Nieposkromione marzenia (VI) - Efekt motyla

27 marca 2026

Opowiadanie z serii:
Nieposkromione marzenia

55 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

Tydzień temu Dorota była uczestnikiem sytuacji której nie zrozumiała. Naburmuszony dyrektor wszedł do jej gabinetu i kładąc stos papierów na biurku, pytając co zamierza z tym zrobić. Kompletnie nie wiedziała o czym dokładnie mówi i czego oczekuje, ale ton i postawa nie pozostawiały złudzeń, że nie zamierza wyjść dopóki nie uzyska odpowiedzi. Była na tyle ostrożna, że o nic nie pytała, tylko bez słowa wzięła się za przeglądanie dokumentów. Zrobiło jej się ciepło kiedy okazało się, że sprawa dotyczyła szemranego szkolenia dyrektora na którym ugrał na lewo dobre kilkadziesiąt tysięcy złotych i które tak nierozważnie wyciągnęła na wierzch. Od momentu tamtej pyskówki obmyślała w głowie plan jak wyprostować ten oczywisty przekręt, ale nie była w tym momencie przygotowana… Ostrożnie zaczęła wypytywać.

— Dyrektorze, to nasze szkolenie… to oficjalne… było tylko dla naszych pracowników? — spytała ostrożnie widząc jego zagniewaną i napiętą minę.

Oczywiście oczekiwał, że sprawa zostanie szybko i bez jego udziału zamieciona pod dywan, ale oboje wiedzieli, że musi mieć minimum informacji, żeby zrobić coś z niczego.

— A jak pani myśli? — Spytał lodowato.

— Myślę, że jeżeli uczestniczyły tylko osoby na etatach, to mówimy o szkoleniu dla pracowników. Na umowie widzę, że organizatorem jest hotel.

— Widzi przecież pani kto wystawił fakturę. — Jego nadąsany ton był strasznie irytujący, jakby to on próbował wyciągnąć ją z gówna, a nie na odwrót. Próba siła trwała nadal, choć niestety, to ona było w potrzasku.

— Nie widzę tutaj regulaminu szkolenia. Ktoś je w ogóle zrobił? — Spojrzał na nią zaskoczony. Było to jej pierwsze i małe zwycięstwo.

— Nie… Nie wydaje mi się. Pierwsze słyszę o regulaminie dla szkolenia wewnętrznego!

— Właśnie sobie myślę, że to nie było szkolenie wewnętrzne, tylko inwestycja w podnoszenie kompetencji personelu, a wykonane przez zewnętrzną firmę.

Patrzył na nią zaskoczony, nie do końca rozumiejąc do czego zmierza Dorota.

— Usługi hotelowe są na osiem procent VATu, szkolenia na dwadzieścia trzy. Przy kosztach imprezy podamy cenę netto. Jeżeli ktoś doda ten  wyższy VAT, to uzasadni to dlaczego w przeliczaniu na pokój wyszło znacznie drożej niż cena w ofercie hotelu. Zrobię regulamin szkolenia, który stwierdzi, że fakt zapisania się na szkolenie jest jednoznaczny z jego akceptacją. W treści będzie dokładnie opisany przebieg szkolenia, więc nikt nie będzie miał wątpliwości. Jedyne co pan musi zrobić to wykasować zdjęcia ze swojej strony szkoleniowej. Ja dodam do sprawozdania wycięte zdjęcia samych wykładowców z pańskiego kursu. Twarze i hotel w tle będą się zgadzały. O ile nikt nie będzie grzebał w stawkach VAT i dokopywał się kto jest właścicielem firmy szkoleniowej, to Holendrom nawet nie przejdzie myśl, żeby to rozkładać na części pierwsze.

Do dyrektora chyba dotarło, że pożar koło jego dupy został właśnie ugaszony. Widocznie się rozluźnił, ale pilnował się ze wszystkich sił, żeby się nie uśmiechnąć, czy, o zgrozo, okazać jakąkolwiek wdzięczność. Z wyuczoną, obojętną miną pokiwał jedynie głową, zebrał dokumenty i wyszedł.

Od tego zdarzenia minęło już trochę czasu i dochodziła połowa kolejnego miesiąca. Dorota czuła, że firma zaczyna oswajać się z jej nową rolą i jej polecenia nie były już sprawdzane po dwa razy, czy wręcz ignorowane, tylko coraz częściej wykonywane. Tym bardziej, że wszyscy widzieli, że bardzo dobrze wiedziała co ma robić. Starała się być dokładna jak to tylko możliwe, i uważać nawet na najmniejsze błędy. Wiedziała, że jeszcze przez długi czas będzie stąpać po kruchym lodzie zanim jej pozycja się ustabilizuje, o ile w ogóle… Historie takie jak jej zdarzają się raz na milion i nie zawsze kończyły się dobrze, była więc tym bardziej zdeterminowana, żeby wyciskać tą sytuację jak najmocniej i jak najdłużej. Problem był tylko jeden. Nadal nie dostała wypłaty. Po ostatniej awanturze wszystko wróciło na swoje miejsce, jak gdyby nigdy nic… Potem ta sytuacja z dokumentami przyniesionymi przez dyrektora… Nie miała pojęcia co to oznacza. Wygrała? Przegrała? Była na tyle zmęczona zastanawianiem się, że ostatecznie poddała się i wyrzuciła te myśli z głowy. Będzie co ma być.

Jakby tego było mało, jej dodatkowym zajęciem było też dbanie o Piotrka. Przez te lata żyła sama, teraz do tej przedziwnej samotności doszła opieka nad własnym mężem… Co prawda czuła, że przestał powoli stawiać opór, że wie co dla niego dobre. Był na nią zdany w tak niezwykle intymnej i  delikatnej kwestii. Poczuła się też… pewniej w rozmowie z nim. Była jedyną osobą w ich związku, która mogła przejąć stery i było to oczywiste dla obojga. Ale wraz z odpowiedzialnością przychodzi decyzyjność, a to był świat, który Piotrek rozumiał, albo powinien rozumieć. Zaczął rzadziej wdawać się w niepotrzebne dyskusje, udowadniać jej różne rzeczy, walczyć o rację i pozycję, jakby ich małżeństwo było areną, gdzie może być tylko albo zwycięzca albo przegrany. Jego zachowanie pokazywało, że zaczyna powoli akceptować jej przewodnią rolę. Dawało jej to pewną przewagę, ale z partnerskiego związku, którego zawsze pragnęła, tworzyło konkurencję w przeciąganie liny.

Nie mogła też zrozumieć co dzieję się z nią samą. Po tych w perypetiach w pracy, po tym jak jej obowiązkiem stało się penetrowanie męża, otworzyła się w jej ciele jaka zapadka… Nie mogła się uwolnić od erotycznych snów, jej myśli wciąż krążyły wokół seksu. Kilka razy przyłapała się na tym, że patrzy na innych ludzi zastanawiając się jakby to było kochać się z nimi… No i kilka razy okazało się, że mimowolnie zaczęła się uśmiechać raz nawet ktoś do niej zagadał biorąc jej zachowanie za zaproszenie do flirtu. Wtedy spanikowała i  poszła w drugą stronę bez słowa, ale w nocy czekała tylko aż Piotrek zaśnie i masturbowała się intensywnie na myśl tego bezimiennego mężczyzny, który w bramie wypełniał jej wypiętą dupą swoim pokaźnych chujem… Orgazmy, które kiedyś rozluźniały ją na kilka dni, teraz, mimo, że intensywniejsze jeszcze bardziej zwielokrotniały jej pożądanie. Nawet kiedy doprowadzała się po kryjomu do czterech czy pięciu, wciąż czuła niedosyt. Może, gdyby robiła to w pełnym świetle, mogąc krzyczeć i rzucać się po łóżku, jeden, czy dwa orgazmy znowu starczyłyby na dłużej?

Upomniała się w myślach na to niepotrzebne rozproszenie i zignorowała powiadomienie, które przyszło na jej telefon. Zachowywała się profesjonalnie i z prywatnego telefonu korzystała tylko w czasie przerwy. Kiedy nadeszła przerwa, poszła do aneksu podgrzać jedzenie w mikrofalówce. Czekając zaczęła odpisywać na wiadomości. Szczególnie zaciekawiło ją jedno powiadomienie… Spojrzała na nie niedowierzając. Przestraszona schowała gwałtownie telefon do kieszeni i rozejrzała się wokół. W biurze kręciło się kilka osób, ale w pomieszczeniu była tylko z główną księgową, która otaksowała ją chłodnym, nienawistnym wzrokiem i z zaparzonym rumiankiem wyszła do swojego gabinetu. Spojrzała na telefon jeszcze raz… Upewniła się właśnie skąd ten wzrok księgowej. Odruchowo wybrała kontakt do Piotrka, choć sama nie wiedziała co chce napisać… Po chwili zastanowienia wysłała wiadomość— “o siedemnastej widzimy się w Ramen House w centrum, mam ważna sprawę, przyjedź koniecznie!”.

Starała się ze wszystkich sił powstrzymać rozpierającą ją radość i nie dać nic po sobie poznać. Zjadła powoli obiad, starając skupić się na każdym kęsie, byle tylko się nie uśmiechnąć. Po powrocie do swojego biura zasłoniła rolety i usiadła ze złożonymi rękami na których położyła głowę. Uśmiechnęła się szeroko, starając się roześmiać. Po tych wszystkich latach… Musi od nowa uczyć się jak układać usta do śmiechu. Poczuła jak kumulowany z każdym dniem strach i niepokój odpadają od jej ciała jak topniejące bryły błota, jak może się w końcu wyprostować bez uczucia napięcia.

Wygrała. Póki co, wygrała. Jeszcze tylko parę godzin do końca pracy. Chociaż… Sam dyrektor powiedział, że czas pracy ma nienormowany? Cóż, skorzysta ze swojego cholernego prawa i ostentacyjnie wyjdzie w środku dnia.  Zamówiła taksówkę, zamknęła służbowego laptopa i zrobiła sobie małą kawę. Kiedy sms zaprosił ją do czekającego auta włożyła swój znoszony płaszcz i dumnie przedefilowała przed pracownikami w stronę wyjścia.

Piotrek odebrał sms podczas oglądania jakich głupot na youtubie. Kilka dni temu wpadło mu jakieś gówniane zlecenie, ale było tak żałosne, że nie mógł się za cholerę za nie wziąć. Fakt, że zajmie mu kilka godzin, deprymował go, przypominał o jego nowym miejscu na świecie… Bolało cholernie. Może nie jak nóż wbity w brzuch, ale jak uciążliwy, nieleczony ząb, który boli tak długo, że człowiek się przyzwyczaja i przypomina sobie o nim kiedy uderzy z całą mocą.

 Godzina siedemnasta, Ramen House… Westchnął ciężko, usiadł do komputera i wziął się za pracę. Skończy akurat tak, żeby być chwilę po umówionym czasie na spotkaniu, tylko po to, żeby móc powiedzieć, że przy pracy stracił poczucie czasu. Mierziło go to udawanie, ale ze wstydem przyznawał, że potrzebuje tego, żeby utrzymać resztki szacunku dla siebie.  Kiedy nadszedł czas , przebrał się w świeże ubrania. Kiedy stał w łazience spojrzał na siebie w lustrze po raz pierwszy od dawna. O kurde… Wyglądał na jakiego robola z budowy, mimo, że zęby miał w komplecie… Obwisły brzuch wystawał lekko spod spranego T-shirtu.  Ramiona był cienkie i nijakie, jego postura przypominała mu  kształtem kasztanowe ludziki, które majstrowali na plastyce w podstawówce. Rzadkie kłaki zarostu wyrastały plackami to tu, to tam, na obrzękniętej twarzy. Poczuł obrzydzenie do samego siebie. Wziął szybki prysznic, chciał się ogolić, ale nie miał swoich maszynek, pożyczył więc jedną od Doroty. Skropił się resztką perfumy, którą od miesięcy nie używał i przejrzał się jeszcze raz. Wyglądał zdecydowanie lepiej, choć w porównaniu do przeszłości, wciąż dramatycznie słabo… Wyszedł na przystanek autobusowy i po kilkunastu minutach dotarł do centrum handlowego. Wjechał schodami ruchomymi na ostatnie piętro. Postanowił, że zamówi sobie ryż z podwójną porcją mięsa. Stanął w drzwiach umówionej knajpy, zmrużył oczy i rozejrzał się po zatłoczonej sali. Doroty nigdzie nie było, może jeszcze nie dojechała, mimo, że było już po piątej. Rodzina z dziećmi robiła mały rozgardiasz przy stoliku, w głębi jakaś brunetka machała do kogoś za nim, starsza para machała na kelnera. Ponad głowami zgromadzonych szukał wolnego stolika, kiedy dotarło do niego jego imię.

— Piotrek! Piotrek! 

Zlokalizował znajomy głos i z zaskoczeniem stwierdził, że należy brunetki w niebieskiej sukience i skórzanej kurtce. Ewidentnie patrzyła na niego. Stał chwilę, ale kiedy zobaczył zapraszający gest ręką ruszył nieśmiało w jej stronę.  Dopiero kiedy podszedł na odległość kilku kroków z niedowierzaniem rozpoznał swoją żonę!

 — Dorota?! To Ty?!

Był w najprawdziwszym szoku. Miała kruczoczarne włosy, skrócone do ramion, ułożone w lekką falę. Na niezwykle  intensywną niebieską sukienkę miała narzuconą czarną kurtkę z prawdziwej skóry. Wyglądała jak modelka żywo wyciągnięta z katalogu. Kiedy podszedł do stołu wstała i pocałowała go mocno krwiście czerwonymi ustami. Z bliska nawet jej twarz wydawała się zmieniona, była jak… jak… Odmieniona, podobna do siebie, ale jakby rozpromieniona, gładka, pełna niespotykanej energii. Nie wiedząc jak się zachować, dosiadł się do stolika, gdzie stały już dwie parujące miski wypełnione zupą.

— I co? Jak ci się podobam?? — szczebiotała z szerokim uśmiechem, kręcąc głową i prezentując swoją nową fryzurę.

— Dorota, nie wiem co powiedzieć… Nie poznałem cię… co się stało? — to było jedyne co z siebie wydusił.

— Stwierdziłam, że dziś jest dobry dzień na zmiany. Kupiłam kurtkę o której marzyłam, zrobiłam sobie włosy tak, jak wcześniej nie miałam odwagi! Chyba nigdy nie czułam się taka szczęśliwa! Niby proste rzeczy, a od razu człowiek czuje się lepiej! Nie mogę się doczekać kiedy zaczniemy wybierać auto i mieszkanie, będę też musiała sobie skombinować jakąś porządną szafę!

— Jejku, Dorota, zwolnij! Słuchaj, cieszę się, że zdecydowałaś się na zmiany, wyglądasz, wow, oszałamiająco… Tylko ja jeszcze nie znalazłem tej, no… „normalnej pracy” o której rozmawialiśmy. Myślę, że niedługo coś złapię i wtedy możemy sobie zaplanować kiedy….

— Piotruś, to już nieaktualne, chrzań tą pracę! — zaskoczyła go całkowicie. Patrzyła się tylko w niego swoimi maślanymi oczami jakby postradała zmysły. Zaniepokoił się. Czy je się coś poprzestawiało w głowie??

— Dorota… O czym ty mówisz??

Uśmiechnęła się z zaciśniętymi ustami jak przedszkolak, który nie umie się doczekać, aż wyjawi niezwykły sekret. Odwróciła się do torebki szukając w niej czegoś. Piotrek zauważył, że też była nowa,  i o ile się na tym znał, nie była tania. Wyciągnęła komórkę i szukając czegoś na telefonie zerkała na niego znad ekranu.

— Pokażę ci coś. O! Popatrz.

Odwróciła komórkę i przesunęła w jego stronę. Spojrzał na wyświetlaną aplikację bankową. Na samej górze, na zielono jak zwycięski sztandar błyszczał przelew przychodzący. Ilość cyfr był tak przytłaczająca, że Piotrek musiał składać po jednej cyfrze, żeby odczytać wysokość kwoty. Czuł ekscytację i przerażenie, jakby odkrył w schowku pod umywalką pięć kilogramów kokainy.

— Dorota… to jest naprawdę?

— Tak!!! — nie kryła ekscytacji i piszczała jak nastolatka na widok swojego idola. 

— Przelali wszystko zgodnie z umową. Za zaległe trzy miesiące!!! 

— Przecież to jest…. —  jąkał się nieskładnie. 

— Tak Piotruś! — ściszyła głos do teatralnego szeptu — prawie czterysta tysięcy!!! 

— Dorota, ja nie wierzyłem, że to możliwe… 

— Wiem, że nie wierzyłeś. — powiedziała z nieukrywaną złośliwością w głosie — Okazuje się, że skoro powiedzieli A, to teraz muszą powiedzieć B.  Poza tym rozwiązałam dyrektorowi spory problem, więc jego tyłek jest kryty, moja pensja nie idzie z jego kieszeni, więc wszyscy są zadowoleni.

Wiedział, że właśnie złapali kurę znoszącą złote jaja, że jeżeli tylko tego nie roztrwonią, to w krótkim czasie będą mogli się ustawić na lata w przyszłość! Ich wszystkie dotychczasowe problemy, w ułamku sekund zostały utopione w morzu bogactwa… Wiedział to wszystko, ale i tak żal i rozgoryczenie wypełniły go po brzegi… To miała być jego przyszłość, jego! Którą on stworzy sam, swoimi rękami, gdzie wszyscy wokół mu będą zazdrościć, podziwiać go, chcąc być tacy jak on, a Dorota, wpatrzona jak w posąg będzie stała u jego boku… Nie dotarł do celu… Dorota wzięła go pod pachę i zaniosła go tam, bez jego udziału, a może wbrew jego woli… Czy to możliwe, żeby ból był tak duży,  kiedy najbliższa osoba zrealizuje za ciebie twoje marzenia…?

Dorota zaczęła opowiadać o swoim planie prostowania delegacji w pracy, ale nie był w stanie jej słuchać. Skupił się na jedzeniu, i tym jak pikantne przyprawy niemiłosiernie pękły go w usta. Ten ból nieco odsuwał żal na plan dalszy. Zamieszał łyżką w misce.

— Tu nie ma mięsa? — zapytał spokojnie.

Dorota zaniemówiła nie wiedząc, czy naprawdę to była jedyna jego reakcja na jej opowieść.

— Co?

— Ta zupa, jest bez mięsa?

Odpowiedziała dopiero po chwili.

— Tak. Wzięłam ci wegetariańską, żebyś dietę też miał zdrowszą.

Ponownie zaczął jeść, co uznała za koniec tego wątku i wróciła do swojej opowieści.

— Ufff… No i tak to właśnie wyglądało. Myślę, że mam czas do końca roku, a później zaczną się podchody.

— Dlaczego? — zainteresował się autentycznie.

— Na razie wszyscy są wystraszeni i wolą mnie nie ruszać. Na koniec roku będzie kontrola z centrali, więc do tego czasu pewnie zrobią jakiś ruch. To chyba nierealne, żeby było 4 zastępców i ja, dublująca ich pracę za astronomiczną kasę. Tego nie da się uzasadnić w razie kontroli. W każde podsumowanie kosztów pokaże, że wzrosły one diametralnie. Będę musiała coś wymyślić, ale do tego trzeba się przygotować.

Jej słowa zabrzmiały nieco złowieszczo… Co zamierza zrobić? Przygotować się do czego?

— Dorota, co ty planujesz? — zapytał z obawą.

— Nie martw się tym na razie. Jak się zdecyduję, na pewno ci powiem. Boże, nawet nie wiesz jaka rozpiera mnie teraz energia! Aha! Niech ci się nie wydaje, że zapomniałam, wiem, że dzisiaj jest też twój dzień!

— Co? — nie zrozumiał jej w pierwszym momencie.

— Muszę cię dzisiaj wydoić, pamiętaj, że mamy to robić regularnie.

 Skulił jak tylko mógł. Miał wrażenie, że oczy całej knajpy zwróciły się w jego stronę. Poczuł, że się rumieni i dodatkowo go to zawstydziło. Nie cierpiał tego określenia, był poniżające, niemęskie i tym bardziej bolesne, że doskonale oddawało charakter tej czynności…

— Dorota! Ciszej! — Syknął gniewnie, choć bardziej sprawiał wrażenie spłoszonego.

— Kochanie, uspokój się… Nikt się tobą nie interesuje, wszyscy są zajęci swoimi sprawami.

Poczuł to ukłucie bardzo wyraźnie. Być może chciała tylko go uspokoić i się wytłumaczyć, ale mimo wszystko zabolał. Nie odważył się rozejrzeć, żeby sprawdzić czy ma rację.

— Ja już więcej nie zjem… Wracajmy do domu. Będziemy mieli co robić! Zrobię ci wersję premium, hahaha!

— Brrr, nie cierpię tej nory! — aż zadygotała z obrzydzenia kiedy stanęli w swoim mieszkaniu. Piotrek rozejrzał się. Teraz, kiedy mieli ogromną sumę na koncie wynajmowane, zapuszczone mieszkanie momentalnie wydało się ciasną i cuchnącą klatką.

— Piotrek, tu się nie da mieszkać. Ja nawet nie mam gdzie odłożyć ciuchów, które mam na sobie! One są więcej warte, niż te rozpadające się meble! Musimy się przeprowadzić. Poszukaj nam jakiegoś ładnego mieszkania na tym swoim laptopie, a ja skoczę się odświeżyć. 

Mimo, że był w podłym nastroju to z zadowolenie usiadł przed komputerem, który był jego ucieczką od tej szarej, dosłownie i w przenośni, rzeczywistości. Zaczął szukać nowych i dużych mieszkań blisko centrum. W tym czasie Dorota powtarzała swój mały rytuał, który tym razem bardziej irytował niż uspokajał. Patrzyła na brzydkie i odłażące kafelki, burą i rozklekotaną kabinę prysznicową i nagle poczuła obrzydzenie do swojego niedawnego sanktuarium. “Nigdy więcej dziadostwa!”, pomyślała targnięta silną emocją. Bała się zniszczyć swoich nowych, pięknych i drogich ubrań, więc z największą starannością złożyła je z powrotem do oryginalnych toreb. Obmyślała już mieszkanie swoich marzeń, z ogromną łazienką i jednym pokojem przeznaczonym tylko na swoją garderobę. Już niedługo!

Wyszła z łazienki w nowym komplecie bielizny. Widziała w lustrze, że wygląda szałowo postanowiła to wykorzystać.

Piotrek zauważył ją już momencie kiedy tylko otworzyła drzwi. Zaniemówił nerwowo przełykając ślinę.

— I jak tam, znalazłeś nam jakieś nowe gniazdko? — Zapytała figlarnie wysuwając swoje bioderko zakryte jedynie cienkim sznurkiem materiał

— No, mam tu kilka fajnych gniazdek na oku…

— To cudownie! — zachichotała siadając mu na kolanach — pokaż!

Zapach świeżo ściętych włosów, i niemal nagiej skóry zadziałał piorunująco na jego zmysły. Przeglądała kolejne ofert i kręcąc pupcią ugniatała jego rosnącego członka, którego starania  by dostać się do jej szparki wydawała się ignorować. Jego przepełnione jądra wręcz bolały od gotującego się w środku nasienia. Z jednej strony chciał, żeby ta przyjemna chwila trwała nadal, z drugiej chciał już w końcu poczuć ulgę i wytrysnąć, nawet jeśli ceną miało być penetrowanie jego tyłka. Słodka tortura trwała nadal i po dłuższej chwili doprowadziła go na skraj wytrzymałości…

— Dorota, błagam, ja już nie wytrzymam!

— Oj proszę, obejrzymy jeszcze to jedno mieszkanko…

— Nie o to chodzi… — miał wielką nadzieję, że nie będzie musiał tego mówić, ale jej pytające, niewinne spojrzenie nie pomogło mu. Kontynuował drżącym głosem — ja nie wytrzymam dłużej… Jajka mi zaraz pękną, proszę, zajmij się moim tyłkiem… pozwól mi dojść…

— Oh, o to ci chodziło! Naprawdę, się tak podnieciłeś? Daj sprawdzić! — przesunęła się lekko na jego kolanach i zaczęła masować jego krocze. — O! Faktycznie wygląda jakby zamierzał wstać!

Był tak zdesperowany, że puszczał mimo uszu jej uszczypliwe uwagi. Wstała i usiadła na nim okrakiem, niemal wpychając mu biust w twarz i dociskając się majteczkami do jego wypełnionych w kroku dresów. Nie uszło jej uwagi rosnąć ciemna plama w miejscu gdzie zapewne był główka jego penisa. Postanowiła w pełni wykorzystać swoją przewagę i zaczęła kołysać biodrami tak, jakby go właśnie ujeżdżała…

— Więc mówisz kochanie… że masz wielką ochotę… na zaznanie odrobiny spełnienia… czy tak…?

— Tak! Bardzo! Dorota, błagam cię, ja dłużej już nie dam rady!

— Oj tam, oj tam… Pięć minut temu też tak mówiłeś, a teraz popatrz? Możesz sobie całować moje piersi… no dalej, całuj! — szybko zsunął jej stanik uwalniając dwie dorodne i cudnie pachnące bułeczki wpijając się w nie łapczywie — Bardzo dobrze… ocieram się swoją cipką o twojego uroczego małego peniska i tylko cieniutki materiał nie pozwala… żebyś mi go wsadził do środeczka…

Odurzony od jej zapachu zaczął się mocować ze swoimi spodniami. Chwyciła go delikatnie, ale stanowczo za ręce i przycisnęła mu do brzucha. Zaprzeczyła delikatnym ruchem głowy nie przestając się drażnić jego krocza.

— M-m, nie możesz… pamiętasz? — patrzył na nią błagająco, niemal służalczo, ale nie znalazł wyrozumiałości w jej oczach — moja cipka nie jest dla ciebie… rozumiesz?

Wyraźnie zaakcentowała ostatnie słowo.

— Rozumiem… — odpowiedział z ogromnym żalem.

— Ale za to jest… jeden sposób… żeby nieco ci ulżyć, pamiętasz jaki? — teraz dołączyła koliste ruchy bioder, czując jego zbierającą się wilgocią nawet przez swoją bieliznę. Była niewypowiedzianie zachwycona władzą i wpływem jaki może wywrzeć na swoim Piotrku. Po tych wszystkich latach…

— Tak — odparł cicho.

— To dobrze… wystarczy, że poprosisz… — teraz, wraz z każdym słowem napierała na niego mocnymi, długim ruchami…

— Dorota, proszę zrób mi to…

— Nie zamierzam nic zrobić dopóki mi sam nie powiedz…

Tej tortury było już za wiele. Kiedy tylko otworzył usta drżący głos sam uwolnił się z gardła.

— Błagam! Dorota, wsadź mi paluszki w tyłek i wypalcuj mnie, tak bardzo chcę cię poczuć w środku, wyruchaj mnie, proszę!

Pocałowała go namiętnie wpijając się językiem w jego usta. Jęknął od napływu rozkoszy.

— Skoro tak bardzo tego pragniesz… chodź…

Wstała i pociągnęła go w stronę kanapy, na której rozsiadł się, gdy pchnęła go lekko. Klęknęła przed nim. Założony stanik wciąż był zwinięty pod jej dekoltem i było jej niewygodnie, miała natomiast świadomość jak bardzo unosi i eksponuje jej piersi w pokoju oświetlonym jedynie blaskiem ekranu. Masowała go od kolan, przez pachwiny, aż do brzucha, dokładnie unikając jego najwrażliwszego miejsca. Po kilku ruchach wsunęła dłonie pod jego koszulkę i wracając zahaczyła palcami o spodnie i majtki ściągając je w dół. Uniósł niecierpliwie biodra, żeby jej pomóc. Spojrzała na uwolnionego penisa i obdarowując go pożądliwym i czułym wzrokiem, chwyciła palcami wskazującymi i kciukami jego penisa i jądra u samej nasady. Jęknął przeciągle.

— Hmmm… Miałam nadzieję, że będzie choć trochę większy… chociaż troszeczkę…

Nie odpowiedział, skupiony jedynie na dotyku jej palców.

— Czasami… Czasami, kiedy się kochaliśmy, wyobrażałam sobie, że jest znacznie większy, że wypełni każdy zakamarek mojej cipki… Ale myślę, że jeszcze zakosztuję penisa, który wypełni mnie naprawdę…

Zanim zdążył zareagować chwyciła jego jądra, penisa i zaczęła z wyczuciem pieścić.

— Aaa… Boże…! Dorota…! — Jęczał z odchyloną głową a obraz tłustego fiuta wypełniającego szczelnie cipę jego żony wirował mu przed oczyma. Wyobrażał sobie jak jej zaróżowione od podniecenia piersi podskakują w rytm jej tłoczonej cipki.

— Zdaje się, że coś ci obiecałam… — Dokładnie pilnowała poziomu jego podniecenia. Puściła go i sięgnęła do szafki obok z której wyciągnęła lateksowe rękawiczki, oraz tubkę żelu. Dokładnie i bez pośpiechu wsadzała w czarny, śliski i opinający materiał  swoje palce, które teraz wydawały się jeszcze bardziej smukłe i zmysłowe. Piotrek patrzył to przestawienie jak zahipnotyzowany i pomyślał, że w tym momencie jest w stanie zgodzić się na wszystko, czego tylko zażąda byle tylko zaznać od niej choć odrobiny rozkosznego dotyku.

— Rozłóż nogi tak, żeby było mi wygodnie. — Zrobił jak kazała, ale nie była zadowolona. — Nie, nie tak. Dźwignij je do góry i przytrzymaj rękami do boku, jak na fotelu ginekologicznym.

Spojrzał na nią z zaskoczeniem i lekką dezaprobatą, ale jej wzrok nie pozostawiał  wątpliwości co do jego obiekcji. Dźwignął nogi tak, jak kazał i przytrzymał je pod kolanami. Patrzył spomiędzy nich, ponad swoim obolałym z podniecenia fiutem na swoją wyraźnie zadowoloną żonę, która wyciskała powoli żel na palce. Powoli rozsmarowała go po całej okolicy którą zamierzała się zająć. Od odbytu aż do główki penisa. Robiła to bardzo powoli, celowo przedłużając jego słodkie cierpienie i szalejące podniecenie.

Kiedy już całe jego krocze było pokryte śliskim żelem i nawet najmniejszy podmuch powietrza wzbudzał w nim dreszcze, poczuł jej palec kreślący subtelne kółeczka wokół jego wstydliwej dziurki. Podniecenie wylewało się z jego bioder i czuł je teraz nawet w klatce piersiowej. Nagły prąd który przebiegł po jego kręgosłupie oznajmił, że właśnie wprowadziła w niego palec i to po sam koniec. Czuł jak napiera ręką wokół ciemnej skóry a koniuszek jej palca pieści szorstką powierzchnię prostaty. Odchylił głowę do tyłu i oddychał ciężko. Powoli wysuwała się całkowicie i wsuwała na ile starczyło jej palca. Nałożyła dodatkową porcję żelu i tym razem bardzo powoli wsunęła dwa naraz. Ostrożnie i z wyczucie posuwała się w głąb jego tyłka, pilnując, nie tylko, żeby nie sprawić mu bólu, ale żeby przyzwyczaić go do przekraczania kolejnych granic i trzymać w skrajnym napięciu którym będzie mogła go kontrolować… 

To wrażenie przeważyło wszystko. W momencie zaczął głośno jęczeć, wzdychać i sapać. W tej niewygodnej pozycji starał się wypychać biodra jak mógł, byle tylko przyjąć penetrację żony jak najgłębiej, był w stanie zrobić teraz wszystko, byle tylko osiągnąć upragniony orgazm… Z jego penisa wypływały kolejne, maciupeńkie porcje płynu nasiennego, które zaczynały już tworzyć widoczną kałużę na jego podbrzuszu.

Dorota patrzyła na swojego bezbronnego, nagiego i skomlącego męża, który z rozłożonymi nogami,  kroczem wydepilowanym niczym kobieta błagał by posuwała mocniej jego dupę. “Wygrałam”, pomyślała, “to jest ten moment, od kiedy mogę już zrobić wszystko co zechcę”… Delektowała się chwilą władzy, dominacji i trzymania cudzego życia w garści, czuła jak ten narkotyk wypełnia jej żyły powodując prawdziwą ekstazę. Kontrolowała swoje subtelne ruchy, i śmiała się w duchu widząc, że najlepsze efekty daje masaż jak w przypadku stymulacji punktu G. Była ciekawa jak zareagowaliby ci szowinistyczni mężczyźni gdyby pokazać im, że ich dupy reagują tak samo jak cipki… To zmiażdżyło by ich cały światopogląd a z niejednego zrobiło łatwego dupodajka… Zawróciła myśli i skupiła się na samcu przed nią, który potrzebował, żeby go ułożyć i przywołać do porządku jeszcze raz.

Wraz z każdy jej ruchem jęczał, nie kontrolując się już zupełnie. Zastanawiała się, czy w tym stanie zgodziłby się, gdyby kazała mu zrobić loda innemu facetowi w zamian za pozwolenie na wytrysk? Zapisała w pamięci tą myśl na przyszłość, teraz musiała się postarać, żeby osiągnąć swój cel. Zatrzymała swoje palce i drugą ręką chwyciła jego jądra pieszcząc je i naciskając. Ciągnęła je z wyczuciem w dół, a jej paluszki ześlizgiwały się po gładko ogolonej skórze moszny ciągnąc za skórę żołędzi napinając ją w niemal nieznośnym połączeniu bólu i podniety. Wiedziała, że jest w punkcie, gdzie może trysnąć w każdym momencie i nie może przeoczyć tego momentu. Już po kilku chwilach zabiegu który mu zafundowała jego penis drgnął spazmatycznie szykując się do wytrysku. Puściła jego jajka naciskając miejsce pomiędzy nimi a wypełnionym palcami odbytem. Piotrek jęknął znowu głośno, penis drgnął jeszcze trzy razy, ale nie trysnął. “Teraz!” pomyślała Dorota. Wznowiła palcowanie swojego męża szybszymi i ruchami, wykonując gest jakby kazał mu się zbliżyć. Jej mąż stęknął głośno i podniósł się patrząc szeroko otwartymi, zamglonymi oczami na swojego penisa. Po chwili powolnym strumykiem zaczęła z niego wyciekać dużą porcja wodnistego nasienia. Wraz z ostatnia porcją jego głowa opadła i zaczął głęboko wzdychać.

—  Brawo! Popatrz jak dużo wylałeś! —  powiedziała ucieszonym głosem, zdradzającym, że dokładnie wiedziała co właśnie zaszło…

—  Ufff… Tak, faktycznie, sporo… — Widział wyraźnie efekt jej starań, ale czuł gigantyczny niedosyt, który nie pozwalał się skupić i zaznać jakiegokolwiek odprężenia.

Z dumą na twarzy Dorota zaczęła ostentacyjnie ściągnąć rękawiczki. 

—  Poczekaj! —  zawołał zdenerwowany. Pomimo wytrysku ból w jądrach, napięcie i podniecenie niemal nie ustąpiły. Był zmieszany i nie wiedział co z tym fantem począć. Po raz pierwszy doznał zrujnowanego orgazmu.

—  Ja, ja jeszcze mogę, chyba dam radę jeszcze raz!

—  Piotruś, o czym ty mówisz? — zapytała słodkim, niewiedzącym tonem… —  Spuściłeś się przecież prawda? Kiedy jeszcze się kochaliśmy nigdy nie mogłeś go postawić dwa razy pod rząd.

Uwaga mocno ukuła jego męska dumę, wiedział, że w tym momencie nie można było uznać tego za celowe zdanie bólu, ale czuł inaczej…

—  Tak wiem, ale… Ale ja dalej jestem podjarany, jakby nic mi to nie dało!

—  Proszę cię! Przecież się postarałam! Popatrz tylko! —  Kontynuowała z wyrzutem.

—  Wiem, ale proszę cię, nie przestawaj…

—  Ech… Piotrek, ja też cię proszę… Ręka mnie już boli, a ten dzień nie był najłatwiejszy. Zostawmy to na jutro, wytrzymasz przecież. 

Zrzuciła rękawiczki na ziemię i kręcąc półnagim tyłeczkiem wyszła z pokoju rzucając w progu:

—  Posprzątaj po sobie, ja idę do łazienki! Obiecuję, że się jeszcze poprzytulamy w łóżku!

Z bolącymi jądrami i jeszcze bardziej pokiereszowaną dumą ogarnął pokój, wziął prysznic po tym jak Dorota zwolniła łazienkę i położył się obok niej w sypialni. Przytulanie było dalszą torturą. Bliskość, pocałunki i ocieranie się jej ciała doprowadzało go niemal do pomieszania zmysłów. Miał wrażenie, że mózg rozpadł mu się na kawałki i próbuje na powrót składać z niepasujących do siebie elementów. Obiecała mu, że jutro jak wróci z pracy to pomoże rozładować mu jego biedne jąderka. Tak powiedziała.

Niestety tak się nie stało. Wróciła z pracy bardzo późno, podenerwowana. Domyślił się, że korporacja otrząsnęła się z pierwszego szoku i zrobi to co potrafi najlepiej — zaszczuje ją tak, że w końcu sama się zwolni.  Nawet jego zwierzęcy mózg zrozumiał, że na pomoc przy  wytrysku nie ma co dzisiaj liczyć. Kolejny dzień był taki sam. Kolejnego weszła do domu ze łzami w oczach. Próbował dowiedzieć się co się stało, nie chciała mówić, jednak w pewnym momencie słowa wylały się same, ale nie te, których mógł się spodziewać jej mąż.

— Piotrek, musimy to w końcu zmienić. Kiedy żyliśmy z twojej firmy i wszystko kręciło się wokół niej i wokół ciebie, ja nie odezwałam się ani słowem. Ale teraz sytuacja się odwróciła. Wyciągnęłam nas oboje za uszy z bagna i teraz mam taką pracę, dzięki której możemy żyć jak nikt wokół. Ale to nie jest dane raz na zawsze. Może za parę miesięcy, może za rok, a może nigdy ktoś w centrali zacznie grzebać i wylecę z hukiem i zostaniemy z niczym. Nie jestem w stanie pracować i żyć za dwie osoby Piotrek. Muszę skupić się w stu procentach na tej pracy i wtedy jest szansa, że w końcu ustawimy się tak, jak to sobie wymarzyliśmy. Wystarczy, że ja będę pracował, bo twoje zlecenie tak naprawdę nic nam nie dadzą… Nie wymagam, żebyś to całkowicie rzucił, ale trzeba myśleć realnie i nie rozdrabniać się. Możesz to dalej ciągnąć, tylko pod warunkiem, że ja i moja praca będą w stu procentach zaopiekowane. Ale to zadziała tylko wtedy, kiedy zrozumiesz, że teraz to ty będziesz musiał mnie wspierać i usuwać mi przeszkody z drogi, rozumiesz? Twoje życie było jak curling, a ja latałam przed tobą z mopem i polerowałam twoją drogę w życiu. Teraz twoja kolej, żeby wziąć szczotkę do ręki i polerować moją. Jesteś w stanie to dla mnie zrobić? Tak jak ja robiłam to dla ciebie?

Patrzeć, rozumieć, działać — to Piotrek potrafił. Wyjść na środek, ukorzyć się, przeprosić i ze spuszczoną głową przyznać się do winy, by następnie wrócić do kąta — absolutnie nie. Dlatego wyznanie które wypłynęło z jego ust było torturą i przyznaniem się przede wszystkim wobec siebie. Patrzenie w oczy byłoby jednak czymś o wiele zbyt trudnym w tym momencie…

— Dorota… Nawet jeżeli tego nie okazuje, albo bronię się, żeby nie myśleć… To ja naprawdę wiem, co przeszliśmy. Nic nie cofnie czasu, nic nie jest w stanie wynagrodzić ci tego co zrobiłaś dla… dla nas. Ja… ja zrobię to co trzeba będzie, żebyśmy w końcu mogli normalnie i dobrze żyć. Nie wymagaj tylko proszę ode mnie, żebym zaakceptował i z uśmiechem przyjął ten stan, bo wiem gdzie miałem być, a gdzie jestem.

Ogromnie ucieszyło ją, że zgodził się na jej warunki, nawet, jeżeli trochę wbrew sobie. Poczuła jak ogromny głaz spada z jej serca, ale największy element był nadal do ułożenia — jego pełne i bezwarunkowe zrozumienie, bo tylko wtedy podporządkuje się w pełni. A przede wszystkim tego właśnie potrzebowała do swojego planu…

Krok po kroku, tydzień po tygodniu, dodawała mu obowiązków, wymagała rzeczy mówiąc wprost. A swoje zadanie dbania o jego penisa traktowała bardzo skrupulatnie samej decydując kiedy i jak zostanie potraktowany…

Kolejne kilka miesięcy przyprawiło ich oboje o zawrót głowy. Każdą wolną chwilę poświęcali na oglądanie aut i mieszkań. Co kilka dni Piotrek był dojony, penetrowany. Coraz rzadziej Dorota pozwalała mu na rozładowanie umęczonych jąder, a każda kolejna sesja bez spełnienia doprowadzała go do szaleństwa i granic wytrzymałości. Ilekroć prosił ją o te kilka ruchów ręką więcej odmawiała i tłumaczyła to zaleceniami lekarza…

Któregoś dnia  nie był już w stanie dłużej wytrzymać. Skończyła mu się cierpliwość i odczekał kiedy Dorota wyjdzie z mieszkania. Jak tylko usłyszał trzask drzwi odpalili ostre porno i przystąpił do trzepania. Miał pecha, bo chwilę przed wyjściem Dorota dostała pilnego smsa z pracy, zatrzasnęła drzwi z powrotem, usiadła w przedpokoju i zaczęła odpisywać. Dopiero po dłuższej chwili dotarły do niej odgłosy jęków i krzyków. Kiedy go nakryła ze spuszczonymi gaciami na potajemnej masturbacji zrobiła karczemną awanturę. Płacząc i przeklinając zrugała go jak burą sukę, wyzywała od zdrajców, zboczeńców i to po tym wszystkim co dla niego zrobiła. Zmusiła go żeby obiecał, że się to więcej nie powtórzy i że może się dotykać tylko w jej obecności. Jak zbity pies przepraszał za wszystko co zrobił, za to czego nie zrobił z resztą też…

Chodził więc poirytowany, niespokojny, z jądrami na granicy eksplozji. Jak na złość Dorota non stop się do niego tuliła, całowała się z nim, siadała na kolanach stymulując go bezlitośnie. Nie mógł spokojnie spać, bo kiedy w nocy zaczynał marzyć jego fiut wręcz ciekł od nawet minimalnego podniecenia. Leżąc spokojnie przypominał sobie jak Dorota palcuje go, penetruje zabawką i zastanawiał się co zrobić, o czym myśleć, żeby przy następnym zabiegu przekroczyć tą magiczną granicę i w końcu się spuścić, doznając błogosławionej ulgi…

Całymi popołudniami testowali drogie modele aut, które głównie prowadziła Dorota. Piotrek z niedowierzaniem patrzył jak jego spokojna i spolegliwa żona zamienia się salonach w pretensjonalną i arogancką, wiecznie niezadowoloną zdzirę. Sprzedawcy mający oko do drogich marek poznali się na jej ubraniach i skakali wokół niej jak lokaje. Pod pozorami uniżoności starali się z uśmiechem wcisnąć jej najdroższą możliwą opcję, licząc na piękną marżę. Kiedy po wielu próbach i utarczkach zdecydowali się na topową wersję Mercedesa GLC, Dorota postanowiła zrobić wykonać kobiecą histerię, ponieważ wybrała lakier, który w tym modelu nie występował, a  chciała go tylko dlatego, że pasował do jej ulubionego lakieru do paznokci. Postawiła sprawę na ostrzu noża do tego stopnia, że interweniujący kierownik salonu podał zaporową cenę w nadziei, że to skończy temat. Na jego nieszczęście Dorota zgodziła się i tym sposobem została właścicielką chyba jedynego w Polsce Mercedesa w tym kolorze. Na szczęście w wyborze mieszkania Piotrek miał już nieco więcej do powiedzenia.

Oglądali przede wszystkim duże apartamenty w centrum o zawrotnych cenach. Piotrek miał sporą wiedzę o rynku i cenach w poszczególnych dzielnicach, więc starał się tak przedstawiać Dorocie oferty, żeby nie powtórzyć historii z salonów. Po wielu prezentacjach trafili na wspaniałe, stumetrowe mieszkanie blisko korporacji Doroty. Piotrek widząc blask w oczach żony od razu zaczął dopytywać o szczegóły i sprawdzać każdy kąt w poszukiwaniu argumentu na obniżenie ceny.

— Piotrek, podoba mi się to mieszkanie!

Odwrócił się od właściciela mieszkania, poirytowany faktem, że odkryła się ze swoim zamiarem. Zacisnął zęby i kontynuował swoją tyradę.

— Kochanie, oglądaliśmy już kilka ładnych mieszkań, to jest jedno z wielu, mamy dużo czasu i możemy sobie pooglądać, może znajdzie się coś lepszego bo to tutaj ma niedopracowaną stolarkę okienną i chyba tam w rogu zbiera się wilgoć.

— Piotruś, skarbie, możesz proszę poczekać na dole? Chciałam zamienić z panem dwa słowa.

Spojrzała na męża wzrokiem świdrującym i nie znoszącym sprzeciwu. Uśmiechnął się, rzucił coś na odchodne, a jeszcze w drzwiach usłyszał jak mówi “przepraszam za męża.”.

Z teatralnym stukotem wysokich szpilek Dorota podeszła do niskiego, łysiejącego właściciela mieszkania. Zbyt duże ubrania wisiały na tym tyczkowatym człowieczku jak na wieszaku. Jego głowa sięgała ledwie powyżej jej  wyeksponowanego dekoltu z czego skwapliwie korzystał. Oderwał wzrok dopiero, kiedy zamachała mu telefonem przed twarzą. Poprawił okulary i spojrzał na wyświetlaną aplikację bankową z wpisaną  w przelew kwotą dwustu pięćdziesięciu tysięcy złotych.

— Spuści pan… — poczekała aż te słowa wybrzmią w każdym możliwym znaczeniu, po czym kontynuowała — dziesięć procent i przelewam panu dwieście pięćdziesiąt tysięcy w tym momencie. Proszę wpisać numer konta.

Facet zaczął się pocić i wiercić przerzucając wzrok to na telefon, to na jej cycki. Z ogromną satysfakcją poczuła, że po raz pierwszy ktoś wycenił jej biust na ćwierć miliona. Westchnęła i cofnęła rękę. Człowieczek skulił się i niemal wyszarpał jej telefon, wystukał uważnie numer konta, po czym go zwrócił. Dorota potwierdziła  transakcję, a radosny dźwięk obu telefonów obwieścił, że doszło do transakcji. Podpisali umowę, po czym Dorota z obcałowaną ręką zeszła na dół do auta.

— W czwartek idziemy do notariusza. — oznajmiła.

Piotrek aż podskoczył z wrażenia.

— Dorota! Przecież mogliśmy wyszarpać dobre parę procent! Gdybyś mi pozwoliła…

— Opuścił dziesięć procent. — Piotrek zastygł z otwartymi ustami.

— Widzisz kochanie, gadanie gadaniem, ale urok osobisty, też potrafi zrobić swoje.

Z kancelarii pojechali prosto do starego mieszkania, gdzie poza kilkoma torbami osobistych rzeczy nie zabrali nic. Starali się jak najdokładniej wymazać i zapomnieć ten epizod życia. Tylko ubrania i szczoteczki do zębów. W nowym, ogromnym, luksusowym i niezwykle komfortowym mieszkaniu wyglądali teraz jak koczownicy, albo zagubieniu turyści.

Kolejnym punktem był sklep meblowy, gdzie Dorota wybierała najładniejsze i oczywiście najdroższe rzeczy, które tylko wpadły jej w oko. Uśmiechnięta sprzedawczyni dopisywała kolejne zera do rachunku i prosiła o cierpliwość z powodu rozmiaru zamówienia.

— To może my pójdziemy na krótką przerwę a pani dokończy sobie swoje papierki, nie będziemy przeszkadzali, prawda Piotruś?

Pracownica z radością przyjęła jej ofertę i wskazała kącik z automatami. Podeszli do tego z kawą przy drzwiach wejściowych.

Dorota upiła większy łyk, skrzywiła się i zakrztusiła się, aż jej zaszkliły jej się oczy. Nie przestając kaszleć podała mu torebkę i swój plastikowy kubek — przewiesił ją przez łokieć, trzymając teraz dwa kubki, jak jakiś stojak. 

— Fuj! To chyba najgorsza kawa jaką w życiu piłam!

— Dokładnie! Smakuje jak kwas ze żwirem.

Kiedy się uspokoiła otarła delikatnie oczy i spojrzała w wystawową szybę.

— Cholera! Rozmazałam sobie oko! — rozejrzała się wokół.

— Chodź do łazienki, muszę sobie poprawić makijaż.

Nie czekając ruszyła za znakiem wskazującym kierunek do damskiej łazienki. Nie chcą wylać napojów Piotrek ruszył ostrożnie za nią. Zawahał się przed drzwiami i obejrzała się za siebie.

— Co tak stoisz? Chodź, wszystko mam w torebce.

— Dorota, to jest przecież damska toaleta.

— Och, proszę cię! Przecież w tym sklepie oprócz nas jest może z pięć osób. Nie przeżywaj, tylko mi pomóż!

Wszedł z lekkim ociąganiem. Dorota przyglądała się swojemu oku — z torebki na przedramieniu męża wyciągnęła chusteczkę i tusz. Doprowadzając się do stanu używalności nagle opadły ją wspomnienia do tego stopnia, że jej ręka zawisła nieruchomo centymetr od oka. Podziwiała tą dobrze ubraną i pewną siebie kobietę w odbiciu, która czuła się wyśmienicie w tym co miała, podziwiała jej pewność siebie w każdym ruchu.… Radość i entuzjazm podpowiedziały kolejny krok…

— Też masz plamę, weź się wyczyść.

— Co? — zaskoczony Piotrek zaczął się oglądać przed lustrem. Przecież to niemożliwe, widziałby gdyby sam się oblał kawą.

Rozglądał się dalej w poszukiwaniu zabrudzenia, kiedy stanęła za nim iwsadziła mu do spodni obie dłonie.

— Ej! Co ty robisz?! — zapytał podniesionym głosem. Chciał się uwolnić, ale zajęte kubkami ręce, a zwłaszcza obawa o zalaniu torebki Doroty skutecznie go powstrzymały. Odruchowo policzył ile musiałby na nią pracować i stwierdził, że nie warto.

— Wydaje mi się, że miałeś gdzieś tu małą plamkę… o tutaj… — Powiedziała dotykając i drażniąc paznokciem końcówki jego penisa przez majtki.

Westchnął lekko, a jego penis jak na złość zaczął szybko reagować na jej pieszczotę. Rozejrzał się lekko zaniepokojony.

— Dorota, a jak to ktoś wejdzie?

— To przeprosi i wyjdzie. Albo się dołączy. Hahaha! Nie bądź pipka, żartuję. O popatrz! Plamka robi się większa! Szkoda byłoby się tak pobrudzić…

Rozpięła mu spodnie, i uwolniła z majtek sztywnego już fiuta wraz z jajkami. Wciąż z zajętymi rękami wyglądał jak ostatnia oferma w jakiejś słabej komedii erotycznej. Powoli odstawił kubki, starając się ich nie rozlać, podczas gdy Dorota porządnie go już trzepała. Kiedy tylko to zrobił, przyśpieszyła maksymalnie.

— Podoba ci się? — szepnęła mu do ucha które lizała i podgryzała.

— Tak! Bardzo…. — dyszał, starając się skupić na jej cudownych dłoniach polerujących mu jajka i drążek…

— To może wytryśniesz dla mnie?

— Ale gdzie, tutaj? Do ręki? — Próbował poskładać myśli, bo pomimo, że nie pragnął teraz niczego bardziej niż orgazmu, to resztki przyzwoitości protestowały przed trzepaniem fiuta w kiblu supermarketu.

— Do mojej ręki na pewno nie — Dyszała mu do ucha. — Twoja sperma jest do niczego nie potrzebna… Możesz się spuścić do zlewu…

Dorota widziała, że jej dyszący mąż jest zadowolony mimo niesprzyjających warunków, ale nie wyczuła w nim tego napięcia, które szybko doprowadzi go do orgazmu. Postanowiła podać mu pomocną dłoń…

Wolną ręką opuściła mu spodnie do połowy ud i cofnęła się o pół kroku. Zebrała całą ślinę, którą miała na w ustach i wypuściła ją na palce. Piotrek zorientował się co się dzieje, kiedy rozsmarowała ją między jego pośladkami.

— Ej! Pojebało cię?! nie, nie nie! — krzykał, ale było już za późno, kiedy naraz wprowadziła w niego końcówki dwu palców.

— Aaa! Aa! — krzyknął kilka razy, ale za każdym razem ciszej i za każdy razem z większym podnieceniem w głosie.

— Tego ci było chyba trzeba, prawda? Z wypełnionym tyłeczkiem zabawa jest  o wiele lepsza, przyznaj…

Jego ciężki oddech był najlepszą odpowiedzią… Postanowiła doprowadzić go do orgazmu na swoich zasadach, więc wprowadziła palce nieco głębiej, jednocześnie przyspieszając swoje ruchy. Dosłownie czuła jak pała rośnie jej w ręce. W duchu musiała przyznać, że jest zadowolona z efektu, ale nie chciała i nie mogła tego okazać… Było zdecydowanie za wcześnie, musiała powoli zrealizować każdy ostrożny krok swojego planu…

Z  odchyloną głowy krzyknął poprzez ściśniętą krtań, uprzedzając wytrysk o dwie sekundy. Pokaźna struga spermy nagromadzonej pieszczotami Doroty przez ponad tydzień zalała szerokimi plamami umywalkę, kran i część lustra. Kolejne, nieco mniejsze cztery porcje padały już bliżej, jednak trzepiąca ręka żony rozchlapywały ją na prawo i lewo… Kiedy zauważyła, że więcej już z niego nie wyciśnie wypuściła jego zmordowanego fiuta z ręki. Z wciąż wirującymi przed oczami mroczkami Piotrek oparł się, a jego jajka i kutas chłodziły się leżąc na wewnętrznej stronie umywalki. 

— No i bardzo ładnie się postarałeś… — powiedziała wycierając ręce w papierowy ręcznik. — Doprowadź się do porządku i chodź. Te kawy zostaw bo z takim mlekiem będą miały jeszcze gorszy smak, hahaha! 

Zaśmiała się ze swojego żartu, puściła mu oczko i wyszła na korytarz. Czując się jak ostatni zboczeniec, Piotrek wyczyścił się, zatarł wszelkie ślady popełnionego przestępstwa i nie patrząc w lustro wyszedł na korytarz. Dorota pękała z dumy z powodu swojego pierwszego aktu perwersji, jak i chichotu historii, który po swojemu odegrał ponownie ich mały sekrecik z lotniska.

Dla pewności ogarnęli się obydwoje i jak gdyby nigdy nic wrócili do sprzedawczyni która właśnie skończyła zamówienie i ponownie przywitała ich z uśmiechem. Obydwoje zastanawiali się w duchy, czy było po nich widać co przed chwilą zrobili.

— Czy życzą sobie państwo transport, wniesienie i montaż?

— Och wydaliśmy już tak dużo… Kochanie, będziesz mógł poprawić kondycję, myślę, że dasz sobie radę ze wniesieniem, prawda? Masz z resztą tyle czasu.

Zaskoczony mógł jedynie pokiwać głową.

— Ale montaż proszę zostawić, chciałabym, żeby meble były porządnie skręcone.

Wsiedli do auta, ale Dorota nie ruszyła.

— Czemu nie jedziemy? — spytał niecierpliwie. Odwróciła się w jego stronę.

—  Te meble dały mi do myślenia. Kiedy ostatni raz zrobiłeś coś dla siebie? I nie mam tu na myśli piwa, drinka ,czy filmu. Ale czegoś ważnego. Piotrek, ty też musisz sam o siebie zadbać. Ja nie jestem w stanie pilnować dorosłej osoby.

—  Przecież dbam! — odpowiedział z wyrzutem i odruchowo wciągnął brzuch, żeby wystawał choć trochę mniej.

—  Kochanie, powiedz mi, w jaki niby sposób?

—  No…

Zaczął szukać w pamięci nieistniejących argumentów na potwierdzenie swojej linii obrony.

—  Chodzę dużo, robię zakupy, i w ogóle…

— Kotku, trzy razy w tygodniu przechodzisz na drugą stronę ulicy do sklepu. To jest nic. Pokaż komórkę.

— Po co?? —  zaniepokoił się.

— Zobaczymy ile kroków zrobiłeś w tym tygodniu. Pokaż.

Bardzo niechętnie wręczył jej odblokowany telefon, zerkając cały czas w ekran.

—  Czterysta, dwieście pięćdziesiąt, pięćset, trzysta… Boże, Piotrek! To przecież tyle co nic! Niezbędne minimum to przecież cztery — pięć tysięcy kroków na dzień!.

Nie podobał mu się ten nauczycielski ton. Nie miał ochotę popierzać w dresie po ulicy jak jakieś dziwadło. Nie interesowało go, że “wszyscy” tak robią! On nie jest jak wszyscy, ma ważniejsze rzeczy do zrobienia, pomyślał odruchowo, przecież musi… musi… co musi ważnego zrobić? Jego samopoczucie właśnie zaliczyło twarde lądowanie i roztrzaskało się na kilka części.

—  Masz teraz więcej czasu, prawda? —  spytała wiercąc go wzrokiem.

— No tak…

— Słuchaj to jest idealny moment, żebyś się wziął za siebie. Musisz też zrzucić trochę brzuszka. Pamiętasz jak wyglądałeś kiedy się poznaliśmy?

— No niby tak, ale…

— Piotrek! Żadne “ale”! Zaczęliśmy cię naprawiać i trzeba kuć żelazo póki gorące. Lepszego momentu nie będzie. No chyba że masz coś lepszego do zrobienia?

Szach mat.

— Nie mam. — odburknął niezadowolony.

—Świetnie!— ucieszyła się i pocałowała go w policzek i zerknęła na zegarek—  To jedziemy!

— Gdzie jedziemy?

— Kupić ci ubranie na siłownię. Umówiłam cię na pierwsze zajęcia z trenerem, nie pożałujesz.

— Jak to?! Przecież się jeszcze na nic nie zgodziłem!

— Przed chwilą zgodziłeś się, że zaczniesz coś robić ze swoim zdrowiem, prawda? Wybrałam ci siłownię to chyba dobry początek. Do wyboru był jeszcze pilates i yoga dla seniorów, więc chyba dobrze wybrałam?

—  No tak, ale…

— Ciągle tylko ale i ale… Podejrzewałam, że tak będzie, dlatego wzięłam ci pakiet motywujący.

— O to znaczy pakiet motywujący ??

— To znaczy, że trening zamiast kosztować dwieście złotych, kosztuje czterysta. Jeżeli słuchasz się trenera to na koniec umowy dostajesz różnicę z powrotem, a jeżeli unikasz treningów i się nie starasz to pieniądze przepadają. Zapisałam cię na rok, cztery treningi w tygodniu.

— Co?! Czy ty wiesz ile…

— Wiem. Zapłaciłam z góry. Jeżeli będziesz się obijał to zapłacisz ze swojej kieszeni. Nie licz, że za opuszczone treningi przeleję ci chociaż złotówkę. — powiedziała z lekkim uśmiechem, po czym dodała z przekąsem — policz sobie ile zarabiasz i czy opłaca się jakiekolwiek miganie od ćwiczeń.

Był zażenowany, czuł się zagoniony w kozi róg i zrezygnowany.

— No już, koniec dąsów. Masz tu z tyłu swoja nową torbę, teraz jedziemy po resztę rzeczy.

Następnego dnia, jak na skazanie Piotrek wsiadł do auta i wpisał adres siłowni. Okazało się, że jest ledwie kilometr od ich mieszkania.

— Przecież to jest bardzo blisko, nie możemy iść na nogach? — postanowił się odegrać, chociaż w minimalnym stopniu.

— Nie. Mam szpilki pod komplet i nie chcę ich zniszczyć. Pojedziemy.

Niezadowolony odpalił silnik. Wyjechał z podziemnego garażu, skręcił w lewo, tylko po to by za chwilę skręcić ponownie i zatrzymać się na parkingu. 

Rozejrzał się po krzykliwych napisach i zdjęciach niemożliwe umięśnionych ludzi na elewacji budynku. Musiał mieć nietęgą minę, ponieważ Dorota na pociechę poklepała go po udzie.

— Wiem, że to coś nowego i nigdy tego nie robiłeś, ale wiesz dobrze, że tego potrzebujesz, prawda? — Powiedziała wymownie wyciągając szyję i zerkając na jego wydatny brzuch.

— No niby tak, ale nie mam ochoty pocić się jak świnia i dyszeć w otoczeniu jakiś pakerów.

— Oj proszę… Będziesz się starał, to też będziesz pakerem i inni będą się ciebie bali, hihihi…

— Tja, na pewno.

— Słuchaj, wiem, że się denerwujesz, ale przełamałeś się już do kilku nowości… I poszło ci całkiem gładko, prawda? Jeżeli potrzebujesz zachęty… — przejechała ręką wyżej, gładząc kroczę jej bokiem. — to pomyślę jak ci to wynagrodzić, dobrze?

Zakończyła to tak słodkim głosem, że zupełnie rozwiała jego obawy, a perspektywa męczenia się godzinę na siłowni była tylko drobną przeszkodą w drodze do, być może, spełnienia…

Weszli do jasno oświetlonej recepcji. Głośna muzyka dudniła z głośników, ale nie była w stanie zagłuszyć szczęków odkładanego, upuszczanego i podnoszonego żelastwa.

Dorota odbiła kartę po czym zwróciła się do siedzącej przy biurku dziewczyny, która miała  chyba biceps dwa razy większy niż Piotrek. 

— Mąż wchodzi na trening, ja tylko przypilnuję, żeby się nie lenił — porozumiewawczo puściła oczko. Dziewczyna o posturze atlety z uśmiechem wskazał ręką męską szatnię.

Wiedząc, że nie ma już odwrotu poszedł ze zwieszoną głową we wskazanym kierunku. Kiedy wszedł do szatni. Przystanął kiedy głowy kilku zgromadzonych  tam facetów odwróciły się w jego kierunku. Wszystkie był przyczepiony były do zwałów mięśni, młodych byczków, którzy latami katowali swoje ciała na wszystkie możliwe sposoby by wyglądać jak zawodowi atleci.

— Cześć! — powiedział, starając się przyjąć poważny ton. Wyszło średnio.

— Hej, siema! — huknęły basy.

Wybrał wolną szafkę i zaczął się przebierać. Nie pamiętał kiedy ostatni raz zmieniał ubranie w czyjejś obecności, w swoich dobrych latach bywał tylko w miejscach, gdzie wszystko było osobiste, personalne, a baseny prywatne… Zerkając dyskretnie na boki z ulgą stwierdził, że nikt się na niego nie patrzy. Z resztą nic dziwnego, przy tych greckich posągach, wyrzeźbionych z marmuru wyglądał jak blada dżdżownica. Zamknął szafkę i wszedł na pierwszą salę.

Dorota stała z jakimś facetem i rozmawiała śmiejąc się co chwilę. Gość wyglądał jak rasowy pedał. Nie gej, nie homoseksualista. Pedał. W zbyt małej elastycznej koszulce i ciemnych legginsach wyglądał jak trenerka aerobiku z lat osiemdziesiątych. Był dobrze zbudowany, szczupły, umięśniony, dokładnie wiedział jak wyeksponować swoje muskuły… i krocze, które chyba specjalnie podkreślał. Miał taki…. “miękki” wyraz twarzy. Włosy starannie ułożone i zaczesane na bok. Piotrek miał wrażenie, że jest rozbierany wzrokiem… Gość miał chyba błyszczyk na wargach? Bardzo powoli podszedł bliżej.

— O Piotruś! To jest Darek z którym będziesz ćwiczył. Darek, to jest mój mąż.

— Cześć! — panowie podali sobie rękę na przywitanie. Piotrek chciał już cofnąć rękę, ale uścisk trenera mu nie pozwolił.

— Twoja żona co nieco mi o tobie opowiedziała… i o twoich szczególnych potrzebach? — Piotrek z obawą spojrzał momentalnie na Dorotę.

— Właśnie mówiłam Darkowi jak się zapuściłeś i jaki mam plan, żebyś zrzucił ten brzuszek — na potwierdzenie swoich słów uszczypnęła męża lekko w wystający spod koszulki boczek.

— Jednym słowem potrzeba wycisku, zgadza się Piotrek? — zapytał trener z szerokim uśmiechem.

— Najpierw chciałbym się trochę poruszać i zobaczymy.

Facet zaśmiał się lekko, puścił jego rękę i położył ją Piotrkowi na ramieniu.

— Piotrek, żebyśmy mieli jasność od początku. Na moich treningach nie ma “trochę”, nie ma “zobaczymy”. Jest zapierdol, jest ból, pot, łzy ale są też efekty. Twoja żona przekazała mi jakie są jej oczekiwania co do ciebie, no i powiem ci chłopie, lekko nie będzie… Będziesz miał co robić. I pamiętaj, zgodnie z umową jak nie dokończysz treningu, albo nie przyjdziesz to jesteś w plecy kupę kasy. I tutaj nie będzie wyjątków… No, chyba, że zrobisz loda.

Piotrek patrzył zaskoczony na poważną minę trenera. Jego obślizgła ręka zaczęła ciążyć mu na ramieniu jakby ważyła tonę. Dopiero kiedy zarówno on jak i Dorota roześmiali się głośno zrozumiał, że to miał być żart.

— Dobra, szkoda czasu na gadanie. Ile masz wzrostu?

— Metr siedemdziesiąt.

— Ile ważysz? 

— Około dziewięćdziesiąt.

— Oj słabo, a i tak wyglądasz na więcej. Wskakuj tutaj na wagę, może być w butach. dziewięćdziesiąt cztery! Oj ściemniasz mój drogi, ściemniasz… Będziemy mieli co robić. O dzisiaj zero słodkiego, zero alkoholu, żadnej tłustego. Dorota, pilnuj go, a jak się nie będzie słuchał, robi karnego loda. Hahaha! Żarcik! Teraz cię zmierzymy. Rozłóż ręce na bok.

Jak zawodowy krawiec zaczął mierzyć Piotrkowi obwody szyi, ramion, uda, pasa i klatki. Przy okazji obmacywał go bez żadnej, udawanej dyskrecji.

— Ok. No Piotruś, będziesz miał do poćwiczenia. Tak patrzę na twoje mięśnie, szukam ich, ale nie widzę, hahaha! Żartuję. Na razie nie ma mowy o żadnych ciężarach bo jeszcze zrobić sobie krzywdę. Zaczniemy od sprawdzenia twojej wydolności. Dorota, ty jak oceniasz?

Dorota z udawaną kwaśną miną i wydętymi w dziubek ustami zaprzeczyła ruchem głowy.

— Oj, słabiutko. Dobra bierzemy się do roboty. Po kolei 10 pompek, 10 przysiadów, 10 pajacyków, 500m bieżni i od nowa, zobaczymy ile serii dasz radę zrobić. A żonka kibicuje!

Dorota siedziała na kanapie z założonymi nogami i uniosła oba kciuki w górę. Na niewiele się to zdało. Już po pięciu minutach Piotrek był czerwony jak burak, robiło mu się słabo i pociemniało mu przed oczami. Krótkie przerwy między seriami ledwie starczały na wyrównanie oddechu. Doping Doroty na niewiele się zdawał, jedynym efektem były uśmieszki mięśniaków patrzących to na niego, to na nią. Po godzinie był półżywy. Wszystko go bolało, było mu niedobrze i kręciło mu się w głowie.

— Okej! Pierwszy trening mamy za sobą! Szału nie ma, ale zrobimy z ciebie człowieka. Widzimy się jutro o tej samej porze. Aha! Gdyby chciało ci się rzygać — nie krępuj się. Przez pierwszy miesiąc często się to zdarza, potem zazwyczaj przechodzi. Trzymaj się, do jutra!

Klepnął Piotrka w plecy tak, że o mało nie stracił równowagi.

— No i widzisz kochanie? Dałeś radę. Pierwsze koty za płoty! A teraz zbieraj się szybciutko, bo jestem już głodna.

Weszli do mieszkania. Dorota poprosiła męża o zrobienie jakiejś szybkiej kolacji i zamknęła się w łazience nie czekając na odpowiedź. Piotrek rzucił na ziemię torbę z siłowni i włócząc nogami poczłapał obolały do kuchni. Był tak zmaltretowany, że w ogóle nie myślał o jedzeniu, ba! Nawet perspektywa zbliżenia z Dorotą wydawała się blada w porównaniu ze zwinięcia się w kłębek pod kołderką i odespania kilkunastu godzin po morderczym treningu. Westchnął i zabrał się za przygotowywanie kolacji. Nie miał bladego pojęcia od czego zacząć, improwizował więc z tego co znalazł w lodówce, próbował przypomnieć sobie jak wyglądały różne rzeczy, które jadał. Skoro ma się teraz tym zająć na stałe, będzie musiał się trochę podszkolić.

Kiedy wszystko było przygotowane, jak na zawołanie Dorota wyszła z łazienki w bardzo skąpej piżamce — krótkich, luźnych szortach i równie prześwitującej górze na ramiączkach. Bił od niej gorący, waniliowy zapach po kąpieli, a zaczerwieniona skóra była wciąż lekko wilgotna. Jedwabny materiał kleił się do jej skóry, zachęcając do spojrzenia na kształty jej właścicielki i podrażnione od temperatury brodawki… Tak mocno skupił się na nich podczas jedzenia, że nie zwrócił uwagi na wyraz politowania w oczach Doroty starającej się przełknąć posiłek przygotowany przez mężczyznę pierwszy chyba w raz w życiu… Była głodna i to był chyba jedyny powód dla którego była w stanie przełknąć to kulinarne nieszczęście. Żuła je powoli zerkając na zegar.

— Słuchaj, późno się już robi, może darujemy sobie już dzisiaj i przełożymy mizianie na jutro?

Piotrek poczuł się jak dziecko, któremu pokazano cukierka, a potem go odebrano.

— Ej, ale się przecież umówiliśmy? jest dopiero po dziewiątej. — Powiedział szukając zegara w nowej kuchni do której się jeszcze nie przyzwyczaił.

— Wiem, ale ten dzień mnie naprawdę zmęczył…

— No wiem, też się zmęczyłem, ale….

— No właśnie, jak oboje jesteśmy zmęczeni, to chyba dobrze by to było przełożyć?

Gorączkowo szukał argumentów, po nie chciał wypuścić z ręki już niemal złamanej okazji na orgazm.

— Już się napaliłem, aż mnie jajka bolą, proszę!

 Szybko stłumiła w sobie odruchowy uśmiech. Kolejny sukces… Przypilnowała, żeby jej mina był nadal zmęczona i zrezygnowana…

— Ech… Czy to naprawdę takie ważne?

— Tak, bardzo, proszę…

— No dobrze… Skoro ci tak zależy… — powiedziała od niechcenia jakby rozmawiali o obieraniu ziemniaków, a nie swoich intymnych potrzebach.

— Słuchaj, to ty idź już sobie odpocząć do łóżka, ja tu ogarnę kuchnię i przyjdę do ciebie, ok?

— Dobrze, tylko się pośpiesz, żebym nie zasnęła.

Z przyjemnością czytała książkę w łóżku przy lampce nocnej. Nasłuchiwała niespokojnej krzątaniny męża w kuchni, a potem gorączkowego prysznica w łazience.

Wyszorowany,  samych szortach usiadł koło niej, uśmiechając się niecierpliwe. Uśmiechnęła się w rewanżu, doczytała rozdział do końca i spytała:

— No to na co miałbyś ochotę?

— Żebyś mnie posuwała w tyłek swoimi zgrabnymi paluszkami — powiedział to z dużym wysiłkiem i nerwowym uśmiechem. Bał się kręcić i opowiadać na około, żeby tylko nie stracić tej mglistej obietnicy… Poza tym Dorota chciała, żeby mówił wprost, więc się starał jak mógł…

— Ech… Naprawdę tak bardzo ci się chce?

— Naprawdę!

— No dobrze, niech ci będzie. — Odłożyła książkę. — Rozbieraj się.

Z trudno ukrywanym entuzjazmem zdjął spodenki i złożone odłożył na bok — wolał nie bałaganić w jej obecności, tym bardziej, że dzisiejsza stawka była wysoka… Dorota odwróciła się do szafki nocnej i zaczęła ją przeglądać.

— Nie ma rękawiczek.

— Niemożliwe, przecież było co najmniej pół opakowania.

— Może i tak, ale tutaj ich nie ma.

Przejrzał obie szafki nocnej, faktycznie puste.

— No to chyba nici z naszych planów? — Zapytała Dorota.

— Przecież się umówiliśmy i czekałem pół dnia… 

Zawiesił głos, bo znalazł rozwiązanie.  Chyba to było rozwiązanie. Wahał się tylko chwilę, większym problemem było wypowiedzenie tego…

— Ale chyba poradzimy sobie bez…

— Nie no, przecież to niehigieniczne!

— No ale mamy tą… ekhm, zabawkę z apteki pamiętasz? 

Pamiętała doskonale bo jej własny gadżet kupiony podczas tych samych zakupów w aptece, potajemnie i regularnie wypełniał jej cipkę z doskonałym efektem. Niekiedy, w chwilach uniesienia, wilgotny od jej skroplonego podniecenia gościł również w jej ustach…

— Wiem, ale ona jest dość… duża, pamiętasz?

— No pamiętam… Ale możemy spróbować…

Widząc jej niepewną miną dodał szybko “proszę”. Przemiana i poddanie które mu zaplanowała zaczęło się urzeczywistniać. Nie znała kobiety, która potrafiłaby tak nagiąć mężczyznę do swojej woli, tym bardziej patrząc na pozycję z której startowała…

— Dobrze, kładź się. — Uśmiechnęła się na zachętę i złożyła kołdrę w ciasny kwadrat. — Połóż tutaj biodra żebym nie musiała się schylać. 

Zrobił jak prosiła, dla wygody obojga rozłożył nogi. Jego wciąż wiotki penis niepokojąco celował w twarz właściciela. Póki leżał spokojnie na brzuchu nie miało to znaczenia, ale jeżeli w podnieceniu i znienacka miałby wystrzelić, to… Postanowił skupić się na swojej żonie i jej piersiach, kołyszących się między jego nogami. Złagodziły one nieco stres kiedy uśmiechnięta z żelem w jednej i większą niż się spodziewał zabawką w drugiej ręce spytała:

— Zaczynamy?

Kiwnął głową.

Powoli rozprowadziła żel na jego kroczu. Robili to tak często, że widział automatyzm w jej rękach i dokładnie wiedział w którą stronę poprowadzi swoje paluszki. Największym zaskoczeniem była uwaga z jaką smarowała zabawkę. Co prawda nie miała zbyt realistycznego kształtu, ale jej cel był tak oczywisty, że nie trzeba było sobie wiele wyobrażać, tym bardziej, że zmysłowe ruchy rąk żony były wręcz fenomenalne… Powoli rozprowadzała żel kręcą ręką upewniając się, że cała powierzchnia jest wystarczająco nawilżona. Od samego patrzenia kutas stawał na baczność, a właściwie pełznął po brzuchu w stronę pępka… Zaczęła wodzić końcówką zabawki po jego mosznie, pachwinach i brzuchu… Przyjemne mrowienie tylko się zwiększyło kiedy zaczęła zataczać długie linie na główce i spodzie penisa. Wypięła ledwie osłonięte bluzeczką piersi by zmusić go do spojrzenia w górę. W jej skupionym spojrzeniu widział nie tylko erotyzm i podniecenie, ale coś czego wcześniej nie widział i trudno mu było nazwać… Stanowczość, determinację… poczucie władzy? Trudno mu było się skupić kiedy końców zabawki naparła na jego zwieracz.

Drgnął lekko, lecz nie dał żadnego sygnału żeby miała przestać. Zaczęła napierać na boki kreśląc okrąg, nawilżając jego wrażliwą dziurkę i przygotowując ją na przyjęcie niezwykłego rozmiaru… Powoli, bardzo powoli wsuwając się i cofając na przemian oceniła, że weszła w niego na głębokość, którą zawsze penetrowała go palcami. spojrzała na niego — był podniecony i gotowy na więcej, wiedziała, że przetrzymała go bardzo długo, więc powinien być na tyle wygłodzony, że zgodzi się na o wiele więcej niż mógłby się spodziewać. Penis, który z jej perspektywy celował prosto w twarz Piotrka pobudzał jej wyobraźnię i sprawiał, że zaczynała się zastanawiać na ile może sobie pozwolić… Kiedy zaczął jęczeć i przymykać oczy, powoli przystąpiła do rozmowy…

— Dobrze ci?

— Tak…

— Ta zabawka gładko weszła, mimo, że jest taka duża… — Mruknął tylko na potwierdzenie, kontynuowała więc ostrożnie…

— Mam wrażenie, że lepiej wyglądasz dzięki tej siłowni, zdrowiej. Twój przyjaciel, też trochę żywiej reaguje…

— Chyba tak… — Wysapał skupiony bardziej na swoim kroczu.

— Wiesz… To dopiero jeden trening… A wyobraź sobie po kilku miesiącach, czy po kilku latach takich intensywnych treningów, jakie to musi dawać efekty… Kiedy byliśmy razem na sali patrzyłam na tych ludzi jak ćwiczą, jaką mają siłę i mięśnie… — Chwyciła jego penisa mokrą ręką i kręcąc nią drażniła opuszkami jego główkę, co sprawiło, że od razu zaczął się wić w podnieceniu i głośno oddychać. — Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam się zastanawiać co mają w tych spodenkach, jakie rumaki tam trzymają, jak długo wytrzymają kiedy bym na nich na przykład usiadła….

Mimo, że mówiła bardzo cicho, otworzył szeroko oczy jakby na niego krzyknęła. Zobaczył jej obnażone piersi z podnieconymi, sztywnymi sutkami znad opuszczonej do połowy bluzeczki, które unosiły się i opadały w rytm ruchów bioder ilustrujących opowieść… Chciałby coś powiedzieć, ale mógł jedynie patrzeć jak zahipnotyzowany, a ona zachęcone jego wzrokiem kontynuowała…

— Tak długo nie miałam nikogo, a strasznie chciałabym, żeby ktoś mnie wypełnił… Ale tak naprawdę, całą, do końca, żeby wszedł na ciasno… Naprawdę się podnieciłam i od samego tego widoku…aż zrobiłam się mokra…

Teatralnie zawiesiła głos.

— Dlatego po powrocie musiałam od razu iść do łazienki… — Spuściła głowę jak smarkula, która coś przeskrobała.

Zapadła cisza w której słychać było jedynie cichy plusk rąk Doroty na mokrym ciele Piotrka. Nie skomentował, ani nie zaprotestował.

— Też mam ochotę na to, żeby mnie ktoś posunął… Tak jak ciebie… Poczekaj.

Zeszła z łóżka i wyciągnęła z szafki zabawkę, którą  zadowalał się kiedy tylko Piotrka nie było w domu, czyli niezwykle rzadko… On widział ją tak naprawdę pierwszy raz, bo w aptece opakowanie nie zdradzało zbyt wiele. Wylała gruby strumyk żelu na czubek zabawki, którą zamierzała wsadzić w swoje wnętrze i patrzyła jak spływa aż do jej podstawy.

Jej mąż patrzył na to skrajnie erotyczne przedstawienie z lekko uchylonymi ustami. Jej brzuch i biodra były zasłonięte przez jego własne ciało, leżące na podwyższeniu z kołdry. Kiedy podniosła się, chowając ręce tak, że ich nie widział podniósł gwałtownie głowę próbując dojrzeć cokolwiek… Dopiero kiedy powoli usiadła z powrotem z lekko otwartymi ustami i przymkniętymi powiekami zrozumiał, że usiadła na dildo i wprowadziła ją głęboko do cipki… Po chwili podniosła się, by znów, powolnym, kontrolowanym ruchem opaść w dół. Jej ruchy były coraz płynniejsze, a biodra same zaczęły tańczyć swój frykcyjny taniec w przód i w tył.

Skurcz podniecenia w brzuchy był wyraźny, a dodając mu dodatkowe centymetry. Chyba w najbardziej optymistycznej wersji nie spodziewał się takiego rozwoju wypadków. Za każdy razem, kiedy unosiła ponad jego purpurowym i cieknącym fiutem napierała na dildo, którym go penetrowała. Wrażenie było obłędne Naprawdę miał wrażenie, że go posuwała i to nie tylko w przenośni… Parę razy odważył się zerknąć na filmik z transseksualnymi kobietami, ale szybko dał sobie spokój. Ale teraz, kiedy jego piersiasta Dorotka wydawała się posuwać go swoim sprzętem jego wyobraźnia weszła na nieznane dotąd rejony…

Rozszerzyła kolana, tak, żeby jej cipka opadała jak najniżej, przyjmując w siebie maksymalna długość dilda. Rumieńce na policzkach i dekolcie świadczyły, że rozkręciła się na dobre. 

— Ale ta moja zabawka jest duża… Ale wspaniała… Ledwo mi się mieści….ohhh… twoja też?

— Tak, też… Większej chyba nie dałbym już rady… — “Chyba”, zanotowała w myślach jego słowa…

— Ciekawe jakie to byłoby wrażenie usiąść na penisie takich rozmiarów…

— Co?? — Myśl żony lekko go zmroziła. Owszem, byli podnieceni i w trakcie zabawy, ale mimo wszystko!

— Ciekawe jakby to było przyjąć takiego fiuta, ale wiesz, prawdziwego…

Sapał z zamkniętymi oczami i odchyloną głową. Zaczęła go posuwać i trzepać szybciej, żeby niepotrzebnie nie myślał zbyt dużo i dokładnie tak się właśnie stało… Był skrajnie napięty, a fiut sztywny i gotowy do wytrysku. Jej było tak bardzo dobrze z przepięknie rozepchaną wreszcie szparką… Miała ogromną ochotę skończyć go właśnie teraz, patrzeć jak krzyczy w orgazmie, jak tryska sobie na skupioną twarz i do otwartych ust… Tak bardzo tego pragnęła, ale upomniała się w duchu, że jej chwilowe zachcianki mogą utrudnić jej plany w przyszłości. Postanowiła nieco umniejszyć swoją satysfakcję, przesuwając w zamian granicę o kolejny krok.

— Och… Jest super, ale brakuje mi prawdziwych wrażeń…

Sięgnęła ręką za plecy przytrzymując dildo w swoim wnętrzu. Jak w zwolnionym tempie patrzył jak obraca się tyłem i stawia stopy po bokach jego klatki piersiowej, celując w jego twarz zaczerwienioną z podniecenia dupcią. Wstrzymał oddech gdy klęknęła po bokach jego głowy drażniąc go bezlitośnie swoja rozgrzana kobiecością, którą mógł co najwyżej wielbić i podziwiać, ale nigdy zdobyć jak mężczyzna… Kiedy wciągnął powietrze aż zajęczał od jej intensywnego zapachu, który wraz z kroplami na wargach spływał w dół ku jej rozkosznemu guziczkowi. Jej ręka powoli wysunęła substytut fiuta, na którego zawsze zasługiwała, a kropla jej nektaru spadła na jego wargi.  Natychmiast otworzył usta jak spragniony na pustyni, licząc na kolejna, zbawienną porcję, a ona macając czubkiem jego twarz wsadziła mu go do ust.

— Poliż i posmakuj co taki rozmiar potrafi zrobić z cipką twojej żony… Zobacz jaka jestem wilgotna… Och… gdyby tylko był prawdziwy…

Odrzuciła dildo i opuściła biodra tak by jedynie językiem była w stanie dotknąć jej wilgotnych i rozpulchnionych warg… Torturowany, próbował jak mógł dosięgnąć do źródła rozkoszy, ale droczyła się z nim bezwzględnie…

— Myślisz, że jesteś w stanie dać mi taki orgazm, jakie ja ci dawałam?

— Tak, tak!! Na pewno! —  Dyszał gorączkowo.

— Skoro nie możesz się wykazać penisem to może wykażesz się ustami?!

— Tak! proszę! kochanie! Usiądź mi na ustach!!

Kontynuowała swoją zabawę w kotka i myszkę i usiadła na nim pewniej, ślizgając się po całej twarzy, napierając swoim ciemnym oczkiem na jego nos, podczas gdy od próbował językiem dostać do jej wnętrza. Jęczał tak głośno, że aż czuła jak wibracja jego głosu rozprowadza przyjemne wrażenia po jej podbrzuszu. Podparła się na łokciu koło jego biodra, drugą ręką chwytając za dildo wystające z jego dupy. Zaczęła go posuwać na pełnej prędkości, jednocześnie wbijając się mocniej w jego twarz, gwałcąc ją niemal swoja rozgrzana cipą. Zauważyła, że jego fiut ponownie zaczął drgać zwiastując chęć erupcji. Wystarczyły, trzy szybkie ruchy zaciśniętą pięścią, żeby przekroczyć granicę, za którą nie było już powrotu. W akompaniamencie jego zwierzęcego krzyku wyprostowała się i cofnęła lekko na biodrach, tak że ślizgała się jedynie łechtaczką po jego nosie. Pierwsze potężne strugi zbieranej przez tygodnie spermy uderzyły ją w drobne włoski jej łona, spływając gęstymi kroplami w dół, w stronę jego warg…. Koleje wyrzuty nasienia lały prosto na jego twarz, otwartych w krzyku ust, a potem na szyję i klatkę piersiową.

Tego właśnie teraz pragnęła. Niczym artystka malowała orgazm swoją cipką na twarzy swojego męża. Szczepiąc swoje sutki krzyczała w ferii swoje dominacji i dzikiej ekstazy, przykrywając ekspresją wypalając się orgazm człowieka pod nią…

Kiedy jej dreszcz doszedł już do końca, uniosła się z wielkim wysiłkiem siadając obok jego głowy, odczuwając nieziemski triumf… Doprowadziła go stanu, gdzie w orgazmie łapczywie spijał swoja spermę z jej cipy, która rozmazywała mu ją po twarzy… I do tego błagał o więcej… Patrzyła jak smugi jego nasienia kapały mu po brodzie i policzkach, jak cała twarz lśniła się od ich zmieszanych soków… Zostawiła go samego w tej przełomowej chwili, by na spokojnie dotarło do niego gdzie jego miejsce. Chwilę później, podziwiając swoje ciało w ogromnym, łazienkowym lustrze była pewna. Wygrała.

81
bd/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 0/10 (0 głosy oddane)

Z tej serii

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.