Cnoty i wybryki (IX)

31 lipca 2026

Opowiadanie z serii:
Cnoty i wybryki

17 min

Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!

To jest fragment powieści, którą postanowiłem napisać. Poproszę o krytykę i wszelkie sugestie.
Opowiadania reprezentują gatunek BDSM. Zawierają opisy praktyk spanking M-F, bezpośrednie opisy seksu oraz narządów płciowych. Sceny zawierają przemoc, dominację, upokorzenie. Tekst przeznaczony jest tylko dla osób pełnoletnich! Jeżeli nie jesteś na to gotowa (y) – nie czytaj tego!

Wszyscy bohaterowie są pełnoletni. Opisy seksu, przemocy i dominacji dotyczą tylko osób pełnoletnich. Wszystkie postacie i zdarzenia są fikcyjne, wszystkie podobieństwa do osób lub zdarzeń są przypadkowe i nie są zamierzone.

Rozdział 9 – Stefania ocenia szkolne zasady

Kilka tygodni przed zatrudnieniem w szkole, w życiu Krzysztofa pojawili się ludzie, którzy odmienili jego losy gwałtownie i definitywnie. Zdarzenia miały porwać go bez kontroli i przenieść w nową, niepokojącą rzeczywistość. Podobny do początkującego narciarza, zamkniętego w rozhuśtanym wagoniku kolejki, wjeżdżał na najwyższy szczyt, wyglądając z obawą przez zamgloną szybę i choć nigdy wcześniej nie skosztował prawdziwego narciarstwa, wiedział, że zaraz puści się w dół, w nieznane, w szalonym pędzie, smagany śniegiem i lodem…

Piotr przekazał mu zaproszenie od samej Stefanii von Stern. Młody, rozpoczynający karierę nauczyciel miał osobiście spotkać panią prezes Stowarzyszenia Odważni i Światli, mecenas wspierającą lokalnych artystów, fundatorkę i opiekunkę Szkoły Sióstr Miłosierdzia. Niespodziewana wizyta w starym pałacu była wielkim wyróżnieniem i napawała jeszcze większym lękiem.

Przyjechał punktualnie. Wysłużony, pokryty kurzem samochód hałaśliwie telepał się na długim, wybrukowanym podjeździe. Ewidentnie nie pasował do zadbanego, omiatanego letnim, orzeźwiającym wiatrem podwórza. Zaparkował daleko od wejścia. Wymachując z animuszem kluczykami, ruszył na piechotę, z radością pozostawiając za sobą gryzącą w gardle mieszankę spalin i rozgrzanej tapicerki.

Służba przywitała go serdecznie i z wielkim szacunkiem. Przedstawił się i wręczył pokojowce wytartą kurtkę. Dziewczyna podziękowała z wymuszonym uśmiechem i szybko zniknęła, zostawiając go samego w środku olbrzymiego holu…

Westchnął głęboko i obrócił się wkoło z zaciekawieniem. Lakierowany parkiet zaskrzypiał pod nim, przerywając niepodziewanie dojmującą ciszę. Odruchowo spojrzał pod nogi, po czym szybko poprawił okulary i dumnie się wyprostował. Pozostawił za sobą marmurowe schody i z zainteresowaniem zanurzył się w jasnym, eleganckim wnętrzu, rozświetlonym przez rząd wysokich okien.

Z dala, pod ściną, delikatny, secesyjny stolik dźwigał na cienkich, powyginanych nogach porcelanowy wazon. Świeże kwiaty ożywiały zamyślone twarze, uwięzione w ciężkich, malowanych złotą farbą ramach. Młode i starsze właścicielki rezydencji, ubrane w wytworne suknie, spoglądały na niego z wyższością i witały go ledwo widocznym, powabnym uśmiechem. Nieświadomie go odwzajemnił, utkwiwszy wzrok w jednej z nich.

– Za każdym z tych obrazów kryje się wspaniała historia… – Z zadumy wyrwała go elegancka, szczupła, blondynka. Musiała być o kilka lat od niego starsza. Promieniała radością i pewnością siebie, cechującą ludzi dojrzałych i doświadczonych. – To dla mnie wielka przyjemność, że zgodził się pan nas odwiedzić!

Śniadanie zjedli na tarasie. Krzysztof słuchał w milczeniu, z udawanym zaciekawieniem, prezentując ostentacyjnie dobrotliwy uśmiech. Topiąc nieśmiałość w prawie pustej filiżance, spoglądał nieśmiało na siedzącą przed nim, cudowną kobietę, ubraną w dobrze skrojony biały żakiet. Opowiadała z przejęciem, wpatrzona w niego jak w obraz z holu. Jej wzrok go głaskał, a on mimowolnie puszył się, ukryty za małym porcelanowym naczyniem.

Zimna kawa utknęła w przełyku, gdy ich oczy spotkały się na moment! Wbiły się w niego i docisnęły do krzesła, mozolnie wygniatając na plechach przeciągły dreszcz… Spojrzał szybko w talerz i przez dłuższy czas starannie kroił plasterek pomidora. Po chwili jednak znów, udając, że słucha, mimowolnie podglądał ją, gapił się w jej zgrabne, gładkie uda, kurczowo oblepione białym materiałem. Pieprzyk, nad nagim, odbijającym jasne światło kolanem, kusił i nieznośnie rozpalał! Myśli nurkowały głęboko w ciemny gorąc pod spódnicą, by pławić się i wygrzewać bezwstydnie w cieple pulchnych zakamarków…

Odchrząknął głośno, jakby chciał rozgonić powietrze, w którym zawisło coś niepokojącego. Odłożył sztućce i usiadł prosto, żeby zapomnieć o erekcji. Piękne, lśniące w słońcu łydki przesunęły się przed nim wolno, gdy założyła nogę na nogę. Promyki muskały gładką skórę, jakby biegały po niej końcówkami magicznych palców. Obciągnęła z gracją spódniczkę, która podciągnęła się nieco za wysoko.

Uniósł oszołomiony wzrok. Pokryta ledwo zauważalnymi piegami buzia, wypowiadała słowa, których nie słyszał. Niebieskie oczy błyszczały figlarnie, gdy język subtelnie, prawie niezauważalnie zwilżał pełne, różowe usta… W końcu zlitowała się nad nim i ciepłym dotykiem zakryła jego spiętą dłoń.

– Proponuję wspólną kawę – wyszeptała. – Zapraszam do małej biblioteki.

Ochłonął szybko, gdy młoda służąca pojawiła się z tacą, żeby zebrać naczynia.

– Alu, proszę aby nam nie przeszkadzano. – Stefania wstała od stołu i starannie dosunęła krzesło. – Chodźmy, proszę…

Po krótkiej chwili znaleźli się w cichym, staromodnie urządzonym pomieszczeniu. Ciepłe światło sączyło się ze ścian i otulało regały, jakby pilnując porządku. Powietrze przesiąkło starymi książkami i drewnem antycznych mebli.

– Proszę niech pan usiądzie naprzeciwko mnie, Krzysztofie. – Gospodyni wskazała na mały stolik. Sama wybrała wielką, pachnącą skórą kanapę. – To wyśmienita kawa. Będzie pan zachwycony.

– Dziękuję bardzo.

– Przejdę od razu do sedna sprawy – ściszyła głos. – Jest pan inteligentnym mężczyzną… I wierzę, że można panu zaufać.

– Oczywiście! Proszę się nie obawiać! – przytaknął, choć sam nie był pewny. – Dziękuję za te miłe słowa.

– Piotr wyrażał się o panu w samych superlatywach. A ja, z kolei… Ja szukam znajomości z ludźmi takimi jak pan…

– To mi bardzo schlebia.

– Wydaje się, że podzielamy wspólne zainteresowania.

Uśmiechnęła się i zamilkła wyczekująco. Krzysztof patrzył na nią z zaciekawieniem.

– Co ma pani na myśli? – Pochylił się wolno do przodu.

– Mam na myśli pana fascynację Julką – rzuciła krótko.

– Nie rozumiem… – Znów się wyprostował.

– Sądzę, że pan rozumie. Oczywiście chodzi o naszą wspólną fascynację karami cielesnymi.

Odstawiła filiżankę, bacznie obserwując rozmówcę. Patrzył wystraszony, nie mogąc wydusić słowa.

– Tymi wszystkimi palącymi się ze wstydu dziewczętami, kiedy biorą porządnie po gołych pupach – dodała, jakby potrzebując rozwiać wątpliwości. – Zawsze staram się posiadać krąg znajomych, którzy dzielą moje pasje. Mam nadzieję, że pana nie przerażam?

– Nie! Wcale nie. – Poprawił nerwowo okulary.

– A Więc?

– No, tak… – przyznał cicho.

– Tak?

– Tak… To moja wielka fascynacja.

Uśmiechnęła się z satysfakcją. Przykucnęła przed nim, patrząc mu prosto w oczy. Jej wzrok był poważny, dojrzały i ciepły.

– Wszystko co pan ode mnie usłyszy, co pan zobaczy, czego się pan domyśli lub zgadnie zostanie tutaj, między nami… – Wstała w zamyśleniu i odwróciła się, nie przejmując się odpowiedzią. – Tylko tutaj i na zawsze tutaj…

Zgrabne kobiece ciało, otulone słabym światłem, falowało w rytm głębokich oddechów. Stała w ciszy, jakby zbierając w sobie siły. W końcu, z szuflady stolika wyciągnęła z hałasem ciężki przedmiot.

– Wiem, że jesteś inteligenty i mądry Krzysztofie… Poproszę rękę. – W jej oczach paliły się iskry.

Bezmyślnie wyciągnął dłoń, a ona wręczyła mu męski pasek.

– Chcę poczuć to co one! – wypaliła i zamilkła.

Gapił się oszołomiony, rozszerzonymi oczami. Jego mina nie zdradzała najmniejszych oznak inteligencji. Bał się przełknąć ślinę, żeby nie być za głośno.

– Chcę żebyś mnie zlał, tak żebym nie mogła siadać. Chcę, żebyś to rozbił!

Naturalniej byłoby upuścić filiżankę, ale mimo trzęsących się rąk, zdołał ją spokojnie odłożyć. Opanowanie, którym się wykazał, dodało mu otuchy…

– To ma być mocne lanie, takie jak w szkole! – Stefanię rozsadzały emocje. – Takie, jak dostaje Julka… Bez litości. Nie chcę, żebyś mnie tym pasem poklepał po tyłku! O nie! To mają być okropne, piekące pasy! Najgorsze!… Zrobisz to?

Mężczyzna wpatrywał się w stolik, ściskając w dłoniach pokaźną klamerkę. Jego milczenie tkwiło głucho w gęstym jak galareta powietrzu. Przez całe swoje życie, w takich sytuacjach tchórzył i uciekał w popłochu. I zawsze potem żałował.

Roztrzęsione Stefania stanęła przed nim wyprostowana jak struna. Zacisnęła pięści.

– Jesteś tchórzem – wydukała. – Szukałam w tobie twardego faceta! Odważnego! Nie potrafisz dać mi lania… Jesteś mięczakiem i tchórzem! Wynoś się!

Zerwał się z krzesła jak oparzony i z rozszerzonymi źrenicami zablokował jej drogę. Chwycił za rozdygotany żakiet i mocno przyciągną do siebie.

– Zamknij się w końcu! – warknął. – Dostaniesz jak Julka ostatnio. Czterdzieści sześć pasów. Ani jednego mniej.

Odepchnął ją od siebie. Oboje potrzebowali kilku sekund ciszy.

– Jak ona dostaje? Co ci mówiła? – spytała wreszcie, udając spokój.

– Przekłada tyłek przez oparcie fotela… Podchodzi od tyłu….

Patrzyła rozpalonymi oczami, jak przyciągnął nadający się mebel na środek biblioteki.

– Jest wypięta, tu, na górze. – Poklepał dłonią szorstkie obicie. – Ręce połóż na siedzisko…

Nie ruszyła się z miejsca. Ulga i podziw ustępowały obezwładniającemu lękowi. Zrobiła się mokra od potu.

– Czekam!

Lejący materiał spódnicy zsunął się z cichym szelestem po gładkich nogach… Oddychała głęboko. Sterczące w podnieceniu sutki wyciskały czytelne kształty na satynowej koszulce. Obciągnęła ją jak mogła najniżej. Wysoko podciągnięte, koronkowe majtki opinały opiekuńczo jej najskrytsze tajemnice.

– Zdejmij je.

– Czy ty będziesz mnie tam widział? To znaczy, zobaczysz mnie od tyłu? Wszystko?

– Zdejmuj.

– To trudne… ta świadomość…

– Dostaniesz jak one. Ściągaj majtki!

Zagryzła wargi i zdjęła je gwałtownie, patrząc mu buńczucznie w twarz! Na jasne policzki wlała się urocza czerwień…

Pociągnął ją silnie i boleśnie za ramię. Po chwili leżała na oparciu, z wysoko podciągniętą koszulką, naga i bezbronna. Serce łomotało w piersiach. W kompletnej ciszy czekała, zdana na łaskę mężczyzny, który właśnie układał w ręku skórzany pas. Chwyciła mocno poręcze…

Krzysztof z uśmiechem spojrzał, jak ścisnęła pośladki. Wsunął rękę pomiędzy gorące, miękkie uda i silnie je rozsunął… Przegarnęła włosy, choć były schludnie spięte. Chwilę poprawiała pozycję, drobiąc małe kroczki… W końcu spuściła głowę i z cichym westchnięciem, na wpół ugiętych nogach, powoli nastawiła się, jak umiała najdokładniej.

Poprawił w dłoni pasek i docisnął jej biodra do oparcia. Idealnie wypięty, gruszkowaty cel odbijał pomarańczowe światło. Lśniące z podniecenia, miękkie wargi, błyszczały ślisko między udami i wciskały się podłużnie pomiędzy cudowne, napięte pośladki. Subtelne, jasne włoski kleiły się do wilgotnej skóry.

Zamknął oczy i wziął głęboki oddech… Musiał ochłonąć i się skupić.

Pachnące nagim ciałem powietrze przeszyło bezczelnie głośne, brutalne klaśniecie.

Dziewczyna bezmyślnie wrzasnęła! Spojrzała na niego z furią… Wziął kolejny zamach, ale ona nagle zerwała się z oparcia! Nerwowo rozmasowywała puchnące miejsce, gdzieś wewnątrz uda.

– O Boże! Ale boli! – stwierdziła nieco za głośno, z wymuszonym uśmiechem. Niespodziewane pieczenie rozlewało się i zdumiewająco rosło…

– Na miejsce! Trzy dodatkowe. – Jej surowy wychowawca nabierał pewności.

Z uniesionymi ze zdziwienia brwiami, szybko wróciła na fotel. Przerażona dostrzegła, jak starannie chwycił wolną dłonią za złożenie paska i napiął go z całej siły. Mężczyzna zawisł nad nią, podobny do straszliwego łucznika. Opuściła głowę i zacisnęła dłonie na poręczach. W uszach zapiszczał kolejny cios. Poderwała napiętą twarz, by w bezmyślnym grymasie, długo wpatrywać się w ścianę, w posłusznym oczekiwaniu, aż pieczenie rozleje się i bezlitośnie pochłonie ją całą…

Uderzał wyjątkowo mocno. Piekielne cięgi raziły jej delikatną skórę, z klejącym bezdusznym mlaśnięciem. Bezlitośnie ciągnęły się przez oba pośladki. Wytrzymała hardo kilkanaście pasów, wydając z siebie niekontrolowane wrzaski i poniżające piski! W końcu wybłagała przerwę.

Leżała nieruchomo, z tyłkiem w górze, bo nie wolno jej było wstać. Łzy ciekły jej z oczu i kapały na poduszkę fotela. Ciężko i szybko oddychała. Pośladki płonęły, jakby siedziała na gorącej patelni, ale nie pozwolił jej się dotknąć. Musiała czekać… Miała wrażenie, że oszaleje!

Z kobiecych warg wisiała strużka przezroczystego śluzu. Majtała się pomiędzy zbitymi udami i nie chciała skapnąć na podłogę.

Dał jej czas. Z satysfakcją oglądał, jak długie, piekące pręgi w końcu zatarły się w dwie wielkie, rozżarzone gorącą czerwienią półkule. Wierciła się. Machała głową. Oblepiający ból doskwierał coraz bardziej i stawał się nie do zniesienia.

– Masz przestać! Chcę skończyć! – wysapała. – Co ty sobie, kurwa, wyobrażasz?

Mężczyzna wymierzył kolejny soczysty, świdrujący uszy strzał.

– Koniec przerwy – skwitował z westchnięciem.

Zaskoczona wrzasnęła na cale gardło! Z wściekłością próbowała się poderwać, ale nie mogła! Docisnął ją. Momentalnie na biednej, żałośnie obolałej pupie zaczęły lądować szybkie, bezlitosne razy! Teraz młócił jedną ręką. Bez ustanku. Jakby wpadła pod wiatrak! Wiła się, błagała, wrzeszczała, kopała. Musiała się ratować! Wyrwać! Wstać, odsunąć! Odwrócić jakoś biodra! Ale nie dała rady. Dobrze zbudowany mężczyzna utrzymał ją na oparciu. Zacisnął usta i bez litości ciął pasem tę czerwono-siną, skąpaną w piekielnym żarze, delikatną pupę…

W końcu przerwał i pozwolił jej się oswobodzić. Obsunęła się na podłogę i przykryła dłońmi płonące miejsce.

– Oj, oj… Boli, boli! – wykrzyczała głośno, choć i bez tego mógł się domyślać. – Masz przestać! Słyszysz?!

– Jeszcze dziewięć.

Ukucnęła trzymając się za pośladki i czoło wbiła w fotel. Wydawała się go nie słuchać. Jej zmacerowaną skórę ktoś właśnie natarł solą i skropił octem. Tyłek starannie oblepiły długie okłady z gorącej lawy. Nie chciały się nijak odkleić. Uparcie gryzły, rwały, paliły. Z każdą chwilą coraz mocniej! Puchnące siniaki bolały jakby użądliły ją wściekłe osy. Kilkadziesiąt razy. Cholerny rój! Nie wiedziała, co robić!

Krzysztof nachylił się.

– Ręce! Chcę widzieć twoje ręce przed sobą! – poprosił głośno i wyraźnie.

Bezmyślnie podała mu dłonie. Złapał ją mocno za kciuki i śmignął trzy szybkie, obklejające uderzenia wokół ud i nagich bioder!

– O kurwa! Ałaj! Przestań, każę ci! – wrzasnęła przerażona.

Wziął zamach. Rzuciła się na ziemię, próbując uciec przed pasem. Nie mogła wyrwać kciuków! Wierzgająca, zarobiła wyjątkowo mocny strzał!

– Aaaaała! Boli! Boli! Masz przestać!

– Jeszcze sześć.

– Spierdalaj! Słyszysz!? Boli! – W końcu oswobodziła się i obróciła na plecy.

Usłyszał, ale się nie posłuchał. Głośne strzały rozbrzmiewały nieubłaganie, jeden za drugim. Uderzał bardzo mocno, ale bez precyzji, siłując się z rozpaczliwie szarpiącą się dziewczyną. Co chwilę musiał przerywać, żeby nie trafić w ręce, którymi próbowała się zasłaniać… Aż w końcu się doliczył… Odłożył pas.

Wyczerpana Stefania leżała, głośno szlochając. Odwróciła się do ściany. Jasny kok się rozpadł, włosy kleiły się w nieładzie do rozpalonych policzków, po których ciekły czarne od makijażu łzy. Na zmianę nerwowo podcierała kapiący nos i łapała się za pokryte czerwonymi wstęgami uda.

Sapiący głośno mężczyzna bezczelnie ją podglądał. Pod jasną kępką rzadkich włosów lśniły różowe wargi, śliskie od ciepłej wilgoci. Błyszcząca, gęsta stróżka pociekła pomiędzy zalane purpurą pośladki. Nie mógł wytrzymać ani chwili dłużej! Ledwie zdążył rozpiąć rozporek! Uwolniony penis pulsował rytmicznie rozpryskując nasienie. Tryskało na brzuch i satynową koszulkę…

Odwróciła się do niego, pociągnęła nosem i uśmiechnęła słodko.

– Ależ to okropnie boli… – Zmarszczyła czoło dotykając się delikatnie ręką. – Nie miałam pojęcia.

Ostatnie krople spadły z cichym stuknięciem na jej piersi. Leżała rozgorączkowana, z rozmazanym makijażem, nieprawdopodobnie palącym tyłkiem i brzuchem lepiącym się od spermy.

– Skończ, co zacząłeś… – wyszeptała. – Teraz mnie zerżnij. Jak tanią dziwkę.

Krzysztof przykucnął i delikatnie otarł kciukiem łzę z jej gorącego policzka.

– Do kąta. Ręce na głowę – mruknął.

– Nie żartuj, ja nigdzie…

– Do kąta! – złapał szybko pasek i mocno śmignął, uderzając trójkątną końcówką. Wylądowała niedaleko pieprzyka, który tak podziwiał. – Do kąta, powiedziałem!

– Nieee! Błagam! – krzyknęła z bólu i przerażenia. – Ała!

– Szybciej, do cholery!

Gdy tylko dostrzegła, że złożył pasek na pół, odwróciła się na bok, próbując poniewczasie się podnieść. Jeszcze na czworakach, a portem biegnąc do ściany, zarobiła kilka strzałów, skutecznie walczących z niepotrzebnym ociąganiem.

W kącie nie mogła spokojnie ustać. Bezmyślnie przestępowała z nogi na nogę. Nie wolno jej było się dotknąć, a narastające pieczenie było nie do wytrzymania! W końcu przegrała. Złączyła kolana i przykucnęła. Dłonie powędrowały tam, gdzie nie powinny w nadziei na jakąkolwiek ulgę.

– Stój prosto! – Ostry głos rozszedł się dreszczem po jej plecach. Spojrzała na niego z przerażeniem.

Wyprostowała się momentalnie, gdy wstał z fotela! Podszedł do niej od tyłu i przyłożył twarz do jej policzka. Poczuła ścisk w brzuchu.

– Co to było? – sapnął, rozczapierzył dłoń i wymierzył soczystego klapsa, którego poczuła aż w czubku głowy. Niewyobrażalne pieczenie oszołomiło ją na moment i wycisnęło z jej oczu łzy.

– Julka zawsze tak kończy swoje kary. Wtedy ma czas, na przemyślenia… – Wciągnął zapach jej szyi. – A teraz przełóż swój piękny tyłek przez fotel. Jak do lania… Zerżnę cię, jak pragniesz.

Stefania w gorączce podeszła do mebla. Podciągnęła koszulkę pod same pachy, uwalniając piękne piersi. Sprawnie wykonała polecenie. Czekała wyeksponowana, odgarniając z uszy niesforne włosy. Stróżka dziewczęcych soków sączyła się wolno i zawisła między nogami. Urwała się w połowie i delikatnie skapnęła na podłogę.

Odurzony Krzysztof właśnie miał stracić dziewictwo. Przykucnął, żeby wszystko dokładnie obejrzeć. Zagłębił palec w śliską, oblepiającą miękkość, próbując zrozumieć, jak za chwilę ma tam umieścić nabrzmiałego penisa…

Drżała podniecona, gdy ją masował. Poruszała pupą niczym przymilająca się kotka, pojękując cichutko w rytm grzesznego tańca rozkołysanych bioder. Wolno mazał ją palcami, za którymi ciągnął się pachnący, przeźroczysty śluz… Zakrył ją płasko dłonią i starannym ruchem wsunął kciuk. Zniknął w niej cały, drążył i figlował w gorącym, śliskim wnętrzu, tuż pod delikatnym, zaciśniętym ciasno odbytem. Pośladki trzęsły się, gdy reszta niecierpliwych palców muskała miękkie ciepło między udami. Oddychała szybko.

Błyszczący kciuk uwalniał lepkie soki. Sączyły się wolno, jakby żel delikatnie wyciśnięty z tubki. Poklejone kobiece włoski odurzały rozgrzanym zapachem… Zbliżył twarz i wciągnął głęboko powietrze.

Upojony, niewprawnie naciągnął prezerwatywę, którą od lat nosił w portfelu. Powoli wszedł w nią i zastygł, rozkosznie otulony miękkim, gorącem… Po chwili zaczął wolne rytmiczne, długie pchnięcia…

Zamknęła oczy. Wyobraziła sobie Julkę. Widziała inne dziewczyny ze szkoły, przerażone, wypięte, czerwone na buziach. Słyszała trzaskające pasy o nagą skórę wystawionych wstydliwie pośladków. Fantazje i teraźniejszość zbiły się w wirującą karuzelę. Płonęła! Krzysztof wbijał się w nią coraz szybciej. Nie mogła powstrzymać, ani jego, ani swojego rozpalonego ciała… Czekała na ten moment od samego rana, gdy tylko się spotkali.

– Ojej, ojej – pisnęła cicho. Wszystko w niej, gwałtownie pulsowało… Został w środku. Płonąca i wrażliwa zaciskała się na nim łagodnymi szarpnięciami.

Napięty i spocony ciężko oddychał, ze zmarszczonym z wysiłku czołem. Wciąż rytmicznie podrygiwała, choć coraz rzadziej i delikatniej… Po kilku gwałtownych pchnięciach naprężona twarz momentalnie złagodniała. Wetknął pulsującego penisa, jak mógł głęboko i z zamkniętymi oczami, otulony rozkosznym gorącem spuszczał się w nią, porwany w wirującą otchłań kobiecych zapachów, jęków i dusznej bliskości jej wilgotnego ciała.

W końcu go wyciągnął, mokrego, dygoczącego, oblepionego kłaczkami ciągnącego się śluzu. Z wnętrza rozciągniętych, rozpalonych czerwono warg zwisały jasne stróżki. Przerwane pod swoim ciężarem, wolniutko kapały na podłogę. Stefania nadal szczytowała… Łagodnie i powoli drgała jeszcze przez chwilę.

– Czy mogę się podnieść z oparcia? – spytała cicho, gdy tylko usłyszała dźwięk zapinanego rozporka.

– Tak, Stefanio.

Zsunęła się niezgrabnie z fotela. Jej twarz przeszył grymas bólu, gdy tylko napięła mięśnie.

Po chwili stanęła przed nim w samej bieliźnie. Starała się ignorować nieznośne rwanie i pieczenie. Znów była panią prezes.

– Dziękuję ci Krzysztofie. To było ciekawe doświadczenie. – Uniosła brodę.

– Jesteś piękną kobietą. Szaloną i pełną fantazji.

– Bardzo dziękuję – uśmiechnęła się. – To miły komplement.

– Naprawdę tak uważam!

– Niestety, przez jakiś czas nie będziemy mogli się spotkać. Nie możemy prowokować podejrzeń. – Spojrzała na niego troskliwie. – Wiem, jednak, że los nas jeszcze ze sobą połączy…

– To jasne…

– Poznaliśmy się chyba dość dobrze, na pewno dość gwałtownie… Mam nadzieję, że teraz bez wahania zgodzisz się należeć do kręgu moich znajomych. – W tym zdaniu tkwiła ważna prośba. – To zaufana grupa.

– Absolutnie!

– To świetnie. A teraz wybacz proszę, że cię nie odprowadzę.


Krzysztof był spełniony. Miał niesamowite wieści dla Janusza. Kolega, poznany przez Internet dzielił z nim ukrywane manie i mroczne pasje. Jedyne czego nie mógł zdradzić, to kim była Stefania. Nieważne! Nie mógł doczekać się, żeby usiąść do komputera.

Gdy odpalał silnik samochodu, ktoś nerwowo zapukał w szybę.

– Ale pan daleko zaparkował! Ledwo pana złapałam! – zdyszana Ala wykrzyczała przez uchylone okno. – Mam dla pana przesyłkę od pani Von Stern.

Wręczyła mu eleganckie, ozdobne drewniane pudełko.

– Pani prosiła, żeby odpakował pan dopiero w domu.

– Oczywiście panno Alu! Proszę przekazać moje podziękowania.

Dziewczyna wyprostowała się z nikłym grymasem, jakby gwałtownie zabolały ją plecy. Odeszła wolnym krokiem. Krzysztof z uniesionymi brwiami gapił się w napinające się pod sukienką pośladki. „Niemożliwe.” – pomyślał. Przetarł twarz dłonią.

Upewniwszy się, że nikt go nie widzi, zajrzał do środka paczki. Znalazł tam skórzany pasek, którym Stefania wzięła po pupie, koronkowe majtki, w których była gdy się spotkali, mała książeczkę i odręczny list. Drżącymi dłońmi, wyprostował kartkę pokrytą pięknym, starannym pismem.

Drogi Krzysztofie,

Dziękuję Ci za tę niezapomnianą wizytę. Mam nadzieję że docenisz te skromne prezenty. Pamiętaj szczególnie o jednym z nich, jeżeli tylko znów na to zasłużę.

Wiem, że teraz poznasz wspaniałe, często niesamowicie utalentowane osoby. Jedna z nich stworzyła te króciutkie wiersze. Przeżyj je w ciszy. Wczytaj się i zobacz, ile uczuć i emocji kryje się w kilku prostych wersach. Limeryki to ekscentryczna, trochę archaiczna forma. Mało w nich słów, dziwne rymy AABBA i mnóstwo ekscytacji. Jako nauczyciel angielskiego, na pewno docenisz spuściznę Edwarda Laera.

Twoja Stefania.”

Niecierpliwie otworzył książeczkę. Przerzucił stronę z krótką dedykacją: „Dla cudownej Zosi.” Czytał zafascynowany. Kimkolwiek była adresatka, było to niesamowite. Wchodził w nowy świat, którego nie znał. Rzeczywistość skomplikowanych uczuć, buzujących emocji, upokarzania, dominacji, uległości i szaleńczego seksu.

„ 1. Zdenerwowany.
Pewien choleryk
stworzył limeryk.
Lecz nie słuchała,
śmiesznie kucała,
dłońmi czytała cztery litery.

2. Następnego dnia.
Zawsze dziewczęca, tak bardzo się wstydzisz.
Wiem. Nienawidzisz.
Znowu taka spięta.
Znów Boli! Boli! – żebym pamiętał.
Cóż, skoro z kary szydzisz.

3. Skromniej Zosiu.
Po nic nasze stare kłótnie.
Pachnąca i śliczna znów równo spuchnie.
Drżą na brodzie smętne kreski.
Pod sukienką cień niebieski.
Zbyt głupio było i butnie.

4. Kobieta marzeń.
Przez Ciebie żądze, cudna dziewczyno.
Znów pupa sina. Z nietęgą miną.
Znów przez kolano. Gorące ciało.
Z płaczu drżysz cała. Zamiarów mało.
Do jutra. Te żądze nie miną.„

40
bd/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 0/10 (0 głosy oddane)

Z tej serii

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.