Cnoty i wybryki (II)
20 czerwca 2026
Cnoty i wybryki
8 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Opowiadania reprezentują gatunek BDSM. Zawierają opisy praktyk spanking M-F, bezpośrednie opisy seksu oraz narządów płciowych. Sceny zawierają przemoc, dominację, upokorzenie. Tekst przeznaczony jest tylko dla osób pełnoletnich! Jeżeli nie jesteś na to gotowa (y) – nie czytaj tego!
Wszyscy bohaterowie są pełnoletni. Opisy seksu, przemocy i dominacji dotyczą tylko osób pełnoletnich. Wszystkie postacie i zdarzenia są fikcyjne, wszystkie podobieństwa do osób lub zdarzeń są przypadkowe i nie są zamierzone.
Rozdział 2 – Obawa – Nieuchronność – Zrozumienie
Julka poprawiła wyniki poniedziałkowych mini–testów. Była wyraźnie zadowolona, choć jej udział w tym sukcesie był wyjątkowo niewielki. Musiała jedynie uważnie przepisywać odpowiedzi. Krzysztof, nie potrafiąc oprzeć się jej proszącym, wesołym oczom, znów zgodził się oszukać system.
Jednak pewnego razu plan się nie powiódł. Nie dała rady wysłać zdjęcia z telefonu. Wyjątkowo słaba ocena momentalnie doprowadziła do bezdusznej konfrontacji. Bezbronna, delikatna dziewczęca pupa ponownie spotkała się z twardym, skórzanym pasem.
Wszystkie reguły zadziałały bezbłędnie. Po prostu, wzięła srogie lanie na goły tyłek. Dzisiaj jednak bolało jakoś mocniej.
Krwistoczerwone, śliczne pośladki oblała wrząca, lepka magma. Przykleiła się i trawiła piekielnym żarem. Nijak nie dawało się jej strząsnąć. Puchnące siniaki niemiłosiernie paliły i rwały, jakby ktoś zaciskał na nich stalowe klamry. Obezwładniające klejące pieczenie, rozpełzło się, pulsowało i rosło! Nie mogła tego nijak znieść!
Wyprostowała się z raptownie, gdy brał kolejny zamach! Zirytowana złapała gorące pośladki! Czerwona jak burak dziewczęca buzia patrzyła groźnie. Mały, zadarty nosek rozszerzył się w przypływie bezbrzeżnego gniewu!
Po chwili jednak ściągnęła brwi i zacisnęła sine usta. Furia i zapalczywość utonęły powoli w głośnym płaczu. W oczach zajaśniała błagalna prośba. Nie reagował! Ukucnęła na pełnych stopach, kupując czas… Z opuszczoną głową, szlochająca próbowała rozmasować.
Szarpnęła ramionami, gdy poczuła jego ciepłą dłoń pod pachą! Za wszelką cenę, nie mogła pozwolić, żeby ją przełożył przez fotel! Oswobodziła się i momentalnie wyciągnęła na wznak. Z wysiłkiem na buzi maksymalnie naprężyła szczupłe ciało. Biodra wcisnęła w podłogę.
Marek się niecierpliwił. Bez szacunku i żadnych zahamowań uniósł do góry jej długie nogi. Ściśnięte żelazną dłonią łydki mocno zabolały. Złapała łapczywie powietrze! Nie zdążyła jednak zaprotestować, a już poczuła kolejnego pasa! Wrzasnęła na całe gardło.
Siłowała się, desperacko napinała. Krzyczała. Udało jej się unieść biodra, ale nic to nie dawało. Kolejne, niekończące się uderzenia podały metodycznie, starannie, pewnie. Aż piszczało w uszach.
– Wystarczy… – W końcu ją puścił. – Marsz do kąta!
Nareszcie mogła przekręcić się na bok. Nienawidziła tej pozycji. Była w niej bezbronna, wyeksponowana, a jej najwstydliwsze miejsca wystawione na pełen widok.
– I ręce na głowę! – rozkazał krótko. – Wrócę tu za kwadrans. A niech tylko zobaczę, że masujesz tyłek!
Stojąc w kącie, wierciła się niespokojnie, raz po raz odchylając głowę do tyłu. Całe piętnaście minut bez dotykania nieznośnie piekącej skóry! Aż zacisnęła pięści! Rozpalone, wilgotne od potu ciało napięło się, walcząc z bólem. Wystające, krwistoczerwone półkule paliły żywym ogniem. Siniaki rwały i puchły. Z tyłu zgrabnych ud ciągnęły się długie amarantowe wybroczyny.
Oparła czoło o zimną ścianę. Była wściekła. Głupie łzy nie chciały się zatrzymać. Ciekły po policzkach i kapały z brody. Podjęła ostateczną decyzję! Matura zbliżała się nieubłaganie. Najistotniejsze było teraz spotkanie z Krzysztofem…
Powietrze było rześkie i przejrzyste. Poranne słońce omiatało dostojny gmach Szkoły Sióstr Miłosierdzia. Efektownie rozświetlało stare ceglane ściany. Duże okna lśniły i mieniły się jasnymi refleksami. Budynek kąpał się w ciepłym świetle. Emanował dostojną elegancją, jak zamek z bajki.
Pachniało wiosną i świeżą trawą. Na zadbanym dziedzicu kręciły się grupy roześmianych dziewcząt. Ubrane w szkolne sweterki i kraciaste spódniczki, nosiły na piersiach staromodny herb – z księgą, krzyżem i rózgą.
Żeńska placówka działała od ponad stu lat. Każdy element, od starannie przyciętych krzewów, po wyszywane herby, świadczył o dbałości i szacunku dla dziedzictwa. Pielęgnowano je skrzętnie z pokolenia na pokolenie.
Atmosfera była wyjątkowa, pełna wesołych emocji, nie pasowała do majestatycznego otoczenia…
Krzysztofowi bardzo to odpowiadało. Poprawił krawat i zameldował się pani sekretarce. Nie musiał czekać ani chwili. Dyrektor wyszedł mu naprzeciw. Powitał gościa serdecznie i zaprosił na spotkanie.
W gabinecie było przyjemnie chłodno. Pachniało drewnem i skórzanymi meblami. Usiedli na kanapie przy oknie. Rozmowa była dobra. Mówili o szkole, jej roli, tradycji.
Dyrektor musiał mieć około czterdziestki. Uśmiechał się szeroko. Jego krótko ostrzyżone włosy i szorstki kilkudniowy zarost nadawały mu rys zdecydowanego, pewnego siebie, silnego mężczyzny. Ubrany był w białą koszulę z podwiniętymi rękawami i wyjściowe spodnie. Marynarka wisiała na wieszaku.
– Panie Krzysztofie, jeżeli wolno się do pana tak zwracać…
– Oczywiście! Bardzo proszę.
– A więc, panie Krzysztofie, jak pan widzi, nieobecność pani profesor Goldfish jest dla nas olbrzymim problemem. Szczególnie w kontekście zbliżających się matur. Obawiamy się, że nawet po wyjściu za szpitala, pani profesor już do nas nie dołączy!
– Rozumiem. Przykro mi to słyszeć.
– Wszyscy trzymamy za nią kciuki. – Obaj wzięli po łyku kawy. Niemal jednocześnie odstawili filiżanki.
– Panie Krzysztofie, więc skąd pomysł na naszą szkołę?
– Pochodzę z tradycyjnej rodziny. Wartości szkoły są dla mnie bliskie. Szkołę polecił mi pan Marek Kruszko. Jest moim sąsiadem.
– Ach! Pan Marek! Pracował z nami przez wiele lat. Wspaniały nauczyciel i wychowawca.
Dyrektor zbierał myśli przez dłuższą chwilę.
– Jestem panu winny pewną informację… Otóż, nasza szkoła, posiada obecnie kontrowersyjny i surowy regulamin. Niestety, dzisiaj coraz bardziej krytykowany przez niektórych.
Spojrzał na Krzysztofa bardzo uważnie.
– Przewiduje on kary cielesne – dodał jakby w zaufaniu.
– Tak. Słyszałem o tym.
– Jest to częścią naszych wartości i naszej tożsamości. Rodzice, a potem uczennice, które skończą 18 lat, muszą wyrazić na to zgodę. Rozumie pan?
– Oczywiście.
– Jest to warunek, aby uczęszczać do szkoły. – Postawny mężczyzna nie spuszczał z Krzysztofa przenikliwego wzroku. – Póki o szkole będzie decydować pani prezes Stefania von Stern, nasza fundatorka oraz prezydium naszych uczennic, a ja będę dyrektorem, na pewno się to nie zmieni…
Uśmiechnął się szeroko.
– Uprzedzam pana, – kontynuował – bo jest to, z pewnością, element, który muszą też zaakceptować nasi nauczyciele.
– Nie mam nic przeciwko. Uważam, że momentami to konieczny element wychowania.
– Tak, tak… Pani Goldfish była postrachem uczennic w tym zakresie. Nie wymagam od pana, aby musiał pan sam wymierzać kary. Może nie od razu… W praktyce, część nauczycieli nie robi tego samodzielnie. Dziewczęta są często odsyłane do mnie, do katechety, nieraz do nauczyciela WF-u… Z resztą to dość sformalizowane…
– Na czym polega to sformalizowanie?
– Właśnie. To kolejna ważna sprawa. Regulamin ściśle przewiduje, kiedy, za co i jak wymierzana jest kara. Opieramy się na pewnych opracowaniach naukowych. Każdą karę, a przed wszystkim cielesną, muszą charakteryzować trzy cechy, o których zawsze przypominamy: „Obawa – Nieuchronność – Zrozumienie”.
Krzysztof poprawił okulary w geście, sygnalizującym pełne skupienie.
– Wszystkie te cech mają, rzecz jasna, spowodować jej skuteczność – dyrektor kontynuował. – Obawiać się trzeba nie tylko doskwierającego bólu, ale przede wszystkim wstydu i upokorzenia. Odnośnie nieuchronności, tutaj po prosu nie przewidujemy wyjątków. Natomiast „Zrozumienie” od lat sprawdzamy w specyficzny sposób. Ukarane uczennice muszą, następnego dnia, przedstawić i omówić wypracowanie. Opisują w nim na czym polegało przewinienie, jaką wyrządziły szkodę, piszą o deklaracji poprawy, etc…
Krzysztof nie odzywał się. Wyczuł że dyrektor ma do powiedzenia coś jeszcze.
– Pana sąsiad, profesor Marek Kruszko, zawsze powtarzał, że obawa jest tu najważniejsza, a wstyd musi być największą, dominującą częścią kary. Jak dziewczęta go sobie przypomną, to z pewnością będą w przyszłości mądrzejsze.
Prawie dokładnie powtórzył słowa Julki, która z żalem opowiadała, dlaczego dostaje po gołej pupie. Młody nauczyciel szybko zrozumiał, czego się spodziewać. Gorączkowo rozmyślał nad rozważną odpowiedzią.
– A więc, w imię tych zasad, – ciągnął dyrektor – zdecydowaliśmy się, wraz z panią prezes Stefanią von Stern, pozostawić regulaminowy sposób postępowania.
Podniósł ze stolika niewielką książeczkę i otworzył na stronie założonej zakładką. Zacytował: „Dziewczęta, które są pełnoletnie, otrzymują uderzenia w pośladki, które nie mogą być niczym osłonięte. Zgodnie z poleceniem nauczyciela, uczennice przyjmują wskazaną pozycję, która eksponuje pośladki, umożliwiając efektywne wykonanie kary.” Krzysztof był pod wrażeniem tak wyszukanego i kunsztownego opisu. Dyrektor czytał dalej. „Uderzenia powinny ograniczać się tylko do rejonu pośladków i wyższych partii ud, ich liczba jest zależna od charakteru przewinienia. W gestii nauczyciela pozostaje zwiększenie liczby uderzeń, w szczególności, jeżeli uczennica nie wykonuje poleceń lub zakłóca wykonanie kary.”
– Jeżeli chodzi o uczennice młodsze, zmieniliśmy dawne zasady. Dostają przez ubranie. To delikatna sprawa. Mogłaby być omyłkowo interpretowana. Nie mogliśmy je na to narażać.
Krzysztof przytaknął.
– Nie chcieliśmy dopuszczać, żeby niepełnoletnie dziewczyny musiały rozbierać się, szczególnie w towarzystwie mężczyzn.
– Oczywiście.
– Pan jednak będzie uczył klasy maturalne. Tam wszystkie dziewczęta mają już skończone osiemnaście lub nawet dziewiętnaście lat. – zrobił małą pauzę. – Tutaj działamy po staremu.
– Rozumiem.
– No cóż, to chyba tyle tych formalizmów. – Wręczył Krzysztofowi książeczkę. – Proszę się zapoznać. Uprzedzam też pana, że mamy niestety spory problem z dyscypliną.
– Dziękuję bardzo. Proszę wybaczyć… Czuję się tym lekko oszołomiony… Wygląda to inaczej, niż teorie, które miałem wykładane na zajęciach z pedagogiki.
– Wiem. Rozumiem. – Dyrektor uśmiechnął się. – Powiem tylko, ze obecnie mamy super wyniki i największy odsetek przyjęć na studia wśród szkół prywatnych… To jaka jest pana decyzja?
– Chyba jestem gotowy spróbować!
Uścisnęli sobie dłonie.
Poza gabinetem Krzysztof poczuł się dużo lepiej. Kurtuazja i galanteria tej rozmowy wyraźnie go zmęczyła… Ani przez chwilę nie obawiał się o wynik rekrutacji. Skrywał tajemnice, o których nikt nigdy nie mógł się dowiedzieć.
Potrzebował zimnego piwa. Przetarł twarz i rozejrzał się dookoła. Trzy dziewczyny siedziały pod ścianą. Dostrzegł je dopiero teraz. Były cichutko i starały się nie rzucać w oczy. Jedna z nich gniotła w dłoniach starannie zapisaną kartkę. Z delikatnie zmarszczonym czołem wierciła się niespokojnie. Drewniane krzesła musiały być niewygodne.
Pani Ula, szkolna sekretarka, zapukała i uchyliła ciężkie, drewniane drzwi.
– Uczennice czekają, panie dyrektorze.
Tomek_S
Jak Ci się podobało?