, w jej głosie brzmiała ta charakterystyczna nuta ciekawości, podszyta humorem i narastającym podnieceniem. W pewnym momencie poczuła na skórze chłód metalu. Zamarła na ułamek sekundy, zdezorientowana, oddech urwał się, potem gwałtownie przyspieszył.

– Tomek… – zaśmiała się nerwowo, ale w tym śmiechu było więcej ekscytacji niż strachu. – Co ty wyprawiasz, łajdaku?

– To, co lubisz najbardziej – odparłem, unosząc jej ramię wyżej.

Szczęk metalu przeciął ciszę. Zapiąłem na jej nadgarstku kajdanki, które drugim końcem przymocowane były do stalowego rusztowania.

– Ej, czy ty… – Zaczęła, ale nie dałem jej dokończyć.

– Ciii… – uspokajałem ją, zapinając drugi nadgarstek.

Metalowe klamry zamknęły się z precyzyjnym kliknięciem. Ramiona Izy rozciągnęły się na boki, a jej ciało napięło się w prowokującym łuku. Pierś uniosła się wyżej, biodra same drgnęły do przodu, jakby już nie mogły doczekać się tego, co nastąpi dalej.

– No proszę… – mruknęła, przeciągając sylaby z tą swoją diabelską przekorą. – Nie przyprowadziłeś mnie tu, żeby pokazać mi mieszkanie. Ty to wszystko wcześniej zaplanowałeś.

– Oczywiście, że tak – przyznałem się z bezczelną szczerością. – Zaciągnąłem cię tu tylko dlatego, że chłopaki nie sprzątnęli jeszcze rusztowań po malowaniu. Szkoda byłoby zmarnować taką okazję…

– A teraz co? Weźmiesz pejczyk i mnie wychłostasz? – Przechyliła głowę i powolnym, celowym ruchem oblizała wargi, po czym dodała niemal szeptem:

– Bo jeśli nie, to poczuję się naprawdę oszukana. – Zachichotała, ale w tym śmiechu było tyle czystej żądzy, że powietrze między nami wibrowało.

Iza była naprawdę nakręcona. Skóra na jej szyi i dekolcie pokryła się delikatnym rumieńcem, oddech stał się płytszy i szybszy. 

– Naprawdę chcesz, żebym cię wychłostał? – spytałem podchwytliwie.  – Masz coś na sumieniu? Zrobiłaś coś, o czym jeszcze nie wiem?

Musnąłem palcami jej skórę tuż nad obojczykami i wyczułem pod opuszkami gwałtowne, niemal paniczne tętno. Nie odrywając dłoni, powolnym, drażniącym ruchem przesunąłem je wzdłuż linii napiętych ramion, zachodząc ją od tyłu, aż całkowicie stanąłem za jej plecami. Pochyliłem się, dotykając ustami odkrytych pleców, by poczuła mój gorący, ciężki oddech. Nieświadomość i bezradność Izy działała na mnie bardziej, niż się spodziewałem. Zadrżała, i ten drobny impuls wystarczył, bym sam znalazł się o krok od utraty kontroli.

Po co mi to wszystko? – pomyślałem, bo każda sekunda tej perwersyjnej celebracji kosztowała mnie coraz więcej. Ale wiedziałem, że jeśli teraz ulegnę, cały ten misterny plan rozsypie się, a napięcie, które między nami narosło, domagało się czegoś znacznie większego niż pośpiech.

– Nie, kochanie… – mruknąłem, siląc się, aby nie wyczuła w moim głosie drżenia. – Mam wobec ciebie zupełnie inne plany. Pejcz byłby zbyt łagodny.

Pod palcami wyczułem gładką, satynową tasiemkę utrzymującą suknię na szyi. Poluzowałem węzeł, ale zamiast zedrzeć z niej suknię i sycić się jej nagością, uniosłem wzrok i po raz pierwszy popatrzyłem w głąb pokoju.

Jakub stał kilka metrów dalej, oparty plecami o parapet. Miałem wrażenie, że gdyby nie on, straciłby równowagę. Był tu przez cały czas – ukryty w cieniu, nieruchomy, chłonący każde słowo i każdy jej dreszcz. Nasze spojrzenia spotkały się w bezlitosnym milczeniu. Musiałem się upewnić, że nie stchórzy i nie wycofa się w tym decydującym momencie, ale on stał jak zahipnotyzowany, z trudem łapiąc powietrze. Cały ten brutalny teatr, był reżyserowany wyłącznie dla niego. Świadomość, że moja żona pieprzyła się z nim za moimi plecami, bez mojej zgody i kontroli, wyżerała mnie od środka, paląc jak kwas. To nie była zwykła zazdrość – to było coś absolutnie pierwotnego, co uczyniło ze mnie bestię, chociaż nie dałem jej tego poznać. Ten ból palił mnie pod skórą, rwał mięśnie, nie dawał spać. Tolerowałem jej gierki, ale żeby odzyskać spokój, musiałem zobaczyć ich razem. Chciałem widzieć, jak ją bierze, słyszeć jej jęki i poczuć w nozdrzach ciężki, kwaśny zapach ich spoconych, splecionych ciał. Tylko tak mogłem to z siebie wyrzucić. Tylko przez ten brud prowadziła droga do mojego oczyszczenia.

Kiedy pierwszy raz wyłożyłem mu karty na stół, Jakub był przerażony. Pan pisarz, budujący narrację z ładnych słów, wierzył, że ta literacka fasada czyni go człowiekiem wyzwolonym. Jednak jego papierowa moralność nie przewidziała zderzenia z moją rzeczywistością. Nie brał pod uwagę scenariusza, w którym każę mu zerżnąć własną żonę, podczas gdy sam będę stał centymetry od nich i napawał się widokiem ich seksu. Nie wiedział, że będę chciał, by patrzył, jak biorę ją po nim, jak moja sperma miesza się z jego.

Ale moralność to luksus dla tych, którzy nie zaznali smaku Izy.

Poddał się szybciej, niż przypuszczałem. Skoro tak bardzo uwielbiał patrzeć na nią przez ekran, skoro karmił się jej internetowym show i znosił jej wyrafinowane, psychiczne tortury, zanim łaskawie pozwoliła mu się dotknąć – postanowiłem dać mu przedstawienie życia. Liczyłem na to, że w tym zimnym, przesiąkniętym pożądaniem pokoju wreszcie odnajdzie w sobie dość odwagi, by zrobić to, o czym jedynie pisał. Chciałem, żeby ją brał,  ale tym razem na moich warunkach. Patrząc mi w oczy. Właśnie dlatego słałem te gorączkowe SMS-y z pytaniem, czy jest gotowy. Dlatego zostawiłem mu klucze pod wycieraczką, by mógł wejść pierwszy i zobaczyć ten spektakl od początku.

Patrz uważnie – pomyślałem, wyzywając Jakuba zimnym, przenikliwym wzrokiem.  –  Nie dasz rady się oprzeć, sukinsynu. Nie wytrzymasz tego. Ona jest jak narkotyk, a ty jesteś na głodzie, prawda?

Uniosłem atłasowe tasiemki i jednym szarpnięciem sprawiłem, że misterna zasłona, która więziła ciało Izy przestała istnieć. Szerokie pasy materiału, które dotąd oszukiwały skromnością, okrywając jej nagie piersi, puściły i pod własnym ciężarem ześlizgnęły się z jej ramion. Materiał zaszeleścił cicho, drażniąc jej skórę, aż w końcu opadł całkowicie, obnażając ją bez litości. Iza wygięła plecy, czując chłód powietrza na gołej skórze, nieświadoma, że w tej chwili jej nagość ma dwóch właścicieli, a ten drugi przestaje właśnie oddychać z emocji.

– Stój spokojnie – rozkazałem cicho, gdy spróbowała się poruszyć.

– O Boże! Jaki groźny! – odcięła się ze śmiechem, którego nie potrafiła opanować. – Zaraz mnie tu naprawdę wychłoszczesz, Tomek.

Zamilkła, gdy położyłem dłoń na jej biodrze, uciszając ją samym dotykiem. Stała tam, całkowicie bezbronna, wystawiona na światło i dwa nienasycone spojrzenia. Nie patrzyłem jednak na jej ciało – znałem je na pamięć. Moje oczy przez cały czas były utkwione w Jakubie. Musiałem zobaczyć, jak ten widok rozrywa mu czaszkę, jak krew rozsadza mu jądra i jak jego wyidealizowany świat rozpada się w pył pod wpływem czystej, fizycznej żądzy. Do tej pory musiał za ten widok płacić, teraz miał go za darmo i legalnie.

Iza zesztywniała. Chłodne powietrze uderzyło w jej rozgrzane ciało, a na jej ramionach i brzuchu natychmiast wykwitła gęsia skórka. Cała ta jej hardość, to wieczne prowokowanie i zadziorny uśmiech, wyparowały w ułamku sekundy. Zamiast kolejnej ciętej riposty, z jej gardła wydobyło się ciche, bezbronne kwilenie.  Pochyliłem się i ugryzłem ją lekko w ramię, czując, jak jej mięśnie dygoczą pod moimi zębami.

– Miało być ostro, pejczyk, a ty już cała drżysz, kochanie – mruknąłem jej prosto do ucha, po czym przesunąłem dłonie wyżej i ująłem jej piersi.

– Boże, Tomek… – wybełkotała, wijąc się pod moimi palcami. Była w szoku, że tak łatwo dała się podejść, ale jeszcze bardziej podniecał ją fakt, że teraz nie może już nic zrobić. Stała się moją własnością, prywatną dziwką, którą mogłem modelować i pieprzyć dokładnie tak, jak zaplanowałem w swoich chorych wizjach.

Zagarnąłem obie piersi, miażdżąc dłońmi ich idealny kształt. Wypełniały je tak idealnie, że przez chwilę po prostu napawałem się tym odczuciem, chcąc zapamiętać każdy milimetr tej aksamitnej skóry. Kciuki trącały wrażliwe sutki, drażniąc je bez litości, aż stały się twarde i sterczące. Iza wygięła się w łuk, a jej oddech był teraz serią krótkich, urwanych sapnięć.

– Lubisz takie zabawy, co? – syknąłem, nie przestając maltretować sutków. – Marzyłaś o tym, żeby ktoś wreszcie cię ujarzmił, prawda?

– Tak… proszę… – wybełkotała, kompletnie otumaniona rozkoszą. – Rób tak.

Puściłem jej piersi, ale tylko po to, by przesunąć dłonie niżej. Moje palce wędrowały wzdłuż żeber, wyciskając z jej płuc spazmatyczny wdech, aż zatrzymały się na gładkiej skórze brzucha. Rozstawiłem dłonie i powolnym, sadystycznym ruchem zacząłem ciągnąć paznokciami w górę i w dół, zostawiając na jej rozpalonym ciele czerwieniejące pręgi.

Aaaach… Tomek, to jest obłędne! – wrzasnęła, szarpiąc się w moich objęciach. – Nie przestawaj…

Wierzgnęła gwałtownie, a metalowe ogniwa kajdanek zgrzytnęły o rurę rusztowania, niosąc się echem po pomieszczeniu. Ramiona, rozciągnięte do granic możliwości, napięły się jak postronki, bezlitośnie wypinając jej piersi do przodu. Były ciężkie, nabrzmiałe i kurewsko ponętne. Ciemne, mięsiste sutki sterczały teraz jak twarde groty, pulsując w rytm jej przyspieszonego tętna.

Odchyliła głowę, wystawiając mi napiętą, głodną dotyku szyję. Poczułem, jak wstrzymuje oddech, jak mięśnie pod palcami napinają się i puszczają. Gdy moje dłonie zjechały niżej, każdy nerw na jej brzuchu zdawał się płonąć pod dotykiem, a ona, zamiast uciekać przed tym palącym bólem, zaczęła napierać. Kwiliła przy tym bezradnie, wyrzucając z siebie dźwięki, których nie potrafiła już ubrać w żadne sensowne słowa. Nie spieszyłem się. Błądziłem ustami po jej karku, raz po raz drażniąc ją zębami w miejscach, o których wiedziałem, że doprowadzają ją do szału.

– Nie wiedziałam, że tak cię kręci dominacja – wychrypiała z wysiłkiem, wciąż jeszcze próbując walczyć o resztki swojej hardości.  – Ale mnie tak… kurewsko tak. Więc wyjmij wreszcie swojego boskiego penisa i wpakuj mi go głęboko. Moja rozgrzana szparka bardzo go teraz potrzebuje.

– Uwielbiam, kiedy jesteś taka niewyżyta, kusicielko, ale twoja szparka musi jeszcze poczekać – mruknąłem okrutnym tonem, wgryzając się w jej szyję tak mocno, by poczuła ból, który natychmiast zamieni się w rozkosz.

Uśmiechnąłem się mrocznie, nie odrywając oczu od Jakuba. Iza była po prostu fantastyczna. W swojej błogiej nieświadomości nie miała pojęcia, że każdy lubieżny szept, każde bezeceństwo, które wyrzucała z siebie bez wstydu, trafia prosto w uszy kogoś, kto nie powinien tego nigdy usłyszeć. Niechcący wzbogacała mój scenariusz, a jej brudne błagania o wyuzdany seks działały na niego jak uderzenia pejcza, o który sama wcześniej prosiła.

– Gdzie mnie chcesz? – spytałem twardo.

Pytanie było jak smagnięcie po twarzy i wtedy moja dłoń zjechała niżej, znikając pod krawędzią koronkowych majtek. Napięty materiał, boleśnie wrzynający się w jej biodra, zdradzał każdy ruch. W oczach Jakuba było czyste szaleństwo. Stał jak wryty, obserwując z chorobliwą fascynacją, jak gładzę jej kształtny wzgórek, jak moje palce znikają pomiędzy jej udami, sięgając głębiej i pewniej.

– Tak… właśnie tam! Nie czujesz? – krzyknęła, a metalowy brzęk rusztowania zawtórował jej kolejnemu spazmowi. Szarpnęła się, napierając pośladkami na moje lędźwie, zatracona w głodzie, którego nie dało się niczym przypudrować. – Wsadź we mnie tego cholernego kutasa! Nie pytaj, po prostu mnie weź.

– Cierpliwości – powiedziałem do niej, choć patrzyłem prosto na niego. – Cierpliwości, skarbie. Słyszysz, jaka jesteś nienasycona?

 Udawałem nieczułego twardziela, ale w środku się gotowałem. Ta jej perwersyjna odwaga doprowadzała mnie do szału i sprawiała, że miałem ochotę zerżnąć ją tu i teraz. Wyjąłem dłoń z jej majtek, zostawiając ją w bolesnym zawieszeniu, jednak sam również cierpiałem, widząc, jak gwałtownie drgnęła, próbując podążyć biodrami za moim dotykiem.

– Nastaw się na to, że to będzie długa noc – rzuciłem beznamiętnie i odsunąłem się.

Iza zastygła w swoich więzach, oddychając ciężko podczas, gdy jej biodra wciąż kołysały się w rytm niewybrzmiałego pożądania. Wodziła za mną głową, nasłuchując kroków, jakby mogła mnie zobaczyć przez zaciśniętą opaskę. Podszedłem do aneksu. Ciszę pokoju wypełnił trzask otwieranego lodu. Wsypałem kilka kostek do dwóch szklanek i zalałem je białą, gęstą wódką prosto z zamrażarki. Płyn zaszeleścił na mrozie, a Iza chłonęła ten dźwięk, drżąc z niepewności.

Podszedłem do Jakuba i bez słowa podałem mu szklankę, chcąc, by chłód lodowatego szkła wyrwał go z otępienia, zmuszając do działania. Wciąż oszołomiony, usiadł ciężko na krawędzi kanapy. Był teraz znacznie bliżej – na tyle blisko, by dostrzec każdy szczegół,  każdą kroplę potu i gęsią skórkę, która nie schodziła z jej ud. A ona wyglądała zjawiskowo – bezbronna, a jednocześnie prowokująca. Rozpięta na stalowej konstrukcji, z rękami wysoko nad głową, przypominała żywe dzieło sztuki. Była eksponatem wystawionym na widok publiczny, ofiarą na ołtarzu rozpusty.

Wróciłem do Izy, odstawiając szklankę na podłogę, tuż przy jej stopach, uwięzionych w niebotycznie wysokich szpilkach. Napięte łydki sprawiały, że jej nogi wydawały się nienaturalnie długie, smukłe i gotowe, by owinąć się wokół moich bioder. Kurwa, marzyłem o tym, by to teraz zrobić, ale repertuar moich dzisiejszych perwersji był znacznie bardziej wyrafinowany.

Zacząłem rozpinać koszulę. Zdjąłem ją, po czym z nieludzkim, niemal sennym spokojem rozpiąłem pasek i rozporek. Kątem oka zobaczyłem, że siedzący obok Jakub zbladł i zaczął się niespokojnie wiercić, chociaż spodnie trzymały się na biodrach, a napięty materiał bokserek wciąż więził penisa. Podniosłem szklankę. Iza poczuła zapach mroźnej wódki, a ja uderzenie bijącego od niej żaru. Poruszyła ustami, chwytając powietrze przesycone aromatem alkoholu.

– Dasz mi trochę? – spytała ochryple, oblizując powoli dolną wargę, jakby już czuła smak trunku na języku.

– Nie ma mowy, skarbie – uciąłem z chytrym, bezlitosnym uśmiechem. – Ty już dzisiaj wypiłaś swoje, a czeka cię jeszcze mnóstwo wrażeń. I zapewniam cię, że nie potrzebujesz do nich więcej procentów.

Przechyliłem szklankę i jednym haustem wypiłem całą wódkę, pozwalając, by lodowaty płyn spłynął do gardła. Na spodzie szklanki zostały jedynie kostki lodu. Wyłowiłem jedną – kanciastą, niemal ostrą – parzyła w palce, jak rozpalony węgiel. Przysunąłem się, wchodząc kolanem głęboko między jej uda, a ona spięła się w oczekiwaniu.

– Otwórz usta – rozkazałem cicho, a mój głos nie znosił sprzeciwu.

Zrobiła to posłusznie, choć cała się trzęsła. Przycisnąłem lód do jej dolnej wargi, pozwalając, by chłód zaczął ją znieczulać. Gdy kostka wślizgnęła się głębiej, Iza wydała z siebie stłumiony dźwięk. Gorący, ruchliwy język próbował instynktownie walczyć z lodowatym intruzem, owijał się wokół mroźnego kryształu, starając się go rozpuścić, podczas gdy topniejąca woda mieszała się z jej gęstą, gorącą śliną.

Upewniłem się, że Jakub to widzi, ale on nie tylko widział – on to wszystko chłonął.  Kotłowała się w nim mieszanka czystej agonii i najdzikszego podniecenia. Nie był już tylko widzem – był więźniem własnego, nabrzmiałego pożądania.  Jedną dłonią miażdżył swoje krocze przez materiał spodni, szukając jakiejkolwiek ulgi dla pulsującego bólu, drugą zaś rozpaczliwie wplatał we własne włosy, próbując utrzymać w ryzach resztki zmysłów. Nie dałem po sobie nic poznać, ale w środku dygotałem z perwersyjnej satysfakcji. Napawałem się jego destrukcją. Chciałem go właśnie takiego: kompletnie złamanego, odurzonego zapachem mojej żony i skamlącego w duchu o pozwolenie.

– Smakuje? – mruknąłem, a potem przesunąłem lodem po jej podbródku, znacząc mokrą ścieżkę w dół szyi.

– Odgryzę ci jaja, zobaczysz. – warknęła i spięła się, jakby raził ją prąd.

Chłód rysował po niej własną ścieżkę – skóra napinała się, pory kurczyły, a dreszcz rozlewał się paraliżującą falą. Ale ja byłem bezlitosny. Prowadziłem lód po jej piersiach z premedytacją, zwężając kręgi – coraz bliżej, coraz ciaśniej, aż jej oddech stał się rwany i krótki. To, co działo się z jej brodawkami, było fascynujące i niemal nieludzkie w swojej surowości. Pod wpływem mroźnego dotyku, napęczniałe z początku sutki w jednej chwili stały się twarde jak kamień, kurcząc się i ciemniejąc na moich oczach.

– A co powiesz na to? – rzuciłem niskim głosem, po czym docisnąłem kostkę bezpośrednio do jednego z sutków.

Poczułem, jak lód zaczyna topnieć, ale nie odpuszczałem, niemal go w nią wciskając. Iza syknęła z bólu zmieszanego z rozkoszą. Lodowata strużka wody przecięła jej pierś i spłynęła niżej, prosto na napięty brzuch, zostawiając za sobą mokry, lśniący ślad.

– Jesteś potworem… – wykrztusiła przez zaciśnięte zęby, choć jej ciało zaprzeczało każdemu słowu.

– Wiem – odparłem z mrocznym zadowoleniem.

Jakub siedział na kanapie, wbijając paznokcie w tapicerkę. Widok jej cierpienia, które w ułamku sekundy zmieniało się w najczystsze pożądanie, działał na niego destrukcyjnie. Patrzył, jak za pomocą zwykłego kawałka lodu rządzę jej ciałem, jak bezlitośnie tresuję jej zmysły i w jego rozszerzonych źrenicach dostrzegłem mroczne odbicie samego siebie. Ta wyrafinowana okrutność była dokładnie tym, co on sam, w swoich najbrudniejszych fantazjach, zawsze chciał jej wyrządzić.

Zjechałem kostką niżej. Jej brzuch zareagował natychmiastową serią skurczów. Mięśnie pod skórą falowały, jakby próbowały uciec przed zimnem, a jednocześnie instynktownie lgnęły do mojej dłoni. Każda strużka lodowatej wody, która spływała niżej, wywoływała u niej kolejny dygot. Zatrzymałem się na linii koronki, a lód był już tylko małym, śliskim odłamkiem. Wcisnąłem go powoli, pod materiał majtek, prosto tam, gdzie pulsowała rozżarzona cipka.

 – Rozerwę cię na strzępy! Zobaczysz! – Iza wyrzuciła z siebie całą frustrację i zniecierpliwienie, ale jej krzyk był czystym, zwierzęcym skowytem rozkoszy.

Jej biodra naparły w przód, szukając kontaktu z moją ręką, a nogi ugięły się tak bardzo, że zawisła na nadgarstkach. Nie pozwoliłem jej na więcej, przyciskając usta do jej warg. Ten pocałunek był jak zderzenie dwóch skrajnych żywiołów. Jej wargi, jeszcze przed chwilą schłodzone lodem, teraz pod wpływem mojego ataku niemal parzyły. Smakowały słodko-gorzko: wódką, którą przed chwilą piłem, i tą specyficzną, drapieżną namiętnością, która była w jej oddechu. Jej ciało wibrowało, a ona sama odpowiadała mi gardłowymi pomrukami, które wpadały prosto w moje usta.

Podczas gdy języki mocowały się w zachłannym pojedynku, chwyciłem ją mocno za biodra. Wbiłem palce w jej miękką skórę, by po chwili zsunąć dłonie niżej i zaryć paznokcie w pośladkach. Przyciągnąłem ją do siebie z taką siłą, że metalowe rusztowanie, do którego była przykuta, dosłownie jęknęło pod jej ciężarem. Rozstawiłem nogą jej uda, uwalniając nabrzmiały, pulsujący członek, który wbiłem w jej krocze. Przez mokry materiał majtek czułem bijący od niej żar – lodowata woda zmieszana z jej własnym, lepkim śluzem tworzyła śliską powłokę, która doprowadzała mnie do szału. Ocierałem się o nią, czując, jak penis ślizga się po rozpalonej skórze ud i mokrej koronce.

– Wsadź go! Ty pieprzony draniu. Wsadź go, słyszysz? – Iza była na granicy wytrzymałości. Jej miednica zaczęła się instynktownie kołysać, szukając kontaktu, próbując nadziać się na mnie przez tę ostatnią, cienką barierę materiału.

Jakub widział każdy najmniejszy szczegół. Widział, jak moje dłonie formują jej pośladki i jak nabrzmiały od erekcji penis brutalnie wpycha się pomiędzy jej uda.  Przyciskał dłoń do ust, walcząc z oddechem, który uwiązł mu gdzieś głęboko w krtani. Ale oddechu nie zabrakło mu wyłącznie z powodu alkoholu, który palił go w przełyku, lecz głównie z powodu penisa – nie swojego, a czyjegoś – bezczeszczącego ciało kobiety będącej dla niego czystym marzeniem. Wiedział, że ten moment nadejdzie – przecież sam podpisał na siebie wyrok. Przyszedł tu z własnej woli, prowadzony na smyczy przez swoje brudne fantazje, ale rzeczywistość okazała się znacznie bardziej bezlitosna niż pornograficzne kadry w jego głowie.

Wbiłem w niego chłodny wzrok, a moje spojrzenie wypluwało mu prosto w twarz nieme, pogardliwe pytanie: „Na co ty, kurwa, jeszcze czekasz? Masz ją podaną na tacy. Jest twoja, bierz ją zanim to ja ją rozszarpię”.

Wstyd walczył w nim z obłędem, aż w końcu to drugie zwyciężyło. Wstał z kanapy prowadzony niewidzialną nicią mojego przyzwolenia i  kiedy bezszelestnie obchodził Izę aby znaleźć się za jej plecami, powoli osunąłem się na kolana. Nagle moje usta znalazły się na wysokości jej pępka. To niewielkie, kuszące zagłębienie zmieściło jedynie czubek języka, ale Iza syknęła, jakby poraził ją żywy prąd.

– Cholera, masz w sobie tyle grzechu, że nigdy nie dam rady się tobą nasycić – mruknąłem, po czym zaczepiłem palcami o gumkę majtek i jednym ruchem zsunąłem je aż do kostek.

Po raz pierwszy poczułem coś na kształt pogardy połączonej z litością dla Jakuba. Stał tam, za nią i nie mógł widzieć tego, co ja miałem teraz na wyciągnięcie ręki – a mówiąc precyzyjniej, na czubku języka.  Jasna, miękka skóra podbrzusza kusiła, by ją lizać. Między nogami lśniła ciemniejszym, nasyconym różem, a nabrzmiałe i bezwstydnie rozchylone wargi sromowe wręcz wyły o twardego penisa, który w końcu przestałby się z nią cackać. Była jak otwarta, krwawiąca pożądaniem rana, gotowa przyjąć każdą ilość brudu, jaką zamierzaliśmy w nią wpakować. Rozchyliłem ją kciukami, obnażając jeszcze bardziej wilgotne wnętrze, i wbiłem twarz w jej krocze. Smakowała obłędnie – słono i słodko zarazem, z wyraźną, metaliczną nutą pożądania. Była tak mokra od stopniałego lodu i własnego śluzu, że przy każdym ruchu języka słyszałem mokre, ciężkie mlaskanie, które mieszało się z jej gwałtownym oddechem. Nie była w stanie użyć rąk, ale jej biodra oszalały. Kołysała nimi natarczywie, wypychając miednicę do przodu, zmuszając mnie bym lizał ją głębiej.

– Tomek – wyjęczała, a w jej głosie było tyle emocji, że nie musiała dodawać nic więcej.

Dłonie powędrowały pod jej pośladki. Wbiłem w nie palce, czując pod skórą siłę jej pożądania, po czym rozchyliłem je bez żadnych zahamowań. Zrobiłem to tak szeroko i bezczelnie, że stojący za nią Jakub mógł teraz dostrzec każdy jej sekret.

 Zanim w ogóle ją dotknął, Iza zesztywniała. Poczuła zmianę w powietrzu, ciężką, obcą energię napierającą na jej plecy, coś nowego, drapieżnego i niepokojącego. Zaraz potem duże, delikatne dłonie zacisnęły się na jej piersiach. Nie było w nim brutalności, jedynie głęboka, skupiona namiętność, która biła od niego jak żar.

Zamarła na dobre. Ale właśnie to wyczekiwanie, ten moment zawieszenia, był moją najsłodszą torturą dla Izy.

– Tomek? – wykrztusiła, a jej głos załamał się w połowie. – Kto… co ty robisz?

– Ciii… – mruknąłem czule, podnosząc się z kolan. – Nie myśl teraz o tym. Pozwól, żeby wszystko po prostu się działo.

Ciemność pod opaską potęgowała każdy bodziec. Iza straciła orientację; nie wiedziała już, gdzie kończy się moje ciało, a zaczyna inwazja tego obcego. Czuła mnie przed sobą – dłonie wbite w pośladki. Jednocześnie inne dłonie – obce i zupełnie nieznajome – obejmowały jej piersi, masując je z zaskakującą namiętnością. To rozszczepienie zmysłów doprowadzało ją do obłędu. Została osaczona, wzięta w dwa ognie, uwięziona między znanym jej brudnym pożądaniem, a bezpieczną czułością kogoś nieznajomego. Była zabawką w naszych rękach, podatną i wrażliwą. Przejście od szoku do absolutnej uległości nastąpiło błyskawicznie – znała mnie na wylot i wiedziała, że moja wyobraźnia nie zna granic ani litości. Przez ułamek sekundy próbowała jeszcze walczyć z oszołomieniem, ale jej ciało dawno już skapitulowało.

– Wiedziałam… – wychrypiała. Na jej rozpalonych ustach wykwitł ten specyficzny, zawadiacki uśmiech, który mnie zawsze rozbrajał. – Wiedziałam, draniu, że coś kombinujesz. Nigdy nie potrafisz przestać na jednym, co?

Poczuła jego usta na karku, twardy zarost drażniący ramię i plecy, a potem gorący, głośny oddech tuż przy uchu. Odchyliła głowę, chłonąc zapach tajemniczego mężczyzny. Kiedy zaczął ją całować po łopatkach, jej ciało wygięło się w nienaturalny kształt, ale to nie była ucieczka, lecz instynktowne lgnięcie do tego nowego, obezwładniającego ciepła. Była zbyt podniecona, by stawiać opór. Głód wygrał z logiką. Jakub objął ją tak, jakby trzymał najcenniejszy skarb, przesuwając palcami po jej skórze z taką czułością, że, zamiast się spiąć, zaczęła mięknąć. Milczał, zaciskając zęby i oddychając tylko przez nos, by Iza nie rozpoznała jego głosu, ale ciało krzyczało za niego.

W jego oczach był czysty strach przed tym, co właśnie robiliśmy, ale pod nim tliło się coś znacznie gorszego: obłędna, chorobliwa fascynacja Izą. Musiała palić go od dnia, w którym zniknęła z jego życia, drążyć go po cichu, aż stała się nie do zniesienia. Bał się tego wypaczonego układu, bał się mnie, lecz teraz te wszystkie uprzedzenia straciły nagle na znaczeniu. Głód jej ciała był silniejszy niż rozsądek, silniejszy niż wstręt i strach.

Jakub nie czekał już ani chwili. Jedną dłonią odgarnął z karku jej włosy, odsłaniając nagą, rozgrzaną skórę, a potem pochylił się i przywarł do niej ustami. Ssał mocno, zostawiając wilgotny, gorący ślad językiem wzdłuż linii kręgosłupa. Chwilę później rozległ się cichy, metaliczny dźwięk rozsuwanego suwaka. Iza wstrzymała oddech, a jej ciało stężało w oczekiwaniu. Ugiął lekko kolana, jedną dłonią chwycił ją mocno za biodro, drugą skierował swojego kutasa prosto pomiędzy wilgotne, rozchylone wargi sromowe. Przyciągnął ją bliżej siebie i jednym, mocnym ruchem wsunął się w nią cały – głęboko, aż po same jądra.

Z ust Izy wydobył się ostry, dziki krzyk, który przeszył mnie na wylot, budząc w moich lędźwiach znajome, bolesne napięcie. Zawisła na kajdankach, wpychając piersi prosto w moje dłonie. Zagarnąłem je, ściskając mocno, miażdżąc te sterczące, czerwone perełki kciukami. Chciałem, żeby w tym chaosie czuła moją obecność – dłonie na jej piersiach, mój oddech na twarzy. Żeby wiedziała, że choć bierze ją jakiś inny mężczyzna – ja decyduję, kiedy pozwolić jej dojść, ja czuwam nad każdym jej drgnięciem, każdym jękiem, każdym skurczem jej rozpalonego ciała.

– Co wy ze mną robicie?… Tomek! – wyjęczała głośno, bezradnie. – To za dużo… błagam.

Jej drżący głos załamał się nagle, bo Jakub ruszył mocno, rytmicznie, z jakąś pierwotną bezwzględnością. Rusztowanie zaczęło skrzypieć, uderzając o ścianę w idealnym tempie ich ruchów. Gładziłem ją wierzchem dłoni po policzku, palcami błądząc przy jej ustach, które desperacko szukały powietrza, a ona była w amoku. Nie opierała się; chłonęła obcego mężczyznę każdą komórką swojego ciała. Patrzyłem, jak mu się oddaje, jak pozwala się wypełniać, będąc jednocześnie całkowicie przy mnie. Każde pchnięcie Jakuba było precyzyjne, a każdy jej zdławiony jęk – moją najwyższą nagrodą. Nie było w tym delikatności. To było surowe, brutalne przejęcie, w którym cała nasza trójka tonęła bez opamiętania.

Iza odpłynęła totalnie. Jej nogi straciły siłę, kolana ugięły się, a ona sama zawisła bezwładnie, oddając całą siebie Jakubowi. Mimo to jej biodra wciąż pracowały w drapieżnej harmonii z jego pchnięciami, instynktownie szukając głębi, której on jej nie szczędził. Jej twarz wykrzywiła się w spazmie rozkoszy, usta bezgłośnie formowały prośby o więcej. Jakub szarpnął ją do tyłu i teraz brał ją już naprawdę ostro. Każde uderzenie rzucało jej bezwładnym ciałem o mój tors, a on nie był już obserwatorem ani uczniem – stał się maszyną. Jego ruchy straciły ludzką miękkość – wbijał się w nią krótkimi, niszczycielskimi uderzeniami, a pchnięcia kończyły się głuchym, mięsistym klaśnięciem o jej pośladki.

– Już… już nie mogę… proszę… – wycharczała ochryple i nagle stężała w moich ramionach.

A potem to przyszło.

Otworzyła szeroko usta i z gardła wyrwał się jej długi, dziki krzyk – nie słowa, tylko czysty, surowy dźwięk:

– Aaaaaaaaah! … Tak, cholera, tak!!!

To nie był jej zwykły orgazm, to była seria gwałtownych skurczów, które wyrwały ją z rzeczywistości. Niemal czułem, jak cipka mojej żony zaciska się na kutasie Jakuba, a on – pozbawiony rozsądku – odpowiedział na to furią. Wyprężył się, tracąc rytm, gubiąc oddech, szukając w niej ujścia dla wszystkiego, co w nim buzowało.

Poczułem te uderzenia przez jej ciało – potężne, gwałtowne, a na koniec, ostatnim, niszczycielskim pchnięciem po prostu wepchnął ją na mnie, dociskając jej płonące piersi do mojej klatki. Stałem tam, trzymając ich oboje, czując, jak jego nasienie i jej rozkosz przelewają się przez złączone ciała. Po chwili osunęła się w moich ramionach, ciężka i bezwładna, choć wciąż wstrząsały nią drobne, rytmiczne dreszcze. Kiedy Jakub z niej wyszedł, w pokoju zapadła nagle gęsta cisza, którą mąciły jedynie rwane, ciężkie oddechy.

Przyciągnąłem ją do siebie, podtrzymując, by mogła w pełni odetchnąć, otulona moją bliskością. Była rozpalona, a jej skóra lśniła od potu i drobinek wilgoci. Czułem na własnej piersi szalone bicie jej serca, które wciąż na oślep próbowało wrócić do normalnego rytmu.

– Hej… – mruknąłem jej do ucha, zachwycony tym, jak głęboko wsiąkła w ten trans. – Ledwo oddychasz.

Zsunąłem dłonie na jej biodra i pośladki, parzące po furiackim tempie, jakie narzucił jej Jakub. Pieściłem je powolnymi, kolistymi ruchami, smakując pod palcami krzywizny kochanego, seksownego ciała. Rozcapierzyłem palce, chcąc zagarnąć jak najwięcej, poczuć jej ciężar i uległość. Iza nie była jeszcze w stanie wydusić z siebie słowa. Wzdychała głęboko, a jej biodra kołysały się, szukając instynktownie oparcia w moich dłoniach. Była ufna i bezbronna w swojej nagości, mimo że na plecach doskonale czuła palący wzrok tego kogoś. Stała się żywym trofeum, wystawionym na pokaz, czekającym na kolejny gest swojego właściciela.

– Boże, Tomek… – wychrypiała po chwili, głosem zdartym od krzyku. – Jesteś kompletnym świrem. Wiedziałam, że coś wykombinujesz, ale to… to było chore. I tak cholernie zajebiste…

Nie dokończyła, bo nagle rozległ się suchy, metaliczny klik. Stojący za nią Jakub, uwolnił jej ramiona od kajdanek, jedno po drugim. Na jej twarzy pojawił się ten zawadiacki uśmiech, obietnica diablicy, która jeszcze z nami nie skończyła.  Zarzuciła mi ręce na szyję i wtuliła twarz w moje ramię, szukając bliskości. Była wyeksploatowana do granic, ale  pachniała seksem, a ja chłonąłem ten zapach, trzymając ją mocno, jak najcenniejszą zdobycz.

 – To twój nowy przyjaciel, czy mam zgadywać? – spytała w końcu leniwie, niby od niechcenia, ale w tym zachrypniętym głosie, znów błysnęła jej cholerna, zadziorna nuta.

Uśmiechnąłem się pod nosem. Powoli przesuwałem palcami w górę kręgosłupa, aż po samą nasadę włosów, napawając się dreszczem, który w ślad za moim dotykiem przetoczył się przez jej ciało. Nawet nie drgnęła, żeby zrzucić opaskę. Moja mała diablica miała ochotę przeciągać tę perwersyjną intrygę, delektując się faktem, że jest obserwowana, podczas gdy ona sama pozostaje w ekscytującej niewiedzy. Uniosła lekko głowę, choć opaska wciąż szczelnie zasłaniała jej oczy i przesunęła opuszkami palców po mojej szyi – powoli, jakby chciała sprawdzić, czy wytrzymam napięcie.

– No dalej… Pokażesz mi go wreszcie? Czy naprawdę boisz się konkurencji?

Przysunęła drżące jeszcze usta bliżej mojego ucha i dodała:  

– Bo, skarbie, muszę cię uprzedzić… – zaczęła, a jej głos był nasycony taką namiętnością, że poczułem skurcz w jądrach. – Wciąż go czuję w sobie. I uwierz mi, będzie cholernie trudno go zapomnieć.

Te słowa nie były skierowane do mnie, lecz do niego. Jakub stał, oparty o zimne rusztowanie i patrzył na nas z drapieżnym spokojem, który był dla mnie nowością. Podciągnął co prawda spodnie, ale nie było już w nim śladu tego nieśmiałego chłopaka. Nagle dłoń Izy zsunęła się niżej, wędrując po moim brzuchu. Zdecydowanym ruchem odchyliła materiał bokserek, zacisnęła palce wokół twardego trzonu i zaczęła przesuwać ją w górę i w dół – niespiesznie, prowokująco, drażniąc żołądź koniuszkiem palców, bawiąc się mną na oczach świadka.

– Jeszcze ci mało? – syknąłem, ledwo panując nad oddechem, bo dla mnie nic się jeszcze nie skończyło

– To jak? – odparła wyzywająco, a w tym krótkim pytaniu kryło się wszystko: żądanie, obietnica i czysta, erotyczna bezczelność.

– Naprawdę chcesz wiedzieć? Nie wystarczy ci, że go czułaś? – spytałem, po czym zacisnąłem dłoń na jej karku, zmuszając ją, by przestała się wiercić.

Odwróciłem ją tyłem do siebie, wystawiając prosto na spojrzenie Jakuba. Nie potrafił oderwać od niej wzroku. Widziałem, jak jego oczy błądzą drapieżnie po jej piersiach, brzuchu i udach, chłonąc każdy szczegół uwielbionego ciała. Fakt, że stała tam całkowicie bezbronna, z zasłoniętymi oczami i nieświadoma jego tożsamości, dawał mu przyzwolenie, by bezkarnie gwałcić ją wzrokiem, rozrywając jej intymność na strzępy.

Jednak, zamiast zdjąć opaskę, wsunąłem dłoń między jej uda, a potem, bez najmniejszego oporu, włożyłem palce w jej rozgrzaną cipkę. Iza drgnęła gwałtownie, wyrzucając z siebie głośne, rwane westchnienie. Jej biodra mimowolnie wystrzeliły do przodu, szukając jeszcze głębszego naporu. Zacisnęła uda, więżąc moją, a ja zacząłem w niej gmerać, nawet nie siląc się na delikatność. Poruszałem palcami, czując, jak gęsta, ciepła sperma Jakuba oblepia mi skórę i powoli wycieka na zewnątrz. Dopiero wtedy wyciągnąłem rękę i uniosłem ją wysoko, prosto przed jego oczy. Moje palce lśniły, ociekając białą, lepką mazią – jawnym dowodem jego obecności. Drugą dłonią brutalnie uniosłem jej podbródek, zmuszając, by odchyliła głowę i wystawiła szyję.

– Smakuj – szepnąłem bezlitośnie, a potem przesunąłem mokrymi palcami po jej dolnej wardze, zmuszając ją do otwarcia ust.

Kiedy wślizgnąłem się nimi do środka, Iza odruchowo zacisnęła wargi, chłonąc smak, który nie należał do mnie. Czułem, jak jej język powoli bada to, co jej podałem. Przełknęła ślinę, a jej gardło drgnęło w krótkim, instynktownym odruchu. Wtedy pochyliłem się nisko nad jej uchem, czując na policzku tę zabójczą mieszankę potu i nasienia. Chciałem, żeby Jakub widział wszystko, by patrzył i czuł, jak się nad nią znęcam.

– No i co, skarbie? – spytałem, łagodząc nieco ton. – Rozpoznajesz go?

Ponownie wsunąłem palce do jej ust.

– Pamiętasz ten smak, prawda? – wyszeptałem prosto w jej rozchylone wargi, pozwalając, by w moim głosie wybrzmiała obietnica czegoś jeszcze bardziej bezwstydnego. – Miałaś go już w swoich małych, słodkich usteczkach, naprawdę nie pamiętasz?

Iza ledwo trzymała się na nogach, ale zamiast zakrztusić się i przeklinać, parsknęła śmiechem – tym przewrotnym, który zwiastował, że nie pozwoli już traktować się jak zabawkę. Jej usta wygięły się w drapieżnym uśmiechu, a ona sama wyglądała na nienasyconą.

– Mmm… – mruknęła powoli, przeciągając koniuszkiem języka po wargach z taką celebracją, jakby degustowała najdroższe wino. – Słony, gęsty… ociekający tym cudownym, męskim pożądaniem.

Miałem wrażenie, że pod opaską zmrużyła oczy. Tak – potrafiła zauroczyć faceta samym kształtem ust.

– Smakuje jak mężczyzna, który marzył o mnie miesiącami – kontynuowała szeptem, który był jednocześnie pieszczotą i drapieżnym pazurem. – A kiedy w końcu dostał swoją szansę, nie prosił o pozwolenie. Zrobił to dokładnie tak, jak lubię…

Odchyliła głowę jeszcze mocniej, ocierając się nią o moją klatkę piersiową, podczas gdy jej usta wciąż lśniły od wilgoci. W tym momencie nie była już potulną zabawką – była drapieżnikiem, który właśnie skonsumował pierwszą część uczty i teraz łakomie czekał na danie główne.

Jakub roześmiał się na głos – teraz już mógł, bariera została zerwana. Jej przewrotność najwyraźniej rozbawiła go tak samo jak mnie; wymieniliśmy krótkie, męskie spojrzenie pełne  porozumienia, a wtedy ona wyciągnęła do niego ramiona. Ujął je, a Iza położyła sobie jego duże, drżące dłonie na piersiach. Ścisnął je z wyczuciem, jakby trzymał najdroższy skarb, wyduszając z jej ust mimowolne westchnięcie. Znalazła się w kleszczach – z moją dłonią zaciśniętą na jej krtani i jego dłońmi błądzącymi po rozgrzanym ciele. Atmosfera stała się ponownie naprawdę gęsta.

Jej palce odnalazły twarz Jakuba. Przesuwała nimi po jego policzkach, linii szczęki i wargach, jakby chciała „ujrzeć” go opuszkami palców, zanim zrobią to jej oczy. Po chwili na jej ustach wykwitł perwersyjny, zadowolony uśmiech. Poruszyła się niespokojnie, wiercąc się między nami, a tętno pod moimi palcami biło teraz jak szalone.

– Zdejmij to – rozkazała mi szeptem, który nie znosił sprzeciwu.

Złapałem za węzeł z tyłu jej głowy. Czułem, jak oboje wstrzymują oddech – Iza w radosnym, choć podszytym lękiem oczekiwaniu, i Jakub, gotowy w końcu skonsumować wzrokiem to, co do tej pory było dla niego jedynie zakazanym owocem.

Poluzowałem jedwab. Materiał zsunął się z jej twarzy, opadając na dywan z niemal niesłyszalnym szelestem.

Światło w pokoju było przyćmione, ale wystarczające, by ją oślepić. Iza zamrugała raz, drugi, dostosowując wzrok. Poczułem, jak gwałtownie sztywnieje, chociaż była już przygotowana, że zobaczy Jakuba. Palce, które przed chwilą leniwie błądziły po jego twarzy musiały wyczuć znajome rysy, zdradzić jej prawdę zanim spadła opaska. Przez jej twarz przebiegła jednak fala skrajnych emocji: od triumfalnego „wiedziałam”, przez nagłe uderzenie gorąca, aż po ten błysk w oczach, który oznaczał, że jej serce zabiło mocniej, niż planowała. To nie był widok obcego człowieka, to była konfrontacja z kimś, kogo obecności pragnęła najbardziej i najbardziej się obawiała. Tego, którego już dawno schowała do szufladki „było minęło”, a który stał teraz przed nią, nagi i prawdziwy.

Jakub błądził wzrokiem po rysach jej twarzy, próbując dopasować ją do obrazu, który przez miesiące budował w swojej głowie.  Widziałem, jak gwałtownie przełyka ślinę, a jego źrenice rozszerzają się, chłonąc każdy szczegół. Ta „nieobecność” trwała jednak tylko sekundę. Zaraz potem jego sylwetka stężała, a w spojrzeniu zapłonęła drapieżna pewność siebie.

– Gratulacje, kochanie – wycedziła powoli Iza, kręcąc z rezygnacją głową, jakby sama nie mogła uwierzyć w moją brawurę. – Właśnie koncertowo skomplikowałeś nam wszystkim życie.  

Odwróciła się i wbiła we  mnie lodowate spojrzenie, od którego przeszły mnie ciarki.

c.d.n.

675
9.9/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.9/10 (4 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.