Kurier Maksym. Cash on Delivery (V, cz. 2)
10 września 2026
Kurier Maksym. Cash on Delivery
15 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Ledwo wstałam z kolan, mając ręce wciąż ciasno związane paskiem mojego męża. Czarek zrzucił z siebie spodnie i bokserki, kopnięciem posyłając je na podłogę. Położył się wygodnie na wznak na wymiętym prześcieradle, opierając plecy o poduszki. Spojrzał na mnie wymownie i ruchem palca wskazał na swoje krocze, dając znak, żebym znów zaczęła mu obciągać.
Posłusznie pochyliłam się nad nim i zaczęłam go ssać. Oboje wiedzieliśmy, że nie chodziło mu teraz o przyjemność, a jedynie o to, bym własną śliną dokładnie zwilżyła jego wielkiego kutasa przed wejściem.
Gdy był już wystarczająco mokry, chwycił mnie za biodra. – Siadaj – rzucił krótko, dając mi jednoznaczny znak, że mam go ujeżdżać.
Usiadłam na nim spragniona ostrej jazdy, w którą miał mnie za chwilę zabrać. Byłam naga, a moje związane na wysokości piersi nadgarstki wymuszały pozycję, w której moje ciało było idealnie wyeksponowane. Powoli, milimetr po milimetrze, zaczęłam nabijać się na jego sterczącego fiuta. Czułam, jak rozciąga mnie od środka, jak wypełnia mnie tak bardzo, że miałam wrażenie, jakby coś idealnie do mnie pasującego zaczynało wypełniać mnie od środka, usuwając poczucie dawno odczuwanego braku. To był kolejny hamulec, któremu zerwała się linka, odbezpieczając tym samym jeszcze większą prędkość. Kiedy opadłam na sam dół, Czarek mocno docisnął swoje ciężkie jaja do mojej cipy. W tej pozycji czułam każdy, najdrobniejszy jego ruch głęboko w sobie.
Błażej wstał z fotela. Podszedł bliżej łóżka, trzymając w dłoni szklankę z wódką, którą po drodze sobie nalał. Stanął tuż nade mną i z góry obserwował, jak jego żona pochłania wielkiego kutasa innego faceta. Po chwili pochylił się, zbliżając swoją twarz do mojej.
– Dobrze ci tak, jak wtedy? – zapytał chłodnym, oceniającym tonem.
Wiedziałam, że nawiązuje do tamtego popołudnia w Egipcie, choć nie wypowiedział tego na głos. Spojrzałam na niego, unosząc się i opadając w rytm pchnięć Czarka. – Tak… – wyjęczałam z trudem.
– No, powiedz… który kutas lepszy? – dopytywał, bezlitośnie wwiercając się spojrzeniem prosto w moje oczy.
– Błażej, przestań… – sapnęłam, dławiąc się własnym oddechem, gdy Czarek pchnął biodrami z dołu.
Zamiast odpuścić, Błażej wyciągnął wolną dłoń i chwycił mnie za szczękę. Ścisnął lekko, zmuszając mnie, bym patrzyła tylko na niego. – No powiedz – warknął niżej. – Który kutas lepszy?
Te słowa, to upokarzające przesłuchanie, doprowadzały mnie niemal do orgazmu. Czułam, jak moja cipa pulsuje szaleńczo wokół Czarka, gotowa do eksplozji. – Który kutas lepszy? – powtórzył, zaciskając dłoń na mojej twarzy jeszcze mocniej.
Z moich uciśniętych warg wydobył się tylko długi, przeciągły jęk. Błażej wymierzył mi lekki, upokarzający policzek. Ten ostry, piekący plask w twarz otrzeźwił mnie na ułamek sekundy. Wiedziałam, że werbalna odpowiedź na to konkretne pytanie mogłaby przesunąć tę granicę za daleko, w miejsce, z którego wrócilibyśmy już zupełnie innymi ludźmi. Dlatego zamiast odpowiadać, błyskawicznie odwróciłam głowę, bez słowa nadstawiając mu drugi profil w geście absolutnego poddania. Nie kazał mi długo czekać. Czułam pieczenie na obu policzkach, a moje krocze, w odpowiedzi na to brutalne upokorzenie, puściło kolejne soki, obficie zalewając fiuta Czarka.
Błażej zmrużył oczy. Nadal nie był do końca usatysfakcjonowany moim tempem. Zrobił jeszcze jeden krok do przodu i wydał mi twardy, bezwzględny rozkaz: – No, staraj się bardziej. Jeszcze mocniej – dodał szeptem.
To polecenie od własnego męża podziałało jak ostrzeżenie. Zaczęłam ruszać biodrami jeszcze szybciej. Ujeżdżałam Czarka z całą siłą, na jaką było mnie stać, skacząc na nim z obłąkańczą rozkoszą. Czarek, podniecony moim rytmem, chwycił mnie za kark, przyciągnął moją twarz do swojej i zaczął mnie głęboko, drapieżnie całować, mieszając swój oddech z moim.
Błażej cofnął się o kilka kroków i wrócił na swój fotel. Pijąc alkohol, obserwował nas w milczeniu. Nawet w półmroku sypialni doskonale widziałam w jego oczach tę chorą dumę. Ten widok sprawiał mu przyjemność – widok jego perfekcyjnej żony, którą sam przed chwilą spętał jak tanią zdzirę, a która teraz ujeżdżała z dzikim oddaniem innego mężczyznę na ich wspólnym łóżku.
W pewnym momencie znów wstał. Podszedł do krawędzi łóżka, stanął tuż obok i dał mi chłodny, wyraźny sygnał dłonią, żebym lekko się podniosła.
Posłusznie uniosłam biodra, zsuwając się z nabrzmiałego fiuta Czarka. Kiedy to zrobiłam, Błażej bez wahania wsunął swoje palce prosto w moją rozpaloną, ociekającą sokami cipę. Zrobił to dokładnie tą dłonią, na której nosił naszą złotą, ślubną obrączkę. Poczułam chłodny ślizg metalu wewnątrz mojego ciała. Ten kontrast – fizyczny symbol naszej małżeńskiej przysięgi bezczeszczący moje krocze, podczas gdy pod spodem ruchał na mnie kutas jego kumpla – doprowadzał mnie do absolutnego obłędu.
Próbowałam mocno zacisnąć swoją pizdę na jego palcu z obrączką, łaknąc tego chorego, poniżającego dotyku, ale Błażej nie zamierzał dawać mi tej satysfakcji. Gwałtownym ruchem wyciągnął rękę. Pozbawiona jego oparcia, opadłam z powrotem całym ciężarem w dół, dosiadając znów pulsującego kutasa Czarka.
Jęknęłam głęboko, a Błażej podszedł do nas z drugiej strony. Jego dłoń, wciąż lepka od moich płynów, brutalnie wplotła się w moje włosy. Pociągnął moją głowę mocno w dół, zmuszając mnie do pochylenia się nad Czarkiem. Zbliżył nasze twarze na odległość zaledwie kilku centymetrów.
Uwięziona w jego żelaznym uścisku z nadgarstkami unieruchomionymi paskiem, mogłam tylko patrzeć prosto w rozbawione, ciemne oczy Czarka, który leżąc wygodnie na plecach, bez słowa nakazywał mi dalsze ujeżdżanie.
– Całuj go – usłyszałam chłodny szept Błażeja tuż nad swoim uchem. – Otwórz usta i go całuj.
Moje wargi ulegle opadły na usta Czarka. Zaczęliśmy się zachłannie, mokro całować, podczas gdy ja rytmicznie i z całą siłą podskakiwałam na jego kutasie. Błażej wciąż mocno trzymał mnie za włosy, kontrolując każdy mój ruch, by po chwili znów usiąść w fotelu.
Czarek drastycznie przyspieszył. Jego pchnięcia z dołu stały się coraz krótsze. Oddychał coraz ciężej, aż w końcu, jednym gwałtownym ruchem, zatrzymał mnie na sobie. Sięgnął do moich nadgarstków i sprawnie rozpiął skórzany pasek.
Moje obolałe ręce opadły swobodnie wzdłuż ciała, ale to wcale nie oznaczało wolności. Czarek natychmiast zrzucił mnie z siebie na kolana, prosto na materac. – Bierz go z powrotem do ust – warknął.
Posłusznie otworzyłam usta i objęłam wargami jego sterczącego, mokrego od moich soków kutasa. Zaczęłam go ssać, robiąc to na linii wzroku Błażeja. Nie odrywałam od męża wzroku, podczas gdy on, z rozchylonymi na fotelu nogami, wpatrywał się we mnie wzrokiem pełnym satysfakcji. Stał się dyrygentem mojego upokorzenia, wydając kolejne rozkazy w rytm moich ruchów.
– Rób to głębiej – skomenderował chłodno, świdrując mnie spojrzeniem.
Wcisnęłam go głębiej w gardło. Kiedy moje usta zsuwały się na sam dół, ocierając się o ciężkie, nabrzmiałe jądra Czarka, Błażej kiwał głową z chorą aprobatą. – Brawo – mruczał niskim głosem, który wibrował w dusznym powietrzu sypialni. – Weź go. Połknij go jeszcze głębiej… tak. Jeszcze głębiej. Pięknie – komentował każdy mój kolejny ruch warg wokół fiuta Czarka.
Za każdym razem, gdy wielki fiut Czarka całkowicie znikał w mojej krtani, a ja dławiłam się, dając z siebie wszystko, widziałam, jak Błażej traci resztki swojego opanowania. Z każdym moim ruchem oddychał coraz szybciej, coraz głośniej. Wyglądał na podnieconego tym, jak perfekcyjnie, na jego polecenie, stawałam się posłuszną szmatą dla innego mężczyzny.
Po chwili Błażej znów kazał mi wstać. Zrobił to tylko po to, żeby Czarek mógł zmienić pozycję i ułożyć się głębiej na poduszkach. Mój mąż podszedł do mnie od tyłu. Zanim zdążyłam usiąść z powrotem na łóżku, Błażej podniósł z materaca swój skórzany pasek – ten sam, którym wcześniej wiązał mi ręce – i bez ostrzeżenia wsunął mi go między zęby, kneblując mi usta.
– Dosiądź go – warknął mi do ucha. – Ujeżdżaj go.
Zrobiłam to. Opadłam na sterczącego kutasa Czarka, wbijając się na szczyt naszej wspólnej przyjemności. Błażej stanął tuż za mną. Obiema rękami chwycił za końce paska z tyłu mojej głowy i naciągnął go mocno do siebie. Twarda, gruba skóra wrzynała się w szczękę i rozciągała kąciki ust. Zajmowała całą szerokość, sprawiając, że nie mogłam wydobyć z siebie absolutnie żadnego, nawet najprostszego słowa.
Błażej trzymał pasek, jednocześnie szarpiąc mnie za włosy, i z góry patrzył, jak ujeżdżam jego przyjaciela. Z każdym moim skokiem zacieśniał uścisk. Pochylił się, przysuwając usta tuż do mojego ucha. Pociągnął za końce paska tak mocno, że musiałam odchylić głowę do tyłu, wprost na jego twarde spojrzenie.
– A teraz mi odpowiedz – wysyczał chłodno, delektując się widokiem tego, jak nabijam się na fiuta Czarka. – Który kutas jest lepszy?
Gruba skóra dławiła mnie i blokowała jakikolwiek wyraźny dźwięk, ale to właśnie ten knebel dał mi ostateczną wolność. Pękła we mnie ostatnia blokada. Zaczęłam wrzeszczeć bez cienia wahania. Zakneblowane usta przywróciły mojej duszy prawdziwy głos.
– Jego! Kurwa… JEGOOOOO! – krzyczałam na całe gardło, szarpiąc się w żelaznym uścisku męża.
Z moich zakneblowanych ust wydobywał się tylko głośny, stłumiony i niezrozumiały skowyt. Dla nich obu był to jedynie histeryczny, zwierzęcy bełkot, ale ja doskonale wiedziałam, co mówię. Wrzeszczałam to z pełną, skurwiałą satysfakcją, dławiąc się własną śliną i skórzanym paskiem od eleganckich spodni Błażeja. Upajałam się tą chorą tajemnicą – tym, że mój mąż stał nade mną z poczuciem władzy i kontroli, nie mając pojęcia, że w moich krzykach właśnie mieszałam jego męskie ego z błotem. W tej jednej sekundzie jego idealna żona przestała istnieć. Została tylko pusta, rozgrzana do czerwoności dziwka, która z dziką rozkoszą zdradzała swojego cuckolda na jego oczach, ukryta za barierą skórzanego knebla. Im mocniej Błażej zaciskał pasek, tym głośniej wyłam, wkładając w ten niezrozumiały ryk całą pogardę dla naszego małżeństwa.
– Ty jebany impotencieeeeee… – wyłam.
Moje ciało było już napięte do granic możliwości. Tarłam łechtaczką o podbrzusze Czarka i czułam, że zaraz oszaleję. Byłam o krok od absolutnej eksplozji, łzy podniecenia, bólu i fizycznego napięcia napłynęły mi do oczu. Tak bardzo chciałam dojść. Błagałam w myślach, żeby pozwolili mi skończyć.
Błażej nagle odpuścił uścisk. Jakby doskonale wyczuł, że stoję na samej krawędzi. Podniósł dłoń i krótkim gestem kazał Czarkowi natychmiast przestać. Bałam się, że usłyszał, co powiedziałam w odpowiedzi na jego pytanie.
Zastygliśmy w martwym punkcie. Moja cipa pulsowała obezwładniającym niedosytem, a ja, z paskiem w zębach, mogłam tylko ciężko dyszeć. Błażej puścił pasek, obejmując mnie ramieniem za szyję. Przysunął się z boku, zbliżając swoją twarz do mojej. Zatrzymał usta milimetry od moich. Zamknęłam oczy. Przez ułamek sekundy myślałam, że w tym całym chorym amoku zamierza mnie pocałować, że w ten popaprany sposób okaże mi jakąś resztkę czułości.
Ale on tylko gwałtownym, pełnym pogardy ruchem odwrócił moją głowę w drugą stronę. – Bierz go… bierz go – wyszeptał lodowato prosto do mojego ucha.
Na ten sygnał Czarek znów ruszył. Zaczął miarowo i agresywnie wypychać biodra w górę. Odchyliłam się do tyłu, opierając dłonie na materacu tuż za udami Czarka, i poddałam się temu rytmowi. Przyspieszał z każdą sekundą. Jego duże dłonie powędrowały na moje piersi. Ściskał je mocno, łapał mnie za sutki, bezwstydnie je wykręcając. Nawet przez szum krwi w uszach wyraźnie słyszałam, jak głośno i męsko jęczy.
Spojrzałam w bok. Błażej wrócił na swój fotel. Siedział w cieniu z szeroko rozwalonymi nogami, opierając łokcie na poręczach. Z absolutną, mroczną rozkoszą patrzył, jak w naszej sypialni jego przyjaciel doprowadza mnie do ostateczności.
Czarek przerwał to mordercze tempo. Ściągnął mnie z siebie i nakazał, bym zeszła z materaca, oparła się o krawędź łóżka i zsunęła na kolana. Posłusznie wykonałam polecenie. Kiedy zbliżyłam twarz do jego krocza, wyraźnie widziałam na jego fiucie lśniące, gęste ślady moich płynów. Zaczęłam go łapczywie ssać. Smakowałam mieszankę moich soków i jego preejakulatu. Nasz smak połączył się w jedną, brudną całość, a ja wciągałam go z największą, bezwstydną rozkoszą, nie odrywając wzroku od Błażeja.
Wtedy mój mąż wstał z fotela i podszedł do nas wolnym krokiem. – Wypnij się teraz – rozkazał chłodnym, nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Wypnij się.
Zrobiłam to natychmiast. Oparłam klatkę piersiową o materac, unosząc biodra wysoko do góry. Błażej znów sięgnął po swój pasek, po czym sprawnie przywiązał moje wyciągnięte do przodu ręce do drewnianej ramy łóżka. Zostałam z ostro wypiętą, nagą dupą i mocno spętanymi nadgarstkami, uwięziona w pozycji na pieska. Błażej powoli okrążył mnie, szarpiąc za pasy i z pedantyczną dokładnością sprawdzając, czy jestem dokładnie przywiązana.
Byłam jak wygłodniały wilk spragniona kolejnego etapu wyścigu z moją watahą.
Czarek stanął za mną. Swoimi dużymi dłońmi mocno rozszerzył mi nogi. Usłyszałam, jak wciąga powietrze, po czym z głośnym, mokrym plaśnięciem splunął prosto na moją rozgrzaną, nabrzmiałą cipę. Ułamek sekundy później wszedł we mnie z całym impetem.
W tej pozycji czułam go jeszcze głębiej. Z każdym jego agresywnym pchnięciem posuwał mnie z rosnącą furią. Przez przywiązane do ramy ręce nie mogłam się poruszyć, nie mogłam się wyprostować, nie mogłam cofnąć bioder nawet o milimetr. Musiałam przyjmować każde jego uderzenie o moje pośladki. Czułam jego fiuta tak głęboko, jakby miał zaraz przebić mnie na wylot.
Byłam na absolutnej krawędzi. Moje ciało drżało z napięcia, czułam, że lada sekunda eksploduję. Wiedziałam, że nie mogę dojść. Nie mogłam tego zrobić bez ich wyraźnego rozkazu. Z każdym ruchem Czarka byłam bliżej obłędu.
Błażej podszedł do mnie od przodu. Musiał kucnąć przy samej krawędzi materaca, żeby zrównać się z moją pochyloną twarzą. Złapał mnie oburącz za głowę, wplatając palce w moje rozrzucone włosy, uniósł moją twarz do góry i zaczął mnie namiętnie, głęboko całować. Smakował alkoholem i władzą. Całował mnie dokładnie w tym samym momencie, w którym Czarek bezlitośnie rozbijał mnie od tyłu. Mój umysł ostatecznie wyłączył się, tonąc w tej absolutnej, chorej rozkoszy.
W samym środku tego obłędu, Błażej oderwał usta od moich. Wyprostował się, chłodno odsuwając się od krawędzi łóżka. – Zaraz wracam – rzucił krótko i po prostu wyszedł z sypialni, zostawiając mnie przywiązaną do ramy i zdaną wyłącznie na Czarka.
Gdy tylko sylwetka mojego męża zniknęła za drzwiami, dynamika w pokoju zmieniła się w ułamku sekundy. Czarek od razu zwolnił. Zniknęła ta pokazowa, surowa brutalność, którą odgrywał przed Błażejem. Pochylił się nade mną, opierając ciężar ciała na przedramionach, i zaczął poruszać się inaczej. Zalała mnie fala gorąca. Przez tę krótką chwilę Czarek znów stał się taki sam, jak wtedy w Egipcie, kiedy po wszystkim leżeliśmy długą chwilę w łóżku wtuleni w siebie. Przestał być tylko rekwizytem mojego męża, a zaczął mnie pragnąć na swoich własnych, dzikich i niebezpiecznie romantycznych zasadach. Przesuwał ustami po moim karku, całując mnie gorączkowo.
Ale ten intymny, skradziony moment nie potrwał długo. Z korytarza dobiegły kroki i Błażej wrócił.
W dłoni trzymał oszronioną butelkę wódki, wyciągniętą prosto z zamrażarki. Zbliżył się do łóżka i dał Czarkowi chłodny, jednoznaczny sygnał dłonią. Czarek posłusznie wyszedł ze mnie i cofnął się o krok. Stanął tuż obok, a ja kątem oka zdążyłam dostrzec jego reakcję. Z fascynacją patrzył, jak jego zawsze opanowany przyjaciel zdejmuje maskę, pokazując prawdziwe, sadystyczne oblicze.
Zostałam na łóżku – naga, boleśnie wypięta i ze związanymi nadgarstkami. Błażej stanął tuż za moimi pośladkami. Odkręcił butelkę i wylał sporą porcję lodowatego alkoholu prosto na swoją dłoń. Nie czekając ani sekundy, płynnym ruchem wsunął mokre od wódki palce prosto w moją rozszerzoną, pulsującą cipę.
Szok był obezwładniający. Zimny płyn w zderzeniu z moją rozgrzaną do granic możliwości, skrajnie wrażliwą śluzówką wywołał przeszywające pieczenie. Czysty alkohol dosłownie wypalał mnie od środka. Zaskomlałam głośno, wyginając plecy w łuk.
– Podoba ci się? – zapytał Błażej z lodowatym spokojem, powoli obracając palcami w moim płonącym wnętrzu.
Ból był silny i ostry, ale w starciu z moim podnieceniem nie miał szans, żeby się utrzymać. Nie tylko nie miałam siły powiedzieć, żeby przestał, ale nie chciałam tego. Jedyne, na co miałam teraz wielką ochotę, to błagać go o więcej. Otworzyłam usta, żeby powiedzieć, że chcę jeszcze, ale Błażej natychmiast mi przerwał.
– Zaraz spodoba ci się jeszcze bardziej – powiedział cicho, a ja, choć nie widziałam jego twarzy, doskonale czułam w wibracji jego głosu ten mroczny, okrutny uśmiech. – Obiecuję.
Błażej patrzył na mnie z góry, delektując się moją bezbronnością. Znów uniósł butelkę i wylał kolejną porcję lodowatej wódki prosto na swoją dłoń, a potem – bez cienia litości – wcisnął mokre palce głęboko w moją cipę.
Rozpalona do czerwoności śluzówka zareagowała natychmiastowym, tnącym bólem. Czułam, jak alkohol wgryza się w każdą moją ranę, w każde otarcie zostawione przez Czarka. Szlochałam z mieszanki cierpienia i dzikiej, masochistycznej ekstazy. Zacisnęłam zęby, próbując z całych sił udawać, że ten lodowaty płyn już mnie nie pali, że potrafię to znieść w milczeniu, ale moje ciało drżało niekontrolowanie. Byłam na samej granicy wytrzymałości, zalana potem, ociekająca sokami i alkoholem, bezwstydnie wypięta i uwięziona przy ramie własnego łóżka.
– Na co masz teraz ochotę? – zapytał Błażej niskim szeptem, pochylając się nade mną i powoli obracając palcami w moim płonącym wnętrzu. – Może na kolejnego kutasa, co?
Spojrzałam na niego z dołu. Nie musiałam nic mówić. Moje oczy mówiły wszystko. Zawsze zdradzały mnie moje oczy, a teraz po prostu krzyczały o tym, jak bardzo to obezwładniające poniżenie mną zawładnęło. Stałam się dla nich rzeczą, do cna zepsutą i całkowicie temu oddaną.
Mąż uśmiechnął się w odpowiedzi na tę niemą, zwierzęcą desperację w moim spojrzeniu. Przesunął kciukiem po mojej łechtaczce. – Zabawiłabyś się jeszcze raz z jednym kutasem? – zapytał powoli, niemal pieszczotliwie.
Zapadła absolutna, głucha cisza. Słyszałam tylko swój rzężący oddech i kapanie płynów na prześcieradło. Byłam spętana, zeszmacona i obezwładniona. I dokładnie w tej jednej, zawieszonej w czasie sekundzie, tę martwą ciszę rozdarł przeraźliwie głośny, mechaniczny dźwięk domofonu.
Odruchowo szarpnęłam głową w stronę zegara na szafce nocnej. 2:40. Środek nocy. Czas jakby przestał istnieć.
Błażej natychmiast wyciągnął palce z mojego krocza. Nie był zdziwiony. Wręcz przeciwnie – widziałam, jak prostuje się, a jego twarz rozjaśnia wyraz chorobliwego pobudzenia. Ewidentnie na to czekał. Wyszedł z sypialni, rzucając Czarkowi krótkie, triumfalne spojrzenie.
Słyszałam jego kroki w przedpokoju, a potem charakterystyczne piknięcie domofonu. Chwilę później usłyszałam to, co sprawiło, że serce podeszło mi do gardła – ciężkie, pewne kroki kogoś obcego, kto właśnie wszedł do naszego domu.
Leżałam tam upodlona i naga, słuchając, jak mój mąż wita nocnego gościa. Wiedziałam, że Błażej nie zrobi mi niczego złego w fizycznym sensie, nie przekroczy pewnej granicy bezpieczeństwa, ale wiedziałam też coś o wiele gorszego. Od tej sekundy, od tego dzwonka o 2:40, przestaliśmy być tymi samymi ludźmi. Nasze małżeństwo – ta idealna, luksusowa makieta – właśnie legło w gruzach. O ile w ogóle można nazwać małżeństwem coś, czym wtedy już byliśmy…
koko
Jak Ci się podobało?