Cnoty i wybryki (III)
21 czerwca 2026
Cnoty i wybryki
7 min
Poniższe opowiadanie zawiera wyjątkowo kontrowersyjne sceny!
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Opowiadania reprezentują gatunek BDSM. Zawierają opisy praktyk spanking M-F, bezpośrednie opisy seksu oraz narządów płciowych. Sceny zawierają przemoc, dominację, upokorzenie. Tekst przeznaczony jest tylko dla osób pełnoletnich! Jeżeli nie jesteś na to gotowa (y) – nie czytaj tego!
Wszyscy bohaterowie są pełnoletni. Opisy seksu, przemocy i dominacji dotyczą tylko osób pełnoletnich. Wszystkie postacie i zdarzenia są fikcyjne, wszystkie podobieństwa do osób lub zdarzeń są przypadkowe i nie są zamierzone.
Rozdział 3 -Wszystkie trudy wychowywania
Dyrektor poprosił o kartki. Przestraszona Ela podała je bez słowa. Przeanalizował je pobieżnie, bez większego namysłu. Spojrzał na nią z głęboką pretensją… Instynktownie zrobiła krok w tył. Nie spuszczając przerażonych oczu z jego twarzy, złapała się za pośladki, które nagle zakuły ją i zaswędziały.
Nie musiał nic mówić, wyciągnął tylko z szuflady długą deseczkę i w ciszy położył na krześle.
Ze spuszczoną głową, ale bez ociągania, odważnie się rozebrała. Spadająca na podłogę odzież odsłoniła promieniejące ciepłem, delikatne ciało… Ukucnęła dziarsko, schludnie porządkując ubrania. Chciała mieć to za sobą możliwie jak najszybciej. Uporać się z tym, jak z wypiciem niechcianej łyżki tranu. Tak było najlepiej.
Delikatny powiew chłodnego powietrza, jak niewidzialnym piórkiem, musnął jej pupę. Twarz delikatnie stężała. Na buzię wpełzły intensywne rumieńce…
Zacisnęła usta i tak jak wczoraj, przełożyła się przez chłodne biurko. Mościła się, na twardym blacie, jak w pierzynie. W końcu, bardzo powoli uniosła do góry posiniaczone, kuliste półdupki…
Nauczyciel był zadowolony. Stała prawie idealnie. Jeszcze tylko nacisnął na ciepłe, filigranowe plecy, żeby wypięła się mocniej… Usatysfakcjonowany, poklepał deseczką wewnątrz ud, szybko, lekko, jakby ze sztubacką radością. Posłusznie rozszerzyła nogi… Oparła czoło o blat, żeby się schować przed światem.
Na ożywionego dotąd dyrektora spłynęła nagła odmiana i niespodziewanie zrobił się skrupulatny. Wolno kartkował wypracowanie, spoglądając ukradkiem na te obłędne, lśniące półkule. Wypracowanie nie było wybitne. Dziewczyna się jednak napracowała, a on zupełnie nie umiał tego docenić! Z belferską dokładnością, wynajdywał i omawiał szczegóły, wskazywał na najdrobniejsze niedociągnięcia…
Skrupulatnie wypięta dzielnie znosiła ciągnące się tyrady.
– Mam nadzieję, że wszystko zrozumiałaś? – zagadnął z nieudawaną ciekawością.
Nie potrafiłaby wskazać na ani jedną z jego ważkich obserwacji.
– Oczywiście! ...Nic nie trzeba powtarzać – powiedziała cicho, ale z przekonaniem.
– To dobrze! – Wyglądał na zachwyconego. – Zbliżamy się do podsumowania tego dzieła…
Coraz śmielej gapił się na gładkie, delikatne ciało, skąpane w ciepłym południowym słońcu. Dziewczęcą szczelinka była golusieńka, między udami nie było ani jednego włoska… Dał sobie czas, jakby smakował najlepsze wino.
Poirytowana Ela wierciła się niespokojnie. Minuty zdawały się rozciągać w nieskończoność. Zaskoczona, błagała opatrzność, żeby w końcu poczuć tę cholerną deseczkę!
Mężczyzna gapił się w nią z uwagą, jak w szachownice na konkursie arcymistrzów. Wiedział, jak dziewczęta zachowywały się, gdy komentował ślady, po laniu z dnia poprzedniego. Bezlitośnie docierało do nich, jak są obnażone. Dobitnie, wulgarnie, w całości wystawione na widok. Być może oceniane? Obdarte z najintymniejszych tajemnic… Robił to zawsze. Z największą frajdą podziwiał nagie pupy i zaczerwienione, zakłopotane buzie ich właścicielek.
Nachylił się bliżej. Bezczelnie podpatrywał. Zniecierpliwiona Ela komicznie ściskała i rozluźniała nagie, promieniujące ciepłem pośladki. Delikatne kobiece wargi tańczyły w subtelnym uścisku… Niekiedy trudno je było dostrzec, wśród kobiecego owłosienia! Najczęściej jednak, tak jak dzisiaj, dziewczęta prezentowały się przed nim zupełnie nagie, lub obrośnięte jedynie rzadkimi, ostrzyżonymi włoskami.
– Zaczynamy – powiedział krótko. – Gotowa?
– Tak – wyszeptała z ulgą.
Przyłożył deseczkę do lśniącej fitolem skóry, starannie wybierając miejsce uderzenia. Odchylił bezmyślnie drewienko, żeby jeszcze raz popatrzeć na jej wygolone sekrety. Nogi i pupa wciąż napinały się i prężyły, gdy wierciła się niespokojnie… Oboje wzięli głęboki oddech.
– Dostaniesz „cztery” – mruknął. – Następnym razem się przyłożysz.
Zagryzła wargi. Po wczorajszym była tak obolała i wrażliwa, że z trudem sama mogła się dotknąć. Zupełnie słusznie spodziewała się najgorszego! Zacisnęła powieki…
Usłyszała huk, a potem to poczuła! Suchy, głośny trzask lakierowanego drewna, lądującego z impetem na gołym tyłku. Wzięła dwa staranne, szybkie i wściekle mocne uderzenia!
Momentalnie wytrzeszczyła oczy i otworzyła usta! Ktoś nagle wbił w jej najdelikatniejszą pupę tysiące grubych igieł. I je tam zostawił! Były w środku i niemiłosiernie kłuły, wierciły, rozrywały! Wszędzie wokół rozlewało się dziwne ciepło… Narastało nieprawdopodobne, niemożliwe do okiełznania palenie! Musiała się go pozbyć! Nie mogła go znieść! Przestępowała z nogi na nogę. Potrząsała komicznie biodrami. Pojękiwała, jakby trenując głos przed występem.
Pieczenie cały czas rosło! Nie miała pomysłu. Czerwona na twarzy wyprostowała się gwałtownie i podkurczyła nogę, jakby bolało ją kolano a nie tyłek.
– O jej, o jej – lamentowała piskliwie, zaskoczona skalą doznania.
Dyrektor widział to wcześniej wiele razy. Przechadzał się spokojnie po pokoju. Dał jej czas, żeby mogła dobrze poczuć. Oczywiście widział, że lania wymierzane kolejnego dnia bolą wyjątkowo. Tak miało być. Nigdy nie uderzał nawet odrobinę lżej.
Musiała wrócić do pozycji i wziąć resztę. Dysząca głośno, próbowała jakoś ochłonąć. Potrzebowała skupić myśli… „Tran. Tran. Szybki łyk.. I kończymy!”
Dwa kolejne, bezlitosne strzały nastąpiły zaraz po sobie! Jakby wybuchły dwie petardy.
Wrzasnęła na całe gardło! Niewiarygodne pieczenie, wbite brutalnie w tyłek, właśnie przekroczyło wszystkie możliwe granice! Odruchowo złapała się za pośladki i bezwstydnie wypięła do przodu. Przestępując z nogi na nogę, przemieszczała się powoli po gabinecie.
– Gdzie się wybierasz?! – Dyrektor skwitował grubiański żart wesołym uśmiechem. – Skończyliśmy…
– O jej, o jej! – Świat odleciał. Czuła tylko, jak jej rozpalona piekielnym żarem pupa coraz intensywniej puchnie.
– Zapraszam jutro z poprawionym wypracowaniem. Co się mówi?
– Przepraszam! Przepraszam! – Próbowała intensywnie rozmasować. Myślała, że oszaleje.
– I co jeszcze?
– Bardzo dziękuję! – fuknęła i wybuchnęła głośnym płaczem.
– No właśnie. Bardzo proszę. – Rzucił drewnianą deseczkę na biurko. – Poproś do mnie kolejną z pięknych panien.
Dwie pozostałe uczennice czekały na swoje szesnaście uderzeń! Siedziały w zupełnej ciszy. Spocona skóra pachniała intensywnie…
Weronika pojawiła się w gabinecie pierwsza. Próbując nieporadnie zapanować nad trzęsącym się głosem, przeprosiła za wszystko i poprosiła o karę… Upewniwszy się, że otrzyma ją bez przeszkód, podeszła do biurka i starannie wystawiła tyłek. Dotknęła rozpalonym policzkiem do zimnego blatu. Czekała z uchylonymi ustami i bezmyślną miną.
Dyrektor jednak odłożył deseczkę i wyszedł na korytarz!
Po chwili pojawił się w gabinecie z drugą z dziewcząt. Dla Asi to miało być pierwsze lanie i potrzebowała dobrze zapoznać się z sytuacją. Nienaturalnie wesoła Werka próbowała zagadnąć. Koleżanka jednak milczała. Z otwartymi szeroko oczami gapiła się w kędziorki wystające między nagimi udami… Obie panny bardzo szybko się zarumieniły.
Musiał wyjść zanim się zaczęło. Z drobiazgową skrupulatnością wysłuchała upokarzających odgłosów pod drzwiami. Co jakiś czas, pani Ula podpatrywała ją z cichym uśmiechem… Była dosłownie mokra od potu. Gdy zapłakana Weronika kazała jej wchodzić, nie potrafiła wstać z krzesła! Zaciśnięte dłonie z całej siły obciągały wymiętą spódniczkę.
W gabinecie nie chciała się rozebrać, a dyrektor szybko się niecierpliwił w takich sytuacjach. Cztery zamaszyste uderzenia przez ubranie rozwiązały problem bardzo szybko. Pozwolił jej zostać w staniku.
Wkrótce pomieszczenie wypełniły głośne klaśnięcia. Rosły mężczyzna młócił miarowo, najsilniej jak umiał. Szczupłe ciało filigranowej blondynki podskakiwało rytmicznie, podbijane od dołu. Żałosny pisk przerywały odbijające się od ścian trzaski i płaczliwe okrzyki.
Asia zerwała się na równe nogi! Bardzo szybko doszła do wniosku, że nie da rady wziąć ani jednego uderzenia więcej. Wskoczyła pupą na biurko i cała we łzach tłumaczyła z zapałem swój definitywny osąd...
Dyrektor czekał cierpliwie.
Kara działała bardzo intensywnie. Żywy płomień palił ją od tyłu w sposób niemożliwy do opisania. Musiała się ratować, dotknąć, gasić! Dłonie wsunęła pod siebie. Przestała na chwilę gadać.
Mężczyzna przyjął to z zadowoleniem.
Gdy gorączkowo borykała się ze swoim dojmującym kłopotem, on napawał się widokiem. Uniesione biodra i brzuch promieniowały odurzającym ciepłem. Wszystko na a jej naprężonym ciele było piękne, jasne i delikatne. Ledwo widoczne, wątle włoski wewnątrz ud wydawały się białe. Lśniąca kępka kobiecych loczków sterczała między nogami, dumna i nastroszona. Wypięty do góry wzgórek, zwieńczony długim rowkiem, porastały rzadkie słomkowe kosmyczki. Zwarte w gorącym uścisku fałdki skrywały najczulsze płatki różowych warg. Zacisnął usta...
Oddychała szybko. Wierciła się. Była rozedrgana, spocona. Ramiączko stanika obsunęło się i delikatna, wrażliwa pierś uwolniła z miseczki. Wymagała przytulenia, a nie kolejnych razów tym piekielnym kawałkiem drewna.
– Jeszcze cztery. I jeden dodatkowy, za twoje wybryki, moja panno. – Robił wszystko, żeby o niej nie myśleć. Odwrócił się, żeby ochłonąć.
Znów się rozpłakała. Powoli, niechętnie stanęła przed biurkiem... Był bliski, żeby ją dotknąć. Jego myśli wrzeszczały!
Wypięła rozpaloną do czerwoności, amarantową pupę. Trzęsące się pośladki zalała od góry kąśliwa szarość. Buchające gorącem, pokryły się drżącą, gęsią skórką… Twarde, lakierowane drewno pozostawiło brutalne kręgi. Poprawił uchwyt, żeby móc uderzyć jak najmocniej.
Raz. Dwa… Klasnęło donośnie. Wytrzymała!… Trzy. Cztery.
Oszołomiona, podskoczyła! Ścisnęła brwi i otworzyła usta. Nerwowo złapała się za płonące miejsca. Przemieszczała gabinet, w losowych kierunkach, wyciągając komiczne, długie kroki. W końcu upadła na kolana. Piskliwy jęk eksplodował i uderzył gradem łez.
Ogień palił z siłą, której nie umiała opisać słowami. Nie miała żadnego pomysłu, jak się obronić, jak to zatrzymać. Mogła tylko zawodzić i wrzeszczeć w wniebogłosy. Skuliła się na podłodze.
W tej pozycji dostała ostatni płaski, ciągnący strzał. Dyrektor nigdy nie odpuszczał.
Tomek_S
Jak Ci się podobało?