Kryzys (I)

pimafucin pimafucin

4 kwietnia 2020

1 godz 9 min

Leżałam bezbronna na łóżku, patrząc się w sufit. Ujrzałam jego twarz przed sobą. Znowu kruczoczarne włosy i za bardzo umięśnione ciało ograniczały mi ucieczkę. Usłyszałam rudą koło swojej głowy. Mruczała, przewracając się z boku na bok w oczekiwaniu na moją rękę. Gdy zorientowałam się, że ją zauważył, było za późno. Chwycił w swoją wielką dłoń jej skórę na grzbiecie, ścisnął mocno i podniósł tak, bym mogła ją zobaczyć. Kotka zawyła boleśnie.

- Co to tu robi? Miałaś ją wywalić!

Jego spojrzenie przerażało mnie za każdym niemal razem tak samo. Tym razem był wściekły. Widziałam, jak dłoń powoli się zaciskała.

- Proszę, nie rób jej krzywdy… Będę ją zamykać…

- Ma jej tu nie być. - cisnął nią o ścianę. Zwierzę leżało chwilę bez ruchu, potem powoli i obolałe zawlekło się do garderoby. Zawyłam, poleciały mi łzy. Położył mi dłoń na ustach i przybliżył swoje oczy do moich.

- Uspokój się, bo stanę się niemiły.

Jego spokojny ton głosu zdradzał szaleństwo ukrywające się w oczach. Zatrzepotałam twierdząco powiekami, błyskawicznie ogarniając swoje roztargnienie.

Uśmiechnął się i ściągnął mi majtki. Po chwili znów poczułam go w sobie. Jak wtulił się we mnie, dało się wyczuć znienawidzony przeze mnie zapach jego ciała. Mdliło mnie, zamknęłam oczy i czekałam, aż skończy. Po wszystkim zgasił na dole światło i wyszedł, zamykając drzwi na klucz. Odszukałam kota, sprawdziłam, czy nic jej nie jest i zaniosłam do łóżka. Przytuliłam się do niej i zasnęłyśmy.

Dnia następnego sytuacja się powtórzyła, ale tym razem zdążyłam zareagować. Jak tylko wypatrzył ją wzrokiem, chwyciłam go dłonią za prącie i podniosłam się do jego ust, składając delikatny pocałunek. Udało się, skupił na mnie całkowitą uwagę. To był pierwszy raz, jak zrobiłam coś bez jego pozwolenia. Zazwyczaj wyglądało to tak samo. Przychodził do mnie od trzech miesięcy, dając upust swojej frustracji i fantazjom erotycznym, których nie mógł wyjawić żonie.

- Uwielbiam twój zapach.

Jego sapiący i niski głos wyrwał mnie z zamyślenia, uśmiechnęłam się smutno. Nienawidziłam swojego życia. Nie mogłam zrezygnować z tej pracy, bo nie miałam dokąd iść. Wykorzystał to, dobierając się do mnie trzy dni po tym, jak pierwszy raz mnie zobaczył. Byłam nowa w stajni, której jego żona była właścicielką. Oboje pochodzili z bardzo zamożnych rodzin, które prowadziły potężne biznesy. Dzięki temu małżeństwu firmy zjednoczyły się w jedno i powstała trzecia najbogatsza firma na świecie.

Po wszystkim wyszedł, zostawiając mnie samą jak zawsze. Nigdy o nic nie pytał. Przychodził, brał mnie jak chciał, po czym znikał. Wiedziałam o nim niewiele. Poza tym, że na imię mu Adam i uchodzi za człowieka porywczego i nieobliczalnego.

Dzisiejszy dzień mnie wykończył. Byłam wyziębiona i po gorącym prysznicu od razu udałam się do łóżka. Jak wszedł do pokoju, otworzyłam oczy dosłownie na trzydzieści sekund. Nie miałam siły żyć. Wgramolił się na łóżko i zaczął obcałowywać moje ciało. Mruknęłam pod nosem, aby dał mi spokój, ale albo tego nie usłyszał, albo nie chciał słyszeć. Po kilku minutach zapadłam w sen. Obudziłam się sama i nic mnie nie bolało, widocznie musiał zrezygnować. Odetchnęłam z ulgą i po porannej toalecie i śniadaniu udałam się do pracy.

Po południu poszłam wziąć prysznic. Widząc pojawienie się ciemnej postaci w pomieszczeniu, serce zabiło mi szybciej. Rozpoznałam jego sylwetkę, westchnęłam cicho i udałam, że go nie widzę. Kabina rozchyliła się, wlewając do środka zimne powietrze. Przeszedł mnie dreszcz od chłodu, a następnie od jego dotyku. Była dość wczesna godzina jak na ten rytuał, ale zmiana otoczenia sprawiła, że stał się subtelniejszy.

Mam dosyć. Od miesiąca jest coraz gorzej z dnia na dzień. Całe ciało mam w krwiakach i ugryzieniach. Nogi mam obdrapane i obolałe. Nienawidzę go, poważnie zastanawiam się nad ucieczką z tego miejsca. Jest zima, ale chyba wolę zamarznąć pod mostem, niż powoli ginąć z jego rąk.

Stałam na środku stajni, jak doszedł mnie rozjuszony dźwięk głosu Ilny-żony Adama. Wrzeszczała na pracownice, miałyśmy się wszystkie ustawić w rzędzie. Osiemnaście dziewczyn to pokaźna ilość stajennych, ale na trzysta koni to stanowczo za mało. Chociaż dziewczyny się starały, ja średnio wyrabiałam się z materiałem. Bardziej skupiałam się na dbaniu o powierzone mi konie niż na samej jeździe.

- Macie się rozebrać!!! - krzyczała, ledwo powstrzymywana przez swoją przyjaciółkę. Wyglądała, jakby sama chciała nas pozbawić ubrań. - Zostaw mnie! Ja wiem, że to któraś z nich!!!

Zaczęło mi się robić gorąco. Dziewczyny powoli obnażały się do bielizny, przełknęłam ślinę, nie mogąc się ruszyć.

- Ale Ilna, skąd będziesz wiedzieć…

- Daj spokój! Ja wiem, jakie ślady na ciele zostawia mój mąż!!! Tę, która z nim sypia, uduszę własnymi rękoma!!! - nerwowo oglądała rozebrane koleżanki z tyłu i z przodu, powoli zbliżając się do mnie.

- A ty co!? Specjalne zaproszenie? - ryknęła, zatrzymując się pół metra ode mnie. Wyglądała jak wariatka na nieodpowiednich psychotropach. Miała podkrążone oczy i naciągniętą skórę na policzkach. Widać było u niej przewlekłe zmęczenie i zmartwienie.

- Myślę, że to nie należy do moich obowiązków… - odwróciłam, wzrok czując, jak się rumienię.

- Co?

Jednym ruchem ręki ściągnęła boleśnie mój plaster z szyi, de facto zakrywający ogromne, sine ugryzienie.

- To ty… - wysyczała, czerwieniąc się ze złości.

- To koń mnie ugryzł, ten kuc kasz…

Ciemność. Od uderzenia jej rozwścieczonej pięści straciłam przytomność. Świetnie, najpierw bił mnie szef, a teraz zabije szefowa. Ocknęłam się w swoim łóżku. Nic z tego nie rozumiałam. Powoli wstałam i udałam się do łazienki. Limo wyglądało okropnie, było na pół twarzy. Usłyszałam pukanie do drzwi, po chwili weszła jedna z moich koleżanek Nonia.

- Cześć, jak się czujesz?

- Poza całkowitą dziurą w pamięci w porządku. - zgrabnie skłamałam.

- Nic nie pamiętasz?

- Tylko jej wściekłość.

- Pobiła cię. Wrzeszczała, że sypiasz z jej mężem. Na szczęście po chwili się pojawił i uspokajając ją, wyprowadził, a my przytargałyśmy cię tutaj. Radziłabym ci uciekać.

- Nie bardzo mam dokąd.

- Wiesz, jaka ona jest… Przyśle kilku swoich zbirów i wyślą cię do Bułgarii albo pokroją i sprzedadzą.

- Nie mam na to wpływu.

Znowu pukanie do drzwi.

- Proszę, powiedz dziewczynom, że dzisiaj nie dam rady przyjąć innych gości, głowa mi pęka.

Nonia skinęła głową i poszła otworzyć.

Schyliłam się do zamrażarki po lód i przyłożyłam do pulsującej skroni. Uff, co za ulga.

- Nonia? - odwróciłam się i zdębiałam, widząc Adama przed sobą. - Gdzie poszła?

- Do siebie, do niczego nam się tutaj nie przyda.

Zbliżył się do mnie rozbawiony i zrobił zatroskaną minę, oglądając śliwę.

- Ojoj, ale oberwałaś. Będę ci to musiał jakoś wynagrodzić…

- Mógłbyś na przykład dać mi spokój. To by było całkiem miłe.

- Nie udawaj, że nie lubisz mojego dotyku czy zapachu. Tak długo się znamy.

Przytulił mnie lekko i obcałowywał delikatnie głowę.

- Nienawidzę -syknęłam, tak by słyszał. - Jak twoja żona tu wróci, to mnie zabije.

- Nic z tych rzeczy, nie mówmy o niej.

Nagle zrozumiałam. Odsunęłam się gwałtownie od niego i obadałam go wzrokiem.

- Co jej zrobiłeś?

- Nic, czego by już nie doznała. Przekroczyła granice i dobrze o tym wie. Nie zaprzątaj sobie tym głowy.

Pocałował mnie. Potem znowu. Stałam tam może około kwadransa, wymieniając z nim płyny ustrojowe. Gdy skończył, uśmiechnął się szczerze.

- Zrób sobie dzisiaj wolne. Załatwiłem to z dziewczynami.

Wyszedł. Przyda mi się dzień w łóżku. Gorąca kąpiel, szybki obiad i zaszyłam się pod grubą kołdrą i kocem. Sen.

Obudził mnie dziwny dźwięk otwieranych drzwi. To na pewno nie był on, sparaliżował mnie strach. Spojrzałam w bok na rudą, nie spała, tylko obserwowała wejście do sypialni. Przełknęłam ślinę i sprawdziłam godzinę. 21:45, cholera. Ktoś na dole zapalił światło. Usiadłam na łóżku. Po chwili słychać było dudnienie czterech par nóg po drewnianych schodach. Przykryłam się kołdrą, wystawiając tylko oczy. Zabiło mi serce. W pokoju pojawiło się dwóch mężczyzn. Na oko sto pięćdziesiąt kilo żywej wagi i twarze jakby dwadzieścia pięć lat. Wyroku. Podeszli do mnie i wyciągnęli za ręce z łóżka. Praktycznie zrzucono mnie ze schodów. W kuchni czekała zdenerwowana Ilna.

- Doigrałaś się mała kurewko.

- To to? - burknął jeden z mężczyzn stojący za mną. Do mieszkania weszło kolejnych ośmiu osiłków. Odwróciłam głowę do pytającego, słysząc swojego kota. Trzymał ją w jednej ręce i podrzucił do mężczyzny znajdującego się obok kobiety.

- Słuchaj mnie gówniaro. Jak przyjdzie mój mąż, masz nie pisnąć mu ani słowa o naszej obecności. W innym wypadku twój sierściuch zostanie zakopany razem z tobą. Rozumiemy się?

Pokiwałam smutno głową.

- Teraz doprowadź się do porządku i graj kochaną dziewczynę. - szarpnęła mnie za ramie i schowała się z dwoma w kuchni, reszta weszła kolejno na górę.

Nogi mi zmiękły. W oczach pojawiły się łzy, oparłam się o blat, jak usłyszałam szamotanie się Adama przy zamku. "O boże… on jest pijany. Więc tak się skończą nasze marne żywota" pomyślałam, ledwo powstrzymując płacz.

Zerknęłam w stronę ciemnej kuchni i widząc ich ukryte spojrzenia, wyprostowałam się i przyjęłam kamienny wyraz twarzy. Adam wlał się do pokoju, zataczając i śmiejąc do siebie. Zrobiło mi się jego żal, ale nie wiedziałam jeszcze, kto oberwie mocniej, ja czy on.

- Witaj słodka. - objął mnie i pocałował w czoło. Dawało od niego mocnym alkoholem. Szukałam jego wzroku, ale on obserwował moją figurę. Chciałam mu powiedzieć, uprzedzić go…

Dobierał się ustami do mojej szyi, mrucząc jak kot.

- Adam… - szepnęłam najciszej, jak umiałam. - Adam, przestań.

- Daj spokój, dzisiaj postaram się być delikatny.

Przybliżyłam swoje usta do jego ucha, udając, że go całuję.

- Nie jesteśmy tu sami.

Naprężył mięśnie i gwałtownie otrzeźwiał, ale nie przerywał swej znakomitej gry aktorskiej.

- Ilu ich jest?

- Około dziesięciu. - moje drgające wargi wręcz smyrały jego ucho ze strachu, szepcząc te słowa.

- Mają broń?

- Nie wiem.

Wyprostował się gwałtownie i odwrócił mnie za siebie. W kuchni stała jego żona z dwoma zbirami.

- Nikt cię tu nie zapraszał moja droga. - zaśmiał się i założył ręce na siebie, opierając bokiem o blat stołu. Zerknął przez okno i kiwnął głową. - Jesteś pewna tego, co chcesz zrobić?

- Zapłacisz mi za wszystko dzisiejszej nocy. Rano przybiję drinkiem do twojego truchła.

Drzwi za mną się otworzyły i wszedł przystojny mężczyzna. Z góry zeszła reszta towarzystwa.

- Wyprowadź ją stąd. - Adam rzucił do kolegi, który złapał mnie za rękę i wyciągnął siłą z pomieszczenia.

Ostatnim co ujrzałam, była metalowa pałka teleskopowa, błyskawicznym ruchem rozłożona przez Adama, który rzucił się w stronę rozjuszonych karków.

Wsadzono mnie do auta, zapięto pasy i ruszyliśmy. Po godzinie drogi w milczeniu dojechaliśmy pod ogromny, pięknie oświetlony pałac. Tajemniczy mężczyzna wysiadł i otworzył mi drzwi, pomagając wstać. Nogi miałam jak z waty, bolała mnie głowa i jedyne czego pragnęłam, to było łóżko. Wprowadził mnie do pięknie zdobionego holu z ogromnym, kryształowym żyrandolem. Pomieszczenie skąpane było w ciemnobrązowym, neobarokowym drewnie z wieloma zdobieniami. Układ sali robił wrażenie, czuło się przed nim dziwny respekt. Schody w kształcie litery L kończyły się na środku holu, zapraszając do wejścia na górę. Poczułam się dziwnie mała, przeszedł mnie dreszcz.

- Proszę, poczekaj tu chwilę. - zniknął za drzwiami.

Usiadłam na złotym, zdobionym fotelu i zamknęły mi się oczy. Gdy je otworzyłam, był ranek, słońce wpadało do pomieszczenia, w którym leżałam sama na ogromnym łóżku z baldachimem. Po cichu leciały wiadomości w telewizji, a obok mnie siedział ów mężczyzna i czytał gazetę.

Relacja była o masowym morderstwie. Salon, w którym zrobione były ujęcia przykrytych zwłok do złudzenia przypominał mój, co przykuło moją uwagę.

“Nie znamy jeszcze szczegółów sprawy, ale podejrzewamy porachunki międzygangowe. Nasz tajny informator nie powiązał jednak miejsca zbrodni z żadnym znanym mu terminem ani grupą przestępczą. Po południu podamy państwu więcej informacji, a teraz pogoda…”

Zerknęłam na nagłówek w gazecie, za którą siedział mój stróż.

“Tajemnicze morderstwo dziesięciu członków czołowej grupy przestępczej na Backstreet”. Zalała mnie fala gorąca, przełknęłam ślinę i zamykając oczy, liczyłam do dziesięciu. Głos telewizora zamilkł, zaszeleściła gazeta.

- Witam, proszę wybaczyć mi mój brak kultury, jestem Mike. - wyprostowany mężczyzna skłonił się po moją dłoń i ucałował subtelnie jej wierzchnią warstwę.

- Jecta. Co się wczoraj stało?

- Zaszło drobne nieporozumienie, ale wszystko już się wyjaśniło. - Uśmiechnął się od ucha do ucha. - Dostałem informację o pani przeniesieniu. W stadninie jest teraz przeprowadzany główny remanent, więc nie będzie pani czternaście dni.

I tak oto z milionem pytań zesłano mnie na dwa tygodnie do innej stajni, w górach. Praca była tam o wiele przyjemniejsza niż u Driverów. Przez cały ten czas chłonęłam jak gąbka informacje o incydencie w moim pracowniczym mieszkaniu. Zastanawiałam się co się tam działo i czy mój kot jeszcze żyje, ale nie robiłam sobie na to zbyt wielkich nadziei.

Po powrocie z przymusowego urlopu ucieszyłam się, słysząc znajome mruczenie pod nogami.

- Cześć kociaku! - chwyciłam ją na ręce i wtuliłam się w ciepłe futerko. Wszystko było w nienaruszonym stanie. Ktoś wszedł do środka.

- Jecta!!! - zakrzyknęła Nonia i podbiegła przytulając się do mnie. Za nią weszły trzy inne dziewczyny.

- Myślałyśmy, że zginęłaś razem z nimi. Była totalna jatka.

- Co się właściwie działo?

- Nie było cię tu?

Pokiwałam przecząco głową.

- Stajenni widzieli, jak Driver wpadł w szał. Podobno sam zmasakrował dziesięciu zbirów.

- Jak on to zrobił, przecież był jeden…

- Może ma jakieś super moce.

- Prędzej niepoczytalność.

Dziewczyny śmiały się i ubliżały Adamowi. Nachyliłam się w stronę Noni.

- Zostałyście przesłuchane?

- Nie, wszystko zatuszowali jego goryle. Nikogo tu nie było, nikt nic nie widział.

Wyprostowałam się.

- Coś się zmieniło na stajni?

- No właścicieli od tamtej pory nikt nie spotkał. Podobno biorą rozwód, z drugiej strony gadają, że w końcu ją zabił.

- W końcu?

- No… To pierdolnięty typ, ponoć bił ją niemiłosiernie. Nie wiedziałaś?

Zaprzeczyłam smutno głową.

- Teraz już wiesz. Chodź, pokażemy ci, co z twoimi końmi.

Pociągnęły mnie za sobą i pokazały, które konie doznały kontuzji przez czas mojej nieobecności, a które się z nich wyleczyły. Zajęłam się pracą, starając nie myśleć o tym wszystkim, co do tej pory się stało. Sytuacja znacznie się uspokoiła, Driverowie nie pojawili się w stajni ani razu.

Minęło pół roku. Jako jedna z ostatnich kończyłam późno-wieczorny trening. Uwielbiałam w taki sposób spędzać czas. Plac wielkości boiska piłkarskiego, oświetlony zupełnie podobnie, ja i koń sam na sam i cisza. Wierzchowiec lekko się spłoszył, podbiegając sto metrów przed siebie. Zatrzymałam go i uspokoiłam. Odwróciłam się w tamtą stronę. Dwie postacie w przeciwległym kącie stały przy płocie przyglądając mi, jedna opierała się o bandę. Zatrzymałam konia, zeskoczyłam i udaliśmy się do stajni. Nerwowo oglądałam się ciągle do tyłu. Odstawiłam rumaka do boksu i owijając się swetrem, ruszyłam do siebie. W moim salonie paliło się światło i przechadzała się po nim jakaś sylwetka. Postanowiłam nie ryzykować, tę noc spędziłam u Noni.

Niewyspana czyściłam konia przed jazdą, gdy do stajni ktoś wszedł. Słyszałam, jak dziewczyny pokornie się kłaniały kolejno. Odwróciłam się i upuściłam szczotkę z zaskoczenia. Adam kroczył zadowolony, z blond pięknością u swego boku. Zanim mnie zobaczył, podniosłam zgrzebło i z powrotem wbiłam wzrok w zwierzę, udając, że ich nie widziałam. Serce biło mi jak szalone. Koń trochę to wyczuł i zrobił się niespokojny.

- Witaj moja droga. - jego niski głos z odległości pół metra przyprawił mnie o dreszcze. Była to mieszanka ekscytacji ze strachem i nerwami. Odwróciłam się powoli i widząc piękną twarz jego towarzyszki, spuściłam wzrok.

- Dzień dobry.

- A to jest właśnie Jecta. Jest u nas najkrócej, ale według mnie zrobiła najlepsze postępy.

Ukłoniłam się jej i przelotnie spojrzałam na zadowolonego mężczyznę. On zdawał się poświęcać całą swoją uwagę kobiecie.

- Chodź, pokażę ci stajnie.

Mijając mnie, rzucił mi długie i zaczepne spojrzenie. Zrobiło mi się gorąco. Weszli do siodlarni.

- O boże, widziałaś to? - jedna z dziewczyn podeszła do mnie z Nonią.

- To jego nowa dupa. Pewnie jest już po rozwodzie i potrzebuje kogoś na jej miejsce.

Przysłuchując się domysłom dziewcząt, zalała mnie fala smutku. Sama siebie nie rozumiałam, bez słowa wróciłam do swojego zajęcia. Ten dzień dłużył mi się okropnie. Moje baterie się wyczerpały do takiego stopnia, że wchodząc do domu, nie zauważyłam światła i gości w salonie.

- Gdzie wczoraj byłaś? - jego pytanie wyrwało mnie z letargu. - Ileż można na ciebie czekać?

Zaszedł mi drogę i złapał rękoma za ramiona.

- Co ty tu… - widząc na kanapie jego partnerkę ze stajni, poprawiłam się natychmiast. - Co państwo tu robią o tej godzinie?

- Przyszedłem ci kogoś przedstawić.

To zdanie zirytowało mnie do granic możliwości.

- Od kiedy to właściciel stajni zapoznaje załogę ze swoją nową narzeczoną?

Burknęłam, zaskakując sama siebie i odwróciłam się speszona w stronę łazienki.

- Ty chyba się trochę zapominasz. - chwycił mnie za ramię i obrócił w swoją stronę, mina mu zrzedła. - Co to za ton?

- Przepraszam.

Odszukał mnie swoimi oczami.

- Chciałem ci przedstawić moją wieloletnią przyjaciółkę, Samantę.

Kobieta z gracją wstała i podeszła do mnie, wystawiając rękę.

- Sami.

- Jecta. - Patrzyłam na nią kilka sekund. Miała śliczne, duże, błękitne oczy. Jasne blond loki sprężyście opadały na boki perlistej cery. Krwisto czerwona szminka podkreślała jej aurę i pewność siebie. Speszyłam się i zrulowałam wzrok pod siebie. Czułam płomienie na policzkach. Do salonu wszedł Mike i ukłonił się wszystkim, zajmując rozmową blondynkę.

- Teraz w końcu mogę cię poślubić. - rzucił rozbawiony Adam w moją stronę.

- Słucham? - otworzyłam oczy szeroko ze zdziwienia.

- Żartowałem. - zaśmiał się. - Beznadziejna byłaby z nas para. Masz jakieś pytania odnośnie do naszego ostatniego spotkania?

Zawsze miałam. Przez całe pół roku, ale teraz jakbym miała lukę w pamięci. Pokiwałam przecząco głową.

- To dobrze. - Poklepał mnie po ramieniu. - Jedźmy moi drodzy do mnie, bankiet z pewnością już się zaczął.

Zabrał swoich gości i opuścili mój dom. Nic z tego nie rozumiałam, ale było mi bardzo smutno.

Kolejne tygodnie nie różniły się niczym od poprzednich. Adam bywał na stajni często, ale jakby mnie nie zauważał. Zaczęłam się rozglądać za nowym miejscem i tego dnia jechałam sprawdzić jedno z nich -stadninę JeffHorse. Nastała u mnie od dawna nieobecna ekscytacja. Dzień próbny wypadł bezbłędnie, przyjęłam tę ofertę pracy. W zakresie obowiązków było mało koni i więcej wolnego czasu w ciągu dnia. Przepiękne tereny, stajnia otoczona lasami, jeziorami i leśnymi łąkami. Od razu zakochałam się w tej krainie.

Po powrocie z zamiarem wszczęcia pakowania weszłam radosna do salonu i zapaliłam światło. Na kanapie ujrzałam Drivera z prawie pustą butelką whisky w ręce. Moje serce zamarło.

- Możesz mi wyjaśnić, co robiłaś u Jeffersonów? - mówił to pogardliwie, nie patrząc na mnie. To był bardzo zły znak, przypomniał mi się najgorszy okres spędzony z nim.

- Szukają kogoś do pracy, mają mniej koni w obowią…

Podszedł gwałtownie do mnie i rozbił butelkę o ścianę, przypierając mnie do niej.

- Dlaczego chcesz zrezygnować? - jego wzrok był bezwzględny. Napiął mięśnie, opierając ręce na ścianie.

Wyprostowałam się i podniosłam lekko głowę.

- Nie chcę już tu być, źle mi się to wszystko kojarzy.

- Źle to ci się dopiero zacznie kojarzyć.

Wgryzł się w moją szyję, odruchowo uderzyłam go w głowę i plecy. Przywarł swoim ciałem do mojego, kontynuując. Ból stawał się nie do zniesienia. Pociekły mi łzy, ujrzałam, jak ktoś się nam przygląda z domu naprzeciw. Zaczęłam go bić, próbując odsunąć. Chwycił moje nadgarstki i ścisnął, mocno dociskając do zimnego muru. Puścił zęby i z drugiej strony zrobił to samo. Niewiele myśląc, kopnęłam go w krocze i uciekłam na górę, zamykając się w pokoju na klucz. Słyszałam jego jęki i wściekły tupot po schodach. Szarpał za klamkę i po chwili drzwi z impetem wleciały do pomieszczenia, od jego kopnięcia. Chciałam wybiec, ale chwycił mnie mocno w pasie i cisnął o podłogę. Uderzyłam głową o panele i straciłam przytomność.

Jak otworzyłam oczy, było mi zimno. Leżałam rozebrana na ziemi, dookoła porozwalane były zdemolowane meble i moje rzeczy. Dotknęłam ręką skroni, wyczułam pod palcami zaschniętą krew. Wszystko mnie bolało, na nogach widniały nowe siniaki i zadrapania. Z jednej strony cieszyłam się, że nic nie pamiętam. Wykąpałam się i wyszłam do stajni. Była czwarta godzina, ale wiedząc, że i tak bym już nie zasnęła, rzuciłam się w wir pracy. Dzięki temu skończę szybciej. Zostało mi pięć koni, zmęczenie dawało o sobie znać. Weszłam do boksu nałożyć uprząż.

- Co ty robisz? On już nie jest twój. - Elza -istota, którą darzyłam najmniej sympatią, zresztą z wzajemnością -rzuciła do mnie z pogardą.

- Jak to?

- Sprawdź rozpiskę idiotko, odebrano ci pięć koni. Nie radzisz sobie, co? Pewnie niedługo cię zwolnią. - na jej twarzy zagościł szyderczy uśmiech.

- A wal się. - wyszłam z boksu i sprawdziłam tablicę. Rzeczywiście, wymazano u mnie kilka imion. Wzruszyłam ramionami i udałam się do mieszkania, zegar wybił osiemnastą. Nawet mnie to ucieszyło, nie pamiętam, kiedy ostatnio skończyłam o tej godzinie pracę. W holu rozległ się dźwięk zamka. “Boże, nie, znowu to samo…”. Zmywałam naczynia, nie odwracając się do tyłu. Po chwili poczułam oddech na szyi.

- Lepiej ci kończyć o tej godzinie?

Znów znajomy zapach, mimowolnie pojawił się grymas na mojej twarzy. Przynajmniej tym razem nie było czuć alkoholu. Wbijał się we mnie coraz nachalniej.

- Kto posprząta ten syf u góry?

- Jaki syf?

- Zdemolowałeś mi mieszkanie, o sobie nie wspomnę.

- Skoro to twoje, to chyba ty posprzątasz. A wczoraj… sama jesteś sobie winna, trzeba było mnie nie prowokować.

- Puść mnie, proszę.

Zaśmiał się na głos.

- Ja nie chcę…

- Nie interesuje mnie to, jakbyś nie zdążyła jeszcze zauważyć.

Wsadził swoje ręce pod moją bluzkę i obłapiał łapczywie.

- Naprawdę nie dziś…

- Nie po to dałem ci więcej wolnego, byś była dla mnie mniej dostępna.

- To daj mi wszystkie konie, jakie masz, ale czep się kogoś innego.

- Nikt inny nie byłby tak uległy, próbowałem. Jesteś najsłabszym ogniwem w stadzie. A na takie polują najsilniejsze drapieżniki, po co miałbym się wysilać.

- Jesteś nienormalny, aż dziwię się, że nie udowodnili ci tych morderstw.

Adam znieruchomiał.

- Właśnie, swoją drogą… Jak ci się udało ich pokonać? Byłeś sam?

Odsunął się ode mnie i nie odpowiadał. Obróciłam się i ujrzałam jego plecy i wyjątkowo napiętą postawę.

- Widzę, że chcesz się przekonać na własnej skórze, jak sobie z nimi poradziłem…

Wysyczał, zaciskając pięści, przeraziłam się.

- Nie, przepraszam. Nie chciałam tego po…

Odwrócił się i machnął pięścią w stronę mojej twarzy, zrobiłam unik i uderzył w szafkę, powodując jej oberwanie. Uciekłam w drugi kąt pokoju.

- Nawet nie wiesz, ile razy dziennie muszę powstrzymywać się od wymordowania wszystkich ludzi znajdujących się w pobliżu.

Podniósł powoli głowę i spojrzał na mnie, oblizując szybko usta.

- W tym także ciebie.

Ruszył w moją stronę, ja niewiele myśląc, rzuciłam mu pod nogi krzesło i starałam się zatoczyć koło w drodze do drzwi. Przeskoczył je i dopadł mnie, jak już sięgałam do klamki.

- Co z tobą jest nie tak? - wyszeptałam przerażona.

Siedział na mnie rozkrokiem, z triumfalnym uśmiechem. Nachylił się trochę i szepnął, patrząc mi prosto w oczy.

- Wszystko.

Jego błędny wzrok zdradzał istne szaleństwo. Złapał moje nadgarstki jedną ręką i przycisnął do ziemi. Zaczął podgryzać i puszczać moją i tak siną na szyi skórę. Gdy znalazł się we mnie, odczułam ból większy niż zwykle. Próbowałam odszukać najmniej inwazyjną pozycję, ale po chwili poczułam zacisk na gardle.

- Uspokój się, co robisz?

Pozwolił mi odsunąć jego zaciśniętą rękę i zaciągnęłam się powietrzem.

- Boli mnie bardzo, krew mi leci…

- Masz miesiączkę?

- Nie.

- A kiedy miałaś ostatnio?

Musnął swoimi wargami moje.

- Dwa miesiące temu.

Przestał się poruszać.

- O kurwa.

- Nie, nie bój się. Ja nie mogę mieć dzieci.

Odetchnął z ulgą i zarzucił błyskawiczne tempo.

- To świetnie. - doszedł we mnie i pocałował w usta. Wstał i poprawiał swój wygląd. Podniosłam się i zaklęłam pod nosem.

- Kurwa.

- Co powiedziałaś?

- Nic, trochę mnie wybrudziłeś.

Na udach i podłodze widniały ślady rozmazanej krwi.

- Sama się wybrudziłaś, to twoje soki.

Zapinał mankiety i zerkał na moje nogi z obrzydzeniem. Po chwili uśmiechnął się i spojrzał mi w oczy.

- To jest moje.

Po nodze spłynęła mi strużka spermy. Weszłam pod prysznic i napawając gorącym strumieniem, ignorowałam rzeczywistość.

Po wyjściu zdziwiłam się, widząc go rozwalonego na kanapie.

- Co ty tu jeszcze robisz?

- Masz ochotę coś dzisiaj porobić?

- Z tobą nigdy, jeśli mam być szczera.

Przewrócił oczami.

- I tak nie mam nic lepszego do zrobienia ani żony, do której muszę udawać, że wracam. Może pójdziemy do kina?

Stałam w tym ręczniku jak wrośnięta w ziemię. Przekrzywiłam głowę, wyobrażając sobie, jak go powoli zabijam tępym, kuchennym nożem i krew jego stopniowo przyozdabia te brudne, beżowe ściany.

- Sam sobie idź psycholu.

Udałam się na górę do swojej ciasnej garderoby, ściągnęłam ręcznik i wzięłam z półki tunikę i bieliznę.

Znowu przywarł do mnie swoim ciałem, ściskając i przypierając do półek. Westchnęłam głośno.

- No chodźmy do kina, potem może na kolację. Hm?

Jego palec zjechał w dół pomiędzy moje nogi, ocierając się o podrażnione wargi sromowe.

- Przestań, to boli.

- Jak stąd zaraz nie wyjdziemy będzie bolało sto razy bardziej.

- No dobrze! Daj mi pięć minut, muszę się jakoś ubrać.

Odsunął się i złożył na mych ustach długi pocałunek.

- Przestań, bo się zaraz podniecisz, idź stąd już.

Uśmiechnął się zadziornie i zszedł na dół. Odetchnęłam z ulgą i wybrałam długie spodnie i sweter z golfem. Zeszłam na dół.

- Chyba żartujesz, że tak chcesz iść ubrana. Nie masz jakiejś ładnej sukienki?

- Owszem, mam, ale z takimi śladami -odkryłam poranioną skórę na szyi. - raczej słabo by to wyglądało, nie sądzisz?

- Ah, no tak. - posmutniał i wstał. - Więc chodźmy.

Otworzył przede mną drzwi i udaliśmy się do jego auta. Jeszcze nigdy nie siedziałam w nowym Porsche.

- Piłeś?

Spojrzał na mnie z kpiącym uśmieszkiem.

- Jeszcze nie.

Ruszył z piskiem opon. Pod kinem znaleźliśmy się tak szybko, jakby już wynaleziono maszynę to teleportacji. Wysiadł pierwszy i pomógł mi. Zdziwiła mnie jego uprzejmość. Dotarło do mnie, jak bardzo się nie znamy i od jak paskudnej strony zaczęła się nasza znajomość. Weszliśmy do środka, podchodząc do kasy.

- Na co masz ochotę?

Rozejrzałam się po obsłudze. Dziewczęta patrzyły na mnie nienawistnie, zastanawiałam się, czy znają go z widzenia.

- Jecta?

Spojrzałam na niego. Wyglądał dosyć ponętnie, w mojej głowie szalała burza myśli. Coraz mniej z tego wszystkiego rozumiałam, za to czułam się coraz głupsza.

- Emm… Może horror?

- Niech będzie. Ma pani dwa bilety na jakiś horror godny polecenia?

Ton jego głosu sprawił, że dziewczynie od razu zmiękły nogi. Wyprężyła pierś i poczęła go uwodzić. Przewróciłam oczami i podeszłam do baru obok.

- Poproszę sok pomarańczowy i drugi z wkładką.

- Służę uprzejmie.

Postawiła na ladzie dwie szklanki, wypiłam duszkiem tę z wódką i poprosiłam o to samo. Zszokowanie dziewczyny nieco poprawiło mi humor. Opróżniłam kolejną i zapłaciłam, biorąc do ręki szkło z samym sokiem.

- Tu jesteś, nie strasz mnie.

- Chciałam się napić soku, chcesz łyka?

Pokiwał przecząco głową i zerknął w stronę wejścia do sali.

- Możemy już wejść.

Dopiłam i spojrzeniem podziękowałam dziewczynie za dyskrecję. Uśmiechnęła się krzywo.

Minęło sporo czasu, odkąd ostatnio byłam wolna na mieście. Starałam się ograniczać swoją obecność tylko do miejsca pracy bądź marketu. Kiedyś miałam ogromny problem z alkoholem, który wymykał mi się spod kontroli, jak tylko zostawałam sama.

Wykupił kanapę, świetnie. Od razu jego ręka spoczęła za moimi plecami i przyciągnął mnie do siebie.

- To na wypadek, gdybyś się czegoś bała.

- To w takim razie powinieneś być oddalony ode mnie o co najmniej pięćset kilometrów.

Spojrzał na mnie gwałtownie, ale nie ze względu na słowa, które do niego wypowiedziałam.

- Piłaś coś?

- Ja? Skąd, tylko sok.

Teatralnie przewróciłam oczami, mając nadzieję, że nie pociągnie tematu.

- Dobrze więc, bawmy się.

Wyciągnął nogi na przedni fotel, gdy światło akurat zgasło. Przez cały film śmiał się i przytulał do mnie, całując co jakiś czas. Nabierałam do niego coraz więcej obrzydzenia, jeśli to w ogóle jeszcze możliwe. Miałam ogromną ochotę się napić, nie skupiłam się nawet na fabule filmu. Z zamyśleń wyrwały mnie napisy końcowe i światła. Adam klasnął w dłonie.

- To co, teraz na kolację?

- Nie mam ochoty…

- Możemy zamówić coś do łóżka.

- Na to też nie mam ochoty.

- A ja okropną. Może do baru?

Podniosłam wzrok na niego, badając czy to nie podstęp. Nie wyglądało na to.

- Już lepiej.

- To jedziemy do baru.

Otworzył przede mną drzwi i ponownie w trybie błyskawicznym znaleźliśmy się pod jednym z ekskluzywniejszych barów. Wchodząc do środka, czułam się bardziej jak sprzątaczka niż klientka.

- Co chcesz do picia?

- Wódkę.

Skrzywił się, więc postanowiłam obrócić to w żart.

- Obojętnie, wybierz coś.

Rozejrzałam się po sali. Była cała w ekskluzywnie wyglądającym drewnie, barek dosyć sztampowy, ale wpasowany w klimat. Znajdowali się tam głównie mężczyźni bardzo dobrze ubrani. Niektórzy trzymali jeszcze fason, inni już mniej.

Adam pojawił się z napojami. Wziął mi napój bezalkoholowy, a sam zachłysnął się whisky, butelkę odstawiając na stół. Uśmiechnęłam się do niego szczerze. Zmarszczył brwi, ale po chwili, chyba pod wpływem rozlewającego się ciepła po ciele od trunku odwzajemnił.

- O, kogo my tu widzimy.

Podeszło do niego czterech mężczyzn. Zaczęli się witać i ściskać.

- Dobrze, że jesteś. Coś nowego pojawiło się na mieście. A z kim tu sobie tak siedzisz?

Posłałam im najcieplejszy uśmiech, na jaki było mnie stać.

- A to moja… Moja dobra znajoma, ale nie mówi w naszym języku. - Puścił do mnie ukradkiem oko.

- Oooo, Adam. Odkąd rozstałeś się z tą raszplą, widzę, że nowe życie w ciebie wstąpiło. No wyglądem nie grzeszy, ale pewnie za to jest lepsza w innej kwestii, co?

Śmiejąc się grubiańsko, poklepali go po plecach.

- Słuchaj, chłopaki z Groveu…

- Nie tutaj. Idźcie do siebie, zaraz przyjdę.

Grupa oddaliła się do loży VIP-ów.

- Słuchaj, dawno ich nie widziałem. Wybaczysz mi na jakąś godzinkę? Najlepiej, jedź do domu. - wyjął 200 dolarów z kieszeni i położył na stół. - Dołączę do ciebie później.

Wstał i pocałował mnie w czoło, po czym zniknął. Błysnęło mi w oku. Od razu znalazłam się w sklepie z alkoholem i nakupiłam tyle trunków, ile zdołałam unieść. Wolałam zaoszczędzić te pieniądze i jechać autobusem. W domu odpaliłam muzykę, otworzyłam pierwsze wino i dałam ponieść się chwili. Kochałam ten stan, bez względu na jego późniejsze konsekwencje. Trzy godziny później byłam po spożyciu trzech win i ledwo przytomna zatoczyłam się do łóżka.

Obudził mnie okropny ból głowy i głos zaspanego Adama. Siedział przy łóżku, podpierając głowę, która bezzwłocznie chciała udać się na spoczynek. Byłam spętana za nadgarstki, przywiązane do kraty łóżka. Adam miał rozwalony łuk brwiowy i koszulkę pokrytą krwią. Nie dopuszczałam do siebie najgorszych myśli.

- Rozwiąż mnie, pić…

Otworzył przekrwione oczy i pokiwał głową z niezadowolenia.

- I kto tu jest psycholem. - wskazał na swoją rozległą ranę. - Rozcięłaś mnie butelką.

- Ty robiłeś mi gorsze rzeczy.

- Tak, ale nie próbowałem cię zabić. Ty mnie owszem. Mogłaś uprzedzić, że masz problem z alkoholem.

- Dałbyś mi szybciej spokój?

- Nie zabrałbym cię do baru. Zostało ci coś z pieniędzy?

- W portfelu mam dwusetkę, wyciągnij.

- Nie o to mi chodzi. Gdzie schowałaś resztę alkoholu?

Zaczęły wracać do pamięci obrazy z wczorajszego wieczoru.

- Rozwiąż mnie, proszę…

- Byłaś w takim amoku, że nie mogłem cię okiełznać. Stąd to. - podszedł i odsłonił mój brzuch, był cały siny. - Musiałem trafić w słaby punkt.

Kiwnęłam głową, chociaż do oczu napłynęły mi łzy. I znów to uczucie, którego ponoć wyzbyłam się pięć lat temu. Miałam ochotę nie żyć. Rozwiązał mi ręce i usiadł na łóżku, pomagając się podnieść.

Wszystko mnie bolało, kręciło mi się w głowie.

- Mówiłem, że byłaby z nas gówniana para. Muszę poszukać kogoś innego. - zaśmiał się głośno.

Dopiero rozejrzałam się po pokoju i otworzyłam usta ze zdziwienia. Wszystko było zdemolowane, jedna butelka zbita i rozlana na dywanie. Mimowolnie spłynęły mi po policzkach łzy.

- Co ty? Płaczesz? - śmiał się kpiąco. - Po takiej akcji? Jesteś pięknym przykładem czystej patologii moja droga.

- A ty to może nie?

- Jak ktoś ma pieniądze, to nieważne co zrobi w życiu, ludzie i tak mu wybaczą i zapomną.

Uśmiechnął się szczerze i wstał.

- Ogarnij ten syf i doprowadź się do porządku.

Zostałam sama. Nie wiem, co bolało bardziej. Czy skatowane przez Adama ciało, czy psychika rozkruszona jak szkło na przystanku? Dziewczyny w stajni się do mnie nie odzywały, nawet Nonia. Podobno groziłam jej, jak chciała mi pomóc i wszystkie zwyzywałam od góry do dołu. Moje samopoczucie z minuty na minutę stawało się coraz mniej rozsądne. Płakałam po kątach i schodziłam wszystkim z drogi, nie patrząc im w oczy. Minął miesiąc. Gdy ujrzałam w stajni Adama, podeszłam nieśmiało i wręczyłam mu kopertę. Płonęłam ze wstydu, czując na sobie wzrok dawnych koleżanek i jego.

- Co to jest? - burknął rozbawiony.

- Moja rezygnacja.

- Co? Jaka rezygnacja? Niby z jakiego powodu?

- Może być nawet dyscyplinarna, jest mi wszystko jedno. Opuszczę mieszkanie za trzy dni.

Adam rozejrzał się po obecnych, zaganiając ich tym samym do pracy. Gdy próbowałam odejść, chwycił mnie za ramię i nachylił się ku mnie.

- Dokąd niby pójdziesz?

- Donikąd.

Delikatnie wymsknęłam się z jego uścisku i wbiegłam do mieszkania, nie hamując łez. Wiedziałam, że gdyby chciał, już nigdzie nie znalazłabym pracy. Czułam, jakbym coraz bardziej się zbliżała do przepaści, na której krawędzi stoi śmierć. Jak się ocknęłam, leżałam na swoim łóżku z niedopitym i rozlanym piwem na kocu.

- Co jest z tobą nie tak? - jego głos rozlał się w mojej głowie jak impuls od ukłucia szpilką nerwu. Siedział naprzeciw łóżka.

- Nie nadaję się.

- Do czego?

- Do niczego właśnie.

- Dlaczego chcesz odejść?

- Nic dobrego z tego nie wyniknie, jeśli tu zostanę, jestem chora.

- Na co?

Uśmiechałam się nerwowo, popuszczając obficie lecące łzy.

- Przecież lubisz tę pracę, moje konie.

- Tak, ale to nie wystarczy. Ja już mam dosyć samej siebie. Myślałam, że się ogarnęłam, że po tylu latach warta jestem, chociaż złamanego grosza, ale niestety tak się nie stało. Dalej jest to puste nic, zupełnie jak kiedyś. - Spoglądałam pusto w okno, łzy ustąpiły miejsca ściskającego za serce żalu.

- Co ty pierdolisz?

Zerknęłam na niego zdziwiona. Rozzłościły go moje słowa.

- Miałaś wziąć się w garść. Po co pijesz? Przecież ci to nie służy.

Podszedł do łóżka i skrzywił się, widząc chlew na nim. Wyciągnął mnie z niego za rękę, nadwyrężając mój nadgarstek.

- Ała.

- Należy ci się za takie gadanie. Boże. - odsunął się i obejrzał mnie od góry do dołu. - Teraz to bym cię kijem nie tknął, pomimo tego, że mam na ciebie ochotę.

Skrzywił się i pociągnął za sobą do łazienki. Wepchnął mnie pod prysznic.

- Umyj się. Porządnie.

Wykonałam posłusznie polecenie, ale nagle zaświtało mi w głowie jaki dzisiaj jest dzień.

- O matko! Muszę się skończyć pakować.

- Ta? I dokąd pojedziesz z tym swoim marnym dorobkiem?

Otworzyłam kabinę, ale jego plecy uniemożliwiały mi wyjście. Puknęłam go lekko palcem w ramię.

- Przepuść mnie, proszę.

Odwrócił się i zlustrował moją budowę, wpijając w moje usta swoimi. Zrzucił marynarkę i buty i wszedł do środka. Podniósł moje ręce za nadgarstki i obcałowywał moją szyję, obojczyki, dekolt.

- Co robisz? - W otumanieniu całą sytuacją odczułam podniecenie i zaczęłam stękać i pojękiwać z rozkoszy. Puścił moje ręce i oplótł swoimi moją talię i pośladki. Masowałam jego włosy i rozbierałam powoli. Gdy był już nagi i wyprawiony, wyczułam dwa jego palce między nogami. Oderwał się na chwilę ode mnie i uśmiechnął szczerze, czując na palcach obfity śluz. Podniósł mnie za nogi i poczułam go w środku, po raz pierwszy tego pragnąc. Nasz stosunek był długi i cudowny. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio tak się czułam. Po wszystkim odstawił mnie i umyliśmy się razem, ciesząc przy tym i całując jak para nastolatków.

- Zostań, proszę. - Mówił błagalnym, ale twardym tonem mrucząc i hipnotyzując mnie pocałunkami. - Na mieszkaniu, chociaż, a pracę dostaniesz, gdzie będziesz chciała.

- Zawsze marzyłam o pracy na kuchni.

Uśmiechnął się, patrząc na mnie maślanym wzrokiem.

- W której knajpie chciałabyś zacząć?

- Siciliana. Chcę nauczyć się robić dobrą pizzę.

Patrzyłam na niego jak na boga. Na boga, który może wszystko. Po chwili rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Adam otworzył szeroko oczy i rzucając mnie na kolana, przykrył swoim ciałem. Straciłam przytomność.

Niewiele pamiętam z tamtej chwili, zaledwie urywki, ułamki sekund obrazów. Ciało Adama zalane krwią. Płonące mieszkanie, wszędzie dym. Mikea krzyczącego coś do mnie i ciągnącego za rękę. Byłam głucha, otumaniona, nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Czułam się wleczona. Obudziłam się w szpitalu, zastając widok Mikea siedzącego za gazetą i cicho puszczone wiadomości w telewizji. To był chyba jego rytuał. Prychnął, co pozwoliło mi się skupić. Byłam na silnych lekach przeciwbólowych. Mężczyzna, zauważając moje ocknięcie, uśmiechnął się i przybliżył, badając moje spojrzenie.

- Jesteś?

- JAdfrg…

- Śpij…

Oczy mi się zamknęły i gdy ponownie ujrzałam światło, znajdowałam się w czyjejś sypialni. Powoli wracała do mnie świadomość i ciało wybudzało się z bezwładu. Podniosłam rękę, łapiąc się za głowę, i przeraziłam, czując na ciele chłód metalu. Na prawej dłoni zapiętą miałam kajdankę z łańcuchem. Zerwałam się gwałtownie, by sprawdzić, dokąd sięga metalowy sznur. Poczułam zawrót głowy i opadłam na łóżko.

- Nie radzę się tak rzucać. - Mike miał niezbyt przyjemny wyraz twarzy i stał oparty o framugę. - Dwa tygodnie cię nie było wśród żywych.

- Co ja tu robię? Czemu mam na sobie to? - demonstracyjnie uniosłam zakutą dłoń.

- Adam mówił, że możesz uciec, a jesteś mi… Jemu teraz bardzo potrzebna.

- Niby do czego? - prychnęłam, kręcąc głową z niezadowolenia. Bałam się, na co tym razem wpadł ten wariat. Podszedł do mnie i oswobodził, grożąc palcem.

- Ciuchy masz na szafce, przebierz się. Zaprowadzę cię do niego.

Zostając sama, siedziałam dłuższą chwilę, analizując sytuację. Przebrałam się i czekałam jak pies na przyjście swojego pana.

- To niehumanitarne… - powiedziałam zawiedziona, gdy mnie zapiął i trzymając łańcuch, prowadził jak na smyczy.

- Możliwe, ale to wyjaśnicie sobie później. - Zatrzymał się przed dużymi, białymi drzwiami i chwycił moje ramiona. - Posłuchaj, nie mam pojęcia dlaczego, ale jesteś jedyną osobą, której poza mną ufał. Jest z nim bardzo źle.

W tym momencie dotarły do mnie obrazy z tamtego wieczora. Skojarzyłam fakty, mimowolnie otwierając buzię ze zdumienia. On przykrył mnie swoim ciałem przed wybuchem… Tylko skąd wiedział?

- Potrzebuje opieki, którą mu zapewnisz. Jak się wybudzi puszczę cię wolno. Lekarz przyjeżdża dwa razy dziennie, będziesz asystować mu przy wymianie opatrunku i zastrzykach. Jesteś wrażliwa na żołądku?

Pokiwałam przecząco głową, zamykając usta.

- To nielegalne. - próbowałam się jakoś wycofać z tej sytuacji.

Wprowadził mnie do pomieszczenia, w którym nie było nic oprócz łóżka, na którym leżał obandażowany Adam, kroplówek i małej kanapy z pościelą obok. Cała jedna ściana była grubą szybą, domyśliłam się, że pewnie kuloodporną. Widząc brak klamki na drzwiach wejściowych, dyskretnie badałam pomieszczenie w poszukiwaniu jakiejś luki, przez którą mogłabym uciec. Zostawił mnie na środku, dając do potrzymania łańcuch i stanął przy ścianie. Przyłożył rękę i uchyliła się wnęka.

- Tam jest toaleta, ale jak wejdziesz, nie będziesz mogła jej zamknąć.

- Dlaczego?

Podszedł do mnie, odebrał metalowy sznur i pociągnął w stronę białego muru i metalowej rurki przymocowanej na całej jej długości. Podniósł końcówkę z ziemi i przypiął mnie dla przedłużenia mojego zasięgu.

- Chyba żartujesz…

- Nie mogę pozwolić sobie na ryzyko twojej ucieczki.

- Jak według ciebie miałabym uciec z tej twierdzy? Już nie mówiąc o labiryntach korytarzy, ten pokój jest jak bunkier.

- Mówił, że jesteś sprytna. Przepraszam, że robię to w takiej formie, ale nie możemy go stracić.

- My?

Pokiwał głową i spojrzał na zegarek w geście nieposiadania zbytniej ilości czasu na wyjaśnienia.

- Przy łóżku jest telefon, na który możesz dzwonić po służbę, która przyniesie ci, co będziesz chciała.

Uśmiechnęłam się buńczucznie.

- Oczywiście w granicach rozsądku, mówił mi o twoim alkoholizmie.

- Co ja mam tu niby robić? Kiedy się wybudzi? Jak się ocknie, to puścisz mnie wolno?

- Przyniosą ci jakieś książki. Nie wiem, postaraj się, by jak najszybciej stanął na nogi, to wtedy znów poczujesz promienie słoneczne na ciele.

Zaczęło dochodzić do mnie, ile może zająć okres śpiączki i to, że czasami ludzie się z niej nie wybudzają.

- A jeśli się nie obudzi!? - krzyknęłam zrozpaczona.

Wzruszył ramionami ze smutną miną i wyszedł z pomieszczenia. Przez chwilę stałam w osłupieniu, po czym rozpaczliwie rzuciłam, szukając jakiejkolwiek drogi ucieczki. Po trzydziestu minutach pojawiły się łzy i panika. Zaczęłam krzyczeć, błagać o wolność i desperacko próbować pozbyć się bransoletki z ręki. Pod metalem pojawiła się krew.

Minęło półtorej godziny. Siedziałam zrezygnowana pod ścianą i patrzyłam tępo w łóżko naprzeciw siebie. Sala była dosyć spora i do bólu estetycznie biała. Ignorowałam szczypiący ból pod nieprzyjemną w dotyku obręczą. “A więc to tak będzie wyglądać reszta mojego życia. Jakim cudem znalazłam się w tym miejscu? To wszystko przez tego furiata…” po chwili doszło do mnie, że nie jestem tu sama. Poderwałam się i zbliżyłam do jego łóżka. Cały był w bandażach, wystawały mu tylko dłonie, oczy, nos i usta. Gdy nie widziałam iskier w jego oczach, ciężko było mi go rozpoznać w takim stanie. Dotknęłam jego dłoni. Była ciepła i miękka. Wzdrygnęłam się na nieprzyjemne wspomnienia z jej udziałem. Skrzywiłam się i usiadłam na kanapie. “Co ja mam tu niby robić? Przecież to nieludzkie.” Nie zauważyłam, kiedy zmorzył mnie sen. Nad ranem obudziło mnie krzątanie się lekarza po sali. Podbiegłam do niego.

- Błagam, niech mi pan pomoże, trzymają mnie tu nie z własnej woli…

- Proszę to potrzymać. - wzięłam do ręki jakąś torebkę, nie zwracając na nią zupełnie uwagi. Próbowałam dotrzeć jakoś do sumienia doktora.

- Niech pan wezwie policję albo pomoże mi uciec, błagam!!!

Po chwili skończył, prostując się i spojrzał na mnie karcąco. Zerknęłam na ciało Adama, okazało się, że wymieniono mu przed chwilą torebkę z moczem, którą trzymałam ja. Zrobiło mi się niedobrze, lekarz wyrwał mi torbę i prychnął niezadowolony, opuszczając salę.

Po chwili rozległ się dźwięk klaskania w dłonie.

- Chyba cię nie polubił nasz doktor Queen. - Mike był wyraźnie rozbawiony całą sytuacją. - On nie pomoże ci wyjść, wie jaką rolę masz tu do spełnienia.

- Jesteście wszyscy nienormalni! Kim ty w ogóle dla Adama jesteś, że się tak o niego troszczysz? Ciebie też pieprzył na boku?

Mężczyzna uśmiechnął się triumfalnie.

- Nie. Jestem jego prawnikiem i… bratem. Doktor jest naszym wujkiem. Mieliśmy tę samą matkę, niewiele osób o tym wie.

- To po co mi to mówisz?

- Nie wiem, może nie wyjdziesz stąd żywa. - puścił do mnie oko. Robił się przy mnie coraz bardziej wyluzowany, podszedł do łóżka i złapał mężczyznę za dłoń.

- Wracaj… Wracaj Adam.

- Już widzę, jak do ciebie biegnie.

- Radzę ci nie być niemiłą. Mogę przestać przychodzić, jak nie śpisz i z nikim już nie będziesz rozmawiać. W takiej izolatce dosyć szybko ogarnie cię szaleństwo. Zwłaszcza ciebie.

- Co chcesz przez to powiedzieć? - rzuciłam mu gniewne spojrzenie.

- Naprawdę nie wiem, co on w tobie widzi.

Znów zostałam sama. Ja i puste w środku ciało Drivera. Westchnęłam i usiadłam na jego łóżku, oglądając w spokoju aparaturę.

“A gdyby tak… Nikt by nie wiedział, że pomogłam mu odejść. No i uwolniłabym się od niego raz na zawsze. Hmm…” ręką błądziłam po wenflonach podczepionych do niego, ledwo opierając się pokusie, by ich nie wyrwać.

- NAWET SIĘ NIE WAŻ.

Głośny ryk rozległ się po pustej sali. Odskoczyłam metr od łóżka i rozglądałam się nerwowo.

- Nie sądziłaś, chyba że pokój jest niemonitorowany?

Zauważyłam małe głośniki wklejone w sufit. Westchnęłam ciężko i pokazałam w ich stronę środkowy palec. Mimo że nie widziałam Mikea dało się wyczuć jego uśmiech w tej chwili. Podniosłam słuchawkę i poprosiłam o śniadanie i coś do czytania.

Po posiłku poszłam się wykąpać i przebrać. Wróciłam do łóżka i obserwowałam nerwowe ruchy gałek ocznych mężczyzny. Przy wieczornej wizycie lekarza opanowałam emocje i asystowałam przy czynnościach pielęgnacyjnych i zastrzykach.

Minął tydzień. Powoli ogarnia mnie obłęd, gadam do siebie na głos, śpiewam do świata, który mogę oglądać tylko przez grubą szybę. Zaczęłam ćwiczyć fizycznie, by zaprzestać nerwowego kołysania się w przód i tył z podkulonymi nogami.

Po miesiącu Adamowi zdjęto gips i bandaże. Podobno najgorzej wyglądała skóra na plecach. Z przodu niewiele się zmieniło, poza kilkoma bliznami na brzuchu, szyi i twarzy. O wiele lepiej mi się zrobiło, widząc go w całej okazałości. Którejś nocy obudziłam się, by iść do toalety. Widok, który miałam zaszczyt oglądać codziennie, nie zmienił się poza jednym, niemałym szczegółem. Mężczyzna miał ogromny wzwód. Uśmiechnęłam się mimowolnie, odpędzając myśli o jego śmierci. Podobno nieboszczykom zawsze stają penisy. Podeszłam do łóżka sprawdzić jego puls. Co chwilę napinał mięśnie na szyi i stękał wewnętrznie. Przypatrywałam się temu chwilę i zaczęłam smyrać go po klatce, powoli zjeżdżając coraz niżej. Wysiłek się zwiększył, powieki zaczęły poruszać nerwowo. Te tortury sprawiły mi ogromną przyjemność. Pierwszy raz to ja miałam nad nim władzę. Owinęłam zimnym łańcuchem delikatnie jego prącie, puls znacznie mu przyspieszył. Oblizałam usta, uśmiechając się do siebie. Tak, to zdecydowanie była najlepsza rozrywka, jaka mi się trafiła w tym pomieszczeniu. Ściągnęłam łańcuszek i położyłam swoją ciepłą dłoń na wyginające się z podniecenia sięgającego granic możliwości przyrodzenie. Patrzyłam na cierpienie mężczyzny i zaczęłam lekko poruszać ręką. Adam na kilka sekund otworzył oczy, zabijając mnie spojrzeniem. Odskoczyłam od niego jak oparzona i zadzwoniłam po doktora. Przyjechał zaspany i wściekły.

- Co się stało? - burknął, nie kryjąc niezadowolenia.

- Otworzył oczy.

- Co??? - podbiegł do łóżka z nadzieją. Obserwował go chwilę w milczeniu. - Przecież ma zamknięte.

- Ale otworzył, spojrzał na mnie…

Widząc moje roztrzęsienie, zwęził zjadliwie oczy, mierząc mnie od góry do dołu.

- Tak? A co w tym momencie robiłaś?

- Ja… Mmm… - czułam, jak się rumienię. - Chciałam mu pomóc.

- W jaki sposób?

Milczałam, patrząc pod siebie. Prychnął, machając ręką.

- Zobaczę na kamerach.

- Nie, poczekaj. Wstałam do toalety i zobaczyłam… Zobaczyłam… Że mu stoi. - twarz zalewała mnie falami lawy wulkanicznej -Pomyślałam, że pewnie mu się coś śni i chciałam ulżyć mu w cierpieniu…

Doktor podniósł brwi w kompletnym rozbawieniu.

- No i co było dalej?

- Położyłam rękę i wtedy on… rzucił mi swoje wściekłe jak zawsze spojrzenie, po czym…

Zaciął mnie śmiech lekarza. Trzymał się za brzuch i zanosił rechoczącym śmiechem.

- Oszczędź mi dalszych szczegółów. Dobrze więc, spróbujmy to sprawdzić. Zrób to jeszcze raz. - ruchem głowy wskazał ciało Adama.

- Słucham?

- Złap go jeszcze raz.

Doktor założył ręce na siebie w oczekiwaniu na mój ruch, zjadliwy uśmiech nie schodził z jego twarzy. Podeszłam nieśmiało i wsadziłam rękę pod koc, odszukując sztywnego jeszcze członka. Adam znowu napiął wszystkie mięśnie i postękiwał cicho. Po chwili do pokoju wszedł Mike, cofnęłam się gwałtownie i spuściłam wzrok.

- Co się dzieje? Co to za przedstawienie?

- Dużo cię ominęło. - znowu śmiał się serdecznie, obserwowałam ich nerwowo. - Wybudziła go. To kwestia kilku dni jak się obudzi całkowicie.

- W jaki sposób?

- Ten znany od wieków. Radzę ci moja droga powtórzyć to kilka razy, doprowadzając do końca. Myślę, że ilość buzującego testosteronu w nim pomoże mu stanąć -spojrzał rozbawiony na krocze Adama -na nogi.

- Coś ty zrobiła? - Mike wydawał się zły i zaskoczony.

- Powiem ci, że niezła szykuje ci się bratowa. - Poklepał go po ramieniu, puścił oko i wyszedł. Mężczyzna zacisnął zęby i również opuścił pomieszczenie.

Zezłościło mnie to ostatnie zdanie. Postanowiłam, że jak mnie wypuszczą, to zrobię wszystko, by uciec jak najdalej od tych ludzi.

Szaleństwo stopniowo ustąpiło miejsca znudzeniu. Tak oto, codziennie według zaleceń lekarza doprowadzałam śpiącego Adama do orgazmu, zmywając później z obrzydzeniem jego spermę ze swoich rąk. W siódmym dniu tej nietypowej kuracji postanowiłam jeszcze raz spróbować zdjąć kajdankę mydłem. Siłowałam się z tym dobre pół godziny, ale niestety, obręcz była za mała, by przejść przez moją kościstą dłoń. Westchnęłam głęboko i spłukiwałam pianę, czując nagle od tyłu czyjeś objęcia. Podskoczyłam ze strachu, próbując się odwrócić. Znajome mruczenie rozległo się obok mojego ucha, sapnęłam ostentacyjnie.

- Witaj śpiąca królewno. - powiedziałam niechętnie i odsunęłam go od siebie, zabijając wzrokiem. Stał przede mną nagi w znakomitym humorze, muskulaturą przypominając boskiego Achillesa, ale ja pragnęłam tylko jednego, wyrwać się stąd wreszcie. Jego twarz wydała mi się bardziej znana od mojej, miałam dość jej widoku. Wybiegłam do pokoju, łapiąc za słuchawkę.

- Obudził się, zadzwoń po Mi…

Wyjął mi ją z dłoni i stanął przede mną.

- Proszę, zostaw mnie. - Odwróciłam głowę. Złapał moje dłonie w swoje, uspokajając ich drganie i poczułam na swojej szyi pocałunki. Zacisnęłam zęby i oczy i wyrwałam mu się, odskakując, ale w jego ręce został mój łańcuch i przyciągnął mnie z powrotem.

- Adam puść mnie! - spoliczkowałam go, poszerzając tym tylko jego uśmiech i powtórzyłam to ze zdwojoną siłą. Po jego oczach przemknął błysk, położył mnie delikatnie na łóżku. Pociekły mi łzy. Pomimo jego całej delikatności i opanowania czułam się jak w piekle. Był tak pochłonięty mną, że nie zauważył, jak ktoś otworzył na chwilę drzwi, po czym widząc nas, je zamknął. Po niecałej godzinie skończył i położył się obok mnie, wtulając w moje ciało i włosy. Chciałam wstać, uciec stąd, ale nie miałam sił, by znów próbować wyrwać się z jego uścisku. Przykrył się do pasa, gdy Mike wszedł do pomieszczenia.

- Adam! Dzięki bogu!!! Dobrze widzieć cię wśród żywych. - wstał i się przytulili. Uciekłam do łazienki, przymykając drzwi, które od mojego ogona nie mogły się domknąć. Przytuliłam się do umywalki i zaczęłam cicho płakać. Słyszałam zbliżający się głos.

- Przynieś mi jakieś ubrania, pojedziemy na kolację.

Podszedł do mnie i kucnął. Odwróciłam od niego głowę i odkręciłam wodę, starając się uspokoić.

- Nie płacz… Wynagrodzę ci to wszystko. - głaskał mnie po plecach.

- Proszę, nie dotykaj mnie już.

Zabrał rękę i pociągnął moją odpinając kajdankę. Spojrzałam na niego z nadzieją.

- Przepraszam, że w takiej formie, ale potrzebowałem cię. To był zamach na mnie. Nie wiem, czy starczy mi lat, by zrekompensować ci spędzony tu czas.

- Kiedy się obudziłeś? - łkałam coraz ciszej.

- Dzisiaj rano.

- To dlaczego nie wstałeś wcześniej?

- Chciałem zobaczyć, co robisz cały dzień, warując przy moim łóżku.

- Nie jestem twoim psem.

- Zaskoczyłaś mnie tą kuracją.

- Aż dziwię się, że to wytrzymałeś bez swojego chorego zaangażowania.

- Nie było łatwo.

Ubrał się w ciuchy przyniesione przez Mikea. Ujmując moją dłoń, pomógł mi wstać.

- Na co masz ochotę?

- Chcę spać. Sama. Jak najdalej od Ciebie.

Uniósł jeden kącik ust do góry i zeszliśmy na dół. Otworzył drzwi i czekał, aż przez nie przejdę. Zamknęłam oczy i zaciągnęłam się zimnym, jesiennym powietrzem. Przyjemny chłód otulał moją twarz, szyję i dłonie. Pachniało wilgotną ziemią, liśćmi i dżdżownicami. Mokra trawa aż biła do moich nozdrzy, jak i zapach brudnych ulic, które nocami sprząta i czyści deszcz. Chłonęłam najdrobniejszy szczegół każdego z moich wyostrzonych zmysłów. Zaciągałam się jak szalona zapachem, nasłuchując odgłosów życia, które przez ostatnie trzy miesiące zostało mi zabrane. Poczułam się jak więzień po wielu latach odsiadki w izolatce. Dał mi tę chwilę. Dał mi się nią napawać. Nie wiem, ile upłynęło czasu, gdy tak stałam, jak trafiona piorunem. Złapał mnie za rękę i otworzyłam oczy, wracając do rzeczywistości. W aucie cały czas czułam na sobie jego spojrzenie. Mike prowadził i zerkał na nas co chwilę.

- Dokąd cię zawieźć? - zapytał kierowca, patrząc na mnie przez lusterko.

- Jak najdalej od was, na pociąg.

- Gdzie chcesz jechać? - głos Adama wydał się lekko zaniepokojony, spojrzałam na niego smutno.

- Mam cię dość. Nie chcę cię już więcej widzieć, nigdy. - patrzyłam mu prosto w oczy, zacisnął pięści i wargi, patrząc w okno.

Mike zatrzymał się i Adam wysiadł. Nie spodziewałam się takiej reakcji.

- Mogłaś mieć wszystko, a wybrałaś nic. - Zatrzymał się pod dworcem, wysiadłam i trzasnęłam drzwiami. Głowa bolała mnie ze stresu i napięcia. Wpadłam na najgłupszy pomysł, na jaki mogłam tylko wpaść. Odprowadzając znajome auto wzrokiem za horyzont, podbiegłam do najbliższego sklepu i zakupiłam pół litra wódki, sok gazowany i papierosy. Udałam się do parku naprzeciwko i zatopiłam w alkoholu. Po jakiejś chwili dosiadło się do mnie towarzystwo mocno alternatywne. Zapaliłam z nimi blanta, wygłupialiśmy się i po skończonej butelce coraz bardziej upijaliśmy ich tanim winem. Poczułam się, jakbym znowu miała siedemnaście lat. Szczęście rozlewało się po moich żyłach i organizmie.

Rano obudziłam się na ławce obok stajni. Pode mną leżały pokaźnych rozmiarów wymiociny, jeż papierosowy i dwie puste, potłuczone butelki po piwach. Głowa pękała mi w szwach, byłam przemarznięta i przemoczona aż do bielizny. Wzdrygnęłam się i wstałam, chwiejąc lekko. Stałam przed swoim dawnym mieszkaniem, bojąc się zapukać. Zdawałam sobie sprawę z tego, że ktoś już je zajął, ale miałam nadzieję na odzyskanie, chociaż kilku rzeczy. Drzwi otworzyły się, a za nimi ukazała się niska dziewczyna, o perlistym uśmiechu.

- Cześć! Uprzedzono mnie, że wpadniesz po rzeczy. Zaraz zadzwonię do pana Mikea, bo oni je zabrali po tym wybuchu gazu... Chcesz wejść do środka?

Pokiwałam przecząco głową i wyszłam przed obiekt z zamiarem zapalenia papierosa. Zapalniczka odmawiała posłuszeństwa, zaklęłam głośno i tupnęłam nogą.

- O, już wróciłaś. Wybacz, zabrał resztkę twoich rzeczy i kota do waszego… swojego domu. Zawiozę cię, byś mogła je odebrać.

Otworzył mi drzwi i wsiadłam, wyrzucając zapalniczkę na chodnik. Patrzyłam na niego, myśląc o tym wszystkim, co spotkało mnie w ostatnim czasie.

- Spokojnie, nie będzie go w domu. Postanowił spełnić twoją prośbę.

Patrzyłam w okno, nucąc w głowie smutną melodię o dziewczynie o perłowych włosach.

Zajechał pod znajomy mi widok. Fontanna przed pałacem mieniła się różnymi kolorami. Wszystko tu kojarzyło mi się źle, zbierało mi się na wymioty. Pakowałam rzeczy, najszybciej jak potrafiłam. Po tym wybuchu nie zostało ich zbyt wiele. Kotka przewijała mi się pod nogami.

- Zastanów się jeszcze. Jest gotów uchylić ci nieba… Zawsze był, ale teraz jesteś dla niego najważniejsza.

Stanęłam naprzeciw Mikea przenikając go nienawistnym wzrokiem.

- Spróbuj sobie być z kimś, kto cię krzywdzi cały czas, a potem pomieszkać z trupem, waląc mu konia przez dwa miesiące i gadając do ścian, jakby miały kiedykolwiek odpowiedzieć. Wtedy pogadamy. - Splunęłam mu pod nogi i wyszłam pospiesznie z kotem pod pachą i małą walizką. Zapakowałam się do taksówki i pojechałam do Jeffersonów, w nadziei, że chociaż pozwolą mi zostać kilka dni jako darmowa pomoc, zanim znajdę coś nowego.

Przychylili się do mojej prośby, ale Adam zbyt dosłownie zrozumiał chęć mojego oddalenia się i spalił mnie w każdej możliwej stajni w promieniu stu kilometrów. Jeff Jefferson uruchomił jednak swoje kontakty i załatwił mi pracę w dużej stajni dwieście kilometrów dalej, wystawiając świetne rekomendacje.

W nowym domu ruda czuła się cudownie, a i ja po dwóch miesiącach nabrałam wiatru w żagle, odżywając na nowo. Odpoczywałam psychicznie, jeżdżąc po lasach i pracując w małej, trzyosobowej grupie. Niestety moja sielanka nie trwała długo. Po piątkowym wieczornym treningu weszłam do mieszkania i poczułam tylko, jak ktoś od tyłu mocno mnie obejmuje i przyciska coś do twarzy, zasnęłam.

24,448
9.36/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.36/10 (28 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Komentarze (9)

Pokątnie uściski

Pokątnie uściski · 2 listopada 2018

0
0

"na kroczę Adama" - zdecydowanie nie.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 12 stycznia 2020

+3
0

Przecinkowy horror nie zmienia faktu, że historia ma bardzo dobry flow, ciekawą fabułę i mimo, że zalatuje trochę Harlequinem (ale tylko trochę), to nie powinna być trzymana tutaj. Szkoda, że Autor nie pokusił się o kontynuację, bo część pierwsza daje podstawę do przypuszczenia, iż kolejne mogłyby być lepsze (pod względem techniki pisania, jak i fabuły).
Sio z Poczekalni.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
pimafucin

pimafucin · Autor · 9 marca 2020

+1
0

XXX_Lord dziękuję! Za miłe słowa. Mam drugą część gdzieś tam w zarysach, ale myślałam, że nikomu się to nie podoba więc nie widziałam sensu żeby wstawiać tu drugą część... Ale dzięki Twojemu komentarzowi zachciało mi się dokończyć 2 część i jak skończę to wrzucę. Dziękuję i przepraszam za błędy i braki w wiedzy interpunkcyjnej i zapewne w stylistycznej. Nawet nie wiesz, jak poprawiło mi to nastrój i nastawienie do moich tekścików 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 3 kwietnia 2020

0
0

Ależ nie ma za co. Jeśli coś jest dobre, to trzeba to chwalić. Może ktoś z uprawnionych kliknie w wyciągnięcie z Poczekalni - w Zbiorze Głównym jest mnóstwo dużo słabszych i nudnych opowiadań, Twoja historia zasługuje na "awans".
Odnośnie interpunkcji - spróbuj Sentence Checkera. W przeciwieństwie do Language Tool nie ma limitu znaków, poprawia większość błędów i jest wygodny w użyciu.
Powodzenia 🙂

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 3 kwietnia 2020

+1
0

@pimafucin, widzę, że publikujesz od blisko trzech lat, a jeszcze żadne Twoje opowiadanie nie trafiło do zbioru głównego. Podziwiam Cię za determinację, że jeszcze się nie zniechęciłeś i piszesz dalej 🙂 . Z tego samego faktu należy Ci się wyciągnięcie tego opowiadania z poczekalni 🙂 . A poza tym komu jak komu, ale XXX_Lordowi nie wypada odmawiać, skoro prosi 😉

Jednak zrób coś z tymi nieszczęsnymi przecinkami. Proszę!!!

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
XXX_Lord

XXX_Lord · 3 kwietnia 2020

0
0

@Indragor
Pimafucin, jeśli dobrze widzę po komentarzu to kobieta 😉

"A poza tym komu jak komu, ale XXX_Lordowi nie wypada odmawiać, skoro prosi wink"
Niech będzie, że prosi 😛 Nalega, krzyczy w eter: "dajcie jej szansę" 😉

Opowiadanie mimo technicznej surowizny ma coś w sobie i warto zachęcić Autorkę do kontynuacji pisania. A nóż widelec jako kontynuację wysmaży nam najlepszą historię AD 2020 na Pokątnych?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
pimafucin

pimafucin · Autor · 18 kwietnia 2020

+1
0

Dziękuję ślicznie!!!! Niesamowicie "zrobiło mi to dzień", radochę mam jak dziecko!
Postaram się poprawić tę interpunkcję, obiecuję
Tymczasem życzę pysznego weekendu i jeszcze raz dziękuję 😀

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Indragor

Indragor · 19 maja 2020

0
0

Jak tam ma się 2. część?

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?
Martyna

Martyna · 1 dni temu

0
0

Co z druga częścią opowiadania? Zwaliło mnie dosłownie z nóg. Nie znalazłam na tej stronie jeszcze tak dobrego opowiadania. Aż chciałoby się poznać autora osobiście.

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

Pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.