Ilustracja: Annie Spratt

Kryzys (II)

pimafucin pimafucin

11 sierpnia 2020

47 min

Pozdrawiam

Obudziłam się w ciemnym pomieszczeniu. Było mokro, śmierdziało stęchlizną i wilgocią. Z przerażenia drżały mi nogi. Czułam, że tym razem to nie sprawka Adama. Do izby wszedł mężczyzna w kominiarce, patrzył na mnie dosyć długo, po czym wyszedł. Po kilku dniach takie zachowanie przestało mnie dziwić. Dostawałam jeść trzy razy dziennie, chociaż szczerze mówiąc, ciężko to nazwać pokarmem dla ludzi. Myto mnie raz dziennie z węża, z którego nigdy nie płynęła ciepła woda. Powoli popadałam w obłęd, nikt się do mnie nie odzywał, nikt mi nie odpowiadał. Byłam ja i ciemny, zimny pokój. Nic z tego nie rozumiałam. Po pięciu miesiącach zobojętniałam na wszystko, zaczęto mnie więc karmić siłą. Stawałam się coraz słabsza psychicznie. Wszędzie panował mrok i cisza. Po kolejnym miesiącu kocich tortur, z przymusowej drzemki zbudziły mnie głośne huki. Przykucnęłam, tuląc się do ściany i pragnąc się w nią wtopić. Hałas zbliżał się do pomieszczenia, w którym siedziałam skulona jak zaszczuty pies. W panice zakryłam dłońmi uszy. Wyważono drzwi, chciałam krzyknąć, ale mój głos już dawno zniknął nieużywany. Opancerzony mężczyzna z bronią podbiegł do mnie i poderwał za rękę, krzycząc głośno.
- Mam ją! Wyprowadzamy!
Wbiegło dwóch kolejnych, jeden założył mi kamizelkę kuloodporną i pociągnął za sobą. Dwóch obstawiało moje boki. Byłam za słaba, żeby oponować. Miałam wrażenie, jakbym płynęła, gdzieś z góry obserwując całą tę sytuację, jakbym już była martwa. Dookoła słychać było strzały, krzyki, dźwięki upadających ciał. Wywleczono mnie na korytarz, światło skutecznie mnie zaślepiło na kilka minut. Ostrzeliwano nas, jeden z moich wybawców padł trupem, ja skuliłam się przy ziemi. Usłyszałam znajomy głos i ktoś mnie podniósł.
- Wstawaj!
To był Adam. Nie mogłam w to uwierzyć i poczułam się jak we śnie. Martwym śnie. Był cały we krwi, dźwignął mnie i osłaniając swoim ciałem, wyprowadził do góry. Bałam się opuścić ten loch, który stał się moim domem. Pragnęłam wrócić tam i w spokoju dalej umierać z dnia na dzień. Nie było mi to jednak dane. Wyszliśmy z piwnic na parter opuszczonego magazynu. Wszędzie było pełno ludzi Drivera i masa trupów i krwi. Nastała cisza, wiedziałam, czego to zwiastun. Usłyszałam ostatni wrogi strzał, przeszedł mnie dreszcz po całym ciele, w podbrzuszu poczułam ból. Adam odwrócił się w moją stronę i padł na kolana, łapiąc moje opadające ciało i wrzeszcząc do swoich najemników. Ostrzelali miejsce, skąd padł strzał i tym sposobem zabili ostatniego osobnika, zamieszanego w moje porwanie. Ja odpływałam, trafił mnie poniżej kamizelki. Trzeba mu przyznać, że miał świetnego cela. Uniosłam się do góry i naprawdę płynęłam. Zaniesiono mnie do busa, nagle ujrzałam Mikea, który pomagał mnie opatrzyć. Trzymał mnie mocno za rękę, powstrzymując łzy.
- Błagam, żyj. Wytrzymaj. 
Usnęłam. Nie był to natomiast sen między dniem, czy drzemka. Trwał o wiele dłużej, tak, stanowczo za długo. W jego trakcie byłam sama, czasami w tle widząc samą czerń, czasami jasne barwy. Nie mogłam myśleć, czuć, widzieć, mogłam jedynie czekać. Na pobudkę. Gdy ona nastąpiła, dostrzegłam znaną mi postać, ale kilka minut zajęło mi domyślenie się, kogo moje oczy widzą. Doktor Jake uśmiechnął się serdecznie.
- Witamy wśród żywych, duszyczko. - zagadnął miło wuj Adama. - Twój stan się stabilizuje, wszystko będzie dobrze.
Próbowałam coś powiedzieć, ale również zajęło mi to sporo czasu. W końcu udało się coś wydukać.
- Ile spałam?
- Zapadłaś w śpiączkę i całe szczęście, bo inaczej byśmy się tu nie spotkali, tylko w kostnicy. - zaśmiał się krótko. - Trzy miesiące. 
Otworzyłam oczy ze zdumienia.
- Tak długo…
- Długo? Czasami ludzie latami się z niej nie wybudzają, zresztą wiesz. - wstrzyknął jakąś substancję do mojej kroplówki. - Śpij słoneczko, przyjdzie czas na całkowite wybudzenie.
Znów bezkresna czerń. Mocniejszy oddech, powieki w górę i światło. Tym razem zamiast Jakea zauważyłam sylwetkę Adama, wuj stał trochę dalej.
- …wyjdzie z tego, może to wasza dziwna więź ją ściągnęła na ziemię tak jak kiedyś ona ciebie. Jej rana była śmiertelna.
Nie mogłam nic powiedzieć, moje powieki były takie ciężkie, chociaż wewnętrznie wcale nie chciałam spać. Adam spojrzał na mnie.
- Budzi się.
Doktor podszedł błyskawicznie, odsuwając chłopaka ode mnie. Znów coś wstrzyknął i po raz kolejny ciemność.
Gdy już pozwolono mi obudzić się na dobre, postanowiłam zasypać doktora pytaniami.
- Czy to wtedy był Adam? Przy moim łóżku? - i to wszystko, co udało mi się z siebie wykrzesać. Wuj westchnął ciężko i usiadł obok.
- Proces regeneracji już jest w fazie zakończenia, teraz pozostaje ci tylko powrócić do chodzenia, normalnego funkcjonowania. Mózg nie został uszkodzony, więc z motoryką nie będzie żadnych problemów. Raczej nie próbowałbym zajść w ciążę, postrzał co prawda nie uszkodził żadnych organów, ale mogą wyniknąć powikłania. Będziesz czasami odczuwać ból w tym miejscu, ale to bardziej sprawa psychiczna. Jedyne co mogę zalecić to mniej stresu, dużo dobrego jedzenia no i snu rzecz jasna. 
- Już się wyspałam wystarczająco.
Uśmiechnął się smutno.
- Jutro zacznie się rehabilitacja, zostaniesz tu około miesiąca, a później Mike zabierze cię gdzieś, gdzie będziesz bezpieczna. Cóż mogę ci życzyć, szczęścia kochana, szczęścia. - Poklepał mnie po ręce i wyszedł. Byłam zdezorientowana i obolała.
Rehabilitacja pomogła znacznie, ale jeszcze musiałam mocno się oszczędzać. Po trzech tygodniach Mike zabrał mnie ze szpitala, nic nie wyjaśniając oczywiście.
Znów ten przeklęty pałac, adwokacina, który dba o przepływ informacji. Zostawił mi włączony telewizor, w którym były informacje o zniknięciu i poszukiwaniach Ilny. Z każdym miesiącem wiadomości na ten temat pojawiały się rzadziej. Upłynęło więcej niż pół roku. Ja w końcu zaczęłam powoli chodzić. Któregoś dnia zeszłam na dół i udałam się powolnym tempem do stolika, przy którym siedział Mike ze znajomymi. Na mój widok zerwał się i podbiegł do mnie. Odciągnął od ciekawskich spojrzeń współtowarzyszy.
- Co tu robisz? Odpoczywaj, jeszcze trochę wytrzymaj. - pomógł mi usiąść. 
- Gdzie jest Adam?
Mike odsunął się i zakłopotał.
- Zniknął, jak chciałaś. Zostawił ci ten pałac, możesz z nim zrobić, co chcesz. Skoro już się swobodnie poruszasz, jutro podpiszemy umowę i również się rozpłynę. 
- Chce się z nim widzieć i możecie sobie wsadzić ten budynek… - rzekłam rozżalona. 
Mike otworzył mi drzwi i wsiadłam do auta. Nie miałam pojęcia, dokąd mnie wiezie, ale miałam nadzieję zobaczyć Adama. Tak bardzo chciałabym, by zniknął z mojego życia i zabrał ze sobą wszystkie wspomnienia. Nie powinniśmy się nigdy spotkać. Po policzku spłynęła mi łza, gdy adwokat zatrzymał auto, uprzednio przejeżdżając przez cztery posterunki goryli, którzy pilnują spokoju w tym pięknym miejscu. Wysiadłam na podjeździe pięknej willi, o kolorze kości słoniowej. Schody z obu stron ozdobione były kwitnącymi kwiatami, które rozkładały się na poręczach i zwisały  dumnie z barierek. Po obu częściach budynku znajdowały się długie loggie z arkadami. Weszłam powoli i nieśmiało do środka. Ogromne drzwi z ręcznie wykonanymi, małymi historiami dały się lekko pchnąć, w porównaniu do tego na jak ciężkie wyglądały. Nie było widać nikogo, ale słychać było męski, podniesiony głos. Nie był to Adam, udałam się powoli w kierunku dźwięków. Moich uszu dobiegł język hiszpański, który znałam. Mężczyzna strasznie się wydzierał, jak dotarłam pod wejście, stanęłam nieruchomo, nasłuchując.
- Ja już nie mam na ciebie synu, żadnego wpływu. Robiąc to, co robisz, doczekasz się co najwyżej wyroku śmierci, jaki wyda  na ciebie ulica, którą tak ochoczo chcesz sprzątnąć! Twoja agresja i nieobliczalność nie jest nikomu potrzebna, na pewno nie mi! Powiedz mi, proszę, co jest w stanie na ciebie zadziałać!? Ja to załatwię, tylko wyjaw co!
Przełknęłam ślinę i zapukałam nieśmiało. Wyłoniłam się zza rogu i dostrzegłam Adama, który miał trochę pokiereszowaną twarz i siedział ze spuszczoną głową i bolesnym grymasem na twarzy. Starszy jegomość zamilkł, przewrócił oczami i opuścił pomieszczenie. Zostaliśmy sami, obserwował mnie chwilę z zaciekawieniem, po czym sposępniał. Spojrzenie jego wydało mi się nader wymowne. Wyglądał, jakby był zmęczony i wyprany z pozytywnych emocji, chociaż nigdy za wiele ich nie posiadał.
Odważyłam się w końcu spojrzeć mu w oczy.
- Chciałam podziękować ci za ratunek.
Wzruszył lekko ramionami.
- Nie ma sprawy. Przykro mi, że oberwałaś. - zerknął smutno na mój brzuch, objęłam go nerwowo rękoma.
- Ja nic od ciebie nie chcę…
- Wiem.
- Nie dam rady utrzymać tego pałacu, więc…
- Nie musisz się martwić o jego kwestie finansowe.
- Ja go nie chcę! - lekko krzyknęłam i nastała cisza. Adam nerwowo zacisnął pięści i spojrzał w bok. Odniosłam wrażenie, że jeszcze kilka miesięcy temu oberwałabym za takie zachowanie. Po chwili wbił we mnie swe lodowate spojrzenie.
- To, co tu jeszcze robisz?
Chciałam coś powiedzieć, ale zamknęłam usta i wyszłam na dwór. Mike czekał, paląc papierosa przy aucie, podeszłam do niego.
- Ty palisz?
Jego karcący wzrok dał mi do zrozumienia, by do granic miasta już się nie odzywać. Wysiadłam na ulicy Backstreetboys. 

Minął rok. Nareszcie udało mi się odbić finansowo. Pracę dostałam w pizzerii, w której oprócz mnie pracowały trzy młode osoby i pizzermen. Nauczyłam się robić pizzę, chociaż na co dzień byłam tam kelnerką. Pewnego październikowego dnia, moje stabilne życie znów stanęło pod znakiem zapytania. Do knajpy weszło dwóch policjantów. Ukryłam się na zapleczu i obserwowałam wszystko zza okienka w drzwiach. Gdy ujrzałam kolegę-kelnera, który mnie szuka i się zbliża, oparłam się o szafkę z osłabienia. 
- Ann… policja do ciebie.
Wyszłam o lekko chwiejnych nogach. W nowej pracy przedstawiłam się jako Ann, żeby nie słuchać, znienawidzonego już przeze mnie własnego imienia. Jak zbliżałam się do mundurowych, przez drzwi wlał się czerwony z wściekłości szef. Zaprosił uprzejmym gestem policjantów do opuszczenia lokalu. Bałam się spojrzeć mu w oczy, wiedziałam już, że to mój koniec w tej restauracji. W lokalu panowała kompletna cisza. Goście skupili całą swoją uwagę na mojej osobie. Wyszłam zmierzyć się z nieuniknionym.
- Jecta Ilips?
- Mhm. - mruknęłam cicho.
- Pojedzie pani z nami. - pokiwałam smutno głową i podeszłam do auta.
- Nie masz już po co tu wracać. - rzucił mi szef na odchodne i zniknął za drzwiami. Jak usiadłam w pojeździe, nie hamowałam łez. Jeden z policjantów przyglądał mi się podejrzliwie w lusterku. Oparłam głowę o szybę. Zaczął padać deszcz, odpłynęłam we własne myśli i obawy.
Ocucił mnie dźwięk rzuconej teczki na stół w pokoju przesłuchań. Potrząsnęłam głową.
- Witam panią serdecznie. - Młoda blondynka, o łagodnych rysach twarzy uśmiechnęła się do mnie. - Komisarz Sea Botom. Została pani do nas wezwana w roli świadka. To śledztwo poszlakowe i prosiłabym o spróbowanie przypomnienia sobie wydarzeń sprzed kilku lat, dotyczących osoby Ilny Driver.
Na kilka sekund moje serce przestało bić. Dosłownie czułam, jak krew odpływa mi z policzków. Tak dawno nie słyszałam tego nazwiska.
- Może wody? - zapytała z widoczną troską. Spojrzała w lustro weneckie.
Zbladłam, zrobiło mi się słabo. Do sali wszedł niski mężczyzna, z małą butelką wody i szklanką. Odkręcił korek i przelał zawartość bez słów, po czym stanął cicho w rogu pokoju. „Niezły fach, prawie jak mój obecny, a właściwie były” pomyślałam głupio, dodając sobie odrobinę otuchy. Chwyciłam nerwowo naczynie i wypiłam całą zawartość.
- Proszę sobie przypomnieć, kiedy i w jakich okolicznościach widziała pani Ilnę po raz ostatni?
- Ja… nie pam… - zwymiotowałam obok stołu. Traciłam świadomość i kontrolę nad swoim ciałem. Stres zjadał mnie centymetr po centymetrze. 
Kobieta zapięła bluzę, z sufitu zaczęło lecieć zimne powietrze. Trochę mnie to ocuciło. Odchrząknęłam lekko, wzdrygając się na dźwięk, jaki z siebie wydałam.
- Ja nie pamiętam. Chyba jeszcze jak u niej pracowałam. -odpływałam we wspomnienia. Obserwując mężczyznę, który sprzątał moje wymiociny.
- Kiedy to było?
- Dawno. - blondynka zanotowała coś na kartce i zmieniła wyraz twarzy. Znikła z niej jakakolwiek sympatia.
- Jakie stosunki łączyły panią z Adamem Driverem?
To pytanie mnie dosłownie zamurowało. “Stosunki…” - uśmiechnęłam się sama do siebie. Zapadła bardzo długa cisza. Komisarz przyglądała mi się uważnie. Nie miałam pojęcia co jej odpowiedzieć. Moja mina zmieniała się jak pogoda w burzowy dzień. Na przemian uśmiechałam się, złościłam i popadałam w swoją otchłań. Po kilku minutach wybąkałam ledwo.
- Służbowe. Był moim szefem, a Ilna szefową. - wzruszyłam ramionami, gapiąc się tępo w blat beżowego stołu.
- A czy przypadkiem nie łączył was romans?
Przeszyłam ją wściekłym spojrzeniem, kręcąc przecząco głową.
- Mamy świadków, którzy to potwierdzają.
Moje usta przybrały grymas zdradzonego wojownika. Zacisnęłam dłonie na kantach blatu.
- Nie odpowiem pani już na żadne pytanie.
- Brak odpowiedzi to również odpowiedź. Jak odmówi pani współpracy, dostanie pani wyrok za utrudnianie śledztwa.
- Może pani sobie notować, co chce, jestem poza tym. Chciałabym iść do domu, poszukać nowej pracy, bo swoją dzięki waszej wspaniałej pomyślności straciłam. - burknęłam z wyrzutem, nie spuszczając z oczu kobiety. Ona siedziała chwilę bez ruchu, przyglądając mi się uważnie. Otworzyła akta i wyjęła zdjęcia kilku mężczyzn. Wydawało mi się, jakbym niektórych już gdzieś kiedyś widziała. Zmarszczyłam brwi. Rozłożyła piętnaście fotografii na stoliku.
- Czy kojarzy pani któregoś z tych osobników? - zachodziłam w głowę, skąd znam czterech z nich. Podrapałam się po głowie i zaprzeczyłam.
- To są bardzo groźni przestępcy, którzy prawdopodobnie są obecni w środowisku Adama Drivera. Co najmniej dwóch z nich…
Przypomniałam sobie skąd. Ujrzałam tamten wieczór w knajpie z Adamem.
- jest odpowiedzialnych za masakrę grupy przestępczej…
Otworzyłam szeroko oczy. Moje gałki oczne chodziły nerwowo, bojąc się każdych kolejnych słów, wypływających z jej ust. Chociaż dobrze znałam treść przekazu. Łudziłam się, że to pomyłka. 
- z dzielnicy Groveu.
Nagle znalazłam się obok siebie. Czułam, jakbym się unosiła, obserwując to wszystko z innego wymiaru. Obraz począł się rozmywać.
- Życie straciło tam pięćdziesiąt osiem osób. W tym sześć kobiet jedna była w zaawansowanej ciąży.
Zemdliło mnie.
- Mamy również podejrzenia, że Adam Driver też w tym uczestniczył. Znaleźliśmy ślady pięciu napastników, nie wszystkie ofiary zostały zabite szybko.
Ponownie zwymiotowałam, upadając z krzesła na kolana. Ostatkiem sił wyciągnęłam dłoń w jej stronę, błagalnym gestem, by zaprzestała kontynuowania.
Wyszła, a strażnik pomógł mi wstać, podał chusteczki i świeżą wodę. 
- Pani komisarz wyszła na kilka minut.
Powoli dochodziłam do siebie, nie mogąc w to wszystko uwierzyć. Powróciła ‘przemiła’ blondynka, pachnąc papierosami.
Nerwowo wyciągnęła zdjęcia ofiar, rozkładając na poprzednich. Na przodzie widniały zmasakrowane zwłoki kobiet, reszta to bliżej niezidentyfikowani -wydawałoby się- mężczyźni, chociaż stan niektórych ciał nie pozwalał tego jednoznacznie stwierdzić.
- Jednego żona rozpoznała tylko po obrączce, nie było możliwości nawet pobrać próbek do badań. To jak, zaczniesz gadać? - jej ton przemienił się nie do poznania. Brzmiała, jakbym to ja była sprawczynią. Ręce mi się trzęsły.
- Twój ukochany, to pieprzony psychopata, seryjny zabójca i gangster. Budzimy się! - strzelała z palców przed moimi oczami. - Przestań go kryć, bo wbije ci za współudział!
Odpłynęłam. To było dla mnie stanowczo za dużo. Oficjalnie opuściłam swoje ciało w niebyt. Słyszałam jej krzyki jak przez mgłę. Naciskała, bym powiedziała, gdzie ich znajdę. Machała mi przed nosem krwawymi zdjęciami, grożąc i próbując zmusić do wyjawienia czegokolwiek. Po godzinie dała mi spokój, wciskając wizytówkę w dłoń i wypuściła z budynku tortur zwanego komisariatem. Nawet nie pamiętam, jak dotarłam do domu.
Cały kolejny dzień przespałam. Pod wieczór wzięłam gazetę i zakreśliłam kilka ogłoszeń o pracę, musiałam jak najszybciej coś znaleźć. Umówiłam kilka spotkań i nazajutrz odbyły się rozmowy. Zależało mi na tej ostatniej, w knajpie, ale podobno, mieli jeszcze jedną kandydatkę. Dwa dni później otrzymałam telefon. Poszczęściło mi się i dostałam tę pracę. Pracowałam do późnych godzin wieczornych. Zostawałam czasami po godzinach, sprzątać za darmo, by i tej pracy nie stracić. 
W pewny czwartek wracałam ulicami ruchliwego miasta do domu. Lał deszcz, na ulicy nie było nikogo oprócz mnie i mijających się aut. Zatrzymałam się pod drzewem, żeby chociaż na chwilę nie padało mi na głowę. Po drugiej stronie drogi ujrzałam dobrze ubranego mężczyznę, który jedną ręką trzymał parasol, a drugą otwierał drzwi auta pięknej kobiecie. Byli bardzo elegancko ubrani, był to podjazd pięciogwiazdkowego hotelu. Uśmiechnęłam się na myśl o tym, jak łatwo musi być żyć w takim luksusie. Moje myśli przerwało ujrzenie twarzy mężczyzny. Z daleka wyglądał zupełnie jak… Driver. Usta otworzyły mi się lekko ze zdumienia. Wsiadł do auta z drugiej strony i odjechali. Potrząsnęłam głową ze zdumienia.
- Pani kochana, ma pani może papieroska? - podskoczyłam lekko i odwróciłam się w stronę dźwięku. Stał przede mną mężczyzna w nietypowym i brudnym ubraniu, z parasolem zepsutym z jednej strony. Czuć było od niego moczem. Potrząsnęłam przecząco głową i pobiegłam do domu. W domu przebrałam się, wzięłam ciepłą kąpiel i zasnęłam z moim kotem. Ta scena nie dawała mi spokoju.
Od tamtej sytuacji często tamtędy przechodziłam. W restauracji dostawałam dużo rzeczy do załatwienia na mieście, później przeniesiono mnie na nocną zmianę. Całe dnie przesiadywałam na ławce naprzeciw hotelu, by się przekonać czy to rzeczywiście był on. Gdy natrafiłam na godzinę, w której przyjeżdżał tam jeść lunch i potwierdziły się moje przypuszczenia, byłam tam codziennie. Ubierałam okulary i czapki tak różne, że aż czasem sama siebie nie mogłam rozpoznać. Tak minęły trzy miesiące. A ja jak fanka ukochanego serialu pojawiałam się na owej ławeczce, godzinę przed rozpoczęciem emisji. Upływały dni, to stało się moją obsesją i rutyną. Nawet się nad tym nie zastanawiałam. Kolejnego dnia, gdy ledwo zdążyłam na seans, ten się nie rozpoczął. Minęła godzina piętnasta i nigdzie nie było ani jego auta, ani jego samego. Poprawiłam się na ławce i zaczęłam niepokoić. Słońce prażyło niemiłosiernie, siedziałam w kapeluszu i okularach przeciwsłonecznych, nerwowo zerkając na zegarek. Po dłuższej chwili usłyszałam znajomy głos i błyskawicznie odwróciłam się w stronę dźwięku.
- Co tu robisz? - Adam siedział obok mnie w granatowym garniturze i wyglądał na rozbawionego. Jego przelotny, ciepły uśmiech przyprawił mnie o ciarki.
- Ja ymm… Przechodziłam… - nerwowo zbierałam swoje rzeczy, czując rozlewające się po policzkach rumieńce.
- Dlaczego mnie obserwujesz? - ton jego spokojnego głosu ukoił moje nerwy i bezsensowne ruchy, odetchnęłam zdenerwowana.
- Zobaczyłam cię przypadkiem jakiś czas temu i… - zawiesiłam głos, spoglądając w bok. - stałeś się moją jedyną rozrywką. Przepraszam, nie będę już tego robić.
- Nie rozumiem cię kompletnie.
- Wiem, ja siebie też nie… Już się zbieram. - wstałam gwałtownie i sunęłam szybkim krokiem w stronę domu. Mijając pierwszy blok, skręciłam, chowając się za niego i oparłam o ścianę, uspokajając oddech. Gdy otworzyłam oczy, stał przede mną. Momentalnie zaschło mi w ustach.
- Czyżbyś się za mną stęskniła? - przejechał dłonią po moim policzku, zrobiło mi się słabo. - Możemy to powtórzyć, jeśli chcesz…
Przytulił się do mnie, moje ciało zesztywniało. Miałam ochotę krzyczeć, ale z moich ust wydobyło się tylko jedno małe jęknięcie. W końcu moje ręce i nogi zaczęły odpowiadać na komendy mózgu, odsunęłam się na bezpieczną odległość.
- To chyba niezbyt dobry pomysł, muszę już iść. - wyprostowałam się i ruszyłam przed siebie. Gdy znalazłam się dostatecznie daleko, nie byłam w stanie dłużej powstrzymywać wybuchu płaczu. Przyspieszyłam i jak znalazłam się w domu, ukoiłam nerwy sporą dawką alkoholu i położyłam spać. 
Obudziło mnie łaskotanie w szyję, ruda często miewała taką zabawę w środku nocy. Machnęłam ręką, żeby ją odgonić i zesztywniałam, czując, że to nie sierść, tylko dłoń. Nie wiedziałam co robić, ale nie było mi dane długo się nad tym zastanawiać. Kołdra została odkryta i poczułam ciepło męskiego ciała, zamknęłam oczy.
- Adam, to ty? - zapytałam, ale mężczyzna zakrył mi usta dłonią. Wystraszyłam się i chciałam obrócić, ale w odpowiedzi zostałam tylko mocno przyciśnięta ciałem do pościeli. Gdy poczułam zęby na szyi, wiedziałam, kto jest ich właścicielem. Poddałam się chwili, która przeciągnęła się aż do godziny jedenastej wieczorem. 
Uspokajając oddech, położył się obok mnie, a ja zerknęłam na zegarek.
- O boże! - szepnęłam i zerwałam się jak oparzona, szukając telefonu. Leżąc, obserwował mnie z kamienną miną.
- Szlag! Pięć nieodebranych połączeń, zwolnią mnie. - przerażona oddzwoniłam do szefowej. Była wściekła i napomknęła coś o wypowiedzeniu i o tym, że nie muszę już przychodzić do pracy. Usiadłam zrezygnowana na skraju łóżka. Pogładził ręką moje plecy, od czego przeszły mnie ciarki. Zbliżył się i pocałował w bark. Objął i masował moje piersi i brzuch, mrucząc spokojnie. 
- Przez ciebie straciłam pracę, zresztą kolejną. I co ja teraz zrobię?
Nie odpowiedział. Położył mnie powoli i zajął, ponownie zatapiając się we mnie. Po wszystkim poszłam się wykąpać, a gdy wróciłam, jego już nie było. Osunęłam się na ziemię i pociekły mi łzy. Nigdy nie czułam się tak samotna. Znalazłam pracę na nocną zmianę, na stacji benzynowej. Nic się nigdy nie działo, widywałam coraz mniej ludzi. Pracowałam tam cztery miesiące. Gdy kolejnego dnia porządkowałam zaplecze, słysząc kobiecy śmiech, przewróciłam oczami, przybrałam fałszywy uśmiech i wyszłam za ladę. Mina mi zrzedła, gdy ujrzałam Adama, który obcałowywał jakąś nastolatkę. Dziękowałam firmie za obowiązek noszenia czapki z daszkiem i nie podnosząc głowy, podeszłam do kasy.
- Dobry wieczór. - nabiłam rzeczy i zapytałam, czy było tankowane. Adam roześmiany odpowiedział, że nie i że tylko to. Gdy wyszli, osunęłam się na ziemię i rozpłakałam, ściągając czapkę. Nienawidziłam siebie za wszystko. Wyjęłam chusteczkę z kieszeni i wysmarkałam nos. Miała dosyć zabawne logo, co odwróciło moją uwagę. 
- Proszę pani? Halo? - jego głos wyrwał mnie z otępienia, założyłam czapkę byle jak i podniosłam się, nie ukazując twarzy. - jeszcze to.
Rzucił na ladę orzeszki, chociaż wiedziałam, że ma na nie uczulenie. Po chwili zerwał mi czapkę z głowy i z triumfalnym uśmiechem pokiwał kpiąco.
- Twoja kariera widzę, kwitnie. - Spojrzałam na niego posępnie i nabiłam orzeszki.
- 3,50. - rzucił dziesięć dolarów, zabrał paczkę i wyszedł. Postanowiłam ze sobą skończyć. Wzięłam z półki butelkę litrowej wódki z sokiem i nie płacąc, po skończonej pracy, udałam się prosto do domu. Wypuściłam kota na dwór i zasłoniłam wszystkie okna. Wypalałam papierosa, po każdym skończonym drinku. Dosyć mocno mną sponiewierało. Po kilku godzinach picia wstałam chwiejnym krokiem i zaczęłam mówić głośno do siebie.
- I teraz tak, żył sobie nie podetnę, bo to boli. Uduszenie na klamce jest bez sensu, ale za to jest opcja skoczenia z okna. To wysoko, na dole beton, więc powinnam umrzeć szybko. Hmmm, hm, hm, hm myśl Jecta. Jak chcesz zginąć. Hym, hym, hym.
Zaczęłam biegać dookoła pokoju i cieszyć się do siebie i wygłupiać. Wywróciłam się o plecak i upadłam na podłogę, śmiejąc się przez łzy. Zamknęłam oczy. Po krótkiej drzemce ujrzałam postać nad sobą.
- Doprawdy bardzo dojrzałe. Chcesz, to mogę zostawić ci broń albo nawet cię zastrzelić. 
Złapałam się za głowę i podniosłam powoli.
- Co ty tu robisz? Orzeszki? Nie chciałam ci ich sprzedawać, ale tak nalegałeś. - ogarnął mnie pusty śmiech, nie mogłam się opanować.
- Jesteś żałosna. - wstał i powiedział coś szeptem do swojego ochroniarza.
- Tak, zdaję sobie z tego sprawę doskonale, ale mimo wszystko dziękuję za komplement. Zawsze milej to od kogoś usłyszeć. 
Do pomieszczenia weszła kobieta w czarnej kurtce.
- O, słyszała pani? Pan tu mówi, że marnuję za dużo tlenu.
Dziewczyna dźwignęła mnie na nogi i wyprowadziła siłą do samochodu, gdy usiadłam, przyłożyła mi watę do ust i urwał mi się film.

Obudziłam się z okropnym bólem głowy, usłyszałam mruczenie kota. Powoli otworzyłam oczy i czując obok siebie rudą, przytuliłam ją serdecznie i oprzytomniałam. Znów leżałam w dużym łóżku z baldachimem i przez myśl mi przeszło, że to apartament w zaświatach. Moje spekulacje przerwało wejście Adama do pokoju, wyglądał na pozbawionego wszelkich pozytywnych emocji. Wstałam powoli i biorąc kota, z zażenowaniem obeszłam łóżko, chcąc wyjść z pomieszczenia. Chwycił mnie mocno za ramię i szarpnął.
- A ty dokąd? Co ty sobie wyobrażasz?
Chciałam uniknąć wszelkiej konfrontacji, ale ścisnął mnie jeszcze mocniej i odszukał mój wzrok.
- Ja przepraszam, ale to ty wszedłeś do mojego miesz…
- Zaraz cię zabiję. Zabiję! Co ty sobie kurwa wyobrażasz!?
Popchnął mnie i upadłam na podłogę. Robił się coraz bardziej wściekły.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi. Już cię nie obserwuję, tylko tam znalazłam pracę, a skąd mogłam wiedzieć, że się znajdziesz akurat na tamtej sta…
- Milcz! Bo przysięgam, że cię gołymi rękoma uduszę! - kucnął przy mnie, przełknęłam ślinę i odwróciłam głowę w bok. Wbijał mi pogardliwie palce w ciało i szczypał skórę szyi i dekoltu. Mimo zdrętwienia ręki, na której się opierałam, nie odważyłam się ruszyć. Wstał i otrzepał się, łapiąc rękoma za głowę. Usiadłam, podkulając nogi pod siebie i wzięłam kota na ręce. Modliłam się, żeby nas wypuścił, ale wyszedł bez słowa z pomieszczenia.
Przytuliłam kotkę i siedziałam tak kilka godzin, dopóki drzwi nie otworzyły się na nowo. Po jego posturze mogłam poznać, że jest pijany. Było ciemno, chciałam po cichu odłożyć zwierzę i wstać, ale podszedł do mnie energicznie i wyrywając rudą, skręcił jej kark i rzucił na bok. Zamachnęłam się z krzykiem na jego twarz, ale uderzył mnie pierwszy pięścią i upadłam na pościel. Rzucił się, maltretując na oślep moje ciało, udało mi się tylko osłonić swoją buzię. Wydawał się w amoku, prawdopodobnie narkotykowym. Łzy spływały mi litrami po policzkach. Zemdlałam.

Gdy się obudziłam, leżałam dalej w takim samym stanie i pozycji, ale byłam sama z martwym kotem. Narzuta była mocno pokrwawiona, moje ciało rozorane i posiniaczone. Każdy ruch powodował ogromny ból. Wstanie i dotarcie do łazienki zajęło mi dwadzieścia minut. W tej samotni spędziłam osiem dni. Służba trzy razy dziennie przynosiła mi posiłek i w ostatni dzień zabrano pościel. Siedziałam bez emocji przy zakratowanym oknie i przyglądałam się otulonemu księżycowym światłem skrajowi lasu. Zrobiło mi się zimno, ale w pomieszczeniu niestety nie było niczego do otulenia się. Zaczęłam telepać się z zimna. Po godzinie otworzyły się drzwi. Było zbyt ciemno, na ocenienie kto się znajduje w środku. Z wyziębienia nie robiło mi to różnicy. Stukot butów zatrzymał się wprost przede mną. Schowałam twarz między ręce, a klatkę piersiową i czekałam na cios. 
- I co ja mam z tobą zrobić, hmm?
Dłużej nie mogłam opanowywać coraz bardziej ogarniającego mnie dygotania i wypuściłam z siebie głośno powietrze. Przyłożył ciepłą dłoń do mojego czoła i zabrał ją błyskawicznie.
- Rozchorujesz się, wstań. Wstań! - odczekał chwilę i po braku reakcji z mojej strony, szarpnął mnie mocno do siebie i wyprowadził na korytarz. Gdyby nie jego stalowa dłoń, zaciśnięta na moim ramieniu, nie byłabym nawet zdolna iść. Mijaliśmy służbę, która odskakiwała na bok na jego widok. Każdy się kłaniał i miał wypisany na czole strach wielkimi literami. Wepchnął mnie przed siebie do pokoju, który był wykonany z czarnego marmuru i tylko delikatne białe paski neonowe, oświetlały eleganckie i nowoczesne pomieszczenie. 
- Poczekaj tu na mnie. - zostawił mnie na środku i gdy zamknął za sobą wejściowe drzwi, moje nogi z braku adrenaliny przytuliły mnie do parteru. Po niecałej godzinie, gdy organizm się uspokoił, wstałam powoli, rozglądając dookoła. Styl minimalistyczny miał swój urok. Wszystko błyszczało i pachniało nowością. Trochę chwiejnym krokiem trzymałam się na nogach, słysząc otwieranie drzwi. 
- Ahh, zapomniałem o tobie. - Podszedł do mnie i tym razem delikatnie ujął za ręce i skierował mój wzrok na siebie. - Co mam teraz z tobą począć, hmm?
- Puść mnie albo dobij.
Zaśmiał się i podszedł do barku, by nalać sobie rumu do szklanki. Wypił duszkiem i zdejmując garnitur i buty, włączył delikatną klasyczną muzykę. Usiadł, rozwalając się na dużym fotelu i przymknął oczy.
- Możesz usiąść.
Rozejrzałam się i nigdzie nie widząc do tego miejsca, uśmiechnęłam smutno i zaczęłam rozgrzewać dłonie.
- Podejdź do mnie. - otworzył oczy i patrzył na mnie jak na intruza. Podeszłam szybko, by znów nie paść ofiarą jego pięści. Kiwnął głową, wskazując swoje kolano. Usiadłam na nim delikatnie i nieśmiało. Przytulił mnie od tyłu. - No, w końcu zmądrzałaś trochę. Za bardzo cię lubię, żeby cię zabić.
- To, co ze mną zrobisz?
- Sprzedam. - zaśmiał się do siebie.
Nogi miałam jak z waty, z każdą chwilą ciszy bałam się go coraz bardziej, ale starałam nie dać tego po sobie poznać. Po dłuższej chwili zepchnął mnie z kolana i wstał.
- Umyj się i połóż spać najlepiej, dziś nic nowego już nie wymyślę. 
Pocałował mnie w czoło i wyszedł. Było mi wszystko jedno, wykonałam jego zalecenie. Wzięłam gorący prysznic i położyłam do łóżka. Rano po przebudzeniu zostałam zaproszona na uroczyste śniadanie. W gronie Adama, Mikea i kilku ich roześmianych znajomych czułam się jakbym była niewidzialna. Prawie wszystkie twarze znałam ze zdjęć tej policjantki. Nie miałam apetytu ani odwagi, by wstać od stołu i odejść, więc pokornie czekałam na koniec tej farsy. Na szczęście nikt się do mnie nie odezwał i po dwóch godzinach zostaliśmy przy stole we trójkę.
- I co zamierzasz? - Mike zapytał Adama, ale wzrok miał skierowany w moją stronę.
- Wziąć ślub. - zabrzmiało to całkiem poważnie, a twarz mojego oprawcy nie zdradzała nawet grama uśmiechu. Wpatrywał się we mnie posępnie, aż poczułam ogniste smagnięcia na policzku.
- Zostawię was. Dziękuję. - kulturalny i z wyczuciem jak zawsze Mike odszedł od stołu. Pomiędzy nami zapadła głucha przepaść. Po kilku minutach spróbowałam swoich sił.
- Wypuścisz mnie? Proszę.
- Nie słyszałaś, co właśnie powiedziałem? Zamierzam cię poślubić, a nie się ciebie pozbyć.
- Ale dlaczego?
Uśmiechnął się tajemniczo, po czym spoważniał i nachylił się w moją stronę.
- Bo nie chce mi się za tobą biegać. A i ty widzę, tęsknisz za mną, gdy znikam. - chciałam zaoponować, ale wymownie gestem dał mi do zrozumienia, by tego nie robić. Chwyciłam szklankę z sokiem pomarańczowym i upiłam łyk. Hiszpańskie słońce oślepiało ciepłem i zachęcało do uśmiechu i relaksu. Adam wstał.
- Chodź ze mną.
Posłusznie udałam się za nim. Zaprowadził nas do swojej sypialni i zaczął się rozbierać. Nie bardzo wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, pociągnął mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Wiem, że oboje bylibyśmy wolni, gdybyśmy się nigdy nie spotkali. - delikatnie całował mnie w szyję, moje ciało zesztywniało. Powoli pozbawiał mnie ubrań i położył na łóżku, nie zaprzestając oralnych pieszczot. Zemdliło mnie, chciałam wstać, ale zablokował moje ruchy.
W ślimaczym tempie znalazł się we mnie. Oddałam się mu całkowicie ani razu nie protestując i podążając za jego ruchami. Zespoliliśmy się rytmicznie, a ja starałam się odgrywać rolę oddanej i posłusznej, chociaż nie miałam na to ochoty. Już sama nie wiedziałam, czego pragnę. 
Zostałam sama w pokoju i leżąc, rozmyślałam o tym wszystkim, nie mogąc się odnaleźć. Driver opuścił pomieszczenie w rozpiętej białej koszuli. Wyjrzałam przez okno i schyliłam się nagle, zauważając tych dwoje policjantów z przesłuchania. Podali sobie ręce i usiedli na tarasie. Zbliżyłam się do balkonu, by podsłuchać rozmowę.
- Jest na ciebie wyrok śmierci. - odezwała się urocza blondynka, nieudolnie kokietująca Adama, którego, jak można poznać po minie, to dosyć mocno bawiło.
- Da się coś z tym zrobić?
- Musisz zniknąć, wszyscy pragną ujrzeć twoje truchło. Niestety, gra skończona Panie Driver. - strażnik wzruszył smutno ramionami.
- Nawet psy chcą cię odstrzelić, za ten bajzel na Groveu. Mówiłam ci, żebyś się w to nie mieszał.
Adam przewrócił oczami i zamyślił się, obserwując swój przepiękny ogród.
- To kwestia czasu. My niestety, nie jesteśmy w stanie dla ciebie nic zrobić. Potrzebujesz cudu.
- Albo zapaść się pod ziemię. - policjanci mocno się zatrwożyli.
Wiatr zatrzasnął okno, Driver spojrzał w moją stronę i wstał, wyciągając rękę do policjantów.
- Dziękuję za pomoc i informacje. To nasze ostatnie spotkanie. Pani oficer, panie komisarzu, odprowadzę was. - zasalutował im i udał się do jednego z posterunków na posesji.
Nie było go cały dzień. Ja nie miałam ochoty i odwagi wyjść z sypialni, więc czekałam tam na jego powrót, który nastąpił późno w nocy. Był wykończony, umył się, rozebrał i położył obok mnie. Postanowiłam zaryzykować i zacząć rozmowę jako pierwsza.
- Mogę zadać pytanie?
- Już zadałaś. - zamruczał.
- A jeszcze dwa?
- Mhm. - jego chrypka wydała się urocza.
- Co te gliny tu robiły? Kiedyś wezwali mnie na przesłuchanie…
Otworzył oczy i usiadł, biorąc łyka z mojej szklanki z wodą.
- Wiem. Bardzo ładnie się zachowałaś.
- Skąd w…
- Sprawdzali cię dla mnie. Czy mnie sprzedasz, czy piśniesz chociaż słówko. Zaskoczyłaś tym Mikea, bo ja wiedziałem, że tego nie zrobisz.
Poczułam mrowienie w nogach i gulę w gardle. Przełknęłam głośno ślinę.
- Jeszcze mi powiedz, że to porwanie, to również była twoja sprawka, tak, żeby mnie przetestować.
Zezłościły go te słowa i wstał, zapalić światło. Podszedł do mnie, nachylił się i złapał silny kontakt wzrokowy.
- Nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił. Za kogo ty mnie masz?
Gdy już miałam mu odpowiedzieć, przytknął mi palcem usta i usiadł obok zrezygnowany.
- Wiem, że czasami bywam agresywny.
- Czasami!? - wyrwałam się głośno.
- Nie przerywaj mi. - opadłam posłusznie na pościel. - Taką mam naturę, ale moja żona… Ona była zawikłana w o wiele gorsze rzeczy. Jak się dowiedziałem o twoim porwaniu, myślałem, że serce mi pęknie. A wydawało mi się, że już dawno jest martwe. Wytropiliśmy cię, chociaż gnoje starannie cię ukryli. Cała akcja odbicia, ten postrzał… Nawet nie masz pojęcia, ile mnie to kosztowało. Znalazłem wszystkich, którzy byli za to odpowiedzialni i pozbawiłem ich życia. Do tej pizdy nie mogłem długo dotrzeć, stanowczo za długo.
Zacisnął pięści i napiął mięśnie pleców.
- Ale już jest po wszystkim. Już będzie spokój, za chwilę będziemy wolni.
- Adam, o czym ty mówisz?
Odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął łagodnie. Całe napięcie z niego zeszło. Zbliżył się do mnie i pocałował delikatnie, masując me ciało. Odwzajemniłam pieszczoty i zaraz znalazł się nade mną. Był delikatny, ale stanowczy. Pół nocy bawiliśmy się sobą i cieszyliśmy jak dzieci. Mój świat znów skierował się w inną stronę, jak piórko rzucone na wzburzone wody, które co chwilę zmieniają prądy. Przestałam to analizować, a poddałam się jemu.
Rano zadowolona udałam się na śniadanie. Adam czekał tam na mnie z dwójką projektantów. Odsunął mi krzesło i zaprosił do posiłku. Jadłam i słuchałam o tym, jak będzie wyglądać nasza mała, szybka ceremonia. Chciałabym, by tak było zawsze, ale doskonale wiedziałam, że to niemożliwe. Po śniadaniu, jak zostaliśmy sami, Adam podał mi pudełeczko. Otworzyłam nieufnie.
- Spokojnie, to nie bomba. - zaśmiał się serdecznie. W pojemniku znajdował się mały, skromny pierścionek. Zmarszczyłam brwi.
- Załóż, proszę. I tak się już ode mnie nie uwolnisz, to co ci szkodzi pożyć trochę w luksusie. - mrugnął do mnie z tym swoim szelmowskim uśmiechem. Założyłam na lewą rękę.
- Nie tak. - zerwał mi go z palca gwałtownie i nałożył na drugą rękę, prawidłową. - Słuchaj ja…
Widać było jego zakłopotanie.
- Myślę o tym, by zapisać się na terapię okiełznania agresji… - zerknął na mnie ukradkiem i odwrócił głowę. Złapałam jego twarz w swoje dłonie i pocałowałam go delikatnie. Przyciągnął mnie do siebie, wziął na ręce i zaniósł do sypialni. Kolejny dzień i kawał nocy zatapialiśmy się w sobie. Pragnęłam, by ta chwila trwała wiecznie, ale jak to w życiu bywa, nie trwała.
Nad ranem przyjechał Mike i kłócili się o coś długo, nie mogąc dojść do porozumienia. Kolejne dwa dni Driver był chłodny i agresywny jak zawsze. Miałam wrażenie, jakby to na mnie był tak wściekły.

Ślub był szybki, skromny i krótki. Wizażystka i projektant rano wpakowali mnie w sukienkę, makijaż i do samochodu. Udaliśmy się do urzędu dwa podpisy, nikt o ‘tak’ nas nie zapytał. Krótki uścisk dłoni, nasz pocałunek i od teraz nazywam się Jecta Driver. Adam przysłał mi jako świadka swoją przyjaciółkę Samantę. Trochę poprawiło mi to humor, ale obawiałam się, co dalej się wydarzy w tym moim marnym życiu.
Mike podszedł do nas, jak siedzieliśmy w aucie.
- Słuchaj Adam, jest takie mini przyjęcie, w gronie przyjaciół…
- Kogo? - Driver rozchmurzył się, ale kiwnął głową. Adwokat podał mu adres na kartce, mężczyzna jak przeczytał, cofnął głowę z niezadowolenia. Spojrzał na brata i przeszył go wzrokiem. Mike wzruszył ramionami, zmieszał się i odchodząc, zachęcił, byśmy się tam udali.
Adamowi ewidentnie nie było to na rękę, ale podał adres kierowcy i kilkanaście minut później zatrzymaliśmy się przed kolejną willą kolosalnych rozmiarów. Wszędzie było pełno aut i ludzi w ciemnych garniturach. Na twarzy mojego małżonka dostrzegłam zaciekawienie i rozbawienie. Samanta otworzyła mi drzwi, a Adamowi Mike.
- Mini?
- Oj no, musiałem cię tu jakoś ściągnąć. Nie pożałujesz, są dosłownie wszyscy.
- Proszę, nie bądź zły, nie dało się nikogo powstrzymać. - Sami uśmiechnęła się ciepło i przytuliła Adama, a potem mnie. Mój niepokój rósł z każdą sekundą. Wprowadzono nas do środka i na górę. Adam prowadził mnie za rękę, osłaniając plecami. Mike odsunął się od wyjścia na ogród, które było wysoko, a od niego rozchodziły się długie schody w dół. Jak Driver stanął pierwszy w swojej białej marynarce nastała cisza. Przyciągnął mnie obok siebie, rozległy się głośne brawa i gwizdy. Mąż przytulił mnie mocno, a ja nerwowo rozglądałam się po zgromadzonych. Było tam około tysiąca osób, serce biło mi jak szalone, gdy zaczęliśmy schodzić na dół. Cały czas trzymał mocno moją rękę i zanim jego białe, eleganckie buty dotknęły trawy ogrodowej, szepnął mi na ucho, bym trzymała się blisko niego. Przełknęłam ślinę, nie będąc chyba gotowa na to, co się zaraz wydarzy. Wszyscy kolejno podchodzili do nas, składając życzenia i grube koperty oraz kwiaty i prezenty. Trwało to kilka godzin, Adam w międzyczasie popijał drinki i co jakiś czas upewniał się, czy wszystko ze mną jest w porządku. Wymęczyło mnie to kompletnie. Wieczorem szybko udałam się spać. Impreza z okazji naszego ślubu trwała trzy dni nieustannie, wszędzie było pełno gangsterów, ich pań i ochrony. W drugi dzień żony i kochanki tych typów spod ciemnej gwiazdy wzięły mnie do swojego koła gospodyń wiejskich i opowiadały o swoich jachtach, luksusach, zapewniając mnie, że pokocham takie życie. To był dla mnie istny koszmar. Nie widziałam Adama, chociaż widywałam podchmielonego Mikea, który obserwował mnie cały czas. Trzeciego dnia miałam dość i dosyć wcześnie wyrwałam się z tego cyrku, w którym nie chciałam dłużej uczestniczyć. Znalazłam pokój najwyżej położony i odseparowany od tego całego zgiełku.  Weszłam do środka, były niewielkie drzwi tarasowe, łóżko i skośna ściana. Nic więcej nie potrzebowałam. Położyłam się i rozpłakałam, będąc przerażona swoją przyszłością. Bałam się dosłownie wszystkiego, co przychodziło mi na myśl. Niepostrzeżenie zasnęłam. Obudził mnie dźwięk zamka, który ktoś z zewnątrz nieudolnie próbował otworzyć. Zwlekłam się po cichu z łóżka, poprawiłam je i położyłam z drugiej strony na ziemi, tak, by nie być zauważoną. Wstrzymywałam oddech w oczekiwaniu na dalszy ciąg wydarzeń. Komuś udało się otworzyć drzwi, wszedł do środka i położył na łóżku. Za oknem słychać było jak zresztą codziennie, głośną muzykę, śpiewy i fajerwerki. Czasami nawet ktoś strzelał, a reszta towarzystwa obśmiewała się wzajemnie. W pokoju cisza pomyślałam, że ktoś zasnął i za trochę wstanę i się stąd wyniosę. Wypuściłam bezgłośnie powietrze i uspokoiłam trochę. Gdy nagle czyjaś ręka złapała mnie za włosy, postać zwaliła się z łóżka na ziemię obok i rujnując mi fryzurę, przycisnęła się do mojego ciała, wciskając mnie w kąt. Oczywiście był to Adam.
- Ała, puść… - chwyciłam delikatnie jego za rękę, puścił.
- Myślałaś, że cię nie znajdę? - mruczał, a z jego oddechu dało się wyczuć mocny alkohol i papierosy. - To nasza noc poślubna kochanie.
- Wolę nie. - nie potrafiłam powstrzymać łez, okropnie się bałam. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił, nucąc melodię lecącą za oknem i śpiewając cicho - I’ll send you all my love…
Podciągnął mocno moją sukienkę do góry i wyjął swoje nabrzmiałe prącie. Płakałam cichutko.
- every day in a letter…
Rozerwał mnie ból od środka, byłam w bardzo niekomfortowej pozycji. Poprawił się dwa razy i dopchnął do końca.
- Sealed with a kiss. - Powiedział chłodno i pocałował moje usta, przygryzając, aż poleciała mi krew. Brutalnie przyciskał mnie do miękkiego dywanu, pchając szybko tak, jakby chciał we mnie rozpalić ogień. Leciała mi krew z warg sromowych. Czułam bolesne ocieranie. Wgryzł się w moją szyję jak dawniej, tylko sto razy mocniej i blokował całym ciałem, jakbym miała nagle odlecieć. Chwytał łapczywie i chłonął jak prywatną ścieżkę kokainy. Po bardzo długim stosunku zasnął na mnie i we mnie. Walczyłam, żeby się spod niego wydostać. Wyglądał na totalnie wykończonego, ale jak już prawie udało mi się wstać, chwycił mnie mocno za szyję i przywrócił do poziomu. 
- Dokąd to? Pani D-r-i-v-e-r. - zaakcentował ze wściekłością, dając mi do zrozumienia, że tak będzie wyglądać reszta mojego życia. Rozpłakałam się, a on zaczął całe przedstawienie od nowa. Nie wiem skąd miał na to siłę, ale ja już nie. Po wszystkim, nad ranem wstałam się umyć, ale jak zobaczyłam swoje odbicie w lustrze, podjęłam decyzję. Wyglądałam jak ofiara zabójstwa, ze szczególnym okrucieństwem. I tak również się czułam. Za oknem słychać było niekończącą się imprezę. Tak mocno wszyscy świętowali nasze szczęście. Weszłam do pokoju i wyjęłam jego broń ze spodni. Adam się obudził i powoli zbierał z podłogi, z uśmiechem na ustach. Odbezpieczyłam spluwę, nie hamując płaczu, pierwszy raz wyjąc głośno. Przetarł oczy i pokiwał przecząco, widząc broń wycelowaną w swoją klatkę piersiową. Z tarasu nadbiegł jego goryl, celując prosto we mnie. Czas wydłużał się i ciągnął jak guma. Każda sekunda trwała godzinę, a każda godzina co najmniej dzień. Adam spojrzał błagalnie i zdążył tylko krzyknąć głośne NIE! W stronę ochroniarza. Obie bronie wystrzeliły w tym samym czasie.


Trzy tygodnie później.
Mike otworzył tylne drzwi czarnego Mercedesa Maybacha i pomógł wysiąść wujowi Jakeowi. Doktor westchnął ciężko i poprawił czarne okulary przeciwsłoneczne. Był piękny, słoneczny dzień, który zbliżał się ku końcowi, o czym informowało zachodzące słońce. Mike zapalił papierosa. Przez drogę cmentarza przejeżdżał korowód luksusowych i sportowych aut, wypuszczając ze swoich drzwi coraz ważniejsze głowy mafijnego podziemia. Roiło się od ludzi i ich ochroniarzy. Adwokat skończył palić i udał się do pomieszczenia, gdzie były ustawione dwie trumny, jedna czarna druga czerwona. Wuj wszedł zaraz za nim i przeżegnał się z zatroskaną miną. Byli sami. Jake podszedł do pierwszej, czarnej trumny i westchnął, ciężko otwierając wieko. W środku było pusto, leżała tylko broń, z której strzelała Jecta. Wuj otworzył usta ze zdumienia i popatrzył na Mikea. Ten uśmiechnął się szelmowsko, a gdy doktor popatrzył na drugą trumnę, Mike pokiwał przecząco głową, rozszerzając uśmiech. Zamknęli wieko, zatrzasnęli kłódką i udali się do wszystkich gości, zostawiając trumny i ich tajemnicę dla siebie.
 

12,555
9.22/10
Dodaj do ulubionych
Podziel się ze znajomymi

Jak Ci się podobało?

Średnia: 9.22/10 (9 głosy oddane)

Pobierz powyższy tekst w formie ebooka

Z tej serii

Komentarze (1)

Phuszek

Phuszek · 13 sierpnia 2020

+3
0

KC

Czy napewno chcesz usunąć ten komentarz?

Opowiadania o podobnej tematyce:

Pokątne opowiadania erotyczne
Witamy na Pokatne.pl

Serwis zawiera treści o charakterze erotycznym, przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Decydując się na wejście na strony serwisu Pokatne.pl potwierdzasz, że jesteś osobą pełnoletnią.

Pliki cookies i polityka prywatności

Zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przechowywanych w plikach cookies.
Zgadzam się na przechowywanie na urządzeniu, z którego korzystam tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie moich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania przeze mnie ze stron internetowej lub serwisów oraz innych parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych i w celach analitycznych.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz w regulaminie serwisu.