Nieposkromione marzenia (XII) - Torsade de pointes
24 czerwca 2026
Nieposkromione marzenia
14 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Te kilka miesięcy, które minęły od urlopu we Francji wydawały się zaledwie dniami. Z tygodnia na tydzień kontrahent angażował Piotrka coraz bardziej w życie firmy. Żartobliwe został nazwany „najbardziej stałym z tymczasowych podwykonawców”. Teraz pracował w grupie kilkunastu osób, ale w zupełnie innych relacjach niż te kilka lat temu. Był niezwykle ostrożny w rozmowach — spokojny, dokładny, mocno się pilnował, żeby nie wyskoczyć z jakimś złośliwym lub urągającym komentarzem. Nie tylko chęć zachowania posady trzymała go w ryzach, ale także zachowanie własnej żony… Życie potoczyło się tak, że teraz sam doświadczał podległości i było to niezwykle trudne… Los tak mu wygarbował skórę, że skutecznie wymazał w nim chęć narażania na to innych.
No właśnie jego żona… Randki Doroty przestały być czymś wyjątkowym i wprawiającym w osłupienie. Wychodziła co najmniej raz w tygodniu, niekiedy dwa. Pisała smsa, niekiedy wspominała przelotnie w rozmowie, że być może będzie któregoś dnia wychodzić. Niekiedy nie uprzedzała w ogóle. Nawet szokujące wydarzenia szokują tylko za pierwszym razem. Fakt bijący w oczy — jego ukochana żona pieprzy się z różnymi facetami (chyba z różnymi, nie był w stanie pytać o imiona…) kilka razy w miesiącu stał się normalnym elementem życia nad którym przechodzili do porządku dziennego. Za każdy razem kiedy wychodziła, bądź nie wracała do późna, kręciło mu się w głowie, zagryzał pięści ze wściekłości i żalu, przeklinał moment w którym się na wszystko zgodził… Ale wystarczało, że usłyszał dźwięk kluczy, zobaczył jej rozpromienioną i odprężoną twarz, poczuł jej ciało kładące się obok… Złe myśli momentalnie się rozpraszały i w cudownym, największym, nieustępującym podnieceniu dotykał ją, lizał i pieścił całe ciało, a przede wszystkim jej rozgrzaną szparkę. Zawsze podawała mu ją przygotowaną, zaczerwienioną, wilgotną i złaknioną jego delikatnego języka pielęgnującego obolałe po pieprzeniu wargi. Zawsze lizał i ssał ją z największą uwagą, unieważniając niedawną kopulacje swoją czułością. Nie było dla niego większej nagrody i dumy gdy w krzykach i spazmach dochodziła na jego ustach, a była tym wspanialsza im pikantniejsza była opowieść, którą mu serwowała przed i w trakcie minetki… Dzięki temu układowi, za dobre sprawowanie pozwalała mu się częściej masturbować, a także dokładniej i czulej pieściła dłońmi penisa i penetrowała chętny tyłek.
Momentami nie poznawał Doroty, która co do milimetra nakreślała granice, była pewna w swoim zachowaniu, coraz bardziej stanowczo wymagająca i wciąż nieustępliwie parła do przodu ze swoim życiem. Nie mógł powiedzieć, że była zimna czy nieczuła, ale dystans był wręcz namacalny i to nie jak pomiędzy równymi sobie osobami, lecz jedną polecenia wydającą, a drugą je przyjmującą… Tłumaczył sobie to rolą, którą musi teraz pełnić w pracy, a nie da się po przekroczeniu progu mieszkania zamieć z zasadniczej szefowej w potulną kurę domową… Powtarzał sobie to często, ale równocześnie bardzo mocno przeczuwał, że to jej rozkręcone na wysokie obroty życie seksualne i pewność swojego ciała grają tu pierwsze skrzypce.
Faktycznie, otwarcie się na nowy, nieznany świat wręcz ja uskrzydliło. Inne kobiety też to czuły. Instynktownie oddały palmę pierwszeństwa, na wszelki wypadek schodziły z drogi. Mężczyźni nerwowo przełykali ślinę na jej widok i nie wdawali się w niepotrzebne dyskusje które narażały na szwank ich wątłe ego. Z resztą, byli na tyle zajęci pilnowaniem żeby wzrok nie opadał na zakazane miejsca jej ciała i ukrywaniem erekcji, że na resztę nie starczało uwagi. Jej urok zdawał się nie działać tylko na jedną osobę…
Znowu wszedł bez pukania, obcesowo i arogancko, jak tylko on potrafił. Czuł się jak wąż w ptasim gnieździe. Wspaniałe uczucie władzy i kontroli. Papiery, które trzymał grzały mu ręce i serce. Kolejna kasa do zarobienia, kolejna niepokorna, głupia dupa, którą utemperuje i pokaże miejsce w szeregu, a żeby było lepiej — wszystko na jej odpowiedzialność. Gdyby nie był profesjonalistą gwizdałby z radości i podskakiwał.
— Słucham. — spytała sucho, ale nie odwróciła wzroku od komputera. Oboje wiedzieli jak wyglądała ostatnia ich rozmowa w tym gabinecie, napięcie było wręcz wyczuwalne…
— Co tam? Wszystko gra? — zaczął jak poprzednio z tym swoim sadystycznym uśmieszkiem… Dłuższa chwila ciszy dobitnie pokazała, że coś się zmieniło… Zamiast odpowiedzieć upiła tylko łyk czarnej kawy z dużego kubka ignorując jego obecność. Plan który przygotował będzie wymagał, hmmm… Dodatkowych argumentów…
— Jeżeli znowu coś trzeba prostować to proszę przejść do meritum bez tego teatrzyku.
— O… Dorotka była chyba na kursie asertywności? Wspominali tam coś, że nie ma ludzi niezastąpionych, albo o osobistej odpowiedzialności za swoje decyzje?
— Tak. I polecam gorąco, bo to temat niezbędny dla całej kadry kierowniczej. — spojrzała mu zimno w oczy. Pod pozorem kulturalnej konwersacji okładali się porządnymi ciosami, a jej odszczekanie było dobrze zawoalowanym atakiem. Czegoś takiego nie mógł puścić mimo uszu. Mrówy są po to, żeby pracować za niego, trząść się ze strachu, bić pokłony w podzięce za możliwość pracy. Niepokorne elementy należy bez litości wywalić na zbity pysk.
— Widzę, że powoli nudzi cię ta praca? Może czas rozejrzeć się za nowymi wyzwaniami? W biedronce niedaleko widziałem ogłoszenie, poszukują kierownika działu mięsnego, może warto by rozważyć?
Nie czekał na odpowiedź tylko rzucił papiery na biurko. Zignorowała je, odwróciła się spoglądając mu hardo w twarz i spytała tonem którego zupełnie nie wypadało używać podwładnej.
— Czego mam się tam spodziewać??
“Tej suce przydałby się porządny klaps albo nawet dziesięć, żeby z powrotem trafia do swojej budy” pomyślał coraz bardziej poirytowany.
— Tak się nie da pracować! Jeżeli chcesz kręcić swoje lody to twoja sprawa, ale wszystko przechodzi przez tych czterech debili, twoich zastępców, którzy robią to tak nieudolnie, że jak ktoś średnio rozgarnięty się temu przyjrzy, to wszyscy polecimy bez wyjątku. Jak trzeba zrobić coś “nieoficjalnego”, to daj mi wcześniej znać i przygotuję to tak, żeby nie było paniki po fakcie. Po co ich w ogóle tutaj masz? Tego, że nic nie robią to nie skomentuję, bo nawet portier wie, ale oni po prostu wystawiają wszystkich na strzał! To są jakieś szwagry z centrali, czy pociotki wojewody, że muszą tutaj być!?
— Pani się już chyba poprzewracało, kurwa, w głowie odkąd przestała kupować na promocjach!!! Dociera do tego pustego łba, że masz wykonywać polecenia?!— zimny, sadystyczny głos zaczął przechodzić w coraz słabiej kontrolowany krzyk. — dzisiaj wychodzę o siedemnastej i jadę na urlop. Jeżeli tego nie podpiszesz do końca dnia, to ma cię tu kurwa nie być jak wrócę za dwa tygodnie!!!
Nie skomentowała jego chamskiego zachowania. Zamiast tego skrzyżowała butnie ramiona, odepchnęła się lekko na fotelu wyciągnęła stopy ze szpilek i odchylając się położyła wyciągnięte i skrzyżowane nogi tuż obok jego biodra rzucając mu wyzywające spojrzenie. Ledwie udało mu się powstrzymać niedowierzanie na ten pokaz impertynencji. Stracił rezon i znalezienie adekwatnego opieprzu, bądź groźby zajęło mu na tyle dużo czasu, że zaczęła pierwsza.
— Zatkało kakao? Pierwszy raz widzisz kobiece nogi? Nie masz takich w domu?
Ta uszczypliwa tyrada osobistych uwag zupełnie go rozbiła. Co odważniejsi, których dawno wywali z pracy na zbity pysk mieli czelność co najwyżej podważać jego decyzje, ale nigdy nie spotkał się z konfrontacją prywatnych spraw… I skąd, do cholery, wiedziała jak trafić w jego czuły punkt?! Zapalił się w momencie i poczerwieniał na twarzy. Otworzył usta by dać upust emocji, ale zaczęła go głaskać go stopą w bok uda. Spojrzał niedowierzając, na to co się właśnie dzieje. I ten jej pobłażliwy ton…
— Oj, proszę! Nie złość się! Droczę się tylko, bo wiem, że masz bardzo ważna sprawę, którą tylko ja mogę rozwiązać i to oczywiście za własnoręcznym podpisem… Bo jeszcze tu nie zapuściłam słynnych korzeni i muszę się wykazać… A skoro już tak rozmawiamy o zawodowych tematach…
Przeniosła stopę między jego nogi, czubkiem paluszka dotykając materiału krocza. Odruchowo rozszerzył nogi i podniósł ramiona rozsypując przyniesione dokumenty — jak gdyby ktoś oblał go nagle kawą, nieświadomie dał jej szeroki dostęp do zawartości swoich spodni…
— Chcesz mi opowiedzieć w jaki sposób… Ty się wykazałeś swoim korzeniem… hmmm? — naparła delikatnie stopą na jego rosnącego szybko fiuta.
Rumieniec szefa mógł być teraz równie dobrze objawem gniewu, wstyd i podniecenia, sam dobrze nie umiał określić który stan dominuje. Rzucił nerwowo okiem na niedomknięte drzwi. Nie wiedział jak wybrnąć z tej sytuacji, a jedyne co go ratowało to częściowo zasłaniająca go drukarka. Nawet gdyby teraz ktoś wszedł do środka zobaczyłby co najwyżej jego plecy i wyłożone nogi Doroty, nic takiego… Całe szczęście, że ich gabinety były na samym końcu korytarza i wszyscy przy zdrowych zmysłach wiedzieli, że do szefa przychodzi się tylko na wezwanie.
— Bo mi się wydaje, że twój hmmm… Całkiem przyzwoity korzeń wykazał się zrobieniem sobie w tej firmie całkiem ładnego folwarku. Każdemu trochę sypnąłeś, każdego trochę umoczyłeś i wszyscy znają swoje miejsce. I wszystko byłoby dobrze, gdybyś nie był taki zachłanny. Ty, a przede wszyskie twoje przydupasy narobiliście tyle wałków i wałeczków, że pod dywanem miejsca już brak, żeby tam dalej zamiatać… I to jest kwestia czasu, zanim ktoś się potknie o tą stertę na środku i zapyta co to takiego… Zdajesz sobie sprawę, że na dłuższą metę to jest nie do utrzymania?
Milczał, zdając sobie sprawę, że są na równi umoczeni i jeżeli pójdą na dno to tylko razem. Czekał, bo był na tyle doświadczony, że wiedział, że zaraz musi paść jakaś propozycja… A poza tym jej stopa była tak zajebiście przyjemna… Czuł jak sztywny się robi i pojawienie się na spodniach zawstydzającej plami było tylko kwestią czasu… Przebiegło mu przez myśl, czy jego podwładna wykaże się aż taką determinacją i sprawnością, że dojdzie do tego, że plama zajmie cały przód spodni… W tym momencie był na gorszej pozycji niż ona.
— Zaraz pewnie coś zaproponujesz, więc nie marnuj mojego czasu, tylko przejdź do konkretów. — powiedział przez zaciśnięte zęby maskując złość i podniecenie.
— Hmmm… Konkretów?
Spojrzała na niego sponad okularów do komputera. Jak to możliwe, że pracowała tu tyle lat, niemal rok jako jego podwładna, a dopiero teraz, w tym spojrzenia zobaczył jaka z niej rasowa, biurowa suczka. Irytowała go, drażniła, nie mógł przejść nad jej zachowaniem co codziennych spraw, ale traktował ją czysto zawodowo jako niepokorną pracownicę do utemperowania… Ale czy na pewno? Kiedy patrzył jak przy podpisana tamtej trefnej umowy stała ze zwieszona głową, potem gdy ze łzami w oczach obiecywała wszystko i prosiła go o pomoc… Czy już wtedy nie zaprzeczał usilnie żarowi, który w nim rozpalała? Czy nie wyobrażał sobie jak mu się oddaje, byle tylko jej nie krzywdził? Czy to jego marzenia, czy sama składała mu siebie na ołtarzy władzy?? Wirujące w głowie myśli zajęły go na tyle, że w spokoju patrzył jak opuszcza stopę i podsuwa się z krzesłem w jego stronę. Jak w zwolnionym tempie dotknęła opuszkami obu rąk niemieszczący się w spodniach kształt, oceniając, czy jest warty rozpakowania i gdy doszła do wniosku, że tak, płynnym ruchem rozpięła bezgłośnie pasek, suwak i wydobyła z markowych majtek jego sztywnego penisa. Nie był tak pokaźny jak u Wojtka, za to był bardzo gruby. Nie zamierzała przykładać olimpijskiej miary, do codziennych spraw… Z resztą i tak, na tle Piotrka był cudowny… Ujęła go od spodu w dłoń i masowała powoli nie przestając obserwować jego twarzy. Jak zupełnie pozbawiony woli zdawał się przyjmować całą sytuację bez śladu sprzeciwu, ani akceptacji…
— To jest mój pierwszy konkret… No zobaczmy… Bardzo ładny ten korzeń… Nieraz go już w firmie zapuściłeś, hmmm? — napięte oczy nie dały żadnej odpowiedzi, kontynuowała więc swój seans… — Musisz zdecydowanie zredukować swój folwark, powiązałeś się ze wszystkimi, którzy obsiedli tą firmę jak pasożyty… A pasożyt może być tylko jeden, inaczej zabije żywiciela, albo go zmusi do interwencji… A ten już jest blisko… Tak samo blisko jak ty teraz, prawda? Czujesz jak pętla się zaciska i nadchodzi nieuchronne…
Westchnął głęboko i spoglądając nienawistnie starał się zagrozić kobiecie pieszczącej jego fiuta. Oczywiście bez efektu. Umiejętnie, obłędnie, w żaden sposób nie podobna do jego przeciętnej żony…
— Jeżeli ci się wydaje, że coś na mnie masz… — cedził powoli przez zaciśnięte szczęki —że możesz mnie stąd ruszyć, to się głęboko, kurwa mylisz… Jeżeli choć przez chwilę pomyślę, że chcesz we mnie uderzyć… Zniszczę cię w sekundę i bez zastanowienia… Nie wypłacisz się do końca życia… Wrócisz do tej nory, czy skąd tam przyszłaś… jeżeli…
— Oj… i po co od razu te złe emocje… Nie chcę ci robić krzywdy… Chcę zostać twoja przyjaciółką, najbliższą… I wspólnie z tobą poprowadzić tą firmę ku świetlanej przyszłości…
— Co? — jęknął w niekontrolowanym podnieceniu — jak? O czym ty mówisz….
— Rozwiążę twoje problemy… Pozamiatam wszystko… Ty wyrzucisz niepotrzebnych przydupasów z którymi nie trzeba się dzielić… Powiem ci jak… We dwóch zajmiemy się wszystkim… Zostaniesz bohaterem, i wyjdziesz z tego czysty… O tak czysty…
Wzięła czubek jego gorącego i mokrego fiuta do ust, wygarniając spod skórki krople podniecenia. Jęknął wyraźnie, zupełnie już poddany jej urokowi. Nie był już wstanie niczego zatrzymać ani zrobić kroku wstecz. Przez chwilę jego ręce wykonywały bezładne ruchy by w końcu oprzeć się tyłu, pozwalając odgiąć się i oddychać ciężko…
— To jest mój drugi konkret…
Wsunęła go w głąb ust. Powoli pieściła go językiem, ssała, połykając ich wspólne soki. Postarała się przy tym, żeby mokre, mlaszczące odgłosy pieściły także jego uszy… Rękami pieściła podstawę drążka i jajka z drobniutką, przyjemną szczeciną. Kiedy tylko poczuła na włosach rękę próbującą nabić głębiej jej gardło, strąciła ją brutalnie nie przestając polerować kutasa.
— To jak…? Zostaniemy przyjaciółmi…? — wydyszała ciepłym oddechem, z twarzą wciśniętą w jego podbrzusze i postawionego fiuta, koniuszkiem języka drażniąc mosznę. Cała krew spłynęła do dolnego mózgu i nie był stanie już rozmawiać, ale wiedziała, że to, co zostanie tutaj powiedziane stanie się fundamentem jej przyszłości.
Ponownie zaczęła go ssać, już z pełną premedytacją doprowadzenia go do wytrysku. Czuła na języku, że drga i jest kwestią sekund zanim spuści się jej do ust. Była przygotowana…
Jęknął… Dreszcz, który złamał go w pół nakazał pochylić się do przodu. Zamglonym od rozkoszy wzrokiem starał się jej przypatrzeć i spanikował, gdy uświadomił sobie, że zaraz zleje się swojej podwładnej na twarz. Był już za punktem bez powrotu, gdy zupełnie zaskoczyła go- sięgnęła po swoją kawę , nad którą zaczęła go szybko trzepać. Gdy poczuł pierwszą strugę wytrysku zacisnął oczy i rozchylił usta w niemym krzyku… Wytrysnął dobre pięć lub sześć porcji, w niemal bolesny od intensywności orgazmie… Potrzebował dobrej chwili by uspokoić oddech i przywrócić ostrość widzenia…
Z przerażeniem starał się zrozumieć jak to się stało, że stoi z rozpiętymi spodniami i sponiewieranym fiutem z którego resztki spermy kapią do kubka pracownicy, którą od dłuższego czasu stara się wywalić z pracy.
— Jeżeli chodzi o moje zaangażowanie i determinację w tej firmie, to myślę, że tą kwestię mamy już zamkniętą. Dostałeś dobrą propozycję, która uratuje nas obu. Jeżeli potrzebowałbyś więcej konkretów… Możemy wrócić do tematu… — wsadziła zwiotczałego fiuta do ust, oblizała dokładnie i wyssała ostatnia kroplę z głośnym cmoknięciem — Pamiętaj, tylko ja jestem w stanie tak wszystko po tobie wyczyścić. A teraz wyjdź, mam pracę.
Odwróciła się do swojego komputera i wróciła do pracy. Oniemiały i pierwszy raz w życiu rozbity zaczął się ubierać z ogromnym wstydem. Zamarł w pół ruchu gdy zobaczył, że unosi kubek do ust i powoli, drobnymi łykami wypija niemal całą zawartość. Pośpieszył się i wyszedł bez słowa, zamykając drzwi swojego gabinetu z wyraźnym trzaskiem.
„Wóz albo przewóz” pomyślała Dorota. Przećwiczyła dziesiątki scenariuszy w myślach i wybrała ten, który ostatecznie rozstrzygnie o jej losach. Zrobiła to mechanicznie, ale nie umiała sobie odmówić faktu, że smakował bardzo dobrze, a jego smukłe, sprężyste ciało, które chował pod garniturem bardzo pozytywnie ją zaskoczyło. Hmmm… w sumie było warto, chociażby dla satysfakcji poskromienia go.
Postanowiła nie dawać mu taryfy ulgowej i siedziała tak długo, aż nie wyszedł pierwszy, maszerując sztywno przed jej gabinetem z odsłoniętymi żaluzjami. Dopiero wtedy zadzwoniła po Piotrka i zaczęła się zbierać. Wyłączyła komputer, zebrała dokumenty szefa, komórkę z biurka schowała do kieszeni, a drugą, ukrytą za doniczkami wsadziła do torebki. Dopiła zimną kawę i uśmiechnęła się do siebie. Kiedy wyszła przed bramkę jej mąż już czekał w zatoczce obok. Wsiadła i pocałowała go w usta. Czule i z języczkiem. Włączył kierunkowskaz i ruszyli do domu.
— Jak było w pracy?
— Dosyć męcząco, ale chyba udało mi się popchać parę rzeczy do przodu…
— Oo, to dobrze. Rozumiem, że macie już porozumienie pokojowe?
— Hmmm… Na pewno zawieszenie broni, zobaczymy na czym stanie…
Odwróciła się w stronę okna i zamyśliła… Poszło znacznie łatwiej niż się spodziewała. Nie czuła żalu czy wstydu, nie miała wyrzutów sumienia. Wyciągnęła jednorazowy telefon. Wpisała numer szefa, załączyła plik i zawiesiła kciuki nad wirtualną klawiaturą zastanawiając się co napisać… “No witam mój drogi! Powiedz, jakie podejście ma twoja kościółkowa żonka do robienia loda? To tylko chwila słabości, czy musi być z połykiem, żeby nazwać to zdradą? Pozdrawiam, twoja najlepsza przyjaciółka.” Wysłała wiadomość. Kiedy otrzymała powiadomienie o dostarczeniu wyłączyła aparat, wyciągnęła kartę sim, którą przełamała na pół i wyrzuciła za okno. Warto było zapłacić sporą kasę za zebranie informacji o nim i jego rodzinie. Poczuła przyjemne ciepło w ciele na myśl, że bez żadnego gwałtu czy krzyku rozpętała właśnie kolejny pożar…
Jednak, mimo że wszystko zagrało tak jak powinno, czegoś jej brakowało… Zganiła się w myślach, musi pamiętać po co to wszystko robi. Wsadziła Piotrkowi rękę między nogi i zaczęła masować. Wyprostował się zaskoczony i krótko spojrzał na nią odrywając wzrok od drogi.
— Będziesz mi dzisiaj potrzebny mój drogi, muszę się zrelaksować po takim dniu… W zamian może cię troszkę spenetruję, tak jak lubisz?
Szeroki uśmiech był wystarczającą odpowiedzią. Jechali nieśpiesznie w popołudniowym korku a Dorota pieściła go, trzymając nieustannie na granicy wytrzymałości…
antechinus
Jak Ci się podobało?