@TJ, no cóż, rozumiem Cię doskonale. To jest właśnie wada cykli, poważna wada, która mnie zniechęca do ich pisania. Przekonałem się na własnym piórze, pisząc przed rokiem Opowieść Grudniową (i tutaj mała AUTOREKLAMA: może ktoś chciałby sięgnąć do tych tekstów, aktualnych o tej porze roku). I też musiałem napisać trochę tekstu, który gdyby nie wymagania fabularne, pewnie by nie powstał. I też nie szło mi to łatwo (przypatrzcie się dacie ukończenia świątecznej opowiastki), a potem nie zostało ocenione najwyżej.
Ale Kostka Lodu nie jest taka wcale zimna, jak byś się obawiał. Rozróżnijmy dwie sprawy: warsztat i fabułę.
Warsztat: wciąż @Tejot na najwyższym poziomie. Barwne opisy, pełne niuansów i budowania atmosfery. Choćby takie:
Światło poranka wpełzło przez szczeliny zasłon, rozlewając się po ścianach sypialni. Miasto powoli budziło się ze snu — gdzieś z oddali zadźwięczał tramwaj, pod oknem krótko zaszczekał pies sąsiadów. Zabytkowy budzik na nocnej szafce, łomocząc w ogromne dzwonki, obwieścił godzinę siódmą.
To się czyta prawie jak (Twoją) poezję (ten fragment akurat przywodzi mi na myśl piosenkę Starego Dobrego Małżeństwa "Opadły mgły i miasto ze snu się budzi"). Z jednym zastrzeżeniem: do czasu! Dalej drogi autorze trochę za bardzo się powtarzasz. Rzucają mi się w oczy fragmenty, które mają oddać stan ducha Jagody: tak, jakbyś nie dowierzał w naszą inteligencję, @TJ i myślał sobie: "nie wiem, czy już zrozumieli, jaką pustkę ma dziewczyna w sercu, więc walnijmy im jeszcze jeden fragment na ten temat". Otóż doskonale rozumiemy, już po słowach:
„Take the highway to the end of the night"
Fabuła: cóż, brakujące ogniowo ewolucji gatunku ludzkiego... tfu... Jagody. Stało się, co się musiało stać. Zgadzam się z @Agness. że może trochę zbyt sztampowo, zwłaszcza w sprawie opisu rodziny, pracy, ex-faceta. Zastanawiam się, co pchnęło hipiskę z "Trawy" i "Drogi do siebie" do taki daleko idących kompromisów. Czegoś tu brakuje, tamta Jagoda prędzej zamieszkałaby na ulicy, niż wbiła się w korporacyjny uniform i zadawała z pewnym siebie lalusiem.
Ale bardziej martwi mnie co innego. Pewnie nam tego nie zdradzisz nawet na torturach, ale dokąd zmierza ta historia? Czy jeszcze jest dla Jagody nadzieja? Siódmy odcinek jej nie daje zbyt wiele. Będzie happy end, @TJ, będzie? No uchyl rąbka tajemnicy. Bo jeżeli Twoja bohaterka nie odnajdzie miłości swojego życia, to chyba zapłaczę się na śmierć. I już nie napiszę żadnej przydługawej recenzji...
PS. Dzięki za uporządkowanie i ponumerowanie cyklu, bardzo to ułatwia sprawę.
Ktokolwiek wybrał zdjęcie do tego opowiadania (Ty sam, @Tejot, czy @Jusatine lub @Marc?), to nie obraźcie się: TRY AGAIN! To, które jest, według mnie wypacza sens i urok tekstu.
@Jamer, sugeruję dyskusję o zakresie pomagania przenieść na forum. Albo jeszcze lepiej: nie przenosić. Bądź sobą i pomagaj tyle ile chcesz i możesz. A jak to się komuś nie podoba, to jego problem. Tu zawsze byli znawcy, którzy wypunktowali każdy błąd, nawet najmniejszy, oraz recenzenci, ograniczający się do jednego krótkiego zdania. I za to lubię Pokątne.
Ten tekst zaliczyłbym do kategorii "napiszę o tym, co mnie podnieca". I właściwie nie byłoby to jakiś wielki zarzut - przecież jesteśmy na portalu erotycznym. "Tartak" może być dziadowski i ciąć deski na wióry, albo wypluwać piękne, równe, wyheblowane dzieła. Mam kilka "tartacznych" tekstów w ulubionych, choć z nimi jest zawsze tak, że jedną osobę podnieca coś, co drugą obrzydza...
Tu mamy jednak jeden wielki mankament: za dużo grzybów w barszczu. Jakbyś, drogi @Karolu99, skompilował swoje wszystkie nocne marzenia w jedno (kolejność przypadkow0): nerd, gry erotyczne, kazirodztwo, dominacja, przemoc, opiekuńczość, sportowe ubrania, dziewczyny lubiące pulchnych facetów... coś pominąłem? W efekcie powstało coś kompletnie nierealnego, nawet jak na fantazję.
Zgadzam się z @A, że pomysł na pomieszanie świata fikcji i prawdy oraz ogólny klimat opowiadania jest fajny. Ale jakbyś zatrzymał się w pół drogi. Czyżby to był początek jakiejś dłuższej historii? Jeżeli tak, szkoda, że tego nie zaznaczyłeś, a poza tym miejsce przerwanie wybrałeś niefortunne. Jest zapowiedź BDSM, ale jeszcze do niczego nie dochodzi, za to pojawia się zupełnie ni z tego ni z owego scena bijatyki... A jeżeli nie miałeś w zamyśle ciągnąć tego dalej to... kompletny brak puenty. Najprostszy, prymitywny wręcz pomysł: Patryk obudził się w swoim łóżku i wszystko okazało się super-realnym wirtualnym snem. Nie powala na kolana, ale jakoś się opowiadanie kończy.
Warsztatowo poziom "poczekalnia +". Czyta się przyzwoicie, choć nie brak błędów, wypunktowanych przez poprzedniczkę. Mnie oprócz zaimków dzierżawczych razi też ilość "Patryków" i "Oliwii". Dla imion Bohaterów też trzeba mieć alternatywy. Ogólnie powtórzeń słów, myśli, informacji jest strasznie dużo, popatrz np. na taki fragment:
]Patryk kiwa głową, nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje. Oliwia uśmiecha się szerzej, a jej niebieskie oczy błyszczą figlarnie. Siada na pobliskiej ławce, klepiąc miejsce obok siebie. Patryk, z bijącym sercem, podchodzi i siada, czując ciepło jej ciała obok. W głowie ma mętlik – to nie może być prawda, ale jej bliskość sprawia, że zapomina o wszystkim.
Jej bliskość sprawia, że Patryk czuje się nieswojo, choć nie może oderwać od niej wzroku. Jest nieśmiały, ręce zaciska na kolanach, a serce bije mu jak oszalałe. Oliwia odwraca się do niego z uśmiechem, jej niebieskie oczy błyszczą w porannym słońcu.
- Fraza "jej bliskość sprawia" powtórzona 2x tuż obok siebie
- Dwa razy wspominasz o niebieskich oczach (a wcześniej o tym pisałeś już z 10 razy, na prawdę pamiętamy, jakiego koloru są!)
- Bicie serca również x2
- Patryk x3, Oliwia x2, za dużo jak na dwa krótkie akapity
Ale też trzy plusiki na zachętę:
+ Decyzja o napisaniu tekstu w czasie teraźniejszym w trzeciej osobie bardzo odważna, jak na debiut, ale moim zdaniem trafna. Czyta się to, jakby był to scenariusz jakiejś gry komputerowej, co idealnie pasuje do klimatu "virtual reality".
+ Sceny psychicznego i fizycznego znęcania się nad Patrykiem bardzo realistyczne, aż boję się zapytać, skąd je znasz. Robią dużo ""klimatu" w opowiadaniu. Generalnie realia szkoły oddane, jakbyś je doskonale znal 😉 i nie jest to przytyk, dobrze jest pisać o tym, co się zna dobrze.
+ Ogólnie bohaterowie są mocną stroną opowiadania. Patryk przekonuje swoją nerdowadością. Natomiast Oliwia to chodzący cyborg. Idealny produkt VR. Była tu na Pokątnych taka fajna seria "Real doll", sięgnij - ją bym tam można wrzucić CTRL-C, CTRL-V. Nie wiem tylko, @Charlers, czy akurat to było zamierzone, czy przypadkiem nie starałeś się stworzyć miłej atrakcyjnej realnej dziewczyny 🙂, a wyszło, jak wyszło. Ale jeżeli to celowy zabieg, to masz talent do kreowania sugestywnych bohaterów.
ale czy wtedy nie uleciałaby gdzieś cała @tejotowa magia?
A czytałaś "Trawę?". Ja specjalnie wczoraj jeszcze raz po nią sięgnąłem, aby przypomnieć sobie, zanim napiszę taki apel, jak @TJ radzi sobie ze scenami seksu. I powiem krótko. Radzi sobie. I to jak... 🙂 Tam na tej trawce to dopiero magia się dzieje! 🙂
Wow, @Wasza Lordowska Mość, serdecznie dziękuję za tak miłe słowa. Trochę na wyrost, wciąż miewam momenty, gdy narracja mnie męczy... Ale wtedy raczej daję sobie na wstrzymanie, odkładam pomysł na półkę, stąd mój dorobek tutaj jeszcze niewielki. Ale po takich słowach aż chce się, aby rósł i rósł, bo całkiem lubię umilać ludziom przerwy między spotkaniami w pracy 🙂
BTW, jakbyś jeszcze miał jakąś taką dłuższą przerwę, to polecam raczej "13 Fotograffi" - to jest coś, co oddaje dobrze mój świat. Opowieść Grudniowa jest fajna, ale nierówna, powstawała trochę w męczarniach (nie polubiłem lubię serii, bo zmuszają do napisania czegoś, nawet, jak się nie ma przekonania do pomysłu). Niemniej na okres świąteczny - czemu nie!
A co do Laser Radial to miasz rację, doczytałem trochę. Na początku tekstu występuje jako nazwa klasy i chyba analogicznie jak przy markach samochodów, należy ją napisać z dużej litery ("Samochód marki Ford Focus"). Potem występuje jeszcze raz, ale już jako synonim konkretnej łódki i wtedy jednak mała jest prawidłowa ("jechałem moim fordem"). Tak mówią tęgie głowy. Poprawione. Podziękował!
Szanowna @PLA - niniejszym zobowiązuję Was do niezwłocznego przeczytania "Drogi do siebie" oraz "Modelki". Co one jeszcze robią w Poczekalni??? Marnują się tam strasznie, dajcie je szerokiej gawiedzi.
@Tejocie, jesteś malarzem. Tworzysz dzieła wizualne: ma płótnie Bozy, na kliszach Mai, na ludzkim ciele ręką Jasmin. wystarczy zamknąć oczy i... Widziałem tę mandalę, gdy czytałem. I widziałem, jak pięknie współgra ze zmysłowym ciałem Jagody. Postać, którą wykreowałeś, ocieka wręcz zmysłowością i erotyzmem, choć nie opisujesz zbyt dokładnie jej szczegółów anatomicznych. Bardzo, ale naprawdę bardzo podoba mi się również Twój opis procesu twórczego. Nie chodzi tylko o to, że albo znasz się super na sztuce tatuażu, albo odwaliłeś kawał solidnego "researchu" (coś, co było kiedyś podstawą pisania, a dziś mało kto się już tym przejmuje). Chodzi o coś więcej: o uchwycenie tego momentu, w którym rzemiosło przeradza się w sztukę, a praca w dzieło.
Dobra, czas się do czegoś przyczepić (ale naprawdę na siłę). Nadal pojawiają się lekkie dłużyzny (choć mniej, niż w "Drodze do siebie" i "Modelce"), jakbyś chciał za wszelką cenę przedstawić proces twórczy dokładnie, 1:1. Odpuść. Nie wiem czy oglądasz jakieś programy kulinarne, ale nikt w nich nie pokazuje przez 20 min gotujących się ziemniaków. Wpadają do garnka, garnek na ogień, a w następnej scenie są już mięciutkie. Są też nadal powtórzenia (ale też coraz mniej), np. w tym tekście zapamiętałem, że co najmniej 3 razy pisałeś o zmysłowości Jagody. Generalnie, tak jakbyś trochę się bał, że stworzysz opowiadanie za krótkie. A przecież jesteś doświadczonym Pokątnym poetą, który umie dosłownie w kilku trafnie dobranych wyrazach ująć sens swojej myśli. "Dłużej" w literaturze nie znaczy "lepiej", mimo że już w szkole uczą nas, że tekst na pół strony jest na trójkę, a na trzy strony na szóstkę.
Jestem bardzo zaciekawiony, w jaką stronę to wszystko zmierza. Jagoda przemieniła się nam już z nieśmiałej dziewczynki w "Trawie" w pewną siebie kobietę. Pytanie brzmi: co zrobi z tą swoją kobiecością. Aż się boję, że za chwilę umieścisz ją w Severes: nieskazitenie piękna, w pełni świadoma siebie, opanowana. Nudna? Wyznaję zasadę, że lepiej być dla drugiego człowieka, niż dla siebie samego. Więc czekam na sceny takie, jak na festiwalowej polanie. @Agnessa ma rację, udowodniłeś, że umiesz pisać opowiadania bez seksu, już takich wystarczy 🙂
@Jamer, pojechałeś teraz z tym komentarzem. Wyszedł Ci niezły manifest twórczy, chyba zapamiętam go bardziej, niż samo opowiadanko. 🙂
Ale o nim wypadałoby coś napisać. Otóż ja od razu chyba prawidłowo rozszyfrowałem Grażynkę. Było dla mnie oczywiste, że ona. patrząc na tego biednego chłopaka, w duchu pęka ze śmiechu, a nie z podniecenia. Ale jest na tyle mądra, że zamiast go wyśmiać, zachowuje się po prostu profesjonalnie, jak pielęgniarka. Pozwala sobie rzucić tylko "mój mały mężczyzno" w taki sposób, że aż ciepło się robi na sercu.
Brawo za narrację. Nie wiem, w jakim stopniu ją wygładziłeś i jak to wyglądało wcześniej, ale teraz jest to napisane jak dobry kryminał. "Sytuacja nie do pozazdroszczenia". "Działałem szybko i bez planu". Napięcie rośnie jak w filmie sensacyjnym.... Co stanie się za chwilę.... To bardziej pasuje do przygód agenta 007, niż do chłopaka z przyrodzeniem obwiązanym rajstopami. Ale mam wrażenie, że stosujesz taki sposób pisania zupełnie świadomie, bawisz się z czytelnikiem, prawda? Jeżeli tak, to brawo, jeżeli to przypadek, to cóż... fajnie wyszło.
Mam z tym opowiadaniem jednak problem, który powoduje, że nie zapiszę sobie go w ulubionych. Temat. Subiektywnie nie lubię klimatu gabinetów lekarskich, kozetek, białych kitli. A rajstopy są częścią damskiej garderoby, która mnie najmniej podnieca. Tak już mam, ale rozumiem, że dla innych może to być strzał w fetyszową dychę.
I jeszcze jedno. Wolę, @jamer, jak piszesz o uczuciach. Pięknie je potrafisz oddawać, ale nie w tych "szufladowych" wykopaliskach. W nich jest raczej głównie seksualna "technika". Widać to nawet w języku, który stosujesz, tutaj jest niemal medyczny (co paradoksalnie fajnie współgra z tematyką opowiadania).
PS. Wyłapałem jeden błąd logiczny:
"Wyczytała trzy nazwiska moich kolegów (w tym moje)"
Twoje nazwisko nie może być nazwiskiem twojego kolegi ;D
Więc: "wyczytała trzy nazwiska, dwóch kolegów ORAZ moje".
No i właśnie o to chodzi! To, co wrzuciłaś teraz, jest dopracowane i czyta się bez problemu! Owszem, tamta wersja była może nieco bardziej "literacka", ale to właśnie oddaje sedno problemu: w pierwszej wersji błędy odbierały radość czytania. Mówisz, że matematyka i fizyka? Szacun, kiedyś też miałem trochę z tym wspólnego. Więc pewnie wiesz doskonale, że jak wyprowadzisz jakiś kosmicznie efektowny dowód, ale nabazgrzesz to jak kura pazurem, albo przeprowadzisz spektakularny eksperyment, ale niechlujnie opracujesz wyniki, to niewiele z tego będzie. I to miałem na myśli, krytykując Twój tekst. Jeżeli się zapędziłem, to przepraszam. Chciałem Ci pomóc, a nie zdołować.
Jeżeli chcesz jednak tu publikować, to niestety chcąc nie chcąc wystawiasz się na strzał. Musisz mieć skórę hipopotama. Ja też tak miałem przed rokiem, kiedy wrzucałem pierwszy swój tekst. Marzyły mi się same pochlebne komentarze, oceny 10,5 na 10 możliwe itp. A teraz? Wiem, że są komentarze i oceny życzliwe (choć nie zawsze pochlebne), które warto czytać, aby się czegoś nauczyć oraz takie, które nie mają żadnej wartości. Trzeba zachować zdrowy dystans.
@Asiaczek, posłuchaj poprzedników. Na "Pokątnych" (w przeciwieństwie do wielu innych miejsc) szanujemy czytelnika. A jemu dużo lepiej, naprawdę dużo, czyta się tekst bez błędów, literówek, powtórzeń, losowo wrzuconych przecinków. Wtedy można skupić się na treści i nawet, jeżeli nie jest wybitna, to jest to miła lektura. A w takiej formie, w jakiej na razie zaprezentowałaś nam opowiadanko, to jest to raczej walka z tekstem, a nie czytanie. Nie mówię, że musi być w 100?zbłędnie, ale za dużo tego, większość niedociągnięć sama byś wyłapała, czytając tekst z uwagą 2-3 razy przed publikacją.
I jeszcze jedna rada. Nie popełniaj typowego błędu początkujących autorów, zwłaszcza młodych, wypaczonych polską szkołą. Wydaje się Wam, że pisać dobrze to znaczy mądrze, elokwentnie, używając jakiegoś wyszukanego języka. A takie opowiadanie jak to powinno być przede wszystkim NATURALNE, autentyczne.
Więc zamiast pisać:
Paulinko, gdy pytasz, mówisz, „przyjemnie” to tak jakbyś nic nie powiedziała.
Napisz raczej coś w stylu:
"Kobieto! Jeszcze pytasz? Co ty ze mną zrobiłaś? Takiego orgazmu w życiu nie przeżyłam!"
(możesz nawet wzmocnić to jakimś dosadnym słowem, typu "zajebiście")
Hmmmm, @Jamer, tak jak lubię Ciebie, a także temat nastolatków i ich pierwszych doświadczeń, to jednak wolę czytać Twoje nowsze dzieła. "Utulnia" kipiała od emocji, "Gra w rozbieranego" miała ciekawy pomysł, a "Renatka" klimat. Tutaj... temat już oklepany przez Ciebie, intryga prawie żadna, puenty praktycznie brak. Gdybyś to jeszcze z humorem opisał...
Zgadzam się z poprzednikami: nie jest to złe i na Główną na Pokątnych całkowicie wystarczy.
Poprawiłbym tylko zdecydowanie ten fragment na końcu:
Wierzył, że nie puszczą pary z ust, tak przecież powiedziały. Czy aby na pewno można im było wierzyć? W końcu Gośka okazała się niegodną zaufania osobą. Bijąc się z tymi myślami, szedł do domu.
Drugie zdanie zaprzecza pierwszemu: albo wierzy, albo nie wie, czy wierzyć. Gośka okazała się niegodną zaufania (to, że jest osobom, to wszyscy wiemy). A "bicie się z myślami" odnosi się raczej do jakiś wątpliwości, podejmowania trudnej decyzji, tu takiej nie ma.
Taaaaak, teraz to ująłeś doskonale, miałem to wczoraj na końcu języka, ale nie wiedziałem, jak to nazwać. Maja jest kontrastem wobec Jagody! Jest czarnym tłem na którym ta druga maluje piękne wzory. Nie możemy więc jej lubić, nie taka jej rola. No więc jeszcze raz udowadniasz, że jesteś niezłym literackim malarzem.
W opisach fotografii "maks, który byłeś w stanie osiągnąć" to i tak bardzo wiele. Zestawiłem je z moimi opisami fotografii aby pokazać, jak można (w Twoim wypadku) zrobić to oszczędnie, skupiając się na samej istocie zdjęcia, a pomijając (rozbudowane u mnie) szczegóły techniczno-kompozycyjne. Uważam, że zrobiłeś to lepiej ode mnie. Gdybym dziś pisał "Trzynaście fotografii", może nawet pomyślałbym o podobnej technice, jak Twoja.
Ale mi zrobiłeś teraz smaka na dalszy ciąg przygód.... no może bardziej "przeżyć" Jagody! Czekam!!! Tylko please, please, please... jakiś mały happy endzik? 🙂
Zgodnie z obietnicą, dobrnąłem do końca (?) sagi o Jagodzie.
Nie będę się powtarzał. "Modelka" jest podobna do poprzednich części, wszystko dzieje się w specyficznym, "tejotowym" ślamazarnym tempie, emocje narastają powoli, ale konsekwentnie, aż tekst zaczyna od nich wręcz kipieć. Wiele osób może to zniechęcać, widzisz zresztą to po liczbie odsłon. Jestem przekonany, że to opowiadanie tkwi w ciemnościach Poczekalni, bo mało który PLA odważy się wziąć za bary z takim dziełem (mi też sporo to zajęło). Szkoda, bo na pewno nie zasługuje na to miejsce (co oczywiście skłoniło mnie znowu od oddania głosu na Główną).
Przede wszystkim dzięki za postać Jagody. A jednak się powtórzę: nie wiem, czy nie jest to najlepiej, najplastyczniej, najpełniej, najciekawiej i najbardziej konsekwentnie nakreślona bohaterki, jaką spotkałem na Pokątnych. Jest śliczna, urocza, pociągająca, mądra, zagadkowa, czasami nawet wkurzająca. Maja mniej mi przypadła do gustu, nie przepadam za jej rezygnacją z życia, wycofaniem i ucieczką w sztukę.
Mam tylko pewne wątpliwości, jakie tu chciałeś dać nam przesłanie. W "Trawie" było to "bądź sobą", w "Drodze" - "naucz się widzieć, a nie tylko patrzeć". A w "Modelce" nie jest to dla mnie oczywiste. Pewną wskazówką jest zapewne tytuł serii zdjęć Mai: "Siła". Ale szczerze mówiąc, nie wiem, o jaką siłę ci chodzi. Nie nazwałbym Jagody w tym momencie silną (może bardziej w "Tinderze", choć w innym, nieco negatywnym znaczeniu).
I jeszcze jedno: bardzo dało mi do myślenia, jak podszedłeś do kwestii przedstawienia w opowiadaniu zdjęć. Jak może wiesz, a może nie, też się z tym tematem na tym portalu zmierzyłem.
U Ciebie wygląda to tak (mój ulubiony fragment):
"Jagoda usiadła na trawie. Kolana przyciągnięte, ramiona obejmowały nogi. Głowę wsparła o kolana. Wpatrywała się w obiektyw zielonym, roziskrzonym ogniem. Obnażona, ale nie bezbronna. Siedziała niczym kapłanka – niezachwiana, pełna mocy."
A u mnie (przepraszam, za mało skromny cytat z samego siebie):
Młoda kobieta siedzi z jedną nogą wyprostowaną, złożoną poziomo na murku, a drugą zgiętą w kolanie, tworząc niemal idealny trójkąt równoboczny, w którego wnętrzu, na dalszym planie, widać perspektywę gór. Prawa dłoń spoczywa na kolanie, przyozdobiona gustownym pierścionkiem na serdecznym palcu. Ciepłe promienie nisko położonego już słońca uwydatniają wyraźnie zarysowane, mocne mięśnie łydek i ud, które kontrastują z delikatnością reszty ciała, a także oświetlają jej twarz, zapatrzoną w dal. Blondynka jest poważna, a delikatne zmarszczki na czole i przymknięte oczy sugerują, że pogrążona jest w niezbyt miłych wspomnieniach.
Dostrzegasz drobne podobieństwa? 🙂
Ale i różnice, które pokazują jak (pięknie) się różnimy w podejściu do pisania. Jak przeglądniesz album z "Trzynastoma fotografiami", to zauważysz, że ja, aby osiągnąć swoje cele, umieszczam moją bohaterkę zawsze w jakimś kontekście. Na zdjęciach i w fabule. Jest tylko elementem większej całości.
Natomiast Ty skupiasz się na samej Jagodzie, Nie wiemy skąd pochodzi, co przeżyła, dokąd zmierza finalnie. Ale dzięki temu pokazujesz 100% Człowieka w człowieku. Brawo.
A więc jednak odklejenie od rzeczywistości było zamierzone. Tak sądziłem.
Cytując klasyków, "w tym szaleństwie jest metoda". Wciąż nie mogę się otrząsnąć po wizycie w Siedlisku (pamiętałem o dużej literze). Mimo wspominanych problemów z odbiorem tekstu, po zakończeniu czytania czułem się, jakbym wrócił z dalekiej podróży do bardzo odległej, urzekającej krainy. Może właśnie z tajemniczej wyspy Lesbos?
Tymczasem już mnie porwał wir kolejnych przygód... no, to słowo chyba jednak nie pasuje... przeżyć Jagody. Wkrótce napiszę coś o jej spotkaniu z Panią Fotograf (och jak ja nie lubię tych feminizmów). Przy okazji okazało się, że coś nas łączy, ale nie chodzi tu tylko o zamiłowanie do gór. A z tych Słonnych to nawet widać Bieszczady, więc to była tylko taka mała uszczypliwość, błąd merytoryczny praktycznie żaden... Chodź z Paszowej do Bezmiechowej Górnej to rzut beretem jest, a nie wiele godzin. I schroniska żadnego tam nie ma, chyba że mówisz o Ośrodku Szybowcowym Politechniki Rzeszowskiej. Tam to by taką Jagodę przyjęli z radością, i to jak....
Wiesz… to miejsce jest dziwne. Niezwykłe, ale cieszę się, że tu trafiłam. Że trafiłam na ciebie
Mógłbym powiedzieć to samo o tym opowiadaniu i o Tobie, @TJ…
Opowiadanie jest „dziwne” i to bardzo. Namalowałeś obraz (celowo używam tej przenośni, bo Twoja twórczość jest ja pociągnięcie pędzla impresjonisty) bardzo nietypowego miejsca i specyficznych kobiet. W Góry Słonne (tak, tu taka mała szpileczka: Paszowa i Bezmiechowa to jeszcze NIE Bieszczady) przeniosłeś siedlisko (i kolejny minusik – na południu nikt nie nazywa takich miejsc siedliskami!), w którym spokojnie mogłaby zamieszkać Safona na wyspie Lesbos – opis pasowałby jak ulał! Namalowałeś go jednak w sposób mocno odklejony od rzeczywistości, Teraz zasadnicze pytanie: celowo, czy nie?
Mam na myśli między innymi to, że czas w siedlisku zupełnie wymyka mi się spod kontroli (nie mam pojęcia, ile dni Jagoda właściwie tam spędziła), postacie pojawiają się (Arwena i Shani) i znikają (Tula, która jest tylko na początku, o Sarnie i Jadzi też nie ma zbyt wiele przez dużą część tekstu), w dodatku dziewczyny wyrwane są z jakiegokolwiek kontekstu (poza Bozą, to nic nie wiemy o tym skąd pochodzą, co robią, jak trafiły w to miejsce, nawet ile mają lat), a wypowiadają w większości nie tyle dialogi (może poza kilkoma zabawnymi przekomarzaniami Arweny i Shani), ile filozoficzne cytaty, jakby zaczerpnięte z mądrych dzieł, takie jak ten Maliny:
– Niektóre drzwi otwierają się dopiero wtedy, gdy przestaniesz się z nimi siłować.
Wszystkie dni wyglądają podobnie, wszyscy mają mnóstwo czasu i zajmują się zbieraniem albo porzeczek, albo werbeny, albo pieczeniem chleba (no dobrze, niektórzy jeszcze malują lub piszą w notatniki), nie ma trosk ani zmartwień, nie wiadomo skąd bierze się jedzenie czy pieniądze na utrzymanie. A nagość jest jak na jakiś antycznych igrzyskach olimpijskich; szaty wydają się tylko bohaterkom przeszkadzać. W rezultacie kilkakrotnie zastanawiałem się, czy Jagoda nie zasnęła przypadkiem pod drzewem na początku wędrówki i na koniec się nie obudzi?
Czy to znaczy, że opowiadanie jest słabe? NIEEEEE, w żadnym wypadku. Jeżeli taki efekt chciałeś właśnie osiągnąć, to brawo! Do mnie wprawdzie to niezupełnie trafia, ale liczne dyszki w ocenach świadczą, że raczej to problem po mojej stronie. Muszę przyznać, że obraz namalowany jest po mistrzowsku, ale nie w mojej estetyce. Trudno jednak nie docenić przepięknego języka pełnego plastycznych porównać, do którego już nas przyzwyczaiłeś. No i dzieło to zawiera całe mnóstwo bardzo mądrych myśli, takich jak ta:
A może to strach przed utratą uświadamia, że kochasz?
Dla mnie jest to jednak troszkę zbyt rozwlekłe i zbyt odklejone od rzeczywistości. Przemiana w Jagodzie jest fascynująca i genialnie wpasowuje się w cały cykl opowiadań o niej, ale dokonuje się po malutku, a Ty opisujesz ją krok po kroczku z każdym detalem. Do tego wszystko powtarza się w stałym rytmie: poranek, mycie przy studni, potem jakaś praca, odpowiedziny w szopie Bozy, pisanie pamiętnika, wieczór na ganku, erotyczny akcent na koniec dnia… W wierszu taki rytm może być super, w opowiadaniu mnie lekko znużyło. Kolejny raz zachęcałbym Cię do skondensowania wydarzeń.
Warsztatowo też można się czepić głównie, a właściwie wyłącznie, powtórzeń. Policzyłem: imienia Jagoda użyłeś 288 razy, czasami po kilka razy w jednym akapicie, brakuje synonimów (dla innych bohaterek też). Zwrot „po prostu” – 45 razy, „prawda” w różnych odmianach – 75 razy. Rzuciło mi się w oczy także to, że prawie każdy dzień zaczyna się od podobnego opisu światła, rzucanego przez wstające słońce. No i nie czuję kompletnie podziału na rozdziały, wydaje się być dość losowy.
Chciałbym jednak abyś wiedział, @tejocie, że czytałem ten tekst z wypiekami na twarzy. Jesteś autorem absolutnie ponadprzeciętnym, intrygującym, takim, na którego teksty czeka się z niecierpliwością. Pozostawiasz człowieka z całą masą ciekawych obserwacji, mądrych pytań, przemyśleń. Na przykładzie Jagody pokazujesz, jak piękny, skomplikowany i zarazem prosty, może być Człowiek.
Na pewno nie jest to poziom poczekalni, dlatego bez cienia namysłu głosuję za przeniesieniem na Główną i mam nadzieję, że szybko znajdzie się ktoś z PLA, który przez to przebrnie i do mnie dołączy.
Pod wpływem Twojego komentarza przypomniałem sobie, że jest tutaj taki dział, jak poezja. Nie jestem wielki amatorem liryki, wiec nie zaglądam tam zbyt często, ale widzę, żeś jest Waćpan(?) tam weteranem. No i niezłe te wiersze, niezłe.... A większość może nawet... piękna?
Ta lektura rzuca trochę światła na "Trawę". Teraz widzę, że jakby obudowałeś fabułą fragmenty właściwie czysto liryczne (opis zbliżenia, niektóre opisy odczuć po paleniu trawki). Ciekawy to pomysł i oryginalny, ale spróbuj zrobić coś innego: napisz czystą prozę, zachowując swój piękny, poetycki język. Czyli bardziej rozbudowany pomysł fabularny, więcej dialogów, dłuższe zdania. Ale wciąż "feeria barw pod powiekami" a nie "orgazm" itp.
Choć nie lubię autoreklamy, zerknij proszę w wolnej chwili na mój krótki "Erotyk dla M.", to zrozumiesz, o co mi chodzi. Po tym, co przeczytałem w dziale Poezja jestem przekonany, ze takie teksty mógłbyś pisać milion razy lepiej ode mnie. Wykorzystaj dar, który dostałeś, a nie próbuj na siłę zmagać się z jakąś "wielką" prozą.
Niestety, padam ofiarą swojego "Tinderowego" zachwytu. Tam napisałem coś o "misterium". I co mi teraz zostaje z mocniejszych słów? Jakieś zwykłe "brawo", albo "świetne opowiadanko" to tak, jakby nie powiedzieć nic. To jedno z tych opowiadań, dla których tu zaglądam. Takie, po przeczytaniu którego serce bije mocniej, a nie tylko... no wiecie sami co.
Jesteś malarzem słowem. Opisy, metafory, Krótkie równoważniki zdań strzelane salwami jak z kałasznikowa. Przymiotniki pozornie nie pasujące do opisu, a jednak poetycko trafne. Emocje, kipiące emocje. Całość okraszona cytatami z piosenek i zgrabnie ujęta w ramach dwóch narracji: pierwszo i trzecioosobowej. Przemyślane, dopracowane, spójne.
Ponieważ mam słabość do motywu rozbierania, to szczególnie ujął mnie sposób, w jaki Ty to przedstawiłeś:
Bluzka. Ulubiona, lekka, zwiewna. Drapie, oddziela, przeszkadza. Idź precz, w noc, w ciemność, zniknij! Chłód na rozpalonej skórze, ciężar piersi. Jego pełne zachwytu westchnienie. Mocniej, bardziej. Twardość torsu. Żar skóry. Spódnica plącze się wokół nóg. Spodnie oddzielają dwa światy. Niepotrzebne, niechciane bariery. Szarpię się, walczę. Wygrywam, ostatnia przeszkoda znika w mroku. Wreszcie. Jesteśmy. Szybki oddech, rozpalony dotyk. Jego twardość, moja wilgoć. Bez osłon, bez odstępu.
Czy coś można dodać albo ująć? No cóż, zawsze się coś znajdzie, nie ma dwóch tak samo pofałdowanych mózgów i to, co Ty napisałeś tak, ja pewnie zrobiłbym nieco inaczej. Jak już A.N. wspomniała, ja też ująłbym kilka drobiazgów. W cytowanym wyżej fragmencie byłoby to dokładnie sześć słów:
Mocniej, bardziej. Twardość torsu. Żar skóry.
Wtedy całość byłaby jeszcze bardziej "skondensowana". Niektóre motywy bowiem się dość często powtarzają, jak np. ogień, palenie:
Dotyk. Pali, przenika na wskroś,
Muśnięcie policzka – prosty gest, jest jak smagnięcie ogniem
Zapalony lont – płomień wędruje wzdłuż pleców,
W warstwie fabularnej może tego zaciągania się zielem troszkę za dużo. Może przydałoby się troszkę więcej akcji nie-erotycznej, czegoś, co oddzielałoby jeden wieczór od drugiego, więcej dialogów. Scena erotyczna jest leciutko przesadzona, moim zdaniem poszedłeś o jeden orgazm za daleko. Choć dodam, że spodobało mi się to, że nie jest ona cukierkowo idealna: nie zapomniałeś o drobnych zgrzytach, które ją uprawdopodobniają, a zarazem wykorzystałeś je do budowy postaci (wiele mówią szczególnie o chłopaku).
Ale wymieniam to wszystko tylko tak pro forma, bo sądzę, że takich autorów jak Ty nie usatysfakcjonuje wyłącznie czysty pean. Całość to naprawdę świetne dzieło, może nawet arcydzieło. Po takiej lekturze, dwa pozostałe Twoje opowiadania awansują na szczyt mojej listy "TO READ" na Pokątnych (sorry, @Jamer, Strażnikcza musi jeszcze poczekać 🙂). Przekonamy się, czy miałeś wyjątkową wenę, czy po prostu umiesz grać na strunach mojej duszy.
Obiecałem Ci, że jak znajdę czas, to przebiję się przez Twoje dłuższe teksty. Wakacje były u mnie intensywne, a już się przyzwyczaiłem, że jamerowe teksty wymagają czasu i skupienia, więc dopiero tę serię skończyłem. Jestem pełen podziwu z powodów trzech: udało Ci się (co u Ciebie jest standardem) dopracować tło opowiadania (wątek ratowniczo-morski) do perfekcji, wrzuciłeś do tych opowiadań ogromny ładunek emocjonalny (to lubię!), ale co najważniejsze: zrobiłeś ogromny postęp stylistyczno-językowy. W ostatnim odcinku na szybko wyłapałem tylko jeden drobniutki błąd: zwrot potoczny "panowanie" w sensie "mówienie per Pan" należałoby dać w cudzysłów, inaczej jest niezrozumiały.
Wiem, że nie zależy Ci tylko na pochwałach, więc pozwolę sobie nie zgodzić z poprzednikami: akurat sceny erotyczne nie są (przynajmniej tutaj) Twoją najmocniejszą stroną. Podoba mi się, że są wtedy, kiedy powinny, bez epatowania seksem, ale szczerze mówiąc wolę czytać Twoje opisy stosunków w wojsku, niż stosunków w łóżku. Kwestia gustu.
Legendę z Rybakiem Dusz i cytat na końcu sam wymyśliłeś, czy gdzieś zasłyszałeś? Jeżeli sam, to chapeau bas.
Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Decydując
się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.
Pliki cookies i polityka prywatności
Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO).
Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich
danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych
parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.
MikeEcho · 24 grudnia 2025 · "Jagoda (V). Kostka lodu" ·
@TJ, no cóż, rozumiem Cię doskonale. To jest właśnie wada cykli, poważna wada, która mnie zniechęca do ich pisania. Przekonałem się na własnym piórze, pisząc przed rokiem Opowieść Grudniową (i tutaj mała AUTOREKLAMA: może ktoś chciałby sięgnąć do tych tekstów, aktualnych o tej porze roku). I też musiałem napisać trochę tekstu, który gdyby nie wymagania fabularne, pewnie by nie powstał. I też nie szło mi to łatwo (przypatrzcie się dacie ukończenia świątecznej opowiastki), a potem nie zostało ocenione najwyżej.
Ale Kostka Lodu nie jest taka wcale zimna, jak byś się obawiał. Rozróżnijmy dwie sprawy: warsztat i fabułę.
Warsztat: wciąż @Tejot na najwyższym poziomie. Barwne opisy, pełne niuansów i budowania atmosfery. Choćby takie:
To się czyta prawie jak (Twoją) poezję (ten fragment akurat przywodzi mi na myśl piosenkę Starego Dobrego Małżeństwa "Opadły mgły i miasto ze snu się budzi"). Z jednym zastrzeżeniem: do czasu! Dalej drogi autorze trochę za bardzo się powtarzasz. Rzucają mi się w oczy fragmenty, które mają oddać stan ducha Jagody: tak, jakbyś nie dowierzał w naszą inteligencję, @TJ i myślał sobie: "nie wiem, czy już zrozumieli, jaką pustkę ma dziewczyna w sercu, więc walnijmy im jeszcze jeden fragment na ten temat". Otóż doskonale rozumiemy, już po słowach:
Fabuła: cóż, brakujące ogniowo ewolucji gatunku ludzkiego... tfu... Jagody. Stało się, co się musiało stać. Zgadzam się z @Agness. że może trochę zbyt sztampowo, zwłaszcza w sprawie opisu rodziny, pracy, ex-faceta. Zastanawiam się, co pchnęło hipiskę z "Trawy" i "Drogi do siebie" do taki daleko idących kompromisów. Czegoś tu brakuje, tamta Jagoda prędzej zamieszkałaby na ulicy, niż wbiła się w korporacyjny uniform i zadawała z pewnym siebie lalusiem.
Ale bardziej martwi mnie co innego. Pewnie nam tego nie zdradzisz nawet na torturach, ale dokąd zmierza ta historia? Czy jeszcze jest dla Jagody nadzieja? Siódmy odcinek jej nie daje zbyt wiele. Będzie happy end, @TJ, będzie? No uchyl rąbka tajemnicy. Bo jeżeli Twoja bohaterka nie odnajdzie miłości swojego życia, to chyba zapłaczę się na śmierć. I już nie napiszę żadnej przydługawej recenzji...
PS. Dzięki za uporządkowanie i ponumerowanie cyklu, bardzo to ułatwia sprawę.
MikeEcho · 22 października 2025 · "Jagoda (III). Modelka"
Oczywiście, że się nie obrażę 🙂
Ale wolę w takim razie czytać Twoje wiersze i opowiadania, niż oglądać prace graficzne.
Ale kwestia gustu, jak już wspomniałem.
MikeEcho · 20 października 2025 · "Jagoda (III). Modelka" ·
Ktokolwiek wybrał zdjęcie do tego opowiadania (Ty sam, @Tejot, czy @Jusatine lub @Marc?), to nie obraźcie się: TRY AGAIN! To, które jest, według mnie wypacza sens i urok tekstu.
(Ale to moje osobiste zdanie oczywiście).
MikeEcho · 20 października 2025 · "Dziewczyna z aplikacji" ·
@Jamer, sugeruję dyskusję o zakresie pomagania przenieść na forum. Albo jeszcze lepiej: nie przenosić. Bądź sobą i pomagaj tyle ile chcesz i możesz. A jak to się komuś nie podoba, to jego problem. Tu zawsze byli znawcy, którzy wypunktowali każdy błąd, nawet najmniejszy, oraz recenzenci, ograniczający się do jednego krótkiego zdania. I za to lubię Pokątne.
MikeEcho · 20 października 2025 · "Dziewczyna z aplikacji"
Ten tekst zaliczyłbym do kategorii "napiszę o tym, co mnie podnieca". I właściwie nie byłoby to jakiś wielki zarzut - przecież jesteśmy na portalu erotycznym. "Tartak" może być dziadowski i ciąć deski na wióry, albo wypluwać piękne, równe, wyheblowane dzieła. Mam kilka "tartacznych" tekstów w ulubionych, choć z nimi jest zawsze tak, że jedną osobę podnieca coś, co drugą obrzydza...
Tu mamy jednak jeden wielki mankament: za dużo grzybów w barszczu. Jakbyś, drogi @Karolu99, skompilował swoje wszystkie nocne marzenia w jedno (kolejność przypadkow0): nerd, gry erotyczne, kazirodztwo, dominacja, przemoc, opiekuńczość, sportowe ubrania, dziewczyny lubiące pulchnych facetów... coś pominąłem? W efekcie powstało coś kompletnie nierealnego, nawet jak na fantazję.
Zgadzam się z @A, że pomysł na pomieszanie świata fikcji i prawdy oraz ogólny klimat opowiadania jest fajny. Ale jakbyś zatrzymał się w pół drogi. Czyżby to był początek jakiejś dłuższej historii? Jeżeli tak, szkoda, że tego nie zaznaczyłeś, a poza tym miejsce przerwanie wybrałeś niefortunne. Jest zapowiedź BDSM, ale jeszcze do niczego nie dochodzi, za to pojawia się zupełnie ni z tego ni z owego scena bijatyki... A jeżeli nie miałeś w zamyśle ciągnąć tego dalej to... kompletny brak puenty. Najprostszy, prymitywny wręcz pomysł: Patryk obudził się w swoim łóżku i wszystko okazało się super-realnym wirtualnym snem. Nie powala na kolana, ale jakoś się opowiadanie kończy.
Warsztatowo poziom "poczekalnia +". Czyta się przyzwoicie, choć nie brak błędów, wypunktowanych przez poprzedniczkę. Mnie oprócz zaimków dzierżawczych razi też ilość "Patryków" i "Oliwii". Dla imion Bohaterów też trzeba mieć alternatywy. Ogólnie powtórzeń słów, myśli, informacji jest strasznie dużo, popatrz np. na taki fragment:
- Fraza "jej bliskość sprawia" powtórzona 2x tuż obok siebie
- Dwa razy wspominasz o niebieskich oczach (a wcześniej o tym pisałeś już z 10 razy, na prawdę pamiętamy, jakiego koloru są!)
- Bicie serca również x2
- Patryk x3, Oliwia x2, za dużo jak na dwa krótkie akapity
Ale też trzy plusiki na zachętę:
+ Decyzja o napisaniu tekstu w czasie teraźniejszym w trzeciej osobie bardzo odważna, jak na debiut, ale moim zdaniem trafna. Czyta się to, jakby był to scenariusz jakiejś gry komputerowej, co idealnie pasuje do klimatu "virtual reality".
+ Sceny psychicznego i fizycznego znęcania się nad Patrykiem bardzo realistyczne, aż boję się zapytać, skąd je znasz. Robią dużo ""klimatu" w opowiadaniu. Generalnie realia szkoły oddane, jakbyś je doskonale znal 😉 i nie jest to przytyk, dobrze jest pisać o tym, co się zna dobrze.
+ Ogólnie bohaterowie są mocną stroną opowiadania. Patryk przekonuje swoją nerdowadością. Natomiast Oliwia to chodzący cyborg. Idealny produkt VR. Była tu na Pokątnych taka fajna seria "Real doll", sięgnij - ją bym tam można wrzucić CTRL-C, CTRL-V. Nie wiem tylko, @Charlers, czy akurat to było zamierzone, czy przypadkiem nie starałeś się stworzyć miłej atrakcyjnej realnej dziewczyny 🙂, a wyszło, jak wyszło. Ale jeżeli to celowy zabieg, to masz talent do kreowania sugestywnych bohaterów.
MikeEcho · 15 października 2025 · "Jagoda (IV). Tatuaż"
@Agnessa_Novvak
A czytałaś "Trawę?". Ja specjalnie wczoraj jeszcze raz po nią sięgnąłem, aby przypomnieć sobie, zanim napiszę taki apel, jak @TJ radzi sobie ze scenami seksu. I powiem krótko. Radzi sobie. I to jak... 🙂 Tam na tej trawce to dopiero magia się dzieje! 🙂
MikeEcho · 15 października 2025 · "Biały szkwał, czyli mój krótki rejs do spełnienia" ·
Wow, @Wasza Lordowska Mość, serdecznie dziękuję za tak miłe słowa. Trochę na wyrost, wciąż miewam momenty, gdy narracja mnie męczy... Ale wtedy raczej daję sobie na wstrzymanie, odkładam pomysł na półkę, stąd mój dorobek tutaj jeszcze niewielki. Ale po takich słowach aż chce się, aby rósł i rósł, bo całkiem lubię umilać ludziom przerwy między spotkaniami w pracy 🙂
BTW, jakbyś jeszcze miał jakąś taką dłuższą przerwę, to polecam raczej "13 Fotograffi" - to jest coś, co oddaje dobrze mój świat. Opowieść Grudniowa jest fajna, ale nierówna, powstawała trochę w męczarniach (nie polubiłem lubię serii, bo zmuszają do napisania czegoś, nawet, jak się nie ma przekonania do pomysłu). Niemniej na okres świąteczny - czemu nie!
A co do Laser Radial to miasz rację, doczytałem trochę. Na początku tekstu występuje jako nazwa klasy i chyba analogicznie jak przy markach samochodów, należy ją napisać z dużej litery ("Samochód marki Ford Focus"). Potem występuje jeszcze raz, ale już jako synonim konkretnej łódki i wtedy jednak mała jest prawidłowa ("jechałem moim fordem"). Tak mówią tęgie głowy. Poprawione. Podziękował!
MikeEcho · 15 października 2025 · "Jagoda (IV). Tatuaż"
I jeszcze jedno:
Szanowna @PLA - niniejszym zobowiązuję Was do niezwłocznego przeczytania "Drogi do siebie" oraz "Modelki". Co one jeszcze robią w Poczekalni??? Marnują się tam strasznie, dajcie je szerokiej gawiedzi.
MikeEcho · 15 października 2025 · "Jagoda (IV). Tatuaż" ·
@Tejocie, jesteś malarzem. Tworzysz dzieła wizualne: ma płótnie Bozy, na kliszach Mai, na ludzkim ciele ręką Jasmin. wystarczy zamknąć oczy i... Widziałem tę mandalę, gdy czytałem. I widziałem, jak pięknie współgra ze zmysłowym ciałem Jagody. Postać, którą wykreowałeś, ocieka wręcz zmysłowością i erotyzmem, choć nie opisujesz zbyt dokładnie jej szczegółów anatomicznych. Bardzo, ale naprawdę bardzo podoba mi się również Twój opis procesu twórczego. Nie chodzi tylko o to, że albo znasz się super na sztuce tatuażu, albo odwaliłeś kawał solidnego "researchu" (coś, co było kiedyś podstawą pisania, a dziś mało kto się już tym przejmuje). Chodzi o coś więcej: o uchwycenie tego momentu, w którym rzemiosło przeradza się w sztukę, a praca w dzieło.
Dobra, czas się do czegoś przyczepić (ale naprawdę na siłę). Nadal pojawiają się lekkie dłużyzny (choć mniej, niż w "Drodze do siebie" i "Modelce"), jakbyś chciał za wszelką cenę przedstawić proces twórczy dokładnie, 1:1. Odpuść. Nie wiem czy oglądasz jakieś programy kulinarne, ale nikt w nich nie pokazuje przez 20 min gotujących się ziemniaków. Wpadają do garnka, garnek na ogień, a w następnej scenie są już mięciutkie. Są też nadal powtórzenia (ale też coraz mniej), np. w tym tekście zapamiętałem, że co najmniej 3 razy pisałeś o zmysłowości Jagody. Generalnie, tak jakbyś trochę się bał, że stworzysz opowiadanie za krótkie. A przecież jesteś doświadczonym Pokątnym poetą, który umie dosłownie w kilku trafnie dobranych wyrazach ująć sens swojej myśli. "Dłużej" w literaturze nie znaczy "lepiej", mimo że już w szkole uczą nas, że tekst na pół strony jest na trójkę, a na trzy strony na szóstkę.
Jestem bardzo zaciekawiony, w jaką stronę to wszystko zmierza. Jagoda przemieniła się nam już z nieśmiałej dziewczynki w "Trawie" w pewną siebie kobietę. Pytanie brzmi: co zrobi z tą swoją kobiecością. Aż się boję, że za chwilę umieścisz ją w Severes: nieskazitenie piękna, w pełni świadoma siebie, opanowana. Nudna? Wyznaję zasadę, że lepiej być dla drugiego człowieka, niż dla siebie samego. Więc czekam na sceny takie, jak na festiwalowej polanie. @Agnessa ma rację, udowodniłeś, że umiesz pisać opowiadania bez seksu, już takich wystarczy 🙂
MikeEcho · 14 października 2025 · "Higienistka" ·
@Jamer, pojechałeś teraz z tym komentarzem. Wyszedł Ci niezły manifest twórczy, chyba zapamiętam go bardziej, niż samo opowiadanko. 🙂
Ale o nim wypadałoby coś napisać. Otóż ja od razu chyba prawidłowo rozszyfrowałem Grażynkę. Było dla mnie oczywiste, że ona. patrząc na tego biednego chłopaka, w duchu pęka ze śmiechu, a nie z podniecenia. Ale jest na tyle mądra, że zamiast go wyśmiać, zachowuje się po prostu profesjonalnie, jak pielęgniarka. Pozwala sobie rzucić tylko "mój mały mężczyzno" w taki sposób, że aż ciepło się robi na sercu.
Brawo za narrację. Nie wiem, w jakim stopniu ją wygładziłeś i jak to wyglądało wcześniej, ale teraz jest to napisane jak dobry kryminał. "Sytuacja nie do pozazdroszczenia". "Działałem szybko i bez planu". Napięcie rośnie jak w filmie sensacyjnym.... Co stanie się za chwilę.... To bardziej pasuje do przygód agenta 007, niż do chłopaka z przyrodzeniem obwiązanym rajstopami. Ale mam wrażenie, że stosujesz taki sposób pisania zupełnie świadomie, bawisz się z czytelnikiem, prawda? Jeżeli tak, to brawo, jeżeli to przypadek, to cóż... fajnie wyszło.
Mam z tym opowiadaniem jednak problem, który powoduje, że nie zapiszę sobie go w ulubionych. Temat. Subiektywnie nie lubię klimatu gabinetów lekarskich, kozetek, białych kitli. A rajstopy są częścią damskiej garderoby, która mnie najmniej podnieca. Tak już mam, ale rozumiem, że dla innych może to być strzał w fetyszową dychę.
I jeszcze jedno. Wolę, @jamer, jak piszesz o uczuciach. Pięknie je potrafisz oddawać, ale nie w tych "szufladowych" wykopaliskach. W nich jest raczej głównie seksualna "technika". Widać to nawet w języku, który stosujesz, tutaj jest niemal medyczny (co paradoksalnie fajnie współgra z tematyką opowiadania).
PS. Wyłapałem jeden błąd logiczny:
"Wyczytała trzy nazwiska moich kolegów (w tym moje)"
Twoje nazwisko nie może być nazwiskiem twojego kolegi ;D
Więc: "wyczytała trzy nazwiska, dwóch kolegów ORAZ moje".
MikeEcho · 14 października 2025 · "Wakacyjne i nie tylko, przygody Aśki (I)"
@Asiaczku,
No i właśnie o to chodzi! To, co wrzuciłaś teraz, jest dopracowane i czyta się bez problemu! Owszem, tamta wersja była może nieco bardziej "literacka", ale to właśnie oddaje sedno problemu: w pierwszej wersji błędy odbierały radość czytania. Mówisz, że matematyka i fizyka? Szacun, kiedyś też miałem trochę z tym wspólnego. Więc pewnie wiesz doskonale, że jak wyprowadzisz jakiś kosmicznie efektowny dowód, ale nabazgrzesz to jak kura pazurem, albo przeprowadzisz spektakularny eksperyment, ale niechlujnie opracujesz wyniki, to niewiele z tego będzie. I to miałem na myśli, krytykując Twój tekst. Jeżeli się zapędziłem, to przepraszam. Chciałem Ci pomóc, a nie zdołować.
Jeżeli chcesz jednak tu publikować, to niestety chcąc nie chcąc wystawiasz się na strzał. Musisz mieć skórę hipopotama. Ja też tak miałem przed rokiem, kiedy wrzucałem pierwszy swój tekst. Marzyły mi się same pochlebne komentarze, oceny 10,5 na 10 możliwe itp. A teraz? Wiem, że są komentarze i oceny życzliwe (choć nie zawsze pochlebne), które warto czytać, aby się czegoś nauczyć oraz takie, które nie mają żadnej wartości. Trzeba zachować zdrowy dystans.
Pozdrawiam 🙂
MikeEcho · 13 października 2025 · "Wakacyjne i nie tylko, przygody Aśki (I)" ·
@Asiaczek, posłuchaj poprzedników. Na "Pokątnych" (w przeciwieństwie do wielu innych miejsc) szanujemy czytelnika. A jemu dużo lepiej, naprawdę dużo, czyta się tekst bez błędów, literówek, powtórzeń, losowo wrzuconych przecinków. Wtedy można skupić się na treści i nawet, jeżeli nie jest wybitna, to jest to miła lektura. A w takiej formie, w jakiej na razie zaprezentowałaś nam opowiadanko, to jest to raczej walka z tekstem, a nie czytanie. Nie mówię, że musi być w 100?zbłędnie, ale za dużo tego, większość niedociągnięć sama byś wyłapała, czytając tekst z uwagą 2-3 razy przed publikacją.
I jeszcze jedna rada. Nie popełniaj typowego błędu początkujących autorów, zwłaszcza młodych, wypaczonych polską szkołą. Wydaje się Wam, że pisać dobrze to znaczy mądrze, elokwentnie, używając jakiegoś wyszukanego języka. A takie opowiadanie jak to powinno być przede wszystkim NATURALNE, autentyczne.
Więc zamiast pisać:
Napisz raczej coś w stylu:
"Kobieto! Jeszcze pytasz? Co ty ze mną zrobiłaś? Takiego orgazmu w życiu nie przeżyłam!"
(możesz nawet wzmocnić to jakimś dosadnym słowem, typu "zajebiście")
MikeEcho · 24 września 2025 · "Praktyczna lekcja biologii"
Hmmmm, @Jamer, tak jak lubię Ciebie, a także temat nastolatków i ich pierwszych doświadczeń, to jednak wolę czytać Twoje nowsze dzieła. "Utulnia" kipiała od emocji, "Gra w rozbieranego" miała ciekawy pomysł, a "Renatka" klimat. Tutaj... temat już oklepany przez Ciebie, intryga prawie żadna, puenty praktycznie brak. Gdybyś to jeszcze z humorem opisał...
Zgadzam się z poprzednikami: nie jest to złe i na Główną na Pokątnych całkowicie wystarczy.
Poprawiłbym tylko zdecydowanie ten fragment na końcu:
Drugie zdanie zaprzecza pierwszemu: albo wierzy, albo nie wie, czy wierzyć. Gośka okazała się niegodną zaufania (to, że jest osobom, to wszyscy wiemy). A "bicie się z myślami" odnosi się raczej do jakiś wątpliwości, podejmowania trudnej decyzji, tu takiej nie ma.
Pozdrawiam najbardziej płodnego ostatnio Twórcę!
MikeEcho · 24 września 2025 · "Jagoda (III). Modelka" ·
Taaaaak, teraz to ująłeś doskonale, miałem to wczoraj na końcu języka, ale nie wiedziałem, jak to nazwać. Maja jest kontrastem wobec Jagody! Jest czarnym tłem na którym ta druga maluje piękne wzory. Nie możemy więc jej lubić, nie taka jej rola. No więc jeszcze raz udowadniasz, że jesteś niezłym literackim malarzem.
W opisach fotografii "maks, który byłeś w stanie osiągnąć" to i tak bardzo wiele. Zestawiłem je z moimi opisami fotografii aby pokazać, jak można (w Twoim wypadku) zrobić to oszczędnie, skupiając się na samej istocie zdjęcia, a pomijając (rozbudowane u mnie) szczegóły techniczno-kompozycyjne. Uważam, że zrobiłeś to lepiej ode mnie. Gdybym dziś pisał "Trzynaście fotografii", może nawet pomyślałbym o podobnej technice, jak Twoja.
Ale mi zrobiłeś teraz smaka na dalszy ciąg przygód.... no może bardziej "przeżyć" Jagody! Czekam!!! Tylko please, please, please... jakiś mały happy endzik? 🙂
MikeEcho · 24 września 2025 · "Jagoda (III). Modelka" ·
@Tejocie,
Zgodnie z obietnicą, dobrnąłem do końca (?) sagi o Jagodzie.
Nie będę się powtarzał. "Modelka" jest podobna do poprzednich części, wszystko dzieje się w specyficznym, "tejotowym" ślamazarnym tempie, emocje narastają powoli, ale konsekwentnie, aż tekst zaczyna od nich wręcz kipieć. Wiele osób może to zniechęcać, widzisz zresztą to po liczbie odsłon. Jestem przekonany, że to opowiadanie tkwi w ciemnościach Poczekalni, bo mało który PLA odważy się wziąć za bary z takim dziełem (mi też sporo to zajęło). Szkoda, bo na pewno nie zasługuje na to miejsce (co oczywiście skłoniło mnie znowu od oddania głosu na Główną).
Przede wszystkim dzięki za postać Jagody. A jednak się powtórzę: nie wiem, czy nie jest to najlepiej, najplastyczniej, najpełniej, najciekawiej i najbardziej konsekwentnie nakreślona bohaterki, jaką spotkałem na Pokątnych. Jest śliczna, urocza, pociągająca, mądra, zagadkowa, czasami nawet wkurzająca. Maja mniej mi przypadła do gustu, nie przepadam za jej rezygnacją z życia, wycofaniem i ucieczką w sztukę.
Mam tylko pewne wątpliwości, jakie tu chciałeś dać nam przesłanie. W "Trawie" było to "bądź sobą", w "Drodze" - "naucz się widzieć, a nie tylko patrzeć". A w "Modelce" nie jest to dla mnie oczywiste. Pewną wskazówką jest zapewne tytuł serii zdjęć Mai: "Siła". Ale szczerze mówiąc, nie wiem, o jaką siłę ci chodzi. Nie nazwałbym Jagody w tym momencie silną (może bardziej w "Tinderze", choć w innym, nieco negatywnym znaczeniu).
I jeszcze jedno: bardzo dało mi do myślenia, jak podszedłeś do kwestii przedstawienia w opowiadaniu zdjęć. Jak może wiesz, a może nie, też się z tym tematem na tym portalu zmierzyłem.
U Ciebie wygląda to tak (mój ulubiony fragment):
A u mnie (przepraszam, za mało skromny cytat z samego siebie):
Dostrzegasz drobne podobieństwa? 🙂
Ale i różnice, które pokazują jak (pięknie) się różnimy w podejściu do pisania. Jak przeglądniesz album z "Trzynastoma fotografiami", to zauważysz, że ja, aby osiągnąć swoje cele, umieszczam moją bohaterkę zawsze w jakimś kontekście. Na zdjęciach i w fabule. Jest tylko elementem większej całości.
Natomiast Ty skupiasz się na samej Jagodzie, Nie wiemy skąd pochodzi, co przeżyła, dokąd zmierza finalnie. Ale dzięki temu pokazujesz 100% Człowieka w człowieku. Brawo.
MikeEcho · 21 września 2025 · "Jagoda (I). Droga do... siebie"
A więc jednak odklejenie od rzeczywistości było zamierzone. Tak sądziłem.
Cytując klasyków, "w tym szaleństwie jest metoda". Wciąż nie mogę się otrząsnąć po wizycie w Siedlisku (pamiętałem o dużej literze). Mimo wspominanych problemów z odbiorem tekstu, po zakończeniu czytania czułem się, jakbym wrócił z dalekiej podróży do bardzo odległej, urzekającej krainy. Może właśnie z tajemniczej wyspy Lesbos?
Tymczasem już mnie porwał wir kolejnych przygód... no, to słowo chyba jednak nie pasuje... przeżyć Jagody. Wkrótce napiszę coś o jej spotkaniu z Panią Fotograf (och jak ja nie lubię tych feminizmów). Przy okazji okazało się, że coś nas łączy, ale nie chodzi tu tylko o zamiłowanie do gór. A z tych Słonnych to nawet widać Bieszczady, więc to była tylko taka mała uszczypliwość, błąd merytoryczny praktycznie żaden... Chodź z Paszowej do Bezmiechowej Górnej to rzut beretem jest, a nie wiele godzin. I schroniska żadnego tam nie ma, chyba że mówisz o Ośrodku Szybowcowym Politechniki Rzeszowskiej. Tam to by taką Jagodę przyjęli z radością, i to jak....
MikeEcho · 20 września 2025 · "Jagoda (I). Droga do... siebie" ·
Mógłbym powiedzieć to samo o tym opowiadaniu i o Tobie, @TJ…
Opowiadanie jest „dziwne” i to bardzo. Namalowałeś obraz (celowo używam tej przenośni, bo Twoja twórczość jest ja pociągnięcie pędzla impresjonisty) bardzo nietypowego miejsca i specyficznych kobiet. W Góry Słonne (tak, tu taka mała szpileczka: Paszowa i Bezmiechowa to jeszcze NIE Bieszczady) przeniosłeś siedlisko (i kolejny minusik – na południu nikt nie nazywa takich miejsc siedliskami!), w którym spokojnie mogłaby zamieszkać Safona na wyspie Lesbos – opis pasowałby jak ulał! Namalowałeś go jednak w sposób mocno odklejony od rzeczywistości, Teraz zasadnicze pytanie: celowo, czy nie?
Mam na myśli między innymi to, że czas w siedlisku zupełnie wymyka mi się spod kontroli (nie mam pojęcia, ile dni Jagoda właściwie tam spędziła), postacie pojawiają się (Arwena i Shani) i znikają (Tula, która jest tylko na początku, o Sarnie i Jadzi też nie ma zbyt wiele przez dużą część tekstu), w dodatku dziewczyny wyrwane są z jakiegokolwiek kontekstu (poza Bozą, to nic nie wiemy o tym skąd pochodzą, co robią, jak trafiły w to miejsce, nawet ile mają lat), a wypowiadają w większości nie tyle dialogi (może poza kilkoma zabawnymi przekomarzaniami Arweny i Shani), ile filozoficzne cytaty, jakby zaczerpnięte z mądrych dzieł, takie jak ten Maliny:
Wszystkie dni wyglądają podobnie, wszyscy mają mnóstwo czasu i zajmują się zbieraniem albo porzeczek, albo werbeny, albo pieczeniem chleba (no dobrze, niektórzy jeszcze malują lub piszą w notatniki), nie ma trosk ani zmartwień, nie wiadomo skąd bierze się jedzenie czy pieniądze na utrzymanie. A nagość jest jak na jakiś antycznych igrzyskach olimpijskich; szaty wydają się tylko bohaterkom przeszkadzać. W rezultacie kilkakrotnie zastanawiałem się, czy Jagoda nie zasnęła przypadkiem pod drzewem na początku wędrówki i na koniec się nie obudzi?
Czy to znaczy, że opowiadanie jest słabe? NIEEEEE, w żadnym wypadku. Jeżeli taki efekt chciałeś właśnie osiągnąć, to brawo! Do mnie wprawdzie to niezupełnie trafia, ale liczne dyszki w ocenach świadczą, że raczej to problem po mojej stronie. Muszę przyznać, że obraz namalowany jest po mistrzowsku, ale nie w mojej estetyce. Trudno jednak nie docenić przepięknego języka pełnego plastycznych porównać, do którego już nas przyzwyczaiłeś. No i dzieło to zawiera całe mnóstwo bardzo mądrych myśli, takich jak ta:
Dla mnie jest to jednak troszkę zbyt rozwlekłe i zbyt odklejone od rzeczywistości. Przemiana w Jagodzie jest fascynująca i genialnie wpasowuje się w cały cykl opowiadań o niej, ale dokonuje się po malutku, a Ty opisujesz ją krok po kroczku z każdym detalem. Do tego wszystko powtarza się w stałym rytmie: poranek, mycie przy studni, potem jakaś praca, odpowiedziny w szopie Bozy, pisanie pamiętnika, wieczór na ganku, erotyczny akcent na koniec dnia… W wierszu taki rytm może być super, w opowiadaniu mnie lekko znużyło. Kolejny raz zachęcałbym Cię do skondensowania wydarzeń.
Warsztatowo też można się czepić głównie, a właściwie wyłącznie, powtórzeń. Policzyłem: imienia Jagoda użyłeś 288 razy, czasami po kilka razy w jednym akapicie, brakuje synonimów (dla innych bohaterek też). Zwrot „po prostu” – 45 razy, „prawda” w różnych odmianach – 75 razy. Rzuciło mi się w oczy także to, że prawie każdy dzień zaczyna się od podobnego opisu światła, rzucanego przez wstające słońce. No i nie czuję kompletnie podziału na rozdziały, wydaje się być dość losowy.
Chciałbym jednak abyś wiedział, @tejocie, że czytałem ten tekst z wypiekami na twarzy. Jesteś autorem absolutnie ponadprzeciętnym, intrygującym, takim, na którego teksty czeka się z niecierpliwością. Pozostawiasz człowieka z całą masą ciekawych obserwacji, mądrych pytań, przemyśleń. Na przykładzie Jagody pokazujesz, jak piękny, skomplikowany i zarazem prosty, może być Człowiek.
Na pewno nie jest to poziom poczekalni, dlatego bez cienia namysłu głosuję za przeniesieniem na Główną i mam nadzieję, że szybko znajdzie się ktoś z PLA, który przez to przebrnie i do mnie dołączy.
MikeEcho · 17 września 2025 · "Jagoda (II). Trawa"
Pod wpływem Twojego komentarza przypomniałem sobie, że jest tutaj taki dział, jak poezja. Nie jestem wielki amatorem liryki, wiec nie zaglądam tam zbyt często, ale widzę, żeś jest Waćpan(?) tam weteranem. No i niezłe te wiersze, niezłe.... A większość może nawet... piękna?
Ta lektura rzuca trochę światła na "Trawę". Teraz widzę, że jakby obudowałeś fabułą fragmenty właściwie czysto liryczne (opis zbliżenia, niektóre opisy odczuć po paleniu trawki). Ciekawy to pomysł i oryginalny, ale spróbuj zrobić coś innego: napisz czystą prozę, zachowując swój piękny, poetycki język. Czyli bardziej rozbudowany pomysł fabularny, więcej dialogów, dłuższe zdania. Ale wciąż "feeria barw pod powiekami" a nie "orgazm" itp.
Choć nie lubię autoreklamy, zerknij proszę w wolnej chwili na mój krótki "Erotyk dla M.", to zrozumiesz, o co mi chodzi. Po tym, co przeczytałem w dziale Poezja jestem przekonany, ze takie teksty mógłbyś pisać milion razy lepiej ode mnie. Wykorzystaj dar, który dostałeś, a nie próbuj na siłę zmagać się z jakąś "wielką" prozą.
MikeEcho · 16 września 2025 · "Jagoda (II). Trawa" ·
Hej @Tejot,
Niestety, padam ofiarą swojego "Tinderowego" zachwytu. Tam napisałem coś o "misterium". I co mi teraz zostaje z mocniejszych słów? Jakieś zwykłe "brawo", albo "świetne opowiadanko" to tak, jakby nie powiedzieć nic. To jedno z tych opowiadań, dla których tu zaglądam. Takie, po przeczytaniu którego serce bije mocniej, a nie tylko... no wiecie sami co.
Jesteś malarzem słowem. Opisy, metafory, Krótkie równoważniki zdań strzelane salwami jak z kałasznikowa. Przymiotniki pozornie nie pasujące do opisu, a jednak poetycko trafne. Emocje, kipiące emocje. Całość okraszona cytatami z piosenek i zgrabnie ujęta w ramach dwóch narracji: pierwszo i trzecioosobowej. Przemyślane, dopracowane, spójne.
Ponieważ mam słabość do motywu rozbierania, to szczególnie ujął mnie sposób, w jaki Ty to przedstawiłeś:
Czy coś można dodać albo ująć? No cóż, zawsze się coś znajdzie, nie ma dwóch tak samo pofałdowanych mózgów i to, co Ty napisałeś tak, ja pewnie zrobiłbym nieco inaczej. Jak już A.N. wspomniała, ja też ująłbym kilka drobiazgów. W cytowanym wyżej fragmencie byłoby to dokładnie sześć słów:
Wtedy całość byłaby jeszcze bardziej "skondensowana". Niektóre motywy bowiem się dość często powtarzają, jak np. ogień, palenie:
W warstwie fabularnej może tego zaciągania się zielem troszkę za dużo. Może przydałoby się troszkę więcej akcji nie-erotycznej, czegoś, co oddzielałoby jeden wieczór od drugiego, więcej dialogów. Scena erotyczna jest leciutko przesadzona, moim zdaniem poszedłeś o jeden orgazm za daleko. Choć dodam, że spodobało mi się to, że nie jest ona cukierkowo idealna: nie zapomniałeś o drobnych zgrzytach, które ją uprawdopodobniają, a zarazem wykorzystałeś je do budowy postaci (wiele mówią szczególnie o chłopaku).
Ale wymieniam to wszystko tylko tak pro forma, bo sądzę, że takich autorów jak Ty nie usatysfakcjonuje wyłącznie czysty pean. Całość to naprawdę świetne dzieło, może nawet arcydzieło. Po takiej lekturze, dwa pozostałe Twoje opowiadania awansują na szczyt mojej listy "TO READ" na Pokątnych (sorry, @Jamer, Strażnikcza musi jeszcze poczekać 🙂). Przekonamy się, czy miałeś wyjątkową wenę, czy po prostu umiesz grać na strunach mojej duszy.
MikeEcho · 31 sierpnia 2025 · "Bałtycki Rybak Dusz (III)" ·
Hej @Jamer,
Obiecałem Ci, że jak znajdę czas, to przebiję się przez Twoje dłuższe teksty. Wakacje były u mnie intensywne, a już się przyzwyczaiłem, że jamerowe teksty wymagają czasu i skupienia, więc dopiero tę serię skończyłem. Jestem pełen podziwu z powodów trzech: udało Ci się (co u Ciebie jest standardem) dopracować tło opowiadania (wątek ratowniczo-morski) do perfekcji, wrzuciłeś do tych opowiadań ogromny ładunek emocjonalny (to lubię!), ale co najważniejsze: zrobiłeś ogromny postęp stylistyczno-językowy. W ostatnim odcinku na szybko wyłapałem tylko jeden drobniutki błąd: zwrot potoczny "panowanie" w sensie "mówienie per Pan" należałoby dać w cudzysłów, inaczej jest niezrozumiały.
Wiem, że nie zależy Ci tylko na pochwałach, więc pozwolę sobie nie zgodzić z poprzednikami: akurat sceny erotyczne nie są (przynajmniej tutaj) Twoją najmocniejszą stroną. Podoba mi się, że są wtedy, kiedy powinny, bez epatowania seksem, ale szczerze mówiąc wolę czytać Twoje opisy stosunków w wojsku, niż stosunków w łóżku. Kwestia gustu.
Legendę z Rybakiem Dusz i cytat na końcu sam wymyśliłeś, czy gdzieś zasłyszałeś? Jeżeli sam, to chapeau bas.
Króliczek (remastered)
Wsi spokojna... (II) "Klechy"
Kostka
Przebudzona (III-VI)
Strażniczka Bałtyku (XII) "Trzeba zabić tę…
Iza i Tomek (XVIII). Historia zatacza…
Wilczyca (VII)
Wilczyca (VI)
Wsi spokojna... (I) "Bibliotekarz"
Wilczyca (V)