Kurier Maksym. Cash on Delivery (VI, cz. 1)
12 września 2026
Kurier Maksym. Cash on Delivery
9 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Znacie, no to przeczytajcie - zapraszam na mojego Substacka (link jest na moim profilu).
Myślę, żeby wrócić do tej historii. Moja niebinarna natura znów pragnie mieć rżniętą cipę.
Xoxo,
SamX
Błażej wszedł pierwszy do sypialni. Podszedł do ramy łóżka, rozpiął klamrę paska i zrzucił moje odrętwiałe ręce na materac. Leżałam obok Czarka, a ostre pieczenie po wódce rozlewało się w mojej cipie. Z przedpokoju dobiegły stłumione głosy i ciężkie kroki, które po chwili ucichły, kiedy w progu stanął on – Maksym.
Tym razem wyglądał inaczej. Był ubrany w elegancką, czarną skórzaną kurtkę i dobrze skrojone jeansy. W ogóle nie przypominał tego brudnego, przepoconego kuriera, z którym kilka godzin wcześniej zdradziłam Błażeja na naszym jadalnianym stole. Na jego widok moje ciało przeszył nagły paraliż. Moja głowa już nie myślała, ale wódka, którą przed chwilą wlał we mnie Błażej, zaczęła działać, próbując stępić strach, który niczym ostry, zatemperowany ołówek robił się coraz bardziej zaokrąglony wraz z każdą kolejną sekundą pisania.
Patrzyłam prosto w jego czarne oczy. Błażej stanął obok niego, od razu przejmując inicjatywę. Spojrzał na mnie, leżącą nago i rozchyloną w pościeli, i rzucił do Maksyma z lodowatym spokojem: – To co, chcesz ją? Za cztery działki ci ją oddam – powiedział tonem rekina biznesu dopinającego wielomilionową transakcję.
Widziałam, jak Maksym zaczyna płytko oddychać. Był wyraźnie zbity z tropu i nie wiedział, co powiedzieć, na żywo konfrontując się z tym chorym małżeńskim układem, który, pomimo że trwał od kilkunastu godzin, już drugi raz zaprosił go do zabawy. Z pewnością w tej sytuacji zdecydowanie łatwiej byłoby mu odpowiedzieć po ukraińsku. Zszokowany szukał w głowie odpowiedniego, polskiego słowa.
Po zaledwie sekundzie zawahania, Maksym milcząco kiwnął głową. Sięgnął dłonią do kieszeni swojej skórzanej kurtki i powoli wyciągnął z niej cztery małe, plastikowe fiolki wypełnione białym proszkiem.
Błażej zabrał je od niego szybkim, niemal drapieżnym ruchem. Podszedł prosto do chłodnego, marmurowego blatu naszej komody. Wysypał zawartość, po czym dodał do niej własne zapasy. Chwycił szklany flakon moich perfum i zaczął nim rozkruszać kawałki kryształów. Spojrzałam na leżący obok znajomy tekturowy kartonik i zrozumiałam, za co zapłaciłam rano osiemset złotych. Dźwięk szkła uderzającego o marmur drażnił moje ostatnie, działające resztki umysłu, gdy mój mąż sprawnie formował grube, białe ścieżki, które miały zabrać nas w drogę, na której nie działały już żadne hamulce.
Bez wahania pochylił się i wciągnął dwie z nich. Czarek dołączył do zabawy, robiąc dokładnie to samo z równie zwierzęcą zachłannością. Kiedy Błażej oderwał się od blatu, otarł nos wierzchem dłoni i spojrzał na kuriera. – Chcesz? – zaproponował krótko. Maksym jednak pokręcił głową, stanowczo odmawiając. Był tu w pracy.
Błażej odwrócił się w moją stronę. Jego źrenice już zaczynały reagować na uderzenie chemii, a w oczach płonął czysty, sadystyczny mrok. – No to jeszcze prezent dla ciebie, kochanie – powiedział, uśmiechając się dwuznacznie.
Podszedł do łóżka, chwycił mnie mocno za nadgarstek i szarpnął w górę. Podniosłam się chwiejnie z wymiętej pościeli, wciąż całkowicie naga, ociekająca płynami zmieszanymi z zasychającą wódką. Pociągnął mnie w stronę blatu. Kiedy tylko znalazłam się na miejscu, Błażej nie dał mi nawet ułamka sekundy na zastanowienie. Złapał mnie za włosy i siłą zaciągnął moją głowę w dół, zmuszając do pochylenia twarzy prosto nad rozsypanym proszkiem.
Nie musiał mnie wcale namawiać. Wzięłam do ręki zwinięty w ciasną rurkę banknot, przytknęłam go do nosa i wciągnęłam pierwszą, grubą kreskę. Poczułam, jak chemiczny proszek boleśnie mnie rozpala, ale uderzenie przyszło błyskawicznie. Jakby to był kolejny brakujący element, który zaczął dopełniać mnie tej nocy…
Nie protestowałam. Tak bardzo chciałam przestać to wszystko czuć – ten lęk, te resztki dawnego życia, to upadlające mnie pragnienie, które rozrywało mnie od środka. Ale chemia zadziałała zupełnie odwrotnie. Wyłączyła strach i resztki wstydu, zostawiając wyłącznie tętniącą, czystą żądzę.
Podniosłam głowę, wpatrując się w męża szybko rozszerzającymi się źrenicami. – Chcę jeszcze jedną – powiedziałam, ciężko oddychając.
Błażej uśmiechnął się z mroczną satysfakcją. Ponownie sięgnął po flakon perfum i z rozkruszonego kryształu uformował na marmurze kolejną kreskę. Wciągnęłam ją łapczywie. Kiedy drugi ładunek uderzył do mojej głowy, poczułam, jakby ktoś ostatecznie przeciął hamulce w pędzącym pociągu. Mefedron zalał mój umysł, znosząc ostatnie bariery. Byłam gotowa na wszystko.
Mój mąż wytarł nos wierzchem dłoni, wyprostował się i spojrzał na Maksyma. Zrobił to z góry, z chłodną arogancją władcy, który właśnie dysponuje swoją własnością. – No dobrze, młody – rzucił protekcjonalnym tonem. – Masz teraz dwadzieścia minut… no dobra, pół godziny. Jest twoja — skwitował i wziął do ręki telefon, który wydawał się go bardziej interesować niż to, co zrobi ze mną ten młody ukraiński skurwiel.
Zrobił krótką pauzę, po czym wydał stanowcze, nieznoszące sprzeciwu polecenie: – Ale bierzesz ją tylko od tyłu. Przód tego wagonika jest już zajęty – powiedział, mrużąc oczy. Uśmiechnął się do mnie tak szyderczo, że przeszły mnie ciarki.
Maksym ruszył z miejsca. Zbliżył się do mnie, a gdy zaledwie krok dzielił nasze ciała, znów poczułam to, co zdominowało moje popołudnie – lekką woń miętowej gumy do żucia wymieszaną z jego tanimi perfumami… Przysunął swoją twarz do mojej, jakby chciał mnie pocałować, a moja dłoń odruchowo powędrowała w dół, do jego spodni. Przez twardy materiał jeansów wyczułam grubego, twardego jak kamień, pulsującego fiuta.
Błażej patrzył z narastającą fascynacją na to, co z nim robię. – Czas leci – rzucił chłodno, przypominając kurierowi, że licznik już bije.
To krótkie zdanie zadziałało na Maksyma jak wystrzał z pistoletu startowego. Gwałtownie przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta. Całując mnie zachłannie, jednocześnie zaczął zrzucać ubrania. Skórzana kurtka wylądowała na podłodze obok zdjętych butów. Chwilę później zdjął jeansy i bokserki. Stanął przede mną zupełnie nagi, mając na sobie tylko czarne skarpetki, po czym sięgnął do porzuconych na podłodze jeansów i wyciągnął prezerwatywę.
Przez moją naćpaną głowę przemknęła krótka, zamazana myśl – czy on w każdych spodniach nosi zapasowe gumy? Ile kobiet dzisiaj w ten sposób wyruchał podczas swoich „dostaw”? Ale zaraz potem uświadomiłam sobie, że tak naprawdę gówno mnie to obchodzi.
Sprawnym ruchem założył gumę na swojego nabrzmiałego fiuta. Posłusznie wypięłam dupę. Maksym pochylił się, splunął gęstą śliną wprost na mój odbyt i bez chwili zawahania wszedł we mnie całym swoim ciężarem.
Nie czułam bólu. Mefedron całkowicie znieczulił moje ciało. Maksym zaczął z całej siły rżnąć mnie w dupę – w ciągu kilkunastu godzin był to już kolejny raz, kiedy był we mnie. Jego wielkie dłonie wędrowały po moim ciele. Złapał mnie mocno za piersi, szczypiąc i wykręcając mi sutki. Tym razem nic nie mówił, ale z każdym twardym pchnięciem czułam, z jak absolutnie surową siłą mnie bierze.
Kątem oka widziałam mojego męża i Czarka. Rozsiedli się wygodnie tuż obok siebie – Błażej w swoim fotelu, a Czarek na krawędzi komody. Coraz bardziej rozluźnieni i wpatrzeni w to chore widowisko. Nagrywali telefonem i robili zdjęcia każdego, najbrudniejszego detalu. Z każdą minutą i z każdą kolejną wciągniętą kreską poprawiały im się humory. Byli coraz bardziej podekscytowani. Śmiali się i głośno komentowali, podniecając się tym, jak obcy facet bezlitośnie rozbija moją dupę.
– Tylko mi jej nie zepsuj, młody! – krzyknął Błażej, przekrzykując dźwięki, jakie wydawały nasze ciała, po czym wybuchnął śmiechem.
Czarek pochylił się z telefonem, niemal dotykając nim moich pleców. – Zaraz jej pęknie ta idealna, warszawska dupa. Patrz, jak się rozciąga. Wchodzi w nią jak w masło.
– Bo to jest masło, Czaruś. Roztopione, napalone masło – odpowiedział Błażej, pociągając kolejną kreskę prosto ze szklanego blatu. – Dawaj, Ukrze, nie zwalniaj! Zapłaciłem ci za to, rżnij moją żonę… Taaak, ładnie! – dodał po chwili.
– Nagraj to, kurwa, nagraj z bliska, jak ten robol ją szmaci – wycedził Czarek, śmiejąc się i szturchając Błażeja w ramię. Teraz Błażej nagrywał każdy mój zaciśnięty z bólu grymas.
– Widzisz? – powiedział chłodno. – Wystarczyło rzucić trochę chemii, a ta elegancka pani wiceprezesowa rozkłada nogi przed pierwszym lepszym kurierem.
– Pytanie, czy ona w ogóle wie, kto ją teraz rucha? – zakpił Czarek, śmiejąc się nienaturalnie po kolejnej dawce mefedronu.
– A jakie to ma znaczenie? – Błażej parsknął z wyższością, patrząc, jak Maksym bezlitośnie wbija się w mój odbyt. – Dla niej to teraz tylko kawał mięsa z twardym fiutem. Niewiele jej trzeba… – dodał i zaniósł się salwą śmiechu.
Maksym przyspieszył. Docisnął mnie mocno z góry, wbijając moją twarz płasko w wymięte prześcieradło. Przyłożył swoją dużą dłoń do moich ust, skutecznie tłumiąc moje jęki, i zaczął dziko ruszać biodrami. Czułam, jak jego kutas pulsuje głęboko w mojej dupie, ocierając się lekko. Był o krok od zalania mnie kolejny raz swoją ciepłą spermą.
I nagle, w samym środku tego brutalnego rżnięcia, gdy Błażej i Czarek pękali ze śmiechu tuż obok, Maksym pochylił się i zbliżył wargi do mojego ucha. W tej dusznej atmosferze, przez szum krwi i narkotyku, usłyszałam jego cichy, chrypliwy szept po ukraińsku: – Ty krasywa… Jesteś piękna.
To jedno ciche wyznanie uderzyło mnie mocniej niż wódka, która jeszcze chwilę temu paliła mnie w cipę. Błażej tego nie słyszał. Pochłonięty nagrywaniem i żartowaniem z Czarkiem, nie miał pojęcia, że w tej samej chwili wynajęty przez niego kurier dostrzegł we mnie więcej niż tylko opłaconą dziurę. Albo to ja znów chciałam w mojej chorej wyobraźni, żeby ktoś tak na mnie spojrzał. Chociaż przez jeden mały moment.
Czas płynął w zakrzywionym przez narkotyk tempie. Wyznaczona przez mojego męża połowa godziny minęła. W końcu Błażej podszedł bliżej krawędzi materaca. Stanął tuż nade mną, spojrzał z góry na spoconego, ciężko dyszącego kuriera i warknął oschłym tonem: – Młody, czas ci się kończy. Zalewaj ją.
Na tę komendę Maksym jeszcze bardziej przyspieszył. Jego pchnięcia straciły resztki jakiegokolwiek miarowego rytmu, zamieniając się w czystą, brutalną furię. Uderzał we mnie z całą siłą, napierając ciężarem swojego ciała, a ja czułam ostre, rozrywające pieczenie głęboko w dupie. Byłam tak naćpana, tak obezwładniona tym atakiem i chemią, że nie miałam siły już nawet jęczeć. Z moich ust wydobywały się tylko nieme westchnienia. Było mi po prostu tak niewyobrażalnie dobrze.
Z każdym kolejnym pchnięciem czułam, że przygotowuje się do ostatecznego strzału. Wbijał się we mnie tak głęboko, jakby chciał sięgnąć moich trzewi, aż w końcu zacisnął palce na moich biodrach i stęknął głucho. Poczułam potężne pulsowanie. Strzelał we mnie raz za razem, a ja czułam, jak jego sperma z impetem uderza o lateks, niemal próbując przebić prezerwatywę uwięzioną w moim tyłku. Nawet przez cienką warstwę gumy poczułam to pulsujące, ciepłe uderzenie, które dzisiejszego ranka zalało moją pizdę.
Chwilę później Maksym zaczerpnął głośno powietrza. Z wyraźnym wysiłkiem wyprostował się i powoli wyciągnął ze mnie swojego kutasa.
Sprawnym ruchem ściągnął zużytą prezerwatywę, zawiązał ją i rzucił gdzieś na podłogę. I znów, dokładnie tak samo jak dzisiejszego ranka, zaczął pośpiesznie się ubierać w całkowitym milczeniu. Wciągnął jeansy, założył na ramiona swoją skórzaną kurtkę, która wyraźnie podkreślała jego barki, i bez słowa pożegnania wyszedł z sypialni.
Chwilę później usłyszałam głuchy trzask drzwi wejściowych. W spojrzeniu Błażeja widziałam, jak narasta w nim ochota na ciąg dalszy tej perwersji i zdecydowanie to nie był koniec. Pomimo ilości wciągniętego kryształu Czarek miał cały czas twardego fiuta…
koko
Jak Ci się podobało?