Nieposkromione marzenia (VII) - Jeszcze tego brakowało...

30 marca 2026

Opowiadanie z serii:
Nieposkromione marzenia

30 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

Kolejne miesiące były dla Doroty nie mniej intensywne niż poprzedniej. Pierwszy szok w jej korporacji minął i wszystko wróciła na stare tory. To oznaczało kolejne salonowe gierki, podgryzanie, pomawianie i zimną, bierną agresję. Dorota znała każdy dział od podszewki, i miała w małym palcu wszystkie brudne triki. Jedynym problemem było to, że ich nie stosowała…

W tym względzie zawsze podziwiała Dagmarę, wieloletnią koleżankę z boksa obok, a teraz jej podwładną. Kobieta była wulkanem energii, idącym pod prąd reszty zblazowanego towarzystwa, starając się z każdym dogadać, co z jej charakterem było niezwykle naturalne. Ale jeżeli tylko ktoś postanowił to wykorzystać i zrobić jej koło pióra — marny był jego los… Bezlitośnie i metodycznie nie dawała żyć takiemu człowiekowi, punktowała na każdym kroku, wierciła w nim dziurę swoim nienawistnym wzrokiem, aż winowajca błagał o litość albo codziennie omijał ją szerokim łukiem ze spuszczoną głową.

Wejście na wojenną ścieżkę oznaczało też bardziej realną stratę —  jej bliskość. Kompletnie nie trzymała dystansu. Przytulała ludzi, obejmowała w pasie, rozmawiała z ręką na ramieniu. Była wysoka i szczupła, wręcz chuda, a pomimo umiarkowanego biustu zawsze dosadnie go eksponowała. Jej kruczoczarne do ramion włosy, ciemnobrązowe oczy i wydatny orli nosek nadawały jej ptasi, wręcz jastrzębi wygląd. Stracić dostęp od takiego zjawiska było prawdziwym nieszczęściem…

— Hejka Doris! Jak nam idzie podbijanie wszechświata? Przegoniliśmy już tych leszczy z Apple i Google?

Zawsze witała się tak serdecznie jakby zobaczyły się po latach przymusowej rozłąki. Jej widok na korytarz zawsze wprowadzał ją w dobry nastrój i uwielbiała to jak swoim swobodnym sposobem bycia wprawiała w zakłopotanie całą resztę towarzystwa z kijem od miotły w dupie.

— Jesteśmy blisko, już niemal zarabiamy rocznie tyle ile oni w godzinę, hahaha!

— Kochana, ty już mówisz jak prawdziwa szefowa! Tylko pieniądze i pieniądze! Mów tak, żebym ja, zwykła mrówa zrozumiała was, o starszyznę! Mów mi o KPI-ajach,  strasz mnie dedlajnami, rozpal moje serduszko targetami i misjami firmy! 

Dorota śmiała się jak na występie dobrego stand-upu.

— Dobra, dobra, koniec podśmiechujek, a teraz opowiadaj jak tam na szczycie wieży z kości słoniowej?? — Przeszła szybko do konfidencjonalnego szeptu.

— Wiesz, kasa się zgadza, pracy trochę więcej… Ale pułapek i gierek na których można w minutę popłynąć… to jest jakiś obłęd! Mam wrażenie, że połowa czasu tutaj schodzi na robieniu i rozbrajaniu min, które wszyscy sobie podkładają…

— Masz rację, wydaje ci się, bo to zajmuje cały dzień, a na pracę już nie starcza czasu, hahaha! A tak w ogóle powiedz mi, napisał może już raport z ostatniego spotkania? — Spytała dokładnie kierując całą rozmową.

Dorotę aż zmroziło, miała to zrobić na wczoraj!

— Oż cholera! — Pierwszy fakap. Dagmara widziała jak blednie, więc szybko ja uspokoiła.

— Hej, hej, hej, wyluzuj… Dorka, luzik! Widziałam, że masz zawaloną głowę, więc wysłałam ci na maila takiego gotowca, który prawie do wszystkiego pasuje. Obrób to szybciutko, tak, żeby jakoś wyglądało a ja to druknę za godzinkę i dyskretnie włożę na samo dno wczorajszej sterty papierów u dyrektora.

Dorota nie mogła uwierzyć w jej pomoc i zaangażowanie, ale i zuchwałą bezczelność.

— Jezu, Daga, nie wiem czy  tak można…

— Mój ty jednorożcu na nieobsranej łące, niewinny… Kutas specjalnie tak odwracał uwagę i cię zawalał robotą! Chodziło tylko o to, żebyś się wyłożyła, choć raz, a potem cię zjebie i będzie cisnął o byle co… A potem jeszcze raz i kolejny, aż nie padniesz. A tak — albo się nie skapnie i wyjdzie na debilna, co to nawet nie wie co ma na biurku, albo się zdziwi, że macki Doroty i psiapsiółek sięgają aż do dyrektorskiego biurka. Może się wtedy zastanowi dwa razy zanim zacznie kolejną podjazdową wojenkę.

—Ufff…— zeszło z niej całe powietrze — Co ja bym bez ciebie zrobiła… Chyba się nie nadaję do tej roboty.

— Daj spokój, praca jak praca, tylko wiesz, musisz niekiedy pokazać pazurki, inaczej cię zadziobią. No i musisz odreagować. Kiedy miałaś ostatnio jakieś fajne dymanko?

— Daga, daj spokój, wiesz, że mam męża…

— No wiem, dlatego się martwię o twoje dymanko… Jest coś lepiej? — Kiedyś Dorota nieopatrznie coś zasugerowała o problemach Piotrka, a koleżanka w mig pojęła całą sytuację. To był jedyny raz kiedy puściła parę z ust. Daga natomiast nigdy nie mogła się doczekać kiedy opowie jej o nowym facecie, o fajnym spotkaniu z jednym czy dwoma naraz, niekiedy z innymi laskami… Uwielbiała pokazywać zdjęcia z wyjazdów i imprez, gdzie każde było bardziej pieprzne od poprzedniego…

—  Dobra, dobra, widzę po twoim uśmieszku, że lipa. Słuchaj, przecież tak naprawdę masz robotę za cztery osoby, bo teraz te ćwoki-zastępcy, nie kiwną palcem, skoro mają ciebie na świeczniku. Musisz się wyluzować, bo oszalejesz. Znasz zasadę work hard, party hard? No to włącz ją do swojego bogatego portfolio kompetencji miękkich.

—  Daga, weź, proszę, to nie dla mnie.

—  A skąd wiesz?

—  Zawsze sobie radziłam bez turbo imprez i nie narzekam.

—  To, że nie narzekasz, nie znaczy, że nie potrzebujesz. Ale nie zawsze byłaś drugą do rządzenia całym korpo, prawda?

—  No niby tak, ale…

—  Ale jesteś grzeczną dziewczynką, która nie rozrzuca ubrań, tylko wiesza na wieszaczku, a chuja obciąga tylko po ciemku i bez połyku.

Ciemny rumieniec oblał twarz Doroty w sekundę. Odruchowo schowała głowę w ramionach i aż rozejrzała się w panice czy ktoś nie usłyszał. Patrząc na swoją zażenowaną i przerażoną koleżankę Dagmara dostała wiatru w żagle.

—  Oj jednorożcu kochany… Ty naprawdę musisz się otworzyć. Jesteś tak napięta, że gdyś zjadła trochę węgla za dwa dni wysrałabyś diament.

Kolejna podśmiechujka może i była celna, ale irytująca na tyle, że postanowiła się odgryźć.

—  Fajnie się mówi, bo to ty się urodziłaś bez instynktu samozachowawczego i z cipą—kamikadze!

Dagmara roześmiała się w głos, zachwyconą odzywką koleżanki.

—  O właśnie! I tego moja droga potrzebujesz! Emocji, ruchu, działania! Poprzeklinaj sobie, rozedrzyj swój słodziutki pyszczek! 

Uspokoiła się, ale zmieszana mina Doroty zachęcała by pchnąć koleżankę w odpowiednią stronę.

—  Słuchaj. Jesteś kobietą, masz fajny charakterek, zajebiste ciałko —  klepnęła ją teatralnie w dupę z wyraźnym plaskiem, aż Dorota ponownie się rozejrzał czy nikt nie patrzy — po co to marnować? Chcesz, żeby ci cipa rzęsą zarosła? Musisz odreagować, a jak masz faceta, który… Ok, ok!!! Wiem, przecież, że ma nikomu nie mówić, boże, wyluzuj! Wątek przez ciebie straciłam… O czym miałam mówić? Aha! Tak, twoja cipka. No słuchaj. Jak jest fajnie i oboje się staracie, to spoko, luz, ale jak jedna osoba gdzieś szwankuje, to druga nadgania. On miał zajebistą robotę to nadganiał, teraz nie ma żadnej. Przedtem byłaś mrówą, a teraz jaśnie panią.  Jak nie może cię puknąć, to teraz pukasz za dwóch. Nie dąsaj się! Musisz jeść, pić, spać ,srać jak każdy, tak samo musisz popieścić myszkę, bo albo oszalejesz, albo zaczniesz się posuwać świecą jak zakonnica. Jak potrzebujesz pomocy, żeby ci zrobić miękki start w tym temacie, to wiesz…

—  Jezu, Dagmara, zwolnij! Mówimy o raporcie, a pięć minut później organizujesz mi fagasów na ruchanie i zdradzanie męża!

—  Oj tam, oj tam… Jesteś niemal panią prezesową, uczysz się wydawać polecenia to może w domu też troszkę porządzisz, co? Kto przez ostatnie lata ogarniał wszystko i wszystkich w twoim życiu i małżeństwie?

—  No ja…

—  No właśnie. Wiem, że chłopu się teraz nie powodzi, fajnie, że dalej jesteście razem, ale przyznaj —  był super wspierający i dbający jak mieliście ten kredyt?

—  No nie… —  odparła po cichu stłamszona..

—  A wyruchał cię jak chciałaś, albo chociaż zrobił ci minetkę za fatygę?

—  Też nie…

—  Słuchaj. Nie namawiam do złego, tylko do… cóż, przyjemnego. To jest zwykła fizjologia. Nie chodzisz na jogę—bolą cię plecy, cipę masz wyposzczoną—wkurza cię wszystko. Dyplomatyczna dziewczyna jesteś. Ja robię rzeczy na rympał, a dopiero potem myślę, ty potrafisz ubierać w ładne słowa. Pewnie wiesz jak to przedstawić, żeby zrozumiał, co nie?

Dorota poczuła się zagubiona… Z jednej strony powoli prowadziła Piotrka tak gdzie chciała. Naginała go do swojej woli, ale z drugiej dbanie o jego penisa, jego coraz większa uległość— spowodowały, że pękły tamy jej pożądania i wkładała coraz więcej wysiłku w ich opanowanie. Nie taki był plan… Coraz częściej się masturbowała, rozkręcając się jeszcze bardziej. Kiedy Piotrek wychodził z mieszkania nawet na  krotką chwile, momentalnie posuwała się dildem z apteki. Ostatnio musiała wręcz ze sobą walczyć, by nie zrobić sobie palcówki w toalecie w czasie pracy… Dagmara wyczuła jej stan jak prawdziwa czarownica… Myślała, że posunęła się już dość daleko, ale koleżanka zgodnie z jej charakterem proponowała wciśnięcie gazu do oporu…

—  Trafiłam cię w miękkie, co? —  powiedziała bardziej z troską niż ze złośliwością.

Głębokie westchnienie było najlepszą odpowiedzią.

—  Słuchaj, mamy dwudziesty pierwszy wiek. Masz gumki i tabletki, nie zaciążysz, niespodzianki do domu też nie przyniesiesz. Twój facet miałby priorytet, to by cię codziennie ruchał do nieprzytomności i sprawdzał co chwilę gdzie jesteś, wtedy inna bajka z takim chłopek. A taki co się nie interesuje i nie maca, to wiesz…

Teraz to Dagmara się rozejrzała ostrożnie wokół i wyciągnęła komórkę.

— Słuchaj, nie chciałam ci pokazywać, ale w sumie mnie zmusiłaś —  mówiła wlepiając wzrok w swoją galerię. Ponownie sprawdziła czy nikt nie przechodzi —  Zobacz jak się można rozerwać…

Długim pazurem przesuwała kolejne zdjęcia z jakiejś górskiej miejscowości. Na wszystkich zdjęciach towarzyszył jej duży, zwalisty facet ogolony na zero. Spacer po lesie, obiad w restauracji, taniec, pocałunki a w tle tłum machający rękami. Kilka roześmianych osób w jacuzzi wznoszących toast. Zwróciła uwagę, że kobiety nie miały górnej części kostiumów. Ciekawe co miały pod wodą… Kolejne szybko przesuwane ujęcia pochodziły z dużego salonu, wykończonego drewnem. Impreza na całego. Butelki i kieliszki poszły w ruch, ubrań coraz mniej. Przy kolejnej fotce Dorocie aż zamarło serce. Patrzyła na swoją Dagmar, klęczącą z nagimi piersiami, przed łysym facetem na fotelu trzymającą jego penisa głęboko w ustach! Pierwszy raz w życiu widziała bliską osobę w takiej sytuacji… Nie wiedziała czy powinna przeprosić i odwrócić wzrok, ale Dagmara dokładnie wiedziała co robi… Kolejne zdjęcia były tylko ostrzejsze. Z zapartym tchem podziwiała ujęcie z perspektywy faceta jak dociska jej głowę do swoim jąder między szeroko rozłożonymi nogami. Na kolejnym Daga ujeżdżała już jego kutasa. Nie wiadomo skąd pojawiły się męska ręka trzymająca ja pierś. Dorota była w szoku!

—  Dagmara—  krzyknęła cicho —  czy to jest…

—  Tak, kochana, grupówka, najlepsza rzecz na świecie! Patrz dalej…

Teraz już obie ręce spoza kadru macały twarz i ciało koleżanki. Na kolejnym Dagmara klęczała na czworaka, osiłek posuwał ją od tyłu, a nieznany umięśniony facet z niewidoczną twarzą trzymał penisa zaraz przy jej ustach. Na kolejnym jakaś kobieta z uprzężą i sztucznym penisem w kroku penetruje leżącą przyjaciółkę. Szczególnie to zainteresowało Dorotę… Zaraz, skoro wszyscy byli na zdjęciu… to kto trzymał komórkę?! Ile osób tam było?!

—  Ja pierdzielę, Daga, ile was tam było?!

—  Normalnie, czwórka. Ja, Alinka, Wojtek i Sławek.

Widziała, że chce coś jeszcze powiedzieć, ale nie mogła wydusić z siebie tych słów.

—  Miałaś kiedyś takiego wielkiego kutasa?

—  Nie…—  odparła szybko.

—  Oj tracisz sporo…  Teraz widzisz jak można się zabawić. Od razu ci powiem, że to nie są chłopaki do codziennego życia, absolutnie się do tego nie nadają. Zabiłabym po miesiącu wspólnego mieszkania. Ale na imprezkę raz na jakiś czas, to jest bajka… —  wyłączyła galerię. —  Ty, a właściwie, co mi szkodzi, zapytam.

Dagmara wybrała kontakt i czekała na połączenie. Dorota głęboko westchnęła z wrażeń. Pytającym wzrokiem spojrzała na koleżankę

— Zagadam do Wojtka, może  by ci pomógł przełamać lody…

—  Co?!

Rzuciła się na nią próbując odebrać jej telefon. Dagmara machała rękami, odganiając się od niej jak od wściekłej kotki

—  Ej, spadaj, ja tu próbuję porozmawiać! Dorota, kurwa, weź spadaj mobberko jedna!!

Dorota szybko przywołała się do porządku i wyprostowała na dźwięk korpo-zaklęcia. Tylko tego brakowało, żeby jakaś szuja podchwyciła rzucone w żartach hasło o rozpętała z tego gównoburzę.

—  No część Wojtasku— kutasku, co tam u ciebie słychać? —  odwróciła się do ściany mówiąc cicho i zerkając ostrożnie czy Dorota nie ponowi ataku. —  A to dobrze, że wszystko ok, u mnie też cisza i spokój… No tak, tak, pamiętam o naszym saunowaniu… Specjalnie kupiłam zapas baterii i żelu, żebyśmy za szybko nie zasnęli, hihihi… Słuchaj, bo jest taka sprawa… Mam taką mega— super— dobrą przyjaciółeczkę… Spięta jak ministrant na plebanii i trzeba by jej pomóc, bo już broszka swędzi a w domu posucha.

Dorota właśnie mordowała ją swoim wzrokiem, ale tamta, pochłonięta rozmową nawet tego nie zauważyła

—  No i chciałam cię Wojtasku— kutasu poprosić, żebyś ją rozkręcił. No, właśnie! Tak, żeby się przyzwyczaiła do innej rozmiarówki, nie kisiła pod kołderką, a potem już by sobie poszła na swoje, miałbyś coś przeciwko? Czy fajna dupa z niej? —  Dagmara otaksowała swoją przełożoną z góry na dół rozbierającym wzrokiem i odpowiedziała teatralny szeptem —  zajebista cizia, tylko musisz sobie ten diamencik oszlifować, ale wiesz, ostrożnie? No, żebyś tym chujem nie szarżował. No to świetnie! To jak się z koleżanką dogadamy, to dam znać i pewnie razem przyjdziemy, żeby było raźniej. No to pa! Do zobaczenia moja ptaszyno nieogolona!

Dumna i zadowolona z siebie schowała telefon. Dorocie ręce opadły i nie była w stanie nimi ruszyć. Była zawstydzona, zażenowana i upokorzona jednocześnie. Z drugiej strony ktoś wyszedł naprzeciw z pomocą zanim zdążyła nawet poprosić. Co prawda pomoc była hmmm.. dyskusyjna, ale jednak. Komu jak komu, ale Dadze była w stanie wybaczyć niemal wszystko.

— Dagmara, nawet się boję powiedzieć “dziękuję” bo uznasz to za zgodę i zachętę. Ale jestem bardzo wdzięczna, za twoją troskę, pomoc i… ekhm, zaangażowanie. Jak się zdecyduję, to na pewno dam znać.

—  I o tym właśnie mówiłam! Jak ty zajebiście potrafisz wszystko ubrać w słowa! Na bank sobie rozegrasz temat tak, żeby było dobrze!

Pożegnała się wylewnie całując ją w oba policzki, zatrzymując się przy uchu na krótką chwilę i szepnęła tak żeby nikt nie usłyszał.

—  Dyrektor ma na księgową grube haki, więc stara zrobi wszystko, żeby ci dojebać. Uważaj jak będziesz robić kwartalne wyniki finansowe, bo wiedźma z tym chujkiem mogą cię dojechać.

Jak gdyby nigdy nic odkleiła się i z głośnym “pa!” poszła w swoją stronę.

Był ledwie początek dnia, a Dorota poczuła się zostawiona przez tego anioła na pastwę wilków w środku lasu. Musiała każdą cyfrę raportów obejrzeć dwa razy i pilnować się jeszcze bardziej. Nawet nie próbowała powstrzymać myśli, które dzisiaj wtłoczono jej do głowy, wiedziała, że i tak ich nie odgoni. Postanowiła więc zająć się nimi w pierwszej kolejności, żeby przestały wypalać erotyczny obraz za każdym razem kiedy zamyka oczy. Czekało ją dzisiaj dużo pracy. No i będzie musiała pomyśleć jak ubrać niektóre rzeczy w słowa… Na szczęście będzie na to całe popołudnie…


Oboje byli zmęczeni, ale Piotr bardzo się dzisiaj wykazał. Pozałatwiał za nią urzędowe sprawy, posprzątał mieszkanie. Zrobił obiad. Kilka razy dzwoniła do niego z prośbą o zrobienie jakiejś dodatkowej czynności. Była odpowiedzialna za niemal cały oddział firmy i pracowała zdecydowanie za dużo. Jego zleceń było ledwo co, a pieniądze z nich starczały w porywach na połowę rachunków. Miał zdecydowanie więcej czasu niż ona, więc naturalnie, domowe i codzienne obowiązki spadły na niego. Na koniec poprosiła, żeby po nią przyjechał. Zamiast do domu pojechali na szybkie zakupy, które po kobiecemu się przedłużyły. Wrócili wieczorem. Dorota rozpakowywała pełne ciuchów torby a Piotr szykował kolację, która miała być obiadem. Był głody i poirytowany. Miał kiepski dzień. Nie cierpiał tych nudnych domowych czynności. Brak sensownej—  według jego standardów—  pracy i brak innego zajęcia dodatkowo go frustrował. Myślał, że musi tylko pojechać po Dorotę ,a tu zmarnował kolejne pół dnia na nie wiadomo czym.

Usiedli do odgrzewanej kolacji. Opowiadała jak minął jej dzień. Miała mnóstwo wrażeń—  zagraniczne kontrakty do rozdzielenia na poszczególne oddziały, wyśmiewała podwładnych łaszących się o lepsze zlecenia, które zostawiła dla wybranych. Uśmiechnięta opowiadała kto na kogo leci, kto ma z kim kosą, typowe biurowe gierki. Zagryzając sałatkę żartowała jak sobie na przyszłość wykorzysta te wszystkie ploteczki na swoją korzyść…

— Tak… Racja. No, a ona myślała, że co jej na to odpowiesz? No właśnie… —  starał się podtrzymać rozmowę pomimo zmęczenia, ale kosztowało to coraz więcej energii , którą starał się podzielić też na rosnącą w gardle gulę. Rozgoryczenie. Uświadomił sobie, że to jest właśnie to uczucie. Nie pamiętał kiedy ostatnio zrobił coś z czego był zadowolony, coś dużego z czego można się było pochwalić przed sobą i przed innymi. Najbardziej na świecie nie chciał teraz usłyszeć tego, co Dorota odczytała w jego myślach i właśnie spytała.

— Kurczę, tylko gadam i gadam o sobie… Opowiadaj, a tobie jak minął dzień? —  trafiony, zatopiony.

— Byłem na zakupach, zrobiłem dwa prania, potem zrobiłem obiad…  —  spojrzał na nią przelotnie i znowu skupił się na talerzu —  Nawet szybko poszło, więc trochę ogarnął mieszkanie… No i zleciał tak w sumie ten dzień…

— Oj Piotruś, nie martw się, dobrze sobie radzisz! —  Nachyliła się nad stołem i obdarowała go trzeba szybkimi, radosnymi całusami —  Pracujesz, masz swoje zlecenia, ogarniasz mieszkanie… To nie jest łatwe, Nie wiem ilu facetów na twoim miejscu poradziłoby sobie w twojej sytuacji. Gdyby nie twoje poświęcenie trzeba by było wydać kupę kasy na pomoc domową, kiedyś mi Aneta opowiadała ile takie babki sobie liczą, to jest jakiś kosmos —  zobaczyła podniesioną znad talerza minę —  O boże, przepraszam! Nie to miałam na myśli! Chodzi mi o to, że jesteś wyjątkowym mężczyzną, które się nie obraża na rzeczywistość, tak wspiera swoją kobietę, pomogą jej się realizować. Uwierz, wiem co mówię, bo pracuję pode mną prawie pięćdziesięciu facetów i jestem niemal pewna, że żaden by tego nie zrobił dla swojej kobiety. Tylko praca, kariera, parcie do przodu w wyścigu o tytuł szczura roku i zdjęcie w gablotce na miesiąc.

Próba zagadania i wybrnięcia powiodła się słabo. Nadal rozmawiał uprzejmie i odpowiadał na pytania ale czuła, że na niewiele się to zdaje.

— Wiesz co, wykorzystajmy jeszcze ten wieczór na ile się da. Zmykaj do łazienki, a ja przygotuję nam sypialnię na odrobinę relaksu —  uśmiechnęła się zalotnie.

Był w połowie jedzenia, ale wizja seksu za kilka minut całkowicie zmieniła priorytety. Wyszorował się jakby czekała na niego sama Monica Bellucci z wojskową komisją w jednej osobie. Włożył świeże ubranie, popsikał perfumami i ruszył w stronę sypialni. Stanął oniemiały w drzwiach. W półmroku świeczek Dorota leżała na łóżku wsparta na łokciu. Miała na sobie jasnoniebieskie pończochy, koronkowe majteczki w tym samym kolorze. Natomiast na górę pod kolor, założyła sam gorset który szalenie podkreśla jej talię, a wylewające się znad niego piersi wydawały się dwa razy większe. Patrzyła z dzikim wyrazem oczu.

— O proszę! A kim pan jest i co pan robi w mojej sypialni? —  Uśmiechnął się i poczuł jak nagromadzone w ciągu całego dnia zmęczenie i frustracja zaczynają ustępować.

—  Przyszedłem zgodnie z umową…

—  Nie przypominam sobie… Podczas rozmowy telefonicznej zamawiałam do pokoju atletycznego bruneta, metr dziewięćdziesiąt, hojnie obdarzonego, który spełni wszystkie moje zachcianki? 

Poczuł wbitą szpileczkę, pomimo wesołego i żartobliwego tonu. 

—  Ale dobrze, niespodzianki też lubię. Proszę się rozebrać, zobaczymy co mi przysłano —  Robił dobrą minę, pomimo, że zaczynał podejrzewać, że ten wieczór nie potoczy się tak jak go sobie wyobraził. Zrzucił ubrania, tak jak kazała. Stanął przed nią nagi.

—  Hmmm… Zobaczmy… Obróć się tyłem. Jeszcze raz… A napnij mięśnie? No dalej? A, już napiąłeś, haha, nie zauważyłam, ciemno tu dosyć. A pokaż teraz swojego małego przyjaciela? Ooo.. Słodziak… Pomożesz mu wstać? 

Był całkowicie zaskoczony, nie do końca docierało o co go prosi, czuł się coraz bardziej obco we własnej sypialni. Niezauważalnie, wręcz delikatnie jej głos stał się bardziej stanowczy.

—  Dobrze rozumiesz o co mi chodzi. Weź swojego peniska do ręki… O właśnie tak… I teraz czule nim poruszaj, żebym zobaczyła z czym mamy do czynienia…— nieśmiało zaczął masować i trzepać, ale w nie mógł się skupić, żeby go postawić.

—  No dalej, potrzep mocniej, myślę, że dasz radę wykrzesać z niego na tyle, że do czegoś się przydał!

—  Kurwa, Dorota, proszę cię! —  Krzyknął, bo miał już dosyć, odwrócił się i miał już się zacząć ubierać. Szybko wstała i w kilku ruchach klęknęła na brzegu łóżka tuląc mu się do pleców.

—  Przepraszam cię kochanie! Chciałam dobrze…

— No chciałaś, ale…

— Ale nie spodobało ci się —  przerwała  tuląc się mocniej i masując jego klatkę piersiową.—  Wiem, przepraszam… Kochanie, wiesz dobrze, że możesz mi zaufać. Rozumiem, że mamy problem z twoim penisem, a ja to w pełni akceptuję, bo jestem twoją żoną i sobie z tym poradzimy. Mam teraz trudniejszy czas i razem przez niego przejdziemy. Każdy z nas ma swoje potrzeby, to naturalne. I naturalne, że każdy musi je zrealizować, tak jak potrafi… Chciałam troszkę podkręcić atmosferę, żeby ci pomóc, nie do końca wyszło pod koniec, prawda?

— Prawda…

— Miała wrażenie, że początek Ci się podobał? —  nie bardzo wiedział co powiedzieć

—  W porządku było, tylko…

— Tylko?

— Trochę nieswojo i dziwnie się czułem.

— Nie podobało ci się, że byłeś w centrum uwagi?

— Chyba tak…—  bąknął czując, że to właśnie go speszyło.

— Słuchaj, a gdybyś tak… Patrzył z zewnątrz na coś takiego, byłoby łatwiej?

— Co masz na myśl? — Spytał zaniepokojony.

— Wyluzuj, tak tylko pytam, żeby dowiedzieć się co lubisz i znaleźć coś dla ciebie…

Faktycznie tak było łatwiej. Nie musiał patrzeć jej w twarz, czuł tylko jej piersi na plecach i ręce masujące tors. Presja potrzeby wykazania się przed drugą osobą nagle zniknęła i znowu zaczął się odprężać.

— Wyobraź sobie, że na przykład patrzysz teraz przez okno na to, co tutaj robimy. Zamknij oczy i wyobraź sobie… Stoisz ukradkiem na balkonie, zaglądasz zza firanki… Ja klęczę tutaj, właśnie tak, dotykam nagiego męskiego ciała. Masuję… Zjeżdżam rękami w dół… o tak, dotykam jego ud, pośladków, paluszkami masuję pomiędzy nimi… Delikatnie przejeżdża do przodu… Ooo, widzisz tam zza firanki jak stoi? No pewnie, że widzisz, to przyjrzyj się jak zaciskam teraz rękę na jego jąderkach, jak pieszczę jego cenny woreczek… Widzisz? Zaczyna się ładnie prężyć…

Oddychał coraz szybciej wyobrażając sobie jak obserwuje scenę zza okna.

 —  Patrz uważnie jak teraz obejmuję jego penisa ręką. Ależ on jest sztywny i duży… Przypatrz się dokładnie jak twoja żona pieści tego olbrzyma, o boże on jest taki wielki, znacznie większy niż… niż… do tej pory…

Drgnął, ale wyczuła, że może kontynuować. Pieściła go jedną ręką, a drugą zasłoniła oczy, włożyła mały palec do ust, szeptała mu lubieżnie do ucha.

— Podoba ci się to co widzisz?

— Tak…

— Podnieca cię widok żony w tym gorsecie?

— O boże, bardzo….

— Podnieca cię jej widok z tym wielki penisem w ręku?

 Wsadziła palec w głąb jego ust…

— Mhm…

— Wiesz, że ona na tym nie poprzestanie?

— Wiem…

— Wiesz, że będzie chciała więcej?

— Wiem…

— I pozwolisz, żeby dostała tego wielkiego penisa tylko dla siebie? —  przyśpieszyła trzepanie fiuta Piotrka, który zaczynał w końcu sztywnieć.

— Tak… —  oddychał ciężko.

— Wyobraź sobie, dalej obserwujesz mnie ukradkiem, a ja klękam teraz tyłem i wypinam swoją pupę… Widzisz to? Widzisz jaka twoja żona jest wypięta i gotowa? Pewnie, że widzisz… Teraz wyobraź sobie, że ten mężczyzna odwraca się, a jego wielki penis jest centymetry od mojej szparki, gotowy… Chcesz, żebym to zrobiła…?

— Chcę…

— powiedz co chcesz, żeby twoja żona zrobiła…

— Chcę, żebyś go sobie wsadziła…

— No śmiało, mów jak prawdziwy mężczyzna… Patrzysz teraz przez okno, na swoją żoną z wypiętą gołą dupą, klęczącą na waszym małżeńskim łóżku a za nią stoi ten ogier ze sterczącym, wielkim fiutem! Co ma teraz zrobić?!

—  Niech ci wsadzi tego kutasa w cipę!

— O tak, wchodzi… Boże, ale on wielki..

— Boli cię?

— Trochę boli, ale jest przyjemnie… Oooch!!! wsadził dopiero główkę, nie wiem jak on się cały zmieści…

— Zmieści się, włóż głębiej! —  Dyszał niewyraźnie z palcem w ustach, a Dorota coraz szybciej go pieściła.

— Jemu to powiedz… Powiedz mu co chcesz, żeby zrobił z twoją żoną! — dyszała coraz głośniej.

— Wsadź jej po same jaja! Ruchaj ją, ruchaj tak, żeby miała całą cipę wypełnioną! —  syczał podniecony.

— O boże! —  krzyczała mu przy uchu —  Boże! Kochanie, zaraz dojdę!!! Aaaaa… czuję jak cipka zaciska mi się na jego wielkim fiucie! Czuję każdy centymetr! O boże, kochanie dziękuję ci za tego ogromnego chuja!

— Zaraz dojdę! —  krzyknął a ona natychmiast wypuściła jego penisa z ręki i odsunęła się do niego. Odwrócił się zaskoczony i spojrzał na nią. Patrzyła mu się w twarz zaciekawiona jego oszołomieniem —  jestem blisko, chcę dokończyć!

— Nie kończ proszę! Chcę popatrzeć na ciebie takiego rozgrzanego —  dyszał starając się opanować ręce które aż świerzbiło żeby dokończyć robotę. Przyjęła pozycję na czworaka. Stał z napiętym do granic możliwości penisem, prężącym się centymetry od jej twarzy. Oglądała go ze wszystkich stron, wciągając głośno jego zapach —  zobacz się podnieciłeś! myślałam, że dojdziesz dosłownie w sekundy! Właśnie znaleźliśmy coś co cię najwyraźniej kręci, prawda?

— No zrobiło to duże wrażenie…

— Słucha, chyba właśnie odkryłeś w sobie naturę podglądacza? Nie złość się, po prostu mówię, co widzę, to nic złego. Sam powiedziałeś, że nie lubisz być w centrum uwagi, prawda?

— Nie no, mówiliśmy o tym co było na początku, że udawałaś, że po kogoś dzwoniłaś…

— Ja mówię, o tym co było potem — przerwała mu —  troszkę ci poświntuszyłam, posadziłam na kinowym fotelu i pokazał film, który ci się najwyraźniej spodobał. Bez tej presji zdecydowanie ci się podobało, powiedz, że nie?

— To było fajne, tak…

— No widzisz, odkryłeś właśnie, że lubisz być świadkiem w tym teatrzyku, niekoniecznie aktorem w świetle reflektorów, prawda?

— No fakt, tak to chyba wygląda… — palcem wskazującym sięgnęła do końcówki jego penisa, zbierając z napletka nagromadzony śluz.

— Tak bardzo chciałabym cię posmakować, ale wiesz co powiedział lekarz… —  nie przestała wodzić palcem utrzymująćerekcję. Kiedy cały opuszek palca był już mokry zbliżyła go jego twarzy —  wiesz, że uwielbiam ten męski zapach?

Nie odpowiedział…

— Wystarczy, że go poczuję, a już zaczynam robić się mokra… Najdziwniejsze jest to, że to bardzo podobne w smaku do kobiece śluzu… Spróbujesz? —  tego się nie spodziewał —  śmiało, zaraz skosztujesz moją cipkę i porównasz… Chcesz ją przecież, prawda? —  nie wykonał żadnego ruchu.

Wróciła palcem do główki i zebrała ile mogła. Patrząc mu w oczy przejechała palcem po swoich wargach. Klęknęła i trzymając swoje wargi na wysokości jego wyszeptała:

—  Czujesz moje usta? —  przełknął głośno ślinę. —  Pocałuj mnie.

Nie ruszył się. Delikatnie pocałowała go i odsunęła się  dosłownie na centymetr tak, że niema stykali się nosami. Zrobiła delikatny wydech tak, żeby mieć pewność, że zapach dotarł do nozdrzy. Szepnęła ledwie słyszalnie —  tak będzie smakowała twoja zaspokojona żona… Pocałowała go mocno, głęboko wciskając język w usta. Pocałunek był długi i intensywny. Oderwała się uśmiechnęła.

—  Chodź! —  powiedziała wesoło —  mieliśmy ostatnio mało czasu, cały wieczór przed sobą,  poprzytulamy się.

Pociągnęła go za sobą w głąb łóżka. Położyli się na boku. Tuliła się mu piersiami do twarzy, głaszcząc czule jego włosy. Masowała klatkę i brzuch dbając, o jego przyjemność. Kiedy zauważyła kątem oka, że jego penis przestał nerwowo drgać i całkowicie się uspokoił a oddech wyrównał, podjęła decyzję, że moment jest odpowiedni.

— Wiesz, na dzisiejszych zakupach, jak przymierzałam tą zieloną spódnice zauważyłam takiego młodego, umięśnionego chłopaka… — niemal niezauważalnie drgnął —  wyglądał dosłownie jak dwie krople wody jak taki Daniel z mojego liceum. Zastanawiałam się czy to on, już miałam do niego zagadać, ale pomyślałam, że przecież to było wiele lat temu, teraz pewnie wyglądałby zupełnie inaczej.

Nie skomentował. Leżał w milczeniu upojony zapachem jej piersi.

— To był mój pierwszy chłopak. Wiesz taki prawdziwy. To z nim pierwszy raz uprawiałam seks… —  uprzedzając jego ruch wtuliła się mocniej swoim biustem w jego policzek, mówiła szybciej. —  Wiesz, że w moim domu się nie przelewało, mama pracowała na dwie zmiany, tata często dorabiał popołudniami, wiele razy byłam sama w domu… Z Danielem wracaliśmy razem do domu, bo mieliśmy po drodze. Uczyliśmy się nawzajem i zbliżyliśmy się do siebie. Ale nie wiem… czy chcesz o tym słuchać?

— Tak… —  powiedział po chwili wahania.

— Chcesz… Chcesz usłyszeć o pierwszym chłopaku z którym się kochałam?

— Tak… —  tym razem wahanie było nieco krótsze.

—  Kiedyś byłam u niego, siedzieliśmy przy biurku, uczyliśmy się do fizyki, ramię w ramię. Powoli, ale coraz mocniej zaczęliśmy się do siebie tulić, nawet nie pamiętam kiedy zaczęliśmy się całować… Wsadził mi ręce pod bluzkę i zaczął pieścić moje piersi. Czułam się zupełnie zatracona w tym podnieceniu i sięgnęłam mu do spodni… —  Dorota przesunęła rękę na biodro Piotrka. —  Wiesz, miałam wtedy osiemnaście lat, byłam smarkata, ale wystraszyłam się nie na żarty. Jego penis był ogromny! Znacznie większy od twojego, bez porównania… Mimo, że nie był jeszcze całkowicie postawiony miałam problem objąć go dłonią. Całowaliśmy się, pieściliśmy a ja nie potrafiła myśleć o niczym innym, tylko o tym, że chce go mieć w sobie, ale nie wiem jak się ma zmieścić…

Przesuwała powoli rękę w stronę rosnącego penisa męża —  Byłam szczęściarą, bo Daniel dokładnie wiedział co robi. Z takimi wymiętoszonymi piersiami i szyją zarzuconą setkami pocałunków czułam, że z cipki dosłownie mi kapie. Ale dla niego to było za mało… Chcesz widzieć co zrobił?

— Chcę, powiedz… —  powiedział łamiącym się od nerwowego oddechu głosem. 

—  To że byłam mokra, gotowa, błagająca o jego wielkiego penisa to było za mało… Rozebrał mnie do naga, potem siebie… posadził na brzegu i stanął przede mną. Umięśniony, męski, z nabrzmiałym fiutem —  Piotr westchnął głośno i złapał się za swojego fiuta—  Piotrek, ja nie potrafiła w ogóle o czymkolwiek myśleć, ja po prostu chciałam ssać jego olbrzyma do końca świata! Wsadziłam go sobie do ust i tak, jak potrafiłam najlepiej ruszałam głową w przód i tył… Cczułam jak z każdym ruchem kapie mi do ust jego pierwszy sok i zakochałam się w tym zapachu. To była mieszanka ekstazy, władczości, męskiej siły. Wiesz niekiedy jak ciebie nie było, albo nie mogłeś mnie zaspokoić to zamykałam oczy i przypominałam sobie jego smak i dotyk w ustach i dochodziłam w parę chwil… 

Teraz Piotrek zaczął już rytmicznie szarpać swoje przyrodzenie, a ona z zamkniętymi oczami przygryzała sobie wargi  i wbijała palce w jego jądra.

 — Tobie zajmuje sporo czasu żeby postawić fiuta do jakiejkolwiek erekcji, a tacy młodzi, buchający testosteronem chłopcy poczują język i w paręnaście sekund robią się sztywni jak konar. Daniel w sekundy spuchł w moich ustach, tak, że zaczęło mi brakować oddechu. Jemu też, i widziałam, że miota się pomiędzy chęcią szybkiego orgazmu, a seksu ze mną i zdecydował jak prawdziwy mężczyzna. Postanowił, że zadowoli swoją kobietę, bo wie jak to zrobić… Odwrócił mnie, klęknęłam na brzegu łóżka, o tak właśnie…

Przyjęła pozycję na sześć—dziewięć. Sięgnęła za siebie, odsuwając spomiędzy pośladków cienki materiał majteczek otwierając mu drogę do swojego wnętrza

 —  nie miał jeszcze doświadczenia, lizał mnie jak pies, ale czułam się wspaniale… Piotruś, pokaż jak mógł mnie lizać… —  opuściła lekko pośladki ułatwiając mu zadanie, miętosząc jednocześnie jego woreczek. Nie trzeba mu było powtarzać. Wygłodzony, niezaspokojony od miesięcy, trzymany na granicy spełnienia i upokorzenia wpił się między jej wargi. Jej intensywny, kobiecy smak, widoczny na brzegach śluz, smak potu po całym dniu i nagromadzonej w majtkach kremowej esencji podniecenia uderzyła niczym samochód w nic nie spodziewające się zwierzę. Miał wrażenie, że dostanie orgazmu przez język.

—  Boże, Piotrek! Uwielbiam kiedy twój sprytny język penetruje moją cipkę! —  Westchnęła głęboko w rozkoszy —  z penisem było nieźle, tylko, że ledwie czułąm gdy się we mnie poruszał. Ale przy lizaniu zawsze dochodzę! —  był dumny ile dla niej znaczą jego starania. —  Chcesz… Chcesz usłyszeć co było dalej…? —  Nieartykułowany jęk, który bardziej poczuła na kroczu niż usłyszała zachęcił do kontynuowania opowieści.

— Kiedy się ode mnie odkleił jedyne co mogłam zrobić to wziąć kilka oddechów, dopiero uczyłam się doznawać rozkoszy, ale wiedziałam, że przy nim odkryję wszystko… Odchodziłam już do zmysłów, kiedy uklęknął za mną i zaczął wpychać swojego ogroma w moją wąską cipkę… Wsuwał centymetr po centymetrze, nie zwracając uwagi na moje jęki, nie miałam szans nawet na chwilę ulgi, bo chwycił moje biodra i nie pozwolił uciec przed rozciągającym kutasem… Pokazał mi, że jestem jego, że rozepcha mnie wielkim kutasem a ja przyjmę go całego aż po jaja i będzie mi się to podobać! Nie zatrzymał się nawet na chwilę, wysuwał go całego i wsuwał aż do samego dna, a z każdym ruchem byłam coraz bardziej mokra i czułam jak fiut zbiera mój śluz i rozsmarowuje go na naszych biodrach! Boże, jak te wielkie jajka wspaniale obijały się o cipkę! —  obniżyła pośladki jeszcze niżej, klapiąc nimi rytmicznie o twarz Piotrka. —  O właśnie tak… Wtedy miałam pierwszy orgazm w życiu! Taki który zapamiętam na zawsze i którego nigdy nie miałam z tobą. Zacisnęłam się na nim, objęłam szczelnie każdy jego centymetr i wiedziałam, że wydoję jego jądra do cna! I zrobiłam to! Zaczął się spuszczać i nie mógł przestać!!

 Piotrek jęczał i łykał powietrze w szaleńczym rytmie obu dziurek ślizgających się tam i z powrotem  po jego twarzy .

— Oooch…!  Dałabym wszystko, żeby jeszcze raz czuć w cipie spuszczającego się Daniela! Czuć jak pompuje we mnie bez litości swoją spermę, która się nie mieści i cieknie po udach. Piotrek nawet nie wiesz, jak wtedy ciebie potrzebowałam, jak bardzo bym chciała, żebyś ssał tam na dole moją łechtaczkę i zlizywał moje soki! —  zebrała pełne usta śliny i splunęła na penisa Piotrka wbijając mu jednocześnie dupę w twarz i ujeżdżając ją dziko. Nachyliła się na łokciach, szarpiąc jajka jedną ręką, waliła mu solidnie drugą. Jęczała głośno.

— Boże Piotrek, chyba dojdę! Wyliżesz mi…  Wyliżesz nasze soki??? —  odpowiedział jej głuchy jęk tłumiony mokrymi pośladkami. Gwałtownie oderwała biodra od jego twarzy i wypuściła z ręki niemal sinego od podniecenia penisa. Zdezorientowany zachłysnął się nagle dostępnym powietrzem. Usłyszał jej głos na swoimi biodrami, który był jednocześnie prośbą, stwierdzeniem i rozkazem.

—  Chcę, żebyś wsadził mi język do cipki, zrobisz to dla mnie??

— Tak! — wydyszał ,a serce waliło mu jak młot, szumiało mu w uszach…

— Wyliżesz do czysta moją przeruchaną cipkę?! —  chciał sięgnąć językiem w górę, ale odsunęła się lekko.

— Dorota, proszę cię! —  zajęczał łamiącym się głosem.

— To poproś! —  powiedziała stanowczo i bez wahania w głosie

— Błagam, daj mi wylizać swoją użytą cipę! —  krzyknął odchodząc od zmysłów.

— Chcesz mojej wypełnionej cipki w swoich ustach??

— Tak, proszę daj mi ją, już dłużej bez niej nie wytrzymam! —  wróciła do szaleńczego ujeżdżania jego twarzy. Splunęła znów na jego sterczącego fiuta i zaczęła go walić ze wszystkich sił. Piotrek też dawał z siebie wszystko. Jego język dokładnie omiatał jej szparkę i dupcię, nie omijając żadnego punktu. Czuła, że gorąco rozlewa się po całym brzuchu i plecach, a sutki niemal się iskrzą.

— Tak, tak, czuję jak wylewam do twoich ust!! —   Zacisnęła mocno powieki i usta, żeby nie wydać dźwięku i nie okazać mu śladu orgazmu który właśnie przetaczał się przez jej ciało.

Dziki wrzask dobiegający spomiędzy jej ud przywrócił ją do rzeczywistości. Otworzyła oczy w momencie kiedy wystrzelił pierwszą strugę spermy, dosłownie centymetry od jej twarzy. Tak bardzo chciała jej skosztować, ale wiedziała, że nie może, jeszcze nie na tym etapie planu…Piotrek rzucał się konwulsyjnie, a jego fiut nie przestawał lać. Od momentu kiedy zaczęła liczyć fiut oddał co najmniej pięć strzałów. Kiedy przestał i zwiotczał spojrzała na pobojowisko które prezentowało się na jego brzuchu. gęste kałuże nasienia spływały powoli po jego bokach…

Usiadła obok jego głowy i zataczała delikatne linie po półżywym penisie.

— Dziękuję ci Piotruś, było mi bardzo przyjemnie…. — napotkała jego niewidzący wzrok, nie doszedł jeszcze do siebie. —  Wspaniale się spisałeś… Potrafisz dać swojej kobiecie to na co zasługuje… Niezależnie od tego ile będzie trwał twój… Problem, będę przy tobie… Wiesz, kiedy opowiadałam ci o moim chłopaku… Jeszcze nigdy nie widziałam cię takiego podnieconego i sztywnego…. Pierwszy raz spuściłeś się tak obficie…

Tuliła go do piersi głaszcząc czule.

— Pomogę ci, będę opowiadać.. co robiłam, co będę robić z innymi mężczyznami…

Były to ostatnie słowa które usłyszał. Wydawało mu się, że ich sens powoli do niego dociera i będzie musiał później to przemyśleć. Ale odruchowo zgodził się mrucząc półprzytomnie “tak”, po czym zasnął kamiennym snem…

72
9/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9/10 (1 głosy oddane)

Z tej serii

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.