Nieposkromione marzenia (XIII) - Upragniona sobota
26 czerwca 2026
Nieposkromione marzenia
23 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Szkolenie z etyki pracy miało zacząć się w południe. Była to pierwsza decyzja szefa po powrocie z urlopu i jednocześnie najszybciej zorganizowany event w historii firmy. Dziwnym trafem przypadało na godzinę spotkania, które podała w smsie Dorota i dotyczyło wszystkich, oprócz ich dwójki. Stała przed lustrem w łazience i poprawiała szminkę, kiedy wparował do pomieszczenia niczym burzowa chmura, a z hukiem otwarte drzwi odbiły się od ściany. Przeszedł do kabin, otworzył wszystkie upewniając się, że są puste. Zamknął drzwi na klucz i ruszył w stronę podwładnej. Wziął do ręki jej telefon leżący na umywalce i wybudził ekran. Wyłączona. Potrząsnął jej torebkę niczym wściekły celnik.
— Nie ma tu żadnych niespodzianek. Chcę, żebyśmy porozmawiali jak dorośli ludzie. — stwierdziła chłodno nie odrywając się od swojego odbicia.
Szarpnął ją za ramię i odwrócił w swoją stronę.
— Już cię nie ma kurwo!!! — krzyczał — dojadę cię tak, że nie znajdziesz pracy w tym kraju! Znam prokuratora, który cię rozjedzie jak szmatę!!!
— Zamkniesz mordę i posłuchasz?!
Autentyczny szoku pozwolił by kontynuowała.
— Zacznij słuchać co do ciebie mówię. Nie zamierzam cię szantażować. Dostałeś ten filmik, żebyś wiedział, że od tego momentu mamy gwarancję wzajemnego zniszczenia. Nie możemy już sobie grozić, bo trzymamy się w szachu. Albo się pozabijamy, albo będziemy współpracować.
Uścisk nie zelżał, ale za to gniew być może tak…
— Cokolwiek o mnie myślisz, chcę rozwiązać twoje problemy, bo po części są też moje. Potrzebujemy siebie nawzajem nawet jeśli tego teraz nie rozumiesz. Do końca roku będziemy mieli kontrolę z centrali. Jeżeli słupki, cyfry i stanowiska będą się zgadzały mamy uratowaną dupy i długie lata spokoju. Ty tego potrzebujesz, a ja potrafię to zrobić. Dlatego powiedziałam, że chcę być twoją najlepszą przyjaciółką.
— I jaka w tym twoja rola? — spytał, po raz pierwszy w miarę spokojnie i logicznie.
— Przygotuję ci cały plan. Finanse, kursy, wypłaty, dodatki, delegacje. Ale kadry i księgowość mają robić co mówię. I musisz się pozbyć zastępców.
— Co?! —czyżby zauważyła panikę w jego oczach?
— Dla takiej firmy dwóch zastępców to maksimum. Masz czterech plus mnie i już to samo w sobie przykuwa uwagę, której nie potrzebujemy. Po drugie, są tak nieudolni, że narażają nas wszystkich na strzał. Dopóki oni tutaj są, nie będziesz miał pewności.
Puścił jej rękę i wyraźnie dawał znać, że mocno bił się z myślami, ale nie interesowało ją jak bardzo są ze sobą powiązani i umoczeni.
— Dalej mi nie wierzysz? — spytała z lekkim niedowierzaniem.
— Nie wiem dlaczego miałbym ci aż tak zaufać… — powiedział powoli.
— Chociażby dlatego, że po tym wszystkim co mi zrobiłeś, nadal nie posłałam w świat filmu na którym ci obciągam.
Cisza była wymowna. Mimo że był bezwzględny ten akt, hmmm… wyrozumiałości z jej strony dał mu do myślenia, po raz pierwszy od dawna. Przez chwilę zaczął oceniać swoje zachowanie i czuł, że gdyby poświęcił na nie choć parę minut, mógłby się ugiąć pod naporem wniosków… Szybko zamknął te drzwi. Była zaskoczona widoczną refleksją. Po raz kolejny zobaczyłam w nim dziesięć lat starszego mężczyznę, przystojnego, silnego, którego mogła i chciała mieć po swojej stronie. Napsuł jej mnóstwo krwi, ale wiedziała, że da radę go przekonać.
— Widziałam jak na mnie patrzyłeś kiedy dałeś mi umowę. I wtedy kiedy próbowałeś mnie wyrzucić. Jeżeli to ma być cena za którą mi zaufasz — zgadzam się. Masz teraz okazję, żeby zrealizować to, co wtedy chciałeś ze mną zrobić.
Oddychał ciężko nie odrywając od niej wzroku. Ważył w myślach wszystko co usłyszał i starał się wyciągnąć z tego wnioski… Kiedy poczuła jego dłonie na biodrach, było to coś więcej niż dotyk. Widziała, że właśnie oswoiła to dzikie zwierzę które rezygnuje z dalszego krzywdzenia, to co zyska, to współpraca i bezpieczeństwo, którym otoczy ją przed każdym z zewnątrz… Nie była zaskoczona, gdy chwycił ją za pośladki, podniósł i posadził na szafce obok. Czekała na jego kolejny ruch…
Zaczął rozpinać spodnie. Chciała sięgnąć pod swoją spódniczkę, by zdjąć rajstopy i majtki, ale powstrzymał ją delikatnym ruchem ręki. Zaintrygował ją. Zdjął jej buty, nie wypuszczając jednego z ręki. Powoli, by nie straciła równowagi uniósł jej stopy i wsadził uwolnionego kutasa między jej stopy. Po raz pierwszy spojrzał na nią z czule, niemal z prośbą… Uśmiechnęła się delikatnie aprobując jego niecodzienną żądzę. Złączyła je nieco mocniej, by mógł ocierać się pomiędzy podeszwami. Z fascynacją patrzyła jak po skosztowaniu zakazanego owocu całe napięcie opada odsłaniając niemal nową, nieznaną twarz. Westchnął kilka razy, a jego erekcja tężała, w końcu realizował długo skrywane marzenia. Pomogła mu i paluszkami drażniła jajka, ślizgając się drugą stopą o kutasie. Uniósł jej szpilkę przystawił do nosa wciągając głęboko zapach jej stóp, nie spuszczając jej z oka i pilnując, czy patrzy na jego perwersję. Tego mógł być pewien… Poczuła się w pewien sposób zaszczycona, że po raz pierwszy uwielbiano ją w ten sposób. Wyraźnie się rozkręcił.
— Zaraz cię wyrucham… — wysyczał przez zaciśnięte zęby.
Przywarł do jej szyi całując i liżąc. Podsunął jej spódniczkę do góry, ale nie zamierzał ściągać jej rajstop. Chwycił materiał w kroku i rozerwał go z głośnym trzaskiem. Klęknął, odsunął pasek majteczek i przez chwilę w skupieniu podziwiał i głaskał zarumienioną muszelkę. Splunął na nią, wstał i mocno ściągając ją ku sobie i wszedł w nią po ledwie dwóch ruchach nawilżenia główki. Otwarła usta w niemym krzyku gdy od razu zaczął ją dopychać do końca. Zacisnął rękę na jej szyi i zaczął posuwać coraz mocniej. Czuła, że brakuje jej tchu, więc chwyciła ze wszystkich sił jego nadgarstek, ale poluzował go nieznacznie. Wbrew strachowi podniecały ją ręce zaciśnięte na napiętych ciałach.
— I co dziwko, podoba ci się??— wysapał.
— Pieprz mnie, nie gadaj! — otaksowała go wściekłym i pożądliwym wzrokiem, a czerwieniejące policzki składały pokłon jego zabiegom.
Zaczęło kręcić jej się w głowie, a znajomy dreszcz rozchodził po całym brzuchu… Do tego jajka obijające się o jej dupę…. O boże, zaraz chyba dojdzie…. Ale nie zamierzał z nią skończyć tak szybko. Pociągnął ja za szyje do siebie tak, że tylko dzięki silnej ręce nie upadła. Zmusił ją by klęknęła.
— Bierz do gęby i obciągaj!
Nie czekał na jej pierwszy ruch, tylko od razu natarł w nią, tym razem nie dając sobie zrzucić ręce z jej głowy. Pieprzył ją w usta, tak, jak przed chwilą jej pizdeczkę. Krztusiła się, dławiła, ale jego siła była obłędnym afrodyzjakiem i nie chciała przerywać nawet na sekundę. Wyszedł z niej łaskawie, pozwalając by zaczerpnęła łyk powietrza, co zrobiła z głośnym spazmem.
— Mmm… moja cipa smakuje znacznie lepiej z twojego fiuta… — syczała przekręcając go wzrokiem.
— Jak zamierzasz wywalić tamtych?
— Musimy to zrobić ostrożnie i nieodwołalnie… — jej słowa płynęły miękko gdy połyka jego jajka i lizała drążek. Nie przerywając pieszczot przedstawiła mu swój plan…
Zaśmiał się słysząc jej intrygę… Był pod autentycznym wrażeniem. Kilka razy uderzył ją chwycony fiutem po twarzy, a ona przyjęła tą perwersyjną chłostę z pożądaniem. Znów zaczął posuwać jej usta, ale już w spokojniejszy sposób.
— Wstawaj i wypnij dupę. Chcę cię pieprzyć od tyłu.
Zrobiła tak, jak powiedział opierając się o umywalkę i patrząc mu w oczy odbite w lustrze.
Napawał się widokiem jej pięknej dupy. Pomięta spódniczka, rozdarte rajstopy, naciągnięte majteczki i gorąca, chętna cipa… Jego mokry sen, który śnił tak wiele lat… — właśnie się realizował. Brakowało tylko czerwonych śladów ręki, które zaraz się pojawiły w akompaniamencie głośnych klapsów i jęków. Wszedł w nią i nabijał ze wszystkich sił, trzymając za biodra, bez szans na ucieczkę.
Bez słowa patrzyli na siebie rozumiejąc jaka trudna, ale mocna więź właśnie się pomiędzy nimi tworzy. Z mokrych i napiętych genitaliów oczekiwali swoich orgazmów, a w ostatnich przebłyskach myśli zastanawiali się gdzie powinna wylądować sperma, która za chwilę tryśnie…
***
W tym samym czasie Piotrek do budynku firmy, dla której wykonywał zlecenia od dłuższego czasu. Starając się iść pewnym krokiem zapytał po drodze portiera o piętro. Wjechał windą na siódme, a kiedy tylko sekretarka go zobaczyła, powitała serdecznie i zaprowadziła do gabinetu szefa. nieco starszy, ale już łysiejący facet w zbyt dużej koszuli w kratę przywitał go serdecznie, ściskając mocno rękę.
— W końcu widzimy się na żywo! Mega się cieszę, że jesteś zainteresowany naszą ofertą! Rzadko korzystamy dawaniem zleceń, ale twoja robota robi wrażenie, gdzie ty się tego nauczyłeś? — zapytał zapraszając na kanapę obok której stał stolik z napojami – od mleka migdałowego, aż po karaibski rum.
— Przez pewien czas pracowałem na własne konto na większych kontraktach, więc trzeba było spinać poślady, żeby to ogarnąć. Przy jednej robocie wybierałem najlepsze rozwiązania, żeby zrobić sobie przedpole przy kolejnej no i tak mi zostało.
Nazwy kontrahentów zrobiły wrażenie na Mateuszu.
— No i to się chwali! A jak się nazywała twoja firma?
— A wiesz, to już nieaktualne… Covid dość mocno po mnie przejechał, więc zrobiłem sobie dłuższą przerwę, a teraz wróciłem, najpierw na poziom baristy, a potem wiadomo, sky is the limit, hahaha! — skłamał gładko i zmieniając temat.
— Się wie! A przechodząc do konkretów — extra nam się z tobą pracuje i naprawdę chcielibyśmy cię mieć na pokładzie. Niestety polityka firmy jest taka, a nie inna…
Zmroziło mu serce… Rozmowa jak tysiąc innych. Fajnie, super, extra, ale damy znać….
— Dlatego będę musiał pokombinować, żeby cię wciągnąć. To jest do zrobienia na 100%, tylko zajmie trochę czasu. Myślę, że powolutku będziemy cię wciągać coraz bardziej, a na końcu zrobimy mini aferkę, że masz takie same obowiązki, kompetencje, a jako jedyny masz zlecenie, a nie umowę, to jest nierównościowe i tak dalej. Wiem, że brzmi to jak zachowanie gówniarzy w piaskownicy, ale to chyba jedyna opcja, żeby to zrobić w miarę szybko i sprawnie. Co ty na to?
Piotrek starał się nie okazywać, że ma ochotę podskoczyć z radości i wyściskać swojego nowego szefa. Opanował entuzjazm i spokojnie odparł:
— Sytuacja jest taka, a nie inna, nie zamierzam kopać się rzeczywistością. Przyjmuję ofertę.
Nerd uśmiechnął się szeroko i wstał wyciągając rękę na przybicie interesu, a Piotrek odwzajemnił od razu.
— To jest podejście! Witamy u nas! Na razie możesz pracować zdalnie, ale już niedługo będziesz potrzebował dodatkowego softu, który mamy w biurze. Dam ci namiar na naszą sekretarkę i podasz jej jakie biurko, fotel i kompa będziesz potrzebował, żeby ci się wygodnie pracowało.
— Ok! — odparł z już nieukrywanym entuzjazmem.
— Aha i jeszcze jedno. Masz kogoś?
— Ekhm, słucham?? — pytanie całkowicie go wybiło.
— Tak pytam, bo często robimy sobie firmowe wyjścia. Wiesz, kluby, paintball, sushi, sauna. Pytam, żeby wiedzieć na ile osób rezerwować.
— Tak, mam żonę.
— O, super! W tym towarzystwie, to już takie vintage, hahaha! Spoko! A więc od dziś pracujemy razem!
Kiedy wrócił do domu i z radością opowiadał Dorocie o swoim dniu, widział, że nie jest skupiona. Zadawała pytania, potakiwała, ale jej myśli krążyły gdzieś indziej. Przybędzie mu obowiązków, wypłata wciąż będzie poniżej jego dawnych planów, ale kierunek jego życia powoli nabierał dobrego widoku… Pracował dużo, i chyba po raz pierwszy poczuł optymizm na myśl o przyszłości…
Z niecierpliwością czekał na tą sobotę. Zapowiadało się, że to pierwszy dzień od dłuższego czasu który mogli spędzić razem. Jego dorywcza praca powoli się ustabilizowała i nie musiał już rzucać się na nią od razu po przyjęciu zlecenia trzymając kciuki, żeby ktoś skusił się na kolejne. Dorota wyjątkowo nie pracowała. Miał nadzieję, że znowu się do siebie zbliżą i będzie miał okazję, żeby jej udowodnić jak mu na niej zależy. Specjalnie wstał wcześniej i zrobił szybkie zakupy, żeby przygotować wyjątkowe śniadanie, które wprawi ją w dobry nastrój. Wstała późno, więc musiał poczekać, aż skończy swoją poranną toaletę. Była miło zaskoczona przygotowaną niespodzianką, podziękowała i pocałowała go w policzek, ale bez żadnego entuzjazmu. Zjedli rozmawiając o wszystkim i o niczym. Miał już zaproponować zaplanowany wcześniej spacer i obiad w dobrej restauracji, ale oświadczyła, że idzie na jogę i porozmawiają jak wróci. Nie było jej długo. Kiedy wróciła stwierdziła, że spotkała na zajęciach koleżanki i poszły na obiad, więc nie jest głodna. Powstrzymywał narastającą frustrację, ale dużo go to kosztowało. Usiadła przed komputerem prosząc, żeby jej nie przeszkadzać, bo musi wysłać ważną wiadomość do pracy. Niepocieszony Piotr wysłał smsa odwołując rezerwację. Większość dnia mijali się w mieszkaniu. Trochę poczytał, obejrzeć parę odcinków byle jakiego serialu. Zniecierpliwiony rzucił pilot na siedzenie obok i westchnął sfrustrowany. Wpół do ósmej… Cholera, prawie cały dzień zleciał na niczym. Rozejrzał się wokół z głębokim westchnieniem. W mieszkaniu panowała cisza. Zawołał ją, bez odpowiedzi. Nie było jej w kuchni, w pokoju laptop był zamknięty. W łazience, za zamkniętymi drzwiami świeciło się światło. Zapukał nieśmiało. Rozglądając się zauważył przy drzwiach wejściowych wysokie czarne kozaki, których nie widział nigdy w życiu. Niemożliwe, żeby ktoś ich odwiedził, musiałby przejść zaraz obok niego kiedy oglądał serial. Zapukał jeszcze raz i wszedł. Tutaj również jej nie było, ale przy lustrze stała cała paleta kosmetyków, a na wieszakach wisiało kilka sukienek. Wrócił do przedpokoju i zawołał ją jeszcze raz, głośniej.
— Jestem w sypialni. — odpowiedziała sucho.
Ucieszył się na myśl, że w końcu się nadarzyła okazja na wspólny czas. Z uśmiechem wszedł do sypialni i zamarł w progu. łóżko było całe pokryte bluzkami, spódnicami i sukienkami. Zupełnie naga Dorota opierała na nim stopę wmasowując w różowe udo nieznany krem. Obserwował ją nie wiedząc na co właściwie patrzy. Długimi powolnymi ruchami okrążała kostkę, łydkę, starannie powlekała wszystkie zakamarki kolana. Kiedy krótkimi, posuwistymi ruchami zaczęła wmasowywać krem w krocze, głośno przełknął ślinę.
— Skoro już tu stoisz to podaje mi tamten krem ze stolika. — powiedziała nie odwracając się, całą uwagą pochłonięta na jednej czynności. Zrobił jak powiedziała. Kiedy do niej podszedł podziękowała mu uśmiechem i zaczęła odrywać wieczko kremu, które nie dawało za wygraną. Dopiero teraz zauważył, że stoi plecami do odsłoniętego okna.
—Ej, wszyscy Cię widzą! — Dopiero teraz zauważył, że stoi plecami do odsłoniętego okna. Ruszył w jego stronę, ale na jej głos zamarł w pół ruchu.
—To nie jest twoja sprawa czy ktoś mnie widzi nagą?
Nie wiedział, co ma powiedzieć…
— Jak to nie moja? Stoisz naga w oknie i każdy może Cię zobaczyć!
— Jeżeli stoję naga i się nie kryję to znaczy, że pozwalam patrzeć. Tobie też pozwalam, prawda? Cisza… — Powiedziałam, prawda?
—No… W sumie prawda…
—To jeżeli ci pozwoliłam, to wypadałoby okazać trochę wdzięczności — Patrzyła mu prosto w oczy wyraźnie czekając.
—Dzie… dziękuję — brzmiał słabo, nawet sam to czuł. Z lekkim uśmiechem dobrze wykonanej pracy otworzyła krem i zaczęła smarować drugą nogę. Widział teraz wyraźniej całą jej sylwetkę. Promienistą, błyszczącą, z piersiami kołyszącymi się w rytm jej rąk… Płaski brzuch z delikatnie zagiętą skórą bez jednego włoska przechodził w ciemniejszą skórą jej błyszczącej cipki. Przełknął ślinę, ale nie pomogło to znaleźć rozwiązania jak wybrnąć z tej sytuacji, a narastająca erekcja nic nie ułatwiała. Po tak długim czasie bez jakiegokolwiek spełnienia zaczął się obawiać, że może wytrysnąć zanim w ogóle wpadnie na jakiś pomysł. Walczył ze sobą nie mogąc poskładać myśli. Skończyła nakładanie kremu. Usiadła na brzegu łóżka, sięgnęła po leżące obok pończochy i wysoko unosząc wyprostowaną nogę zaczęła je powoli wciągać.
—Dobrze wyglądasz… to znaczy bardzo, ślicznie bardzo, pięknie!
—Wiem, dziękuję. Wychodzę na spotkanie.
—O, nie wiedziałem, nie mówiłaś nic?
—Nie mówiłam — nie tłumaczyła czegokolwiek, tylko stwierdzała fakt.
— Ostatnio w sumie tylko się mijamy, myślałem, że…
— Co myślałeś? — Przerwała mu między przykładaniem do nagiego ciała sukienek i przeglądaniu się w lustrze.
— Myślałem, że… Że skoro dzisiaj jesteśmy w domu to moglibyśmy to wiesz, spędzić razem, posiedzieć, porozmawiać…
—Umówiłam się już tydzień temu. Na pół godziny przed wyjściem sobie o mnie przypomniałeś? Irytacja nie przeszkodziła jej czerpać satysfakcji z przeglądania się w lustrze.
— Nie, to nie tak! Chciałem, żebyśmy poszli na spacer, chciałem, żebyśmy poszli razem do restauracji i…
—I postanowiłeś nic nie robić, aż magicznie samo się stanie, no ale się nie stało. Trudno, może następnym razem zbierzesz się na odwagę i pokażesz, że jednak jeszcze jesteś mężczyzną. Ja wieczór mam już zaplanowany. Z mężczyzną zdecydowanym, stanowczym, potrafiącym się umówić, mieć gest i zaprosić kobietęw wyjątkowe miejsce i zająć się nią przez cały wieczór.
— O czym ty mówisz?! Z kim zamierzasz się spotkać?! Nie ma mowy!!!
Jego krzyk bardziej przypominał rozzłoszczone dziecko niż dorosłego człowieka. Odwróciła się w jego stronę, westchnęła ciepło patrząc na niego dobrodusznie . Sięgnęła do jego twarzy i zaczęła gładzić purpurowy ze złości policzek. Przekrzywiła lekko głowę i uśmiechnęła się ciepło.
—Piotruś… Wiesz dobrze, że jestem twoja żoną, a ty moim mężem… Kocham cię i w tym względzie nic się nie zmieniło. Pamiętaj proszę, że jesteśmy dorośli i rozwiązujemy swoje problemy bez krzyku i agresji. Sam widzisz w jakim miejscu jesteśmy teraz ja i ty. Był czas kiedy ty nas prowadziłeś. Teraz jest czas kiedy to ja muszę wziąć stery w swoje ręce i przeprowadzić nas do bezpiecznej przystani. Pamiętasz?
Spytała, ale odwrócił głowę. Delikatnie chwyciła jego głowę oburącz przyglądając mu się badawczo i zmuszając, żeby popatrzył jej prosto w oczy
— Pamiętasz gdzie byliśmy jeszcze do niedawna, a gdzie jesteśmy teraz?— Powtórzyła a on pokiwał głową unikając jej ciepłego wzroku, opuściła ręce…
— I jak dorośli ludzie, Piotruś, każdy z nas ma swoje potrzeby i każdy jest odpowiedzialny za ich realizowanie— opuszkami palców zaczęła lekko klepać jego krocze—wiesz doskonale, że z powodu swojego stanu nie jesteś w stanie teraz sprostać moim potrzebą. Nie masz penisa który by sprawił, że cokolwiek czuję…
Skurczył się w sobie i zapadł zażenowany na przypomnienie o czymś, co miał nadzieję, że już nie ujrzy światła dziennego…
— Próbowaliśmy, bardziej czuję swój palec niż twojego… tego… pstryknęła go palcem i zgiął się zaskoczony — jesteś w stanie wykrzesać coś językiem i to wszystko. Nie czuję się przy tobie kobieco, nie czuję się otulona silną męskością, adorowana, zadbana. Dlatego teraz wychodzę, bo czeka na mnie mężczyzna, czeka tak, jak się czeka na kobietę. A kiedy wrócę, to wrócę do ciebie i między nami dalej będzie tak samo, bo jesteś moim mężem i będziesz dalej przy mnie…
Odwróciła się tyłem, sięgnęła po jeden kilku pasów do pończoch schyliła się, założyła go i zapięła. Przejrzała się w lustrze. Zadowolona z dopasowanego pasa wraz z pończochami wyszła z sypialni bardziej naga niż do niej weszła. Perspektywa wieczoru wprawiała ją w zadowolenie, wręcz euforię, a uczucie swobodnie kołyszących się piersi dodawała naturalnej gracji i pewności siebie. W przedpokoju stwierdziła, że napije się jeszcze wody i skręciła w stronę kuchni. Kiedy tak stała przy kranie, cała jej okazałość roztaczała się, najpierw przez drzwi balkonowe, a lecąc dalej dotarła do grupy ludzi na przystanku. Pozwalała tej chwili trwać i nie chciała jej trwonić bigoteryjnym zakrywaniem się czy nerwowymi ruchami. Przeciągłe spojrzenie na oczekujących na autobus i ich widoczne poruszenie wlało sporo ciepła do jej serca… A propo ciepłych płynów— myśl, że ma dzisiaj randkę do której się właśnie szykuje rozpromieniała jej twarz coraz bardziej. Piotr krążył za nią starając się w jakiś sposób nawiązać rozmowę, krzyczeć, prosić żeby się zakryła przy oknie… Z całych sił próbował dać się zauważyć czy może, w akcie rozpaczy, nawet okryć ją, ale ona nawet nie musiała skupiać uwagi na czymś innym, żeby go ignorować. Po prostu go nie zauważała, mijała go jak powietrze skupiona na swoich myślach i nadchodzącym wieczorze. Odwróciła się plecami do balkonu i wypinając się najlepiej jak potrafiła odłożyła szklankę do zmywarki umilając pasażerom linii numer czterdzieści sześć oczekiwanie na autobus. wróciła do przedpokoju gdzie stały jej piękne wysokie czarne kozaki, które w końcu doczekały się specjalnej okazji na ich założenie. Usiadła na niskiej szafce, delektując się ich gładką wypastowaną skórą. Rozkoszując się zapachem i zmysłowym błyskiem rozpinała powoli długi zamek po bokach butów. Piotr stał naprzeciwko niej próbując zebrać myśli i powiedzieć coś na tyle stanowczo, żeby doprowadzić do rozmowy. Był na krawędzi, bliski wybuchu i krzyku na całe gardło… W tym momencie Dorota rozchyliła nogi powoli zakładając swoje kozaki. Widok gładkiego, wydepilowanego kroczna, błyszczącego od nieznanych kremów odebrał mu mowę. Jej spojrzenie spode łba… Udo odchylające się coraz bardziej, odsłaniający miłościwie niedostępny obiekt rozkoszy… Jedyny w tym zatrzymanym momencie powolny dźwięk zamykanego powoli suwaka… Całe powietrze zeszło z niego, i czuł się całkowicie pokonany. Przegrał każdą możliwą sprawę, nie miał żadnych argumentów i asów w rękawie. Czuł się w tej chwili bardziej nagi niż ona.
—Proszę… — wychrypiał ledwo słyszalnym tonem skarconego dziecka.
— O co? — spytała chłodno przedłużając jego udrękę zdając sobie sprawę, że patrząc na nią pochylą jej twarz oddalona była tylko o centymetry od jej rozchylonego krocza. Widziała doskonale jaką walkę właśnie toczy próbując trzymać resztki godności starając patrzeć jej się tylko w oczy i napawała się każdą sekundą…
— Nie pamiętam kiedy ostatni raz cię dotykałem… — wydusił z siebie powoli.
— Wiesz, ja też nie — stwierdziła najzwyczajniej w świecie, celowo przedłużając
kontakt wzrokowy.
Wróciła do zapinania butów, a kiedy skończyła przeszła obok niego, a skręcając do łazienki, postarała się, żeby włosy zawirowały mu koło twarzy podsycając jego pożądanie zapachem kobiety. Wypięła się przed lustrem kończąc powoli przygotowania i przechodząc do ostatniego punktu — makijażu. Skruszony Piotr wszedł za nią. Stał w drzwiach próbując wymyślić jakikolwiek sposób, żeby odnaleźć się tej nienormalnej sytuacji. Jego żona stoi naga, traktując go jak powietrze, nie pozwalając się dotknąć i maluję się na spotkanie z “przyjacielem”, nie próbując nawet rozwiać jego wątpliwości… Musiał jakoś zareagować. Podszedł powoli od tyłu i objął ją w pasie tuląc się do jej pleców.
— Co ty robisz ?!— skarciła go podniesionym głosem. Odruchowo puścił ręce, ale nabrzmiały, niezaspokojony tygodniami penis nie był wstanie oderwać się od przylegających pośladków
— Chciałem cię tylko dotknąć… — powiedział z ciężkim sercem.
—A ja chce się przyzwoicie przygotować na spotkanie z Bartkiem, a nie być cała brudna od kłaków z twojego ufajdanego dresu!— odsunął się, ale Dorota nie wróciła do malowania się.
—Jak już tu musisz być to skorzystaj z okazji i wrzuć to coś co nazywasz ubraniem do prania i postaraj się nie przeszkadzać. — Zrezygnowany wrzucił posłusznie ubrania do kosza.
—Powiedziałam: ubrania do kosza— rzuciła taksując go wzrokiem. Osamotniony w samych majtkach nie próbował nawet walczy. Zdjął je nie wiedząc co ma dalej robić.
— Co się tak patrzysz? — otaksowała go wzrokiem z góry na dół komentując kąśliwym spojrzeniem jego erekcję — rozpraszasz mnie, ustaw się tak, żeby cię w lustrze nie było widać. Klęknij za mną, bo przeszkadzasz. — Zrobił jak rozkazała.
Nagi, upokorzony klęczący na zimnych kafelkach… Całym widokiem był obraz jej pośladków kołyszących się w rytm nakładanego makijażu. Jak zbity pies podjął kolejną żałosną próbę. Zbliżał twarz niepostrzeżenie, po milimetrze. Do nosa coraz intensywniej docierał jej intymny i intensywny zapach. Pożądanie wygrało ze wstydem i czubkiem nosa dotknął jej pośladków. Na chwile zesztywniała, ale szybko zaczęła kontynuować swoje przygotowania. To zachęciło go jeszcze bardziej. Wdzięczny za dopuszczenie do namiastki rozkoszy tarł nosem a potem twarzą coraz głębiej i sunąc coraz dłuższymi ruchami. Kiedy poczuł w bliskości smak jej podniecenia język wysunął się sam, rozpaczliwie łykając obietnicę spełnienia. W tej niewygodnej i poniżającej pozycji, pomimo starań i bólu szyi sięgał zaledwie części wnętrza jej pośladków. Dorota skończyła makijaż, ale nie odrywała wzroku od lustra. Obserwowała w samotności obraz wykwitającego podniecenia na twarzy wspaniałej, dumnej i zmysłowej kobiety naprzeciwko niej. Rozszerzające się źrenice w aureolach pomalowanych rzęs, przyśpieszony oddech roztaczał zapach intensywnej szminki. Przeleciało jej przez myśl, żeby nałożyć jeszcze trochę podkładu, ale nie chciała ukrywać rumieńca swojego nadchodzącego orgazmu, który właśnie rozpalał jej podbrzusze i szczypał sutki….
— Przyłóż się, muszę być przygotowana na randkę z prawdziwym mężczyzną — Oboje z Bartkiem wiedzieli po co mają się spotkać. Rozochocony Piotrek nawet nie usłyszał rzuconych słów, tylko coraz szybciej i odważniej zapuszczał się w jej zakamarki. Zaczął masować jej łydki i uda, ale kiedy przesunął ręce wyżej niż powinien gwałtownie strąciła jego ręce. Nie zdążył zareagować kiedy chwyciła go za włosy i brutalnie odciągnęła od źródła rozkoszy.
— Nie pozwalaj sobie, ręce przy sobie!— jej ręce zostały na pośladkach, które teraz rozchyliła całkowicie i wulgarnie.
— Wyliż mi dupę do czysta, ma być lśniąca i pachnąca!
Zrobiła krok do tyłu złączając nogi i napierając na jego twarz. Zdegradowany i upokorzony podjął rzucone polecenie. Spróbował klęknąć w szerszym rozkroku żeby dotrzeć językiem do jej rozkosznej doliny. Za każdym razem gry pracowała tak dupcią, ocierał się nabrzmiałym członkiem o jej skórzane kozaki. Ich przyspieszone oddechy tylko potęgowały podniecenie. Zaczęła rytmicznie napierać na jego język którego koniec wsuwał się w jej dziurkę ciemna dziurkę. Zrozpaczony wsadził go do odbytu ile tylko mógł i napierał, kreśląc wewnątrz kółka. Ruszając się w górę i w dół wycierała dupę o jego twarz traktując go jak toaletowy przedmiot… Ale za to podniecający przedmiot i wkrótce poczuła jak w kulminacyjnym momencie orgazm zacisnął zwieracz na jego języku.. Tego było już za wiele. Zaczął jęczeć z podniecenia, a penis pomiędzy butami trysnął obficie kilkoma strugami. Sperma spływała po jej butach, kleiła mu się do brzucha i po penisie i jądrach, skapywały w dół na podłogę. Zrelaksowana Dorota westchnęła głęboko, podeszła do toalety wzięła zwitek papieru toaletowego. Rozszerzyła nogi wycierając się z przodu i tyłu. Podniosła głowę i zwróciła uwagę na Piotrka i jego sflaczałego, oblepionego spermą penisa. Rzuciła papier na podłogę i spojrzała za siebie na swoje buty.
— Chyba, kurwa żartujesz!
Jej złość był autentyczna. Jak rozjuszona osa przeszła koło niego na drugą stronę łazienki i kopnęła w niskie krzesełko, które ze zgrzytem zatrzymało się koło niego.
— Daje ci jedno proste zadanie, a ty nawet tego nie potrafisz zrobić!— Postawiła nogę na krześle i spojrzała na niego z góry.
— Nie dość, że tego zwiędłego fiuta w ogólnie w cipie nie czuć, to ty nawet zwykłej minety nie umiesz zrobić! Szykuję się na ważne spotkanie z mężczyzną, nie z takim chłoptasiem jak ty, i co robisz?! Uwaliłeś mi nowe buty swoim wstrętnym kiślem! Nie mam już na ciebie czasu, zlizuj to!
Nie doszedł jeszcze do siebie po całej tej sytuacji, a właśnie dostał obuchem w łeb.
—Co? Nie ma mowy, nie zrobię tego!!— krzyknął zszokowany, nie przypuszczał, że do tego może dojść. Nie odrywając od niego wzroku sięgnęła między nogi rozchylając swoje wargi.— Jeżeli chcesz jeszcze kiedykolwiek zobaczyć moją cipę to teraz masz ostatnia szansę na samo spojrzenie, bo nie zapowiada się, żebyś miał ją chociaż dotknąć przez długi czas!
Powiedziała to z wystudiowanym i zimnym spokojem, nie ulegało wątpliwości, że tak się stanie jeżeli tylko podejmie taką decyzję. Zamknął oczy i nachylił się. Zapach własnej spermy był teraz odstręczający. Próbował nieśmiało lizać czubkiem języka, ale usta nie chciały się otworzyć. Zamknął oczy i chciał to mieć jak najszybciej za sobą. Kiedy pierwszy szok mu przeszedł czuły dotyk jej ręki przeczesał jego włosy.
— Wiedziałam, że dasz radę. Obydwoje wiemy co dla nas najlepsze, jakie mamy prawa i obowiązki. Wspaniale przygotowałeś mi cipkę na spotkanie i możesz być z siebie dumny… O, tutaj jeszcze kapie, to zliż. O, ładnie! Byłeś nieposłuszny, bo nie pozwoliłam ci mnie dotykać, złamałeś zakaz. Ale chyba zrozumiałeś swój błąd i potrafiłeś go naprawić. Musisz się teraz pośpieszyć, bo nie mam już na dla ciebie więcej czasu więc przestać to lizać jak nieśmiała dziewica, tylko zlizuj całym językiem. Pomogę Ci… Ooo, właśnie! Długie pociągnięcia, i od razu połykaj. No pięknie Ci idzie! Teraz drugi but. Zacznij od obcasa bo poleci. I śmiało, połykaj, połykaj… Wiem, że picie spermy zaraz po wytrysku jest trudne, ale znajdę dla ciebie odpowiednie rozwiązanie, tak, żebyś to robił z chęcią. Mogę cię uspokoić, że jego smakuje znacznie lepiej… Nie podnoś głowy, jeszcze nie skończyłeś. Tu masz ostatnią kroplę. Pokaż, niech się obejrzę… Bardzo ładnie! Lśnią, chyba lepiej niż przed wylizaniem. Muszę cię pochwalić przed Bartkiem jak o mnie dbasz. Na mnie już pora. Pod moją nieobecność posprzątaj mieszkanie i przygotuj na jutro jedzenie, bo czuję, że jutro nie będę miała siły na cokolwiek.
Chwytając za brodę uniosła jego głowę i pocałowała go w czoło. Sięgnęła do wieszaka i założyła przez głowę skąpą rubinową sukienkę. Przewiesiła przez ramię czarną kopertówkę i wyszła z mieszkania gasząc za sobą światło w łazience. Piotrek nie wstał z miejsca. Myśli kotłowały mu się w głowie i nie umiał skupić się co zrobić najpierw. Ubrać się, umyć… A może… iść na zakupy. Powoli przedzierała mu się do świadomości myśl, że nie zauważył, żeby założyła majtki… Postanowił jeszcze chwilę posiedzieć i przemyśleć to co tu właśnie zaszło, pomimo intensywnego, metalicznego smaku w ustach…
antechinus
Jak Ci się podobało?