Gwiezdne wojny

pimafucin pimafucin

28 lipca 2018

1 godz 5 min

Poniższe opowiadanie znajduje się w poczekalni!

Uniwersum błyskawicznie obiegła wieść o śmierci Snoke'a. Dużo istot cieszyło się ze zmiany władzy, ale dla zwolenników Jasnej Strony Mocy nie było to tak jednoznaczne. Władzę przejął Kylo Ren, który znany był we Wszechświecie ze swojej nieobliczalności oraz wybuchowych, nieprzewidywalnych działań. Na pokładzie Supremacy załoga drżała, że ich dotychczasowy władca nie będzie mógł już powstrzymać, ani okiełznać porywczości chłopaka. Młody Ren triumfował właśnie zwycięstwo, którym było przejęcie statku rebelii ukrywającego się jako przewoźnik złomu. Udało mu się to tylko dlatego, że rozpoznał w porę załogę i wiedział jaki wykonają obronny atak. Podążał właśnie korytarzem w kierunku pojmanych jeńców z owej akcji, trzymanych w pokoju przesłuchań, powszechnie zwanego celą śmierci. Był w dobrym humorze, bo między nimi znajdował się ktoś, na kim mu szczególnie zależało.

Po całym pokoju stało skutych około dziesięciu osób. Pośród nich znajdował się ich dowódca oraz jedna, mało znacząca -ale znająca ich plany i położenie reszty opozycji- dziewczyna. Ciemnoblond włosa, niezbyt wysoka i szczupła, stała ze smutną miną, wpatrzona w podłogę.

- Jak to się stało? - Zachodził w głowę ciemnoskóry dowódca.

- Jest tylko jedna osoba, która poza nami znała tę taktykę... - powiedziała Zya.

Weszło kilku szturmowców, za nimi Kylo w masce. Zatrzymał się przed dziewczyną. Wyprowadzono wszystkich schwytanych, został tylko on i zakuta w kajdany, zlękniona blondynka. Ściągnął maskę i odłożył na bok.

- Co ty tu robisz? Nie sądziłam, że cię jeszcze kiedykolwiek zobaczę. Rozkuj mnie szybko, musimy im po...

- Tego zrobić nie mogę. - Powiedział poważnym i opanowanym tonem. Podszedł do niej, nachylając się nad jej uchem.- Potrzebuję informacji, o grupie Rebeliantów, którzy zbierają się na waszej planecie. Kto do nich należy i jaki jest ich kolejny ruch.

Dziewczyna pokiwała głową, mina jej zrzedła. Dopiero teraz, dotarło do niej, kim on jest i co ona tu robi. Rozbawiła go jej konsternacja. Cofnął się i wyciągnął rękę w jej stronę. Zaczął odczytywać myśli. Zya spróbowała się sprzeciwić, blokując przed nim swój umysł, ale poczuła okropny ból. Pociekły jej łzy.

- Dlaczego mi to robisz? Błagam, przestań... - Zasłabła, ostatnim widząc jego uśmiechniętą i zwycięską minę.

Gdy otworzyła oczy, znajdowała się w pozycji leżącej. W pokoju było bardzo ciemno, tylko delikatny świetlik przy łóżku rozświetlał trochę to duże, prawie puste i zimne pomieszczenie. Przeszedł ją dreszcz, usiadła.

- Od dawna marzyłem o tej chwili. - Odwróciła głowę w stronę dźwięku. Kylo stał przy oknie, przez które widać było galaktykę i gwiazdy. Jego długie, czarne szaty pasowały do wnętrza izby.

- Zwalić mnie z nóg, zadając cierpienie? - Spojrzała na niego z pogardą.

- Zobaczyć, jak się budzisz. - Odwrócił się przodem do okna.

- Zobaczyłeś już wszystko, co wiedziałam, zyskałeś to, po co mnie tu sprowadziłeś. Dlaczego mnie nie wypuścisz? Już do niczego ci się nie przydam.

Po długim milczeniu rzucił do niej na odchodne „odpoczywaj" i zostawił samą, z pytaniami, na które nie planował teraz udzielać jej odpowiedzi.

Udał się do panelu sterowania, w którym znajdował się Hux. Na widok młodego Rena, zerwał się na baczność. Ren odczuł jego ogromny strach i niechęć.

- Witaj wodzu! - zakrzyknął rudzielec.

- Generale, proszę kierować nas oraz wszystkie jednostki bojowe na tę lokalizację. - Podał mu kartkę, z zapisanymi współrzędnymi.

Wziął od niego papierek i otworzył oczy ze zdziwienia.

- Ale przecież to jest...

- Wykonać natychmiast!

- Tak jest! - Energicznym ruchem podszedł do głównego pilota, przekazując mu wiadomość. - Dotrzemy tam za 3 godziny.

- Jak znajdziemy się w ich zasięgu, skierować wszystkie siły na ich główną bazę. Palić to, co stanie nam na drodze, zabić każdą żywą istotę, jeśli uda im się ewakuować, wysłać za nimi pościg. Wszyscy mają umrzeć. - Uśmiechnął się. - To początek nowego świata, w którym MY będziemy stanowić jego centrum.

Wyszedł i podążył do sali ćwiczeń, w której zajęcia odbywali młodzi adepci Zakonu Ren. Postanowił ich pouczyć i zagrzać do walki.

Zya zaczęła płakać przez sen. Przeczuwała, że coś złego się wydarzy. Otworzyła oczy, dusząc się i szlochając. Podbiegła do okna. Wiedziała, gdzie jest i dokąd się udają. Przerażenie uderzyło jej do głowy. „Boże, oni wszyscy zginą, przeze mnie". Podbiegła do drzwi, próbowała się wydostać, lecz bez skutku. Na przemian mdlała, opadając bez sił na łóżko, po czym próbowała usiąść. Nie potrafiła opanować stresu i smutku, nagle, czując, jak ktoś wdziera się do jej umysłu i gasi go, zapadła w sen.

Kylo, po uśpieniu dziewczyny, udał się spod jej drzwi do głównej sali, tam czekał na niego Hux z dobrymi wieściami.

- Mistrzu, dotarliśmy.

- Nakieruj na nich każdy pocisk, każdą naszą siłę. - Ren czuł się świetnie. Wiedział, że prawie cała rebelia, zostanie za chwilę zniszczona, raz na zawsze. - Zejdę do nich na dół, mam coś do zrobienia.

Oczekując momentu, gdy drzwi się otworzą i opuści pokład, by zerwać całkowicie ze swoją przeszłością, wyciągnął miecz. Spojrzał na niego i pomyślał, ile dzięki niemu ma, kim się stał i kogo zaraz będzie musiał nim zabić. Ostatnia istota, która gościła w jego martwym prawie sercu jeszcze żyła, była nią Leia – jego matka. Mordując Snoke'a, swojego ojca oraz swoją przeszłość, stał się według siebie godnym następcą Darth Vadera, a nawet, zaczął myśleć, że go przerasta.

Wylądowali. Ujrzał światło dobiegającego końca dnia i poczuł woń wojny. Planetę trawił wściekły ogień, słychać było wrzaski kobiet oraz walki szturmowców z ostatnimi rebeliantami. Większość statków została zniszczona, tylko pojedyncze X - wingi ocalały, lecz ich piloci nie zdążyli do nich dotrzeć. Kylo bardzo dobrze znał to miejsce. Wiedział, gdzie jego matka się ukrywa.

Na sygnał SOS nie odpowiedział im nikt, Leia wiedziała, że to już koniec. Jednak ostatkiem sił, wierzyła, że gdy jej syn stanie przed nią, coś w nim jednak pęknie. Na zewnątrz prawie nikt nie był już żywy. Rey uspokajała C3PO i R2D2, nie do końca wiedząc, co się dzieje. Podeszła do generał Organy.

- Ktoś musiał zdradzić, że się tu ukrywamy. - Młoda Jedi prychnęła.

- Jakie to ma teraz znaczenie? - Leia posępnie patrzyła ze smutkiem na ścianę. - Nikomu nie uda się go zmienić. Nigdy nie sądziłam, że dziecko może zabić własnych rodziców.

- Proszę tak nie mówić! Jeszcze nie wszystko stracone! Gdy on tu wejdzie, zawsze jest nadzieja...

- Jesteś jeszcze bardzo młoda...

Drzwi huknęły z impetem o ziemię. Wbiegło kilkunastu szturmowców i kilku rycerzy Ren. Rey włączyła swój miecz i rzuciła się do walki. Generał Organa siedziała spokojnie i spoglądała w stronę wejścia. Z kłębów dymu wyłoniła się czarna i mroczna postać. To nie był już jej syn, spuściła wzrok na ziemię.

- Nie! Ben opamiętaj się! To twoja matka! Błagam, niech pani coś zrobi! - Wykrzykiwała wściekle, pojmana przez dwóch wojowników Rey. Kylo podszedł do Lei i patrząc na nią z góry, uruchomił swój miecz. Leia spojrzała na syna.

- Zawsze będziesz w moim sercu. - Zamknęła oczy. Młody Ren zamachnął się swym mieczem.

- NNNNNNNNIIIIIEEEEEEEEEEEEE!!! - Wrzeszczała Rey, wyrywając się oprawcom. Stało się. Wielki wódz Wielkiego Porządku doznał ostatecznej przemiany, zabił ostatni promyk światła, jaki tlił się w jego sercu. Teraz stało się ono zimne jak głaz, bez jakichkolwiek uczuć. Spojrzał w stronę młodej Jedi, była nieprzytomna. Kiwnął głową,  by zabrano ją na statek, w roli jeńca. Musiał dowiedzieć się, czy poza tym siedliskiem opozycji, ktoś jeszcze się przed nim ukrywa.

Zye obudził okropny ból po stracie, jaka nastała podczas jej drzemki. Usiadła gwałtownie na łóżku, odczuwając dezorientację grawitacyjną. Kylo siedząc niedaleko, podał jej szklankę z wodą i witaminami.

- Pij, jesteś bardzo osłabiona. - Jego oczy zdradzały poczucie absolutnej władzy i zadowolenia.

- Jak mogłeś... Czy oni wszyscy...? - Wzięła łapczywego łyka z naczynia, napełnionego dziwnego koloru cieczą.

- Nikt, kogo znałaś i kochałaś, już nie oddycha. Planeta, z której pochodzisz, już nie istnieje.

- Ale dlaczego? - Jedyne co udało jej się w miarę wyraźnie wymówić, pomiędzy okropnym szlochem i bólem głowy.

- Powód jest zawsze ten sam.

- To znaczy jaki?

- Sława.

- Jak twoje serce może bić, skoro jest martwe?

- Uczucia i emocje to największa słabość całego wszechświata. Bez nich, człowiek może być potężny i niepokonany.

„Na każdego zwycięzcę przypada jeden przegrany." - pomyślała o Snoke'u i Vaderze -usłyszał to.

- Gdybyś mogła poczuć potęgę mocy...

- Żeby stać się kimś tak słabym, jak ty?

Rozzłościła go ta wymiana zdań, pomimo satysfakcji, jaką czerpał z bólu i ogromnego cierpienia dziewczyny. Wyszedł, uderzając ręką w drzwi, które rozpadły się na kawałki.

Jej dni mijały powoli, były puste. Cierpienie ustąpiło miejsca żalowi i żałobie. Świadomość, że nie ma już żadnej oazy dobra, grupy rebelianckiej, dawała jej poczucie osamotnienia. Nikogo nie widywała, prócz przynoszących jedzenie i czyste ciuchy robotów.

Wielki Mistrz oddał się trenowaniu swoich uczniów, triumfując zwycięstwo Wielkiego Porządku. Całe dnie przesypiała, szukając powodu swojej obecności tutaj. Nadszedł dzień, w którym doświadczyła dziwnego, bardzo realnie wyglądającego snu.

Zakapturzona, niska postać podeszła do posłania, na którym siedziała Zya cicho płacząc.

- Nie płacz dziecko, by umysł zostawić otwarty i rześki. - Usiadł na brzegu, kładąc jej rękę na ramieniu, w celu dodania odrobiny otuchy. Nie miała pojęcia kim ta zielona, męska istota jest.

- Kim jesteś? Czego chcesz i co tu robisz? - Na jej twarzy zagościł strach.

- To pytanie, bardziej ciebie tyczyć się powinno. - Uśmiechnął się ciepło.

- Nie wiem, dlaczego on mnie tu zamknął i czego ode mnie chce...

- W każdym z nas Moc ukryta się zawiera. - pokiwał głową. Dziewczyna poczuła dobro, jakie od niespodziewanego gościa płynęło. Postanowiła opowiedzieć mu skąd zna Kylo Rena.

- Kiedyś był zupełnie inny, a teraz... Znamy się ze szkolenia Jedi z Lukiem, byłam tam bardzo krótko i nigdy nie zamieniłam z nim słowa. Uczestniczył w ćwiczeniach naszej formacji, stąd znał nasz ruch, który wyprzedził, skazując nasz oddział na porażkę.

Raz na treningu, widziałam, jak walczył z jakimś starszym uczniem. Nie mam pojęcia, o co im poszło, ale wtedy, stracił nad sobą wszelką kontrolę i rzucił się w jego kierunku, atakując. To wszystko działo się tak szybko, zabił go, po czym wpadł w szał nie do opanowania. Luke chciał go uspokoić, podbiegł do niego i chwycił za rękę, na co Kylo odrzucił go, uderzając mocno w twarz. Po chwili dopiero zorientował się, co zrobił. Odłożył broń i patrzył na Luka w geście przeprosin, lecz jego oczy wydawały się ciemniejsze i smutniejsze niż zwykle. Mistrz kazał wszystkim wyjść, zostawiliśmy go tam samego, ze swoją zbrodnią i obłędem. Nikt z nas nie podejrzewał, co się wydarzy później i jak bardzo ta sytuacja odmieni nasze życia. To był najlepszy moment, który wyczuł Snoke, by przeciągnąć go na ciemną stronę mocy.

- Nic już czasu cofnąć nie może. Twoja rola na tym statku, najcięższą z możliwych będzie...

Otworzyła oczy, cała pościel była wilgotna od potu, usiadła i zaniosła się płaczem. Wiedziała jeszcze mniej niż przedtem. Usłyszała, że ktoś wchodzi do jej pokoju.

- Dobrze, że nie śpisz. Mam dla ciebie wieści. - młody Ren kroczył triumfująco.

- Jest środek nocy, jakie wieści?

- Nie będziesz już się nudzić. Zostaniesz przydzielona do kuchni, do sektoru 5A, gdzie przygotowywane są posiłki dla całego wojska, w tym i mnie. - Uśmiechnął się zawadiacko, dziewczyna zdębiała.

- Wstań i się odziej. Od dzisiaj będziesz mieszkać na dole, z resztą niewolnic pracujących na pokładzie. - Poczekał na nią przed drzwiami, po czym przekazał do oddelegowania dwóm szturmowcom. Praca na kuchni była bardzo ciężka, ale efekty zaskakujące. Wszystkie posiłki i rzeczy tam przygotowywane, zostawały później poddawane maszynie, która zamieniała je w małe saszetki z proszkiem, by łatwiej było je przemieszczać i przyrządzać.

Udał się do sektora X, gdzie czekała na niego sponiewierana w niewoli Rey. Młoda Jedi emanowała ogromnym ładunkiem mocy, miał nadzieję, przekonać ją do ciemnej strony i wyszkolić na rycerza Ren. Gdy stanął przed nią, nie był w stanie jej rozpoznać. Twarz miała opuchniętą, jej biała kiedyś szata przybrała kolor krwi. Skóra na szyi i nadgarstkach była mocno rozerwana od kajdan, które reagowały tnącym zaciskiem, na próby użycia mocy. Podziwiał ją za jej odwagę i upór, w próbie uwolnienia się z uścisku. Poczucie zwycięstwa dawał mu fakt, że nie ma już nikogo, kto spróbowałby ją uratować.

- Ty... mor... der... co – Ledwo wydała z siebie dźwięk, zignorował to.

- Mam dla ciebie pewną propozycję. Dam ci kilka dni do namysłu, z pewnością od razu się nie zgodzisz. Phasme i mój protegowany Grado Ren, będzie pracował nad zmianą twojego zdania.

- Dla... czego za... bi... łeś... swo... ją... mat... t... kę... jak mo... głe... ś

- Jest w tobie ogromna moc Rey, daje ci szansę żyć pod warunkiem, że zostaniesz rycerzem ren. - Dziewczyna zacharczała, z opuchniętych oczu pociekły jej łzy.

- Ni... gdy...

- Nie masz innej możliwości, jeśli chcesz żyć. Poza tym potrzebujesz nauczyciela.- Kylo skinął głową do szturmowca i wyszedł. Rozkazał wezwać do siebie kapitan Phasme.

Gdy do pokoju weszła kobieta w srebrnej zbroi, od razu zepsuł mu się humor.

- Dlaczego ona jest w takim stanie? Macie ją zmusić, a nie zabić! - Zrobił się czerwony ze złości.

- Ona jest bardzo uparta i niepokorna, nie da się jej złamać..

- Próbujcie do woli, ale dbajcie o to, żeby jej rany nie były śmiertelne.

- Tak jest!

- Możesz odejść.

Kylo przychodził do Rey przez kilka dni regularnie, próbując ją przekonać. Dziewczyna niestety opadała z sił i z czasem, przestała odpowiadać na wszelakie pytania. Po tygodniu zmartwił się jej stanem i kazał zaprzestać na jakiś czas tortur, dając odpocząć w izbie medycznej.

Odwiedził ją w szpitalu, ale stan nie uległ poprawie.

Wracając do swojej izby, postanowił zajrzeć do sektora 5A. W kuchni było słychać wrzawę i harmider. Po jego wejściu głosy znacznie ucichły, udał się w stronę Drabby – głównego zarządcy i kata niewolnic, wywodzącego się z rasy huttów.

- Wielki Wodzu! To ogromny zaszczyt! - Pacnął małym bacikiem zakończonym kolczatką -dwie dziewczyny, które stały przerażone przy ścianie. Odsunęły się na boki. - Nigdy nie widywano tu Najwyższego Lidera! Czasami zachodzi generał Hux, ale nikt poza nim tu nie bywa.

- Przyszedłem zapytać o dziewczynę, którą ci zesłano jakiś czas temu - Zya Kern.

Drabba podrapał się po głowie.

- Aaa, tak, najdziwniejszy to przypadek tutaj. Ciężko mi ją bić, wykonuje wszystko błyskawicznie, w przestrachu przed batem. Za to w boksach, dostaje od innych regularny łomot.

- Daj jej najwięcej i najcięższy rodzaj pracy.

- Czego sobie Wódz tylko zażyczy. - Wielki ślimak ukłonił się nisko i zaczął musztrować wszystkie istoty żeńskie w pomieszczeniu. Kylo rzucił okiem na zmarnowane, brudne i pobite dziewczyny, które przesunął Drabba. Zniesmaczyło go to i wyszedł.

Przechadzając się spokojnie przed panelem widokowym, rozmyślał o rzeczach, które jeszcze musi zrobić. Postanowił, że nazajutrz zbierze wysoką radę, w celu podjęcia dalszych kroków do zawładnięcia całą galaktyką. Poczuł gwałtowne osłabienie, oparł się o parapet. Usłyszał nadbiegającą Phasme.

- Kylo! Szybko! Rey... ona...

Ren pobiegł w stronę sektora medycznego. Na oddziale widział przerażoną obsługę i spostrzegł, że nie wyczuwa obecności młodej Jedi. „To niemożliwe" pomyślał i podbiegł do jej łóżka.

- TO NIEMOŻLIWE! JAK MOGLIŚCIE DO TEGO DOPUŚCIĆ!!! DAŁEM WAM JEDNO ZADANIE, A WY TO ZIGNOROWALIŚCIE!

Kapitan cofnęła się, wiedząc, co zaraz nadejdzie. Mistrz Ren wyciągnął miecz i zaczął ciąć wszystkich i wszystko na oślep, Phasme chciała uciec, ale nie zdążyła. Pokój zrobił się cichy od oddechów. Kilku szturmowców przewidując wcześniej atak furii wodza, pobiegło po generała Huxa. Kylo udał się do swojej izby. Próbował powstrzymać siłą woli drżenia złości, które przechodziły przez jego ciało. Starał się ze wszystkich sił opanować swoje emocje, niestety, czasami nawet on tego nie potrafił. Wpadł w szał.

Generał Hux dotarł pod drzwi Kylo. Słychać było głośne, niepokojące trzaski i grzmoty, jakby w środku toczyła się walka na śmierć i życie. Wejście okazało się zablokowane, grupa szturmowców nie dała rady ich otworzyć ani zdetonować.

- Lećcie po dziewczynę! - Zakrzyknął do stojących z brzegu szeregowych. Ruszyli pośpiesznie do kuchni, gdzie Zya pomagała przygotowywać posiłki dla wojska. Wtargnęli z impetem do środka, krzycząc głośno – Zya! Zya Kern, pójdzie z nami, natychmiast! - Jeden z nich podszedł do zdezorientowanej dziewczyny i szarpiąc za ramię, ciągnął za sobą w stronę korytarza, skąd z daleka słychać było zgrzyty i rumor furii młodego Rena. Przeszło jej przez myśl, jak źle teraz wygląda, cała brudna i śmierdząca warzywami i jedzeniem. Na widok stojącego tłumu i kilku leżących, martwych ludzi w białych zbrojach, wystraszyła się i nie miała pojęcia, co się dzieje. Dwaj szturmowcy dostarczyli ją do generała, on zaś, chwycił za rękę i wepchnął do środka, szybko zamykając roztrzaskane wpół, ciężkie wrota. Hałas ucichł. Hux modlił się w duchu, żeby to pomogło uspokoić szaleńca. Wszyscy czekali z przerażeniem, nasłuchując, co się zaraz wydarzy.

Stała przy drzwiach, obserwując otoczenie w osłupieniu. Zmroziło jej krew w żyłach. W pomieszczeniu panował mrok, który przecinały łuny pomarańczowo – czerwonych śladów, po mieczu świetlnym. Pełno ich było na ścianach, zniszczonych meblach, łóżku. Pod oknem leżało dwóch, nieżywych szturmowców. Odwróciła się, by spróbować wyjść. Słyszała tylko głośne i szybkie bicie swojego serca.

- Co ty tu robisz? - usłyszała głos i poczuła jego za swoimi plecami. Stał bardzo blisko i łypał na nią z góry. Zya przełknęła ślinę, nie wiedząc, co ma powiedzieć. Głos ugrzązł jej w gardle, zaczęła drżeć ze strachu i zimna. Zadał jej ból. - Odpowiedz!

- Nie jestem tu z własnej woli. - Wyszeptała słabym głosem.

- Ilu ich jest za drzwiami? - Wycedził wściekły.

- Około piętnastu. - Wypowiedziała to bardzo cicho, słabła. Przestał ją torturować. Machnął ręką w stronę wyjścia. Słychać było głuche uderzenia ciał o ściany i liche jęki. Uśmiechnął się i podszedł do okna. Jednym gestem ręki zmiótł leżące zgliszcza i zwłoki, w kąt pokoju. Długo patrzył na gwiazdy, zapominając, że nie jest sam.

Dziewczyna stała sparaliżowana strachem, łzy leciały jej po policzkach, a minuty mijały bardzo powoli. Podniosła rękę i dotknęła roztrzaskanych wrót.

- Nigdzie stąd nie pójdziesz, podejdź do mnie. - Cisnął z pogardą w jej kierunku. Nie mogła wykonać żadnego ruchu. Boleśnie przyciągnął ją do siebie mocą. Gdy puścił, straciła przytomność. Złapał ją na ręce i zaklął. Odsunął wolą resztkę pozostałości po drzwiach i wyszedł, zanosząc ją do punktu medycznego. Położył na szpitalnym łożu i zostawił do opieki robotom.

Kylo udał się do swojego flagowego statku, zabierając kilku pilotów i szturmowców i odlatując z Supremacy. Udał się na planetę Abarar, dać upust swojej furii na niewinnych niewolnikach i ich właścicielach.

Kilka dni zajęło Zyi dojście do siebie. Dostawała duże dawki witamin, co znacząco poprawiło jej wyniki krwi. Nie mogła pojąć, co się wydarzyło przed utratą przytomności. Nie chciała tego wiedzieć. Tak naprawdę, miała nadzieje, że już nigdy nie będzie musiała znaleźć się w jego obecności. Po wyjściu nie zaprzątała sobie tym głowy, wróciła do powierzanych jej, codziennych obowiązków.

Inne kucharki zrobiły jej nowy fartuch, aby mogła poprzedni wyrzucić i nie myśleć co zaszło tamtej nocy. Zaczęły przygotowywać podwieczorek, Zya miała po łokcie zanurzone ręce w kremie marchewkowym. Nagle, ze stanu senności, wyrwał ją krzyk dziewczyn oraz potłuczony, upuszczony przez jedną z nich talerz. Podniosła głowę w kierunku dźwięków, była bardzo wyczerpana ciężką pracą. Otworzyła oczy szeroko ze strachu. Stał przed nią Kylo Ren, w masce, był cały we krwi. W prawej ręce trzymał wygaszony miecz świetlny, w lewej odciętą głowę konia.

- Twój ulubieniec. - Rzucił łeb na stół, kilka dziewczyn wrzasnęło i rozbiegły się w popłochu. Młoda kucharka spojrzała na blat. Rzeczywiście, była to głowa jej ukochanego rumaka z rodzinnego domu. Nie miała pojęcia, skąd o nim wiedział i gdzie go znalazł. Nie zatrzymała łez, zwiesiła głowę.

- Za mną. - Wyszedł z kuchni. Bała się, prawdopodobnego zadania bólu, jeśli będzie nieposłuszna. Wybiegła za nim, wycierając ręce o fartuch i starając się trzymać metr od jego płaszcza. Wszyscy patrzyli na nich ukradkiem, nikt nie rozumiał, co się dzieje. Ona czuła się okropnie, mając nadzieję, że to tylko zły sen. Gdy dotarli do jego odnowionej komnaty, powstrzymała szloch. Po wejściu zamknął drzwi. Było jeszcze ciemniej niż poprzednio.

- Wyglądasz okropnie. Cuchniesz jeszcze gorzej, idź się umyj. - Rzucił w nią ręcznikiem i nie spoglądając w jej stronę, wskazał kierunek.

Dziewczyna podniosła tkaninę i poszła do łazienki. Pomieszczenie miało ogromny metraż, wszystko w nim wykonane z czarnego marmuru. Kabina prysznicowa z jednej strony posiadała szklane drzwi. Zapaliła światło, które było bardzo słabe i widniało nad prysznicem. Umyła ręce i zaczęła powoli rozbierać. Nogi pod nią uginały się ze zmęczenia i wyczerpania. Spoglądając w lustro, dotarło do niej, że ta noc będzie przepełniona bólem i cierpieniem, jakie młody Ren z pewnością jej zada. Weszła do kabiny i odkręciła wodę. Poleciał gorący strumień, była to dla niej zupełna nowość. W łazienkach dla niewolnic rzadko bywała woda, ciepła nie leciała nigdy. Poczuła się zrelaksowana. Zapomniała o wszystkim, co ją otacza, zamknęła oczy i poddała chwili. Z zadumy wyrwał ją ból pleców, od kilku dni bardzo jej dokuczały z przepracowania. Odwróciła głowę przez ramię i ujrzała przyglądającego jej się Kylo, który stał w kącie pokoju. Gwałtownie otrzeźwiała, zakręciła wodę i nerwowo owinęła się ręcznikiem. Serce waliło jak młotem, spróbowała zerknąć ukradkiem, lecz jego już tam nie było. Nie wiedziała, co jest jawą, a co wytworem jej zmęczonej wyobraźni. Wytarła się w pośpiechu i zauważyła leżące, poskładane przy kabinie ciemnoszare ubranie. Była to delikatnie zdobiona sukienka z kapturem, zakrywająca ramiona i nogi, a kończąca się na szyi. Ubrała się w nią i opuściła łazienkę. Była sama. Po jakiejś godzinie, siedząc na łóżku, niepostrzeżenie zamknęły jej się oczy i zapadła w sen.

„Wyjdź tchórzu i stań ze mną do walki. Od dzisiaj ja będę rządził Wielkim Porządkiem" usłyszał to w swoich myślach. Wiedział, że ktoś czyha za jego drzwiami i czeka go pojedynek. Zerknął w stronę łazienki i wyszedł. Zobaczył swojego największego dotychczas wroga z Zakonu Ren.

Deragul był ogromnej postury, ukończył szkolenie Shitów jeszcze wiele lat, zanim urodził się Kylo. Był długowieczny, pamiętał jeszcze czasy rządów samego Palpatina. Łaknął władzy, ale nigdy wcześniej nie odważył się zaatakować żadnego zwierzchnika. Tym razem jednak było inaczej. Od samego początku nie podobało mu się, że w szeregach rycerzy Ren szkolił się były Jedi. Gardził takimi osobami, uważał ich za zdrajców, którzy wykorzystają okazję, jeśli się ona nadarzy. Nie pomylił się. Dobrze wiedział kto zabił Snoke'a.

W pełni opanowany czekał na niego na środku marmurowego korytarza. Trawiła go nienawiść i pogarda do młodego wodza. Nie ukrywał swoich myśli, obrazował w nich swoje zwycięstwo tak, aby wyprowadzić młodego Rena z równowagi. Kylo zdawał sobie sprawę z umiejętności przeciwnika i z tego, że nie łatwo będzie go pokonać. Westchnął ciężko i odpalił miecz.

- Nadszedł dzień twojego sądu, nędzna pokrako. Jakim cudem Snoke nie wyczuł w porę twojej zdrady? Śmierdzi nią od ciebie na kilometr! - Zwalista postać parsknęła śmiechem. Młody Ren obserwował, jak jego ogromne ciało faluje z rozbawienia. Zrobił dwa kroki.

Deragul zwinnie machał mieczem, rozluźniając mięśnie i przygotowując je do ataku. Napięcie rosło z sekundy na sekundę. Wpatrywali się w siebie, nagle Kylo rzucił się w stronę przeciwnika. Ten odpowiedział na atak, ich miecze się skrzyżowały i stanęli twarzą w twarz.

- Co robisz w wolnym czasie szczeniaku? Forma ci zdecydowanie spadła! Te twoje nędzne nóżki i rączki do niczego się nie nadają, nie umiesz nawet trzymać swej broni, co dopiero nią władać! - Wróg młodego Rena roześmiał się na nowo.

Kylo odskoczył i przypuścił się ataku, zwinnie próbując zranić ogromnego przeciwnika. Deragul śmiał mu się w twarz i odpierał jego ciosy jedną ręką. Determinacja Kylo malała, poczuł się słaby. Wróg zablokował miecz Kylo na swoim, po czym drugą ręką uderzył go w twarz, dezorientując chwilowo. Z ust pociekła mu krew, odczuł ból na połowie twarzy, co go znacznie ocuciło. Zaatakował mocą i odebrał Deragulowi jego miecz. Trzymając oba w rękach, wykonał cios ostateczny, ścinając mu głowę na krzyż. Ukląkł i zdał sobie sprawę, jak zaniedbał swoją formę, był wściekły na siebie. Zawołał dwóch szturmowców, aby sprzątnęli to truchło. Wygrał, ale dopiero teraz uaktywniła się w nim agresja, pomieszana z żalem i złością. Wtargnął do swojej izby.

Obudził ją krzyk i łomot wściekłości, której młody Ren dawał upust, niszcząc swoim mieczem wnętrze pomieszczenia.

- Co się dzieje?! - Krzyknęła przerażona.

Wyłączył miecz i podszedł gwałtownie do łóżka, na którym siedziała. Przywarła ze strachu do ściany.

- Uderz mnie! - Jego oczy błyszczały szaleństwem.

- Nie. - Odrzekła cicho.

- Uderz!!! - Ryknął z nienawiścią. Ton jego głosu nie znosił w tym momencie żadnego sprzeciwu.

Dziewczyna dostrzegła ślady na jego licach, uderzyła go lekko w twarz. Sprawił jej ból, w miejscu, które ją najbardziej bolało. Zaatakowała, najmocniej jak potrafiła, biła na oślep. Ledwo udało mu się okiełznać jej ręce. Chwycił ją za ramiona i przywarł do niej swoimi ustami. Całował bardzo mocno i zachłannie. Przygryzł jej dolną wargę i poczuł smak krwi. Wpił się w nie, swoimi krwawiącymi ustami i ich posoka się połączyła. Zya odepchnęła go nerwowo i zerwała się na równe nogi.

- Kylo... co Ty? - Zapytała, patrząc na chłopaka. Pociągnął ją za rękę i rzucił z powrotem na łóżko, atakując mocą. - Przestań, to boli! Postradałeś rozum!?

Nie odpowiedział. Spoglądał na nią łagodnie. Oparł swoje ręce na jej dłoniach i przybliżył swoje usta. Obcałował powoli powierzchnię warg.

- Mógłbyś przestać? Co to ma znaczyć? Proszę, zejdź ze mnie...

Te słowa go tylko zachęciły, przywarł swoim ciałem do jej. Zdetonował potok pocałunków na szyi dziewczyny. Zya wiedziała, że teraz już nic go nie powstrzyma. Nagle, zza drzwi dobiegł ich pogardliwy głos generała Huxa – Wodzu, narada w Wielkiej Sali niedługo się rozpocznie.

Młody Ren westchnął ciężko i oparł głowę na ramieniu młodej dziewczyny. Puścił ją, wstał i wyszedł z pokoju.

Dopiero zauważyła swoje drżące nogi i szybko bijące serce. Gwałtownie wstała i pobiegła do drzwi, otwierając je. Po bokach stało dwóch szturmowców.

- Niestety, rozkaz od Najwyższego zabrania nam pozwolić pani wyjść, proszę wrócić do środka. - Pokazał ostentacyjnie broń. Wróciła do pokoju i usiadła na ziemi, opierając się o łóżko. Zastanawiała, jak może stąd uciec. Wolała nie wiedzieć, co się stanie, gdy on wróci.

Kylo wszedł do ogromnej sali i zajął miejsce, gdzie niegdyś siedział Snoke. Poczuł się zmęczony. Sala budową przypominała odeon, ale była tysiąckroć większa. Znajdowało się w niej kilka tysięcy przedstawicieli różnych ras, którzy przybyli na wezwanie Wielkiego Porządku.

Hux odchrząknął i zaczął swą mowę na forum.

- Z ostatnich informacji, jakie do nas dotarły, wiemy, że Nowy Porządek nie posiada już oficjalnie żadnej opozycji. Zebraliśmy się tu, by ustalić nasze dalsze działania względem produkcji nowej broni oraz handlem starą, w celu... - Młody Ren przestał słuchać generała, napiął wszystkie mięśnie i szukał mocą swoich najsłabszych punktów. Przypomniał sobie widok ogromnej ręki Deragula, która zatrzymała się na jego twarzy, oblizał swoje wargi. Poczuł zaschniętą krew i się uśmiechnął. Jego myśli krążyły wokół tego, co wydarzy się tego wieczora, poprawił mu się dzięki temu humor. Rozejrzał się po sali, przemawiał teraz przedstawiciel rasy, która wyglądem przypominała krzyżówkę ryby i ślimaka.

- Nie możemy sprzedać im tej broni, oni testują ją na naszych braciach!! - Wrzeszczał brązowo -głowy stwór. Hux był czerwony na twarzy i myślał o tym, jak podcina swojemu rozmówcy gardło. Kylo uśmiechnął się, słysząc jego myśli.

- Nie możemy się tym przejmować. Co to w ogóle jest za argument? Wiemy, że rasa wasza wywodzi się z rodziny mięczaków, nie musicie nam tego przypominać na każdym wiecu! - wrzasnął generał.

Obrady trwały kilka godzin, został ustalony nowy rodzaj broni, miejsce jej produkcji oraz przeznaczone na to fundusze. Młody Ren udał się z Huxem do pracowni inżynierskiej, przekazać informacje i zacząć tworzyć projekt. Pochłonęło mu to dodatkowy dzień.

Gdy skończyli, wrócił do swojego lokum. Po otwarciu drzwi stanął jak wryty. Ujrzał delikatną, kobiecą postać, leżącą na jego łóżku i pochłoniętą snem. Zaschło mu w ustach, „kompletnie o niej zapomniałem." - pomyślał. Podszedł do łóżka i obadał ją wzrokiem. Leżała wtulona w kołdrę w sukience, którą od niego otrzymała. Umył się, ubrał w czarne, nocne spodnie i położył obok niej, niemal automatycznie zasypiając.

Nagły bezdech wyrwał ją ze snu, otwierając oczy, dusiła się, nie mogąc złapać oddechu. Usiadła i spostrzegła, że obok niej ktoś leży. Jak poparzona wyskoczyła z łóżka, sprawdzając, czy nic jej nie zrobił. W pokoju panował mrok i lekki chłód. Po omacku podeszła do drzwi, mając nadzieję na udaną ucieczkę.

- Co cię tak przestraszyło? - Usłyszała zza siebie miękki i spokojny głos Kylo. Nigdy nawet nie podejrzewała, że on potrafi mówić w taki sposób. Przełknęła ślinę ze strachu.

- Ym... Nic, śniło mi się coś okropnego. - Powiedziała speszona.

- Opowiesz mi o tym? - Zbliżył się do niej znacznie.

- Wolałabym nie.

- Ostatnio cię trochę zaniedbałem... - Powiedział jakby do siebie. - Roboty nie dostarczyły ci tu nic do jedzenia, prawda? - Pogładził ręką jej ramie. Pomimo tego, że całe ciało zakryte miała materiałem sukni, przeszedł ją dreszcz. Nie chciała, by ją dotykał.

- To nie ma znaczenia. Kylo, proszę, może ty mi opowiesz, co robiłeś, jak cię nie było? - Zrobiła unik i odeszła powoli w stronę okna. Oparła się o ścianę obok parapetu, by widzieć zarys jego sylwetki. Grała na czas, z nadzieją, że ktoś im zaraz przeszkodzi. Młody Ren patrzył na nią łagodnym i rozmarzonym wzrokiem. Szedł ufnie w jej kierunku.

- Nawet wódz Wielkiego Porządku, ma jakieś obowiązki, ale znajdzie też czas na przyjemności. - Stanął na środku pokoju. Światło gwiazd zza okna, lekko rozjaśniało jego tors i twarz. „Pięknie wyglądasz w tej sukni" powiedział do niej, w jej myślach. Serce młodej dziewczyny waliło jak młotem, sparaliżował ją strach. Starała się nie myśleć, aby nie mógł usłyszeć tego, czego się obawiała. Z pewnością by go to tylko rozkręciło. Zrobił kilka kroków w jej stronę. Oparła się mocniej o ścianę, marzyła, aby móc się w nią wtopić. Zrobiła gwałtowny uskok w stronę drzwi, zaszedł jej drogę. Powtórzyła to parę razy -bezskutecznie. Czuła się jak bezbronna muszka, na ogromnej pajęczynie potwora. Zamknął ją rękoma, opierając je o ścianę. Powąchał i pomuskał jej włosy. Serce Zyi szalało z przerażenia.

- Kylo przestań! Proszę cię! Przerażasz mnie!

Uśmiechnął się i chwycił delikatnie zębami jej ucho, po czym obtarł ustami szyję wzdłuż; uwielbiał ten zapach.

Czuł ogromną władzę. Przysunął się do niej tak, że ich ciała się stykały. Dziewczyna drżała ze strachu, z oczu ciekły jej łzy. Obcałował ich łzawiące kąciki, po czym skierował się na usta. Nawet w pocałunku, emanował totalną dominacją. Ze wszystkich sił, próbowała zaciskać wargi, ale dla niego, jej opór był zbyt słaby i kruchy. Lewą ręką odciągnął ją od ściany i rozpiął od tyłu sukienkę.

- Cii... Nie zrobię ci krzywdy, jeśli nie będę musiał... - Mówiąc to, rozpływał się w swoich myślach. Podniósł ją i zaniósł na łóżko. - Cała drżysz... Zimno ci? - powiedział drwiąco i zrzucił spodnie. Zya nie mogła dłużej powstrzymywać szlochu, zacisnęła oczy i przygotowywała się na najgorsze.

- Trzeba cię ogrzać. - zaśmiał się i ściągnął z niej odzienie. Dziewczyna nerwowo zakryła się kołdrą i usiadła, opierając o ścianę. Łkała, nie mogąc się uspokoić.

- Bądź grzeczna, to nie będzie bolało. - Powstrzymał ją mocą i położył się obok niej, wchodząc pod kołdrę. Rękoma delikatnie położył jej podkulone nogi, chwycił w talii i przyciągnął do siebie. Twarzą wtuliła się w jego ramię, czując upokorzoną i bezsilną. Gładził jej plecy i nogi, całując po szyi, obojczyku i ramionach. Uspokajająco kołysał, gdy zaczęła się krztusić od ciągłego płaczu.

- Cii... Spokojnie... Świetnie ci idzie. - Znalazł się nad nią i rozwarł ręką nogi, jednocześnie zajmując pocałunkiem. Dziewczynie łzy ciekły ciurkiem po opuchniętych policzkach. Wszedł w nią bardzo delikatnie. Jęknęła bardziej ze strachu niż z bólu. Poruszał się w niej spokojnie, powoli zwiększając tempo i siłę. Przerażał ją jego całkowity spokój.

- Cała moc wszechświata, właśnie znajduje się w tobie. - mruczał do jej ucha i stał się brutalniejszy w pchnięciach.

Zya z zaciśniętymi oczami, leżała bezbronnie pod największym szaleńcem, jakiego widział jej świat. Odwróciła głowę w prawą stronę i marzyła, by ten koszmar już się skończył. Kylo zatracał się w niej coraz bardziej. Przygryzał jej szyję i przyciskał mocno całym ciałem, nie przestając pracować. Dziewczynie zaczęło brakować tchu, ogarnęła ją panika.

- Kylo... Duszę się. - ledwo wydukała i spróbowała odepchnąć jego ramie. On wtulony w jej szyję i ciało zdawał się nie słyszeć zewnętrznego świata, zamknął się w swoim. - Kylo! - wykrzyknęła ostatkiem sił i straciła przytomność.

Ten słaby krzyk wyrwał go z letargu. Spojrzał na nią i zerwał się, by ocucić ją wodą. Pokropił jej twarz, otworzyła oczy i zachłysnęła się powietrzem.

- Nic ci nie jest? - Zapytał zdenerwowany, stojąc przy łóżku. Zya pobiegła do łazienki i zamknęła się w niej. Błyskawicznie za drzwiami pojawił się Kylo. - Otwórz!

Ona nie była w stanie odpowiedzieć. Spojrzała w lustro, wyglądała okropnie. Włosy miała splątane i mokre od łez i potu, twarz była czerwona i opuchnięta od płaczu. Na szyi ciemniały ślady pogryzień, jej ciało było wykończone. Słyszała dobijającego się młodego Rena. - Otwieraj! Zya, otwórz!

Okrywając się ręcznikiem, usiadła na ziemi. Po chwili wtargnął z impetem do środka, powoli zbliżył się do niej i kucnął.

- Nic ci nie jest? - Spytał z troską.

- Proszę, wyjdź.

- Nie zostawię cię w takim stanie.

- Do niego mnie doprowadziłeś, zostaw mnie samą, błagam. - Odezwała się bardzo cichutko i po raz pierwszy od dwóch godzin, spojrzała mu w oczy. Zdenerwował go smutek i otępienie, jakie w nich zastał. Wyprostował się i wyszedł. Dziewczyna nie miała siły płakać, chwiejąc się, powstała i weszła pod prysznic. Zaczęła namydlać i delikatnie masować obolałe ciało, by zmyć z siebie jego zapach, pot, dotyk. Czas mijał, a ona napawała się ciepłym strumieniem. Medytowała po cichu, próbując uspokoić myśli i ból, jaki odczuwała w miejscu intymnym. Gdy nachyliła się, żeby je spienić, poczuła jego dłonie na swojej talii. Podskoczyła i chciała wyjść, złapał jej liche nadgarstki jedną dłonią, drugą zaś podniósł jedną nogę do góry i koszmar zaczął się na nowo. Nie był wobec niej delikatny, ale na szczęście, tym razem, nie trwało to długo. Po wszystkim umył się dokładnie i położył, czekając, aż do niego dołączy. Myła się dłużej niż poprzednio. Opuszczając łazienkę, była przekonana, że będzie spał. Po omacku poszukała sukni i nałożyła po cichu.

- Połóż się obok mnie. - Rozkazał niemiłym tonem. Dłuższą chwilę, nie ruszała się z miejsca. Poczuła zalewający ją ból od środka, zrobiła krok i boleść zniknęła. Na wpół przykryty kołdrą, wpatrywał się w nią, jak wilk w ranną zwierzynę. Zya odczuła ogromne zmęczenie, położyła się tyłem do chłopaka na krańcu łóżka i zasnęła.

Kylo czuł się świetnie, leżał odprężony i spoglądał na nią. Drżała przez sen, wzdrygając się mocno co jakiś czas. Myślał o pracy, jaka go czeka w tym tygodniu.

Z niezbyt długiego i rwanego snu, wyrwał ją jego ciepły oddech zalewający jej szyję. Składał nań delikatne pocałunki, napawając się jej słodkim zapachem, ręką masował swoje przyrodzenie. Zaczęła lekko dygotać.

- Myślałem, że śpisz. - szemrał, drażniąc i łaskocząc jej ucho. - Ale dobrze się składa, że nie.

Chciała wstać. Złapał ją za biodra i przytrzymał. Zacisnęła swoje ręce na jego, najmocniej jak potrafiła, jedną puścił. Wyrwała się i uciekła w stronę drzwi. Kylo irytował upór dziewczyny, równocześnie bardzo pobudzając. Przywołał swój miecz i prostując gwałtownie w ręce, odpalił. Przełożył go jej przez ramię przed twarz. Nocą czerwony laser tlił się diabelnie, rozświetlając pomieszczenie łuną wściekłości i ilości ofiar, które pochłonął. Postanowił, że ukarze ją za ten zryw, inaczej nigdy się nie nauczy trwać przy nim. Przyłożył delikatnie laser do ramienia. Sukienka puściła swąd spalenizny, dziewczyna zawyła z bólu, mdlejąc. Złapał ją i położył na łóżku. Wezwał robota, który korzystając z jej zemdlonego znieczulenia, zrekonstruował ramię, pozostawiając bliznę i trochę mięsa do zagojenia się. Kylo był z siebie dumny, uważając, że to ją nauczy posłuszeństwa.

Przez kilka następnych dni nie bywał u siebie, dając jej czas do przemyśleń i regeneracji sił psychicznych oraz fizycznych. Pochłonęła go praca oraz treningi, do których powrócił, po zaobserwowaniu u siebie znacznego spadku formy. Do grupy Renów dołączyli nowi adepci. Pomagał wdrożyć ich w rozkład zajęć. Walczył kolejno z każdym, sprawdzając ich umiejętności oraz predyspozycje. Ostatnia tego dnia, pozostała mu najnowsza rycerz Ren - Adeyla. Była jego wzrostu, szczupłą szatynką, o smutnych rysach twarzy. Kylo odczuł, jakby w pojedynku starała się zwrócić jego uwagę w zupełnie inny sposób. Obserwowała go z pożądaniem, co dawało mu satysfakcję i zwiększało pewność siebie.

- Na dziś już koniec. Musisz bardzo podszkolić się w prawym ustawieniu. Na razie nie będę uczestniczył w twoich walkach. - Czuł od niej bardzo dziwną energię, nie miał pojęcia jak to klasyfikować. Wpatrywała się w jego oczy i ruchy z lekkim, ponętnym uśmiechem. Intrygowała go.

"Szkoda" skwitowała w jego myślach. Zerknął na nią krzywo. Dobrze, że przez maskę, nie było widać jego zaskoczenia. Opuścił salę, planując zajęcia w terenie. Wkroczył do swojego pokoju. Zya siedziała na łóżku, wpatrując się w gwiazdy. Ubrana była w czarny, damski kostium. Rozebrał się i poszedł pod prysznic. Marzył, aby z własnej woli dołączyła do niego. Wyobrażał to sobie, dając upust napięciu całego dnia. Jego myśli skierowały się ku Adeyli. Otworzył oczy i przestał. Wytarł się i ubrał w nocne szaty.

Podszedł do dziewczyny, która była bardzo smutna. Usiadł przy niej i obserwował, ledwo hamując popęd. Zya spojrzała na swoje dłonie, mała łza spłynęła jej po policzku. On wytarł ją palcem. Gdy to się powtórzyło, złapał ustami małą kroplę, zaczynając delikatnie obcałowywać dziewczę. Była załamana, odważyła się coś do niego powiedzieć, zanim znowu zatraci się w swoim świecie, krzywdząc jej.

- Kylo... Masz zamiar mnie tu więzić, do końca mojego życia? - wydukała, powstrzymując płacz. Chłopak przestał i spojrzał jej w oczy.

- Gdybym wiedział, że nie spróbujesz uciekać, chować się przede mną, nie musiałabyś tu siedzieć sama.

- Dokąd miałabym uciec? Cała galaktyka należy do ciebie, nie mam już dokąd iść. - Rozpłakała się na nowo. Kylo niewiele myśląc, złożył jej namiętny pocałunek, przewracając powoli na plecy. Zyi było wszystko jedno. Doskwierała jej samotność i odosobnienie. Nie widywała nikogo, oprócz robotów i jego, ale on ostatnimi dniami nie przychodził. Zaczął ją powoli rozbierać, lecz widząc, że jej stan się pogarsza, przestał. Przywołał bota, który wstrzyknął jej silne leki uspokajające. Zya opanowała się i poczuła bardzo senna. Kylo położył obok niej i objął ramieniem.

- Mogę dać cię z powrotem na kuchnie, ale ostrzegam, że nie będą na ciebie patrzeć w ten sam sposób. - Dziewczyna spojrzała na niego oczami pełnymi nadziei. Oparła o jego ramię i zasnęła.

Młody Ren zirytował się całą sytuacją. Podał służbie komunikat do przekazania, że jutro wszyscy rycerze Ren udadzą się razem z nim na misje w ramach treningu. Na planetę Kjobur, by wyeliminować wszystkich jej mieszkańców i przy okazji sprawdzić lojalność nowych adeptów. Kylo nie spał całą noc. Krążył po pokoju, rozmyślając i snując plany na najbliższe tygodnie. Z melancholii wyrwało go jej kichnięcie przez sen. Spojrzał na nią, krew w nim zawrzała. Wyglądała tak pięknie i bezbronnie. Miał ochotę skalać jej niewinność ponownie, ale przywracając w pamięci jej ówczesny stan, powstrzymał się. Czekał. Czekał, aż zacznie za nim tęsknić, aż zacznie prosić go, by ją przytulił, pocałował. Nad ranem udał się do statku przygotować do drogi. Niespodziewanie, za jego plecami pojawiła się Adeyla. Stała oparta o drzwi i uśmiechając się, głośno myślała o tym, jak miło go znowu widzieć. Kylo zignorował to, wchodząc do panelu sterowania. Podróż odbyła się bez komplikacji. Podzielił wszystkich na duże grupy i przypisał im zadania do wykonania. Sam ruszył z grupą najmłodszych adeptów, mając do wybicia jeden z mniej groźnych ludów tej planety.

Obudziło ją pukanie do drzwi.

- Pani Kern, czekamy, aby zaprowadzić panią do pracy. - rzekł jeden ze szturmowców, pilnujący jej drzwi. Dziewczyna podskoczyła z radości, szybko się przebrała i podążyła za nim. Wolała ciężką pracę niż kolejne dni samotności, doprowadzające ją na skraj szaleństwa. Na kuchni zastała jeszcze grubszego Drabbę i nowe, młode niewolnice.

- Witamy z powrotem! - Pacnął swoim bacikiem dziewuszki, by ustąpiły mu miejsca. Podszedł do Zyi. - Gdzie się podziewałaś tyle czasu?

Hucci znani byli ze świetnego węchu. Gdy zatrzymał się przed nią, zrobił skwaszoną minę.

- Byłaś u Kylo w niewoli? Cała nim cuchniesz! - rzekł z pogardą. - No! Rusz się, przybyłaś tu do pracy, nie na wakacje. - Zagonił ją do zmywania podłogi. Inne dziewczyny, które kiedyś zdawały się z nią w komitywie, zerkały nań nienawistnie. Były zazdrosne o jej nowe szaty, jedna odważyła się ją popchnąć, przez co zbiła wazę z zakwasem do zupy. Drabba podpełznął wściekły i zamachnął się na dziewczynę, zrobiła unik. Powstrzymał się jednak, wiedząc, że Kylo mógłby nie być tym zadowolony.

- No, wracać do pracy!!! To nie przedszkole! - skarcił tę, która popchnęła Zye.

Kondycja psychiczna dziewczyny była gorsza, niż gdy siedziała sama, w ciemnym pokoju. Świadomość, że wszyscy jej nienawidzą była dla niej zaskoczeniem. Spodziewała się raczej, że będą jej współczuć. Gdy dzień pracy dobiegł końca, miała nadzieję zobaczyć w pokoju młodego Rena i poprosić go, by jej tam więcej nie dawał. Szturmowiec, który ją eskortował, przekazał jej informację od Kylo, że nie będzie go trzy dni. Zya była przerażona spędzeniem trzech dni w kuchni, gdzie jest najmniej pożądaną osobą.

Kolejny dzień minął jej podobnie nieprzyjemnie co pierwszy. Postanowiła wziąć się w garść i nie dać dziewczynom na kuchni. Nazajutrz przed końcem pracy, do kuchni wtargnął pijany Hux. Zya nie miała z nim nigdy za bardzo do czynienia, nie wiedziała, czego się można po nim spodziewać. Akurat została sama, myjąc podłogę, gdy generał podszedł, chwiejąc się i opierając o blat.

- A co ty tu robisz? - był rozbawiony, widząc Zye klęczącą i czyszczącą podłogę brudną szmatą. Oblizał się do swoich lubieżnych myśli.

- Pracuję. Kylo wyjechał i postanowił dać mi jakieś zajęcie... - czuła nastawienie Huxa do niej, brzydziło ją to. Wstała powoli.

- Haaa... Ah ten Kylo, największy świr całej galaktyki. Pewnie masz go dosyć, co? - Powoli zbliżał się w stronę dziewczyny, rozpinając płaszcz. - Słyszałem, że bardzo brutalnie cię traktuje. Ja bym tak nie zrobił, potraktowałbym cię, o wiele delikatniej i przyjemniej. - Stanął przed nią, blokując jej drogę ucieczki.

- Spokojnie, nie walcz z tym. Zrobimy to szybko, nikt się nie dowie... Nawet sam wielki Kylo Ren. - puścił do niej oko i wyciągnął ręce, ona zaczęła się z nim szarpać, była przerażona całą sytuacją. W szarpaninie spadły miski robiąc huk, on chwycił ją za włosy i ściągnął, kładąc przodem na blat. Przycisnął ciałem i zaczął szybko rozpinać spodnie. Zya krzyczała o pomoc, zatkał jej ręką buzię, drugą przytrzymując skrzyżowane ręce na plecach. Zaszedł go ktoś od tyłu, uderzył i Hux stracił przytomność. To był Drabba. Stał z otwartą buzią i patrzył, jak Zya zapina ubrania i płacze.

- Dziecko... Czy on...? - zabrakło mu słów. Wiedział, co ich wszystkich czeka, jak Kylo się o tym dowie. Zya nie umiała już powstrzymać wybuchu płaczu. Czekali oboje, aż generał się obudzi.

- Co tu się... kto odważył się mnie uderzyć!? - Ryknął wściekły i nadal pijany Hux, budząc się z przymusowej drzemki.

- Generale, ledwo udało mi się zapobiec tej tragedii. Proszę o wybaczenie, ale chyba wszyscy zgodzimy się co do tego, że nie chcemy przedwcześnie umierać, zwłaszcza z bezlitosnej ręki Kylo Rena... - Zaczął zmieszany Drabba, starając się uspokoić Huxa, który patrzył nienawistnie na załamaną dziewczynę.

- Zapłacisz mi za to! Jak cię dopadnę gdzieś samą, to zginiesz boleśniej, niż możesz sobie to wyobrazić! Mam gdzieś tego niestabilnego emocjonalnie dzieciaka, który próbuje być wielkim władcą! A ty sypiając z nim, za kogo się uważasz? Jesteś tylko jego chwilową zabawką. Jak mu się znudzisz, to dopiero poczujesz, co znaczy samotność i cierpienie! Naiwna idiotko! Może myślisz, że uda ci się go zmienić? Nie bądź śmieszna, spójrz na siebie!!! Zostawi cię dla tej nowej z zakonu, która pcha mu się do łóżka, a ty zapragniesz jeszcze czyjejś uwagi!!! Wtedy sam, osobiście odprowadzę cię do kata, który przehandluje cię jakiemuś obleśnemu osobnikowi lub zabije! - Zya rozpłakała się, nie mogąc uspokoić od krzyku i słów Huxa.

- Generale... Mam dla pana w prezencie dwie najmłodsze, nietknięte jeszcze przez nikogo niewiasty, w zamian za odpuszczenie tej sytuacji. Postarajmy się może, żeby Kylo się nigdy o tym nie dowiedział. Obiecuję sprowadzać tutaj dla pana tylko takie... - Drabba pacnął dwie młodziutkie, trzęsące się dziewczyny, podsuwając wściekłemu dowódcy. Ten obadał je wzrokiem i skinął, by szły przed nim. Opuścił kuchnię. Zya buchnęła płaczem i szlochem. Wielki ślimak starał się ją pocieszyć i przekonać, by nic nie wspominała o tym Kylo. Wiedział, że równałoby się to śmiercią wszystkich uczestników tej niekomfortowej sytuacji. Dziewczyna, uspokajając się, przytaknęła na jego prośbę. Udała się do siebie.

Atakując wioskę, młodzi adepci spisali się lepiej, niż mógł to sobie wyobrazić. Nie został nikt żywy, wykonali zadanie. Przemierzając las, w stronę statku, natknęli się na grupę, w której była Adeyla. Okazało się, że muszą ukryć się w lesie i zaatakować resztę rano. Czekali w spokoju na znak, od swojego wodza. Niektórzy drzemali, inni medytowali, w porozumieniu z ciemną stroną mocy. Kylo udał się w postronne miejsce, by odszukać w spokoju emocje, które towarzyszą Zyi w tym momencie. Usłyszał, jak pęka gałązka pod czyimś ciężarem, odpalił miecz i odwrócił gwałtownie, wymierzając w intruza.

- Wielki Mistrz, chce zabić swojego wzorowego ucznia? - Zagadnęła Adeyla, nie bojąc się zupełnie reakcji Kylo.

- Co tu robisz? Wracaj do grupy. - Odrzekł przez maskę, martwiła go cisza od strony Zyi.

- Przyszłam ci potowarzyszyć, wielki dowódco. - Powiedziała, prawie stękając. Młody Ren czuł jej feromony i to, że stawała się coraz bardziej napalona. Podszedł do niej z agresją, stając twarzą w twarz.

- Gdybym chciał, żeby towarzyszył mi jakiś student, zabrałbym najlepszego. - wyminął ją zimno i wrócił do wszystkich. Dziewczyna wściekła się, ale postanowiła nie poddawać.

Gdy doszło do walki, kręciła się wkoło Kylo, zabijając kolejnych niewinnych mieszkańców planety. Nie przewidziała jednak ataku któregoś za swoimi plecami, została ranna. Młody Ren był jedynym, który się znajdował w jej pobliżu, wziął ją na ręce i zaniósł do statku. Czekał przy jej łóżku, aż się wybudzi.

Poczuł nagle przypływ emocji Zyi, ogromny strach i płacz. Nie widział nic w jej myślach, były kompletnie zblokowane. Postanowił wracać natychmiast. Droga zajmie mu noc i cały dzień. Zostawił wszystkich Renów na planecie i kazał dokończyć zadania.

Adeyla obudziła się w szpitalu. Była dumna z postępów w relacji z Kylo. Dała się zaatakować i nieść mu na rękach. Jak dowiedziała się, że on nagle odleciał, wściekła się łudząc, że to z jej powodu.

Zya poszła do pracy przybita i wyobcowana. Miała mętlik w głowie, po tym, co się stało i co jej przekazał w złości Hux. Bała się, co się teraz z nią stanie. Jeszcze nigdy nie czuła się tak samotnie. Na kuchni nie zwracała na nikogo uwagi. Dziewczyny cały dzień szturchały ją, szydząc z niej. Po południu zrobiło się trochę luźniej, więc Drabba postanowił sprawdzić stan zapasów, zabierając ze sobą dwie pomoce kuchenne. Zya kończyła myć podłogę, była wykończona. Nagle poczuła, że ktoś popycha ją mocno od tyłu. Zablokowała upadek i odwróciła się. To jedna z dziewczyn, które dokuczały jej, jak mieszkała z nimi w boksach. Trzymała w ręku nóż kuchenny i oblizywała się na myśl o tym, jak zabija Zye. Przeraziły ją jej wizje, ale wiedziała, że tamta nie zawaha się jej zaatakować, ani nawet zabić. Kilka razy machnęła nożem w jej kierunku. Zya robiła uniki, panicznie bojąc się zranienia i śmierci. Dopadły się siebie, Zya zablokowała jej rękę z nożem. Tamta wyrwała się i nacięła dość głęboko lewą rękę Zyi, następnie zlizała jej krew z noża. W oczach dziewczyny panowało kompletne szaleństwo. Zya trzymała się za rękę, próbując zatamować krwawienie. Do kuchni wbiegły inne dziewczyny, powstrzymując tę z nożem i pomagając w popłochu rannej. Przed utratą przytomności usłyszała tylko głos Drabby, znad jej noszy, który ryczał do trzymających je szturmowców, by zamknęli ją w pokoju, przysłali bota medycznego i czekali na powrót Kylo.

Gdy wylądował, od razu poczuł, że coś jest mocno nie tak. W pośpiechu udał się do swojej izby. Szturmowcy pilnujący jej pokoju na jego widok, o mało nie pomdleli. Otworzył drzwi i wszedł po cichu, ściągając maskę. Zobaczył, jak Zya śpi spokojnie. Podszedł do łóżka i odkrył delikatnie kołdrę, zauważając świeżą bliznę na całym lewym przedramieniu. Zezłościł się, kucnął i przybliżył swoją twarz do jej z nadzieją, że nie blokuje myśli podczas snu. Obserwował uważnie każdy ruch jej gałek ocznych pod powieką, nerwów, skóry podnoszącej się od wdechu i opadającej od wydechu. Nic nie wyczuwał, pocałował ją delikatnie w odsłonięte ramię, powodując jej lekki dreszcz i wyszedł.

Udał się do jamy Drabby. Gdy wtargnął do środka, muzyka ucichła. Wszyscy, którzy bawili się na jego mini przyjęciu, zastygli w milczeniu. Drabba przełknął głośno ślinę i kazał wszystkim wyjść, zostając sam na sam, ze swoim przeznaczeniem. Kylo bez maski wydawał się jemu jeszcze bardziej przerażający. Stał nieruchomo, wpatrując w hutta, jak łowca w zwierzynę.

- Kylo... Podczas twojej nieobecności, coś się... - urwał głos, łapiąc się za gardło. Młody Ren nasilał z każdą chwilą jego ból, uwydatniając jego żyły, które wydały się jakby wychodzić powoli z wielkiego ślimaka. Ujrzał w jego myślach Huxa, rozpłakaną Zye i dziewczynę, która ją zaatakowała. Nie przestawał, powodując nagły rozbryzg głowy Drabby. Następnie ruszył do boksów, odszukując dziewczynę z wizji ślimaka i zabił ją jednym cięciem. Nie miał pojęcia co w umyśle hutta robił Hux. Postanowił się tego dowiedzieć od Zyi.

Wślizgnął się do pokoju, dziewczyna nie spała. Czuła się przybita, bolała ją zawinięta ręka. Nie widząc go, próbowała się podnieść, ale nie dając rady opadła i rozpłakała po cichu.

- Chciałbym wiedzieć, co wydarzyło się podczas mojej nieobecności. Co stało ci się w rękę i co z tym wszystkim ma wspólnego Hux. - Dziewczę wzdrygnęło się zaskoczone.

- Nic się nie stało, miałam wypadek na kuchni. Trochę rozcięłam rękę. - podszedł do niej, opierając się o belę łóżka. - zresztą zapytaj Drabby...

Kylo zadał jej ból.

- Proszę, przestań...

- Wiesz, że mogę mieć, cokolwiek zechcę. Pokaż mi co zrobił Hux jak mnie nie było, a przestanę.

Ból promieniował i stawał się uciążliwy. Kylo wyciągnął rękę w stronę dziewczyny i siłował się z jej uporem umysłowym. Po dłuższej walce cierpienie stało się nie do zniesienia, uległa naciskowi i młody Ren błyskawicznie przewertował jej wspomnienia. Wyszedł, roztrzaskując drzwi ze złości.

Hux nie spodziewał się wizyty Kylo. Siedział akurat w swoim gabinecie, czytając książkę i sącząc herbatę z filiżanki, gdy w drzwiach stanął wściekły Ren.

- O, wróciłeś już! Bardzo dobrze się składa, mamy coś do omówienia. - Powiedział lekko drżącym głosem i odstawił dotychczasowe zajęcia. Kylo usłyszał cichy płacz z sypialni generała. Otworzył drzwi i ujrzał siedzące na nim dwie, poranione i przelęknione dziewuszki. Zacisnął pięść i odliczał do dziesięciu, by nie zabić go od razu. Podszedł do biurka, przy którym Hux zajęty był szukaniem projektu, który został ukończony i gotowy do produkcji. Kylo wyciągnął rękę, stając za generałem. Zadał mu okropny ból, wertując wspomnienia. Rudowłosy zawył z bólu i pochylił się do przodu. Młody Ren ujrzał tamten wieczór i myśli, jakie kłębiły się w kierunku Zyi. Z ogromnym trudem powstrzymywał się, od skręcenia mu karku. Jednym ruchem dłoni uśpił dwie młódki z pokoju obok. Znieczulił też Huxa i zabrał go ze sobą, do celi śmierci.

Z wyjątkową odrazą i nienawiścią czekał -siedząc naprzeciw nieprzytomnego generała -aż ten się obudzi. Gdy to nastąpiło, Hux pozieleniał ze strachu.

- Kylo, co ty? Rozkuj mnie! Co to ma znaczyć? Słyszysz? Rozkuj mnie w tej chwili!!! - Z sekundy na sekundę jego strach i głos się podnosił.

- Niestety tego nie mogę zrobić. - Zadał mu ból poniżej podbrzusza. Generał rozpłakał się jak dziecko.

- Błagam, ja nic nie zrobiłem, puść mnie.

- Prawie ci się udało, całe szczęście, że ktoś stanął w jej obronie.

Hux uradował się na myśl, że może jednak wyjdzie z tego żywy.

- Ale o czym ty mówisz? O tej kucharce twojej? Kylo, ja bym jej w życiu... - Mowę odjął mu rwący ból, jaki przeszywał jego nogi i ręce. - Byłem... Pijany... W życiu się do niej już nie zbliżę... - wydukał z trudem.

- Tak, to prawda. - Młody Ren zacisnął pięść i złamał generałowi nogę. Ten zawył, tracąc na chwilę przytomność.

- Przemyśl to. Nie ma nikogo innego na moje miejsce. Komu powierzysz moje obowiązki? Nie możesz nikomu zaufać... - Ważniejsze od bólu, było dla niego ocalenie życia, błagał i skomlał w obawie, że Kylo nie puści go w jednym kawałku, ani w ogóle.

- Tobie niestety już też nie. - Mówiąc to, złamał mu oba nadgarstki. Po kilku godzinach tortur, do Huxa dotarło, że sprawa jest przegrana. By uniknąć dłuższych cierpień i tortur wpadł na pomysł, że zezłości Rena tak, aby zabił go od razu.

- Nie wiem, co ty widzisz w tej brudnej, podstępnej, małej dupodajce. Ona cię nienawidzi i wyobraź sobie, że wcześniej prowokowała mnie, bym do niej przyszedł. Pieprzyła coś o samotności, o tym, jak to ją zostawiłeś. Nigdy nie brała cię na poważnie, jesteś dla niej nikim! - Kylo zadrżały ręce z wściekłości, nie wytrzymał i jego plany, co do generała, diametralnie się zmieniły. Odpalił miecz i w pół sekundy głowa rudowłosego turlała się po ziemi.

Jego emocje wypełniała ciemna strona. Od czasu do czasu, niepokój przefrunął przez jego myśli. Nie wiedział, czy to, co mówił Hux było kłamstwem. Postanowił, że uda się do niej za kilka dni, jak to sobie przemyśli i wtedy postara sprawdzić.

Kilka dni upłynęło mu momentalnie. Gdy po skończonym treningu wszyscy wyszli z sali, postanowił, że trochę pomedytuje. Wyczuł czyjąś obecność przed sobą, otworzył oczy i ujrzał, jak Adeyla klęcząc przed nim, pocałowała go namiętnie. Odepchnął ją, uderzając na odlew w twarz. Przez oczy dziewczyny przemknął strach. Cierpienie zalało jej całe ciało, nie pozwalając podnieść się z klęczków. Ren wstał.

- Ostrzegałem cię, trzeba było trzymać się ode mnie z daleka. - Skierował w nią moc tak mocno, że przeleciała przez cały pokój, odbijając się od ściany. Z nosa i wargi poleciała jej krew. Przyciągnął z powrotem do siebie, wyjąwszy miecz. Adeyla płakała w ciszy, modląc się w myślach, by jej nie zabijał. Uśmiechnął się i postanowił spełnić jej prośbę. Odciął jej prawą dłoń. Upadając, krzyczała i zwijała się z bólu przed nim. Zerkał na nią usatysfakcjonowany.

- Odbieram ci prawa zostania rycerzem ren. Zostajesz wygnana stąd na Jakku, w niewolę do Bluefisha.

Do sali weszło dwóch szturmowców.

- Odeskortują cię do punktu medycznego, następnie na Jakku, do twojego nowego właściciela. Będziesz mogła dać upust swoim fantazjom i pokochać nowego brutala.

Przez chwilę jego myśli powróciły do Rey. Ona pochodziła z tej planety, zezłościł się na ten swój sentymentalizm. Szedł w kierunku swojej izby, zapominając o dziewczynie, która tam mieszka. Po wejściu i ujrzeniu jej zapragnął zostać sam. Postanowił, że zapyta tylko o jej ręke i wyjdzie.

Zya siedziała na posłanym łóżku i gdy wszedł -powstała. Nie patrzyła mu w oczy, bo dobrze wiedziała, co w nich zastanie. Wyczuła jego dobry humor.

- Jak ręka? - Wpół uśmiechnięty Kylo, nie ruszał się z miejsca.

- Lepiej.

- To dobrze. - Młody ren obrócił się, chcąc wyjść.

- Zostań, proszę. Nie zostawiaj mnie samej... - podeszła parę kroków w jego stronę, spuszczając wzrok. Panicznie wystraszyła się kolejnych dni samotności. Stanął przed nią, ręką podnosząc jej brodę, by na niego spojrzała. Przypomniał sobie, jak dobrze mu z nią było i postanowił, że jednak zostanie, skoro go o to prosi. Oczy szkliły jej się łzami. Pocałował delikatnie, jej wibrujące usta, które nachalnie oddały pocałunek. Drżała ze strachu, bardziej bojąc się zostania samej niż kolejnego, upodlającego ją zbliżenia. Przez myśl mu przeszło, czy ona wie, o wszystkim, co zrobił w ciągu ostatnich kilku dni. Przesunęli się w stronę łóżka, kładąc na nim. Przerywając, zaczął się rozbierać, ona zrobiła szybko to samo. Pulsował w niej szybko, nie mogąc oderwać od niej swoich ust. Wplótł swoje dłonie w jej. Stękała, pierwszy raz odczuwając przyjemność i brak strachu.

- Wybacz mi, że nie było mnie, gdy Hux... - powiedział szeptem, po udanym finiszu. Dziewczyna patrzyła na niego uśmiechnięta. Uspokajały się ich oddechy. Rozmawiali oczami w ciszy. Pogładził dłonią jej zagojoną bliznę.

- Miałeś rację, że powrót na kuchnie to nie był dobry pomysł...

Przymknął jej usta swoimi.

- Pozwolisz mi spokojnie ujrzeć wspomnienia z tamtego dnia? To dla mnie bardzo ważne. - Głęboko spojrzał jej w oczy, ona speszyła się lekko.

- Wolałabym nie. Nie myślałam o nikim w dobry sposób, o tobie też nie.

- Nie przejmę się tym, nie ma to dla mnie znaczenia.

Zia pokiwała smutno głową i pozwoliła, by ujrzał tamte dni bez niego jej oczami. Zirytował się, widząc twarze, które nie znajdowały się już wśród żywych. Jego ciekawość została zaspokojona. Przestał i przyciągnął ją do siebie, całując. Schowała się w jego ramionach, nie wiedząc, co go tak ucieszyło.

Nie miał pojęcia, jakie rodzi się między nimi uczucie. Nie był świadomy, że jest do jakichkolwiek jeszcze zdolny.

6,515
7.18/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 7.18/10 (11 głosy oddane)

Komentarze (6)

Indragor

Indragor · 22 lipca 2018

0
0

Ktoś musi napisać ten pierwszy komentarz i chyba padło na mnie... 😉

Podążał właśnie korytarzem w kierunku pojmanych jeńców z owej akcji, trzymanych w pokoju przesłuchań, powszechnie zwanych celą śmierci.


Jeśli „pokój”, to „zwany”.

Co Ty tu robisz? Nie sądziłam, że Cię jeszcze kiedykolwiek zobaczę. Rozkuj mnie szybko, musimy im po..
Dla.. czego za.. bi.. łeś.. swo.. ją.. mat.. t.. kę.. jak mo.. głe.. ś


Zaimki osobowe w języku polskim należy pisać małą literą. Dużą literą tylko w wyjątkowo. Do poprawienia w całym tekście. Wielokropek to TRZY kropki, a nie dwie. Również do poprawienia w całym tekście.

Po długim milczeniu, rzucił do niej na odchodne
Dotrzemy tam, za 3 godziny


Po co w tych miejscach przecinki? W ogóle wygląda, jakbyś stawiał je losowo w tekście.

Postanowił ich pouczyć i zawrzeć do walki.


Czy „zagrzać”? Sprawdź w słowniku, co znaczy „zawrzeć”.

Na przemian mdlała, opadając z sił na łóżko, po czym podrywała się do góry.


Raczej „opadając bez sił”. I czy można się poderwać w dół lub w bok? Popraw to zdanie.

Nie!! Ben opamiętaj się!! To twoja matka! Błagam, niech pani coś zrobi!!


Albo jeden wykrzyknik, albo trzy.

– NNNNNNNNIIIIIEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Tu żeś pojechał z wykrzyknikami. Trzy by wystarczyły.

Dziewczyna poczuła dobro, jakie od niespodziewanego gościa płynie.


A nie „płynęło”?

To wszystko działo się tak szybko, zabił go, po czym wpadł w szał, będąc nie do opanowania.


Co „będąc nie do opanowania”? Bo jeśli szał, to „będąc” zbędne.

Twarz miała opuchniętą, jej biała kiedyś szata przywdziała kolor krwi


A nie „przybrała”?

w boxach


w boksach

kilka dziewczyn wrzasnęło i zaczęło nagłą ewakuację.


Słowo „ewakuacja” jest tu co najmniej niezręczne.

Bała się, możliwie zadanego bólu, jeśli będzie nieposłuszna.


„możliwości zadania bólu”, „prawdopodobnego zadania...” itp.

Przejrzałem jakieś 40% tekstu. I to na razie na tyle ode mnie. Jeszcze jedno. Napisałeś:
„W niektórych zdaniach "i" jest z dużej litery, ponieważ program w którym piszę nie zawiera polskiego języka i bierze niektóre samotne i jako I.
To żadne usprawiedliwienie. Twoje problemy techniczne nie mają znaczenia dla czytelnika. Błąd jest błędem i trzeba go poprawić.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
pimafucin

pimafucin · Autor · 28 lipca 2018

0
0

Poprawione, mam nadzieję, że teraz będzie się przyjemniej czytało. Proszę o jak najwięcej krytyki 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Pokątnie uściski

Pokątnie uściski · 30 lipca 2018

0
0

triumfował (...) przedsięwzięcie - na pewno nie
obronny atak - to zupelnie co innego, niż to co wg opisu miało mieć miejsce
ciemnoskóry poddowódca - zdaje się, że powinno się unikać zestawień pod- i rasistowskich takich, pomijając zwykłego podoficera
- Wyszedł i podążył - to już chyba nie jest dialog
po czym podrywała. - co pokrywała?
Nakieruj na nich każdy pocisk, każdą naszą siłę. - o, mistrzu Google Translate!
śmierdząca warzywami i jedzeniem. - pisarz nie robił sam sobie obiadu. Nigdy.
Wzdychnął. - a nie westchnął?
na szyi młodej kucharki. - a Zya wyszła w międzyczasie
Wodzu, wzywany jesteś - Führer, wzywany jesteś! - A to lecę pędzikiem!
Hux odchrząknął i zaczął swą mowę na forum. - a, to ten, Stary Kucharz
nóż w jego gardło. - patologia, ale wszędy wietrzę autotranslator... Domyślamy się ze wybór gardła nie będzie przypadkowy.
ręką odkleił ją od ściany - jak perwersyjne majtki
pobiegła do łazienki, zamknęła się w niej. Błyskawicznie za drzwiami pojawił się Kylo. - Otwórz! - mi tu coś jakby umyka...
wziąć się w garść i nie dać dziewczynom na kuchni - lekko zaznaczony wątek masolesbijski
zauważając jej bandaż na całym lewym przedramieniu - pierdolony strajk medbotów
Kylo wyciągnął rękę w stronę dziewczyny i siłował się z jej uporem umysłowym - rozumiem, nie znam Uniwersum GW na tyle dobrze, ale czy Hux nie byłby także dobrym źródłem informacji?

Tekst jest długi, bardzo niedopracowany ale zapewne interesujący dla fanów. Czy dla fanów Pokątnych...? Pokątnie to tu kot napłakał... IMHO
Przy okazji - stale gdzieś mi pobrzmiewa tłumaczenie z języka language, normalnie tylko mięczaki się opierają. 😛

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Pokątnie uściski

Pokątnie uściski · 30 lipca 2018

0
0

Przepraszam za skrótową formę komentarza - warunki wakacyjne. 🙂)

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
pimafucin

pimafucin · Autor · 30 lipca 2018

0
0

Komentarz bardzo poprawił mi humor, dzięki! 🙂
Niestety, nie jest to tekst tłumaczony tylko oryginał, chociaż zastanawiam się nad przetłumaczeniem jego na język angielski i wrzuceniem na np wattpada.

pisarz nie robił sam sobie obiadu. Nigdy

Robił, robił i pracował nawet na kuchni. Jak się pracuje na kuchni zawsze śmierdzi się potrawami, które są w niej gotowane, a jeśli się obiera cały dzień warzywa to też się nimi pachnie 😀 A panna Zya pracowała tak dzień w dzień, odwalając najgorszą robotę 🙂

Kylo wyciągnął rękę w stronę dziewczyny i siłował się z jej uporem umysłowym - rozumiem, nie znam Uniwersum GW na tyle dobrze, ale czy Hux nie byłby także dobrym źródłem informacji?

Wolał ujrzeć obie wersje, a w pierwszej kolejności jej.
Poprawione, dziękuję bardzo i proszę o więcej 😀

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
HWDP

HWDP · 14 sierpnia 2018

0
0

Pisze się C3PO i R2D2.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

Pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.