Ilustracja: Jasmine Carter

Iza i Tomek (I) [remastered]

17 lutego 2026

Opowiadanie z serii:
Iza i Tomek

56 min

Wrzucam zremasterowaną odsłonę pierwszego opowiadania o Izie i Tomku. Zdecydowałem się na ten krok, ponieważ kolejna część będzie mocno nawiązywać do tamtych wydarzeń i poczułem, że muszę Wam je przypomnieć.
Jeśli chodzi o sam remastering: wszystkie wątki i zdarzenia pozostały bez zmian. Nie dodawałem nic do fabuły, bo to jedyny mój tekst, który od początku uważałem za kompletny. Skupiłem się wyłącznie na formie – dzięki zdobytemu przez lata doświadczeniu wygładziłem narrację tak, by emocje wybrzmiewały z jeszcze większą siłą i lepiej pasowały do mojego obecnego warsztatu.
Kiedy porównuję obie wersje, widzę, że ta nowa jest po prostu zajebista. Wybaczcie nieskromność, ale mam do tej części olbrzymi sentyment, bo tak naprawdę od niej wszystko się zaczęło. Mam nadzieję, że lektura tego starocia umili Wam wyczekiwanie na zupełnie nowe opowiadanie, które pojawi się już niebawem.”

Wyszliśmy z restauracji około północy, trzymając się za ręce. Zatoczyłem się lekko, ale uderzenie rześkiego, wiosennego powietrza i mocny uścisk dłoni Izy pomogły mi odzyskać równowagę. Żona spojrzała na mnie z politowaniem, a gdy zrobiłem skruszoną minę winowajcy, wybuchnęła śmiechem.

– Oj, Tomek, Tomek. Daj te kluczyki – powiedziała zrezygnowana, zastrzegając od razu, że następnym razem nie zamierza być kierowcą.

– Następnym razem weźmiemy taksówkę – odparłem pokornie.

Zapadłem się głęboko w fotel pasażera, czując ogarniającą mnie błogość. Alkohol robił swoje, ale na szczęście nie przeholowałem; było w sam raz. Rzeczywiście, źle to zaplanowaliśmy. Skoro zamierzaliśmy spędzić wieczór w knajpce, auto było zbędne, ale kiedy wychodziliśmy z domu, lało niemiłosiernie. Decyzja o własnym transporcie wydawała się wtedy jedyną słuszną.

– W ogóle nie wiem, dlaczego ja się tak poświęcam – dodała, wyjeżdżając na główną drogę. Udawała głębokie oburzenie.  – Nie dość, że jako jedyna w tym towarzystwie nic nie wypiłam, to jeszcze zupełnie mnie dziś zaniedbałeś! – prychnęła z wyrzutem, rzucając mi krótkie, prowokacyjne spojrzenie.

Zgrywała się, to fakt, ale w głębi serca musiałem przyznać jej rację. To miał być nasz wspólny wieczór ze znajomymi, odskocznia od pracy, tymczasem ja przez pół nocy nie potrafiłem uwolnić się od telefonu. Mój szef uznał, że pora dnia nie ma znaczenia, a firma jest wartością nadrzędną. Zamiast się bawić ze wszystkimi, spędziłem ponad godzinę z komórką przy uchu, dopinając szczegóły zlecenia.

– No cóż… uroki pracy zdalnej – westchnąłem ciężko. – Ale nie gniewasz się, prawda? – Zerknąłem na nią z miną zbitego psa.

– To zależy od ciebie. Wieczór się jeszcze nie skończył – odburknęła niby nadąsana, ale jej śliczna twarz, rozświetlona łobuzerskim uśmiechem, zdradzała zupełnie co innego.

– Co masz na myśli, głuptasie? – Odwzajemniłem uśmiech i położyłem rękę na jej udzie.

– Zabieraj te łapy! Kieruję! – fuknęła, lecz w jej głosie słychać było rozbawienie niż prawdziwy gniew. – Teraz ci się zebrało na czułości?

– Dobra, dobra. Już jestem grzeczny.

Posłusznie zabrałem dłoń, ale nie mogłem się powstrzymać, by nie zerkać na jej nogi. Sukienka podwinęła się kusząco wysoko, odsłaniając gładką skórę daleko za kolana. Byliśmy ze sobą wystarczająco długo, by nie obrażać się o byle co. Iza doskonale rozumiała specyfikę mojej pracy i nigdy nie zgrywała rozkapryszonej panienki. Wręcz przeciwnie – wspierała mnie, jak tylko umiała. Wiedziała, że jeśli w danej chwili nie mogę poświęcić jej uwagi, to później wynagrodzę jej to z nawiązką.

– Jutro masz do pracy na później. Nie musimy się jeszcze kłaść – powiedziałem ciepło, przekręcając się w fotelu, by móc na nią patrzeć.

Uśmiechnęła się tylko półgębkiem, skupiona na drodze, ale byłem pewien, że myślimy o tym samym. Figlara z niej – pomyślałem z rozczuleniem, czując, jak ogarnia mnie fala dumy. Po raz tysięczny dotarło do mnie, że los podarował mi kobietę niemal nierealną. Iza była średniego wzrostu blondynką z jasną, niemal przezroczystą cerą. Miała w sobie tę dziewczęcą lekkość, która w połączeniu z dojrzałym spojrzeniem szarych, głębokich oczu, tworzyła mieszankę wybuchową. Mimo trzydziestu dwóch lat jej ciało było nadal ciałem dwudziestolatki – drobna i szczupła, co tylko podkreślało jej kształtny biust. W dekolcie, który miała na sobie, jej piersi wyglądały po prostu obłędnie, przyciągając wzrok przy każdym ruchu kierownicą. No i ten  idealnie zarysowany, krągły tyłek, który był obietnicą bezwstydnej przyjemności. Czułem tę specyficzną, męską satysfakcję – niemal chorobliwą dumę z faktu, że ta kobieta, za którą na ulicy faceci wodzili wzrokiem, aż do bólu karku, należy tylko do mnie. Że to ja będę ją dziś rozbierał.

Po doktoracie z psychologii rzuciłem uniwersytet dla prywatnej firmy, prowadzonej przez kolegę ze studiów. Zajmowaliśmy się szkoleniami korporacyjnymi i muszę przyznać, że szło nam świetnie. Wyspecjalizowałem się w psychologii biznesu, a moje sesje o relacjach w marketingu stały się hitem. Uwolniony od sztywnych, akademickich ram, zmieniłem nudne wykłady w nowoczesne show. Szybko zyskałem status eksperta, a w branży traktowano mnie niemal jak celebrytę. Zawsze byłem typem luzaka, więc taka forma pracy dawała mi ogromne pole do popisu. Charakter pracy wiązał się z częstymi wyjazdami do hoteli i ośrodków wypoczynkowych, zazwyczaj w weekendy, ale miało to swoje plusy. Nie musiałem siedzieć w biurze, a w tygodniu byłem panem własnego czasu. To właśnie dzięki tej wolności zdecydowaliśmy się na ucieczkę z Warszawy. Kupiliśmy wygodny dom z ogrodem w mniejszej miejscowości, gdzie wiedliśmy poukładane życie. Iza odnalazła się jako nauczycielka angielskiego w miejscowym liceum, a ja przygotowywałem się do wystąpień w domowym zaciszu, w wolnych chwilach pielęgnując ogród. Byliśmy małżeństwem od siedmiu lat, a wciąż nie zdecydowaliśmy się na dzieci. Dlaczego? Odpowiedź była prosta: jeszcze nie zdążyliśmy się sobą nacieszyć.

– Ale ty się za to bawiłaś wyśmienicie, prawda kochanie? – spytałem z przekąsem, pozwalając, by w moim głosie wybrzmiała nuta gorzkiej zazdrości.

Podczas gdy ja tkwiłem na zewnątrz z telefonem przyklejonym do ucha, Iza wpadła w szpony swojego dyrektora. Adam pojawił się nieoczekiwanie, dołączając do naszej grupy. Przez szybę obserwowałem, jak Iza początkowo stawiała mu dzielny opór, kwitując jego zaczepki chłodnym uśmiechem, ale ostatecznie poległa. Adam, jako jedyny facet w towarzystwie, który nie uważał parkietu za zło konieczne, szybko przejął inicjatywę. Bezlitośnie wykorzystał okazję, kładąc ręce o centymetr za nisko, a ona – zamiast go skarcić – tylko wybuchała śmiechem, rzucając głową do tyłu.

– A żebyś wiedział! – fuknęła, robiąc nadąsaną minę. – W przeciwieństwie do twojego szefa, mój potrafi zadbać o pracowników. Zwłaszcza o tych, których zaniedbują mężowie – dodała, żeby mi dopiec, i natychmiast zerknęła kątem oka, sprawdzając moją reakcję.

Wiedziałem, że wspomina o nim celowo, więc puściłem tę zaczepkę mimo uszu. Adam był rozwodnikiem i jak na wuefistę przystało, uwielbiał brylować w towarzystwie kobiet, choć nikt go nigdy nie przyłapał na jawnym romansie. Mimo pięćdziesięciu kilku lat  wciąż trzymał formę, a jego wysportowana sylwetka i dar do sypania kwiecistymi komplementami sprawiały, że cieszył się u kobiet ogromnym powodzeniem. Tego wieczoru nie zamierzał marnować okazji – nie odstępował jej na krok. Kiedy w końcu udało mi się odłożyć telefon i rozejrzeć za żoną, zobaczyłem, że tańczą. Nasze spojrzenia spotkały się, ale Iza pokazała mi z daleka język, dając jasno do zrozumienia, żebym się teraz wypchał. Nie przejąłem się tym specjalnie – uznałem, że ma prawo się pobawić i po prostu wróciłem do stolika, żeby nadrobić kilka straconych kolejek ze znajomymi.

– Oj, nieładnie jest uwodzić własnego dyrektora! – pogroziłem jej palcem, udając zniesmaczenie.

– To nie ja go uwodziłam, tylko on mnie. I wiesz co? – uśmiechnęła się łobuzersko. – Prawie mu uległam.

Przewróciła teatralnie oczami, jakby żałowała niewykorzystanej okazji. Kochałem ją za to jej wariactwo. Czasami sprawiała wrażenie, jakby nigdy do końca nie wydoroślała i wciąż miała w sobie coś z rozpuszczonej nastolatki. Zresztą całe to nasze gadanie było kompletnie abstrakcyjne. Iza nigdy nie dała mi realnego powodu do obaw, choć oboje wiedzieliśmy, że cieszy się u szefa wyjątkowymi względami. Trudno było nie zauważyć, że ma najlepiej ułożony grafik i dostaje w przydziale najzdolniejsze klasy. Nie miałem wątpliwości, że nie wynikało to wyłącznie z faktu, że znaliśmy się z Adamem prywatnie.

Iza doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale swoją wdzięczność wyrażała w specyficzny sposób. Nie należała do grona młodych nauczycielek, które trzęsą się ze strachu i potulnie spełniają każde polecenie przełożonego. Przy moich zarobkach mogła sobie pozwolić na pracę głównie dla przyjemności, co dawało jej ogromną przewagę. Przekorna natura nie pozwalała jej kłaść uszu po sobie, a ciętymi docinkami potrafiła doprowadzić Adama do szewskiej pasji. Była najbardziej krnąbrną pracownicą w szkole, prowadząc z nim nieustanną rozgrywkę. Ich słowne utarczki nie wynikały jednak ze złośliwości – to był element fascynującej gry. Im bardziej mu się stawiała, tym bardziej go prowokowała. Jako jedyna nie rumieniła się w odpowiedzi na jego dwuznaczne komplementy, a jej ostre riposty zawsze dawały mu sporo do myślenia.

– Cześć, piękna – rzucił do niej na powitanie, gdy tylko spotkaliśmy się w knajpie. – To co, dzisiaj bawimy się razem? – Przypomniałem sobie ten jego pewny siebie ton.

– Cześć, przystojniaku. – Iza nie pozostała mu dłużna.

Patrzyłem na to z boku z lekkim rozbawieniem. Żadna z jej koleżanek z pracy nie odważyłaby się na taki tekst do dyrektora. Adam potrafił skracać dystans i być cholernie bezpośredni, ale zawsze pilnował, żeby nikt nie zapomniał, kto naprawdę rządzi.

– Dzisiaj byłam dla niego wyjątkowo łaskawa – dodała teraz, uśmiechając się rozbrajająco.

To samo wyczytałem z twarzy Adama. Kiedy, się żegnaliśmy, facet nie krył rozczarowania, że to już koniec wieczoru. Może naiwnie liczył na coś więcej? – zaśmiałem się w duchu.

– On też był całkiem znośny. Nawet nie zgrywał cwaniaka tak bardzo jak zwykle – dorzuciła po chwili, wrzucając kierunkowskaz.

– Nie wierzę. Adam? – Szczerze wątpiłem, żeby przepuścił taką okazję. – Na pewno robił do ciebie te swoje słodkie oczy.

– Chyba zabiłam mu ćwieka. – Iza zaśmiała się szelmowsko, a w świetle latarni mignęły jej białe zęby. – Spodziewał się, że będę wredna i złośliwa, a ja dzisiaj byłam po prostu miła. Pożartowaliśmy, trochę potańczyliśmy… Zrobił się taki potulny, jak nie on.

– Ale co? Nie próbował uderzać mocniej? – dopytywałem, pół żartem, pół serio.

Iza popatrzyła na mnie pobłażliwie i zachichotała jak dziecko.

– Tomek, głuptasie. A ty potrafiłbyś przejść obojętnie obok takiej laski jak ja? Biedaczysko dostało oczopląsu – stwierdziła, rzucając mi wymowne spojrzenie. – Ale sam jesteś sobie winien. To ty kazałeś mi założyć tę sukienkę!

– A jednak jesteś wredna! – Zaśmiałem się pod nosem.

Jej pewność siebie szczerze mnie rozbawiła, choć prawdę mówiąc, autentycznie mu współczułem. Iza wyglądała dziś jak modelka, która zeszła z wybiegu do świata zwykłych śmiertelników. Krótka, czarna kiecka opinała jej ciało tak bezczelnie, że nie dało się myśleć o niczym innym niż, jak wygląda pod spodem.

– Gdyby jeszcze wiedział, że masz pończochy… – rzuciłem, przesuwając wzrokiem po jej smukłych nogach. – Chyba się nie zorientował, co?

– No nieee wiem, nieee wiem – droczyła się, przeciągając słowa z tym swoim błyskiem w oku. – Siedzieliśmy obok siebie przy barze, a ja robiłam wszystko, żeby jednak się zorientował – dodała, modulując głos na taki „niewinny”, że aż mnie zatkało.

– Iza! – westchnąłem ciężko, starając się przybrać surową minę, ale ledwo powstrzymywałem uśmiech.

– No co? – postawiła się, wyraźnie rozkręcona. – Ty mnie porzuciłeś dla telefonu, a dyrektorowi się przecież nie odmawia. Jeszcze wyciągnąłby jakieś konsekwencje służbowe, albo co…

– Wariatka z ciebie – mruknąłem, kręcąc głową z niedowierzaniem.

– A poważnie, to nadal liczę na jakieś zadośćuczynienie z twojej strony. To miał być nasz wieczór, Tomuś.

– No przecież – odparłem pewnie, bo w zanadrzu miałem asa, który musiał zadziałać. – W ten weekend prowadzę szkolenie we Wrocławiu i chciałbym, żebyś pojechała tam ze mną. Mamy już zarezerwowany apartament nad samą Odrą.

Wiedziałem, że tej propozycji nie odrzuci. To właśnie o tym dyskutowałem tak długo przez telefon. Szef dzwonił z prośbą, bym go zastąpił – dopadło go paskudne przeziębienie i zupełnie stracił głos. Nie mogłem odmówić, miałem udziały w firmie, ale też dlatego, że odwołanie sesji oznaczałoby spadek naszej wiarygodności.

Iza spojrzała na mnie, a jej oczy natychmiast rozbłysły. Cały foch w ułamku sekundy wyparował z jej twarzy.

– Kochany jesteś – szepnęła z zachwytem.

– W sobotę co prawda pracuję, ale wieczór i całą niedzielę będziemy mieć tylko dla siebie. Obiecuję. – Pogładziłem ją po włosach, czując pod palcami ich miękkość.

Staliśmy akurat na czerwonym świetle, więc zdążyła mi posłać szybkiego, słodkiego buziaka. Po chwili wjechaliśmy na podjazd. Dom przywitał nas ciszą i ciepłym światłem lampy nad drzwiami.

– Zrobić ci jeszcze jednego drinka? – Iza tryskała humorem, wychodząc z auta i przeciągając się leniwie. – Pamiętasz, że jutro mam lekcje dopiero od południa?

– Pewnie, nie odmawiam! – odkrzyknąłem, kierując się w stronę kojca, żeby wypuścić psy.

Czułem się świetnie. Miałem piękną żonę, udany wieczór za sobą i perspektywę namiętnego weekendu przed sobą. Kiedy wszedłem do salonu, czekała na mnie z gotowym drinkiem. Chciałem ją objąć, przyciągnąć do siebie i poczuć jej ciepło, ale zwinnie się wywinęła. Zrobiła to tak naturalnie, jakby to był tylko element zabawy, po czym nachyliła się nad gramofonem, by nastawić płytę.

– Będziemy tańczyć? – spytałem, czując, jak krew pulsuje mi w skroniach.

Patrzyłem niemal lubieżnie, jak jednym ruchem oswabadza zmęczone stopy ze szpilek i z gracją odsuwa je na bok. Sposób, w jaki to zrobiła – boso, z tą nagłą swobodą – był dziwnie intrygujący. Liczyłem, że za chwilę wylądujemy w sypialni, ale Iza miała inny plan.

– A jak myślisz? – spytała zalotnie.

Odwróciła się tyłem, przyciskając do piersi ciężką szklankę z whisky. Pociągnęła spory łyk, a potem zaczęła kołysać biodrami w takt leniwej muzyki płynącej z kolumn. Poruszała się miękko, niemal drapieżnie. Zastygłem w bezruchu, zafascynowany tym, jak jej ciało reaguje na dźwięki. Wabiła mnie tymi kocimi ruchami, a obcisła sukienka podkreślała każdy mięsień jej pleców i pośladków. Miałem ochotę natychmiast z niej to zedrzeć, ale czułem, że ona chce, bym poczekał. Że karmi się tym moim wyczekiwaniem.

Długo nie wytrzymałem. Podszedłem do niej od tyłu, kładąc dłonie na jej talii. Poczułem, że skóra pod materiałem jest dziwnie rozgrzana. Wyjąłem jej z dłoni szklankę i odstawiłem na blat wyspy oddzielającej kuchnię od salonu.

– Kocham cię – wyszeptałem jej prosto do ucha, wdychając zapach włosów, w który wmieszała się ledwie wyczuwalna nuta tytoniu i męskich perfum.

– Pokaż mi – odpowiedziała zaczepnie, odchylając głowę na moje ramię.

W jej głosie nie było czułości, lecz jakieś mroczne, nieznane mi dotąd wyzwanie. Stała do mnie tyłem, więc odgarnąłem jej włosy i pocałowałem w kark, przesuwając wargami aż po linię obojczyka. Skuliła się pod wpływem tego gorącego dotyku, a potem gwałtownie odchyliła głowę, szukając swoimi rozedrganymi wargami moich ust. Ich zapach, wymieszany z cierpką nutą whisky, zadziałał elektryzująco. Delikatne z początku muśnięcie błyskawicznie zmieniło się w głęboki, zachłanny pocałunek. Jej usta posłusznie się rozchyliły, pozwalając mi wtargnąć do środka. Język Izy – wilgotny, ciepły i niewiarygodnie zwinny – splótł się z moim, wprawiając mnie w stan bliski odurzenia. Jęknęła cicho, a jej drobne ciało momentalnie się wyprężyło. Z zaskoczeniem poczułem, jak chwyta moje dłonie i zaborczo kładzie je sobie na piersiach. Ścisnąłem je i aż wstrzymałem oddech – Iza nie miała pod spodem stanika. To było odważne, nawet jak na nią, ale wiedziałem, że fason sukienki z cienkimi ramiączkami nie tolerował dodatkowych pasków.

– Co? – spytała zachrypniętym, lubieżnym głosem. – Lubisz je tak trzymać, świntuszku? Prawda?

– Są cudowne – westchnąłem, nie będąc w stanie wykrztusić nic więcej.

Iza nie puszczała moich rąk. Byłem cholernie podniecony tym, że sama nadaje rytm, instruując mnie bez słów, jak mam ugniatać jej sprężyste krągłości. Masowaliśmy je wspólnie przez miękki, jedwabisty materiał sukienki, który tylko potęgował doznania.

– Czy ta sukienka to na pewno był mój pomysł? – mruknąłem jej prosto w usta.

Udawałem, że nie pamiętam, choć doskonale wiedziałem, że sam błagałem ją o coś wyjątkowo sexy na ten wieczór.

– Oczywiście, że twój – przytaknęła, wpijając się w moje wargi. – A co? Żałujesz?

Figlara doskonale wiedziała, jak na mnie działa w takim wydaniu. Kiedy pojawiała się tak ubrana na imprezach, moja męska próżność była łechtana w szczególny sposób. Pyszniłem się tym, że faceci rozbierają ją wzrokiem, a najbardziej podniecał mnie fakt, że na starcie są skazani na porażkę. Iza była przecież zatwardziałą monogamistką – choć, paradoksalnie, czasami marzyło mi się, żeby choć raz odrobinę się zapomniała.

– Jesteś cholernie seksowna, wiesz? – wyszeptałem, spuszczając wzrok na jej dekolt.

Pod wpływem pieszczot jej piersi zaokrągliły się jeszcze bardziej, niemal wyrywając się z ciasnego gorsetu sukienki. Były nabrzmiałe i zarumienione niczym dojrzałe owoce. Pod palcami wyraźnie czułem twarde, wyprężone brodawki, więc nie namyślając się dłużej, ścisnąłem je obie jednocześnie.

– O taaak… Cudownie to robisz, Tomeczku – łasiła się do mnie niczym kotka, drażniąc moją twarz lekko potarganymi włosami.

Otarłem się o nie policzkiem i zanurzyłem w nich nozdrza, chcąc chłonąć bijące od niej ciepło. I wtedy poczułem to coś. Coś, co sprawiło, że krew zamarzła mi w żyłach. Zamiast znajomego zapachu rozgrzanego ciała żony i jej delikatnych perfum, uderzyła we mnie obca, ciężka woń. Nie miałem wątpliwości – to był zapach męskiej wody po goleniu.

Wciągnąłem powietrze jeszcze raz i omal się nie zakrztusiłem. Ten zapach… wiedziałem, do kogo należy. Tylko Adam mógł tak pachnieć. Poczułem w podbrzuszu bolesny, nagły skurcz. Myśl o tym, że musiał być tak blisko niej, była jak cios zadany bez ostrzeżenia. Przed oczami natychmiast stanął mi obraz ich tańca. Widziałem w myślach, jak przesuwa swoje łapska po jej talii i pożera ją wzrokiem, wyobrażając sobie wszystko to, co ja teraz z nią robiłem. Zaciągnąłem się raz jeszcze, mrużąc oczy, a wyobraźnia podsunęła mi najgorszy scenariusz: Iza tuli twarz do jego policzka, a on spogląda w moją stronę, uśmiechając się drwiąco. Jakby chciał mi przekazać, że to on był tam pierwszy. Że ten zapach na jej włosach to jego znaczenie terenu.

Skurwiel – zakląłem w duchu. Zapach obcego samca na ciele żony zmienił mnie w drapieżcę. Owładnęła mną brutalna, prymitywna żądza, podszyta potrzebą natychmiastowej zemsty. Nie chciałem jednak krwi; chciałem zawłaszczyć ją całą, zetrzeć z niej każdą cząsteczkę obcej woni i zastąpić ją własną. Chciałem naznaczyć ją swoim nasieniem. Zwierzęce? Tak. Ale w tej chwili byłem tylko instynktem.

– Pragnę cię! – wycharczałem, niemal zrywając z jej ramion cieniutkie ramiączka.

Materiał opadł ciężko, zatrzymując się na ułamek sekundy na sterczących brodawkach. W innej sytuacji delektowałbym się tym widokiem, ale teraz potrzebowałem jej nagości natychmiast. Zsunąłem sukienkę niżej, rolując ją na wysokości brzucha. Obnażone piersi zakołysały się swobodnie, by po chwili zniknąć w moich zachłannych dłoniach. Boże, są cudowne – przemknęło mi przez myśl, zanim ich omal nie zmiażdżyłem w niszczycielskim uścisku. Reakcja Izy była równie gwałtowna. Syknęła z zaskoczenia, ale mój wybuch pożądania wcale jej nie wystraszył. Wręcz przeciwnie – zaczęła się wić i prężyć, a jej tyłek zaborczo wbił się w moje krocze.

– Dotykał cię tu? – wysapałem jej prosto do ucha, zaciskając palce na pośladku, który tak prowokująco we mnie wpychała.

– Kto? – westchnęła, unosząc na mnie półprzytomne, zamglone oczy. Wyglądała, jakby zupełnie nie rozumiała pytania, odpływając w zupełnie inne rejony rozkoszy.

– Twój dyrektor. Tańczyłaś z nim przecież – wycedziłem przez zęby.

Zaniemówiła, a ja na moment zamarłem. Spodziewałem się, że rzuci mi się do oczu; Iza nigdy nie tolerowała nawet cienia insynuacji, że mogłaby pozwolić innemu mężczyźnie na zbyt wiele. Nigdy nie żartowała z takich rzeczy. Czekałem na wybuch gniewu, na atak, ale jej zdolność racjonalnej oceny sytuacji dawno już poległa w starciu z narastającym podnieceniem. Zamiast oburzenia, poczułem tylko, jak jej ciało jeszcze mocniej napiera na moje. Moja zazdrość, zamiast ją urazić, stała się paliwem dla jej własnego transu.

– Jesteś zazdrosny? O niego? – spytała z niedowierzaniem, odchylając głowę, by spojrzeć mi prosto w oczy.

– Zazdrosny? Nie! – zaprzeczyłem gwałtownie. Na jej twarzy pojawił się grymas czystego zdumienia. – Iza, ja jestem tym… potwornie podniecony! – wyrzuciłem z siebie jednym tchem.

Zamiast odpowiedzi, rozorała moje usta językiem, nie dając żadnych szans na dalsze wyjaśnienia. Sposób, w jaki to zrobiła, sprawił, że serce załopotało mi w piersi z radosnego odurzenia. Moja żona była pobudzona jak nigdy wcześniej. A co było zapalnikiem? My sami, wplątujący w nasz intymny świat cień innego mężczyzny.

– Tomeczku… o czym ty mówisz? – Iza brzmiała na kompletnie zagubioną, ale w jej głosie słyszałem narastającą chrypkę.

Sam do końca nie pojmowałem, dlaczego wizja Adama próbującego ją zdobyć tak bardzo mnie nakręca. Przecież to wszystko – jak mi się zdawało – było tylko wytworem mojej wyobraźni. Nieważne. Nie zamierzałem analizować tego jako psycholog; chciałem to przeżyć jako facet.

– Też był taki twardy? Powiedz mi! – wycharczałem jej do ucha.

Pośladki Izy nachalnie ocierały się o moje krocze, o penisa, który ledwo mieścił się w spodniach. Wyobraziłem sobie, że w tej dusznej knajpce, w tłumie tańczących ludzi, ocierała się o niego dokładnie w ten sam sposób.

– Co ci chodzi po głowie? Powiedz mi! – Zorientowała się, w jaką stronę zmierza ta gra, i zamiast mnie powstrzymać, zapragnęła w niej uczestniczyć.

– Naprawdę? Nie wiesz? – docisnąłem ją mocniej do siebie.

– Mów! Błagam cię! – niemal wykrzyczała, a jej wzrok był już zupełnie nieprzytomny.

Była pijana z pożądania, a nasze myśli bezwstydnie krążyły wokół faceta, z którym spędziła wieczór. Wziąłem głęboki oddech i postawiłem wszystko na jedną kartę.

– Iza, on się gapił w twój dekolt. Widział twoje piersi. Pozwoliłaś mu.

– Nieprawda… przesadzasz – mruknęła, ale nie brzmiało to jak zaprzeczenie.

– Nie przesadzam. Zorientował się, że nie masz stanika – sapałem jej prosto do ucha. – Zdajesz sobie sprawę, co sobie wyobrażał, kiedy tak przy nim stałaś?

– Nie mam pojęcia… – odparła, choć jej ciało mówiło co innego.

– Oczywiście, że masz. Widziałaś w jego oczach, że go rozpalasz, i podobało ci się to. Kusiłaś go, prawda?

Mówiliśmy sobie rzeczy, o których do tej pory nie odważyliśmy się nawet pomyśleć. Złączeni w jednym, niekończącym się pocałunku, przerzucaliśmy się tymi brudnymi słowami z ust do ust.

– Co jeszcze zobaczyłeś? – wyszeptała, dygocząc w moich ramionach.

– Wiem już, skąd ten grymas na twojej twarzy, kiedy w końcu chciałem z tobą zatańczyć. Żałowałaś, że to ja, a nie on.

– Myślałam, że tego nie zauważyłeś…

– Zauważyłem. I domyśliłem się reszty. Przytulałaś się do niego. Spodobał ci się jego zapach, co? Ta jego ciężka woda kolońska…

– Tomeczku! – jęknęła, a ja poczułem, jak jej dłonie wbijają się w moje plecy.

– Poczułaś zapach silnego, pewnego siebie samca i nie potrafiłaś się mu oprzeć – mówiłem to, co chciałem zobaczyć chorą wyobraźnią. Wciąż czułem we włosach Izy tę obcą woń i karmiłem nią swoje podniecenie.

– Dlatego nie protestowałaś, gdy cię przycisnął do siebie. Poczułaś na brzuchu, że jest twardy. I to twardy przez ciebie – sapałem jej do ucha. – Najpierw się przeraziłaś, ale potem zrobiło ci się tak dobrze, że nie chciałaś, bym to przerywał. Przyznaj się!

– Błagam, nie pytaj mnie o to! – jęknęła, odchylając głowę.

– Iza! Mów!

– Tak! To wszystko prawda! – wyrzuciła to z siebie z taką furią i ulgą, jakby zrzucała z serca ogromny głaz. Ale to nie był koniec. – I jeśli chcesz wiedzieć, byłam podniecona jak cholera! – dodała hardo, patrząc mi w oczy wyzywającym wzrokiem.

– Tak… tak do mnie mów! – wycharczałem.

Jej słowa były brudne, nieprzyzwoite, ale działały jak narkotyk.

Położyłem dłonie na jej udach i wbiłem palce pod krawędź opinającej je sukienki. Podciągnąłem materiał wysoko powyżej bioder, obnażając białą skórę, i wsunąłem dłoń w cienkie, koronkowe majtki.

– Auu! Poczekaj… tutaj? – zaoponowała, ale nie słuchałem.

Kuchenna wyspa wydała mi się w tej chwili ołtarzem dla naszej żądzy. Świat zewnętrzny przestał istnieć. Czułem tylko walące jak młot serce, gdy moje palce dotknęły gładkiego, rozgrzanego łona. Czułem, jak pulsuje pod dotykiem, gotowa i wilgotna. Zsunąłem dłoń niżej, rozchylając jej wargi, które zdawały się same szukać moich palców.

– Tomek! – wyjęczała, zapierając się dłońmi o chłodny blat wyspy, bo jej nogi stały się miękkie jak z waty.

Osunąłem się za nią na kolana i na moment oniemiałem. Przed oczami miałem ten idealnie ukształtowany, kołyszący się tyłek, przesłonięty jedynie skrawkiem czarnej koronki. I te pończochy… Ich widok zawsze był dla mnie obietnicą czegoś wyjątkowego. Czułem, jak krew uderza mi do głowy. Jak wygłodniały pies przesunąłem dłońmi po delikatnym jedwabiu, a potem jednym, zdecydowanym ruchem ściągnąłem z niej majtki. Gdy opadły na podłogę, obłapiłem ją za pośladki, wbijając w nie palce, i przywarłem ustami do jej skóry. Całowałem zachłannie, bez opamiętania, a te pocałunki szybko zmieniły się w drapieżne kąsanie i lizanie.

– Nie wytrzymam! – wyjęczała przez zaciśnięte gardło. W tym jęku słyszałem wszystko: bezsilność, walkę z samą sobą i całkowite przyzwolenie.

Uwielbiałem doprowadzać ją do tego stanu, ale dziś moja diablica przeszła samą siebie. Zazwyczaj wymagała długiej, wyrafinowanej gry wstępnej, tymczasem teraz po prostu wysunęła stopy z majtek i bez cienia wstydu rozstawiła nogi, wypinając w moją stronę nagi tyłek. Patrzyłem na nią jak urzeczony. W seksownych pończochach i z sukienką zrolowaną niedbale na brzuchu wyglądała bardziej jak ekskluzywna prostytutka niż moja żona. Kurwa mać! – skarciłem się w duchu za to porównanie, ale prawda była taka, że ta wizja rozpalała mnie do czerwoności. Czy tak zachowuje się szanowana nauczycielka z renomowanego liceum? Ten kontrast był obłędny.

– Mam przestać? – spytałem, choć znałem odpowiedź.

Nie czekając, polizałem ją chciwie pomiędzy pośladkami.

– Aaaaaaaa! – wykrzyknęła i wypchnęła biodra jeszcze mocniej do tyłu, jakby chciała mnie w siebie wessać.

Perfekcyjnie wydepilowana i zadbana szparka mogłaby wzbudzić zazdrość u niejednej panienki z branży porno.  Różowe płatki sromu były teraz lekko pofałdowane, a delikatnie ciemniejszy brzeg upodabniał je do płatków kwiatu – tak mi się przynajmniej wydawało, bo dziś wszystko było jakieś inne, bardziej intensywne, bardziej działało na wyobraźnię.

Chcesz tego, kochanie, tylko jeszcze boisz się przyznać – pomyślałem z satysfakcją, liżąc ją coraz bliżej tego najcudniejszego punktu. O tym możesz sobie tylko pomarzyć, Adamie – zakpiłem z niego w myślach. To było głupie, ale gdzieś w tyle głowy ciągle z nim rywalizowałem.

Cipka Izy pokryła się śluzem, którego nieprzyzwoita woń wabiła moje nozdrza. Brutalnie rozorałem ją językiem i zlizałem wyciekające ze środka krople. Smakowała wyjątkowo zwierzęco, lecz ja sam byłem teraz dziką, prymitywną bestią. Polizałem ją w środku z taką łapczywością, że opadła tułowiem na blat. Kołysała biodrami w tył i przód, co jakiś czas pojękując głośno, a ja ślizgałem się językiem po całej długości szparki, by po chwili skupić się wyłącznie na pulsującej łechtaczce, którą zacząłem bezlitośnie ssać i podgryzać.

– Tomek, przestań! Dochodzę! – usłyszałem jej gardłowy krzyk.

Wydała mi się niemal speszona tym, jak szybko pozwoliła się zaspokoić. Ale dla mnie ten krzyk był jak sygnał do ataku. Przyssałem się do niej z furią, biorąc nabrzmiałą łechtaczkę między wargi. Efekt był natychmiastowy. Jej ciałem wstrząsnęła seria potężnych skurczów. Iza zaczęła się rzucać niczym złapane w sidła zwierzę, a ja trzymałem ją mocno za rozkołysane pośladki, dopóki w końcu nie uspokoiła oddechu.

– O rany… – jęknąłem w szoku, ocierając usta. – To było inne.

– Inne? – wychrypiała z wysiłkiem. – To było zajebiste!

– Zajebiste? – Nie wierzyłem własnym uszom. Iza nigdy nie używała takich słów w łóżku. – Dziewczyno, co się z tobą stało?

Podniosłem się z kolan i odwróciłem ją przodem do siebie. Była rozpalona, lecz wciąż do końca niezaspokojona. Miała purpurowe policzki, a jej piersi falowały gwałtownie w rytm urywanego oddechu. Patrząc na jej potargane włosy przyklejone do czoła, miałem wrażenie, że kocham się z obcą kobietą. Nie pamiętam, żeby jej oczy kiedykolwiek płonęły równie dzikim, niezaspokojonym pożądaniem.

– Dokończ… we mnie… bo zwariuję! – Jej głos był zadziwiająco przytomny i władczy.

– Jeszcze ci mało? – Uśmiechnąłem się drapieżnie, wlepiając wzrok w jej biust, który wypięła wyzywająco, opierając się o krawędź blatu. Różowe sutki sterczały zadziornie, jakby domagały się kary. Ująłem je w dłonie, ścisnąłem i zacząłem ssać, kręcąc wokół nich językiem.

– O cholera, Tomek! – krzyknęła, tarmosząc mnie za włosy i wbijając paznokcie w ramiona.

Ssałem je coraz zapalczywiej, a Iza gorączkowo rozpinała mój rozporek. Zwinne paluszki szybko poradziły sobie z zapięciem i po chwili stałem przed nią z opuszczonymi do kostek spodniami. Jedną dłonią złapała mnie brutalnie za jądra, a drugą zacisnęła na wyprostowanym, twardym jak stal penisie. Zaczęła nią energicznie poruszać, od samej nasady aż po czubek, zupełnie bez wyczucia, jakby chciała wycisnąć ze mnie wszystko naraz. Patrzyła na mnie tym swoim nowym, dzikim wzrokiem i rozkoszowała się grymasem, który coraz mocniej wykrzywiał mi twarz.

– Przestań! – wyjęczałem, czując, że jestem na skraju. Jeszcze sekunda i cała ta zabawa skończyłaby się gwałtownym wytryskiem.

Obłapiłem ją za pośladki, wbijając palce w miękkie ciało, i ugiąłem kolana, żeby wbić w nią penisa, zanim wystrzeli całą zawartość na jej brzuch. Pomogła mi nakierować żołądź we właściwe miejsce. Po niedawnym orgazmie Iza była niesamowicie mokra.  Wśliznąłem się w nią do samego końca, nie czując praktycznie żadnego oporu. Jej usta rozwarły się szeroko i w tej samej chwili wydobyło się z nich długie, głośne westchnienie, które przeszło w niemal zwierzęcy pomruk.

– O taaak… zerżnij mnie mocno! – wychrypiała dziko prosto w moje usta, a jej głos, zazwyczaj tak słodki i namiętny, teraz brzmiał jak rozdzierany jedwab.

Zadrżałem w prymitywnym, samczym podnieceniu, czując, jak całe moje ciało odpowiada na ten bezwstydny rozkaz. Skąd u niej, do diabła, ten język?

Nie wiem, co w nią wstąpiło, ale to, co robiła, było niesamowite, pierwotne i obłędnie podniecające. Iza uniosła zgiętą w kolanie nogę i zarzuciła łydkę na moje biodro, przyciągając mnie do siebie jeszcze głębiej. Instynktownie schwyciłem ją pod pośladki i posadziłem na twardym blacie wyspy. Gdzieś z tyłu głowy pojawiło się zdumienie, że wszystko idzie niesamowicie gładko i naturalnie, bo do tej pory nie uprawialiśmy seksu w tak karkołomnych, agresywnych pozycjach. Ale jednocześnie poczułem, jak wiele przez to straciliśmy.

– Co ty ze mną robisz, wariacie? – wymamrotała słabym głosem, lecz jej ciało bezczelnie wszystkiemu zaprzeczało. 

Przywarła do mnie z drapieżną siłą, splatając nogi na moich biodrach w ciasnym, morderczym uścisku. Byliśmy tak blisko, jakbyśmy stali się jednym, spoconym organizmem. Czułem, jak jej paznokcie bezlitośnie wbijają się w moje plecy, a ona, chowając twarz w moim ramieniu, szukała we mnie oparcia. Wtedy przeszyło mnie to gwałtowne wyładowanie; palący impuls wystrzelił wzdłuż kręgosłupa, uderzając ciężką falą prosto w jądra, sprawiając, że każde włókno mięśni stało się twarde jak stal.

Wbijałem się w nią z twardo, dociągając każde pchnięcie do samego końca, ale robiłem to powoli i precyzyjnie. Pragnąłem opóźnić moment, w którym wytrysnę. Chciałem, by ta rozkoszna chwila, ten bezwstydny seks na kuchennym blacie, trwał wieki. Iza kąsała moje ramiona i rozkosznie pojękiwała.

– Tomek… Boże, jak dobrze! – Wyprężyła się gwałtownie, a jej ciało stało się twarde, napięte do granic wytrzymałości. Paznokcie bez litości orały moją skórę, zostawiając na plecach głębokie, palące bruzdy.

– Szybciej! Nie przestawaj! – wycharczała błagalnym głosem.

Zanim zdążyłem odpowiedzieć, poczułem ostry ból – zatopiła zęby w moim ramieniu, szukając ujścia dla emocji, które dosłownie rozrywały ją od środka. Przyspieszyłem, tracąc resztki samokontroli. Iza poluzowała uścisk i osunęła się na blat, podpierając się na łokciach. Patrzyła na mnie z dołu, a w jej nienaturalnie rozszerzonych źrenicach pulsował czysty głód wymieszany z niedowierzaniem. Widziałem, jak mocno nakręca ją ta nagła utrata kontroli, brak komfortu i sypialnianej estetyki. Leżała na twardym blacie, pośród rozrzuconych naczyń, z nogami rozłożonymi, jak ostatnia dziwka, którą bierze się szybko i bez pytania o zdanie.

– Co? Wolisz iść do łóżka? – Spróbowałem silić się na żart, choć sam ledwo łapałem oddech.

– Zamknij się! – krzyknęła, a jej głos załamał się z rozkoszy.

Widok moich napiętych bicepsów i brzucha, który z każdym uderzeniem twardniał między rozchylonymi udami, stłumił w niej resztki racjonalnego myślenia. Poczułem, że dłużej nie wytrzymam. Zadarłem jej nogi wysoko i zarzuciłem je sobie na ramiona. Iza opadła na plecy, odchylając głowę tak mocno, że jej włosy rozsypały się po blacie jak jasna plama. Była obnażona, całkowicie bezbronna i gotowa dać mi rozkosz, lecz również sama ją wziąć.

– Cudownie wyglądasz… – wyjęczałem, bo w tej chwili była dla mnie uosobieniem seksu, jedynym punktem w całym wszechświecie.

Zacisnąłem dłonie na jej biodrach, niemal miażdżąc skórę, i zacząłem brać ją bez opamiętania. Wszystko inne przestało się liczyć. Jedyne co słyszałem to soczyste klaśnięcia skóry o skórę i coraz głośniejszy, zwierzęcy skowyt Izy, która zbliżała się do kolejnego orgazmu. Na widok jej drżącego, wygiętego w agonalnej rozkoszy ciała, zerwało mi się połączenie między moim mózgiem a lędźwiami. Stałem się maszyną. Wsuwałem się w jej delikatną szparkę szybko i bez cienia delikatności. Finiszowałem niczym nieokrzesany barbarzyńca, biorąc to, co moje, i czułem, że ona również pragnie tej pierwotnej siły bardziej niż czegokolwiek innego.

– Izaaaa! – wyjęczałem, mimo zaciśniętej krtani.

Zalałem ją gorącym nasieniem, czując, jak każda komórka mojego ciała eksploduje. Poczułem błogie ciepło rozchodzące się po jej pochwie i potężną ulgę w opróżnionych jądrach. Jej ciało wciąż żyło własnym życiem – rozedrgane, pulsujące w rytm kolejnych fal orgazmu, które przetaczały się przez nią jeszcze długo po tym, jak przestałem się ruszać. Kiedy w końcu wrócił nam wzrok, podała mi bezwładne dłonie. Pomogłem jej usiąść, bo jej nogi były wciąż jak z waty. Oparła czoło o moją pierś, a ja splotłem palce w jej zmierzwionych włosach, gładząc ją z nagłym przypływem czułości. Dopiero wtedy, w ciszy kuchni, dostrzegliśmy pobojowisko: przewrócone krzesło barowe i setki lśniących odłamków szkła na posadce. Nawet nie zarejestrowaliśmy momentu, w którym Iza zrzuciła z blatu szklankę, którą postawiłem tam chwilę wcześniej.

– Chodź. Zaniosę cię pod prysznic – szepnąłem, biorąc ją na ręce, jakby była najcenniejszym skarbem.


Następnego dnia spałem tak twardo, że nie zarejestrowałem momentu, w którym Iza wymknęła się z łóżka. Pewnie nie chciała mącić mi odpoczynku, więc wyszykowała się bezszelestnie i wyszła do pracy bez pożegnania. Kiedy w końcu zwlokłem się z materaca, kuchnia lśniła czystością – po wczorajszych ekscesach na blacie nie został nawet najmniejszy ślad. Jednak wystarczyło jedno spojrzenie na gładką powierzchnię wyspy, by w dole brzucha pojawiło się znajome, gęste mrowienie. „Musimy to powtórzyć” – pomyślałem z uśmiechem.

Dzień upłynął mi pod znakiem przygotowań do wykładu, przerywanych jedynie krótkimi wyjściami do ogrodu, by okiełznać trawę i krzewy. Iza wróciła dopiero wieczorem. Prosto ze szkoły popędziła do fryzjera i kosmetyczki, chcąc dopieścić każdy szczegół wyglądu przed nadchodzącym weekendem. Czekało nas spotkanie z jej przyjaciółką z Wrocławia, a w planach była również opera lub teatr muzyczny – według mojej pani takie wyjścia wymagały oprawy godnej najwyższych standardów.

– I jak? – spytała kokieteryjnie już w progu. Zrobiła lekki, pełen wdzięku piruet, prezentując nową fryzurę i lśniące, świeżo polakierowane paznokcie.

Mimo krótkiej nocy i godzin spędzonych w pracy wyglądała olśniewająco świeżo. Miała na sobie ołówkową spódnicę do kolan i mocno zabudowaną bluzkę –  formalny, niemal surowy styl kompletnie nie pasował do wizerunku emanującej seksem dzikuski, którą była jeszcze kilkanaście godzin temu. Ten kontrast był uderzający i na swój sposób perwersyjny.

– Cudnie – uśmiechnąłem się, przyciągając ją do siebie na krótki, ale namiętny pocałunek.

– Jestem głodna jak wilk! Co zjemy? – krzyknęła, wymykając mi się i biegnąc w stronę kuchni.

– Zamówiłem pizzę, zaraz powinni przywieźć.

Przeczuwałem, że przy tym tempie nie znajdzie czasu na jedzenie na mieście.

– Pizza o tej porze? – Jęknęła, rzucając pełne rozpaczy spojrzenie na swój płaski brzuch, po czym nagle parsknęła serdecznym śmiechem. – A chrzanić to! Marzyłam o czymś niezdrowym.

Dźwięk domofonu przerwał jej śmiech, zwiastując rychłą ucztę. Podczas gdy ja odbierałem zamówienie, Iza zdążyła się przebrać. Gdy weszła do kuchni, poczułem, jak skacze mi ciśnienie. Miała na sobie zwykłą koszulkę i obcisłe dżinsy, które idealnie opinały jej biodra i od razu zauważyłem, że pod spodem nie ma biustonosza.  Usiedliśmy na tarasie, chłonąc wieczorne powietrze i zajadając się gorącym ciastem. Iza z zapałem relacjonowała przebieg dnia, gestykulując i wyrzucając z siebie potoki słów. Była znów tą samą Izą – beztroską, spontaniczną gadułą, którą znałem od lat. Czułem jednak podskórnie, że ta jej radosna paplanina to tarcza, którą próbuje odgrodzić nas od wspomnienia wczorajszej nocy. Czyżby wstydziła się tego, jak bardzo puściły jej hamulce?

Słuchałem jej tylko jednym uchem, ponieważ moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Nakładałem obraz tej ułożonej dziewczyny na wspomnienie kobiety wijącej się w konwulsjach rozkoszy na kuchennym blacie. Widziałem ją bezbronną, nieprzyzwoitą i cholernie pociągającą. Uwielbiałem ją za tę dwoistość – za to, że potrafiła być ciepła i pogodna, by za chwilę zmienić się w perwersyjną, żądną wszystkiego kochankę. Jej dziewczęcy uśmiech już dawno roztopił mi serce, ale to, co zrobiła chwilę później, uderzyło mnie z siłą taranu. Iza wsunęła do ust ubrudzone czerwonym sosem koniuszki palców. Zrobiła to zupełnie nieświadomie i naturalnie, lecz widok jej języka omiatającego opuszki i dźwięk cichego mlaśnięcia sprawił, że poczułem w dżinsach bolesne napięcie. Ten jeden, pozornie niewinny ruch, był jak zaproszenie do powtórki wczorajszego szaleństwa.  

– A co u Adama? Miał kaca? – spytałem znienacka, wykorzystując moment, w którym Iza zapchała usta kawałkiem pizzy i na chwilę przerwała swój słowotok.

– U Adama? – Omal się nie zakrztusiła, zdradzając zmieszanie. Przełknęła kęs, a na policzki wypełzł jej lekki rumieniec. – Nie było go dziś w pracy. Pojechał na jakąś konferencję, chyba do kuratorium.

Odłożyła niedojedzony brzeg pizzy i spojrzała na mnie badawczym, niemal lękliwym wzrokiem. Atmosfera na tarasie nagle zgęstniała.

– Tomek… ale ja bym nigdy cię nie… no wiesz. Wczoraj zachowywałeś się tak, jakbyś mnie o coś podejrzewał – dodała już całkiem poważnie, a jej głos stracił radosny ton. Odstawiła talerz i ujęła moją dłoń w swoje małe, ciepłe dłonie.

– Wiem, kochanie. O nic cię nie podejrzewam – zapewniłem ją, choć obraz Adama dotykającego jej talii wciąż palił mnie pod czaszką.

– Tak? Ale wczoraj mówiłeś o nim w taki sposób, że jeszcze teraz mam gęsią skórkę – zdziwiła się, a ja poczułem, jak jej palce zaciskają się mocniej na mojej skórze. – Skąd ci w ogóle przyszło do głowy, że on mógłby mnie… obściskiwać? Że ja bym mu na to pozwoliła?

– Chodź do mnie – powiedziałem łagodnie, przerywając tę tyradę.

Kiedy przysunęła się bliżej, przyciągnąłem ją mocno i wtuliłem twarz w jej pachnące fryzjerem włosy. Iza natychmiast splotła ramiona na mojej szyi i oparła głowę na mojej piersi, wsłuchując się w przyspieszone bicie serca.

– Poniosła mnie wyobraźnia – wyznałem szczerze, czując, jak zapach jej skóry i bliskość piersi bez stanika znów odbierają mi jasność myślenia.

– Ej! Nie wierzę… – Odsunęła się o centymetr, by spojrzeć mi w oczy, a na jej twarzy malowało się autentyczne, niemal dziecięce zdumienie. – Przecież ty byś w życiu nie pozwolił, żeby ktokolwiek mnie dotknął. Rozszarpałbyś go. Naprawdę… naprawdę przychodzą ci do głowy takie rzeczy? – Jej głos obniżył się o ton, a w oczach, obok zdziwienia, pojawił się błysk fascynacji moją mroczną stroną.

Poczułem ogarniającą mnie słabość. Ta rozmowa stawała się cholernie krępująca. Nie byłem przygotowany na taką dawkę szczerości ani na to, by obnażać przed nią fantazje, które nabrały realnego kształtu dopiero wtedy, gdy kochaliśmy się jak w filmie. Podeszła mnie bez ostrzeżenia, wbijając we mnie te swoje przenikliwe oczy.

– Muszę odpowiadać? – wykrztusiłem w końcu.

– Wczoraj nie byłeś taki nieśmiały – zauważyła przytomnie, a w jej głosie usłyszałem nutkę triumfu.

Przełknąłem nerwowo ślinę, czując, jak w gardle zasycha mi z emocji. Zaczerpnąłem głęboko powietrza, starając się opanować drżenie głosu.

– Bo wiesz… kiedy z nim tańczyłaś. Wyglądałaś tak nieziemsko seksownie – zacząłem się tłumaczyć, czując, że brnę w coś, z czego nie ma łatwego powrotu.

– Co było w tym aż tak szczególnego? – zdziwiła się, unosząc brwi. – Pierwszy raz widziałeś mnie w tańcu z kimś innym?

– Nie, ale… wyglądało to tak, jakby cię bezczelnie podrywał. Czułem to.

– I to cię kręciło? – przerwała mi, a jej głos stał się nagle niższy, bardziej nasycony.

– Yhmm – przytaknąłem, niezdolny do kłamstwa. – Ciągle widzę cię w jego ramionach. Przyznaj sama… Adam to niezłe ciacho.

– Całkiem, całkiem… – rzuciła, a ja zobaczyłem, jak na jej policzki wypełza gęsty rumieniec, którego nie zdołała opanować. – Ale mówisz serio? Przecież to jest chore, Tomek. Naprawdę myślisz, że mogłabym z nim flirtować?

– On na pewno nie odmówił sobie tej przyjemności, prawda?

Byłem tego pewien. Widziałem, jak na nią patrzył.

Iza gwałtownie zaprzeczyła, uparcie twierdząc, że nie zauważyła w jego zachowaniu niczego niestosownego. Ale nie to było teraz najważniejsze.

– Nie żałujesz tego, co działo się potem? – Rozmarzyłem się, a przed oczami stanął mi obraz jej nóg zarzuconych na moje ramiona. – Byłaś wczoraj bardzo, ale to bardzo niegrzeczna.

Posłałem jej rozpustny uśmiech, który nie pozostawiał złudzeń co do moich myśli. Iza spuściła wzrok, wyraźnie zawstydzona, ale po chwili uniosła głowę. Jej mina stwardniała, a w oczach zapłonęły figlarne ogniki.

– Przez ciebie, łajdaku, cały dzień miałam wyjęty z życiorysu! – wybuchnęła śmiechem, prosto w moją oszołomioną twarz. – Nie mogłam się skupić na prowadzeniu lekcji, chyba kilka razy zaliczyłam niezłą wpadkę przed uczniami, bo myślałam tylko o… no, wiesz.

– A widzisz! Niegrzeczna z ciebie dziewczynka! – Zaśmiałem się, przyciągając ją bliżej.

– Niegrzeczna, ale tylko dla ciebie – szepnęła.

Jej wargi musnęły moje usta, a potem poczułem wilgotny, gorący dotyk języka. Delikatnie mnie polizała, drażniąc moje zmysły. Smakowała pizzą, ale pod aromatem pomidorów i oliwy pulsował o wiele silniejszy zapach pożądania. Zanim zdążyłem zareagować, jej język pewnie przecisnął się między moimi wargami, otumaniając mnie długą, namiętną pieszczotą. Wtedy nastąpiło coś, czego się nie spodziewałem. Iza, nie przerywając pocałunku, zwinnym ruchem uniosła biodra i usiadła na mnie okrakiem. Poczułem rozgrzane krocze naciskające bezpośrednio na twardniejącego członka. Wtuliła swoją płonącą twarz w moją szyję, a jej oddech stał się urywany. Czułem, jak jej serce łomoce o moją klatkę piersiową, a fakt, że pod koszulką nie miała nic, sprawiał, że każdy jej oddech był dla mnie torturą i rozkoszą jednocześnie.

– Chciałbyś, żebym z kimś flirtowała? Naprawdę nie byłbyś zazdrosny? – wyszeptała mi do ucha, a jej gorący oddech sprawił, że na moim karku pojawiły się ciarki.

W jej głosie słychać było niedowierzanie, ale podbite dziwną nutką niepokoju, jakby właśnie zaglądała w głąb ciemnej, nieznanej przepaści.

– Ani trochę – odpowiedziałem odruchowo, choć musiałem włożyć całą siłę woli w opanowanie drżenia głosu.

Podpuszczałem ją, balansując na granicy ryzyka. Te dwa słowa mogły w ułamku sekundy zamienić jej pożądanie w lodowatą furię. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Poczułem, jak jej ciało napina się na moich kolanach, zmieniając się w napiętą do granic możliwości strunę.

– A nie wziąłeś pod uwagę, że mogłabym się zapomnieć? – zapytała prowokacyjnie, odchylając głowę, by spojrzeć mi w oczy. – Że mogłabym pozwolić sobie na dużo więcej? Przecież zazwyczaj to się właśnie tak kończy.

– A czemu nie? – rzuciłem wyzywająco. – Sama świadomość, że mogłabyś to zrobić, jest kusząca. Zobacz, jak było nam wczoraj przez tę odrobinę zazdrości dobrze. – Chciałbym więcej, a ty?

Wpatrywałem się w nią z palącym oczekiwaniem. Rozmowa weszła na właściwe tory, zrzuciłem maskę i teraz naprawdę chciałem doprowadzić tę grę do końca. Iza jednak wciąż walczyła z zasadami.

– Ale ty chyba nie zdajesz sobie sprawy, że taki flirt to nie tylko niewinna zabawa w słowa! – Jej głos stał się wyższy, bardziej rozemocjonowany. – Miałabym pozwolić mu się dotykać?! Załóżmy, że taki Adam złapałby mnie za tyłek, albo bezczelnie chciał mnie pocałować… Patrzyłbyś na to wszystko ze spokojem?

Widać było, że ta wizja jest dla niej abstrakcyjna, wręcz niemożliwa do zaakceptowania, a jednak samo wypowiedzenie tych słów sprawiło, że jej piersi zaczęły falować szybciej.

– Łaaał… – westchnąłem, pozując na wyluzowanego zgrywusa, ale zaraz poczułem, jak krew odpływa mi z mózgu prosto do lędźwi. – Sztywnieję na samą myśl, że on mógłby choćby spróbować.

– Tomek, wystarczy! Dosyć! – Przerwała mi gwałtownie, kładąc mi dłoń na ustach.

Zaczęła się śmiać, ale był to śmiech nerwowy, podszyty wyraźnym skrępowaniem i nadmiarem bodźców, których nie potrafiła jeszcze przetrawić. – Nie rozmawiajmy już o tym, dobrze? To… to zbyt szalone.

Zgrabnym ruchem ześliznęła się z moich kolan, jakby uciekała przed prądem, który popłynął między nami i nie zrobił nikomu krzywdy. Złapała z talerza ostatni kawałek pizzy i pochłonęła go w mgnieniu oka, próbując w ten sposób wrócić do bezpiecznej codzienności i ochłonąć po tej niebezpiecznej wymianie zdań. Widziałem jednak po jej drżących dłoniach, że ziarno zostało zasiane.

– Ale nie obraziłaś się? – zapytałem, próbując wyczuć, czy nie przeciągnąłem tej struny zbyt mocno.

– Wariat z ciebie – odpowiedziała figlarnie, choć w jej oczach wciąż tliły się resztki oszołomienia. – Po prostu nie mogę pojąć, skąd u ciebie biorą się takie pomysły. Czy ty mnie już nie kochasz?

– Iza! Nawet tak nie myśl. To nie ma nic wspólnego z brakiem miłości, wręcz przeciwnie – żachnąłem się, chcąc natychmiast rozwiać jej wątpliwości.

Przysunęła się bliżej i pogłaskała mnie po policzku. Jej dłoń była ciepła, a dotyk miękki, kojący. Po dłuższej przerwie, gdy nasze spojrzenia się splotły, powiedziała już zupełnie poważnie:

– Tomek, ja naprawdę nie potrafię sobie wyobrazić, żebym mogła przytulać się do innego mężczyzny. Brrr… – Wzdrygnęła się z autentycznym niesmakiem, jakby samo dopuszczenie do siebie tej myśli fizycznie ją zabolało. Na szczęście jednak ten chwilowy cień zniknął tak szybko, jak się pojawił, a na jej twarz wrócił pogodny uśmiech.

– Ale chociaż w myślach można pogrzeszyć, prawda? – Wyszczerzyłem zęby w prowokacyjnym uśmiechu, badając grunt pod kolejny ruch.

W odpowiedzi dostałem od niej porządnego kuksańca w ramię.

– Jesteś niemożliwy! – parsknęła śmiechem.

Wiedziałem jednak swoje. Ta rozmowa miałaby zupełnie inny finał, gdybyśmy byli teraz w sypialni. Tam, w ciemności, między zmiętą pościelą, jej „nigdy” i „nie wyobrażam sobie” prawdopodobnie stopiłoby się w ogniu pożądania, tak samo jak wczoraj na kuchennym blacie.


 

Dzień później oddychaliśmy już powietrzem Wrocławia – miasta, które było fundamentem naszej wspólnej historii. Tutaj studiowaliśmy, poznawaliśmy się i przeżywaliśmy najbardziej beztroskie lata. Powrót do naszego miasta zawsze działał na nas kojąco; czuliśmy się w tu jak w domu, który opuściliśmy tylko na chwilę. Dotarliśmy na miejsce późnym wieczorem, bo Iza kończyła lekcje dopiero po czternastej. Szybka kolacja w jednej z knajpek na Starym Mieście, krótki spacer wśród oświetlonych kamienic i musieliśmy wracać do apartamentu. Obowiązki nie dawały o sobie zapomnieć – czekało mnie wystąpienie przed dużą, międzynarodową korporacją. Wykład miał być po angielsku, co wymagało ode mnie dopieszczenia każdej frazy, by brzmiała perfekcyjnie. Iza, widząc moje skupienie, postanowiła nie wchodzić mi w drogę i zeszła do siłowni, która była w tym samym budynku na parterze.

– Potem masz być wyłącznie do mojej dyspozycji. Bez wymówek – rzuciła na odchodnym z figlarnym błyskiem w oku.

Uśmiechnąłem się pod nosem. Wiedziałem, że te słowa to obietnica kolejnej nocy pełnej perwersji. Praca wciągnęła mnie bez reszty. Stukanie w klawiaturę i szukanie odpowiednich sformułowań sprawiło, że kompletnie straciłem poczucie czasu. Ocknąłem się dopiero, gdy usłyszałem trzask zamykanych drzwi.

– A ty jeszcze przy komputerze? – Spojrzała na mnie z udawaną rezygnacją, wymownie stukając w tarczę zegarka. – Kochanie, mamy weekend. Odpuść już sobie.

Trening wyraźnie jej posłużył. Była rozluźniona, tryskała energią, a na policzkach malował się zdrowy, seksowny rumieniec.

– Już, kończę… Jeden momencik – mruknąłem, choć wzrok wciąż uciekał mi do ekranu.

– W takim razie biorę prysznic i jestem gotowa… Wiesz dokładnie na co – krzyknęła przez ramię i zaczęła się rozbierać na moich oczach.

Ale to nie było zwykłe zrzucanie ciuchów; to był odstawiony z pełną premedytacją perwersyjny striptiz, specjalnie wymierzony we mnie, by wybić mnie z rytmu pracy. Ściągała ten cholernie obcisły strój centymetr po centymetrze, pozwalając, by materiał powoli odsłaniał zaczerwienioną od wysiłku skórę. Wodziła dłońmi po krzywiznach bioder i ud, muskając się z taką lubością, jakby dotykanie się autentycznie ją podniecało. Czułem się jak ostatni idiota. Gdzieś z tyłu głowy krzyczał głos rozsądku, żebym rzucił laptopa w kąt i wskoczył pod prysznic razem z nią, ale poczucie obowiązku wygrało z pożądaniem. Zostało mi kilka zdań, których nie chciałem porzucać. Posłałem jej tylko znad komputera słodkiego buziaka, na co ona zakręciła nagim, sprężystym tyłeczkiem i zniknęła w łazience.

Wyszła po kilku minutach, otulona jedynie parą wodną i krótkim, czarnym szlafroczkiem z satyny, który ledwo zakrywał to, co miał zakrywać. Przybrała minę wygłodniałej kotki i zatrzepotała rzęsami, idąc prosto w stronę łóżka. W połowie drogi, nie odrywając ode mnie wzroku, jednym płynnym ruchem poluzowała pasek szlafroka. Materiał rozchylił się kusząco, obnażając linię brzucha i fragmenty piersi. Była cholernie, wręcz boleśnie pociągająca, a ja poczułem, że angielskie słówka na ekranie właśnie straciły jakikolwiek sens.

– Skarbie, naprawdę, jeszcze tylko sekunda… – rzuciłem, rozdarty, bo właśnie wpadła mi do głowy idealna puenta wykładu i bałem się, że jeśli teraz odwrócę uwagę, uleci bezpowrotnie.

– Taki jesteś? – fuknęła, robiąc nadąsaną minę i ostentacyjnie naciągając poły szlafroka pod samą szyję, jakby chciała odciąć mi dostęp do jakichkolwiek widoków.

No to pięknie, obraziła się, idioto jeden – skarciłem się w duchu. Jednak gdy zerknąłem na nią kątem oka, odetchnąłem z ulgą. Iza wcale nie zamierzała kapitulować. Wręcz przeciwnie – z niespotykanym u niej, drapieżnym spokojem, wyciągnęła się na łóżku tuż obok mnie. Wsparta na łokciu, obserwowała tajemniczo, jak zapełniam stronę pismem, a w jej spojrzeniu było coś, czego nie potrafiłem odczytać. Zauważyłem, że z każdą chwilą jest bliżej. Przysuwała się milimetr po milimetrze, drapiąc mnie delikatnie paznokciami po przedramieniu, ewidentnie coś knując. Na policzku czułem jej oddech, który z każdą sekundą stawał się coraz cieplejszy, gęstszy, aż w końcu jej wilgotne wargi dotknęły mojego ucha.

– Zdradziłam cię… – Usłyszałem niski, niespokojny szept.

– O czym ty mówisz? – spytałem od niechcenia, niemal ignorując jej słowa. Wydały mi się tak niedorzeczne, tak niepasujące do mojej Izy, że nie wywarły na mnie żadnego wrażenia. Myślałem, że to kolejna z jej gierek.

– Zdradziłam cię z Adamem, nie rozumiesz? – powtórzyła dobitniej, a jej ramię oplotło mnie mocno. Wtuliła się we mnie tak, bym nie mógł dostrzec jej oczu, ale czułem na skórze jej rozedrgane wargi i urywany, gorący oddech.

– Co?! Jak… – Gwałtownym ruchem odłożyłem laptopa na brzeg łóżka. Wreszcie do mnie dotarło, że to nie są przelewki. Serce podeszło mi do gardła. – Iza, ty żartujesz, prawda? Powiedz, że to żart.

– Nie jestem w nastroju na żarty – wychrypiała, a ja poczułem, jak całe jej ciało drży pod satyną. – Ale zanim coś powiesz… wysłuchaj mnie do końca, dobrze? Proszę.

– Nie, no… – Nie mogłem wydusić słowa. W głowie miałem mętlik, a krew zaczęła pulsować w skroniach. – Co ty mi właściwie chcesz powiedzieć? Że on…? Że wy…?

– Wytrzymaj. Obiecuję, że nie pożałujesz – przerwała mi łagodnie, kładąc dłoń na mojej piersi. Jej dotyk był parzący. Zamurowało mnie.

– Przyszedł dzisiaj do mnie po zajęciach – zaczęła, a jej głos stawał się coraz bardziej nasycony emocjami. – Czasami zaglądał do klasy, żeby przekazać jakieś dokumenty, ale tym razem poczułam się nieswojo. Uzupełniałam wpisy w dzienniku, w szkole nie było już żywej duszy, tylko my dwoje w pustej klasie. Spytał, czy dobrze się bawiłam w jego towarzystwie w tamtej knajpce. Powiedział, że odniósł wrażenie, jakbym chciała mu wtedy coś powiedzieć… Jeszcze nie wiedziałam, do czego zmierza, ale zamiast go zbyć, głupia… dałam mu do zrozumienia, że było całkiem intrygująco.

Dodała to z wyraźnym żalem, ale w jej głosie, pod warstwą skruchy, wyczułem coś jeszcze – niebezpieczne podniecenie, które udzieliło się i mnie.

– Dlaczego mu tak powiedziałaś?! – wybuchnąłem, czując, jak zazdrość miesza się z nagłym, perwersyjnym skokiem ciśnienia.

– To wszystko przez ciebie – westchnęła z wyrzutem, a w jej głosie czaiła się drapieżna satysfakcja. – Kiedy powiedziałeś mi, że Adam ma na mnie ochotę, pomyślałam, że mogłabym go podpuścić. Sprawdzić, jak to jest, gdy obcy facet pożąda mnie tak bardzo, że traci kontrolę. Wcześniej był mi obojętny, ale kiedy go dziś zobaczyłam… zrozumiałam, że jest nawet w moim typie. Dojrzały, pewny siebie i cholernie przystojny. Dałam mu do zrozumienia, że uwielbiam silnych mężczyzn, którzy biorą to, czego chcą. Biedaczek miotał się, nie wiedząc, czy drwię z niego, czy mówię poważnie, ale moje zaczepki zadziałały jak iskra na benzynę. Wyznał, że uwielbia to nasze przekomarzanie się i że nie może przestać myśleć o tym, jak wyglądałam tamtego wieczoru.

– Dlaczego? – wychrypiałem, czując, jak w pokoju gwałtownie brakuje tlenu.

Iza pogłaskała mnie po policzku, a jej oczy lśniły w półmroku. – Kochanie, przecież on doskonale widział, że pod tą sukienką nie mam biustonosza. Widział koronki pończoch, gdy zakładałam nogę na nogę. Co byś sobie pomyślał na jego miejscu?

– Zaprzeczyłaś?

– Nie – odparła bez wahania, a jej głos stał się niski i prowokujący. – Mówiłam ci przecież, że robiłam wszystko, żeby to zauważył. Chciałam, żeby o tym marzył.

Iza łasiła się do mnie jak kotka, a jej palce nie przestawały wędrować po moim torsie. Schodziły coraz niżej, drażniąc skórę brzucha ostrymi jak małe skalpele paznokciami, co przyprawiało mnie o gęsią skórkę. To było niesamowite – słuchać opowieści o zdradzie i jednocześnie czuć na sobie jej gorące, spragnione dłonie. Wiedziałem, że ta sprytna bestia znalazła idealny sposób, bym skupił na niej całą swoją uwagę. Tworzyła dramaturgię, której pragnąłem, a jej namiętny szept sprawiał, że każde słowo brzmiało niebezpiecznie wiarygodnie.

– Spytał, czy mam je teraz na sobie… – kontynuowała, a jej oddech stał się urywany. – Zrobiło mi się duszno. Oparłam się o biurko, a on po prostu stał i patrzył. Świdrował mnie tym swoim zaborczym, brudnym wzrokiem, jakby chciał zedrzeć ze mnie ubranie samymi oczami. Czułam obezwładniający zapach jego wody kolońskiej, czułam na twarzy jego gorący oddech. Ta bliskość była paraliżująca. Powiedziałam mu, żeby sam sprawdził, jeśli naprawdę jest taki ciekawy.

– Pozwoliłaś mu? Tak po prostu?

– Nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Tomek, to się działo poza mną… – westchnęła, przymykając oczy. – Położył dłoń na wewnętrznej stronie mojego uda, a ja nie zaprotestowałam. Rozumiesz? Poza tobą nikt nigdy mnie tam nie dotykał, a ja stałam jak urzeczona. Próbowałam powiedzieć, że nie powinniśmy, ale w głębi duszy… cholera, tak bardzo chciałam, żeby nie przestawał. Czułam tylko żar jego palców, które przesuwały się coraz wyżej i wyżej, aż pod sam brzeg majtek. Matko, cała się trzęsłam.

W tym momencie dłoń Izy wślizgnęła się pod gumkę moich slipek i pewnie zacisnęła na członku.

– Jaki twardy! Nie masz mi za złe, prawda? – zawołała, unosząc głowę. Na jej rozpalonej twarzy malowało się udawane zdumienie. Była genialną aktorką, a ta gra kręciła mnie bardziej niż cokolwiek innego.

– Mów, co było dalej – wyjęczałem, przyciskając usta do jej szyi.

Iza wygięła ciało w łuk, wystawiając się na moje pieszczoty. Naznaczyłem wilgotnymi pocałunkami każdy centymetr jej aksamitnej skóry, zmierzając ku jej wargom. Kiedy w końcu się spotkały, emocje eksplodowały. Pocałowała mnie gwałtownie, niemal boleśnie, a nasze języki splotły się w dzikiej walce. Przerywała tę pieszczotę tylko na krótkie chwile, by wyrzucać z siebie kolejne fragmenty swojej pikantnej historii.

– Gładził mnie i ściskał… To było obłędne – jęczała mi prosto do ust. – Kiedy dotarł dłonią do samej góry pończochy i poczułam jego palce na gołej skórze, sama rozchyliłam nogi. „Grzeczna dziewczynka” – mruknął i dotknął mnie przez majtki. Byłam zażenowana, ale moja cipka była taka wrażliwa, że zagłuszyła rozsądek. Pragnęłam go. Zabrakło mi tchu, jęknęłam bezwolnie, gdy zaczął pieścić kciukiem łechtaczkę… Czuł, jak mięknę, jak cała wilgotnieję i mu się poddaję…

– Było ci dobrze? Lepiej niż ze mną, co?! – prowokowałem ją, a mój głos rwał się z podniecenia.

– Było kurewsko podniecająco, Tomek! – wypaliła, a w jej oczach lśniło czyste szaleństwo. – Ale najbardziej zajebiste było to, że dotyka mnie obcy facet. Ta świadomość z tyłu głowy, że kurwię się z nim w szkole, że nie powinnam…

– Izaaa! – wyjęczałem w jej gorące, spragnione usta. Jednym gwałtownym ruchem zdarłem z niej szlafrok, który i tak ledwo trzymał się na jej rozpalonym ciele.

– Podoba ci się? To słuchaj dalej! – krzyknęła przez zaciśnięte gardło.

Wyprężyła się, a ja chwyciłem zębami twardy sutek. Ssałem go i gryzłem na zmianę, a ona, z ustami przy moim uchu, karmiła mnie najbardziej sprośnymi detalami, jakie kiedykolwiek słyszałem.

– Nigdy nie zapomnę jego wzroku, kiedy poczuł, że zrobiłam się mokra jak suka. „Podoba ci się, ty mała zdziro” – mruknął z taką satysfakcją, że aż mnie zabolało. Odchylił na bok moje majtki i wbił we mnie palec. Byłam tak śliska, że zaraz wepchnął drugiego. Zrobił mi taką palcówkę, że cipka dosłownie zawyła z rozkoszy! Czułam, jak mi tam wszystko pulsuje!

– O rany… Iza! Zwariuję przez ciebie!

Czułem, że odpływam. Język, jakim opisywała tę fikcyjną zdradę, był tak kurewsko wyuzdany, że ledwo ją poznawałem. Wulgaryzmy w jej ustach działały z siłą dynamitu. Nie miałem pojęcia, że moja ułożona żona potrafi być taką ordynarną, przebiegłą kochanką. Ba, nawet nie wiedziałem, że zna takie słowa.

– Mów tak! Więcej! – wyrzuciłem z siebie, płonąc z pożądania.

– Co? Nie mów, że nie marzyłeś o tym, żeby twoja żonka dała się wyruchać innemu? – drażniła się, widząc moją reakcję, choć jej głos drżał z emocji.

– Tak! Iza, chcę wszystkiego! – Podłożyłem dłoń pod jej pośladki, a drugą zacząłem brutalnie rozcierać nabrzmiałą łechtaczkę.

Z rozkoszą patrzyłem, jak podkurcza nogi i rozchyla uda tak szeroko, jakby chciała przyjąć cały świat. Wsunąłem dwa palce do wnętrza buchającej żarem pochwy, wyobrażając sobie, że on robił z nią to samo. Otworzyła się przede mną bez cienia wstydu. Ten widok –  bezwstydna, całkowicie obnażona poza – sprawił, że na chwilę zastygłem, chłonąc jej upodlenie.

– Powiedział, że teraz mnie po prostu wyrucha – sapała, wbijając paznokcie w moje ramiona. – Wykorzystał to, że całkowicie odcięło mi mózg i się nie opierałam. Obrócił mnie tyłem jak jakąś szmacianą lalkę i zmusił, żebym pochyliła się nad biurkiem. Wiesz, jak to wyglądało? Wypięłam przed nim tyłek jak najtańsza dziwka pod latarnią! I tak mnie potraktował. Byłam dla niego tylko mięsem do zaliczenia. Nie było czułości, nie było całowania. Zarzucił mi spódnicę na plecy, a ja pomyślałam tylko o tym, że zaraz dostanę klapsa…

– I co?! – sapałem, wpatrzony w jej pulsujące krocze.

– I dostałam! Mocnego, bez ostrzeżenia! Aż mi oczy z orbit wyszły! – krzyknęła. – Piekło jak cholera, a ja, zamiast uciekać, błagałam o jeszcze! To poniżenie, to, że traktował mnie jak szmatę, nakręcało mnie do granic obłędu! Miał mnie całą, zanim jeszcze wyjął fiuta! Okładał mnie po tyłku, a ja omal nie doszłam z samego bólu i wstydu!

Jej słowa stawały się coraz szybsze, coraz bardziej duszne.

– W końcu poczułam go między pośladkami. Ślizgał się penisem, jakby zastanawiał się, w którą dziurkę ma się wbić. Był olbrzymi, Tomek! Chciałam, żeby mnie rozdarł, żeby wypełnił mnie całą! Wsadził go we mnie po same jądra, mocno i brutalnie, aż zobaczyłam gwiazdy! A potem zaczął mnie ruchać z taką furią, że biurko trzeszczało. Trzymał mnie za biodra i wbijał się we mnie, a kiedy dochodził, uderzał tak mocno, że pośladki znów zaczęły mnie piec. Doszłam razem z nim, wyłam z rozkoszy, a on zalewał mnie gorącą spermą. Spuścił się we mnie bez gumy, rozumiesz?! Czułam to pulsowanie w środku, to obrzydliwie miłe ciepło cudzego nasienia…

– Izaaaa! Co ty mi robisz?! – wychrypiałem, czując, że krew w moich żyłach zamienia się w płynny ogień.

– A wiesz, co ten sukinsyn zrobił potem? – zignorowała moje pytanie, biorąc głęboki, świszczący oddech. – Kiedy ze mnie wyszedł, po prostu nasunął mi z powrotem majtki na miejsce. Z rozepchanej szparki zaczęła wyciekać sperma i wsiąkała w nie. Tomek… wróciłam do domu z jego nasieniem między nogami. Miałam te majtki na sobie przez cały wieczór, lepkie i śmierdzące. Nie wyczułeś tego zapachu, bo ja czułam się jak ostatnia szmata? Cała droga do Wrocławia była jedną wielką torturą – piekła mnie od tego cipka, materiał drażnił skórę, ale nie zdjęłam ich. Ten zapach mnie podniecał, przypominał mi o każdym pchnięciu i o tym, że muszę ci o wszystkim powiedzieć, żebyś teraz ty mógł mnie ukarać!

Przestałem ssać brodawki i spojrzałem jej w oczy. W nienaturalnie rozszerzonych źrenicach czaił się cień strachu – bała się, że przekroczyła granicę, zza której nie ma powrotu. Ale ta niepewność natychmiast utonęła w oceanie pożądania. Wyglądała jak pijana, choć nie tknęła alkoholu. Była upojona perwersją i nadchodzącą eksplozją orgazmu.

– Tomek, kochaj mnie! Kochaj mnie tak mocno jak on! Wyruchaj mnie! – wykrzyczała mi prosto w twarz, a jej głos załamał się ze strachu przed tym, o co sama błagała.

Nie czekałem ani ułamka sekundy. Jednym ruchem obróciłem ją na brzuch, a potem klęknąłem między jej nogami, czując się jak drapieżnik przy ofierze. Złapałem ją za biodra i gwałtownym szarpnięciem przyciągnąłem do siebie, ustawiając ją w pozycji „na pieska”. Co za widok! Kiedy uniosła i wypięła tyłek, jej pośladki zaokrągliły się, lśniąc apetycznie w półmroku. Miałem ochotę je gładzić i ugniatać, ale soczysta szparka domagała się już tylko twardego kutasa. Przytknąłem czubek do wejścia i zacząłem ją drażnić, ślizgając się po niej w górę i w dół.

– Tomek! Chcę cię! Wsadź go wreszcie! – wyjęczała, napierając tyłkiem na członka.

Pchnąłem z furią, zagłębiając się w nią po samą nasadę, aż poczułem opór kości łonowej.

– Pragniesz mnie? – zapytałem ochryple, czując, jak jej ciasne wnętrze zaciska się na mnie w spazmach. – Pragniesz swojego męża, ty mała zdziro?!

– Taaak… – zawyła, wbijając palce w prześcieradło.

– Czujesz mojego penisa? Dobrze ci tak? – droczyłem się, wykonując powolne, głębokie ruchy, by poczuła każdy milimetr jego twardego kształtu.

– Cholera, przestań już gadać i wyruchaj mnie! Błagam! – krzyknęła, tracąc resztki godności.

– Tak mi się podoba… taką cię uwielbiam – wymruczałem, nachylając się, by naznaczyć ugryzieniem jej wygięte plecy.

Ale po tym, co mi opowiedziała, nie było miejsca na czułość. Pożądałem jej każdą komórką, a nagromadzone emocje domagały się brutalnego ujścia. Złapałem jej ręce w nadgarstkach i wykręciłem je do tyłu, ciągnąc z całej siły. Zrobiłem to bez litości, a pozbawiona oparcia Iza runęła twarzą w pościel, co zmusiło jej ciało do jeszcze głębszej, bezwstydnej pozy.

– Aaał! – krzyknęła, zdezorientowana nagłą zmianą rytmu.

– To za karę! Za to, że dałaś się pieprzyć jak prostytutka! – wycedziłem władczo.

Wchodziłem w nią teraz z furią, trzymając ją za wykręcone ręce jak niewolnicę. Wsuwałem się w rozpaloną cipkę mocnymi, niszczącymi ruchami, nie dając jej sekundy wytchnienia. Iza była całkowicie bezsilna, stłamszona moim ciężarem, ale ta upokarzająca rola najwyraźniej ją kręciła.

– Daj mi klapsa! – usłyszałem przytłumiony głos dochodzący z poduszki.

– Co?!

– Daj mi klapsa! Zasłużyłam! Zdradziłam cię! – wykrztusiła, wyswabadzając usta z pościeli. – Chcę poczuć, jaki jesteś wkurwiony! Lej mnie!

Serce tłukło się we mnie jak oszalałe, ale nie mogłem oderwać od niej wzroku. Rany! W najśmielszych marzeniach nie przewidziałem, że Iza pozwoli sprowadzić się do roli zwykłej dziwki i że obojgu sprawi nam to taką chorą radochę. Patrzyłem na nią oczami obcego mężczyzny – może Adama, a może po prostu samca, który dopadł swoją samicę. Była prowokująca, wyzywająca i całkowicie wyzbyta wstydu. Głodna nowych doznań i faceta, który w końcu weźmie ją bez pytania. Nie znałem jej z tej strony, ale na taką Izę warto było czekać. Instynktownie uniosłem dłoń i z całą siłą opuściłem ją na wypięty, drżący pośladek. Celowałem tak, by uderzyć płasko – wtedy piecze najbardziej. Suchy, głośny trzask rozszedł się po sypialni, a ja sam poczułem ostre mrowienie w dłoni.

– Aaał! – jęknęła stłumionym głosem, bo jej twarz wciąż tonęła w pościeli.

Uderzyłem ponownie, tym razem z jeszcze większą wprawą i furią, zostawiając purpurowe pręgi na jej aksamitnej skórze.

– Masz rację! Zasłużyłaś na lanie, ty mała szmato! – sapałem z obłędem w oczach, okładając raz jeden, raz drugi pośladek, aż całe pokryły się krwistą czerwienią.

– Jak mi dobrze! – krzyczała, wijąc się pode mną. – Jak cudownie pali! Rżnij mnie teraz!

Była niesamowita. Kiedy tak wrzeszczała i oddawała mi się bez żadnych barier, miałem wrażenie, że posuwam zupełnie obcą kobietę. Ta nienasycona, wulgarna kochanka była jednak moją żoną. Cudownie było patrzeć, jak drży od uderzeń i czuć, jak jej pochwa zaciska się w imadle na moim członku. Pokój wypełniły soczyste odgłosy ciał, uderzających o siebie z impetem i coraz mniej kontrolowane skowyty.

– O taak! Tomeczku, to już! Zaraz dojdę! – wrzasnęła przez zaciśnięte gardło.

Jej ciało zesztywniało w konwulsjach, zaczęła poruszać się pod moim ciężarem w tył i w przód, szukając ostatecznego spełnienia. Naparłem na nią z całą siłą, sklejając się brzuchem z gorącym tyłkiem. Czułem, że sperma przeciskająca się przez cewkę zaraz mnie rozsadzi. Moment wytrysku przyniósł niewyobrażalną, niemal bolesną ulgę.

– Iza, kurwa, jak dobrze! Aułaaa!

– Jest ogromny… Rozrywasz mnie! – bełkotała bez składu, dysząc z wysiłku.

To był najdłuższy i najbardziej intensywny finisz w moim życiu. Byłem wyczerpany, doszczętnie opróżniony, ale gdy po chwili znów drgnąłem w środku, zdrętwiały penis wyrzucił z siebie jeszcze kilka porcji, zupełnie poza moją świadomością. Iza wykrzyczała moje imię ostatni raz i osunęła się na materac. Padłem obok, przywierając do jej spoconych pleców. Była wiotka, ale po chwili zrobiła coś, co kompletnie wywróciło moje wyobrażenie o niej. Poczułem, jak łapie moją dłoń i brutalnie wciska ją sobie między nogi.

– Jeszcze! – szepnęła i nie czekając, sama rozchyliła ociekające spermą fałdy.

To nie była prośba o pieszczoty, to był rozkaz. W jej oczach czaił się czysty obłęd.  Kiedy moje palce uderzyły bezpośrednio w twardą jak kamień łechtaczkę, zesztywniała,  o mało nie tracąc oddechu.

– Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale chcę więcej… cholera, jeszcze więcej! – wycharczała, dociskając moją dłoń do krocza z taką siłą, jakby chciała mnie w siebie wgnieść. Zaspokoiłem ją palcami do nieprzytomności, aż jej ciało przestało walczyć i bezwładnie poddało się fali zmęczenia i błogości.

Leżała przez jakiś czas w moich ramionach, zanim odzyskała głos.

– I jak? – spytała, nie otwierając oczu. – Zadowolony?

– Zadowolony? Skarbie, co to w ogóle było? Przez chwilę naprawdę uwierzyłem, że on cię przeleciał.

– Aż tak dobrze grałam? – spytała niepewnie, wciąż zawieszona w letargu, po czym jej głos nagle się ożywił. – A może wcale nie grałam?

Zapadła cisza, w której słychać było tylko urywane oddechy. Jej ostatnie zdanie  ukłuło mnie niemal fizycznie. Było tak niedorzeczne, że przez moment poczułem dławiący ucisk w gardle – jakby cała ta sypialniana farsa nagle odsłoniła drugie, znacznie mroczniejsze dno.

– Wiesz co? Chyba wolę tego nie wiedzieć – odparłem nerwowym szeptem.

Zachichotała, ewidentnie uradowana tym, że udało jej się zasiać w mojej głowie ten pieprzony zamęt.  

–I te klapsy… Czemu nie mówiłaś, że kręcą cię takie klimaty?

Otworzyła oczy. Były mętne, ale biła z nich rozbrajająca, niemal dziecięca szczerość. – Bo nie wiedziałam – szepnęła, wciskając się we mnie mocniej.  – To przyszło tak samo. … Ale ty też byłeś obłędny. Było idealnie.

Przytuliłem ją, chowając twarz w jej włosach. Jej pośladki wciąż pulsowały żarem, parząc mnie w brzuch.

 – Iza … co się zmieniło?

– To ty zacząłeś – odezwała się w końcu, odwracając się twarzą do mnie. – Pamiętasz, co wczoraj mówiłeś?

Przejechałem dłonią po jej pośladkach, rozmasowując piekące miejsca.

– Pamiętam. Ale nie spodziewałem się, że tak szybko dasz się przekonać.

– Wiedziałam, że tego chcesz. A ja… no wiesz, zrobię dla ciebie wszystko – szepnęła, patrząc mi w oczy pół na pół dumna i wystraszona tym, co się stało. – Chciałam cię sprawdzić, czy mnie tylko wkręcasz, czy naprawdę nie masz z tym problemu.

Przesunęła dłonią po moim ramieniu, jakby szukała potwierdzenia, że wszystko jest między nami w porządku.

Naprawdę chcesz, żebym taka była?

Poczułem, jak w klatce piersiowej coś mi się zaciska. Patrzyłem na nią i przez chwilę nie wiedziałem, co powiedzieć. To ja o tym marzyłem, ja o tym opowiadałem, ale teraz, kiedy to się naprawdę zaczęło się spełniać, poczułem zawrót głowy. To już nie były fantazje przy wieczornym drinku. To była ona – moja żona – roztrzaskująca na moich oczach obraz ułożonej partnerki i otwierająca się na coś znacznie mroczniejszego niż zwykły, rutynowy seks.

– Chcę – powiedziałem w końcu, choć mój głos drżał. – Ale musisz wiedzieć, że sam się tego uczę.

– A co ja mam powiedzieć? – mruknęła, przytulając się jeszcze mocniej. – Sama siebie nie poznaję. – Bałam się, że pomyślisz o mnie coś złego. Ale teraz czuję, że pierwszy raz nie mamy przed sobą żadnych tajemnic.

Znów zapadła cisza. Patrzyłem na nią i czułem, jak dociera do mnie waga tego testu.

– Będziemy to ogarniać razem, powoli. Jak tylko zobaczysz, że coś idzie za daleko, albo poczujesz, że to cię po prostu wkurza zamiast dawać radość – od razu mów.

Zaśmiała się cicho i lekko trąciła mnie nosem, a całe napięcie, które jeszcze przed chwilą wisiało w powietrzu, nagle wyparowało.

– Uf, no to kamień z serca – mruknęła, szczerząc się do mnie łobuzersko. – Bo już się bałam, że po tym dzisiejszym występie każesz mi chodzić w golfach i nie patrzeć nikomu w oczy.

Przeciągnęła się leniwie, a w jej oczach znów pojawiły się te iskierki, ale tym razem całkowicie radosne i wyzywające. Zaśmiałem się pod nosem i pokręciłem głową, przyciągając ją blisko.

– Nawet mi to przez myśl nie przeszło. Ale serio, skarbie… cholera, masz coraz większe wymagania. Mam wrażenie, że dzisiaj nawet drugi facet musiałby się nieźle napocić, żebyś była w pełni zadowolona, co?

Iza uniosła głowę, zajrzała mi głęboko w oczy i parsknęła śmiechem, jakby ta wizja była dla niej najbardziej absurdalną, a zarazem najzabawniejszą rzeczą na świecie.

– Akurat! Chciałbyś! – mruknęła przekornie. – Tylko tak mówisz, mądralo.

Wtuliła twarz w moją pierś i zasnęła w sekundę.


Leżałem jeszcze chwilę w ciemności, wdychając zapach naszego seksu. Jakim cudem zdobyła się na te wszystkie słowa? „Wyruchać”, „cipka”, „dziwka”… W życiu nie słyszałem, żeby przeklinała, a co dopiero w taki sposób. Skąd u niej to wyuzdanie? 

80,947
9.86/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.86/10 (167 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.