Iza i Tomek XXIII
8 września 2026
Iza i Tomek
55 min
Zresztą, przeczytajcie i oceńcie sami. Jestem bardzo ciekawy, jak to odbierzecie. ?
Otworzyłem oczy. Granica między jawą a snem zatarła się i sam już nie wiedziałem, czy zasnąłem, czy tylko na moment straciłem kontakt z rzeczywistością. Klaudia leżała obok, z ramieniem leniwie owiniętym wokół mojej szyi. Jej miarowy, ciepły oddech muskał skórę niczym piórko. W pamięci wciąż miałem żywe obrazy zanim zasnęliśmy: duszne rozmowy, dotyk i to, jak w końcu się w sobie zatraciliśmy. Tym razem klasycznie, bez pośpiechu, z pełną, bolesną świadomością każdego ruchu. Jednak ten pozbawiony gwałtownych wybuchów seks, miał o wiele większą siłę rażenia niż wszystko to, co zrobiliśmy wcześniej. Ta obezwładniająca czułość i gęsta, intymna atmosfera zaczęły mnie przerażać. W głowie znowu zapaliła się czerwona lampka. Poczułem znajomy ucisk w klatce i falę wątpliwości – czy, do cholery, znowu nie zapędziłem się za daleko? Rozejrzałem się, ale otaczała nas gęsta ciemność, w której wciąż unosił się zapach seksu. Delikatnie, kontrolując każdy ruch, byle tylko jej nie obudzić, wysunąłem się z ciepłego uścisku. Wyciągnąłem rękę w mrok i sięgnąłem po leżący na szafce nocnej telefon. Było tuż przed drugą. Kiedy wzrok przyzwyczaił się do chłodnego blasku ekranu, zobaczyłem na wyświetlaczu ikonkę nowej wiadomości.
Iza.
Poczułem, jak momentalnie krew odpływa mi z twarzy, a serce uderza mocniej o żebra, dudniąc aż w skroniach. Na pewno nie pisała o tej porze, żeby zapytać, jak mi idzie. Ten impuls w środku nocy musiał zwiastować coś szalonego. Z drżeniem kciuka przesunąłem palcem po szkle ekranu, otworzyłem wiadomość i… To nie był tekst. To były zdjęcia. Kilka ostrych, bezwzględnych ujęć, które rozświetliły mrok sypialni grzesznym blaskiem ekranu. Była z mężczyznami z sąsiedniego domku, niby-gejami, którzy na początku tak bardzo ją rozczarowali, a później najwidoczniej, poddali się i pod jej wpływem rozszerzyli orientację. Patrzyłem na absolutną demolkę tamtej sytuacji. Zdjęć było kilka. Jeszcze w ubraniach, z drwiącymi minami, spleceni w bezwstydnej pozie. Iza patrzyła prosto w aparat. Miała rozszerzone źrenice, a na jej ustach malował się drapieżny, wyzywający uśmiech satysfakcji. Wzrokiem wskazywała na stojących przy niej partnerów, jakby przez szkło ekranu rzucała mi w twarz nieme, perwersyjne: „Zobacz, jak świetnie się bez ciebie bawię”.
Zaschło mi w gardle, a w podbrzuszu eksplodowało palące napięcie. Byłem cholernie naiwny, wierząc, że moja intrygantka pozwoli mi tak po prostu, bezkarnie pieprzyć się z tą dziewczyną. Nie wytrzymała cholernego ciśnienia. Albo, co o wiele bardziej w jej stylu, dokonała za mój wyjazd wyrafinowanej zemsty. Ale pod tą bezwzględną warstwą odwetu kryło się coś znacznie głębszego – nasza wspólna, chora, podniecająca gra. Układ, w którym czysta zazdrość, zdrada i brak hamulców mieszały się z pożądaniem. Ta perwersja karmiła nas, a teraz, przez jedno kliknięcie, znowu przejęła nade mną całkowitą władzę. O to jej chodziło? Penis, uśpiony po maratonie z Klaudią, reagując na ten widok, stwardniał. Spojrzałem na dziewczynę, która postękiwała cicho w bezpiecznym śnie i wstrząsnął mną totalny chaos. Z jednej strony wciąż czułem jej zapach, ciepło i tę niebezpieczną czułość, która jeszcze przed chwilą mnie przerażała. Z drugiej – wstrząsnął mną brutalny zew z ekranu. Obraz Izy – wyuzdanej, brudnej od potu i dotyku obcych facetów, działał jak narkotyk. To mnie przyciągało. Ta chora sytuacja, ta bezwstydna otwartość naszej relacji miała nad mną władzę, z którą Klaudia, ze swoją młodzieńczą spontanicznością nie miała szans wygrać. Przynajmniej nie teraz.
Pomyślałem, że jeśli wyjdę od razu, w środku nocy, zostawiając ją w tym bezpiecznym, głębokim śnie, oszczędzę nam czegoś gorszego. Rano wszystko byłoby trudniejsze. Światło dnia obnażyłoby moje poczucie winy, jej nadzieje, a pożegnanie stałoby się ciężkim, emocjonalnym dramatem. Zacząłem ostrożnie zbierać z podłogi rzeczy. Serce waliło mi jak szalone – z ekscytacji na myśl o tym, co czeka mnie w domu, i z adrenaliny, byle tylko nie obudzić dziewczyny. Wsuwając spodnie, wciąż miałem przed oczami błyszczące od potu ciało Izy. Byłem napalony, rozdarty i cholernie pewny jednego: ta noc jeszcze się dla mnie nie skończyła.
Pędziłem na złamanie karku, wyciskając z silnika wszystko, co się dało. Drogi były puste, a ja połykałem kolejne kilometry jak w hipnotycznym transie. Kiedy dotarłem do ośrodka, nad horyzontem zaczęło szarzeć, a gdzieś w dali nieśmiało wschodziło słońce, barwiąc niebo na krwawy, brudny róż. Zostawiłem samochód na parkingu, po czym chwiejnym od emocji krokiem popędziłem w stronę domku. W głowie miałem pustkę pomieszaną z najgorszymi, najbardziej podniecającymi wyobrażeniami. Nie miałem pojęcia, czego się spodziewać. Nie wiedziałem, czy zastanę tam pobojowisko, puste łóżko, czy ona w ogóle jeszcze tam była? Zanim jednak zza gęstych krzewów wyłonił się zarys domku, ciche poranne powietrze rozdarły dźwięki, które sprawiły, że zamarłem w pół kroku. Najpierw usłyszałem głuche pluski wody, a zaraz po nich niski, męski pomruk i perlisty, bezwstydny śmiech Izy. Dochodziły prosto z basenu. Wykorzystując cienie rzucane przez ściany budynków i gęste, mokre od rosy krzewy, zakradłem się tam. Wychyliłem się zza rogu i w gardle momentalnie zrobiło mi się sucho. To, co ukazało się moim oczom, nie miało nic wspólnego z rzeczywistością – to była żywa, pulsująca grzechem scena żywcem wycięta z jakiegoś ekskluzywnego, cholernie drogiego filmu dla dorosłych, w którym główną rolę grała moja własna żona, a obsadę dopełniało dwóch facetów z sąsiedniego domku.
Wokół panował jeszcze poranny, chłodny półmrok, ale cały basen podświetlony był błękitnym światłem z podwodnych reflektorów. Woda falowała, rozbijając się o krawędzie, rzucając na nich ruchome refleksy. Iza, oparta plecami o krawędź, trzęsła się ze śmiechu, obryzgując ich wodą. Była całkowicie naga, a jej mokre włosy lepiły się do szyi, ramion i piersi. Podwodna iluminacja prześwietlała wodę, ukazując zarys jej bioder i pośladków, które kołysały się, prowokując partnerów. Jeden z nich stracił w końcu cierpliwość. Broniąc się przed kolejną falą plusków, którymi raz po raz ich częstowała, dopadł do niej z niskim, głodnym warknięciem. Chwycił ją za biodra, wbijając palce w śliską skórę i pewnym ruchem uniósł do góry, wyrywając Izę z błękitnej toni. Pisnęła głośno, mokre, stwardniałe od chłodu sutki znalazły się na wysokości jego twarzy.
— Jesteś kompletnie szalona… — wychrypiał niskim głosem mężczyzna, po czym nachylił się i mocno zacisnął usta na jednej z brodawek.
Postawił ją z powrotem na nogi, jednak nie pozwolił jej odpłynąć, bo w tym samym momencie jego kumpel zaszedł ją od tyłu. Bez słowa, naparł potężnym, mokrym ciałem na jej plecy, kładąc dłonie na brzuchu i więżąc ją w ciasnym uścisku dwóch męskich ciał. Iza wygięła śmiało kręgosłup, ocierając się pośladkami o jego krocze.
— Nie piszcz tak, bo obudzisz cały ośrodek — mruknął ten z tyłu, wtulając twarz w jej mokry kark. — Zbierajmy się — rzucił, rozglądając się nerwowo po cichym, szarym jeszcze otoczeniu domków.
— Albo nagle wróci twój mąż… — zaśmiał się mężczyzna, który przed chwilą skubnął jej sutek .
Jego dłonie zsunęły się bezczelnie niżej, brutalnie rozchylając jej pośladki, a jego kumpel wcisnął się między nie twardym penisem. Iza roześmiała się bezwstydnie, w ogóle nie próbując uciekać. Przeciwnie – z dziką satysfakcją zaczęła mocno, rytmicznie ocierać się o niego tyłkiem, jednocześnie śmiało wypinając piersi w stronę drugiego.
— A co … boicie się? — zapytała prowokująco, mrużąc oczy. — Myślicie, że by się wkurwił, gdyby widział, jak mnie obmacujecie? Jak robicie ze mną to wszystko?
Michał – bo tak, jak się później dowiedziałem, miał na imię ten z przodu – chwycił ją stanowczo za brodę i uciszył, wpijając się w jej usta głębokim pocałunkiem. Kiedy po chwili się odsunął, ciężko dysząc, odparł z kpiącym uśmieszkiem:
— Myślę, że by nas zabił … a potem ciebie.
— Albo by się podniecił — mruknęła Iza, ignorując wszelkie próby uciszenia jej. Była w tym bezwstydnym transie absolutnie niesamowita. — Tak jak wy teraz… — dodała z lubieżnym uśmiechem.
Zanurkowała dłońmi pod wodę i mocno chwyciła obu za penisy. Słysząc gwałtowne sapnięcia, przyciągnęła ich do siebie jeszcze bliżej, tak że jej ciało zostało dosłownie zmiażdżone między ich torsami.
— Ale znowu twarde. – Zadarła głowę z bezczelnym, wyuzdanym uśmiechem. — Chcę się z wami pieprzyć w tej wodzie … No już.
— Nie ma mowy. Nie tutaj. — Michał zachował resztki rozsądku, rozglądając się po jaśniejącym z każdą minutą niebie. — Nie mam zamiaru oglądać się potem w necie, albo tłumaczyć właścicielowi.
– Wracamy do nas – dodał Artur z tyłu.
Obaj wyskoczyli na brzeg, a potem wyciągnęli ręce, pomagając Izie, która z przekorą ociągała się, niezadowolona, że ominie ją przygoda. Prężyła mokre ciało, rzucając im wyzywające spojrzenia i bezczelnie dotykała piersi.
— No co jest, tchórze? Bez ryzyka nie ma zabawy, no nie? — droczyła się z nimi, rozpuszczając usta w szerokim, pijackim od pożądania uśmiechu.
Artur pokręcił głową z rozbawieniem, ale i z rosnącym zniecierpliwieniem.
— Dobra, dość tego dobrego — mruknął stanowczo.
Zrobił dwa szybkie kroki, dopadł do niej i zanim zdążyła się uchylić, bezceremonialnie złapał ją w pasie, po czym zarzucił sobie przez ramię jak zdobycz. Iza pisnęła głośno, wymachując nogami w powietrzu, wierzgając z rozbawieniem. Była w tym zepsuciu absolutnie rozkoszna, pozwalając im traktować się jak niesforna nastolatka, co w jakiś chory, perwersyjny sposób idealnie do niej pasowało. Artur nie mógł się powstrzymać i żeby pokazać jak bardzo jest nieznośna, wymierzył jej w pośladek soczystego, głośnego klapsa, na co ona zareagowała beztroskim śmiechem.
— Tak też lubię! — zawołała bezwstydnie, zadzierając głowę do góry i patrząc na idącego za nimi Michała.
Patrzyłem na to z ukrycia, sparaliżowany, niezdolny do wykonania chociażby jednego kroku. Nawet przez ułamek sekundy nie przeszło mi przez myśl, żeby wyjść, zrobić awanturę i po prostu przerwać im ten obłęd. Mój racjonalny umysł przestał istnieć – zastąpił go chory, pierwotny instynkt podglądacza, który pchał mnie naprzód, każąc skradać się za nimi krok w krok. Artur pchnął biodrem drzwi tarasowe i z Izą na ramieniu wszedł do środka. Michał wsunął się zaraz za nimi. Byli tak cholernie podjarani kolejną rundą z moją żoną, że kompletnie stracili czujność. Nawet nie zasunęli za sobą szyby, pozostawiając drzwi otwarte – jakby zapraszali każdego, kto miałby czelność patrzyć. Albo jakby podświadomie zapraszali mnie. Zakradałem się wzdłuż ściany domku jak cień i stanąłem niezauważony przy framudze. Wychyliłem się, a potem … Nie byłem w stanie zrobić kroku, ani w przód ani w tył. Ale to nie miało znaczenia, bo oni i tak by mnie nie dostrzegli.
Iza leżała na środku wielkiego łóżka, rozchylona i bezwstydna, oni po bokach. Cała trójka była już spleciona w uścisku i … jednym, mokrym obscenicznym pocałunku. Troje ust przy sobie, trzy języki plątające się ze sobą w chaotycznym, zachłannym akcie. Iza pojękiwała w ich usta, a oni na zmianę wsuwali w nią języki, kąsali nabrzmiałe wargi, po czym przenosili ten śliski dotyk na siebie. Ich dłonie nie odpoczywały. Masowali jej piersi, ściskali sterczące, twarde jak kamyki sutki, po czym zjeżdżali niżej, przez brzuch, aż do wewnętrznej strony ud. Rozchylili je szerzej i ostentacyjnie, jakby wiedzieli, że stoję w cieniu i patrzę. Jakby chcieli, żebym miał idealny widok na to, jak bardzo jest już mokra, spuchnięta od żądzy i bezbronna w swojej perwersji.
– Ja pierdolę — wyszeptałem bezgłośnie, czując, jak pot występuje mi na czoło.
Obaj przez chwilę patrzyli na nią z góry, po czym z ciemnym, porozumiewawczym uśmiechem spojrzeli na siebie. Iza jęknęła, wypinając biodra w górę, jakby chciała, żebym zobaczył ją dokładnie w tym stanie – otwartą, mokrą i gotową na jeszcze większe zepsucie. I wtedy Michał wykręcił się, kładąc się na boku. Przywarł ustami do jej krocza i zaczął łapczywie lizać cipkę. Iza tylko na to czekała.
— Wreszcie, o matko — stęknęła rozkosznie, unosząc biodra i bez wstydu dociskając rozchyloną cipkę do jego ust. – Tego mi brakowało.
Zachęcony jej sprośnym zadowoleniem, chwycił ją za pośladek, wbijając palce w miękkie ciało i przekręcił ją na bok. Uniósł udo wysoko w górę, robiąc sobie do niej swobodny, niczym nieosłonięty dostęp.
— Tak dobrze to nie ma — wymruczał Artur, a jego wzrok z pożądaniem krążył między jej twarzą a wetkniętą w krocze twarzą partnera. — Nie będę się wam tylko przyglądał.
Przez chwilę analizował wzrokiem układ ich ciał, zastanawiając się, jak najwygodniej się wpiąć. W końcu ułożył się obok nich w poprzek łóżka, wsuwając się tak ciasno, że jego twarz znalazła się tuż przy twardym członku partnera. Nim jednak zdołał nasunąć na niego usta, Iza wbiła rozanielony wzrok w jego imponującego penisa, który w tej pozycji sterczał zaledwie centymetry od jej nosa.
– Co tu się wyprawia – wyszeptała z zachwytem, a jej oczy rozbłysły dzikim, perwersyjnym głodem.
Chwyciła go oburącz, potarmosiła na boki, po czym, wyginając szyję pod nienaturalnym kątem, rozchyliła szeroko wargi i zassała go. Artur jęknął głośno, chwytając ją za włosy, by kontrolować tempo.
— Tak… ssij go — wychrypiał, po czym sam pochylił się nad kroczem Michała.
Złączyli się, tworząc idealną, skrajnie perwersyjną figurę – zamknięty trójkąt czystej, bezwstydnej żądzy. Michał bez opamiętania pożerał cipkę mojej żony, Artur brutalnie ssał kutasa Michała, a Iza – z wpółprzymkniętymi, zalanymi rozkoszą oczami – dławiła się penisem Artura. Pokój wypełniły głośne, obsceniczne odgłosy ssania, twarde, spocone męskie oddechy i gardłowe, przerywane jęki mojej żony. Stałem pod oknem, ledwo oddychając, kompletnie sponiewierany tym widokiem. Pierwszy raz w życiu byłem świadkiem tak totalnej, bezkompromisowej rozpusty, w której płeć, wstyd i jakiekolwiek zasady przestały odgrywać rolę. Liczyło się tylko to zepsucie.
I nigdy w życiu nie byłem tak potwornie podniecony.
Czułem, że jeśli zaraz czegoś nie zrobię, moje serce po prostu pęknie od napięcia. Patrzyłem, jak Iza drży, jak Michał bez litości smaga językiem łechtaczkę. Nagle Artur wyciągnął penisa z jej ust, zostawiając na rozchylonych wargach Izy lśniącą stróżkę śliny, która powoli spływała jej po podbródku. Spojrzał na kolegę, który uniósł głowę znad jej krocza. Obaj byli potwornie napaleni. W napiętych mięśniach, zaciśniętych szczękach i bezwzględnych spojrzeniach malowała się bezlitosna żądza, by całkowicie się w niej wyżyć.
— Dobra, koniec tej zabawy — wychrypiał, łapiąc Izę za biodra i brutalnie ciskając ją w ramiona leżącego na plecach Michała.
Iza opadła na niego z głośnym, urwanym piskiem, który przeszedł w rozkoszny chichot.
— I co? Chcesz w obie dziurki naraz, czy dajesz nam po kolei? — spytał, zaciskając dłoń wokół twardego jak stal członka.
Gdy to usłyszałem, krew odpłynęła mi z głowy. Kolana ugięły się pode mną tak mocno, że musiałem zaprzeć się ramieniem o ścianę domku. Iza z głośnym pomrukiem wypięła tyłek w górę, opierając się na łokciach nad twarzą Michała. Mokre włosy zasłaniały jej twarz, ale słyszałem jej przyspieszony oddech. Drżała z podniecenia.
– Nie oszczędzajcie mnie! – wysapała z bezczelnym uśmieszkiem, kołysząc tyłkiem. — Serio myślicie, że zadowolę się tylko jednym?
Zatkało mnie. Chwilę temu pędziłem tu na złamanie karku – wściekły, chorobliwie zazdrosny, gotowy na… No właśnie, na co? Iza dała mi sygnał, chciała żebym wrócił, ale nie po to, abym zrobił im awanturę. Ona chciała mnie przy sobie … i przy nich. Wszystko mi się już pomieszało, zlało w jeden wielki chaos. Stałem teraz z dłonią wciśniętą w spodnie, sparaliżowany widokiem, a granica między niszczycielską zazdrością a obłędnym podnieceniem po prostu przestała istnieć. Moja żona była teraz wyuzdana samicą w rui. I w tym skrajnym zepsuciu podobała mi się najbardziej na świecie. Artur uklęknął za nią. Sięgnął dłonią w wymiętoszoną pościel i wyszarpnął z niej tubkę żelu. Niedbałym ruchem wycisnął miedzy jej pośladki solidną porcję lubrukantu, po czym chwycił kutasa Michała i precyzyjnie ustawił jego główkę przy wejściu do cipki. Chwilę później nakierował własnego członka nieco wyżej – prosto na ciasny, drżący z podniecenia tyłek.
— Jesteś pewna? — sapnął ochryple, ledwo nad sobą panując. Jego biodra drżały z napięcia, gotowe do uderzenia.
Iza gwałtownym ruchem odgarnęła splątane włosy z twarzy. Już odwracała głowę, gotowa rzucić mu jakąś sprośną, bezczelną docinkę i wtedy jej wzrok padł na okno tarasowe.
Zamarła. Prowokacyjny uśmiech zamarzł na jej ustach, a ona sama gwałtownie stężała. Przez sekundę w jej oczach zagościł autentyczny, nieudawany szok. Potem coś się zmieniło. Kąciki ust powoli uniosły się w perwersyjnym uśmiechu.
– Tomek … – wyszeptała z niedowierzaniem. W jej głosie nie było ani krzty wstydu, ani grama strachu czy poczucia winy. – No … wreszcie mamy komplet.
Spojrzała na mnie tak, jakby moja obecność za szybą była ostatnim, brakującym elementem idealnej fantazji. Artur i Michał momentalnie stężeli. Podążając za spojrzeniem Izy, gwałtownie odwrócili głowy i wtedy nasze spojrzenia spotkały się. W sypialni zapadła głucha, paraliżująca cisza. Obaj dosłownie przestali ze strachu oddychać, instynktownie spinając mięśnie i szykując się na rozróbę ze zdradzonym mężem. Kiedy jednak zobaczyli moją sparaliżowaną minę, dłoń desperacko wciśniętą w rozpięte spodnie i bezczelny uśmiech Izy, całe napięcie nagle z nich spłynęło. Głębokie niedowierzanie, które usztywniło ich rysy, w ułamku sekundy przeszło w szerokie, rozbawione i pełne perwersyjnej satysfakcji grymasy. Zrozumieli, że nikt tu dziś nie ucierpi.
— Przyłączysz się do nas, kochanie? Czy wolisz tylko patrzeć? — zapytała bezczelnie Iza.
Nie odpowiedziałem. Nie byłem w stanie wykrztusić słowa. Zamiast tego po prostu szarpnąłem za klamkę i rozsuwając drzwi szerzej, zrobiłem ten decydujący krok przez próg. Trzęsącymi się jak w febrze dłońmi zacząłem gorączkowo zrzucać z siebie ubrania. Iza patrzyła na mnie z zachwytem, a jej triumfujący uśmiech stawał się coraz szerszy. Całe surowe napięcie, które przed chwilą dławiło atmosferę na łóżku, nagle opadło, ustępując miejsca gęstej, leniwej zmysłowości. Uniosła się na kolanach, zsuwając się z Michała, i zgrabnie zeskoczyła na podłogę. Przylgnęła do mnie, oplatając szyję ramionami.
— Tęskniłam… tak cholernie za tobą tęskniłam — powiedziała cichym, przejmująco czułym szeptem.
Gdyby nie dwóch nagich mężczyzn za jej plecami, mógłbym naprawdę uwierzyć, że czekała na mój powrót w samotności, ze ściśniętym sercem. Przycisnąłem ją do siebie, a ona przylgnęła do moich ust w powolnym, namiętnym pocałunku. Poczułem go od razu. Obcy, surowy i dławiący posmak penisa, którego sekundy temu lubieżnie ssała. Zesztywniałem, ale Iza nie ustąpiła. Przeciwnie – naparła jeszcze mocniej, rzucając przez pocałunek prowokujący, cichy pomruk. Doskonale wiedziała, co robi. To nie była czułość stęsknionej kobiety — to była przemyślana inwazja na zmysły, przeciągnięcie mnie na drugą stronę, bez pytania o zgodę.
— Chodź… — mruknęła słodko, wplatając palce w moją dłoń, po czym pociągnęła mnie na łóżko.
Obaj mężczyźni przesunęli się na drugą stronę materaca, robiąc nam miejsce, ale nawet na moment nie spuścili z nas rozpalonych spojrzeń.
— Wiedziałam, jak odciągnąć cię od tej siksy Klaudii …Wiedziałam, co na ciebie zadziała — wyszeptała z dziką satysfakcją, patrząc mi w oczy, gdy przysuwałem się do niej po zmiętej, rozgrzanej pościeli.
Jej słowa wywołały u nich wybuch śmiechu. Nie pytali, kim jest Klaudia — nie potrzebowali, by wiedzieć, że Iza właśnie odniosła całkowite zwycięstwo.
— A miałem jakieś wyjście? Znowu stanęło na twoim, diablico.
— Puściła cię? Tak po prostu? — drążyła Iza, a jej usta raz po raz odnajdywały moje w leniwych pocałunkach.
— Uciekłem — mruknąłem, sunąc językiem po jej gorących wargach.
Była wyzywająco słodka, doprawiona smakiem grzechu.
— Ale podejrzewam, że jeszcze złoży zażalenie.
Iza wygięła usta w perwersyjnym uśmiechu, a mężczyźni ponownie zanieśli sie rechotem. Wtopiła się we mnie całym swoim gorącym ciałem. Zaczęła gładzić mnie po włosach z taką delikatnością i troską, jakiej w tej całkowicie szalonej, abstrakcyjnej sytuacji za nic bym się po niej nie spodziewał.
— Iza… — stęknąłem, przymykając oczy.
Chłodne palce błądziły po moim karku, wywołując na skórze falę dreszczy. Byłem w jakimś pieprzonym transie. Ignorując obecność gospodarzy, przyciągnąłem ją mocno do siebie. Ona objęła mnie kurczowo, zadzierając udo na moje biodro, zupełnie tak, jakby w pokoju nie było nikogo innego. Przez długą chwilę całowaliśmy się zachłannie. Czułem na języku metaliczny, słony smak podniecenia, a ciepły, szybki oddech Izy mieszał się z moim. Zrozumiałem, że potrzebowałem tego ostatecznego potwierdzenia, że mimo wszystko wciąż należy do mnie. Gdy oderwaliśmy od siebie usta, Iza przedstawiła mi przyjaciół. Całkowity absurd. Zrobiła to z taką swobodą, jakbyśmy przed chwilą wpadli na siebie na zwykłym, luźnym drinku.
— Tłoczno tutaj… — rzuciłem z przekąsem, nadal przytłoczony ciężarem emocji.
— Poradzimy sobie — odparł Michał z pewnym siebie, niemal kumpelskim uśmieszkiem, po czym rzucił Arturowi krótkie, porozumiewawcze spojrzenie.
Nie mieli najmniejszego zamiaru ustępować. Iza przytuliła się do mnie jeszcze mocniej. Przez ułamek sekundy jej spojrzenie było czyste, wręcz bezbronne. Ale chwilę później w jej oczach znów rozbłysł ten dobrze mi znany płomień.
— Chciałam, żebyś tu był. Z nami.
Uniosłem wzrok i spojrzałem ponad jej ramieniem. Michał i Artur powoli zacieśniali wokół nas pętlę, a w ich nienasyconych spojrzeniach nie było ani odrobiny wahania. Iza natychmiast dostrzegła w moich oczach chwilową konsternację.
— Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli oni się przyłączą, prawda? — spytała z ironicznym, wyzywającym uśmiechem, przesuwając wolno dłoń po mojej klatce piersiowej.
Zanim zdołałem odpowiedzieć, bezceremonialnie pchnęła mnie na plecy. Płynnym ruchem zarzuciła na mnie udo, przygniatając mnie do materaca, po czym z perfidną satysfakcją zacisnęła palce na penisie.
— Iza…! — jęknąłem, bo biodra samoistnie poderwały się do góry i zaraz gwałtownie opadły, natrafiając na opór jej nogi.
— Tak… zdecydowanie nie będziesz miał nic przeciwko — zamruczała cicho, wyginając usta w lubieżnym uśmiechu, czując, że z trudem obejmuje nabrzmiałego do bólu penisa.
Artur — ten z kilkudniowym, szorstkim zarostem — przesunął się wyżej i zdecydowanym ruchem ściągnął ze mnie Izę, zgarniając ją niczym własność. Leżała teraz pomiędzy nami. Na chwilę nad nią zawisł, posyłając mi pełne bezczelnej wyższości spojrzenie, a potem nie odrywając ode mnie wzroku, wpił się w jej usta. Iza jęknęła z zepsutej satysfakcji, że znów znalazła się w centrum szaleństwa. Pocałował ją głęboko i demonstracyjnie, zmuszając mnie do patrzenia na każdy, najdrobniejszy detal zatracenia mojej własnej żony. To nie był przypadek ani gwałtowny poryw namiętności. To był wyreżyserowany specjalnie dla mnie pokaz jej uległości i zepsucia. Chwilę później zsunął głowę niżej i oblizał ciemną otoczkę wokół sutka. Całował ją czule, drażniąc twardniejącą brodawkę czubkiem języka i od czasu do czasu zasysając go. Iza wygięła się w głęboki łuk, wypinając piersi w jego stronę, jakby oferowała mu je jak bezwstydną ofiarę.
– O tak… – wyszeptała bez tchu, odwracając do mnie twarz.
Topniała pod jego dotykiem, a z jej gardła wyrwały się ciche, urywane jęki, zmuszając mnie do słuchania. Leżałem tuż obok, gładząc ją, paraliżowany narastającą falą zazdrości i gorzkiego upokorzenia, podczas gdy ona na moich oczach zatracała się w nieposkromionej rozkoszy serwowanej przez innego mężczyznę. W międzyczasie Michał rozsunął jej uda, zarzucając je sobie na ramiona. Bez żadnej gry wstępnej wsunął dwa palce w ociekającą cipkę i zaczął ją powoli rozciągać. Gdy w którymś momencie chlasnął rozpłaszczonym językiem łechtaczkę, Iza poderwała biodra i bezwiednie zacisnęła dłoń, prawie miażdżąc w uścisku mojego penisa. Jej ciało napięło się. W przeciągu krótkiej chwili doprowadzili ją na skraj szaleństwa. A potem, dokładnie, gdy zaczęła drżeć i tracić oddech, zwolnili. Celowo. Okrutnie. Michał zaczął ją lizać długimi, leniwymi pociągnięciami języka, co chwilę unosząc głowę, by z satysfakcją obserwować, jak Iza drży z niedosytu. Artur ssał piersi z niemal diaboliczną czułością – na tyle mocno, by bolało, na tyle delikatnie, by błagała o więcej. Było jasne, że wiedzą, co robią. Chcieli celebrować każdą sekundę tego upodlenia – rozkładali moją żonę na drobne kawałki, zawłaszczali jej ciało i rozkosz – wszystko to na moich oczach. Chcieli, żebym zobaczył, usłyszał i poczuł na własnej skórze, jaka jest zepsuta i jak łatwo można ją sprowadzić do roli uległej zabawki.
Myśli w głowie kotłowały się z siłą tornada – wściekłość, upokorzenie i chore, palące podniecenie. Chciałem włączyć się w ten brudny akt, wziąć sobie chociaż kawałek jej. A jednocześnie nie potrafiłem odwrócić wzroku, zafascynowany, co robili z moją żoną. Iza przywarła ustami do mojego ucha. Gorące, drżące wargi muskały małżowinę, a oddech parzył żywym ogniem.
— Widzisz…? — wyszeptała lubieżnie, paraliżując myśli gorącym oddechem. — Widzisz, jak mi z nimi cudownie?
Była nieznośna. Jej sprośny szept, jęki i postękiwania momentalnie wypaliły we mnie wszelkie wspomnienia o Klaudii. Pokonując z wysiłkiem opór zesztywniałych mięśni, odwróciłem się na bok i przyciągnąłem ją do siebie, nakrywając jej grzeszne usta swoimi. Spiłem z nich oddech naznaczony dotykiem innych mężczyzn — i poczułem, że ten smak zdemolował mnie jeszcze bardziej. Z jej gardła wyrwał się cichy, drżący śmiech, który przeszedł wprost w moje usta.
— Czujesz? — jęknęła, prawie śmiejąc się z własnego podniecenia. — Uwielbiam kiedy na mnie patrzysz …
— Dobrze wiesz, co czuję, ty mała zdziro… Płonę od tego obrzydliwego widoku i nie mogę się doczekać, co jeszcze każesz mi dla siebie zrobić.
Byłem na granicy obłędu – serce waliło jak młot, żołądek zaciskał się w supeł. Wtedy Iza zwolniła, ścisnęła mnie mocno u nasady i wyszeptała drżącym z żądzy głosem.
– Chcesz tego, mój skarbie? Mów… chcesz zobaczyć, jak twoja dziewczynka zmienia się w dziwkę?
Potem spojrzała w dół na Michała i dodała niskim, lubieżnym tonem:
— Michał… — zawiesiła głos, wydając z siebie jęk rozkoszy. – Cudownie mnie tam liżesz, ale teraz … niżej.
Chłopak oderwał usta od cipki. Cały podbródek i usta lśniły od jej gęstych, lepkich soków.
— Przygotuj mój mały, ciasny tyłek… rozgrzej go porządnie. Tomek uwielbia go tak jak wy.
Obydwaj z Arturem zaryczeli dziko, naelektryzowani jej totalnym bezwstydem. Michał bez słowa złapał jej nogi i przygiął je wysoko, dociskając kolana niemal do samych piersi. Iza złożyła się w głębokiej, niewyobrażalnie obscenicznej pozie – tyłek uniósł się wysoko, a wszystko, co miała między nogami, zostało bezwstydnie wystawione na pokaz. Artur aż zaniemówił z wrażenia i zostawił jej sutki w spokoju. Schwycił ją mocno pod kolanem i z bezczelną siłą przycisnął nogę do klatki piersiowej, dając Michałowi pełną swobodę manewru. Niewiele myśląc, z dłońmi drżącymi od napięcia, zrobiłem dokładnie to samo z drugą nogą. Sam chwyciłem udo własnej żony i bezwstydnie rozwarłem je najszerzej, jak potrafiłem. Iza wynagrodziła mi ten uległy gest potwornie lubieżnym pomrukiem. Poczułem, jak drży od satysfakcji. Potwornie ją kręciło, że nie tylko na to pozwalam, ale własnymi rękami otwieram jej najintymniejsze sekrety przed obcym facetem, podając mu ją na tacy.
Michał klęczał pomiędzy jej uniesionymi nogami i przez dłuższą chwilę po prostu się w nią gapił. Cały trząsł się z emocji, ale taki widok sparaliżowałby nawet najbardziej zepsutego faceta. Potem odchylił się lekko i rzucił mi gwałtowne, pytające spojrzenie. W jego oczach mieszało się niedowierzanie i rosnąca żądza. Szukał potwierdzenia, że naprawdę się na to wszystko godzę. Nie kiwnąłem nawet palcem. Czekałem. Patrzyłem, chory z podniecenia. Obcy facet wpatrywał się w rozwarty tyłek mojej żony, a ja rozchylam jej nogi. Ja pierdolę…
Widząc, że nic mu z mojej strony nie grozi, wygiął usta w grymasie zadowolenia. Nachylił się bliżej i powoli wypuścił z ust długą, gęstą ślinę. Lepka nić opadła prosto na ciemny otwór, rozlewając się po nim błyszczącą plamą. Iza krzyknęła piskliwie, aż przez całe jej ciało przeszedł dreszcz. Potem pochyliła głowę i spojrzała na niego z bezczelnym uśmiechem.
— Michał… — warknęła z fałszywą pretensją. — Ale jesteś zepsuty. Bardziej niż ja.
Chłopak nie odpowiedział. Rozchylił pośladki kciukami, wpuszczając gęstą ślinę do wnętrza tunelu, po czym uniósł wzrok i wbił drapieżne spojrzenie w moje oczy. Chciał mieć absolutną pewność, że widzę każdy detal tego upokarzająco pięknego aktu. I właśnie w tym momencie zrobił coś, co absolutnie zdemolowało moje zmysły. Wcisnął twarz głęboko między jej pośladki i z siłą wsunął koniuszek twardego języka do środka ciasnej szparki.
– Obłędnie to robisz! — jęknęła zepsutym, wręcz obłąkańczym głosem, wypinając się do niego jeszcze mocniej.
Michał powoli uniósł głowę. Cała broda, policzki i usta lśniły mu od śliny. Spojrzał na nią z góry i uśmiechnął się z ciemną, surową satysfakcją.
— Bo twój tyłeczek jest kurewsko smakowity — powiedział nisko, z nutą chropowatej czułości, po czym spojrzał na mnie, jakby składał raport z wykonanej pracy. — I wcale już nie taki ciasny …
Jego głowa ponownie zniknęła w rozwartym kroczu. Lizał ją od środka, tak jak niedawno zrobił to z cipką. Iza wydała z siebie długi, drżący jęk. Jej dłonie, które przez chwilę leżały bezwładnie zaciśnięte na prześcieradle, same z siebie zaczęły szukać. Sięgnęła na boki. Jedną dłonią ponownie chwyciła mojego kutasa, drugą – Artura. Zaczęła nas pieścić – nieświadomie, automatycznie. Ściskała mocniej za każdym razem, kiedy język Michała wciskał się głębiej. W końcu chłopak zebrał gęsty śluz z cipki, zmieszał go ze śliną i powoli, kontrolując jej odruchy, wsunął w nią palec.
— O tak… właśnie tak — jęknęła bezwstydnie. — Głębiej… rozciągnij mnie!
Potrząsała dłońmi coraz szybciej, zaciskając palce na członkach w obłąkańczym tempie. Nie patrzyła już na nas — jej oczy przymknęły się od obezwładniającej rozkoszy. Była całkowicie pochłonięta dotykiem Michała. Chłopak poruszał palcem w tę i z powrotem, powoli i z wyczuciem rozciągając ciasny, różowy pierścień niczym podatną gumę. Po chwili napluł obficie i dostawił jeszcze jeden palec. Wsunął oba i rozchylił je w środku niczym śliskie nożyce, patrząc lubieżnie, jak tyłek mojej żony poddaje się, stając się elastyczny i śliski.
— Czujesz, jak ładnie się otwiera … — mruknął, nie przerywając posuwistych ruchów palców. — Jeszcze chwila… nie damy rady się do ciebie dopchać.
Iza nagle oprzytomniała. Posłała im obu swój słodki, zalotny uśmiech, ale zaraz jęknęła, czując coraz nachalniejszy napór palców.
— Nie będziecie o nic losować, chłopcy… — powiedziała ochryple, z nutą rozkazującego podniecenia, nie pozwalając im przejąć kontroli. — Pierwszeństwo ma mój mąż.
Obróciła gwałtownie twarz w moją stronę. Jej oczy były całkowicie zamglone od rozkoszy, usta lekko otwarte, mokre i zaróżowione, a całe ciało drżało z niecierpliwości.
— Chcesz mnie tam, skarbie…? — wyszeptała zepsutym, błagalnym tonem. — Skorzystaj, zanim oni zrobią to za ciebie.
Nie odpowiedziałem. Po prostu złapałem ją za udo i pchnąłem, obracając ją tyłem do siebie. Iza była niesamowita — zero wstydu, pełna uległość połączona z absolutnym wyuzdaniem. Posłusznie wypięła pośladki, wypinając lśniący, rozgrzany odbyt. Podciągnąłem jej nogę wyżej i przerzuciłem ją przez leżącego obok Artura. Chłopak od razu schwycił ją mocno pod kolanem, unieruchamiając ją w tej bezwstydnej pozycji i dając mi idealny dostęp. Czubek kutasa musnął śliski otwór. Na moment zamarłem, czując, jak serce obija mi się o żebra. Potem powoli, centymetr po centymetrze, zacząłem w nią wchodzić. Iza wydała z siebie długi, drżący jęk i wbiła palce w ramię Artura. Była absolutnie obłędna — rozgrzany tyłek reagował na każdy ruch, ściskając mnie z porażającą siłą, a jednocześnie idealnie elastycznie ustępując pod naporem. Pchnąłem mocno, do samego końca, aż moje biodra oparły się o jej mokre pośladki. Byłem w niej cały, głęboko, w szparce, którą obcy faceci doprowadzili dla mnie do stanu absolutnej perfekcji.
I wtedy moja głowa eksplodowała od natłoku myśli. Ja pierdolę… Jeszcze parę godzin temu, byłem w tyłku Klaudii. Tamte czułe obietnice i poczucie bezpieczeństwa zniknęły, jakby nigdy nie istniały. Teraz leżałem na własnej żonie, dzieląc z obcymi facetami jej ciało w jakimś chorym obłędzie. Michał klęknął z przodu. Chwycił penisa swojego partnera i powoli, precyzyjnie wprowadził go w ociekającą cipkę. Twarda dłoń sięgnęła między nas, ocierając się najpierw o moje udo, a za chwilę, jądra. Zesztywniałem. Dotknął mnie. Krótko, ale wyraźnie. Czułem ciepło jego skóry i pewny uścisk. To wszystko trwało sekundę, ale kontakt był wystarczająco intensywny, żeby wszystko we mnie zaprotestowało. Jednocześnie mój kutas w tyłku Izy drgnął mocniej, zdradzając mnie w najgorszy możliwy sposób. Czułem wyraźnie jak drugi penis ociera się przez cienką ściankę o mojego. Dziwne, intensywne, cholernie upokarzające. Iza zadrżała.
— Mmmm … czujesz to, Tomek?
Michał przesunął się za kolegę. Dźwięk odkręcanej tubki rozdarł ciszę w pokoju niczym wystrzał. Mój mózg potrzebował ułamka sekundy, by przetworzyć ten bodziec, ale kiedy dotarło do mnie, co za chwilę się stanie, zesztywniałem. Krew w żyłach dosłownie ścięła się w lód. Chwilę później Artur napiął się i syknął. Michał powoli, ale stanowczo wszedł w niego od tyłu. Poczułem, jak świat usuwa mi się spod nóg. Widok dwóch atrakcyjnych facetów, zatracających się w sobie nawzajem zaledwie parę centymetrów od mojej twarzy był wprost niewyobrażalny. To nie była już tylko wyobrażenia. To działo się tu i teraz. Patrzyłem jak skamieniały na ich napięte mięśnie , naprężone jak postronki żyły, twarze wykrzywione w grymasie szorstkiej błogości i pragnąłem wyrwać się z tego transu, odepchnąć ich lub uciec — ale ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Ogarnął mnie paniczny lęk. Byłem w środku czegoś, czego nigdy nie chciałem… i jednocześnie nie potrafiłem przestać.
Każdy ruch Michała pchał Artura w cipkę Izy, a to z kolei wpychało mnie mocniej w jej tyłek. Albo odwrotnie – gdy ja się poruszałem, reagowała cała konstrukcja. Byliśmy jednym organizmem, jedną pieprzoną maszyną do uprawiania seksu. Czułem Artura tak blisko – jego udo przyciśnięte do mojego, jego oddech mieszający się z oddechem Izy, twardy kutas pracujący tuż obok mojego. A za nim jeszcze drugi mężczyzna, którego ruchy przenosiły się na nas wszystkich. Myślałem, że zaraz się poddam, że nie wytrzymam tego upokorzenia. Ale zaraz przyszło coś gorszego. Podniecenie. Tak silne, że prawie mnie rozsadziło. Ocieranie się o niego, wspólne pchnięcia, każdy jęk Izy, która była w samym środku orgii, działały jak prąd. Czułem ciepło naszych ciał, zapach seksu, ścisk jej tyłka i jednoczesne ruchy dwóch innych mężczyzn. Byłem tym uwięziony – fizycznie i psychicznie – i zamiast się wycofać, dołączyłem do ich rytmu. Trzymałem Izę za biodro, ale kiedy penisem targnęły pierwsze skurcze, przeniosłem ją odruchowo wyżej, łapiąc ją za pierś. Ścisnąłem, wyczuwając pod palcami przyjemne, sprężyste ciepło i twardy sutek, ale natychmiast dotarło do mnie, że dłoń jest zakleszczona pomiędzy nią a twardym torsem Artura – nie miałem dokąd jej cofnąć. Byliśmy zbyt blisko. Zbyt ciasno. Iza skomlała już prawie bez przerwy, całkowicie zatracając się w brudnej rozkoszy.
— Jesteście… kochani… — sapała drżącym głosem. — Cholera, jak mi dobrze… Normalnie odpływam …
Jej słowa uderzały we mnie mocniej niż ruchy. Wtedy Artur przesunął rękę. Objął mnie ramieniem, przyciągając nas jeszcze bliżej. Jego przedramię spoczęło na moich plecach, a dłoń zacisnęła się na barku. Nie było w tym czułości – tylko czysta, fizyczna potrzeba bycia w tym szaleństwie jeszcze bliżej. Mój umysł skapitulował. Upokorzenie wymieszało się z gęstym, uzależniającym podnieceniem, które teraz przejęło nade mną pełną kontrolę. Napięcie w mięśniach odpuściło, zastąpione głębokim, dławiącym zachwytem. Zamiast zrzucić jego dłoń z barku, sam nieświadomie przywarłem mocniej do Izy, a dłoń powędrowała na kark mężczyzny.
— Tak… — wyszeptała Iza , drżąc z zachwytu na samą myśl o tym zatarciu granic. — Tak jest cudownie … Zostań z nami, Tomeczku.
W jej głosie wybrzmiewał perwersyjny triumf.
Ruchy naszych ciał stawały się szybsze i chaotyczne. W ciasnym splocie każdy pchał mocniej, głębiej, bez opamiętania. Czułem, jak Artur drży, Michał przyspiesza, a Iza się zaciska. Pierwszy nie wytrzymał Artur. Znajdował się w samym centrum obłędu. Przekazywał całe to szaleństwo Izie, samemu przyjmując potężny napór Michała. Brał i dawał jednocześnie. Każdy mięsień w jego ciele napiął się do granic możliwości. Zaciskał na mnie palce, szukając punktu oparcia, podczas gdy jego oddech zamieniał się w rwane, dławione charczenie tuż przy jej obojczyku.
– Co wy ze mną robicie? – wyjęczał i wtedy jego silne biodra przypuściły szalony atak.
Wpychał się w Izę z regularnością automatu, drżąc i sapiąc z zadowolenia. Narzucił szalone tempo, naruszając dotychczasowy rytm i drżąc z zatracenia. Ta nagła zmiana tempa natychmiast wywołała reakcję łańcuchową, której nie dało się zatrzymać. Jego kutas zaczął mocno pulsować, a każde uderzenie trafiało przez cienką ściankę, również we mnie, przenosząc grzeszną energię do samych lędźwi. To wystarczyło. Czułem jakby Artur jednocześnie posuwał i mnie. Z jednej strony zalewał Izę spermą, a z drugiej – przyjmował mocne, rytmiczne pchnięcia Michała.
— Iza, czujesz? – syknąłem przez zęby i zmieniłem się w ten sam bezmyślny automat co mężczyzna przed nią.
Orgazm przyszedł gwałtownie, prawie boleśnie. Wlewałem w gorący tyłek spermę, zaciskając dłoń na karku Artura i dociskając jego głowę do twarzy Izy. Brutalny napór na obie dziurki, rozlewający się żar nasienia, ścisk spoconych ciał i ciężki, męski oddech — wszystko zlało się w jeden obezwładniający chaos. Iza chciała wyć, dać mięśniom targać ciałem, wyrzucić z siebie potężną eksplozję, ale tkwiła pomiędzy nami, jak w żywym imadle. Uwięziona w bezwzględnym uścisku, bez możliwości ruchu, nie miała jak rozładować tej fali. Jej orgazm nie gasł — trwał i trwał, rozrywając ją od środka i przeciążając nerwy w perwersyjnym obłędzie. Michał skrócił dystans. Schwytał Artura w stalowy uścisku za biodro i narzucił rytm, wbijając się w niego krótkimi, energicznymi pchnięciami, przypominając mu w tej zwariowanej chwili o ich własnej, nienaruszalnej więzi. Ale jego pchnięcia miały w sobie coś z kary — jakby wymierzał mu chłostę za to, że ten ośmielił się dojść w kobiecie.
— Jestem przy tobie – wyszeptał z głęboką czułością, przykładając usta do spoconego karku partnera i dociskając go miękko do Izy.
Przez długą chwilę leżeliśmy, sklejeni ze sobą, ciężko dysząc, niezdolni do ruchu. W końcu Iza wyswobodziła się z uścisku i tkwiących w niej penisów, przekręcając się na plecy. Miała zamknięte oczy, a na ustach uśmiech absolutnego, zepsutego zadowolenia.
— Ale jazda… — wyszeptała chropowato, nie otwierając oczu.— Powiedzcie, że to mi się nie śniło…
– Ani mi – dodał Artur, wciąż ciężko oddychając.
— To nie był żaden, pieprzony, sen — mruknął z tyłu Michał. – A twój mąż oficjalnie dołączył do zespołu.
– Do jakiego, cholera, zespołu? – rzuciłem leniwie, a Iza łypnęła na mnie z cwaniackim uśmieszkiem.
Michał sięgnął do szafki nocnej i podał im pudełko chusteczek. Iza wyciągnęła dwie naraz i razem z Arturem zaczęli bezceremonialnie doprowadzać się do porządku. Uśmiechali się w porozumiewawczej, niemal sportowej solidarności.
— Zasłużyliśmy chyba na jakiegoś drinka, co? — rzuciła Iza, niedbale ciskając przemoczone chusteczki na podłogę.
Widząc, że żaden z nas nie ma siły drgnąć, by podchwycić ten pomysł, zeskoczyła z łóżka z energią, której absolutnie nie powinna już mieć po nieprzespanej nocy.
— Teraz chcesz nas upić? Jest siódma rano — powiedział Michał, kręcąc głową z rozbawieniem i niedowierzaniem.
– Ale pieprzony maraton – dodał Artur, rozciągając ostrożnie wymęczone seksem ciało. — Tomek, ona się kiedyś zmęczy? — mruknął, przecierając spocone czoło i barki.
Iza puściła ich żarty mimo uszu. Odwróciła się i sprężystym krokiem ruszyła w stronę lodówki, nie robiąc sobie absolutnie nic z tego, że trzy pary męskich oczu odprowadzają ją w milczeniu, wciąż oszołomione tym, co przed chwilą wyprawiała. Wszyscy, jak na zawołanie dźwignęliśmy się na łokciach, zsynchronizowani w ciężkim zachwycie. Jej ciało było prawdziwą mapą minionej nocy. Włosy opadały na ramiona w rozczochranym nieładzie, na gładkiej skórze bioder i ud wyraźnie odznaczały się zaróżowione odciski twardych palców. Wokół obojczyków i na piersiach widać było otarcia od męskiego zarostu i ślady po zębach. Doskonale wiedziała, że śledzimy każdy jej ruch, chłonąc widok seksownych kształtów, i wyraźnie się tym zachwytem karmiła.
— Napatrzyliście się, panowie? — rzuciła przez ramię z kpiącym, zniewalającym uśmiechem.
Nalała solidne szoty z dużą ilością lodu i wróciła na łóżko, bezczelnie rozpychając się między mną a Arturem.
– Spać – westchnęła teatralnie. – Wypijemy i wracamy do siebie.
Pocałowała mnie krótko, ale chciwie. Uniosłem brwi i mruknąłem z leniwym zadowoleniem — w miękkim, wilgotnym dotyku jej ust wyczułem wyraźną obietnicę czegoś, co czeka nas po powrocie do pokoju, a nie żadne grzeczne wyciszenie przed snem. Potem poprawiła poduszkę i ułożyła się wygodnie, szorując stopami o nasze łydki.
— Ale jeszcze możemy trochę poświntuszyć — rzuciła, zerkając prowokacyjnie na mężczyzn.
Michał wychylił szklankę jednym ciągiem. Alkohol na pusty żołądek zadziałał błyskawicznie – rozluźnił go, a w jego spojrzeniu pojawiła się przekorna ostrość.
— A tak w ogóle… o co chodziło z tą Klaudią? — zapytał, patrząc na mnie uważnie. — Ta laska była tylko dla rozrywki, czy naprawdę cię poniosło?
Iza zachichotała, klepiąc mnie lekko po udzie, i szturchając łokciem. Nie miałem najmniejszego zamiaru się tłumaczyć. Jeszcze tego brakowało, żebym spowiadał się z naszych pokręconych układów obcym facetom.
— Nieważne — przyszła mi z pomocą, choć w jej głosie brzmiała czysta satysfakcja. — Spuściłam go na chwilę ze smyczy, żeby się przekonał, że i tak z żoną mu najlepiej.
— Pytanie, kto tu kogo spuścił ze smyczy — odgryzłem się, patrząc w jej rozbawione oczy.
Iza znów wybuchnęła śmiechem, wyraźnie rozochocona. Alkohol po nieprzespanej, upojnej nocy wprowadził nas w jakiś szaleńczy, odrealniony nastrój.
— Wiesz, dlaczego do niej pojechałem – mruknąłem w stronę żony – ale ty, skarbie, naprawdę nie masz za grosz przyzwoitości — dodałem, kręcąc głową i przeciągając dłonią po jej rozgrzanym brzuchu. — Nie odpuścisz nawet… gejom.
Iza przeciągnęła się leniwie na łóżku, bezczelnie wypinając piersi, po czym rzuciła z bezczelną dumą:
— I wygląda na to, że niechcący wybiłam im to gejostwo z głowy.
Mężczyźni wymienili błyskawiczne, porozumiewawcze spojrzenie, po czym dziko zarechotali. Michał uśmiechnął się pobłażliwie, nie odrywając od niej wzroku.
— Tak ci się tylko wydaje — mruknął z kpiącą pewnością siebie.
Ostentacyjnie przyciągnął Artura do siebie i bez pośpiechu nakrył jego usta własnymi. Iza uniosła brew, obserwując ten pokaz czułości z wyraźnym zachwytem.
— No proszę… — wyszeptała z uśmiechem. — A jednak wciąż mają swój własny świat.
Dłoń Michała zsunęła się powoli po torsie i brzuchu partnera, zaciskając się na penisie, który pod tym dotykiem zaczął odzyskiwać sztywność. Artur odchylił głowę do tyłu, syknął przez zęby i lekko uniósł biodra, nie stawiając oporu. Wtedy Michał zmienił pozycję — klęknął pomiędzy jego rozstawionymi nogami, nachylił się i powoli, bez żadnego pośpiechu, nasunął usta na członka. Zassał go głęboko i demonstracyjnie, bezczelnie patrząc przy tym w naszą stronę. Chciał nam pokazać, że nic się nie zmieniło. Że bez względu na to, co wydarzyło się w nocy z Izą, ich własna relacja i układ pozostały nienaruszone.
— Kurwa, Michał… — Artur oddychał coraz ciężej, starając się zachować resztki kontroli. — Nie zaczynaj znowu.
Tylko, że słowa całkowicie mijały się z ciałem. Jego dłoń sama powędrowała na kark partnera, wplątując palce w jego włosy i przytrzymując go przy sobie. Iza obserwowała ich z cichym zachwytem, oparta na łokciu. W jej oczach nie było zaskoczenia — tylko ciekawość i rosnące podniecenie.
— Czyste dzikusy… Zupełnie jak my — mruknęła cicho, prawie do siebie.
Michał uniósł na moment głowę, zlizując nitkę śliny, która spływała mu w kacie ust. W jego oczach tańczyła prowokacja. Iza zachichotała cicho i sięgnęła po swoją szklankę. Wypiła łyk, nie odrywając od nich wzroku.
— Nie przerywaj — rzuciła spokojnie. — Może Tomkowi się spodoba i do was dołączy.
Jej dłoń powędrowała na moje udo i zaczęła powoli gładzić skórę, coraz bliżej krocza.
— Chciałabyś to zobaczyć, co? — parsknąłem cichym śmiechem, pozwalając jej palcom wędrować jeszcze wyżej.
Michał ostentacyjnie zsunął wargi aż do samej nasady. Artur cicho syknął. Przełknąłem ślinę i wcisnąłem plecy w poduszki, nie potrafiąc odciągnąć od nich wzroku. W głowie miałem zamęt. Widok dwóch facetów idących na całość tuż obok nas wciąż wydawał się nierealny. Z jednej strony czułem absurd całej sytuacji. Z drugiej — bezczelny widok i powolny dotyk Izy działały na mnie silniej, niż chciałem przed samym sobą przyznać. Granice między tym, co męskie, damskie, przyzwoite i zakazane, zacierały się. Jej dłoń krążyła niebezpiecznie blisko. Oddychałem prawie tak ciężko jak Artur. W końcu złapałem ją za nadgarstek i mocno przycisnąłem dłoń do penisa, całkowicie odpuszczając próbę ogarnięcia tego rozsądkiem.
Iza obserwowała moją reakcję z nieznośną satysfakcją. W jej oczach błyszczał triumf, podniecenie i perwersyjna radość z tego, że znowu wciąga mnie w swoje zepsucie.
— Patrz na nich… — wyszeptała mi do ucha. — Patrz, jak pięknie go ssie. Jak głęboko…
Poczułem gorącą falę wstydu i jednocześnie tak potworne podniecenia, że zakręciło mi się w głowie. Chyba naprawdę nic już nie było w stanie mnie zdziwić. Byłem skrajnie przebodźcowany, znieczulony na jakiekolwiek zasady, byle tylko dąć upust napięciu. Drżałem, a tętno rozsadzało mi skronie. Iza ścisnęła mnie mocniej.
— Widzisz… — zachichotała, z głęboką, prawie złośliwą radością. — Stanął ci. I to jak.
Przesunęła dłonią po całej długości naprężonego organu, kciuk zatoczył wolne koło po oślizgłej żołędzi, rozcierając wilgoć, a potem z powrotem ścisnęła mnie u nasady.
— Ale jesteś twardy… — mruknęła prosto w moje ucho, niemal z lubością. — Cały dygoczesz. Nie udawaj, że cię to nie kręci…
Nie odpowiedziałem.
Pocałowała mnie w ramię, delikatnie szczypiąc zębami, po czym znów przysunęła usta do mojego ucha i wyszeptała z czystą, nieskrywaną radością.
– Podniecasz mnie.
– A ty mnie niszczysz.
Zachichotała słodko, tymczasem panowie rozkręcili się na dobre.
— Michał, uspokój się… zaraz spuszczę ci się w gardło — jęknął Artur, zaciskając dłoń na włosach przyjaciela.
Ten na chwilę uniósł głowę, łapiąc głośno powietrze, po czym otarł wierzchem dłoni lśniącą brodę. Iza ścisnęła moje ramię, posyłając mi krótki, podstępny uśmieszek, po czym rzuciła dodała z jadowitą słodyczą:
— Ssij go dalej. Przecież widzę, jak mój wstydliwy mężulek się tym jara. Kręci cię to, prawda kochanie?
Artur opadł ciężko na plecy, wypuszczając z płuc rozedrgane powietrze i poddając się bez walki. Michał tylko się uśmiechnął, po czym łapczywie i bezmyślnie rzucił się na jego członka, kierowany już tylko dzikim instynktem — by doprowadzić go do szaleństwa i spuścić z niego całe napięcie. Iza obserwowała to wszystko z zepsutym uśmiechem. Jej biodra poruszały się w leniwym rytmie, ocierając się o moje udo, podgrzewając i tak już gęstą atmosferę
— Patrz na nich… — wyszeptała, zauroczona surową, męską erotyką. Jej gorący oddech posłał dreszcz po moim karku. W głowie brzmiała perwersyjna duma, że udało się jej doprowadzić nas wszystkich do takiego obłędu. — Niedawno rżnęli mnie z przodu i z tyłu, naraz.
Jej słowa wpiły się w mój mózg jak paraliżujący jad. Czułem absurdalną mieszankę szoku, dzikiej zazdrości i potężnej, niemal obezwładniającej podniety. Penis twardniał z bolesną siłą na samą myśl o tym, że kobieta, którą kocham, doprowadziła dwóch facetów do absolutnego zatracenia na moich oczach, robiąc z nas wszystkich widzów i aktorów tego zepsutego widowiska. Kiedyś uznałbym to za obrzydliwe. Teraz po prostu nie mogłem odwrócić wzroku. Obaj byli w tym przerażająco naturalni, szczerzy i w pewien niezrozumiały dla mnie sposób piękni. Gapiłem się na nich, na Izę i czułem, że tracę grunt pod nogami. Ona wyczuła to natychmiast. Zacisnęła palce na członku, pompując go w powolnych, bezlitosnych zrywach, świadomie nagradzając mnie tą rozkoszą za to, że nie uciekam wzrokiem. Odwróciła głowę i pocałowała mnie agresywnie, prawie brutalnie – jakby chciała wessać we mnie całe to zepsucie, cały ten bałagan, który właśnie stworzyła. Drżałem. Wstyd palił mnie od środka, ale nie drgnąłem ani o centymetr. Nie miałem siły przeciwstawić się temu wyuzdaniu. Nie teraz, kiedy jej dłoń tak władczo trzymała mnie w obłędzie, a obok mnie dwóch kolesi szło na całość tylko dlatego, że ta zdzira zachciała mieć widowisko.
Artur nagle zacisnął dłoń na włosach kochanka, wygiął się w łuk i warknął gardłowo:
— Kurwa… dochodzę!
Ten nie cofnął głowy. Wręcz przeciwnie — dławiąc się, przyspieszył, nasuwając się na drgającego członka jeszcze głębiej. Artur zesztywniał, biodra drgnęły konwulsyjnie i ze zwierzęcym warczeniem zaczął się spuszczać. Gęste strumienie natychmiast wypełniły usta partnera. Pierwsza fala była tak potężna, że lepka biel wypłynęła kącikami warg, ściekając po brodzie i szyi. Kolejne strzały były już łagodniejsze, ale wciąż wyraźne. Michał przełykał łapczywie każdy łyk, patrząc mu w oczy z czystą, męską żądzą. Jego gardło pracowało rytmicznie, palce wbijały się w biodro partnera, przytrzymując go w żelaznych kleszczach, aż ten wypluł w niego ostatnią kroplę.
Patrzyliśmy na ten finał, ciężko dysząc, nie próbując ukrywać podniecenia. Iza sięgnęła do przodu, chwyciła Michała za włosy i przyciągnęła do siebie, podczas gdy jego wyczerpany przyjaciel odsunął się robiąc dla niego miejsce.
– Napracowałeś się. – Pocałowała go głęboko, wynagradzając mu ten grzeszny wysiłek i poświęcenie.
Język wsunął się między jego wargi, chciwie zbierając ostatnie krople nasienia. Zlizywała je powoli, z demonstracją — z ust, brody, aż po szyję, gdzie spłynęła długa, lśniąca smuga. On pozwolił jej na wszystko, ciężko dysząc, z dłonią wciąż wbitą w biodro leżącego obok partnera. Wtedy przekręciła się na bok, obracając się w moją stronę. Wbiła we mnie zimny, kalkulujący wzrok.
— No dalej… — wyszeptała z perwersją. — Zliż.
Na dolnej wardze błyszczały świeże, lepkie ślady. Wzdrygnąłem się, ale brutalny uścisk na penisie natychmiast przywołał mnie do paraliżującego pionu. Nie dawała mi żadnego pola do odwrotu.
— Przecież dołączyłeś do zespołu — dodała z wyrachowanym, drapieżnym uśmiechem, zbliżając pachnącą męskim nasieniem twarz do moich ust.
Oszalałem dla niej. To nie było już zwykłe podniecenie – to było całkowite, bezwstydne poddanie się jej zepsutej woli. Przymknąłem oczy i przyciągnąłem jej twarz do siebie. Gdy moje usta zetknęły się z jej wargami, poczułem obcy, słonawy smak. Mieszanka śliny i świeżej, ciepłej spermy drugiego faceta uderzyła we mnie jak cios. Zamiast się cofnąć, zacząłem chciwie, wręcz żarłocznie zlizywać z niej lepkie ślady. Iza drżała w moich ramionach, dłoń na kutasie pracowała coraz szybciej i mocniej – pompowała mnie brutalnie, jakby chciała do reszty zdusić resztki opamiętania i wstydu. Byłem całkowicie złamany. Oblepiony brudną namiętnością i posłuszny bez reszty. Chłonąłem z jej twarzy smak i zapach, wiedząc, że w tej chwili stałem się dokładnie tym, czego od początku chciała – uległym, szalonym narzędziem w jej rękach.
— Połknij wszystko, skarbie… nic nie może się zmarnować — zamruczała mi prosto w usta z cichym, dumnym śmiechem, gładząc mnie po karku, podczas gdy jej druga dłoń wróciła na twardy członek.
Przeniosłem dłoń na jej biodro, szukając w tym całym szaleństwie choć odrobiny stabilności. Iza natychmiast to wykorzystała. Przysunęła się jeszcze bliżej i zakryła moje usta swoimi, dławiąc w zarodku jakikolwiek protest. W tym samym momencie jej dłoń spadła na moją. Powoli, podstępnie, ale z bezlitosną siłą zaczęła ściągać moje palce w dół, prowadząc je za swoje plecy. Serce waliło mi w piersi jak szalone. Przez ułamek sekundy jeszcze nie rozumiałem, co robi. Potem poczułem. Najpierw obce, gorące ciało Michała. A chwilę później — twardy, gruby, żywy kutas. Żołądek podszedł mi do gardła. Ciałem wstrząsnął gwałtowny, paniczny impuls, żeby natychmiast wyrwać rękę. Ale Iza nie pozwoliła. Zablokowała nadgarstek żelaznym uściskiem i brutalnie wbiła moje palce w trzon, zmuszając mnie, żebym objął go całą dłonią. Potem zacisnęła na mnie palce, wykonując powolny, bezlitosny ruch w górę i w dół. Ruchliwy język wciąż bezczelnie pracował w moich ustach, mieszając smak śliny z obcym nasieniem, które przed chwilą zlizywałem z jej twarzy. Odsunęła się na ułamek sekundy i spojrzała mi w oszołomione oczy.
— Ani się waż zabierać ręki — wyszeptała drapieżnie. — Dotykaj go. Skoro chciałeś tu ze mną być ….
Penis Michała pulsowała pod drżącymi palcami bolesnym tętnem. Był paląco gorący, ociekający lepkim śluzem i do bólu, przerażająco wręcz realny. To nie była silikonowa zabawka, którą dla zabawy podsunęła mi Klaudia. To był żywy, napięty do granic możliwości narząd obcego faceta, który moment temu posuwał moją własną żonę. I wtedy uległem. Palce same zacisnęły się mocniej. Powoli, niepewnie, ale jednak zacząłem przesuwać dłoń w górę i w dół. Iza natychmiast to poczuła. Jej oddech stał się głębszy, a w oczach pojawiła się zadowolona żądza.
— O tak… — mruknęła niemal czule. — Właśnie tak.
Nagrodziła mnie natychmiast. Pocałowała mnie – głębiej i wolniej, z wyraźną satysfakcją. Michał cicho jęknął, a Artur obserwował nas z ciemnym, rozbawionym uśmiechem. Za każdym razem, gdy moja dłoń zjeżdżała w dół po twardym trzonie, jej usta lądowały na moich. Gdy unosiłem dłoń z powrotem, znów mnie całowała, głębiej, dłużej, jakby chciała wyssać ze mnie resztki oporu. Mówiła do mnie najpodlejsze, najbardziej sprośne rzeczy, dławiąc moje wahania.
— Taki grzeczny… absolutnie mój — szeptała z gorącą czułością, podczas gdy jej ciało ocierało się o Michała.
Chłopak przez chwilę leżał nieruchomo, chłonąc zepsucie i przewrotność. Potem jego biodra uniosły się do góry, wciskając członka głębiej w moją dłoń.
— Kurwa … Skąd ty ją wziąłeś? — mruknął nisko, prawie z rozbawieniem. – Iza jest genialna, ale ty też nie jesteś gorszy.
W głowie miałem białą pustkę. Szukające ucieczki obrzydzenie walczyło z podnieceniem tak, że aż fizycznie bolało mnie w klatce piersiowej. Byłem dokładnie tam, gdzie moja żona od początku chciała mnie mieć. I właśnie dlatego jej uśmiech stawał się coraz szerszy i absolutnie pewny wygranej. Iza nie miała już żadnych wątpliwości, że nigdzie nie ucieknę. Powoli zabrała rękę z mojego nadgarstka i przeniosła ją prosto na mojego twardego jak skała członka, zaciskając na nim gorące palce.
Ściskała mnie dokładnie w tym samym rytmie, w jakim ja pieściłem Michała. Jakby nagradzała każde moje uległe pociągnięcie.
– Podoba ci się, prawda, skarbie…? — szeptała, gładząc kciukiem żołądź i słodko mrużąc oczy. — Zabawiać się kutasem faceta, który dopiero co był w twojej żonie … zajebiste, co? Widzisz, jak drży, bo to teraz ty go dotykasz? – Masuj go… mocno. Daj się ponieść, skarbie… Zrób to dla swojej małej, zepsutej żonki.
Jej język był agresywny i chciwy, niczym precyzyjnie dawkowana trucizna. Ale najgroźniejsze w Izie było to, że potrafiła połączyć to wyuzdanie z porażającym, obezwładniającym ciepłem. To była moja ukochana żona — sprytna, przewrotna i do bólu świadoma swojej władzy — która z czułym uśmiechem na ustach i miłością w oczach prowadziła mnie za rękę prosto w sam środek najciemniejszej perwersji mojego życia. Genialnie rozegrała ten spektakl, a ja poddawałem się jej dokładnie tak, jak to zaplanowała. Za każdym razem, gdy przełamywałem w sobie kolejny opór — gdy nie odwracałem wzroku, gdy pewniej zaciskałem dłoń na gorącym ciele Michała, gdy stawałem się pełnoprawnym aktorem jej bezczelnej gry — Iza natychmiast mnie nagradzała. Jak treser, który wie, jak wywołać absolutne posłuszeństwo, obdarowywała mnie pełną uwagą. Miękki język wsuwał się głęboko w moje usta, zmysłowo zbierając smak innego mężczyzny i naszej wspólnej podniety. Całowała mnie mokro i z tak autentyczną, poruszającą miłością, że ten słodki kontrast zmieniał upadek w najcudowniejszą nagrodę. Ale to nie był koniec jej wyrafinowania. Nie przerywając dławiącego pocałunku, Iza sięgnęła ręką za siebie, odnajdując nadgarstek Michała. Po chwili znowu poczułem na spiętym członku dłoń — ale to nie była miękka, delikatna dłoń mojej żony. Ten dotyk był surowy, szorstki i do bólu twardy. Diablica przeniosła na mnie jego dłoń, a Michał nie miał absolutnie żadnych oporów. Dla niego dotykanie faceta w tym maratonie obłędu było czymś całkowicie naturalnym.
— Kurwa, Iza, stop… to za dużo … — wykrztusiłem przez ściśnięte gardło, ale męska dłoń na penisie poczynała sobie coraz ostrzej.
Przez moje ciało przeszedł niszczycielski, paraliżujący prąd, a mięśnie brzucha zacisnęły się w ostrym skurczu. Iza przycisnęła dłoń do mojego policzka i uśmiechnęła mi się w usta, pogłębiając pocałunek z cichym, triumfującym pomrukiem. Oderwała się na ułamek sekundy tylko po to, by dręczyć mnie dławiącym szeptem.
– Zrób to dla mnie, kochanie… — wymruczała zmysłowo, spijając moje drżenie. — pozwól mu … Poczuj, jak cudownie jest stracić kontrolę, kiedy twoja żona patrzy i nagradza cię za każdy dotyk.
— Iza… zwariowałaś… — wykrztusiłem z trudem przez ściśnięte gardło, głos załamał mi się całkowicie. — To się nie dzieje… Kurwa, Iza, powiedz, że to się nie dzieje…
Nie potrafiłem przyswoić faktu, że moja własna żona z czułym uśmiechem na ustach oddaje mnie w ręce innego faceta i bawi się moim kompletnym upadkiem, jakby biseksualne igraszki były dla niej najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem.
– Uwielbiasz się mną dzielić z innymi, prawda, skarbie? — szeptała z pieszczotliwym uśmiechem, gładząc mnie po skroni. — A dzisiaj przyszedł czas na ciebie. Dzisiaj to ja dzielę się tobą. Zobacz, jak idealnie do siebie pasujecie…
Palce Michała sparowały się z dłonią Izy. Pomiędzy moimi udami rozgrywała się perwersyjna symfonia: ściskałem w pięści twardy narząd obcego faceta, podczas gdy on, zachęcony przyzwoleniem mojej żony, zaczął niespiesznie, zdecydowanie pompować mojego własnego członka. Głowa pękała mi od nadmiaru bodźców. Zapach bezwstydnego seksu, gorący oddech Izy i jej agresywny, nagradzający pocałunek spaliły w mojej mózgownicy ostatnie bezpieczniki. Iza grała na nas oboju jak na doskonale zestrojonych instrumentach — obserwowałem kątem oka, jak jej drapieżne spojrzenie krąży między moją twarzą a rozedrganym ciałem Michała. Zrobiła z nas uczestników własnego, wyrafinowanego rytuału zepsucia, w którym wstyd przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, ustępując miejsca dzikiej, zwierzęcej rozkoszy. Jej desperacja zmieszana z niewyobrażalną wręcz czułością zepchnęła mnie w stan całkowitej uległości. Paraliżujący strach zaczął powoli ustępować miejsca obezwładniającemu, mrocznemu podnieceniu, a wstyd przetrawił się w czystą uległość. Zamiast się wyrwać, zamykając oczy, opuściłem ciężko głowę na jej ramię. Moje ciało zesztywniało, a potem wdrożyło się w ten bezwzględny, narzucony rytm. Biodra same unosiły się do jego ruchów.
Iza to widziała. Jej filigranowa dłoń z niewiadomą siłą przytrzymywała moją na palącym, twardym członku Michała, bezwzględnie zmuszając mnie, bym nie przestawał — nawet wtedy, gdy sam całkowicie traciłem kontrolę nad własnym ciałem. Michał syknął ostro, a jego ruchy stały się krótkie, rwane, niemal brutalne. Doszedł w mgnieniu oka. Z niskim, gardłowym stęknięciem wygiął się i z impetem wbił biodrami w moją zaciśniętą dłoń. Poczułem z przerażającą wyrazistością, jak członek gwałtownie pęcznieje, a potem zaczyna żyć własnym, dzikim rytmem. Eksplodował w moim uścisku, wyrzucając z siebie gęste, parzące strumienie, które z impetem opryskały jego brzuch, aksamitną skórę Izy, a na koniec zalały moje spięte palce. Ten widok i ciężkie, skurcze jego narządu przeszły przez moją rękę na całe ciało, działając na napięte nerwy jak zapalnik. Iza widziała, co się ze mną dzieje. To był dokładnie ten moment, na który tak bardzo czekała — chwila, w której staję się pełnoprawnym uczestnikiem tej orgii. Przycisnęła gorącą twarz do mojej, wbijając paznokcie w mój kark i spijając z ust rozedrgany, pełen paniki oddech.
— Dojdź, kochanie… Pozwól mu… — wykrztusiła zmysłowym, dławiącym szeptem, wsuwając język głęboko w moje usta, by zagłuszyć ostatni jęk protestu. — Dojdź dla mnie w jego ręce … Teraz!
Zanim zdążyłem pomyśleć, wolna dotąd przestrzeń po mojej drugiej stronie nagle zniknęła. Artur, który do tej pory trwał w cieniu, zamęczony przez Michała i tylko chciwie nas obserwował, wreszcie nie wytrzymał. Przesunął się sprężyście na łóżku i położył tuż obok. Jego dłoń wsunęła się bezczelnie między moje uda, zaciskając palce na spiętych jądrach. Aksamit uderzającego oddechu Izy w zderzeniu z podwójnym, męskim uściskiem sparaliżował mnie z niszczycielską siłą.
Nie wytrzymałem. Na moment całkowicie straciłem oddech, a kręgosłup wygiął się w ostry łuk. Tłamszony twardym uściskiem penis wypluł z siebie gwałtowną, niemal bolesną salwę spermy, a kolejne fale zdawały się nie mieć końca. Zalewałem im ręce, własny brzuch i udo, tracąc wszelką godność. Czułem, jak lepka ciecz spływa po skórze, jak zbiera się w zagłębieniu biodra i jak z każdym kolejnym skurczem robi się coraz bardziej ślisko między jego szorstką dłonią a moim rozpalonym członkiem. Michał wykorzystywał tę wilgoć, wyciskając ze mnie wszystko, co naprodukowały jądra, rozcierając kciukiem świeżą spermę po całej obnażonej główce. W tym samym czasie Artur dokręcał śrubę od dołu. Twarda dłoń zacisnęła się na spiętym worku, międląc go bezlitośnie i wyciskając ze niego ostatnie krople. Byłem całkowicie osaczony i rozpracowywany przez dwóch facetów, a nad tym wszystkim Iza, która przyciskała mnie do materaca, spijając z moich ust bezwolne jęki upodlenia. W głowie eksplodowała oślepiająca pustka. W uszach huczała krew, a serce waliło tak gwałtownie, jakby zaraz miało rozsadzić klatkę. Jednocześnie palił mnie wstyd — ostry, fizyczny i paraliżujący. Iza trzymała mnie za kark, szeptają mi w usta, głosem pełnym czułej, absolutnej dominacji:
— Jesteś obłędny, skarbie. Mój i tylko mój. Kocham cię…
Gdy ostatni skurcz wreszcie odpuścił, opadłem ciężko na poduszki. Oddech miałem szarpany, a ciało wciąż drżało z pourazowego szoku i obezwładniającego wyczerpania. Artur przesunął powoli dłoń po moim udzie, dając mi ułamek sekundy na reakcję, po czym bezczelnie przejechał palcami po obfitym, lepkim śladzie spermy, definitywnie łącząc się z nami w tej parnej, gęstej przestrzeni. Iza zniżyła dłoń, objęła go za kark i przyciągnęła bliżej, domykając krąg, z którego nie było już ucieczki. Michał powoli poluźnił uścisk na moim członku, ale nie cofnął dłoni. Leżeliśmy tak przez dłuższą chwilę w ciasnym, dławiącym splocie ciał, słuchając jedynie ciężkich, mieszających się oddechów. Pokonany, przymknąłem oczy, pozwalając, by ich obecność powoli uciszyła panikę w mojej głowie.
W końcu Iza leniwie się poruszyła. Usiadła na łóżku, poprawiając rozczochrane włosy z rozbawionym, triumfalnym uśmieszkiem, po czym rzuciła mi spojrzenie pełne czułej, ale i bezwzględnej dominacji.
— Czas na nas, kochanie… — wymruczała, klepiąc mnie lekko po lepkim od nasienia udzie. — Musimy wracać, zanim zrobi się tłum przy basenie.
Z trudnością usiadłem na brzegu łóżka, wciąż półprzytomny, wpatrując się w ubrudzone dłonie i udo. Nie potrafiłem spojrzeć im w oczy. Michał sięgnął po chusteczki, podając mi paczkę z lekkim, kulturalnym, ale niesamowicie wymownym uśmiechem.
— No, kolego … — zaczął, kręcąc głową z autentycznym niedowierzaniem, choć w jego głosie pobrzmiewała nuta rozbawionej kpiny. — Kiedy Iza wpadła na nas po południu, myślałem, że skończy się na piwie i wygłupach w klubie. Nie wiem, jak dajesz sobie z nią radę, ale ona jest nie do zdarcia.
— Nie grzeszymy z Michałem zbytnią przyzwoitością, ale przy tym, co wy tu odstawiliście, wyglądamy jak, kurwa, grzeczni chłopcy z oazy. Szacunek… — dodał Artur, opierając się na łokciu i mierząc mnie bezczelnym wzrokiem z rozbawionym, cwanym uśmieszkiem. — Szczerze? Nigdy bym nie pomyślał, że dasz się nam tak gładko wziąć w obroty. Twoja żona ma do ciebie niesamowitą rękę, stary… W jedną noc, zrobiła z ciebie potulnego biseksa. A najpiękniejsze jest to, że jak wrócicie do domku, to jeszcze pięknie jej za to w łóżku podziękujesz.
Ich słowa paliły mnie od środka żywym ogniem wstydu, a jednocześnie gdzieś głęboko pod skórą znowu tlił się ten mroczny, podniecający impuls. Iza chichrała się cicho, zapinając guzik od spodenek.
— Śmiejcie się, śmiejcie… — rzuciłem z wisielczym, zgryźliwym uśmieszkiem, mrużąc oczy. — Tacy z was geje, a wystarczyło, że ona mrugnęła okiem, a potulnie robiliście za jej rekwizyty. Wychodzi na to, że nie tylko mnie przerobiła.
Obaj spojrzeli na Izę, która chichrała się z dumną miną.
— No i, cholera, ma rację! — wykrztusił Artur, mrugając do przyjaciela. — Załatwiła nas bez mydła!
— Chodź, diablico — zakończyłem tę wymianę uprzejmości, naciągając na siebie spodnie. – Mamy chyba sporo do obgadania… albo do dokończenia.
Nie mam pojęcia, jak trafiłem do naszego domku. To był najdłuższy i najbardziej wyniszczający seks maraton w moim życiu. Najpierw z Klaudią, potem jazda w środku nocy, a na koniec to…
Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi, poczułem, że głowa ciąży mi jak z ołowiu i że zaraz po prostu odlecę. Iza bezceremonialnie zrzuciła z siebie ubranie, pomogła mi w tym samym i pociągnęła mnie za sobą pod prysznic. Chodny strumień wody uderzył w nas z impetem, zmywając ze skóry zaschniętą spermę i nagle przywracając mnie do przytomności. Przetarłem twarz dłońmi, wyplułem wodę i spojrzałem na nią przez mgłę, opierając się ciężko o kafelki.
— Co to, do cholery, było, Iza?! — wykrztusiłem łamiącym się pod ciężarem wstydu i niedowierzania głosem. — Taki był twój genialny plan?! Miałaś siedzieć tu sama i poczuć chociaż cząstkę tego, co ja przeżywałem, kiedy ty bzykałaś się z Jakubem! Nie wytrzymałaś nawet, kurwa, godziny?!
Iza przekrzywiła głowę, słuchając wypływających ze mnie gorzkich wyrzutów. I zamiast spuścić wzrok czy przyznać się do winy, objęła mnie za szyję.
— Próbowałam! Naprawdę próbowałam… — wymruczała słodko, patrząc mi w oczy z udawaną niewinnością.
— Yhm — mruknąłem tylko pod nosem, starając się zachować zimną twarz.
— No naprawdę! Od razu mnie trafiło — ciągnęła, a jej niewinny głosik w ułamku sekundy zmienił się w dramatyczny, przejmujący ton.
Przylgnęła do mnie piersiami, a ja odruchowo objąłem ją w talii, chociaż tak bardzo próbowałem grać obojętnego.
— Myślisz, że nie byłam zazdrosna? — wyszeptała, patrzę mi w oczy pod strumieniami ciepłej wody. — Po prostu mnie skręcało! Myślałam o was i o tym, co sama zrobiłam z Jakubem. Myślałam, że rozwalę ten domek, to było nie do wytrzymania! Biegałam, pływałam… robiłam wszystko, żeby tylko zająć czymś myśli i nie zwariować.
Przerwała na moment, a w jej zamglonych oczach nagle zapłonęły bezczelne, niebezpieczne iskry przewrotności. Cały ten udawany dramat prysł w sekundę, a na jej mokrych ustach wykwitł uroczy, wręcz demoniczny uśmieszek.
— I wtedy napatoczyli się oni. Całkiem przypadkiem, skarbie!
— I co? — prychnąłem, pryskając wodą. — Po prostu namówiłaś dwóch gejów na seks?
— Musiałam wyglądać nieciekawie, bo oni naprawdę się wystraszyli! Myśleli, że zaraz zrobię sobie krzywdę — rzuciła ze słodką, wyuzdaną niewinnością, gładząc mnie po karku.
Spojrzałem na nią z jawną kpiną, kręcąc głową, ale ręce na jej biodrach zacisnęły się cokolwiek mocniej.
— Chcieli tylko, żebym się trochę rozerwała… — dokończyła, stając na palcach i muskając wargami mój podbródek.
– A potem?
– Potem … wszystko potoczyło się samo.
– No to sobie wymyśliłaś pokutę — rzuciłem z goryczą.
– To miała być zemsta, ale nie na tobie, kochanie – na Klaudii. Pomyślałam, że należy ci się coś lepszego niż ta mała siksa. Tylko ja wiem, co cię najbardziej kręci.
– Naprawdę? I się tak dla mnie poświęciłaś?
— Oh, przestań już marudzić, skarbie — mruknęła rozkosznie, wsuwając mokre dłonie we włosy na moim karku i lekko ciągnąc głowę w dół. — Wiesz, że gdybym chciała po prostu przespać się z kimś z zemsty, zrobiłabym to zupełnie inaczej. A ja wolałam zrobić ci niespodziankę! Doceń to wreszcie. To zdjęcie z nimi… wysłałam je z myślą o twoich fantazjach. I świetnie zrozumiałeś tę wiadomość.
— A gdybym nie przyjechał? — wypaliłem, mrużąc oczy i patrząc na nią z chłodem, starając się utrzymać chociaż pozory powagi. — Gdybym olał to zdjęcie i został z Klaudią? Co wtedy z twoim słodkim prezentem?
Iza parsknęła cichym, pobłażliwym śmiechem, a w jej oczach zapłonęła bezczelna pewność siebie. Przejechała językiem po moich wargach, po czym lekko je przygryzła, aż przeszedł mnie dreszcz.
— Proszę cię, kochanie… — powiedziała z niewinna minką, uśmiechając się promiennie pod strumieniem wody. — Znam cię na wylot. Wiedziałam, że kiedy zobaczysz, jak twoja urocza żona nakręca się z dwoma facetami, rzucisz wszystko, wsiądziesz w samochód i przygonisz tu nawet w środku nocy. I co, pomyliłam się? Nie.
Słuchałem tych jej głupich, uroczych tłumaczeń i czułem, jak rozbiera mnie kawałek po kawałku. Ta jej dziewczęca poza, ten słodki uśmieszek po wywinięciu takiego numeru… Powinienem być wściekły, powinienem zrobić jej awanturę życia za to, że wystawiła mnie tym kolesiom i zaciągnęła w sam środek obłędu. A zamiast tego stałem tam, gapiąc się na spływającą po jej piersiach wodę i łapałem się na tym, że zamiast złości czuję dławiącą zmysłowość i pieprzoną satysfakcję.
— Dlaczego ja cię nie zamorduję? — prychnąłem z ciężkim westchnieniem, kręcąc głową z niedowierzaniem. Dłonie, którymi omiatałem jej biodra, zacisnęły się trochę mocniej, niż planowałem. — Robisz ze mnie zabawkę, zmuszasz do takich rzeczy, a potem z niewinną minką udajesz, że zrobiłaś mi przysługę.
— Bo zrobiłam, skarbie… — mruknęła, wsuwając dłoń pod mój podbródek i zmuszając mnie, żebym spojrzał jej prosto w oczy. — Przecież widziałam twój wzrok. Widziałam, jak na nich patrzysz. Przecież ciebie też to dopadło, tylko potrzebowałeś, żebym cię trochę popchnęła. No powiedz mi wprost… aż tak bardzo ci się nie podobało? Nawet nie wiesz, jak strasznie mnie podnieca, że z miłości… albo z zazdrości… potrafisz zrobić dla mnie wszystko.
Przylgnęła do mnie ciasno, a ja bezwolnie ścisnąłem ją za pośladki. Jej uśmiech stał się wyczekujący i drapieżny. Pocałowała mnie głęboko, nie dając mi szansy na protest, po czym odsunęła usta o milimetr i wyszeptała:
— Powiedz mi prawdę … — Stanęła na palcach, tak że jej wargi znalazły się tuż przy moim uchu. — Jak ci z nimi było? – Przymknęła powoli oczy – Bo ja… dostałam orgazmu od samego patrzenia.
Serce znowu zabiło mi mocniej, a po krzyżu przeszedł ostry, gorący dreszcz. Przełknąłem ciężko ślinę, starając się nie zdradzić ani gwałtownego przyspieszenia tętna, ani dreszczu. Oparłem głowę o mokre kafelki i uśmiechnąłem się bezczelnie, mrużąc oczy przez mgłę pary. Ale ona czuła wszystko – czuła, jak moje dłonie zaciskają się na jej pośladkach, czuła, jak ciało reaguje na słowa.
— Jedyne, o czym wtedy myślałem, kochanie, to że mojej żonie całkowicie się wszystko w tej ładnej główce poprzewracało.
Iza zachichotała, ale zaraz przybrała minę surowej, przenikliwej belferki.
— Nie kłam, skarbie… Widziałam wszystko.
koko
Jak Ci się podobało?