Nieposkromione marzenia (X) - Czego oczy nie widzą, czyli sztylet w serce
22 czerwca 2026
Nieposkromione marzenia
1 godz 19 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Drzwi do gabinetu otwarły się bez pukania. Pochłonięta pracą Dorota zauważyła maszerującego dyrektora dopiero kiedy był niemal obok niej. Odkąd miał potężnego asa w rękawie, uwielbiana przez niego władza wróciła w odpowiednie, to znaczy jego ręce… Rozsiadł się niedbale na brzegu jej biurka w lekkim rozkroku, niby od niechcenia eksponując swoje krocze na wysokości jej twarzy. Był z tego znany — kiedy chciał kogoś objechać, lub wytłumaczyć kto tu rządzi, przyjmował tą okropną pozę wprawiając rozmówcę w zażenowanie. W skrzyżowanych na piersiach rękach trzymał zwinięty plik papierów, którym radośnie machał…
— No i jak tam Pani Dorotko, wszystko w porządku? Pilnujemy swoich papierów?
Za jego uśmiechniętym obliczem skrywała się perfekcyjnie kontrolowana chęć dręczenia słabszych i nic nie wskazywało, żeby ta rozmowa miała się szybko skończyć. Serce Doroty zaczęło bić jak szalone, nie miała pojęcia w którym momencie przyjdzie atak i z której strony…
— Tak, pilnuję bardzo dobrze. — odparła sucho z braku lepszego pomysłu.
— Mhm… pilnuje pani… — mruknął sam do siebie i zaczął się rozglądać po pokoju w poszukiwaniu tylko sobie znanego punktu.
— Wie pani, nie wiem czy pani tutaj pasuje Dorotko… — zawiesił głos i spojrzał na trzymane kartki. Mimo wytężenia wszystkich sił drgnęła, a grymas paniki wykrzywił jej twarz na ułamek sekundy wystarczający, żeby go zauważył.
— Ze smutkiem informuję, że dział kadr uważa, że nie… — poczekał wystarczająco długo, żeby z oczu wbitych nieruchomo w komputer popłynęły pierwsze łzy — I ja się do tego zdania przychylam.
Westchnął ciężko.
— Skakała pani z działu do działu, przepraszam za wyrażenie, jako taka zapchajdziura i nigdzie pani nie zapuściła korzeni… I moim zdaniem tego właśnie zabrakło, żeby się wkomponować w kulturę tej firmy.
Dorota pogodziła się z losem i ocierała chusteczką oczy i nos… Ołowiany kombinezon znów powoli zaczął ściskać jej ciało i przyginać do ziemi.
— Pojawiła się pani tak nagle… Nie było okazji, żeby udowodnić, że ma tu pani swoje miejsce, w tej firmie, w tym gabinecie.
Drżąca i skupiona na płaczu nie zauważyła kiedy położył przed nią papiery.
— Pani Dorotko…? — lekko, niemal czule, podłożył palec wskazujący pod jej brodę i delikatnie uniósł. — Proszę spojrzeć. Ostateczna decyzja należy do mnie. A przed panią leży właśnie szansa, żeby te korzenie w firmie w końcu zapuścić.
Jak przez mgłę spojrzała na kartki i zaczęła je machinalnie przeglądać. Kolejne szkolenie zewnętrzne, organizowane przez hotel, pokoje w podwójnej cenie. Ten sam, prymitywny wałek, ale z jedną różnicą — puste miejsce czekało na jej podpis…
— Ostatnio miała pani dobry pomysł i teraz czas wcielić go w życie, z tą różnicą, że ten… “sukces”, będzie też pani sukcesem, rozumiemy się? Co więcej, podczas tego, jak i hmmm, “późniejszego” szkolenia będzie pani prelegentem. Myślę, że możliwość wpisania sobie tak wyjątkowej pozycji do CV będzie adekwatnym wynagrodzeniem. No i udowodni pani, że naprawdę osiadła pani w naszej firmie, przecież wszyscy tutaj jesteśmy, żeby się wspierać i sobie pomagać, a nie szkodzić, prawda?
Po raz pierwszy spojrzała mu w te lodowate i władcze oczy. Czuła się zastraszona, sponiewierana i zaszczuta… Ale głęboko, gdzieś pod tymi wszystkimi zadanymi ranami prześwitywał podziw dla jego siły i bezwzględności. Myśl, że chciałaby, żeby był mężczyzną przy jej boku przemknęła przez głowę bez śladu emocji.
Z wewnętrznej kieszeni jego doskonale skrojonej marynarki wyciągnął pióro i zaprezentował przed jej oczami.
— Więc jak będzie Dorotko? zapuścisz u nas korzenie? Będziemy jedną drużyną?
Jej mózg nie podjął żadnej próby zastanowienia się, analizy, czy przewidzenia konsekwencji, gdy ręka w imieniu zamrożonej właścicielki składała za nią podpis.
Kiwnął głową, wstał, stojąc ze swoim kroczem centymetry od jej twarzy dłużej niż było to konieczne i ruszył w stronę wyjścia.
— Dostała pani maila? — spytał odwracając się w drzwiach.
— Nie, nic nie dostałam… — oprzytomniała.
— No cóż… Zaczynamy zaraz zebranie na sali konferencyjnej, obecność obowiązkowa.
Światło i dźwięki zaczęły do niej spływać ponownie. Rozejrzała się po gabinecie wilgotnymi oczami, upewniając się, że to nie koszmarny sen, naprawdę jest tu i teraz. Doprowadziła się do jako takiego porządku i ruszyła na spotkanie.
Przy długim stole wszystkie miejsca po bokach były zajęte, usiadła więc na jedynym wolnym, przy krótszym brzegu, vis a vis dyrektora. Ukradkowo wymieniane spojrzenia rozpalały domysły co też mogło się zdarzyć między nią a dyrektorem i jaki jest powód jej złego stanu… Była to najdłuższa godzina w życiu Doroty. Wszystkie siły jakie jej pozostały poświęcić na trzymanie fasonu i powstrzymaniu się przed wybiegnięciem oby jak najdalej stąd.
Kiedy podsumowanie się skończyło, a krzesła zaczęły szurać w rytm oddechów ulgi, Dorota wykręciła numer do jedynej osoby, na którą mogła teraz liczyć…
***
Dagmara zgodziła się od razu, kiedy drżący głos jej przyjaciółki poprosił o spotkanie zaraz po pracy. Skończyła godzinę wcześniej, ale nie była w nastroju na oglądanie ciuchów więc siedziała w kawiarni jak na szpilkach. Swoimi sposobami próbowała się dowiedzieć się od znajomych co zaszło. Poza ”dziwną miną” i “rozmazanym makijażem” jej ukochanej Doroty podczas zebrania nie dowiedziała się niczego sensownego. Kiedy zobaczyła ją kroczącą sztywno i nienaturalnie, wstała i pomachała z daleka. Nie zareagowała w żaden sposób. Podeszła, przywitała się i dopiero kiedy Dagmara przytuliła ją mocno usłyszała ciche łkanie. Nic nie mówiła, po prostu tuliła ją tak długo jak tego potrzebowała. Po kilkunastu sekundach, wraz z głębokim westchnieniem uspokoiła swój oddech. Usiadły przy stygnących kubkach kawy.
— Dorota… Czy stało się coś złego? — zaczęła powoli obserwując ją uważnie.
— Raczej… raczej nie, ale…
— Kochana, posłuchaj mnie uważnie. Jeżeli ten skurwysyn cię… albo próbował chociaż… w jakikolwiek sposób… — cedziła przez zęby, czując jak ogarnia ją furia.
— Nie, Dagmara… To była tylko rozmowa… — dukała patrząc się w stolik.
— Tylko rozmowa? — Odchyliła się na fotelu z pewną ulgą, bo najgorsze przewidywania się nie spełniły… Ale jej kochany kłębek nieszczęść ociągał się z chwyceniem pomocnej dłoni. — Kiedy ostatni raz coś jadłaś?
— Dzisiaj. Śniadanie.
Westchnęła.
— Jest siedemnasta. Kelner! —zawołała na niezłego szatyna z burzą kręconych włosów i zaczęła buszować w swojej torebce.
— Słucham panią?
— Poproszę dwie duże bruschetty i dwie duże szarlotki z lodami, tylko szybciutko! — powiedziała wręczając mu zmięty, pięćdziesięciozłotowy banknot. Kiedy ukłonił się ze szczerym uśmiechem i ruszył w swoją stronę, odruchowo obczaiła jego tyłek. Z wyciągniętej z torebki piersiówki wzmocniła obie kawy.
— Na zdrówko! — Dorota chwilę się wahała, ale piorunujący wzrok przyjaciółki przywołał ją do porządku. Wypita na pusty żołądek ciepła kawa z rumem bardzo szybko rozwiązała język.
— Ja już nie daję rady… W małżeństwie mam bajzel, w pracy jak w jakiś żmijowisku i wszystko tylko kurwa wisi nade mną, jak jakiś pieprzony sęp!
— Jesteś na siłach opowiedzieć co się stało?
Zrelacjonowała dokładnie przebieg tych ledwie kilku minut, które zdewastowały ją psychicznie.
— Uff… — waga sytuacji obciążyła również barku Dagi — grubo… Powiem ci szczerze, że pracuję dłużej od ciebie, ale nie widziałam, żeby chujek zasadził się na kogoś równie mocno co na ciebie. Z drugiej strony — odjebałaś woltę na skalę krajową, gdyby to oczywiście wyszło na jaw… Nie wiem czy mam coś mądrego do poradzenia. Wydaje mi się, że gdyby chciał się ciebie pozbyć zrobiłby to szybko i bardzo boleśnie. Ale z jakiegoś powodu po raz kolejny przedłuża zabawę w kotka i myszkę… Nie myślałaś, że może chodzić o coś innego?
Dorota odwróciła głowę z niesmakiem na tą insynuację.
— Nie no, proszę cię…
— Nie mlaskaj mi tu, tylko popatrz na siebie. Jesteś zajebiście ładna, szczuplutka, cycki i dupcię masz na miejscu. Myślisz, że to nie ma znaczenia? Gość jest teflonowy i żadna afera, błąd czy podejrzenie nigdy do niego się nie przykleiły, co nie znaczy, że nigdy nie próbował, albo, że ty jesteś jego pierwszą próbą.
Nie skomentowała.
— Na pewno ma żonę, niepracującą, chyba taką przeciętną, więcej nie słyszałam. Jak zobaczył taką turbosamicę, co mu publicznie w twarz splunęła, myślisz, że go to nie nakręciło? Psychopaci lubią cenne zdobycze. Może w końcu ktoś porządnie postawił mu kutasa swoim zachowaniem?
— Dagmara… — protestowała od niechcenia, bo pomimo, że to samo gdybanie, to powoli wyłaniał się tu realny powód jej sytuacji… — wiesz, może ja też raz przesadziłam kiedy rozmawialiśmy w trójkę, z księgową…
Opisała szczegółowe to zajście.
— Ja pieprzę, dziewczyno… co się dziwisz?? Ale narozrabiałaś… Coś mu obiecałaś. Nawet jeżeli on nie jest zainteresowany, w co raczej wątpię, to musisz pokazać, że oferta jest dalej ważna. W przeciwnym razie poczuje się zrobiony w wała. A to mu się kurewnie nie spodoba…
Zapadła długa cisza którą przerwał kelner rozkładając zamówienie.
— Jedz, na głodniaka nic mądrego nie wymyślimy.
Posiłek nie rozwiązał problemu, ale bardzo poprawił humor. Obie się rozluźniły i obawy które ich otaczały szybko zniknęły. Koniec końców kobiety nie marzą o księciu na białym koniu, tylko o tym, żeby się najeść do oporu i nie przytyć…
— Coś ci powiem, tylko mi kochana obiecaj, że nie będziesz przerywała, dobrze?
— Dobrze.
— Słuchaj Dorka… Wiem, że jesteśmy z różnych światów, każda ma swoje doświadczenia i żyje tak jak uważa, że jest najlepiej. Ja jestem ta szalona, która się rucha bez gumy, ty jesteś ta grzeczna co się uczy i wianuszek trzymała dla tego jedynego. — w każdy inny dzień żywiołowo by zaprotestowała, ale nie dzisiaj. — I można tak było żyć, dopóki los cię nie kopnął na sam szczyt. Nie miałaś prawa się tam znaleźć, umówmy się. Ani tamte kutafony, ani ty nie byliście na to przygotowani. Jesteś intruzem — nie bawiłaś się w biurowe gierki, nie potrafisz intrygować jak w Grze o Tron. Nie załatwiałaś niczego przez łóżko. A to jest właśnie taki świat. Dla mnie to jest widoczne jak na dłoni. Myślę… że jeżeli chcesz się utrzymać, to musisz pokazać trochę pazurów… i trochę dupci. Sorry, że muszę ci to mówić, ale tak jest…
Dorota gwałtownie podniosła głowę, przeszywając przyjaciółkę wzrokiem, ale nie zaprotestowała. Zapadło długie milczenie. Jej usta powoli ułożył się do pierwszego, z trudem wypowiedzianego słowa.
— Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę, prawda?
Przyjaciółka potwierdziła kiwnięciem głowy.
— Dagmara… Ja… ja chyba chcę, żebyś zadzwoniła do tego…
— …Wojtka? Mówisz serio? — coś co było bardziej żartem i przekomarzaniem zostało potraktowane serio, co wprawiło ją w pewną konsternację…
— Mhm… — jego imię nie przeszło jej przez usta.
Dagmara uniosła brew i lustrowała ją uważnie. Nie zauważyła wahania czy złości, tylko potworne zmęczenie, kumulowane miesiącami, bez żadnego ujścia. Zastanawiała się tylko parę chwil zanim wykręciła numer telefonu.
— Ty już dzwonisz? — bardziej stwierdziła, niż spytała, bez śladu protestu.
— No cześć misiaczku! Słuchaj, Wojteczku, jest taka smutna sprawa… — ciągnęła karykaturalnie smutnym i zbolałym tonem, jak dobra ciocia przygotowująca przedszkolaka na śmierć jego chomika — pamiętasz jak mówiłam ci o mojej przyjaciółce, fajnej dupci, która potrzebuje zaopiekowania?
Na wszelki wypadek zerknęła na nią sprawdzając jej reakcję. Nie zareagowała, co dobitnie świadczyło o jej ciężkim stanie.
— Tak, właśnie ta… Słuchaj, dziewczyna ma teraz takie ciśnienie, że jakby zjadła węgiel, to po dwóch dniach wysra diament. No i tutaj wjeżdżasz, ty, cały na biało, wiesz, żeby jej trochę spuścić tego ciśnienia? Ej, ale ty się nie rechotaj, tylko odpowiedz! Serio, serio… Tylko wiesz, z wyczuciem, dobra? Tylko nie przeszarżuj swoim chujem, żeby nie było takich akcji jak na Maderze, rozumiesz? Co? O, teraz to mnie zagiąłeś… musiałabym spytać. Nie rozłączaj się.
Wcisnęła telefon w dekolt i spytała Dorotę:
— Wojtek się pyta, czy chciałabyś, żebym była na miejscu?
— Co? Ale jak…?
— No wiesz no… Żebyś nie wydygała i nie uciekła, albo zaczęła pieprzyć, że przytulanie ci wystarczy… Posiedzę w pokoju obok, albo przy was, żeby dodać ci otuchy?
Dorota przeszła dzisiaj taki emocjonalny huragan, że propozycja bycia pieprzoną przez toy-boy’a swojej koleżanki, podczas gdy ta trzyma ją rękę nie zrobiła już żadnego wrażenia, pokiwała więc tylko głową.
— Tak, chciałaby… Dobrze, to podeślemy ci info kiedy mamy wolne i się zgramy! Wiszę ci lodzika! ale takiego premium, wiesz…
Rozłączyła się i przesuwając telefon po stole w ręce kiwnęła na Dorotę.
— Wyciągaj komórkę i sprawdź, który dzień ci pasuje.
Spojrzała z ociąganiem na wyświetlacz udając, że się zastanawia. Po tych ciężkich latach nie nawykła jeszcze do wolnych popołudni i weekendów, a z tyłu głowy wciąż miała pracę…
— Tak szybko?! — zauważyła zaskoczona.
— Doris… Chodzi o zabawę i relaks, tu i teraz. Takie rzeczy robi się na gorąco, jak cię najdzie ochota! Nie wysyłasz podania o dymanie w dwóch kopiach i nie czekasz ustawowy miesiąc! Chcesz — dzwonisz i przyjeżdżasz. Po prostu. Nie wyjdziemy stąd, dopóki nie wybierzesz.
Z lekkim ociąganiem i poczuciem zażenowania wybrała najbliższą datę i oddała telefon nie odrywając wzroku od stołu.
— Dorota? Halo? To tylko seks, rozumiesz? Nie możesz żyć na takich obrotach i udawać, że nie musisz odreagować. “Work hard, party hard” to nie kołczingowe pitolenie, tylko prawda i dbanie o siebie. Dobra, koniec już tego mojego pieprzenia, idziemy.
Wstały, a Dagmara podeszła zapłacić. Nie mogła się nachwalić przystojnego kelnera i zostawiła mu swój numer, obiecując, że na pewno się pojawi na jego zmianie, “żeby być porządnie i dokładnie obsłużoną”.
Kiedy Dorota weszła do mieszkania, dosłownie padała na twarz.
— Co tak długo?
— Ech, miałam koszmarny dzień, nawet nie chce mi się mówić. W generalnym skrócie cisną mnie ile mogą i liczą chyba, że się sama zwolnię…
— Co takiego?! Ej, chyba nie zamierzasz się teraz poddać?!
Pomimo zmęczenia spojrzała mu wymownie w oczy.
— Nie zamierzam odpuszczać, ale muszę też bardziej zadbać o siebie. Idę pod prysznic i zaraz do spania. Zrób mi proszę herbatę i zostaw koło łóżka.
Zamknęła się w swoim sanktuarium i odkręciła gorącą wodę. Dzisiaj, z własnej woli otworzyła nowy rozdział w swoim życiu. Nie było fanfar i podniosłej muzyki w tle… W przebłysku szczerości stwierdziła, że spodziewała się takiego obrotu spraw, prędzej, czy później…
***
Tydzień później, wymarzony sprzęt do kina domowego i systemu audio miał być dostarczony do mieszkania koło szesnastej, czyli już lada moment. Piotrek przełożył siłownię na rano, żeby mieć jak najwięcej wolnego popołudnia i poświęcić je na konfigurowanie sprzętu co tak bardzo lubił. Dzięki tej myśli trening minął całkiem szybko, a sprośne uwagi Darka padały rzadko. Przebierając się w szatni zreflektował się, że koszulka zrobiła się luźniejsza, a boczki zdecydowanie mniej wylewały się znad spodenek. Nawet nie musiał siedzieć zaraz po wysiłku, żeby uspokoić oddech i zawroty głowy. Był również zadowolony z faktu, że minęły aż dwa tygodnie odkąd puścił ostatniego pawia po morderczym treningu.
Aż podskoczył z radości kiedy odebrał telefon od dostawców z pytaniem o adres i piętro. Jego serce przepełniała prawdziwa ekscytacja kiedy faceci wnosili kolejne kartony sprzętu. Kiedy robili szóstą rundę, byli na tyle poirytowani, że zaczęli obchodzić się towarem jak z workami ziemniaków. Krzyknął na nich poirytowany, że jeżeli się nie będą starali, to nie podpisze im protokołu odbioru i będą ze wszystkim zapieprzać z powrotem na dół. Argument trafił w czuły punkt, więc zaczęli się starać się tak jak powinni. Ponownie ogarnęło go błogie zadowolenie… Tak strasznie dużo czasu minęło odkąd to on dyrygował innymi, wydawał polecenia i ustawiał sprawy według swojej woli. Kiedy ostatnie pudło znalazło się w mieszkaniu zaczął je przeliczać i oglądać z każdej strony, z przyjemnością ignorując robotników przystępujących z nogi na nogę i głośno wzdychających. Podpisał odbiór sprzętu, a faceci wyszli z wymownym jebnięciem drzwiami.
Z nabożnym szacunkiem zaczął wyciągać zawartość pudełek w odpowiedniej kolejności. Kiedy wszystko rozpakował odłożył kartony na bok, założył bawełniane rękawiczki, żeby nie zostawić śladów palców i zaczął podpinać sprzęt. Ulubiona muzyka poprawiała nastrój i czuł się wspaniale. W pełni skupiony na swoim celu zaplanował sobie do niego dokładną drogę i powoli, systematycznie budował swoje centrum dowodzenia wszechświatem. Można powiedzieć, że był szczęśliwy… Z lekkim rozrzewnieniem zaczął przywoływać swoje dobre chwile, po raz pierwszy odkąd jego życie roztrzaskało się na kawałki. Nie przestawał pracować, pomimo, że oczy zaczęły go lekko piec. To pewnie od tego kurzu… Wspomnienia dodały mu dużo otuchy, ale po tych latach zaczął też dostrzegać drugą stronę swoich czynów… Dziki pęd do przodu bez względu na nic, nie liczenie się z ludźmi wokół i traktowanie ich co najwyżej jako przeszkody. Wszystkie błędy, których istnienie zaczęło do niego docierać… Musiał usiąść i zrobić przerwę. Widział, że źle podłączone kable nie będą działać niezależnie od tego ile razy je tak podepnie. Jego błędy… Powtarzane raz za razem, raz za razem… Tak samo nie mogły dać dobrego efektu. Westchnął głęboko, przetarł podrażnione oczy i wrócił do pracy. Wykonywał ją konsekwentnie, planując układ wzmacniaczy głośników i przejściówek dwa ruchy do przodu. Powoli dotarła do niego krótkowzroczność wszystkich jego czynów… Lekcja była nieprzyjemna, ale oczyściła go i znaczny ciężar spadł mu z piersi. Po dwóch godzinach zrobił przerwę zostawiając sobie najprzyjemniejsze — podłączenie telewizora, wieży i głośników na sam koniec, by zrobić to za jednym zamachem i włączyć wszystko na raz… Siedział rozłożony na kanapie spocony ze szklanką wody w ręce, dumny z efektu swojego wysiłku.
Komórka zawibrowała ze wstrętnym chrzęstem na szklanej powierzchni stolika obok. Sięgnął po nią, żeby tylko przerwać ten uciążliwy jazgot. SMS od Doroty. Próbował kilka razy odblokować telefon, zanim zorientował się, że ma na sobie rękawiczki. Ściągnął je zębami wszedł na główny ekran i wyświetla wiadomość. Mimo, że zawierała tylko trzy słowa, biała pustka, która pojawiła się w głowie nie pozwoliła zebrać myśli. Powoli ręce opadły na uda. Wciąż nie był w stanie wykrzesać żadnego sensu. Spojrzał ponownie w nadziei, że litery w magiczny sposób odkryją inną, łaskawszą treść.
“Dzisiaj wrócę późno.”
Nie było żadnego podtekstu, sugestii, czy dwuznaczności. Oboje dokładnie wiedzieli co to znaczyło, bo nie mogło znaczyć czegokolwiek innego.
Wiedział na co się zgadza, wiedział dlaczego, ale dopiero teraz poczuł niewypowiedziany ciężar tej decyzji. Jego żona, jego Dorotka… Znalazła innego faceta… lepszego? Pewnie tak… “nie idziemy na miasto, żeby jeść te same kanapki co w domu”, to jej słowa. Nie spodziewał się, że parę słów będzie mogło tak cholernie i do żywego zaboleć. Ciekawe czy jest już w drodze, albo są już razem? Pozwoli się pocałować? Albo podniecona nowością zrobi to jeszcze bardziej namiętnie? Pozwoli się od razu rozebrać, czy sama wykona pierwszy krok?
Kurwa mać, co on zrobił… To nie przejdzie na trzeźwo. W lodówce znalazł końcówkę wódki — starczy tylko na jedną solidną kolejkę. Zawahał się. Może powinien zadzwonić? Powie, że się martwi, że będzie czekał. Strasznie to upokarzające… Mimo, że trzymał telefon w ręce, miał wątpliwości. Co można powiedzieć żonie, która jedzie na randkę, na pieprzenie z innym?? Że chodzi o bezpieczeństwo — gdzie będzie, o której wróci, może podjedzie po nią autem? Jak wracała po nocach z pracy tak się nie martwił… Nie no, to nie ma sensu. Rzucił komórkę na blat i opróżnił szklankę. Weszło gładko, ale to stanowczo za mało, a poza winem nie było nic więcej. Poszedł szybko do sklepu po drugą butelkę, wrócił, nalał solidną porcję i zapił sokiem. Teraz było już znacznie ciężej. Pierwsza kolejka i szybki spacer zaczęły działać. Zerknął na swoje odbicie w lustrze — kurde, schudł i to porządnie. Zaczynał wyglądać co najmniej dobrze. Minusem odchudzania i morderczych treningów było to, że dawka alkoholu, która kiedyś była ledwie rozgrzewką, teraz działa z wielokrotnie większą mocą. Postanowił wziąć prysznic, póki jeszcze jest w stanie.
Z łazienki wyszedł już całkowicie pijany. Na nowy sprzęt spojrzał jak na niechciany prezent. Nic już nie będzie z tego dnia — z myślą, że lepiej go zakończyć wszedł do sypialni i rzucił się na łóżko. Na szczęście wódka nie pozwalała zbyt dużo myśleć, rwała wątki i gubiła myśli. Sen przyszedł więc szybko i gładko…
Powoli wybudzał się… Nie chciał jeszcze otwierać oczu, pomimo głębokiej nocy panującej za oknem. Dopiero po chwili zrozumiał, że jego sen przerwał dotyk… Nie tylko miękki, ocierający się o jego plecy, ale również bardziej stanowczy, w jego kroczu… Lekkie ugryzienie w ucho uświadomiło mu obecność żony, która tuląc się pieściła jego kutasa. Zrzucił piżamę i odwrócił się ku niej zasypując jej twarz i szyję pocałunkami.
— Dziękuję, że na mnie poczekałeś, możesz teraz znowu odzyskać moje ciało dla siebie… — wyszeptała.
Błądząc bez opamiętania po jej ciele zauważył, że ma na sobie tylko stanik i pas z pończochami. Mruczała głośno gdy ssał jej powiększone brodawki uwolnionych piersi. Zaczęła pracować biodrami i ciężko oddychać. Przyciągnęła go i wsadziła głęboko język w usta całując bez opamiętania, i ponownie go trzepiąc.
— Nawet nie wiesz jak jestem ci wdzięczna za to, że pozwoliłeś mi się dzisiaj oddać innemu — wydyszała szybko odrywając się. Dopiero teraz poczuł cierpki i ciężki smak jest ust — Kochanie, było mi tak dobrze kiedy jego fiut był we mnie… Tak dobrze rozciągnął mi moją małą cipkę kiedy mnie pieprzył… Tak bardzo mi smakował, że nie mam pojęcia jak długo mu obciągałam…
Serce zabiło mu jak młot kiedy zreflektował się, że właśnie podzieliła się z nim sokami kochanka… Tracił kontrolę nad swoim podnieceniem. Spleceni jak kobry w miłosnym uścisku przewrócili się na jego plecy. Dorota dysząc chwyciła w garść jego fiuta i jajka.
— Tak bardzo tęskniłam za twoim kutasem… — wysyczała przewracając go błyszczącymi od pożądania oczami.
Zaczęła delikatnie kąsać i lizać mu szyję… Poruszała się powoli w dół, a sutki podrażnione migoczącym językiem sprawiły mu nieznane dotąd wrażenia. Idąc za zapachem dotarła do celu swojego pożądania… Stanowczy, niemal brutalnym ruchem rozłożyła mu nogi, nakazując, bo odsłonił się całkowicie. Ścisnęła jego penisa u nasady i wraz z jądrami wsadziła do szeroko otwartych ust… Piotrek aż wstrzymał powietrze na widok i uczucie buszującego języka, wypychającego policzki i wyciskającego niemieszczącą się ślinę. Z głośnym mlaśnięciem westchnęła i wypuściła jego ociekające berło.
— Och… Jestem dumna, że mogę wziąć całego twojego fiutka w usta i nawet się nie zakrztuszę. Z Danielem ledwie daję radę do połowy i już łzawią mi oczy i się duszę… Mały penis jest naprawdę przyjemny i delikatny… — uśmiechnęła się czule.
Aż poderwał się z wrażenia i wstałby, gdyby nie opierała się na jego udach. Jak to możliwe?! Przecież Daniel to tylko wspomnienie!! Przygoda z liceum, nic więcej! Jakim cudem, setki kilometrów dalej, znalazła się w jego szponach!!
— Oj, nie unoś się tak, kochanie… — nuciła pojednawczo — przecież to tylko mój Daniel, nikt obcy… Chyba byś nie chciał, że twoje najdroższa żona zeszmaciła się z obcymi facetami, prawda…?
Ponownie chwyciła go w dłoń i polerowała. Patrzył się w nią tym intensywnym, szklanym wzrokiem, nie mogąc zdecydować czy kotłujące się w nim emocje to ekscytacja czy wściekłość…
— No już… Ukoję twoje obawy… pamiętasz jeszcze jakie to uczucie, kiedy kobieta obciąga kutasa?
Nie czekając na odpowiedź nachyliła się, objęła szczelnie ustami i ssała najmocniej jak potrafiła. Aż krzyknął od lawiny która na niego spadła, miał wrażenie, że zaraz mu odpadnie z wrażenia. Boże! Kiedy ostatni raz czuł na sobie je usta? Dopiero teraz zdał sobie sprawę jak okropnie dużo czasu minęło od ich ostatniego, normalnego seksu i chciał to sobie odbić jak najlepiej… Chwycił jej głowę i dopychał do samego końca. Czuł jak niemal dotyka obija się o jej gardło. Zaczął drgać i jęczeć oczekując upragnionej ulgi, ale wyczuła jego stan.
— Nie spuszczaj się jeszcze…— powiedziała zwracając teraz swoją uwagę na jajkach, pieszcząc jedynie delikatnie wrażliwy drążek. Język sprawnie żonglował kulkami, pieścił czule delikatna skórę, a ich pełne napięcia , wzajemne spojrzenia dodawały głębokiej intymności… — Byłeś bardzo odważny i cierpliwy, wiesz o tym? Nie znam innego mężczyzny, który tak zaufałby swojej żonie… zasłużyłeś na nagrodę…
Rozchyliła jego uda i dała znak by je lekko uniósł. Chwycił się pod kolanami eksponując centymetry od jej twarzy całe swoje krocze. Leżąc, delikatnie muskała palcami jego fiuta i całowała woreczek. Stopniowo przenosiła swoje pieszczoty w dół… Sapnął głośno czy poczuł jej język przy swojej dziurce. Zaskoczenie trwało tylko chwilę i od razu wwierciła się w nią językiem liżąc mocno całą okolicę. Próbował napierać na nią mocniej biodrami, ale dokładnie kontrolowała jego stan. Kto ją tego nauczył?! Czy zawsze chciała to zrobić i teraz się odważyła? Czy tamten jej to pokazał? A może zażądał od niej, a ona się zgodziła…??? Jej miękki głos wyrwał go ze spirali pytań.
—Nie mogę się doczekać aż mi pomasujesz obolałą cipkę swoim maluszkiem…
Klęknęła, chwyciła go za ręce i zmusiła by wyprostował je za głową. Od razu nachylił się do piersi, którymi właśnie wodziła i wciskała mu w twarz. Kołysała się w przód i w tył, doprowadzając go na skraj szaleństwa. Swoim kroczem wbijała mu się w mokrego i rozgrzany jak piec fiuta, który raz po raz kołysał się na boki w rytm jej tarcia.
— Chcesz już tryskać? — spytała go zmysłowym mruczeniem?
Potwierdził entuzjastycznie stłumionym przez mokre od śliny cycki.
— Dobrze, to najpierw mnie wyliż i odzyskaj dla siebie, chce być znowu twoja!
Klęknęła po obu stronach jego głowy. Zapach jej wciąż rozgrzanej, mokrej, wręcz kapiącej muszelki zakręcił mu w głowie. Był ciężki, intensywny, wręcz skondensowany… Oparła się ręką z tyłu przysiadając na jego ustach, drugą od razu zaczęła go polerować. Aż jęknął w jej krocze od nagłej fali przyjemności. Czuł, że jest bardzo blisko upragnionego wytrysku.
— Tak…! Pocałuj mi cipkę, przyłóż wargi i ssij ją, do czysta…! — jęczała podniecona
Robił jak prosiła a jej niewiarygodna ilość soków spływała mu do ust, mieszając się ze śliną, drażniąc swoim uderzający i piżmowym smakiem. Wypełniał je coraz bardziej… Usiadła na jego twarzy dusząc go niemal i trzepała najszybciej jak mogła. Zakręciło mu się w głowie od braku powietrza gdy do zaciśniętych udami uszu doszedł jej orgazmiczny krzyk!
— Nie połykaj jeszcze…! Chcę żebyś miał usta pełne jego spermy kiedy będziesz tryskał!
Ogromny skurcz ścisnął i wypchnął nasienie w długich strugach tygodniami skumulowane napięcie jąder. Orgazm był niemal jak uderzenie obuchem w korpus. Przełknął zawartość ust i zaczął krzyczeć w wylizaną do czysta rumianą muszelkę. Wraz ze świeżym powietrzem rozpoznał smak, którym nakarmiła go żona.
Otworzył oczy. Spojrzał na zegarek. O tej godzinie zazwyczaj już była na nogach, nawet w weekendy wstawała o tej samej porze — obudził się wcześniej. Próbował odnaleźć jakiekolwiek ślad, nawet mikroskopijny, które wyjawiłyby mu co wczoraj zaszło…Pachniała tym samym mydłem, którego zawsze używała. Włosy miała rozłożone na poduszce w śliczną aureolę. Nie był w stanie powiedzieć cokolwiek o dniu, który spędziła bez niego. Ostrożnie uchylił kołdrę.. Luźny, niebieski komplet spodenek i bluzki na ramiączkach w nienagannym stanie. Lekko uchylił jej spodenki. Cipkę miała suchą i czystą… Dla pewności spojrzał na swojego penisa — nieużywany… Czy to jest możliwe, żeby mieć aż tak realistyczny sen?! To niemożliwe! Przecież przeżył to wszystko, jeszcze pamiętał te emocje i chyba czuł też dziwny smak w ustach… Drobne detale które docierały coraz wyraźniej wraz z wybudzaniem upewniły go co przeżytego, niemal mokrego snu.
Poszedł do łazienki. Jej strój jak zawsze, wisiał na wieszaku. Przyjrzał mu się dokładnie. Wydawał się nieco mniej starannie odłożony, może bardziej wymięty? Zawahał się, ale zaczął je wąchać… Nieśmiało, ale przesunął nosem po całym wczorajszym ubraniu. Wydawało mu się, że czuje coś innego… Może zapach innego faceta, jego perfumy? Mimo skupienia i wytężania zmysłów nie był w stanie nic stwierdzić. To już chyba paranoja… Spojrzał na kosz z praniem. Wahał się, walczył ze sobą, ale musiał to zrobić. Ściągnął przykrycie i zobaczył na wierzchu jej majtki leżące na jego wczorajszych ciuchach, więc musiałby być to te, które miała poprzedniego wieczoru na… Randce?! Musiał w duchu przyznać, że tak to się nazywa… Wziął je do rąk. Czuł się jak zboczeniec, złodziej i podglądacz, ale musiał sprawdzić… Materiał w miejscu gdzie zakrywał krocze był mokry. Nie wilgotny. Mokry. Pokryty drobnym wysychającymi białymi plamami. Czy to jest… Zbliżył dowód zbrodni do nosa i zaciągnął się mocno. Jej niewyobrażalnie mocny, kobiecy zapach uderzył go, aż przymknął oczy i zachwiał się na miękkich kolanach, a między nogi uderzył dreszcz podniecenia. Ręka bezwiednie powędrowała i zaczęła gładzić zazdrosnego penisa. Jęknął, bo ból niemal rozrywał mu serce… Rzucił je z powrotem do kosza.
Przygnieciony nowym doświadczeniem wyszedł do przedpokoju. Spojrzał na szafkę przy drzwiach wejściowych. Zastygł nasłuchując. Dorota wciąż spała. Z najwyższą ostrożnością otworzył jej torebkę i zajrzał do wnętrza. Portfel, chusteczki, mnóstwo kobiecych bibelotów. Delikatnie, by nie spowodować nawet szmeru przeczesywał ją ręką. Wyczuł palcami śliski sześcian… Wydobył go. Na jego dłoni spoczywało pudełko prezerwatyw. Jeden z boków był roztargany wraz folią, jakby otwierany w pośpiechu. Jednej brakowało. Z bladym uśmiechem na twarzy i mokrymi oczami pokiwał głową z rezygnacją. No tak… Na randkę idzie się tylko w jednym celu. Odłożył wszystkie przedmioty na miejsce, po cichu zamknął torebkę. Wrócił i zamknął się w łazience. Opuścił spodnie, wyciągnął jej majtki i owinął nimi sztywnego i gorącego fiuta, a chłodny śluz nieco złagodził jego pożar. Aż westchnął z tej namiastki seksu i bliskości, która mu pozostała…. Zacisnął pięść i zaczął polerować swojego penisa. Wrażenie był dość słabe, zamknął więc oczy i starał się podniecić samymi myślami. Pieprzyć ich wszystkie umowy i obietnice! Sam potrafi o siebie zadbać i jeżeli musi sobie sklepać, to zrobi to kiedy tylko zechce. Już po kilku ruchach doszedł go intensywny aromat ciepłych, kobiecych soczków…
Pod zamkniętymi powiekami widział jak idzie do sypialni. Patrzy się na śpiącą żonę i zrzuca z niej kołdrę. Jest ubrana jedynie w kłusą piżamkę, ledwie zasłaniającą biodra, a górna część nawet nie sięga do ślicznego pępka na jej płaskim brzuszku. Śpi twardym snem, po męczącej, upojnej nocy… Jej rozrzucone na boki ręce i nogi nawet nie drgnęły gdy zdjął jej spodenki i podwinął bluzeczkę obnażając prześliczne, obfite piersi, rozsunięte na boki, prosząc aby je podtrzymać gorącymi dłońmi. Nachyla się by podziwiać sylwetkę swojej ukochanej, której ciało musi w końcu odzyskać. Lustruje jej krągłe bioderka, smukłe uda i wciąż zaczerwienioną, wilgotną cipkę. “ktoś mi ciebie już rozgrzał i przygotował na jebanie moim fiutem” wytłumaczył sobie w myślach, a jego jęk podniecenia odbił się echem w łazience.
Postanowił najpierw zająć się jej sutkami… Pochylił się nad nimi, zaczął je masować, ściskać, szczypać, lizać, gryźć, gorączkowo chciał zrobić wszystko naraz i teraz! Jęknęła przez sen i zaczęła się lekko wić w pościeli. Zapach cycków rozochocił go. Kolanami rozepchał jej bezwładne nogi i położył kutasa na jej cipce, tak by spodnią stroną wyczuć żar jej wilgotnego wnętrza. Posuwał się w górę i w dół wcierając w siebie jej nektar, jednocześnie liżąc perfumy i pot z jej ramion i szyi. Zaczyna reagować na pieszczoty, jęczy z wciąż zamkniętymi oczami, a jej ręce bezwiednie suną po ciele kochanka, kreśląc ślad ramion, szczecinie na twarzy, klatce piersiowej i źródle rozkoszy heblującym jej szparkę. Senna dłoń dotyka go, pieści, wilgotne opuszki próbują rozpoznać jego kształt i niezdarnie wprowadzić w siebie. Po kilku ruchach niecierpliwość zwycięża i łapie go pewnie w garść, wyciska od nasady ku główce buzującą krew, łapie mocno, by zatrzymać ją w nabrzmiały penisie i wkłada w swoją wygłodniałą cipę… Obejmuje jego kark drugą ręką, domagając się, by dalej kąsał jej szyję i wysyłał w głąb jej ciała miriady dreszczy. Napiera biodrami, by przyjąć go najgłębiej jak się da…
— O boże… Tak… Tak właśnie mnie posuwaj… Tak dawno nie byłam tak wypełniona… Daniel, proszę nie przestawaj!
Wściekłość wywołana jej słowami burzy krew jak rozszalały sztorm morze, ale nawet na ułamek sekundy nie powstrzymuje go przed syceniem się jej atłasowym wnętrzem… Tak strasznie długo był go pozbawiony… Jej miękkości, jej wilgoci, zapachu, a przede wszystkich jej żądzy by mieć jego fiuta w sobie. Przyciska go całego do siebie, tak mocno, że gdyby tylko mogła, wtłoczyłaby go w siebie by stworzyli jedność. Gorący oddech wyśpiewuje mu do ucha melodię pożądania, ekstazy i podniecenia. Czuje jaka jest mokra, jak śluz wraz z każdym ruchem zbiera mu się przy jądrach i oblepia je, jakby specjalnie je drażnił i prosił by wystrzeliły swoją zawartość tam skąd się wziął… I czuje, że wkrótce się tak stanie. Jej cipka zaczyna pulsować, chcąc wydoić pompującego ją kutasa, wyssać zachłannie go do ostatniej kropli, nie pozwoli nic uronić.
— Jesteś wspaniały! O wiele większy od mojego męża!!! Och!!! Zaraz dojdę!!!
Nie wytrzyma już tego upokorzenia! Dosyć! Przestaje się z nią kochać, zaczyna ją pierdolić, jak przedmiot, jak żywą dziurę do ruchania, gdyby mógł uderzył by ją tak, że popamięta do końca życia, ale nie chce z niej wychodzić, nie teraz, kiedy zaraz będzie w nią lał!!! Więc tyle ile może, bije ja swoim kutasem, szczerząc się szeroko słysząc jak krzyczy i nie przejmuje się tym, czy jest jej dobrze, czy też ją maltretuje. Na szczycie swojego jęku, niemal w momencie kiedy bolesny skurcz wyrzuca mu pierwszą strugę nasienia w jej zaciśniętą orgazmem cipę, wychrypiała mu do ucha:
— Zlej mi się do środka, proszę! Piotrek nigdy się nie dowie!!
Zaciągnął się głośno powietrzem kiedy pierwsza fala orgazmu ustąpiła i pozwoliła mu znów widzieć i słyszeć. Sperma, która nie zmieściła się w owinięte na fiucie majtki, przeciekała przez zaciśniętą pięść i kapała na podłogę. Musiał na chwilę usiąść na podłodze, żeby dojść do siebie… Nieziemska ekstaza która zdemolowała jego ciało ustępowała teraz powtórnemu żalowi i poczuciu winy… Wypuścił swoją kobietę prosto w ręce innego faceta, niemal na swoją prośbą, a co gorsza, złamał daną obietnicę i masturbował się bez jej pozwolenia… Musi się zebrać w sobie! Wstał, chwiejnym krokiem podszedł do toalety, zebrał dużą garść papieru toaletowego. Szybko i dokładnie wytarł siebie i majtki. Spojrzał jeszcze raz — wyglądały dość podobnie… A więc, może ona jednak nie użyła gumki… A może użyła tylko za pierwszym razem, a za drugim… Nie chciał już więcej o tym myśleć, nie potrafił… Odłożył je na miejsce tak jak leżały, ubrał się i starając nie wydawać ani dźwięku położył się obok śpiącej wciąż żony. Leżał niespokojnie, starając się kontrolować nawet swój oddech, byle nie dać po sobie znać co właśnie zaszło. Po pół godzinie Dorota zaczęła się przewracać z boku na bok i wzdychać. Usiadła na łóżku i przeciągnęła się i mrucząc.
— Mmm… Ale się wyspałam… O, późno! muszę się zbierać szybciutko.
Pochyliła się na nim, żeby ucałować go czule i mocno w policzek. Z ustami wciąż przy jego twarzy spytała:
— A tobie jak się spało kochanie?
— W porządku… Poleżę chwilę i też będę wstawał.
— Dobrze — pocałowała go ponownie — pomyśl jak moglibyśmy sobie spędzić razem dzisiejsze popołudnie. Postaram się wrócić wcześniej z pracy. Zawieź mnie proszę do pracy to szybciej się uwinę i będziemy mieli więcej czasu.
Sprawnie przygotowała się do pracy i zjadła szybkie śniadanie, Piotrek zdążył włożyć pierwsze lepsze ciuchy. W czasie krótkiej drogi autem nie rozmawiali za wiele, głównie Dorota proponowała film, spacer, albo restaurację na wieczór. Jemu było dość obojętne, zgadzał się na dowolną opcję. Pod budynkiem korporacji pożegnała go ponownym całusem i zniknęła za przeszklonymi drzwiami.
Całą drogę powrotną nie mógł się skupić. Czy zachowywała się inaczej? Czy była bardziej uśmiechnięta?
Popołudnie minęło jak za starych dobrych czasów. Dorota trajkotała jak najęta topiąc jego chłodną rezerwę. Cieszyli się swoją obecnością, obejmowali, całowali. Przywoływali wspólne wspomnienia, ostrożnie obśmiewując ciężkie chwile, które dzięki temu zaczynały blednąć i tracić swój ciężar. Kolejny dzień był najzwyczajniejszy na świecie. Gdyby nie sms i późniejsza pobudka następnego dnia byłby to zupełnie normalny czas… Może to w gruncie rzeczy nic złego… Po prostu kolejna zmiana do której można przywyknąć. Może niepotrzebnie tak się tym denerwuje… Ludzie robią takie rzecz cały czas, tylko o tym po prostu nie rozmawiają. To, że oni mają specjalną więź i świadomie umawiają się na pewne rzeczy nie znaczy, że robią coś złego… Po prostu zgodził się i wie, a raczej domyśla się co robi jego żona… Przecież by go nie okłamała, nigdy tego nie robiła! Ale… Czy gdyby spytał ją wprost co zaszło…? Co było powiedziała? “ pogadaliśmy wypiliśmy trochę wina, poszliśmy do niego albo do hotelu, i to cała historia…”. Czy zrelacjonowała by w szczegółach całe spotkanie? Nie był pewien co się stanie po zadaniu takiego pytania.
Rano, jak co dzień, został sam ze swoimi myślami. Bezradność doprowadzała go wręcz do szaleństwa, musiał z tym coś zrobić. Postanowił podpisać umowę na parę prac z jedną firmą — żmudną i słabo płatną, ale przynajmniej będzie coś robił. Dojedzie się na siłowni, a potem w końcu skonfiguruje to pieprzone kino domowe, które porzucił jak dziecko znudzone zabawką. Sprzęt wydawał się teraz zupełnie bezwartościowy…
Tymczasem Dorota pracowała na wysokich obrotach. Karuzela emocji ostatnich tygodni zahartowała ją, a spotkanie z Dagmarą i Wojtkiem… To była najbardziej emocjonujące wydarzenie w jej życiu! Myśli kołysały się od euforii i chęci umówienia się ponownie, jeszcze dzisiaj, a strachem przed co zrobiła i obawą, że za chwilę wpadnie tu policja i aresztuje ją za skandaliczną nieobyczajowość. Ważniejsze jednak było to, że w końcu poczuła jak kumulowany miesiącami, wręcz latami stres zupełnie wyparował. Od samego rana czuła się rześka, elastyczna, jakby ubyło jej dziesięć kilo. Głowa była lekka, a napotykane problemy drugorzędne, wręcz nieważne… Jej życie, jej potrzeby — zostały niespodziewanie, lecz dokładnie zaspokojone i to z nawiązką…. Nie musiała w końcu spełniać cudzych oczekiwań i udowadniać swojej wartości, w końcu była postawiona na piedestale i liczyło się to co ona chce i oczekuje. Kiedy przypominała sobie jak Wojtek reagował na jej nieśmiałe prośby, jak dokładnie je spełniał… Było to równie podniecające jak jego gruby fiut, który powoli torował sobie drogę w jej cipce w erotycznym tańcu, gdy miała wrażenie, że rozpychał na boki wnętrzności. Na samo to wspomnienie czuła podniecające drętwienie w podbrzuszu i z tęsknotą przywoływała uczucie rozciągającego, pokaźnego kształtu…
Widziała po sobie, że emanowała nagłą pewnością siebie, która zaskakiwała otoczenie a nawet ją samą. Zaczęła wyłapywać ukradkowe spojrzenia, które odnotowały jej zmianę i szukały przyczyny… Przyszłość, mimo wszystko, zaczynała mienić się w jaśniejszych barwach. Wisienką na torcie miał być natomiast nadchodzący weekend, którego nie mogła się doczekać. Postanowiła, że tym właśnie będzie się rozkoszować przez cały dzień.
Po powrocie do domu usiedli do przygotowanego przez Piotrka obiadu, który był zaskakująco smaczny.
— Podłączyłeś już telewizor?
— Tak, wszystko skonfigurowane i działa jak należy.
— Super! — przełknęła ostatni kęs i odsunęła talerz. — to pokaż co potrafi ten sprzęt!
Usiedli na ogromnej kanapie i zapadli się lekko w przyjemne i chłodne objęcia skórzanej tapicerki. Pokazywał jej jak wybierać programy, przechodzić do przeglądarki, jak szybko przełączać aplikacje. Kiedy włączył jej ulubioną muzykę, dźwięki z perfekcyjnie zbalansowanego stereo sprawił, że aż się zaśmiała z radości. Była szczęśliwa.
— Jesteś wspaniały! — radośnie pocałowała go w policzek — obejrzyjmy sobie jaką sensację, aż się prosi, żeby te bomby wybuchały wokół nas jakby były prawdziwe!
Wybrany film zrobił piorunujące wrażenie. Ogromny ekran, żywe kolory i dźwięki akcji, które wydawały się dochodzić ze wszystkich zakątków mieszkania dawały więcej emocji niż w najlepszej sali kinowej. Dorota piszczała i wtulała się w ramię męża jakby pociski na ekranie miały zaraz przelecieć koło ucha. Kiedy film się skończył aż głośno sapnęła.
— Ufff! Ten zestaw urywa głowę! Chyba nie zasnę po czymś takim… Włącz coś śmiesznego, przyniosę przekąski i jakieś drinki.
Wróciła z kuchni z tacą w momencie kiedy Piotrek włączał francuska komedię pomyłek. Wprawiła ich w dobry nastrój od samego początku, a napięcie po serii wybuchów i mordobić szybko opadło. Po pół godzinie poziom nieco opadł i zaczęli gawędzić o zwykłych rzeczach.
— Co chcesz jutro na obiad? Mógłbym zrobić jakąś zapiekankę.
— Brzmi dobrze, jak masz ochotę coś upichcić to ja mam ochotę coś zjeść.
— Podpisałem umowę na zlecenia, ale nie jest tego zbyt dużo, spokojnie zdążę.
— Oo? Umowę? Nie chwaliłeś się?
— W sumie nic wielkiego. Jedno większe, czy klika mniejszych wychodzi na to samo, ale zajmie z miesiąc, góra półtora.
— Oj, aleś ty skromny?! Dużo schudłeś i nic nie mówisz, Podpisujesz umowę na ponad miesiąc i cicho sza… Jak dla mnie to powód do świętowania! U mnie raczej nie nie ma co oblewać, bo atmosfera taka, że można siekierę powiesić… — mimowolnie skrzywiła się wzbudzając u niego chęć zadawania pytań, szybko się więc poprawiła — za twój sukces! Zdrowie!
Stuknęli się kieliszkami i pocałowali długim i namiętnym pocałunkiem. Dorota włączyła przerwany film i westchnęła z dużą ulgą.
— Nie mogę się już doczekać weekendu, ależ to będzie ekscytujące! Po takiej ilości pracy należy trochę odreagować, prawda? — puściła oczko.
Blady pokiwał głową. Poczuł się znowu przywołany do porządku. Widział jaka jest szczęśliwa i zadowolona… bez jego obecności. Igła bólu, choć nie największa, to wwiercała sie naprawdę głęboko.
— Będę się musiała na spokojne przygotować, żeby o niczym nie zapomnieć… Ale to potem, teraz film!
Piotrek miał problem, żeby się ponownie skupić, nie myśleć, i spokojnie w nocy zasnąć…
Następnego dnia, czas do wczesnego popołudnia poświęcił pracy. Zadanie okazało się trudniejsze niż się spodziewał i musiał się sporo douczyć. Towarzyszyła mu radość z wyzwania, choć gdzieś pod skórą czuł niepokój, że może zaczyna zostawać w tyle…? O wyznaczonej godzinie zaczął gotować i nieukrywana dumą stwierdził, że wyszło naprawdę dobrze, co kilkakrotnie podkreśliła Dorota przy wspólnym posiłku.
— Uff… Pychota! A teraz najwyższa pora wziąć się za przygotowania.
Wyszła do sypialni i z przylegającej, ogromnej garderoby zaczęła wyciągać i przymierzać sterty ubrań. Przeglądała się w lustrach ze wszystkich stron, odkładając na bok te, w których czułą się najlepiej.
— A co myślisz o tym? — okręciła się w kółko zwiewnej białej sukience do kolan we wzorzyste, czerwone maki.
— Ładna… bardzo podkreśla ci kształt…
Czuł się skrajnie zażenowany… Jego żona szykuje na randkę z innym facetem niemal tydzień wcześniej, a on siedzi jak ostatni jeleń i pomaga jej się wystroić… Oczywiście na jednym stroju się nie skończyło i musiał ocenić kilka kolejnych, co bardzo go zdeprymowało.
— Hmmm… Chyba wezmę te dwie, tamtą i białą. Powinno wystarczyć, w końcu to nie rewia mody. A ty co ubierzesz?
— Słucham?! — pytanie całkowicie go zbiło z pantałyku.
— Pytam co bierzesz? Weź pod uwagę, że musi pasować do mojego, jak chcesz to ci mogę dobrać pod kolor.
— Ja… nie wiem… — dukał wyraźnie pogubiony.
— Kochanie… Jedziemy na Lazurowe Wybrzeże, trzeba się ubrać na poziomie i tak, żebyśmy do siebie pasowali. Chciałabym, żebyśmy zapamiętali ten wyjazd i mieli piękne zdjęcia!
Ależ jest debilem… Kilka miesięcy temu zdecydowali, że lecą na krótkie wakacje do Francji. Sam przecież wybierał hotel z widokiem na plażę…Te ostatnie tygodnie tak go przemieniły, że zupełnie zapomniał… Jak szybko człowiek przyzwyczaja się, do tego, że ktoś inny pieprzy jego żonę… “Racja”, to było jedyne co sensownego mógł wymyślić. Z zaskoczeniem zaobserwował jej odmianę. Była spokojniejsza, może bardziej stanowcza, ale nie w wymuszający sposób, tylko taki… naturalny, jakby to o co prosiła, czy oznajmiała było oczywiste dla obu stron. Cieszył się, widząc jej poprawę i zdecydowanie lepsze samopoczucie, jednak ciążyło mu, że się do tego nie przyczynił. Patrząc wstecz było wręcz przeciwnie… Fakt, że był tu potrzeby “ten drugi” wzmagał żal i straconą szansę. Zazdrość powodowała przypływy gniewu, który dobrze maskował, ale patrząc na nią teraz nie był w stanie powiedzieć “Stop” i patrzeć jak Dorota wraca do swojego poprzedniego stanu. Był jej to winien.
Dzień przed wyjazdem zaczął pracować zaraz po wyjściu Doroty. Zwrócił uwagę, że ubrała się nieco bardziej elegancko i wzięła większą torebkę niż zazwyczaj. Zastanawiał się nad tym przez jakiś czas, ale zlecenie była na tyle wymagające, że skutecznie zmusiło go do skupienia. Zaczynał odczuwać namiastkę żywiołu w którym kiedyś pływał. Poczucia sensu, robienia czegoś dużego. Tu i teraz było ledwie cieniem poprzedniego stanu, niemniej wprawiło go w dobry nastrój. Było to zdecydowanie lepsze niż te lata marazmu
Dopiero głód zmusił go do oderwania się od komputera. Było grubo po szesnastej. Był zaskoczony jak szybko minął czas. Żołądek zaczął się skręcać żądając jedzenia, ale poczuł dumę z powrotu na stare tory. Na horyzoncie zajaśniało światło… Poszedł do kuchni i wyciągnął z lodówki składniki potrzebne do zaplanowanego obiady, Kiedy wszystko było już przygotowane, na blacie zabuczał telefon oznajmiający odebranie SMSa. Rzucił okiem na wiadomość i zaczął wyciągać kuchenne utensylia. Po krótkiej chwili odblokował ekran i przeczytał ponownie.
“Dzisiaj wrócę późno.”
Zaczął oddychać coraz szybciej, aż gniew wykrzywił mu twarz i rzucił trzymanymi w ręku łyżkami, które rozprysły się po całym pomieszczeniu. Oparł się rękami o blat ze zwieszoną głową. Był tak wściekły, że gdyby zmaterializowała się nagle obok na pewno doszłoby do rękoczynu… Odepchnął się i zaczął krążyć po kuchni starając się nie mrugać by nie wycisnąć napływających łez.
Co za dziwka! Spuścić taką na chwilę ze smyczy i już suka biega ze swędzącą pizdą od chuja do chuja! Ledwie się zgodził, a to już drugi razy w ciągu tygodnia! Co to w ogóle, kurwa, ma znaczyć?! Czy z nim pieprzyła się dwa razy w tygodniu?! Oczywiście, że nie! Oczywiście, że nie…
Zatrzymał się w pół ruchu, gdy to proste stwierdzenie otworzyło mu oczy z całą brutalnością oczywistej prawdy. Czuł, że robi mu się słabo i usiadł podtrzymując głowę. No tak, kurwa, logiczne, pomyślał. Nigdy nie rozmawiali o swoich potrzebach seksualnych. Zazwyczaj to on inicjował zbliżenie, ona niemal zawsze się zgadzała i działało to dobrze. Do czasu. Nie wiedział ile seksu ona potrzebuje. Tyle co on? Parę razy w miesiącu? A może codziennie? Sam nie wiedział czemu, spodziewał się, że jej spotkania to będzie wyjątkowa sytuacja, raz na miesiąc czy na kilka miesięcy. Nie dość, że nie może zadowolić swoje żony, to okazuje się, że nawet jej do końca nie poznał…
Pieprzyć to gotowanie. Sprzątnął wszystko z powrotem, zrobił byle jaką kanapkę i poszedł na siłownię z mocnym postanowieniem nawalenia się jak szpak po powrocie. Zafundował sobie morderczy trening składający się z długiego biegu pod dużym kątem oraz wyciskania wyraźnie zbyt dużych ciężarów. Sapał i stękał przy nich jak niedźwiedź, co wzbudzało uśmieszki, które znikały kiedy ktoś zauważył ile miał założonych kilogramów. Kiedy zupełnie opadł z sił i włócząc nogami wyszedł do szatni odprowadziło go sporo, nie tylko męskich spojrzeć wyrażających uznanie i podziw. W drodze powrotnej kupił po prostu sok i wódkę, którą zmieszał i wypił po szybkim prysznicu. Zmęczone ciało zareagowało błyskawicznie, ale wiedział, żeby zapaść w sen bez marzeń musi wypić ciut więcej…
Usłyszał zgrzyt przekręcanego w drzwiach klucza, mimo, że miał wrażenie że zasnął szybko i głęboko. Nie obudził się do końca podczas gdy krzątała się po cichu i brała prysznic. Mimo, że pamiętał jeszcze emocje, które towarzyszyły mu po południu, to zbladły na tyle, że nie zareagował kiedy weszła do łóżka, a gdy znieruchomiała sam zasnął…
Noc nie przyniosła dzikich obrazów jak poprzednio i wstał wypoczęty bardzo wcześnie. Być może to z powodu ekscytacji przed podróżą, a być może kolejnego wieczory Doroty spędzonej bez niego… Nie był w stanie wyczytać z jej twarzy czegokolwiek. Zadowolenia, relaksu, czy wyrzutów sumienia. Zachęcony poprzednim razem wyszedł po cichu do łazienki i lustrował jej ubrania. Bez oporów sięgnął do kosza na pranie i dokładnie obejrzał jej bieliznę. Był wręcz rozczarowany, gdy okazało się, że nie różniła się niemal niczym od poprzedniej, która tam leżała. Poczuł się taki… sfrustrowany? Przecież jego żona pieprzyła się z kimś wczoraj! To musi zostawiać ślady! Wymięte ubranie, potargany stanik, siniaki na ciele, czy przesiąknięte majteczki… Dlaczego to wszystko go ominęło?! Jedyny co dostał to jakiś pieprzony SMS!
Podszedł do torebki wiszącej w przedpokoju i bez skrupułów przejrzał zawartość nie starając się by wszystko było dokładnie odłożone na swoje miejsce. Odnalazł to samo pudełko prezerwatyw co ostatnio, poznał po charakterystycznej linii przedarcia folii i kartonu. Spojrzał do środka. Nadal brakowało jednej. Wpatrywał się w nie starając się cokolwiek zrozumieć… Czy to znaczy, że do niczego nie doszło? Czy tamten facet przyniósł swoje gumki? A może kupiła jeszcze jedno opakowanie i ktoś wygrzmocił ją trzy razy?!
Wyobraźnia podsuwa mu coraz bardziej fantastyczne i filmowe scenariusze, ale nie odważyła się na dość prawdopodobny, który czaił się w najciemniejszym kącie. Dopiero gdy z braku nowych pomysłów przerwał tę gonitwę myśli, proste wytłumaczenie uderzyło go w pierś tak mocno, że aż nie mógł wziąć oddechu przez zaciśnięte gardło…
Czy… Czy ona… Naprawdę pieprzyła się bez gumki…? Dosłownie chwilę po tym, kiedy dali sobie…, to znaczy on dał jej przyzwolenie?
“Nie po to się umówiłam na ruchanie, żeby rozmawiać o poezji przez pół nocy”. Myśli w głowie przybrały głos Doroty…
Wrzucił opakowanie z powrotem, nie przejmując się, czy jego przeszukanie wyjdzie na jaw. Chwiejnym krokiem przeszedł do kuchni i usiadł przy stole ze szklanką wody, żeby ukoić wirujące w głowie myśli, oraz drżące ręce… Długo zaprzeczał temu co zobaczył, ale fakty mają to do siebie, że nie znikają w konfrontacji z emocjami, a kiedy te opadły, obrazy przed oczami stały się znacznie żywsze niż by sobie tego życzył. Nie wierzył, nie mieściło mu się w głowie, że pozwoliła ledwie poznanemu facetowi zerżnąć się bez zabezpieczenia!
“Kochanie, było mi tak dobrze, tak przyjemnie… nie chciałam, żeby przerywał… Tak bardzo pragnęłam przyjąć jego orgazm…”
Czy w ogóle rozmawiali o tym zanim przeszli do rzeczy? Czy powiedziała mu na co się godzi, a na co nie? Może zerwali z siebie ubrania bez jakiejkolwiek rozmowy?
“Przyszłam tam w jednym celu…”
W jakiej pozycji się pieprzyli?? twarzą w twarz?? Czy widziała, że dochodzi, a mimo wszystko go nie powstrzymała??
“Rozłożyłam nogi i patrzyłam mu w oczy kiedy mnie posuwał! Doszła tak mocno… jak nigdy z tobą, kiedy tryskał w moim wnętrzu… Dopychałam go najmocniej jak mogłam, żeby czuć go całego w tym potężnym orgazmie i żeby każda jego kropla wylądowała we mnie…”
Jego kołaczące serce przyspieszyło jeszcze bardziej, kiedy poczuł dłoń na swoim ramieniu. Zerwał się zaskoczony, nie usłyszał, kiedy weszła do kuchni.
— Dobrze się czujesz? — pociągnęła lekko nosem — chyba jesteś jeszcze skacowany?
— W porządku, było mi trochę słabo, ale jest okej… — odparł pospiesznie.
— Musimy się pakować, żeby w spokoju dojechać na lotnisko, zostawiłam ci pustą walizkę na łóżku.
W drodze na lotnisko i w samolocie Dorota przeglądała przewodniki i rozmówki zagraniczne, zaznaczała miejsca które chciałaby odwiedzić i pokazywała mu piękne, miejscowe zabytki. Doszedł już do siebie i skupił się na aktualnych przeżyciach. Kiedy wylądowali w Saint-Tropez owiał ich ciepły i wilgotny wiatr, wprawiając od razu w dobry nastrój. W hali przylotów czekał już na nich kierowca, który w luksusowym i wygodnym audi A8 zawiózł ich do hotelu. Na miejscu aż oboje otworzyły się oczy z wrażenia. Na żywo wyglądał jeszcze lepiej niż na zdjęciach! Niska, piętrowa, kamienna zabudowa wokół ogromnego patio z basenem, przestronne korytarze z kolumnami, sprawiały wrażenie działającego wciąż rzymskiego pałacu…
— Bonjour, nous aimerions prendre de vos nouvelles. — powiedziała Dorota podając dokumenty. Recepcjonista uśmiechnął się profesjonalnie i po krótkiej chwili oddał je wraz z kluczami do pokoju.
— Nous apporterons bientôt vos bagages dans votre chambre.
— J’ai mon porteur adoré qui peut porter beaucoup de choses. — uśmiechnęła się porozumiewawczo.
— Bien sûr, comme le souhaite l’estimée dame! — odparł pracownik utrzymując swoje profesjonalne maniery.
— Piotruś kochanie, weź proszę bagaże, pokój mam na piętrze przy tamtych schodach.
Był ogromny i przestronny. Nowoczesne wnętrze doskonale komponowało się z historycznym klimatem. Dwuskrzydłowe drzwi wychodziły na duży balkon z którego można było obserwować opalających się przy basenie ludzi, samemu nie będąc na widoku. Salon mógł być miejscem sporej imprezy, a osobna sypialnia z ogromnym łóżkiem mogła gościć inne spotkanie… Zawrócił swoje myśli. Położył walizkę na kanapie i zaczął ich rozpakowywać, podczas gdy Dorota w promieniach słońca opierała się o kamienną balustradę napawając się widokiem.
Po kilku chwilach podeszła do niego i wyciągnęła swój strój kąpielowy i pocałowała go w policzek.
— Idę się ochłodzić, czekam na dole, dołącz jak skończysz.
Owinięta w hotelowy szlafrok wyszła z pokoju. Kursując od walizek do szafy przyglądał się jak wylegiwała się skromnym stroju kąpielowym w promieniach zachodzącego słońca. Żadna z kobiet na leżakach nie mogła jej się równać figurą czy seksapilem. Był dumny, że jest jego kobietą… nawet jeżeli na pewien czas nieco oddalona… Fakt, że może ją obserwować z ukrycia dawał dreszczyk emocji. Zdjęła okulary, rozrzuciła włosy, i sprawdziła stopą temperaturę wody. Z zaskoczeniem patrzył jak sięga rękami za siebie… i zrzuca stanik!! Półnaga zanurzyła się w wodzie i nieśpiesznie pokonywała kolejne długości basenu, zarówno kraulem, jak i na plecach. Od widoku jej błyszczących i kołyszących się piersi dostał natychmiastowej erekcji i odruchowo sięgnął do krocza. Zaczął nerwowo rozglądać się po innych gościach hotelowych na leżakach. Dopiero po chwili wyłapał liczne, dyskretne spojrzenia zdradzane ledwie widocznym ruchem głowy…
Co ona wyrabia?! Przebrał się szybko w kąpielówki, zarzucił szlafrok w drodze i zbiegł po schodach, spowalniając potem by nie robić z siebie pośmiewiska. Przysunął drugi leżak tak, żeby nikt nie miał wątpliwości, że są razem. Kiedy wyszła z wody odrzuciła głowę do tyłu, lekko strzepując krople z włosów, a jej piersi zafalowały jak w najlepszym erotycznym filmie. Zauważyła go i zamachała ręką. Weszła na czworaka na swój leżak, pocałowała go długo i namiętnie w usta, dając widzom wystarczająco dużo czasu, żeby mogli napatrzeć się na jej smukłe i skrzące się pośladki. Oderwała się od niego i rozłożyła na plecach.
— Dorota! — powiedział cicho, stanowczo i starając się nie zwracać więcej niepotrzebnej uwagi — czemu jesteś goła?! Ubierz się!
— Kochanie, to jest Francja, tutaj topless jest zupełnie normalny!
Wyczuwał podziw i zazdrość w otaczającej publiczności i jego pewność siebie miała ciężki czas. Poza tym starał się nie wiercić zbytnio, żeby nie drażnić już pobudzonego penisa, a nie chciał się z nim afiszować…
— Ale tylko ty jesteś tutaj topless!
— Przesadzasz… Pójdziemy jutro na plaże i sam zobaczysz, co?
Jedynie miną dał znać, że się zgadza. Kiedy słońce zaszło zjedli pyszną kolację w hotelowej restauracji i po krótkim spacerze po okolicy wrócili do pokoju. Kilka kieliszków wina do obiadu i w czasie zwiedzania, oraz przyjemna, chłodna bryza wprawiły ich w miły i leniwy nastrój. Wzięli prysznic i położyli się do łóżka by wypocząć przed następnym dniem.
— Dziękuję ci, że wybrałeś dla nas ten hotel jest wspaniały! — przysunęła swoją twarz do niego — zawsze marzyłam, żeby być w takim miejscu, tutaj jest jak w filmie!
Objęła go i całowała powoli i namiętnie. Na tę pieszczotę przysunął się do niej i poczuł, że jest naga… Chwycił ją za gładki pośladek i ugniatał z wyczuciem, a ona wsunęła swoje udo między jego uda, drażniąc pulsującego i rosnącego penisa… Jęknął w jej rozchylone wargi, a ona wyszeptała czule….
— Kocham cię nad życie…
Odrzuciła kołdrę i usiadła na nim okrakiem. Wstrzymał oddech gdy poczuł płatki szparki ugniatające jego fiuta przez cienki materiał spodenek. Z wyczuciem unosiła się i opuszczała, kołysząc wyeksponowanymi piersiami na tyle, żeby nie odrywać się od jego spragnionego krocza. Drżącymi rękami chwycił za proszące się o pieszczotę bułeczki. Tak bardzo za nimi tęsknił… Kiedy zaczął je miętosić , już po chwili poczuł ich ciepły, mleczny zapach, który tak uwielbiał. Podniecenie cało ogarniać całe jego ciało,wił się i napierał na jej krocze, byle tylko zebrać odrobinę więcej wrażeń. Zdesperowany chwycił za spodenki, żeby uwolnić swoje fiuta z tego przeklętego materiału i wcisnąć się w cipę żony i przyjąć jej żar i i wilgoć. Chwyciła go stanowczo za nadgarstek wyrównując swoje tempo.
— Jeszcze nie teraz najdroższy… — sapała — wkrótce…wkrótce będziesz mnie miał… jak tylko wyzdrowiejesz…Nie mogę się tego doczekać.… aż we mnie wejdziesz, o tutaj…
Pośliniła dwa palce wolnej ręki, uniosła się nieco na jednym kolanie i opuściła się na nie z westchnieniem rozkoszy…
— I będziesz mnie posuwał jak kiedyś…Do tego czasu będę się musiała niestety zadowolić innymi…. grubymi… kutasami….
Zaczęła unosić i opuszczać biodra kontynuując palcowanie cipki, która z każdym ruchem wydawała mokry plask, wraz z wyciekającą wilgocią, która oblepiała krocza i spodenki. Patrzył oniemiały na zapierające dech w piersiach widowisko, które mu zafundowała. Nie był w stanie myśleć o czymkolwiek poza dziką rządzą wytrysku… Gdy zaczęła regularnie jęczeć, z jego ust również wydobyły się zwierzęce odgłosy. Opuściła odchylona dotąd głowę, wsadziła mu do ust palce, którymi się dotąd posuwała.
— Czujesz jaka jestem przy tobie mokra??… Pewnego dnia będziesz mnie pieprzył tak jak chcesz… będziesz we mnie lał…i tak jak dziś dam ci do oblizania moje palce, a oprócz smaku cipki, będziesz czuł też swoją spermę…
Oparła się rękami obok jego głowy i całowała mocno, wręcz boleśnie. Gdy skończyła położyła się na boku i ciągnąc za ramię, niema nakryła się nim, zmuszając, by przycisnął się do jej pleców…
— Kocham cię… — wyszeptała — nie ma na świecie drugie faceta, który tyle dla mnie zrobił… chcę, żebyś nie wypuszczał mnie przez całą noc…
— Dorota… — wychrypiał drżącym głosem — błagam, ja oszaleję, jeżeli nie trysnę, nakręciłaś mnie do granic możliwości! Ja nie zasnę…
— Zrób to dla mnie i wytrzymaj, wynagrodzę ci jutro wszystko, zobaczysz…
Na potwierdzenie swoim słów wpasowała się tak, że jego penis znalazł się między jej pośladkami, drażniony niemiłosiernie przed długie kwadranse, zanim wyczerpany i z bolącymi jądrami w końcu zasnął…
Oboje wstali późno rozkoszując się wolnym czasem. Dorocie zajęło trochę czasu zanim wybrała najodpowiedniejsze ubranie i zeszli na śniadanie. W drzwiach sali jadalnej kelner przywitał ich wybornym prosecco na dobry początek i od razu poczuli, że to będzie dobry dzień. Każda rzecz, którą skosztowali była pyszna. Wędliny, obłędna ilość serów, owoce, pieczywo, nawet kawa… Delektowali się wszystkim nieśpiesznie jedząc więcej niż sami mieli ochotę przyznać. wychodząc do pokoju wzięli po jeszcze jednym kieliszku na drogę.
Rozsiedli się na kanapie i wyciągnęli przewodniki plecaka. przeglądali zdjęcia postanowili obejrzeć dzisiaj katedrę, zwiedzić centralną część miasta, oraz pospacerować deptakiem. Ale najpierw — plaża!
Odpoczywali chwilę przytuleni. Rozmawiali o planach na przyszłość, większych zakupach, każde opowiadało co ciekawego dzieje się w pracy. Kiedy nabrali ochoty zaczęli zbierać się na plażę. Określenie “zbierać się” było trochę nad wyraz, bo wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy, ale w damskim wykonaniu wymagało to prawdziwej organizacji. Odpowiedni strój, do tego pasujący kapelusz i okulary, smarowanie kremem z filtrem, spakowanie plażowej torby na każdą ewentualność i wiele, wiele innych… Dla Piotrka, któremu wystarczyło zamienić majtki na kąpielówki było to nie do pojęcia. Nudził się więc, miał też okazję przyglądania się z boku rewii mody, która urządziła przed lustrem jego żona. Za każdym razem kiedy ściągała i zakładała przed nim kolejne elementy stroju kręcił się niespokojnie, a jego krocze znów zaczynało drapać jak nieznośna metka. Wróciły wspomnienia wczorajszego wieczoru i bolesna erekcja powróciła… Odetchnął z ulgą, gdy po wielu próbach wybrała w końcu pierwszy, dwuczęściowy, seledynowy komplet.
Na plaży byli w parę minut i rozłożyli duże kąpielowe ręczniki tuż obok siebie. Słońce było już wysoko i piekło przyjemnie w skórę. Rozebrali się do kostiumów. Poleżeli chwilę chłonąc atmosferę okolicy. Kiedy temperatura zaczęła dawać się we znaki weszli do chłodnego morza pływając dłuższy czas.
— Zimno mi, wracajmy Piotrek!
— Ok! Chcesz iść do hotelu czy na ręcznik?
— Poopalajmy się. Nasmarujesz mnie?
— Jasne! Jeszcze pytasz!
Szedł za nią i patrzył na skrzące krople wody kapiące z jej pleców i strząsane z jędrnego tyłeczka w rytm kroków. Aż miał ochotę zamruczeć na ten widok… Miał wielką nadzieję, że wybrzuszenie w jego majtkach nie urośnie do widocznych rozmiarów zanim nie położy się na ręczniku. Usiedli razem, wysuszyli się. Dorota zrzuciła znów górę kostiumu i położyła się na brzuchu. Klęknął nad nią i zagrzał krem w dłoniach. Zaczął powoli rozprowadzać go po barkach i ramionach żony.
Od kontaktu z gładką, chłodną skórą poczuł jak przyśpiesza mu serce. Dotyk, jej zapach, bliskość ciała, zazdrosne spojrzenia spowodowały, że serce zabiło mu szybciej. Starał się przyjąć taką pozycję, żeby materiał szortów zamaskował jego entuzjazm. Kiedy przeszedł do jej uda nabrał dodatkowych rumieńców. Początkowo nie uwierzył w to co widzi — sięgnęła do bioder i rozwiązał sznureczki splecione z boków, które opadły a następnie wysunęła paseczek materiał i leżała przed nim niemal naga. Tego było już za wiele.
— Dorota…! — syknął zaniepokojony — Przesadzasz! To nie jest hotelowy basen, to miejsce publiczne!
— Kochanie… To cywilizowany kraj, normalni ludzie opalają się bez bladych pasków na ciele.
— Proszę cię, a jak ktoś się zacznie gapić??
Podniosła się łokciu i łobuzersko odsłoniła pierś i kusiła nagim biodrem przy którym ktoś mógłby się domyślić skrywanego kształtu…
— Kochanie, przyjechaliśmy tu na urlop, problemy zostawiliśmy w Polsce. Tu nie ma żandarma Cruchot. Wyluzuj proszę. Możesz to dla mnie zrobić?
Nie był zachwycony, ale posłuchał. W duchu odczuł małą satysfakcję gdy wmasowywał krem w pośladki jak i między nimi przykładając się bardziej niż było to potrzebne. Zasłoniła głowę kapeluszem tak, że nie wiedział czy bezruch oznacza zwykłe plażowanie czy też sen. Położył się, ale oczy nie zamknęły mu się nawet na chwilę. Zaczął dyskretnie obserwować ludzi wokół.
Nawet jak na niski sezon było dość tłoczno. Niemało emerytów osób na leżakach, które zapewne spędzały tu całe dnie, ale zdecydowaną większość stanowili ludzie w ich wieku i trochę starsi. Ukradkiem zaczął się przyglądać i oceniać ich ciała. Ucieszył się na myśl, że był jednym ze szczuplejszych, choć z wciąż mizerną muskulaturą… Za to Dorota mogłaby zostać królową tej plaży. Niezwykle zgrabna, naturalnie smukła, z idealnymi proporcjami i niezwykle kobieca. Każdy centymetr naturalnych krągłości tylko dodawał jej seksapilu… Wokół było kilka atrakcyjnych kobiet, ale nie mogły się równać pod względem roztoczonej seksualnej aury. Odruchowo szukał w zasięgu wzroku odpowiednich mężczyzn dla takiej kobiety… Wkładał dużo uwagi, żeby jego oczy ledwie ślizgały się po nich i w żadnym wypadku nie zatrzymywał się dłużej niż sekundę, żeby uniknąć krępującego kontaktu wzrokowego. Po dłuższej chwili znalazł go. Około czterdziestoletni facet opierał się na łokciach z twarzą zwróconą w stronę słońca. Pewnie z nadmiaru testosteronu było widać, że ogolona niemal na zero głowa straciła większość włosów. Miał oliwkową karnację i zwarte, umięśnione i twarde ciało pokryte czarnymi włoskami. “Wygląda trochę jak młody Zinédine Zidane”, pomyślał. Pomimo swojej pozycji brzuch miał idealnie płaski a zagęszczająca się ku dołowi wydepilowana szczecina prowadziła do wyraźnie wypełnionych kąpielówek. Ich krój był chyba obliczony na przyciągnięcie wzroku bo wyraźnie je eksponował zachęcając do spojrzeń. Ciekawe, czy zawartość zainteresowałaby Dorotę… Zamknął oczy i popuścił wodze fantazji…
Mężczyzna wychwycił spojrzenia nijakiego chłopaka i zwrócił uwagę na zjawiskową kobietę, która leżała tuż obok. Zastanawiał się przez chwilę, czy nie jest przypadkiem jego siostrą, czy krewną, ale ich bliskość ich ciał, sposób w jaki ją smarował i inne drobne zażyłe gesty świadczyły, że raczej są parą i to niezwykłą… Był za młody i zbyt nerwowy żeby mogła zostać jego utrzymanką, ona z kolei, mimo podobnego wieku zbyt spokojna i stanowcza… Tajemnica leżała w ich relacji, która wydawała się skrajnie stronnicza… Czyżby domina? Był z wieloma kobietami, wiele razy dostał w twarz zarówno od nich, jak i ich partnerów, ale ostatnio niezwykle rzadko. To cudowne ciało jest warte ryzyka, zwłaszcza, że szczypior obok nie stwarzał jakiegokolwiek ryzyka…
— Bonjour, puis-je me joindre à vous ? — spytał przyklękając na jedno kolano tuż obok jej głowy, eksponując prezent między nogami który zamierzał jej podarować.
Przyjrzała mu się badawczo. Zadbana śniada skóra, twarde linie szczęki i węzłowata muskulatura wyraźnie podkreślały charakter tego mężczyzny. Nie ukrywał nazbyt swojego celu, jego ton nie pytał, lecz stwierdzał fakt. Spodobał jej się.
— Oui, zapraszamy. — odpowiedziała za obu dając znak, że obecność męża nie jest żądną komplikacją.
— Pierwszy raz was dzisiaj widzę. Przyjechaliście na długo? — szacował ile czasu mu zostało na zaloty.
— Niestety tylko na kilka dni… Atrakcji jest tu tak wiele, że trudno skorzystać ze wszystkich dostępnych wrażeń.
Leżał oparty na łokciu bawiąc się kamykiem w rękach, pilnując by mięśnie jego ramion i klatki piersiowej nie przerywały swojego tańca.
— Szanowna pani ma całkowitą rację. Trudno w tak krótkim czasie nasycić się wszystkim, pozostaje skupić się na rzeczach o największej wartości… Saint-Tropez jest szczodre jeśli chodzi o wrażenia i bardzo wyrozumiałe dla poszukiwaczy wrażeń… Co zamierzał pani zabrać z tej podróży do domu?
Podjęła grę i wciąż leżąc na brzuchu oparła się na łokciach dając mu niewielki, lecz wyraźny wgląd w swój biust.
— Na pewno relaks… A także dużo wspomnień. A pan, na co pan poluje?
— Z zawodu jestem jubilerem, interesują mnie więc jedynie brylanty najwyższej próby i najdelikatniejszego szlifu.
“No trochę przeszarżował” pomyślała z przekąsem. Nie zmierzała oddawać choć kawałka pola i wejść w rolę jego zdobyczy i postanowiła przejąć inicjatywę. Uchyliła okulary i przybrała niezadowoloną minę
— Och… — westchnęła udać zniecierpliwienie — francuzi używają tyle słów, a tak mało treści. Usłyszałam już dosyć o materii pańskiej pracy — zerknęła na swoje nagie pośladki — natomiast o dumnych narzędziach swojego warsztatu wciąż nie widzę?
Nie zachowywała się jak inne kobiety, które uwielbiały bez końca sączyć erotyzm między wierszami. Narzuciła mu wysoką stawkę i niemal w pierwszym zdaniu zażądała, żeby się przed nią obnażył. Mimo swojej odwagi wahał się, nie wiedząc do końca z kim ma do czynienia.
— Allez donc! Dawno temu wygoniliście bigotów z tego kraju, proszę mnie nie rozśmieszać tą angielską pruderią.
Wóz albo przewóz. Pewnie zdjął kąpielówki, wciąż odwrócony do niej przodem, co po części chroniło go przed wzrokiem postronnych osób. Przyjrzała się dokładnie jego starannie przystrzyżonemu na krótko kroczu z tylko nieco ponadprzeciętnej długości penisowi, za to imponująco grubemu…
— Si bon. Zapraszam do wspólnego plażowania… — odpowiedziała zimno nie pozwalając sobie na okazanie entuzjazmu i poklepała miejsce tuż obok swojego uda.
Położył się na plecach, stykając swoje biodro z jego. Z zadowolenie odczuwali swoje umięśnione, oraz gładkie i miękkie fragmenty ciał. Po długiej chwili, kiedy wydawało mu się, że poza obnażeniem się nic z tego nie wyjdzie, zaproponowała
— Będzie pan uprzejmy nasmarować mi plecy… I oszlifować nieco mój diament.
Bardzo słabo ukrył swój uśmiech triumfu. Klęknął nad jej udami a jego sztywniejący kutas celował teraz w jej ponętną szparę między pośladkami. Rozejrzał się wokół i dopiero teraz popatrzył dokładnie na jej mężczyznę, który cały czas leżał obok. W żaden sposób nie protestował, nawet w momencie kiedy obcy facet niemal dotyka fiutem gołej dupy jego żony… Co za para… Wskazał na opakowanie kremu i dał znak by go podał. Nie zaprotestował. Wylał w ręce duża porcję, zwilżył je i zagrzał. Zaczął od jej ramion, a następnie przeszedł do barków. Gdy ponownie nabrał krem, uniosła się i oparła na łokciach dając mu jednoznaczny dostęp do swoich piersi… Poświęcił dużo czasu na smarowanie łopatek i boków, zmuszając ją do czekania, ale i tak obaj wiedzieli, że to on pierwszy się złamie i chwyci te gorące bułeczki… Był boskie… jędrne, twarde i gładkie, z trudem mieszczące się ręce, jego ulubione. Nabiegły krwią i podnieceniem penis skomlał, by obniżył się o te parę centymetrów by mógł dotknąć tej seksownej przełęczy rozkoszy… Jego ręce zjeżdżały coraz niżej. Wylał na pośladki obfitą porcję i przyłożył się porządnie do pracy… Ociekały z nadmiaru kremu, błyszczały się niczym diamenty, nawet w przestrzeni pomiędzy…
Dyskretnie nieco się cofnął, siadając na jej udach, bez żadnych niedopowiedzeń celował teraz końcówka fiuta prosto w jej muszelkę. Teraz smarował ją długimi, posuwistymi ruchami, od ud aż do szyjki i na bok do piersi, za każdym razem na oślep szukając wrót do jej rozkoszy twardym i mokrym kutasem. Zdjęła okulary i odłożyła je. Dopiero teraz Piotrek zauważył jej zaciśnięte, rozanielone oczy i drżące wargi. W erotycznej potyczce o ekstazę wygrała kilka potyczek, lecz właśnie postanowiła przegrać ostateczną bitwę— wypięła się lekko i sięgnęła ręką za siebie zdradzając mu drogę do jej wnętrza. Wstrzymała powietrze gdy rozpychał ją ciągnąc za sobą aureolę delikatnej skórki. Opadła delikatnie z powrotem na ręcznik ciągnąc go za sobą, Dostał czego pożądał… Dopchnął chuja ile mógł, do samego końca, chwycił mocno za kołyszące piersi ze sterczącymi sutkami i ujeżdżał jak rasową sukę. Cicho stękała wraz z każdym pchnięciem, a po kilku otworzyła oczy i spojrzała z przejęciem na męża chwytając go za rękę.
— Jest w środku mojej cipki… oooch… tak mi dobrze… — mówiła w rytm pompującego ja fiuta… — widzisz jak mnie posuwa?
— Tak, widzę…— odpowiedział drążącym głosem, a jego znacznie mniej imponujący kutas próbował przebić materiał szortów.
— Przy tych wszystkich ludziach wokół… przy tobie… pieprzy twoją żonę…!
Jedyne co był teraz w stanie robić to oddychać ciężko i patrzeć na akt kopulacji swojej żony z przypadkowym mężczyzną
— N’arrête pas maintenant, éjacule en moi! — wysyczała przez zaciśnięte zęby do nieznajomego, który ze wszystkich sił starał się teraz opróżnić jądra prosto w jej wnętrze…
Dyszał nad jej plecami, posuwając bez opamiętania, szarpiąc i ściskając jej zaczerwienione od pieszczot piersi. Jęczała cicho skupina na intensywnych doznaniach wbijając paznokcie w rękę męża, który w napięciu obserwował jej twarz na sekundy przed nadchodzącym orgazmem.
— O boże… Zaraz dojdę… Czuję, że zaraz spuści mi do środkowego tego grubego kutasa…Piotrek…. Piotrek…
Kręciło mu się w głowie i z bijącym jak oszalałe serce zamknął oczy, by choć na chwilę przyhamować falę nadmiaru wrażeń… Wir nieco zelżał, lecz głos Doroty nadal do niego docierał…
— Piotrek… Piotrek? słyszysz mnie??
Otworzył oczy i spojrzał na żonę, którą ciągnęła go za rękę?
— Wszystko w porządku?
— Tak… — przetarł oczy i usiadł a słońce raziło nieprzyjemnie w oczy — chyba się zdrzemnąłem…
— Nie reagowałeś jak do ciebie mówiłam, myślałam, że zasłabłeś. Dobrze się czujesz?
—Tak, jest ok.
— Ufff… Wystraszyłeś mnie. Możesz mnie posmarować z przodu?
— Jasne! — odparł automatycznie, mimo, że nie doszedł jeszcze do siebie po mokrym śnie, który mógł się skończyć ogromnym wstydem gdyby doprowadzić go do końca.
Obróciła się na plecy. Jej jasna karnacja aż biła po oczach na tle bardziej opalonych osób w wokół. Zdał sobie sprawę, że jeszcze przed chwilą o mało nie trysnął od fantazji o swojej żonie posuwanej przez obcego faceta, a teraz przy skrajnej i na pewno widocznej erekcji ma wymasować obłędne, nagie ciało swojej żony w obecności zebranego już wokół tłumu. Był tak złakniony jej ciała i napięty, że obawiała się, że samo porażenie szortów może doprowadzić do katastrofy… Zanim jeszcze dotknął jej obfitych piersi, które cudnie rozsunęły się na boki poczuł bolesny skurcz przyrodzenia. “Tylko się teraz nie spuść, myśl o czymś innym” powtarzał w głowie jak mantrę, był tak tym pochłonięty, że zapomniał się oburzyć na fakt, że jego żona leżała teraz całkowicie naga, bez nawet symbolicznego sznureczka stringów… Czuł się jakby widział Dorotę nagą po raz pierwszy i sprawiało mu niewyobrażalną przyjemność dotykanie jej szyi i ramion. Kiedy smarował jej tańczące i coraz bardziej lśniące cycki miał ochotę zanurzyć w nich twarz i ocierając się o jej ciepłą skórę wycisnąć cały, nagromadzony i uciskający jądra zapas spermy. Zjeżdżając w dół rękami odetchnął nieco przy płaskim brzuchu, ale największe wyzwanie było dopiero przed nim…Gdy zaczął smarować uda rozchyliła je lekko dając mu dostęp do wszystkich zakamarków. Poczuł zapach jej rozgrzanego krocza i stłumił jęk żalu… Czy to tylko wyobraźnia i tęsknota, czy też jej intensywność była skutkiem jej marzeń? Być może leżąc w milczeniu obok siebie śnili tą samą fantazję?
Opalali się jeszcze niecałą godzinę i wrócili do pokoju na krótką przerwę i prysznic po czym poszli na obiad na zabytkowy ryneczek, gdzie zjedli pyszny bouillabaisse i zwiedzili nieliczne zabytki spacerując w zacienionych uliczkach z jasnego piaskowca. Kiedy wrócili słońce zaczęło już zachodzić
— Idziemy do basenu?
— Nie mam już siły… Poleżę chyba w chłodnej pościeli i poczytam książkę. Zmęczyłem się
— Dobrze, ja sobie trochę popływamy, jak wrócę to pójdziemy na kolacje będziemy mieli resztę wieczoru dla siebie, coś ci obiecałam… — puściła oczko i poszła przebrać się do łazienki, a następnie w hotelowym szlafroku zeszła na parter.
Zajęła miejsce na leżaku tak, że siedząc widział ją mimo zapadają zmroku. Czytał może przez pół godziny, ale lektura była niezbyt porywająca. Spojrzał za okno i z zaskoczeniem stwierdził, że tuż obok Doroty, niemal stykając się ramionami młody, opalony brunet z włosami do ramion. Z daleka było widać, że jest szczupły i zadbany. Nie miał pojęcia o czym rozmawiają, ale z ruchów jej ciała wynikało jasno, że jest nim zainteresowana. Musiał powiedzieć coś błyskotliwego, bo zaśmiała się odchylając głowę i szturchnęła go w ramię, po czym przykryła jego dłoń swoją… Zazdrość aż nim szarpnęła na ten poufały gest. Zbliżył się dyskretnie do okna w nadziei, że niezauważenie wyłapie choć pojedyncze słowa, ale rozmawiali na tyle cicho, że nic to nie dało. Po krótszej chwili temat musiał się zmienić, bo głosy przycichły jeszcze bardziej i był zdecydowanie poważniejsze. Przełknął ślinę zaniepokojony. Chłopak wskazał jakieś miejsce poniżej ich apartamentu i powiedział jej coś na ucho. Milczała chwilę po czym wystawiła dłoń dając znak jakby miał ją odprowadzić Ujął ją i ruszyli we wskazanym kierunku. Piotrkowi serce próbowało wyrwać się z piersi. Wstał by widzieć ich jak najdłużej, liczył na to, że Dorota go zobaczy i to zmieni coś, cokolwiek! Na próżno…
Bił się z myślami — może powinien zejść na dół? Poszukać jej w barze? Ale co zrobi jeżeli jej tam nie będzie? Zaczął panikować. A jeżeli coś jej się stanie? Nie każdy na dzień dobry ujawnia się jako zwyrodnialec. A jeżeli właśnie teraz coś jej się dzieje, a on siedzi tu bezczynnie?! Miał ochotę zbiec na dół i wyważyć drzwi do każdego pokoju, po kolei, aż jej nie odnajdzie. Upomniał się na tą idiotyczną myśl i próbował się uspokoić. Co on sobie wyobraża, przecież to jest pięciogwiazdkowy hotel w środku Europy… Jakby nie było Dorota zna się ludziach o wiele lepiej niż on… Chyba przesadza. Podszedł do barku i opróżnił dwie miniaturowe buteleczki wódki i zapił je colą. Pomogło od razu… Zrobił kilka nerwowych rund po pokoju, a kiedy alkohol rozwinął swoje działanie wrócił jak gdyby nigdy nic do czytania. Nie zapamiętał z niej zbyt dużo, ale skutecznie zajęła mu uwagę. Nie minęło więcej niż pół godziny kiedy mechaniczny zamek zazgrzytał, a jego żona w szlafroku pojawiła się w pokoju. Wyglądała na zdecydowanie bardziej wypoczętą i pełną energii od niego.
— Ale zgłodniałam! Idziemy na kolację?
— Chętnie… — odpowiedział starając się mówić wyraźnie.
— Super, to zbierzmy się szybko, bo na deser mam dzisiaj tylko ciebie i to z dzika ochotą! — uśmiechnęła się seksownie.
Oboje sprawnie się przebrali i za parę minut siedzieli już przy stoliku. Wybrali menu degustacyjne, by spróbować jak najwięcej rzeczy, ze słynnym foie gras na czele, a do tego Dorota dobrała polecane przez kelnera wino, które kosztowało dwa—trzy dni jego pracy… Musiał jednak przyznać, że było tego warte, że zamawiając jako danie główne coq au vin i boeuf bourguignon wzięli kolejną butelkę. Kątem oka zauważył tego młodzieńca z którym Dorota rozmawiała. Ani razu nie spojrzał w ich stronę i wydawał się w ogóle niezainteresowany. Jego wyobraźnia chyba zaczyna żyć własnym życiem, będzie się musiał bardziej skupić na faktach niż fantazjach…
Jak przystało na francuską ucztę byli w szampańskich nastrojach, tematy do rozmów się nie kończyły, a błyszczące oczy pożądały nawzajem swoich ciał. Atmosfera robiła się coraz bardziej intymna, namiętne iskrzenie było niemal wyczuwalne w powietrzu. Byli już syci kiedy zaproponowano im deser, ale jedzenie było tak obłędnie dobre, że nie byli w stanie odmówić i Piotrek zamówił z karty jabłkowe galette i clafoutis z jeżynami z kawą.
— Je voudrais une petite portion pour moi, j’ai déjà un autre dessert aujourd’hui. —rzuciła do rozbawionego kelnera, który z trudem hamował śmiech widząc, że mąż klientki nie mówi po francusku.
Owoce rozpływały się w ustach, a kruche ciasto było małą, gastronomiczną grą wstępną. Przemknęło mu przez myśl, że jest w stanie zrozumieć ludzi, którzy niemal całkowicie porzucają popęd seksualny, skupiając się wyłącznie na jedzeniu. Kiedy skończyli, Piotrek z nieodłącznym skrępowaniem przekazał Dorocie rachunek do zapłacenia, nawet nie patrząc na jego wysokość. Wolał mieć udany wieczór. Obsługa również się do tego przyczyniła przenosząc na odchodne po kieliszku mocnego, miejscowego likieru mirtowego. Wstali od stołu i wkładając pewien wysiłek w obranie prostej drogi powrotnej weszli ostrożnie po schodach.
— Boże, jakie to było dobre… — zawołała przeciągle… — gdybym mogła tak jeść codziennie, po miesiącu nie zmieściłabym się w drzwiach!
— Dokładnie! Takie jedzenie to jest dosłownie jakiś narkotyk…
— Ufff… — westchnęła i wsparła ręce na biodrach. — my tu gadu gadu, a wieczór ucieka!
Odwróciła się tyłem i kręcąc bioderkami zrzuciła sukienkę i majteczki, po czym zalotnie spojrzała na niego przez ramię.
— Masz ochotę umyć mi plecy? — nie czekając na odpowiedź weszła pod prysznic.
Piotrek nie spodziewał się, że tak szybko przejdą do najważniejszego punktu, na który czekał, sam już nie wiedział jak długo. W kilku ruchach wszystko z siebie zrzucił i dołączył do niej. Ciepłe strugi wody wzbudził w kabinie zapach jej perfum i gładkiego ciała, który wprawił go w intymny nastrój. Namydlili się nawzajem i każdy ruch ręką był kolejnym dreszczem ekscytacji.
— Weź odżywkę i mnie nasmaruj…
Nabrał prawie pełne ręce i przytulił się do jej pleców. Szybko omiótł jej szyję i barki, przechodząc niemal natychmiast do cycków. Uniósł je i pieścił w palcach, kreśląc kółka i drażniąc brodawki opuszkami. Odchyliła głowę i położyła mu ją na ramieniu, chwytając i dociskając jego do swojego policzka.
— Mmm… widzę, że już się rozkręcasz? — zamruczała.
— O tak, od wczoraj już ledwo wytrzymuję, tak bardzo cię pragnę… — powiedział przerywanym głosem.
— Dobrze się składa, bo też mam na ciebie ochotę… — zakręciła wodę i wylała obfitą porcję odżywki na swoją dupcię— przytul się si pomasuj mi tyłeczek swoim kutaskiem…
Nie trzeba mu było powtarzać dwa razy. Ujął w dłoń sztywniejący członek i nakierował między pośladki. Gdyby tylko był sztywniejszy, albo dłuższy z pewnością mógłby się w nią wślizgnąć…
— Tylko się nie zapomnij, nie możesz go wsadzić… Ta cipka nie jest dla ciebie… jeszcze… — szeptała uginając rytmicznie kolana drażniąc mu żołądź swoimi atłasowymi wargami…
Zaczął całować i kąsać jej szyję, a jedną rękę przyłożył do jej krocza by pieścić między palcami jej pobudzoną łechtaczkę.
— Och tak, zajmij się mną… — dyszała — jest taka niedopieszczona po dzisiejszym…
— O, a czego ci zabrakło ?— zapytał z uśmieszkiem.
— Miałam nadzieję na randkę, ale nic z tego nie wyszło… — powiedziała kocim, seksownym tonem.
Myśli sprzed paru godzin gwałtownie wróciły. Miał się cieszyć, że do niczego nie doszło, czy wściekać się, że otwarcie flirtowała paręnaście metrów od niego?!
— To znaczy? — zebrał odwagę na pytanie.
Przez dłuższy czas nic nie mówiła, jedynie tuląc się, ale sprawne palce między nogami płatkami cipki zachęcił ją do podkręcenia atmosfery…
— Naprawdę chcesz wiedzieć co dziś zrobiła twoja żona?
Zamroczony alkoholem umysł mógł powiedzieć jedynie “tak”…
— Kiedy czytałeś położyłam się na leżaku i odpoczywałam. Tylko przez chwilę byłam sama, pojawił się ten młody chłopak i usiadł dwa leżaki dalej. Zależało mu na towarzystwie i nie krył się tym. Zagadnął o pogodzie, hotelu i tego typu bzdetach. Kulturalnie mu coś tam odpowiedziałam, ale bez większej poufałości. No, ale wymyślał kolejne tematy i ta nieustępliwość troszkę mnie zaintrygowała… No i… — nie wiem, chcesz tego dalej słuchać…?
— Tak… — odparł w równym stopniu skupiony na słowach co ich na ślizgających się kroczach.
— Był tak skupiony na tym, żeby przyciągnąć moją uwagę, że w końcu mu się udało… Przyjrzałam mu się dokładniej. Był bardzo zadbany, dobrze zbudowany i jak na takiego młodziaka dość pewny siebie. Ściemniało się już, ale widziałam jak bardzo… no wiesz… ma wypełnione bokserki. Z resztą ustawił się tak, żebym miała na nie dobry widok…
Nie zareagował w uchwytny sposób. Wciąż pieściła mu ręką tył głowy i tuliła do siebie, a gdy nie wyczuła zmiany zachowania, kontynuowała swoją relację.
— Zaczął wypytywać skąd jestem, czy w Polsce wszystkie kobiety są takie piękne i podrywał mnie w tak nieudolny sposób, że aż mnie rozbawił. Może gdyby trafił na siksę w swoim wieku zmiękły by jej kolana, ale nie mnie… Chociaż, troszkę się podekscytowałam i postanowiłam go sprawdzić. Spytałam czy jest taki odważny tylko w miejscach publicznych, czy za zamkniętymi drzwiami też się tak chwali swoim sprzętem. Troszkę się zarumienił, ale stwierdził, że owszem… Poprosiłam więc, by zaprosił mnie do siebie, żebym sama to mogła ocenić.
Ręka Piotrka wstrzymała swoją wycieczkę po kroczu żony tylko na chwilę, po czym przybrała na intensywności. Westchnęła z przyjemności na te doznania i jego prawidłową reakcję na toczącą się historię…
— Zatrzymał się w pokoju zaraz pod nami. Weszliśmy i zanim zaświecił światło ekspresowo wrzucił do szafy rozrzucone ubrania, biedaczek chyba nie spodziewał się tak owocnych łowów… Dopiero w pełnym świetle zrozumiał na kogo trafił, bo na szortach momentalnie wyrósł namiot, więc zapytałam go czy poda coś do picia kobiecie, którą zaprosił na schadzkę. W panice zaczął szukać czegokolwiek co mógłby mi podać i jedyne co miał to puszkę fanty, hihihi…!!! Wypiłam parę łyków i zerknęłam na jego ledwie przykrytą erekcję, kawałek od mojej twarzy, bo stał jak słup soli tuż obok… Nie miałam sumienia dłużej męczyć młodziaka. Powoli ściągnęłam mu bokserki…
— Co… — spytał najzupełniej normalnie, nie przerywając swoich pieszczot. Docisnęła swój policzek do jego i naparła mu mocniej na krocze upewniając się, że ma w tym momencie maksimum zapewnionej intymności.
— Uwolniłam jego gładkiego… dużego penisa… i wsadziłam do ust…
— Co zrobiłaś…??? — spytał nie wierząc w słowa które padły. Próbował spojrzeć jej twarz, ale tuliła go mocno i nie pozwalała się obrócić.
— Twoja żona zrobiła mu loda… — mówiła szybko, starając się podniecić go jak najmocniej i utrzymać apogeum. — miałam tak ogromną ochotę na mężczyznę, musiałam się jakoś zaspokoić…
Odwrócił ją gwałtownie do siebie i przytrzymał za ramiona. Intensywnie wpatrywał się w nią dzikim z podniecenia wzrokiem.
Wtuliła się w jego ramię i ponownie zajęła się jego penisem, pieszcząc go i nasuwając tam i z powrotem złączone dłonie dając mu namiastkę swojej pizdeczki. Westchnął, co mogło być zarówno kapitulacją, jaki i danie ponieść się dreszczowi emocji.
— Chodźmy do łóżka… Nie pragnę teraz niczego więcej, tylko twojego mistrzowskiego języczka w mojej cipce… Oboje zasłużyliśmy dzisiaj na dobry orgazm. Co myślisz?
Pokiwał energicznie głową. Nie puszczając jego postawionego penisa, pociągnęła go w stronę łóżka. Stanęła bokiem i położyła stopę na jego brzegu. Samo jej spojrzenie rozkazywało “Na kolana i liż mnie!”. Komenda była wystarczająca — padł na kolana i jak wygłodniały zaczął od razu ssać cipkę, którą chwilę wcześniej rozgrzał. Oparła ręce na biodrach i miała już mu przypomnieć, że powinien zawsze zaczynać od łechtaczki, ale po dzisiejszym jej chcica dopominała się wrażeń tu i teraz, więc rozkoszowała się tym szorstkim przywitaniem. “To zabawne…” pomyślała, “wystarczy go przetrzymać kilka dni, pomasować i poflirtować kilka razy, by od razu było widać różnicę w jego języku… Ciekawe jakby się sprawował gdyby głodziła go przez miesiąc? I założyła mu klateczkę na tego kutaska, żeby mieć pewność, że się nie dotknie? Wtedy dopiero musiałby się starać…”.
Pierwsze dreszcze przyjemności pojawiły się bardzo szybko. Była niecierpliwa, choć bardzo starała się tego nie okazywać. Język między wargami podniecał i rozkręcał, ale wolałaby w jego miejsce tłustego kutasa Wojtka… Tak bardzo go teraz pragnęła… Mimo, że Piotrek starał się ze wszystkich sił postanowiła go ukarać za ten brak okazałego fiuta. Odwróciła się do niego tyłem i w tej samej pozycji odchyliła pośladek.
— Nią też się zajmij… — bez chwili zawahania wpił się palcami w jej biodra i zanurzył twarz w jej dupę, jak spragniony w źródło wody.
Język który wkręcał się w jej zwieracz i paluszki, które wsadziła do środka dały obłędne wrażenie… Przez cienką ściankę cipki niemal czuła czubek języka na opuszkach… Wyobraziła sobie fiuty które suną po jej ciele, po każdym zagłębieniu, wciskając się możliwie najmocniej… Przymknęła oczy starając się uchwycić moment kiedy obiją się o siebie… w jej wnętrzu, rozpychając jak bardziej…
“Boże, czy to zawsze jest takie przyjemne??” starała się myśleć i nie zwracać uwagi na swoje jęki. “Muszę kiedyś zorganizować podwójną randkę i wypróbować dwa kutasy na raz, to musi być cholernie ekscytujące… Ale to nie mogą być zwierzaki pokroju Wojtka, aż taka szalona nie jestem… Muszą chodzić jak w zegarku, spełniać wszystkie moje polecenia i być na każde zawołanie… Hmmm… Chyba mam kilku takich podwładnych…”. Jej rozważania przerwał szybki, zaskakujący orgazm, który zacisnął obie dziurki i zasypał jej skórę deszczem iskier… Bezceremonialnie odepchnęła jego głowę i zadrżała na całym ciele wypuszczając ciężko powietrze przez ściśniętą krtań. Potrzebowała kilku głębokich oddechów by się uspokoić, podczas gdy jej mąż pokornie klęczał z twarzą centymetry od szparki i rozkoszował się jej nagle intensywnym aromatem…
— Uff… Postarałeś się…
Uśmiechnął się jedynie, dumny ze swojego wzorowego zachowania.
— Chyba zasłużyłeś na nagrodę, prawda?
— Tak… — jęknął niepewny co przyniosą najbliższe sekundy.
Odwróciła się i poszła do łazienki. W świetle drzwi widział jak przeszukuje swoją kosmetyczkę. Wyciągnęła z niej znajome, wspólnie kupioną uprząż do strapona i sztucznego kutasa. Mimo, że był takiego samego koloru, wydawał się z tej perspektywy dłuższy… i o wiele grubszy?! Patrzył zahipnotyzowany jak kręcąc dupcią wraca w jego stronę. Przystanęła na jednej nodze i kołysząc zabawką w ręku spytała bez ogródek:
— Chcesz się pieprzyć??
— Dorota…— wyjęczał jedynie… Myśl, że jej walizka mogła być zrewidowana na oczach tłumu jednoznacznie pokazując co robią razem, a właściwie, co ona robi jemu…. Aż go przytłoczyła…
— No dalej… Nie mów, że nie masz ochoty??
— Nie, nie, nie o to chodzi! Ale to jest…
— … Większe?
— Tak! I to chyba za bardzo?!
— Kochanie, spokojnie, dasz sobie radę… Kiedyś trzeba zrobić krok naprzód. Tamta zabaweczka jest już za mała na tak doświadczony tyłeczek, nie sądzisz?
— Nie wiem… — wydukał zgnieciony pomiędzy strachem a pożądaniem.
— Hmmm… — uśmiechnęła się przyjaźnie. — chyba liczysz na małą zachętę, co nie? Niech ci będzie. Siadaj.
Wskazała ruchem głowy brzeg łóżka na którym od razu zajął miejsce. Rzuciła obok zabawkę, dając mu chwilę spokoju.
Klęknęła przed jego rozłożonymi nogami. Nachyliła się nad jego sterczącym kutasem drażniąc go swoimi sutkami, dodatkowo lizała i podgryzała jego tors. Westchnął głęboko z przyjemności… Ręce delikatnie błądziły po jego udach i pośladkach. Czuł, że wkracza w bramy niebios… Pocałowała go głęboko i zaczęła ssać jego usta wyciągając z nich ślinę. Z niemal pełnymi ustami odchyliła się nieco otwarła usta by zaczęła spływać na jej piersi, pod którymi skrzyżowała teraz ręce. Cycuszki niemal całe były już pokryte lśniącą warstwą… Patrzył jak zahipnotyzowany na to zjawisko. Wydawało mu się, że ktoś podmienił jego ukochaną żonę na wyuzdaną aktorkę porno. Wsadziła między swoje wilgotne bułeczki, wygłodniałego fiuta, który schował się cały poza fragmentem główki widocznym powyżej dekoltu. Ściskając je dłońmi przesuwała nimi w górę i dół…
— Przyjemnie ci?
— Oh tak…. Bardzo!
Uśmiechnęła się i skupiła na masowaniu.
— To wrażenie jest podobne jakbyś poruszał się w cipce?
— Uhhh… Trochę tak… Też tak mokro, wilgotno i ten ucisk…
— Wiesz, że ze swoim penisem nie możesz na razie liczyć na nic więcej?
— Wiem… — odparł zmieszany.
— Przez długi czas będziesz miał szlaban na cipki… Może kiedyś w końcu… Kiedy się postarasz i będziesz posłusznym kukoldem…
— Co?!
— Jeżeli pokażesz mi, że zasłużyłeś na moja szparkę… — ścisnęła go jeszcze mocniej aż jęknął i przewiercała tym swoim wzrokiem… — jeżeli będziesz mnie wspierał… adorował… wielbił… Pozwolę ci wsadzić… tego kutasa… do mojej cipy…
Ogarnęła go mieszanka przerażenia i podniecenia… Słowa torowały sobie drogę do mózgu bardzo powoli, ale obietnica jej brzoskwinki wydawała się boska i niemal na wyciągnięcie ręki… Odchylił głowę i zaczął jęczeć
— Będziesz mnie adorował??
— Tak…! — dyszał tym szybciej im bardziej żywiołowo trzepała go swoimi piersiami.
— Będziesz posłuszny??
— Tak…!
— Będziesz wdzięczny za każdego fiuta, którego przyprowadzę do domu?
— Co ?! — Spojrzał na nią w dół, a jego dusza i krocze płonęły…
— Wyliżesz mnie za każdym razem i odzyskasz swoją żonę znów dla siebie??
— Boże, Dorota… Co ty mówisz…?!
Opuściła się lekko na kolanach tak, by dosięgła ustami do główki wynurzającego się z jej dekoltu fiuta i niczym wąż zaczęła drażnić sam jej czubek…
— Arrrr….!! — zajęczał gdy podniecenie odebrało mu rozum i wolę.
— Będziesz wielbił moje ciało i czyścił je… Dla siebie… i naszego małżeństwa…. Staniesz na wysokości zadania??
— Tak! Zrobię to! Dam radę!!
Krzyknął niczym zdobywca górskich szczytów u kresu podróży i zaczął posuwać jej cycki bez kontroli. Pozwoliła mu na kilka-kilkanaście desperackich ruchów w których próbował sięgnąć po choć odrobinę więcej języka.
— Wystarczy. Przed nami jeszcze cały wieczór…
Stanęła przed nim czekając aż opadająca fala ekstazy sprowadzi go z powrotem do hotelowego pokoju.
Dyszał ciężko wpatrzony w ciemny kontur szpary zaraz przed jego oczami. Z każdy wdechem czuł ten obłędny, kobiecy, mleczny zapach. Miał ochotę wyć i zagryzać pięści, byle tylko móc się do niej dostać…
— Ubierz mnie. — poleciła zerkając na zabawkę obok.
Niepewnie, powolnymi ruchami, wręcz z namaszczeniem zapinał paski uprzęży, które gładko szeleściły w kontakcie z jej delikatną skórą. W głębi duszy czuł jakby przygotowywał pętle na własną szyję…
— Teraz kutasa.
Chwycił silikonową zabawkę i zrobiło mu się zimno gdy poczuł w dłoni objętość przedmiotu, który miał zaraz utorować sobie drogę w jego dupie. Starając się nie myśleć zamontował pokaźny kształt na podbrzuszu Doroty.
— Może go pocałować na przywitanie. W końcu widzicie się pierwszy raz, prawda? Za to na pewno nie ostatni…
Posłusznie zbliżył usta.
Uśmiechnęła się w duchu. Jaki on jest prosto do sterowania… Kiedy postanowiła skorzystać w pełni ze swojej kobiecości i seksapilu świat zmienił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wszyscy mężczyźni wokół robili się miękcy i zrzucali te śmieszne zbroje dumy i arogancji. Wystarczył uśmiech, zmysłowe spojrzenie, czy niewypowiedziana obietnic ich ważnego drążka decyzji, by zmienili swoje zachowanie o sto osiemdziesiąt stopni. Ten tutaj, siedzący przed nią był już dobrze wyszkolony. Nauczyła się doprowadzać go na skraj wytrzymałości, skamleć o skrawek jej ciała i bezwarunkowo akceptować to na co mu pozwalała. W tym względzie przebyli już długą drogę, lecz dalsza, jeszcze trudniejsza — wciąż była przed nimi… W głębi widziała w tym trzęsącym się z podniecenia ciele swojego dawnego Piotrka, lecz musiała sobie coraz częściej przypominać o nim i o celu dla którego to wszystko robi…
Zawróciła swoje myśli na tu i teraz. Położyła się. Nałożyła dużą porcję żelu na strapona, po czym podała tubkę Piotrkowi. Wylał trochę na dłoń i sięgnął za siebie. Z zadowoleniem zauważyła, że nie odwrócił wzroku… Przygotowanie tyłka do pieprzenia przez kobietę widocznie przestało już być dla niego wstydem. Klęknął nad jej uzbrojonymi biodrami. Chwycił za pośladki i rozszerzył je opuszczając się powoli na wycelowany w jego ciemne oczko zbyt duże dildo… Zatrzymał się na chwilę gdu poczuł jego wielkość na skórze, ale podjął wyzwanie. Próbował delikatnie napierać, ale zwieracz nie dawał za wygraną. po kilku próbach Dorota nałożyła dodatkowy żel na czubek i zaczęła powoli unosić biodra. Gdy poczuła opór chwyciła go po bokach i natarła dalej. Nie mógł uciec. Gruby strapon pokonał bramy jego wstydu. Rozchylił usta do krzyku gdy po pierwszym oporze wślizgnęła się w niego na kilka centymetrów, ale powstrzymał się w ostatnim momencie. “Dobry chłopiec: pochwaliła go w myślach. teraz, kiedy już go spenetrowała mogła pozwolić sobie na więcej. Postanowiła wprawić huśtawkę cierpienia i podniecenia w ruch…
Mokrą dłonią chwyciła go za główkę i drążek by powoli, lecz mocno ruszać w dół i znacznie delikatnie w górę. Syknął gdy ściągnęła mu napletek napinając delikatną skórkę. Broniąc się odruchowo opuścił biodra nabijając się o kolejne centymetry… “Widocznie penetrowana dupa była lepszym rozwiązaniem niż maltretowany fiut”, zanotowała. Po kilku powtórzeniach załatwionych pieszczotą jajek większość zabawki zniknęło we wnętrzu.
— Dorota…
— Słucham… — Nie był w stanie wydusić z siebie słów. Ujeżdżał ją, sam nadawał odpowiednie tempo, był podniecony, ale jego myśli krążyły gdzieś indziej. Widziała jak się z nimi zmaga, domyślała się, ale nie chciała… nie mogła zrobić tego kroku za niego.
— …Jaki był? Ten chłopak… —wyjęczał słabo.
— Chcesz wiedzieć jakiego miał? — zapytała wprost.
— Tak… — odpowiedział natychmiast, niemal wdzięczny, że się domyśliła?
Obserwowała go uważnie, podskakującego i ruchanego zabawką…
— Chcesz wiedzieć czy mi smakował jego penis? — nie przestawała przewiercać go wzrokiem.
— Lizałam go i ssałam, a on rósł jeszcze bardziej w moich ustach… Biedak jęczał jak nieboski, pierwszy raz miał do czynienia z prawdziwą kobietą, która wie jak się obciąga chuja…
— O boże, Dorota… — Jęczał wniebowzięty.
— Wystarczyło dotknąć młodego fiuta i już zaczęły cieknąć pierwsze soki…. Nie chciałam, żeby doszedł za szybko, więc po chwili trzepałam mu mokrą pałkę i zajęłam się jego jąderkami. Był w siódmym niebie… Chwycił mnie za głowę i docisnął do siebie.
— Mocno…? — spytał i od razu odwrócił wzrok, zażenowany chęcią poznania szczegółów tego jak jakiś nastolatek dławił mu żonę kutasem…
— Tak… rozchylił nogi i naparł na mnie… Wsadziłam sobie do ust jego jądra, ssałam je… Wwiercałam się w nie językiem, a jego soki zmieszane ze śliną spływały mi po twarzy, z każdym ruchem trzepania coraz bardziej…
— I co dalej… — zamknął oczy i nabijał się na nią głębiej, wyobrażając sobie każdy najdrobniejszy szczegół zbliżenia.
— Byłam już tak podniecona, że od dłużej chwili byłam cała mokra, czułam jak cieknę i moczę majtki… Wsadziłam rękę i masowałam sobie łechtaczkę… Żeby… Żeby… — zawiesiła swoją opowieść by znów otworzył oczy i skupił na niej swoja uwagę — … Żeby przygotować cipę na tego pięknego kutasa…
Wciągnął powietrze z głośnym świstem, a jego własny fiut zareagował w sekundę. Był teraz tak sztywny, że nawet rytmiczne ruchy bioder nie były w stanie go poruszyć…
— Sama nie wiem w którym momencie zaczęłam się palcować. Tak bardzo chciałam go sobie włożyć między nogi… Jeszcze na chwilę dossałam się do jego pały… Ciągnęłam, połykałam go i trzepałam na przemian…
— Proszę, mów dalej! — sapał.
— W tym momencie biedaczyna stracił nad sobą panowanie, chwycił mnie za włosy i posuwał moje gardło, ledwo mogłam oddychać… Niestety z upojnego wieczoru nici, bo skończył po kilku ruchach i wszystko się skończyło… A potem wróciłam do pokoju.
Zamilkłą kończąc opowieść jak gdyby nigdy nic. Piotrek był rozgrzany do granic możliwości i nie pojmował jak mogła tak nagle urwać?!
— Jak to?! I to wszystko?!
— Tak. Jesteś zawiedziony? Wolałbyś gdyby mnie przeleciał??
Dyszał ciężko, ale nie odpowiedział… Sam nie wiedział czego chciał w tym momencie. Musiał za to wiedzieć jedno i spytał ze ściśniętym gardłem.
— Pozwoliłaś mu zostać w środku, kiedy… — nie był w stanie dokończyć, przewiercał ją tylko swoim wzrokiem…
— …Pytasz, czy spuścił mi się do ust i czy połknęłam jego spermę…?
Proste kiwnięcie głową, czy jakikolwiek gest były poza jego możliwością, napiął niemal całe ciało w oczekiwaniu na odpowiedź i zastygł przerywając swoje ujeżdżanie. Cisza która zaległa była namacalna i przytłaczająca. Zamknęła oczy, odwróciła głowę na bok i przytrzymała jego uda, wznowiła penetrowanie jego dupy.
— Poproszę o następne pytanie…
Był zbyt podniecony by zaczynać dyskusję, jedyne na czym mu naprawdę teraz zależało to wytrysku po tych długich dniach skumulowanego podniecenia. Skupił się na swoich doznaniach i teraz tylko to się liczyło.
— A może ty masz ochotę się spuścić? Na przykład na moje piersi? — pytanie zabrzmiało jak najlepszy afrodyzjak.
Pokiwał entuzjastycznie głowa. Chwyciła mocno jego penisa i zaczęła energicznie posuwać go straponem. Wraz z każdym pchnięciem ślizgał się w jej dłoni i zbliżał się do upragnionego szczytu.
— Chcesz sobie wyobrazić jak mógł na mnie trysnąć? — Pytanie całkowicie go zaskoczyło. — wyobraź sobie, że to jego penisa właśnie trzymam, celuję sobie w twarz i czekam aż ją zaleje… Pokaż jak bardzo chcesz to zobaczyć!
Zaczął ciężko dyszeć. W jego oczach widziała tyle samo gniewu co pożądania. Przyśpieszył swoje ruchy.
— Wiem, że tego pragniesz! Chcesz zobaczyć jak ten chłopaczek spuszcza się na twarz twojej żony! Powiedz!
— Tak! Chcę zobaczyć jak ci leje na twarz!!!
Wychrypiał, ale tego było już za wiele…Nachylił się do przodu i oparł rękami dając jej pełny dostęp do penetracji, z czego skrzętnie skorzystała i zaczęła szybko pieprzyć jego tyłek. W nabiegłej krwią twarzy i mętnych oczach rozpoznała, że tylko sekundy dzielą go spełnienia. Gdy zacisnął powieki i jęknął głośno, od razu zasłoniła twarz. Gorące, wodniste białe strugi w akompaniamencie krzyku spadały na jej brzuch, piersi i ręce. Wydawały się nie kończyć i dopiero siódma czy ósma zaczęła kapać bezsilnie na piersi Doroty… Napięcie w którym żył przez ostatnie tygodnie opadło całkowicie pozostawiając go w stanie nieważkości. Nie był w stanie choćby uchylić zaciśniętych powiek. Dotyk Doroty i jej głos docierały z daleka, jakby zza ściany. Przeszył go lekki dreszcz gdy zebrała ze swojego ciała rozlane nasienie i czule wcierała mu w przewrażliwionego penisa i jądra.
— Nie mogę się doczekać, kiedy odzyskasz sprawność i znowu będziesz mógł mnie zaspokoić… Wypełnisz mnie znowu… I zobaczysz jak cipka cię przywita… Jaka będzie przygotowana, wyćwiczona i mokra od tych wszystkich fiutów które w niej wkrótce będą…
antechinus
Jak Ci się podobało?