Cnoty i wybryki (VI)
1 lipca 2026
Cnoty i wybryki
8 min
Poniższe opowiadanie zawiera wyjątkowo kontrowersyjne sceny!
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Opowiadania reprezentują gatunek BDSM. Zawierają opisy praktyk spanking M-F, bezpośrednie opisy seksu oraz narządów płciowych. Sceny zawierają przemoc, dominację, upokorzenie. Tekst przeznaczony jest tylko dla osób pełnoletnich! Jeżeli nie jesteś na to gotowa (y) – nie czytaj tego!
Wszyscy bohaterowie są pełnoletni. Opisy seksu, przemocy i dominacji dotyczą tylko osób pełnoletnich. Wszystkie postacie i zdarzenia są fikcyjne, wszystkie podobieństwa do osób lub zdarzeń są przypadkowe i nie są zamierzone.
Rozdział 6 – Młoda dama, stara drama
Drewniana ławka pod gabinetem katechety była twarda i niewygodna. Danusia wierciła się na niej niespokojnie, wpatrzona z uwagą w ciemny korytarz. Chociaż Julka przyszła tu dla niej, nie odwracała do niej głowy, jakby bojąc się, że coś przeoczy…
– Ale to trwa… – bąknęła.
Julka spojrzała na przyjaciółkę z zaciśniętą buzią. Dobrze wiedziała, jakie to emocje. Musiała ją podnieść na duchu.
– Zobacz co przysłał mi Michał – pokazała na telefon.
– Julka…
– „Na górze róże. Dyndają dzwony / Będę Cię jebał, jak oparzony.” – przeczytała. – No poeta, kurwa. Jak Boga kocham… Strasznie się rozochocił po ostatnim.
– Julka, proszę cię! Nie mam teraz na to głowy.
– Danka, wyluzuj. Ja dostaję mega często i żyję.
– A ja nie! – Dziewczyna była szczerze przerażona. – O Jezu, idzie!
Na końcu długiego holu zamajaczyła męska postać. Krzysztof szybko przemieszczał się w ich stronę. Był spóźniony. Utrzymanie dyscypliny w szkole dla dziewcząt było nie lada wyzwaniem i zabierało sporo czasu.
Poderwały się z niewygodnego mebla jak oparzone i stanęły przed nim ze spuszczonymi głowami.
– Dzień dobry panie profesorze. – Danusia zgrabnie dygnęła, obciągając dłońmi spódniczkę.
– Dzień dobry. Siadaj. Ty też do księdza? – zwrócił się do drugiej z dziewcząt.
– Ja tylko dla towarzystwa. Już sobie idę…
Skinął głową, żeby nie przedłużać niepotrzebnie rozmowy i pośpieszenie szarpnął drzwi. Ukłonił się jeszcze w przejściu. Stare, skrzypiące drewno jęknęło głucho, mocno dociśnięte od wewnątrz.
– Danka, trzymaj się! – Julka złapała ją za rękę. – Poboli i przestanie…
– Kurwa, jeszcze na gołą. Przed nimi dwoma.
– A! Zmienimy to! Jesteśmy w takim komitecie, gadamy ze Stefanią… Dobra, lecę. Przyłóż lodem.
– O matko! Lodem… – Danka powtórzyła jak echo. Została sama.
Zdjęła szkolny sweterek i położyła niedbale obok siebie. Od czasu jak nauczyciel zniknął za drzwiami, nikt się nią nie interesował… Mokra koszula lepiła się do pleców. Pewnie będzie widać, że jest czerwona na twarzy i że się głupio spociła. Szczególnie tam, między nogami. Poprawiła nerwowo spódniczkę.
Krzysztof puścił wolno klamkę i delikatnie odchrząknął. Mężczyzna naprzeciwko oderwał wzrok od rozłożonych dokumentów. Szybko poskładał je i schował do szuflady. Nosił ciemne cywilne ubrania. Profesję zdradzała jedynie koloratka.
– Gotowi? – zapytał nieco zdenerwowanym głosem.
– Tak. Przepraszam, że musiał ksiądz czekać.
– Ależ nic nie szkodzi. Mamy przecież czas. Nasza młoda dama, panna Danusia jest już pod gabinetem, ale może poczekać. Zaraz ją tu pewnie zaprosimy… Ale może najpierw skosztuje pan szklaneczkę? – Wstał i podszedł do przenośnego barku. – Mam coś wybitnego. Danusia zyska jeszcze chwilę na przemyślenia.
Krzysztof z wdzięcznością podziękował. Rozejrzał się. Bywał tu rzadko, a pomieszczenie było wyjątkowe. Ciężkie, stare meble, uginały się od książek, bibelotów, mosiężnych figurek i cennych dewocjonaliów. Z boku, obok wspaniałej skórzanej kanapy, na marmurowym postumencie stała hebanowa rzeźba konia. Z rozwianą grzywą wierzgał uniesionymi przednimi kopytami.
– Świetne whisky – przyznał, upojony ostym aromatem.
– Zapraszam częściej.
Danka wierciła się niespokojnie, rozmasowując kolana. Bezczynność była nie do wytrzymania! Spocony tyłek zaczął ją swędzieć, a drewniana ławka doskwierała wyjątkowo. Wstała i z ulgą odkleiła spódniczkę od nagiej pupy. Ksiądz rzekomo tak lubił, więc nie założyła bielizny i ogoliła się rano dokładnie, nie zostawiając nawet jednego włoska. Ze skupioną miną powachlowała kracistym materiałem. Łaskotanie chłodnego powietrza wydało się jej nieprzyzwoite…. Buzię i dekolt zalała czerwień.
Odważne wybory miały podkreślić, że się przygotowała, akceptuje karę i nie chce sprawiać żadnych problemów. Koleżanki były pewne, że to świetny pomysł, a ona była gotowa zrobić dokładnie wszystko, żeby był z niej zadowolony. Dumę schowała głęboko w kieszeń. Była gotowa się rozebrać, pokazać mu się ogoloną, być uległą, posłuszną, głupia, mądrą, jakąkolwiek chciał. Liczyło się tylko to, żeby nie dostać tak przerażająco mocno, jak słyszała, że się zdarza….
Z zamyślenia wyrwało ją ciche skrzypnięcie drzwi. Zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech.
– Zapraszam Danusiu.
W gabinecie było cicho, tylko zza wilekiego okna wychodzącego na podwórze dochodził gwar szkolnej przerwy… Hebanowy ogier ją zaskoczył. Krążył żart, że ta wielka figura stoi tu tylko po to, żeby duchowny nie zapomniał zwalić konia, zanim zobaczy prawdziwą kobietę. Zawsze ją to śmieszyło. Dzisiaj było inaczej.
Brązowe oczy błyszczały szkliście, gdy wpatrzona w rzeźbę rozpinała spódniczkę. Zdejmując bluzkę, przeprosiła nieśmiało, że nie założyła stanika.
– To twoja sprawa – ksiądz skwitował pośpiesznie, mimowolnie podglądajac niewielkie, nagie piersi. Sterczały zadziornie do góry, kłując powietrze miękkimi sutkami.
Po chwili ukazała się zebranym, jak ją Pan Bóg stworzył, wyprostowna, z rękoma opuszczonymi wzdłuż tułowia. Przygryzione wargi i palce zaciśnięte silnie na szczupłych udach pomagały przemówić rozgorączkowanym oczom…
Pachnąca dziewczęcym ciepłem, prężyła się i kołysała, jakby wstydliwie uciekając przed muskającymi ją promykami słońca. Szczupłe biodra, wypieły się nieświadomie, próbując ukryć ogolony „na zero”, delikatnie ciemniejszy, trójkątny wzgórek między nogami… Ciągnący się podłużnie, cudowny kobiecy sekret, prezentował się ostentacyjnie, wydobyty na pełen widok.
– Czy chciałabyś coś powiedzieć? – Katecheta odchrząknął, poprawiając głos.
– Chciałam bardzo przeprosić i poprosić o karę. – Wierciła się niespokojnie. Jędrna skóra promieniała, lśniac od potu.
– Oczywiście. Otrzymasz ją.
Przgarnęła za ucho niesforne kosmyki spadające na skromną buzię. Sięgajace do szyi, kasztanowe włosy mieniły się w porannym świetle.
– Ja chciałam też… To znaczy, ja wiem, że zasłużyłam na porządne lanie. Ale chciałam też bardzo poprosić… – Ciepłe, miękkie piersi uniosły się jeszcze wyżej, gdy głęboko westchnęła. – żeby ksiądz nie był dla mnie surowy.
– Dostałaś kiedyś?
– Nigdy.
– Weźmiesz tylko to, co ci się należy. – Mężczyzna odwrócił wzrok. – Sądzę, że będzie niestety boleć. Nic na to nie poradzę.
– Rozumiem – powiedziała cicho. Dwie nieśmiałe łzy zatrzęsły się na długich rzęsach.
Wstał zza biurka i podszedł do czarnego, rozłożystego mebla, z szerokimi, miękkimi poręczami.
– Zapraszam na kanapę. Jedna stopa wyżej, na siedzisko. Druga na ziemi – poinstruował krótko. – Poręcz między nogi.
Wzięła głęboki wdech i przesunęła dłonią po zimnym, pachnącym skórą obiciu. Policzki, uszy i dekolt zalała paląca czerwień. Przyjęła pozycję wolno i skrupulatnie.
Krzysztof kiwał się w osłupieniu, jakby pierwszy raz zobaczył damski tyłek! Nieduże pośladki stężały uroczo, gdy tylko zadarła nogę i postawiła ją wyżej. Napięte udo wyciągnęło bezwstydnie na pełen widok śliczną, miękką cipkę, która teraz już nie wydawała się tak drobniutka, jak wtedy, gdy dziewczyna stała przodem. Tuż nad nią chował się otoczony ciemniejszą skórą, malutki, zaciśnięty sztywno odbyt… Mężczyzna oddychał za głośno. Poprawił w zakłopotaniu okulary, starając się odzyskać należyty dystans.
Danusia, z wystawioną do góry pupą, patrzyła im błagalnie w oczy… Spuściła głowę dopiero, gdy spostrzegła pierwszy zamach.
Powietrze przeszył świst. Przeraźliwy trzask rozpędzonego pasa nie pozostawiał złudzeń. Krzysztof syknął przez zęby.
Ksiądz używał znienawidzonego, angielskiego “tawse”. Był to długi i szeroki kawałek wyjątkowo grubego, ciężkiego pasa, z końcówką rozchodzącą się na dwie pokaźne części. Osobne, twarde wstęgi spadały na bezradny tyłek zupełnie niezależnie. Regulaminowe dwadzieścia pięć razów, o których usłyszała, było bardzo złudne. Delikatną pupę czekało w rzeczywistości pięćdziesiąt koszmarnie ciągnących pasów.
Śmignął po raz drugi. Dziewczyna podskoczyła! Ze ściągniętymi brwiami i trzęsącą się brodą spojrzała na zwisający z męskiej dłoni dług język sztywnej, grubej skóry. W szeroko otwartych oczach błyszczało przerażenie…
Po chwili pokój wypełnił świdrujący uszy łoskot, pulsujący miarowo w rytm uderzającego pasa. Dostawała mocno. Raz za razem. Krzyczała na całe gardło, wiła się naprężona jak struna, ale trwała dzielnie z zadartą nogą! Piekące wstęgi starannie obklejały jej bezbronną pupę, pozostawiając krwistoczerwone, palące żywym ogniem pręgi…
Sieknął mocny, płaski strzał! Wrzasnęła gwałtownie i rozczapierzyła dłonie, jakby głodna miała rzucić się na zdobycz! Napięte ciało obniżało się powoli, aż przywarła okrakiem do miękkiej poręczy. Spłaszczone, przeorane czerwonymi smugami pośladki, przykleiły się do zimnej skóry. Opuściła głowę i rozpłakała się głośno.
Ksiądz pochylił się nad zalaną łzami buzią.
– Jeszcze raz tak usiądziesz i zaczynamy od nowa.
Przytaknęła ruchem głowy i powoli się wyprostowała. Gładkie, lśniące mięśnie zadartej na siedzisko nogi drżały w napięciu. Rozciągnęły drobniutki tyłek. Rozpalony, jak wyjęty z pieca, buchał w koło żarem. Mężczyzna przyłożył “tawse”, wybierając starannie cel.
Kontynuowali. Uderzał od góry tak, aby trafić jednocześnie w oba spiczaste półdupki. Mlaskające końcówki odbijały się w najczulszych rejonach, gdzieś wewnątrz rozwartych pośladków. Tkliwe uda i najwrażliwsze miejsca, wokół wyeksponowanego sedna jej kobiecości puchły szybko, pokryte podłużnymi, wściekle palącymi bąblami.
Dość szybko pieczenie stało się nie do zniesienia! Wilgotna od potu skóra okazała się dodatkowo wrażliwa. Danusia nie była w stanie dłużej wytrzymać!
Krzysztof musiał koniecznie pomóc. Usiadł na kanapie i przełożył ją przez kolano. Mocno chwycił ciepłe, szarpiące się ciało. Z niemałym trudem ją w końcu unieruchomił. Katecheta wymierzył ostatnie jedenaście soczystych pasów. Kopała i wrzeszczała, ale wzięła wszystko, co się należało.
Nie było dodatkowych uderzeń, ale też nie miała żadnej taryfy ulgowej. Ksiądz był po prostu surowy, w sposób zwyczajny, jak przy każdym innym laniu.
Wstała gwałtownie! Tyłek był we wrzątku. Siniaki rwały, puchły, niemiłosiernie piekły. Piekielny płomień pożerał i palił coraz mocniej! Nie pozwalał rozsądnie myśleć… Rozedrgana i roztargniona szybko podziękowała. Wyszła z gabinetu w niedopiętej koszuli, z butami w dłoni i spódniczce przekręconej tyłem do przodu.
Doprowadziła się do porządku dopiero na korytarzu. Dojmujące, rozrywające kłucie było nie do wytrzymania! Nieprzerwanie rosło! Napinanie pośladków sprawiało okropny ból. Nie mogła sobie poradzić. Ukucnęła w kącie i wybuchnęła głośnym płaczem.
Tomek_S
Jak Ci się podobało?