Ilustracja: Klara Kulikova

Iza i Tomek (XVI)

25 stycznia 2026

Opowiadanie z serii:
Iza i Tomek

42 min

Ostatnie opowiadanie, jak wiecie, rozrosło się bardziej, niż przypuszczałem, dlatego zdecydowałem się podzielić je na dwie części. To, co zaraz przeczytacie, to kontynuacja intrygi uknutej przez Tomka. Pierwotnie miało być finałem poprzedniej akcji, ale po drodze nieco je pozmieniałem, żeby stworzyć klasyczną strukturę z narastającymi emocjami i mocnym zakończeniem.
Przyznam, że znowu pisało mi się wyjątkowo lekko. Przygotowałem nawet trzy różne wersje finału, bo długo biłem się z myślami, jak ostatecznie domknąć ten wątek. Czy wybrałem właściwie? Oceńcie sami.
Mała uwaga: aby w pełni zrozumieć końcówkę i poczuć ten klimat, warto przypomnieć sobie wydarzenia z czwartej części cyklu „Iza w sieci” – chyba że znacie tę historię na pamięć.?
Zostawiam was z tekstem... i liczę na pozytywne emocje.

 

– Gratulacje, kochanie – wycedziła powoli Iza, kręcąc z niedowierzaniem głową, jakby sama nie mogła uwierzyć w moją brawurę. – Właśnie koncertowo skomplikowałeś nam wszystkim życie.

Odwróciła się i wbiła we  mnie lodowate spojrzenie, od którego przeszły mnie ciarki.

– Naprawdę nie mogłeś sobie odpuścić? – Jej oczy miotały we mnie piorunami. – Ściągnąłeś go tutaj, żeby sprawdzić mnie? Czy żeby sprawdzić jego?

– Żeby sprawdzić siebie, kochanie. Dobrze wiesz, o co mi chodziło – poprawiłem ją, przenosząc wzrok na głównego winowajcę. – Mam nadzieję, że nie czujesz się jak pionek w tej naszej grze, Jakub?

Przyglądał się nam z rozbawioną miną, rozluźniony i niepokojąco pewny swego. Być może spodziewał się po Izie bardziej dramatycznej reakcji.  

– Ani trochę – odparł bez wahania. – Dotrzymałeś słowa, Tomek. Obiecałeś, że wreszcie zobaczę Izę bez maski  i … zgodnie z obietnicą … nie zamordowałeś mnie.

Uśmiechnął się krzywo, ocierając wierzchem dłoni pot z czoła. To był ten rodzaj humoru faceta, który właśnie zajrzał za kurtynę własnych fantazji i przeżył. 

– Chociaż sam musisz przyznać – zawiesił głos, spoglądając na Izę, która wciąż opierała się o moją klatkę – że to, co się tutaj dzieje, to perwersja w najbrudniejszym wydaniu. I nie sądziłem, że kiedykolwiek sam wezmę w niej udział.

Jakub nie był już tym samym człowiekiem, którego spotkałem w barze obok Empiku. Zobaczył inną Izę, prawdziwą, naturalną i co najważniejsze – nie uciekł.

– Iza ma rację – dodał cicho, niemal pod nosem, jakby to wyznanie kosztowało go resztki tchu. – Sam wiesz, że to nie może się skończyć normalnie.

– Normalność jest nudna – odpowiedziałem, przesuwając dłonią po mokrych plecach Izy. – A my nigdy nie dążymy do bycia nudnymi.

Wypuścił głośno powietrze, a jego ramiona, dotąd napięte jak struny, opadły. Na jego twarzy pojawił się wreszcie cień krzywego uśmiechu. 

– No tak… nudy to wam na pewno nie zarzucę – rzucił ochryple. – Ale szczerze? Mam gdzieś, jaki miałeś w tym plan, Tomek. Dla mnie liczy się tylko to, że w końcu widzę Izę bez tej pieprzonej maski.

Zamilkł na chwilę, przesuwając wzrokiem po jej twarzy, jakby układał w głowie nową mapę jej ciała. Chłonął wszystko: nabrzmiałe od pocałunków usta, rumieńce na policzkach i te oczy, które teraz patrzyły na niego z bezlitosną ostrością. Nie było w tym literackiego zachwytu – to była czysta, męska obsesja, która wreszcie znalazła ujście.

– No proszę… dwóch samców alfa coś sobie udowadnia – prychnęła zniecierpliwiona Iza. – Tylko dlaczego to wszystko odbywa się moim kosztem?

W jej głosie słychać było wyraźną drwinę, ale jej ciało mówiło coś zupełnie innego. Ta popieprzona sytuacja, to bycie trofeum w naszej walce, kręciło ją bardziej, niż kiedykolwiek chciałaby przyznać.

– Twoim kosztem? – mruknąłem, patrząc na nią z udawaną powagą. – Kochanie, ty tu jesteś w centrum uwagi, a nie kosztem. My się tylko staramy, żebyś miała z tego jak najwięcej frajdy.

Spojrzała na mnie spod rzęs, wzrokiem gęstym od emocji.

– Nie pogrążaj się, dobrze? – wycedziła powoli, a w kąciku jej ust błąkał się ten cholerny, ironiczny grymas.

Zrobiła to celowo. Na oczach Jakuba przypomniała mi, że wciąż potrafi kąsać, a jego obecność nie robi już na niej wrażenia. Wyśliznęła się z moich ramion i schyliła po leżącą u jej stóp garderobę. Sukienka była obrazem nędzy i rozpaczy – pogięta, sfatygowana i uwalona spermą, która leniwie spływała po jej nodze. Uniosła tę szmatkę dwoma palcami, obejrzała ją z rezygnacją i westchnęła ciężko.

– No dobrze, skoro już oficjalnie się znamy i widziałeś, do czego zdolny jest mój mąż – zwróciła się do Jakuba, rzucając uśmiech, który mógł zagotować mu krew w żyłach. – Może przeniesiemy się na kanapę?

– A ty, kochanie, nalej mi w końcu wódki. Przysięgam, że po jednym głębszym nie odlecę – dodała z ironicznym zacięciem. – A przynajmniej nie wcześniej niż ty.

Potem chwyciła osłupiałego mężczyznę za rękę i pociągnęła go w stronę kanapy, zostawiając mnie z gołym penisem wystającym z rozprutego rozporka. Podciągnąłem spodnie, ale nie zawracałem sobie głowy guzikami.

Iza opadła na miękkie siedzenie kanapy, bezceremonialnie pociągając go za rękę, by usiadł tuż obok niej. Z obrzydzeniem odrzuciła zmasakrowaną szmatę, która jeszcze niedawno była jej sukienką, a zamiast niej zgarnęła jedną z dużych, ozdobnych poduszek i przycisnęła ją do piersi. Niby się zasłaniała, ale robiła to w taki sposób, że obaj wiedzieliśmy, iż to tylko krótka przerwa na oddech przed kolejną rundą. Jednym ruchem zsunęła z nóg wysokie szpilki. Upadły na podłogę z głuchym stukotem, a ona z westchnieniem ulgi podkuliła nogi, moszcząc się wygodnie na kanapie. Wyglądała teraz niemal domowo, gdyby nie fakt, że była kompletnie naga.

Patrzyłem na nich zza barku, powoli rozlewając alkohol. Iza – z włosami w kompletnym nieładzie i rumieńcami, które nie chciały zejść z jej policzków – wyglądała jak trofeum po ciężkiej bitwie. Inna kobieta uciekłaby do łazienki, próbując doprowadzić się do porządku, ukryć rozmazany makijaż albo chociaż owinąć ciało ręcznikiem.

Ale nie ona.

Siedziała tam z tą swoją naturalną bezwstydnością, eksponując prawie nagie ciało, jakby rzucała nam obu wyzwanie. Rozkoszowała się faktem, że Jakub nie potrafi oderwać od niej wzroku, a ja mam pełną świadomość, że właśnie „ten” facet może bez przeszkód dotknąć wzrokiem niemal każdy milimetr jej ciała. Ta jej pewność siebie, nawet gdy była kompletnie obnażona i rozczochrana, była bardziej podniecająca niż najdroższa bielizna.

– I co cię tak śmieszy? – żachnął się, widząc, że Iza stroi do niego miny. – Żadna inna kobieta nie namieszała mi w życiu tak jak ty – dodał ciszej, poważniej, patrząc jej prosto w oczy.

Iza parsknęła wesoło, odrzucając głowę do tyłu.

– Ojej, naprawdę? – rzuciła słodko, ale z tą zadziorną nutą. – A ja myślałam, że chodziło ci tylko o seks. Przecież ciągle prosiłeś o więcej, sępiłeś o zdjęcia, o nowy klip… nie pamiętasz już, jak nie wystarczał ci mój taniec, chciałeś mnie nagą, a potem…

Urwała nagle, zawieszając głos dokładnie w tym momencie, w którym Jakub przestał oddychać. Odwróciła głowę i posłała mi krótkie, kontrolne spojrzenie. Sprawdzała, czy ten brudny sekret, który właśnie wyciągnęła na światło dzienne, trafił w mój najczulszy punkt, tak jak to sobie zaplanowała.

Jakub drgnął, jakby smagnęła go biczem. Spojrzał na nią, a potem na mnie, szukając jakiegokolwiek punktu oparcia.

– Gdyby chodziło tylko o seks, nigdy nie dałbym się namówić na ten cały cyrk – odparł stłumionym głosem.  – To wszystko i tak jest dla mnie o wiele za dużo. Nie sądziłem, że “zobaczyć cię bez maski” oznacza tyle intryg.

Podałem im szklanki i usiadłem po drugiej stronie żony, zamykając ją między nami. Dopiero wtedy dotarło do mnie dobitnie, że ona jest naga. My mieliśmy chociaż na sobie te nieszczęsne spodnie. W tym dusznym ścisku uświadomiłem sobie coś jeszcze. Byłem jedynym w tej rundzie, który nie doszedł, choć, cholera, to ja wszystko zaplanowałem.

Iza spojrzała na mnie znad szklanki, uniosła brew i uśmiechnęła się kącikiem ust, jakby czytała mi w myślach. Przechyliła szkło, biorąc potężny łyk czystej wódki. Przez moment walczyła z palącym płynem – zmarszczyła nos, przymrużyła oczy i wykrzywiła twarz w tak komicznym grymasie, że całe mroczne napięcie na sekundę pękło. Zafalowała dłonią przed ustami, próbując nie wybuchnąć kaszlem.

– Spokojnie, kochanie. To wódka, nie woda święcona – rzuciłem, kręcąc głową z rozbawieniem.  – Prawdziwa twardzielka – dodałem całując ją we włosy. 

W odpowiedzi wbiła mi łokieć w brzuch, ale nie odwarknęła.

Jakub zaśmiał się cicho, a ja widziałem, jak z każdym jej gwałtownym haustem powietrza jego wzrok przykleja się do jej piersi, które falowały teraz bez żadnej kontroli. Odstawiła szkło i otarła usta wierzchem dłoni. W jej oczach znów zapłonął ten charakterystyczny, swawolny błysk.

 – Pośmialiście się? – wypaliła, kierując wzrok prosto na Jakuba. Jej głos był teraz niski, zachrypnięty od alkoholu i emocji.

–  Taką mnie sobie wyobrażałeś? – Przechyliła głowę, pozwalając, żeby włosy opadły jej na jedno ramię, odsłaniając szyję z lekkimi śladami po zębach. Przesunęła dłonią po własnym udzie, niby od niechcenia, ale chciała, żebyśmy obaj zobaczyli. – Czy może czujesz rozczarowanie, że pod spodem jest tylko… zwykła ja?

Puściła mu oczko, biorąc ostrożnie mały łyk wódki, a potem powoli oblizała wargi.

Jakub nie odpowiedział od razu. Przesunął się na kanapie, obracając się do niej całym ciałem. Siedzieli teraz kolano w kolano. Patrzył na nią z taką intensywnością, jakby chciał zapamiętać każdy centymetr jej odsłoniętej twarzy, której do tej pory nie mógł dotknąć wzrokiem.

– Rozczarowanie? Przy tobie? – Pokręcił głową, uśmiechając się tym samym leniwym, trochę złośliwym uśmiechem, który ewidentnie podpatrzył u niej.

Przesunął się jeszcze bliżej, napierając nogą na jej udo i kładąc dłoń na jej kolanie. Zaczął leniwie błądzić palcami po gładkiej skórze, muskając je delikatnie, jakby nie był w stanie powstrzymać się od dotyku. Iza na moment spuściła wzrok, obserwując ten mikroruch, ale nie drgnęła.

– W masce byłaś tajemnicą, a i tak mnie od siebie uzależniłaś. – Zaczął, nie odrywając od niej wzroku. – Wystarczyło samo twoje ciało i te pomysły … eeeh. 

Przełknął ślinę, a jego spojrzenie przeniosło się na mnie, po czym znów wróciło do niej.

– Teraz, kiedy ją zrzuciłaś, widzę, że ta tajemnica była o wiele bardziej groźna i niebezpieczna.

– Jakub … co ty wygadujesz? – spytała, unosząc brew.

– Nie żartuję – odparł, uśmiechając się, jakby sam nie wierzył w to, co mu się przydarza. – Z taką twarzą nie musisz o nic prosić, Iza. Możesz po prostu brać, co chcesz, a każdy z nas poda ci to na tacy. I wiesz, co mnie w tym najbardziej dobija? Wystarczy, że raz spojrzysz, raz się uśmiechniesz i nagle cały świat kręci się wokół ciebie, a ty robisz to tak naturalnie, jakbyś w ogóle tego nie dostrzegała.

– Słyszysz go, Tomek? – szepnęła, odchylając głowę tak, że jej włosy połaskotały mnie w policzek. – Kuba, przestań pić – rzuciła z udawaną surowością, choć słychać było, że każda litera tego komplementu sprawia jej fizyczną przyjemność,

– A nie jest tak? – Jego palce cały czas rysowały na kolanie leniwe kręgi. – Nie wiem, czy jakikolwiek facet jest w stanie przejść obok ciebie obojętnie i wyjść z tego cało. Jednym spojrzeniem pakujesz nas w kłopoty, zanim jeszcze zdążymy pomyśleć, żeby uciekać.

Głos miał niski, ciepły, z lekką chrypką – nie przesadzał, nie słodził, po prostu mówił to, co czuł.

– Na ciebie też tak działam? – zapytała wprost, niby obojętnie, ale przebiegły uśmiech, który błąkał się na jej ustach, był czystą prowokacją.

Jakub parsknął cicho, kręcąc głową.

– Taka ciekawa?

– No dalej, Kuba – przyparła go do muru, zniżając głos do szeptu. – Powiedz mi. Chcę to usłyszeć.

Nachyliła się jeszcze bliżej tak, że jej oddech musiał go parzyć w policzek. Jakub wypuścił głośno powietrze, zrezygnowany, i chyba nie miał już siły dłużej opierać się jej wybrykom.

– A myślisz, że gdyby było inaczej, to nadal bym tu siedział i pozwalał się tak torturować? – zakpił.  – Cholera, Iza… Nie, nie jestem rozczarowany. Jestem po prostu wkurwiony. Wściekły na siebie, że zmarnowałem tyle czasu na domysły, zamiast po prostu zerwać tę maskę przy pierwszej okazji i sprawdzić, co pod nią ukrywasz.

Iza wybuchła perlistym, nieco zbyt głośnym śmiechem. Zerknęła na mnie przez ramię, mrużąc oczy z tym swoim bezczelnym uśmieszkiem.

– No i proszę, a nie mówiłam, że wszystko skomplikowałeś? – rzuciła pod moim adresem, posyłając mi wymowne, pytające spojrzenie. – Chyba powinieneś go jakoś pocieszyć, Tomku … albo pozwolić mu, żeby sam poszukał sobie pocieszenia.

Drwiła, chichocząc cicho. Szukała w moich oczach próby racjonalnego wyjaśnienia tego bałaganu, ale logika i rozsądek podpowiadały, że takiego nie ma. Wyglądała przy tym tak bezczelnie i jednocześnie niewinnie, że zakręciło mi się w głowie. 

– Nie patrz tak na mnie. To twoja robota – odparłem z tą samą drwiną, biorąc łyk lodowatej wódki. – Widzisz, do czego go doprowadziłaś? Kuba ma rację – świat i faceci kręcą się wokół ciebie.

Moje słowa zadziałały na niego jak ciche rozgrzeszenie. Poczucie winy wyparowało w nim, zastąpione przez czyste, fizyczne przyciąganie.

Koniuszkami palców odgarnął zbłąkany kosmyk włosów, który opadł jej na policzek, i zatrzymał dłoń przy jej skroni. Iza drgnęła, a jej zadziorny uśmiech na moment zmiękł, stając się czymś bardziej kruchym i prawdziwym. Atmosfera na kanapie zgęstniała tak bardzo, że niemal czułem jej ciężar w płucach. Jakub, nie zabierając dłoni z jej twarzy, przeniósł wzrok na mnie, w którym czaiła się drapieżna ciekawość.

– Tomek, cholera … albo masz nerwy ze stali, albo jesteś totalnym świrem – wycedził, kręcąc głową. Jego kciuk z niemal hipnotyczną czułością zaczął pieścić dolną wargę Izy, lekko ją odchylając. – Bo gdybym ja był na twoim miejscu, gdybym musiał patrzeć, jak inny facet ją dotyka, zabiłbym go z czystej, pieprzonej zazdrości.

Iza parsknęła krótkim, zaczepnym śmiechem i oparła się plecami o moją pierś. Odruchowo objąłem ją ramieniem, a ona splotła palce z moimi, kładąc nasze dłonie nisko na poduszce.

– Człowieku, jak ty to znosisz? – ciągnął, nie spuszczając ze mnie wzroku, podczas gdy ona przymknęła oczy, rozkoszując się dotykiem palców na swoich ustach. – Siedzisz spokojnie, jakbyś nie widział, że chcę ci ją odebrać. A ona… ona na twoich oczach robi wszystko, żebym spróbował. 

Obserwował nas z rosnącym niedowierzaniem.

– Jak, do cholery, możesz nie być zazdrosny? – wypalił w końcu, jak człowiek, któremu właśnie zawalił się cały system wartości.  – Nie boisz się, że ją stracisz?

Iza rzuciła mi spojrzenie, które było zrozumiałe tylko dla nas. Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w czoło, pozwalając jej wyjaśnić.

– Tomek? Zazdrosny? – Odwróciła się z powrotem w stronę Jakuba. Wiedziała doskonale, co jej słowa robią teraz z moją głową.  – Daj spokój, Jakub. On nie marnuje czasu na takie bzdury jak zazdrość – rzuciła, nakrywając jego dłoń swoją. – Nic go tak nie nakręca, jak stanie z boku i patrzenie, kiedy inny facet dobiera się do jego kobiety. On uwielbia ten moment, gdy ktoś taki jak ty traci dla mnie rozum … i gdy – zawiesiła na chwilę głos – dotykasz mnie dokładnie w taki sposób, w jaki robisz to teraz. – Założę się, że nakręca się dokładnie tak samo jak ty – rzuciła cicho, ale tak pewnie, że aż drgnął. – Tylko że on ma z tego czystą frajdę… a ty się po prostu męczysz, Kuba. Zżera cię to od środka.

– Prawda, kochanie? – szepnęła, prezentując mi jedną z wielu swoich rozbrajających min.  – Lubisz patrzeć, jak oni mnie chcą.

Przyciągnąłem ją jeszcze mocniej. Moje usta znalazły się tuż przy jej uchu, ale wzrok wciąż miałem wbity w osłupiałego Jakuba.

– Zazdrość jest przereklamowana, kolego. To tylko strach przed stratą. A ja wiem, że jej nie stracę – dodałem, czując się wywołany do odpowiedzi.

Przesunąłem palcami wolno po krawędzi poduszki, muskając skórę jej piersi – niby od niechcenia, ale wystarczająco, by przypomnieć mu, czyja naprawdę jest Iza. – Te filmy, które wrzucała do sieci… to, że inni faceci płacili ciężkie pieniądze, żeby zobaczyć ją bez tej poduszki … dla mnie to najlepszy możliwy komplement. Wydawałeś kasę, żeby choć przez chwilę poczuć się blisko niej. A ja?

Uśmiechnąłem się leniwie.

– Ja mam ją na co dzień, Jakub. Nawet dzisiaj, kiedy brałeś ją bez pamięci, robiłeś to tylko dlatego, że miałem ochotę się nią podzielić.

Iza drgnęła w moich ramionach – nie z protestu, ale z tego znajomego, gorącego dreszczu.

– To styl życia – wtrąciła się, biorąc kolejny łyk wódki. – Lubimy „zdradę kontrolowaną”. To jak balansowanie na krawędzi, ale ze spadochronem, który trzyma Tomek. Zamiast kłócić się o to, kto na kogo spojrzał w barze, my po prostu zapraszamy to spojrzenie do sypialni. Prawda, Tomek?

Facet pokręcił głową, szukając w tym wszystkim jakiejś logiki.

– Dokładnie – przytaknąłem, nachylając się i całując ją w policzek. – To, że ty ją teraz dotykasz, Jakub, nie sprawia, że jest jej mniej dla mnie. Sprawia tylko, że kiedy będę się z nią kochał, ona będzie jeszcze bardziej rozpalona.

W pokoju zapanowała duszna, lepka cisza. Jakub przeszedł do otwartej prowokacji. Palce, które muskały jej kolano, zsunęły się na wewnętrzną stronę uda i zaczęły piąć się w górę – powoli, zuchwale, anektując coraz bardziej intymne obszary jej ciała. Przez cały czas patrzył mi w twarz, rzucając nieme wyzwanie. Sprawdzał, jak daleko pozwolę mu się posunąć, zanim powiem „dość”.

Iza powoli wyplątała palce z moich, ale nie po to, by go powstrzymać. Zsunęła dłoń niżej i splotła ją z palcami Jakuba w delikatnym zmysłowym uścisku. Poprowadziła jego rękę troszeczkę wyżej, wpychając ją prowokująco pod poduszkę, która wciąż spoczywała na jej podkulonych nogach i brzuchu. W jej zachowaniu było coś absolutnie brudnego i wyzywającego. Moje serce przez cały czas waliło na przyspieszonych obrotach, ale teraz poczułem, że dosłownie rozrywa mi klatkę piersiową. Jakub był jak zahipnotyzowany. Wlepił wzrok w miejsce, gdzie zniknęła jego dłoń, oddech stał się ciężki i rwany. Jeszcze przed chwilą posuwał ją od tyłu, przykutą do rusztowania, ale ta jedna zmysłowa insynuacja tego, co czeka go wyżej, wywarła na nim większe wrażenie niż tamto ostre rżnięcie. Stał się znowu narzędziem w jej rękach, a ona, czując pod dłonią jego drżenie, zerknęła na mnie i uśmiechnęła się  kącikiem ust.

– Widzisz Kuba?– mruknęła niskim, wibrującym głosem.

Odchyliła nogę, zapraszając jego palce, by wędrowały tam gdzie skóra była cieńsza i bardziej wrażliwa. Patrzył na to, co robi z fascynacją i niedowierzaniem, wiedząc że balansuje na krawędzi. Obserwowałem z dziwnym spokojem, jak jego dłoń wnika głębiej pod krawędzią poduszki, a Iza w odpowiedzi drapie go delikatnie po przedramieniu. Każdy ruch paznokci po jego skórze był jak odliczanie do wybuchu, którego nie chcieliśmy powstrzymywać.

– On lubi patrzeć. Lubi widzieć, jak cię podniecam, jak pozwalam ci na to wszystko. – Nie przestawała go kusić, ściszając głos do wilgotnego, intymnego szeptu.

Przesunęła się, rozchylając nogi odrobinę szerzej – wystarczająco, by dłoń Jakuba mogła sunąć wyżej, by poczuł pod opuszkami tę gorącą, aksamitną fakturę skóry, którą tak uwielbiałem dotykać samemu.

– Czujesz? – ciągnęła miękkim głosem, który brzmiał jak pieszczota. – Czujesz, jak drżę pod twoim dotykiem, jak wciągam cię głębiej… a on patrzy i wie, że to mi sprawia taką samą przyjemność jak tobie? Wie, że może to przerwać jednym słowem, ale tego nie zrobi.

Jej biodra drgnęły, unosząc się i opadając w kuszącym rytmie.  To była prowokacja rzucona nam obu, bezczelny test, jak długo jeszcze wytrzymamy, zanim któryś z nas kompletnie straci kontrolę.

– Boże, jak mi z wami dobrze – syknęła z lubieżnym zadowoleniem, a jej gorący pomruk dosłownie zawibrował w gęstym powietrzu salonu.

Jakub podniósł na mnie wzrok, przypominając sobie nagle, że jest nas tu dwóch. Patrzył na mnie z mieszanką szoku i dzikiej, bezradnej fascynacji, szukając w mojej twarzy cienia wahania czy pękającego ego.  Nie znalazł nic poza pewną, sytą satysfakcją. Widząc to, wykrzywił usta w krótkim grymasie uznania. To było jak nieme porozumienie, uścisk dłoni  dwóch graczy, którzy po ciężkiej walce akceptują remis.

– A ty? – mruknął do niej niskim głosem, podczas gdy jego wzrok zapłonął od nagłej, chorej ciekawości.  – Pozwalasz mi na to wszystko, bo sama tak bezwstydnie tego pragniesz? Czy to tylko twój sposób na perwersyjną lojalność wobec męża … i robisz to wyłącznie po to, by dostarczyć mu kolejnej porcji tej waszej chorej przyjemności?

– Naprawdę muszę ci odpowiadać? – Posłała mu uśmiech, który był czystą prowokacją. – Jeszcze nas nie rozgryzłeś?

Jakub przesunął się jeszcze bliżej, aż poczułem napór jego ramienia, po czym chwycił ją za łydkę i czułym, choć zdecydowanym ruchem położył sobie jej nogę na kolanach. Iza nie fuknęła, nie było w niej ani śladu udawanego oburzenia. Zamiast tego z jej gardła wydobył się cichy, drapieżny jęk – coś pomiędzy westchnieniem a pomrukiem zadowolonej kotki i pozwoliła, by jej noga bezwładnie spoczęła na jego udach, całkowicie odsłonięta i podana mu na tacy.

– Widzisz? To właśnie dlatego jesteś taka diabelsko niebezpieczna – wycedził z rezygnacją, kręcąc głową z miną faceta, który wie, że już dawno przegrał i wcale nie ma o to pretensji.

– Uwielbiam, kiedy tak na mnie patrzysz – zachichotała wesoło. – Dlaczego uważasz, że jestem niebezpieczna?

– Bo przy tobie chcę rzeczy, o których wcześniej nawet nie odważyłbym się pomyśleć,  mimo że sam jestem pisarzem i żyję z wyobraźni. A to, że twój mąż patrzy na nas z takim spokojem… sprawia, że jesteś jeszcze bardziej zabójcza. To chory układ, ale wcale nie chcę się z niego wyplątać.

Mówiąc to, ścisnął ją pod kolanem. Po chwili jego dłoń zaczęła powolnymi, zaborczymi ruchami sunąć po wewnętrznej stronie uda. Wycofywał ją i wsuwał ponownie, coraz głębiej, coraz bezczelniej.

– Więc co cię jeszcze powstrzymuje? – szepnęła, miękko i kusząco. – Jesteś już tak blisko… a zachowujesz się, jakbyś prosił o pozwolenie.

Wiedzieliśmy oboje, że powstrzymuje go tylko moja obecność. Patrzyłem na nich, obejmując żonę, która namawiała drugiego faceta do tego ostatniego ruchu, po którym będzie musiał zapomnieć o wstydzie, o zahamowaniach i o całym tym swoim literackim gównie.

– Zawsze podobała mi się twoja łagodność, Kuba – wyszeptała z leniwym, kusząco-bezczelnym uśmiechem, jakby rzucała mu nieme wyzwanie: „No dalej, sprawdź, ile naprawdę zniosę”. – I podoba mi się, jak mnie dotykasz.

Poruszyła biodrami, mocniej napierając na jego palce, prowokując go do przekroczenia linii, której wciąż pilnowała.

W tej chwili Jakub nie miał już żadnych oporów. Na jego twarzy wykwitł zuchwały uśmiech, w spojrzeniu nie było już niepewności – była tylko drapieżna radość faceta, który postanowił mieć nagle wszystkie zasady w dupie. Mięśnie jego ramienia napięły się jak postronki … ale Iza była szybsza. Gwałtownie zacisnęła uda, więżąc jego dłoń w bezlitosnym, gorącym uścisku. Jednocześnie paznokcie, którymi dotąd tylko drażniła jego przedramię, wbiły się w skórę, a dłoń zacisnęła się na jego ręce. Zatrzymała go milimetry przed celem.

– Nie tak szybko, napaleńcu – zaprotestowała, wyprężając ciało w triumfie.

Rzuciła mi szybkie, porozumiewawcze spojrzenie, po czym znów skupiła się na Jakubie, którego twarz płonęła z pożądania i niezrozumienia.

– Teraz kolej mojego męża – wyjaśniła twardo, niemal bezdusznie, a jej oczy rozbłysły kpiącym rodzajem rozbawienia.

Zaskoczyła go zupełnie, nie dając mu ani sekundy na zebranie myśli. Przybliżyła usta do jego ucha, a jej mokry szept musiał go parzyć żywym ogniem.

– Przyłączysz się do nas? – zamruczała kusząco, muskając koniuszkiem języka płatek jego ucha. – Zobaczysz z bliska to samo, co widział mój mąż, kiedy brałeś mnie tam przy rusztowaniu. Poczujesz na własnej skórze, jak to jest, gdy inny facet bierze sobie kobietę, którą ty pożądasz do szaleństwa… Spodoba ci się. Zobaczysz.

Jakub zamarł. Widziałem, jak przełyka ślinę, a jego klatka piersiowa unosi się w rwanym, ciężkim oddechu.

– Cholera… –  wyrzucił z siebie zduszonym szeptem.

Oddech urwał mu się nagle, jakby Iza jednym spojrzeniem zacisnęła mu na gardle niewidzialną pętlę. Wpatrywał się w nią z mieszaniną uwielbienia i czystej, palącej męki.

– Dlaczego mi to robisz? – Jego głos zadrżał w bezradności. – Myślisz, że dam radę tak po prostu na was patrzeć? Ja bym się tobą z nikim nie podzielił – dodał ciszej, niemal z bólem.

Zamilkł w pół słowa. W jego oczach mignęło przerażenie, splątane z dzikim, niechcianym podnieceniem. Dopiero po chwili dotarło do niego, co właśnie wypowiedział na głos —  bez osłon, bez wstydu odsłonił przede mną swoją najbardziej zaborczą fantazję. Przyznał mi się prosto w twarz, że pożąda mojej żony.

Siedziałem spokojnie, sącząc wódkę i przyglądałem się, jak Iza go urabia, wyciągając z niego te brudne, szczere wyznania. Przyznam, że dobrze się przy nich bawiłem. Perwersyjne igraszki mojej żony były rozrywką jedyną w swoim rodzaju. Kiedy Jakub spojrzał na mnie z tą niemą paniką, szukając w moich oczach wściekłości, ja po prostu uniosłem szklankę w  pewnym siebie toaście, dając mu jasno do zrozumienia, że nie mam z tym najmniejszego problemu.

– No dalej… nie bój się – kusiła, napierając policzkiem o jego twarz i mamiąc go zapachem rozgrzanej skóry. – Przecież po to tu przyszedłeś, prawda? Żeby w końcu przestać tylko pisać o cudzym życiu i zacząć brać udział we własnym. Chcesz tego, Kuba. Spróbuj i uwierz mi –  będziesz chciał więcej.

Musiałby być z kamienia, żeby nie ugiąć się pod siłą jej lubieżnej perswazji. Jego wzrok biegał chaotycznie ode mnie do niej, szukając punktu oparcia w tej erotycznej malignie, w którą go wciągała. W końcu zebrał się w sobie i chrząknął.

– A dostanę więcej? – Bezczelnie taksował jej ciało, jakby już teraz zaczął ją w myślach kochać.

Iza powoli odwróciła głowę w moją stronę.

– To już zależy wyłącznie od mojego męża – odparła niskim, wibrującym głosem, po czym dodała, zawieszając wzrok gdzieś pomiędzy nami: – Ale nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz.  

Jej oczy zwęziły się drapieżnie; rozchyliła szeroko uda i zdecydowanym ruchem pociągnęła jego rękę w górę, dociskając otwartą dłoń prosto do swojego krocza.

Jakub aż syknął z wrażenia. Przez chwilę patrzył na nią, jakby nie mógł uwierzyć, że ma do tego prawo, że ja na to pozwalam.

Tymczasem ona zarzuciła mi ramię na szyję, wbijając palce w mój kark z bolesną zaborczością. Rozchyliła usta, a ja wpiłem się w nie, zachłannie smakując jej gorący ruchliwy język. Była niesamowicie podniecona i chętna. Lizała mnie, ssała i kąsała z taką drapieżnością, że po naszych brodach spłynęła strużka śliny. Ugryzłem jej wargę, a ona syknęła mi w usta gorącym oddechem. Ten pocałunek był czystą, bezwstydną pasją i chęcią pokazania Jakubowi, jak bardzo do siebie należymy. Jednak najbardziej perwersyjny w tym wszystkim był fakt, że jej druga dłoń kurczowo zaciskała się na jego nadgarstku i bezwstydnie dyktowała mu tempo i siłę, z jaką jego dłoń ocierała się o jej mokre, rozgrzane krocze.

Kątem oka zobaczyłem, że jej uda rozchylają się, aż w końcu zsunęła jedną nogę z kanapy i twardo zaparła stopę o podłogę. Jednocześnie strąciła poduszkę, która dotąd stanowiła jej ostatnią zasłonę. Nie miała już nic do ukrycia. Była bezwstydna, wręcz wulgarna, a jednocześnie tak kurewsko ponętna. Każdym gestem dawała do zrozumienia, że doskonale zna siłę swojego obnażonego ciała i nie zamierza jej łagodzić. Serce waliło mi w piersi jak oszalałe, ale zamiast przerwać ten moment, chciałem się nim upajać. Chciałem patrzeć. Chciałem, żeby ta scena trwała, przeciągała się boleśnie, aż napięcie stanie się nie do zniesienia. Z twarzy Jakuba zniknął ostatni ślad wcześniejszych dylematów – wahania, niepewności, kalkulacji. Został tylko tępy, samczy głód, surowy i nieokiełznany, taki, który nie pyta o pozwolenie. Miał wszystko, czego pragnął i zamierzał to sobie wziąć. Zanurzył w niej dwa palce na raz, wchodząc głęboko i bez litości, zmuszając ją do głośnego jęku, który w całości utonął w moich ustach. Iza szarpnęła się gwałtownie, a ja poczułem, jak jej ciało w ułamku sekundy staje się niewiarygodnie ciasne i pulsujące.

Oderwała się na moment od moich warg, chwytając łapczywie powietrze. Jej zamglone pożądaniem oczy odnalazły twarz Jakuba.

 – Tak… właśnie tak… – wyjęczała, nagradzając go triumfalnym, niemal obłąkańczym uśmiechem. – Rozgrzej mnie i rozciągnij dla mojego Tomka. Chcę płonąć, kiedy będzie mnie kochał.

Była obłędna w swym wyrachowaniu. Z okrutną precyzją używała jego pożądania jako narzędzia, które miało doprowadzić nas do wspólnej rozkoszy. Każdy jej spazm, każde prowokacyjne pchnięcie bioder w stronę jego dłoni, było jedynie preludium do tego, co zamierzałem z nią zaraz zrobić. Upokorzyła go, cynicznie odarła z godności, ale dla nas – dla mnie i dla niej – to było zajebiście podniecające.

Iza błyskawicznie wyczuła cień wahania w jego oczach, o ile w tym amoku Jakub był jeszcze zdolny do jakiejkolwiek refleksji. Jednym płynnym ruchem poderwała się z kanapy i usiadła mu okrakiem na kolanach. Przywarła rozpalonym ciałem do jego nagiej klatki piersiowej, a wilgotnym kroczem naparła bezpośrednio na prężącego się w rozporku penisa.

— Cholera. Ty naprawdę jesteś niebezpieczna – wychrypiał i posłał jej nieprzytomny uśmiech faceta, który właśnie przegrał walkę z własną przyzwoitością i zaczął się tym cieszyć.

Jego dłonie odruchowo zacisnęły się na jej biodrach, palce wbiły się w wyprężone ciało.

I wtedy to zrobiła.

Wpiła się w jego usta z pasją, która odebrała mi dech, bo ten pocałunek był wszystkim naraz: był lubieżny i brudny, ale jednocześnie uderzająco namiętny, a co najgorsze – przerażająco czuły. Widziałem, jak jej dłonie delikatnie gładzą jego kark,  palce zaplątują się w jego włosy z czułością, którą dotąd rezerwowała tylko dla mnie. To była demonstracja i miało boleć. Iza precyzyjnie wymierzyła ten cios, tworząc z Jakubem iluzję intymności, która sprawiała, że poczułem się w ich towarzystwie niemal jak intruz.

Obraz, który miałem przed oczami, był czystym obłędem – plecy wygięte w łuk, dłonie Jakuba błądzące po jej pośladkach i ta ich nagła, paraliżująca bliskość. Iza oddawała mu się z niesamowitym żarem, ale w żadnym jej geście nie było przypadku. Karmiła moją zazdrość i pożądanie, wiedząc, że czułość wobec niego raniła mnie bardziej niż jakikolwiek wulgarny gest. W samym środku tego miłosnego ataku, otworzyła oczy i wbiła we mnie wzrok. Patrzyła mi w twarz z tą swoją bezczelną, triumfującą miną, doskonale wiedząc, że każde wilgotne mlaśnięcie i to, jak miękko poddawała się jego dotykowi, było wymierzone we mnie. Tu nie chodziło o zwykły fizyczny kontakt ich ust – to był emocjonalny gwałt. Iza ruchała moją psychikę z bezlitosną precyzją, a ja chłonąłem tę jej bezczelną, triumfującą minę jak najmocniejszy narkotyk. Czułem się przy nich jak pieprzony intruz, upokorzony faktem, że ten spektakl zdrady podnieca mnie bardziej niż cokolwiek innego.

Rozpiąłem spodnie jednym szarpnięciem, uwalniając penisa, a wtedy ona gwałtownym ruchem wyrzuciła poduszki spod pleców Jakuba, robiąc miejsce dla naszej trójki. Pchnęła go na oparcie, a gdy opadł bezwładnie, na sekundę nakryła go swoim ciałem, by zaraz zsunąć się niżej i ułożyć bokiem – idealnie pomiędzy nami. Rzuciła mi powłóczyste, ociekające obietnicą spojrzenie, po czym całą sobą wróciła do Jakuba.

Przywarłem do jej gładkich pleców, czując bijący od nich żar. Iza natychmiast wypięła pośladki i zaczęła kołysać biodrami w powolnym, lubieżnym rytmie, drażniąc mojego penisa dotykiem aksamitnej skóry. Jej napięte ciało parzyło mnie, a miarowe, bezwstydne tarcie pośladków o podbrzusze uwalniało elektryzujące dreszcze, które przeszywały mnie na wylot. Objąłem ją mocno, niemal wgniatając jej drobne ciało w swoje. Dłoń prześlizgnęła się po jej napiętym brzuchu i zachłannie zagarnęła pierś, ściskając ją z zaborczą surowością.

Z jej ust padło tylko długie: „taaak”, ale cała uwaga Izy była nadal skupiona na Jakubie. Całowałem ją po karku i ramieniu i patrzyłem jak jej dłoń powolnym, namiętnym ruchem spływa na tors kochanka. Zaczęła bawić się ciemnymi włoskami na jego piersi, drażniąc skórę opuszkami palców, by po chwili wbić w nią paznokcie i zadać ból, który dla niego był rozkoszą. Za moment pochyliła się i pokryła pocałunkami miejsca gdzie jej paznokcie pozostawiły czerwony ślad. Kiedy jej dłoń zjechała na twardy, falujący od rwanego oddechu brzuch, Jakub odruchowo złapał ją za nadgarstek, próbując na sekundę powstrzymać to szaleństwo, ale jego opór był już tylko pustym gestem.

— Chcesz tego… — mruknęła mu prosto w usta, niemal spijając jego drżenie.

Bez cienia wahania zsunęła dłoń niżej, wsuwając końcówki palców za brzeg spodni. Opór stopił się pod jej dotykiem, a dłoń, zamiast ją odepchnąć, jedynie bezsilnie towarzyszyła jej palcom, które centymetr po centymetrze rozchylały rozporek. Iza uniosła głowę, drażniąc jego ucho gorącym, wilgotnym oddechem, po czym szepnęła mu prosto do środka:

– Jesteś mój. Cały…

Jednym ostrym szarpnięciem zsunęła mu spodnie z bioder, uwalniając go i zostawiając całkowicie bezbronnym. Owinęła palce wokół wyprężonego trzonu, ściskając go z tak zaborczą pewnością, że Jakub wciągnął z sykiem powietrze, a jego biodra same wystrzeliły do góry. Zaczęła go pieścić – powoli, leniwie, przesuwając dłonią od samej nasady aż po wilgotną, pulsującą główkę. Kciukiem drażniła wędzidełko, rozsmarowując hipnotyzującymi ruchami lepkie krople preejakulatu, które perliły się na czubku. Jej dłoń poruszała się z zabójczą wprawą, raz po raz zmieniając rytm: to rozluźniała chwyt, pozwalając mu na ułamek sekundy oddechu, to znów zaciskała palce mocno, jakby chciała siłą wycisnąć z niego całe to nagromadzone przez wieczór napięcie. Jakub odchylił głowę do tyłu, opierając ją o ścianę. Jego klatka piersiowa falowała w gwałtownym, nierównym rytmie.

— Iza… Boże, przestań… — wycharczał, choć jego biodra przeczyły tym słowom, instynktownie szukając jej dłoni. — Nie, nie przestawaj… błagam.

Spojrzał na mnie wzrokiem, w którym resztki poczucia winy tonęły w morzu obłędu. Iza tylko się uśmiechnęła, nie zwalniając tempa. Jej palce stały się jeszcze bardziej natarczywe, a ona sama przysunęła się do niego, szepcząc tak, bym i ja to słyszał:

– Mówiłam ci, że nie będziesz żałował.

Wbiłem zęby w jej ramię, chłonąc duszny zapach perfum, potu i cierpkiej woni alkoholu. Wsunąłem ramię pod jej kark, czując pod skórą gwałtowne bicie tętna, i zaborczym szarpnięciem odciągnąłem ją od Jakuba. Zmiażdżyłem jej wargi własnymi wargami, jakbym jednym wściekłym pocałunkiem chciał zetrzeć z niej każdy ślad obecności tego drugiego mężczyzny. Iza jęknęła mi prosto w gardło, puściła członka Jakuba z taką obojętnością, jakby był tylko zużytą zabawką, i natychmiast wygięła się do tyłu. Palce, wciąż mokre od jego płynu, zacisnęły się teraz na moim członku. Czułem to lepkie, gorące połączenie, gdy nakierowała mnie prosto między swoje pośladki, idealnie tam, gdzie czekała rozgrzana szparka.

Wbiłem się w nią  potężnym pchnięciem, dociskając ją do Jakuba. Poczucie, jak twardy kutas rozcięgna jej ciasnotę, było bolesne w swojej intensywności. Była niesamowicie mokra, gorąca i ciasna; czułem, jak jej mięśnie zaciskają się wokół mnie w panicznym, rozkosznym skurczu.

Iza jęknęła rozkosznie, wygięła się w łuk, przyjmując mnie aż po same jaja. Ten mokry, gardłowy, jęk uderzył Jakuba jak pięścią w brzuch. Jego twarz zalało gorąco, oczy rozszerzyły się z szoku i dzikiej fascynacji; nigdy wcześniej nie widział kobiety tak całkowicie oddanej drugiemu facetowi, a jednocześnie tak blisko siebie. Przywarł do jej twarzy, kneblując jej usta pocałunkiem, jakby chciał wyssać z niej ten jęk, który wywołałem ja.

Zacisnąłem dłonie na jej biodrach, zostawiając na nich purpurowe ślady, i przyspieszyłem, nie dając im czasu na oddech. Jakub zaczął napierać na nią od przodu z furią, dociskając ją do mnie tak mocno, że miażdżyliśmy ją naszymi ciałami. Ale ona nie dała mi się nasycić. Wciąż była spragniona tej drugiej strony. Wyślizgnęła się z mojego uścisku i całym ciężarem znów naparła na Jakuba.

Zaczęła go pompować w hipnotyzującym, ciężkim rytmie; mocno w dół, aż do samych jąder, a jej dłoń w tym czasie tylko przyspieszała. Znowu wpiła usta w jego wargi, język wdarł się głęboko, walcząc o dominację. Ssała go i kąsała, wiła się pod nami, rozpięta między moją dominacją a jego rozkoszą. Jej pośladki uderzały o mój brzuch w prowokującym rytmie, drażniąc mnie, kusząc i obiecując. I chociaż sam posuwałem ją coraz intensywniej, ona wciąż miała jeszcze wystarczająco tupetu, aby ocierać się o jego policzek, gładząc go z taką czułością, jakby był jej jedynym wybawieniem. Ten widok, ta ich chwila rzekomej bliskości na moich oczach, była nie do zniesienia.

– Dosyć tego! – warknąłem, a mój głos przeciął gęste powietrze jak bicz.

Chwyciłem ją za biodra i brutalnym szarpnięciem odciągnąłem ją od jego twarzy. Syknęła zaskoczona, ale w jej oczach błysnęło jedynie to znajome, zadziorne podniecenie.

– Skoro tak bardzo go chcesz – wycharczałem jej prosto w ucho, czując, jak cała drży.  – Klękaj! Chcę słyszeć, jak się nim dławisz.

Iza odwróciła głowę, przeszywając mnie ostrym spojrzeniem, w którym duma mieszała się z obłędem.

– Ty pieprzony sukinsynu… – wychrypiała, dysząc z wściekłości, że przerwałem jej tę grę.

Ale złość dodała jej tylko animuszu. Bez słowa, ześliznęła się z kanapy na dywan. Uklękła na poduszce przed Jakubem, który siedział oszołomiony, z szeroko rozstawionymi nogami. Spojrzała na mnie jeszcze raz, rozciągając usta w drapieżnym, niszczycielskim uśmiechu i pochyliła się, zaciskając obydwie dłonie na nabrzmiałych jądrach kochanka. Rozchyliła usta i nasunęła je na drgającego kutasa, biorąc go głęboko, aż po samo gardło.

– Iza! – Jakub wydał z siebie potężny, zduszony jęk, a jego palce wbiły się głęboko w obicie kanapy.

Wtedy klęknąłem za nią i jednym pchnięciem wbiłem się w jej obłędną, mokrą szparę.

– Tak… teraz jest idealnie… – wycharczałem, czując, jak jej mięśnie zaciskają się na mnie w panicznym skurczu.

Zwiększyłem tempo, rżnąc ją bez litości, z każdym uderzeniem wbijając jej gardło coraz głębiej na sztywnego kutasa Jakuba. To było chore i kurewsko podniecające – stałem się operatorem ich obojga. Moje biodra dyktowały tempo: za każdym razem, gdy napierałem na jej pośladki, impet pchnięcia rzucał jej ciałem do przodu, nabijając jej usta na członka. Ruchałem ją, a przez nią ruchałem też jego, zmieniając nas w jeden, ociekający potem, zwierzęcy mechanizm. Moje ruchy bezpośrednio dyktowały to, jak głęboko on ją penetrował. Salon wypełnił surowy, zwierzęcy rytm: głośne klaskanie moich jąder o jej pośladki zlewało się z gardłowym charczeniem Jakuba i dławionym jękiem Izy, która z trudem przełykała ślinę.  To był odgłos całkowitego upodlenia i najwyższej rozkoszy – symfonia spoconych ciał, w której Iza, nadziana z obu stron, stawała się głodnym naczyniem na nasze wspólne nasienie.

Jakub prężył się, wpijając palce w kanapę z taką siłą, jakby chciał rozerwać materiał na strzępy. Każde moje pchnięcie, każdy wstrząs ciała Izy, przybliżał go do wytrysku. Dla faceta, który jeszcze godzinę temu walczył z własnymi zasadami, to, co działo się teraz, było totalną demolką wszystkiego, co o sobie wiedział. Nagle z jego gardła wydobył się wysoki, niemal bolesny skowyt. Cały zesztywniał w potwornym spazmie, biodra bezwiednie wystrzeliły do przodu, a on sam stracił resztki swojej pieprzonej delikatności – brutalnie zacisnął dłonie na głowie Izy, kneblując ją własnym kutasem.

Usłyszałem zdławiony jęk, parsknięcie – jej gardło przyjęło pierwszą, gorącą porcję. Spuszczał się w nią raz za razem, z rzężeniem, które brzmiało jak agonia, a ona, przełykała go posłusznie, nie przerywając ssania.

– Tak jest… dław się nim, skarbie… – syknąłem, czując, że zbliża się również moment mojej eksplozji. Byliśmy zapętleni we wspólnym rytmie.

W tej samej sekundzie doszedłem. Poczułem potężną detonację u nasady, a potem gwałtowny, palący strumień spermy wystrzelił w jej wnętrze, wypełniając cipkę śliskim, lepkim żarem. Ruchałem ją jeszcze przez kilka sekund w niekontrolowanych, konwulsyjnych pchnięciach, dopóki nogi nie zaczęły mi drżeć, a Iza nie osunęła się bezwładnie na Jakuba, wciąż trzymając go w ustach. Byliśmy jedną, splecioną masą ciał, mokrą od płynów i ciężką od dusznego pożądania. Cisza, która zapadła po wspólnym finale, była gęsta i duszna, przerywana jedynie świszczącymi oddechami. Widziałem, jak w jego oczach powoli gaśnie zwierzęcy obłęd, a wraca świadomość. Patrzył na Izę, która wciąż klęczała przed nim z rozmazanym makijażem i śladami nasienia na ustach i nagle szok ustąpił miejsca druzgocącemu poczuciu winy.

— Boże… Iza, co ja ci zrobiłem… przepraszam… — wykrztusił, łamliwy głosem. – Ja nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nie powinienem był…

Spojrzał na mnie z przerażeniem, szukając w moich oczach potępienia, po czym znów przeniósł wzrok na nią. Spróbował wyciągnąć rękę, by otrzeć jej policzek, ale cofnął ją gwałtownie, jakby bał się, że jego dotyk ją oparzy.

Iza jednak nie dała mu skończyć. Przesunęła dłonią po ociekających ustach, ocierając ślad jego grzechu po policzku i uśmiechnęła się z tą swoją przerażającą, triumfującą słodyczą.

– Nie przepraszaj mnie – odparła, dysząc ciężko w nierównym rytmie, próbując złapać tlen po tym, co przed chwilą jego nabrzmiały penis zrobił z jej gardłem. – Chciałam tego… tak samo jak Tomek… – zawiesiła głos, a potem rzuciła krótkie, ostre jak brzytwa pytanie: – A ty? Powiedz mi, że o tym nie marzyłeś. 

Powoli wyślizgnęła się spomiędzy jego nóg, poruszając się z gracją rannej, ale triumfującej drapieżnicy. Opadła wyczerpana na kanapę, po czym wyciągnęła dłoń.

– Chodź tutaj – mruknęła, gapiąc się na mnie bezczelnie, bo wyglądałem jak definicja brudnego, drapieżnego seksu.

Stałem nad nimi w szerokim rozkroku, ze spodniami zrolowanymi w połowie ud, co krępowało moje ruchy i nadawało sylwetce chamskiego, drapieżnego wyglądu. Penis zwisał niechlujnie, siny, oblepiony śluzem i spermą. Karmiłem się faktem, że Jakub jest zmuszony na to patrzeć, sparaliżowany wstydem, a jednak nie miał nawet odwagi, by naciągnąć swoje spodnie. Iza chłonęła ten widok, jakby widok naszych sflaczałych kutasów był dla niej najcenniejszym trofeum. W jej oczach nie było wstydu – była tylko czysta, triumfująca perwersja.

Usiadłem po jej drugiej stronie, wciąż ciężko dysząc. Oparła głowę o moją pierś, szukając bliskości, po czym ułożyła się wygodniej, kładąc nogi na brzuchu Jakuba. Czułem pod dłonią jej gwałtownie bijące serce i drżenie brzucha. Bił od niej żar, a ja wiedziałem, że ta orgia tylko rozbudziła w niej demony, których nie da się łatwo uśpić. Jej ciało domagało się więcej  brudu, więcej potu, więcej nas obu. Była nie do zdarcia i na pewno nie chciała roztrwonić tego klimatu. Przymknęła na chwilę oczy, rozkoszując się ciężką ciszą i zapachem seksu, po czym leniwie przeniosła wzrok na Jakuba. On wciąż był blady, roztrzęsiony, zawieszony między wstydem a zachwytem. Uśmiechnęła się do niego przewrotnie, przesuwając stopą po brzuchu, prosto w stronę mokrego penisa, który teraz był już tylko cieniem swojej potęgi.

— I co? — mruknęła przeciągle.

Jej głos ociekał tak gęstą namiętnością, że Jakub zadrżał. Nakryła go leniwie stopą i poruszyła w szorstkiej pieszczocie.

–Tego się tak panicznie bałeś? Że nie będę tylko twoja? — zaśmiała się cicho, patrząc mu prosto w oczy. — A tu proszę… było lepiej, prawda?

Przechyliła głowę, powoli przesuwając językiem po dolnej wardze, jakby wciąż smakowała nas obu. W jej spojrzeniu, które po chwili przeniosła na mnie, nie było ani grama wstydu.

– Tacy właśnie z Tomkiem jesteśmy, Jakubie… Żadnych tajemnic, żadnego udawania, prawda mężu? – rzuciła niedbale, patrząc na mnie, ale każde słowo było jak precyzyjne cięcie skalpelem w resztki jego godności.

Uniosła lekko biodra i zobaczyliśmy, jak z rozchylonej, pulsującej cipki wypływa gęsta strużka spermy, wsiąkając bezpowrotnie w jasne obicie nowej kanapy. Iza patrzyła na tę plamę z lubością, po czym przymknęła oczy i westchnęła głęboko, niemal nabożnie.

– Boże, jak mi jest z wami dobrze… nadal – wychrypiała, a w jej głosie słychać było dreszcz ekscytacji faktem, że właśnie na oczach Jakuba zrujnowała wszystko, co uważał za święte.

Przełknął głośno ślinę. Jego twarz wciąż była rozpalona, a oczy, wcześniej pełne niepewności, teraz stały się ciężkie, naładowane czymś mrocznym i niebezpiecznym. Otworzył usta i westchnął ciężko z uśmiechem.

– Nienawidzę cię … wiesz o tym?

Iza roześmiała się cicho.

Podniósł wzrok, patrząc na mnie z mieszanką podziwu i czystego obłędu.

– Nie wiem, jakie demony chciałeś w sobie uciszyć, Tomek… – zaczął, a jego głos odzyskał nagle dziwną, przerażającą pewność. – Ale myślę, że właśnie je nakarmiłeś i rozbudziłeś na dobre. Bo jeśli myślałeś, że mnie to zniechęci, to kurewsko się pomyliłeś. Nigdy bym nie przypuszczał, że jestem zdolny kochać się z Izą przy tobie… że wytrzymam, kiedy mi ją odbierasz i robisz z nią takie rzeczy na moich oczach. Ale, cholera, chyba poczułem to samo co wy. Chcę więcej.  

Mówiąc to, powolnym, zaborczym ruchem położył dłoń na jej łydce. Zaczął ją masować, mocno wbijać palce w jej skórę, dokładnie tak, jak robił to wcześniej – ale teraz w jego dotyku nie było już cienia delikatności. Była tylko brutalna akceptacja tego, kim się właśnie stał.

Iza uśmiechnęła się szeroko, po czym odchyliła głowę i wtuliła się plecami w moją klatkę.

– No i co? – szepnęła, a jej głos, choć miękki, ciął powietrze tą swoją prowokującą, ostrą nutą. – Jesteś pewny, mężu, że właśnie tego chciałeś?

Przełknąłem ślinę, czując na skórze jej pot i zapach Jakuba, który wciąż się na niej unosił. Spojrzałem mu prosto w oczy.

– Mylisz się – zacząłem głosem wypranym z emocji, chłodnym i twardym jak stal. – W tym wszystkim ani przez chwilę nie chodziło o ciebie. Od początku liczyłem się tylko ja i to, co działo się w mojej głowie. I musisz mieć świadomość, że osiągnąłem dokładnie taki efekt, jaki zaplanowałem.

Poczułem, jak Iza drży, chłonąc każde słowo tej brutalnej spowiedzi.

– Widzisz, ona doskonale rozumie, że musiałem was zobaczyć razem – kontynuowałem. – Musiałem na własne oczy zatwierdzić jej wybór i przetrawić wasz widok, aż przestanie mnie palić od środka. Wybacz mi tę małą mistyfikację, kolego… – Zawiesiłem głos, wskazując niedbałym ruchem podbródka na rusztowanie i lśniące kajdanki. – Ale chciałem, żebyś ty też coś z tego szaleństwa miał dla siebie. I patrząc na to, co przed chwilą z nią zrobiłeś, słuchając tego, co mówisz … obaj wiemy, że nie żałujesz ani jednej sekundy. Prawda?

Uśmiechnąłem się do niego, lecz był to uśmiech kogoś, kto — podobnie jak wcześniej próbowała to zrobić Iza — właśnie z trzaskiem zasunął szufladę opatrzoną etykietą „było, minęło”. Wszystkie moje lęki, chore obrazy i niepewność, które dotąd gniotły mnie od środka, zostały w niej uwięzione na zawsze. Teraz liczyło się już tylko to, co tu i teraz: duszna atmosfera i świadomość, że wszyscy możemy mieć jeszcze z tego trochę chorej przyjemności.

– I nie dziękuj – dodałem, uśmiechając się dwuznacznie. – Zostajemy tu na noc, bo ani Iza, ani ja w takim stanie nie usiądziemy za kółkiem. – Zawiesiłem na moment głos, rozkoszując się jego całkowitym skołowaniem. – Korzystaj, póki jesteśmy jeszcze w nastroju.

Widziałem, jak jego źrenice rozszerzają się, na twarzy maluje się fascynująca mieszanka niedowierzania i drapieżnego ożywienia. Chyba do końca nie wierzył, że po tym wszystkim, co mu zrobiliśmy, właśnie otwieram przed nim kolejne drzwi.

Położyłem dłoń na podbródku Izy i zmusiłem ją, by spojrzała mu w oczy.

– Jakub potrzebuje zaproszenia, kochanie. Więc zaproś go tak, żeby nie miał już żadnych wątpliwości – mruknąłem, a Iza odpowiedziała tylko dreszczem rozkoszy, który przeszedł przez jej całe ciało.

Potem na moment zamarła. Zesztywniała w moich ramionach, wbijając we mnie wzrok pełen niedowierzania. Przez ułamek sekundy skanowała moją twarz, sprawdzając, czy to nie jest okrutny żart albo ostatnia próba przed pożegnaniem. Jej usta lekko zadrżały, a w szeroko otwartych oczach malowało się nieme pytanie: Naprawdę, masz ochotę to jeszcze ciągnąć? Kiedy zrozumiała, że mówię poważnie, że ta noc jest moim prezentem dla jej nienasycenia, zobaczyłem, że przechodzi przez nią potężny, elektryzujący dreszcz rozkoszy. To nie było już tylko podniecenie – to była czysta, drapieżna radość. Jej twarz rozjaśniła się w sposób, który był jednocześnie piękny i przerażający. Wtuliła się we mnie, niemal wbijając paznokcie w moje  ramiona, drażniąc skórę napiętymi sutkami. Czułem bicie jej serca – szybkie, oszalałe, uderzające o moją klatkę piersiową.

– Nie wiem, dlaczego chcesz tego szaleństwa, ale … dziękuję ci… tak bardzo ci dziękuję. Kocham cię, Tomek – szepnęła mi prosto do ucha, a jej głos, choć zduszony, drżał od autentycznego uwielbienia.

W szeleście jej słów wyczytałem wszystko: uległość, wdzięczność za to, że pozwalam jej przekroczyć kolejną granicę, i tę chorą więź, która czyniła nas jednością, nawet gdy między nami stał inny mężczyzna. Odchyliła głowę, rzucając mi jeszcze jedno, tajemnicze spojrzenie płonących oczu, po czym jej dłoń powoli, z premedytacją, zsunęła się do moich spodni. Obserwowałem ją z rosnącym zdziwieniem, czując, jak sprawnie wyjmuje z kieszeni telefon. Gdy ujęła moją dłoń i zdecydowanym ruchem przyłożyła mój kciuk do czytnika, zrozumiałem, że ta mała ladacznica ma już nawet gotowy plan działania. Wpadła na niego w mgnieniu oka. W tajnej, zabezpieczonej hasłem galerii odnalazła nagranie, które przesłała mi tuż po ich ostatnim spotkaniu – ten najbardziej gęsty, przesycony bezwstydnym brudem i emocją film.

Kiedy go nagrywała, miał być kodą – swoistą klamrą, która raz na zawsze miała zatrzasnąć drzwi do jej niechlubnej przygody z Internetem. Miał być definitywnym pożegnaniem z jej kochankiem, zimnym obrazem fascynacji, która miała wypalić się do cna. Jednak teraz, pod jej drżącymi palcami, tamten cyfrowy koniec nagle zaczął pulsować nowym rytmem. Zamiast domknięcia, stawał się prologiem do czegoś znacznie bardziej ryzykownego i brudnego. Iza, zamiast uciekać przed własną przeszłością, właśnie obnażyła przede mną swoją największą tajemnicę: ta jej intymna szufladka wcale nie była zamknięta na klucz. Nigdy nie była.

Jej spojrzenie, wlepione najpierw w ekran, a potem we mnie, mówiło wszystko. Ona musiała wykorzystać tę okazję. Chciała przenieść tamtą fikcję prosto w rzeczywistość, domagając się dalszego ciągu – o wiele bardziej intensywnego, bardziej bezwzględnego.  Zrozumiałem to w jednej sekundzie, czując, jak pod skórą rozlewa się parzące, gęste gorąco, od którego niemal zabrakło mi tchu. Przez krótki, paraliżujący ułamek sekundy poczułem ukłucie żalu, że w ogóle rzuciłem tę ofertę. Nie przerażała mnie sama wizja tego, co Iza zaplanowała – ta była obłędnie kusząca. Przeraziły mnie konsekwencje. Zrozumiałem, że właśnie przegapiłem moment, w którym jeszcze mogliśmy zakończyć epizod z Jakubem tu i teraz, zostawiając go za sobą jako zamknięty, niepokojący rozdział.

Ale Iza nie czekała na moją zgodę – ona już ją miała. Obracała telefon w palcach, jakby trzymała w nich odbezpieczony granat i zanim zdążyłem wypowiedzieć choćby słowo wątpliwości, odpaliła video i przysunęła telefon pod zszokowaną twarz Jakuba.

– Może ten film będzie dla ciebie zaproszeniem, żebyś został z nami … – zaczęła, a jej wibrujący głos, owinął się wokół niego niczym jedwabna pętla. – Ale może też być naszym pożegnaniem. – Zobacz i zdecyduj.

Mówiła to tonem tak enigmatycznym, tak przesyconym mroczną obietnicą, że Jakub nie potrzebował większej zachęty.

Na nagraniu była w masce, w półmroku pokoju na poddaszu, który on znał aż za dobrze. Patrzył jak urzeczony, gdy Iza powolnym ruchem przesuwała srebrnym dildem po swoim ciele, smakując metalową powierzchnię z lubością, która graniczyła z obłędem. W końcu, nie odrywając wzroku od obiektywu, powoli wypełniła nim swój tyłek, z brutalną precyzją naśladując ruchy, które on sam w niej wykonywał.

Ale to był zaledwie wstęp.

Jakub siedział bez ruchu, podczas gdy ona, oszalała z pożądania, nie mogąc doczekać się orgazmu, drugą dłonią rozciąga wejście do cipki. Wepchnęła palce tak głęboko, jakby za wszelką cenę chciała nimi poczuć chłód metalu tkwiącego w odbycie. Z głośnika dobiegł charczący, mokry dźwięk jej oddechu, a potem  rozdzierający okrzyk:

– Głębiej… nie przestawajcie!

Finał nagrania był jak uderzenie. Iza wyginała się w konwulsjach, wyrzucając z siebie desperackie: „Teraz, spuśćcie się we mnie, do pełna!”, w którym jego imię mieszało się z moim, zlewając się w jedno, brudne błaganie o totalne zatracenie. Kiedy ekran zgasł, Jakub siedział jak zamurowany, a poświata telefonu wciąż zdawała się wypalać mu oczy. Iza powoli opuściła dłoń i wbiła w niego drapieżne, pozbawione litości spojrzenie.

– Nakręciłam to po tamtej nocy we Wrocławiu – szepnęła, a w jej głosie nie było już nawet cienia dwuznaczności. Było tylko nagie, surowe wyzwanie. – Więc jak, Jakubie? Zostaniesz, żeby dokończyć to, co wtedy zaczęłam?

W pokoju zapadła martwa cisza, w której słychać było jedynie jego ciężki, rzężący oddech. Przez kilka sekund trwał w całkowitym zawieszeniu. W końcu uniósł głowę, a w jego oczach nie było już śladu oporu.

– Nigdzie mi się dziś nie spieszy – wychrypiał, suchym głosem, jakby od dawna nic nie pił. – Zresztą… i tak nie mogę już prowadzić.

Jednym ruchem zrzucił z siebie spodnie, które dotąd spoczywały bezwładnie zrolowane na kolanach. Wstał, nie dbając o swoją nagość, i niemal automatycznie sięgnął po puste szklanki stojące na stoliku obok. Jego dłonie drżały, ale ruchy były zdecydowane, jak u człowieka, który właśnie podpisał na siebie wyrok i poczuł z tego powodu ulgę.

– Nalać wam? – spytał, patrząc to na Izę, to na mnie z dziwnym, desperackim błyskiem w oku. – Bo ja zdecydowanie muszę się napić.

Iza uśmiechnęła się triumfalnie. Wiedziała, że w tej sekundzie przestał być gościem, a stał się częścią czegoś ważniejszego.

313
8.67/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 8.67/10 (4 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.