Ilustracja: Bertelli Fotografia

Iza I Tomek (XXI)

13 lipca 2026

Opowiadanie z serii:
Iza i Tomek

58 min

Wjeżdżamy w trzecią dziesiątkę – oby z mocnym przytupem! Zgodnie z umową Iza oficjalnie wypożycza Tomka Klaudii. Co z tego wyniknie? Kto tu tak naprawdę rozdaje karty i czy "towar" wróci do właścicielki w nienaruszonym stanie? Zapraszam na rozdział!

Klaudia zadzwoniła w momencie, który można by uznać za najmniej odpowiedni. Właśnie zameldowaliśmy się z Izą w naszym ulubionym ośrodku – kilka komfortowych domków rozrzuconych wokół dużego basenu, świetna restauracja, bar, a dookoła tylko lasy i pagórki. Idealna miejscówka na aktywny reset, kiedy nie ma czasu na dalekie podróże, dlatego byliśmy tu częstymi gośćmi. Leżeliśmy wyciągnięci na leżakach, czując na skórze przyjemny chłód po wyjściu z wody, gdy mój telefon zawibrował na stoliku. Zerknąłem na ekran i serce zabiło mi mocniej. Zanim odebrałem, pokazałem Izie ekran z imieniem, a potem z premedytacją włączyłem tryb głośnomówiący.

– Hej, przystojniaku. Pamiętasz mnie jeszcze? – Jej głos był zalotny i ociekał pewnością siebie.

–  Klaudia, o tobie nie da się zapomnieć – odparłem zaczepnie, czując na sobie rozbawiony wzrok żony. – Iza ciągle wspomina tamtą noc. I słyszy cię w tej chwili.

– Super! Cześć, dyrektorko! – Ze słuchawki wyrwał się jeszcze weselszy krzyk. Dziewczyna nie była ani trochę zmieszana.

 – Cześć, ty przebiegła smarkulo – odparowała Iza, udając wkurzenie, choć twarz rozjaśniła jej się w niebezpiecznym uśmiechu. – Domyślam się, po co dzwonisz. Masz wyczucie czasu, dziewczyno, nie ma co.

– Zgadłaś. Ale pamiętasz, że mamy umowę?

– Jesteśmy poza domem, w cudownym miejscu i mieliśmy plany na upojny weekend we dwoje, dołączysz? – spytałem podchwytliwie, puszczając do Izy oko.

Ta tylko zrezygnowana przewróciła oczami, poprawiając ramiączko bikini.

– Dobrze się składa – wypaliła Klaudia, ignorując moją propozycję. – Bo spędzisz naprawdę upojny weekend. Nie wiem, co tam planowaliście, ale ze mną będzie ci zdecydowanie lepiej.

Mruknąłem coś pod nosem, bo sytuacja stała się, delikatnie mówiąc, skomplikowana. Z jednej strony wizja nocy z Klaudią sprawiła, że krew spłynęła mi do jąder, ale z drugiej – przecież dopiero co rozpakowaliśmy walizki. Miałem zostawić żonę samą w środku lasu? Tylko jakiś totalny popapraniec byłby zdolny do takiego świństwa. Tymczasem Iza nagle usiadła na leżaku, zabrała mi telefon z ręki i przyłożyła go blisko ust, uśmiechając się do mnie zagadkowo.

– Słuchaj – zaczęła, a jej głos stał się nagle aksamitny i miły. – Skoro tak bardzo cię przypiliło, to mamy lepszy plan. Po prostu rusz ten swój mały, zgrabny tyłek i przyjeżdżaj do nas. Mamy domek z wielkim łóżkiem, zmieścimy się we trójkę.

Po drugiej stronie zapadła krótka, pełna niedowierzania cisza, lecz zaraz Klaudia parsknęła perlistym, bezczelnym śmiechem.

– Dyrektorko, kusisz… i to jak – rzuciła pewnie. – Jeśli marzy ci się powtórka tamtej nocy, to wiesz, że jestem chętna. Ale nie tym razem. Właśnie skończyłam pisać pracę magisterską i zamierzam to uczcić w bardzo konkretny sposób. A kto mi w tym pomoże lepiej niż Tomek? A może mu się spodoba i zostanie ze mną na dłużej?

– O, nie, nie… – Iza ucięła to krótko, choć jej głos był wciąż podszyty rozbawieniem. – Jedna noc i ani sekundy dłużej, ty łajdaczko.

– Ale jesteś zaborcza… – mruknęła Klaudia, a ja niemal fizycznie poczułem, jak oblizuje wargi. – Spokojnie. Przyślemy ci zdjęcia. Spodobają ci się bardziej, niż przypuszczasz.

Zamilkła na chwilę, po czym rzuciła dusznym głosem, ale już tylko do mnie.

– Tomeczku… wynajęłam nam apartament na Mazurach. Właśnie pakuję do walizki nowiutką bieliznę. Kurewsko seksowną bieliznę.

Prowokujący uśmiech na jej twarzy czułem nawet przez słuchawkę.

– Daję wam ten noc dla siebie – rzuciła z rozbawieniem z głośnika. – Ale jutro, Iza, twój facet melduje się u mnie.

Przez chwilę w telefonie słychać było tylko jej niski, zmysłowy śmiech, który sprawił, że oboje mimowolnie zamarliśmy.

– Oszczędzaj go dziś w łóżku, kochana – kontynuowała, prowokującym, leniwym szeptem. – Nie zajeźdź mi go, bo chcę go mieć świeżego, sprawnego i cholernie napalonego.

Rozłączyła się, zanim zdążyliśmy cokolwiek dodać. W powietrzu została tylko gęsta cisza i echo jej bezczelnej obietnicy. Spojrzałem na Izę, która powoli zdejmowała okulary przeciwsłoneczne, patrząc na mnie z dziwnym, nieodgadnionym błyskiem w oku. Usiadła na leżaku, przybliżając swoją twarz do mojej. Jej dłoń powędrowała na mój kark,  palce delikatnie wbiły się w skórę.

– Myślisz o niej, przyznaj się – szepnęła, a w jej oczach lśniło coś, czego wcześniej u niej nie widziałem: czysta, nieskrępowana satysfakcja z tego, co sama sprowokowała. – Czuję, jak bije ci serce, Tomek.

– Dlaczego właściwie się zgodziłaś? – zapytałem, ignorując jej zaczepkę.

Iza uniosła wzrok i uśmiechnęła się, ale tym razem bez zbędnego przekomarzania.

– A co? Nie chcesz skorzystać z okazji? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.

Westchnąłem, wypuszczając powietrze przez zęby.

– Słuchaj… jedno twoje słowo i zostaję. Wiesz dobrze, w co się pakujemy. Ten układ jest niebezpieczny, Iza. To już nie są pieprzone żarty.

– Niebezpieczny? – prychnęła, a w jej oczach błysnęło coś prowokującego. – Tomuś, nie bądź nagle taki święty. Ufamy sobie czy nie?

Przesunęła dłonią po mojej klatce piersiowej, zatrzymując się na szyi. Jej wzrok był pozbawiony cienia zazdrości, za to pełen jakiejś dziwnej, perwersyjnej dumy.

– Zrobisz to, co oboje doskonale wiemy, że chcesz zrobić. Niech ta mała siksa się tobą nacieszy, ale gramy czysto – bez żadnych sentymentów i zobowiązań. Nie zrobisz nic za moimi plecami, prawda? Zresztą… – mrugnęła do mnie z zawadiackim uśmiechem – i tak bym cię od razu rozpracowała.

– Wciąż nie rozumiem, po co to robimy – drążyłem, czując, że ten cały luz to tylko zasłona dymna. – Po co aż tak ryzykować?

– Ale nadal nie powiedziałaś mi, po co aż tak ryzykujemy? – naciskałem, bo czułem, że pod tą warstwą luzu jest coś jeszcze.

– Bo jestem ci to winna – wypaliła nagle, a jej głos stracił tę prześmiewczą nutę.

– Winna? O czym ty, do cholery, mówisz?

– Pamiętasz, co robiłam z Jakubem? Ty byłeś daleko, wiedziałeś, że się z nim spotykam. Wyobrażam sobie, co musiałeś wtedy przeżywać. A mimo to nie zatrzymałeś mnie.

Roześmiałem się na głos, a ona odsunęła głowę, żeby przyjrzeć mi się uważniej.

– Nie przypominam sobie, skarbie, żebyś wtedy w ogóle pytała mnie o zdanie – uciąłem chłodno. – Postawiłaś mnie przed faktem dokonanym, kiedy było już dawno po wszystkim.

– Tak? – Uniosła brwi, udając głębokie zdziwienie, choć w kącikach jej ust błąkał się ten rozkoszny, bezczelny uśmieszek. – No popatrz …  Ale mniejsza o detale. Właśnie dlatego chcę, żebyś to zrobił, Tomek. Idź i zaspokój tę gówniarę.

– Co? Teraz chcesz mi to wszystko wynagrodzić? Tak  po prostu? – Urwałem na moment, ale Iza nie podzielała mojego toku rozumowania. – Wyrównujemy rachunki i jesteśmy kwita? – Zaśmiałem się krótko, choć w środku poczułem dziwny, perwersyjny skurcz, w którym ekscytacja mieszała się z niedowierzaniem, jak daleko oboje przesunęliśmy granice.

– Widzę, jak cię do niej ciągnie. Tak samo, jak mnie wtedy ciągnęło do niego – odparła krótko.

– No, a jak ma mnie, do cholery, nie ciągnąć? – wyrzuciłem z siebie, podnosząc głos. – Mogę legalnie przelecieć seksowną laskę. Dajesz mi zielone światło, nie muszę cię okłamywać, nie muszę się kryć. Dla większości facetów to nie jest normalna sytuacja.

– Zasłużyłeś – przytaknęła poważnie. – Ale nie chodzi tylko o wyrównanie rachunków. My nie jesteśmy jak większość małżeństw, kochanie. Chcę, żebyś ją zerżnął, a potem jej jękami nakarmił moją zazdrość. Chcę czuć ten brudny dreszcz, kiedy będę oglądać wasze zdjęcia.

Pokręciłem głową, czując, że serce obija mi się o żebra.  Nie mogłem uwierzyć, ile ona potrafi poświęcić, tylko po to, by poczuć ten pieprzony, chory smak ryzyka.

­ – Ja bym cię nie nigdzie nie puścił. Nie mieści mi się w głowie, że po prostu podchodzisz i pytasz, czy możesz pieprzyć się z jakimś facetem. Beze mnie. Samego takiego pytania bym nie przeżył. 

Iza uśmiechała się szeroko, czekając aż skończę. W jej oczach błysnęły radosne, rozbawione iskierki. Uniosła lekko okulary i spojrzała na mnie wyzywająco.

– No i widzisz, jaki jesteś niemądry? Dlatego nigdy cię, o to nawet nie pytam – odparła z rozbrajającą lekkością, po czym pogładziła mnie opiekuńczo po policzku. – Wolę po prostu wysłać cię na delegację do Klaudii, a w twoje miejsce znajdę sobie kogoś.

Położyła mi dłoń na piersi, dokładnie tam, gdzie serce wciąż waliło jak oszalałe. Jej uśmiech zniknął, a wyraz twarzy zmienił się w ułamku sekundy.

– Muszę przeżyć dokładnie to, co ty wtedy – powiedziała, a jej głos stał się śmiertelnie poważny, surowy i pozbawiony jakichkolwiek gierek. – Muszę poczuć ten konkretny rodzaj niepokoju, ten chory skurcz w żołądku, kiedy będę wiedzieć, że w tym samym momencie kochasz się z nią. Chcę sprawdzić, jak to jest być po tej drugiej stronie, rozumiesz? Muszę to poczuć na własnej skórze, wypalić w sobie, żebyśmy mogli ciągnąć to dalej. Wierzę, że to nas wzmocni bardziej niż cokolwiek innego. Chcę ci ufać tak totalnie, żeby po wszystkim już nic na tym świecie nie było w stanie nas poróżnić.

– Mam cię zostawić tu samą, a samemu jechać bzykać się z Klaudią? – upewniłem się, choć podniecenie tak mocno buzowało mi w żyłach, że ledwo składałem zdania. – Iza, to jest chore. To jest po prostu totalnie odjechane. Jak ty chcesz z tym normalnie zasnąć?

Roześmiała się zmysłowym głosem, od którego zawsze przeszywały mnie dreszcze. Przysunęła swój leżak blisko mojego i położyła dłoń na moim mokrym udzie.

– Samą? – powtórzyła, mrużąc oczy przed słońcem i udając głębokie zdziwienie. – Kochanie, ja nie mam zamiaru spędzić tego wieczoru na czytaniu książki. Popatrz tam.

Skinęła głową w stronę domku naprzeciwko. Właśnie wyszło z niego dwóch młodych mężczyzn – wyglądali jak wycięci z reklamy drogich jachtów. Opaleni, wyrzeźbieni, w samych kąpielówkach. Usiedli niedbale na brzegu basenu, mocząc nogi i rozmawiając, ale jednocześnie zerkając śmiało w naszym kierunku

– Myślę, że oni chętnie zaopiekują się twoją żoną, podczas gdy ty będziesz zajęty swoją studentką. – Powiedziała to z taką lodowatą pewnością, że przez moment jej uwierzyłem.

W jej oczach tańczyła czysta, radosna przekora. Faceci pojawili się w idealnym momencie, jakby osobiście ich wynajęła, żeby wbić mi szpilę w żebra i mimo tego, co deklarowała, dokonać na mnie słodkiej zemsty. Niby dawała mi zielone światło, niby sama to nakręcała, ale nie byłaby sobą, gdyby nie zostawiła mnie z tą męczącą myślą: “A co, jeśli ona też postanowi zaszaleć?”

– Ej, do jasnej cholery! To ma być moja noc wolności, nie twoja, zapomniałaś? – żachnąłem się, bo ich widok przy boku żony przestał być tylko teoretycznym żartem.

Iza roześmiała się na widok mojej miny.

– Widzisz, skarbie? – zakpiła, wodząc wzrokiem po moich spiętych mięśniach. – Nie martw się. Na razie to tylko teoria. Pokazuję ci jedynie, że mam opcje.

Jej twarz spoważniała, a głos obniżył się o ton, stając się ostrzejszy, bardziej drapieżny.

– I uważaj… Jeśli wyczuję, że wy się tam nie tylko bzykacie, jeśli poczuję od ciebie chociaż cień sentymentu do tej suki, to wierz mi – nie będę tu jedynie siedzieć i pokornie czekać, aż łaskawie do mnie wrócisz.

Przez chwilę patrzyliśmy obydwoje w ich stronę, a ja już układałem w głowie jakąś ciętą ripostę, gdy nagle jeden z facetów objął drugiego za kark. Przyciągnął go do siebie i pocałował – krótko, ale bardzo czule. Potem, trzymając się za ręce, zsunęli się gładko do wody. Parsknąłem śmiechem. Mina Izy była bezcenna. To nie było tylko rozczarowanie; to był autentyczny szok połączony z poczuciem, że jej genialny plan na wzbudzenie zazdrości właśnie spektakularnie legł w gruzach. Zastygła z uśmiechem na ustach.

– No kurwa… – mruknęła pod nosem, nie mogąc powstrzymać żalu. – Serio? Teraz?

– Chyba jednak, skarbie, nie zaopiekują się tobą tak, jak to sobie wymarzyłaś – wykrztusiłem między jednym a drugim atakiem śmiechu. – Przykra sprawa.

Iza trzymała jeszcze przez moment fason, ale po chwili uznała porażkę i sama zaczęła się śmiać, kręcąc głową z niedowierzaniem.

– Taki materiał zmarnowany! – mruknęła, opadając z powrotem na leżak. – Wszystko się układało po mojej myśli, a ci dwaj postanowili być gejami akurat dzisiaj.

Przesunęła dłonią wyżej, rzucając mi spojrzenie, które było jednocześnie obietnicą i ostrzeżeniem.

– Ale nie licz na to, że ci dzisiaj odpuszczę. Skoro jutro oddaję cię w ręce tej nienasyconej bestii, to zamierzam cię tak wyeksploatować, żebyś dojechał do niej na czworaka. Nie będę jej niczego ułatwiać.

– Jesteś nienormalna, wiesz o tym? – powiedziałem półżartem.

Iza uśmiechnęła się szerzej, ale w oczach miała coś bardzo poważnego.

– Wiem. Ale za to mnie kochasz. Poza tym… – powoli, prowokująco przesunęła dłoń na moim udzie niebezpiecznie wyżej – jestem cholernie ciekawa, co ta mała suka dla ciebie wymyśliła. Czuję podstęp. Czuję, że ta gówniara spróbuje cię obrócić przeciwko mnie i cholernie mnie to podnieca. Chodź.


Droga na Mazury dłużyła mi się niemiłosiernie, chociaż do celu miałem jedynie około godziny jazdy. Z każdym kilometrem, który oddalał mnie od Izy, rosła we mnie dziwna, ciężka mieszanka adrenaliny, winy i czystego popędu. W głowie wciąż słyszałem jej ostatnie słowa: „Wyszalej się, kochanie, a później zrób ze mną to samo, a nawet więcej …opowiedz mi o wszystkim ze szczegółami”.

Trafiłem bez trudu, ponieważ Klaudia wysłała mi pinezkę – nowoczesny apartamentowiec był agresywnie wciśnięty między ścianę lasu a samo lustro jeziora. Zaparkowałem, wziąłem głęboki oddech, by uspokoić galopujące tętno i ruszyłem na górę. Zawahałem się tylko sekundę, po czym zapukałem.

– Otwarte! – dobiegł z wewnątrz jej pewny siebie głos.

Wszedłem do przestronnego salonu połączonego z aneksem. Wnętrze ociekało surowym luksusem – ciężki dębowy stół oddzielał kuchnię od strefy z narożną kanapą i masywną ławą. Największe wrażenie robiła jednak ściana naprzeciwko: panoramiczne okno od podłogi po sufit, przez które do środka wlewało się błękitne jezioro i blask zachodzącego słońca. Kątem oka dostrzegłem otwarte na oścież drzwi do sypialni.

Klaudia stała przy stole, nalewając whisky do dwóch ciężkich szklanek.

– Obłędny widok, prawda? – rzuciła niedbale, wskazując głową na panoramę jeziora za oknem. Odstawiłem torbę na podłogę i podszedłem bliżej. Nawet nie spojrzałem w stronę szyby. Była tak cholernie magnetyczna, że cały ten krajobraz mógłby w tej chwili spłonąć, a ja bym nie zauważył.

– Trudno się z tym nie zgodzić – mruknąłem, mierząc ją wzrokiem od stóp do głów. – Ale to ty jesteś tutaj najbardziej niesamowitym widokiem, skarbie. 

Uśmiechnęła się, a moje słowa uderzyły dokładnie tam, gdzie chciałem – jej oddech momentalnie przyspieszył.

– Dobra odpowiedź – szepnęła, podając mi whisky. Jej palce celowo przesunęły się po moich, wysyłając elektryczny impuls prosto do kręgosłupa.

– Lubisz tę markę, prawda?

– Zrobiłaś research? – uniosłem brwi, upijając łyk palącego płynu, nie spuszczając wzroku z jej twarzy.

– Lubię wiedzieć wszystko o facecie, z którym zamierzam się pieprzyć przez całą noc – wypaliła, upijając powolny łyk.

 O mało co się nie zakrztusiłem, czując, że jej słowa uderzają mi do głowy mocniej niż alkohol. Wyglądała dokładnie tak samo jak wtedy, podczas szkolenia, kiedy wyłoniła się z tyłu sali, a ja poczułem, że tracę nad sobą kontrolę. Biała koszula, niedbale wpuszczona w te same obcisłe dżinsy, które bezwstydnie opinały ponętne ciało. Materiał przylegał do niej tak mocno, że widziałem każdy szczegół – idealny kształt pośladków, linię bioder i napięte mięśnie ud. Mimowolnie zjechałem wzrokiem w dół na prowokujące wybrzuszenie między nogami i z trudem powstrzymałem się, żeby nie podrzeć tych dżinsów na strzępy.

– No co? – mruknęła, omiatając mnie wyzywającym spojrzeniem.

Patrzyła na mnie tak, jakby już czuła mojego kutasa głęboko w sobie. Odstawiła szklankę i powolnym, kuszącym ruchem rozpięła trzy guziki koszuli. Materiał rozsunął się na boki, odsłaniając głęboki dekolt i czarną koronkę stanika.

– Coś mi to przypomina… – mruknąłem i puściły mi hamulce.

Odstawiłem szklankę z głośnym stuknięciem i jednym szarpnięciem przyciągnąłem ją do siebie. Nasze ciała zderzyły się z impetem, aż na chwilę zabrakło nam oddechu. Dłonie natychmiast zjechały na jej tyłek – wbiłem się w niego tak mocno, że palcami niemal rozdzierałem naprężoną tkaninę. Klaudia sapnęła głośno, wyrzucając z siebie gorący oddech i zarzuciła mi ramiona na kark, napierając na mnie piersiami tak, że czułem każde uderzenie jej serca.

– Lubię doprowadzać sprawy do końca – mruknęła chytrze, po czym otarła się o mnie biodrami, a ja syknąłem z bólu. 

Na jej twarzy pojawił się ten charakterystyczny, grzeszny grymas zadowolenia. Czuła doskonale, że kutas rozsadza mi spodnie, pręży się, domagając się jej soczystej szparki.

– Chcę usłyszeć, co naprawdę wtedy myślałeś, kiedy próbowałeś uczyć mnie mowy ciała – wychrypiała, a jej wzrok stał się wręcz pijany od gęstego pożądania. – Wiedziałeś dokładnie, co mówiło do ciebie moje ciało, prawda? Powiedz mi… co ci chodziło wtedy po głowie …  gdybyśmy zostali w tamtej sali sami, co?

Jej usta prawie dotykały moich, czułem na wargach wilgoć oddechu i zapach whisky.

– Bo ja byłam gotowa na wszystko, serio… – dokończyła niskim, przeciągłym tonem.

– Cholera… dziewczyno… nie można ci się oprzeć, co? – wyjęczałem ochryple, bo na dole wszystko się do niej wyrywało.

Byłem dojrzałym facetem, który powinien zapanować nad sytuacją, ale przy niej czułem się jak niewyżyty szczeniak, który potrafi myśleć tylko o jednym. Jedną ręką wciąż miażdżyłem jej pośladek, drugą wbiłem palce we włosy i uciszyłem ją, zamykając jej te rozpustne usta pocałunkiem. Wpiłem się w nie dając upust namiętności i pożądaniu, które dusiłem w sobie od tego pamiętnego pikniku, kiedy pocałowaliśmy się pierwszy raz.  Czułem, jak drży, jak jej ciało instynktownie napiera na moje, a biodra kołyszą się w morderczym, rytmicznym tańcu, celowo miażdżąc twardniejącego penisa. Wiedziałem, że nie udaje. To pożądanie było gęste, szczere i obezwładniające. Każdy jęk, tłumiony wargami sprawiał, że krew w moich żyłach zamieniała się w płynny ogień, a w oczach pociemniało. W końcu oderwałem się od jej warg, łapiąc oddech. Przyparłem ją do krawędzi blatu i zatopiłem usta w odsłoniętej szyi, gryząc skórę.

– Chcesz wiedzieć, co chciałem wtedy zrobić? – wychrypiałem jej do ucha głosem, którego sam nie poznawałem. – Chciałem cię rzucić na pieprzone biurko, zedrzeć z ciebie ubranie i zerżnąć głęboko, żebyś darła się na cały głos. – Sapałem jej w skórę, na zmianę kąsając i liżąc, czując, jak jej ciało napina się i lgnie do mnie z każdym sprośnym słowem.

– Mów… tego chciałaś, kiedy wypinałaś do mnie te obłędne piersi?

– Tak, żebyś wiedział, że tak! – wyjęczała, a jej ciało wygięło się w łuk.  – Marzyłam o tym. Nawet jak przyszła twoja idealna żona, chciałam, żebyś wciągnął mnie do kibla i brał bez opamiętania. Dlatego teraz… teraz zrobisz ze mną wszystko, czego nie mogliśmy zrobić wtedy, rozumiesz?

Jej głos był drżący, pełen głodu i desperacji.

– Doskonale to wszystko przygotowałaś, intrygantko… – wychrypiałem, czując, jak resztki kontroli wymykają mi się z rąk.

Szarpnąłem ją gwałtownie, odwracając plecami do siebie, aż jęknęła z zadowolenia. Odchyliła bezwładnie głowę, szukając ustami mojego oddechu i natychmiast złapała mnie za dłonie, przeczuwając kolejny ruch. Razem, w kompletnym amoku, niecierpliwie i chaotycznie zaczęliśmy walczyć z ciasnymi dżinsami. Wściekłym szarpnięciem wyrwałem guzik, podczas gdy jej drżące palce pociągnęły suwak w dół. Rozchyliliśmy materiał rozporka, a potem, jak w transie, jednocześnie wsunęliśmy kciuki głęboko za pasek spodni.  Zdarłem dżinsy razem z wąskimi majtkami, więżąc jej nogi w połowie ud. Klaudia natychmiast pochyliła się nad stołem, opierając dłonie o krawędź blatu i mocno wypięła tyłek.

 – Tak mnie sobie wyobrażałeś? – wykrztusiła, oglądając się przez ramię. – Taką mnie chciałeś?

– Klaudia… – Ogłupiła mnie, głos mi się załamał. – Jesteś jebanym dziełem sztuki.

W tej bezwstydnej pozie była rozbrajająca. Jędrny, idealnie krągły, z prowokującymi dołeczkami nad biodrami tyłek – czysta, pierwotna doskonałość, która sprawiła, że zapomniałem, jak się oddycha. Nie mógłbym oderwać od niego wzroku, nawet gdyby od tego zależało moje życie.

Patrzyła na mnie przez ramię. Musiała skonsumować mój zachwyt, nasycić się obłędem, który miałem w oczach. Choć nie komplementowałem ani jej intelektu, ani dyplomu magisterskiego, wiedziałem, że w tej sekundzie nie mogła usłyszeć nic bardziej podniecającego.  Ordynarne, bezwstydne słowa były dla niej największym prezentem.

– Chcę ci robić bardzo brzydkie rzeczy… – wyszeptałem ochryple, prawie warcząc. – Zboczone i chore.

– To na co jeszcze czekasz? – rzuciła zachwycona moim sprośnym bełkotem. Jest twój – zakołysała tyłkiem w lewo i w prawo. – Cała jestem twoja.

Wypięła się jeszcze mocniej, nieświadoma – albo wręcz przeciwnie, doskonale wiedząc – jakie spustoszenie widok jej dupy sieje w mojej psychice. Rozpostarta dłoń opadła z suchym trzaskiem na pośladek, badając jego sprężystość. Klaps nie był mocny, ale ona zareagowała na niego głośnym, niepohamowanym jękiem, który przeciął ciszę apartamentu i odbił się echem od szklanych ścian.

– Boże, Klaudia… – wychrypiałem, czując, jak krew pulsuje mi w skroniach.

Pod palcami czułem napięty mięsień uda i pośladka. Jej ciało było jak struna, gotowe odpowiedzieć na najmniejszy dotyk. Opadłem na kolana, łapiąc za pasek dżinsów i ściągając je do połowy łydek, by nic nie krępowało mi widoku. Teraz jej pośladki były całe moje. Ścisnąłem je, rozchyliłem i bez wahania zanurzyłem w nie twarz. Najpierw wbiłem usta w jeden, potem w drugi – gorąco, zachłannie, zostawiając na tej idealnie gładkiej skórze ślady zębów. Potem przestałem się hamować. Przeciągnąłem językiem po całej długości szczeliny, od samego dołu aż po kość ogonową, smakując ją tak, jakbym był na głodzie, a ona była jedynym lekarstwem. Była słona, lekko kwaśna, ale jednocześnie słodka i uzależniająca. Pyszna. Klaudia jęknęła tylko i chciała odruchowo rozchylić nogi, ale były skrępowane zrolowanym ubraniem.

– O kurczę… tak… – wyszeptała drżącym głosem i wypięła się mocniej, praktycznie wpychając mi tyłek w twarz.

Czułem, jak jej mięśnie napinają się i rozluźniają, reagując na rytm pieszczot. Zacząłem ją lizać naprawdę – długimi, mokrymi pociągnięciami języka, od łechtaczki aż po samą górę. Krążyłem wokół ciasnego otworu, drażniłem go czubkiem, potem wracałem niżej i wsuwałem język w cipkę. Smakowała coraz intensywniej, a zapach podniecenia odebrał mi rozum.  

– Tomek… Cholera … – jęknęła, zaciskając dłonie na blacie stołu. – Wariacie jeden… 

Drżała na całym ciele, a jej nogi uginały się pod ciężarem obezwładniającej rozkoszy. Biodra kołysały się rytmicznie, ocierając się bezwstydnie o moją twarz. Zanurzyłem się w niej cały – tym razem jeszcze zachłanniej, ssąc, liżąc, penetrując językiem tam, gdzie była najczulsza. Klaudia jęczała głośno, ale jej ciało należało tylko do mnie. Wstałem gwałtownie z kolan, czując w żyłach czystą adrenalinę. Jedną ręką chwyciłem ją za kark, przygniatając tułów do blatu, a drugą błyskawicznym ruchem wyciągnąłem kutasa. Był twardy i nabrzmiały, jakby za chwilę miał eksplodować. Wsunąłem go między pośladki, przesuwając nim w górę i w dół, rozcierając soki po całej szczelinie, aż trafiłem idealnie w samo centrum – tam, gdzie lał się z niej żar i wilgoć.

– Weź mnie… – wychrypiała błagalnie, a jej głos drżał z obłędnej niecierpliwości.

Nie odpowiedziałem. Chwyciłem ją za biodra i jednym mocnym pchnięciem wszedłem w nią całą długością penisa.

– Oaaahh… taaak! Uwielbiam cię! – krzyknęła głośno, a z jej gardła wyrwała się mieszanka szoku i nagłej, obezwładniającej rozkoszy.

Była niesamowicie mokra i wrząca, a przez to, że jej kostki nadal pozostawały skrępowane materiałem spodni, pochwa zaciskała się na moim członie z siłą imadła.

– Tak! Mocniej… – jęczała wniebogłosy, wypinając się, niemal łamiąc się w pół na blacie. – Rób tak … właśnie tak… głębiej!

Przyspieszyłem. Brałem ją bez opamiętania – szybko, mocno i zwierzęco. Jedną ręką trzymałem ją za kark, dociskając twarz do stołu, drugą wbiłem w biodro, z impetem nabijając ją na kutasa. Pośladki Klaudii falowały jak oszalałe, a głośne, mokre plaśnięcia wypełniały pokój aurą czystego zepsucia i perwersji. Byliśmy siebie wściekle spragnieni – tego jednego prawdziwego, brudnego rozładowania. Żadnej delikatności. Żadnego udawania. Jedynie czysta potrzeba dominacji i uległości. Klaudia doszła pierwsza – nagle i gwałtownie. Pochwa zacisnęła się wokół członka tysiącem pulsujących skurczów, a ona sama zadrżała, tracąc kontakt z rzeczywistością. Krzyknęła głośno, długim, rozdzierającym jękiem, który przeszedł w pisk, a ja posuwałem ją dalej, aż poczułem, że od środka rozrywa mnie mój własny wytrysk.

– Zaraz…  – wychrypiałem, ale urwałem w pół słowa, zaciskając zęby, aż rozbolała mnie szczęka, a przed oczami stanęły czerwone plamy.

– We mnie… – jęknęła błagalnie, wciąż drżąc w konwulsjach. – Spuść się we mnie… Juuuż!

Kilka ostatnich, potężnych pchnięć, którymi o mało nie rozpłaszczyłem jej na tym pieprzonym stole i doszedłem z gardłowym warknięciem. Wbiłem się w nią najgłębiej, jak tylko byłem w stanie i wypełniłem spermą – długo, falami. Trzymałem ją za biodra, nie pozwalając się ruszyć, aż oddałem w niej wszystko do ostatniej kropli.

Przez dłuższą chwilę staliśmy w absolutnym bezruchu. Oboje dysząc ciężko, spoceni, lepiący się od płynów. Klaudia wciąż przyciśnięta do blatu, z wiotczejącym penisem w sobie, czując, jak wypływa z niej nasienie. W końcu odwróciła głowę i spojrzała na mnie przez ramię. Jej oczy były zamglone, usta bezwładnie rozchylone, a na twarzy malował się błogi, totalnie rozanielony uśmiech dziewczyny, która nie żałuje ani sekundy, tego, co jej zrobiłem.

– Wreszcie … – wyszeptała tak ochryple, że ledwo ją usłyszałem. – Wreszcie ktoś zrobił to tak, jak należy.  

Przez chwilę patrzyłem na jej rozgrzane, spocone plecy i gęstą spermę, która zaczynała leniwie skapywać po udzie, brudząc materiał dżinsów. Wyciągnąłem z niej członka, a z rozciągniętej cipki wyrwało się ciche, mokre mlaśnięcie.

– Rozumiem, że to miał być komplement? – mruknąłem z bezczelną, nieskrywaną dumą.

Klaudia wsparła się ciężko dłońmi o blat, przez chwilę po prostu łapiąc oddech, po czym powoli się wyprostowała. Odgarnęła z czoła pasma włosów, wilgotne i posklejane potem. Na jej usta wypełzł leniwy, bezwstydny uśmiech – uśmiech kobiety, która łaknęła silnych wrażeń i przed chwilą dostała to, o co prosiła.

– Najwyższej próby, komplement – potwierdziła, bez krzty wstydu w głosie i zaczęła wyplątywać stopy ze zrolowanej garderoby.


– Kolacja czy kąpiel? Co najpierw? – spytała, z trudem stojąc na drżących nogach. Była naga, rozczochrana i bezczelnie piękna.

– Zdecydowanie kąpiel – odparłem bez namysłu.

Sam miałem nogi jak z waty,  adrenalina  opadła,  zostawiając miejsce dla przyjemnego, ciężkiego zmęczenia.

– Chodź – rzuciła zadowolona i chwyciła mnie za rękę, ciągnąc w stronę łazienki.– Dolej gorącej wody, a ja przyniosę coś do picia.  Potrzebujemy doładowania.

Narożna wanna była do połowy wypełniona, a na powierzchni unosiła się gruba warstwa kremowej piany. Stanąłem za nią i objąłem ją w pasie, przyciągając jej nagie ciało do siebie.

– O wszystkim pomyślałaś.  – Pocałowałem ją w kark, a ona otarła głowę o moją twarz.

– Nie spieszymy się nigdzie, prawda? – mruknęła, po czym westchnęła. – Chcę cię mieć powoli. Przez całą noc.

Odwróciła się w moich ramionach, stanęła na palcach i pocałowała mnie leniwie, ale głęboko. Przesunęła dłonie na moją klatkę piersiową,  delikatnie drapiąc.

– Zaraz do ciebie dołączę.

Odkręciłem kurek z gorącą wodą i wszedłem do środka, zanurzając się po szyję.

– Ale ulga – mruknąłem głośno, czując, jak wrząca woda natychmiast rozluźnia potwornie spięte mięśnie nóg i lędźwi.

Zza drzwi dobiegł mnie jej radosny śmiech i przekorny krzyk:

– To samo do picia?

– Tak, ale lej z umiarem! – odkrzyknąłem, przymykając oczy i opierając głowę o krawędź wanny.

Po chwili Klaudia pojawiła się w progu. Parujące, wilgotne wnętrze łazienki pasowało do jej nagości idealnie – skóra, wciąż zaróżowiona po moich uderzeniach, lśniła od kropel potu i wilgoci. W dłoniach niosła dwie ciężkie szklanki, w których bursztynowy płyn ledwo zakrywał dno.

– Co jest? Stajesz się abstynentem? – spytała, unosząc brew z udawanym rozczarowaniem. 

Uśmiechnąłem się, wyciągając rękę po drinka, rozumiejąc, że może się dziwić.

– Nadmiar tego zabija potencję, młoda damo – rzuciłem z ironicznym, drapieżnym uśmiechem, patrząc na jej płaski brzuch i rozciągnięte fałdki miedzy udami. – Jeśli nie zamierzasz poprzestać na tym jednym razie, muszę uważać.  

– Jaki ty jesteś odpowiedzialny – mruknęła z udawanym uznaniem, a jej wzrok natychmiast zjechał pod wodę, szukając zarysu członka. – Od samego początku wiedziałam, że postawiłam na właściwego faceta. – Parsknęła cichym śmiechem, po czym płynnym, bezwstydnym ruchem wślizgnęła się do gorącej wody.

Obróciła się tyłem, rozchylając pośladki i powoli usiadła między moimi nogami. Woda gwałtownie uniosła się do góry, przelewając się przez krawędź wanny. Klaudia wtuliła się we mnie plecami, opierając głowę o moje ramię i wydała z siebie cichy, głęboki pomruk zadowolenia.

– Tak jest idealnie – szepnęła, przymykając oczy.

Oplotłem ją ramionami, pozwalając, by dłonie swobodnie błądziły po jej mokrym brzuchu i udach. Czułem każde uderzenie serca i to, jak jej oddech staje się cięższy, gdy palcami powoli badałem jej ciało, przesuwając się po śliskiej od żelu i piany skórze. Poddała się dotykowi, odchylając głowę jeszcze mocniej, by odsłonić szyję.

– Mogę cię o coś zapytać? – mruknęła nagle, a pod wodą jej stopa leniwie otarła się o moją łydkę.

– Pytaj.

– Kiedy przed chwilą się kochaliśmy… czy myślałeś o Izie? … Jakieś wyrzuty sumienia? – wyrzuciła z siebie, a w powietrzu zawisło nagłe, elektryzujące napięcie.

Przesunąłem dłonią po jej brzuchu, przyciągając ją jeszcze centymetr bliżej, aż poczułem na sobie bicie jej serca.

– Myślałem tylko o tobie, Klaudia – odparłem, muskając ustami jej ucho. – Jesteś zbyt absorbująca, abym w takim momencie mógł pomyśleć o kimkolwiek innym.

Poczułem, jak zadrżała i zaraz zacisnęła dłonie na moich przedramionach.

– Naprawdę? Bez moralnego kaca? – drążyła jeszcze, ale na jej twarzy wykwitł triumfalny uśmiech. Moje słowa były dla niej jak narkotyk.

Obróciła się i usiadła mi okrakiem na udach. Woda i piana zawirowały wokół nas, a jej mokre ciało przylgnęło do mojego. Odstawiliśmy szklanki na brzeg wanny

– A teraz? – spytała, mrużąc oczy, w których czaił się czysty grzech. – Ona tam czeka na ciebie, wyobraża sobie, jak mnie pieprzysz.

Uśmiechnąłem się, czując pod wodą, jak jej uda napinają się na moich biodrach i  ścisnąłem ją mocno za pośladki.

– Mam nadzieję, że sobie wyobraża – odparłem. – I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.

Klaudia jęknęła cicho, kołysząc mocniej biodrami.

– Jak ona to robi? – wyszeptała, pochylając się tak, że jej usta muskały moje ucho. – Pozawala ci pieprzyć się ze mną?

– Bardzo jej się podoba – mruknąłem, wsuwając dłoń głębiej i muskając palcem cipkę. – Mamy z Izą specyficzny układ.  Uwielbiam patrzeć, jak ona podoba się z innymi  facetom.  A ona… potrafi mi to wynagrodzić.  

– Rany…to jest totalnie odjechane … – wyszeptała podniecona. – I zajebiście przyjemne.

Sięgnęła po telefon leżący na półce i uniosła aparat, ustawiając go tak, by uchwycić w zaparowanym lustrze nasze splecione ciała.

– Wyobraźnia bywa zawodna… – zamruczała, przygryzając dolną wargę. – Czasami potrzebuje małego bodźca, żeby rozpalić pożar.

Palec Klaudii zawisł nad przyciskiem „wyślij”. Spojrzała na mnie z tym bezczelnym, prowokującym błyskiem w oku.

– Mogę? – zapytała cicho, ale w jej głosie była jedynie przekora. – Czy wolisz, żeby twoja żona dalej tylko zgadywała?

– Wyślij – powiedziałem niskim głosem.

Uśmiechnęła się triumfalnie i nacisnęła przycisk. Zdjęcie pofrunęło do Izy.

– Chodź – zerwała się nagle na równe nogi, woda i piana spływały z jej ciała. – Już się za tobą stęskniłam.

Pociągnęła mnie za rękę prosto do sypialni. Oboje byliśmy jeszcze mokrzy, woda kapała na drewnianą podłogę, ale ona się tym nie przejmowała. Popchnęła mnie na łóżko, Rzuciła na podłogę wielki, puszysty ręcznik, który w pośpiechu porwała z łazienkowego wieszaka, po czym bez sekundy wahania wylądowała na kolanach między moimi rozstawionymi nogami. Oparła dłonie o uda, wbijając we mnie wzrok pełen chorobliwego, nienasyconego głodu. Widziałem, jak jej usta lekko drżą, a pierś faluje w przyspieszonym rytmie. Zaraz potem zjechała spojrzeniem niżej, prosto na członka, który prostował się bezwstydnie, gotowy przyjąć jej słodkie tortury.  Zbliżyła twarz, a z rozchylonych ust uciekło jej ciche, gorące westchnienie, które sparzyło mi skórę. Wyciągnęła dłoń i zdecydowanym ruchem ujęła twardy sprzęt, po czym nakierowała go między wilgotne wargi.

– Ostrożnie … – mruknąłem aktorsko, wplatając palce w jej zmierzwione włosy i zmuszając ją, by uniosła głowę. – Wykończysz mnie, a do rana jeszcze kawał czasu.

Uśmiechnęła się, powoli oblizując wargi, jakby już czuła na języku smak podnieconego faceta. Olewając to, co powiedziałem, zacisnęła dłoń tak mocno, że aż syknąłem.

– Nie musisz się o nic martwić. Uwzględniłam ten punkt w programie jako absolutny priorytet – wymruczała głosem zadowolonej kotki. – Marzyłam, żeby ci obciągnąć już na tym cholernym szkoleniu. Stałeś tam z przodu sali, taki opanowany, profesjonalny w każdym calu… a ja patrzyłam na twoje spodnie i myślałam tylko o jednym – czy dalej byłbyś taki pewny siebie, gdybym klęczała przed tobą, dławiąc się twoim twardym kutasem.

– Dziewczyno, ale ty jesteś zepsuta – wychrypiałem chichocząc, czując, jak napięcie w lędźwiach staje się bolesne.

– I za to mnie uwielbiasz – ucięła krótko. – Weź telefon – poleciła z zawadiacką miną. – Chcę, żeby twoja żona zobaczyła, jak się tobą zajmuję.

Zanim zdążyłem nabrać tchu, pochyliła się i zachłannie zagarnęła penisa do ust. Mokre włosy opadły ciężko na moje uda, kreśląc na skórze lodowate, wilgotne ślady, które w zetknięciu z gorącem jej oddechu sprawiały, że dostawałem dreszczy. Wbiłem palce w pościel i poza tym jednym, pulsującym punktem nic już nie czułem. Zaczęła powoli, z nabożną precyzją. Rozchyliła wargi i ciasno objęła samą główkę, przypominając, że nie jest żadną grzeczną dziewczynką, a zepsutym do szpiku kości wampem. Aksamitne ciepło oddechu, skontrastowane z chłodem sypialnianego powietrza, wyprężyło mnie do granic bólu. Tymczasem język Klaudii leniwie okrążył żołądź, a potem zjechał niżej, liżąc całą długość jednostajnym, pewnym ruchem. Diablica była nieludzko cierpliwa, jakby chciała na zawsze wyryć mój smak w swojej pamięci.

– Cholera… zboczeńcu jeden. Kto cię tego nauczył?  – jęknąłem, unosząc się na łokciach, by nie uronić żadnego szczegółu tego spektaklu.

Spojrzała mi w oczy, nie przerywając. Moje surowe, podszyte pożądaniem bluzgi były dla niej paliwem – dokładnie tego oczekiwała. Jej spojrzenie było gęste, ciemne, balansujące gdzieś między niewinnością a czystym, wyrafinowanym złem. Jedną ręką błądziła po omacku tocząc między palcami jądra, drugą mocno zacisnęła u nasady, a ustami dokonywała na górze cudów – ssąc, drażniąc wędzidełko i kreśląc językiem wokół dziurki ciasne, mokre kręgi. Była kurewsko dobra. Obciągała penisa z autentyczną pasją, jakby każda kropla soku, którą ze mnie wyciągała, była dla niej wartą fortunę nagrodą.

– Klaudia… jesteś genialna. Słyszysz? – mamrotałem, a ona karmiła się moim podnieceniem.

W jej spojrzeniu była obietnica absolutnego zatracenia – wiedziałem, że mnie nie wypuści, dopóki nie wyssie ostatniej kropli. Nagle, bez ostrzeżenia, wzięła go głębiej, pozwalając mi poczuć gładki aksamit podniebienia. Nie było w tym pośpiechu, tylko surowa fascynacja siłą, z jaką we mnie uderzała. Jej palce zacisnęły się mocniej, rytmicznie masując miejsce za jajami, co sprawiło, że zacząłem się rzucać w skurczach.

– Dziewczyno… za chwilę… – wychrypiałem, tracąc resztki panowania, ale ona zmrużyła oczy i zassała jeszcze mocniej, mocując się z moją wytrzymałością.

Błysk flesza na ułamek sekundy rozświetlił jej twarz – bezwstydną, rozmazaną od śliny, z kutasem wetkniętym głęboko w gardło. Znowu bezwiednie chwyciłem za telefon, żeby to uwiecznić. Klaudia tylko jęknęła z satysfakcją i bezlitośnie przyspieszyła tempo. Jedną dłonią masowała jaja, drugą trzymała samą nasadę fiuta, pompując nią w morderczym rytmie z ustami. Ssała głęboko i łapczywie, jakby od tego zależało jej życie.

Patrzyłem na mocno zapadające się policzki i czułem, jak gardło otwiera się, gotowe bezwstydnie przyjąć ładunek, którą za moment w nią wpompuję. Była nienasycona, a widok jej ślicznej twarzy – skupionej, uwalonej śliną i całkowicie oddanej tej jednej, brudnej czynności – sprawił, że tama w końcu pękła. Eksplodowałem gwałtownie, prosto do gardła, ale Klaudia nie zwolniła nawet na ułamek sekundy. Przeciwnie – zacisnęła usta jeszcze mocniej. Przełyk kurczył się spazmatycznie, podczas gdy ona z wyraźnym wysiłkiem, ale i chorą zachłannością, przełykała kolejne gęste wystrzały. Ssała mnie do samego końca, bezlitośnie dojąc fiuta, podczas gdy dłoń wciąż mocno masowała jądra, wyciskając ze mnie absolutnie ostatnią kroplę. Dopiero gdy całkowicie opróżniłem podbrzusze, powoli wypuściła mnie z ust. Między naciągniętym napletkiem a jej wargami rozciągnęła się cienka, błyszcząca nitka spermy. Oblizała ją leniwie, zbierając resztki z kącika ust, po czym spojrzała na mnie i uśmiechnęła się z brudną satysfakcja, dobrze wykonanej roboty.

– Smakujesz jeszcze lepiej, niż za pierwszym razem – wyszeptała z rozanielonym, niemal dumnym uśmiechem.

Opadła obok mnie na wilgotną pościel. Objęła mnie ramieniem i leniwym ruchem zarzuciła nogę na moje biodra, przyciskając mokre udo prosto do wiotkiego, pulsującego jeszcze penisa.

– No to mnie pokonałaś – sapnąłem, próbując uspokoić rozszalałe tętno. – Jesteś mistrzynią świata.

Klaudia tylko mruknęła.

– Odpoczywaj. Mamy czas. Całe mnóstwo czasu.

Przymknęła oczy, kładąc głowę na mojej klatce, by słuchać, jak serce powoli wyhamowuje po tym szaleństwie.

– Czy teraz ja mogę zadać ci pytanie? – zapytałem, gładząc ją leniwie po biodrze, wciąż oszołomiony tym, co przed chwilą zrobiła ustami.

– Hmm? – mruknęła, całując mnie powoli w tors.

– Nie masz nikogo? – zapytałem szczerze. – Bo wydaje mi się, że powinnaś mieć pod drzwiami cały tłum.

Parsknęła cichym, rozbawionym śmiechem i przewróciła oczami.

– Oczywiście, że mam. – Zrobiła krótką pauzę, po czym dodała z szelmowskim uśmiechem:  – Stały, wierny i zawsze mogę na niego liczyć.

Podniosłem na nią zdziwiony wzrok, czując nagłe ukłucie niezrozumiałej zazdrości, ale ona nic nie powiedziała. Odwróciła się leniwie, eksponując obłędny tyłek, i wyciągnęła z szuflady nocnego stolika dużą, stylową saszetkę z czarnej skóry. Bez słowa przesunęła suwak i odchyliła wieko, pokazując mi zawartość. W środku znajdował się „wypasiony” arsenał do samonapędzającej się rozkoszy. Trzy wibratory o różnych fakturach, z których jeden – ten największy, wykonany z mięsistego silikonu – do złudzenia przypominał prawdziwego penisa. Oprócz tego tubki z żelami o zapachu egzotycznych owoców i nawet paczka prezerwatyw.

– Prezent od przyjaciółek – wyjaśniła z rozbrajającą szczerością. – Idiotki chciały mnie pocieszyć po tym, jak rzucił mnie tamten palant. 

Zaśmiała się cicho, wspominając to zdarzenie. – Boże, jak my się wtedy upiłyśmy…

– Używałaś? – spytałem, unosząc brwi i patrząc na ten arsenał z mieszanką rozbawienia i nagłego skoku ciśnienia.

Klaudia przygryzła wargę, a jej biodra mimowolnie drgnęły.

– A jak myślisz? – szepnęła, wyciągając „potwora”, który leżał na samym wierzchu. Powoli, drażniąc się ze mną, przesunęła nabrzmiałą końcówką między swoimi piersiami,

– I który jest najlepszy? – spytałem, bezceremonialnie wyjmując zabawkę z jej rąk.

Kiedy wziąłem go do ręki, poczułem się… dziwnie. Naprawdę dziwnie. To nie był zwykły kawałek plastiku. To „coś” było ciężkie, mięsiste i niepokojąco autentyczne w dotyku. Przez ułamek sekundy poczułem się, jakbym trzymał w ręku prawdziwą część ciała, ale nie swoją – innego faceta. To było surrealistyczne i jednocześnie obrzydliwie podniecające. Czuć tę fakturę, te imitacje żył… świadomość, że to monstrum było w niej, tam gdzie ja za chwilę znowu zamierzałem wejść. Nie dałem po sobie poznać, jak bardzo sztuczny penis wyprowadził mnie z równowagi, odłożyłem zabawkę na bok i brutalnie przyciągnąłem dziewczynę do siebie.

– Wszystkie potrafią zdziałać cuda, ale brakuje im tego, co ty masz w nadmiarze. – Uśmiechnęła się zadziornie i znacząco oblizała dolną wargę, jakby wciąż czuła na niej smak spermy.

– Lubię je – przyznała szeptem, a w jej głosie nie było cienia wstydu. – Ale one nie jęczą, kiedy zaciskam na nich wargi. Nie drżą i nie chwytają mnie za włosy, kiedy jestem naprawdę niegrzeczna…

Jej usta musnęły moje ucho, a gorący oddech sprawił, że na karku poczułem dreszcz.

– A ja uwielbiam być niegrzeczna… szczególnie przy tobie, Tomek – dodała.

Krew uderzyła mi do skroni, a mięśnie w dole brzucha spięły się w bolesnym skurczu.

– Zaraz będę znowu gotowy, kocie – wychrypiałem, zaciskając dłoń na jej biodrze tak mocno, że poczułem pod palcami miednicę.

Leżeliśmy przez moment w tej lepkiej ciszy. Przetrawiałem jej słowa, czując z ulgą, że członek powoli się napręża w odpowiedzi na jej wyzwanie.

– Czyli co? Kręcą was trójkąty – wróciła niespodziewanie do rozmowy z łazienki.

 Przytaknąłem bez słowa, patrząc na nią z rozbawieniem. Klaudia była doskonałym materiałem na królową perwersji, ale brakowało jej jeszcze doświadczenia.

– Z facetami też?

– Też – odparłem szczerze.

– Ty, ona i… jeszcze jeden – powtórzyła, jakby wizualizowała sobie w głowie ten układ. – Tak po prostu? Bez zazdrości? Nie boisz się, że ją stracisz?

Uśmiechnąłem się tajemniczo, przesuwając palcami po jej mokrych włosach, po czym chwyciłem ją za pośladek.

– Stracę? – parsknąłem cicho, a w moim głosie wybrzmiała niezachwiana pewność siebie. – Nie mam takich kompleksów. Iza może mieć tylu facetów, ilu zechce, ale tylko razem możemy się realizować w tym szaleństwie.

Klaudia zagryzła wargę, jej ciało stało się nagle napięte.

– Czasami biorę w tym udział, a czasami tylko patrzę, jak ona zabawia się z kimś innym… albo z dwoma naraz. Z dziewczynami, z facetami … bez różnicy.

– A ona? Nie jest teraz zazdrosna o nas? – spytała i pocałowała mnie czule w kącik ust, jakby chciała dać jej pieprzony powód, żeby jednak była zazdrosna.

Poczułem od niej intensywny zapach spermy, ale w połączeniu z aromatem rozgrzanego ciała, potu i perfum, to było… kurwa, niesamowite. Brudny koktajl uderzył mi do głowy, a penis znowu zaczął niebezpiecznie drgać.

– Myślę, że poszła w ten układ właśnie po to, żeby dowiedzieć się , gdzie leży granica jej szaleństwa – przyznałem, wsuwając palce w mokre włosy dziewczyny. – Ale to zupełnie inny rodzaj zazdrości, uwierz mi. Ona nie robi mi awantur. Ona się tym karmi.

– Ja pierdolę, Tomek… – wyjęczała, wciskając usta w moje ucho, aż przeszedł mnie dreszcz od jej gorącego oddechu. – Nie masz pojęcia, jak mnie to podnieca. Jesteście tacy otwarci, nie macie barier i pretensji… zajebiście.

Wydała z siebie niski, koci pomruk i bezwiednie zadrapała moje udo ostrymi paznokciami, zostawiając na skórze piekące ślady. Nagle znieruchomiała, uniosła głowę i spojrzała mi w oczy z taką intensywnością, jakby chciała w nich wyczytać najbardziej wyuzdaną fantazję, jaką kiedykolwiek miałem w głowie.

– Ale z dwoma facetami naraz? – szepnęła, niemal dławiąc się powietrzem.

Ten temat ewidentnie nie dawał jej spokoju.

– Sam ją do tego namawiałem – mruknąłem, a w moim głosie znów odezwała się ta chamska, samcza duma.

– Ale jak to jest… technicznie? – rzuciła szeptem, który drżał z chorobliwej ciekawości. Przybliżyła twarz i zaczęła mnie miziać gorącym oddechem. Miałem cholerną ochotę zamknąć te jej grzeszne usteczka mokrym pocałunkiem, ale przeczuwałem, że mi nie pozwoli, dopóki nie zaspokoi ciekawości.

– Jeden pod drugim? Jednocześnie? – wymieniała zdezorientowana, a jej palce zaciskały się coraz mocniej na moim udzie. – O cholera… w tyłek też? – palnęła w końcu i omal nie zadławiła się własnym podnieceniem. Ta wizja totalnie rozsadziła jej mózg.

– Nie widziałaś na filmach? Klaudia, nie udawaj już takiej świętej – zakpiłem cicho, udając absolutną obojętność.

Prawda była taka, że jej dociekliwość i całe te wygłupy jarały mnie tak samo mocno, jak myśl, że moglibyśmy po prostu zrobić to, o czym  mówiła z taką chorą zapalczywością. Przejechałem dłonią po jej gładkich plecach, schodząc zdecydowanie niżej i mocno ścisnąłem mięsiste pośladki, wyobrażając sobie, jak obłędnie wyglądałaby z napiętym kutasem głęboko w ciasnej dupie. Aż mnie sparzyło od tej myśli. Marzyłem, żeby poczuć, jak  napina się z bólu i rozkoszy, dokładnie tak, jak przed chwilą opisywała.

Klaudia wyglądała teraz, jakby ktoś zerwał przed nią ostatnią kurtynę przyzwoitości, wpychając ją do świata nieskrępowanej perwersji, o której dotychczas mogła tylko pomyśleć. Chwyciłem ją za kark, czując pod palcami tętniącą krew i zacząłem sączyć brudne, mięsiste szczegóły prosto do jej rozgrzanej głowy:

– W tyłek też. – Zawiesiłem głos, obserwując, jak na samą myśl dostaje drgawek, a na udach i przedramionach wyskakuje gęsia skórka. – A czasem… i tu, i tam jednocześnie.

Dziewczyna wydała z siebie cichy, głęboko zduszony jęk. Biodra mimowolnie naparły na moją dłoń, którą mocno trzymałem jej pośladek.

– Jednocześnie? – wyszeptała, ale to słowo ledwo przeszło jej przez ściśnięte gardło. W jej głosie słychać było totalne niedowierzanie, zmieszane z chorobliwą, wręcz hipnotyzującą fascynacją. – Iza naprawdę… aż tak to lubi?

– Uwielbia – potwierdziłem bez mrugnięcia okiem, dotykając ją coraz bliżej szczeliny między pośladkami. – Wyobrażasz sobie? Pani dyrektor, nauczycielka, dostaje kompletnego pierdolca. Sama się wypina i prosi, żeby wypełnić jej tę ciasną dziurkę. Kocha ten brud, ból i świadomość, że jest traktowana jak zwykła szmata.

Klaudia wciągnęła gwałtownie powietrze, a jej oddech stał się tak płytki, jakby zaraz miała zemdleć. zaczęła się niespokojnie wiercić, ocierając się o mnie,

– Ale do tego trzeba odpowiedniego nastroju i kogoś, komu bezgranicznie ufasz – ciągnąłem dalej, zniżając głos do chropowatego szeptu. – To nie jest zabawa dla grzecznych dziewczynek, Klaudia.

Uśmiechnąłem się drwiąco, karmiąc się jej oszołomieniem, i powoli wsunąłem koniuszek palca w ciasne zagłębienie między pośladkami. Poczułem, jak je zwiera, a oddech zamiera w piersi.

– Próbowałaś kiedyś? – rzuciłem niby obojętnie, badając jej reakcję, z trudem zachowując maskę chłodnego, kontrolującego sytuację gracza. Prawda była taka, że mój własny penis rwał się, żeby wejść tam zamiast palca.

Dziewczyna parsknęła krótkim, nerwowym śmiechem, który natychmiast przeszedł w rwany oddech.

– Nie wygłupiaj się… – odparła niby z oporem, ale ciało ją zdradziło. Zamiast się odsunąć, wypięła się mocniej, instynktownie szukając nacisku mojej dłoni. – W tych sprawach jestem kompletnie zielona. Dziewica, jeśli chcesz to tak nazwać.

Rozśmieszyła mnie.

– Przy twoim temperamencie, Klauduniu? – pokręciłem głową. –  Nie wierzę ci.

– Serio mówię… – szepnęła, taksując mnie uważnym, rozgrzanym spojrzeniem. – Za kogo ty mnie bierzesz? Myślisz, że jestem aż taką latawicą?

Zmarszczyła brwi, rzucając mi ostrzeżenie, chwilę później jej twarz przybrała ten łaszący się wyraz, od którego krew uderzała do głowy.

– Ale… podoba mi się to, co mówisz o moim tyłku – wymruczała z czystą, bezwstydną satysfakcją. – Widzę przecież, jak na niego patrzysz.

–– Bo masz najseksowniejszy tyłek, jaki w życiu widziałem – przyznałem bezczelnie i bez pytania dotknąłem opuszkiem palca zaciśnięty dziewiczo pierścień odbytu.

Klaudia przez cały czas udawała, że nie widzi, do czego to zmierza. Nie pisnęła ani słowem, kiedy pozwalałem sobie na coraz odważniejsze pieszczoty. Pewnie nie miała odwagi przyznać, że ten bezczelny dotyk zamiast ją oburzyć, cholernie jej się podoba. Jednak, z każdym ruchem jej ciało miękło i byłem pewny, że ciasna dziurka potajemnie zaprzyjaźniła się z moim palcem, rozluźniając się minimalnie.

– Serio? Seksowniejszy niż Iza? – zapytała szeptem, szukając w moich oczach potwierdzenia, że w tej jednej, najbardziej brudnej kategorii, to ona jest królową.

– Nie mów jej tego nigdy, ale tak. Twój jest absolutnie obłędny. Od samego patrzenia mam myśli, za które idzie się do piekła – odparłem, gładząc ją wolną dłonią po twarzy.

Widziałem, jak ta chamska pochwała karmi jej próżność, powoli i skutecznie krusząc resztki wstydu – poruszyłem drugą dłonią w taki sposób, żeby nie miała już żadnych wątpliwości, co mnie w niej teraz najbardziej kręci.

– A ja mam pieprzoną słabość do takich pośladków – dodałem, zniżając głos i całując ją w płatek ucha. – Zwłaszcza gdy wiem, że nikt tam jeszcze przede mną nie był.

Klaudia wydała z siebie długi, drżący jęk i zacisnęła mocno powieki, ostatecznie kapitulując.

– Tomeczku… – wyszeptała drżącym głosem, w którym paniczny strach mieszał się z dziką żądzą. – O czym ty myślisz? Czy ty naprawdę chcesz… tam? – Urwała gwałtownie, jakby sama przestraszyła się tego, co właśnie powiedziała.

Uśmiechnąłem się bezczelnie, bo jej biodra zaczęły zataczać małe, rozpaczliwe kręgi wychodząc naprzeciwko moim palcom, a to kołysanie omal nie rozsadziło mi jader. Docisnąłem palec odrobinę mocniej, zmuszając ją do cichego syku.

– Widzę, jak bardzo tego chcesz, Klaudia – wychrypiałem, doprowadzając ją do drżenia samym tylko ciepłem oddechu. – Podnieca cię, że chcę zerżnąć w tyłek, prawda? Powiedz to, nie bój się.

Dziewczyna otworzyła szeroko oczy. W jej spojrzeniu płonęło absolutne szaleństwo – strach, wstyd i czysta, nieokiełznana żądza.

– Bo kiedy mówisz mi takie rzeczy… i mnie tam dotykasz … – wyszeptała drżącym głosem – czuję się taka zepsuta. Cholera, zaraz oszaleję.

Uśmiechnąłem się ciepło i delikatnie pogłaskałem kciukiem jej rozgrzany policzek.

– Nie jesteś zepsuta, Klaudia – powiedziałem cicho, ale stanowczo, muskając ustami jej wargi. – To jest wolność.

Zebrałem palcem trochę gęstej mazi z cipki, po czym zagłębiłem go odrobinę w odbycie, obserwując, jak jej usta rozchylają się w bezgłośnym westchnieniu. Oddychała szybko i płytko, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.

– Widzisz? – wyszeptałem, powoli wciskając palec głębiej. – Nie broń się przed tym. Bądź dla mnie zepsuta.

– Kurwa… – Zamknęła oczy na moment, jakby jeszcze ze sobą walczyła. Kiedy je otworzyła, były szkliste, pełne strachu, wstydu i dzikiego, nieokiełznanego podniecenia. – Jeśli mój tyłek naprawdę jest taki obłędny… – jęknęła ochryple, patrząc mi prosto w oczy – …to pokaż mi. Pokaż mi, dlaczego Iza tak to kocha. Chcę poczuć to samo, co ona…

Zrzuciła z siebie ostatnią maskę grzecznej dziewczynki, oddając mi nad sobą pełną władzę i godząc się na wszystko.

Uniosłem się, poprawiając poduszkę pod plecami i klepnąłem wymownie swoje uda. Zrozumiała w lot. Z cichym mruknięciem chwyciła jaśka i rzuciła go przed moje kolana, a potem sprawnie ułożyła się na nich brzuchem w poprzek mnie. Twardy kutas, przygnieciony ciężarem, wbijał się boleśnie w jej podbrzusze. Klaudia przez chwilę wierciła się niespokojnie, szukając wygodniejszej pozycji, aż w końcu znieruchomiała. Potem, wolnym, kocim ruchem wypięła tyłek.

– Cały twój. Zabaw się nim tak, jak lubisz… – mruknęła stłumionym głosem prosto w poduszkę. – Ale najpierw udowodnij mi to, co o nim mówiłeś.

Odwróciła lekko głowę, żeby na mnie spojrzeć. W jej oczach płonęło wyzwanie pomieszane z podnieceniem.

– Udowodnij, że jest naprawdę lepszy od Izy… – wyszeptała, wypinając się jeszcze mocniej, aż jej krągłe pośladki bezwstydnie się rozchyliły. – Pokaż mi, jak bardzo ci się podoba. Mogę być dla ciebie bardziej niegrzeczna niż ona.

– Klaudia… – wyjęczałem niskim, zduszonym głosem. – Już mnie totalnie rozłożyłaś, dziewczyno.

Przesunąłem dłonią po jej plecach, a potem mocno ścisnąłem za pośladki, bezczelnie miętosząc je w dłoni.

– Mam ochotę cię pogryźć… possać… naprawdę – wychrypiałem, po czym nachyliłem się i zatopiłem zęby w jej rozgrzanym karku. – Chcesz być bardziej niegrzeczna niż Iza? To uważaj, bo zerżnę cię tak, że będziesz mnie czuła przez najbliższy tydzień.

– Zobaczymy – odparła hardo.

Wplątałem palce wolnej dłoni w jej gęste włosy i mocno zacisnąłem. Serce waliło mi jak oszalałe, w głowie miałem totalny chaos – zastanawiałem się gorączkowo, co z nią zrobić, żeby samemu nie zadławić się tym obłędnym nadmiarem podniecenia. Ta dziewczyna miała wszystko, doprowadzała mnie do obłędu. Najpierw tylko musnąłem boki jej bioder, sunąc powoli w stronę centrum. Wbiłem palce w jędrne ciało i mocno je ścisnąłem, a ono zrewanżowało się sprężystym napięciem mięsni. Nie spieszyłem się. Powoli rozchyliłem pośladki i moim oczom ukazał się cały, pieprzony krajobraz jej kobiecości, podany mi jak na tacy W samym centrum widać było ciemniejszą dziurkę, zaciśniętą, jakby broniła dostępu do skarbu, którego nikt wcześniej nie odważył się odkryć. Wyglądała jak maleńki, niewinny pączek róży, który nigdy nie zaznał słońca. Tuż pod nią, oddzielona jedynie wąskim, napiętym paskiem krocza, otwierała się szeroka, mięsista i kurewsko rozpalona cipka. Wargi, nabrzmiałe od krwi, miały barwę dojrzałej maliny i lśniły od naturalnych soków, które perliły się na krawędziach. To były dwa różne, ale jakże pobudzające światy.

– Klaudia… – szepnąłem, pieszcząc żarłocznym wzrokiem ten widok i celowo rozchylając pośladki szerzej, żeby odsłonić do końca każdy intymny szczegół. – Nie masz pojęcia, jak tu jest wszystko idealne – wyszeptałem z głodem w głosie. – Boli mnie od samego patrzenia.

Drgnęła i odruchowo spróbowała zacisnąć pośladki, ale trzymałem mocno. Nie miała szans. Była przerażona i jednocześnie potwornie podniecona tym, że ją tak bezkarnie oglądam. Patrzyłem na jej absolutne tabu, czekające tylko na to, aż zdecyduję, od której dziurki zacznę.

– Tomek… nie gap się tak, bo zaraz nie wytrzymam – wydusiła, ale jej ciało, wbrew słowom, wypięło się jeszcze bezwstydniej. – Co cię tam kręci? Powiedz mi. – wymruczała, patrząc się na mnie z boku, zszokowana własną śmiałością.

– Kręci mnie, że jesteś tak bezczelnie idealna… – mówiłem niskim, ochrypłym głosem, nie przestając masować jej pośladków. – Że pozwalasz mi na te wszystkie sprośności … i że będę pierwszym, który rozciągnie tę twoją ciasną, dziewiczą dupkę.

Kreśliłem szerokie, powolne kręgi na obu półkulach, ugniatałem je, formując w dłoniach jak najdroższą glinę. Klaudia słuchała, gardłowo pojękując.

– Jesteś niesamowita… – dodałem z autentycznym zachwytem. – Czujesz te linie?

Przesunąłem otwartą dłonią od zagłębienia lędźwi, powoli w dół, przez wilgotną szczelinę między pośladkami, aż do łechtaczki. Z premedytacją ominąłem najczulsze miejsce, ledwie muskając je opuszkiem. Wypięła się mocniej, wyraźnie sfrustrowana perfidią , z jaką ją drażniłem. I wtedy, niemal od niechcenia, wymierzyłem jej klapsa. Nie był brutalny – to było raczej głośne, pieszczotliwe „pacnięcie”, które miało tylko rozbudzić krążenie. Echo uderzenia odbiło się od ścian, a na jasnym pośladku wykwitł delikatny, różowy rumieniec.

Drgnęła zaskoczona, wbijając palce w poduszkę, a jej oddech na sekundę zamarł.

– Za co? – wychrypiała, obracając głowę.

W jej oczach malował się autentyczny szok zmieszany z niedowierzaniem – nie mogła pojąć, że ta drobna dawka bólu może być tak… pociągająca.

– Za to, że jest mi z tobą obłędnie – mruknąłem, uderzając z tą samą pieszczotliwą siłą, tym razem w drugi pośladek. – Iza też tak lubi.

Klaudia pisnęła i zakołysała tyłkiem, instynktownie szukając kolejnego klapsa. Widziałem, jak walczy z tym nowym, piekącym bodźcem i sromotnie przegrywa z czystą rozkoszą. Jej oczy stały się mętne, zaszklone pożądaniem, a na policzkach wykwitł ten sam soczysty karmazyn, który teraz zdobił rozpalone pośladki. Dosłownie wpijała się w moje kolana, trąc brzuchem o penisa i unosząc biodra coraz wyżej, byle tylko jeszcze raz poczuć piekący dotyk otwartej dłoni. Zamachnąłem się i uderzyłem mocniej – raz, drugi, trzeci, prosto w zaokrąglone mięśnie. Soczyste, głośne klapsy poniosły się echem po pokoju, a skóra Klaudii z sekundy na sekundę stawała się coraz bardziej gorąca i czerwona. Dziewczyna aż zanosiła się krótkimi, rwanymi jękami, łapczywie chwytając powietrze.

– Coś ci nie pasuje, młoda damo? – mruknąłem, z chłodną, bezwzględną satysfakcją.

– Cholera, nie miałam pojęcia, że tak można. – W jej głosie malowało się absolutne poddanie. – Dupa mi płonie, a ja się czuję jak w niebie.

Roześmiałem się bezgłośnie. Była cała moja, chętna, nakręcona, drżąca z perwersyjnej ciekawości. Gdy zaczęła się trząść od pieczenia wymieszanego z rozkoszą, nagle zmieniłem taktykę, zastępując klapsy wyrafinowaną torturą delikatności. Położyłem drugą, chłodniejszą dłoń na płonącej skórze, pozwalając, by przez chwilę poczuła kojący spokój. Zaraz jednak przeniosłem dłoń na wewnętrzną stronę uda i powoli, wciąż gładząc, przesuwałem ją wyżej, aż palce zanurzyły się w lśniącej wilgoci, która oblepiała jej krocze. Wsunąłem dłoń głębiej, odnajdując twardą jak ziarnko pieprzu łechtaczkę. Zacząłem ją bezlitośnie pocierać, podczas gdy kciuk niemal natychmiast utonął w śliskim otworze cipki. Klaudia wydała z siebie długi, drżący szloch, a jej biodra zaczęły się chaotycznie szarpać, próbując nadążyć za rytmem moich palców. Nie dałem jej tej satysfakcji. Wsunąłem w nią dwa palce, rozszerzając cipkę, a  kciukiem oparłem się teraz o dziewicze kółeczko.

– Tomek… co ty… – wykrztusiła, ale pod naporem palca zaciśnięte mięsnie zaczęły ustępować.  

– Widzisz, podoba ci się – przekomarzałem się z nią, zataczając ciasne, prowokujące kręgi wokół wejścia.  

Klaudia popiskiwała i wiła się na moich kolanach, jakby nie wiedziała jeszcze, czy chce przed tym doznaniem uciec, czy naprzeć na moją dłoń mocniej. Zmieniała się w jedną, wielką ranę pożądania, a jej oddech stał się szybki, chaotyczny, prawie spanikowany.

– Co ty mi robisz … Tomek – charczała, wgryzając się w poduszkę, by stłumić krzyk. – Tak nie można… Kurwa, nie przestawaj… proszę… nie przestawaj!

Nie była już tą pewną siebie, hardą praktykantką, która chwaliła się kolekcją wibratorów. Była teraz kłębkiem nerwów i czystego seksu, rozdygotaną od nadmiaru bodźców. To był ten moment. Nie zdejmując z niej palców, wolną ręką sięgnąłem do saszetki po tubkę żelu. Na klik otwieranej zatyczki Klaudia zastygła. Wylałem ogromną porcję chłodnego, gęstego lubrykantu między pośladki, a lodowaty płyn spłynął szeroką strugą, zalewając odbyt.

– Mmm-nnnhh… – mruknęła gardłowo i poruszyła się niespokojnie.

Rozprowadziłem ten chłód, a dzięki żelowi kciuk przestał tylko krążyć wokół wejścia – ciasny pierścień mięśni poddał się i wpuścił palec do środka, by po sekundzie zacząć się wokół niego zaciskać. Klaudia zamarła w bezruchu. Jej ciało przeszył dreszcz tak gwałtowny, że niemal zmiażdżyła mi penisa. Uśmiechnąłem się i nachyliłem nad jej twarzą.

– I co? Gotowa na więcej? – rzuciłem nisko.

Przełknęła ślinę z wyraźnym trudem, a jej biodra, sterowane już tylko czystym instynktem, mimowolnie naparły wstecz. Szukała jeszcze głębszego wypełnienia, by nadziać się na palec aż po nasadę.

– Jestem, kurwa, zboczona… – wykrztusiła zachrypnięty głosem, który stracił dawną pewność siebie. Przymknęła oczy, wbijając twarz w poduszkę, i dodała z desperacją: – To jest takie inne, mocne, podoba mi się.

– Boli? – zapytałem, zniżając głos do szeptu, podczas gdy palce w cipce wciąż szorowały po nabrzmiałych ściankach.

Odwróciła lekko głowę, a w jej mętnych oczach płonął obłędny żar.

– A miało boleć? To jest lepsze niż cokolwiek wcześniej. Cała płonę.

– I to chciałem usłyszeć. – Uśmiechnąłem się do niej z satysfakcją.

Wyjąłem kciuk i zastąpiłem go palcami, które sekundę wcześniej wyciągnąłem z ociekającej sokami cipki. Były śliskie, gorące i obficie pokryte jej własną wilgocią. Gdy tylko przyłożyłem je do otworu, poczułem ten niesamowity, paniczny opór delikatnych mięśni, które kurczyły się i drżały, gotowe przyjąć jeszcze bardziej bezwstydną pieszczotę.

Drugą dłoń wsunąłem głęboko pod jej brzuch, chwytając ją mocno i unosząc biodra nieco wyżej, bym miał do niej lepszy, bardziej bezwzględny dostęp. Odnalazłem palcami łechtaczkę i zacząłem ją pocierać, podczas gdy palce drugiej dłoni miarowo, milimetr po milimetrze rozpychały tę niewinną dotąd tkankę. Jej śliczna twarz wykrzywiła się w rozkosznym grymasie, usta miała szeroko otwarte, a z gardła wydobywał się ciągły, zachrypnięty sznur dźwięków. Klaudia była w totalnym, amoku, prowadzona już tylko przez dziki instynkt.

– Taaak! – krzyknęła przeciągle z trudem łapiąc powietrze. – Kocham cię! Uwielbiam, słyszysz? Głębiej … – mamrotała chaotycznie, rzucając głową na boki, podczas gdy pot perlił się na jej ciele. – Świruję… Tak strasznie cię chcę.

Wiedziałem, że po wszystkim, gdy opadną emocje i wróci chłodny rozsądek, nie będzie pamiętać połowy tych słów. Teraz jednak była tylko moja – rozpalona do czerwoności, rozciągnięta, zatracona w najbardziej perwersyjnej rozkoszy swojego życia.

Byłem tak skupiony na jej reakcjach, że zupełnie przegapiłem moment, w którym mięśnie ostatecznie skapitulowały. Uścisk, który dotąd stawiała mi jej dziurka, po prostu zniknął. Rozluźniła się całkowicie, jakby jej ciało zrozumiało, że walka nie ma sensu. Moje palce weszły gładko aż po same nasady, a Klaudia wygięła się tak mocno, że jej głowa niemal dotknęła moich kolan. Po chwili uniosła się na czworaka, drżącymi dłońmi szukając oparcia na materacu. Lśniła od potu i żelu, a ruchy bioder był zaproszeniem, którego nie byłem w stanie zlekceważyć. Szarpnąłem poduszkę, na której dotąd leżałem, i wsunąłem ją głęboko pod jej brzuch. Kiedy na nią opadła, miednica powędrowała wysoko do góry, eksponując wszystko, co miała najcenniejsze, w najbardziej bezbronnej pozie.

Usadowiłem się za nią, czując, jak kutas drga z niecierpliwości, ciężki i nabrzmiały. Chwyciłem ją za biodra i jednym pchnięciem wszedłem w cipkę aż po same jaja. Klaudia tylko jęknęła. Nie dałem jej ani sekundy na złapanie oddechu czy oswojenie się z moim ciężarem. Wysunąłem penisa całkowicie, czując, jak gorące wargi sromowe próbują mnie zatrzymać, po czym znowu wbiłem się w nią z impetem, jakbym chciał ją przebić na wylot i przybić do materaca. Nadziewałem ją na siebie raz za razem, a każdemu pchnięciu towarzyszył ten obsceniczny, mokry dźwięk – głośne, lepkie mlaskanie, które niosło się po sypialni. Była tak niesamowicie zalana, tak śliska od pożądania i żelu, że nie czuliśmy tarcia, tylko gorący, mokry poślizg. Ślizgałem się w niej, jakby dla zabawy, ale oboje wiedzieliśmy, że to tylko preludium. W końcu uderzyłem podbrzuszem o jej tyłek, aż klasnęło. Klaudia opadła na materac, szorując piersiami o prześcieradło.

– Nie chcę już dłużej czekać – rzuciła i wtedy jej dłoń powędrowała do tyłu.

Zacisnęła palce na trzonie penisa i bez wahania naprowadziła główkę wyżej, precyzyjnie celując w ten mniejszy punkt, który przed chwilą zmasakrowałem palcami. Wziąłem głęboki, świszczący oddech i pchnąłem. Spiąłem mięśnie, spodziewając się oporu, krzyku, a nawet panicznego skurczu, który mógłby mnie zatrzymać. Ale to, co się stało, zwaliło mnie z nóg. Główka weszła w odbyt gładko. Nie było walki, nie było szoku – poczułem tylko, jak ciasny pierścień mięśni rozstępuje się – zupełnie jakby to miejsce tylko czekało, by przyjąć mnie właśnie w ten sposób.

– Rany… Klaudia… – wychrypiałem, czując rozkosz, której nie dało się porównać z niczym innym.

Była niesamowicie gorąca. Jej odbyt mnie wciągał, chłonąc każdy centymetr twardego członka.

– Dotykaj się! – sapnąłem jej do ucha, przygniatając ją do poduszki.

Ostatkiem sił wypięła się i posłusznie odnalazła łechtaczkę, a ja nakryłem jej dłoń swoją, splatając nasze palce w mokrym od soków uścisku. Pomogłem jej wyznaczyć rytm i oboje zamarliśmy na ułamek sekundy, porażeni intensywnością tego połączenia. Wiedzieliśmy, że to nie jest zwykły seks, lecz całkowite zbliżenie pełne zaufania i surowej namiętności.

– Ale zajebiście… – Klaudia wydała z siebie dźwięk, który był czymś pomiędzy bezsilnym szlochem a westchnieniem najgłębszej ulgi. Leżała wbita moim ciężarem w poduszkę i materac. – Powoli… – szepnęła. – Tomek, tylko powoli… Nie spiesz się… błagam, nie chcę, żeby to się kończyło.

– Spokojnie, mała. Nigdzie się nie wybieram – mruknąłem dysząc z zadowolenia, po czym zatopiłem usta w jej mokrym od potu karku.

– Jesteś cholernie dzielna i seksowna… Nie masz pojęcia, jak mi jest z tobą dobrze.

Zacząłem się poruszać, powoli i z wyczuciem. Przy każdym, nawet najkrótszym pchnięciu czułem dokładnie to, co ona – to niesamowite spięcie, jakby nasze ciała na chwilę zlały się w jedno. Nie miałem ochoty na brutalny, tępy seks. Wchodzenie w nią, w tę jej niesamowitą, dziewiczą ciasnotę, było czymś więcej – czułem, jak bardzo mi ufa, i to nakręcało mnie mocniej niż cokolwiek innego. Klaudia, dokładnie, tak jak jej kazałem, rytmicznie masowała łechtaczkę, skupiona tylko na tym, co działo się między jej udami.

– W porządku? – wycharczałem, bo wciąż byłem osłupiony, jak gładko mnie przyjęła.

– Rozpływam się  – sapała, a jej biodra wykonywały koliste ruchy, którymi zasysała mnie po same jądra. – Jesteś taki wielki, rozrywasz mnie …

Uśmiechnąłem się w duchu, wiedząc, że traci dla mnie zmysły. Nasze oddechy stały się jednością  – rwane, świszczące, pozbawione rytmu. Klaudia miażdżyła palcami łechtaczkę, a ja czułem, że zbliżamy się do punktu bez powrotu. Napierałem biodrami, wciskając ją brzuchem w poduszkę, a ona miękła, stając się jeszcze bardziej plastyczna, jeszcze bardziej moja.

– Tomek… to się zaraz stanie… Cholera, to idzie!  – krzyknęła wibrującym głosem, który przeszył mnie dreszczem aż po same końce palców.

– Jestem przy tobie, mała. Jestem… – syknąłem, zapierając się mocno na łokciach i wplatając obydwie dłonie w jej włosy.  – Chcesz, żebym doszedł w twoim tyłku?

Klaudia wydała z siebie zduszony, rozpaczliwy jęk, biodra wystrzeliły gwałtownie do tyłu, napierając na mnie z całej siły.

– Taaaak! – zawyła w poduszkę. – Chcę cię tam do końca, całego.

W tym momencie wyprężyła się w potężnym spazmie, a tyłek zacisnął się z siłą, która odebrała mi dech. To były sekundy czystego obłędu – czułem każdy skurcz jej orgazmu i nie miałem szans, żeby to wytrzymać dłużej. Z głośnym rykiem wbijałem się do samego końca, czując, jak sperma tryska głęboko w tę niesamowitą ciasnotę. Poruszyłem się w niej jeszcze kilka razy, miarowo i głęboko, przygważdżając ją do materaca. Film mi się urwał, a kiedy zacząłem kontaktować, Klaudia leżała bezwładnie na poduszce, sapiąc z ulgą. Opadłem na nią wycieńczony, wtulając twarz w jej mokre, rozpalone plecy. Byliśmy spleceni w spoconym uścisku, stopieni w jedno przez żar i wilgoć. Leżeliśmy tak przez długie minuty w gęstej ciszy, którą mąciło jedynie echo naszych serc, walących jak oszalałe i powoli, bardzo powoli, wracających do normalnego rytmu.

– Ty jesteś naprawdę zepsuta, wiesz? – szepnąłem zachrypniętym głosem, gładząc ją dłonią po ramieniu. Pod palcami wciąż czułem drobne, niekontrolowane drżenie mięśni, które powoli się uspokajało.

– A ty nie? – odpowiedziała ledwo słyszalnym, sennym głosem.

Wyciągnęła ramiona przed siebie, a ja instynktownie nakryłem je swoimi. Spletliśmy palce – tak po prostu, naturalnie, odruchowo, jakby nasze dłonie od zawsze wiedziały, co należy w takich momentach jak ten zrobić. Wiotczejący penis nadal tkwił w jej tyłku, a mokre od potu i lubrykantu ciało, wpasowało się w moje, tworząc jedną, oddychającą masę.

– Nie puszczę cię teraz … – mruknęła, zaciskając palce mocniej.

Pocałowałem ją czule za uchem, a ona, zaczęła się łasić do mojej twarzy jak spragniona pieszczot kotka. I wtedy, w tej gęstej od endorfin ciszy, nagle mnie zmroziło. Cholera, było mi z nią dobrze. Zbyt dobrze. Przez głowę przemknęła mi lodowata myśl: „Czy właśnie zdradzam Izę”? I przecież nie chodziło o seks, bo na to miałem przepustkę, ale o to, co działo się teraz – ta błogość, ta dziwna, intymna bliskość po wszystkim. Czyżbym poczuł do tej szalonej, seksownej dziewczyny coś więcej niż tylko pożądanie? Nie mogłem się od niej odkleić, a jej zapach i ciepło drażniły moje zmysły tak mocno, że zacząłem zapominać, po co tu w ogóle przyjechałem.

Zamknąłem oczy, próbując ogarnąć chaos w głowie, stawiając obok siebie twarz Izy i rozpalone oczy Klaudii. Nie. Otrzeźwiałem w ułamku sekundy. Żadna kobieta nie mogła mi zastąpić żony. Nigdy. Czułem to z całą, pieprzoną pewnością. Gdyby sama nie wciągnęła mnie w tę swoja perwersyjną zabawę, Klaudia pozostałaby tylko kolejną ładną twarzą spotkaną gdzieś w przelocie. Niczym więcej. Mimo całego szaleństwa, na które pozwalaliśmy sobie od lat, miałem w sobie żelazną blokadę. Nie potrafiłbym zrobić niczego za jej plecami. Nie chciałbym. Przygoda z Klaudią była niesamowita, intensywna i uzależniająca, ale tylko dlatego, że Iza o wszystkim wiedziała. Dziewczyna była idealnym pretekstem do przesuwania granic, fantastycznym narzędziem, by sprawdzić jak daleko możemy się jeszcze posunąć, jednak nie wyobrażałem sobie życia z kimś innym. Mimo wszystko nie mogłem doczekać się chwili, kiedy wrócę i opowiem jej o tej nocy bez żadnych tajemnic.

Westchnąłem głęboko, czując jak schodzi ze mnie napięcie i znowu ją mocniej objąłem.

– Wszystko w porządku? – zapytała cicho, wyczuwając, że na chwilę odpłynąłem.

– Tak – odpowiedziałem, całując ją w kark. – Po prostu za dużo myśli.

Z trudem odwróciła się w moich ramionach, jej ciało było miękkie i posłuszne jak nigdy wcześniej. Wtuliła twarz w moją klatkę piersiową, szukając schronienia przed światem, który na te kilkanaście minut przestał dla nas istnieć.

– Już ta godzina? – mruknęła zdziwiona, unosząc głowę i mrużąc oczy w stronę dużego zegara na ścianie.

Był środek nocy. Pokój tonął w mroku, rozcinanym jedynie bladożółtym snopem światła padającym z uchylonych drzwi łazienki. Za oknem panowała martwa, głucha czerń.

– Uprzedzałem – odpowiedziałem, przeczesując palcami jej potargane włosy – że do tego potrzebny jest nastrój i… czas.  

Klaudia zagryzła wargę, a jej biodra wykonały nieświadomy, miękki ruch, jakby szukały wypełnienia, którego przed momentem się pozbyła.

– Ale mi teraz pusto… tak dziwnie – szepnęła, a w jej głosie słychać było autentyczne oszołomienie. – Jakbym wciąż go czuła, a jednocześnie strasznie mi go brakowało.

Łypnęła na mnie z psotliwym, rozbrajającym błyskiem w oczach i dodała:

– To jest… uzależniające, wiesz?

– Nie żałujesz? – zapytałem, kręcąc głową z niedowierzaniem i przesuwając kciukiem po jej dolnej wardze, która wciąż lekko drżała od niedawnych skurczów. – Taka śliczna, ułożona dziewczynka, a w środku totalnie zepsuta suka. Kto by pomyślał?

Na jej twarzy wykwitł ciepły, zaskakująco łagodny uśmiech, całkowicie kontrastujący z jej wcześniejszym wyuzdaniem.

– Może i jestem zepsuta, ale było warto – wymruczała, nie spuszczając ze mnie wzroku. Przysunęła się bliżej, ocierając mokrą cipką o moje udo. – Dla ciebie mogę się zeszmacić ile tylko chcesz.

– Tak? – uniosłem brwi, a krew znowu mocniej uderzyła mi do głowy na myśl o tym, że na moje skinienie zrobi wszystko.

– Tak… – szepnęła mi w usta, a w jej oczach błyszczało czyste szaleństwo.  – Nie wiem, jak to robisz, ale wystarczy, że mnie dotkniesz i zamieniam się w szmatę.

– Taka jesteś łatwa? – zakpiłem, próbując rozładować gęstniejącą atmosferę.

Klaudia zmarszczyła groźnie brwi i pacnęła mnie pięścią w klatę. Przez chwilę milczała, a ja czułem na piersi tylko jej gorący, urywany oddech. W końcu uniosła głowę, jej wzrok stał się dziwnie bezbronny.

– Muszę ci to powiedzieć – zaczęła cicho, niemal szeptem.

– Co takiego?

– Zawsze myślałam, że to ja trzymam facetów na smyczy. Że to oni muszą się o mnie starać – mówiła bez cienia swojej zwykłej zadziorności. – A przy tobie… to wszystko zdechło.

– To ma być komplement czy zarzut? – zapytałem, choć czułem, jak jej słowa wibrują mi pod skórą.

– Nigdy nie wyobrażałam sobie że mogłabym robić takie rzeczy. Nawet, kiedy oglądałam porno, to mnie bolało i zbierało mi się na wymioty. Gdyby którykolwiek z moich byłych spróbował mnie tam tknąć, chyba odgryzłabym mu jaja.

Roześmiałem się i wymownie sprawdziłem dłonią, czy moje są jeszcze na swoim miejscu.

– Spokojnie, twoje są bezpieczne – mruknęła, ale uśmiech zaraz zniknął z jej twarzy, a spojrzenie spoważniało.

– Nie rozumiesz… – wyszeptała drżącym głosem, wciąż ciężko oddychając. – Przy tobie nie jestem sobą. Rany, darłam się jak nigdy… a najgorsze jest to, że… – Przysunęła usta tuż do mojego ucha, parząc je gorącym, nierównym oddechem.– …wystarczy, że powiesz jedno słowo, a zrobię to znowu. Przeraża mnie, jak bardzo mi się to podoba.

– Wiem, co się z tobą dzieje – wyszeptałem jej do ucha, gryząc je lekko.  – Już to gdzieś słyszałem. Uważaj, Klaudia, bo skończysz marnie, dokładnie tak jak my.

– A to źle? – zapytała cicho, a potem dodała z błyskiem w oku. – Mam ochotę odbić cię Izie. Mieć cię tylko dla siebie, na własność.

Spojrzała mi w oczy, a w tym spojrzeniu było coś tak intensywnego, że aż mnie w środku skręciło. Patrzyłem na nią w milczeniu, czując, jak te słowa uderzają we mnie mocniej niż jakikolwiek fizyczny bodziec. Rozgrywała mnie tą szczerością, a ja, mimo całej lojalności wobec Izy, czułem, że z każdą sekundą ta brudna więź między nami zacieśnia się.

– Bardzo mi się podobasz, ale wiesz, że to niemożliwe – powiedziałem, gładząc ją po policzku.

Nie wyglądała na zdziwioną. Była zbyt inteligentna, żeby liczyć na tani romans z happy endem. Przez chwilę w jej oczach mignęła rezygnacja, ale szybko zastąpił ją ten charakterystyczny, cwaniacki grymas.

– Tak myślałam – odparła, wzruszając lekko ramionami. – Ale wiesz… we trójkę też jest zajebiście. No i mogłabym cię czasami „wypożyczyć”.

– To już brzmi bardziej realnie – uśmiechnąłem się półgębkiem. – Mieszkamy blisko, a Iza… Iza ma do ciebie słabość. Sama wiesz, że to ona cię wybrała.

Klaudia uśmiechnęła się, ocierając udem o członka, który w ułamku sekundy stał się twardy jak skała. Zsunęła dłoń po moim brzuchu i zaborczym chwytem zacisnęła ją na kutasie

– Wiem, że jej nie zostawisz. Ale teraz… poudajmy, że jesteś tylko mój. Chociaż przez tę chwilę – wyszeptała, a jej oddech stał się nagle gorący i urywany. – Znowu cie chcę …

Położyłem się na niej, czując pod sobą sprężyste, drobne ciało, a ona posłusznie, rozchyliła nogi, zapraszając mnie do środka.

– Kochajmy się chociaż raz jak normalni ludzie, dobrze? Chcę widzieć twoje oczy, kiedy będziesz we mnie wchodził – poprosiła, a jej głos po raz kolejny stracił całą tę brudną otoczkę.

Wszedłem w nią powoli, czując dokładnie jak jej mokre wnętrze przyjmuje mnie z ulgą. Oplotła mnie nogami, przyciągając tak blisko, że nie dało się już wcisnąć między nas nawet kartki papieru.

218
bd/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 0/10 (0 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.