Cnoty i wybryki (VIII)
3 lipca 2026
Cnoty i wybryki
9 min
Poniższe opowiadanie zawiera wyjątkowo kontrowersyjne sceny!
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Opowiadania reprezentują gatunek BDSM. Zawierają opisy praktyk spanking M-F, bezpośrednie opisy seksu oraz narządów płciowych. Sceny zawierają przemoc, dominację, upokorzenie. Tekst przeznaczony jest tylko dla osób pełnoletnich! Jeżeli nie jesteś na to gotowa (y) – nie czytaj tego!
Wszyscy bohaterowie są pełnoletni. Opisy seksu, przemocy i dominacji dotyczą tylko osób pełnoletnich. Wszystkie postacie i zdarzenia są fikcyjne, wszystkie podobieństwa do osób lub zdarzeń są przypadkowe i nie są zamierzone.
Rozdział 8 – Julia odkrywa nowe horyzonty
– Palenie do bardzo zły pomysł… – pani Ula spojrzała wymownie znad okularów.
Julka nienawidziła tego wzroku. Z kamienną twarzą założyła nogę na nogę, mimo że krzesło w sekretariacie było twarde i dostarczało doznań, które ledwo mogła wytrzymać.
– We wtorek rano stawisz się u księdza. – Kobieta zamknęła starannie prowadzony zeszyt. – To dla twojego dobra.
Dziewczyna przełknęła ślinę. Nałóg rzeczywiście miał szansę okazać się bardzo szkodliwy… Plan naprawczy w domu działał intensywnie i pupa była wrażliwa na każdy dotyk.
– Dziękuję. – Wstała i dosunęła krzesło. Przez napiętą buzię przebiegł ledwo widoczny grymas.
– Tylko się nie spóźnij!
W staniku i skromnych majtkach dociskała mozolnie żelazko. Prasowanie damskiej koszuli, jak zawsze wymagało cierpliwości i powodowało, że mimo skromnego stroju, było jej gorąco…. Uniosła przed siebie jeszcze ciepły materiał. W końcu się nadawała! Ostrożnie, aby jej nie pognieść, włożyła koszulę i starannie zapięła guziki. Nienagannie ubrana, wesoło obróciła się przed lustrem. Przegładziła palcami kosmyczki opadające na buzię i z uśmiechem złapała się za pośladek. Plan był trywialny i zdawał się przeczyć zdrowemu rozsądkowi. Z jakiegoś powodu wierzyła jednak, że się uda. Zresztą, nie było innego, a gorzej i tak być nie mogło.
W autobusie, z tajemniczą miną, ukradkiem obserwowała inne kobiety. Wygładziła kraciasty materiał na udach. Rano ogoliła się bardzo dokładnie… Zrobiła to na wszelki wypadek, mimo że dzisiaj mieli tylko porozmawiać! Uśmiechnęła się do siebie i mocno złapała za nagie kolana – ksiądz zawsze promieniał i był taki szczęśliwy, gdy ją widział.
Dzisiaj dla odmiany okazał się jednak nerwowy i przygaszony. Patrzył na nią z gniewem i żalem. Chciał coś powiedzieć, ale brakowało mu słów…
W pewnym momencie chwyciła za jego ciepłe ręce i spojrzała błagalnie w oczy.
– I tak dostałam już za to w domu – skłamała, dotykając zalotnie pupy.
Oboje wpatrywali się w spódniczkę, opinającą dziewczęce biodra. Założyła nogę na nogę i poprawiła brzeg materiału, który zadarł się za wysoko.
– Tak bardzo bolało… Nadal nie mogę siadać.
Zagryzła wargi, patrząc mu w oczy. Chociaż jej ojczym nie wiedział, że paliła, powyższe było akurat szczerą prawdą. Mężczyzna milczał. Jego młoda, niedoświadczona twarz była poważna, a we wzroku tliło się dojmujące doznanie, którego nie umiała nazwać, ale przez które przeszedł ją nagły dreszcz.
– Tylko ten jeden raz, Julio. I nikt się nie może dowiedzieć… A teraz, uciekaj – wyrzucił z siebie z ulgą. – No leć już!
Nie musiał powtarzać! Lekkomyślnie pocałowała go w policzek i przerażona tym co zrobiła, wybiegła szybko z gabinetu.
W parku próbowała się uczyć, ale nie mogła się skupić. Z radosnym uśmiechem patrzyła na jaśniejącą w słońcu książkę, jakby nie wiedziała, po co ludziom te wszystkie kartki. Dopięła swego… Czuła się przy nim ważna, wysłuchana… i kobieca. Schlebiało jej to i intrygowało. Było to ociupinę nieprzyzwoite i szalenie rozkoszne.
Zacisnęła mocno pośladki i spuściła buzię, oglądając bacznie świat podniesionymi, wesołymi oczami. Wiedziała, że będzie się regularnie golić. Od czasu, jak rozstała się z tym idiotą, Michałem, nikt jej nie zobaczył. Mimo to, czuła się z tym piękniejsza. Chodzenie z nagą cipką było jak noszenie biżuterii. Tego ostatniego regulamin szkoły wszelako zabraniał…
Gdy tylko nadszedł wyznaczony termin, pojawiła się punktualnie. Z bijącym sercem czekała pod drzwiami na twardej ławce.
– Jesteś dzisiaj jedyna do księdza. – Siostra katechetka brutalnie przerwała górnolotne rozmyślania i szybko przywróciła świadomość.
– Szczęść Boże… a w jakim jest humorze?
– Nie wiem. Chyba dobrym. – Uśmiechnęła się nieco nonszalancko, nie spuszczając oczu z rozmówczyni. – Dziwnie się zachowuje ostatnio. Gada nieskładnie…
Z niestosownym zadowoleniem, podzieliła się jeszcze uwagą, na temat przewidywanych kłopotów z siadaniem, machnęła ręką z rezygnacją i odeszła do swoich zajęć.
Julka uśmiechnęła się i zamknęła oczy. Z dołu budynku dochodził przyjemny gwar przerwy lekcyjnej… W końcu usłyszała to wyczekiwane skrzypnięcie!
Weszła radosna i niecierpliwa. W uporządkowanym gabinecie pachniało książkami i starym drewnem. Wielka, hebanowa rzeźba dzikiego konia błyszczała dumnie w promieniach słońca, wpadającego przez stare, wysokie okno. Przystanęła w pół kroku. Jej wtargnięcie ewidentnie zburzyło ten cichy spokój.
– Dziękuję ci. Jesteś bardzo rozważna. – Młody mężczyzna był poruszony. – Nikt nie mógł nabrać podejrzeń…
– Chyba musi mi ksiądz opowiedzieć coś okropnie smutnego, żebym wyszła stąd zapłakana! – odparła zaczepnie.
– Nie chcę, żebyś była zapłakana. Nigdy… – uciął krótko.
Utkwiła w nim iskrzące się wdzięcznością oczy. Zamilkł, spinając twarz w zakłopotaniu.
– Ja tylko chciałem powiedzieć, że… że, jak się pięknie śmiejesz, to i … To znaczy, że… w sensie, że nie zapłakana! – Brnął nieporadnie, siląc się na udawaną obojętność.
Wpatrzona ciepłym wzrokiem w te komiczne próby, uśmiechała się słodko. Oparcie krzesła skrzypnęło gwałtownie, gdy skrzyżowała nagie uda.
– Co ksiądz o mnie myśli? – przerwała nieśmiało.
Pytanie było nierozważne i nie powinna go zadawać, ale pragnęła usłyszeć, co odpowie. Widzieć to jego cudowne zmieszanie. Poczuć jego myśli.
Nie odzywał się jednak przez dłuższą chwilę.
– Jesteś wspaniałą osobą – wyrzucił z siebie w końcu przejmującym, twardym głosem.
Wyraźnie ugryzł się w język. Tylko w ciszy na nią patrzył… Zamarła. Ten błyszczący wzrok był silniejszy niż tysiąc słów. Trząsł nią, smagał i parzył. Powodował rozkoszne ciarki…
Jeszcze żaden mężczyzna nie podziwiał jej tak ostentacyjnie, tak stanowczo, tak bezkompromisowo! Uchyliła usta. Piersi unosiły się w rytm oddechów, jakby chciały wyskoczyć z przyciasnego stanika. Różowy kolor wpełzał na dekolt zdecydowanie i czytelnie…
Patrzył i patrzył. Zachwycał się i uwielbiał, łaknął i pożerał! Wiedziała to doskonale, choć nie powiedział ani jednego słowa! Pomiędzy ściśniętymi udami poczuła wilgotne ciepło.
Ich gorączkowe spojrzenia były zakazane. Nie mógł mieć kobiety, ani nawet o niej myśleć! Była tylko kruchym dziełem sztuki, którego nie wolno mu dotknąć. Mitycznym owocem, którego nie wolno mu zerwać. Z wypiekami na policzkach, wyobrażała sobie, jaki musi być przez to głodny. Jak bardzo musi ją chcieć, gwałtownie pożądać ją całą, najlepiej bezwstydną i szaloną! Pragnęła być obok niego… Dzielić się się sobą! I sprawiać mu tę zakazaną przyjemność…
– Czy ksiądz chciałby zgrzeszyć? – zapytała nieśmiało, łamiącym się głosem.
– Wiesz, każdy człowiek…
– Ale zgrzeszyć z dziewczyną.
– To jest… To dla księdza trudne…
– A ze mną? – Utkwiła w nim błyszczące, czarne oczy.
Nerwowo przełknął ślinę. Oglądał ją w zupełnej ciszy, jak szczeniak, czekający cierpliwie, aż pani nałoży jedzenie do miski… Nie mogła tego wytrzymać! Widziała, jak erekcja rozsadza mu spodnie, jak głęboko oddycha. Skomplikowana przyszłość nie miała znaczenia. Pragnęła go teraz!
Obsunęła się na krześle i podciągnęła spódniczkę. Nagie uda, spowite w dziewczęcym cieple, rozszerzyły się przed nim, jak gładkie, pulchne wrota. Oddała mu całą siebie. Uwiedziony, trzęsący się i łaknący nie miał odwagi by spojrzeć w dół. Wylęknionym wzrokiem śledził rozchylone dziewczęce usta. Szeptały do niego niesłyszalnie słowa, gdy szczuplutka dłoń wpełzła pod majtki i mazała śliskim ciepłem po najczulszych miejscach. Na wysoko zaciągniętym materiale pojawiło się oblepiające palce przesiąknięcie… Ściągnęła brwi i cichutko westchnęła, gdy ręka napięła się z wysiłkiem…
Podeszła dumnie i z wypiekami na twarzy, położyła na jego ustach odurzającą dłoń. Między mieniącymi się w świetle palcami ciągnęły się niteczki kobiecego śluzu.
– Zobacz jak na mnie działasz – wyszeptała.
Złapał ją, jakby zaczynał tango. Oblizywał i smakował. Był staranny, zdecydowany, męski.
Uklęknął, a jego dłonie wsunęły się pod spódniczkę, jakby chciał ostatecznie uformować jej kształtne uda. Zuchwale, stanowczo, nie opuszczając wzroku, pozbawił ją majtek. Pisnęła mimowolnie, gdy zsuwały się szorując gumką po gładkiej skórze…
Położył ją na biurku i uniósł kolana. Zamknęła oczy. Pragnęła być grzechem, zerwanym owocem, ucieleśnieniem wszystkiego, o czym marzył, czego łaknął, czego nie mógł mieć. Przyciągnęła jego szorstką dłoń. Przykryła obnażone dla niego, najdelikatniejsze, rozpalone miejsce…
Masował łagodnie i wolno. Pomału wsuwał się w cichutko mlaskające, gorące wnętrze. Palce tonęły w śliskim, pachnącym cieple i wysuwały się błyszczące i niecierpliwe… Jej rytmiczne oddechy robiły się w coraz głośniejsze.
Nagle przerwał.
– Wracaj… Nie przestawaj! Proszę… – pisnęła cichutko.
Westchnęła głęboko, gdy dwoma kciukami rozszerzył jej kobiece wargi. Na wydobytej na wierz nabrzmiałej łechtaczce poczuła ciepły oddech! A potem oszałamiające mokre pociągnięcie!
– O jej! O jej… – wyszeptała, wplątawszy dłonie w jego włosy.
Delikatny język smagał ją długimi muśnięciami jak pędzlem. Zatrzymywał się w najwrażliwszym miejscu i po prostu przez dłuższą chwilę tam tkwił. Gorące usta obejmowały ją wtedy, jakby składając się do pocałunku, tylko po to, żeby wypuścić w nią przeciągły, parzący oddech. Powtarzał to od nowa, cały czas, bez ustanku…
Dziewczyna krzyczała! Coraz silniej rwała jego włosy! Napięta szyja, trzymała uniesioną w górę, oszołomioną twarz. Uda trzęsły się, gdy bezwiednie ruszała biodrami, jak przy regularnym stosunku. Kobiece soki sączyły się i obficie spływały między pośladki. On nie przestawał. Coraz szybciej lizał jej najczulszy punkcik! Język ślizgał się, wykonując krótkie, obłędne muśnięcia. Nie przerywał nawet na moment! Bezczelne palce, bez ceregieli zagłębiały się w jej mlaskającym cieple. Uda dygotały coraz mocniej. Serce waliło jak szalone… Masował… Lizał… Trząsł się w jej wnętrzu…
Podkurczyła nogi! Uniosła brwi i otworzyła buzię. Jej mięśnie na sekundę stężały. Narastająca fala rozkoszy, była już dłużej nie do powstrzymania… Rozlała się rytmicznie i obezwładniła.
Drgała całą sobą, wszędzie, głęboko w środku. Jej cipka pulsowała gwałtownie, pulsował brzuch, pupa, odbyt. Oszołomiona wstrzymała oddech.
Opuściła głowę na biurko i odwróciła się w stronę ściany. Z kącika ust wyciekła ślina, której nie zdążyła przełknąć. Leżała spocona, piękna i drżąca. Nadal delikatnie zaciskała się wokół jego palców, ale coraz wolniej i słabiej…
Ogarnęło ją obezwładniające zmęczenie. Bezsilna zamknęła oczy, a on powoli całował i głaskał jej pachnącą skórę.
– Porządnie dostałaś… – powiedział z opiekuńczą czułością. – Pokaż, proszę…
Niechętnie przekręciła się na bok. Pupę pokrywały zaskakująco długie, amarantowe pręgi. Duże ciemnosine ślady nie pozostawiały wątpliwości. Delikatnie dotknął je dłonią… Skóra pomiędzy pośladkami lśniła wilgotna od dziewczęcego podniecenia. Przezroczysta stróżka kobiecych soków spływała wolno po udzie.
– To mój pierwszy orgazm – powiedziała cicho. – Nie wiedziałam, jak to jest.
– A jak jest?
– Okropnie i przerażająco! – wrzasnęła cienkim głosem i odwróciła gwałtownie. – Nigdy więcej… Daj, teraz ja ci zrobię…
– Nie trzeba… Już. – Teraz on utkwił wzrok w ścianie.
Usiadła gołą pupą na biurku i machając nogami, spojrzała na niego figlarnie.
– Nic się nie martw. Przyjdę jutro z wypracowaniem!
Zeskoczyła wesoło na ziemię i pośpiesznie się ubrała. Rękawem starła plamkę z blatu.
– Tylko się już powstrzymaj. Chcę połknąć wszystko, co do kropelki. – Oblizała wargi. – Będziesz się musiał wyspowiadać…
– Julka, uważaj na Stefanię. To zła kobieta…
– Ja o obciąganiu, a ty o Stefanii!
– Uważaj, proszę.
Tomek_S
Jak Ci się podobało?