Ilustracja: Dayana Carrion

Iza i Tomek (XXII)

11 sierpnia 2026

Opowiadanie z serii:
Iza i Tomek

1 godz 14 min

Iza spuściła męża ze smyczy, pozwalając mu zabawić się z młodziutką Klaudią - świadomie wystawiła się na próbę. W tym opowiadaniu zobaczycie, jak radzi sobie z emocjami, które sama wywołała. Czy wytrwa przy swoim postanowieniu, czy jednak zacznie ją nosić? Przekonajcie się.
I na razie nie będę używał tagów. Dobrze wiecie, czego się można po nich spodziewać, a ja nie chcę zdradzać treści i psuć Wam zabawy.

Wyjechałem, zostawiając ją w ośrodku samą. Dosłownie ją porzuciłem, wystawiając jednocześnie na największą i najbardziej okrutną próbę w jej życiu. Najgorsze – i zarazem najbardziej podniecające – było to, że dostała dokładnie to, o co sama prosiła. Mogła przerwać ten cyrk setki razy. Wtedy, po szkolnym pikniku, w naszej sypialni, mogła po prostu wyśmiać Klaudię i kazać jej wyjść. Mogła się wykręcić później, przecież nikt nie przystawił jej pistoletu do skroni. Ale to była cała Iza. Ona nie unikała kłopotów – ona je kreowała z precyzją chirurga. Czekała na ten moment, kiedy grunt usuwał jej się spod nóg. Pozwalała, żeby niepewność rozdzierała ją od środka, a strach mieszał się z pożądaniem i palił żywym ogniem. Wiedziałem doskonale, jak to u niej działa, bo wcale się od niej nie różniłem – byliśmy ulepieni z tej samej, brudnej gliny. Im bardziej sytuacja wymykała się spod kontroli, im większy czuła dyskomfort i ryzyko, tym bardziej po fakcie smakowało życie. Wiedziała, że po bólu i upokorzeniu przyjdzie nagroda, na którą warto czekać.  Seks nigdy nie smakuje lepiej, orgazm nigdy nie jest tak niszczący.  

Iza odprowadziła wzrokiem samochód, którym pędziłem prosto w ramiona młodszej rywalki i dopadła ją pustka. Taka, która nie daje odetchnąć, tylko dusi od środka. Jej myśli od razu weszły na najwyższe obroty, mieląc każdy możliwy scenariusz tego, co będę robił z Klaudią. Poczucie emocjonalnego rozchwiania narastało z każdą pieprzoną sekundą, aż wreszcie straciła nad tym kontrolę i po prostu zaczęła się trząść. Spodziewała się kryzysu, ale nie wiedziała, że pojawi się tak szybko. Czuła, że jeśli natychmiast czegoś nie zrobi, to wyobraźnia doprowadzi ją do obłędu. Musiała zamęczyć ciało, żeby uciszyć wrzask w głowie. Padło na jogging – szybka decyzja, mechaniczne ruchy. Wciągnęła legginsy, wcisnęła słuchawki głęboko do uszu i wyszła. W końcu po to tu przyjeżdżaliśmy. Zaraz za ogrodzeniem ośrodka zaczynał się las – kilometry ścieżek pnących się po łagodnych wzniesieniach, idealne do tego, żeby wypluć sobie płuca. Biegła, jakby goniła samą siebie, ignorując narastające zmęczenie. Każdy krok był jak uderzenie, każde wzniesienie jak walka o przetrwanie, której teraz tak desperacko potrzebowała. Wróciła dopiero wtedy, gdy pieczenie w płucach i ból w mięśniach stały się brutalniejsze niż kołatanina w głowie. Była wykończona, spocona, ledwo łapała oddech, ale o to właśnie chodziło. Zatrzymała się przed basenem, próbując uspokoić tętno i zaczęła się powoli rozciągać. Zatraciła się w tej czynności tak głęboko, że nie zauważyła, kiedy na ścieżce pojawili się sąsiedzi z domku obok – para gejów. Próbowała już wykorzystać ich obecność, aby zaburzyć mój spokój, ale wtedy poniosła sromotną klęskę. Ich orientacja totalnie pozbawiła ją kontroli sytuacji. Przeszli tuż przy niej, niemal ocierając się o jej rozgrzane ciało, ale ich wzrok był irytująco obojętny. Skinęli głowami z nienaganną uprzejmością, po czym jeden szepnął coś drugiemu, nie przerywając marszu. Iza widziała ten krótki, porozumiewawczy uśmieszek i wiedziała, że właśnie ją podsumowali. Odwzajemniła gest lekkim uśmiechem, ale w środku poczuła niemal fizyczny zawód, który zsunął się w dół brzucha. Patrzyła na ich plecy i wiedziała jedno: oni nie spojrzą na nią z pożądaniem. Nie rozbiorą jej wzrokiem, nie poczują tego prymitywnego sztywnienia, gdy minie ich w obcisłym stroju, ociekająca potem. Ten brak zainteresowania zabolał ją bardziej niż zmęczenie po biegu. A ona teraz potrzebowała czyjejś uwagi jak tlenu. Była pewna, jedno takie spojrzenie wystarczyłoby, żeby zrównoważyć tę piekącą zazdrość o Klaudię. Zamiast tego dostała tylko grzecznościowe skinienie, które zostawiło ją samą z rozbudzoną, brudną wyobraźnią.

Wzięła odświeżający prysznic z myślą o basenie i jak na ironię, właśnie wtedy przyszła pierwsza wiadomość i zdjęcie. Ja z Klaudią w wannie, spleceni ciałami wśród gęstych oparów pary.

„Jak się bawisz, Iza? Bo my, jak widzisz.” – kąśliwy komentarz smarkuli uderzył celniej niż policzek.

Leniwe pluskanie w basenie straciło swój urok. Spokojna woda w ułamku sekundy zamieniła się w arenę morderczego maratonu. Iza zanurkowała, ponownie wyładowując całą wściekłość w zmęczeniu. Jedna długość pod wodą, zgrabny, agresywny fikołek przy ścianie i szybki, rwany kraul. I tak w kółko. Była świetną pływaczką, ale teraz nie płynęła dla sportu – płynęła, żeby uciec przed obrazem, który wypalał w jej mózgu dziurę. Dopiero po dziesiątej rundzie, gdy mięśnie zaczęły odmawiać posłuszeństwa, przywarła do krawędzi basenu. Dyszała ciężko, łapiąc powietrze ustami, a woda spływała jej po twarzy, mieszając się z furią w oczach. I wtedy znowu ich zobaczyła. Stali w wodzie nonszalancko oparci ramionami o krawędź. Jakimś cudem „zacumowała” idealnie pomiędzy nimi. Patrzyła na nich mokra, półnaga i wycieńczona, czując, jak serce wali jej o żebra – nie tylko z wysiłku, ale i z nagłego, dziwnego zakłopotania. Czuła się jak intruz, który zaburzył im spokój.

– Spokojnie, jak dostaniesz skurczu, wyłowimy cię, zanim pójdziesz na dno – rzucił z uśmiechem ten po lewej.

– Nie za dużo sportu jak na jeden dzień? – dorzucił drugi, mrużąc oczy przed zachodzącym słońcem. – Trzymasz tylko formę, czy ktoś cię do tego doprowadził?

Iza odgarnęła z twarzy mokre pasma włosów, wciąż ciężko oddychając.  Twarz sama wykrzywiła jej się w uśmiechu. Tym razem ich spojrzenia nie były obojętne. Było w nich coś nowego – szczera, męska ciekawość, ale bez pożądania, do którego tak przywykła.

– Jedno i drugie – odparła, opierając przedramiona o szorstki, rozgrzany beton. – Musiałam wyrzucić z siebie trochę energii.

Podciągnęła się płynnie na rękach i wyszła z basenu. Sięgnęła po ręcznik, ale zamiast się nim owinąć, zaczęła powoli wycierać włosy, świadomie pozwalając, by woda ściekała po dekolcie, pośladkach i udach.

– Ale obiecuję, że nie będę was zmuszać do akcji ratunkowej – dodała, rzucając im spojrzenie spod mokrych rzęs.

 

Obydwaj parsknęli niskim śmiechem, a w ich oczach pojawił błysk sympatii – Rozmowa wyraźnie zaczynała się im podobać.

 

– Na szczęście… – mruknął ten z lewej, nie odrywając od niej wzroku. – Bałem się, że będziemy musieli robić ci sztuczne oddychanie.

 

Iza zatrzymała ręcznik w połowie ruchu. Powoli przechyliła głowę, patrząc na nich z prowokującym uśmieszkiem.

— Sztuczne oddychanie? — roześmiała się szczerze. – Ciekawe, aż tak źle wyglądam?

Poczuła, jak napięcie w piersiach w końcu puszcza, ustępując miejsca fali gorąca. Ich naturalna bezpośredniość była odświeżająca – uderzała dokładnie w te struny, które lubiła mieć naciągnięte. Patrzyli na nią z dołu, roześmiani i swobodni, bez podtekstów i wtedy to poczuła.  Znajome mrowienie w podbrzuszu, którego nie potrafiła i nie chciała kontrolować.

— Doceniam wasze poświęcenie, ale może… następnym razem? — rzuciła z udawanym żalem, jakby naprawdę było jej przykro, że odbiera im tę szansę.

– No to o co chodzi z tym nadmiarem energii? – zapytał, ten trochę niższy i bardziej bezpośredni. W jego głosie nie było taniego podrywu, tylko szczera ciekawość. – Bo wczoraj … urwał w połowie zdania – … to ma związek z tym facetem?

 

Iza spojrzała na niego, potem na jego kolegę. Westchnęła cicho i uśmiechnęła się – trochę gorzko, trochę prowokująco.

– Ma – przyznała w końcu. – To mój mąż. Musiał wyjechać.

 

– Jeśli ktoś zostawia taką kobietę bez opieki, to albo ma bardzo ważny powód, albo jest kompletnym idiotą. Który przypadek mamy tutaj? – Mężczyzna nie bawił się w dyplomatę.

Iza parsknęła krótkim, dziewczęcym śmiechem. Rozbawili ją tym trafnym spostrzeżeniem. Spojrzała na telefon leżący na leżaku, jakby chciała go spalić wzrokiem

– To trochę skomplikowane — odparła lekceważąco, bo nie zamierzała ich wtajemniczać w to, że mąż pieprzy się właśnie z inną kobietą, podczas gdy ona zabija sumienie w chlorowanej wodzie basenu. – Tak czy siak, chwilowo jestem bez opieki, jak słusznie zauważyliście.

Mężczyźni wymienili się spojrzeniami, czując, że sprawa jest delikatna, a Iza wyciągnęła dłoń i przedstawiła się.

– Artur, Michał – odpowiedzieli niemal jednocześnie.

– No i jak? Ochłonęłaś? – zapytał Michał.

 

Iza zarzuciła ręcznik na ramiona i usiadła na krawędzi basenu, zanurzając łydki w wodzie.

 

– Na razie tylko trochę – odparła, patrząc na nich obydwu. – Zobaczymy, co przyniesie wieczór.

– No to sprawa jest prosta. Akurat idziemy do klubu. Zainteresowana? – rzucił chłopak, a w jego oczach błysnęło coś więcej niż tylko uprzejmość. To była czysta, kumplowska solidarność, doprawiona odrobiną adrenaliny. – Nad jeziorem jest świetna miejscówka, wczoraj ją sprawdziliśmy.

Spojrzał na kolegę, a ten z przytaknął.

– Nie zostawimy cię tu samej … Kto ci udzieli pomocy, jak znowu zaczniesz bić rekordy w basenie? – dorzucił Artur. – Jeśli masz nadmiar energii, to parkiet jest lepszym miejscem.

Zaskoczyła ją ta propozycja. Wstrzymała oddech, czując, jak mrowienie w brzuchu narasta. Nadal się wahała, choć ich oferta z każdą chwilą kusiła coraz bardziej.

– Nie mam co na siebie założyć – droczyła się z nimi, podczas gdy w myślach gorączkowo analizowała zawartość szafy.

– Daj spokój, załóż byle co. To nie jest żaden ekskluzywny lokal – rzucił Artur i obaj z Michałem zaczęli się z niej cicho podśmiewywać, wyczuwając, że zaczyna mięknąć.

– Jesteście bardzo uprzejmi, ale… naprawdę nie chcę wam psuć męskiego wieczoru. –  Zerknęła wymownie najpierw na jednego, potem na drugiego, a na koniec w stronę ich domku.

— Wyluzuj. Póki co mamy już nieco przesyt, prawda Artur? – Michał spojrzał na partnera z porozumiewawczym błyskiem, a ten tylko się uśmiechnął.

– Przy nas nic ci nic nie grozi. Jesteśmy nieszkodliwi. No, chyba że masz jakieś uprzedzenia?

Iza poczuła, jak fala przekory zastępuje napięcie. Skoro Tomek używa teraz życia, dlaczego ona miała się męczyć sama?

— Nie mam żadnych uprzedzeń — zaprzeczyła, bo właśnie podjęła decyzję. – Dajcie mi piętnaście minut.

Chwilę później stała przed lustrem w zaparowanej łazience. Wilgotne włosy opadały jej w ciężkich pasmach na ramiona. Wpatrywała się w swoje odbicie – czarna, koronkowo-przezroczysta bielizna mocno opinała piersi, a cienkie majtki zostawiały niewiele wyobraźni. Przez moment poczuła falę gorąca, ale zaraz nadeszło otrzeźwienie. „Po co to założyłaś, idiotko?” – pomyślała, gryząc dolną wargę. Przecież szła na „randkę” z gejami. Z facetami, którzy patrzyli na nią jak na piękną rzeźbę, a nie jak na kobietę, którą będą próbowali poderwać. Westchnęła, otwierając szafę. Tym razem rzeczywiście nie miała nic odpowiedniego – wewnątrz dominował sportowy minimalizm. Jednocześnie nie chciała zakładać nic wyszukanego, aby nie wyglądało, że chłopaki przyszli do klubu z ciocią – przyzwoitką. Wyjęła sprane, denimowe szorty, które odpowiednio podkreślały zgrabne pośladki. Zdjęła koronkowy biustonosz, a w jego miejsce założyła biały, prążkowany, top na cienkich ramiączkach – krótki, kończący się nad pępkiem, odsłaniając płaski brzuch i linię talii. Powoli przesunęła dłońmi po dzianinie, wygładzając ją i sprawdzając, jak układa się na piersiach. Cienkie prążki maskowały brak biustonosza, jednocześnie opinały ciało tak ciasno, że pod miękką tkaniną wyraźnie odznaczał się ich pełny, uniesiony kształt. Dla pozornej przyzwoitości narzuciła na to luźną, białą koszulę. Zostawiła ją jednak głęboko rozpiętą, niedbale zsuwając z jednego ramienia, odsłaniając gładką skórę i sznureczek topu. Przeczesała palcami wilgotne włosy, pozwalając im swobodnie opaść na kark i spojrzała w lustro po raz ostatni. Wyglądała niebezpiecznie dobrze — drapieżnie, młodo i zmysłowo, ale nie nachalnie.

Gdy wyszła na taras, Artur i Michał już na nią czekali. Obaj w lnianych koszulach i spodniach, luźni, męscy. Na jej widok zamilkli. Michał powoli przesunął wzrokiem po jej odsłoniętym dekolcie i długich nogach.

 

– Cholera… – mruknął cicho, z uznaniem. – Miało być byle co.

 

Artur uśmiechnął się szerzej, kręcąc głową.

 

– No właśnie. Z nami jesteś bezpieczna, ale za innych nie ręczymy.

 

Iza zatrzymała się, czując na sobie ich spojrzenia. Nie były to spojrzenia głodnych mężczyzn, ale i tak paliły. Podciągnęła lekko rękaw za dużej koszuli i uśmiechnęła się prowokująco.

 

– Liczę na was.

 

Klub nad jeziorem był esencją prowincjonalnej dekadencji. Surowy beton, ciasnota i drinki serwowane w tempie taśmociągu. Jedyne miejsce w okolicy, gdzie nie chodziło o jakość, a jedynie możliwość totalnego resetu. Na parkiecie panował chaos. Młodzież ze szkół średnich, ubrana w tanie sieciówki, mieszała się z „warszawką” z pobliskich domków letniskowych, która w tym surowym otoczeniu zrzucała maski, szukając czegoś bardziej autentycznego. Przy kolumnach stali lokalni twardziele – opaleni, wytatuowani, z piwem w ręku i wzrokiem, który mówił, że w razie czego nie będą pytać dwa razy. Starsi wczasowicze, już dobrze rozgrzani grillami i wódką, próbowali dotrzymać kroku młodym, śmiejąc się głośno i obmacując wszystko, co się nawinęło.

 

Iza rozejrzała się dookoła i parsknęła śmiechem.

 

– No nie przesadzaliście z tą miejscówką… – rzuciła, próbując przekrzyczeć muzykę.

 

Bas walił prosto w klatkę, lasery raziły po oczach, ale nikomu to nie przeszkadzało.  Usiedli przy wysokim stoliku na tarasie, gdzie jeszcze dało się jakoś porozmawiać. Iza ssała przez słomkę słodkiego drinka, czując, jak alkohol rozlewa się ciepłem po jej ciele. Teraz, gdy siedzieli, mogła im się wreszcie przyjrzeć. Artur był wyższy, szeroki w barach, z kilkudniowym ciemnym zarostem i ostrym spojrzeniem. Wyglądał jak facet, który potrafi zarówno przytulić, jak i przycisnąć do ściany. Michał był trochę niższy, gładko ogolony, z uśmiechem wiecznego łobuza i oczami, które śmiały się nawet wtedy, gdy mówił poważnie. Obaj byli cholernie przystojni i, przede wszystkim, mieli w sobie ten leniwy luz, który Iza tak u mężczyzn lubiła.

 

– Chyba jednak nie o takim miejscu myślałaś – rzucił Michał, skanując jej twarz. – Jak chcesz możemy się przenieść gdzieś indziej.

 

Iza obróciła się na wysokim stołku, omiatając wzrokiem ten syfiasty, genialny w swojej surowości krajobraz. Dopiła drinka i odstawiła pustą szklankę.

– Jest idealnie – odparła, nachylając się do ucha Michała. – Dokładnie tego potrzebowałam.

– Super, bo nie przyszliśmy tutaj żeby, żebyś się nad sobą użalała.

Uśmiechnęła się i pozwoliła im wyciągnąć się na parkiet, gdzie z trudem znaleźli kawałek przestrzeni. Tańczyli luźno – we trójkę, obok siebie. Śmiali się, podrygiwali do rytmu, było swobodnie i przyjemnie. Podwójny shot, wlany po morderczym treningu na niemal pusty żołądek, zadziałał błyskawicznie – krew zaczęła pulsować w skroniach w identycznym, brudnym rytmie, co klubowy bas. Nagle poczuła wyzwalającą wolność. Świadomość, że jest tu kompletnie anonimowa, otoczona obcymi ludźmi i prowadzona przez ledwie poznanych, młodszych facetów, sprawiła, że jej taniec zaczął niebezpiecznie osuwać się w stronę instynktu. Spojrzała na swoich partnerów. Michał skanował ją z chłodnym, analitycznym spokojem, jakby próbował zrozumieć mechanizm jej zmysłowości. Artur z kolei uśmiechał się półgębkiem, bezwstydnie delektując się każdym centymetrem jej ciała.

– Mogę zaszaleć? – krzyknęła w ich stronę, posyłając im pewny siebie uśmiech, który zazwyczaj siał w męskiej psychice spustoszenie.

– Nie musisz pytać… Jesteś dorosła! – odkrzyknęli, ledwo przebijając się przez muzykę.

Jej ruchy z sekundy na sekundę stawały się gęste, lepkie, nasycone zmysłowością, która musiała być bolesna dla każdego, kto tylko patrzył, a nie mógł jej dotknąć.  Kołysała biodrami w leniwych, prowokacyjnych kręgach, wypinając się raz w stronę Michała, raz w stronę Artura. Brzuch falował, idealnie zgrany z rytmem muzyki, jakby całe jej ciało było instrumentem stworzonym wyłącznie do budzenia żądzy. Wyzwoliła z siebie tę samą, magnetyczną energię, którą kiedyś bezlitośnie karmiła swoich subskrybentów przed kamerą OnlyFans. Wiedziała, co robi. Znała siłę swojego ciała i potęgę bezwstydnej żądzy. Liczyła na to, że jeśli utrzyma to hipnotyzujące, grzeszne tempo, obaj zapomną, że są gejami. Że to wszystko, co tak pewnie nazywali swoją orientacją, chociaż na chwilę rozpłynie się w dusznej atmosferze, ustępując miejsca jednemu, palącemu pod powiekami obrazowi. Nie miała wobec nich żadnych konkretnych oczekiwań – napędzała ją raczej czysta, przewrotna ciekawość, jaką dawało jej testowanie cudzych granic. Chciała po prostu sprawdzić, czy są jeszcze w stanie spojrzeć na nią jak na niedozwoloną pokusę, od której nie da się po prostu odwrócić wzroku.

Mężczyźni wymienili szybkie, niespokojne spojrzenia, po czym roześmiali się, kręcąc z uznaniem głowami.

– No nieźle… – rzucił z rasowym flirtem Artur. –  Jesteś niebezpieczna.

– Ty cwana manipulatorko… Czy ty nas bezwstydnie podrywasz? — rzucił Michał, a na jego usta wypełzł szeroki, cwaniacki uśmiech.

Zerknął w stronę partnera, jakby odruchowo szukał u niego koła ratunkowego albo głosu rozsądku, ale jego on tylko prychnął z pobłażliwym rozbawieniem.

Iza przymknęła na moment oczy i wzięła głęboki, uspokajający wdech. Poczuła, jak uderza w nią pewność siebie i z pełną świadomością przejęła kontrolę nad gęstym, parnym napięciem, które wisiało w powietrzu. Kiedy znów na nich spojrzała, jej wzrok był zupełnie inny: ciemny, ciężki i hipnotyzujący. Nie odrywając od nich oczu, chwyciła palcami poły koszuli. Niespiesznie pociągnęła materiał do góry, odsłaniając gładką skórę brzucha. Związała go tuż nad pępkiem w ciasny supeł, z satysfakcją karmiąc się ich uwięzionym wzrokiem.  A potem poszła krok dalej. Wciąż trzymając ich na uwięzi spojrzenia, wsunęła kciuk pod elastyczny brzeg szortów. Powolnym ruchem pociągnęła materiał w dół, ukazując kuszące zaokrąglenie biodra. Drugą ręką zgarnęła do góry wilgotne włosy, odsłaniając szyję i kark. Koszula od razu zsunęła się z ramienia aż do łokcia. Opięty top nie zostawiał już prawie nic dla wyobraźni — pod prążkowanym materiałem wyraźnie i bezwstydnie odznaczał się twardy, sterczący sutek. Iza był tego w pełni świadoma i miała nadzieję, że jej partnerzy właściwie odczytają sygnał, który im z bezczelną swobodą wysyłała. Zrobiła krok w ich stronę, zmniejszając dystans do zera. Przysunęła się najpierw do Michała, ocierając się gorącym ciałem o jego ramię, po czym płynnym, kocim ruchem obróciła się tyłem do Artura. Wypięła tyłek w ciasnych szortach, niemal wciskając mu go w krocze. Szczuła ich bez żadnych hamulców. Nie prosiła, by ją dotykali, ale była tak blisko, że żaden nie potrafił się cofnąć. Była w niej, jakaś zaraźliwa hipnoza, która powoli zaciskała się wokół chłopaków niewidzialną pętlą. W tym brudnym, klubowym półmroku była jak jasny, pulsujący punkt – magnetyczna anomalia, która ściąga na siebie spojrzenia. Wrzało w niej. Była cholernie nakręcona i chciała podniecać każdego, kto na nią spojrzał. Faceci wokół szybko wyczuli ten klimat — zaczęli nagle skracać dystans, krążąc wokół jak drapieżniki i coraz nachalniej skanując wzrokiem gibkie, wyginające się ciało. W końcu jeden z nich, otumaniony widokiem, pijany typ, zinterpretował jej pokaz jako otwarte zaproszenie. Po chamsku wbił się klinem między nią a Artura, wyciągając lepiące się łapy i szczerząc się obleśnie w jej twarz.

Wtedy wszystko przyspieszyło, a bezpieczna dotąd gra zmieniła się w pokaz zaborczej dominacji. Artur nie bawił się w dyplomację. Gwałtownym ruchem złapał Izę za biodra i szarpnął do tyłu, sklejając twardy tors z jej plecami, i odpychając intruza barkiem. Silne, męskie dłonie spoczęły nisko na jej talii, a kciuki wbiły się w miękkie ciało tuż nad krawędzią dżinsu. Zanim tamten zdążył zareagować, tuż przed nimi wyrósł Michał, odcinając Izę od reszty klubu niczym żywa tarcza. Patrzył jej w rozszerzone źrenice, a na jego twarzy malował się ten sam dziwny, niepokojący spokój i absolutne opanowanie, które teraz działało potężniej niż celowy podryw. Powolnym, ale nieznoszącym sprzeciwu ruchem położył dłoń tuż nad ręką Artura, obejmując jej talię z przodu i zamykając ich w potrzasku. Tańczyli teraz w dusznym ścisku. Iza była uwięziona w klatce z naprężonych ciał. Czuła ciepło torsów, męski zapach potu zmieszanego z drogimi perfumami i rytmiczny, ciężki ruch bioder, które z obu stron bezwzględnie napierały na jej ciało. Artur przycisnął się jeszcze mocniej, a dłonie, dotąd tylko w twardym uścisku, ożyły. Zaczął je powoli przesuwać w górę, aż palce wślizgnęły się pod koszulę, szukając nagiej skóry. Iza gwałtownie cofnęła głowę, opierając ją o jego ramię, a z jej ust wyrwało się westchnienie, pochłonięte przez ryczącą z głośników muzykę. Zamiast się spiąć, zwiotczała, stając się jeszcze bardziej plastyczna, uległa i dopasowana do kształtu ich twardych, męskich ciał. Zaraz po tym poczuła szorstkie pchnięcie. Udo Michała wślizgnęło się między jej nogi zmuszając ją do oparcia się całym ciężarem na Arturze. To co z nią zrobili było osaczające, gęste i niewiarygodnie seksowne. Obaj, mimo swoich preferencji, emanowali w tej chwili surowym testosteronem. Ich postawa, ułożenie dłoni i sposób, w jaki zacieśnili przestrzeń, wysyłały wszystkim dookoła jasny komunikat: „Ona jest z nami. Spróbuj podejść, a pożałujesz”.

Iza wreszcie poczuła się w ich towarzystwie stuprocentową, pożądaną kobietą. Było jej bezwstydnie dobrze — nie tylko psychicznie, gdy chłonęła jedynie zachłanne spojrzenia, ale przede wszystkim fizycznie, bo każdy ruch spotykał się z natychmiastową odpowiedzią. Przez ułamek sekundy jej mózg wysyłał jeszcze desperackie sygnały, że przecież ci dwaj są gejami, że to tylko niewinna, klubowa zagrywka – ale ciało krzyczało coś zupełnie innego. Przymknęła oczy, poddając się rytmowi. Przestała kontrolować ruchy – teraz to oni nią sterowali. Czuła, jak palce Artura bezczelnie wędrują wyżej, drażniąc żebra i niebezpiecznie zbliżając się do piersi. Z przodu napierał Michał, biodro w biodro, idealnie synchronizując się z drapieżnymi ruchami kolegi. Wodził wzrokiem po jej rozchylonych, drżących ustach, oddychając jej własnym, przyspieszonym powietrzem i dając jasno do zrozumienia, że z tej klatki nie ma już wyjścia. Twardość rozdzielająca uda i dłonie błądzące pod koszulką, były aż nadto wyraźnym sygnałem samczej dominacji. Ta brutalna prawda sprawiła, że między nogami eksplodowało palące podniecenie, którego tak bardzo pragnęła. Była ich – całkowicie, bezwstydnie i bez żadnych warunków – a świadomość tego, jak głęboko wciągnęła ich w swoją pułapkę i jak bardzo oni teraz dyktują warunki, sprawiała, że ledwo trzymała się na nogach.

 

 

Nagle Artur pochylił się i pocałował ją w odkryte ramię, tuż przy szyi.

 

– Nikt cię dzisiaj nie ruszy – szepnął jej do ucha, a jego niski, zachrypnięty głos wbił się w jej umysł głębiej niż drżący wokół bas.

 

W tym samym momencie Michał delikatnie musnął palcami jej rozgrzany policzek, odgarniając z twarzy wilgotny kosmyk włosów.

 

– Jesteś z nami – rzucił krótko.

 

Na jej usta wypełzł bezczelny, pewny siebie uśmieszek, choć oddech był już wyraźnie przyspieszony.

– Trzymam was za słowo – krzyknęła, pozwalając, by jej dłoń jakby przypadkiem osunęła się na napięte ramię Michała.

Wiedziała, że nie chcieli jej w klasyczny, banalny sposób, że nie polowali na jej ciało tak, jak setki innych facetów. A jednak ta bezwzględna bliskość, połączona z zadziwiającą opiekuńczością samców strzegących terytorium, zadziałała na nią mocniej niż jakikolwiek tani, banalny podryw. Jej ręce, dotąd szukające oparcia w powietrzu, powędrowały w górę. Jedną dłoń wplotła mocno we włosy Michała, zaciskając palce na jego potylicy i przyciągając twarz bliżej swojej. Drugą rękę odchyliła do tyłu, za głowę Artura, błądząc palcami po jego karku i wyczuwając pod opuszkami twarde, spięte z podniecenia mięśnie. Tańczyli przez chwilę w dusznym ścisku, a ona z pełną premedytacją odpłacała się im za ochronę. Poruszała się w leniwym rytmie góra-dół, bezwstydnie ocierając się kroczem o twarde udo Michała. Każdy ruch jej ciała był ociekającą seksem odpowiedzią na ich dotyk. Była rozgrzana, lepka i doskonale czuła, że obaj oddychają tym samym rytmem, co ona.

Michał powoli przesunął palcami od jej łokcia, wzdłuż ramienia, aż po nagą skórę przy obojczyku. W jego oczach nie było już ani grama żartu — tylko ciemna, męska obietnica.

— Jak będziesz tak dalej tańczyć, nie obronimy cię nawet przed nami samymi — mruknął tuż przy jej uchu niskim, chrypliwym głosem.

Iza parsknęła gardłowym śmiechem, w którym dzikie rozbawienie mieszało się z erotyczną prowokacją. Tańczyła teraz tak, jakby nikt nie patrzył – albo wręcz przeciwnie, jakby oczy całego klubu były skierowane wyłącznie na nią. Nie odrywając wzroku od twarzy Michała, cofnęła się o pół kroku i z premedytacją wcisnęła tyłkiem w krocze Artura. Z zadowoleniem poczuła przez materiał spodni twardą, jednoznaczną reakcję. Zanim zdążył wsunąć dłonie pod jej koszulę, płynnie się wywinęła i obróciła przodem, zostawiając za plecami otwartą furtkę dla Michała. Ten nie bawił się w delikatność ani pozory – naparł na nią, chwytając ją mocno za biodra i szarpiąc do tyłu, przez co idealnie wpasował krocze między krągłości jej pośladków. Zsynchronizował ich ruchy w rytm muzyki, sprawiając, że mrowienie w dole brzucha stało się nie do wytrzymania.

Była pijana, rozpalona i cholernie wolna.

Chłopaki ledwo za nią nadążali, a ich dłonie przestały udawać, że są jedynie „opiekuńcze”. Trzymali ją za biodra od tyłu, zmieniając się rolami; raz jeden, raz drugi, wsuwając palce głęboko pod koszulę i bezczelnie gładząc kciukami nagą skórę tuż pod krawędzią topu. Ich oddechy stawały się coraz bardziej rwane, a spojrzenia ciemne i gęste od pożądania. Gdy muzyka na moment zwolniła, Iza wyślizgnęła się z ich twardego uścisku. Ale nie uciekła. Zarzuciła im ręce na karki i brutalnie pociągnęła ku sobie, zmuszając, by całą trójką zderzyli się w spoconym, parnym splocie ciał. Śmiała się głośno, radośnie i tak uderzająco szczerze, że, mimo klubowego hałasu, słyszeli ją wyraźnie.

– Dzięki, że mnie tu wyciągnęliście… – wydyszała, patrząc z błyskiem w oku raz na jednego, raz na drugiego. – Naprawdę. Dawno się tak nie bawiłam.

W tym jednym ułamku sekundy stworzyła między nimi napięcie, które elektryzowało powietrze. Mężczyźni zamarli, uwięzieni w pętli ramion. Patrzyli na jej roześmiane, wilgotne usta, urzeczeni magnetycznym i bezczelnym urokiem. Zapomnieli o bożym świecie, o głośnej muzyce i tłumie dookoła. Liczyła się tylko ona – dzika, nieprzewidywalna i tak boleśnie piękna w swojej absolutnej wolności, że żaden z nich nie potrafił się od niej oderwać.

– Idziemy się napić! – zawołała z zaraźliwą radością, ciągnąc ich za dłonie w stronę zalanego neonami baru. – Ja stawiam!

Artur objął ją ciasno w pasie, przyciągając do siebie, po czym krzyknął, tak aby jego głos bez trudu przebił się przez gwar i dotarł również do idącego obok Michała:

– Jesteś niesamowita, wiesz?

– Przestań szaleć, dziewczyno, bo zaraz i nam się udzieli, a wtedy nie będziemy już tacy grzeczni – dorzucił Michał, ewidentnie nakręcony jej zachowaniem.

Iza zwolniła krok. Odwróciła głowę, niemal ocierając się ustami o jego policzek, i spojrzała na niego spod przymkniętych powiek z najbardziej niebezpiecznym i cholernie rozbawionym błyskiem w oku.

– A kto powiedział, że chcę, żebyście byli grzeczni? – odparła, z pełną świadomością, co te słowa z nimi zrobią.

Przedarli się przez falujący tłum prosto do zalanego neonami baru. Iza oparła się bokiem o ciężki, drewniany kontuar, po czym zamaszyście machnęła na barmana, unosząc w górę trzy palce, by zasygnalizować, żeby nalał im trzy kieliszki.

— Czysta? — mruknął Artur tuż przy jej uchu, unosząc drwiąco brwi. — Chcesz nas wykończyć?

– Zaszalejemy – rzuciła z zadziornym, rozpalającym zmysły uśmiechem, wodząc wzrokiem od jednego do drugiego.

Stanęli po bokach, osaczając ją i odcinając od reszty klubu. Byli tak blisko, że czuła ciężar ich ramion napierających na jej ciało, ale nie miała zamiaru ich odpychać. Barman postawił przed nimi trzy pełne, lodowate shoty. Wypili jednocześnie, jednym, szybkim ruchem głowy. Iza skrzywiła się, wstrząsnęła zmysłowo ramionami i parsknęła głośnym śmiechem, czując, jak fala gorąca rozlewa się po jej ciele.

— Jeszcze jedną! — zawołała z błyskiem szaleństwa w oku, opierając dłonie na blacie, zanim jeszcze chłopaki zdążyli odstawić puste kieliszki.

Barman bez słowa polał kolejną rundę. Iza chwyciła swój kieliszek, rzuciła im bezczelne spojrzenie i stuknęła się z nimi tak energicznie, że alkohol chlapnął na lepki blat. Wlała wódkę prosto w gardło, odchylając głowę do tyłu. Przymknęła oczy, czekając, aż gęsty płyn przeleje się przez przełyk, rozlewając się po żyłach ciężkim, parzącym żarem.

— Oooch… zajebiście, dobrze weszło — wysapała nisko, oblizując zmysłowo dolną wargę z resztek trunku.

Kiedy otworzyła oczy, były już mocno zamglone, zaszklone od procentów i czegoś jeszcze. Na policzkach wykwitły jej gorące, malinowe rumieńce, a wokół ust błąkał się niebezpiecznie pijacki uśmiech dziewczyny, która doskonale wie, że dziś nie obowiązują jej żadne zasady

— Ja cię pierdolę, Iza… Ciężko za tobą nadążyć — rzucił Michał, kręcąc głową z czystym uznaniem i rosnącym zachwytem.

Wymienił z Arturem porozumiewawcze spojrzenie. Obydwaj byli pod wrażeniem jej temperamentu. Ta kobieta, chociaż nie powinna, działa na nich jak detonator.

— Korzystasz z okazji, bo mąż wyjechał, czy to rodzaj zemsty? — spytał, przysuwając się tak blisko, że poczuła na policzku jego gorący, pachnący alkoholem oddech.

— A to ma dla was jakieś znaczenie? — zawiesiła głos, muskając koniuszkami palców jego klatkę piersiową. Przesunęła dłoń powoli w górę, czując pod cienkim materiałem twarde mięśnie i przyspieszony rytm jego serca. Spojrzała mu prosto w rozszerzone źrenice, wykrzywiając usta w leniwym, niebezpiecznie podszytym tajemnicą uśmiechu. – Zgadnij.

Michał oparł się łokciem o blat baru, blokując ją swoim ramieniem i zerkając nad jej głową na Artura, jakby obaj prowadzili męską naradę.

— Tańczysz tak, jakbyś chciała nas… nie wiem… ukarać? — mruknął niskim głosem, zjeżdżając wzrokiem na jej rozchylone, lśniące od alkoholu usta.

— Tak uważasz? — Iza uniosła brwi. Zsunęła dłoń z jego klatki piersiowej, po czym wsunęła palce w napięty kark Artura, pociągając go odrobinę bliżej. — A niby za co miałabym was karać?

— Nie wiem … Za to, że kochamy inaczej?  

Iza wypuściła głośno powietrze i zaśmiała się otwarcie, z samego dołu brzucha. Poczuła, jak do głowy uderza jej kolejna fala wódki, mieszając się z falą parzącego podniecenia. Gra z sekundy na sekundę stawała się coraz bardziej wciągająca. Czuła, że granice, które jeszcze przed chwilą wydawały się nie do przejścia, właśnie pękały z trzaskiem.

— Ciekawe, naprawdę ciekawe… — mruknęła z leniwym, wyuzdanym uśmieszkiem, oblewając ich ciężkim spojrzeniem spod przymkniętych powiek. — Bo jak na gości, którzy rzekomo „nie gustują w dziewczynach”… dotykaliście tam, gdzie lubię najbardziej.

Michał uśmiechnął się cwaniacko, a w jego oczach błysnęło coś niebezpiecznego. Zaborczym ruchem złapał ją za dłoń, którą wciąż trzymała na jego ramieniu i przycisnął ją mocniej.

— Kto ci nagadał takich bzdur, że nie lubimy dziewczyn? — rzucili niemal chórem, parskając niskim, rozbawionym śmiechem, w którym nie było już śladu dawnej powściągliwości.

— No wreszcie — krzyknęła z udawaną ulgą.  — Bo już zaczęłam poważnie wątpić w swój urok.

Słysząc ich śmiech i czując dłonie na swoim ciele, Iza poczuła gorący dreszcz, który rozlał się pod jej skórą. Uśmiechnęła się, przenosząc wzrok z jednego na drugiego. Gra, którą zaczęła z próżności, dla zabawy, stawała się niebezpiecznie prawdziwa –  kolejne słowa mogłyby już wybrzmieć bez tej mgiełki niedopowiedzeń, która tak ich nakręcała.

Salę wypełniła nagle nowa, potężna fala muzyki, uniemożliwiając normalną rozmowę. Hałas uratował ją od konieczności składania dalszych deklaracji. Zamiast mówić, wyślizgnęła się z ich objęć i zaczęła płynnie kręcić biodrami.

— Pijemy i wracamy na parkiet! — wrzasnęła, ledwo przekrzykując ryczące głośniki.

Złapała obu za karki i zdecydowanym ruchem przyciągnęła ich głowy bliżej siebie. Stanęła na palcach, aby łapali ustami jej gorący, przyspieszony oddech

– Chcę poczuć, że naprawdę się mną „opiekujecie” – dodała, ale w jej oczach błysnęło czyste, grzeszne wyzwanie.

Obaj doskonale zrozumieli, o jaką opiekę jej chodzi.

Tym razem to Artur zamówił kolejkę. Czekając na kieliszki, Iza oparła się ciężko o kontuar, ponieważ fala alkoholowego gorąca rozlała się w niej od żołądka aż po same koniuszki palców. Świat wokół zaczął płynnie wirować, ale to był ten genialny, euforyczny rodzaj wirowania, który jedynie podkręcał zmysły. Czuła się pożądana i wolna. Stała się centrum wszechświata dla dwóch cholernie przystojnych facetów, którzy z jej powodu prawdopodobnie rewidowali właśnie wszystko, co dotąd wiedzieli o własnej orientacji. Michała i Artura też poniosło. Śmiali się głośno, ocierając się o nią i o siebie w ciasnym uścisku. Byli coraz bliżej i coraz mocniej badali dłońmi, na ile im jeszcze pozwoli.

 

Taka eksplozja chemii nie mogła jednak długo ujść niczyjej uwadze. Z drugiego końca kontuaru obserwowało ich trzech miejscowych typów — ciężkich, nabitych w ramionach karków o ostrych, taksujących spojrzeniach i rękach gęsto pokrytych ciemnym tuszem. Najpierw patrzyli z rozbawieniem, potem ich spojrzenia zrobiły się dłuższe, bardziej skupione. Widzieli, jak Artur i Michał dotykają Izę, jak się do niej tulą… ale też, jak muskają siebie nawzajem. W pewnej chwili największy z nich szturchnął kumpla łokciem i z drwiącym uśmieszkiem rzucił mu coś na ucho. Tamten parsknął ordynarnym śmiechem i z pogardą pokręcił głową, nie spuszczając oka z Michała. Iza, mimo zamglenia alkoholem, natychmiast wychwyciła to napięcie. Jej instynkt zadziałał błyskawicznie. Przestała się śmiać, zniżyła głowę i konspiracyjnym ruchem pochyliła się blisko między nowych przyjaciół.

– Chłopaki… – rzuciła, przekrzykując ryczący z głośników bas. – Tamci trzej zaczynają nam się zbyt uważnie przyglądać. I raczej nie zazdroszczą wam ładnej dziewczyny.

Michał natychmiast oderwał wzrok od jej dekoltu. Przesunął zimnym, trzeźwiejącym spojrzeniem w stronę osiłków i w ułamku sekundy zacisnął szczękę, aż na jego policzku zarysowały się mięśnie.

– Kurwa… robi się nieprzyjemnie – mruknął pod nosem, a jego sylwetka momentalnie się spięła, emanując czystą, męską agresją. – Lepiej stąd spadajmy, zanim będziemy musieli im naprostować te puste łby.

Iza parsknęła nieskrępowanym śmiechem. Michał powiedział to z tak autentyczną, niemal grobową powagą – jakby naprawdę było mu szczerze przykro, że za chwilę zostanie zmuszony zrobić komuś krzywdę. W jej pijanych oczach znów zatańczyły szalone, prowokujące iskierki. Była nakręcona sytuacją, ale z tyłu głowy cholernie żałowała, że ociekająca seksem zabawa musi zostać przerwana przez bandę idiotów.

– Dobra… ewakuacja  – zakomenderowała, łapiąc ich obu za ręce.

Wykorzystali moment, kiedy do baru ruszyła kolejna zmiana z parkietu, tworząc naturalna zasłonę i wymknęli się bocznym wyjściem na taras, a potem schodami w dół, prosto w mrok nocy i majaczącego w dole jeziora. Śmiali się głośno, potykając się raz po raz na drewnianych stopniach. Byli wstawieni, rozgrzani i nakręceni, bo każde z nich miało pełną świadomość, że to jeszcze nie koniec.

– No to teraz mówić mi tu szczerze – powiedziała głośno, zatrzymując się na moment i rzucając im wyzywające spojrzenie spod rzęs. – Żałujecie, że nie jesteście hetero? Bo, do cholery, daję z siebie wszystko… i grzech tego nie wykorzystać.

Michał parsknął chropowatym, pijanym śmiechem. Bezceremonialnie zagarnął ją w pasie, przyciągając do siebie tak mocno, że niemal oderwał jej stopy od ziemi.

— Żałujemy. Kurwa, strasznie żałujemy — mruknął z rozbawieniem prosto w jej szyję. — Zwłaszcza kiedy kręcisz tym swoim zgrabnym tyłkiem. Artur już ze dwa razy musiał ukradkiem poprawiać spodnie.

— Co ty pierdolisz! — obruszył się mężczyzna, po czym parsknął szczerym śmiechem. — Sam nie mogłeś odkleić wzroku od jej dekoltu, jak zamawiała drinki przy barze. Myślałem, że ci oczy wyskoczą.

— A jak miałem nie patrzeć, co? — bronił się Michał z rozbrajającą bezczelnością, mocniej splatając z nią palce i przesuwając dłoń zmysłowo na jej talię. — Iza … specjalnie założyłaś tę szmatkę. Nie mów, że tak nie było.

Zaśmiała się głośno, czując, iż dała im już wyraźnie do zrozumienia, że mogą sobie pozwolić na więcej. Odchyliła głowę do tyłu, pozwalając, by nocny wiatr zmierzwił jej włosy.

– Ja tu bezczelnie próbuję was poderwać, a wy robicie sobie ze mnie jaja. Zero wdzięczności, panowie. Zero.

Noc była gęsta i niesamowicie ciepła, a wąska ścieżka prowadząca w stronę domków letniskowych tonęła w półmroku, oświetlona jedynie przez rzadko rozstawione lampy ogrodowe i blady blask księżyca. Iza szła pośrodku, oni objęli ją z obu stron. Michał zarzucił ramię na jej szyję, przyciągając ją do swojego boku, Artur wsunął dłoń pod koszulę, obejmując ją w pasie i wbijając palce w rozgrzaną skórę.

– Tak lepiej? – mruknął tuż przy jej uchu, a wibrujący głos sprawił, że na jej ciele natychmiast wyrosły ciarki. Docisnął się do niej tak mocno, że biodro Izy zderzyło się z jego udem, nadając krokom o wiele bardziej zmysłowy rytm.

– Zdecydowanie lepiej – odparła radośnie i na dowód zadowolenia, zakołysała biodrami ocierając się o ich twarde uda.

Chichotali się głośno całą drogę, żarty stawały się coraz bardziej sprośne i bezczelne. Iza czuła się między nimi absurdalnie bezpieczna i jednocześnie… bezwstydnie podniecona. Kiedy weszli pomiędzy domki, Michał przyłożył palec do ust.

– Ciii… – syknął, rozglądając się konspiracyjnie.

Iza spojrzała na jego przesadnie poważną minę, na palec przyciśnięty do ust i nagle poczuła, jak w klatce piersiowej pęcznieje fala histerycznego śmiechu. Artur, który do tej pory trzymał fason, nagle zgiął się w pół, próbując dusić śmiech w jej ramieniu. Cała trójka, zamiast przemykać cieniem, zaczęła zataczać się na środku ścieżki, generując hałas, który mógł postawić na nogi nawet najbardziej zaspanych wczasowiczów.

— Zamknijcie się, bo naprawdę ktoś zadzwoni na recepcję! — dusił się Artur, choć sam rżał najgłośniej, mocniej zaciskając dłoń na biodrze Izy, żeby nie stracić równowagi.

Przez chwilę udało im się zrobić parę kroków w ciszy, w mroku nocy słychać było tylko ich szorstkie oddechy i chrzęst żwiru pod nogami. Iza czuła, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi, a w żyłach płynął czysty, żywy ogień. Była wtulona w obu mężczyzn, uwięziona w kleszczach ich ramion. Ich dłonie spoczywały swobodnie na jej ciele, a ona nie protestowała.  Każde bezwstydne muśnięcie kciukiem na nagiej, rozgrzanej talii, każde przesunięcie dłoni Michała po odsłoniętym ramieniu potęgowało w niej erotyczne napięcie, które gęstniało w miarę jak zbliżali się do domków. Czas kurczył się nieubłaganie, a wizja tego, co może się jeszcze wydarzyć, paliła pod skórą jak żywy ogień.

I nagle, zaledwie kilka metrów od basenu, gdzie rozdzielały się ścieżki do ich domków, Izę zmroziło. Pijacka mgła opadła, a na jej miejsce wdarł się chłodny, paraliżujący strach. Zaczęła się wahać. Poniosła już pierwszą porażkę — cała ta noc, wściekłe tempo w klubie, wlewany w gardło alkohol i bezczelne balansowanie na krawędzi miały pomóc zagłuszyć sumienie. Miały być tarczą przed parzącym obrazem, który wypalał jej mózg: Tomek w łóżku z bezczelną, pewną siebie smarkulą. A przecież plan był inny. Chciała na własnej skórze poczuć ten sam palący ciężar, który rozrywał jego, kiedy to ona oddawała się innym facetom. I co? Nie wytrzymała nawet dwóch godzin. Poszła z Arturem i Michałem po to, by zabić w sobie ten dławiący ból, aby nie myśleć. Ale jednocześnie miał to być jej prywatny, perwersyjny chrzest ognia — chora próba ustania na samej krawędzi grzechu i udowodnienia sobie, że wciąż nad wszystkim panuje.

Teraz stanęła na bezlitosnym rozdrożu.

Kilkanaście metrów w lewo czekały drzwi jej własnego domku. Samotność, zimne, puste łóżko i gorzkie, trzeźwiejące myśli, ale też resztka godności. W prawo — oni. Dwóch mocno napalonych, intrygujących mężczyzn, którzy tylko czekali, by zaciągnąć ją do środka i zepsuć do końca. Wiedziała z przerażającą jasnością: jeśli zrobi jeszcze jeden krok w ich stronę, podda się. Nie wytrzyma. Zezwierzęcona namiętność i palący głód dotyku przejmą całkowitą kontrolę, a jej misja poniesie absolutną porażkę. Próba zrozumienia bolesnej zdrady Tomka i przetrwania tego cierpienia rozpadną się na kawałki — zastąpione przez czystą, pierwotną żądzę, z którą bezskutecznie próbowała się zmierzyć.

Dławiący atak poczucia winy trwał jednak tylko ułamek sekundy. Gorące palce błądzące po jej biodrze, tuż przy krawędzi spodenek i wilgotny oddech na szyi brutalnie wyrwały ją z wewnętrznej szarpaniny. Rzeczywistość uderzyła w nią ze zdwojoną siłą, duszna od alkoholu i drapieżnego pożądania.

— Myślisz, że twój mąż by nas polubił? — zapytał Michał i natychmiast zaniósł się cichym, histerycznym chichotem, gładząc ją całą dłonią po odsłoniętym boku.

— Tomek? — Parsknęła sarkastycznie, kręcąc głową. — Dostałby zawału, gdyby tylko zobaczył, jak na mnie patrzycie. Nawet gdybym przysięgała mu, że wolicie facetów.

– I miałby rację – rzucił krótko Artur.

Spojrzał na nią wzrokiem, od którego mogły stopić się lodowce.

– W tym momencie, sam już, kurwa, nie wiem, czy jestem gejem. A ty, Michał?

Michał nie odpowiedział od razu. Powolnym ruchem przesunął dłoń z jej ramienia prosto na rozgrzany kark, wplatając palce w jej włosy i delikatnie odchylając jej głowę w tył, by spojrzała mu w pociemniałe oczy.

– Jeśli to ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie, Iza… – mruknął nisko, a jego kciuk zarysował linię jej szczęki – … to możesz mnie dziś bezwstydnie wykorzystać.  Przysięgam, że nie usłyszysz ode mnie słowa sprzeciwu.

Iza roześmiała się głośno, ale śmiech szybko uwiązł jej w gardle, głos zawibrował trudnym do ukrycia podnieceniem.  

— No proszę… kusicie mnie, cholernie mnie kusicie, ale  … — urwała w pół słowa, bo w tylnej kieszeni spodenek odezwały się nagle natarczywe wibracje telefonu – nie mogę przecież rozbić wam związku.

Zignorowała dzwoniący aparat bez mrugnięcia oka. W tej chwili wydawał się zaledwie zbędnym hałasem z zupełnie innego, odległego świata.

— Nasz związek ma się świetnie — dodał Artur. — I gwarantuję ci, że po dzisiejszej nocy będzie miał się jeszcze lepiej.

Zatrzymali się przy oświetlonym turkusową łuną zbiorniku, którego tafla symbolicznie dzieliła przestrzeń między ich domkami. Michał spojrzał na nią z delikatnym, ale niebywale zuchwałym uśmieszkiem, niemal dotykając rozgrzanym torsem jej piersi.

— To jak? … After party u nas? — spytał poważnie, a niski głos zagrał na jej nerwach z ciężarem klubowego basu. – Mamy jakiś alkohol, muzykę i… po prostu szkoda czasu na spanie.

— Przecież musimy dokończyć ten taniec, pamiętasz? — Artur stanął po drugiej stronie, domykając pułapkę. Przesunął palcami wzdłuż jej talii, muskając bez wstydu samą linię spodenek i wsuwając palce milimetr pod materiał. — Obiecałaś, że dasz nam szansę się wykazać.

Iza zamarła. Krew pulsowała w jej skroniach tak głośno, że zagłuszała szum nocy. Przez długą, zawieszoną w czasie sekundę milczała, rozkoszując się perwersyjną siecią pożądania, w którą dała się zaplątać. Mrowienie pod skórą paliło ją od czubków palców aż po samo dno brzucha.

— Muszę… najpierw coś sprawdzić — wykrztusiła ochryple, z trudem łapiąc oddech w tym gęstym klinczu. — Może mój świętoszkowaty mąż nagle postanowił wrócić wcześniej.

Zrobiła dwa chwiejne kroki w bok, uciekając na moment z kleszczy rozgrzanych ciał. Drżącą dłonią wyjęła z kieszeni telefon. Odblokowała ekran, stuknęła w powiadomienie… i w jednej chwili całe alkoholowe odurzenie zderzyło się z lodowatym, paraliżującym szokiem. Z wyświetlacza buchał bezwstydny, brudny obraz: Klaudia z ustami ciasno zaciśniętymi na penisie Tomka. Dziewczyna patrzyła prosto w obiektyw z triumfalnym, obrzydliwym błyskiem, jakby rzucała Izie w twarz  wyzwanie: „I co z tym teraz zrobisz, Iza?”

Zablokowała telefon ostrym ruchem. Całe wahanie i resztki poczucia winy wyparowały w ułamku sekundy. Wepchnęła aparat niedbale do kieszeni i odwróciła się do chłopaków. W jej pociemniałych oczach nie było już  grama niepewności. Została tylko drapieżna żądza i pragnienie absolutnego odwetu.

— Mąż nie wraca — rzuciła nisko, z mrocznym, powolnym uśmiechem. — A ja poczułam cholerną ochotę na ten wasz alkohol. I na całą resztę.

 

Michał otworzył drzwi kartą i przepuścił ją pierwszą. W środku panował mrok, rozproszony jedynie przez chłodną łunę basenu, która wpadała przez wielkie, panoramiczne okna.  Iza stanęła na środku salonu, czując, jak wstrząsa nią dreszcz. W jej żyłach buzowała toksyczna mieszanka wódki, furii po zdjęciu Klaudii i podniecenia. Była świadoma, że jest pijana i że znalazła się w zamkniętej przestrzeni z dwoma cholernie atrakcyjnymi facetami, którzy oficjalnie woleli mężczyzn. I właśnie ta niewiadoma – ta podszyta seksem zagadka, świadomość, że przekracza tabu i nie ma pojęcia, czym ci dwaj mogą ją za chwilę zaskoczyć – podkręcała erotyczne napięcie od którego piekła ją cipka.

Michał podszedł do rogu salonu i zapalił niską lampę o ciepłym, miodowym świetle, po czym powolnym ruchem opuścił żaluzje, odcinając ich całkowicie od reszty świata. W tym samym czasie Artur przekręcił klucz w zamku. Ten cichy, metaliczny klik zabrzmiał w ciszy pokoju zaskakująco głośno, niczym ostateczny wyrok na wszelkie zasady moralne. Iza odwróciła się do nich powoli, z pełną premedytacją eksponując swój nienaganny, szalenie zmysłowy nieład. Luźna koszula zwieszała się bezwładnie z jednego ramienia, odsłaniając obojczyk i kuszący kształt piersi który falował gwałtownie w rytm uderzeń jej serca. Była dziko rozczochrana, z policzkami płonącymi od alkoholu, adrenaliny i czystej, zmysłowej wściekłości. Wyglądała jak żywy grzech, wiedząc, że w tym półmroku działa na nich jak zapalnik.

– Boże, gdyby mój mąż wiedział, co ja odwalam…  – westchnęła, celowo przeciągając zgłoski.

W tym udawanym, rozkosznym żalu było coś niesamowicie wyzywającego. Nagle na jej twarzy wybłysnął chuligański grymas, a ona płynnym ruchem wyciągnęła z ciasnej kieszeni szortów telefon. Okręciła się w ich stronę, ocierając się o ich torsy i wyciągnęła ramię, by złapać wszystkich w kadrze. Przycisnęła się do nich mocniej, niż wymagało tego zwykłe zdjęcie, zresztą przyzwyczaiła ich już, że pojęcie dystansu nie ma dla niej znaczenia.  

– To dla niego – wyjaśniła, zniżając głos i posyłając im cwaniacki uśmiech, jakby oni też brali udział w jej konspiracyjnej grze. – Niech się domyśla. Albo zazdrości.

— Ale z ciebie zepsuta diablica… — skwitował Michał z chropowatym śmiechem, wciskając twarz w zagłębienie jej szyi, dbając o to, by fotka wyszła jak najbardziej nieprzyzwoicie.

— Jesteś gorsza niż my obaj razem wzięci.  — Artur wbił prowokujące spojrzenie prosto w obiektyw telefonu, bezczelnie przyciągając jej głowę bliżej swoich ust

Iza kliknęła „wyślij”. Na ekranie błysnął komunikat o dostarczeniu wiadomości, a ona powoli opuściła dłoń z telefonem. Na jej wilgotne usta wypełzł leniwy, wyzywający uśmiech. Zmierzyła ich powolnym spojrzeniem, dając im jasno do zrozumienia, że tej nocy ma ochotę na wszystko… tylko nie na sen. Opadła miękko na głęboką kanapę, odchylając głowę na oparcie. Nie spiesząc się, zmysłowym ruchem zsunęła z nóg wysokie sandałki, pozwalając, by ich wzrok powędrował wzdłuż odsłoniętych, smukłych ud. Usiadła z podwiniętymi nogami, rzucając im spod rzęs spojrzenie, którym pozwalała im przejąć inicjatywę.

– Co pijemy? – zapytał Artur, z trudem odrywając od niej wzrok i podchodząc w stronę barku. – Mamy whisky, gin, jakieś wytrawne wino… Mów, na co masz ochotę

Iza pokręciła głową – Nic mocnego. Tylko trochę wina… z wodą. Inaczej jutro umrę.

Mężczyzna uśmiechnął się z niedowierzaniem, po czym nalał do wysokiego kieliszka schłodzone, białe wino, dopełniając je gazowaną wodą i kostkami lodu, które cicho zadzwoniły o szkło. Sobie i Michałowi przygotował dwa solidne, mocne drinki. Podał jej szklankę, celowo muskając rozgrzanymi palcami jej dłoń. Iza upiła duży łyk, przymknęła oczy i westchnęła z ulgą. Michał włączył muzykę – wolną, sensualną. Odwrócił się, opierając leniwie o blat wyspy i zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów.

– Tańczymy? – rzucił, czekając na jej ruch.

– Najpierw wy – odparła bez wahania, a na jej usta wypełzł figlarny uśmiech.

Nagle poczuła obezwładniającą potrzebę zobaczenia ich razem. Chciała stać się widzem w ich świecie, zobaczyć tę męską, surową chemię, o której dotąd tylko słyszała. Musiała to poczuć, zanim sama stanie się częścią ich gry.

Artur podszedł do niego, złapał go za kark i przyciągnął mocno do siebie. Zaczęli tańczyć. Blisko, niesamowicie synchronicznie, z męską siłą i bez żadnych zahamowań. Ich ciała poruszały się w idealnym, hipnotyzującym rytmie, a Iza, siedząc na kanapie z kieliszkiem w dłoni, nie potrafiła oderwać od nich wzroku. To, jak na siebie patrzyli, i to, jak podczas tego tańca – nie przestawali polować na nią wzrokiem, sprawiało, że krew w jej żyłach zamieniała się w ogień. Artur wsunął udo między nogi Michała, a ten zjechał dłońmi po jego plecach i złapał go za tyłek, przyciągając jeszcze bliżej. Tańczyli powoli, ale bardzo intensywnie – biodra ocierały się o siebie, ręce wędrowały po karkach, po torsach. W pewnym momencie Artur złapał go za szczękę i pocałował – bez pośpiechu, ale z wyraźną żądzą. Iza patrzyła na to z mieszanką fascynacji i rosnącego podniecenia. Poczuła gorąco między udami i nieświadomie zacisnęła nogi.

 

– Chodź do nas. – Usłyszała miękki, ale stanowczy głos Michała.

 

Artur tylko uśmiechnął się drapieżnie. Alkohol, który do tej pory rozgrzewał ją do beztroskiego śmiechu, teraz opadł nisko, ciężko, pulsując w podbrzuszu. Wstała powoli z kanapy, nie spuszczając wzroku z mężczyzn, którzy ani na moment nie przerywali tańca. Jej dłonie powędrowały w stronę guzików koszuli. Rozpinała je z bez pośpiechu, rzucając im obu bezczelne wyzwanie. Jeden, drugi, trzeci… W końcu rozplątała supeł na dole. Uniosła ramiona, a wilgotny od potu i nocnego powietrza materiał zsunął się z jej gładkiej skóry, lądując bezszelestnie u jej stóp. Bez obszernej koszuli wydawała się drobniejsza, a jednocześnie niesamowicie drapieżna. Ciasny, biały top, pozbawiony jakichkolwiek usztywnień, opinał się na piersiach niczym druga skóra, bezwstydnie zdradzając, jak mocno reaguje na ich obecność. Wyglądała obłędnie – prowokująca, na wpół obnażona, z dłońmi opartymi na biodrach, stojąc przed nimi boso, jedynie w kusych spodenkach. Podeszła bliżej, niemal dotykając biustem piersi Michała, podczas gdy Artur od razu znalazł sobie miejsce za jej plecami.

– Jestem — szepnęła, splatając z nimi palce. Unieśli jej ramiona wysoko nad głowę, więżąc je w górze.  Przez ten ruch jej sylwetka wyciągnęła się niczym struna. Top podjechał wyżej, odsłaniając linię żeber oraz cały, falujący brzuch. Została ściśnięta i uwięziona w potwornie ciasnym uścisku. Piersi spłaszczyły się na twardym torsie Michała, pośladki wbiły w biodra Artura.  Tańczyli tak przez chwilę — z ramionami uniesionymi wysoko, tworząc żywą rzeźbę. Byli niemal nieruchomi, jedynie ich biodra kreśliły powolne ósemki, mieląc w milczeniu gęste od pożądania powietrze.

Każdy nerw w jej ciele wibrował, drażniony brutalną bliskością napierających na nią mężczyzn. Kamienne penisy, których bezwzględna surowość więzła jeszcze w luźnych spodniach, wgniatały się w jej podbrzusze i pośladki rozsyłając po całym ciele elektryzujące mrowienie, od którego uginały się pod nią nogi. Zsynchronizowali się w tym niemożliwym do zatrzymania rytmie, a z każdym otarciem Iza czuła, że orientacja jej przyjaciół przestała być dla niej jakąkolwiek barierą czy ochroną. W ich pociemniałych oczach nie była już sąsiadką z domku obok, o którą mieli się po przyjacielsku troszczyć. Stała się bezwstydną obietnicą i obiektem głodu, który domagał się natychmiastowego nasycenia. Michał wyplątał swoje palce z jej dłoni, chwycił nadgarstki i pokierował jej ramiona na swój kark, zaciskając je tam tak mocno, że Iza nie miała wyjścia: musiała przywrzeć do niego całym ciałem.

— Ale tylko tańczymy… tak? — wyszeptała, zaglądając mu w oczy z mieszanką prowokacji i lęku przed tym, co sama wywołała.

Mężczyzna uśmiechnął się chytrze. Jego dłonie zjechały niżej, wbijając się w jej pośladki jak stalowe kleszcze. Uniósł ją lekko, niemal odrywając od ziemi, by poczuła, co dzieje się z nim tam na dole.

— Jasne… tylko tańczymy — odpowiedział niskim, zadziornym głosem, który zawibrował w jej ustach.

Westchnęła, poddając się napięciu. Wplotła palce w jego włosy, przyciągając jego twarz milimetry od swojej, czując na wargach zapach ginu i wspólnego pożądania. Jednocześnie drugą ręką sięgnęła za siebie, błądząc po karku Artura i drażniąc go paznokciami, jakby chciała go ukarać za to, że tak bezlitośnie napiera na nią od tyłu.

—  Na razie tylko tańczymy  — wyszeptał Artur, wgryzając się delikatnie w płatek jej ucha, sprawiając, że Iza drgnęła z wrażenia. – Ale, jak długo będziemy udawać, że to nam wystarczy?

Zsunął dłonie z jej ramion, wzdłuż boków, aż wylądowały na płaskim, drżącym brzuchu. Wcisnął palce w tę minimalną przestrzeń między nią a twarde ciało Michała, tworząc tam jeszcze więcej napięcia. Iza wyprężyła się instynktownie, a naciągnięta skóra sama poprowadziła jego dłonie wyżej, pod krawędź topu. W jej głowie zapanował rozkoszny chaos. Przez ułamek sekundy przemknęła jej jeszcze myśl o Tomku, o tym, jak koszmarnie, wręcz niewybaczalnie daleko przekroczyła dziś granicę. Ale ten wyrzut sumienia nie przyniósł opamiętania. Kiedy szorstkie palce bezczelnie powędrowały wyżej, drażniąc delikatną skórę na żebrach, Iza odwróciła głowę. Złapała pociemniałe spojrzenie Artura i parsknęła cichym, gardłowym śmiechem prosto w jego rozgrzane usta, od których dzieliły ją tylko milimetry. Mimo że cała płonęła z pożądania, wrodzona przekora na ułamek sekundy wygrała z oszołomieniem.

– Dałam ci zgodę na demontaż mojej garderoby? – mruknęła z udawaną naganą, choć tyłkiem od razu zadała kłam tym słowom, napierając bezwstydnie na twardą wypukłość, która bezlitośnie parła na jej pośladki.

– Nie potrzebuję zgody, żeby brać, co i tak samo pcha mi się w ręce – mruknął z bezczelnym, pewnym siebie uśmieszkiem, od którego zrobiło jej się słodko i gorąco.

Wsunął kciuki jeszcze wyżej i powoli zarysował opuszkami linię u samej podstawy piersi. Iza ponownie drgnęła, a z jej gardła wydobył się cichy, urwany świst powietrza.  Michał również nie odpuszczał – zablokował dłońmi jej biodra, bezwzględnie dociskając ją do siebie i lekko unosząc. Zmuszał ją do jeszcze głębszego, bardziej dusznego tarcia o sztywne, prężące się w ich spodniach członki. Kiedy dłonie Artura, rozciągając od spodu elastyczną tkaninę topu, w końcu dopadły nagich piersi, Iza bezwiednie wepchnęła klatkę piersiową w jego palce, a z jej ust wyrwał się niski, brudny jęk. Michał natychmiast przechwycił go wargami, spijając to ciche skomlenie głębokim, zaborczym pocałunkiem, który uwiązł im obojgu głęboko w gardłach.

– Mmm… – wychrypiała później, gdy na ułamek sekundy odsunęli od siebie usta, łapiąc niespokojne oddechy. – To już chyba nie jest żaden taniec, co?

To wyznanie wybrzmiało w ciszy salonu jak szczera, ostateczna kapitulacja. Michał dosłownie wypił te słowa z jej ust w kolejnym pocałunku, zanim Iza, oszalała z rozlewającego się po ciele pożądania, bezwstydnie wbiła zęby w jego dolną wargę, aż jęknął z cichym zachwytem. W tym samym czasie Artur chwycił za dolny rąbek topu. Bez słowa, zaczął rolować ciasną dzianinę w górę. Iza czuła, jak napięty materiał centymetr po centymetrze odsłania rozgrzane żebra, potem dół piersi, aż w końcu nagły, chłód powietrza usztywnił sutki. Artur nie czekał – zdecydowanym ruchem przeciągnął top przez jej głowę i ramiona. Biały materiał poszybował gdzieś w ciemność pokoju, lądując na podłodze, a ona została pomiędzy nimi niemal naga. Michał zamarł na ułamek sekundy. W słabym świetle lampy zsunął oczy na jej piersi, które unosiły się teraz w gwałtownym, szaleńczym rytmie. Patrzył na nią z nienasyconym zachwytem, a Iza, stojąc w samym centrum uwagi, czuła upajający skok adrenaliny. W tej jednej chwili stała się ich trofeum – i pragnęła tego bardziej niż czegokolwiek innego. Widząc, jak stojący przed nią mężczyzna zamarł, poczuła przypływ bezczelnej pewności siebie. Zsunęła dłonie na jego ręce, które wciąż trwały w bezruchu na pośladkach. Chwyciła go mocno za nadgarstki i z siłą, której absolutnie się po niej nie spodziewał, uniosła je wyżej, przyciągając prosto do nagich piersi.

— Dotknij ich — mruknęła niskim, wyzywającym szeptem, czując, jak serce tłucze się tuż pod jego dłonią. — Przecież cię nie ugryzą…

Artur za jej plecami zesztywniał, a jego oddech stał się jeszcze cięższy. Żeby nie pozwolić mu wypaść ze wspólnej gry, Iza odchyliła głowę, ocierając się potylicą o jego policzek i znowu wepchnęła pośladki w jego krocze. Michał zagarnął jej piersi, ważył je w otwartych dłoniach, ściskał i masował z tak nienasyconą, surową fascynacją, jakby kobiece ciało było dla niego jakimś nowym, zakazanym odkryciem. Był w tym zachwycie hipnotyzujący, a dotyk silnych palców, choć bezwzględny, sprawiał jej niewyobrażalną rozkosz.

– Podobają ci się? – syknęła mu prosto w usta, bo to, co obydwaj z nią robili, całkowicie wykraczało poza granice wszystkiego, co dotąd znała. – to była bezwzględna inwazja na jej zmysły.

– Jesteś idealna… obłędnie doskonała – mruknął drżącym od napięcia głosem.

Zacisnął mocniej palce, po czym zaczął drażnić kciukami napięte sutki. Trącał je i wykręcał z męską siłą, aż Iza zwinęła się w uścisku, balansując na granicy między głośnym krzykiem a głębokim jękiem rozkoszy.

 

Jego partner napierał na nią od tyłu, dłonie gniotły brzuch szerokim, ale ciągle delikatnym masażem, który spychał falę mrowienia i piekącego żaru niżej do lędźwi. Po chwili jego zgrabne, długie palce odszukały guzik szortów i rozpięły go.

– Artur… – jęknęła głośno, oglądając się na niego przez ramię.

On odczytał to jako ostateczne przyzwolenie. Pociągnął zamek w dół, a krótki, metaliczny zgrzyt rozdarł ciszę pokoju niczym ostrze. Iza poczuła, jak szorstki dżins ustępuje, a gorące palce wsuwają się głębiej, bezceremonialnie rozciągając gumkę majtek.

– Artur… – powtórzyła głośniej i urwała nagle, tracąc dech w piersiach, bo w tej samej chwili nakrył całą dłonią napiętą skórę wzgórka, sięgając koniuszkiem palca łechtaczki.

– Ale jesteś tu gładka… cholera – wycharczał jej do ucha, po czym docisnął mocniej dłoń, zatracając się w odkrywaniu tej nieznanej zmysłowości.

Zaczął zataczać ciężkie, koliste ruchy, gładząc wzgórek rozgrzanym wnętrzem dłoni i prowokacyjnie muskając skórę paznokciami, co wywołało u Izy lawinę dreszczy. Wiła się bezradnie w uścisku obu mężczyzn, ale dla Artura też już było za wiele. Wsunął palce głębiej, prosto między rozdrażnione, czułe wargi sromowe. Zaczął rozcierać na nich wilgoć, zmuszając ją do głośnego, rwanego oddechu. Czuła, że jest bezwstydnie mokra, a cipka dosłownie rozstąpiła się, chłonąc jego palce głęboko do środka. Biodra, napędzane czystym instynktem, same unosiły się i parły na twardą dłoń, szukając jeszcze głębszego, jeszcze bardziej bezlitosnego kontaktu. Gdyby nie fakt, że stała uwięziona w ciasnym imadle między dwoma silnymi mężczyznami, jej nogi już dawno zamieniłyby się w watę, a ona sama osunęłaby się na ziemię.

— Błagam… co wy ze mną robicie… — zacięła się, a z jej piersi wyrwało się ciche, bezradne skomlenie, które przeszło w urywany szloch rozkoszy.

Każda komórka jej ciała domagała się jeszcze więcej tego słodkiego torturowania zmysłów. Przez mgłę podniecenia docierało do niej tylko jedno: mocniej, głębiej.

Artur zdążył już nieco ochłonąć, nabrał luzu i pewności. Nie przestając miarowo pracować palcami, przyłożył usta do jej ucha i mruknął niskim, pewnym głosem:

 — Obiecaliśmy, że się tobą zaopiekujemy, prawda?

W tym samym momencie Michał ujął w dłonie jej rozpaloną twarz, zmuszając, by spojrzała mu w pociemniałe od pożądania oczy.

— Z nami jesteś bezpieczna — dodał cicho.

Jego kciuk powoli, z niesamowitą czułością otarł chłodną ślinę z drżącego podbródka. Ten mały gest, tak nieziemsko intymny i jednocześnie drapieżny, sprawił, że Izie zakręciło się w głowie, a cała krew odpłynęła do podbrzusza, wprost pod nieustępliwe, poruszające się w niej palce.

– Zajmiemy się tobą… – dokończył Michał, zniżając głos do niskiego, gardłowego szeptu.

 

Rozchylił kciukiem jej wilgotne wargi i roztarł na nich ślinę, patrząc jej głęboko w oczy.

– Zaopiekujemy się tobą tak, że zapomnisz, że w ogóle masz męża.

 

Artur zaśmiał się cicho i dodał niskim, drżącym z podniecenia głosem:

 

– Czy on w ogóle wie, jaka naprawdę jesteś zepsuta? Co?

 

– Że jego pięknej żonie nie wystarcza już tylko jeden penis?

 

Roześmieli się.

 

– Próbowałaś kiedyś z dwoma facetami naraz?

 

– Bo my zrobimy z twoim cudownym ciałkiem to, o czym on nawet nie marzył. Chcesz tego? – Prześcigali się w coraz bardziej sprośnych obietnicach, a pod Izą, od samych słów, mdlały kolana,

 

Nie czekali na odpowiedź. Michał opuścił dłonie, a ona poczuła, jak wciska kciuki za krawędź szortów, spychając dżins wraz z majtkami w dół. Materiał zsunął się nisko na biodra, odsłaniając dłoń Artura, która była wbita w jej krocze, teraz już bez żadnej przeszkody. Potem, jak na komendę, jednocześnie zeszli do parteru. Klęknęli przy niej, jeden z przodu, drugi z tyłu, tworząc żywą klatkę wokół drżących nóg. Spodenki opadły do kostek, krępując ruchy. Poczuła tylko, jak szorstkie dłonie chwytają ją za łydki, unosząc stopy po kolei, sprawnie wyplątując nogi ze zrolowanej dzianiny. Stała pomiędzy nimi całkowicie naga, oświetlona jedynie słabym, rozproszonym światłem, które miękko obrysowywało kontury jej ciała. W tej gęstej od pożądania ciszy poczuła się nagle jak ofiara złożona na ołtarzu ich pożądania. Michał spojrzał na nią z dołu. Jego wzrok był ciężki, głodny i pozbawiony jakichkolwiek złudzeń. Przywarł wargami do jej brzucha. Kiedy wcisnął koniuszek języka do pępka, Iza krzyknęła z ostrej rozkoszy i odruchowo wypchnęła biodra do tyłu. Tam napotkała nagły twardy opór Artura. Chwycił dłońmi oba pośladki, bezceremonialnie je ściskając, a potem docisnął do nich twarz, zatracając się w ich niesamowitej gładkości. To, co z nią robili było surowe i pierwotne. Zaczęli ją lizać długimi, szerokimi pociągnięciami, od dołu do samej góry, zbierając krople wilgoci. Twarde, szorstkie języki drażniły najczulsze nerwy z surową, męską bezwzględnością.

W końcu Michał uniósł głowę i bez słowa wsunął ramiona pod jej kolana i plecy, sprawnym ruchem podrywając ją z ziemi. Iza była tak bezwładna i oszołomiona rozkoszą, że mogła jedynie bezradnie zarzucić mu ręce na szyję. Przeniósł ją prosto do sypialni i ostrożnie położył na samym środku wielkiego łóżka. Artur szedł tuż za nimi, nie spuszczając z niej drapieżnego wzroku. Gdy tylko jej plecy dotknęły materaca, obaj błyskawicznie zrzucili z siebie ubrania. Iza patrzyła na nich szeroko otwartymi oczami, zafascynowana i jednocześnie onieśmielona surowym widowiskiem. W słabym, rozproszonym świetle sypialni rysowały się ich proporcjonalne, męskie sylwetki – szerokie ramiona, głęboko rzeźbione mięśnie brzucha i napięte torsy. Kiedy skończyli, jej wzrok natychmiast uciekł niżej, na wyprężone, imponująco długie penisy, drgając niecierpliwie w rytm ich własnego podniecenia. Na twardych trzonach odznaczały się grube żyły, żołędzie lśniły, obiecując bezwzględną rozkosz.

Widok tych ciepłych, łagodnych, bezgranicznie podnieconych mężczyzn sprawił, że serce Izy zabiło jak szalone. Paląca fala żaru uderzyła w podbrzusze, wywołując w nim prawdziwe zmysłowe tsunami, które natychmiast zaowocowało mrowieniem pomiędzy udami. Byli absolutnie idealni, a przede wszystkim było ich dwóch. Potrzebowała ich obu naraz – bezwstydnie i natychmiast. Wbiła palce w prześcieradło, pojękując z niecierpliwości i oczekiwania. Bez słowa weszli za nią na łóżko, osaczając ją z dwóch stron i natychmiast powrócili do bezlitosnego czczenia jej ciała, które przerwali w salonie. Ich głodne języki znaczyły mokre ślady na napiętej skórze ud, brzuchu i ramionach, sprawiając, że wiła się na prześcieradle. Silne dłonie wędrowały po jej biodrach, talii i pośladkach, bezceremonialnie ją gniotąc i gładząc, obracając i przyciągając bliżej. To było kompletne, zmysłowe uwięzienie, ale ona pragnęła być więziona w taki właśnie sposób – obnażona i zdominowana przez najczulszą męską siłę.

W końcu dopadli do piersi. Iza uniosła lekko głowę, szukając z nimi rozpaczliwego kontaktu, i wtedy omal nie krzyknęła – przeraziła ją skala własnego wyuzdania. Jej piersi trzęsły się i podrygiwały jak u taniej porno gwiazdy, kołysząc się ciężko w górę i w dół w rytm zachłannych ruchów silnych dłoni. Kiedy ściskali je mocniej, miękkie ciało wylewało się pomiędzy palcami, tworząc falujące, drżące fałdy i wałeczki. Sutki były obscenicznie wyprężone – nabrzmiałe, ciemne od napływającej krwi i tak boleśnie sterczące, że nawet najlżejszy podmuch ich oddechów sprawiał fizyczny ból. Były jaskrawym dowodem zwierzęcego zepsucia – rozpaczliwym błaganiem, by mężczyźni zrobili z nią wszystko, na co mieli ochotę. Początkowo zalała ją fala gorącego wstydu, ale ta szybko utonęła w powodzi jeszcze silniejszego podniecenia. Wszystko, co chwilą temu o niej mówili, było absolutną prawdą.

Początkowo pieszczoty mężczyzn były zwodniczo delikatne. Michał pochylił się nad prawą piersią, ledwie muskając wargami koniuszek sztywnej brodawki. Zaczął na nią dmuchać gorącym oddechem, by zaraz potem złożyć na nim serię miękkich, ledwo wyczuwalnych pocałunków, które i tak doprowadzały wszystkie jej zakończenia nerwowe do szaleństwa. Artur zajął się drugą piersią, przesuwając czubkiem języka wokół ciemnej, napiętej otoczki, kreśląc na niej wilgotne kręgi. Iza wygięła się w łuk, cicho pojękując.

– Jesteście niesamowici… obaj – wysapała drżącym z podniecenia głosem.

 

Artur przygryzł sterczącą brodawkę, a ona syknęła, wciągając powietrze przez zęby. Zamiast skulić się z bólu, wplotła palce w ich włosy i przycisnęła ich głowy do siebie.

 

– Tak… właśnie tak… ssijcie moje cycki – jęknęła rozpalona, ochrypłym głosem. – Uwielbiam, kiedy obmacujecie mnie we dwóch…

 

Jej oddech robił się coraz szybszy i płytszy, ciało z każdą sekundą napinało się bardziej, a ciche, gardłowe jęki zamieniały się w bezwstydne westchnienia. I teraz ta pozorna delikatność ustąpiła miejsca prawdziwemu, męskiemu głodowi, którego nie mogli już dłużej maskować. Niewinne muśnięcia zmieniły się w zachłanne, głębokie ssanie, ale w chłopakach nie było ślepej brutalności, a jedynie coraz głębsza potrzeba. Artur ujął pierś, ściskając ją u nasady i unosząc do góry, po czym zamknął usta na sutku, wciągając go głęboko i masując twardym językiem. Michał ugniatał miękką krągłość szerokimi, pociągnięciami języka, które pokryły całą pierś śliną. Iza straciła kontrolę nad własnymi reakcjami. Przyciśnięta do materaca ciężarem męskich ciał, jęczała głośno i bezwstydnie, wbijając palce w ich głowy raz po raz dociskając je piersi. Mężczyźni, nakręcali się nawzajem –  swoim widokiem, jej gwałtowną reakcją. W samym apogeum tego bezwzględnego aktu zatracenia, unieśli głowy, a ich spojrzenia spotkały się nad jej rozgrzanym, drżącym ciałem. Potem, bez żadnego znaku pochylili się ku sobie i złączyli usta w głębokim, uderzająco męskim pocałunku.

Iza zamarła, otwierając szeroko oczy. Jakiś czas temu widok całujących się facetów wzbudziłby w niej obrzydzenie i wstręt – to był świat, który wydawał jej się obcy i niezrozumiały. Teraz, leżąc naga pomiędzy nimi, uwięziona w aurze wspólnego pożądania, poczuła, jak ściana uprzedzeń pęka i wali się z hukiem. Widok ich złączonych ust, napiętych szczęk i męskiej siły, która skumulowała się tuż nad jej twarzą, uderzył w nią z całą mocą niewyobrażalnego podniecenia. W podbrzuszu eksplodował żywy ogień, a dzieląca ich odległość stała się nie do zniesienia. Uniosła gwałtownie ramiona i przyciągnęła ich twarze do siebie. Włączyła się w ten rytm bez żadnego wstydu. Przez następne minutę sypialnię wypełnił jedynie cichy, mokry mlask i rwane pomruki, gdy całowali się we troje. Iza chłonęła ich na zmianę, łapczywie przechwytując języki, raz Michała, raz Artura, czując na wargach smak obydwu.

Po chwili zdała sobie nagle sprawę, że leży na boku, wtulona twarzą w szeroką klatkę Artura. Mężczyzna zamknął ją w ramionach, trzymając mocno za plecy i czule tuląc do siebie. Michał ułożył się z tyłu, idealnie dopasowując rozgrzane ciało do linii jej pleców i pośladków. Była schowana między nimi, bezpieczna i otoczona wspólnym, intensywnym zapachem. Kiedy zatracała się w leniwym pocałunku z Arturem, Michał zaczął łapczywie zasypywać jej ramię i kark serią gorących, wilgotnych muśnięć, od których pokryła się dreszczem. Odwróciła głowę, wpijając się w jego wargi i wpychając mu język do ust. Teraz obaj dosłownie rzucili się na jej zmysły, dzieląc jej ciało jak swoją własność. Ich usta sunęły zachłannie wzdłuż szyi, gryząc obojczyki i piersi, które uginały się pod naporem głodnych rąk. Chłopaki spletli nad nią ramiona – całowali ją bez opamiętania, ale jednocześnie ich dłonie zaczęły błądzić po sobie nawzajem. Palce zaciskały się na napiętych plecach i barkach partnera, zacieśniając wokół niej kleszcze z twardych, muskularnych ciał. Iza była zmiażdżona, ale to obezwładniające uczucie totalnej uległości było nieziemsko podniecające, intymne, ciepłe i gęste od emocji.

– Co wy robicie… – jęknęła przeciągle, a oni poczuli, że cała drży

 

Zwolnili, spoglądając na nią z troską.

 

– Co się dzieje? – zapytał Michał, muskając wargami jej ucho. W jego zachrypłym od podniecenia głosie brzmiała niesamowita, męska czułość.

 

– Nic… bosko mi … tak cholernie inaczej – wydusiła, łasząc się do Artura i gładząc go dłonią po policzku.

 

Nie raz kochała się w trójkącie z dwoma mężczyznami, ale to, co działo się teraz, całkowicie wykraczało poza ramy tamtych doświadczeń. Po raz pierwszy miała absolutne, wręcz mistyczne wrażenie, że ten trójkąt jest pełny, idealnie domknięty i doskonały. Mężczyźni nie traktowali jej jak trofeum, którym wymieniają się po kolei. Ona należała po równo do obu naraz, a oni oddawali jej siebie bez barier, bez głupich uprzedzeń. Stali się naprawdę jednym, splecionym pożądaniem, drgającym w tym samym rytmie organizmem.

 

Iza dopiero teraz pojęła tę prawdę: żaden klasyczny układ nie miał prawa dać jej tego, co czuła w tej chwili. Tylko seks z biseksualnymi mężczyznami, pozbawionymi pruderii i wzajemnych oporów, mógł dostarczyć jej tak niewyobrażalnych, surowych wrażeń. Swoboda, brak strachu przed własnym dotykiem i czysta, nieposkromiona męska energia tworzyły układ, w którym ona wreszcie mogła zatracić się bez reszty.

 

– Róbcie ze mną, co tylko chcecie … – wyszeptała bezwstydnym głosem, wciskając się między nich jeszcze mocniej.

Michał zsunął dłoń z jej ramienia prosto na krągły pośladek, wbijając w niego palce, aż syknęła z rozkoszy. Poczuła twarde, owłosione udo, które napierało na jej nogę, spychając ją na biodro Artura. Ten bezwzględny ruch otworzył między nimi intymną przestrzeń, którą Iza musiała wypełnić. Cofnęła za siebie rękę, błądząc po jego napiętym brzuchu, aż w końcu zacisnęła palce na penisie i syknęła. Sprzęt Michała był niesamowicie żywy i twardy – drgał pod jej dotykiem, parząc skórę dłoni niczym rozgrzany pręt. Nakierowała go bezwstydnie między pośladki i zaczęła przesuwać nim w górę i w dół, drażniąc wrażliwą żołądź i jednocześnie muskając własne, ociekające lepką wilgocią szparki. Michał zamarł na moment, a jego napięte mięśnie stwardniały pod dotykiem niczym głazy. Przez ułamek sekundy pozwalał sobie na bezwładność, zatapiając twarz w zgięciu jej szyi.

– Masz takie miękkie ciało… – zrewanżował się ciężkim, gardłowym westchnieniem, w którym żądza mieszała się z obezwładniającą czułością. – Zaraz oszaleję.

Uniósł się lekko i zaczął gładzić jej boki, jakby chciał zapamiętać każdą krzywiznę, po czym przeniósł nad nią ramię, kładąc dłoń na barku kolegi, ostatecznie zamykając ich wszystkich w szczelnym trójkącie. W tej samej sekundzie Iza jęknęła głośno, po czym wstrzymała oddech i precyzyjnie nakierowała główkę penisa na wejście do pochwy. Michał naparł biodrami i pchnął, wchodząc w nią powoli, ale do samego oporu. Rozpychał ciasne wnętrze centymetr po centymetrze, sprawiając, że z gardła Izy dobywało się rozkoszne łkanie. Artur natychmiast przechwycił ten jęk, wbijając się w jej usta pocałunkiem. Ona objęła go z całej siły, zagłębiła palce w napięte plecy i instynktownie oparła mu na ramieniu rozgrzaną głowę. Wtedy on wtulił twarz w zakamarki jej szyi i obojczyka, ssąc, gryząc i bezlitośnie pieszcząc ją ustami. Miarowe, głębokie pchnięcia Michała rozrywały ją od środka, a ich usta zostawiały na skórze palące ślady. Iza wiła się pomiędzy kochankami, nie mogąc pojąć, jak idealnie wszyscy troje się w siebie wpasowali. Każdy ruch, oddech i dotyk zdawały się perfekcyjnie zestrojone, potęgując obłęd rozkoszy. W pewnym momencie poczuła na nadgarstku palce Artura. Mężczyzna ujął jej dłoń i nieśmiało przeniósł ją w dół, na penisa, który parł mocno naprzód, jakby za chwilę miał wywiercić jej dziurę w brzuchu.

– Dotykaj mnie, proszę… – szepnął z trudem łapiąc oddech, patrząc jednocześnie na twarz kolegi, na której malowała się absolutna błogość i skupienie.

Iza uśmiechnęła się do niego z czułością i poruszyła dłonią w górę i w dół, wyczuwając pod palcami tętniące żyły i narastające skurcze, które zaparły jej dech. Artur jęknął, przymykając oczy, a jego biodra odruchowo zaczęły podążać za ruchem ręki. Chłopak odpływał chowając twarz w jej piersiach, a ona, niesiona dzikim impulsem, pchnęła go, by zalęgł na plecach, po czym zsunęła się wzdłuż napiętego torsu, kładąc mu głowę na brzuchu. Zerknęła jeszcze wyzywająco na Michała, po czym otworzyła usta i powoli zassała lśniącą główkę, zamykając na niej rozpalone wargi.  Wilgotny język owinął się wokół czubka,  wywołując u Artura głośny, rwany oddech. Zaczęła go ssać, przesuwając ciasno ustami wzdłuż trzonu, gładząc go jednocześnie dłońmi u nasady.

– Iza… – syknął, a jego głos całkowicie załamał się z rozkoszy. – Wspaniale mnie pobudzasz.

Odruchowo wbił dłoń w jej włosy, ale nie po to, by brutalnie nabijać ją na penisa, lecz by z czułością gładzić mokre pasma. Przymknął oczy, głośno łapiąc powietrze, a wtedy Michał zobaczył na jego twarzy wyraz czystego, niemal bolesnego zachwytu. Zafascynowany tym widokiem stracił nad sobą panowanie. Przyparł mocno biodrami do jej pośladków i zaczął się w nią z siłą wbijać. Każdym kolejnym, bezwzględnym pchnięciem napędzał to wspólne szaleństwo, nabijając jej gardło na kutasa kolegi. Artur uniósł się na materacu, łapiąc Michała za kark. Ich pełne ciepła i głębokiego pożądania spojrzenia spotkały się, po czym Artur przyciągnął go do siebie i wpił się w jego usta. Języki muskały się powoli, niespiesznie smakując jeden drugiego, jakby obaj mieli przed sobą całą wieczność. Męski uścisk rozwijał się – bez pospiechu, z uderzającą czułością, która niesamowicie kontrastowała z bezwzględnym rytmem, w jakim ją teraz obaj wypełniali.

Iza czuła to wszystko każdą komórką. Czuła, jak obaj potężnie drżą, jak ich ciała cudownie się napinają, prowadząc wszystkich prosto w przepaść rozkoszy. Michał narzucił mordercze tempo, uderzając biodrami o jej wypięte pośladki. Artur również zatracił początkową łagodność i zaczął posuwać ją szorstko w usta.

– Zaraz dojdę… – wycharczał, napinając mięśnie karku.

– Ja też… kurwa… – stęknął nisko Michał, zatracając się w surowym rytmie i napierając na jej tyłek z coraz większym impetem.

Iza słyszała ich jak przez mgłę, bo nadmiar doznań odbierał jej przytomność. Straciła poczucie rzeczywistości, nie będąc już pewną, co dzieje się naprawdę, a co jest tylko wytworem jej oszołomionych zmysłów. Pochwa zaczęła zaciskać się w gwałtownych  skurczach, a orgazm uderzył w nią z siłą rozpędzonej ciężarówki – cała zesztywniała, oczy na moment wywróciły się z rozkoszy, a z gardła wydobył się zduszony, niemal rozpaczliwy jęk.

Zaraz po niej nie wytrzymał Artur. Warknął głośno w usta Michała i zaczął się spuszczać w gardło Izy. Ta instynktownie przełykała nasienie, ale żeby się nie zadławić, zwinnie odchyliła głowę i w zamian, zacisnęła dłoń na drgającym trzonie. Poruszyła nią szybko i mocno, a reszta parującego płynu trysnęła na jej twarz, oblepiając rozchylone wargi, policzek i brodę. W momencie, gdy zalewało ją nasienie, potężny skurcz rzucił Michałem do przodu. Widział rozpływającą się w błogości twarz partnera i ten widok pociągnął go w taką samą przepaść. Już pierwszy wystrzał spermy spowolnił jego ruchy, zmieniając gwałtowne tempo w hipnotyzujący, głęboki trans. Wciskał się w Izę do samego spodu, a każde pchnięcie pompowało w jej wnętrze długie strumienie spermy. Drżał na całym ciele, ciężko sapiąc w usta partnera i oddając im obojgu całą swoją siłę, topiąc się we wspólnym, obezwładniającym orgazmie.

 

W końcu opadli obok siebie na materac – ciężko dysząc, spoceni i drżący z nadmiaru emocji. Iza leżała między nimi na plecach. Twarz miała ubabraną nasieniem – gęste, białe smugi powoli spływały po policzkach, brodzie i szyi, a kilka kropel zawisło nawet na jej rzęsach. Oddychała płytko przez rozchylone wargi, wciąż czując w gardle intensywny, słonawy smak. W końcu poruszyła się, czując, jak złączone ciała powoli stygną. Spojrzała na jednego, potem na drugiego, a na zmęczoną twarz wypłynął przekorny uśmiech.

– No to ładnie się mną zaopiekowaliście, nie ma co… – powiedziała chichocząc.

Michał pocałował ją w czubek głowy.

– Żałujesz?  – spytał Artur, podnosząc się lekko na łokciu. Jego spojrzenie stało się na moment poważniejsze. – Nie wiem, co ci ten twój facet zrobił, ale dzisiaj naprawdę potrzebowałaś takiej pomocy.

Teraz roześmiali się obaj. Iza spuściła na chwilę wzrok, bawiąc się palcami Michała, które spoczywały na jej brzuchu. Wspomnienie ułamka sekundy, w którym pod wpływem orgazmu niemal straciła przytomność, wciąż wywoływało u niej ciarki.

– Aż tak żałośnie wyglądałam? – zapytała, z nutą udawanej pretensji, choć w głębi duszy była ciekawa ich perspektywy.

Michał uniósł lekko jej podbródek, zmuszając, by na niego spojrzała.

– A jak myślisz? – mruknął z rozbawieniem, ale i z ogromnym ciepłem.

Iza zagryzła dolną wargę, na której wciąż czuła specyficzny smak nasienia. Przeniosła wzrok na Artura, badając jego twarz.

– I… nie jesteście o siebie zazdrośni? – zadała pytanie, które od dłuższego czasu krążyło jej po głowie. – Nie wepchnęłam się między was?  

Spojrzeli na siebie, jakby wymieniali nieme porozumienie, które łączyło ich od lat.

– Jeśli robimy to razem, nie – odpowiedział spokojnie Artur. – Zazdrość pojawia się wtedy, kiedy ktoś jest wykluczony, kiedy pojawiają się tajemnice. A tutaj?

– Poza tym – wtrącił Michał – my z Arturem znamy się już na wylot. Ale kochać się z tobą, to już zupełny odlot.

Słowa chłopaków uderzyły w nią z nieoczekiwaną siłą. Nagle, w tym przesiąkniętym seksem półmroku, pomyślała o Tomku. To, co właśnie usłyszała, idealnie, wręcz boleśnie zobrazowało mechanizm, o którym w swoim związku coraz częściej zapominała. Znowu nie zdążyła mu powiedzieć o swoich zamiarach.

– Jesteście nienormalni – szepnęła z uśmiechem, przymykając oczy i całkowicie poddając się tej intrygującej chemii. 

Ten chory, wydawałoby się niedorzeczny układ podniecał ją bardziej, niż była gotowa przed samą sobą przyznać. Chłopaki spojrzeli na siebie, wymieniając porozumiewawcze, ciemne uśmiechy pełne absolutnej satysfakcji. Michał pochylił się nad nią pierwszy.

– Ale jesteś ubabrana… – mruknął z nieskrywanym uznaniem dla przyjaciela.

Zamiast jednak szukać ręcznika, nachylił się nisko nad jej twarzą i powoli, bezwstydnie zlizał gęstą spermę z policzka. Iza cicho jęknęła, czując na skórze szorstki język.

– Kiedy ociekasz moim nasieniem, jesteś jeszcze piękniejsza – wyszeptał Artur prosto w jej rozgrzane usta.

Przesunął się niżej i sam zaczął zlizywać białe krople z jej brody i kącików warg. Zaczęli ją lizać jednocześnie. Ich języki co chwila spotykały się na wilgotnej skórze, mieszając ślinę z lepkim wytryskiem, a Iza mrużyła oczy z rozkoszy, uśmiechając się i cicho pojękując pod ich dotykiem. W pewnym momencie strużki nasienia połączyły ich wszystkich –  języki mężczyzn spotkały się na jej ustach, splatając całą trójkę w jeden wielki, brudny, przesiąknięty spermą pocałunek. Michał leniwie gładził pierś Izy. Artur chwycił półtwardego penisa przyjaciela i zaczął go rytmicznie masować. Iza leżała między nimi – zmęczona, lepka, nasycona. Spojrzała na nich spod półprzymkniętych powiek i jeszcze mocniej wtuliła się w to podwójne, parujące ciepło, chcąc chłonąć ich bliskość każdą komórką. Ta bezwstydna, absolutna intymność między nimi – ten surowy, męski sojusz, którego właśnie stała się centrum – fascynował ją i jednocześnie przerażał. Wiedziała, że przekroczyli wszelkie granice, ale widok ich rąk, wciąż błądzących bezwiednie po swoich ciałach, sprawiał, że w brzuchu znowu zaczynał tlić się niebezpieczny ogień.

– Powinnam już iść… – westchnęła cicho, choć jej głos był kompletnie pozbawiony przekonania.

Spróbowała unieść się na łokciach, ale mięśnie były jak z waty.

– Nie będę wam już przeszkadzać. Wygląda na to, że potrzebujecie trochę prywatności.

Popatrzyła na nich z błyskiem przekory w oczach, a na wilgotnych ustach błąkał się bezczelny, prowokujący uśmieszek.

Michał przeniósł na nią zamglony wzrok, w którym rozkosz mieszała się z rodzącą się na nowo drapieżnością.

– Jeszcze z tobą nie skończyliśmy.

Przesunął kciukiem po jej dolnej wardze, po czym z dumnym uśmiechem opuścił znacząco wzrok na dłoń Artura, która pompowała krew do jego penisa.  To potężne wizualne uderzenie rozbiło jej chwilowe zmęczenie. Na twarzy pojawił się charakterystyczny, szczeniacki uśmiech pełen psoty i prowokacji. Łypnęła wyzywająco spod rzęs, wodząc błyszczącym wzrokiem od jednego do drugiego, po czym zapytała ociekającym słodyczą głosikiem:

– Myślicie, że potrzebuję więcej tej waszej … opieki?

Artur, który wciąż bezwstydnie zabawiał się kutasem Michała, pochylił się nisko nad jej uchem.  .

– Tak. Zrobimy teraz to, w czym jesteśmy najlepsi – wyszeptał zmysłowo, a jego gorący oddech wywołał u niej gwałtowny dreszcz, który przeszedł wzdłuż całego kręgosłupa.

Uniósł głowę i spojrzał porozumiewawczo na przyjaciela. Wolną dłonią sięgnął głęboko pod poduszkę i płynnym ruchem wyciągnął dużą, przezroczystą tubę lubrykantu. Michał zachichotał cicho – był to niski, gardłowy śmiech faceta, który dokładnie wie, co zaraz się wydarzy. Pocałował Izę w rozgrzane ramię, zostawiając na jej skórze wilgotny ślad, i dodał z uśmiechem:

– Prawdziwa zabawa dopiero się zaczyna. Próbowałaś już kiedyś w tę ciaśniejszą dziurkę?

– A w obydwie naraz? – dodał Artur, zanim w ogóle wróciło jej mowę.            

Zamarła, a w brzuchu eksplodował ładunek palącego gorąca. Bezwzględna dosadność ich szeptów sprawiła, że serce znowu zaczęło walić jak oszalałe. To było szaleństwo. Zeszmacenie się przed nieznajomymi facetami, zagranie na nosie Tomkowi. Oblała się rumieńcem, ale nie uciekła wzrokiem. Wręcz przeciwnie – zagryzła mocno wargę, a w jej oczach znowu błysnęła wyzywająca, szczeniacka przekora.

– Kto wie… – szepnęła, kołysząc leniwie biodrami na falującym materacu.  – Ale chyba nie myślicie, że zdradzę wam tak łatwo wszystkie swoje grzeszki? Może zamiast pytać, po prostu sami sprawdźcie, czy mnie to kręci.

Wymienili między sobą rozbawione spojrzenia. Ciągle ich czymś zaskakiwała.

– Skoro tak stawiasz sprawę …

Michał pochylił się, a twardy penis otarł się o jej brzuch.

– Przynajmniej możesz wybrać, którego chcesz z przodu, a którego z tyłu – powiedział, zawisając tuż nad jej twarzą.

– Trudny wybór… – odparła, wiercąc się i rozcierając biodrami ich członki.

Na jej ustach wciąż błąkał się ten sam wyzywający uśmiech, choć serce tłukło się z ekscytacji. Przez chwilę celowo zwlekała z decyzją, rozkoszując się władzą, jaką miała nad drgającymi kutasami. W końcu zdecydowanym ruchem przekręciła się na bok, lądując twarzą w twarz z Michałem. Podczas poprzedniej rundy to Artur dyktował warunki, a jej zmysły skupiały się głównie na nim – teraz jednak całe ciało łaknęło Michała. Chciała czuć jego gładką twarz, chłonąć ciężki oddech i zatracić się w jego ustach, podczas gdy obaj nadzieją ją na długie penisy. Michał przyjął ten wybór z dumnym, triumfalnym uśmiechem. Wplótł palce w jej włosy, przyciągnął jej głowę do siebie i wbił się w jej usta nienasyconym pocałunkiem, który odebrał jej dech. Iza oplotła go jedną nogą w pasie, przyciskając płonące łono do penisa. 

I wtedy usłyszała ostry klik otwieranej tubki. Gęsty żel z mokrym mlaśnięciem pokrył dłoń Artura, a powietrze wypełnił świeży, owocowy aromat.  Chwilę później wsunął ociekające lubrykantem palce między jej pośladki, rozmazując śliski płyn po całym kroczu. Szokujący kontrast między lodowatym chłodem mazi a parującym gorącem męskiej dłoni sprawił, że Iza gwałtownie się szarpnęła. Przez jej ciało przeszedł potężny dreszcz, a z piersi wyrwało się bezwiedne westchnienie, które Michał przechwycił ustami. Wbiła kurczowo paznokcie w jego twarde, napięte ramiona, szukając w nim oparcia.

Artur działał bez pośpiechu. Śliskie palce z bezwzględną precyzją badały intymną anatomię jej ciała, przesuwając się tam i z powrotem, by najpierw jedynie drażnić ten najważniejszy, najbardziej spięty punkt. Po dłuższej chwili, gdy skóra między pośladkami była już mokra i lśniąca od żelu, docisnął szeroki opuszek kciuka bezpośrednio do drżącego wejścia i delikatnie, milimetr po milimetrze, zaczął wpychać go do środka. To uczucie było nowe i niezwykle intensywne. Iza znów się spięła, a w jej oczach stanęły łzy zmysłowego szoku. Z gardła wyrwał się zduszony, niemal paniczny jęk – mieszanina strachu i obezwładniającej ekscytacji. Michał jednak nie pozwolił jej się wycofać. Natychmiast zamknął jej usta duszno-słodkim pocałunkiem, tłumiąc krzyk i przejmując kontrolę nad jej oddechem. Chwycił ją za udo i przyciągnął je wysoko do góry, otwierając ją całkowicie dla Artura, którego palec nieustannie zagłębiał się w jej tyłku.

– Dobrze? – spytał z nagłą, chropowatą troską.

– Mhm… – przytaknęła tylko. Nie była w stanie wydusić z siebie ani jednego sensownego słowa.

Znów poczuła ten obezwładniający dreszcz – gęsty i obłędnie lepki. Gdy palec Artura rozpychał odbyt, a Michał napierał na nią od przodu, poczuła, że cała ich trójka przestała istnieć jako osobne bytności i stała się jednym organizmem. Silne ramiona splotły się nad nią i wokół niej tworząc z napiętych mięśni ciasną klatkę. Nie miała dokąd uciec, nawet gdyby chcieli wedrzeć się w jej tyłek siłą, bez pytania  – i ta bezradność podniecała ja najbardziej.

Michał i Artur zatracili się w niej, oszaleli z pożądania, całując ją bez wytchnienia. Michał pożerał jej usta, wsuwając głęboko język i spijając każde jej ciche łknięcie, podczas gdy Artur z tyłu chciwie gryzł, lizał i zasysał wrażliwą skórę szyi i ramion, zostawiając na niej ciemne, krwawe ślady. Lśniące od potu i rozmazanego lubrykantu dłonie, błądziły po niej bez zahamowań. Ściskały piersi, wrzynały się w biodra i boleśnie ugniatały pośladki, dopasowując jej ciało do swoich potrzeb.

Między kolejnymi, dusznymi pocałunkami szeptali jej w uszy sprośne, brudne rzeczy. Niskie i zachrypnięte od pożądania głosy, obnażały przed nią najmroczniejsze, dotąd skrywane fantazje – opisywali z najdrobniejszymi szczegółami, co zaraz zrobią, jak bardzo rozepchną jej szparki i jak doszczętnie zamierzają ją tą rozkoszą zamęczyć.

– Jesteś naszą zabawką, słyszysz? Naszą wspólną dziewczyną na dzisiejszą noc – charczał Michał, wbijając palce w jej pośladek, że aż syknęła z bólu i rozkoszy.

– Tak bardzo chcesz tego fiuta w tyłku… – mruczał Artur niskim, drapieżnym głosem, od którego po jej ciele przechodził prąd.

Przesunął śliską od żelu główką penisa pomiędzy jej pośladkami, drażniąc ciasne wejście. – Zobacz, jak drżysz i ociekasz – jak mała, napalona suczka.

W tym momencie Michał docisnął swojego członka od przodu. Oba kutasy znalazły się ciasno między jej udami, gniotąc i rozcierając nabrzmiałe wargi sromowe. Ocierały się o siebie nawzajem, ślizgając się w potoku jej lepkich soków i żelu – jeden z nich maltretował wejście do cipki, drugi otwarcie napierał na odbyt. Iza zadrżała gwałtownie, a przez jej kręgosłup przeszedł paraliżujący skurcz. Zaczęła się wić w amoku rozkoszy, tracąc resztki jakiejkolwiek samokontroli. Biodra poruszały się same, pchane pierwotnym instynktem – unosiła się i opadała, ocierając się o nich z zachłannością, która zdradzała, że chce, by w końcu przestali się droczyć i wbili się w nią bez pamięci.

– Jestem… o kurwa… tak, jestem waszą suką! – wysapała drżącym, doszczętnie zepsutym głosem. – Jestem tak potwornie napalona, i jeśli zaraz nie wsadzicie we mnie penisów, to przysięgam, że wam je odgryzę!

Michał złapał ją za brodę i pocałował głęboko, niemal pożerając jej usta.

– Odgryziesz? – warknął, a jego oczy pociemniały z dzikiego pożądania. – Udławimy cię tymi kutasami, suczko.

Artur delikatnie, ale stanowczo docisnął główkę kutasa do odbytu i naparł. Gdy Iza poczuła, jak oblepiona żelem główka rozciąga bolesne wejście, całkowicie wstrzymała oddech. Zadrżała  pod naporem tej potężnej siły, a w tym czasie Michał,  wsunął swój twardy pal w mokrą cipkę, idealnie wypełniając ją od frontu. Artur parł dalej, centymetr po centymetrze topiąc wielki trzon w rozciągającym się odbycie, aż do momentu, gdy jądra ciężko oparły się o jej pośladki.

– Ale jesteś miękka … – mruknął nisko, a jego gorący oddech omiótł jej kark. – Wpuściłaś mnie tak gładko, jakby twój tyłek był stworzony tylko do tego.

Iza zastygła w bezruchu, ciężko dysząc. Czuła w sobie wypełniające ją  monstrualne człony, czuła jak drgają i rytmicznie uderzają, ocierając się o siebie przez cienką ściankę. Z jej oczu znów bezwiednie popłynęły łzy fizycznego szoku. Była tak potwornie pełna, rozepchana, że miała wrażenie, jakby jej ciało zaraz miało pęknąć. Przez dłuższą chwilę tylko sapała, próbując rozpaczliwie złapać jakikolwiek rytm i oswoić się z tą pełnią. Każdy ruch chłopaków, każde minimalne drgnienie ich bioder czy napięcie mięśni, rezonowało w jej wnętrzu niszczycielską falą, doprowadzając przeciążone zmysły do absolutnej ostateczności.  Zaczęli ją kochać, ale robili to z niesamowitą, czułą ostrością. Ich ruchy stały się bardziej płynne, głębsze i idealnie zsynchronizowane. Artur w miarowym rytmie, masował najgłębsze strefy, podczas gdy Michał gładził jej twarz, spijał z policzków łzy rozkoszy i co chwilę odrywał się od jej ust, by szepnąć, jak bardzo jest piękna i dzielna. Brali ją z ogromnym wyczuciem granic, ale i z bezwzględną zmysłowością, topiąc ból, jeśli w ogóle był.

Iza zamknęła oczy i całkowicie się im poddała, zapominając wstydzie, Klaudii i Tomku. Była rozpalona, ociekająca sokami i drżąca, zatopiona w najwspanialszym poczuciu nienasyconego, męskiego pożądania. Artur wsuwał się w jej odbyt długimi i celowo przeciągłymi pchnięciami. Cofał się niemal całkowicie, pozwalając elastycznemu pierścieniowi zacisnąć się na samej główce, by po chwili wbić ten twardy pal z powrotem, aż do samego końca. Michał zsynchronizował się z tym brudnym rytmem, tworząc z nim żywą maszynę do dawania rozkoszy. Grali jej ciałem jak perfekcyjnie nastrojonym instrumentem. Gdy Artur rozrywał jej zmysły od tyłu, Michał z sykiem wycofywał grubego członka z cipki. Chwilę później, gdy Artur się cofał, to Michał gładko i zdecydowanie przejmował pałeczkę, topiąc się w niej aż po same jaja. Idealnie wymierzone, mijające się wewnątrz pchnięcia tworzyły w jej podbrzuszu obłędne, sprzeczne tarcie, które sprawiało, że Iza mogła jedynie rzucać bezradnie głową na boki, rozpaczliwie pojękiwać na zmianę w zachłanne usta i twardą pierś Michała.

W pewnym momencie Michał uniósł dłoń, czule odgarniając wilgotne, zlepione potu kosmyki z jej czoła, i spojrzał jej głęboko w oczy z niemym podziwem. Iza odwzajemniła to spojrzenie zaszklonym wzrokiem, oszołomiona tym, co się działo – zaskoczyła ją wręcz mistyczna i zmysłowa płynność tego aktu. Wspólnie stworzyli idealną, falującą maszynę, która bezlitośnie, ale niezwykle czule rozciągała i masowała ją z obu stron. Rozkosz narastała powoli, bez pośpiechu, z minuty na minutę stając się cięższą, głębszą i mocniejszą. Iza przestała walczyć o oddech. Poddała się hipnotyzującemu falowaniu, ruszając biodrami w tym samym, miarowym rytmie, co oni. Kolejne pchnięcia raziły jej zmysły coraz intensywniej, wnikając tak głęboko, że czuła ich obu w brzuchu. Pokój wypełnił się gęstym, rytmicznym, mokrym dźwiękiem i ich ciężkimi oddechami. Z każdym pchnięciem zbliżała się do orgazmu, a to z kolei nakręcało chłopaków. Ich ruchy stawały się mocniejsze, bardziej dociśnięte, choć wciąż idealnie płynne. Mężczyźni zacisnęli dłonie, niemal miażdżąc sobie nawzajem kości – zjednoczeni w jednym rytmie, którego sercem była Iza.

– Jak dobrze… jak niesamowicie dobrze! – łkała coraz głośniej, a po jej policzkach toczyły się łzy zmysłowego przeciążenia.

To szaleństwo już teraz było dla niej ponad siły, a jednocześnie ciągle pragnęła ich więcej. W końcu po podbrzuszu rozlała się erupcja ekstazy. Mięśnie cipki i odbytu zaczęły się bezwiednie zaciskać wokół obu twardych trzonów. Ciało zaczęło żyć własnym, dzikim rytmem, całkowicie niezależnym od jej woli. Płynęła przez nie seria ostrych, głębokich i niesamowicie ciasnych skurczów, które więziły ich w środku, wysysając z nich resztki sił i spychając w przepaść. Iza wygięła się w miękki łuk, prężąc nagie ciało, z jej gardła wyrwał się melodyjny jęk czystej, niczym niezmąconej rozkoszy.

– Tak, właśnie tak… – sapał Artur tuż przy jej uchu, a jego głos zawibrował w bębenkach.

Dociskał się teraz do jej pośladków, zmuszając ją, by zmieściła jego napuchnięte monstrum w całości.

– Czujesz to? Czujesz, co się dzieje?

Czuła wszystko. Każdy najmniejszy, intymny szczegół. Czuła szalone, ogłuszające uderzenia ich serc, drżenie napiętych do granic wytrzymałości mięśni i przede wszystkim – to potężne, przerażające pulsowanie. Wciśnięte w ciasne otwory penisy zaczęły rytmicznie pęcznieć i drgać. Obaj faceci z głębokim, rozkosznym warknięciem ulgi, pompowali w nią strumienie gorącego nasienia. Iza przymknęła zaszklone oczy, bezwładna i bezbronna. Czuła, jak ta lepka, paląca lawa rozlewa się w niej, dopełniając dzieła. Wypełniali ją z obu stron, aż po same brzegi, pieczętując swoją dominację, a jej uległość. Trzymali ją mocno, trwając w bezruchu, dopóki ostatnie spazmy nie ukoiły ich ciał.

– Co to, kurwa, było? – westchnęła ledwo słyszalnym głosem.

Było jej dobrze. Obłędnie. Seks z nimi był czymś zupełnie nowym i zadziwiająco wyzwalającym. Iza nawet przez sekundę nie czuła presji ani obowiązku zaspokajania kogokolwiek. Oni zajęli się wszystkim – zaborczo, bez pytania o zgodę.  Zaspokoili jej ciało do granic fizycznych możliwości, rozbili na strzępy jej zmysły, a jednocześnie przynieśli upragnione ukojenie samym sobie. Ona była jedynie – i aż – bezbronnym naczyniem, w którym zlały się ich żądze. Leżąc teraz między nimi, czuła ulgę, że mogła po prostu zniknąć, oddać się w ich ręce i pozwolić, by dyktowali warunki. Po kilkunastu minutach absolutnej ciszy, kiedy ich oddechy wreszcie się wyrównały, ciała spłynęły leniwym ciepłem, Iza powoli zaczęła oswobadzać się z ich bezpiecznego uścisku. Ściągnęła z siebie ramię Artura i ciężko opuściła stopy na chłodną podłogę, wstając z łóżka.

– Gdzie idziesz? – Niski, ochrypły głos Michała wyrwał ich obu z głębokiego letargu, a może nawet z drzemki.

Chłopak uniósł się lekko na materacu, mrużąc oczy i patrząc na jej zarysowaną w półmroku sylwetkę. Artur poruszył się obok niego, pomrukując cicho i przecierając twarz dłonią.

– Do basenu, popływać – rzuciła krótko, przeciągając się leniwie i czując na skórze chłodne powietrze poranka.

Chłopaki wymienili szybkie, rozbawione spojrzenia, patrząc, że ona naprawdę rusza w stronę wielkich tarasowych drzwi.

–  Na serio? Tak bez niczego? – zapytał Artur z lekkim niedowierzaniem i błyskiem rozbawienia w oku, podnosząc się na łokciu.

Za oknem panowała głęboka, tajemnicza szarówka, a chłodne poranne światło leniwie wkradało się do pokoju, oblewając jej nagie, błyszczące od lubrykantu i potu ciało. Iza zatrzymała się przy samej szybie, odwróciła przez ramię i roześmiała się przewrotnie.

— A mówią, że to wschód słońca jest najpiękniejszym, co można tu rano zobaczyć… mruknęła, kładąc dłoń na klamce. — Idziecie?

Nacisnęła klamkę, a do sypialni wpadł rześki, pachnący poranną rosą powiew powietrza. Zrobiła już krok na zewnątrz, gdy z głębi pogrążonego w szarówce pokoju dobiegł ją poważny głos Michała.

– Idziemy, ale później wracamy do łóżka, zgoda?

Zatrzymała się i spojrzała przez ramię. Obaj siedzieli na materacu, oparci plecami o zagłówek, z prześcieradłem ledwo narzuconym na biodra. Ich napięte spojrzenia nie pozostawiały złudzeń – byli nienasyceni.

– Zobaczymy – rzuciła krótko, po czym odwróciła się na pięcie i bezszelestnie zniknęła w porannej mgle, kierując się prosto do basenu.

147
bd/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 0/10 (0 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (0)

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.