Ilustracja: AlexFenriss

Wilczyca (XXI)

30 lipca 2026

Opowiadanie z serii:
Wilczyca

26 min

Poniższe opowiadanie zawiera wyjątkowo kontrowersyjne sceny!

Wilczyca powraca. Część trzecia (rozdziały XXI - XXX).
Kontynuacja wydarzeń z sylwestrowej nocy na promie. Michał postanawia powiedzieć Paulinie o swoim odkryciu

Rozdział XXI – W blasku Księżyca

Prom Stena Line, Sylwester 2023/2024


Michał siedział na brzegu łóżka  i przez chwilę wpatrywał się w rozświetlony ekran telefonu. Litery rozjeżdżały się, linijki traciły sens. Whisky, którą wypił wcześniej, zaczęła działać z opóźnieniem, ale zdecydowanie — ciężko, bezlitośnie. W głowie pojawił się nieprzyjemny ucisk, jakby ktoś powoli dokręcał śrubę. Pokój zaczął się poruszać, najpierw ledwie zauważalnie, potem coraz wyraźniej. Żołądek ścisnął się gwałtownie.

Wstał z trudem, chwytając się krawędzi stołu, i przeszedł kilka chwiejnych kroków do łazienki. Ledwo zdążył uklęknąć przy toalecie. Skurcze były gwałtowne, oddech rwał się, a świat zwęził do białej porcelany i szumu w uszach. Trwało to krótką chwilę, ale wystarczająco długo, by poczuł wstyd, słabość i to nieprzyjemne poczucie utraty kontroli. Gdy w końcu było po wszystkim, oparł się plecami o ścianę. Drżały mu ręce. Odkręcił wodę, nachylił się nad umywalką i obficie obmył twarz. Zimna woda była jak uderzenie — przywracała ostrość, ale nie siły. Wypłukał usta, sięgnął po szczoteczkę, mył zęby z przesadną dokładnością, jakby chciał zetrzeć posmak wymiocin. W lustrze zobaczył bladą jak ściana twarz. Oparł dłonie o brzeg umywalki i przez chwilę patrzył na swoje odbicie, oddychając głęboko, nierówno.

– Lady Fenriss… – powtórzył cicho, niemal bezgłośnie, jak zaklęcie, które miało go utrzymać w pionie.

Usłyszał ruch za plecami. Drzwi do kajuty otworzyły się gwałtownie. W progu pojawiła się Anka, a zaraz za nią stanęła Paulina. Poczuł, jak zimny dreszcz przebiega mu wzdłuż kręgosłupa na jej widok. Coś w jej obecności zawsze wyostrzało mu zmysły — nawet teraz, gdy ledwo trzymał się na nogach. Zmusił się, by wyprostować plecy i odwrócić się do nich spokojnie.

– Michał, co się stało? Jesteś strasznie blady – powiedziała żona, podchodząc bliżej, z autentyczną troską w głosie.

Paulina przyjrzała mu się uważnie.

– Choroba morska? – zapytała w końcu spokojnie.
Zebrał się w sobie. Przełknął ślinę, poprawił koszulę, jakby to mogło przywrócić mu resztki kontroli.

– Nie – odpowiedział szybko. – Wszystko w porządku. Chyba po prostu… za dużo emocji jak na jeden wieczór.

Spróbował się uśmiechnąć. Wyszedł z tego grymas, ale wystarczyło.

– No to chodźmy z powrotem na salę, impreza trwa w najlepsze! – Anka uśmiechnęła się zachęcająco, nie zauważając napięcia, które jej mąż starał się ukryć.

Paulina rzuciła mu jeszcze jedno, krótkie, ale przenikliwe spojrzenie, jakby próbowała wyczytać coś więcej z jego twarzy. Nie skomentowała jednak niczego, tylko delikatnie pokiwała głową.

Gdy wyszli z kajuty na wąski, kołyszący się korytarz, kobiety niemal jednocześnie chwyciły go za dłonie. Stało się to naturalnie, bez słów, jakby było oczywiste, że teraz nie powinien iść sam. Anka po jednej stronie, Paulina po drugiej — i już był pomiędzy nimi, prowadzony naprzód.

Wciąż był niespokojny po tym, co przed chwilą odkrył. Żołądek miał ściśnięty, myśli biegły zbyt szybko. Czuł w dłoni ciepło żony — jej ręka była lekko wilgotna, spocona od tańca i emocji, znajoma do bólu. Druga dłoń była zupełnie inna: chłodniejsza, delikatniejsza, a jednocześnie zaskakująco mocna. Palce Pauliny zaciskały się pewnie, jakby dokładnie wiedziała, dokąd idą i po co.

Zerknął na nią ukradkiem. Blond włosy opadały jej na ramiona, odsłaniając plecy — nagie, gładkie, niemal nienaturalnie jasne w sztucznym świetle. Skóra miała porcelanowy odcień, kontrastujący z ciemnością sali. Jej twarz była spokojna, skupiona, jakby wszystko wokół było pod kontrolą.

Lady Fenriss — pomyślał, czując, jak to jedno imię wystarcza, by znów poczuć dreszcz. Idzie obok. Trzyma mnie za rękę.

Sala balowa przyjęła ich hałasem i światłem. Muzyka uderzała nisko, podłoga drżała pod stopami tańczących. Michał próbował się w to wtopić — uśmiechnąć się, odpowiedzieć na czyjeś pytanie, kiwnąć głową w rytm. Wiedział jednak, że jest tylko pozornie obecny. Myślami wciąż wracał do tego, co przed chwilą odkrył, do konsekwencji, których jeszcze nie potrafił nazwać.

Anka ścisnęła jego dłoń mocniej, jakby chciała przywołać go do porządku. Paulina zrobiła to samo — bez spojrzenia, bez gestu, samym naciskiem palców. Ich uścisk był pewny, zdecydowany. Prowadziły go dalej, w głąb sali, w sam środek ruchu i dźwięku, jakby chciały wyrwać go z tej chwilowej nieobecności i wciągnąć z powrotem w wir wieczoru.

Dziewczyny, każda na swój sposób, zaczęły go delikatnie wprowadzać w rytm muzyki. Choć wciąż czuł ciężar wcześniejszych emocji, powoli pozwolił się ponieść atmosferze. Z każdą chwilą jego nieobecność zaczęła ustępować miejsca zabawie.

Nagle przez tłum przedarł się Łukasz. Pojawił się obok Pauliny i z czułością pochylił się, składając delikatny pocałunek na jej karku.

– Tu jest moja piękna bogini – próbował przekrzyczeć muzykę, jego głos był cichy, ale pełen uwielbienia.

Paulina uśmiechnęła się lekko, odchylając głowę, by spojrzeć na niego przez ramię. Jej oczy zabłysły w świetle reflektorów, ale reakcja pozostała powściągliwa – jakby wiedziała, że ten rodzaj adoracji jest dla niej czymś naturalnym i oczekiwanym.

Północ zbliżała się nieubłaganie, a atmosfera na sali balowej stawała się coraz intensywniejsza. Podekscytowani goście oczekiwali odliczania, a muzyka nabierała tempa, przygotowując wszystkich na kulminacyjny moment wieczoru.

Łukasz nie odstępował Pauliny na krok. Cały czas trzymał ją przy sobie, jakby bał się, że znowu zniknie, jeśli tylko spuści ją z oczu. Jego spojrzenie było pełne czułości – była dla niego centrum świata, jego gwiazdą przewodnią.

W pewnym momencie światła rozbłysły mocniej, a muzyka nagle przycichła. Zapanowała chwila ciszy. Na podwyższeniu pojawił się kapitan promu. Z mikrofonem w dłoni, przemówił do zgromadzonych.

– Szanowni Państwo, dziękuję, że spędzacie z nami ten wyjątkowy wieczór. Niech Nowy Rok przyniesie wam szczęście, zdrowie i spełnienie wszystkich marzeń!

Salę wypełniły brawa i radosne okrzyki. DJ przejął mikrofon i rozpoczął odliczanie.

– Dziesięć… dziewięć… osiem…

Tłum dołączył, krzycząc z ekscytacją.

– Siedem… sześć… pięć…

– Cztery… trzy… dwa… jeden!

Rozległ się huk — korki od szampanów wystrzeliły, a sala na moment wypełniła się suchym trzaskiem i głośnymi okrzykami. Ktoś się roześmiał, ktoś inny uniósł kieliszek, muzyka na chwilę zeszła na drugi plan.

Paulina odwróciła się w stronę Łukasza. Spojrzała na niego, jakby sprawdzała, czy wszystko jest na swoim miejscu. Nie szukała bliskości — raczej potwierdzenia obecności. Jej dłoń na moment dotknęła jego ręki, lekko, niemal mimochodem.

Przysunął się, objął ramionami i przyciągnął ją do siebie. Czuł zapach jej perfum, ciepło ciała pod cienką warstwą materiału, miękkość włosów przy policzku. Serce przyspieszyło mu. Pozwoliła na ten uścisk, ale nie odwzajemniała go w pełni. Stała spokojnie, opierając się o niego tylko na tyle, na ile było to konieczne. Jej ręce pozostały nisko, przy ciele. Była obecna, lecz zdystansowana — jakby zostawiała między nimi niewidzialną przestrzeń, której nie zamierzała przekraczać.

Wokół wszyscy świętowali. Śmiech, życzenia składane na szybko, pocałunki. Na tym tle ich dwoje wyglądało inaczej: on trzymający ją nieco zbyt mocno, ona przyjmująca to z opanowaniem, bez oporu, ale też bez oddania się tej chwili.

Po chwili podeszli Ania i Michał.

– Wszystkiego najlepszego – powiedziała kobieta, obejmując serdecznie Paulinę, a potem Łukasza. – Niech ten rok będzie dla was dobry.

Michał uśmiechnął się i dołączył krótkie życzenia. Jego głos był poprawny, uprzejmy, lecz pozbawiony naturalności. W jego spojrzeniu czaiło się coś niespokojnego, jakby myślami wciąż był gdzie indziej. Paulina to zauważyła. Zawsze zauważała takie rzeczy.

Pojawiały się kolejne pary, kolejne uściski, kolejne kieliszki szampana. Wszyscy świętowali, chcąc by ten moment trwał możliwie jak najdłużej.

DJ zwiększył głośność muzyki, parkiet znów się zapełnił, światła zatańczyły nad głowami gości.


Około godziny trzeciej nad ranem sala zaczęła powoli pustoszeć. Zmęczenie dawało się we znaki wszystkim obecnym. Goście zaczynali się rozchodzić – jedni kierowali się jeszcze do stolików, inni w stronę swoich kabin, szepcząc do siebie, ziewając, tuląc się w objęciach lub zataczając.

Michał, mimo że wypił zdecydowanie za dużo, wciąż próbował trzymać fason. Teraz jednak wyraźnie tracił siły. Twarz miał bladą, spojrzenie przygaszone, a ruchy coraz wolniejsze, jakby ciało przestawało nadążać za myślami. Nie potrafił już ukryć wewnętrznego rozedrgania — napięcia, które narastało w nim od chwili, gdy wszystkie elementy zaczęły układać się w jedną, niepokojącą całość. Gasł coraz bardziej. Anki nie było od kilkunastu minut. Paulina spojrzała na Łukasza.

– Znajdź proszę Anię. Ja zajmę się Michałem.

Skinął głową i odszedł w stronę stolików.

Kiedy zostali sami, Michał podniósł wzrok. W jego oczach było coś nerwowego, niemal rozpaczliwego — potrzeba ucieczki, choćby na kilka minut. Odezwał się półgłosem, z wyraźnym drżeniem:

– Paulina… potrzebuję powietrza. Może wyjdziemy gdzieś na pokład?

– Dobrze – odpowiedziała spokojnie. – Ale jest strasznie zimno, nie bądźmy tam długo.

Poszli w stronę schodów. Korytarze były już prawie puste, oświetlone tylko nielicznymi lampami. Ich kroki odbijały się echem, tworząc delikatny rytm nocy. Na górze otworzył drzwi prowadzące na pokład. Zimne, mroźne powietrze natychmiast uderzyło w ich twarze. Chciał zrobić kilka kroków naprzód, ale złapała go za ramię.

– Zostaw drzwi tylko lekko uchylone – powiedziała stanowczo. – Nie wychodź bo się przeziębisz. Tyle ci wystarczy.

Przez uchylone drzwi widać było księżyc zawieszony wysoko nad czarną taflą zimowego nieba. Nie był już pełny — z jednej strony jakby lekko nadkruszony — ale wciąż jasny, dominujący. Jego światło kładło się na wodzie szeroką smugą, srebrzystą i niespokojną, rozbitą przez wzburzone morze. Michał patrzył na ten widok dłuższą chwilę, w milczeniu, jakby próbował w nim coś doczytać. W końcu odezwał się, z nienaturalną powagą:

– To już mamy po pełni… a jednak wciąż tak jasno.

Zawahał się na moment, po czym dodał ciszej:

– Do takiego księżyca też wyją wilki. Może nawet częściej. Kiedy światło zaczyna słabnąć… Myślisz, że Fenrir też wył?

Jego spojrzenie nie odrywało się od wody, jakby odpowiedź mogła pojawić się właśnie tam, w tej nierównej, srebrnej poświacie.

Zawahał się na moment, a potem dodał z lekkim uśmiechem: – A Ty, Paulino… a może Fenriss? Czy siostra Fenrira też wyłaby z nim do Księżyca?

Nie odpowiedziała od razu. Milczała, patrząc w bezkres nocy. W końcu odezwała się cicho, z napięciem:

– Więc wiesz? Skąd?

– Tak, Lady Fenriss – odpowiedział bez zawahania. – Już wiem.

Nie odwrócił wzroku gdy ich spojrzenia się spotkały. Nagle zza zakrętu korytarza dobiegł dźwięk kroków. W drzwiach stanął Krzysiek, lekko zdyszany.

– Anka nie może przyjść – powiedział. – Zajmuje się teraz Agą. Za dużo wypiła i potrzebuje wsparcia, wyrzuciły mnie z kajuty.

– Dziękuję – odezwała się spokojnie. – Znajdź proszę Łukasza i przekaż mu, że ma natychmiast przynieść mój płaszcz. I coś ciepłego dla Michała.

Krzysiek kiwnął głową. – Jasne, już idę.

Po kilku minutach Łukasz przybiegł z płaszczem, czapką i szalem. .

– Dziękuję – powiedziała cicho.

Następnie podszedł do Michała i okrył go kocem. Poczuł przyjemne ciepło, które powoli rozpraszało chłód. Na twarzy zagościł cień ulgi.

– Zostanę tutaj z Michałem – powiedziała Paulina, kładąc dłoń na jego ramieniu. – Dobrze mu zrobi świeże powietrze. Ty sprawdź, co z Agą, i powiedz Ani, że wszystko w porządku.

Łukasz przytaknął i bez słowa zniknął w korytarzu.

– Otwórz drzwi szerzej – powiedziała Paulina, kiedy zostali znów sami.

Spełnił jej prośbę. Przeszywający chłód wdarł się do środka.

Przez dłuższą chwilę patrzyli w milczeniu na srebrne fale. Michał wziął głęboki oddech.

– Jak mnie tam znalazłeś? – zapytała nagle.

– Od dawna odwiedzam różne strony femdom – odparł. – Fascynuje mnie to od lat. Rozmawialiśmy o tym przecież.

Nie odpowiedziała, czekała.

– Kiedy Anka wspomniała o twoim doktoracie z psychologii, coś kliknęło mi w głowie. Wszystko zaczęło się układać. Twoja kontrola, spojrzenia, sposób, w jaki stoisz, w jaki milczysz… To wszystko wskazywało na to, kim jesteś. Połączyłem fakty. Wiele razy odwiedzałem stronę Domini. Paulina, ty naprawdę... naprawdę jesteś właścicielką tego miejsca?

Spojrzała na niego, zmrużyła lekko oczy.

– Tak, w osiemdziesięciu procentach. Jestem mimo wszystko pod wrażeniem twojej dedukcji. Mocno dbałam o to aby ukryć swoją tożsamość. Gratuluję. Nie powinnam była się chwalić tym wykształceniem, ale to już w sumie nie ma to teraz większego znaczenia.

Po chwili dodała:

– I co zrobisz z tą wiedzą?

– Nie powiem nikomu – odpowiedział Michał. – To zostanie między nami. Obiecuję. Słowo harcerza. Ale… chciałbym… chciałbym spotkać się z tobą jako Lady Fenriss.

– Jeśli dobrze znasz stronę, to wiesz, że już nie przyjmuję nowych uległych.

– Tylko tobie chcę służyć. Nikomu innemu. Proszę. Będę posłuszny. Strasznie mi zależy. – szepnął Michał.

– A masz w ogóle jakieś doświadczenie?

– Nie. Tylko teoretyczne. Jedna nieudana sesja z jakąś gówniarą. Jestem pustą kartą. Możesz ją zapisać swoim charakterem pisma.

Spojrzała w dal, zamyśliła się.

– Zastanowię się. Ale niczego nie obiecuję, dobrze? Nie jestem kimś odpowiednim dla osoby bez doświadczenia.

– Dziękuję.

– Jeszcze nie powiedziałam „tak” – przypomniała.

– Wiem, ale jestem wdzięczny, że w ogóle rozważasz to.

– A Łukasz… on wie?

– Nie. I nie może dowiedzieć się. To inny świat. Proszę cię o dyskrecję.

– Możesz na mnie liczyć, Paulino… Lady Fenriss – powiedział z szacunkiem. – Obiecuję. A jak mam się do Ciebie w ogóle zwracać? Czuję się całkowicie onieśmielony teraz.

– Normalnie, nie wymyślaj nic. Jestem po prostu Pauliną dla ciebie. Przynajmniej na razie. A teraz wracajmy już.

Na końcu korytarza pojawiła się Anka.

– Kryzys zażegnany, Aga doszła do siebie – powiedziała z ulgą.

– Cieszę się – odparła Paulina. – Michałowi też znacznie lepiej. Morska bryza czyni jednak cuda.

– To dobrze. Dziekuję, że zajęłaś się nim. Dobranoc! A ty marsz spać – powiedziała i objęła męża, prowadząc go do kabiny.

Paulina patrzyła za nimi przez moment. W jej oczach wciąż lśniło światło Księżyca.


Wróciła do kabiny. Gdy tylko weszła, Łukasz uniósł wzrok i spojrzał na nią z ciepłem i oddaniem.

– Masaż stóp, kochanie? – zapytał z łagodnym uśmiechem, gotów spełnić każde jej życzenie, zanim jeszcze je wypowie.

Westchnęła lekko, z ulgą po długim, intensywnym wieczorze, i odpowiedziała z cieniem zmęczenia w głosie:

– Aaaa, w sumie chętnie. Tylko się wykąpię.

Zsunęła z ramion płaszcz i odwiesiła go na wieszak. Następnie skierowała się w stronę łazienki. Patrzył za nią z czułością, nie mogąc oderwać wzroku. Wiedział, że bez względu na to, jak potoczy się reszta nocy, jego zadaniem – i przywilejem – będzie sprawić, by czuła się komfortowo, bezpiecznie i wyjątkowo.

Po chwili wyszła z łazienki, otulona jedną ze swoich ulubionych, zmysłowych koszulek nocnych. Cienka tkanina miękko opadała na jej ciało, subtelnie podkreślając delikatne linie figury. Jej skóra lśniła świeżością, pachniała ciepłem kąpieli i drogimi olejkami. W spojrzeniu miała spokój, a w każdym ruchu – klasę i pewność siebie, która działała na Łukasza niemal hipnotyzująco. Bez słowa podeszła do łóżka i położyła się na miękkiej pościeli, przeciągając lekko jak kotka, która właśnie znalazła idealne miejsce do odpoczynku. Łukasz od razu usiadł przy jej stopach. Ujął jedną z nich w dłonie i rozpoczął masaż. Jego ruchy były powolne, pełne skupienia i troski, jakby każde dotknięcie było rytuałem, hołdem składanym jej kobiecości. Zamknęła oczy, rozluźniając się z każdą chwilą. Jej ciało zaczęło poddawać się kojącej sile jego dotyku, a oddech stawał się coraz głębszy i spokojniejszy. Po kilku minutach zmęczenie wzięło górę – zapadła w sen, głęboki i łagodny, otulona ciepłem, spokojem i jego obecnością. Widząc, że zasnęła, okrył ją kołdrą. Przez chwilę jeszcze siedział obok, wpatrując się w jej twarz, potem sam położył się obok i w końcu również zasnął.


Michał leżał obok Anki, próbując zmusić się do snu. Choć jej bliskość zwykle działała na niego kojąco, tej nocy było inaczej. Jego myśli wędrowały gdzieś daleko, z dala od łóżka w którym leżał i ciepła znajomego ciała. Jedno imię nieustannie powracało w jego głowie, niczym natrętna melodia.

„Lady Fenriss…”

Szeptał je bezgłośnie, raz po raz, jakby próbował zakląć rzeczywistość, w której istniała. Obraz Pauliny – tej enigmatycznej, chłodnej kobiety o przenikliwym spojrzeniu i nieskrywanej sile – był teraz żywy jak nigdy dotąd. Czuł, jak coś w nim narasta – pragnienie nieznane wcześniej, ale całkowicie absorbujące. Chciałby należeć do niej. Podporządkować się. Oddać w całości i pozwolić, by to ona decydowała o wszystkim. Jakby tylko w jej obecności mógł być naprawdę sobą – nagi nie tylko fizycznie, ale i duchowo. Poczuł ukłucie wstydu, przypominając sobie, że okłamał ją. Powiedział, że miał tylko jedną nieudaną sesję – to była tylko część prawdy. W rzeczywistości było to pasmo rozczarowań, o których wolałby zapomnieć.

Pamiętał, jak z nadzieją przeglądał profile na jednym z polskich portali BDSM, szukając kogoś, kto obudzi w nim to, czego od dawna pragnął. Wszystko jednak skończyło się groteskowo – szybki przelew blikiem do nieznanej osoby i żadnego spotkania. Jedynie rozgoryczenie i stracone pieniądze.

Później było jeszcze gorzej. Spotkanie z osobą tytułującą się dominą, która na zdjęciach wyglądała całkiem intrygująco, w rzeczywistości okazało się farsą. Zaniedbana kobieta o nieświeżym oddechu, mieszkanie z brudnym dywanem i zapuszczoną łazienką, plastikowe gadżety kupione na Allegro. Nie było w tym ani elegancji, ani grozy – tylko zażenowanie i chęć natychmiastowej ucieczki. Potem jeszcze ta gówniara, żująca wciąż gumę, w brudnej kawalerce na Fordonie, mówiąca o sobie w trzeciej osobie.

Zdesperowany, zaczął przeglądać strony berlińskich klubów – miejsca, gdzie dominacja miała mieć klasę, styl, rytuał. Za każdym jednak razem, gdy dzielił go zaledwie krok od decyzji, coś go powstrzymywało. Może lęk. Może wstyd. A może… może bał się wyjść na przeciw marzeniom ? Szukał wymówek. Jedna była za wysoka, inna za gruba, jeszcze inna miała głos, który go odpychał. Z żadną nie czuł tego magnetyzmu, tej wewnętrznej gotowości, by uklęknąć.

W ciszy kabiny czuł, jak ciężar tych wspomnień osiada na nim niczym gruby koc. Czuł się nagi, nie z powodu braku ubrań, ale przez własne myśli, nieudolne próby, zawiedzione oczekiwania. A teraz, nagle, pojawiła się ona – Paulina – jakby los wreszcie podał mu pomocną dłoń, ale postawił warunek: musisz być gotów na wszystko. Czy był?

Zamknął oczy, próbując stłumić te myśli, ale pragnienie pulsowało w nim jak obietnica. Wiedział, że jest już za późno, by udawać. Był zbyt blisko czegoś, czego szukał całe życie. Nawet jeśli ona nie wiedziała jeszcze, czy chce go do siebie dopuścić, czuł, że zrobi wszystko, by kiedyś móc uklęknąć przed nią. Gotowy. Posłuszny. Prawdziwy.

Zasypiał niespokojnie, pogrążony w marzeniach o świecie, który dopiero zaczynał się przed nim otwierać.


Łukasza obudził delikatny dotyk. Przez chwilę nie potrafił określić, skąd się bierze. Dopiero po chwili poczuł dłonie Pauliny, przesuwające się powoli po jego ramionach i karku, jakby nie chciały go wytrącić ze snu, lecz łagodnie z niego wyprowadzić.

Uśmiechnął się jeszcze zanim otworzył oczy. Gdy uchylił powieki, zobaczył jej twarz pochyloną nad nim — spokojną, rozświetloną miękkim uśmiechem. Wyglądała, jakby ten poranek należał tylko do nich.

– Dzień dobry w nowym roku – wyszeptała.

Jej włosy opadły mu na policzek, muskając skórę lekkim ruchem. Przymknął oczy na moment, jakby chciał zatrzymać to wrażenie.

– Dzień dobry, Paulinko – odpowiedział cicho, jeszcze zaspany, ale już obecny, z tym szczególnym poczuciem szczęścia, które pojawia się wtedy, gdy dzień zaczyna się dokładnie tak, jak powinien.

Nie cofnęła dłoni. Usiadła na nim, a jej palce zaczęły wędrować po jego torsie. Oddychał głębiej, pozwalając, by resztki snu ustąpiły miejsca temu prostemu, intymnemu momentowi. Był jeszcze na granicy jawy, ale czuł już wszystko: jej bliskość, spokój, to ciche przejęcie przestrzeni.

Leżał nieruchomo, pozwalając jej prowadzić. W tej chwili nie potrzebował słów ani ruchu — wystarczała obecność, miękka i pewna zarazem, jak obietnica, że poranek może trwać dłużej, jeśli tylko nikt go nie przerwie.

Siedziała na nim stabilnie, ciężarem ciała dając mu jasno do zrozumienia, że nigdzie się nie ruszy. Jej paznokcie znów dotknęły skóry. Najpierw przesuwała je wolno, z wyczuwalnym naciskiem, rysując po ramionach i klatce piersiowej krótkie bolesne linie. To już zdecydowanie nie była pieszczota. Po chwili nacisk jeszcze się zwiększył. Paznokcie wchodziły głębiej, zostawiając po sobie wyraźne ślady, piekące i gorące. Napiął się odruchowo, szczęka zacisnęła mu się tak mocno, że aż zabolały mięśnie. Wciągnął powietrze przez zęby.

– Aaa… – wyrwało mu się półgłosem, bardziej jak oddech niż słowo. Chciał jeszcze coś powiedzieć, rzucić jakiś komentarz o jej pazurach, rozładować napięcie. Nie pozwoliła. Pochyliła się i położyła mu dłoń na ustach. Mocno. Bez czułości. Spojrzała na niego chłodno i pokręciła głową.

– Cichutko, nie chcę nic teraz słyszeć.

Drapała go coraz mocniej, jakby sprawdzała, ile jest w stanie wytrzymać. Po chwili dodała szczypanie sutków. Chwytała je końcówkami paznokci i zaciskała. Oddychał ciężko, gardło miał ściśnięte, ciało napięte do granic, ale milczał. Dokładnie tak, jak kazała. Metaliczny chłód klatki chastity przypominał mu o jego miejscu w tej relacji, lecz w tej chwili był tylko tłem. Liczyła się ona – jej ciało, jej zapach, jej dłonie i ból, który stawał się coraz bardziej nieprzyjemny. Pochyliła się niżej. Jej włosy opadły na jego klatkę a usta dotknęły sutka. Przez chwilę drażniła go wargami aż nagle przygryzła. Patrzyła mu prosto w oczy zmysłowym wzrokiem. Jej ciało przesunęło się po nim. Zaczęła ocierać się o niego.

– Czujesz jaka jestem rozgrzana i wilgotna? – zapytała cicho, z ledwie uchwytnym uśmiechem. – Jak bardzo… — Nie dokończyła. Paznokcie znów dały o sobie znać, tym razem ostrzej, jakby sprawdzała, ile jeszcze wytrzyma. Nagle zrobiła nieco przesadnie smutną minę, jakby przypomniała sobie coś istotnego, coś, co mogło zasmucić. Jej udawane zmartwienie było na tyle przekonujące, że Łukasz poczuł niepokój, jakby naprawdę coś się stało.

– Mój drogi... – zaczęła przeciągle, z teatralną nutą dramatyzmu – zapomniałam... Obiecałam ci coś, prawda? Chyba najwyższa pora dotrzymać obietnicy. – Powiedziała zmysłowo, w jej głosie pobrzmiewała nutka wyzwania. Zatrzymała się na moment, pozwalając napięciu narosnąć, a potem znów się poruszyła, jeszcze mocniej, przyciskając do niego.

Otworzyła zamek. Telefon zawibrował. Łukasz obserwował ją z mieszaniną ulgi i podniecenia. Jego ciało napięło się jeszcze bardziej, gdy poczuł, że mechanizm ustępuje. Paulina, z precyzją, zaczęła zsuwać klatkę. Jej palce, chłodne i zmysłowe, przesuwały się po jego skórze, jakby odczytywały każdy mikrosygnał jego ciała. Gdy członek w końcu odzyskał swobodę, wyprężył się niemal natychmiast. Patrzyła na niego z zainteresowaniem, jakby badała każdy szczegół – jak rośnie, jak pulsuje, jak jego ciało odpowiada na wolność.

– Biedny... zła pani każe go zamykać – powiedziała z udawaną troską, a usta ułożyły się w kpiący, pełen ironii uśmiech. Delikatnie przesunęła palcami po jego udzie, potem trochę wyżej. Każdy dotyk wywoływał w nim dreszcz.

Pochyliła się jeszcze bardziej. Jej piersi, otulone koszulką nocną, dotknęły jego klatki piersiowej. Jedwab ślizgał mu się zmysłowo po skórze, wywołując uczucie przyjemnego chłodu i elektryzującej bliskości. Jego ciało zareagowało natychmiast – napiął się, penis pulsował w rytmie oddechu.

Przybliżyła mu usta do ucha i wyszeptała:

– Masz dwie minuty. Idź do łazienki i zabaw się.

Wstała z niego, pozostawiając po sobie ciepło i pustkę. Spojrzała przez ramię z błyskiem w oku.

– Czas leci, skarbie – dodała z figlarnym uśmiechem.

Poderwał się z łóżka, jakby każde słowo było rozkazem wypowiedzianym wprost do jego nerwów. Wbiegł do łazienki.

Gdy wrócił, oddech miał przyspieszony, ciało napięte, jego członek wciąż był twardy. Na twarzy malował się wstyd, a w oczach – niepewność.

Oparta wygodnie na poduszkach, patrzyła na niego z wyraźnym zadowoleniem.

– Jak było ? – zapytała z udawaną ciekawością, choć jej głos ociekał ironią.

Spuścił wzrok, nie potrafił znieść jej spojrzenia.

– Szybko i byle jak – odpowiedział, niemal szeptem.

Uśmiech Pauliny zniknął natychmiast. Jej twarz stężała, spojrzenie stało się lodowate.

– Czyli nie podobało ci się? Myślałam, ze faceci uwielbiają zabawiać się przy pomocy swojej ręki. Cóż, następnym razem nie pozwolę ci zdjąć klatki, skoro nie potrafisz docenić tego, co dostałeś – powiedziała surowym głosem, z idealnie wyważonym tonem chłodnego rozczarowania.

– Nie, Paulinko, nie to miałem na myśli. Przepraszam cię. Dziękuję... naprawdę. To było... wyjątkowe – powiedział pospiesznie, z desperacją w głosie.

– Kładź się – powiedziała krótko.

Natychmiast ułożył się na plecach, nie próbując się sprzeciwić. Usiadła na jego klatce piersiowej, tym razem tyłem. Czuł ciepło jej ciała, przez jedwabistą koszulkę, która oplatała ją jak druga skóra.

Przed oczami miał plecy – gładkie, zmysłowe, lekko rozświetlone porannym światłem. Koszulka była niemal przezroczysta, kończyła się teraz tuż nad pośladkami, które napięły się przy każdym jej ruchu. Jej stopy delikatnie oparły się o jego żebra.

Pochyliła się, sięgając po klatkę. Czuł każdy dotyk, każdy kontakt chłodnego metalu z ciałem. Aż w końcu – kliknięcie. Klatka znów była zamknięta. Odwróciła się do niego, jej oczy lśniły chłodną satysfakcją.

– Wszystko gotowe i na swoim miejscu, tak, jak lubię – powiedziała, z wyraźną przyjemnością.

Tylko skinął głową. Wiedział, że nie ma potrzeby dodawać nic więcej. Zgrabnie zsunęła się z jego torsu, poprawiając włosy i spoglądając na zegarek.

– Zbierajmy się na śniadanie.


W restauracji panował leniwy, spokojny poranek. Sala była niemal pusta – nieliczni goście, których mijali, wyglądali na wyczerpanych po sylwestrowej nocy, jakby nie zdążyli jeszcze położyć się spać lub z trudem poderwali się z łóżek. Jedli w milczeniu, niektórzy tylko popijali kawę, inni wciąż przysypiali z głowami opartymi o dłonie. Paulina ogarnęła wzrokiem salę i niemal natychmiast dostrzegła Ankę, siedzącą samotnie przy stoliku w rogu. Gdy ich spojrzenia się spotkały, kobieta uśmiechnęła się lekko i skinęła dłonią na znak, by do niej podeszli. Przywitały się krótkim uściskiem.

– A gdzie Michał? Nie widzę go nigdzie.

Ania przeciągnęła się lekko, jakby dopiero teraz zaczynała naprawdę budzić się do życia.

– Śpi jeszcze. W nocy długo się kręcił, mówił, że nie może zasnąć. Stwierdziłam, że nie będę go budzić.

Skinęła głową, przyjmując to do wiadomości.  Odwróciła się w stronę Łukasza, który stał obok, gotów wykonać każde polecenie.

– Przynieś mi proszę kawę i coś do jedzenia. Coś lekkiego, ale ciepłego – powiedziała spokojnie, jednak ton jej głosu nie pozostawiał wątpliwości, że to nie prośba, lecz polecenie.

– Oczywiście Paulinko – odpowiedział posłusznie i ruszył w stronę bufetu.

W międzyczasie w restauracji pojawiły się znajome twarze. Gdy przyszła Aga, Anka natychmiast wstała i podeszła do niej z wyraźną troską w oczach.

– Jak się czujesz kochana? – zapytała cicho, dotykając delikatnie ramienia przyjaciółki.

– Już lepiej, naprawdę. Wystarczyło kilka godzin odpoczynku.

Jej twarz wyglądała zdrowiej niż wieczorem, choć oczy nadal były lekko podkrążone. Chwilę później, niemal niezauważony, dołączył do nich Michał. Był blady, zaspany, ale próbował maskować zmęczenie uśmiechem. Mimo to jego oczy zdradzały bezsenną noc, a ruchy były ospałe.

– Cześć wszystkim – rzucił, starając się zabrzmieć rześko, choć głos zdradzał zmęczenie.

Żona ujęła go za ramię i powiedziała cicho:

– Wyglądasz, jakbyś w ogóle nie spał. Może po śniadaniu jeszcze się położysz na chwilę, dobrze?

– Chyba tak zrobię – odpowiedział cicho, przytakując z wdzięcznością, choć było widać, że bardziej niż snu, potrzebował ucieczki od własnych myśli.

Czas mijał powoli. Prom miał dopłynąć do portu za nieco ponad dwie godziny. W restauracji panowała senna atmosfera.

Po skromnym śniadaniu wstał i bez słowa wrócił do swojej kabiny. Pojawił się dopiero, gdy prom już stał przy nabrzeżu.

Łukasz również wyglądał na wyraźnie zmęczonego. Choć starał się trzymać, jego oczy zdradzały niedospanie, a ruchy były spowolnione. Gdy zeszli na ląd Paulina, która z kolei sprawiała wrażenie wypoczętej, wyciągnęła dłoń.

– Ja poprowadzę – oznajmiła stanowczo, biorąc od niego kluczyki.

– Jasne – odpowiedział bez zająknięcia, wiedząc, że to najlepsze rozwiązanie. Zabrała go prosto do swojego domu. Droga była cicha, spokojna – radio milczało, a słońce przebijało się przez chmury. Zasypiał na miejscu pasażera, głowa opadała mu na bok, a oddech stawał się coraz głębszy.

Kiedy dotarli, zaprowadziła go do salonu. Pozwoliła mu położyć się na sofie, nie mówiąc nic więcej. Podała mu koc, po czym odsunęła się i usiadła przy stole. Otworzyła MacBooka i wpisała hasło. Przez chwilę zastanawiała się nad czymś, następnie zaczęła pisać – szybko, jakby w jej głowie już od dawna formułowały się słowa, które teraz tylko przelewała na ekran.

Jej skupienie przerwał dzwonek telefonu. Ekran zaświecił znajomym imieniem.

Sygnał obudził również Łukasza. Przez chwilę nie wiedział, gdzie jest — rozpoznawał tylko światło, ostro wpadające przez okno. Dopiero po chwili dotarły do niego dźwięki: cichy, żywy głos, szybka melodia obcego języka. Stała kilka metrów dalej, przy oknie, z telefonem przy uchu. Rozmawiała po niemiecku, swobodnie, naturalnie, z lekkością, która go zaskoczyła. Śmiała się, gestykulowała jedną ręką, jakby rozmówca był tuż obok. Była wyraźnie rozluźniona, niemal radosna — taka, jakiej nigdy wcześniej nie widział.

Patrzył na nią w ciszy, jeszcze nie do końca obecny. Uśmiech na jej twarzy był inny: nie ten krótki, kontrolowany, którym zwykle reagowała na świat, lecz szeroki, szczery, jakby coś w niej właśnie się otwierało.

Gdy skończyła rozmowę, odwróciła się i dopiero wtedy zauważyła, że nie śpi.

– Wyspałeś się?

Potwierdził.

Poszedł do łazienki aby się odświeżyć. Gdy wrócił, zauważył, że Paulina właśnie zamknęła laptopa. Nie był pewien, czy zrobiła to, by się  skupić na nim, czy by coś ukryć. Podszedł cicho i stanął za nią. Bez słowa położył dłonie na karku, zaczynając powolny, delikatny masaż. Skóra była napięta od skupienia, pod wpływem dotyku zaczęła się rozluźniać. Przymknęła oczy, a głowa lekko opadła do tyłu. Westchnęła cicho.

– Jakie mamy plany na najbliższe dni, Paulinko? – zapytał szeptem, nie przerywając masażu.

Milczała chwilę, jakby zastanawiała się, czy warto go wtajemniczać. W końcu uchyliła powieki i spojrzała spod rzęs.

– Muszę wyjechać. Na tydzień, właściwie nawet dwa.

Zamarł w bezruchu.

– Wyjechać? Do Berlina znowu?

– Tak, do Berlina – potwierdziła spokojnie, lecz uważnie śledziła jego twarz.

– Dlaczego dopiero teraz mi mówisz?

– Wiesz, że mam tam swoje sprawy, pracę. To nie pierwszy raz, Łukaszu. Moje życie nie zamyka się w tych ścianach.

– To coś z tą psychologią? Jakaś... praktyka, pani doktor?

Paulina uśmiechnęła się nieznacznie, jakby jego pytanie ją rozbawiło.

– Zdecydowanie tak. Choć przypomnę: doktor to tytuł naukowy, nie zawód – rzuciła z subtelną ironią.

– Będę tęsknił.

– Wiem. Ale ta tęsknota może ci tylko pomóc. Może cię nawet wzmocni?

– A co z...

– Klatką? – przerwała mu natychmiast. – Zostaje. Jak sobie to wyobrażałeś?

– Nie, nic nie wyobrażałem – bąknął.

– Myślałeś, że wyjadę i tym razem zostawię ci wolną rękę? Dosłownie i w przenośni. Że będziesz miał czas na te wszystkie brzydkie rzeczy, których gentlemanowi nie wypada robić?

– Nie, moja pani. Nawet o tym nie myślałem – powiedział nerwowo.

Zachichotała cicho, rozbawiona jego odpowiedzią.

– Ach, Łukasz. Faceci tylko czekają na okazję, by sięgnąć po takie rzeczy. Ale nie martw się, dopilnuję, żebyś nie miał okazji. Zostajesz w klatce. I oboje wiemy, że to dla twojego dobra.

Zawstydzony, lecz pełen oddania, pochylił się i pocałował ją delikatnie w kark.

– Tak, moja bogini – wyszeptał.

Uśmiechnęła się z zadowoleniem. Był taki, jak lubiła – cichy, uległy, lojalny.

Wstała i stanęła przed nim, unosząc podbródek. Głaskała go po ramieniu, jej spojrzenie było miękkie, lecz zdecydowane.

– Jeśli będziesz grzeczny, wynagrodzę ci to, kiedy wrócę – powiedziała cicho. – A może, któregoś dnia odwiedzisz mnie w końcu w Berlinie?

– Z przyjemnością, kochana. Bardzo bym chciał zobaczyć tę część twojego świata.

Po wspólnej kolacji pożegnali się. Łukasz objął ją delikatnie, składając na jej dłoni długi, pełen uczucia pocałunek.

– Bądź grzeczny – powiedziała cicho.

– Obiecuję, Paulinko.


Michał był wyraźnie zmęczony po intensywnej nocy i poranku spędzonym na promie. On i Anka zamienili kilka słów, ale oboje pragnęli jednego – odpoczynku. Postanowili przenocować w hotelu w Gdyni. Od razu zniknął w łazience, gdzie pozwolił sobie na długą, kojącą kąpiel. Ciepła woda przyniosła ulgę ciału, lecz umysł wciąż buzował – myśli krążyły wokół nocnej rozmowy z Pauliną.

Gdy otulony miękkim ręcznikiem, spojrzał w stronę sypialni. Anka już spała – spokojnie, z twarzą wtuloną w poduszkę. Chwycił telefon, starając się nie przyciągnąć jej uwagi. Przez moment wahał się, po czym napisał:

Dziękuję za wczorajszą rozmowę na pokładzie. Proszę, myśl o mnie czasem… lodowato.

Wysłał wiadomość. W jego piersi zadrżało lekkie napięcie – ekscytacja wymieszana z niepokojem. Wiedział, że igra z ogniem. Ale fascynacja Pauliną, Lady Fenriss, była zbyt silna, by ją ignorować.

Kilka minut później telefon zawibrował. Serce przyspieszyło. Otworzył wiadomość:

Lodowato mogę zawsze.

Chwilę potem pojawiła się druga:

To co lodowate jest najbardziej pociągające, nieprawdaż?

Miał już na końcu języka odpowiedź, gdy kątem oka zauważył, że Anka zaczyna się poruszać. Natychmiast schował telefon pod poduszkę, starając się zachować absolutną naturalność.

Żona przeciągnęła się leniwie, otwierając oczy. Nieświadoma niczego, uśmiechnęła się do niego.

– Dzień dobry, kochanie. Jak się spało?

– Dzień dobry, skarbie. Całkiem dobrze, chociaż chyba jeszcze mógłbym trochę pospać – odpowiedział, zachowując spokój w głosie.

Anka przytuliła się z powrotem do poduszki, nie podejrzewając, że jeszcze chwilę wcześniej pisał do innej kobiety – tej, która nie dawała mu spokoju.

59
9/10
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9/10 (1 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Teksty o podobnej tematyce:

pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.