Nieposkromione marzenia (V) - Strach ma wielkie oczy
4 marca 2026
Nieposkromione marzenia
37 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Piotrek wracał z zakupami do domu. Tydzień po wizycie w restauracji mieli kolejne spięcie i musieli sobie wyjaśnić kilka rzeczy. Tak naprawdę to Dorota musiała wyjaśnić jemu kilka rzeczy. Ma teraz wymarzoną pracę, dużo obowiązków i nie będzie zajmowała się rzeczami, które może zrobić on, zwłaszcza, że jest cały dzień w domu. Wkurzało go jej zachowanie, bo jeszcze nie zarobiła tej złotej góry, nie wiadomo było, czy w ogóle ją zarobi czy nie obejdą się smakiem — a już panoszyła się i wydawała mu polecenia. Z rozgoryczeniem stwierdził że skoro ma pieniądze to ma do powiedzenia więcej i musiał to przyjąć na klatę… Te ostatnie dwa lata dały mu w dupę, był bliski skoczenia z mostu i cholernie dużo wysiłku zajęłoby mu przyznanie na głos, że ona go z tej krawędzi ściągnęła. Jego kochana, ciepła, niepozorna Dorotka. Może ją faktycznie nie doceniał? To chyba niemożliwe, żeby nagle zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni i szła przez życie jak buldożer… W sumie dobrze mieć taką osobę po swoje stronie. Przyjęcie więc domowych obowiązków — sprzątania, prania, gotowania było upokarzające i to cholernie, ale może wyjdzie mu to na dobre… Odpuści te pieprzone, niezliczone telefony, uśmieszki i zapewnienia, że teraz nie, ale kiedyś to tak, zrobimy interes prima sort! Z ukłuciem żalu stwierdził, że faktycznie będzie musiał przełknąć tą gorzką pigułkę i znaleźć zwykły etat, byle tylko nie siedzieć w czterech ścianach.
Wszedł do domu i zabrał się gotowanie jakiejś zapiekanki z internetowego przepisu. Szlag go trafiał, bo nawet krojenie i używanie naczyń mu nie wychodziło. Kurwa, ile to wszystko zajmowało czasu i siły?? Jak to się działo że ona robiła to tak sprawnie i bez wysiłku? To niesprawiedliwe… W tle leciał jakiś podkład o afirmacji swojego życia, jedności z istotą wszechświata i złagodziło to jego frustrację. Kiedy zadzwonił telefon wytarł szybko ręce i odebrał połączenie od Doroty. Słyszał tylko jej szybki oddech, stukot obcasów i szum aut w tle.
— Dorota?
Bez odpowiedzi, tylko silniki samochodów buczące w tle…
— Dorota?! Co się dzieje?! Halo!!
— Piotrek?? Piotrek!?
— Jestem, co się dzieje, mów!
— Jesteś w domu??
— Jestem, o co chodzi?
— Zamknij drzwi nie wychodź i czekaj na mnie, już jadę!
Rozłączyła się. Usiadł oszołomiony. Co się mogło stać?! Prokuratura, ABW? Jakaś kontrola z centrali?
Stał w oknie skrajnie napięty i szukał jej sylwetki na ulicy. Wysiadła z taksówki która zatrzymała się na przystanku. Kierowca wychylił się z okna gestykulując w jej stronę. Zawróciła, przekopała kurczowo trzymają przy piersi torbę w poszukiwaniu portfela wręczyła mu pieniądze i rozglądając się na boki szła szybkim tempem w stronę bloku. Czekał na nią w otwartych drzwiach. Niemal wskoczyła do mieszkania, spojrzała jeszcze za siebie i zamknęła drzwi na wszystkie zamki.
— Dorota, co się dzieje?!
Nie rozbierając się usiadła przy stole tuląc w przerażeniu do piersi torebkę.
— Dzisiaj w biurze stało się coś…Boję się…
— Boże, przestań mnie trzymać w napięciu, bo oszaleję!
— Okej, okej… Ostatnio zaczęłam prostować delegacje w firmie. Było tam trochę naciągana, ale bez przesady. Zainteresowałam się jednym z zastępców. Regularnie był na delegacjach na przełomie miesiąca i to niemal miesiąc w miesiąc, parę dni plus zawsze weekend. Zaczęłam drążyć i odkryłam, że wszystko liczył podwójnie — za poprzedni miesiąc do rozliczania załączał zaliczki w pełnej kwocie za wynajem aut, hoteli, diety, a za następny miesiąc paragony za dokładnie te same rzeczy. Podliczyłam te wszystkie lata i wyszło tego prawie dwieście tysięcy…
— Ja pieprzę, co to są za ludzie??
— Ale to nie wszystko. Poprosiłam go na rozmowę, najpierw zapytałam co to były za delegacje. roześmiał mi się w twarz, że to nie moja sprawa, że to jest dawno zamknięty temat. Że zawracam mu dupę i miał już wychodzić… No i trochę się zdenerwowałam i trochę szorstko się odezwałam…
— To znaczy?
— No… Że kurwa nigdzie nie idzie, czy coś… i że jak mu tak się spieszy to na spacerniaku koledzy tak mu dupę przeorają, że mu ustami gówno wyjdzie…
— Ty mówisz poważnie?!
— Chciałam być uprzejma i załatwić to w cztery oczy, ale mnie obraził… Kiedyś oglądałam taki film i więzieniu i mi się przypomniały te rozmowy. No zdenerwował mnie!!!
Zaczęła cicho pociągać nosem i ocierać łzy.
— I co było dalej?
— O mało nie dostał zawału, zaczął się trząść, prosić, zarzekał się, że wszyscy tak robili, że to nie jego pomysł i że on się rozliczył. I tłumaczę mu, że ja tu żadnego rozliczenia nie widzę, a chcę zobaczyć. Prawie się rozryczał, dlaczego on ma rozliczać się dwa razy, że nikt tak nie był traktowany. Że to zrobi, że tylko potrzebuje czasu, ale się wywiąże. Próbowałam go uspokoić i mówić, że nie chcę robić problemów, że musimy to jakoś rozliczyć, bo ja swojego rozliczenia nie mam i że zrobię tak, że nikt nie będzie wiedział… To było tydzień temu. Dzisiaj przyszedł na koniec dnia jak już wychodziłam, kładzie mi teczkę na biurko i mówi, że to jest raport z jego rozliczenia i mówi “dziesięć procent, tak jak wszyscy”. No to się pytam o jakich kurde procentach on mówi, ten zaś się trzęsie cały blady, że ma dzieci, żeby już mu dać spokój, bo on teraz więcej nie ma i prawie we łzach mi szlocha, że to jego ostatnia oferta i wychodzi.
Otwarła torebkę i położyła grubą, zieloną teczkę na stół. Piotr patrzył na nią w napięciu. Przesunął ją do siebie i powoli otworzył. W środku była wypełniona grubymi plikami setek i dwustuzłotówek. Nie wiedział co powiedzieć.
— Czy… Czy to jest… to jego dziesięć procent?
Wciąż płacząca Dorota pokiwała głową.
— dwadzieścia tysięcy? Dziesięć procent, które odpala się przełożonemu za wałki na delegacjach?
Znowu pokiwała głową. Piotr westchnął głęboko i uśmiechnął się…
— Cóż, wychodzi na to, że dostałaś swoje pierwsze “osobiste zapewnienie”, tak to się profesjonalnie nazywa.
— I co ja ma teraz zrobić?
— A co byś chciała sobie kupić?
— Nie rób sobie żartów, mówię poważnie!
— Ja też. Gość jest posrany bo go porządnie nastraszyłaś, nawet, jeżeli zrobiłaś to nieświadomie. Odpalił ci twoją dolę, chociaż jej nie chciałaś, ale cię nie zrozumiał. Cóż, jak się tępym, albo chciwym to się za to płaci.
Spojrzała na niego i natychmiast zrozumiał swój błąd, momentalnie się zarumienił i szybko zmienił temat.
— Macie kamery w swoim biurze?
— Tylko na sali głównej, w budynku dyrekcji nie.
— No to sytuacja jest jasna. Ty dalej masz na niego haka, ona na ciebie nie ma nic i będzie się pilnować, żeby ci teraz nie podpaść. Myślę, że właśnie zdobyłaś swojego pierwszego przydupasa.
Wzięła plik pieniędzy i obróciła go w ręku. Widział, że powoli oswaja się z sytuacją.
— Myślę, że możesz potraktować to jako rekompensata za to jak cię potraktowali.
Uśmiechnęła się po raz pierwszy, ocierając łzy.
— Chyba masz rację.. Muszę się z tym oswoić… Polej mi coś, jak nie zrzucę tego napięcia to mnie strzeli. Mamy coś?
— Trochę wódki i jakiś sok.
— Zrób mi pół na pół. I włącz jakąś dobrą muzę.
Podszedł do blatu i zrobił drinka do dwóch szklanek.
— To za przydupasów, obyś ich miała jak najwięcej!
Roześmiała się i upiła porządny łyk. Zakrztusiła się, ale wypiła kolejny. Kiedy pierwsze napięcie zeszło zaczęli myśleć o realiach. Schowali pieniądze i zaczęli opowiadać co sobie kupią. Ona potrzebowała prawdziwych ubrań z górnej półki, odpowiednich do jej nowego stanowiska. Piotrek zastanawiał się nad porządnym komputerem do projektowania. Wraz z kolejnymi łykami zaczęli się rozluźniać i rozprawiać na chichotem historii. Dzisiejsza sytuacja powoli została zaliczona do raczej pozytywnych, acz niecodziennych wydarzeń. Pomimo ogromnego stresu dla Doroty to dzisiejszy dzień finalnie umocnił jej pozycję… Znowu poczuła dumę z odniesionego zwycięstwa. Motyle w brzuchu zaczęły się budzić.
— Nie usiedzę na tak na tyłku, Piotruś, włącz coś klimatycznego mam ochotę się poprzytulać…
Muzyka rozbrzmiała w przygaszonym świetle. Wstała i pociągnęła go za sobą. Kręcili się powoli wokół siebie, ocierając się o dotykając swojej talii i bioder przez dwie piosenki. Pocałowała go. Przyjął jej usta, ale nie był tak namiętny jak ona. Jej ręce zaczęły przesuwać się po jego plecach i klatce. Obejmował ją czule i mocno, ale w żaden sposób nie dawał do zrozumienia, że chce od niej czegoś więcej. Po tych wszystkich wrażeniach ostatnich dni musiała odreagować, mniejsza z tym od kogo wyjdzie inicjatywa…
Sięgnęła do jego krocza, ale szybko odsunął jej rękę. Nie pamiętała kiedy ostatni raz uprawiali seks, ale chyba nie odsunęli się od siebie tak daleko? Spojrzała na niego zaskoczona.
— Przepraszam… Stało się coś?
— Nie, nic…
— To dlaczego nie chcesz, żebym cię dotknęła?
— Po prostu nie jestem w nastroju — nie do końca wierzyła w jego wymówkę.
— Piotrek, kiedy my się ostatni raz kochaliśmy?
— Nie liczę, ale chyba niedawno.
— Miesiąc temu było święta, w międzyczasie nic nie było. Wcześniej też nie pamiętam. To chyba nie jest normalne? To był porypany dzień, chcę jakoś odreagować, i najchętniej z tobą…
— No wiem, ale może niekoniecznie dzisiaj…
Puściła go i odsunęła się na krok obserwując go uważnie.
— Co się dzieje? Wiem, że ostatnio mieliśmy paskudny czas, często to ja byłam tą, która odmawiała, ale to zazwyczaj ty miałeś większą ochotę? A teraz, kiedy wzięliśmy w końcu oddech i możemy się zająć sobą… — pytanie zawisło w powietrzu.
— Po prostu nie jestem ostatnio w formie. Potańczmy trochę i chodźmy dzisiaj wcześniej spać, co? To faktycznie był długi dzień.
Nie wiedząc co powiedzieć pokiwała tylko głową i zaczęli tańczyć dalej. Piotrek zagadywał ją o byle jakie tematy, o plany na przyszłość, żeby tylko podtrzymać rozmowę. Nawet spodobało jej się to zaangażowanie i wyraźna troska, ale całą sytuacja nie dawała jej spokoju w ciągu kilku najbliższych dni. Wiedziała, że nie jest z nią do końca szczery, miała swoje podejrzenia i chciała rozwiązać ten problem, a nie wiedziała od której strony zacząć…
Z pomocą przyszedł jak zwykle internet, poradniki i różne fora. Przeglądała zapisane strony w pracy na komórce, popołudniami i w autobusie Powoli, po tygodniu, w jej głowie skrystalizował się zarys tego jak pomóc mężowi i co powinna zrobić… Wyczekała odpowiedni moment kiedy mieli spokojny dzień, a kurz ostatniego incydentu opadł do końca. Oglądali razem jakiś durny komediowy serial, który skutecznie poprawił im humor. Wiedziała, że jest w dobrym nastroju i ma dużą szansę, że wysłucha ją do końca. Kiedy odcinek się skończył zagaiła rozmowę.
— Wiesz ostatnio myślałam o tym co mi powiedziałeś…
— Oo, a co ci powiedziałem?
— Że kiepsko się czujesz, że nie jesteś w formie…
— No fakt, było tak — stwierdził, ale nie miał większej ochoty ciągnąć tego tematu.
— Wiesz ostatnia miałeś kiepski czas, mało ruchu, jedliśmy też same śmieci. Ja sporo schudłam… — szukała fortelu w głowie, żeby nie zrobić niechcący przytyku do jego wagi— ty też masz kiepski nastrój, widzę, że słabo śpisz i masz mało energii. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byliśmy u lekarza. Może zrobimy teraz coś dla siebie, jakieś badania i przejdziemy się na wizytę?
— W sumie racja… Odkąd się przeprowadziliśmy nawet nie wiem gdzie jest nasz lekarz rodzinny. Chyba nie zaszkodzi.
— Super — pocałowała go w policzek, to wstaniemy sobie jutro chwilę wcześniej i pójdziemy pobrać krew, co?
— Ok!
Zrobili jak zaplanowali, wieczorem Dorota ściągnęła wyniki z konta laboratorium. Łatwiejsza część za nią, teraz ta trudniejsza…
— Piotrek, mamy już wyniki — powiedziała znad komórki — patrzę na terminy wizyt. Pasuje ci bardziej wtorek czy czwartek wieczorem?
— Obojętne, niech będzie wtorek, będziemy mieć szybciej z głowy. To teraz do rodzinnego można się na wieczór przez neta umówić?
Nie skomentowała. Po kilku odgłosach powiadomień odłożyła komórkę na bok.
— Tak można, tylko, że nie do rodzinnego…
— A niby do kogo? — spytał.
— Do urologa.
— Co?! — był całkowicie zaskoczony i czuł się wręcz wywiedziony w pole.
— Piotrek, sam mówisz, że nie jesteś w formie i zaczynasz mnie trochę unikać. Trzeba zacząć od najważniejszej rzeczy prawda? Po co masz iść do rodzinnego, który każe ci jeść sałatę, unikać alkoholu i zacząć biegać? To wiesz sam. Z zaburzeniami erekcji sam sobie nie poradzisz.
Wypowiedziane słowa ujawniły jego skrywaną słabość, co uruchomiło jego reakcję obronną.
— Przesadzasz! To, że raz ci odmówiłem, nie znaczy, że mam od razu jakieś zaburzenie! Zjem trochę tej twoje sałatki, rzucę piwo i to wystarczy.
— Kiedyś uprawialiśmy seks kilka razy w tygodniu. teraz nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy w zeszłym miesiącu to był chociaż raz. Fakt ostatnio było trochę stresu, ale to też już się skończyło. Ja jestem otwarta nawet na codzienne zbliżenie, a ty?
Ta otwarta konfrontacja sprawiła mu ból, tym bardziej, że wiedział, że nie ma żadnych argumentów.
— Chcę, żeby było jak dawniej. Potrzebuję twoje bliskości kochanie i do tego niezbędna jest ta wizyta. Z resztą już zapłaciła za bezzwrotną rezerwację.
— Ech… — westchnął ciężko, bo nie było sensu dyskutować dalej, ale musiał spróbować ostatni raz — a nie możesz tego anulować?
— Możesz po prostu nie pójść, ale wtedy będziemy osiemset złotych w plecy.
— Ile?!
— Osiemset. To naprawdę nieduża kwota za działającego penisa, prawda?
Tydzień później weszli do nowoczesnego budynku, który bardziej przypominał biurowiec niż miejsce gdzie mieści się gabinet lekarski. Stanęli w sporym lobby rozglądając się za wskazówką gdzie mogliby iść. Zauważyli typowego, siwego ochroniarza za biurkiem na wyspie pośrodku. Mieli już do niego podejść, ale wyuczonym do perfekcji ruchem ręki objaśnił jednocześnie, że tak, to tutaj, że windą w głębi i do góry, a następnie w prawo. Zrobili zgodnie z magicznym gestem, a gdy dotarli, zapukali do drzwi z numerem podanym w mailu. Usłyszeli zaproszenie i weszli. Dorota z ulgą rozpoznała człowieka ze zdjęcia. Płacąc ogromną kwotę za bezzwrotną rezerwację wizyty bała się, że człowiek rozpłynie się w powietrzu, albo nie znajdą adresu, na szczęście jej obawy się rozwiały… Mężczyzna był przeciętnego wzrostu, z widocznym brzuszkiem opiętym w dość dobrze dobranej niebieską koszulę. Miał dość bujne włosy jak na czterdziestkę, którą zdawał się mieć na karku.
— Dzień dobry! Proszę sobie usiąść! — wstał i wskazał dwa krzesła przez jego biurkiem. Piotrek kątem oka dostrzegł parawan, leżankę i stolik zastawiony jakimiś rzeczami o medycznym przeznaczeniu, którego wolał na razie nie znać.
— Witam pani Doroto! Z pani maila zrozumiałem, że przychodzicie państwo do mnie z powodu waszego wspólnego problemu… — teatralnie spojrzał na laptopa ustawionego po boku biurka — który to zdaje się będzie mógł rozwiązać pan Piotr, zgadza się?
Przeniósł na niego wzrok nienachalnie oczekując odpowiedzi.
— Tak, można tak powiedzieć — odpowiedział Piotrek dość sztywno.
— Dobrze, w takim razie będę zadawał pytania i pozwolę sobie na bieżąco zapisywać dokumentację na laptopie, mam nadzieję, że to nie problem?
— Nie, ależ skąd.
— Okej, a więc zacznijmy.
— Kiedy mieli państwo ostatni stosunek seksualny?
— To będzie… chyba z kilka miesięcy temu — odparła Dorota po chwili krępującej ciszy. Piotrek chyba chciał to przedstawić bardziej optymistycznie, bo skrzywił się lekko.
— Oo? To jest państwa zwyczajna częstotliwość?
— Kiedyś uprawialiśmy częściej, ale ja ostatnio pracuję do późnego popołudnia…
— Co rozumie pani pod pojęciem “ostatnio”?
— Cóż, to będzie… no chyba dwa-trzy lata?
— Dość długi okres… Dla pana to było wystarczająca częstotliwość?
Piotrek czuł się jakby przesłuchiwali go koledzy z podstawówki, gdzie każda odpowiedź mogła, a wręcz musiała być wyśmiana.
— No wolałbym częściej, wiadomo. No ale…
— Ale…?
Ciężko powiedzieć, że ta niezręczna cisza zapadła, bo trwała od samego początku, ale na pewno była bardziej niezręczna niż na początku.
— Rozumiem, że pytam tutaj o najintymniejsze szczegóły i ciężko na to dokładnie odpowiedzieć. Jeżeli państwu to nie przeszkadza, to możemy się posługiwać codziennym, nawet barowym, czy koleżeńskim słownictwem, jeżeli tak będzie łatwiej. Jeden z moich pacjentów odpowiedział na to pytanie, cytuję: Jakbym mógł to bym ruchał codziennie, ale jak sobie pomyślę, że mam tego chuja pół godziny stawiać i patrzeć jak moja Wiola wzdycha i przewraca oczami, to wolę ją wyjebać raz na tydzień, ale za to wtedy kutas stoi jak na defiladzie, a sąsiedzi słyszą nas dwa piętra wyżej.
Zszokowane małżeństwo siedziało z szeroko otwartymi oczami i niedomkniętymi ustami.
—Proszę mi wybaczyć dosadność — powiedział doktor z łagodnym uśmiechem — ale pomaga to przełamać lody. Tłumacząc na język medyczny, gdyby miał pan pewność, że wzwód będzie pewny i nie będzie się pan nim musiał przejmować to proponowałby pan ten seks częściej?
— Tak, myślę, że można tak powiedzieć… — odparł Piotrek z mniejszą już obawą.
— Ok, czyli głównym problemem jest zaburzenie erekcji. Idźmy dalej. Czy penis panu staje panu na myśli, czy też widok o treści erotycznej, czy też musi pan go stymulować, żeby uzyskać efekt?
— No… bardziej trzeba… postymulować…
—Doktorze — wtrąciła się Dorota powodując odruchowy niepokój Piotrka — jeżeli już dochodziło do zbliżeń to nawet przy… stymulacji… no… nie był w pełni sztywny, nie że całkowicie miękki, tylko taki…
— Al dente?
Dorota parsknęła śmiechem, poprawiając się szybko. Piotrek wiercił się na krześle starając się zrobić coś. Cokolwiek.
— Ekhm… Można tak powiedzieć, udawało się go…
Szukała słów do określenia, ale pomoc ze strony lekarz nadeszła nadspodziewanie szybko.
— Dało się go wsadzić w cipkę na tyle, żeby chociaż trochę poruchać?
Znów zamilkli z oczami wybałuszonymi jak żaby.
— Proszę się nie krępować. Język polski jest straszliwie ubogi jeżeli chodzi o codzienne słownictwo erotyczne, dlatego przez brak lepszego słowa promujemy określenie cipka, które jest takie bardziej… przyjazne, pieszczotliwe, niż taka oficjalna i zimna, nazwijmy to ” wagina”, czy nie daj bóg “pochwa”, jakby to było tylko luksusowe etui na męskiego kutasa. No ale do rzeczy… Dobrze! Z tego co mi pan powiedział… a przede wszystkim z tego czego pan nie powiedział sporo się już dowiedziałem. Patrzę na objawy, patrzę na pana nadwagę, patrzę na wiek. Muszę stwierdzić, że niepokojąco to wygląda…
Zmroziło ich oboje. Piotrek przełknął ślinę szykując się na najgorsze.
— Miał pan ostatnio dużo stresu?
— Powiedzmy, że w ten okres o którym mówiła żona, to w sumie był jeden wielki, ciągły stres… — przyznał odwracając wzrok.
— Cóż.. Żebyśmy wiedzieli o czym rozmawiamy, musimy ustalić jeszcze parę faktów. Zapraszam za parawan — wskazał kozetkę w rogu pokoju.
Piotrek zrobił jak polecono, usiadł, ale ku swojemu zaskoczeniu lekarz nie ruszył się z miejsca.
— Będę musiał zobaczyć jak wygląda ta niepełna erekcja. Proszę ściągnąć spodnie i bieliznę, i zacząć się masturbować aż do uzyskania erekcji. Myślę, że będzie panu szybciej i łatwiej jeżeli włączy pan sobie swoje ulubione porno i zawoła mnie pan po uzyskaniu efektu — zerknął na Dorotę — prosiłbym tylko bez dźwięku, żeby nie peszyć żony, ja tymczasem dokończę rozmowę z panią.
Piotrek siedział za parawanem zaszokowany, nie wierząc w to co dzieje się wokół niego. Naprawdę, ma ściągnąć gacie i zacząć trzepać, podczas gdy za parawanem o grubości kartki papieru siedzi jego żona i lekarz?
— Ekhm, przepraszam, ale czy to… no… konieczne? Nie dałoby się tego zrobić jakoś inaczej?
— Przykro mi, ale nie wiem w jaki inny sposób mógłbym zbadać pańską erekcję. Jedyna alternatywa o jakiej jestem w stanie pomyśleć, to usiąść w państwa mieszkaniu na brzegu łóżka podczas państwa stosunku.
Zabrzmiało to jak kiepski żart, ale musiał przyznać, że facet miał rację. Chwilę się wahał, ale ściągnął spodnie i majtki do kolan, i siedząc niemal jak na toalecie sięgnął po komórkę. Wyłączył dźwięk. Rozejrzał się na wszelki wypadek wokół upewniając się, że go nie widać i włączył najpopularniejszy serwis porno i włączył pierwszy z brzegu filmik z napompowanymi laskami wyglądającymi wręcz karykaturalnie. Nie bardzo mu się to podobało, więc włączył kolejny, znowu średni i za paręnaście sekund kolejny. Stopniowo, wraz z każdym odpalonym filmem nachodziła go coraz mocniejsza ochota na większe wrażenia. Wpisał wyszukiwarkę trójkąt z dwiema kobietami. Już jeden z pierwszych wyników z młodymi cycatymi dziewczynami wpadł mu w oko. Przewinął od razu do połowy i zaczął masować penisa. W tle słyszał dźwięki rozmowy Doroty z lekarzem, ale nie docierał do niego sens słów. Czuł, że oddech mu przyspiesza. nie przerywał pieszczot, nawet kiedy akcja filmu nieco zwalniała. Nie do końca był świadomy upływającego czasu.
— Panie Piotrze, czy jest pan gotowy? — miękki, wyuczony głos lekarza delikatnie wyciągnął go z zanurzonego z odmętów rozkoszy.
— Tak — odparł, chociaż nie miał pojęcia czy faktycznie jest.
Lekarz wszedł za parawan, założył rękawiczki z pudełka nieopodal i przyklęknął przed pacjentem.
— Będę musiał teraz zbadać pańskiego penisa, prosiłbym, żeby wstać.
Trochę niepewnie wstał skrępowany faktem, że po raz pierwszy w życiu ma postawionego fiuta na wysokości twarzy drugiego faceta. Przeniósł wzrok na sufitu intensywnie się na nim skupiał, starając się myśleć o tym, że ktoś właśnie grzebie przy jego sprzęcie. Koniec końców, dotyk gumowych rękawiczek był na tyle neutralny, że zniósł to całkiem dobrze.
— Jak pan ocenia swoja erekcję? — pytanie było nieco zaskakujące.
— No, dość dobrze — był zadowolony, że pomimo takich warunków udało się postawić go na baczność.
— Mh… W międzynarodowej skali ma pan tak 3… góra 4 punkty na 10. Dość nisko jak na pański wiek.
Piotrek był w lekkim szoku.
— Ekhm… a co to oznacza??
— To, że pańskie zaburzenie jest poważniejsze niż myślałem, oraz to, że stres to nie jedyna przyczyna… Przepraszam, ale będę musiał pana zbadać przez odbyt.
— Słucham?! — pisnął cicho, zaskoczony ponownie, pomimo, że nie doszedł do siebie po poprzednim ciosie.
— Takie zaburzenia często są powodowane przez choroby prostaty, a jest tylko jedna droga żeby to zbadać. Proszę, żeby pan klęknął na brzegu leżanki z wypiętymi pośladkami.
Piotr walczył chwilę z myślami, po czym bardzo powoli i bardzo niechętnie to zrobił. Lekarz nabrał porcję zimnego żelu z tubki i przystąpił do badania. Badanie było nieprzyjemne i bardzo dziwne… Po wszystkim dostał papierowy ręcznik do wytarcia i znak, że może wrócić na krzesło.
— Cóż, nie mam dla państwa dobrych wiadomości…
Zmroziło ich oboje.
— Spokojnie, żaden rak czy coś w tym stylu. Niegroźna, ale, hmmm uciążliwa przypadłość. Ma pan nietypowe, przewlekłe zapalenie prostaty. Tłumaczy to trudności w uzyskaniu erekcji, z jej utrzymaniem. To powoduje zazwyczaj ograniczenie aktywności seksualnej, to dalsze trudności, no i koło się zamyka.
— Skoro… mówi pan, że to niegroźne… to co mam w takim razie robić?
—Tutaj przechodzimy do tej uciążliwej części. W generalnym skrócie — po pierwsze pańska prostata produkuje nieprawidłowy płyn, dlatego na razie seks i kontakt pańskiej spermy z drugą osobą jest zakazany. To ze względów higienicznych. Po drugie wskazane są dość regularne wytryski, ale najważniejsze, żeby były one jak najbardziej obfite. Przy prawidłowym postępowanie za kilkanaście miesięcy powinniśmy się z tym uporać.
— Ile?! — Piotrek krzyknął wstrząśnięty.
— W wersji optymistycznej kilkanaście miesięcy, choć nierzadko zdarza się leczenie do dwóch-trzech lat.
Piotrek kręcił się niespokojnie na krześle starając się wymyślić coś… cokolwiek!
— Zaraz, ale skoro ten płyn jest… zakaźny…
— Nie zakaźny, tylko zapalny, ale szkodliwy dla drugiej osoby.
— No to nie wystarczy prezerwatywa?
— Nie, ponieważ prezerwatywa zatrzymuje plemniki, ale słabo działa na płyn, który może przenikać.
— Chwila, chwila, ja czegoś nie rozumiem…
— Proszę pytać, po to tu jestem.
— To jak ja mam te… “obfite wytryski” — wymówił te słowa z trudno ukrywanym zażenowaniem — skoro mam nie uprawiać seksu?
— To oznacza, że stymulacja penisa ręką to dla pana na razie jedyna dozwolona aktywność. Choć zazwyczaj w takim działaniu objętość wytrysku jest nieco mniejsza. Dlatego niezbędny będzie regularny masaż jąder i prostaty. Najlepiej, żeby był częstszy niż wytryski.
— Co to jest masaż prostaty?
—Technicznie to samo co badanie przez odbyt które przeprowadziłem. Tylko przyjemniejsze bo wykonywane przez pana — przeniósł wzrok na Dorotę — albo panią.
— Słucham?!
— Na tym polega leczenie. Jeżeli pan to zaniedba, to dzisiaj, jutro nie stanie się nic, ale w przyszłości może czekać pana całkowita impotencja.
Piotrek oparł się na krześle i opuścił ręce w geście całkowitej rezygnacji.
— Zdaję sobie sprawę, że to co powiedziałem jest trudne, może nawet szokujące. Ale z drugiej strony jest to dobry moment na edukację seksualną. Panie rozumieją ten aspekt lepiej niż panowie dla których seksualność równa się genitalia. Oglądał pan taki francuski film “Nietykalni”? O człowieku porażonym od szyi w dół? Tam była taka scena, gdzie jego największym afrodyzjakiem było kiedy kobieta masowała mu uszy. Myślę, że przy pomocy żony znajdzie pan swoją rzecz, która da panu dobrą satysfakcję erotyczną, do czasu aż pański problem się rozwiąże.
Jego przemowa była okruchem nadziei w tej czarnej rozpaczy którą widział przed sobą.
— No, ale, żeby wszystko działało jak należy to musimy zacząć od podstawowej sprawy. Dobrze wiem, że mężczyźnie z problemem takim jak pański zawsze próbują sami sobie z nim radzić, nigdy sami nie sięgają po pomocny sprzęt i niemal zawsze koniec końców wyręczają ich partnerki. Widzę, że państwo są z gatunku tych co lubią problemy rozwiązywać a nie pielęgnować, więc proponuję, żeby odpuścić tą pierwszą cześć i przejść od razu do drugiej. Panie Piotrze zapraszam ponownie za parawan, tym razem z żoną.
Wstali nieco niepewni i we trójkę stanęli u boku leżanki.
— Niech pan przyjmie pozycję jak przy badaniu, a pani niech włoży rękawiczki.
Piotrek był sztywny, jakby podczas badania kilka minut temu ktoś wsadził mu kij od miotły w tyłek. Znów, patrząc się tylko przed siebie starał się być myślami gdzieś zupełnie daleko.
— Dobrze, niech pani włoży rękawiczki. Teraz mała porcja żelu na wskazujący palec I delikatnie wprowadzamy. O właśnie. Końcem palca proszę celować w podstawę penisa. I powoli do samego końca… Czuje pani jeden twardszy punkt? Wielkości orzecha czy winogrona?
Dorota czułą się najbardziej niezręcznie w swoim życiu. Wiedziała, że sama doprowadziła do tego spotkania, wiedziała, że to będzie potrzebne, że musiała to zrobić, żeby było lepiej… Niemniej jednak emocje to emocje…
— Chyba czuję. Taka lekko chropowata rzecz?
— O właśnie! Gratulacje, udało się pani za pierwszy razem. I teraz wystarczą minimalne ruchy przód — tył, oraz na boki. Panie Piotrze teraz ważna informacja dla pana— odwrócił się przez ramię starając się zachować normalny wyraz twarzy — może mieć pan wrażenie rozpierania w miednicy, uczucie, jakby się chciało sikać. To zupełnie normalne. Proszę to kontynuować tak długo aż do uzyskania ejakulacji, to znaczy wypływu z penisa. Może, ale nie musi towarzyszyć temu erekcja. Na sam koniec może się pan masturbować. Myślę, że szybko się pan przyzwyczai, może nawet się panu spodoba. Te tysiące gejów nie może się mylić w tym co robi.
Piotrek spalił buraka, miał już wybuchnąć, czy zaprzeczyć, ale lekarz był szybszy.
— Zanim się pan niepotrzebnie zdenerwuje — penis i odbyt są unerwione przez ten sam nerw. Dlatego potrafią dać podobne, erotyczne bodźce. To jest zwykła anatomia, tak jest zbudowane męskie ciało. Gdyby nie to, nie byłoby żadnej różnicy między stymulowaniem odbytu, czy dajmy na to ucha czy nosa… Dobrze, pani wie już chyba wszystko, proszę teraz się delikatnie wycofać i wyrzucić rękawiczkę do tamtego kosza. Zapraszam jeszcze na minutkę do biurka.
Cała trójka ponownie zasiadła na krzesłach.
— Myślę, że wiedzą państwo już wszystko co powinni wiedzieć. Jeżeli chodzi o kontrolę, to nie ma pośpiechu, za półtora roku czy dwa lata w zupełności wystarczy. Jeżeli będą się państwo stosowali do wszystkich zaleceń to przy okazji tej wizyty zakończymy leczenie. Pary zazwyczaj relacjonują powrót do normalnej aktywności jako niezwykle satysfakcjonujący i głęboko wierzę, że i państwa to spotka! Tutaj zostawiam jeszcze państwu nazwę ekspanderów które można kupić niemal w każdej aptece. Szczerze nie różnią się niczym od zwykłych dildo dostępnych w aptece, ale mają może mniej… efektowny kształt, w sam raz na początek, żeby nie wystraszyć. Proszę tylko zwrócić uwagę, że są dwa rodzaje analne i waginalne, wyglądają niemal identycznie, tylko rozmiary waginalne są większe. Czy na zakończenie wizyty mają państwo jakieś pytania?
— Chyba… — spojrzeli się na siebie niepewnie — chyba wiemy wszystko.
— W takim razie dziękuję i życzę zdrowia!
Wyszli na ulicę przed budynek gdzie zapalił się już lampy. Nie odzywali się. Dorota sprawdzała coś na komórce, Piotrek rozglądał się, zastanawiając w którą stronę iść. Zrobił krok w wybierając najkrótszą trasę i pierwszy przerwał ciszę.
— Idziemy? — Dorota podniosła głowę, spojrzała na niego, a następnie w drugą stronę
— Tak, ale tędy.
— No nie, w tą stronę mamy najbliżej.
— Tylko, że tędy mamy aptekę po drodze.
Stał nieporuszony.
—Co się tak patrzysz? — podniosła kartę z notatka od lekarza — idziemy najpierw do apteki, a potem do domu.
Westchnął ciężko, jakby zrobił wystarczająco dużo na dzisiaj.
— Ech… Nie możemy tego zrobić jutro?
— Nie, nie możemy — powiedziała stanowczo — jutro będziemy już jeden dzień do tyłu. Poza tym jutro tego nie zrobisz.
— Zrobię.
— Skoro jesteś taki pewien, to zrób to od razu dzisiaj, masz po drodze.
Z dużą niechęcią i ociąganiem ruszył w jej stronę poszli z drogą koło apteki. Po około dziesięciu minutach dotarli przed jej witrynę i weszli do środka. Otoczeni wystrojem jak sprzed 30 lat na szczęście byli sami. Podeszli do okienka a gruba aptekarka z trwałą blond ondulacją wstała z krzesła stękając, żeby ich obsłużyć.
— Słucham — spytała najbardziej zbolałym i nudnym głosem jaki tylko mogła wyprodukować po tych wszystkich dekadach pracy.
— Chcieliśmy… mamy kupić penetroanal — podała szybko kartkę.
Aptekarka odebrała ją, założyła okulary i mrugając jak karp spytała:
— A jaki to miałby być rozmiar?
— No… nie orientujemy się… a jakie są?
— Te analne od S do L, waginalne, penetrovaginal jest do XL. Ale te waginalne rozmiary są o jedne większe.
— Aha… to co? — spojrzała na Piotrka, który udawał, że go tam nie ma i tylko towarzyszy. Wzruszył jedynie ramionami. Nie spodobało jej się to.
— To poproszę L — spiorunował ją wzrokiem, żądając najwyraźniej, żeby zmieniła rozmiar, ale wytrzymała jego wzrok. — i jeszcze ten waginalny XL.
Farmaceutka, której generalnie nic nie zaskakiwało ruszyła powolnym, kaczym chodem na zaplecze. Zdenerwowany Piotr stojąc obok Doroty miał wielką ochotę wszcząć awanturę, ale Dorota patrzyła się sztywno na okienko w oczekiwaniu na towar. Całkowicie ignorowała jego wzrok szukający konfrontacji, który czuła na policzku. Coraz głośniejsze stękanie oznajmiło, że towar się znalazł. Bez pytania zapakowała go w reklamówkę, nabiła rachunek, a para go zapłaciła i wyszła na zewnątrz. Kiedy tylko zatrzasnęły się za nimi drzwi Dorota zareagowała natychmiast.
— Nie ma za co.
— Co?!
— To, że jesteśmy tu z twojego powodu, słowem się nie odezwałeś, a ja znowu załatwimy twoją sprawę za ciebie.
— Nie musiałaś akurat wybrać….
— Nie musiałam, ale wybrałam. I co? Odezwałeś się? Wybrałeś coś innego? No właśnie. To nie masz powodów do narzekań. Idziemy.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w dalszą drogę. Mimo, że był niezadowolony nie pozostało mu nic innego jak tylko ruszyć za nią. Dorota zaczęła neutralny temat kolacji, żeby nie iść w kompletnej ciszy i dać zrozumienia, że życie toczy się dalej i trzeba iść na przód. W osiedlowym sklepie zrobili nieduże zakupy. Mieli tylko paręset złotych na koncie, ale nie wierzyli do końca w realność wypchanej koperty schowanej głęboko w szafce z bielizną. Weszli do domu, sprawnie przygotowali posiłek i usiedli przy stole.
— Wiesz, jak się okaże, że z moją pracą faktycznie wszystko będzie tak jak na umowie, to może byśmy kupili mieszkanie? Nie cierpię tej nory, a jak naprawdę będę dostawała ponad stówę miesięcznie, to za kilka miesięcy możemy kupić fajne mieszkanie to nawet w samym centrum.
— Dorota, przecież planowaliśmy się budować gdzieś w zielonej okolicy, nie pamiętasz?
— Pamiętam, ale to był plan na życie z odsetek i emeryturę. Póki co ja muszę pracować w biurze i dojeżdżać do centrum, więc wygodniej będzie mieć mieszkanie w centrum.
— Teraz te ceny są jakieś popieprzone, wiesz ile teraz kosztują takie mieszkania?
— Wiem. Kilka moich pensji, nie więcej.
Piotrek nie wiedział co powiedzieć… Wciąż nie docierał do niego fakt, że Dorota zarabia astronomiczne pieniądze a on niemal nic. Wszystkie tego konsekwencje — sposób rozmowy, kwestia kto podejmuje decyzję, czyje potrzeby są na pierwszym planie — wciąż do niego nie trafiały.
— Słuchaj, połowa tej ceny to jest spekulacja i nic więcej…
— No i co z tego — przerwała mu — sam mówiłeś, że wszystko jest warte tylko tyle ile ktoś jest gotów zapłacić. Prawda? Jeżeli znajdę mieszkanie które będzie mi się podobało jestem w stanie za nie przepłacić. Ile może mnie to kosztować? Miesiąc pracy? Jestem gotowa tyle dołożyć, żeby mieszkać przez lata tam gdzie chcę, a tam gdzie muszę.
Jej stanowczy ton i podkreślenie, że to ona i jej pieniądze będą grały pierwsze skrzypce zrobiły pierwszy wyłom w jego doczasowym podejściu. Mówiła sensownie i logicznie, ale przede wszystkim z myślą o sobie. Chyba po raz pierwszy nie o innych… Zebrał szybko myśli, żeby przeanalizować to co oznacza rozmowa którą właśnie prowadzą…
— Słuchaj, ja podaję ci argumenty, nic więcej — wycofał się lekko — jeśli chcesz, abyśmy przejrzeli oferty, to ok, albo jeżeli masz coś na oku to umówimy się na prezentację i zobaczymy na żywo, nie ma problemu.
Uśmiechnęła. Sama czuła się niekomfortowo w tej sytuacji, miała wrażenie, że coś wymusza. Ciekawe, czy Piotrek też tak miał, kiedy ich relacje układały się odwrotnie? No, ale skoro los sam wepchnął ją w taką sytuację… Zrobi co najlepsze z daną szansą i pieniędzmi — Dla ich obojga, choć dla Piotrka może być to trudne doświadczenie. Cały czas miała w głowie plan na użycie przyszłych pieniędzy. Nie przyniesie efektów ani prosto ani szybko, ale za to w każdym możliwym scenariuszu odniesie pewien sukces, większy, lub mniejszy…
— Najadłeś się? — zagaiła.
— Tak, więcej już nie zmieszczę…
— Ok, ja sobie spakuję resztę na jutro do pracy. Uff… Potem mamy jeszcze jedną rzecz do zrobienia.
— Jaką? — spytał zaciekawiony huśtając się na krześle.
Spojrzała na niego wymownie przeżuwając sałatkę. Wyprostował się szybko przyjmując nonszalancki wyraz twarz.
— Proszę cię, daj spokój. Nie jestem w dzisiaj w nastroju…
— A masz nastrój na prysznic, mycie zębów i zmianę skarpetek?
— O czym ty mówisz?! — spojrzał na nią jak na idiotkę.
— Mówimy o twoim zdrowiu i higienie. To nie jest coś na co masz ochotę. Robimy to bo tak trzeba. Tak samo jak mycie zębów, tylko, że trzeba wyczyścić twój ą— zwilżyła usta, żeby słowo przeszło jej przez gardło — prostatę… Wyciągnij… zakupy z apteki, umyj je wodą z mydłem i zanieś do sypialni i przygotuj żel i chusteczki. I nie rób takiej miny. Dla mnie to też jest niekomfortowe, ale pamiętaj, że jestem twoją żoną i musimy sobie radzić z takimi sytuacjami. Nabierzemy wprawy, przyzwyczaimy się i będzie okej. Weźmiemy razem prysznic, będę cię musiała wydepilować, żeby było higienicznie.
Jej dobroduszny głos koił jego obawy. Z lekkim ociąganiem wstał i wziął torbę na zakupy. Dorota wyszła z kuchni, żeby ułatwić mu zadanie. Wyciągnął zabawki z opakowań i po chwili namysłu podarł opakowanie na drobne kawałki. Wolał nie ryzykować, że podczas wynoszenia śmieci ktoś zauważy przez materiał worka takie opakowanie… Umył je skupiając myśli na tym, że to tylko kawałki plastiku. Wyglądały jak zwykle dilda, poza nijakim kolorem nie różniły się zbytnio. Mniejszy był chyba większa w porównaniu z jego własną fujarą, ale ta druga… Była zdecydowanie większa, wręcz wprawiająca w kompleksy… Zaniósł je wraz z resztą rzeczy do sypialni i położył na łóżku. Po chwili namysły nakrył je brzegiem kołdry, żeby nie drażniły jego oczu. Zostawił tylko światło lampek przy łóżku. Podszedł do łazienki akurat w momencie kiedy Dorota otworzyła drzwi, żeby go wpuścić.
Wziął porządny prysznic podczas gdy ona stała oparta o ścianę i czekała. Kiedy zakręcił wodę rozebrała się do naga, żeby się nie pomoczyć i wyciągnęła przyrządy do golenia. Przykucnęła przy nim na jedno kolano.
— Nie ruszaj się, żebym cię nie zacięła…
Nałożyła piankę na rękę i rozsmarowała wokół jego penisa i jąder. Zaczęła krótki ruchami manewrować maszynką, na przemian mocząc ją w wodzie i ponownie nakładając piankę. Wiedziała, że Piotrek przez ostatnie lata nagrabił sobie i to bardzo… Większość dziewczyn rozwiodła by się z nim w trybie ekspresowymi bez mrugnięcia okiem, ale ona taka nie była… Tak sobie powtarzała. Pomimo wielu złych emocji które do niego czuła— złości, żalu, niesprawiedliwości, nadal był jej mężem, i wciąż go kochała. Teraz pielęgnując go, takiego bezbronnego, poczułam napływ podniecenia i siły, którą wiedziała jak zagospodarować. Musiała się skupić na wykonywanej czynności, a nie na myśli, żeby wziąć jego penisa do ust… Tak dawno go nie widziała z tak bliska i w pełnym świetle. Czy to był ten sam penis, który dawał jej tyle wspaniałych orgazmów, sprawiała, że jej mózg niemal się rozpływał w rozkoszy? Wydawał się teraz jakiś taki… Mniejszy i mniej atrakcyjny? Jak to możliwe?? Jej myśli nie uspokajały się, więc niby przypadkiem zaczęła pieścić palcami jego główkę, niby poprawiając chwyt… Z żalem stwierdził, że ani jej mąż ani jego penis nie zareagowali… Przełknęła ten smutek…
— Odwróć się, z przodu jesteś gotowy.
Odwrócił się do niej tyłem.
— Wiesz co, musisz mi pomóc rękami i… no wiesz, odsłonić…
Sięgną powoli za siebie i położył ręce na pośladkach lekko je rozszerzając. Kiedy poczuł piankę zacisnął wargi z zażenowania…Zaczęły nachodzić go przemyślenia. Kiedy ostatni raz uprawiali z Dorotą seks? Taki prawdziwy, emocjonujący, namiętny… Z wyrzutem sumienia zauważył, że jego ostatnie próby to był raczej zaczepki, jakieś szczeniackie podchody. Jak do tego doszło, że przeszedł od bycia prawdziwym mężczyzną, który zdobywa kobietę, a ona mu się oddaje z przyjemnością do tego co się tu dzieje teraz… Dorota nigdy nie dawała mu tego do zrozumienia tego wprost, ale czuł w jej gestach i w głosie, że nie jest tym kim kiedyś był… A może jemu się to wydawało? Dobra, nie tego co dalej roztrząsać. Musi się sprężyć, zrobić w sypialni… to co ma zrobić i mieć to jak najszybciej za sobą.
— Okej, skończone. Spłucz się, ja czekam w sypialni.
Wyszła z kabiny, ubrała się i wyszła. Piotrek szybko się ogarnął i poszedł do sypialni i nie bardzo wiedząc jaki jest następny krok usiadł na brzegu łóżka obok niej. Z niezadowoleniem stwierdził, że brzuch opiera mu się na udach bardziej niż sobie to wyobrażał…
— To co, zaczynamy? — Dorota znowu pierwsza ruszyła z tematem.
— Ok, miejmy to już za sobą…
Znowu cisza.
— To może ustaw się… no wiesz, tak jak w gabinecie?
Z kwaśną miną Piotrek zdjął spodnie i majtki a po chwili zastanowienia jeszcze górę. Nie chciał, żeby to przypominało tamto badanie. Dorota sięgnęła po żel.
— Możesz zacząć na wszelki wypadek od palca?
Dorota szybko pokiwała głową. Założyła lateksową rękawiczkę i stanęła za mężem klęczącym na czworaka na brzegu łóżka. Jak na dłoni widziała całego jego krocze, jądra, oraz zwisającego penisa. Do tej pory wydawało jej się, że zna każdy centymetr swojego męża, a teraz, z niemałą konsternacją zauważyła, że się myliła… nabrała żelu na palec i delikatnie rozsmarowała wokół jego odbytu. Drgnął lekki od zimnego i mokrego uczucia. Przedłużała ten moment nie mając za bardzo ochoty na kolejny krok, ale wrodzona obowiązkowość przyszła z pomocą. Delikatnie wsadza opuszek do środka…
Nie zareagował, więc delikatnie posuwała palec tam i z powrotem po centymetrze.
— W porządku? — spytała , uważając by nie zrobić mu krzywdy.
— Okej…
Zaczęła stopniowo zagłębiać się między jego pośladkami. Widok jego świeżo ogolonego tyłka i gładkiej skóry jąder podniecił ją. Z każdym ruchem jej wyobraźnia zaczęła odpowiadać jej nowe obrazy i powodować przyjemne mrowienie między jej nogami… Poczułam, że doszła koniuszkiem palca to zgrubienia o którym mówił lekarz. Piotrek jęknął.
— Stało się coś? Za mocno? — spytała zaniepokojona.
— Nie boli, tylko to jest takie dziwne uczucie.. Nie wiem jak to opisać, jakby ci coś w brzuchu rosło i takie drętwe idące do penisa…
— Lekarz mówił, że coś takiego może być, prawda? Wiesz co trochę mnie ręka boli i mi niewygodnie… A mógłbyś się bardziej… no wiesz… pochylić?
Wiedział jakiego słowa próbowała uniknąć i był jej za to wdzięczny. Oparł się na łokciach i położył głowę na skrzyżowanych przedramionach. Miała teraz przed swoimi oczami w pełni wypięty tyłek swojego męża. “Należy teraz do mnie”, przemknęła jej przez głowę złośliwa myśl. Powolnymi, długimi ruchami palcowała jego tyłek docierając za każdy razem do prostaty. Kilka razy nawilżała okolicę żelem. Stopniowo, coraz głośniej Piotrek zaczął głęboko oddychać. W pewnym momencie był to już bardziej jęk. Czuła, że sama zaczyna się podniecać…Jej ręka bezwiednie powędrowała w stronę krocza, szybko odsunęła materiał luźnej piżamki i zaczęła pocierać łechtaczkę. W ostatnich tygodniach coraz słabiej radziła sobie z rosnącym napięciem, wyobraźnia sama podpowiadała zmysłowe obrazy a ręce coraz częściej same zsuwały się w dół… Nie miała pojęcia jak bardzo była złakniona seksualnych wrażeń po tych latach posuchy. Jej palec nie mógł się już bardziej zanurzyć w ciepłym i ciasnym wnętrzu Piotrka, była więc pewna, że nie zrobi mu krzywdy i zaczęła się skupiać na swojej cipce. Pocierała ją teraz całą ręką, mimowolnie ruszając biodrami i powoli zatracając kontrolę…
Z fascynacją i niemałym zaskoczeniem zauważyła że jego kutas wyraźnie stwardniał! Lekkie ukłucie zazdrości przypomniało, że podczas jej pieszczot pod prysznicem tak się nie zachowywał. Z purpurowej główki wyciekała coraz dłuższa strużka śluzu Tak bardzo chciała zrobić mu teraz loda, pomimo jego dzisiejszego zachowania … Poczuć jego smak, jak twardnieje jej w ustach, a potem dopycha jej gardło dławiąc by w finale wypełnić jej usta tryskającym gorącym nasieniem… Fakt, że nie mogła tego zrobić podniecał ją jeszcze bardziej doprowadzając niemal do szaleństwa. Kątem oka zauważyła zabawkę leżącą na brzegu łóżka, która aż prosiła się o jej uwagę… Sięgnęła po nią, starając się, żeby Piotrek jej nie zauważył. Mimo wszystko, nie musiał wiedzieć co się teraz z nią dzieje… Była już wystarczająco mokra, ale mimo wszystko pośliniła końcówkę zabawki, postawiła ją na ziemi. Zmienia pozycję z klęczek na przysiad i opuściła biodra w dół, przyjmując w swoje wnętrze sztywny kształt… Pierwszy kontakt z dildo stanowczo rozpychającym wejście do jej cipki zaparł jej dech… Boże, czy to zawsze takie przyjemne?! Do tej pory była całkowicie przekonana, że kawałek silikonu to tylko nędzna namiastka, że męski fiut to znacznie większa przyjemność, tymczasem uczucie bycia wypełnioną i zaciskania się na dużym rozmiarze był wręcz obezwładniający… Czemu wcześniej tego nie próbowała?? W tej pozycji mogła poczuć tylko niewielką część zabawki, ale już to rozpaliło ogień w jej kroczu, którego nie czuła od miesięcy! Od lat! Ścianki jej gorącej i mokrej od śluzu cipki zaczęły coraz regularnej zaciskać się na dildo…
Głośny jęk jej męża zawrócił ją z drogi do orgazmu. Jego penis, teraz na wysokości oczu Doroty lekko drgnął i zaczął z niego wylewać się mały strumień biało-jasnego płynu. Nie tryskał, po prostu wylewał się. Patrzyła zafascynowana na ten mały wodospad, jak gdyby nagle poznała dodatkową funkcję penisa. Palcowała go dalej, a wyciek trwał i tworzył małą kałużę na brzegi łóżka i spływał dalej po pościeli… Piotrek westchnął głośno i uspokoił oddech.
— Chyba już wystarczy — powiedział.
Szybko zeszła z zabawki, która dalej tkwiła w jej wnętrzu i odłożyła ją jak gdyby nigdy nic na bok, a następnie powoli wsunęła palec z jego odbytu. Była rozedrgana z powodu rozkoszy, którą sobie zafundowała, jak i niezwykłego widoku, którego była świadkiem.
Piotrek sięgnął po chusteczkę szybko się wytarł i usiadł na brzegu łóżka patrząc to na swojego półsztywnego penisa to na kałużę na pościeli obok niego. Był równie zaskoczony.
— Piotrek, czy ty… miałeś orgazm?
— Nie… Chyba nie… — nie wiedział jak to określić — czułem takie jakby napięcie w jądrach, potem poczułem jak to znika i zaczęło mi się wylewać. Ale to nie było orgazm. Raczej…
— Z tego co mówił lekarz, to chyba dobrze nam poszło?
— No chyba na tym to polega z tego co zrozumiałem.
Patrząc znów na jego mokrego penisa nie mogła dłużej wytrzymać…
— Wiesz co sprzątnij tu proszę, ja umyję zabawki i zaraz wrócę.
Wzięła je z łóżka i nie czekając na jego reakcję poszła do łazienki zamykając za sobą drzwi. Szybko zrzuciła dół piżamy i usiadła na brzegu toalety z rozłożonymi nogami. Zebrała ślinę na palce, posmarowała cipkę i wsadziła sobie ponownie zabawkę. Po kilku ruchach wepchnęła ją do samego końca. Jęknęła. Zasłoniła sobie usta ręką i zaczęła się penetrować szybki i długimi ruchami. Fale obezwładniającej rozkoszy rozlewały się po jej ciele, obejmowały piersi i powodowały ciarki na karku. Zamknęła oczy i w tym samym momencie zobaczyła pochylającego się nad nią jej szefa który wpychał w nią swojego tłustego kutasa. Jego perfumy i pot drażniły jej nozdrza, czuła jak swoimi pchnięciami szczelinę wypełnia jej ciasna szparę i podrzuca jej ciało nie mogąc więcej w niej zmieścić. W swojej wyobraźni krzyczała mu w twarz— pieprz mnie! Wypełnij mnie! Błagam cię, zlej mi się do cipy! A on posłuszny jej pożądaniu, robił co chciałaby w końcowym akcie spełnienia dać jej orgazm, który obezwładnił jej ciało, ale ręką zamykająca rozgorączkowane usta uniemożliwiła obwieszczenie tego faktu w całym bloku.
Otwarła szeroko oczy i spojrzała na swoją mokre i purpurowe krocze. Była totalnie zszokowana tym co tutaj się odbyło! Jak…. W minutę, czy dwie można dostać takiego orgazmu?! Czy to kwestia że dała sobie rozkosz po tak długim czasie? A może to rozmiar? Wstała, szybko wytarła cipkę, która była zamieniła się właśnie w górski strumyk, umyła zabawki i starając się doprowadzić się do ładu wyszła z łazienki.
— Masz wolną łazienkę, te zabawki chowam do szafki i będę się już kładła spać. Ty też nie siedź długo.
Piotrek był lekko zaskoczony jej zachowaniem ale rozumiał, że to nie był normalny dzień. Umył się szybko i nie mając nic lepszego do roboty również położył się spać. Szukając pozytywów uśmiechnął się pobłażliwie na myśl o przesadnym podejściu Doroty do czystości. Tak bez sensu myć dwa razy nieużywane zabawki…
antechinus
Jak Ci się podobało?