Opór nie ma sensu (IV)
1 marca 2026
22 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Rano wstała wcześniej, żeby przyjść do pracy przed czasem. Włożyła najlepszą garsonkę, kupioną jeszcze w Paryżu za dobrych czasów. najlepszą, to znaczy tą najmniej zużytą. Mimo ręcznego prania i dbałości było widać, że jest już wysłużona. Przejrzała się w lustrze. Nie był zachwycona, ale było ubrana o jedno, może dwa oczka lepiej niż koleżanki w jej biurze, ale na kierownicze stanowisko to stanowczo za mało… Westchnęła i poszła na przystanek. W pracy była jedną z pierwszych osób. Musiała sprawdzić, czy wczorajsze wydarzenia nei były przypadkiem snem. Kiedy dostała nową kartę i podpisała kilka dodatkowych, nikomu niepotrzebnych papierów, upewniła się, że wszystko zdarzyło się naprawdę. Poszła do swojego biura, nieśmiało zaglądając do środka. Było całkowicie sterylne i bez wyrazu. Zauważyła tabliczkę ze swoim nazwiskiem na drzwiach co zachęciło ją do wejścia. Zaciągnęła żaluzje na szklanej ścianie od strony korytarza. Usiadła przed komputerem. Po zastanowieniu wstała i odsłoniła szybę, w obawie, że ktoś kto nie wie, że od dziś tu pracuje mógłby potraktować ją jako intruza. Zalogowała się kartą do komputera. Nigdy nie pracowała na systemie z tego poziomu. Nie bardzo wiedziała od czego zacząć… Przejrzała maile, wyszukała jakieś bieżące sprawy i zaczęła się nimi zajmować. Niektóre szczegółowe kwestie był dla niej czarną magią, ale sporo spraw, które wlokły się od miesięcy były do rozwiązania od ręki, pod warunkiem, że wiedziało się jak funkcjonują poszczególne w działy. Dyrektor chyba faktycznie miał nosa zatrudniając ją tutaj…
Jak na zawołanie pojawił się w korytarzu, uśmiechnięty, wyluzowany, w rozpiętej marynarce nowego kompletu garnituru. Szedł sprężystym krokiem, ale kiedy zorientował się, że widzi go z głębi gabinetu, zesztywniał, płynnym ruchem zapiął guziki i z kamienną twarzą wszedł bez pukania.
— Pani już tutaj?
— Tak, chciałam się wdrożyć, więc przyszłam wcześniej.
— Znacznie wcześniej.
Odniosła wrażenie, że zrobiła mu jakiś afront przychodząc przed nim, nie skomentowała więc.
Spojrzał na jej komputer, poprosił o otworzenie kilku zakładek. Nie odezwał się słowem, ale skoro nie miał zastrzeżeń… Wyszedł. Minęła go ze dwa razy na korytarzu w ciągu dnia, poza tym nie rozmawiała z nim. Z nikim innym również. Pracowała powoli i metodycznie ucząc się wszystkiego po kolei. Na wszelki wypadek wyszła godzinę po ostatniej osobie. Nawet nie zmęczyła się tak jak się spodziewała. Wróciła do domu.
— Cześć!
— Cześć! Jak tam? Zorientowali się już?
Wychylił się zza komputera jak gdyby zrobił coś ważnego, ale na pewno nie przynoszącego pieniędzy.
— Daj mi spokój, dla mnie to nie jest śmieszne.
Odwiesiła płaszcz na wieszak.
— Jemy coś?
— Ja nie jestem głodny.
Zaczynała się denerwować, czemu on się tak zachowuje?
Weszła do kuchni i jedyne co sensownego dało się zrobić to makaron z oliwą i czosnkiem. Proste dobre danie. Przypomniało jej się ich wspólne wakacje we Włoszech.
— Pamiętasz jak jedliśmy we Florencji ten pyszny makaron? Nie wierzyłam, że z tak prostych składników można ugotować tak pyszne danie! Zrobię taki sam, zjesz ze mną?
— Nie mam ochoty na żaden makaron.
Chciała mu rzucić ostrzejszym słowem, ale widziała, że źle reaguje na wspomnienia o utraconej pracy i pozycji. Nie potrzebowała kolejnego problemu. Zjadła sama.
Po początkowej ekscytacji dni zaczynał zaczynały się zlewać w jeden ciąg. Pracowała, wracała do domu, Piotrek dalej próbował rozkręcać nową firmę, szukał klientów, kontaktów, próbował się podczepić pod innych. Były zaliczki, próbne zlecenia, ale to wszystko były drobne, które poza rachunkami i paliwem właściwie nie starczały na nic. Nie chciała pytać co tak naprawdę zajmuje mu całe dnie? Teraz, kiedy w końcu wyszli z piekła zobowiązań i kredytów coraz krytyczniej spoglądała na ich relacje i wkład w codzienne życie. Zamiast gniewu czy rozżalenia odezwała się jej duma. Rozwiązała poprzedni problem i odłożyła go na półkę, będzie teraz musiała się wziąć za kolejne wyzwanie. Musi wyprowadzić Piotrka na prostą i, wypędzić z niego strach, i wrzucić go do wiru prawdziwego świata w którym kiedyś tak świetnie sobie radził… Poczuła radość z kolejnego celu do którego do którego mogła dążyć.
Z każdym dniem coraz lepiej radziła sobie z pracą, ale też wychodziła coraz później. Mało kto z nią rozmawiał, miała poczucie bycia ignorowaną, wręcz trędowatą i poza pięcioma osobami z dyrekcji nikt nie miał pojęcia jak ta zapracowana szara myszka wspięła się na sam szczyt. Nie miała więc z kim porozmawiać o dziwnych fakturach, niezrozumiałych rozliczeniach i decyzjach które były nielogiczne. Próbowała, ale im bardziej się starała tym jaśniej do niej docierało, że pod płaszczykiem elegancji pieniądze rozchodziły się na prawo i lewo. Na razie podejrzewała tylko w jaki sposób, nie miała tylko pojęcia ile… Pytanie “kiedy się zorientują”, ponownie zmąciło jej spokój Kiedy kalendarz wskazał nowy miesiąc siedziała jak na szpilkach. Drugiego zaczął się ruch. Obserwowała jak z godziny na godzinę korytarz przed jej gabinetem zamieniał się w drogę ekspresową. Wiedziała, że jeszcze przez chwilę będzie miała spokój w tym oku cyklonu, który rozpętał się z jej powodu, ale to nie potrwa długo… Na początku powolnym tempem najmłodsza księgowa szła do dyrektora. Potem zastępczyni, następnie żwawym tempem główna księgowa. Wyszła wyraźnie zdenerwowana. Potem wycieczka działu prawnego. Przy tej okazji było już słychać podniesione głosy dochodzące z gabinetu dyrektora. Pochód zamknął cały dział HR, który spędził tam prawie godzinę.
Po piętnastej zadzwonił telefon na jej biurku. Przez poprzednie dni rozważała setki scenariuszy jak ta sytuacja mogłaby wyglądać, miała nadzieję, że była przygotowana. Na wszelki wypadek schowała nawet do kieszeni spinkę do włosów
— Halo!— powiedziała podniesionym głosem, zdecydowanie zbyt głośnym i ostentacyjnym. Zbyt długa przerwa była dowodem jego mikroskopijnego zwycięstwa.
— Pani Doroto… zapraszam do swojego gabinetu— Głos dyrektora był bardziej wyważony niż go zapamiętała z ostatniej rozmowy.
— Dobrze, będę.— odpowiedziała tym samym opryskliwym głosem i odłożyła słuchawkę.
Poczuła się zawstydzona pokazanym brakiem kultury, ale robiła to w swojej obronie. Kłóciło się to z jej wychowaniem i przekonaniami, ale była świadoma celu. Spojrzała na zegar. Odczeka 5 minut. Na tyle mało, żeby nie zadzwonił drugi raz, na tyle długo, żeby ostentacyjnie kazać mu czekać na przejście tych 50 metrów … Ruszyła do jaskini lwa. Weszła pewnie i bez pukania. W środku siedział dyrektor, główna księgowa o wyglądzie typowej, nudnej urzędniczki, oraz jakiś obślizgły typ, pewnie z działu prawnego, Oni wszyscy byli do siebie podobni.
— No słucham— kontynuowała swój obcesowy ton. Patrzyła dyrektorowi prosto w oczy i widziała, że on również był przygotowanej do rozmowy, ale nie na tak radykalną zmianę jej zachowania. Chyba zmienił plan i zaczął łagodniej niż wskazywała na to jego zacięta mina.
— Proszę spocząć pani Doroto.
— Mam pracę do zrobienia. Zatrudniliście mnie do zrobienia porządku w tej firmie i tak się składa, że roboty jest od groma. Proszę mówić o co chodzi.
Sprawiało jej przyjemność patrzeć jak walczy ze sobą, jak wraca w pamięci do dziesiątków szkoleń z empatii, asertywności, negocjacji, porozumienia bez przemocy, do tego wszystkiego co właśnie powstrzymywało go przed zajebaniem jej krzesłem w głowę. Kursy, na jej szczęście okazały się przydatne, bo odpuścił, prawdopodobnie z powodu obecności innych osób w gabinecie.
— Pani Doroto… — zaczął powoli i kontrolował każde słowo, starając nie wybuchnąć— Przy okazji podpisywania umowy wkradł się kuriozalny błąd, który…
— Ale umowy nie leżą w zakresie moich obowiązków, tutaj ma pan prawnika, od tego są prawda?
— Mówię o pani umowie o pracę, którą pani podpisała…
— Którą pan mi dał własnoręcznie i dał pięć minut na zapoznanie się prawda?
Prawnik wyprostował się lekko i z zaskoczeniem spojrzał na dyrektora, którego ten zignorował.
— Zmierzam do tego, że zdarzyła się pomyłka pisarska i trzeba do wyprostować. Tutaj jest aneks, proszę podpisać wracać do pracy— powiedział zdenerwowany i przesunął niepozorną kartkę w jej stronę.
Mocne słowa jak na kogoś kto spektakularnie zjebał sprawę na skalę ogólnopolską, pomyślała. A taki był hardy, ledwie kilka tygodni, taki władczy…
— Nie.
Stwierdziła banalnie i bez emocji.
— Co to ma znaczyć ?!
Ryknął, i całe te kursy poszły w pizdu…..
— To znaczy, że nie podpiszę.
— Pani Doroto, proszę się wykazać zrozumieniem i współpracować— wtrącił się szybko prawnik— to nie jest tak, że jak są niewielkie niezgodności to się stawia sprawy na ostrzu noża, tylko możemy się tutaj, za obopólną zgodą, porozumieć…
— Nie mam nic przeciwko pewnym zmianom…— twarze w pomieszczeniu zaczęły się rozluźniać i w tym momencie wykonała swój cios— rozwiążcie umowę i podpiszemy nową.
Czułą wzbierającą w nich panikę— właśnie zorientowali się, że jest w 100% świadoma swojego położenia i wykorzysta do samego końca. Prawnik zareagował natychmiastowo, hamując wybuch swojego szefa.
— Pani Doroto, proszę nie robić problemów, pracuje pani na dobrym stanowisku za… dobrą stawkę, naprawdę ponad stawkę rynkową, że tak powiem. Nie ma sensu zawracać kijem Wisły i odkręcać tych wszystkich papierów, które już trafiły do obiegu. Podpisze pani i wszyscy mamy już spokojną głowę, pani może wracać do swoich pilnych obowiązków…
— No dobrze aneks, aneksem, ale pozostaje nam ostatnia kwestia…
Nadzieja znowu zagościła na ich twarzach i drugi raz dali się złapać w tą samą pułapkę
— Mianowicie kwestia około czterech milionów, czterystu tysięcy i pięćdziesięciu tysięcy złotych według wczorajszego kursu. Milion euro za zerwanie umowy. Taki był wasz warunek prawda?
— Co to kurwa ma znaczyć ?! Jesteś bezwartościową szmatą do mycia podłogi, i będziesz wycierała co ci każę i kiedy każę !!! Podpisuj to kurwa, albo cię tak kurwa urządzę, że do końca życia popamiętasz!
Z twarzą nabiegłą purpurową krwią krzyczał i pluł. Babka z HR płakała, prawnik szarpała go za ramię próbując uspokoić, licząc w duchu, że sam nie zarobi w zęby. Poczekała aż skończy.
— Spierdalaj.
Powiedziała to soczyście, dosadnie i z głębi serca. Wszyscy zamarli niczym zalane w żywicy eksponaty, a w pomieszczeniu zapadła głucha cisza.
— Spierdalaj, rozumiesz? Zatrudniłeś mnie na stanowisku szmaty, zgadza się. I teraz ta szmata robi co do niej należy— zbiera wszystkie brudy które pochowałeś po kątach i dokładnie je sobie ogląda. Skończyłam już czyścić szkolenia za zeszły rok i może mi wytłumaczyć swój czerwcowy kursik w Arłamowie? Bo mi wygląda to tak, że zarezerwowałeś na nasze wewnętrzne szkolenie 50 jednoosobowych pokoi za podwójną cenę, ale niestety nie mogło cię być… Za to na twojej kołczingowej stronce, o dziwo w tym samym terminie ogłaszałeś swój kurs? 50 osób, pełne obłożenie, gratuluje sukcesu! To pewnie przez tą atrakcyjną cenę i zapewnione noclegi?? I tak się znowu dziwnie składa, że masz tam sporo zdjęć z uśmiechniętą panią księgową??
Księgowa zaczęła spazmatycznie szlochać, prawnik siedział cicho wpatrzony w swoje buty, więc pewnie też miał coś za uszami i starł się nie zwracać na siebie uwagi. Od purpury, w sekundy przeszedł do koloru kredy. Chciał jej zagrozić, ale jego głos był tylko drżącym jak osika błaganiem.
— Jeżeli… próbujesz mnie…
— Oczywiście, że tak!! Sam wpuściłeś lisa do kurnika, to teraz licz się z konsekwencjami. Posprzątam po tobie i prawdopodobnie po kilku innych i zrobię to za nie twoje pieniądze. Sam mi wpychałeś do gardła tą umowę, to uznaję, że jest ważna. Teraz twoja w tym głowa, żeby się wytłumaczyć centrali. Ja swoje robię i naprostuję tak, że na górze nikt się nie zorientuje Jeżeli chcecie coś jeszcze powiedzieć to teraz macie ostatnią szansę zanim wrócę do pracy.
Eksponaty w żywicy nie drgnęły, więc uznała rozmowę za zakończoną. Wyszła z gabinetu. Idąc korytarzem wyciągnęła z kieszeni przygotowaną wcześniej spinkę i upięła wysoko włosy. Weszła do łazienki, zamknęła drzwi od środka, pochyliła się nad muszlą klozetową i wymiotowała. Długo. Kiedy nie miała już nic w żołądku doprowadziła się do porządku przed lustrem i wróciła do swojego gabinetu. Popracowała może przez czterdzieści minut, ale stwierdziła, że na dzisiaj wystarczy. Wstała, ubrała płaszcz i wyszła z biura upewniając się, że na odchodne spojrzała dyrektorowi prosto w oczy. Na ulicy stwierdziła, że od trzech dni ma nieważny bilet miesięczny. Uśmiechnęła się na myśl, że w sumie nie będzie już potrzebowała kolejnego i zamówiła taksówkę…
Wróciła do domu w środku dnia. Kiedy przekręciła klucz w drzwiach i weszła do środka zobaczyła, ze Piotrek wręcz wyskoczył z pokoju.
— Co ty tutaj robisz ?!
— Mieszkam tu, zapomniałeś?
— Boże, wystraszyłaś mnie! Nigdy nie byłaś w domu tak wcześnie.— zabrzmiało to jak… zarzut?— Stało się coś?
— W sumie stało się…
— Rozwiązali ci tą umowę?— Bardziej stwierdził niż spytał.
Usiedli i opowiedziała mu całą historię ze szczegółami. No, może poza tym co robiła w łazience.
— Co ty zrobiłaś?! Zaszantażowałaś własnego dyrektora? Czy ty straciłaś głowę?! Przecież to psychopata, przecież on może na nas nasłać jakiś karków, może…
— Nie panikuj! To karierowicz w białym kołnierzyku, a nie handlarz bronią. Nawet jeżeli jest psychopatą, to widzi, że teraz jesteśmy na tej samej pozycji i nic z tym nie zrobi. Tacy jak on drą mordę na tych niżej i liżą buty tym powyżej. Doskonale wie, że dopuścił mnie do swoich grzeszków, więc teraz będzie mu zależało, żebym zatrzymała to dla siebie. Na razie dam mu ochłonąć, a potem sam się zorientuje, że opłaca mu się, żebym została jego najlepszą koleżanką.
— Czyli…— zaczął niepewnie
— Czyli wychodzi na to, że nie opłaca im się mnie zwolnić, bo będzie to rówoznaczne z wrzuceniem granatu do szamba.
— I twoja pensja…
— wynosi teraz sto jedenaście tysięcy złotych. Z hakiem.
— Miesięcznie…
— Miesięcznie. Ale to na koniec miesiąca.
Oczy nie domykały mu się z wrażenia. Odchylił się do tyłu z rękami na głowie.
— O ja pierdole…
— Lepiej bym tego nie ujęła.
Siedzieli w ciszy.
— Piotrek i co my teraz zrobimy?
— Nie martw się, jakoś to będzie… Coś wymyślimy.
— To może pójdziemy na kolację… taką lepszą?
— A ile masz na koncie?
— Teraz to około 1500. A ty?
— Chyba 800. Razem to ponad dwa koła, nie najgorzej.
— Kojarzysz tą francuską restaurację? jak się ona nazywa, zaraz sprawdzę…o! Un Bois de Cerf.
— Pokaż… Dorota, czy ty widzisz te ceny? ja nie wiem czy tysiąc starczy.
— Powinien starczyć, a za parę tygodni będzie na sto dziesięć takich kolacji.
Ubrali się w najlepsze ciuchy i ruszyli na miasto. Pochodzili po sklepach, na które wcześniej nawet nie zwracali uwagi. Świat w którym patrzy się się rzeczy które się podobają nie biorąc do ręki metki był zupełnie inny. Wspaniały, wygodny, dobry i szeroko uśmiechnięty. Przymierzała ubrania o zawrotnych cenach, brała ich pełne ręce marząc, jak wyglądałaby jej szafa gdyby mogła je mieć… Będzie musiała zmienić szafę, nie wsadzi przecież takich cennych rzeczy do tego dziadostwa z kartonu. Ale duża szafa chyba się nie zmieści… Nie w tym mieszkaniu. Będzie musiała kupić większe. Piotrek chodził jak dziecko w sklepie zabawkowym oglądał laptopy, komputery, komórki. Dopytywał sprzedawców o każdy detal, a ci skakali koło niego, licząc w głowie prowizję od wybieranego za dziesiątki tysięcy sprzętu.
Kiedy już nasycili oczy postanowili zająć się swoimi żołądkami. Weszli do restauracji, obrzucono ich ukradkowym spojrzeniem i dokładnie sprawdzono ich rezerwację obawiając się wpuścić motłoch do tak szanownego przybytku. Zamówione jedzenie było tak obłędnie dobre, że nawet nie zwrócili uwagi na kelnera który bez ceregieli okazywał, że w każdym momencie jest gotów ruszyć za nimi w pogoń gdyby zdecydowali się nie zapłacić rachunku. Nie do końca pasował do tego miejsca. Wysoki, śniady, żylasty , miał może z 25 lat, z ze zbyt poważną twarzą na swój wiek. Obstawiała, że albo on pochodzi z Maroka albo Algierii, albo któreś z jego rodziców. Po posiłku zamówili butelkę wina i deser, a rozdarty kelner postanowił mimo wszystko zaryzykować i przyjąć zamówienie. Humor mieli iście szampański. Kiedy skończyli zawołał kelnera i poprosiła o rachunek. Przyszedł z terminalem i wyciągnął go w stronę Piotrka. Nerwowo spojrzał na Dorotę, która uśmiechnęła się do kelnera i unosząc kartę powiedziała.
— Ja płacę za tego pana.
Zmieszany kelner odwrócił się w jej stronę. Zerknęła na kwotę na terminalu a potem z chłodem w oczach na kelnera.
— Proszę doliczyć dwieście złotych za obsługę. I proszę to potraktować jako zaliczkę na poczet przyszłej obsługi, bo dzisiejsza była nędzna.
Piotrek otworzył usta, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. Głośny dźwięki potwierdzenia transakcji rozładował atmosferę, kelner zaczął usłużnie przepraszać, zachęcając do następnych wizyt, wziął jej płaszcz z wieszaka, żeby pomóc jej się ubrać zanim Piotrek o tym pomyślał. Lekko chwiejnym krokiem wyszli na ulicę pogrążająca się w mroku trzymała się jego ramienia i śmiała się radośnie
— Hahaha! Widziałeś jego minę?? Ale wyszedł na głupka! Pewnie myślał, że schowam tą kaczkę w pomarańczach do torebki i spieprzę mu przez okno w toalecie!! “Zaliczka na poczet przyszłej obsługi”?? Boże skąd ja to wzięłam! Ale to będzie zajebista historia do opowiadania!
— No chyba poszło mu w pięty, jak mógł to schowałby się pod dywanem. Ale przesadziłaś z tym napiwkiem, przecież to kupa forsy! Wiesz ile takie kutafony koszą w weekend na samych napiwkach?
Roześmiała się i pocałowała go w policzek
— Wiem Piotruś, więcej niż ty w cały miesiąc! Chciałam się zabawić to się zabawiłam, za swoje i wiesz co? te dwie stówy był warte jego miny.
— Bądź trochę ciszej! Jesteś pijana i ludzie się patrzą.
— też jesteś pijany a gadasz jak sztywniak. No chodź, wyciągnij kij z tyłka i przytul się! zaczniemy tutaj, a w domku zrobimy sobie le gros putain!
Kiedy dotarli do mieszkania był wyraźnie w złym humorze. Próbowała go przytulać i się do niego dobierać, ale pozostał nieczuły, wymawiał się, że za dużo wypił i wolałby wcześniej iść spać. Nie naciskała. Zdawała sobie sprawę, że sytuacja jest dla niego trudna— rolę się odwróciły, teraz to ona zaczyna przewodzić, a on się musi dostosować. Cóż, każda zmiana potrzebuje czasu. Była w dość dobrym humorze, nie chciała spać. Pokręciła się jeszcze po mieszkaniu i zrobiła drugie podejście do swojego męża. Niestety leżał już w łóżku i spał. Westchnęła. Cóż, ona też się położy. Wykąpała się i położyła obok niego, ale mimo, że kręciła się jak parówka na orlenie nie umiała zasnąć.
Przeżywała od nowa cały dzień. Kiedy wspomniała kelnera uśmiechnęła się i mimowolnie ścisnęła uda. Był naprawdę przystojny…
— Piotrek, śpisz?
Bez reakcji. leżał na plecach i oddychał głęboko. Pogładziła go po ramienia, nawet nie drgnął. Skupiła się na swoich marzeniach.
Weszła ponownie do francuskiej restauracji un Bois de cerf. Była tu już dziesiątki razy, więc Malik rozpoznał ja z końca sali i podbiegł odbierając jej elegancji płaszcz, który odwiesił z nabożnym szacunkiem. Zaprowadził ją do jej ulubionego stolika w dyskretnej wnęce, a mijani goście podziwiali jej wspaniałą, krótką seledynową sukienkę, oraz długie, ornamentowe kolczyki idealnie pasujące do masywnej i kunsztownie zdobionej bransolety. Doskonale wiedział, czego oczekuje jego stała klientka, więc od razu przyniósł jej aperitif i ulubione paszteciki z bakłażanem. Podziękowała a on skłonił się usłużnie i czekał na jej skinienie w zasięgu wzroku. Kiedy widział, że skończyła podszedł z butelką szampana w lodzie i nalał jej kieliszek. Chciał sprzątnąć stół, ale powstrzymała go ruchem ręki
— Malik, powiedz proszę, jakie niespodzianki przygotował nasz drogi szef kuchni w tym tygodniu?
Trzymała figlarnie założone nogi i bawiła się luźnym pantoflem, opierając się ramieniem na oparciu
— Szanowna pani wie, że Pierre nie lubi zdradzać sekretów, ale… Nie będzie kłamstwem, jeśli powiem, widziałem dziś dostawców wnoszących przepiórki.
— Przepiórki? Cudnie!— Upiła łyk szampana.
— Mamy też spory zapas laski wanilii więc creme brulee zdecydowanie pojawi się w menu.
— Mmm…
— A wnosząc po ilości kruszonego lodu i cytryn proszę spodziewać się ostryg.
— Ostryg? O proszę… Wiesz Malik, cały dzień dziś o Tobie myślałam…
Patrzył na nią w napięciu nie wiedząc do czego zmierza.
— I zastanawiałam się…— rozchyliła nogi bardziej niż było to przyzwoite— czy ty wiesz jak się powinno jeść ostrygi?
Przełknął nerwowo ślinę. Nie spodziewał się takiego rozwoju wypadków i bał się, że źle ją zrozumie.
— Tak mi się wydaje proszę pani…
— Wiesz…— wykonała nieokreślony ruch kieliszkiem— wielu… amatorów bierze się za nie sztućcami, ale to barbarzyństwo. Prawdziwi znawcy wiedzą, że tak wykwintny delikates należy ująć palcami… i zdecydowany ruchem wyssać, żeby nie uronić ani kropli.
Wypiła kieliszek do końca, odstawiła go na stół. Położyła ręce na udach i nachyliła się przodu przez co jej sukienka podciągnęła się na tyle, że dawała wątpliwości co do intencji właścicielki…
— Czy ty, Malik… Potrafisz wyssać ostrygę bez uronienia ani kropli?
Dyskretny, pewny siebie męski uśmiech był wystarczającą odpowiedzią. Podszedł na tyle blisko, że ich buty się niemal stykały. Napełnił ponownie jej kieliszek zerkając na nią z ukosa, pozwalając obu delektować się wybierającemu napięciu…
Klęknął przed nią i położył swoje masywne dłonie na jej kolanach. Delikatne zaczął masować jej uda. Kiedy zaczęła je delikatnie rozchylać wiedział, że ostryga, którą dla niego szykowała będzie doprawiona i wyśmienita.
— Pozwól mój drogi, że ułatwię ci konsumpcję…
Zsunęła się w dół opierając stopę na krześle obok. Pokarm bogów ukazał mu się teraz w pełnej krasie. Delikatnie odchylił cienki materiał majteczek. Był dumny z tego jaki efekt przynosi jego ulubionej klientce myślenie o nim. Zaczął ją obsługiwać jak tylko profesjonalny kelner potrafi. Był idealny, silny, dokładnie wiedział jak zaspokoić każdy fragment jej ciała. Nie musiała mu uwłaczać dociskając jego głowę. Popijała szampana rozkoszując się doznaniami. Kiedy poczuł, że nasyciła się przystawką przeszedł do dania głównego.
— Czy życzy sobie pani cul de genisse?— wymamrotał cicho przełykając jej soki.
— Czy to twoja specjalność Malik?
— Wierzę, że szanowna pani się nie rozczaruje.
— A więc do dzieła.
Jego język zjechał w dół jej doliny rozkoszy skupiając się na pastelowym skrawku ciała.. Zatrzymała kieliszek w pół ruchu i oczekiwała orgazmu, który nadchodził szybciej niż się spodziewała. Kiedy wsadził język do jej ciemnego i piżmowego wnętrza wystarczyło, że wykonał kilka okrężnych ruchów i poczuł jak się na nim zaciska, a z ust wydobyło się westchnienie.
Spojrzał w górę.
— Dziękuję Malik, doprawdy jesteś nieoceniony.
— Powiedz proszę, czy serwujecie dziś saucisse glacée?
— Mam taką nadzieję, zapytam na kuchni.
— Wiesz, niestety nie zabrałam dzisiaj gotówki, a chciałabym docenić twoje starania… Czy byłoby nieuprzejmym gdybyś zaserwował mi… swoją osobistą saucisse?
— Pani jest zbyt łaskawa…
Uśmiechnął się uprzejmie i rozpiął spodnie uwalniając z bielizny pokaźnego śniadego penisa. Unosząc go delikatnie płaską ręką, jak na tacy wsadziła czubek do ust. Pracowała nad nim intensywnie w ustach.
— Doprawdy wyborny.
— Dziękuję proszę pani— powiedział drżącym już nieco głosem
— Tym smakiem nie można się dość nasycić, prawda?
Nie odpowiedział, ale wyrozumiale mu tego nie wypomniała. Zacisnęła rękę na jego ekwipunku dokładała starań, żeby wypełnić swoje usta jak tylko się da. Degustację miała już za sobą, teraz przyszedł czas na nasycenie. Kiedy urósł wypełniając szczelnie jej usta, i zaczął drgać sięgnęła po wypełniony do połowy kieliszek i przytrzymała go blisko twarzy. Wypuściła go z ust.
— Spójrz na mnie mój drogi.
Zrobił tak, jak poprosiła skupiając na niej swój mętny wzrok.
— Czy byłbyś uprzejmy dostarczyć świeżego kawioru do mojego szampana?
Powiedziała i niedwuznacznie podstawiła kieliszek do niego penisa
— Oczywiście szanowna pani!
— Jesteś kochany…
Uśmiechnęła się. Wsadziła jego żołądź do szczytu kieliszka i zaczęła szybko pieścić go ręką. Kiedy jęknął wypuściła go i obserwowała jak rytmicznie drga obijając się o brzeg kieliszka tryskając obficie do niego mieszając się z szampanem.
Kiedy skończył wytarła go serwetką. Ubrał się i czekał na jej rozkazy.
— Dziękuję Malik, poczułam się obsłużona iście po królewsku!
Schylając lekko głowę wzniosła dla niego toast i w wyrazie uznania za zasługi wypiła całą zawartość kieliszka…
Ja pierdolę, co się ze mną dzieje?! Dorota nie rozumiała skąd ta zmiana. Do niedawna typowa dziewczyna, a teraz trzepie swoja łechtaczkę, aż się kołdra trzęsie! Oddychała ciężko. Dlaczego to robiła? Fakt, że było postresowana i szukała ujścia, ale nigdy się nie masturbowała i nie myślała o wielkich fiutach które rozciągały ją do granic możliwości… Miałą poczucie winy, ale mimo wszystko chciała więcej.
Postanowiła, że wykorzysta do tego Piotrka Albo się obudzi, albo nie. Ściągnęła lekko jego bokserki i wyciągnęła jego penisa. Boże, myślała, że jest większy?? A może to jej się głowie poprzewracało od tych zboczonych marzeń? Nie była w stanie przypomnieć sobie kiedy uprawiali porządny seks, patrząc na siebie w świetle. W pamięci znalazła tylko smutne podchody pod kołdrą. Nie poddawała się. Zaczęła go trzepać z wyczuciem. efekty były mizerne splunęła, żeby go nawilżyć, ale poza tym, że się ślizgał nie przyniosło to większych efektów. Zdenerwowała się, nie dość, że uratowała mu dupę, pracował na niego, to on jej nie doceniał, lekceważył a nawet nie potrafi postawić tego nędznego fiuta! Wzięła go do usta całego wraz z jądrami. Miętosiła, lizała, ssała. Jej frustracja rosła, ale z szokiem zauważyła, że podniecenie również!
Postanowiła dać upust swojej złości. położyła się na plecach rozłożyła szeroko nogi, zebrała ślinę i nasmarowała nią cipkę. Delikatnie wprowadziła w nią dwa palce, potem trzeci… Syknęła lekko z bólu, ale postanowiła to zignorować. Nigdy się tak nie rozpychała… aż do dzisiaj. Patrzyła na kamienną twarz swojego śpiącego męża i poruszając palcami syczała cicho…
— Jesteś dupkiem, wiesz? Naprawdę nędznym kutafonem. Po tym wszystkim co dla ciebie zrobiłam. Dupę ci uratowałam a ty nawet nie potrafisz postawić tego małego fiuta!
Jej podniecenie wzbierało coraz bardziej. Ruszała szaleńczo palcami na pełnej długości.
— To jest żart a nie fiut, który może mnie zaspokoić! Ja chcę prawdziwego, porządnego fiuta, takiego, który mnie wypełni i zatka! Zobaczysz, znajdę takiego który mnie wyrucha, tak jak ty byś nigdy nie dał rady! Najchętniej to bym ci pokazała co taki fiut potrafi zrobić z cipą, żebyś się nauczył i nabrał trochę pokory. Marzę, żeby mieć orgazm za orgazmem, na wielkim chuju, który mi się wyspermi do pizdy tak, że będzie ciekła i ci ją wcisnę w twarz, żebyś wiedział na co zasługujesz !!
Jęknęła w orgazmie który nie pozwolił uwolnić jej palców, rozlał się po piersiach i wstrząsnął głową. Potem przyszła kolejna fala i kolejna. Nie rozpływały się tylko wędrowały po ciele i wzmacniały się. Nie mogła powstrzymać drżenia nóg… O boże… jeszcze nigdy nie miała takiego orgazmu!! Co to było?? Dlaczego podnieciła się tak mocno traktując w myślach Piotrka w taki sposób?! Jak mogła nawet pomyśleć o takich słowach ?! Przecież ona tak nie mówiła. Przecież nawet nie zna takich słów… nie zna?
Piotrek stęknął i przeciągnął się, ale się nie obudził. Doszła do siebie. Sięgnęła po chusteczki na stoliku nocnym, wytarła Piotrka i schowała jego penisa pod piżamę z drwiącym uśmiechem. Była całkowicie zrelaksowana. Pocałowała go w czoło i nakryła. Jak zawsze praktyczna postanowiła, że jutro na spokojnie z nim porozmawia i zachęci do zbliżenia. położyła rękę na swoim kroczu. Była tak mokra, że chusteczki nie pomogą. Poszła umyć się do łazienki. Wychodząc zgasiła za sobą lampę. Zwróciła uwagę na migoczącą poświatę z drugiego pokoju… Poszła sprawdzić skąd się wzięła Z lekkim lękiem weszła i od razu się skarciła, że jest taka bojaźliwa. To wygasza ekrany laptopa Piotrka. Poruszała myszką i po chwili pokazał się pulpit. Nadal był zalogowany. Zerknęła w stronę sypialni i upewniając się, że nie dochodzi z niej żaden odgłos usiadła przed komputerem. W końcu to ona była odpowiedzialna za większość rzeczy w tym domu, więc miała prawo wiedzieć co się w nim dzieje. Postanowiła, że tylko zerknie co Piotrek robi całymi dniami…
antechinus
Jak Ci się podobało?