Kurier Maksym. Cash on Delivery (VI, cz. 2)
13 września 2026
Kurier Maksym. Cash on Delivery
10 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Znacie, no to przeczytajcie - zapraszam na mojego Substacka (link jest na moim profilu).
Myślę, żeby wrócić do tej historii. Moja niebinarna natura znów pragnie mieć rżniętą cipę.
Xoxo,
SamX
Gdy tylko Maksym wyszedł, Czarek natychmiast ruszył w moją stronę. Zbliżył się do łóżka, patrząc na mnie, rozchyloną, zlaną potem i rozgrzaną do czerwoności.
– Czas dokończyć to, co wcześniej zaczęliśmy – warknął niskim, naładowanym chemią głosem.
Czułam, jak mefedron pulsuje w moich żyłach, pompując w moje ciało czystą, zwierzęcą żądzę. Czarek stanął tuż przede mną, przy samej krawędzi materaca. Rozkroczył lekko nogi, chwycił się za krocze i wystawił w moją stronę twardego, nabrzmiałego kutasa, z którego wciąż lał się preejakulat.
Nie miałam już żadnych zahamowań. Narkotyk wyłączył mój umysł, zostawiając tylko instynkt. Sama uniosłam się z materaca, wyciągnęłam szyję, otworzyłam szeroko usta i wzięłam go po same jaja. Wcisnęłam fiuta tak głęboko, że niemal natychmiast poczułam jego twardą żołądź ocierającą się o moją krtań. Raz. Drugi. Dławiłam się i krztusiłam, ale z każdą sekundą ssałam go z jeszcze większą, chorobliwą furią, połykając twardy trzon łapczywie na oczach mojego męża.
Zaledwie chwilę później Czarek z głośnym sapnięciem wyszarpnął swojego kutasa z mojego gardła. Złapał mnie wpół i z impetem zmusił, żebym znów opadła na kolana i mocno się wypięła. Zanim jednak wszedł we mnie od tyłu, roztarł na moich wargach sromowych gęstą ślinę zmieszaną z preejakulatem, który wciąż pokrywał jego żołądź. Czułam, jak ten lepki lubrykant toruje mu drogę. Od razu wbił się we mnie, zaczynając ostro mnie ruchać.
Po raz pierwszy tego wieczoru, napędzana chemią i brudnym, rozrywającym mnie od środka pożądaniem, zamarzyłam o tym, żeby Błażej również dołączył. Przez ułamek sekundy chciałam, żeby podszedł i żeby wyruchali mnie we dwóch. Kiedy jednak z trudem odwróciłam głowę, zobaczyłam, że mój mąż wciąż siedzi w fotelu w półmroku sypialni, kurczowo zaciskając dłonie na poręczach. Obserwował nas w napięciu.
Nagle Czarek gwałtownie wyciągnął ze mnie fiuta. Opadł na kolana tuż za mną, wsunął twarz między moje rozchylone pośladki i zaczął drapieżnie, gorączkowo lizać moją cipę. – Ale kurwa jest mokra… ja pierdolę – warknął zachłannie, zlizując z niej wszystko.
Po chwili podniósł się, złapał mnie mocno za splątane włosy i znów wszedł we mnie od tyłu, rżnąc mnie z jeszcze większą furią. Narkotyk uderzył mu do głowy, dodając chamskiej, samczej odwagi, bo pochylił się nad moim karkiem i krzyknął: – Powiedz, jak ci jest dobrze! Mów, kurwa! Powiedz: „tak, Czarek!” Powiedz, jak bardzo jest ci dobrze!
– Tak… tak, Czarek, bardzo… – wyjęczałam, dławiąc się łapczywym oddechem, całkowicie uległa jego sile.
Wtedy gwałtownie ze mnie wyszedł. Zeskoczył z materaca, dopadł do drugiej krawędzi łóżka i stanął tuż przy mojej twarzy. Złapał mnie za kark i bez słowa wsadził mi swojego nabrzmiałego, mokrego od naszych soków kutasa z powrotem do ust.
W tym momencie Błażej zerwał się z fotela lekko poddenerwowany, a jego lodowata powściągliwość nagle wyparowała. Szybkim krokiem doskoczył do łóżka. Kiedy odruchowo uniosłam dłonie, żeby złapać Czarka za kutasa i pomóc sobie w obciąganiu, Błażej rzucił się na moje nogi. Chwycił mnie za łydki i uda, przyciskając mnie do materaca, tak że nie mogłam wykonać żadnego ruchu.
Unieruchomiona jego uściskiem, mogłam już tylko dławić się fiutem Czarka. Zaczęłam mu obciągać z całych sił, wyraźnie czując na swoim języku, jak od mojego ssania robi się jeszcze bardziej mokry i lepki. Mąż klęczał na łóżku tuż za mną, dysząc mi w kark. Zbliżał się finał, a Błażej chciał to widzieć z najbliższej możliwej odległości.
Zanim jednak Czarek zdążył dojść w moich ustach, gwałtownie wyrwał kutasa z mojego gardła. Szarpnął mnie agresywnie za ramiona i obrócił. W ułamku sekundy wylądowałam na plecach, płasko na wymiętym prześcieradle, bezbronna i odsłonięta.
Błażej nie wahał się ani chwili, zadziałał z precyzją nakręconego chemią sadysty. Sięgnął po swój gruby, skórzany pasek. Zanim zdążyłam zaczerpnąć tchu, bezlitośnie wsunął mi go między zęby, brutalnie mnie kneblując. Pociągnął mocno za oba końce, zmuszając mnie do uniesienia głowy, i sprawnie zapiął klamrę na moim karku. Twarda skóra do bólu rozciągnęła mi kąciki ust. Niemal natychmiast pochylił się nade mną, złapał mnie za nadgarstki i przycisnął je z całą siłą do materaca wysoko nad moją głową.
Czarek od razu wsunął się między moje szeroko rozchylone uda. Spojrzał mi w oczy i z całym impetem wszedł we mnie od przodu. Jego uderzenia były głębokie i bezwzględne. Ale to mu nie wystarczało. Z każdym pchnięciem wsuwał swoją dłoń między nasze zderzające się ciała i ostro, bezlitośnie drażnił palcami mój nabrzmiały wzgórek łonowy i łechtaczkę.
Ten podwójny bodziec w połączeniu z buzującym w moich żyłach mefedronem powodował, że czułam, jakbym za chwilę miała stracić przytomność. Szamotałam się pod żelaznym uściskiem męża, ale uwięziona paskiem w zębach, mogłam z siebie wydobyć jedynie stłumiony skowyt.
Czarek nagle, ostrym ruchem szarpnął moje biodra do góry. Zjechał głową w dół, przejechał gorącym językiem po moim kroczu, rozmazując soki po łechtaczce, po czym bez wahania znów wbił we mnie swojego kutasa. Zaczął rżnąć mnie z potężną, mechaniczną wręcz siłą. – Powiedz, jak ci jest dobrze! – warknął, uderzając biodrami o moje uda.
Nie byłam w stanie wydusić z siebie żadnego dźwięku. Gruby, skórzany pasek męża rozrywał mi kąciki ust. Wtedy Błażej pochylił się nade mną, z wściekłą siłą dociskając moje nadgarstki do łóżka.
– No kurwa, powiedz! – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Powiedz, kto cię najlepiej rucha! Mów, kurwa!
Zmuszał mnie do mówienia, domagając się werbalnego upodlenia. Naprawdę próbowałam. Próbowałam złożyć wargi, wykrztusić z siebie choć jedno słowo, byle tylko go zadowolić, ale przez wpity w zęby knebel nie mogłam sformułować żadnego dźwięku.
– Mów, ty kurwo jebana! Powiedz, jak ci jest dobrze! – krzyczał Błażej, świdrując mnie wzrokiem z góry.
Spojrzałam w jego oczy. Był dziko podniecony, ale w tej samej sekundzie dostrzegłam w jego twarzy ten sam chłodny, zadaniowy błysk, którym patrzył na mnie jeszcze tydzień temu. Dokładnie to samo spojrzenie, jak wtedy, gdy w sterylnej pozycji na misjonarza, zgodnie z kalendarzykiem, próbował mnie zapłodnić. Ten chory kontrast wypełniał mnie od środka coraz większym podnieceniem.
Czarek ruchał mnie coraz ostrzej, wbijając się we mnie jeszcze mocniej. Nagle poczułam to. Obezwładniająca, potężna fala gorąca zalała moje podbrzusze. Eksplodowałam. Mój orgazm był tak silny, że całe moje ciało wygięło się wypełnione moimi sokami. Zaczęłam krzyczeć, chcąc wywrzeszczeć z siebie to obłąkane oddanie.
– Cezary… Cezary, kocham cię, Cezary! – wrzeszczałam z całej siły.
Ale gruby pasek całkowicie tłumił mój głos. Przez skórzany knebel nie dało się zrozumieć żadnego mojego słowa. To zepsute, wywołane narkotykiem wyznanie miłości słyszałam w swojej własnej głowie.
I dokładnie w tym momencie, gdy moje ciało wciąż drżało, Czarek gwałtownie wyszarpnął kutasa z mojej cipy. Przesunął się błyskawicznie do przodu, zawisając tuż nad moją twarzą. Dał mi wyraźny znak – chciał zalać mi gardło.
Błażej zrozumiał to w ułamku sekundy. Szybkim ruchem odpiął klamrę paska i brutalnie wyciągnął go z moich ust. Otworzyłam je szeroko, chwytając twardego fiuta Czarka. Doszedł niemal natychmiast. Poczułam uderzenie gorąca, gdy gęsta, biała sperma wystrzeliła prosto w moje gardło. Wlewała się głęboko, ociekając po samych migdałkach. Dławiłam się, połykając łapczywie ten pachnący czystą męskością płyn, do reszty tonąc w swoim zepsuciu.
Po chwili mój mąż wydał kolejny, stanowczy rozkaz.
– Całuj ją teraz – rzucił do Czarka.
Odruchowo napięłam mięśnie gardła, by zdążyć połknąć całą jego spermę, ale Błażej, doskonale widząc, co chcę zrobić, błyskawicznie chwycił mnie za szczękę.
– Nie, nie połykaj – wyszeptał z mroczną fascynacją – Całuj go z tym.
Czarek, pochłonięty naćpanym amokiem, całkowicie opadł na mnie i natychmiast przywarł do moich ust. Zaczęliśmy się zachłannie całować. Czułam, jak gorąca, gęsta sperma przelewa się między naszymi językami, wypełniając całe nasze usta. Ten smak, połączony z buzującym w żyłach mefedronem i uciskiem dłoni Błażeja, sprawiał mi tak obezwładniającą przyjemność, że moje ciało znów zaczęło drżeć. Było mi tak niewyobrażalnie dobrze, że czułam, iż zaraz eksploduję po raz drugi.
Po chwili Błażej zbliżył się do nas. Pchnięty czystą żądzą, wpił się w ten chory, mokry pocałunek. Byliśmy w tym we trójkę. Mąż spijał ślinę raz ze mnie, raz z warg Czarka, mieszając ze sobą nasze oddechy. Utknęliśmy w epicentrum tego obłędnego, zepsutego trójkąta, którego jeszcze wczoraj tak bardzo chciałam, o którym fantazjowałam już wtedy, w Egipcie.
Ale z sekundy na sekundę czułam, że coś się zmienia. W samym środku tego mrocznego uniesienia nagle zaczęłam tracić Błażeja. Zauważyłam, że jego usta coraz częściej, coraz zachłanniej omijają moje, szukając wyłącznie warg Czarka. Powoli przestawałam dla niego istnieć. Czułam to z każdym kolejnym ich namiętnym pocałunkiem.
Otworzyłam szerzej oczy, choć powieki coraz bardziej mi ciążyły, i patrzyłam, jak mój mąż, ten chłodny, wyrachowany wiceprezes, zaczyna z rosnącą, dziką furią całować się z… drugim mężczyzną. Obserwowałam to i czułam, jak rzeczywistość odjeżdża mi gdzieś daleko. Rozrywał mnie potworny dysonans – dławiłam się fizycznym obrzydzeniem do tego, co widzę, a jednocześnie moja cipa pulsowała w absolutnym, chorym podnieceniu. Błażej i Czarek pożerali się nawzajem, zafascynowani smakiem męskiego nasienia, które spływało im po twarzach. Zamarłam, a mój wzrok odruchowo powędrował w dół.
I wtedy to zobaczyłam. Między nogami Błażeja, pod materiałem jego eleganckich spodni, rosło wyraźne wybrzuszenie. Zaczynał mu stawać. Naładowany mefedronem i wódką, co fizjologicznie powinno go definitywnie wykastrować, stawał się tylko coraz większy. Po raz pierwszy od tych wszystkich upokarzających, bezowocnych tygodni prób, w których jego ciało odmawiało mi posłuszeństwa… jego kutas był tak kurewsko twardy, że mogłam policzyć na nim każdą naprężoną żyłę. Obserwowałam to, dobrze wiedząc, że nie ja jestem powodem.
Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować, Błażej gwałtownie oderwał się od ust Czarka. Jego oczy były mętne i naćpane. Szybkim ruchem opuścił spodnie i bokserki aż do kolan. Rzucił się na mnie, przyszpilił swoim ciężarem do materaca i jednym mocnym pchnięciem wbił się we mnie.
Zaczął mnie rżnąć. Był agresywny i w tej brutalności nie było ani odrobiny namiętności wobec mnie. Chodziło mu tylko i wyłącznie o to, żeby wyładować to nagłe, nieoczekiwane napięcie i zrzucić we mnie swoją spermę. Uderzał z potężną siłą, ale ja czułam się tak, jakby fizycznie tu był, chociaż jego umysł właśnie wyszedł do drugiego pokoju.
Próbował dojść, ale moje ciało było już martwe. Mefedron, ból i emocjonalne wypalenie sprawiły, że nie czułam zupełnie nic. Marzyłam tylko o tym, żeby to nie trwało długo. Widziałam po jego twarzy, jak dziwnie i źle sam się z tym czuje, zmagając się z własnym, splątanym pożądaniem. Drastycznie przyspieszył, uderzył biodrami kilka razy, po czym nagle przestał.
Ciężko opadł na moją klatkę piersiową i, ku mojemu zdumieniu, delikatnie pocałował mnie w twarz. Nie wiem, czy doszedł, czy tylko dał upust swojemu choremu gniewowi.
Leżałam pod nim, wyzuta z jakichkolwiek uczuć. Zredukowana do roli naczynia, które było rozbite na kawałki. Miałam wrażenie, że nasze małżeństwo właśnie wkroczyło w etap, o którym nie myśleliśmy nawet w najbardziej perwersyjnych zabawach przy okazji próby zapłodnienia mnie. Jakby te wszystkie bezpieczne granice, które jeszcze dziś rano wyznaczały nasz idealny, sterylny świat, zostały oblane czarną, tłustą farbą. Farbą, która rozlała się szeroko, spłynęła na parkiet i z całym impetem wżarła się w niego tak, że nie było już najmniejszych nawet szans na jej zmycie.
Milczałam, chłonąc to chłodne, brudne zaspokojenie. Wiedziałam, że to otępienie potrwa tylko chwilę. Ostatnią rzeczą, jaką rejestrowała moja naćpana świadomość, była dziwna ciekawość. Zastanawiałam się, czy kiedy ten stan w końcu minie i chemia zejdzie, poczuję obezwładniającą ochotę na powtórkę… czy poczuję wstręt do Błażeja? A może będzie mi po prostu źle?
Błażej w końcu zsunął się ze mnie. Odwrócił się i ciężko opadł na plecy tuż obok. Po mojej drugiej stronie, w dokładnie tej samej pozycji, leżał Czarek.
Wszyscy troje, w głuchej, przerywanej tylko świszczącymi oddechami ciszy, leżeliśmy na wielkim łóżku, martwym wzrokiem wpatrując się w sufit. Było tak cicho, że wydawało mi się, że słyszę, jak sperma Czarka spływa po brodzie Błażeja i zasycha.
pofantazjujmy!
Jak Ci się podobało?