Wilczyca (XX)
2 lutego 2026
Wilczyca
31 min
Poniższy tekst znajduje się w poczekalni!
Rozdział XX – Na morzu
Prom Stena Line, grudzień 2023
Paulina, zastanawiała się nad tym, co spakować na nadchodzący wyjazd. Wzięła do ręki telefon i napisała krótką wiadomość:
Łukasz, co na imprezę? Spodnie i top czy sukienka?
Odpisał szybko:
W obu będziesz wyglądała przepięknie.
Widząc jego odpowiedź, uśmiechnęła się z lekkim sarkazmem, po czym odpisała:
Ale mi pomogłeś, Łukaszu… no naprawdę.
Dodała ironiczny uśmieszek na końcu wiadomości i odłożyła telefon.
Zastanawiała się przez chwilę, co wybrać. Wiedziała, że właściwie to wygląda dobrze we wszystkim, ale zależało jej na czymś, co będzie odpowiednie do atmosfery sylwestrowego wieczoru. Wstała i podeszła do garderoby. Otworzyła drzwi, odsłaniając rząd starannie zawieszonych sukienek, topów, spodni, koszul i spódnic. Zaczęła przeglądać ubrania, oceniając, które z nich będą najlepsze na nadchodzącą imprezę. Najpierw przyjrzała się kilku eleganckim sukienkom. Jedna z nich, czarna, dopasowana, z subtelnym dekoltem, od razu przyciągnęła jej uwagę. Idealnie nadawała się na wieczorne wyjście – elegancka, ale nieprzesadzona, z delikatnym połyskiem, który tak lubiła. Następnie spojrzała na spodnie. Wśród nich znalazła swoje ulubione, dopasowane, czarne spodnie ze skóry, które idealnie podkreślały jej figurę. Zastanawiała się, czy nie zestawić ich z jedną z eleganckich, jedwabnych koszul w odcieniu głębokiej czerwieni. Przeglądając dalej, natknęła się na jeszcze kilka innych opcji – koronkowy top, który mógłby dodać nieco więcej zmysłowości, oraz bardziej swobodną sukienkę w odcieniu granatu, idealną na mniej formalną imprezę, a przy tym nieprzyzwoicie krótką.
Nagle jej wzrok zatrzymał się na jednym z wieszaków, na którym wisiał wyjątkowy jednoczęściowy komplet z czarnej satyny. Był to elegancki kombinezon, który od razu przyciągnął jej uwagę. Miał dopasowaną górę na szerokich ramiączkach. Dekolt nie był duży, ale wystarczająco głęboki, by dodać całej stylizacji nutę zmysłowości. Materiał, z którego był wykonany, lekko połyskiwał, nadając całości eleganckiego i luksusowego charakteru. Spodnie były lekko rozszerzane ku dołowi, tworząc klasyczny, ale jednocześnie nowoczesny krój. Talia była zaznaczona wąskim paskiem, który subtelnie podkreślał sylwetkę, dodając całości harmonii i wyrafinowania.
Uśmiechnęła się, widząc, jak idealnie ten komplet odpowiadał jej stylowi i oczekiwaniom. Był elegancki, ale zarazem wygodny, idealny na tę okazję. Chciała wyglądać zjawiskowo, ale nie przesadnie formalnie. Zdjęła ubranie z wieszaka i starannie włożyła do pokrowca. Wiedziała, że będzie czuła się w nim pewnie i swobodnie, a jednocześnie przyciągnie wzrok każdego, kto tylko na nią spojrzy. A to miał być dokładnie taki efekt, na jaki liczyła. Kończyła pakowanie, sprawdzając raz jeszcze, czy na pewno niczego nie zapomniała. Walizka była już prawie pełna, starannie ułożone ubrania, kosmetyki i niezbędne akcesoria czekały na zamknięcie. Spojrzała na zegarek. Miała jeszcze godzinę, zanim Łukasz miał po nią przyjechać. Zamknęła bagaż, upewniając się, że jest dobrze zabezpieczony, po czym przeszła się po mieszkaniu, sprawdzając, czy nie zostawiła niczego włączonego. Kiedy upewniła się, że wszystko jest w porządku i nie ma żadnych brudnych naczyń, poszła przebrać się.
Zdecydowała się na dopasowane, ciemne jeansy, idealnie nadające się na podróż, a jednocześnie wystarczająco eleganckie, by czuć się w nich stylowo. Do tego dobrała czarny, lekko przezroczysty na rękawach top, który dodawał nuty zmysłowości. Całość uzupełniła krótką skórzaną kurtką w kolorze ciemnego granatu, która nadawała jej wyglądowi nieco rockowego charakteru, ale jednocześnie była na tyle uniwersalna, że pasowała do wielu okazji i na tyle lekka, że można było na nią ubrać płaszcz. Na nogi włożyła stylowe, czarne botki na niskim obcasie – wygodne, ale jednocześnie eleganckie. Na koniec sięgnęła po biżuterię – złoty łańcuszek z małą zawieszką ze stylizowanym symbolem wilka, który subtelnie błyszczał, oraz kilka cienkich bransoletek na nadgarstek. Przeglądając się w lustrze, uśmiechnęła się z zadowoleniem.
Łukasz przyjechał punktualnie. Kiedy zaparkował przed domem, niemal od razu otworzyła mu drzwi, tak jakby czekała za nimi. Po krótkim przywitaniu Łukasz zabrał walizkę i włożył do bagażnika. Podróż do terminala promowego zajęła im niecałe pół godziny. Po dotarciu na miejsce, formalności związane z zaokrętowaniem przebiegły bezproblemowo. Po kilkunastu minutach stali już na pokładzie promu. Oboje czuli lekki dreszczyk emocji – impreza sylwestrowa na morzu była dla nich czymś zupełnie nowym. Prom był duży i nowoczesny, a na jego pokładzie panował gwar przygotowań do nadchodzącej imprezy. Odebrali karty i skierowali się w stronę swojej kajuty. Była niewielka, ale schludna i funkcjonalnie urządzona, z oświetleniem, które nadawało wnętrzu namiastkę przytulności. Pomimo ograniczonej przestrzeni, wszystko było starannie przemyślane – od praktycznych schowków, po niewielkie, ale wygodne łóżko, które dominowało przestrzeń.
Paulina wskoczyła na łóżko i ułożyła się wygodnie na pościeli. Szybko odnalazła go spojrzeniem, a w oczach pojawił się zalotny błysk.
– Jak ci się podoba nasz nowy domek na wodzie? – zapytała z nutą zmysłowości w głosie, wyciągając dłoń w jego stronę.
Ton i spojrzenie były jednocześnie ciepłe i prowokacyjne, jakby chciała sprawdzić, jak partner zareaguje na jej zaproszenie. Podszedł powoli i uklęknął, patrząc na nią z oddaniem. Uśmiechając się tajemniczo, delikatnie pogładziła jego twarz. Jej dotyk był miękki i delikatny. Przesunęła palcami: najpierw po jego policzku, potem po włosach aż dłoń zatrzymała się na karku, delikatnie go przyciągając, jakby chciała obdarzyć go chwilą bliskości.
W tym samym momencie tę chwilę intymności przerwał dźwięk powiadomienia w telefonie Łukasza. Oboje spojrzeli na ekran, na którym pojawiła się wiadomość od Michała:
Już na promie? Jeśli tak, to pokój A215, wpadajcie, dobra whisky czeka.
Westchnęła lekko, jej spojrzenie na chwilę straciło swoją intensywność, ale zaraz potem uśmiechnęła się.
– Wygląda na to, że mamy zaproszenie, ale nie musimy od razu iść, prawda? – powiedziała, przesuwając palcami po jego szyi, jakby przypominając mu, że to ona decyduje, kiedy i jak spędzą swój czas.
– Kusisz, kusicielko… – powiedział z uśmiechem, zbliżając się ponownie.
Jej oczy błyszczały z satysfakcją. Patrzyła, jak Łukasz pochyla się ku niej, a ich twarze znalazły się tak blisko, że czuł ciepło jej oddechu na swojej skórze. W momencie, gdy ich usta się zetknęły, delikatnie położyła dłonie na jego karku, przyciągając go bliżej siebie.
Pocałunek był powolny, pełen intensywności, ale również wyrafinowanej gry, w której ona zawsze miała przewagę. Jej usta były miękkie i ciepłe, a każda sekunda wydawała się przeciągać, jakby czas przestał istnieć. Gdy w końcu rozdzielili się, spojrzała mu w oczy.
– Wiesz, może jednak chodźmy zobaczyć, co Michał dla nas przygotował. Klatkę zdejmę ci później.
Weszli do kabiny Michała i Ani, gdzie od razu przywitała ich wesoła atmosfera. W środku, oprócz gospodarzy, znajdowały się jeszcze dwie osoby, które z ciekawością spojrzały na nowych gości.
Michał, z szerokim uśmiechem, zaczął ich przedstawiać.
– Paulina, Łukasz, poznajcie naszych wieloletnich przyjaciół. Aga i Piotrek.
Aga była średniego wzrostu, o prostych, ciemnych włosach sięgających ramion. Uśmiechnęła się ciepło. Miała na sobie luźny, wygodny sweter w kolorze jasnego beżu i ciemne legginsy. Piotrek, wysoki i szczupły, miał krótko przycięte włosy i lekki zarost. Ubrany był w prostą, ale dobrze dopasowaną koszulkę i dżinsy.
– Miło was poznać! – powiedziała Aga, podchodząc z uśmiechem do Pauliny.
– Cześć, cieszę się, że dołączyliście – dodał Piotrek, podając rękę Łukaszowi. – Zapowiada się super wieczór.
Michał przywitał Paulinę uśmiechem, który miał w sobie coś tajemniczego. Podszedł bliżej i złożył na jej policzku krótki pocałunek.
– Cieszę się, że tak szybko zdecydowaliście się na ten rejs – powiedział, patrząc jej prosto w oczy z ledwo dostrzegalnym błyskiem. Następnie sięgnął po butelkę whisky i zaczął rozlewać jej zawartość do szklanek, które stały na stole. Kiedy już każda z nich była pełna, uniósł swoją, szykując się do toastu.
– Za udany wieczór i za świetną zabawę – powiedział z uśmiechem, patrząc po zebranych.
– Nie opowiesz nam nic o tej whisky, Michale? – zapytała Paulina, uśmiechając się prowokacyjnie. Spojrzał na nią, przez moment nie odrywając wzroku, a potem jego uśmiech poszerzył się, jakby rozważał, czy podjąć to wyzwanie.
– A może jest coś, co szczególnie chcesz usłyszeć, Paulino? – odpowiedział nieco zadziornie, wyraźnie bawiąc się sytuacją.
– Jestem przekonana, że historia, którą sam nam o niej opowiesz, będzie pasjonująca. Piotr, który wyczuł prowokację, szybko podchwycił temat.
– No dawaj, Michu, opowiadaj – zachęcił, unosząc swoją szklankę.
Michał zerknął na Paulinę, po czym przeniósł wzrok na kolegę, udając chwilę namysłu, choć jego uśmiech zdradzał, że już doskonale wie, co powie. Wziął łyk, rozkoszując się smakiem alkoholu, zanim odpowiedział.
– No dobrze – zaczął, opierając się o stół – skoro wszyscy są ciekawi…
Paulina uniosła na niego wzrok znad szklanki, jakby właśnie usłyszała drobne nadużycie.
– Nie aż tak, jakby ci się zdawało. Ale widzę, że bardzo chcesz opowiedzieć, więc nie będziemy psuć ci tej przyjemności.
– Czyli mam od ciebie pozwolenie?
– Masz publiczność – poprawiła go. – To nie to samo, ale niech będzie.
Piotr uniósł szklankę.
– Michał, nazywajmy rzeczy po imieniu: ona jest całkiem niezła w te gierki i ma zdecydowaną przewagę.
– Dzięki, Piotrula – mruknął Michał. – Bardzo wspierające.
– Staram się – odparł tamten. – Rzadko mamy w towarzystwie kogoś, kto nie przytakuje na każde twoje zdanie.
Paulina uśmiechnęła się lekko.
– Przytakiwaniem zwykle płaci się za święty spokój. A ja dziś mam ochotę na rozmowę.
Michał spojrzał na nią uważniej.
– Dobra – powiedział w końcu. – Skoro tak to posłuchajcie w końcu, dlaczego ta whisky naprawdę jest warta uwagi.
– O – odparła Paulina. – Widzisz? Wystarczyło przestać zakładać, że wszyscy są ciekawi. Teraz możesz mówić.
Piotr zaśmiał się głośno.
– Przepadłeś, Michał.
– Też mam takie wrażenie – westchnął. – Ten rejs będzie mnie chyba długo prześladował.
– Spokojnie – powiedziała Paulina, unosząc szklankę. – Dopiero się rozkręcam, a my wciąż stoimy w porcie.
– Właściwie… – zaczął wolniej – i tak chciałem wam o niej opowiedzieć. Naprawdę. Nie dlatego, że wypada, tylko dlatego, że czasem warto spróbować czegoś, co nie jest oczywiste. Ale dzięki Paulina za tę nieoczywistą zachętę.
Zawiesił głos na chwilę, a potem sięgnął po szklankę.
– Ta whisky pochodzi z małej, rodzinnej destylarni na północy Szkocji. Rocznik, którego już się nie kupi w otwartej sprzedaży. Krótka seria, dojrzewała w beczkach po sherry. Dzięki temu jest jednocześnie miękka i wyrazista. Słodycz pojawia się pierwsza, ale zaraz potem coś ją przełamuje. Jakby ktoś celowo nie pozwalał jej być zbyt komfortową.
Spojrzał po zebranych, ale to na Paulinie zatrzymał wzrok odrobinę dłużej.
– I właśnie to jest w niej najlepsze – ciągnął. – Nie sam smak, tylko to napięcie. To poczucie, że masz przed sobą coś, co może się rozwinąć… albo zniknąć, jeśli się tym nie zajmiesz odpowiednio.
Przesunął szklankę w dłoni, obserwując bursztynowy płyn.
– Whisky, podobnie jak relacja, potrzebuje czasu. I odwagi. Bo zawsze jest moment, w którym trzeba zdecydować: zostać przy tym, co znane, czy spróbować czegoś, co może cię zaskoczyć.
Jego głos był teraz niższy, spokojniejszy. Piotr uniósł brew, po czym zaśmiał się krótko i podniósł szklankę.
– No dobrze, skoro już tak filozoficznie… to wypijmy za relacje.
– Za spotkanie – powiedziała Paulina.
Kiedy się napiła, znów spojrzała na Michała. Tym razem bez prowokacji. Czuła, że w tej historii o whisky było coś jeszcze. Coś, co nie padło wprost, ale było wyraźnie obecne między zdaniami, w pauzach, w spojrzeniach. I Michał też to wiedział. Był również przekonany, że ona to zauważyła – i że właśnie dlatego ta opowieść miała sens.
Alkohol coraz wyraźniej zaznaczał swoją obecność. Nie gwałtownie, raczej podstępnie, jak ciepła fala, która nie burzy, tylko rozluźnia granice. Michał pił już w drodze na prom. Umówił się z Anką, że to ona będzie prowadzić. Sam, z uśmiechem od ucha do ucha, już w samochodzie otworzył piersiówkę, jakby rozpoczynał prywatny rytuał. Z alkoholem nigdy nie miał problemu. Paradoksalnie – zajmując się jego sprzedażą, znał umiar, mechanizmy, konsekwencje. Wiedział, gdzie zwykle należy się zatrzymać. Ale dziś… dziś było inaczej. Dziś chciał przesunąć granicę. Pozwolić sobie na więcej. Na lekkomyślność, na rozkojarzenie, na ten specyficzny stan, w którym myśli stają się wolniejsze, a pragnienia wyraźniejsze. Nie chodziło o upicie się. Chodziło o świadome pozwolenie sobie na to, by nie trzymać wszystkiego pod kontrolą. O wieczór, który nie musi być bezpieczny, by był interesujący. I gdzieś pod tym wszystkim był jeszcze jeden powód – Paulina. Jej obecność, to ciche porozumienie, które zawisło w powietrzu.
Michał pił, bo chciał być bliżej tego stanu, w którym wszystko robi się mniej jednoznaczne i nie miał zamiaru się dziś powstrzymywać. Świat zaczął zwalniać niemal niezauważalnie. Najpierw drobne rzeczy: rytm rozmów rozpadł się na pojedyncze dźwięki, śmiech gdzieś obok stał się głuchy, jakby dochodził zza ściany. Potem ruchy – gesty innych ludzi zaczęły ciągnąć się dłużej, nienaturalnie miękko. Czuł, jak trunek rozlewa się w nim ciepłem, ale nie był to już zwykły alkoholowy szum. To było raczej zanurzenie, powolne odcinanie kolejnych warstw rzeczywistości. Patrzył na nią. Jej usta poruszały się, wyraźnie, rytmicznie, jakby mówiła coś ważnego. Widział dokładnie kształt słów, napięcie w kącikach ust, momenty, w których robiła krótką pauzę, ale dźwięk już nie docierał. Zniknął całkowicie. Został tylko ruch – i dziwne, niemal niepokojące wrażenie, że wypowiada jego imię. Michał. Bezgłośnie, powoli. Jakby mówiła je tylko do niego. Zawiesił się w tym obrazie. Myśl odpłynęła gdzieś na bok, rozpuściła się. Przestał analizować, przestał się zastanawiać, przestał być „tu”. Kabina delikatnie falowała, świat wirował, jakby ktoś poruszał nim bardzo ostrożnie. Wszystko traciło znaczenie – poza jednym punktem stałym. Pauliną. Jej sylwetka była jedyną rzeczą, która nie drżała, nie rozmywała się. Spokojna, wyraźna, osadzona w miejscu. Jak kotwica. Jak centrum. I wtedy, nagle, dźwięk wrócił.
– Michał… halo? Jesteś z nami? Kontrola lotu do majora Toma.
Jakby ktoś przekręcił przełącznik. Barwy odzyskały nasycenie, kontury się wyostrzyły. Głosy znów miały swoje źródła, śmiech zabrzmiał normalnie. Mrugnął kilka razy, wracając do siebie. Paulina uśmiechała się do niego. Ten uśmiech był ciepły, trochę rozbawiony – jakby doskonale wiedziała, gdzie przed chwilą był.
– Mogę jeszcze prosić o tę whisky? – zapytała spokojnie.
Odpowiedział uśmiechem. Tym razem w pełni obecnym. Sięgnął po butelkę, czując w dłoni jej chłód, i nalał powoli, uważnie, jakby ten gest był naturalnym przedłużeniem chwili, z której dopiero co się wynurzył.
– Oczywiście – powiedział.
Kiedy podał jej szklankę, miał wrażenie, że świat znów trzyma się razem. Choć wiedział, że wystarczy jedno spojrzenie, jeden ruch jej ust, by znów zaczął się rozmywać. W pewnym momencie Piotr zerknął na telefon i uniósł wzrok.
– Ej, zauważyliście, która godzina? – rzucił. – Za godzinę zaczyna się impreza.
Ta prosta uwaga wystarczyła, by rozmowy na chwilę ucichły. Spojrzenia powędrowały ku zegarkom i telefonom, jakby wszyscy jednocześnie uświadomili sobie upływ czasu. W kabinie pojawił się lekki ruch. Wieczór wchodził w kolejną fazę.
Paulina wyszła z łazienki lekkim obrotem, jakby dokładnie wiedziała, że ten moment należy do niej. Ruch był płynny, naturalny, pozbawiony pośpiechu. Satynowy kombinezon perfekcyjnie układał się na jej ciele, reagując na każdy krok miękkim połyskiem materiału. Dopasowany krój podkreślał smukłą talię i długą linię nóg, a delikatnie rozszerzające się ku dołowi nogawki, dodawały sylwetce elegancji i klasycznego szyku. Czarne, jedwabiste rajstopy pogłębiały efekt – wygładzały linię stóp i nadawały całości chłodnej, wieczorowej elegancji. Szpilki Louboutina, czarne i lakierowane, błyszczały przy każdym ruchu, a charakterystyczna czerwona podeszwa wprowadzała nutę drapieżności, balansując między luksusem a prowokacją. Kiedy się odwróciła, Łukasz mimowolnie wstrzymał oddech. Tył kombinezonu był mocno wycięty, odsłaniając jej plecy aż do linii talii. Skóra miała niemal porcelanowy odcień – gładka, jasna, nieskazitelna. Pod cienką warstwą światła rysowały się jednak wyraźnie mięśnie. To nie była kruchość – to była dyscyplina ciała, które zna wysiłek i rytm ciężkich treningów. Ramiączka kombinezonu ledwie dotykały skóry, podtrzymując materiał, który opadał miękko, podkreślając naturalną linię kręgosłupa. Biodra i pośladki, idealnie wymodelowane, były wyraźnie zaznaczone przez dopasowany krój spodni. Biżuteria z wyczuciem dopełniała całości. Długie, smukłe kolczyki poruszały się lekko, łapiąc światło przy każdym kroku. Na nadgarstku połyskiwała cienka złota bransoletka, dyskretna, ale wyrafinowana.
Patrzył na nią nie próbując nawet ukryć fascynacji. Była uosobieniem kontroli i zmysłowości jednocześnie – silna, świadoma piękna własnego ciała. Nie tylko wyglądała olśniewająco. Ona dokładnie wiedziała, co to z nim robi.
– Jesteś niesamowita, Paulinko – powiedział cicho, niemal z niedowierzaniem. – Naprawdę. Boska.
Uśmiechnęła się. Bawiła się wisiorkiem zawieszonym na cienkim łańcuszku, pozwalając mu kołysać się między palcami. Potem uniosła na niego wzrok spod rzęs – powoli, z rozmysłem.
– Niesamowita? – powtórzyła, jakby smakowała to słowo. – To ciekawe, co mężczyźni mają na myśli, kiedy tak mówią.
Zrobiła krok bliżej. Jej dłoń musnęła jego przedramię, jakby przypadkiem. Dotyk był krótki, ale wystarczający, by napięcie natychmiast się pogłębiło.
– Dzisiaj dostaniesz odrobinę wolności, zasłużyłeś na nią – powiedziała cicho. – I jestem bardzo ciekawa, co z nią zrobisz.
Przechyliła głowę, obserwując go uważnie, jakby chciała zobaczyć, dokąd poprowadzi go ta myśl.
Łukasz zawahał się przez ułamek sekundy, po czym przesunął dłoń po biodrze i zatrzymał ją na pośladku. Skrzywił się lekko.
– Wiesz… – powiedział ciszej – nie było lekko. Naprawdę.
Przesunął palce nieco ostrożniej. – Nadal to czuję. Te ostatnie razy bolały.
Spojrzał na nią, jakby szukał potwierdzenia, że ma prawo to powiedzieć. Uśmiechnęła się z rozbawieniem, niemal pobłażliwie. Wyciągnęła rękę i bezceremonialnie odsunęła jego dłoń.
– Łukaszu, przestań to analizować w nieskończoność. Poradziłeś sobie całkiem dobrze, a ja wcale nie biłam mocno.
Uniosła na niego wzrok spod rzęs, z tym samym prowokującym spokojem.
– Powiedz mi lepiej… – dodała niemal szeptem – czy będziesz o mnie myślał, kiedy będziesz się onanizował?
Jej uśmiech był zalotny, ale w oczach czaiło się coś prowokującego, niemal wyzywającego. Poczuł, jak robi mu się gorąco. Spuścił wzrok na moment, wyraźnie zawstydzony, po czym znowu na nią spojrzał.
– Ty… dobrze wiesz, jak na mnie działasz. Znowu to robisz... specjalnie.
– Oczywiście – odpowiedziała zmysłowym, niskim głosem.
Przez chwilę milczeli. Zebrał się w sobie, jakby próbował odzyskać choć fragment równowagi.
– A może… – zaczął ostrożnie – może miałabyś ochotę… po prostu… być ze mną... tak… no wiesz… normalnie.
Zamilkł, jakby sam nie był do końca zadowolony z tego słowa, ale nie cofnął go.
Paulina powtórzyła je powoli:
– Normalnie?
Jej głos był spokojny, niemal obojętny. Zrobiła krok w bok, wydłużając ciszę dokładnie o tyle, żeby zaczęła go uwierać.
– To znaczy jak? – dodała po chwili.
Westchnął cicho.
– Nie chodzi mi o jakieś role czy gry – powiedział, próbując brzmieć rzeczowo. – Tylko o bliskość. O bycie razem, bez tego całego napięcia… bez testów. Jak kobieta i mężczyzna. Chciałem zapytać, czy w ogóle bierzesz to pod uwagę. Chociaż na chwilę.
Uśmiechnęła się, ale w jej spojrzeniu nie było ani krzty ciepła. Podniosła rękę i poprawiła mu kołnierz koszuli.
– Łukaszu, ty naprawdę myślisz, że można mnie po prostu mieć?
Jej palce zatrzymały się na moment na jego klatce piersiowej, po czym powoli cofnęły.
– Że wystarczy chcieć, nazwać coś normalnym i nagle to się wydarzy? Taka kobieta jak ja nigdy nie będzie czyimś wariantem komfortowym. Bo bliskość nie polega na tym, że wszystko robi się łatwiejsze, tylko na tym, że ktoś jest gotów unieść to, jakie to jest naprawdę.
Jej dłoń znów musnęła jego ramię, tym razem wolniej, bardziej świadomie.
– A ty – spojrzała mu prosto w oczy – wciąż łudzisz się, że możesz posiąść taką kobietę jak ja?
Zostawiła go z tym zdaniem, uśmiechając się, jakby cała rozmowa była tylko elegancką grą, w której od początku znała wynik końcowy. Poprawiła ramiączko kombinezonu, a potem sięgnęła po małą, klasyczną torebkę – czarną, z miękkiej skóry jagnięcej, pikowaną w charakterystyczne romby, ozdobioną złotym logo z podwójnym C i łańcuszkiem przeplecionym skórą. Dyskretny luksus, ponadczasowa elegancja. Skinęła głową w stronę drzwi.
– Chodźmy, zanim mi się tu za bardzo rozczulisz.
Wyszła pierwsza. Poszedł za nią z lekko spuszczoną głową. Wciąż czuł echo jej słów – nie jak policzek, raczej jak ciche, niepokojące pęknięcie gdzieś głębiej. Było mu smutno, choć nie pozwolił, by to uczucie wyszło na powierzchnię. Wyprostował się, przybrał neutralny wyraz twarzy, jakby nic się nie wydarzyło. Tylko on sam wiedział, ile kosztuje go ten spokój. Już za chwilę światła, muzyka i gwar miały ich pochłonąć, rozpuścić w tłumie i ruchu – a jednak wiedział, że tej jednej rozmowy nie da się po prostu zostawić za sobą. Szła przed nim, pewnym siebie krokiem. Nie oglądała się. Jakby dokładnie wiedziała, że i tak będzie dla niego jedynym stałym punktem w tym nadchodzącym, lśniącym chaosie.
Wysokie wnętrze było udekorowane z wyraźnym wyczuciem stylu: jasne tkaniny opadały miękko z sufitu, przełamane pasmami delikatnych świateł, które migotały jak rozproszone gwiazdy. Girlandy świetlne oplatały balustrady i kolumny, odbijając się w połyskujących powierzchniach podłogi. Złoto, czerń i głęboki granat tworzyły elegancką, nocną paletę barw. Muzyka pulsowała już w tle, rytm który dopiero się rozkręcał, zapraszając do ruchu. Na parkiecie gromadzili się pierwsi goście, rozmowy splatały się ze śmiechem, kieliszki połyskiwały w dłoniach. Cała sala drżała lekkim napięciem oczekiwania, szczególnym momentem tuż przed tym, gdy wieczór naprawdę się zaczyna.
Gdy Paulina weszła w tę przestrzeń, światło jednego z reflektorów na moment jakby zatrzymało się na niej, potem ruszyło dalej. Michał, który zauważył ich z daleka, od razu podszedł bliżej, a jego wzrok niemal natychmiast skupił się na kobiecie.
– Paulina, wyglądasz absolutnie... absolutnie... po prostu absolutnie – powiedział, śmiejąc się.
Jego spojrzenie przez chwilę zatrzymało się na jej satynowym kombinezonie i eleganckich szpilkach, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół tej stylizacji.
– Dziękuję, Michale – odpowiedziała, przyjmując komplement z charakterystyczną dla siebie powściągliwością. – Widzę, że wszyscy są gotowi na zabawę.
DJ wszedł za konsoletę pewnym krokiem i chwycił mikrofon. Rozmowy zaczęły cichnąć, jakby sala sama wyczuła, że właśnie coś się zaczyna.
– Dobry wieczór! – jego głos przebił się przez gwar, niosąc się echem po całej przestrzeni. – Gotowi powitać Nowy Rok?
Odpowiedział mu wybuch okrzyków, śmiechu i oklasków. Ktoś zagwizdał, ktoś inny uniósł kieliszek wysoko w górę. DJ uśmiechnął się szeroko i bez dalszych zapowiedzi puścił jakiś dyskotekowy hit. Bas uderzył głęboko, światła ożyły, zaczęły krążyć i pulsować w rytmie muzyki. Parkiet zapełnił się niemal natychmiast. Ludzie ruszyli do tańca, początkowo niepewnie, po chwili coraz swobodniej. Rytm wciągał, narzucał tempo, sprawiał, że ciało samo odnajdywało właściwy ruch. Paulina spojrzała na Łukasza i krótkim ruchem głowy wskazała parkiet. Playlista przechodziła płynnie między kolejnymi przebojami, mieszając znane refreny z nowoczesnymi bitami. Muzyka narastała falami, raz przyspieszała, raz pozwalała złapać oddech, by po chwili znów porwać wszystkich do ruchu. Światła odbijały się w kieliszkach, na biżuterii, w oczach. Sala balowa żyła własnym rytmem. Pary krążyły między parkietem a stolikami. Jedni tańczyli bez przerwy, inni przystawali na chwilę, by sięgnąć po drinka, coś przekąsić, zamienić kilka słów, po czym znów wracać w wir zabawy. W powietrzu mieszały się zapachy perfum, alkoholu i rozgrzanych ciał. Śmiech i rozmowy tworzyły przyjemny, gęsty szum, który idealnie stapiał się z dźwiękami dobiegającymi z głośników. Co chwilę ktoś wznosił jakiś toast, a wieczór rozkręcał się na dobre.
Prom zatrzymał się na redzie, a sala balowa pulsowała życiem, jakby na tę jedną noc świat zamknął się w rytmie muzyki, świateł i tańca. Wieczór niósł ich sam, bez planu, bez pośpiechu. Paulina coraz częściej zatrzymywała się obok Anki – przy parkiecie, przy stoliku, czasem tylko na moment, by wymienić spojrzenie i krótki komentarz. Lubiła nie tylko jej naturalną lekkość w tańcu, ale przede wszystkim umiejętność szybkiego podchwytywania myśli i obracania ich w żart. Śmiały się często, jak osoby które naprawdę dobrze bawią się sytuacją. Z boku wyglądało to naturalnie: dwie kobiety, które szybko znalazły wspólny język. Kilka zdań, śmiech, drobne gesty. Bez poufałości ale i bez zbytniego dystansu – dokładnie tyle, ile trzeba. Łukasz obserwował je z przyjemnością. Michał również, choć w jego spojrzeniu było coś więcej niż tylko życzliwe zainteresowanie. Wykorzystując chwilę, gdy została sama podszedł do niej.
– Chodź na chwilę do baru. Zobaczymy, czy mają tu tak dobrą whisky jak ja.
– Stawiasz tezę, którą już na pewno obaliłeś w swojej głowie.
Uśmiechnął się i delikatnie ją objął, prowadząc w stronę jednego z barów. Przy blacie wskazał jej wysoki hoker, sam stanął obok.
– Jakie macie single malty? – zapytał zaskakująco rzeczowo barmana.
Ten wymienił kilka pozycji. Słuchał, dopytał krótko o jedną z nich, po czym podjął decyzję bez wahania.
– Dwie. Bez lodu. Kiedy szklanki stanęły przed nimi, podał jedną Paulinie.
Przez chwilę pili w ciszy. Muzyka, która tu docierała była lekko przytłumiona, bar pulsował własnym rytmem, spokojniejszym niż parkiet.
– I? Co o niej sądzisz?
Paulina zakręciła powoli płynem w szklance, przyjrzała się kolorowi, potem uniosła do ust jeszcze raz. Nie spieszyła się z odpowiedzią.
– Z winem czuję się jednak pewniej – powiedziała w końcu. – Tam potrafię rozebrać smak na części, nazwać go, ustawić w porządku. Whisky jest dla mniej bardziej nieoczywista. Ale ta… ta nie próbuje być miła. Jest sucha, trochę zamknięta na początku. Dopiero po chwili puszcza. Jakby trzeba było dać jej moment, zanim zdecyduje, co pokaże. Spojrzała na niego, jakby sprawdzając reakcję.
– Dokładnie tak. Najpierw dystans, potem głębia. I zero pośpiechu.
Uniósł szklankę jeszcze raz.
– Wiesz, właśnie dlatego ją lubię.
– Przyprowadziłeś mnie tu po to, żeby znowu rozmawiać o whisky? – zapytała z lekkim rozbawieniem, unosząc na niego spojrzenie znad szklanki. Zaskoczyła go tym pytaniem. Na moment stracił pewność siebie, jakby przyłapała go na czymś oczywistym.
– Nie… – zaczął, po czym urwał i uśmiechnął się krótko. – Chciałem po prostu… pogadać. Jak minął ci ten rok?
Paulina przez chwilę milczała. Znów zakręciła whisky w szklance, obserwując, jak bursztynowy płyn osiada na ściankach.
– Pracowity – powiedziała w końcu. – I bardziej stresujący, niż się spodziewałam.
Zrobiła krótką pauzę.
– W Niemczech wydarzyło się coś nieprzyjemnego. Cośc co wpędziło mnie w jakieś irracjonalne poczucie winy.
– Co się stało? Czy mogę jakoś pomóc?
– Nie, zostawmy to – przerwała mu spokojnie. – To nie jest temat na ten wieczór. Już wszystko dobrze, opowiem ci o tym przy innej okazji. Może opowiem, nie naciskaj. Proszę.
Jej ton był uprzejmy, ale stanowczy. Skinął głową bez sprzeciwu.
– W porządku – powiedział po chwili. – Jeśli tylko będziesz chciała pogadać, wal śmiało. A jak ci się podoba ostatni wieczór starego roku?
Spojrzała na migoczącą w oddali salę, na światła i ludzi krążących między parkietem a barem.
– Jest interesujący. Inny niż planowałam. A ty dobrze się bawisz?
– Tak – odpowiedział bez wahania. – Choć raczej nie przez sam bal. Bardziej przez rozmowy, które normalnie by się nie wydarzyły. Wiesz Paulina, cieszę się, że cię poznałem.
– Koniec roku sprzyja iluzjom sensu – odparła spokojnie ignorując jego ostatnie słowa. – Ludzie myślą, że coś się domyka tylko dlatego, że zmienia się data.
W tej samej chwili obok nich pojawił się nagle Łukasz.
– Paulinko… – zaczął, nachylając się w ich stronę. Nie spojrzała na niego od razu. Dopiła łyk, odstawiła szklankę.
– Rozmawiam teraz z Michałem – powiedziała chłodno. – Idź potańczyć jeszcze, nie zostawiaj Anki samej na parkiecie. Aga i Piotrek też gdzieś się zgubili. Poszukaj ich.
– Ja tylko chciałem…
– Naprawdę – przerwała mu, już ostrzej. – Parkiet jest tam.
Zawahał się ułamek sekundy, potem skinął głową i odszedł, wtapiając się w tłum. Michał spojrzał za nim.
– Dobrze ułożony – rzucił półżartem. – Widać, że reaguje na komendy.
Odwróciła się do niego natychmiast. W jej spojrzeniu nie było ani cienia rozbawienia.
– Nie przesadzaj – powiedziała cicho. – Daleko mu do moich standardów.
– Rozumiem – odpowiedział po chwili. – Czyli to jeszcze nie ten poziom.
– Jeszcze długo nie.
– Nie chodzi ci więc o samo posłuszeństwo. Bardziej o myślenie. O reakcję?
– Właśnie. Posłuszeństwo bez myślenia jest puste. Interesuje mnie ktoś, kto rozumie, co robi, nawet wtedy, gdy się podporządkowuje. Zwłaszcza wtedy.
– A wyobrażasz sobie inny układ? Taki, w którym jesteście równi?
Jej spojrzenie stwardniało. Odpowiedziała chłodno, niemal rzeczowo:
– Nie. Nie ma takiej możliwości. Nie interesuje mnie równość. Interesuje mnie pełna dominacja.
Zatrzymał się na tym słowie, powtórzył je w myślach, a potem uniósł wzrok.
– Czyli potwierdzasz, że lubisz dominować?
Uśmiechnęła się ledwie zauważalnie.
– Przecież wiesz i jestem przekonana, że właśnie dlatego tak na ciebie działam, i tu rozmawiamy. Mam rację?
– Dobrze, że alkohol trochę mnie znieczulił – przyznał. – Inaczej byłoby trudniej udawać, że to mnie nie porusza.
Ich spojrzenia spotkały się na chwilę.
– Zastanawiam się, co według ciebie naprawdę decyduje o sile kobiety w relacji. Sama władza? Czy raczej to, jak potrafi się nią posługiwać?
– Sama władza bywa prymitywna. Bez kontroli prowadzi do chaosu. A kontrola bez realnej władzy jest tylko iluzją. Dobrze wygląda, ale nie działa.
– Uległość to słabość czy siła? Uniósła na niego wzrok. W jej oczach pojawił się błysk, jakby pytanie trafiło dokładnie tam, gdzie chciał.
– Uległość może być jedną z najtrudniejszych form siły – powiedziała cicho. – Bo wymaga zaufania. I odwagi.
Zawiesiła głos na chwilę.
– Oddanie kontroli nie jest ucieczką. Jest świadomą decyzją.
Między nimi znów zapadła cisza – krótka, gęsta, znacząca. Michał nie próbował jej wypełniać. Wiedział, że w tej rozmowie najważniejsze rzeczy i tak dzieją się pomiędzy słowami.
– Wydaje mi się, że niektórzy ludzie nigdy nie zrozumieją prawdziwego znaczenia takich relacji – powiedział z nutą refleksji, unosząc swoją szklankę w geście toastu. – Ale to właśnie czyni je tak wyjątkowymi, prawda?
– To prawda, Michale. Tylko ci, którzy naprawdę rozumieją te zasady, potrafią w pełni docenić ich piękno.
Tym razem rozmowę przerwało przyjście Ani. Paulina spojrzała na nią, po czym zeskoczyła z hokera.
– Pójdę poszukać Łukasza. Chyba znów byłam dla niego zbyt ostra.
Uśmiechnęła się, skinęła głową i odeszła w stronę parkietu, nie oglądając się za siebie. Zniknęła w tłumie, jakby ta rozmowa już się dla niej zamknęła.
Ania spojrzała za nią, po czym odwróciła się do męża.
– O czym rozmawialiście? – zapytała swobodnie. – Widzę po tobie, że to nie była pogawędka o pogodzie.
Michał wzruszył ramionami, próbując wrócić do neutralnego tonu.
– Różne rzeczy. Koniec roku, takie tam.
Ania uśmiechnęła się półgębkiem.
– Tylko uważaj – rzuciła lekko. – Paulina potrafi na pewno zadawać pytania, po których człowiek zaczyna się zastanawiać, co właściwie powiedział.
Zmarszczył brwi.
– Co masz na myśli?
– No wiesz… – zawahała się na moment, jakby dopiero teraz przyszło jej do głowy, że to może być nowa informacja. – Ona ma doktorat z psychologii...
To było jak uderzenie. Zamarł. Twarz momentalnie straciła kolor. Przez krótką chwilę wyglądał, jakby ktoś zabrał mu grunt spod nóg.
– Co…? – wydusił. – Psychologii?
Ania skinęła głową, już wyraźnie zaniepokojona jego reakcją.
– Tak, przecież mówiła o tym. Pewnie nie słuchałeś, albo byłeś w łazience. Michał, wszystko w porządku?
Nie odpowiedział. Odsunął się od baru, jakby nagle zabrakło mu przestrzeni. Przetarł dłonią twarz, szybkim, nerwowym ruchem.
– Kurwa… – wymknęło mu się półgłosem. – Ja pierdolę…
– Michał? – Ania podniosła głos. – Co się dzieje? Hej, wszystko dobrze? Strasznie zbladłeś! Wypiłeś za dużo? Niedobrze ci? Michał!
Nie spojrzał na nią. Odwrócił się gwałtownie i ruszył przed siebie – za szybko, zbyt nerwowo, jakby nagle zabrakło mu powietrza. Wpadł w kogoś przy pierwszym zakręcie korytarza, barkiem uderzył w czyjeś ramię.
– Przepraszam, sorry, sorry… – wyrzucił z siebie automatycznie, nie zwalniając kroku.
– Ej! Uważaj! – krzyknął ktoś oburzonym głosem za jego plecami.
Nie zareagował. Przeciskał się dalej między ludźmi stojącymi w przejściu, potrącił kolejną osobę, ktoś zaklął głośno, ktoś inny odskoczył, chroniąc drinka.
– Kurwa… przepraszam – rzucił jeszcze raz, już bardziej do siebie niż do kogokolwiek.
Muzyka docierała tu przytłumiona, rozbita na basowe uderzenia, które tylko potęgowały chaos w jego głowie. Zaczął biec.
– To niemożliwe… Pojebało mi się. Ubzdurałem to sobie.
Zakręcił ostro i wpadł na schody. Stopnie były strome. Zszedł o jeden za dużo, za szybko. Noga mu się obsunęła.
– Kurwa! – syknął.
Złapał się poręczy w ostatniej chwili. Zimny metal wbił mu się w dłoń. Przez moment stał nieruchomo, ciężko oddychając, z głową spuszczoną, jakby próbował powstrzymać wir myśli.
– Spokojnie… – wyszeptał. – To bez sensu. Zaraz wszystko sprawdzę.
Puścił poręcz i pobiegł dalej. Wciąż powtarzając pod nosem przekleństwa wpadł jak burza do kajuty, a jego myśli były w totalnym chaosie. Usiadł ciężko na łóżku, wyciągnął telefon i natychmiast otworzył przeglądarkę. Jednak działanie Wi–Fi na promie było słabe, a strona, którą próbował otworzyć, ładowała się nieznośnie wolno. Czuł, jak frustracja i niepokój narastają w nim z każdą sekundą. Ekran telefonu przez dłuższy czas pozostawał biały, jakby celowo przedłużał jego agonię. Zaciskał dłoń tak mocno, że knykcie mu zbielały, modląc się w duchu, by zawartość w końcu się załadowała.
– No dalej, dalej, rusz dupę, kurwaaa! – powtarzał, niemal błagając urządzenie, by współpracowało.
W głowie przewijały mu się różne myśli. Wiedział, że od tego, co zobaczy na tej stronie, może zależeć bardzo wiele. W końcu, po dłuższej chwili napięcia, na ekranie pojawił się stylizowany napis: Dominia Studio Berlin. Bez wahania potwierdził, że ma 18 lat, klikając odpowiedni przycisk. Jednak, ku jego rosnącej frustracji, strona znowu zaczęła się ładować, tym razem jeszcze wolniej. Ekran migał, jakby celowo opóźniał moment, który tak bardzo chciał przyspieszyć. Opadł na łóżko, jedną ręką ściskał telefon, drugą przetarł czoło, czując, jak zimny pot zaczyna mu spływać po skroniach. Z każdym kolejnym obrotem ikony ładowania, jego niepokój narastał, aż w końcu zaczął się zastanawiać, czy strona w ogóle się załaduje w warunkach, jakie oferowało promowe Wi–Fi.
W końcu otworzyła się. Dominia Studio Berlin było ekskluzywnym klubem BDSM, zlokalizowanym w dzielnicy Spandau, znanym z wyjątkowej dyskrecji i zaawansowanych usług dla klientów szukających specyficznych doznań. Strona główna była oszczędna, niemal ascetyczna. Ciemne tło, na górze logo – wilk, stylizowany, geometryczny, patrzący nieco w bok.
Poniżej krótki manifest: ,,Władza jest Kobietą".
Menu było krótkie i precyzyjne: O miejscu. Zasady. Zespół. Galeria. Kontakt.
Niżej, na pierwszym ekranie, pojawiały się aktualności – lakoniczne, ale mówiące wystarczająco dużo.
Nowa przestrzeń: Pokój przesłuchań, inspirowany „Rokiem 1984” .
Wydarzenia: zwolniło się jedno miejsce na wiosenny Sklavenkamp. Tylko informacja i link.
Gość specjalny: wizyta Maîtresse Noëmi z Paryża – ostatnie wolne terminy na sesje.
Michał znał tę stronę od lat. Wracał do niej regularnie, czasem bez konkretnego powodu. Lubił jej ton – chłodny, profesjonalny, pozbawiony taniej prowokacji. Podobały mu się pracujące tu dziewczyny, mimo że niewielka część z nich, nie pokazywała twarzy. Kiedyś nawet planował wizytę. Myślał o niej poważnie. Nawet bardzo. Odkładał ją jednak konsekwentnie – zawsze znajdował racjonalne „ale”. Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie ten moment.
Kliknął w zakładkę: Zespół.
Po chwili strona załadowała się, pojawiła się siatka miniaturek – równe kadry, stonowane, utrzymane w tej samej estetyce co cała strona. Bez opisów, bez ozdobników. Pod każdym zdjęciem imiona, tytuły, pseudonimy. Jak lista. Na samym szczycie – wyraźnie oddzielona od pozostałych – widniała jedna pozycja. Lady Fenriss. Postać stała w półcieniu. Twarz pozostawała niewidoczna, zarysowana jedynie linią światła na kości policzkowej i ustach. Reszta ginęła w cieniu, jakby celowo cofnięta, odebrana widzowi. Z bijącym sercem, kliknął w link, który prowadził do szczegółowego opisu. Przez chwilę ekran pozostał czarny, po czym wyświetlił się opis:
Jestem współwłaścicielką Dominia Studio Berlin. Dominacja jest moją naturą, nie maską. Ból traktuję jako skuteczne narzędzie. Używam go świadomie, bo wiem, co robi z ciałem i umysłem. Interesuje mnie reakcja, moment utraty kontroli i to, co pojawia się zaraz po tym.
Studiowałam psychologię, dzięki czemu świetnie rozumiem mechanizmy uległości, strachu i napięcia. Ta wiedza pomaga mi prowadzić moje sesje konsekwentnie i bez niepotrzebnego chaosu. Nie improwizuję. Precyzyjnie zadaję ból, odczuwając przy tym sadystyczną przyjemność. Obserwuję ciało: oddech, napięcie mięśni, moment, w którym opór zamienia się w pełną akceptację mojej władzy.
Uważam siebie za osobę atrakcyjną i świadomą własnej wartości. Klasa nie jest dla mnie dodatkiem – jest podstawą. Dotyczy sposobu poruszania się, mówienia, reagowania. Dotyczy także tego, czego oczekuję od innych.
W relacji interesuje mnie pełna uległość. Oczekuję dobrych manier. Brak kultury i nieumiejętność panowania nad sobą dyskwalifikują.
Uważam, że uległość nie zwalnia z myślenia ani z odpowiedzialności. Przeciwnie – podnosi poprzeczkę. Liczy się sposób, w jaki ktoś słucha, reaguje, czeka.
Jeśli ktoś nie potrafi zachować się zgodnie z protokołem, nie jest gotowy na spotkanie ze mną. Nie ma od tego wyjątków.
Dane:
wiek: 38 lat
wzrost: 165 cm
waga: 53 kg
sylwetka: wysportowana
stopa: 38
Z rosnącym niepokojem i narastającą fascynacją, kliknął w galerię zdjęć. Ekran rozjaśnił się, ukazując starannie wyreżyserowane fotografie. Każde z nich prezentowało kobietę ubraną w eleganckie, skórzane stroje. W jej dłoniach często znajdowały się pejcz lub trzcinka, a na niektórych ujęciach była otoczona przez nagich, uległych mężczyzn, którzy klęczeli u jej stóp lub czekali na rozkazy. Jednak żadne z tych zdjęć nie pokazywało twarzy. Wszystko było starannie zakryte – albo przez cień, albo przez kadr, który zasłaniał najważniejsze detale. Mimo to, Michał dostrzegł coś, co wzbudziło w nim niepokój. Te długie, blond włosy, które delikatnie opadały na ramiona, wyraźna linia szczęki.
– Ja pierdole, przecież to ona... to musi być ona.
Kliknął przycisk: Umów się na spotkanie. Ekran telefonu zadrżał, a po chwili pojawiło się oświadczenie, które przeczytał z rosnącym zaskoczeniem i frustracją:
Drodzy Ulegli,
Po wielu intensywnych latach zdecydowałam się zwolnić tempo. Obecnie spotykam się wyłącznie z wąskim gronem sprawdzonych i lojalnych uległych, którzy na przestrzeni czasu udowodnili mi swoje oddanie.
W związku z tą decyzją nie przyjmuję już nowych osób – nie ma możliwości spotkania ze mną. To nie koniec mojej działalności, lecz naturalny etap – świadomy wybór dalszej drogi.
Jednocześnie zachęcam do kontaktu z wyjątkowymi kobietami, które tworzą Dominia Studio Berlin. Każda z nich jest doświadczoną, utalentowaną dominą, pracującą z pełnym zaangażowaniem, profesjonalizmem i szacunkiem do zasad, które od lat stanowią fundament naszej filozofii. Z pewnością znajdziecie wśród nich osobę, która poprowadzi Was drogą bólu i cierpienia, w sposób odpowiedni i satysfakcjonujący.
Dziękuję za zaufanie, którym mnie obdarzaliście przez lata, za niezapomniane sesje, za każdą wylaną łzę i kroplę potu.
Lady Fenriss
Michał wpatrywał się w wyświetlacz, jakby litery mogły jeszcze zmienić znaczenie, jeśli da im wystarczająco dużo czasu.
– Jezu… Paulina... kim ty jesteś? – wyszeptał do siebie, ledwie poruszając ustami.
Wszystko, co dotąd uważał za drobne sygnały, niedopowiedzenia, specyficzny sposób bycia, nagle ułożyło się w jedną, niepokojąco spójną całość. Jej chłód. Pewność. Ten rodzaj spojrzenia. Odłożył telefon na stolik. Przez chwilę siedział bez ruchu, wsłuchany w odgłosy statku, w przytłumione dźwięki muzyki dobiegające z oddali. Świat toczył się dalej, beztrosko, a on miał wrażenie, że coś w nim właśnie przestawiło się.
– Ja pierdolę... Lady Fenriss...
Sięgnął po butelkę whisky. Nie nalał do szklanki. Nawet o tym nie pomyślał. Odkręcił korek i przechylił ją bez wahania, pozwalając, by alkohol spłynął prosto do gardła. Piekło. Dobrze. Tego właśnie potrzebował. Odstawił ją z głuchym stuknięciem i oparł się ciężko o ścianę. Zamknął oczy na krótką chwilę.
– O kurwa…
Koniec części drugiej
Jak Ci się podobało?