Kurier Maksym. Cash on Delivery (epilog)

14 września 2026

Opowiadanie z serii:
Kurier Maksym. Cash on Delivery

8 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

Kiedy pisałX ten cykl opowiadań czułem każdym ruchem na klawiaturze jak bardzo pragnę być NIĄ w tej historii. Nie, ja byłem NIĄ w tej historii.
Znacie, no to przeczytajcie - zapraszam na mojego Substacka (link jest na moim profilu).
Myślę, żeby wrócić do tej historii. Moja niebinarna natura znów pragnie mieć rżniętą cipę.
Xoxo,
SamX

Wschodzące słońce obudziło nas kilka godzin po tym, jak trzeci kutas wyszedł z mojej cipy. Błażej zachowywał się tak, jakbyśmy mieli za sobą co najmniej osiem spokojnie przespanych godzin. Przeciągnął się, przytulił mnie lekko, pocałował w szyję i, nie mówiąc ani słowa, wstał z łóżka, by wziąć prysznic.

Kilkadziesiąt minut później siedzieliśmy razem w kuchni. Panowała w niej dławiąca wręcz cisza, przerywana tylko mechanicznym brzękiem sztućców uderzających o porcelanę. Moje ciało było obolałe i zużyte. W umyśle z kolei czułam potężny, chemiczny mróz. Mefedron ostatecznie wypłukał mnie z dopaminy, zostawiając po sobie drżenie mięśni, dewastującą, depresyjną pustkę i rozlewające się w ciele poczucie beznadziei. Powoli zaczynałam odczuwać ten prawdziwy, materializujący się ból, który tak powinnam była poczuć już w nocy. Każdy mały kęs powodował kłucie, w ustach miałam wrażenie, że próbuję rozgryźć ziarenka pieprzu, a Błażej jadł swoje śniadanie, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło.

Nagle przerwał to milczenie. – Wzięłaś tabletkę? – zapytał spokojnym tonem, jakby pytał o listę zakupów.

Doskonale wiedziałam, o co pyta. Chodziło o tabletkę „dzień po”. To jedno chłodne, wyprane z emocji zdanie podsumowało cały nasz dotychczasowy teatrzyk pod tytułem „staramy się o dziecko”. Po tym, jak wczoraj z własnej woli pozwoliłam Maksymowi spuścić się we mnie i po tym wszystkim, co robił ze mną Czarek, mogłam tylko wziąć jebaną tabletkę, po której ta zastygła we mnie sperma wyleje się zmieszana z moją krwią. 

Pokiwałam głową w całkowitym milczeniu.

Błażej wstał od stołu, wziął swoje naczynia i ze stoickim spokojem odłożył je do zmywarki. Nie wracając od razu na miejsce, oparł się o krawędź kuchennej wyspy i spojrzał na mnie z lodowatym wyrachowaniem księgowego. 

– Dwa tysiące za te stare nagrania z Czarkiem z Egiptu… – zaczął wyliczać chłodno, stukając palcem w marmurowy blat. – Tysiąc dla tego kuriera za to, żeby pojawiał się na każde moje zawołanie, do tego osiemset za towar… Jesteś moim najdroższym, najbardziej wymagającym hobby, kochanie – powiedział i szyderczo się uśmiechnął. 

Przypomniałam sobie, co Maksym powiedział wczoraj w kuchni o moich piersiach. On o wszystkim wiedział. Byłam przerażona, bo właśnie dotarło do mnie, że Błażej zapłacił mu za ten wczorajszy przyjazd. „Pojawiał się na każde moje zawołanie” – słowa Błażeja świdrowały mój dogorywający umysł. 

Po dłuższej pauzie Błażej zbliżył się do mnie, ale nie usiadł już na swoim miejscu. Zamiast tego stanął tuż za moim krzesłem. Zastanawiałam się, co zamierza zrobić, czując, jak w dole brzucha, pomimo wstydu z bycia wycenioną jak przedmiot, znów zbiera się to dławiące podniecenie.

Zastygł na moment, po czym pochylił się nade mną. Poczułam na swoim karku jego oddech i delikatny jednodniowy zarost, a także wciąż ulatniający się przez jego pory zapach przetrawanionej wódki. Przesunął usta w stronę mojego ucha, a dłońmi mocno złapał mnie od tyłu za piersi. Zaskoczona nagłością tego dotyku, odruchowo wypuściłam z dłoni sztućce, które z brzękiem zsunęły się ze stołu na podłogę.

– Uważaj – rzucił tylko obojętnie, nie przerywając uścisku, gdy nóż z hukiem wylądował tuż obok jego stopy.

Zaczął wolno całować mnie po szyi i po chwili wyszeptał prosto do mojego ucha: – Grzeczna dziewczynka z ciebie.

Te słowa, wypowiedziane dokładnie tym samym, zimnym i dominującym tonem co zeszłej nocy, znów zadziałały jak przełącznik. Cały ten wczorajszy, brudny żar zaczął wracać do mnie w ułamku sekundy. Pulsujące podniecenie przebijało się przez pustkę, wzbudzając we mnie obezwładniającą falę gorąca. Jego dłoń bezceremonialnie zsunęła się pod materiał, powędrowała prosto na moje krocze, a on zaczął mnie natarczywie dotykać. Jego palce wciskały się we mnie coraz głębiej, wymuszając posłuszeństwo. Kiedy dotknął ścianek, poczułam ostre pieczenie – brutalną pamiątkę po lodowatej wódce, którą wczoraj we mnie wlał. Ale nawet ten fizyczny ból nie był w stanie stłumić tego chorego podniecenia.

– Grzeczna dziewczynka – powtórzył cicho, niemal pieszczotliwie. – Podobało ci się wczoraj? Podobał ci się Maksym? – dopytywał z tym samym wyrachowanym spokojem.

Posłusznie poddałam się temu uciskowi, nieruchomiejąc na krześle. Na sam dźwięk imienia ukraińskiego kuriera poczułam, jakby zaczął przykładać do moich uszu kostki lodu. Ten paraliżujący, lodowaty dreszcz przypomniał mi w telegraficznym skrócie to, co tak naprawdę wydarzyło się ubiegłej doby. Uświadomił mi przerażającą skalę jego kontroli nad moim życiem i moim własnym ciałem. Nie miałam już przed nim żadnych tajemnic. Czułam się jednocześnie do granic możliwości podniecona i nieodwracalnie zepsuta.

Jego dłoń penetrowała mnie coraz brutalniej, wymuszając posłuszeństwo i rozsuwając moje uda pod stołem. Nie czułam już bólu. W moim zepsutym do cna umyśle chciałam tylko, żeby ta noc wciąż trwała. Zostałam przed nim ostatecznie obnażona, odarta z najmniejszych resztek intymności. Pomimo tego, że miałam na sobie jedwabny szlafrok, pod którym skrywała się krótka piżama na ramiączkach, ledwie zakrywająca moje uda, czułam się przed nim całkowicie naga. Czułam, jakby Błażej przejął kontrolę nad moimi myślami, jakby znał wszystkie moje najbrudniejsze pragnienia. To, co wydarzyło się ubiegłej nocy, oddało mu nade mną absolutną, niepodzielną władzę.

Z mojego gardła wydobyło się tylko ciche, bezwolne: – Tak.

Błażej od razu uśmiechnął się lekko. 

– Wiedziałem – powiedział cicho. – Wiedziałem, że ci się spodoba.

Wyciągnął dłoń z mojej cipy i płynnym ruchem przesunął ją wyżej, na moje piersi, a ja wyraźnie czułam wilgoć, która natychmiast na nowo opanowała moje krocze.

– A wiesz, że Maksym ma kolegów? – zapytał nagle, a ja poczułam, jak z tymi słowami bezlitośnie rozpiera mnie obezwładniające napięcie.

Zamarłam, a mój oddech wyraźnie się spłycił. Błażej pochylił się jeszcze bliżej mojego ucha, dodając z chłodną, obleśną satysfakcją: – Jeden jest też z Ukrainy, a drugi z Białorusi. Dwóch fajnych, młodych, jurnych chujków… – wymieniał, liżąc moje ucho. – Ale ich poznasz następnym razem. 

Zaczął mocno ściskać moje sutki, a w mojej głowie znów wybuchał ten chory, paraliżujący żar podniecenia. Ale z drugiej strony, z lodowatą, ostateczną jasnością, mój umysł – który na trzeźwo próbował odzyskać jakiekolwiek strzępki logiki – wpuścił do mojej głowy jeszcze jedną myśl. Zastanawiałam się, czy on mówi to, bo perspektywa mojego kolejnego upadku tak go kręci i chce oglądać, jak obciągam kolejnym dorabiającym na dilerce kurierom… czy może sam chciałby obciągać im fiuty? Nie mogłam przecież zapomnieć o tym, co podnieciło go najbardziej ubiegłej nocy, gdy w amoku połykał nasienie z warg Czarka.

Oparłam się bezwładnie o tył krzesła; gdyby Błażej mnie w tej chwili nie trzymał, osunęłabym się na ziemię. Zbliżył swoje usta do moich, zawisł tuż nad moją twarzą i szepnął z drapieżnym, lodowatym uśmiechem: 

– I wiesz co, kochanie? Bardzo mi się podobasz na nagraniach. Bardzo. Szczególnie nakręcił mnie ten moment, kiedy pod jego brudną łapą dławiłaś się słowami, że twój mąż to żałosny śmieć. Wypadłaś niezwykle wiarygodnie – dodał, wpatrując się we mnie z absolutną perwersją. 

Zastygłam, a on po chwili milczenia, przerywanego tylko moim płytkim oddechem, zapytał: 

– Może pokażemy je światu? Zakryję ci twarz i pokażę wszystkim, jaką mam piękną kurwę za żonę. Co ty na to? – rzucił, a ja poczułam od niego ciężki odór wódki, którą wlewał w siebie kilka godzin temu. 

– Kochanie, mogłabyś trochę zrefinansować wydatki, jakie ponosimy w związku z twoimi brudnymi fantazjami – dodał po chwili, próbując się ze mną nieudolnie droczyć. 

Rzucał te pytania i komentarze w sterylną przestrzeń kuchni z takim lodowatym, biznesowym wyrachowaniem, jakby w ogóle nie zwracał się do własnej żony. Traktował mnie z przerażającym spokojem, wyłącznie jako swój zasób – zepsuty, bezwolny, ale wciąż wysoce użyteczny produkt, którego monetyzację właśnie skrupulatnie planował.

Wraz z tymi słowami jeszcze mocniej ścisnął moją pierś przez cienki materiał piżamy. 

– Błażej… my staramy się o dziecko – powiedziałam, łapiąc go lekko za przedramię, jakby szukając w nim oparcia i ratunku.

Na te słowa na jego twarz wypłynął jeszcze bardziej szyderczy uśmiech. 

– Mamy co najmniej miesiąc przed kolejną „próbą generalną” – odparł z zimną logiką algorytmu, którym dotąd zarządzaliśmy naszym życiem. – A potem… jeśli łaskawie zajdziesz w ciążę…

Powiedział to z takim wyrachowaniem, jakby cała ta prokreacyjna presja i odpowiedzialność zależały teraz tylko i wyłącznie ode mnie. Ale ta jawna manipulacja, to zrzucenie na mnie winy… zabierało mnie na kolejny poziom podniecenia. Wiedziałam, że to jest w pewnym sensie chore, ale w głębi duszy pragnęłam, żeby ta noc się powtórzyła. 

Kiedy rzucił to oziębłe „jeśli łaskawie zajdziesz w ciążę”, lekko mnie wystraszył. Poczułam się tak, jakby fizycznie wszedł mi do głowy, bezbłędnie czytał w moich zepsutych myślach i doskonale widział, co chcę dalej usłyszeć, by pęknąć do końca. 

– …to mamy jeszcze dziewięć miesięcy – dokończył gładko, uśmiechając się tak, jakby wizja ciężarnej żony w tym kontekście nie stanowiła dla niego najmniejszego problemu, a wręcz stanowiła kolejny poziom upodlenia.

Znów wsunął dłoń pod moje uda. 

– No dalej. Zgódź się, malutka – wyszeptał niemal czule prosto w moje usta. 

– Chcę zobaczyć, jak inni faceci cię pragną. Zmontuję ładnie te nagrania – kusił, bawiąc się moimi piersiami. 

– No powiedz, że tego chcesz – nalegał Błażej, a jego głos wibrował od mrocznej, nieznoszącej sprzeciwu satysfakcji.

Zanim zdążyłam zebrać rozbiegane myśli, gwałtownym ruchem obrócił moje krzesło. Chwycił mnie wpół, podniósł z łatwością, po czym posadził na chłodnym, kuchennym blacie.

Nie czekał na werbalną odpowiedź. Wpił się w moje usta z drapieżną, niszczycielską siłą, a ja odruchowo oplotłam nogami jego biodra. Zaczęliśmy się zachłannie całować, mieszając oddechy w tym dusznym, zepsutym do cna układzie. Pod wpływem jego drapieżnego uścisku i gwałtownego uderzenia gorąca poczułam, jak na moich plecach zaczął pojawiać się pot. Wilgoć powoli roztapiała zaschnięte ślady wczorajszego, brudnego podniecenia, które niczym lepka skorupa pokrywały moją skórę pod jedwabnym szlafrokiem.

Gdy mnie całował, tak bardzo chciałam, żeby znowu mnie zerżnął. Pragnęłam, żeby jego kutas był twardy i żeby chociaż na ten jeden moment znów stał się tym mężczyzną, którego podnieca wyłącznie moje własne ciało. Ostatnie granice mojej dawnej moralności bezpowrotnie wyparowały, zostawiając wyschnięte naczynie, które Błażej próbował rzucić o ścianę. 

Tak bardzo chciałam się z nim teraz pieprzyć… 

 

57
3/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 3/10 (1 głosy oddane)

Z tej serii

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.